Kilka różności przed Wigilią.
KALENDARZ POŚCIGU ZA UKŁADEM
Minęło 450 dni od rozpoczęcia pościgu za układem!
A “UKŁADU” ANI ŚLADU!
Kończy się rok bardzo dobry gospodarczo, do czego rząd – mówię to z pełną odpowiedzialnością, jako ekonomista – nie przyłożył ręki. I kończy się rok największego od odzyskania niepodległości w roku 1989 nasilenia politycznych awantur, celowego skłócania niemal wszystkich środowisk, zaognienia języka politycznego, deprecjacji kraju na zewnątrz, w końcu moralnej katastrofy rządzącego od roku Układu Rewolucji Moralnej. To jest roczny urobek tworzenia IV RP.
Dalsza wojna.
Wybory samorządowe zatrzymały parcie PiS po jeszcze większą władzę, a nawet można mówić o porażce. Ale to nie zmienia postępowania Kaczyńskich. „Po jednej stronie PiS, po drugiej PO i SLD, wraca stare, musimy się temu przeciwstawić” – ten komentarz Premiera wygłoszony po porażce Marcinkiewicza mówi wszystko. „Doznałem porażki, odpowiedzią więc będzie dalsza wojna”. To typowa reakcja tego polityka. Jego skrzynka z narzędziami składa się z siekiery i maczugi. Siekierą próbuje rozłamać scenę polityczną, w najbardziej dogodnym miejscu, na Siebie i „Złych” (ostatnio na Polskę rywinowską i postrywinowską), po czym maczugą wali „złych”. Jest to polityk ciągłych wojen. Zawsze je wywoływał uważając potem, że to jego się prześladuje. Od roku głównie toczy wojny; w kraju, a także z Unią Europejską, z Niemcami i z Rosją. Dopóki będzie miał władzę Polska będzie w stanie wojen politycznych i na konto Polski będzie je prowadził także na „europejskim froncie”. Mamy perspektywę trzech lat szarpania krajem, chyba, że pomoże nam „afera seksualna” i padnie koalicja, co daj nam Losie.
Odprysk w Platformie.
Platformę Obywatelską wybory wzmocniły, ale szarża Rokity, pokazała, to co wiadomo, że w partii jest PiS-opodobny odprysk z krakowskim posłem na czele. W partii wielkich wpływów nie ma, ale może trzyma przy PO część jej ”PiS-opodobnego” elektoratu. To daje Rokicie silną pozycję nie tyle przetargową, co obiektywnie szantażową. I to właśnie nie pozwala Platformie stworzyć opozycyjnego wobec PiS programu. Tę szarżę Rokita przegrał, bo pokazało się, jak słabo słuchają go krakowianie. Ale mogła ona położyć Hannę Gronkiewicz Waltz, gdyby nie rzut na taśmę Kwaśniewskiego i Borowskiego z wsparciem dla kandydatki PO.
Straszenie lewicą.
Platforma powinna wyciągnąć z tego wnioski. Poparcie Kwaśniewskiego i Borowskiego nie stało się dla działaczki PO pocałunkiem śmierci, lecz ratunku. Zadało kłam tezie, że kontakt z lewicą grozi utratą poparcia elektoratu PO. Ta teza to wygodny straszak na Platformę, celowo odświeżany i nagłaśniany. Paraliżuje on jej swobodę manewru i przez to stawia ją wobec widma porażki, jak to było w Warszawie, czy przed faktyczną porażką, jak podczas wyborów prezydenckich. Nic nie kosztowało Platformy drożej niż uleganie straszakowi, że współdziałanie z lewicą to śmierć. Platforma powinna dać sobie swobodę działania taką, jaką dał sobie Kaczyński, na dodatek wchodząc bez skrupułów w sojusz z najbardziej wstecznymi, najpaskudniejszymi partiami w kraju. Warunkiem jest zdecydowanie się, by porzucić dogmat z wojny dawno skończonej, który wszyscy już porzucili.
Dekomunizacja Centrolewu.
Oczywiście ważne jest co będzie się działo po stronie Centrolewu, w którym, obok sił nowych, młodych, światłych, nadal są i aktorzy i amatorzy odgrzewania starych wojen, brania rewanżu na tych, którzy już kilkanaście lat temu zawalili im świat, do jakiego przywykli i myśleli, że będzie wieczny z ich kierowniczą rolą na czele. Centrolew ma szansę wyrosnąć na poważną siłę polityczną pod warunkiem, że nastąpi rodzaj ”dekomunizacji” SLD i konsolidacji ugrupowania, właśnie Centrolewu wokół nowej wizji Polski, którą powinni zaproponować.
Chwast sezonowy.
Sądzę, że po roku można powiedzieć, iż Czwarta RP okaże się niezbyt szczęśliwym epizodem, a nie nowym, lepszym okresem w historii kraju. W Polsce, kraju demokracji, zakorzenionej na dodatek w przynależności do Unii Europejskiej, nie można jednostronnie, w trybie wewnętrznej wojny politycznej narzucać czegoś, czego większość nie chce. To się nie może skończyc sukcesem. Rysuje się też zwolna nowa konfiguracja sił politycznych, bardziej, od obecnie rządzącej, odpowiadająca dzisiejszemu czasowi. Mam na myśli Platformę Obywatelską, sprzymierzoną z PSL. I mam na myśli Centrolew, jako uwolnioną od różnych bagaży z przeszłości, skonsolidowaną, i wyposażoną w nowoczesny program formację od centrum w lewo. Jako potencjalnego alianta centroprawicy. Polakom trzeba przedstawić alternatywę w stosunku do obecnej władzy tak wstecznej, tak odwróconej od czasów w których żyjemy, że nawet skłóconej z Darwinem.

19 grudnia 2006, o godzinie 12:24
To Wesołych Świąt dla Pana i Wszytkich Blogowiczów.
I tak na marginesie krótkie pytanko. bo czytam do poduszki Pana ksiażkę „Zwierzenia Zausznika”. znalazłem tam taki fragment:
„I jeszcze jedno –
wszędzie można spotkać krajanów. Wychodzę z hotelu w środku Manhattanu i
słyszę:
- Waldek Kuczyński? Co za spotkanie! _
Jakiś elegant a la Wall Street w moim wieku.
- Co to, nie pamiętasz mnie? Lejb Fogelman jestem. Z Warszawy!”
Panie Waldemarze, czy to ten sam Lejb Fogelman, którego nazwisko wyszło w komisji sledczej badającej aferę Orlenu?
pozdrawiam
Bernard
19 grudnia 2006, o godzinie 12:34
Bernard
Moj przyjaciel, dawniej esbek, ma w kraju wywiadownie gospodarcza.Jesli szukasz pracy to moge cie polecic.
19 grudnia 2006, o godzinie 12:49
Panie Edwardzie,
Pan Bernard sadząc po zainteresowniach i zdolnościach aspiruje do CBA, jako funkcjonariusz, albo TW.
Panie Bernardzie,
to ten samiutki! Jak pan widzi Układ sięga wszędzie nie tylko w Polsce ale i na Wall Street. Niech Pan co prędzęj zlozy stosowne doniesienie Mariuszowi Kamińskiemu. Tyle, że cala ta afera Orlenu jest nawet nie do d..y, tylko po prostu jej nie ma. Bo gdyby była to PiS -owskie „orły sokoły, kaczory” dawno by przewieźli orlenowskich aferzystów przez cala Polskę w kajdankach i w towarzystwie wszystkich mozliwych kamer, a na czele jechaliby minister Ziobro i prok. Kaczmarek.
19 grudnia 2006, o godzinie 13:16
panie waldku widze, że znowu zdrowko dopisuje i widzimy swiat w rozwych kolorkach, dlatego tez przesylam ponownie ostrzezenie przed zarastajacym chwastem:
ksiadz maj na pytanie dzennikarza dziennika dlaczego dopiero teraz kryjace tajemnice zbrodni komunistycznych archiwum Komitetu Prymasowskiego zostanie przekazane do Archiwum Akt Nowych odpowiedzial : wczesniej mielismy powazne watpliowsci, czy dokumenty beda bezpieczne. Przeciez mnostwo dokumentow zostalo w Polsce zniszczonych. Ale Polska OKRZEPŁA. Wydaje sie, ze zmiany poszly tak daleko, ze akta beda bezpieczne.
Panie waldku prosze dalej wyrywac tego chwasta, a moze jeszcze nie jest za pozno, moze jeszcze nie okrzepl. Wywija pan ta mauczuga az milo.
19 grudnia 2006, o godzinie 13:26
Edwardzie,
Przyznaję raczej rację Panu Waldemarowi. Ten Twój przyjaciel poszukuje raczej fachowców, a nie bulterierów ;)
19 grudnia 2006, o godzinie 13:32
Anderek,
gdybyś pomyślał to byś zauważył, że Pan Waldemar posługuje się nie maczugą, a brzytwą – Ockhama zresztą.
19 grudnia 2006, o godzinie 13:42
Wyborcy jak dotąd odsuwali wszelkie siły polityczne, które były zarzewiem ciągłych konfliktów. Wojenna sytuacja to jest sytuacja usprawiedliwiająca potrzebę bycia nieprzyzwoitym (wojna z definicji wyłącza potrzebę przyzwoitego postępowania). Społeczeństwo może nie jest przygotowane jeszcze internalizacji pojęcia przyzwoitości, jednak konsekwentnie rozpoznaje, iż za ciągłymi niesnaskami i tarciami, stoją są po prostu, pycha i chciwość, i złe i mierne postacie z gatunku ćwierć-inteligencji.
19 grudnia 2006, o godzinie 14:29
Brawo !!!!
Tak wpis do bloga świetnie i, w sumie optymistycznie, podsumował mijający nam rok, jak i Bernardowi Pan świetnie odpisał! ( nb. Bernard to taki troll netowy rzucony przez Przemoc i Strach na odcinek Kuczyński-Passent-Paradowska, a kto go wie, gdzie jeszcze judzi – pewnie jednak nie tam, gdzie jego miejsce, czyli u Michalkiewicza czy innego Rybińskiego).
Oczywiście jakiekolwiek polemiki z Bernardem uważam za zupełnie ale to zupełnie jałowe – polemiki bowiem zakładają funkcję myślenia u obu stron debaty – ale ciętość riposty innym czytelnikom sprawia frajdę. :) :) :)
serdecznie pozdrawiam
19 grudnia 2006, o godzinie 15:20
Panie Waldemarze! Spokojnych Świąt, by wątroba odpoczęła od bernardów i pis-maków.
Kto się czubi ten się lubi – po cholerę by bernardy i inne pistrolle nabijały Panu licznik odwiedzin i komentarzy! No pięćset komentarzy z hakiem to ja chyba nigdzie nie widziałem!!! Toż galby, strzelby i cała pisartyleria żółknie z zazdrości.
Nowego Roku Milszego niż stary…
19 grudnia 2006, o godzinie 15:26
Jeżeli afrey Orlenu nie było, to co oni tam w wikipedii wypisują:
„Afera Orlenu (znana też jako Orlengate) – tak nazwana przez dziennikarzy publikacja w Gazecie Wyborczej opisana 5 kwietnia 2004 roku. Związana z zatrzymaniem 7 lutego 2002 roku przez UOP prezesa PKN Orlen Andrzeja Modrzejewskiego. W celu wyjaśnienia afery w maju 2004 r. Sejm powołał komisję śledczą.
Modrzejewskiego zatrzymano na polecenie prokuratury. Akcja już wówczas wzbudziła duże kontrowersje – krytykowano jej przesadną spektakularność oraz moment przeprowadzenia – w przeddzień posiedzenia rady nadzorczej spółki. Na kilka godzin przed rozpoczęciem posiedzenia rady Modrzejewskiego zwolniono z aresztu, a rada nadzorcza Orlenu odwołała go ze stanowiska Prezesa.
W 2004 roku Wiesław Kaczmarek ujawnił w wywiadzie dla Gazety Wyborczej opublikowanym 2 kwietnia, że rzeczywistym celem zatrzymania prezesa Orlenu była chęć jego odwołania i tym samym zablokowania wartego 14 mld dolarów kontraktu na dostawy ropy. Zdaniem Kaczmarka, który ujawniając kulisy zatrzymania Modrzejewskiego chciał oczyścić się z zarzutów o pozaprawne działania w czasie urzędowania na stanowisku ministra Skarbu, decyzję o zatrzymaniu podjęto w gabinecie premiera w trakcie nieformalnego spotkania, w którym obok Kaczmarka udział wzięli premier Leszek Miller, minister sprawiedliwości Barbara Piwnik i szef UOP Zbigniew Siemiątkowski.
Po publikacji wywiadu sprawą zajęła się katowicka prokuratura. Odrębne postępowanie wszczęła sejmowa komisja ds. służb specjalnych. Ustaliła ona, że UOP wywierał naciski na prokuraturę. Zaprzeczyła temu ABW. W kwietniu 2004 roku komisja ds. służb specjalnych zaproponowała, aby do wyjaśnienia sprawy powołać specjalną komisję śledczą. Decyzję taką Sejm podjął 28 maja 2004 roku, a pierwsze posiedzenie komisji ds. Orlenu odbyło się 6 lipca 2004 r.
W trakcie prac komisji ujawnione zostały nowe wątki w sprawie.
21 października 2004 ujawniono notatki Agencji Wywiadu, w których opisane zostało spotkanie Jana Kulczyka z Władimirem Ałganowem w lipcu 2003 w Wiedniu podczas którego polski biznesmen podobno miał powoływać się na swoje wpływy u prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w sprawie korzystnej dla Rosjan prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej.
10 listopada 2004 komisja otrzymała sporządzone przez ABW stenogramy z podsłuchu 160 rozmów telefonicznych lobbysty Marka Dochnala. Dochnal miał negocjować z ministrem skarbu Zbigniewem Kaniewskim sprzedaż Rosjanom ważnych firm energetycznych w Polsce. Do ministra skierować miał Dochnala poseł SLD Andrzej Pęczak, który miał współpracować z lobbystą w zamian za luksusowy samochód. Nagrane zostały jego rozmowy ze współpracownikiem Dochnala Krzysztofem Popendą, w których poseł negocjuje z nim szczegóły wyposażenia samochodu.”
Poza tym zadanie dla chetnych, prosze znaleźć informacje za ile sprzedano Orlen (jego część) a ile zainwestowano niewiele wczesniej w nowe instalacje. Dziwne? Wcale.
pozdrawiam
Bernard
PS
Panie Waldemarze, czy współpracował Pan kiedyś w jakiś sposób z Fogelmanem? :)
b.
19 grudnia 2006, o godzinie 15:50
podobno miał…, miał…, miał się …, skierować miał ……
Jakby Bernard czasem czytał co wkleja, sam by się wyśmiał.
Taka afera jak to „miałczenie”, a magister Ziobro jak nic w sprawie nie uczynił tak nie czyni.
Firanki posła Pęczaka i cztery godziny z życia Modzrzejewskiego, – oto cała afera.
PiS ma już swojego Modrzejewskiego, którego po całej Polsce, Licho wie po co , wlókł w asyście policyjnej, pod kamerami naturalnie.
Pęczak też się zaraz znajdzie
Różnica taka, że kryminale wątki „afery” Orlenu zaczęli wyjasniać ministrowie sprawiedliwości Czerwonych Rządów, a takiego minimum przyzwoitości się po magistrze Ziuobro nie należy spodziewać.
Raczej znowu, zaróżowiony, rozemocjonowany, przytacha jakąś niszczarkę na stopierwszą konferencję prasową i zacznie udawadniać, jak „mogły” w niej ulec zniszczeniu dowody Zbrodniczego Działania Układu wrabiającego Prawych i Sprawiedliwych.
19 grudnia 2006, o godzinie 16:01
Panie Waldemarze
Był pan łaskaw ogłosić na cały swój blog socjalistyczny, że rozwój gospodarczy to jedyna afera za która nie odpowiada rząd PiS. Ale że jest afera – to ja rozumiem, miało być nieszczęścia na skalę Bangladeszu po tajfunach i powodziach, a tymczasem cały pogrzeb na nic. Dlaczego rzeczywistość gospodarcza tak sobie żartuje też nie rozumiem. Pozostaje wyjaśnienie, że za wzrost gospodarczy odpowiada opozycja. Kto będzie odpowiadał za wrost gospodarczy w przyszłym roku, skoro wiadomo że nie rząd PiS? Ma ktoś jakieś pomysły? Może gabinet cieni PO? To chyba dobry kandydat, bo ostatnio okazało się, że w ogóle nie działa.
19 grudnia 2006, o godzinie 16:01
Panie Bernardzie, w Wikipedii, to ja mogę napisać, że PiS z Kaczyńskimi na czele posłał Rywina do Agory, drzwi mu otwierał Ziobro, a Dorn go samochotem woził po Warszawie do Gazety i z powrotem ;)
19 grudnia 2006, o godzinie 16:03
Mawarze, za wzrost gospodarczy odpowiadam ja. Ten co jest teraz, i ten co będzie w przyszłym roku. Ja, moja firma i nasza praca. Nasi klienci, ich klienci i klienci ich klientów. Bo gospodarka na szczęście radzi sobie jakoś bez pomocy rządzących, a nawet wbrew nim, a ci rządzący nie robią nic, żeby jej, a tym samym nam, mi, pomóc.
19 grudnia 2006, o godzinie 16:10
Bernard
Myślałem, że ty już wiesz, że skoro nie ma i nie było układu to tym samym nie ma i nie było żadnej afery Orlenu. Rozumiem, że jak ugrupowanie pana Kuczyńskiego dojdzie do władzy to prokuratorzy, którzy coś tam w tej sprawie nieśmiało usiłowali zrobić zostaną przykładnie ukarani za nadużycia władzy. Lejb Fogelman, Kulczyk, Dochnal i paru innych bohaterów dostanie stosowne odszkodowania za utraconą cześć.
19 grudnia 2006, o godzinie 16:18
Edward
Pisze „Moj przyjaciel, dawniej esbek ma wywaidownię gospodarczą”. Rozumiem, że można kogoś znać, ale żeby od razu przyjaźń? K. Moczarski siedział na Mokotowie w celi z J. Stropem, ale nie nazywał go przyjacielem.
19 grudnia 2006, o godzinie 16:24
Mawar.
To moj gwiazkowy prezent dla Ciebie.
Masz Mawarr pochrupaj ,podpiluj zabki.
Tyle ze to atrapa. A ku ku.
19 grudnia 2006, o godzinie 16:46
Panie Bernardzie,
a jakże współpracowałem z Lejbem i to od dawna. Polecono mi żebym nawiązał z nim znajomośc przez „kontakt” w Hajfie. Miałem go zadaniować na utworzenie SLDowsko-zydowskiej jaczejki „Układu” w Beetlejem, a On mnie zadaniował na utworzenie zydowsko-SLDowskiej jaczejki „Układu” w Warszawie. Pan rozumie, to bylo tak jak z Birkutem i jego kolegą w „Czlowieku z Marmuru”. Birkut sie zamachnął na kumpla, a kumpel sie zamachnął na Birkuta i tak się wzajemnie zamachując organizowali zamachy. No więc my tak sie wzajemnie zadaniując rozbudowalismy Układ. I stąd sie wzięła afera Orlenu. Teraz już Pan wszystko wiesz, więc szybciutko..może od razu do Ziobry? I do Wikipedii.
19 grudnia 2006, o godzinie 16:46
Panie Waldemarze, gdy już Pan odpowie na moje pytanie o Fogelmanie, to jeszcze jeden prezent pod choinkę.
Właśnie uniewinniono Farmusa od zarzutu korupcji. będą odwołania. Czy korumpował się w sprawie samochodów, czy tez nie – trudno powiedzieć (skazano za ujawnianie danych w przetargu – dziwne, że za darmo).
Ale uderzono tak naprawdę w Szeremietewa. Decyzję o zatrzymaniu Farmusa (a zatrzymano go w bardzo medialny sposób) podejmował m. in. Bronisław Drzwi od Stodoły Komorowski.
A o co chodzi z Szeremietewem? Szeremietew był przeciwny zakupowi F16, Rosomaków i izraelskich rakiet bodajże Rapael.
No to popatrzmy:
F16 – ciągle się psuja kionstrukcja starsza niz 90% uzytkowników tego bloga (cos jakby w syrence zainstalować ABS, klimę i komputer pokładowy).
Rosomak zatonął na pierwszym pokazie, był za szeroki i nie miescił sie do samolotu, jednym słowem to co pokazano na początku to był szmelc.
O Rafaelach nie mam specjalnych informacji.
pozdrawiam
Bernard
19 grudnia 2006, o godzinie 17:17
Czytam te wypowiedzi Kuczynskiego i widze ze On taki obznajomiony w tych spawach…oj nie koncze bom antysemita.
Nie wiem czy to wypada w okolicy Swiat mowic o tym, ale moj nieprzyjaciel UBEK, kapitan ktory mnie prowadzil Marian R, juz zostal ukarany. Jedna jego reka musi przytrzymywac druga bo ta co pisala na mnie rozkazy dowozenia do siedziby SB bardzo mu lata i nie daje mu spokoju.
19 grudnia 2006, o godzinie 17:36
Taka to radość Panie Krandaha, że drugiemu człowiekowi źle, nawet jeśli sprawiedliwie? Takie to katolickie na święta radość, że ten paskudny ubek, chory, na starość, że dobrze mu tak, swołoczy czerwonej? Gdzie tu przebaczenie? Gdzie tu Jezus Najświętszy bratający się ze swołaczami celnikami? Obłuda typowa dla IV RP aż ocieka. Oj, ‘katolicy’, ‘katolicy’, żebyście się nie smażyli w tym waszym piekle, które tak radośnie szykujecie dla waszych oprawców. Bo jak mawiają, Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy.
19 grudnia 2006, o godzinie 19:06
Bernard,
W taki sposób to możesz oskarżać każdego o wszystko. To są pomówienia. Bardzo łatwo byłoby ci udowodnić, że takie historyjki można zmontować na każdego polityka obecnego obozu władzy. Powinneś wycofać się z tej śledczo-prokuratorskiej maniery globalnego spisku zazwyczaj uprawianej przez radio maryjne pieprzułki.
19 grudnia 2006, o godzinie 19:31
Panie Waldemarze
Wszystkiego dobrego na Chronia i (sobie tez tego zycze) nie-do(Pi)siego roku.
Lu Tzy
19 grudnia 2006, o godzinie 21:08
cha cha cha afery Orlenu może i nie było, ale trochę potrześli to i benzyna staniała.
19 grudnia 2006, o godzinie 21:13
Panie Wołodyjowski, Obywatelu Pułkowniku!
Wyjaśniam w prostych żołnierskich słowach: Doczesne cierpienie „paskudnego ubeka”, jak Obywatel Pułkownik uznaje za stosowne go nazywać, a którego opisuje Kranadha, powinno uradować każdego uczciwego chrześcijanina, ponieważ cierpienie „paskudnego ubeka” w życiu doczesnym zwiększa szansę na zbawienie i życie wieczne duszy „paskudnego ubeka” – dla chrześcijan po prostu naszego bliźniego. Chrześcijaństwo, Obywatelu Pułkowniku, dzieje się w kategoriach zbawienia, a nie w kategorii jakichś przekomarzań moralnych na ziemskim padole. Chrześcijaństwo nie jest jakąś ułomnością, stworzoną po to, aby niechrześcijanom było łatwiej w kontaktach z chrześcijanami – to nie jest boks ze związanymi rękami. Chrześcijanin sprzed dwóch tysięcy lat, aby zbawić duszę „paskudnego ubeka” rozważałby być może doprowadzenie do jego męczeńskiej śmierci – w ten sposób poświęcając własną duszę dawałby szansę na ocalenie duszy „paskudnego ubeka”. Kiedy chrześcijanin uderzony w twarz przez na przykład Obywatela Pułkownika „nadstawi drugi policzek” okaże się zwykłym egoistą dbającym wyłącznie o własne zbawienie, kiedy natomiast siarczyście odda okaże się prawdziwym chrześcijaninem dbającym przede wszystkim o żywot wieczny duszy Obywatela Pułkownika, nawet kosztem własnego zbawienia. Życzę Obywatelowi Pułkownikowi spotkań wyłącznie z najprawdziwszymi chrześcijanami. Sugeruję wyrzucenie notatnika agitatora i czytanie Pisma Świętego.
Zrozumiano? Odmaszerować!
19 grudnia 2006, o godzinie 21:27
Bernardzie,
Dyletant z Ciebie kompletny. Nie da się porównywać samolotów zwłaszcza bojowych do samochodów. Ale skoro już musisz. Prototyp F-16 powstał w 1975r.
http://www.fas.org/man/do.....c/f-16.htm
jak zatem chcesz go porównywać do Syrenki (prototyp w 1955). Jeśli już to np. do VW Golfa (w sprzedaży od 1974r). Czyli samoloty kupione przez Polskę trzeba porównywać do obecnie sprzedawanego VW Golfa zmodernizowanego i z zainstalowanym ABS, klima i komputerem pokładowym. Aż dziw, że ludzie takie badziewie jak VW Golf (kionstrukcja starsza niz 90% uzytkowników tego bloga jeszcze kupują :)))
O Rosomakach i izraelskich rakietach sie nie wypowiadam, bo sie nie znam, ale pewnie jest podobnie.
19 grudnia 2006, o godzinie 21:47
Do licha. Nawet Święte Oficjum już na tym blogu się pojawiło:))
19 grudnia 2006, o godzinie 22:17
Bernard
„F16 – ciągle się psuja kionstrukcja starsza niz 90% uzytkowników tego bloga (cos jakby w syrence zainstalować ABS, klimę i komputer pokładowy).
Rosomak zatonął na pierwszym pokazie, był za szeroki i nie miescił sie do samolotu, jednym słowem to co pokazano na początku to był szmelc.
O Rafaelach nie mam specjalnych informacji.”
Bernardzie, nie trafiłeś choć celowałeś dobrze, intuicja cię nie zawiodła. Rafael to izraelski koncern zbrojeniowy, produkujący eksperymentalne pociski samonaprowadzające NT-D. Poza Polską kupiła je Rumunia. Jak na razie nie słychać aby te pociski trafiły do polskiej armii, choć miały być podstawowym wyposażeniem smigłowca Huzar. Być może to wielka tajemnica lub też ten pocisk, choć nowatorski, nadal jest wirtualny, ale kosztuje całkiem realne 100 tys. dol. za sztukę. Kontrakt z Izraelem załatwił osobiście Wiesław Kaczmarek (nie muszę dodawać, że z SLD), co przed pięciu laty wywołało zdziwienie, a nawet medialny skandal, ale – przyznajmy – nikt ministra za ręke nie złapał. I raczej nie złapie. Rafael to nie jest firma handlująca pietruszką i zna się na swojej robocie. Na koniec dodajmy, że izraelski sektor zbrojeniowy, w tym Rafael, może sobie, i to lege artis, wrzucić prowizje i łapowki w koszty i w dodatku odliczyć je od podatku. Podobno na kontrakt z Polską Rafael przeznaczył 15 mln dolarów, jak wiadomo promocja kosztuje. Każdy przyzna, że podpisywać z taką firmą kontrakt to czysta rozkosz, wynikająca ze służby dla obronności państwa.
19 grudnia 2006, o godzinie 22:23
Bernard – ten Lejb Fogelman, to ten sam, co z braćmi Kaczyńskimi chodził do klasy. Ech, ten układ…
19 grudnia 2006, o godzinie 22:30
Kardynal Glemp komentujac opublikowane w Gazecie Polskiej (zwanej w W-wie „PRAWDA Ktora Wyzwala”) powiedzial, że lustracja powinna obejmować nie tylko duchowieństwo, ale także inne środowiska.
Nie jest egoista, to trzeba mu przyznac.
19 grudnia 2006, o godzinie 22:46
Pan Waldemar Kuczyński
Napisał: „Centrolew ma szansę wyrosnąć na poważną siłę polityczną pod warunkiem, że nastąpi rodzaj ”dekomunizacji” SLD i konsolidacji ugrupowania, właśnie Centrolewu wokół nowej wizji Polski, którą powinni zaproponować.”
Dekomunizacja SLD? Nawet z cudzysłowem robi pewne wrażenie. Nic mnie tak nie wzrusza jak realizm polityczny. W końcu przyznał pan rację Kaczyńskim, że bez dekomunizacji ani rusz. Panie ministrze, to krok w dobrym kierunku. Jak tak dalej pójdzie to w okolicach Wialkanocy będzie pan już gotowy wstapić w szeregi PiS, oczywiście po uprzednich rekolekcjach, spowiedzi i pokucie.
19 grudnia 2006, o godzinie 22:58
KRANADHA
„… , ale moj nieprzyjaciel UBEK, kapitan ktory mnie prowadzil Marian R, juz zostal ukarany”.
Jestem przekonany, że to przejęzyczenie. Gdyby ubek, kapitan Marian R. „ciebie prowadził” to by oznaczało, że byłeś jego agentem, a on był twoim oficerem prowadzącym. On mógł prowadzić „twoją” sprawę operacyjną, czyli taką w której ty byłeś osobą rozpracowywaną (inwigilowaną), nie należy tego mieszać. Mam nadzieję, że tak właśnie było. Ponieważ odzywasz się rzadko to na wszelki wypadek życzenia Wesołych Świąt.
Mawar
19 grudnia 2006, o godzinie 23:23
Zgodziłbym się z Mawarem, że dekomunizacja SLD jest mało prawdopodobna. Za SLD stoi liczbowo duży, nieprzemakalny w swych poglądach, roszczeniowy elektorat. Bez tego elektoratu SLD nigdy nie będzie się liczącą siłą. Poza tym SLD konsekwentnie dąży (razem z PSL) do petryfikacji społecznej elit zawodowych. A problem jest. Adwokat nie może, bowiem na gruncie towarzyskim, spotykać się z wysokimi przedstawicielami władzy państwowej. Sąd nie może wydawać wyroków zwalniających z odpowiedzialności syna sędziny, czy syna prezydenta, a zdarza się i popieranie interesów prywatnych pracowników administracyjnych sądów. Analiza pewnych linii orzecznictwa zdumiałaby niejednego mądralę perorującego, że nie ma układu (nie takiego generalnego), ale takiego, jednak który gwarantuje bezkarność i karierę oraz duże pieniądze i wypływy. Analiza zaś nadzorów pionów administracyjnych sądów i administracji państwowej z pewnością dowiodłaby, że są karygodne zaniedbania. Dodajmy jeszcze nie funkcjonujące nigdzie w sposób należyty sądownictwo dyscyplinarne.
Tych rzeczy oczywiście Kaczyńsy nie ujawnią, bowiem są racjonalnymi politykami ( i smrodzą tam, gdzie trzeba kogoś wyrzucić z posady dyrektora) i wiedzą, że walka o sprawiedliwość i prawo jest tylko narzędziem w walce o wpływy o władzę w tych środowiskach.
Jakby pogrzebać chłopcom i dziewczętom w majtkach z tej koalicji centrolewicowej, to wykrylibyśmy duże objawy niedorosłości, poważnego braku higieny, japka wyperfumowana i głośna jest, ale w to co zakryte przed publiką – tam jest smród jak cholera.
19 grudnia 2006, o godzinie 23:23
Ebn,
w sprawach teologicznych jesteś cienki jak Bolka trampki.
Polecam szczerze poczytać, co ma na ten temat do powiedzenia spec od chrześcijaństwa i Biblii, niejaki kardynał Ratzinger, dzisiaj papież.
Jest taka książka „Bóg i świat” w której z kard. Josephem Ratzingerem rozmawia Peter Seewald (Wyd. Znak, 2005).
Od str. 259 zaczyna się rozmowa oKkazaniu na Górze.
kard. Ratzinger zwraca uwagę nie tylko na biblijne „nie zabijaj”, ale także, w kontekście Kazania na Górze – …”nie możesz gniewać się na drugiego”, że nie biblijne oko za oko, ząb za ząb, lecz…”przeciwnie, temu, który cie uderzył, w jeden policzek, nastaw drugi”.
Benedykt XVI zwraca uwagę, ze…”gdy to słyszymy, stajemy wobec wymagania, które jest wielkie, które rodzi podziw, ale też zdaje się od nas zbyt wiele żądać”.
A teraz Człowieku, sięgnij po tę książkę i poszukaj, co Benedykt XVII stwierdził wobec tych ludzkich obiekcji.
Przytoczę tylko ten fragment wypowiedzi kard. Ratzingera (str. 261):
…” Zlotą regułę znano już przed Chrystusem, ale w jej negatywnym sensie: ‘czego nie chcesz, by tobie czyniono, tego też nie wyrządzaj innym’. Jezus tę maksymę przekracza w pozytywnym sformułowaniu, które rzecz jasna implikuje znacznie wyższe wymagania. Wszystko co chcesz, by tobie czyniono, powiada Jezus, ty sam czyń innym. Oznacza to, by tak rzec, wyzwanie dla twórczej wyobraźni miłości. O tyle też, owa reguła, staje się PRAWEM WOLNOŚCI – jak kazanie na Górze, jak w ogóle cale przesłanie Jezusa podsumowuje List sw. Jakuba Apostoła(…)
Jest w tym coś wspaniałego, ze już nie patrzę, kto komu, co uczynił, ze już nie wikłam się w rozróżnianie, lecz widzę, co Jezus mi polecił: otwórz oczy, otwórz serce, i szukaj twórczych możliwości. Nie pytam już, czego bym sobie życzył od innych, lecz na innych przenoszę wszystko, czego sam sobie bym życzył. To autentyczne dawanie siebie, z całą twórcza fantazją, ze wszystkimi możliwościami, ktore się przede wszystkim wówczas otwierają – Jezus, by nie pozostało idealistycznym marzeniem – ujmuje tu w postaci praktycznej reguły”.
Tyle – jeden z największych współczesnych teologów katolickich.
I jak to u prawdziwych Polaków-katolików i u Ciebie Ebn – wygląda?
To co wyprawia się w Polsce nie ma nic wspólnego z wartościami chrześcijańskimi i katolicyzmem, jako takim.
Jest politycznym barbarzyństwem opartym w wielu wypadkach na irracjonalnej nienawiści, chęci odwetu, deptaniem godności, nie rozumieniem przebaczenia i miłosierdzia oraz propagandzie politycznej potrzebnej dla doraźnych i partykularnych celów partyjnych.
***
Przy okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia, przy łamaniu się opłatkiem w wigilijny wieczór warto by się zastanowić i nad Jezusowym Kazaniem na Górze i nad tym co Benedykt XVI o nim powiedział.
Treści bowiem, tak biblijne, jak i opinia katolickiego teologa a zarazem papieża, mają tu wymiar ponadwyznaniowy i są jak najbardziej adekwatne do polskich obyczajów politycznych.
20 grudnia 2006, o godzinie 00:26
>Benedykt XVI jeden z największych współczesnych teologów >katolickich.
Zofio, znalazłaś bardzo ładny wiersz C.K.Norwida. Przynajmniej napisał go poeta, który nie udawał kogoś innego niż był. A Benedykt XVI opowiada o osobie, które nie wiadomo czy była, gdzie była, kim była, oraz co tak naprawdę powiedziała. Wiesz ja najbardziej w kościele to lubię jak śpiewają kolędy lub jakieś takie gregoriańskie chórki, albo coś na skrzypkach i o aniołkach. Co do reszty to się autentycznie nudzę. A ty jeszcze byś chciała, abym czytał nawiedzone banialuki, od czytania których pojawiają się jakieś znaki na ścianach, duchy do człowieka przemawiają, a każde zdarzenia to koniecznie jakiś znak. Ludzie mają prawo do pustego grobu. Do śmiertelnej choroby bez nadziei. Dzisiaj obejrzałem fotografie Instytutu Radowego, który powstał w latach 30. w Warszawie z inicjatywy m. in. Prezydenta Wojciechowskiego i Marii Curie Skłodowskiej. W takich refleksjach można znaleść swoje święta. To też humanizuje, ateizm też ma wymiar transcendentalny samotności i niepowtarzalności i nie-powrotności. Absolutnego zapomnienia przez przyszłe pokolenia, tych panów w melonikach i pań w dziwnych sukniach. Ale istnienia ich poprzez samo dzieło – cywilizację.
20 grudnia 2006, o godzinie 00:28
To wrecz nieprawdopodobe, Zofio, aby wybitny teolog operowal tak trywialna interpretacja prawa retrybucji.
Oko za oko – nigdy nie bylo wezwaniem do zemsty, a wrecz przeciwnie: regulowalo postepowanie po uczynieniu komus krzywdy i prowadzilo do praktyki wyplacania odszkodowan dla uposledzonych fizycznie na skutek przemocy, aby im ulatwic zycie w kalectwie.
Zasade te wprowadzil kodeks Hammurabiego, zas zydowskie Prawo rozciagnelo ja jednakowo na wszystkich ( jako, ze wg prawa H. rekompensata nalezala sie tylko ludziom „bardzo waznym).
Jezus r o z w i n a l to Prawo o element wewnetrznego przebaczenia i pokory, a nie jako zachete do bezkarnosci wobec przemocy!
Kaska
Kaska
20 grudnia 2006, o godzinie 01:24
Mawar moze masz i racje ze sie zle wyrazilem. ten Ubek sie mna zajmowal za pomoca dwoch Ubekow jego podwladnych ktorzy osobiscie zajmowali sie mna i dowozili mnie na SB.
Panie Wolodyjowski
Zauwazyl Pan chyba ze nie pisalem tego z zachwytem dlatego wlasnie ze jestem katolikiem. Ale my katolicy wierzymy ze jest kara Boska. I nie cierpi on na starosc, kara go dosiegnela w wieku 50 ciu lat, jest szansa ze troche pocierpi. Czy mysli Pan Panie Wolodyjowski ze ja nie cierpie z powodu zycia na obczyznie dzieki tym zbujom. Jedno tylko zadowolenie, ze nie cierpimy tutaj ekonomicznie.
20 grudnia 2006, o godzinie 01:28
Czego zycze bylym Ubowcom na Swieta – koksownikow.
20 grudnia 2006, o godzinie 02:05
Edwardzie,
Nasza ulubiona książka, Dziedzictwo, Kazimierza Wybranowskiego:
Ten fragment można potraktować jako antycypację przeciętnego członka Samoobrony: „Ubrany w przyzwoite palto z futrzanym kołnierzem i w futrzaną czapkę, mógł wyglądać na świeżo wzbogaconego chama, gdyby nie powściągliwość w ruchach i skromność w wyrazie twarzy, świadcząca o tresurze.”
Po tresurze GW przez jakiś czas będą udawać skromnych i trzymać rączki przy sobie.
20 grudnia 2006, o godzinie 03:21
głos zwytkły,
rozglądam się wokół i nie widzę by za jakąś partią nie stał „rozszczeniowy elektorat”. Elektorat popiera kogoś bo chce by ten coś z jego roszczeń zostało spełnione, a ten ktoś zdobywa tym więcej poparcia im więcej ludziom nabzdyczy w głowach, że im te roszczenia spełni. Taki pierwszy z brzegu niech no będzie Korwin Mikke, który obiecuje, że zlikwiduje podatki by ludzie nie tylko sami uczyli się alfabetu ale i zbierali zioła na leczenie. Inny z kolei obiecuje przegonienie związków zawodowych by przypadkiem kilof nie trafił kogoś w tyłek czy oko. Każdy obiecuje, że odbierze władzę nieuką i darmozjadom by nardziej zasłużeni decydowali o sprawach maluczkich. Elektorat oczekuje by wybrańcy realizowali to by się im lepiej żyło. Dmowski i jego elektorat pachnący naftaliną i krochmalem chciał Polski dla takich jak on, inny dla podobnych sobie. Podobieństwa się przyciągają i grupy podbijając sobie bembenek szczują na innych. To szczucie też jest częścią roszczeń – a niech tam sobie kazdy poużywa i ma choć w zamian udzielonego poparcia swoją nienawiść, którą może skierować na wroga.
Wszystkim elektorom będącym w szponach „ktosiów” będących niewyczerpalnymi studniami spełniania życzeń pobożnych i bezbożnych życzę spełnienia ich roszczeń, i by nawzajem się doszczętnie wyreszczonowali pozwalając ludziom zwykłym żyć po ludzku.
Może mała świąteczna zagadka? Czy Adam i Ewa mieli jakieś roszczenia? Moja odpowiedź: tak, do dziś marzą o powrocie raju. O swoim raju marzy głos, bekas, leszek.sopot, andrzej, katarzyna, kranahda, torlin, pan Waldemar, narciarz, mawar, miner i kilka miliardów ludzi.
Niech wszystkim powrót do Edenu będzie miły ale niech każdy pamięta, że w raju nie można czuć się, że się w nim jest gdy na wschód od Edenu są wykluczeni i dokucza świadomość, że mogłoby ich tam nie być gdyby nie partykularne roszczenia.
20 grudnia 2006, o godzinie 07:00
Pieknie to, leszku, napisales.
Sciskam,
Kaska
20 grudnia 2006, o godzinie 08:06
Panie Waldku, Pan sie nie boi!
Wszak Agora i komuna murem za Panem stoi!
Czytam Pana ksiązkę i mam pytania:
o czym rozmawialiście z Michnikiem i jakie kontakty Wam ułatwiał przed wyjazdem do Moskwy (o spotkaniu pisał Pan w książce). I zamiast odpowiedzi – strach w oczach – szyderstwa.
w Pana książce – marginalna notka o Lejbie Fogelmanie – pytanie o współpracę z fogelmanem – analogiczna reakcja – strach w oczach i szyderstwa.
Panie Waldku Pan się nie boi!
pozdrawiam
Bernard
20 grudnia 2006, o godzinie 08:17
Bernard
Jaki strach.Kuczynski przyznal sie do wszystkiego.
Czego jeszcze oczekujesz?
20 grudnia 2006, o godzinie 08:42
Bardzo dobry komentarz, zgadzam się z Panem Waldemarem w 100 procentach. Czekam z niecierpliwością na dalsze spostrzeżenia dotyczące tej zafajdanej koalicji i otaczającej nas rzeczywistości. Wesołych Świąt.
20 grudnia 2006, o godzinie 08:48
Bernard, odpiorkuj sie od Lejby. Dzieki niemu nawet pomarcowa „warszafka” zaczela sykac, ze „najgorsi to sa amerykanscy Zydzi”.
Kaska
20 grudnia 2006, o godzinie 08:58
Gospodarzu, mowia o panu!
Wiadomosc moze nie najswiezsza, ale jakby kto nie znal, to niech przeczyta:
http://www.polskieradio.p.....spx?id=194
Kataryno, j e s t e s boska!
:):):)
Kaska
20 grudnia 2006, o godzinie 09:24
Nie czytałem nigdy Kataryny, więc nie wiem, czy była kiedyś na pozycji „rozumnego człowieka”, ale sądząc z tego, co mówi w tym wywiadzie, to rzeczywiście przeszła ewolucję do oszołomstwa.
20 grudnia 2006, o godzinie 09:30
Katarzyno,
wiadomość nie tylko nie najświeższa, ale i komentowana już wcześniej na tym blogu. Teraz czas na Galbę. Ten jest dopiero boski – lektura w sam raz dla Ciebie.
20 grudnia 2006, o godzinie 09:31
Bekas,
Twoje marzenia się spełniają – Polska monarchią ;)
http://wiadomosci.gazeta......04328.html
20 grudnia 2006, o godzinie 09:39
Andrzeju.
Przyjmuję Twój komentarz z przykrością.
20 grudnia 2006, o godzinie 10:00
Panie Bernardzie,
mówie powaznie, prosze mi wierzyć. To nie strach wywoluja we mnie Pana pytania, lecz uczucia wymiotne. Czytając je mam bowiem bardzo silny nawrót wrażeń z przed jakichś 30 lat kiedy siadywałem naprzeciw SB-ka i on mi zadawał pytania. Pana nie są te samel ale wypisz wymaluj takie same. Ma Pan w sobie łapsa z policji politycznej.
O anonimowej Hienie internetowej pod nazwą Kataryna”, już sie wypowiadałem i dość. Że tez Pani, jak raz o podobnym imieniu musiala przynieść tu ten ochłap.
20 grudnia 2006, o godzinie 10:00
Katarzyno,
o Lejbie nic nie wiem, poza jakimiś komentarzami, że to wesoły imprezowy człowiek. Nazwisko ma bardzo oryginalne, jak na współczesne polskie warunki. Nie wiem kiedy wyjechał z kraju. Jeżeli po 68 roku, to z takim nazwiskiem nie miał lekko. W Wikipedii nic o nim nie ma, więc jakby nie istniał ;)
A Pan Waldemar szydzi, zamiast napisać coś więcej. Zwłaszcza, że nazwisko Fogelmana wypłynęło w komisji śledczej, co budzi po prostu ciekawość, bo to że czyjeś nazwisko pojawia się publicznie samo w sobie nic nie znaczy.
pozdrawiam
Bernard
20 grudnia 2006, o godzinie 10:37
Bernard
Przepytując naszego Gospodarza o Lejba Fogelmana chyba podpuszczasz naszego Gospodarza i testujesz jego tolerancję dla inaczej myślących. :) Lejb jest dość znany, wrzuć do wyszukiwarki to nazwisko a wyskoczą ci 433 strony w języku polskim (i tylko 306 w j. angielskim). A jako pierwsza, całkiem nieprzypadkowo jak sądzę:
http://www.medianet.pl/~n.....04siei.php
Lejb to człek obrotowy, zna wszystkich (łącznie z Kuną i Żaglem) i wszyscy go znają. Wie dobrze, że rzeczą najważniejszą jest kręcić się – w miejscach interesujących. Wtedy życie staje się łatwiejsze. Aha, Wiesłw Kaczmarek jest jego przyjacielem, tak przynajmniej deklaruje.
20 grudnia 2006, o godzinie 10:41
Maciej
„Bardzo dobry komentarz, zgadzam się z Panem Waldemarem w 100 procentach. Czekam z niecierpliwością na dalsze spostrzeżenia dotyczące tej zafajdanej koalicji i otaczającej nas rzeczywistości. Wesołych Świąt”.
Witamy na blogu, po założeniu należnego homagium Gospodarzowi możesz teraz coś napisac na temat własnych spostrzeżeń.
20 grudnia 2006, o godzinie 10:42
Głosie Zwykły,
racz zauważyć, że moje cytaty z Biblii i kard. Ratzungera, czyli Benedykta XVI były adresowane do osoby, która odwoływała się do tzw. wartości chrześcijańskich i do osób, które uważają się za katolików.
Jeśli jesteś ateistą czy agnostykiem – te uwagi nie dotyczą Ciebie.
***
Katarzyno,
Napisałaś:
„To wręcz nieprawdopodobe, Zofio, aby wybitny teolog operował tak trywialną interpretacją prawa retrybucji”
Jednak prawdopodobne.
Zacytowałam fragment autentycznej wypowiedzi Ratzingera nt. Kazania na Górze. Podałam Ci i książkę w której się ten fragment się i znajduje i strony na których jest ta wypowiedź.
Mogę dodać,ze przez wiele lat kard. Ratzinger (papież Benedykt XVI) stał na czele watykańskiej Kongregacji Wiary, czyli watykańskiego pionu zajmującym się rzymsko-katolicka teologią i słynie z tego, że o sprawach teologicznych mówi bardzo prostym, zrozumiałym dla wszystkich językiem.
Jako adwentystka czy wyznawczyni innego z III fazy nurtów protestantyzmu, powinnaś znać biblijny zapis owego kazania.
Natomiast z poglądami Benedykta XVI i na temat trywialności jego wypowiedzi – możesz polemizować bezpośrednio z samym autorem (w jęz. angielskim) pod adresem e-mailowym: benedictxvi@vatican.va.
Benedykt XVII lubi dialogi ekumeniczne, choć jest bardzo trudnym i wymagającym dyskutantem, o czym świadczy choćby ponad 30-letnia historia podpisania wspólnej, rzymskokatolickiej i luterańskiej deklaracji w sprawie nauki usprawiedliwieniu. Zajmuje się ono właśnie problemem, które tak „trywialnie”, wg Ciebie, interpretował kard. Ratzinegr.
Wspólne oświadczenie w tej sprawie Światowej Federacji Luterańskiej i Kościoła rzymskokatolickiego podpisano w Augsburgu , w święto Reformacji, – 1 października 1999 r.
Powodzenia!
20 grudnia 2006, o godzinie 10:49
EdwarD
„Kardynal Glemp komentujac opublikowane w Gazecie Polskiej (zwanej w W-wie “PRAWDA Ktora Wyzwala”) powiedzial, że lustracja powinna obejmować nie tylko duchowieństwo, ale także inne środowiska.
Nie jest egoista, to trzeba mu przyznac”.
No to skorzystaj z szansy i zlustruj się. Być może prawda cię wyzwoli. :)
20 grudnia 2006, o godzinie 11:01
Leszek.Sopot Katarzyna.Makowska
Roszczeniowy elektorat, to elektorat wyrażający się w nieuzasadnionych lub nadmiernych żądaniach. W Polsce wyrażanych często w chamski sposób. Wczoraj oglądałem Borata, film który mnie znudził w warstwie humorystycznej. Jednak, gdzieś tak w 3/4 filmu, chcąc już wychodzić wcześniej, aby nie mieć poczucia żalu, że straciłem znowu pieniądze, pomyślałem, że może i warto było je wydać, gdyż jest to film przesadnie traktujący o pewnych granicach nieprzystawalności zwykłych mentalnych i umysłowych ćwoków do pewnych standardów przyjętych w cywilizowanym społeczeństwie. Poczułem się ukontentowany i zostałem w kinie do końca projekcji.
W Polsce pewien elektorat roszczeniowy wywodzi się ludzi z wioski zabitej dechami. Z małych prowincjonalnych miasteczek, które żyły dzięki dużym zakładom pracy. Dla nich postawy Samoobrony i SLD są naturalne. Słone żarty są na porządku dziennym, jak pierdzenie przy stole. Chłop jest górą i basta, naturalne jest nawet pierdzenie przy kobiecie w ciąży.
Środowisko te wciąż drąży w sposób metodyczny i naukowy temat, że rolnictwo upadło i nie da się już wyżyć z 3 hektarów, lub że nie ma warunków do produkcji azbestu.
Dla tego elektoratu, jakby nie zachowali się przy-głupkowato Kaczyńcy, zostanie to odebrane jako zachowanie naturalne.
Inny elektorat roszczeniowy wywodzi się z klasy robotników wielkoprzemysłowych. Dla nich plany restrukturyzacyjne przygotowane na zewnątrz zakładu pracy są nic nie warte. Kapitał powinien być koniecznie krajowy. Akcjonariuszami powinni być sami pracownicy. Najlepiej pozostawić jednak wszystko państwowe, bo państwo ma nieustający obowiązek dotować przedsiębiorstwa będące własnością państwa. Państwowy zakład pracy nie może zaś upaść. Nie musi przy tym płacić swoich długów. Żyć nie umierać. Na konstatację, że niepłacenie i dotowanie to są obiektywnie szkodliwe i chamskie działania wobec konkurencji, a przy tym nie służą ekspansji eksportu, taki elektorat zakrzyknie: „a co nam tam”!
Elektorat wielkoprzemysłowy i Samoobrona oraz SLD i PSL, mają to do siebie, że uważają, iż Partia PZPR zbudowała jednak wielki majątek narodowy. Majątek jest ten rozkradany.
To prawda, że w pewnych dziedzinach osiągnięcia PRL są niezaprzeczalne. Szczegóły pokazuje analiza potencjału społecznego i gospodarczego PRL i II RP. Prawdą jest także to, że już od dawna ustrój ten przestał zaspokajać aspiracje społeczne.
Społeczeństwo chciało więcej konsumować.
Mamy więc kapitalizm.
I tutaj jedne stare hasło z PRL pozostało nadal aktualne: najpierw trzeba wyprodukować, aby potem można było skonsumować.
Drugie jest mniej atrakcyjne: im mniej i lepiej osób produkuje po konkurencyjnych cenach, tym więcej producent może skonsumować.
Oczywiście na zasadę konkurencyjności produktowej nakłada się szereg innych polityk. Mamy przykłady marginalizacji i pauperyzacji państw prawicowych latynoamerykańskich. Wiemy dlaczego neoliberalizm jest krytykowany. Mamy także doświadczenia metropolii, na obrzeżach których mieszkają wielopokoleniowe rodziny żyjące z socjalu. Wiemy, że rynek tego problemu nie rozwiąże.
Ale i problemu nie rozwiąże strzelenie sobie w nogę, kiedy trzeba zrobić wyczerpujący dystans w relatywnie krótkim czasie, a dopiero wyszło się z dużego osłabienia.
Nie jest też rozwiązaniem pokłócenie się z wszystkimi trenerami, czy też pokłócenie się wszystkich trenerów, którzy specjalizują się w tym: jak celowo wydatkowy-wuje się energię mięśni i umysłu. Jak ćwiczy się i nabywa kwalifikacje. Jak i kiedy i co w jakich ilościach konsumuje.
Niby oczywiste to jest, że tak nie można, a jednak aprobowanie tego stanu rzeczy, jest dość powszechne.
20 grudnia 2006, o godzinie 11:05
Panie Waldemarze,
pisze Pan w swojej książce, że przed podróżą do Moskwy odbyliście spotkanie konsultacyjne z michnikiem i on wiele Wam pomógł. Moje pytanie, o to spotkanie, o czym riozmawialiście i jakie kontakty ułatwił Michnik w Moskwie.
Zamiast odpowiedzi, zarzut, że przesłuchania jak na UB. Dziwne. Czyżby się Pan wstydził tej rozmowy i tych rad, że nie chce Pan odpowiedzieć? Myślę, że nie. Więc co – zapala się czerwona lampka gdy mowa o Michniku? No doprawdy nie wiem dlaczego takie pytania wywołują irytację. Może mnie Pan oswieci.
pozdrawiam
Bernard
20 grudnia 2006, o godzinie 11:24
Bernardzie,
Jak jechałem pierwszy raz w życiu do Rumunii (jeszcze pod władzą Ceausescu), też konsultowałem się z paroma osobami. Nie ciekawi Cię, z kim konkretnie i co mi doradzili? Pewnie nie. To dlaczego tak strasznie ciekawi Cię, co doradził Michnik p. Kuczyńskiemu? Szukasz świeżej amunicji?
20 grudnia 2006, o godzinie 11:38
Z opisu sytuacji politycznej w naszym kraju, dokonanego w tym wątku, wynika że upłynie jeszcze dużo czasu nim wykrystalizuje się w Polsce trwała scena polityczna. PiS raczej dużo nie straci (bo i stabilny wzrost gospodarczy i unijna kasa), PO raczej nie stworzy ambitnej alternatywy (bo chucha i dmucha na słupki sondażowe i w związku z tym nie zaryzykuje żadnego posunięcia w prawo lub w lewo), Centrolewica raczej dużo nie zyska (bo duszą ją kolejne doniesienia o starych SLD-owskich aferach), choć ma szanse na oczyszczenie się z pozostałości betonu. Inne partie nie mają raczej szans na zaistnienie.
Wzrost gospodarczy mamy zapewniony. Przykładem są Włochy, w których najszybszy wzrost gospodarczy był wtedy, kiedy ciągle zmieniały się rządy. Czyli wystarczy nie przeszkadzać (co potwierdzą liberałowie).
Wygląda, że koalicja się utrzyma dłużej, oczywiście nudno nigdy nie będzie (bo media by splajtowały), ale przez jakieś 1,5 – 2 lata Kaczyńscy będą spokojnie rządzili, zapewne trochę bedą tonowali emocje. Potem może rozbrykać się lewica. IV RP nie powstanie, ale i tak będzie co sprzątać.
20 grudnia 2006, o godzinie 11:43
Mawar
Nie moge.My,funkcjonarjusze,TW itp nie mamy prawa.
Moge ci za to wyznac ze nadal donosze, miedzy innymi na ciebie.
Kto jest moim oficerem prowadzacym w blogu domysl sie sam.
20 grudnia 2006, o godzinie 11:47
Glos
Ciesze sie ze masz juz „Dziedzictwo”.Cytuj smialo i obficie.
Ostatniego twego cytatu nie moge zidentyfikowac,ale wiesz, pamiec w mym wieku juz nie ta.
20 grudnia 2006, o godzinie 11:59
Drogi Bernardzie
Czytajac twoje komentarze staje mi przed oczami obraz znany z filmow wojennych: ciemna klitka, za stolem zatrzymany w samej koszuli na przeciwko ty w ciemnym odprasowanym mundurze z blyszczacymi guzikami swiecisz zatrzymanemu latarka w oczy i pytasz surowym glosem nie znoszacym sprzeciwu: O czym rozmawialiscie z michnikiem przed wyjazdem do moskwy!!!?
Daj sobie spokoj z tym gestapowskim szajsem. swieta ida, chrystus sie rodzi po raz kolejny, by przypomniec nam o tym, co wazne.
Tym bardziej, ze nikt tutaj nie traktuje cie powaznie- jak tu traktowac powaznie zarzuty oparte na TAKICH przeslankach :))) tak umotywowanymi zarzutami wyswiadczasz pisowi niedzwiedzia przysluge, zastanawiam sie nawet czy nie pracujesz na rzecz aferzystow.No bo sam pomysl- kto w tym zalewie pomowien, oskarzen wszystkich o wszystko, plucia na prawo i lewo jakie tu uskuteczniasz wezmie na powaznie jakas prawdziwa afere, jesli ta przypadkiem wyplynie? Doprowadziliscie do tego, ze wiekszosc ludzi na wiesc o nowym agencie czy ukladzie macha lekcewazaco reka i usmiecha sie z politowaniem. Dobra robota tw.
20 grudnia 2006, o godzinie 12:01
ZOFIa
„Wszystko co chcesz, by tobie czyniono, powiada Jezus, ty sam czyń innym.”
Oczywiscie ze to ladne,ale i w kraju i na blogu co rusz spotykam
Polaka Masochiste. Czego on innym zyczy, co chce on innym zrobic.
20 grudnia 2006, o godzinie 12:15
o przepraszam, nie zauwazylam, ze gospodarz sam juz skomentowal bernarda. skojarzenia te same co u mnie :))))
20 grudnia 2006, o godzinie 12:23
Ciemna Strono!
O to, to!
„Doprowadziliscie do tego, ze wiekszosc ludzi na wiesc o nowym agencie czy ukladzie macha lekcewazaco reka i usmiecha sie z politowaniem. Dobra robota tw.”
Antylustratorom o to właśnie chodzi!
20 grudnia 2006, o godzinie 12:33
Edwardzie,
Cytowałem drugi akapit I rozdziału dzieła mistrza, którego sposób ujmowania tematu, wydaje się, że także w beletrystyce, dzisiejsza GW na pierwszej stronie ujmuje jako „darwinistyczna logika”.
No i mamy wmieszanie tej logiki w politykę zagraniczną:
http://wiadomosci.onet.pl.....,item.html
Oraz krzyżacki kontratak przebiegłego komtura prasy codziennej: …
„Konrad Schuller tłumaczy, dlaczego Niemcom i Polakom tak trudno się zrozumieć. Autor podkreśla, że punktem odniesienia dla Polaków jest – inaczej niż w Niemczech – ciągle jeszcze naród, zaś pojedynczy człowiek działa w narodowych ramach. Tak jak śmierć papieża, wojna i wypędzenie nie są traktowane jako indywidualne przeżycia, lecz jako „katastrofy dwóch narodów” -czytamy.
Zgodnie z tym sposobem myślenia wypędzenie staje się aktem historycznej sprawiedliwości. Polskie osiedlenie na dawnych ziemiach niemieckich jawi się jako „uprawnione odszkodowanie” dla napadniętego narodu.”
Natomiast pozwy Powiernictwa Pruskiego są wynikiem indywidualistycznego punktu widzenia, zaś wypędzenia oceniane są w świetle praw człowieka. Ponieważ co najmniej część wypędzonych nie ponosi winy za nazizm, wyciąga się z tego wniosek, że wypędzenia były w milionach przypadków naruszeniem prawa – wyjaśnia autor.
Schuller zaznacza, że polskie stanowisko nie znajduje zrozumienia w Niemczech, ostre polskie reakcje odrzucane są jako przesadne. Postulat, żeby Niemcy jako naród odpowiedzialny za wojnę wypłaciły odszkodowania ofiarom wypędzenia, nie spotkał się w Niemczech z poparciem – podkreśla. „Spór będzie trwał jeszcze długo” – przewiduje Schuller.”
To jest bardzo ciekawe stanowisko niemieckiego europejczyka (nie wiem czy reprezentatywne), który mówi uznajemy granicę, ale prawa człowieka wymagają, aby wypłacić wypędzonym niemieckim obywatelom odszkodowanie. Nie bardzo rozumiem, dlaczego w kontekście takiego poglądu, dopisanie aneksu to traktatu granicznego polsko-niemieckiego tej treści: „”Roszczenia majątkowe obywateli Niemiec wobec Polski, będące konsekwencją II wojny światowej, stają się wewnętrzną sprawą RFN”. Koniecznie musi być uważane za wyraz XIX wiecznej polityki. Myślę, że jednak takiej polityki nie uprawiano w XIX w. kto miał problem graniczny – wyruszał na wojnę, lub nie rychtował dział.
20 grudnia 2006, o godzinie 12:34
Bekas
i na to wam lustratorom przyszlo.
20 grudnia 2006, o godzinie 12:50
Edwardzie.
Co poradzić, jak się ludziska dają rolować?
20 grudnia 2006, o godzinie 13:15
głosie,
widzę, że bezpardonowo opowiadasz się za dyktatem jednych ludzi nad innymi. Tym innym odbierasz wszelkie prawa bo pierdzą przy kobietach. Może napisałbyś jak sobie z pierdzeniem radził Dmowski, miał ci ten facet takie silne zwieracze, że nie wypuszczał gazów z siebie a przez to nadymał się coraz bardziej i mógł z dumą obnosić się wśród pierdzących i bekających prostaczków? Duma z własnego niepierdzenia jest powalająca.
Czy nie dostrzegasz, że nie dyktat oraz pogarda dla ludzi mających kłopoty z fizjonomią lecz edukacja i dialog z nimi byłby lepszy? Kłopoty z demokracją wynikają moim zdaniem głównie z niestarannego i złego wykształcenia oraz braku powszechnej konstatacji, że im kto ma lepsze wykształcenie tym mu się w życiu lepiej wiedzie. Sytuacja polskich nauczycieli i lekarzy dowodzi przecież coś odwrotnego. Przecież sprzątaczka, którą może i ty na czarno zatrudniasz w swoim domu, zarabia w miesiąc więcej od niegdyś młodego i ambitnego człowieka, który wiele lat wkuwał anatomię czy sztukę stawiania przecinków. Napiszesz mi, że lepiej być zmywaczem naczyń w angielskim barze niż lekarzem lub nauczycielem w Polsce czy też hydraulikiem we Francji niż złotą rączką w naszym kraju?
Paszoł won z dyktatem ludzi niepierdzących przy kobietach, którzy tylko sobie chcą zagwarantować życie na zachodnim poziomie a resztę chcą skazać na wegetację. Bo gdyby nie skazywali ich na wegetację to musieliby się pogodzić z myślą, że sami by żyć na zachodnim poziomie musieliby cierpliwie pracować przez kilkadziesiąt lat. Nie, taki jeden nienawidzi prostaczków bo chce tu, teraz i od razu mieć zachodni poziom życia.
16 lat temu można napisać, że w przybliżeniu wszyscy byliśmy w punkcie „zero”. Polska była miejscem niemal dziewiczym, nie tkniętym prawie przez wolnorynkowe zasady, gdzie o liberalizmie myśleli może polscy handlarze wódką i kiełbasami w Berlinie bądź na bazarach w Grecji i Turcji. Prostaczkowie w kraju walczyli z dyktaturą o wolność i demokrację by wszyscy mieli równe prawa i nie było uprzywilejowanych oraz wykluczonych. Dziś prostaczkowie dalej walczą o to samo, z tym, że dziś walka dotyczy wytkluczenia ekonomicznego i standardu życia. Bo skoro to pierdzący prostaczkowie wywalczyli by jakiś nadęty niepierdzący pisał o nich jak o najgorszej swołoczy, to niech ten nadęty pęknie i zapluje się w swej pogardzie. Nadęci o prostaczkach zapomnieli i bardzo dobrze, że od czasu do czasu pierdzący lud pracujący miast i wsi nawrzuca im podczas demonstracji trochę mięsnych wyrażeń. Mają do tego pełne prawo. Bez nich żaden dupek rozparty na skórzanych fotelach w zaciszu swojej rezydencji nie miałby szans na życie w luksusach. Prostacy mają do tego tym większe prawo im z większą pogardą piszą o nich nawiedzeni nowobogaccy i pseudointeligenci jedynie słusznej racji – racji panów. Gdy każdy będzie dbał tylko, za przeproszeniem, o własną dupę to niech się nie dziwi złości i zawiści innych. Reakcją na pogardę będzie pogarda, na egoizm będzie egoizm.
Biednych egoistów jest więcej od nadętych i pysznych, dlatego więc tak długo jak długo nie będzie kulturalnego i pełnego zrozumienia dialogu między różnymi grupami interesu, tak długo jeśli biednym będzie chciało się pójść na wybory tak długo ich przedstawiciele będą mieli znaczny jeśli nie decydujący wpływ na ogół. A biedni będą wybierali tych, którzy ich samych przypominają, którzy zarazem obiecują i wogóle nie zajmują się edukacją. Bo w Polsce mamy mistrzów pouczania, brak dydaktyków lubiących i potrafiących nawiązać dialog. Odchodzi się coraz dalej od traktowania człowieka jak partnera. Widzi się w nim rywala, konkurenta, wroga, którego należy przegnać.
20 grudnia 2006, o godzinie 13:15
Pawle,
Michnik, naczelny GW doradzał pierwszemu niekomunistycznemu (mniej komunistycznemu) rządowi Polski (nie tylko Kuczyńskiemu)i ułatwiał kontakty w Moskwie. Więc mnie to interesuje.
pozdrawiam
Bernard
20 grudnia 2006, o godzinie 13:24
Poza tym skąd taka nienawiść?
Napisałem o wypowiedzi Brzezińskiego, o wypowiedzi Bartoszewskiego, o wypowiedzi Skalskiego. Pan Kuczyński nawet modyfikował swój pierwotny wpis na tę okoliczność. no chyba jak na UBeka nieźle sobie radzę, a co powiedzieć o Brzezińskim i Bartoszewskim? Chyba są nadUBowcami :)
świątecznei pozdrawiam i żegnam na razie
(czekając na info od W.K. o Fogelmanie i naradzie z Michnikiem).
Bernard
20 grudnia 2006, o godzinie 14:15
„Michnik, naczelny GW doradzał pierwszemu niekomunistycznemu (mniej komunistycznemu) rządowi Polski (nie tylko Kuczyńskiemu)i ułatwiał kontakty w Moskwie. Więc mnie to interesuje.”
Bernardzie,
Nie pytałem, co Cię interesuje, tylko dlaczego. Dlaczego to jest dla Ciebie takie ważne, w jaki sposób Michnik ułatwiał rządowi kontakty w Moskwie. Jak miał ułatwiać? Pewnie podał jakieś nazwiska i telefony ludzi, do których warto się zwrócić.
Twoje funkcjonowanie na blogach jest do bólu powtarzalne. Najpierw jakieś dociekliwe pytanie w stylu: „O czym rozmawiał pan dwunastego czerwca zeszłego roku z panem X.?” albo „Co pan robił dziesiątego września w kawiarni hotelu Bristol?”. Wcale się nie dziwię, że Gospodarzowi kojarzy się to z przesłuchaniem na Rakowieckiej.
A gdy indagowany nie odpowie – obłudne komentarze: „No, czemu się pan boi odpowiedzieć? No, przecież to chyba nic strasznego ani wstydliwego? No, naprawdę jestem ciekawy.”
Piszę „obłudne”, ponieważ tak naprawdę, to przecież nie chodzi ci o zdobycie wiedzy w tych wszystkich szczegółowych sprawach. Tak naprawdę to węszysz właśnie coś strasznego. Gorzej – chcesz, żeby to było coś strasznego, szukasz czegoś strasznego, szukasz faktów, które by potwierdziły twoje irracjonalne uprzedzenia i fobie. Albo jeszcze gorzej – próbujesz stworzyć u innych czytelników blogów wrażenie, że „coś tu śmierdzi”. Ale już chyba staję się podejrzliwy jak Kaczyński.
20 grudnia 2006, o godzinie 14:43
Leszek.Sopot
Tak, jest – opowiadam się bezpardonowo – za tymi którzy budują cywilizowane społeczeństwo i państwo, oraz przeciwko tym, którzy są zdolni intelektualnie tylko do budowy państwa typu Cyrk w Budowie II.
Przewodzić mogą tylko elity społeczne.
Nie bardzo rozumiem poza tym dlaczego zakładasz, że można prowadzić dialog społeczny w Polsce na poziomie pozwalającym skomunikować się, osobom o przeciwstawnych poglądach i interesach, skoro doświadczenie ostatnich lat pokazuje coś przeciwnego.
20 grudnia 2006, o godzinie 15:39
głosie,
doświadczenie lat 90. rzeczywiście napaja pesymizmem bo górę wzięły grupowe i indywidualne egoizmy, ale doświadczenie lat 80. pokazuje, że najbardziej efektywnym a co za tym idzie sensownym jest dialog i negocjacje, a także edukacja. Niestety, arogancja, pycha, egoizm to dziś cechy rządzących tzw. elit, do których czuję odrazę – szczególnie do tych, którzy swą arogancję opierają na endeckości, a po prostu maskują intelektualną i moralną pustkę. Maski na twarzach polityków mają dziś kształt wykrzywionej nienawiści. Postać mająca ją na twarzy jest jej niewolnikiem, to ona mu narzuca słowa, myśli i czyny. Im bardziej nienawidzisz, tym bardziej jesteś wyrazisty a więc masz większe szanse na osobisty sukces – zdają się podpowiadać specjaliści od politycznego wizerunku.
Głosie, mi dużo bardziej od tego politycznego jazgotu dzisiejszych endecko-narodowych elit z dodatkiem przedstawicieli elit „drobnych przedsiębiorców” – jak się raczył wyrazić premier Kaczyński podczas wykładu w USA o Samoobronie, podoba myśl, że człowiek jest istotą, której atrybutem nie będzie pałka ale mowa, nie będzie siła mięśni czy pieniądza ale porozumienie. Nie chce mi się iść na wojnę w imię czegokolwiek – bo wojna to zabijanie człowieka, bo jest ona końcowym stadium nienawiści, którą wyzwalają wszelkie głosy mówiące o tym, że dialog jest niepotrzebny a nawet szkodliwy, że lepszy jest dyktat i przymus oraz zmuszanie „maluczkich” do jedynie słusznej myśli i działań, które w opinii „wielkich” są najsłuszniejsze i najmądrzejsze.
Głosie, cywilizowane społeczeńśtwo dla wybranych to świat, którego najlepszym obrazem byłobby getto. Zdobądź więc sobie terytorium, na jego granicy zbuduj wysoki mur a każdego kto chciałby go przeskoczyć zabij. Możesz też postąpić inaczej. Tych wszystkich, których wykluczyłeś z wszelkich praw zamknij, otocz murem, wyślij na odległą planetę bądź szybko i skutecznie zakończ ich nędzny żywot. Niech nie psują tobie krajobrazu. Przed murem getta zorganizuj wesołe miasteczko, karuzelę, pokazy sztukmistrzów i kuglarzy. Niech będzie wesoło, niech ta wesołość i propaganda sukcesu przesłoni głos sumienia – czyli wysoki zbudowany z pogardy mur, przez który nie przeskoczy nie tylko człowiek ale nie przedostanie się także żaden jęk i głos protestu.
20 grudnia 2006, o godzinie 16:22
jesli mozna sie wtracic do dyskusji miedzy leszkiem, a glosem. Mysle, ze zrodlem nieporozumienia miedzy panami jest pomieszanie pojec elita-lud i klasa spoleczna. przyjmijmy najpopularniejszy podzial na klasy wg. wskaznika ekonomicznego i prestizu spolecznego, czyli:wyzsza , srednia i nizsza.To czemu przeciwstawia sie leszek to jak rozumiem niedopuszczanie do rzadzenia przedstawicieli klasy nizszej,lub proby ograniczania wplywu tej klasy na sklad parlamentu i wyszydzanie dokonywanych przez nia wyborow. Nie sadze, ze glos tego wlasnie rzada. Mysle, ze tak jak wiekszosc z nas chcialby, by polityka zajmowali sie fachowcy, moga byc chlopami czy robotnikami, nie ma to znaczenia, chlopi i robotnicy tez powinni miec przedstawicieli ,byle ci przedstawiciele mieli pojecie o polityce, prawie, ktore tworza, zasadach savoir vivru, nawet jesli decyduja sie lamac te zasady powinni to robic swiadomie (a nie dac sie przypadkowo przylapywac). Polityka to ciezka i odpowiedzialna praca, wiec nie moze byc zgody na wpuszczenie do parlamentu hordy swiniopasow, bo skonczymy w chlewie. narod sie tego uczy (glownie dzieki obecnej ekipie rzadzacej) choc powoli :)))
20 grudnia 2006, o godzinie 16:33
Leszek.Sopot
Endecko-narodowe elity nie funkcjonują dziś na taką skalę, aby były znaczą siłą polityczną. Doprawdy, czy każdy kto posługuje się pojęciem – naród, koniecznie musi być afiliowany do endecji?
W Polsce natomiast są różne oddzielne światy i nie wszystkie mogą brać udział w budowaniu przyszłej Polski. Tak na to patrzy np. Financial Times
http://biznes.onet.pl/14,.....54,ft.html
Uważam, że do najbardziej marginalizowanej grupy może trafić tylko partia populistyczna z hasłami, które nie rozwija lecz pogłębia sytuację upośledzonych społecznie grup.
Cywilizowane społeczeństwo z konieczności jest tylko dla wybranych i nic na to się nie poradzi, historycznie alokacja zasobów do wąskiej elity, była jedynym sposobem budowy i postępu społeczeństwa wysoko zorganizowanego. Kościół, a zwłaszcza hierarchia kościelna też jest elitą. Podobnie kierownictwo związków zawodowych, czy związków pracodawców. Jeśli dana grupa społeczna nie wyłania reprezentantów, to nie ma możliwości działania i prowadzenie z nią dialogu. To co natomiast jest złe w elitach to niemożność aspirowania do elity ze względu na urodzenie lub cenzus majątkowy, względnie wyznawana ideologia. Niewątpliwie taka sytuacja ma w Polsce miejsce, obecnie.
Zwolennicy otwarcia się elit nie są w stanie przebić się do świadomości Polskich elit, które zazdrośnie strzegą swojego stanu posiadania, słusznie domniemując, że napływ świeżej krwi zmieni zupełnie układ sił w tych elitach. To jest obiektywnie sytuacja anarchii, czyli udzielnych księstw w państwie. Muszę powiedzieć, że sam osobiście wielokrotnie argumentowałem i prosiłem o takie otwarcie w swoim środowisku, ale spotkałem się z odmową wprost opartą w uzasadnieniu na odwołaniu się tylko do materialnego interesu. Bardziej zdecydowane działania oznaczałby zdecydowane wykluczenie i degradację. Kopanie się z koniem, to zadanie karkołomne.
Z sfery kultury przykład. W PRL np. było wielu wybitnych aktorów, gdyż to byli ludzie zdolni, którzy spoza grona elity, z powodzeniem aspirowali do nich. Dzisiejsze drugie i trzecie pokolenie aktorów wywodzących się od tej pierwszej elity, nie jest juz wybitne, choć warsztatowo dobrze wykonuje zawód.
Kościół przez długie wieki potrafił zapewnić dopływ do swojej elity ludzi znikąd, z wielką korzyścią dla siebie.
Tak więc elity muszą być otwarte, to punkt pierwszy, ale punkt drugie trzeba do nich aspirować.
Przestać pierdzieć, opowiadać głupoty, ciężko pracować, ubrać się w garnitur, pracować nad swoimi manierami. Zdobyć szacunek otoczenia. Uczyć następne pokolenia i przyjmować nowych członków do elity.
20 grudnia 2006, o godzinie 16:41
Dark.Side
Dziękuje za wtręt – wyraziłaś bardzo trafnie moje przekonanie.
20 grudnia 2006, o godzinie 16:43
leszek.sopot
Czy niedostrzegasz ze w swoich wypowiedziach jestes kontrproduktywny.Dluga wypowiedz moze uwiezic czytelnika kiedy zawiera spostrzezenia, mysli niebanalne lub banalne wyrazone w niebanalny sposob.
1) „bo górę wzięły grupowe i indywidualne egoizmy”
pozwol ze przypomne banal: zycie spoleczne to ciagle scieranie sie grupowych i indywidalnych egoizmow.
2)”cechy rządzących tzw. elit, do których czuję odrazę”
i w chwile potem:
„Maski na twarzach polityków mają dziś kształt wykrzywionej nienawiści”
Oczywiscie masz prawo nosic maske wykrzywiona odraza. Nie odbieraj tego prawa innym .Przypominam nastepny banal- zywi ludzie zawsze cos/kogos kochaja i nienawidza.Ja naprzyklad nienawidze, podobnie jak ty endekoidow.
3)”Im bardziej nienawidzisz, tym bardziej jesteś wyrazisty a więc masz większe szanse na osobisty sukces – zdają się podpowiadać specjaliści od politycznego wizerunku.”
Nie, nie masz racji, wyborcy boja sie nienawisci, ja trzeba maskowac.Demagodzy zwani dzis populistami okazuja umiejetnie gniew, a to co innego.
Chetnie cie czytam, ale z trudem. A permanentny pesymizm szkodzi – psychosomatyka sie klania.
pozdro
20 grudnia 2006, o godzinie 17:25
Jesli chodzi o elity polityczne to badanie socjologiczne potwierdzaja zdanie leszka. wkleje tu fragment pracy :czy spoleczenstwo demokratyczne potrzebuje elity.
„JAK OCENIA SIĘ POLITYCZNĄ ELITĘ?
Ogólnie rzecz biorąc – negatywnie. Dlaczego tak się dzieje? Młodzi liderzy mają gotową odpowiedź. Uważają, że polscy politycy zbyt rzadko utożsamiają się z właściwym (według nich) rozumieniem polityki, a chodzi o „dostarczanie ludziom przywództwa”. Dodają jeszcze, iż ludziom chcącym dostać się do elity często przyświeca chęć kariery zawodowej i własnego sukcesu, a przede wszystkim zawarcia korzystnych znajomości i układów. Ciekawie na ten temat wypowiadają się młodzi ludzie w kilku miastach polskich (Szczecinek, Kościan, Łańcut, Myszków, Sucha Beskidzka, Tczew, Zduńska Wola, Lidzbark Warmiński i Szamotuły), gdzie przeprowadzono ankiety[32] na ten temat. Maturzyści uważają na przykład, że elity w ich miasteczkach, to tacy ludzie, którzy chcą mieć „władzę i pieniądze, pieniądze i władzę…” W Kościanie młodzież twierdzi, że wszystko zależy od kasy. Obraz raczej negatywny, gdyż dominuje tzw. „żądza pieniądza”. Na szczęście pojawia się jeszcze Kościół. Jednak nie jest ważne to, co ksiądz powie w kazaniu, czy też to, w jaki sposób oddziaływuje na nas msza. Liczy się czas spędzony w budynku, aby pokazać się innym. To robią lokalne elity. Jest jeszcze jedna rzecz, która martwi, a mianowicie stawianie na równi wykształcenia, pozycji społecznej i pieniędzy. Tak można się wybić, ale czy naprawdę powinno stawiać się te trzy sposoby na równi? Wydaje się, że to wykształcenie powinno mieć pierwszeństwo… To nie koniec złych wieści. W Łańcucie liczy się jeszcze dobre pochodzenie. Widać więc, że na nic zdają się „szkoły liderów”, skoro i tak decydują znajomości. Nieco lepiej wygląda sprawa w Myszkowie, gdzie szanuje się ludzi za ich upór i stanowczość, a pierwszym krokiem do zdobycia uznania jest dobry zawód. Wydaje się, że tak właśnie powinna się odbywać wspinaczka po szczeblach hierarchii społecznej.
Cóż z tego, że kończymy optymistycznym akcentem, jeżeli jeden z maturzystów zamieszkujący w Mońkach, stwierdza, co następuje: „Elita – banda miernot i lizusów, którzy dochrapali się stołka.” Ludzi, którzy myślą podobnie jest więcej… Skąd więc biorą się owe stereotypy? Odpowiada burmistrz Moniek pan Zbigniew Męczkowski: „Przełożenie, że polityczna działalność to praca i wpływy jest stereotypem. Ale bez dostosowania się do tego stereotypu człowiek nie ma możliwości przebicia się.”(…)
KTO MOŻE STAĆ SIĘ ELITĄ?
Na to szanse mają przede wszystkim ludzie młodzi i nieskażeni poprzednim systemem. Jednak nie tylko wiek się liczy. Największe znaczenie mają dobre chęci i właściwe cele. Młodzi ludzie są pełni zapału. Mają dość idealistyczne wizje przyszłego społeczeństwa. Dużą wagę przywiązują przede wszystkim do stworzenia społeczeństwa obywatelskiego, reform gospodarczo – ekonomicznych, radzenia sobie z bezrobociem, a także stworzenia „państwa prawa”, w którym jasno określone zostaną kompetencje tych, którzy rządzą i tych, którzy będą rządzeni.
Są to wszystko bardzo szczytne cele, ale nie da się ich zrealizować bez współpracy ze starą elitą, czyli tą, która posiada już pewne doświadczenie polityczne i będzie w stanie pokierować młodymi ludźmi tak, aby ci byli w stanie realizować swe zamierzenia.”
calosc: http://www.jezz.neostrada.....eelity.htm
20 grudnia 2006, o godzinie 17:31
Zofio, wybacz, ze nie posiadam ksiazek Ratzingera, jakkolwiek nie watpie, ze ma on zaslugi w dziele ekumenizmu.
Nie adresowalam cytatu, ktory zamiescilas, ale sie twoj dodatek o „oku za oko”, ktory napisalas tak, jakby Ratzinger prawo retrubucji interpretowal jako pragnienie zemsty i odwetu.
Nie jestem adwentystka, ani „wyznawczynia innego z III fazy nurtów protestantyzmu”, ale nie wyobrazam sobie, aby d z i s jakakolwiek teologia chrzescijanska mogla sobie pozwolic na klamliwe , krzywdzace i stronnicze interpretacje Starego Testamentu. Podkresle jeszcze raz: mowie konkretnie o prawie retrybucji, „oko za oko”.
No, ale moze sie myle i Ratzinger – oraz luteranie – rzeczywiscie kontuunuja interpretacje „odwetowa”. Nie bede sie spierac.
Kaska
20 grudnia 2006, o godzinie 17:33
Pisząc o tym Boracie z Kazachstanu miałem jeszcze ponadto to na myśli, że film ten wyśmiewa i przedstawia w sposób karykaturalny mentalność zacofanego społeczeństwa. Właściwie jest to film o tym, jak dobrze wykształcony żyd humorysta wyobraża sobie życie na wsi w Kazachstanie, Rumuni, Polsce, Ukrainie, czy na Białorusi. I jak wyobraża sobie dziennikarza, który przyjechał z jednego z tych krajów do USA. Można więc powiedzieć, że w jakieś części jest to film o polskiej wsi, zakładzie pracy, polskiej emigracji i poziomie polskiego dziennikarstwa, wszystko widziane z poziomu polish jokes.
Tak więc w tym filmie pojawia się taka oto refleksja, że to są kraje nadające się do kolonizowania na modłę XIX w., bo zarządzone przez miejscowe elity widziane jakby patrzeć na PiS oczami GW lub Pana Waldemara Kuczyńskiego, tworzą coś w rodzaju śmietnika zachodniego świata i jednocześnie wielkiego wiejskiego przaśnego burdelu, gdzie w gruncie rzeczy krzyżuje się Jezusa Chrystusa w świątecznych obchodach, bo wcześniej zabrakło już mitycznego żyda wyzyskiwacza.
Tak więc Borat jest wg. mnie filmem – pytaniem retorycznym żyda humorysty, co takie społeczeństwo i jego elity np. w Kazachstanie, Rumuni, Polsce, Ukrainie, czy na Białorusi, w ogóle zbudować potrafi.
20 grudnia 2006, o godzinie 17:36
Gospodarzu – luzik!;)
U kataryny ubawilo mnie okreslenie „skamielina” pod panskim adresem: jest podobnej zlosliwosci co panski „chwast”.
Kaska
20 grudnia 2006, o godzinie 17:58
dark side
No nie wiem ale, jak Leszek.Sopot tak rozumie elitę, jak w tym szkolnym wypracowaniu. To ja od razu zastrzegam się, że pisząc o elitach miałem na myśli elity władzy. Sprawujące władzę polityczną i ekonomiczną poprzez struktury korporacyjne. Elity władzy są po prostu zarządami korporacji, gdzie korporacje mogą się łączyć lub zależeć od siebie. Cała gospodarka i reprezentacja społeczna w gruncie rzeczy składa się z szeregu korporacji. Spółka prawa handlowego jest korporacją, podobnie uczelnia wyższa i partia polityczna, jak i związek zawodowy.
Niektóre korporacje mają rzeczywistą władzę i te są właśnie uważane za elity w potocznym tego słowa znaczeniu.
Jednak to co można zrobić to tylko przystąpić do elity lub stworzyć nową. Młodzież jako ludzie wchodzący do życia, aspirujący do bycia na pełnych prawach w społeczeństwie, czyli wzięcia odpowiedzialności za innych, nie są zdolni budować jakichkolwiek elit, bowiem oni dopiero będą przejmować doświadczenie i wiedzę od poszczególnych korporacji.
Tak więc nie ma żadnego procesu równoległego wspomagania przez elity młodzieży, jest natomiast proces selekcji i przyjmowania nowych członków do elity i korporacji. Ten proces właśnie przebiega w mojej ocenie w Polsce w sposób patologiczny.
20 grudnia 2006, o godzinie 18:29
Katarzyno, s
sorry, ale sama napisałaś, że jesteś protestantką, – luteranką na pewno nie, wywodzącymi z luteranizmu ewangelikami – metodystami i reformowanymi, także nie, bo byś znała pewne dokumenty.Stąd stwierdzenie o III nurcie protestantyzmu.
***
Napisałaś:
Nie adresowałam cytatu, który zamieściłaś, ale twój dodatek o “oku za oko”, który napisałaś tak, jakby Ratzinger prawo retrubucji interpretował jako pragnienie zemsty i odwetu.
Katarzyno,
Otóż ten cytat, który podałam …”gdy słyszymy: nie oko za oko, ząb za ząb, ale przeciwnie, temu który cię uderzył w jedne policzek, nadstaw drugi… itd.” to nie moje słowa, ale słowa słowa kard. Ratzingera.
Wynika z tego, że tak, a nie inaczej, interpretuje słowa Jezusa z Kazania na Górze wypowiedziane wobec kanonu Biblii.
Ma to nadzwyczaj proste przełożenie do modlitwy Jezusowej, także zademonstrowanej w Kazaniu -na Górze, w „Ojcze nasz…”, gdzie padają także takie słowa”…i odpuść nam nasze winy, jak i my, odpuszczamy naszym winowajcom”.
Kazanie na Gorze jest podstawą doktryny chrześcijańskiej, i jak Ratzinger twierdzi, „Jezus występuje w nim jako nowy Mojżesz”. Wprawdzie w tym kazaniu Jezus nawiązuje do schematu Dekalogu, ale jednocześnie pogłębia go, poszerza jego sens, potęguje wymagania, wskazuje nowy szczebel człowieczeństwa.
Odwet nie leży u podstaw teologii chrześcijańskiej – lecz przebaczenie i miłosierdzie.
Teolodzy rzymskokatoliccy, kard. Ratzinger także, ale nie tylko, bo protestancy również, zwracają często uwagę, że Kazanie na Górze nie zawsze odpowiada naszym, ludzkim tradycyjnym wyobrażeniom i nawet wręcz rzeczy naszej definicji szczęścia, wielkości, władzy, sukcesu czy sprawiedliwości.
Jego sens można zamknąć, tym co Jezus powiedział swoim słuchaczom na zakończenie kazania, przedstawiając syntezę tego wszystkiego,co rzeczywiście ważne, formułując swego rodzaju – prawo praw – złotą regułę życia, którą już tu wyżej zacytował Edwar, mianowicie: „Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem na tym, polega Prawo i Prorocy”.
Jeśli chcesz być szanowana – szanuj innych, jeśli chcesz by ci przebaczono występki – przebaczaj innym, jeśli chcesz, by ci wierzono – wierz innym, jeśli nie cierpisz być pochopnie osądzaną – nie osądzaj pochopnie innych.
To jest wyjątkowo trywialnie proste Katarzyno.
Gorzej z realizacją tej podstawowej zasady chrześcijańskiej w polskim życiu społecznym, a szczególnie w polskim życiu politycznym, w którym cała rządząca koalicja kocha leżeć krzyżem w kościele pod okiem kamer, pielgrzymować na Jasna Górę i chełpić się swoja katolickością i jednocześnie gardzić ludźmi, pomawiać, upokarzać, obrażać, wydawać sądy kapturowe czy szukać odwetu na dziadkach i prababciach oponentów politycznych.
Tym różni się polityczny „Polak-katolik” od prawdziwego chrześcijanina.
20 grudnia 2006, o godzinie 18:35
glosie. nie mam pojecia jak leszek.sopot rozumie elite i nie mam ambicji by to opisywac. Odnosze sie tylko do jego negatywnych wypowiedzi na temat elit: „Niestety, arogancja, pycha, egoizm to dziś cechy rządzących tzw. elit, do których czuję odrazę…” itd. Podaje przyklady innych negatywnych wypowiedzi na temat elit politycznych by postawic teze, ze sytuacja nie wyglada najlepiej, nawet ty widzisz patologie – elita polityczna, w ktorej rece powinnismy oddawac wladze to w opinii spolecznej grupa miernot i karierowiczow, ktorzy skupiaja sie na obronie stolka, robieniu lewych interesow i zalatwianiu posad krewnym i znajomym. Mysle, ze tu lezy sedno problemu z lepperem i innymi populistami, ktorzy kariere polityczna robia na odcinaniu sie od elit. Podkreslaja swoja nieelitarnosc, w opozycji do elitarnosci wprowadzaja mode na polityczne buractwo, ktore, choc przasne jest przedstawiane jako uczciwsza i lepsza alternatywa polityczna. Niektorych takie triki przekonuja.
20 grudnia 2006, o godzinie 18:35
Znalazłem stary numer NCzasu! i przedrukowuję to, com dużo wcześniej obiecał – zdaje się – Narciarzowi, a także Pawłowi. Do lektury zapraszam też wszystkich pozostałych zwolenników demokracji. Wpis nie będzie krótki, ale nie znalazłem wersji „cyfrowej”. Mam nadzieję, że to nie przeszkodzi.
(za literówki przepraszam)
.
Adam Hilkiewicz (NCzas! nr 47 z 25 listopada 2006)
KOLAPSY DEMOKRACJI
W artykule „Zupełne wariactwo” Pan Janusz Korwin-Mikke zaczął jedno ze zdań takim oto założeniem: „Skoro nie jest „przestępstwem” demokracja….”. Cudzysłów przy słowie przestępstwo wydaje się zbędny. Demokracja rozłożyła starożytne Ateny w ciągu dwustu lat, a jeszcze przez wiele wieków poźniej Rzymianie uważali Ateńczyków za najpodlejszą nację. Takie były skutki uczynienia z ludu „miary wszystkich rzeczy”.
Ilość zła, jeśli odwołamy się już do moralności, jakie niesie za sobą praktykowanie demokracji, prowadzi nas do wniosku, że demokracja niegodziwością jest i basta. Niestety nie wszystko, co okazuje się naganne moralnie, da się szybko zawlec na szafot któregoś z paragrafów kodeksu karnego.
Ale czy rzeczywiście jesteśmy całkowicie bezradni? Odwołajmy się do najpewniejszego źródła, czyli art. 4 naszej Konstytucji, który stanowi:
1. Władza zwierzchnia w RP należy do Narodu.
2. Naród sprawuje władzę przez swocih przedstawicieli lub bezpośrednio.
W p. 1. są dwa elementy, które powinny zostać analizie. Po pierwsze, co merytorycznie znaczy „władza zwierzchnia”; a po drugie: co oznacza stwierdzenie,że władza należy do Narodu. Używać dalej będziemy dużej litery, jak zrobili to Autorzy Konstytucji – ciekawi mnie tylko, dlaczego gazeta tropiąca nacjonalizmy w składnikach zupy nie posądziła ich o nacjonalizm i nie złożyła doniesienia w odpowiedniej komórce Eurolandu.
A zatem po kolei.
Pojęcie „władza zwierzchnia” to w zamyśle autorów prawdopodobnie synonim suwerena. „Suweren” zaś to ktoś, nad kim nikt nie ma żadnej władzy. Od razu napotykamy więc na swoiste curiosum, oto bowiem stanowi się, że nikt nie może wydawać Narodowi żadnych poleceń, nawet od strony formalnoprawnej. Nie może to być jakieś niedbalstwo ze strony autorów, bo punkt 2. w całej rozciągłości potwierdza, że „Naród sprawuje władzę”…
Innymi słowy mamy do czynienia z sytuacją, w której adresat prawa, czyli Naród nie może temu prawu podlegać, gdyż zabrania tego art. 4 p.1. Konstytucji. Można oczywiście twierdzić, że nie ma sprzeczności ponieważ posiadanie władzy – „władza należy do…” – nie jest tym samym, co jej sprawowanie, na tej samej zasadzie, że karabin należy do żołnierza, ale jego użycie zależy wyłącznie od przełożonych tego żołnierza.
KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
20 grudnia 2006, o godzinie 18:41
I jeszcze drobiazg. Nie moge sie zgodzic z opinia, ze elity wladzy to zarzady korporacji. To nie managerowie uchwalaja ustawy i wprowadzaja je w zycie, to nie zarzady korporacji rzadza krajem (poki co :)))) choc na pewno stanowia powazna grupe nacisku.
20 grudnia 2006, o godzinie 19:35
Pani Zofio, znowu wykreca sie pani od jasnej odpowiedzi na pytanie o interpretacje praw retrybucji, ale dajmy juz temu spokoj.
Mam dla pani godniejsze i pozyteczniejsze zajecie niz pouczanie katolikow czym jest „prawdziwe” chrzescijanstwo, a i moglaby pani odegrac w nim historyczna role – tutaj przypominam pani deklaracje na temat lojalnosci wobec panstwa. Polskiego – jak pozwole sobie domyslic sie:)
Doczytalam sie, iz jeden z przodkow pana, o ktorych glosno ostatnio sie w Polsce zrobilo, inzyniera Aleksandra von Waldowa byl pastorem. Wnioskuje z tego, ze to rodzina protestancka.
Czy moglaby pani zaprezetentowac j e m u, prawdopodobnie luteranowi (zreszta, jaka to roznica, skoro inne protestantyzmy tez wychodza sie z luteranizmu) swoje rady, ot, porozmawiac jak chrzescijanka z chrzescijaninem i jego co nieco poduczyc o tej milosci blizniego, co to kaze nadstawiac policzek?
Oddalaby pani nieslychana przysluge Rzeczpospolitej, zas ufnosc w dar przekonywania, jaka pani prezentuje, z pewnoscia dodalaby pani skrzydel w tym, jakze chrzescijanskim, zadaniu.
Z ekumeniczna zyczliwoscia,
Kaska
20 grudnia 2006, o godzinie 19:40
dark siede
Jeśli za korporację uznamy zrzeszenie osób mające na celu realizację określonych zadań i wykroczymy trochę poza definicję zawartą choćby w wikipedii:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Korporacja
To uzyskamy model w jakim działają elity władzy. Np. elity polityczne działają poprzez partie polityczne, a partie są niczym innym jak korporacjami. Zrzeszeniami osób posiadającymi wyodrębnioną strukturę organizacyjną, na którą składa się władza np. w postaci prezydium z przewodniczącym lub zarządu z prezesem.
Elity gmin działają przez samorząd i organy administracji terytorialnej.
Gmina łączy w sobie te dwie funkcję organu władzy państwowej i samorządu. Z formalnoprawnego punktu wiedzenia gmina jest korporacją, która posiada osobowość prawną, swój statut organizacyjny z wewnętrznym podziałem kompetecji (może być podmiotem praw i obowiązków adresowanych erga omnes przez zwierzchnią korporację, czyli Państwo Polskie i generować prawa i obowiązki wewnątrz struktury korporacji).
Korporacja jest więc instytucją za pośrednictwem, której elita jest zorganizowana, proceduje i podejmuje decyzje oraz komunikuje je na zewnątrz społeczeństwu, jeśli prawo tak stanowi może egzekwować prawa i obowiązki.
Tak więc elita nie występuje w próżni ona zawsze posługuje się formą organizacyjną, dla wygody można przyjąć pojemne pojęcie korporacji, choć z naukowego punktu wiedzenia, z uwagi na wielość elit, pojęcie do może być krytykowane jako nie w pełni adekwatne na określenie form organizacyjnych elit, generalnie.
20 grudnia 2006, o godzinie 20:19
Leszek.Sopot
A co Romana Dmowskiego, że był wielkim Panem z urodzenia, to się mylisz w przedmowie do Odrodzenia Państwa Polskiego czytam:
„Roman Dmowski urodził się 9 sierpnia 1864 r. w podwarszawskiej wówczas osadzie Kamionek, w rodzinie rzemieślniczej o drobnoszlacheckim rodowodzie. Ojciec był kamieniarzem, właścicielem małego zakładu. Wywodząc się z ubogich warstw społecznych awansował o własnych siłach. Swego imponującego społecznego awansu dokonał własnym wysiłkiem, pracą, zdolnościami. Osiągnąwszy zaś szczyty polskich elit rządzących nie wyparł się swego pochodzenia. Przeciwnie, raczej był skłonny je podkreślać. Był pod tym względem podobny do Wincentego Witosa, z którym zresztą zawsze umiał znaleźć wspólny język i szeroką płaszczyznę politycznej współpracy. Pod tym względem stanowił uderzający kontrast z wielu przywódcami polskiego socjalizmu, którzy z dumą podkreślali swe szlacheckie rodowody. Życiowy awans Dmowskiego miał wszystkie cechy nowoczesnej promocji społecznej w amerykańskim wręcz stylu self-made mana. „
20 grudnia 2006, o godzinie 20:22
Jejku!
Jeden dzień mnie nie było. I już jest 90 wpisów. Kiedy ja to przeczytam?
20 grudnia 2006, o godzinie 20:22
Stanowcze stanowisko Watykanu. Wsparcie Prymasa i kardynała Dziwisza dla abp Wielgusa. Cieszy mnie to, bo oznacza początek końca polskiego chwasta. Polskiemu kościołowi mam za złe, że zbyt dużo (przy rozdaniu) przejął władzy i dóbr, a jego zwietrzała pedagogika jest przyczyną kryzysu społecznego w Polsce, ale mimo to cieszę się jak ten głupek, bo jest to początek końca ciężkiej choroby, na którą zapadł mój kraj. Bernardowi i Mawarowi oraz pozostałym blogowiczom przekazuję znak pokoju.
20 grudnia 2006, o godzinie 20:29
Pani Katarzyno
Może najpierw wyjaśni mi Pani:
* z jakiego powodu w Polsce jest głośno o p. Aleksandrze von Wladow. Ja np. nic o tym człowieku nie słyszałam.
* Co ma do tego jego przodek – pastor.
* W jaki sposób wyobraża sobie Pani dialog tego człowieka ze mną. Mam mu także podać e-mail papieża, by sobie pogadał po ekumenicznie o złotej maksymie chrześcijan?
* Dlaczego chce Pani bym to ja akurat przedstawiła na dodatek swoją interpretację praw retrybucji, sądzę, że chodzi Pani o kontekst biblijny, skoro rozmowa była o interpretacji Kazania na Górze, przez teologa rzymskokatolickiego i papieża zarazem.
Poza tym może zechciałaby by Pani łaskawie zauważyć, ze to nie JA pouczam, czym jest prawdziwe chrześcijaństwo – ale kard. Ratzinger, dzisiejszy papież, którego słowa przytaczałam.
Benedykt XVI, o ile Pani nie pamięta jest głową Kościoła rzymskokatolickiego. Zakładam, że wie najlepiej czym jest współczesne chrześcijaństwo.
Wskazałam po to Pani adres e-mailowy do Benedykta XVI, by mogła Pani dalej prowadzić dyskusję na ten temat z osobą najbardziej kompetentną.
Józef Ratzinger jest lepiej predysponowany niż ja. Wszak autor słów, które cytowałam i opinii na które się powoływałam, wie najlepiej co mówił, nieprawdaż?
20 grudnia 2006, o godzinie 20:50
Droga pani Zofio, jesli nie slyszala pani o inz. Von Waldow, to znazy, ze nie czyta pani gazet. Wezme to pod uwage czytajac pani teksty.
Powolujac sie na slowa Ratzingera, pozwolila pani sobie nawylywac katolikow do porzadku w imie chrzescijanskich wartosci. Otoz, ja nie uwazam, aby byla to pani, protestantki rola. Jezeli juz – niechze sie pani zajmie grzesznikami protestanckimi, bo tacy tez sa. Podalam pani przyklad.
Jezeli jest pani – tak jak ja – zwoelnniczka rozdzialu religii od panstwa, prosze to p r a k t y k o w a c i nie wciagac jej w polityczne spory. Fakt, ze ktos inny to robi, w niczym nie upowaznia pani do prawienia religijnych moralow. Po prostu – robi pani dokladnie to samo, co ci, ktorych postepowanie pani krytykuje.
Normalnie, zaczynam rozumiec przyczyny Nocy Sw. Bartlomieja;););)
Kaska
20 grudnia 2006, o godzinie 21:19
dzieki glosie, ze objasniles co miales na mysli, bo bylam w rozterce czy chodzi ci o korporacje lobbujace i kupujace ustawy (byloby pieknie, gdyby wszystkie buble prawne stworzone przez ten parlament mozna zzucic na karb korporacji), czy o slynne korporacje prawnikow blokujace mlodym droge do kariery, czy moze nawiazujesz do marcinkiewicza, ktory lada dzien stanie na czele jakiejs korporacji i przejdzie z elity wladzy do elity biznesu :)
Twoj sposob postrzegania elit jako osob wywodzacych sie z kierownictwa szeroko pojetych korporacji wydaje mi sie trafny, acz moze sie zle kojazyc. Na przyklad z korporacjami przemyslowymi, gdzie zysk i prawo glosu sa proporcjonalne do posiadanego wkladu (wyjatkowo niepopulistyczne) lub z tokijska mafia nazywana niekiedy korporacja.
Wracajac do elit politycznych, autor cytowanego wypracowania (niestety nie znam nazwiska, na tekst trafilam przy innej okazji) nadzieje poklada w mlodych. Ja tez pokladam i zaraz to wyluszcze. haslo elita (szczegolnie polityczna) cieszy sie obecnie bardzo zla opinia. na opinie te pracowaly poprzednie elity wszystkich szczebli, a obecna wladza z kaczynskimi na czele robi wrecz kariere polityczna na odcinaniu sie od elit i ich obnizaniu ich prestizu spolecznego (lzeinteligenci, wyksztalciuchy) efekt jest taki ze oglupiony lud glosuje na burakow. Zeby ten proces zatrzymac nalezy oczyscic pojecie elity, zwalczyc negatywny stereotyp przedstawiciela elity jako partyjnego aferzysty z koneksjami, czy zadufka zadzierajacego nasa przed ludem pracujacym. A tutaj bohaterami moga byc tylko ludzie mlodzi. Nie kojarzeni z dawnymi ukladami politycznymi, z bledami przeszlosci, nie skorumpowani jeszcze. Ludzie z idaelami i wizja zdolna porwac lud. Oczywiscie beda dzialac w ramach istniejacych korporacji jak zechciales je nazwac, ale to na nich owe korporacje powinny stawiac.
20 grudnia 2006, o godzinie 21:19
Kaśka!
I znowu napiszesz, że to nie jest odpowiedź personalna. Kobieto, opamiętaj się! Nie podejrzewam, żebyś była takim dnem historycznym, żeby nie wiedzieć, co się wydarzyło w Nocy Świetego Bartłomieja. To było obrzydliwe.
Na szczęście odpowiedzią Polaków na tę noc była Konfederacja Warszawska 1573 r.
20 grudnia 2006, o godzinie 22:02
Zofio! już kiedyś pisałam Ci, że dyskusja z Kaską nie doprowadzi przenigdy do jakichkolwiek wniosków. Może być tylko coraz bardziej beznadziejna. Kaska zna się na wszystkim – to wiedziałam już dawno, bywa też autorytetem moralnym (w razie poczucia takiej potrzeby) – teraz znów wykazuje się głęboką znajomościo teologii katolickiej (rozumiem, że niejedno wie też o pozostałych religiach z buddyzmem włącznie). Gigant intelektu i człowiek renesansu!
Z kim Ty Zofio próbujesz dyskutować?
Ściągnie Cię do swego poziomu i pokona doświadczeniem…
Torlinie! jesteś wciąż młody duchem, bo potrafisz się zdumiewać…
20 grudnia 2006, o godzinie 22:14
dark side
Czy ja wiem, ja bym się wahał, czy określić elity władzy jako skorumpowane. Generalnie różnie to wygląda od środowiska i szczebla. Weźmy sobie, aby nie gnębić wciąż korporacji prawniczych np. elitę naukowców. W moim przekonaniu naukowcy tworzą elitę osób bardzo lojalnych wobec siebie, polecany do łatwego życia osobnik będzie miał łatwe i przyjemne życie, bez konieczności opłacania się. Ale są to elity zamknięte, o bardzo wyraźnej hierarchii, młodzież nie ma żadnych szans przejęcia pozycji 60-70-cio latków. Wreszcie są to grupy przekonane o swej wartości, a tak na prawdę często bardzo przeciętne, nie potrafiące kształcić swoich następców na odpowiednim poziomie i przy tym nieudolne organizacyjnie. Akurat w tej elicie nie występuje anachronizm w postaci niezwykle silnej pozycja lidera, jak to ma miejsce w elitach prawniczych, który ma decydujący jednoosobowo wpływ na obsadę stanowisk i kooptację do elity nowych członków. Za to naukowcy dokonują kooptacji na zasadzie konsensusu.
Członkowie tej elity są bardzo różni, niektórzy są kryształowo czyści, a niektórzy mają wyjątkowo brudne ręce.
20 grudnia 2006, o godzinie 23:13
Ach Droga Jasna Anielko,
masz 100-krotna rację, wiem o tym doskonale.
Kaska w roli Absolutu!
Zastanawiam się tylko do jakich absurdów jest zdolna Katarzyna się posunąć, by postawić na swoim. Jak widać dla niej nie ma żadnych granic.
No cóż, ale skoro chce być bardziej papieska niż papież, udowadniać wszem i wobec, że na teologii rzymskokatolickiej zna się lepiej niż Józef Ratzinger – to jej sprawa.
Wtrąciła się w dialog, więc jej starałam się wytłumaczyć co nieco.
Postanowiła, jak widać, swoim osobistym przykładem (tekstem) zaprezentować, jak te zasady chrześcijańskie praktykuje na co dzień.
No i zaprezentowała…
Pozdrawiam i życzę wspaniałych chwil w te nadchodzące dni świąteczne.
Pani Katarzyno – Pani także,
z nadzieją, że problemy dot. zasad chrześcijaństwa przedyskutuje Pani jednak osobiście z Benedyktem XVI. Może potwierdzi Pani osobiście to, co powiedział o tych zasadach w rozmowie z Peterem Seewaldem.
Proponuję przy okazji przedstawić papieżowi swoją ocenę nocy św. Bartłomieja.
21 grudnia 2006, o godzinie 00:07
Edwardzie,
rozumiem, że przez „kontrprodukcyjność” masz na myśli mój brak „wielkości efektu produkcyjnego uzyskanego z nakładów”. No cóż, cierpią na tym moje a nie twoje wirualne zyski albo też sądzisz, że mój debet sięgnął dna.
Można na współżycie społeczne patrzeć jak na walkę egoizmów a można też idealistycznie jak na współdziałanie solidarnych jednostek – bo „Solidarność to znaczy jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem”.
W „normalnym” kapitalistycznym społeczeństwie (czyli czymś podobnym do tego z czym mamy obecnie w kraju do czynienia) różne egoizmy indywidualne i grupowe walczą ze sobą. W ustroju totalitarnym egoizm władcy zniewalał społeczeństwo. Myśmy wychodzili z systemu, gdzie egoizmy indywidualne były zduszone a idei totalitarnej przeciwstawiła się nie idea liberalnych indywidualistów ale idea solidarności. Przełom lat 80. i 90. to zmaganie się idealistów wierzących w powodzenie idei solidarności (czyli idei, która pomagała wytrwać w opozycji) z materialistycznymi propagotarami wolnorynkowego egoizmu. Liberalizm nie jest zły, to wolność we wszystkich aspektach życia, ale do tego by wszechstronnie być wolnym niezbędne są pieniądze. Im grubszy portfel, szybciej i w łatwiejszy sposób wypełniony tym przyjemniej. Liberalizm w powszechnym wydaniu konkretnych egoistów został odarty ze zbędnego i uwierającego ciężaru etyki, moralności oraz zwykłej przyzwoitości – dlatego w Polsce skojarzono tę ideę z nowobogackimi burakami, którym z butów słoma wystaje, którzy ludzi traktowali gorzej niż psa. Skojarzono nie bez powodu. Przecież klimat polityczny, obyczaje polityków zdawały się potwierdzać, że nie jest ważna etyka i moralnośc ale skuteczność. Dziś skuteczność jest naczelną, choć rzadko publicznie deklarowaną wartością.
Dlatego banałem nie jest to co napisałem bo nigdzie wcześniej na świecie nie zderzyły się ze sobą idea solidarności z rodzącym się dopiero a więc pazernym kapitalizmem. Można mówić o otumanieniu ludzi, ich naiwności, że dali się uwieść człowiekowi w bieli, który wmówił im bzdury a nie uczył, że najważniejsza jest skuteczność i egoizm bo w kapitalizmie nie jest możliwy solidaryzm społeczny, choć On w to wierzył. Widocznie według niektórych, musiałby być to człowiek naiwny i nie wiedział co jest słuszne. Dla mnie, to co mówił, nie było banałem i dlatego to, co napisałem nie jest jedynie potwierdzeniem powszechnej dziś oczywistości.
Czy wyborcy boją się nienawiści? No nie wiem. Byłem na wiecu premiera Kaczyńskiego w Stoczni Gdańskiej. Trzeba było tam być by się przekonać, że niektórzy chcą czuć nienawiść do wskazywanych im przez lidera przeciwników. A lider wie, jak łatwo jest zamienić sprawiedliwy gniew i niezadowolenie w nienawiść… Od 16 lat pewni politycy właśnie na wzbudzaniu nienawiści gromadzili wokół siebie wyznawców. Reakcją na ich nienawiść jest nienawiść osób przez nich atakowanych. Jaka wobec tego może być atmosfera społeczna i czyż wyniki wyborów nie wskazują na to, że wyborcom nienawiść się podoba? Stronnicy umiaru, rozwagi i tolerancji poszli w odstawkę. Chyba większa część wyborców dziś po prostu chce zemsty. Rządzący politycy muszą im tę zemstę zapewnić. Ich przeciwnicy muszą walczyć równie twardo. W końcu ta spirala pęknie – wówczas, będą potrzebni nowi politycy. Niech to będą tacy o jakich ludzie z Piwnicy pod Baranami śpiewali w „Dezyderacie”.
Edwardzie, a cóż może dziś w polityce, która kształtuje także zwykłe międzyludzkie zachowania, przezwyciężyć mój pesymizm? Ma psychosomatyka niewątpliwie pod wpływem mego pesymizmu wygląda żałośnie. No cóż, jakie życie taka i psychosomatyka mego organizmu.
21 grudnia 2006, o godzinie 00:24
głosie,
z przyjemnością przeczytałem twój wpis bo jaśniej, że nie chodzi tobie o zepchnięcie „nieudaczników” w niebyt, ale o stworzenie społeczeństwa obywatelskiego, w którym istniejące różne elity nie cementują swoich wpływów i blokują dostęp do siebie. Miałem wcześniej wrażenie, że wybraną grupę ludzi chcesz w dowolnie wymyślony sposób chronić przed awansem dołów społecznych.
W Polsce nie widzę dziś atmosfery ani klimatu dla „otwartych elit”. Wszyscy okopali się i twardo bronią swych pozycji. Do nie swoich się dziś strzela i niszczy.
21 grudnia 2006, o godzinie 00:37
dark side,
mnie nie chodzi o to aby prostaczkami rządzili prostaczkowie, ale by ludzie światli nie brzydzili się nimi i umieli z nimi rozmawiać i przekonywac do swych racji. Jak czytam, gdy ktoś ex katedra wygłasza perrory o pierdzeniu prostaczków, to czuję w tym pogardę do ludzi niewykształconych oraz alibi dla niemyślenia o współodpowiedzialności za wspólne dobro. Jeśli zarazem głos dowodził, że naród to muszą być wszyscy wierzący w jedną ideę, to można zrozumieć, że tych pierdzących do narodu nie zamierza zaliczyć i skazał ich na niebyt. Dobrze, że w następnym poście wyjaśnił, że jednak widzi dla nich ewentualną ścieżkę awansu, ale to dopiero wówczas będzie możliwe gdy będą „elity otwarte”. Jednocześnie pisze, że nieskutecznie zwracał na to uwagę w swoim środowisku. No to suma sumarum prostaczkowie będą pierdzieć nadal?
21 grudnia 2006, o godzinie 01:16
leszek.sopot
Uważam, że awans społeczny, sztandarowa idea PRL, mogłaby połączyć nasze społeczeństwo. Należy zauważyć wszakże , że można awansować społecznie, także nie przestając być tam gdzie się urodziło, ale przekształcając cywilizacyjne środowisko w którym się urodziło. Tego rodzaju awans jest najpełniejszy, gdyż nie dotyczy tylko jednostek.
Osobiście jestem nie tylko za ideą otwartych elit, ale przede wszystkim za ideą otwartego społeczeństwa, gdzie nie tylko krajowy prostaczek, ale i emigrant w pierwszym pokoleniu mógłby dojść własną pracą do wysokiej pozycji społecznej.
Naród Polski powinien być scementowany ideą podniesienia cywilizacyjnego Polski, bo tylko to przełożyć się może na awans społeczny upośledzonych ekonomicznie i społecznie jednostek. Otwarte elity natomiast wydają się być integralną częścią takiego projektu. To wymaga jednak wypromowania pewnych standardów moralnych, jako warunku sine qua non funkcjonowania każdej elity.
21 grudnia 2006, o godzinie 01:55
głosie,
podpisuje się pod tym co napisałeś, ale jak to mam w zwyczaju dodam swoje 3 grosze. Mianowicie napisałeś o awansie we własnym środowisku. Socjolodzy juz zdążyli spostrzec, że w okresie transformacji pojawiło się w Polsce zjawisko zaklętego kręgu, z którego nie sposób się wyrwać. Zauważyli, że bieda rodzi biedę a państwo nie ma pomysłu jak temu przeciwdziałać. Ja dodam, że wręcz przeciwnie bo przewagę mają takie opinie jak ta: „Radźcie sobie sami, a kto biedny, to pewnie leń i sam sobie winien”. Jakże to możliwe by tak szybko i tak ogromny polski „zaklęty krąg” powstał? Czyż przypadkiem nie dlatego, że dorobkiewicze (a każdy w zasadzie nim po czasach PRL jest kto ma zasobny porfel) zajęci byli tylko sobą a do ludzi nie mających wykształcenia i układów czuli pogardę? Ja podzielam opinie wygłaszane pod koniec życia przez Jacka Kuronia, że to właśnie wina „białych kołnierzyków”, że wiele milionów ludzi w Polsce zostało skazanych na wykluczenie.
Przeczytałem przed chwilą bardzo dobry tekst Artura Domosłowskiego opisujący sytuację w Ameryce Łacińskiej. Jakoś pasuje mi on do naszej wymiany zdań. Myślę, że jest w nim wiele słusznych spostrzeżeń, które mogą dotyczyć także do krajów postkomunistycznych:
http://www.gazetawyborcza.....;startsz=x
21 grudnia 2006, o godzinie 06:45
Torlin, wyluzuj i ty. Noca Sw. Bartlomieja straszyl maz-katolik moja przyjaciolke-protestantke, kiedy mu sie stawiala i mielismy z tego tylko kupe smiechu.
Kaska
21 grudnia 2006, o godzinie 06:57
Najdrozsza pani Zofio, pytalam tylko o prawo retrybucji.
Oto co i j a k pani napisala:
„Od str. 259 zaczyna się rozmowa oKkazaniu na Górze.
kard. Ratzinger zwraca uwagę nie tylko na biblijne “nie zabijaj”, ale także, w kontekście Kazania na Górze – …”nie możesz gniewać się na drugiego”, że nie biblijne oko za oko, ząb za ząb, lecz…”przeciwnie, temu, który cie uderzył, w jeden policzek, nastaw drugi”.”
„Oko za oko, zab za zab: – jak widac b. wyraznie uzyla p a n i nie Ratzinger.
Albo wiec pani popelnila blad cytujac (ludzkei, zdarza sie) , niewlasciwie wstawiajac cudzyslowy, albo teraz odwraca pan kota ogonem.
Nic to, juz ja sobie sama poszukam stanowiska KK na prawo retrybucji oraz ew. luteran (mam nadzieje,ze nie jest to wielka tajemnica i pani nie mogla mi jej zdradzic).
Pozwole sobie, przy okazji wyrazic nadzieje, iz zaniecha pani robienia wykladow katolikom na temat katolicyzmu, jako ze przeczytanie jednej ksiazki to nieco malo, aby uznac sie za specjalistke w temacie, nawet jesli autorem tej ksiazki jest papiez.
Pogodnych snow,
Kaska
21 grudnia 2006, o godzinie 07:19
Katarzyna Makowska
Na blogu sa nie tylko katolicy i chca dowiedziec sie co Zofia mysli o katolicyzmie.Wrazliwi katolicy moga nie czytac.
21 grudnia 2006, o godzinie 07:52
http://www.naszdziennik.p.....d=dd11.txt
21 grudnia 2006, o godzinie 08:10
Zofio,
(odpowiedź, której miało nie być, ale została sprowokowana nieoczekiwanym, burzliwym rozwojem wątku w jego warstwie „teologicznej”)
Tak, w sprawach teologicznych jestem „cienki, jak Bolka trampki” (doskonałe określenie – bardzo uniwersalne, ale nie będę używał), dlatego właśnie mój komentarz był wyrażony „w prostych żołnierskich słowach”. Nie jestem „prawdziwym Polakiem-katolikiem” nie jestem nawet katolikiem, bo nie chodzę do kościoła. Nie przeczytałem książki, którą przywołujesz, chociaż spisana została z wypowiedzi osoby najwyższej stopniem w katolicyzmie.
Powtarzam, zasady „temu, który cię uderzył w jeden policzek, nastaw drugi” należy przestrzegać po to, aby zwiększyć swoje szanse w drodze do zbawienia, a nie po to żeby ktoś, na przykład Zofia mogła komuś (w domyśle katolikowi) wypominać, że nie nadstawił drugiego policzka, tylko jej oddał (w perspektywie życia wiecznego –„oddając”, czyni przysługę Zofii a krzywdę sobie).
Pomiędzy zasadą „temu, który cię uderzył w jeden policzek, nastaw drugi” i zasadą „oko za oko, ząb za ząb” nie ma żadnej opozycji – zasada „oko za oko, ząb za ząb” jest jedną z najbardziej humanistycznych zasad organizujących życie społeczne – wydaje się tak naturalna, że niektórzy zapomnieli o jej prawdziwym znaczeniu. Znów w „prostych żołnierskich słowach”: „oko za oko, ząb za ząb” to nie obowiązek zemsty, chodzi w niej o to, aby silniejszy, któremu słabszy ukradł na przykład worek ziarna albo rozbił mu przypadkowo nos nie mógł w rewanżu spalić wioski, w której mieszka słabszy albo uciąć mu głowy – innymi słowy, chodzi o miarkowanie odwetu – chyba niezbyt skomplikowane, Zofio?
Z Twoich wypowiedzi wynika, że nie podoba Ci się obecna sytuacja polityczna w Polsce. Oczywiście najgorsze jest to, że Kaczyńscy są niewysocy, a jeden z nich miał nawet rozwiązane buty. Gdyby nie to, to pewnie przywitałabyś z entuzjazmem lustrację i dekomunizację. Zwracam uwagę, że sytuacja taka stwarza dla Ciebie nieograniczone wręcz pole do praktykowania zasady „temu, który cię uderzył w jeden policzek, nastaw drugi”. Zacznij od Kaczyńskich, potem pójdzie już łatwo. Jeśli to zbyt duże wyzwanie zalecam w pierwszym etapie stosowanie się do zasady „oko za oko, ząb za ząb” w jej prawdziwym znaczeniu.
21 grudnia 2006, o godzinie 10:06
Leszek.Sopot
Wcale nie podzielam opinii Jacka Kuronia. Uważam, że Polska ma w swoim składzie społecznym reprezentantów wizji państwa Białoruskiego, jak i bardziej nowoczesnej formacji. Pozytywnie zapatruje się na zjawisko eksplozji drobnej przedsiębiorczości, po 89 r., jak i uważam, że biznes był i jest nadal bardzo dynamiczny. A to są wszystko dorobkiewicze. Zawiódł elektorat, czyli my wszyscy. Idący od bandy do bandy z jednej strony sceny politycznej na drugą i wybierający, coraz to nowych przeciętniaków, a nawet prawdziwe małpoludy, jako swoich reprezentatów. Zawiodła także część inteligencji, która awansowała, właśnie w PRL-u, i już od PRL myślała tylko w kategorii interesu grupowego. Wszakże nie jest to inteligencja, która nadawała ton przemianom. Zawiodła także część hierarchii kościoła katolickiego wypuszczając takiego smroda i gnoja jak ksiądz Rydzyk z jego dziwadłami emocjonalno-intelektualnymi: w radiostacji, w prasie i z kręgiem nawiedzonych i ciemnych jak noc zwolenników. Zawiedli z pewnością dziennikarze, którzy nie rozumieli kierunku ani dynamiki zmian. W wielu dziedzinach, wymagających wiedzy branżowej, byli dyletantami, a w sprawach, gdzie interesy grupowe korumpowały Polskę, byli łatwym łupem dla korporacji.
Ale zawiedli przede wszystkim ludzie generalnie, czyli zbiorowy polski człowiek. To jest właśnie smutne dziedzictwo rozbicia Solidarności przez Jaruzela w 1981 r., że zepchnął ogromną masę ludzi z myślenia w kategoriach społecznych i moralności w kategorię kierowników i ich przeciwników. Także okres po 89 r. to czas kiedy przegrywa człowieczeństwo nasza społeczność. Z opisu dark siede wnoszę, że i młodzież, dopiero wchodząca w życie, posługuje się prymitywnym opisem elit, a w konsekwencji i kariery, jaką chcą robić w życiu. Ta przegrana człowieka wcale nie jest paralelna do niszczącego procesu przekształceń. Polacy nie są dumni z siebie i mają powody, bowiem przegrali przede wszystkim indywidualnie przebiegającą walkę z samym sobą, i to pomimo wielkiej osobowości JP II, który mówił o tych sprawach zwycięstwa i porażki człowieka w kategoriach nie tylko religijnych, ale i uniwersalnych.
No, ale jesteśmy, jako naród, na fali wznoszącej historii i myślę, że prędzej czy później trafi się pokolenie, które poczuje szacunek do siebie, bowiem jest w społeczeństwie i nurt odrodzenia się. Pathei mathos przez cierpienie wiedza. Są dwie przeciwstawne siły: Przemoc (zuchwała, bezprawna Hybris) i sprawiedliwość (Dike). U kresu drogi zawsze pokona Hybris. To jest uniwersalne przesłanie mitologii greckiej, które znalazło rozwinięcie w naszej cywilizacji śródziemnomorskiej, w dużej mierze za pośrednictwem religii chrześcijańskiej. Przekonany wiec jestem, że najgłębsze korzenie naszej psyche są zdrowe, tylko trzeba indywidualnie popracować nad sobą.
21 grudnia 2006, o godzinie 11:08
Dobra wiadomość dla pijących i kierujących.
JUŻ MOŻNA JEŹDZIĆ PO KIELICHU!!!
Sąd niedawno uniewinnił „bohatera” Huberta H. Zdaniem sądu nie był oskarżony winien, bo znieważał Prezydenta NIEŚWIADOMIE, GDYŻ BYŁ PIJANY! (SIC!!!)
Panie! Panowie!
Wychylamy flaszeczkę i na drogę!!! Nie boimy się już i z ułańską fantazją trzaskamy a to w drzewo, a to w przechodnia, a to w samochód nielubianego sąsiada. Robimy to na luzie całkowitym. Za wyrządzone szkody i krzywdy żadna kara nas nie spotka. Kierowaliśmy wszak PO PIJAKU, a więc szkody powodowaliśmy także PO PIJAKU, w więc – zgodnie z orzeczeniem sądu – NIEŚWIADOMIE. A skoro tak – to jesteśmy NIEWINNI.
C.B.D.O.
.
Przy okazji. Jak ktoś będzie chciał obrazić kogoś tu na blogu, to teraz niech się w ogóle nie hamuje. Wystarczy zaznaczyć, że obrażał po pijaku.
21 grudnia 2006, o godzinie 11:10
Ciekawa dyskusja o elicie. Faktycznie, nasza elita nie wygląda dobrze. W odniesieniu do stanu elit i reszty społeczeństwa używa się dwóch stwierdzeń o przeciwnym znaczeniu. Jedno to „ryba psuje się od głowy”, czyli fatalne, skorupowane, nieetyczne elity powodują przenoszenie złych wzorców na resztę społeczeństwa, psują je. Drugie mówi, że „jaki Naród takie eilty”, czyli że Ci na górze są z Nas, Oni są emanacją naszych wad. Wniosek z tego taki, że nie da się łatwo i jednotorowo zmienić polskiej rzeczywistości. Że trzeba kreować pozytywne wzorce zarówno wśród elit jak i w Narodzie. Działania konieczne do przeprowadzenia w stosunku do obecnych już elit to m.in. przyjmowanie kodeksów etycznych, dobrowolnie lub narzucanie ich poprzez presję oddolną i domaganie się ich respektowania. Społeczeństwo musi domagać się respektowania dobrych zwyczajów, ganić wszystko co złe. Ważną rolę pełnią tu media. Na polityków nie ma co liczyć. Politycy, szczególnie ci z obozu IV RP, próbowali zrobić rewolucję moralną, zapewne w celu naprawy tych elit. Lustracja i dekomunizacja miała być głównym czynnikiem tej naprawy. Co z tego, skoro walcząc z patologią elit, zwaną przez nich „komuną” czy „postkomuną”, sami wprowadzili nowe patologie, tj. dopuszczenie do władzy osób o marnej reputacji i przestępców, neofaszystów (co wynika z uwarunkowań koalicyjnych), dopuszczenie osób mało kompetnentnych (co wynika z krótkiej „ławki” ludzi wartościowych, godnych piastować wysokie stanowiska – stąd ogromne problemy z obsadą czołowych stanowisk w państwie tj. TK, RPP, ambasadorzy) stosowanie zasady „państwo to ja” (premier będzie decydował o wetach wojewodów wobec „nieprawidłowych” inwestycji władz lokalnych), czy przykłady moralności Kalego tj. arbitralne definiowanie, kto jest „dobrym” (oczywiście naszym) a kto „złym” komunistą (postkomunistą), czyja teczka jest zafaszowana a czyja prawdziwa, kto wsółpracował z SB a kto podjął się sprytnej gry z esbekami, kto współpracował z WSI bo był zdrajcą a kto z robił to z patriotycznych pobudek, czyje decyzje i zachowania wynikają z jego przeszłości a kto ma odpuszczoną złą przeszłość i ważne jest, gdzie znajduje się teraz (z nami). Inną patologią jest zniszczenie języka debaty publicznej – język nienawiści powoduje, że nie walczy się o wartości ale przeciw komuś i jest coraz gorzej. Do tego dochodzi brak szacunku do prawa wynikający z jego marnej jakości, z korupcji, częstego jego obchodzenia przez członków elit, z unkania odpowiedzialności. Ponadto polityczny kapitalizm – „Staszek (Kaziu) chce się sprawdzić w biznesie”, czyli nie liczą się kompetencje, kto z czym przychodzi ale skąd przychodzi. Nepotyzm – u nas silniejszy niż gdziekolwiek, wszak rodzina to świętość. Zniesienie konkursów na stanowiska urzędnicze. To przykłady psucia ryby od głowy. Konieczne lekarstwa na to: prywatyzacja, decentralizacja władzy, niezależne media, budowanie samorządności, wspomniane domaganie się tworzenia i respektowania kodeksów etycznych. Oczywiście tu na PiS nie ma co liczyć.
A jak wpływać oddolnie na stan elit? Powszechna edukcja, ja jestem za wyrównywaniem szans, czyli m.in. stypendiami dla młodych zdolnych z Polski B. Konieczne jest upowszechnienie internetu. Wspieranie mediów loalnych, których pozycja jest uzależniona od władz lokalnych, na które powinny przecież patrzeć wnikliwym okiem (tu trzeba coś zrobić).
No i problemy czasów rozpasanej konsumpcji, edukacji młodych nie przez rodziców, szkołę, Kościół ale przez reklamy. Potrzebne są nowe pozytywne wzorce karier godne XXI wieku, nie tylko pozytywistyczne ale na pewno inne niż bohaterowie Powstania Warszawskiego czy Ogień. Ja tych pozytywnych wzorców widzę bardzo mało.
21 grudnia 2006, o godzinie 11:31
Arek,
Zgadzam się z twoim poglądem, z tym wszakże zastrzeżeniem, że nie ma w systemie politycznym innych możliwości działania jak za pośrednictwem partii politycznych i parlamentu. W moim przekonaniu należy wymagać od elit opiniotwórczych, aby wytworzyła standard pozytywnych wzorców zachowania się, a elity są do tego zdolne, przykładem niech będzie walka z antysemityzmem. Ludzie może i myślą swoje, ale granica poprawności i akceptacji jest jasno przeprowadzona. Podobnie można wyznaczyć granicę w innych sprawach. Co więcej jest to teren działania wspólny dla aktywności wszystkich wspólnot i kręgów, tak religijnych jak i świeckich. Taki standard poprawności i przyzwoitości na pewno nie pozwalałby na koalicje z planetą małpoluda typu Leppera i Giertycha.
21 grudnia 2006, o godzinie 11:44
leszek.sopot
grudzień 21st, 2006 at 1:55 am
“Socjolodzy juz zdążyli spostrzec, że w okresie transformacji pojawiło się w Polsce zjawisko zaklętego kręgu, z którego nie sposób się wyrwać. Zauważyli, że bieda rodzi biedę a państwo nie ma pomysłu jak temu przeciwdziałać.”
Bardzo słuszne stwierdzenie. Uważam jednak Leszku, że błądzisz w określaniu przyczyn i niemożności likwidacji tego zjawiska. Osobiście za głównego winowajcę uważam samych „wykluczonych”, którzy konserwują ten zaklęty krąg używając bardzo potężnej broni – kart do głosowania, a jak trzeba to i kilofami na ulicach Warszawy się posłużą. Zaraz za nimi ustawiłbym cynicznych polityków wykorzystujących roszczeniowe postawy „wykluczonych” dla własnych celów. (Aby uniknąć nieporozumień podkreślam, że chodzi mi o roszczenia w najgorszym tego słowa znaczeniu, tak jak to opisywał głos zwykły – grudzień 20th, 2006 at 11:01 am.)
Tu chciałbym przytoczyć słowa Miltona Friedmana, które niedawno przypomniał nam Bekas:
„Jeśli płacicie ludziom za to, że nie pracują a każecie im płacić podatki gdy pracują, nie dziwcie się, że macie bezrobocie.”
Kolejne bowiem rządy zamiast zajmować się likwidacją zaklętego kręgu biedy poprzez szeroko rozumianą aktywizację „wykluczonych”, zajmuje się w imię tzw. „solidaryzmu” rozdawnictwem tego co wypracują inni. Nie tędy droga.
Na poparcie powyższego chciałbym zwrócić Twoją uwagę na jeszcze jedną sprawę. O ile dobrze pamiętam, deklarowałeś niegdyś swoje przywiązanie do Unii Wolności. Nie wiem, czy zauważyłeś, że w odczuciu znacznej części społeczeństwa, a w szczególności „wykluczonych” ta właśnie partia jest spostrzegana jako ta, która najbardziej „pogardza” biednymi. Natomiast PO wywodząca się jakby nie było z UW przegrała wybory głównie dlatego, że była postrzegana jako ta, która w przeciwieństwie do PIS reprezentuje głównie interesy bogatych.
21 grudnia 2006, o godzinie 11:51
Powracam do przepisywanego tekstu pt.: „KOLAPSY DEMOKRACJI”.
CZĘŚĆ DRUGA (ostatnia)
.
(To dobry przykład z innego także względu. Naród może oddać swoje głosy w wyborach, ale nie ma nic do powiedzenia odnośnie do terminu wyborów, jeśli parlament nie wyrazi zgody na skrócenie kadencji Tak więc jedno z głównych uzasadnień sensu demokracji, jakim była mozność odwołania złego rządu prze lud, jest z góry ograniczona)
Nie wydaje się jednak, żeby o takie rozróżnienie chodziło autorom. Między p.1. a p.2. istnieje wyraźne continuum treści.
Nieco inaczej, choć równie krytycznie, patrzył na ogłoszenie Narodu suwerenem amerykański pastor z Nowej Anglii, niejaki Jan Cotton. Półtora stulecia przed ustanowieniem Konstytucji amerykańskiej zapytał dość bezczelnie: „Jeśli obywatele są rządzącym, to kto będzie rządzonym?” No właśnie, kto? Swoje wątpliwości wyraził i innymi słowy, a mianowicie, że podporządkowanie się obywateli czyni panowanie absurdem.
Absurdem, ponieważ jednocześnie można być rządzącym i rządonym jedynie w środku hierarchi. Porucznik rządzi sierżantem, ale także „jest rzadzony” przez kapitana. Suweren nie ma nad sobą nikogo.
Jest jeszcze jeden aspekt istnienia władzy suwerennej. Suweren może oddać część, a nawet całość swojej władzy komuś innemu, tak jak lud oddaje ją swoim przedstawicielom,ale to oznacza że jest przez niego rządzony! Król Ludwik XIII oddał sporo wałdzy kardynałowi Armandowi de Richelieu, uważając, że będzie on sprawował ja lepiej – albo po prostu z lenistwa, ato to kardynał w dalszym ciągu kłaniał się królowi, a nie na odwrót, jako że władzę miał nad Francuzami,ale nie nad królem.
Wniosek jaki się nasuwa z logicznych tylko przesłanek, jest taki, że jesli art. 4 p.1. Konstytucji traktować poważnie, to nie wprowadza on żadnych ustaleń ustrojowych. Dla logików byłby postulatem pustym. Dopóki jakiś inny artykuł nie ustali, kto jest rzadzonym, jeśłi rządzącym jest Naród, to instytucja władzy w kraju nie istnieje. Instytucja władzy wymaga istnienia dwóch stron: tej, która wydaje polecenia i tej, która je wykonuje.
Wszystko byłoby w porządku,gdyby art. 4. w ogóle w Konstytucji nie było. Pozostałyby te, w których mowa jest o tym, do czego zostają powołane poszczególne władze. Należałoby tylko (?) określić, jaki jest sposób ich powoływania, zachowując bądź też nie, dotąd istniejące w Konstytucji ich kompetencje.
Ale wówczas żadem sakramencki polityk nie mógłby żalić się przed ekanem telewizora, że to lud go wybrał. Obawiam się, że artykuł ten, od samego początku swego istnienia, czyli w Konstytucji Amerykańskiej, miał w podtekście zrzucenie odpowiedzialności za decyzje polityków na lud. Jakiego mnie, ludu, wybrałeś (abstrahując od innej niż dziś formuły wyboru), takiego mnie masz. No i daje ciemnej tłuszczy złudzenie, że skoro może wybrać sobie jednego czy drugiego, to naprawdę rządzi.
To tyle, jeśli chodzi o intelektualne igraszki z poronionym pomysłem.
Poważnym zarzutem merytorycznym, jaki można postawić demokracji jest, że jako sposób obierania władzy, jest sprzeczna z zasadą, że nie można byc sędzią we własnej sprawie. W sensie dosłownym (władza ma przecież między innymi uprawnienia do wydawania wyroków!), ale także przenośnym.
Każde złe dziecko, jeśli będzie mu wolno wybrac rodziców, wybierze takich, którzy pozwolą mu wyrywać nóżki muchom. Można powiedzieć więcej: wybór władzy likwiduje panowanie jako takie, a więc sprowadza się ona wówczas li tylko do załatwienia swoich partykularnych interesów. Przeciez po to i tylko po to obalano monarchie i w Anglii, i we Francji, a w Ameryce kolonie odrywały się od Korony.
Gwoli ścisłości, dbałość o własne interesy, jako istota demokracji, nie czyni z niej natychmiast instytucji przestępczej. Chyba że uznamy za przestępcze takie choćby ustawy, które w ramach załatwiania interesów uprzywilejowują jednych kosztem drugich; na przykład rolników kosztem reszty obywateli (czy też wszystko to, co dzieje się w materii podatkowej!). Ale to już jest inny trop.
Na koniec niespodzianka. Wprowadźmy oto do jednego z artykułow kodeksu karnego jedno dodatkowe słowo. Nie zmini ono ani na jotę charakteru przestępstwa – ale okaże się, że demokracja jest przestępstwem i to na skalę przy żadnym innym nieznaną. Jest gigantyczną, obejmującą mniej więcej połowę narodu, korupcją.
Art. 230: Kto, powołując się na swoje (przyszłe) wpływy w instytucji państwowej lub samorządu terytorialnego, podejmuje się pośrednictwa w załatwieniu sprawy w zamian za korzyść majątkową lub jej obietnicę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
Uzasadnienie jest następujące:
1. Kandydat na posła powołuje się na swoje przyszłe wpływy.
2. Wybrany ze swojego okręgu jest pośrednikiem między wyborcami a ciałami ustawodawczymi.
3. Przekazując tym ciało wolę wyborców, chce „załatwić sprawę”.
4. Oczekując wyboru, liczy na korzyść majątkową związaną z zapłatą za pełnienie funkcji publicznej.
5. Wrzucona kartka wyborcza to obietnica złożona prze wyborcę. Jest czekiem , który może zostać zrealizowany przez posła przy odbiorze zapłaty. Pieniądze składające się na zapłatę pochodzą w całości z podatków wpłaconych przez wyborców; nieistotne że pod przymusem, skoro część wyborców mogłaby je płacić z własnej woli.
Kartka wyborcza jest więc de facto korzyścią majątkową.
Czyż nie jest to piękne, chłopcy i dziewczęta? A może zbyt piękne, żeby było prawdziwe? Co na to ci wszyscy demokratycznie wybrani posłowie, którzy tropią „korupcję polityczną” w zaciszach równie demokratycznych gabinetów?
Na to, że przejmą się wywodami logicznymi, nie ma chyba co liczyć.
ADAM HILKIEWICZ
21 grudnia 2006, o godzinie 11:59
>>>”W moim przekonaniu należy wymagać od elit opiniotwórczych, aby wytworzyła standard pozytywnych wzorców zachowania się, a elity są do tego zdolne, przykładem niech będzie walka z antysemityzmem. Ludzie może i myślą swoje, ale granica poprawności i akceptacji jest jasno przeprowadzona.” – toż to zwykła cenzura, Glosie drogi. A gdzie Wolność Słowa??? To już nie można będzie powiedzieć tego, CO SIĘ MYŚLI?
21 grudnia 2006, o godzinie 12:10
Arku!
Masz humor! Czytam i płaczę z radości:
>>>”Ponadto polityczny kapitalizm – “Staszek (Kaziu) chce się sprawdzić w biznesie”, czyli nie liczą się kompetencje, kto z czym przychodzi ale skąd przychodzi.” – dobre! Zwykłe kumoterstwo u Ciebie za kapitalizm zaczyna chodzić. I to „polityczny”! No, no!
Ponieważ piszesz to-to jako coś pejoratywnego do granic możliwości, ostrzegam Cię, że postulowana przez Ciebie parę linijek niżej prywatyzacja jest cokolwiek powiązana z kapitalizmem właśnie. Co prawda nie z „politycznym”, ale weź to pod rozwagę.
21 grudnia 2006, o godzinie 12:17
>>>“Socjolodzy juz zdążyli spostrzec, że w okresie transformacji pojawiło się w Polsce zjawisko zaklętego kręgu, z którego nie sposób się wyrwać. Zauważyli, że bieda rodzi biedę a państwo nie ma pomysłu jak temu przeciwdziałać.” – oj, ma, ma! Tyle, że ten pomysł ma jedną wadę, która powoduje niemożność jego zastosowania obecnie: Ta wada to to, że pomysł powoduje OSUSZENIE BAGNA, OPUSTOSZENIE KORYTA.
I gdzie potem ci wszyscy nasi „politycy-walczący” z plagami polskimi pójdą? Jak na życie zarobią, jak oni tylko „walczyć” potrafią?
Tu jest problem właśnie – jak doprowadzić do władzy kogoś, kto koryto zlikwiduje i uzdrowi kraj?
21 grudnia 2006, o godzinie 12:56
Bekasie, nie słyszałeś o kapitalizmie politycznym? Tym się on różni od prawdziwego kapitalizmu, że nikt nie pyta Kazia o kompetencje i doświadczenie zawodowe w danej dziedzinie, oraz tym, że za ewentualne straty firmy nie zapłaci ta firma tylko podatnicy (więc nikt się nie martwi, że Kaziu nie ma doświadczenia i wiedzy). Ale przecież doskonale to wiesz, więc nie wiem co Cię tak rozbawiło do łez.
21 grudnia 2006, o godzinie 13:09
Głosie, nie ma tu między nami sporu. Uznaję rację i konieczność istnienia systemu partyjnego i tego, że ma on decydującą rolę w kreowaniu rzeczywistości. Nie jestem przciwnikiem partii politycznych, a wręcz przeciwnie. Ale oczywiście partie nie są wyłączną siłą niezbędną do pożądanych przez nas zmian. Są jeszcze media, środowiska opiniotwórcze (jak już napisałeś), stowarzyszenia obywatelskie, kartka wyborcza. Jeśli PiS przegrałby nastpne wybory to następna partia u władzy unikałaby takich sojuszy, jak obecna koalicja.
21 grudnia 2006, o godzinie 13:14
Widzisz Arku, najgorszą jest rzecz, że poszczególne wielkie firmy powiązane z państwem nie bronią się przed „kapitalizmem politycznym”. Dla nich taki człowiek jak Marcinkiewicz jest parasolem ochronnym w razie jakichkolwiek niepowodzeń. Większość tych firm, jak Orlen, PKO BP, PZU działa bez przeszkód bez prezesów.
21 grudnia 2006, o godzinie 13:22
Arku.
Ja o różnych „politycznych” rzeczach słyszałem, ale o „politycznym kapitaliźmie” słyszę pierwszy raz. I przyznaję, że ani rozumiem co to znaczy, ani nie wiem – w tym konkretnym wypadku – dlaczego jest to „polityczny kapitalizm”??? Jeśli już bowiem trzymać się faktów, to jest to „polityczny socjalizm”. Fabryki, o których mowa, są wszak państwowe, nie prywatne.
Co ma zatem z kumoterstwem w socjalistycznym gnieździe kapitalizm, je zupełnie nie wiem?! W kapitaliźmie wg Ciebie za ewentualne straty firmy płacą podatnicy??? Mnie się wydawało, że to „zaleta” socjalizmy, ale może się mylę?
21 grudnia 2006, o godzinie 13:37
Bekasie, wpisz w googlach „kapitalizm polityczny” i przeczytaj pierwszy z góry artykuł Bronisława Wildsteina pt. „Spętana gospodarka”, a w niej taki akapit:
„Kapitalizm polityczny jest bowiem fundamentalną deformacją rynkowych reguł. Wygrywają nie ci, którzy potrafią dotrzeć do klienta i najoszczędniej wytworzyć najbardziej odpowiadający mu towar, ale ci, którzy posiadają dobre układy z władzą. Jest to najgłębszy wymiar korupcji. Powoduje on tzw. rentę korupcyjną, czyli podrożenie wszelkich gospodarczych przedsięwzięć: trzeba wspierać ekonomicznie nieracjonalnych pośredników i wspomagać polityczny układ. Tego typu sytuacja prowadzi do złej alokacji i złych, ekonomicznie nieracjonalnych postaw. Kontrakty i dominację na rynku uzyskują nie ci, którzy na to zasłużyli, czyli najefektywniejsi ekonomicznie, ale ci, którzy pozostają w najlepszych relacjach z władzami. Zwiększenie kosztów transakcji powoduje chęć szybszego odzyskania inwestycji.
Kapitalizm polityczny łamie więc rynkowe reguły, ustalone normy działania zastępując nietrwałymi relacjami osobistymi. Jasne i zrozumiałe zasady rynkowe dają możliwość inwestowania w długich odcinkach czasu, co tworzy trwałe bogactwo kraju. Premiują one odpowiedzialność i konsekwencję. Dobre imię, które upostaciowuje określona marka, jest niezwykle istotnym i wysoko ocenianym kapitałem. Kapitalizm polityczny odwrotnie – stawia na szybki, podejrzany moralnie i prawnie zysk, co powoduje chęć zacierania za sobą śladów i nietrwałość przedsięwzięć. To zaprzeczenie ducha kapitalizmu, wskazywał na to choćby Max Weber. Kapitał społeczny, na którym wyrasta sprawna gospodarka rynkowa, jest zespołem zasad i reguł określających zachowanie zbiorowości. Buduje klimat zaufania i stabilności, w którym może rozwijać się gospodarka. Kapitalizm polityczny drenuje kapitał społeczny.”
21 grudnia 2006, o godzinie 13:41
„jak doprowadzić do władzy kogoś, kto koryto zlikwiduje i uzdrowi kraj?”
rzeczywiscie bekasie
ach te twoje slogany:) zechciej byc bardziej konkretny- co to niby dla ciebie znaczy „zlikwidowanie koryta”. czy masz na mysli zlikwidowanie patologii na linii wladza-biznes, czy tez moze idziesz o krok dalej i chcesz odspawac pepowine rynku od panstwa (sadze, ze jestes wyznawca drugiej opcji)? Tylko czy masz swiadomosc konsekwencji. takie rozwiazania juz byly, chocby u pinocheta, zeby daleko nie szukac . na jego temat toczyla sie tu dyskusja. leszek niedawno podal linka do artykulu w gw. http://www.gazetawyborcza.....;startsz=x
Znamy wiec konsekwencje spoleczne takich rozwiazan – jeszcze wieksza bieda, jeszcze wieksze rozwarstwienie, wyksztalcenie absolutnie nieprzepuszczalnych elit wladzy i biznesu. Naprawde chcesz wprowadzenia tej utopii w naszym kraju? Spoleczenstwo przeciez zle znioslo znacznie lagodniejsze przemiany.
21 grudnia 2006, o godzinie 13:48
Bekasie, cytujesz że „dbałość o własne interesy jest istotą demokracji”. Tak, pełna racja, podobnie jak dbałość o własne interesy jest istotą wolnego rynku. W jednym przypadku to źle a w drugim dobrze? W obu dobrze, ale w obu potrzebne są instytucje chroniące słabszych. W demokracji chroniące mniejszości, na wolnym rynku chroniące wykluczonych. Te instytucje ograniczają te „własne interesy”. Najlepiej by ograniczały w jak najmniejszym stopniu – tylko w takim stopniu, by umożliwić wszystkim obywatelom korzystanie z ich praw.
21 grudnia 2006, o godzinie 13:50
GUS podał:
„Stopa bezrobocia wyniosła w listopadzie 2006 roku 14,8% wobec 14,9% w październiku, podał w czwartek Główny Urząd Statystyczny (GUS). W listopadzie 2005 roku stopa ta wyniosła 17,3%.”
PAP
„W pierwszych jedenastu miesiącach tego roku polskie porty lotnicze obsłużyły ponad 14 mln 213 tys. pasażerów, czyli ponad 33 proc. więcej, niż w tym samym czasie 2005 roku.”
„Zagranica inwestuje w Polsce na potęgę
(ISB, pb/21.12.2006, godz. 08:34)
Napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) w tym roku może przekroczyć zakładane wcześniej 10 mld USD, zapowiedział minister gospodarki Piotr Woźniak. W ub. roku napływ BIZ wyniósł 7,67 mld USD.”
A Święta miały być miłe, a tu masz, taki pasztet…
pozdrawiam
Bernard
21 grudnia 2006, o godzinie 13:54
I jeszcze o elitach. Glos pisal o naukowcach. Naukowcy maja sie w opinii spolecznej calkiem dobrze, zerknelam do statystyk- wzrasta tez prestiz spoleczny prawnikow, lekarzy i ksiezy :))))
Piszac o kryzysie elit politycznych mialam na mysli glownie kryzys wizerunku politykow i samorzadowcow, a takze przedstawicieli mediow.
Inne elity nadal ciesza sie zaufaniem i to jest pozytywne. moze tylko zbyt rzadko zabieraja glos w debatach publicznych. Zwlaszcza naukowcy mogliby sie czesciej wypowiadac w roznych sprawach od ochrony srodowiska do ekonomii. zamiast sluchac politykow prowadzacych swoje gierki polityczne dla odmiany chetnie posluchalabym opinii kogos, kto sie zna na temacie.
21 grudnia 2006, o godzinie 14:29
Bernard, dzięki za dobry news, to potwierdzenie tego, że warto było wchodzić do Unii Europejskiej. Myślę, ze obecna koalicja, która była przeciw wejściu do UE już wie, że nie miała racji. A tak straszyli.
ps. połączenie danych dotyczących spadku bezrobocia i obrotów portów lotniczych – sprytne, skojarzenie narzuca się od razu;-)
21 grudnia 2006, o godzinie 14:47
Urocza Ciemna Strono.
Piszesz, że Wolnego Rynku nigdy i nigdzie nie było, i jednocześnie że – broń Boże! – wprowadzać go nie wolno, bo jego wprowadzenie spowoduje straszliwą katastrofę. Skąd Ty to wiesz?
21 grudnia 2006, o godzinie 14:51
Arku.
W cytowanym artykule gdzieś było napisane, że to źle troszczyć się o własne interesa? Ja tego nie wyczytałem.
Na Wolnym Rynku nie ma żadnych wykluczonych, przestań pisać nowomową. Nie możesz po polsku?
Piszesz” „Najlepiej by ograniczały w jak najmniejszym stopniu – tylko w takim stopniu, by umożliwić wszystkim obywatelom korzystanie z ich praw.”, a mnie się ręce załamują. Właśnie na Wolnym Rynku KAŻDY MA RÓWNE PRAWA. Z jakich to praw ludzie nie mogliby korzystać na Wolnym Rynku??????????!?
21 grudnia 2006, o godzinie 15:01
Ciemna Strono.
Jeśli Ty budujesz swoją wiedzę o Pinochecie i gospodarce Chile na artykule Domosławskiego Artura z GW, to gratuluję.
Ale i założe się, że p. Waldemar ma tu cokolwiek inne zdanie.
21 grudnia 2006, o godzinie 15:04
„Właśnie na Wolnym Rynku KAŻDY MA RÓWNE PRAWA.”
Demagog z Ciebie Bekasie, zapomniałeś bowiem dodać, że Bóg tak urządził ten świat, że nie każdy ma takie same możliwości korzystania z tych praw. Jeden urodził się sprawny i zdrowy, inny z zespołem Downa; jeden w rodzinie bogatych przedsiębiorców w Warszawie, inny w popegeerowskiej rodzinie gdzieś, gdzie „diabeł mówi dobranoc”. Nijak to sie ma do Twojego wcześniejszego stwierdzenia „Na Wolnym Rynku nie ma żadnych wykluczonych”
21 grudnia 2006, o godzinie 15:11
Bekasie, uprzedził mnie już Andrzej, więc dodam tylko: otwórz człowieku oczy i przestań zapodawać tu agitki sprzed dwustu lat. Rozmawiajmy o rzeczywistości, proszę tylko o tyle.
21 grudnia 2006, o godzinie 15:42
głosie,
przepraszam, ale napiszę jedynie coś chaotycznie.
Nie bardzo rozumiem co miałeś na myśli pisząc: „Uważam, że Polska ma w swoim składzie społecznym reprezentantów wizji państwa Białoruskiego, jak i bardziej nowoczesnej formacji”.
Co to jest wizja państwa Białoruskiego – chodzi tobie o cenzurę, walkę z mniejszościami narodowymi, dyktat nomenklatury? Masz na myśli LPR? Pisanie o „bardziej nowoczesnej formacji” może oznaczać, że model białoruski jest jedynie mniej nowoczesny…
Zapewniam ciebie, że Jacek Kuroń nie miał na myśli drobnej, prywatnej przedsiębiorczości. Oceniał ją bardzo pozytynie, gdyż cenił ludzi za ich pracowitość i aktywny udział w życiu gospodarczym i społecznym. On myślał o modelu „białego kołnierzyka”, który stworzyli Chicago Boys Miltona Friedmana, a który to model z lubością powielali konserwatywni i liberalni działacze polityczni. W uproszczeniu ten model to kult pieniądza pomieszany z pogardą dla biedy. Bo przecież każdemu bliższa koszula ciału…
Zawiódł elektorat?! Elektorat zależny jest od swych przewodników. Jacy ci przewodnicy byli, te „gęby za lud krzyczące”? Elektorat z niepokojem ale i z nadzieją przyjmował reformy zapoczątkowane przez Rakowskiego a przypieczętowane przez Balcerowicza, które miały każdemu zapewnić równe szanse na rozwój i poprawę swojej sytuacji. Jednakże tym „u żłoba” lub z politycznymi plecami otworzyły się możliwości, których ludzie prości nie mieli. Chyba nie zaprzeczysz, że pewni ludzie – te klony Chicago Boys – mieli bardzo ułatwioną ścieżkę kariery. Np. wystarczyło znać ludzi ze spółki Doradca J.K. Bieleckiego lub w niej pracować by później prezesować różnym funduszom czy firmom lub być doradcą za grube tysiące złotych. Zawdzięczali to swojej pracowitości czy znajomościom? Uważam, że znajomnościom. O awansach na początku lat 90. nie decydowały jedynie walory osobiste ale koneksje partyjno-prywatne. Elektorat to widział. Szczególnie było to widoczne w dobie sukcesów KLD i premierostwa Bieleckiego, ale i czasy późniejsze to przecież popisy różnych walendziakowych pampersów, którzy jednego dnia mogli pracować w TV bądź radio a drugiego zajmować posadę prezesa PAIiIZ, koncernu miedziowego czy Ruchu. To także eseldowskie „Chwała nam i naszym kolegom. Ch… precz!”. Chicago boys pod różnym płaszczykami partyjnymi promowali jeden sposób awansu społecznego: siłami własnymi i własnych przyjaciół piąć się w górę a ch… precz!
To elktorat zawiódł, czy ci, którzy wybrali uproszczoną ścieżkę prywatnego awansu społecznego na zasadzie nomenklaturowych koneksji?
A może zawiedli liderzy polityczni, przynajmniej ich duża część, którzy wojowali od 1990 r. nie o „dobro wspoólne” ale o dekomunizację, deagenturalizację, stołki, funkcje, przyspieszenie – o to wszystko co w całym jazgocie wojny na górze można było usłyszeć. Geremek wówczas powiedział po przegranych wyborach Mazowieckiego, jak i ty, że społeczeństwo nie dorosło do demokracji. Ja bym to powiedział inaczej – liderzy polityczni nie dorośli do demokracji bo zajęli się walką między sobą i sekowaniem całych środowisk. Oni po prostu nie rozumieją demokracji. A może po prostu poddali się bezwolnie i bezrefleksyjnie zasadom wolnej konkurencji, którą pojęli tak, że konkurenta trzeba unicestwić za wszelką cenę? Pojmują demokrację tylko jako pełnienie władzy przez wąską grupę osób w celu by ta grupa odnosiła korzyści i dalej rządziła. Oni nie rządzą w imieniu i dla dobra wspólnego. Rządzą dla swojej własnej korzyści. Dlatego elektorat odbija się raz od jednej raz od drugiej ściany. Ma coraz więcej siniaków a w głowie już mu szumi nie tylko od bimbru i wódki ale i od medialnego łomotu. Jest to elektorat rozczarowany swymi egoistycznymi wybrańcami.
Dlatego mi było najbliżej do UD, w działania której się zaangażowałem – tam było najwięcej jak mi się zdaje „obywatelskości” i bezinteresowności. No cóż, tak było do czasu połączenia z karierowiczami z KLD…
(Może wieczorem odpowiem jeszcze na inne wypowiedzi).
21 grudnia 2006, o godzinie 16:31
Ostrzegam Gospodarza i Blogowiczow przez blednym nazywaniem
dnia 1 stycznia Nowym Rokiem,
ten dzien to swieto Świętej Bożej Rodzicielki Maryi.
21 grudnia 2006, o godzinie 16:41
Edwarze!
Ja, jako niewierzący, trochę sie pogubiłem:
15 sierpnia – Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny,
3 maja – Święto Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski itd
http://pl.wikipedia.org/w.....ta_maryjne
Niedługo to dojdziemy do całego roku.
21 grudnia 2006, o godzinie 17:21
pozno juz u mnie,wyjezdzam za chwile wiec wszystkim milym blogowiczom wszystkich opcji politycznych zycze wesolych swiat :) do uslyszenia :)
21 grudnia 2006, o godzinie 18:05
Leszek.Sopot
Myślę, że w Polsce jest elektorat, który uważa pomysł na rządzenie Aleksandra Łukaszenki za dobry. Aleksander jest egalitarnym wodzem narodu Białoruskiego i ma autentyczne poparcie w tym narodzie. Nie można zaprzeczyć, że elektorat Samoobrony, LPR, części PiSu, krąg Radia Maryjny, części SLD popiera taką wizję ustroju gospodarczego państwa i takie metody sprawowania władzy jak to widać u naszego wschodniego sąsiada. No ten elektorat to nie są jakieś szczególne orły intelektu, dobrego wychowania itd. Wizja Państwa Białoruskiego w Polsce na pewno implikuje konieczność wprowadzenie cenzury. Oczerniają przecież gazety kogo mogą: braci mniejszych, Andrzeja Leppera, Łyżwińskiego, Księże dyrektor jest zamknięty i oblężony przez liberalną masonerię. Państwo Białoruskie w Polsce na pewno rządzone byłoby przez nomenklaturę partii mającej jedyny słuszny program. Elementy tego procesu widzimy zresztą co wybory. Czyszczenia od góry i dołu i obsadzania wszystkich stanowisk. Państwo Białoruskie w Polsce troszczyłoby się także o pracowników PGR, nie sprzedałoby ani piędzi państwowej ziemi obszarnikom, a wyzyskiwaczom z kliki Chicago Boys żadnego zakładu pracy. Banki i zakłady energetyczne, bez względu na to, że obowiązują nas zasady konkurencji UE, trzeba by było reprywatyzować. Państwo Białoruskie w Polsce zapewniłoby dobrobyt wszystkim realizując plan makroekonomiczny Andzeja Leppera, polegający na wydrukowaniu odpowiedniej ilości pieniędzy i rozdaniu w równych proporcjach pomiędzy pracujących i niepracujących, bowiem wszyscy mają równe żołądki. etc. etc.
Z Bronisławem Gieremkiem, który jest może postacią mało medialną, ale jednak mówiącą prawdę o rzeczywistości, bym się zgodził. Polacy nie byli przygotowani na przyjęcie demokracji. Nie rozumiano także, czym jest gospodarka rynkowa. Działacze związkowi w sporze z kolejnymi rządami nie mieli ekonomicznie racji. Zresztą związkowi działacze lubili przechodzić do polityki, a tutaj prawie nikt się nie sprawdził. Świadczy to o poziomie organizacji związkowych tak Solidarnościowych jak i postkomunistycznych.
Myślę, że reforma Balcerowicza nie implikowała równych szans na rozwój z tego powodu, że Leszek Balerowicz generalnie był zdania, że należy dokonać recepcji zachodniego systemu i przyjąć ogromną ilość kapitału i managementu. Tak więc młodzi ludzi w tym czasie orientowali się na lepsze zarobki w firmach, które miały mieć mieszane zarządy i w dużej części zagraniczny kapitał. To z kolei stawiało wysoko poprzeczkę, bo była bariera językowa i trudno było znać i Polskie i zachodnie realia, a był taki ciągły proces przekładania naszych standardów na zachodnie. W rezultacie bardzo szybko część inteligencji znalazła się w nowym środowisku, które miało już charakter międzynarodowy. Tak więc już na początku transformacji, jedni zaczynali żyć i pracować w Polsce tak jak na zachodzie, a inni żyli i pracowali tak jak w Polsce. Jedna część Polski w tym momencie przestawała rozumieć drugą. To wszystko dotyczy wszakże wąskiego grona inteligencji. Osoby te były po prostu elitą naukową, były tam ludzie którzy mieli doświadczenie zawodowe z pracy za granicą przez długie lata, a także osoby, z rodzin które stanowiły elitę kraju za PRL-u. Tak więc zwłaszcza w bankowości np. słyszało się osoby, które zajmowały szybko po studiach stanowiska dyrektorskie, a jednocześnie uważały odejście od komunizmu za poważny błąd, bo czy byłby ten czy inny ustrój one i tak były przeznaczone do zarządzania. Były także osoby świeżo po studiach, które zatrudniały się świeżo po studiach, zwłaszcza w PAIZ, Ministerstwie Przekształceń Własnościowych i w Ministerstwie Finansów, które później miały szansę przechodzić do firm konsultingowych krajowych i zagranicznych (wiele z tych osób zupełnie bez znajomości zrobiło bardzo duże kariery). I były wreszcie firmy finansowe, konsultingowe, adwokackie, gdzie zatrudniało się pracowników, głównie w oparciu o kryterium znajomości środowiskowej lub rodzinnej. Chciałem podkreślić, że później wraz z coraz szybszymi zmianami rządów dochodziło do wymieszania tych początkowych elit, o elity wszystkich następnych rządów i układów. W ten sposób w grupie uprzywilejowanej znaleźli się także wysocy działacze związków zawodowych. O awansie na początku lat 90. decydowały więc różne elementy, ale wśród tych elementów na pewno było wykształcenie, doświadczenie jeśli chodzi o funkcjonowanie rozwiniętych rynków gospodarczych, finansowych i prawnych, i doskonała znajomość języków obcych. Część osób musiała oczywiście wchodzić z „młodzieżówek partyjnych”. Nie mówiłbym więc o nomenklaturowych koneksjach, ale o pewnym międzynarodowym środowisku pracy.
Poza tym ja nie oceniam źle procesu transformacji, uważam, to za bardzo szybki i skuteczny proces. Sądzę jednak, że gdybyśmy mieli do czynienia z zdyscyplinowanym a nie z zanarchizowanym społeczeństwem, krąg beneficjentów byłby szerszy. Bo cały proces zmian na lepsze można opisać sensownie tylko w kategoriach rozchodzących się szerzej kręgów, ten ściślejszy krąg przy tym zawsze będzie lepiej materialnie zarysowany. Natomiast nigdy nie eksperymentowano tutaj w stylu Chicago Boys, gdyż nikt nie miał takiej władzy, po prostu interesy partykularne były zbyt silne, a każdy kolejny rząd zbyt słaby.
21 grudnia 2006, o godzinie 18:42
Andrzeju, Arku.
Nie dostałem odpowiedzi na pytanie.
Więc raz jeszcze. Jakie to prawa na Wolnym Rynku są gwałcone? I którzy to są, ci wykluczeni? I na skutek czego oni są wg Was wykluczeni? Konkretnie mi napiszcie.
A co do tego, że życie sprawiedliwe nie jest.
Andrzeju, być może to niegrzecznie tak pisać, ale ja Cię bardzo proszę: najpierw poczytaj trochę NCzas!, a potem zarzucaj mi jakieś demagogie! To „równanie szans” jest demagogią i picem na wodę, fotomontażem. W jaki sposób chcesz wyrównać szanse między pięknymi kobietami a brzydkimi? Jak chcesz wyrównać szansę między geniuszem matematycznym, a matołem???? Jak chcesz wyrównać szansę między synem Gudzowatego, a synem sprzątaczki???? Jak chcesz wyrównać szanse między mieszkańcem Tatr, a mieszkańcem Niziny Sandomierskiej???? Jak?!?!
Inna rzecz, że Wy piszecie nie o łamaniu praw, tylko o ludzkich OGRANICZENIACH. A tych żadne „szans wyrównywanie” nie zasypie, nie wyrówna.
WSZYSTKIE problemy gospodarcze Polski to jest wynik panowania SOCJALIZMU, BRAKU KAPITALIZMU I WOLNEGO RYNKU. Wynik stosowania programów „wyrównywania szans” między innymi właśnie.
Przypominam, że mimo Waszych „szans wyrównywań” od lat prowadzonych, jakieś 90% ludzi w Polsce jest w pierwszej „klasie podatkowej”, a więc zarabia co najwyżej tak, by sobie ledwie żyć, bezrbocie, jak pijany płota, trzyma się tego samego poziomu, a drożyzna szaleje, jak Lepper blokujący drogi. „Programy polityczne należy oceniać nie po ich zamiarach, a rezultatach” – nauczał Friedman. Pomyślcie nad tym. I otwórzcie oczy na Rzeczywistość.
21 grudnia 2006, o godzinie 18:44
Pan Kaziu od fizyki jednak sprawdzi się w biznesie. Jako szef największego polskiego banku. To apropos kapitalizmu politycznego. I dlatego z naszymi elitami jeszcze długo nie będzie dobrze. Bo każdy powinien zajmować się tym, do czego się przyuczył i w czym jest dobry.
21 grudnia 2006, o godzinie 18:51
Arku.
Na temat „trzeciej drogi” czy „kapitalizmu poltycznego” – jak Ty to chcesz nazywać (choć ja dalej nie wiem, czemu), czy wreszcie – republiki bananowej:
http://fakty.interia.pl/f.....ogi,786230
21 grudnia 2006, o godzinie 18:55
Torlinie.
A Tobie te święta ktoś każe obchodzić???
(w ramach odwetu „wydrukuję ci niedługo nowy, noworoczny kalendarz postępowca – choć link już gdzieś tu na blogu dawałem; dzis może jest jakiś światowy dzień walki o dobrobyt albo międzynarodowy dzień mokradeł?)
21 grudnia 2006, o godzinie 19:53
Bekasie, dyskusja z Tobą jest potworną męczarnią, bo w kółko „ustawiasz” dyskutanta w taki sposób, aby go wygodnie uderzyć „socjalizmem”. To nie fair. Napisałeś niedawno, że nie wolno zrobić dziury w tamie Wolnego Rynku, bo zacznie się socjalizm. I konsekwentnie walisz każdego, kto chce zrobić dziurkę w tej tamie. Jesteś funamentalistą. Nie zauważyłem, żebym kiedykolwiek popierał „Nasze wyrównywanie szans”, jakie ma miejsce w ostatnich latach w Polsce. W Polsce nie ma wyrównywania szans a jedynie zasypywanie biedy marnym i deprawującym, acz kosztownym dla reszty, socjalem.
Na temat wykluczenia napisano już dużo, ale żeby je dostrzec trzeba poczytać coś innego niż N’Czas. Naprawdę warto! Wystarczy wpisać w googlach. Ale czy Ty to zrozumiesz, skoro pytasz jakie są możliwości wyrównania szans matematycznego geniusza i matoła? A tu przecież chodzi, żeby wyrównać szanse matematycznego średniaka w wielkim mieście, z bogatymi rodzicami zapewniającymi mu korepetycje, dającymi mu przydatne koneksje, zastrzyk kapitałowy na starcie i matematycznego średniaka z Koziej Wólki, skąd nie dojeżdżają gimbusy do szkoły, którego rodzice nie są w stanie zapewnić dalszej edukacji, bo sami są bezrobotni.
Są też lepsze lub gorsze pomysły walki z wykluczeniem, wystarczy prześledzić ostatnie noble z ekonomii – Sen i Yunus. Skoro nie przekonują Cię też ekonomiści, którzy mówią, że Wolny Rynek nie rozwiąże wszystkich problemów, tacy jak Galbraight, Stiglitz, Sachs, Soros i inni, to ja nie dam rady.
ps. zgadzam się z felietonem Ziemkiewicza, najlepszym przykładem tego kapitalizmu politycznego (bo żadna to Trzecia Droga) jest Kaziu jako szef PKO, nikt go nie pytał o doświadczenie w bankowości, trzeba było gdzieś kolesia upchać, żeby się nie burzył i tyle.
21 grudnia 2006, o godzinie 21:59
Bekasie,
po moim poprzednim wpisie o nic mnie nie pytałeś, trudno więc abym odpowiedział. Skoro mnie jednak wywołałeś to chciałbym wiedzieć gdzie napisałem, że gwałcone są prawa wolnego rynku. Ja pisałem tylko, że nie każdy może w równym stopniu z tych praw korzystać. Dalej, nigdzie też nie pisałem o potrzebie wyrównania szans dla wszystkich, bo to jest nie możliwe. Stwierdziłem tylko (podając przykłady), że istnieją problemy których Wolny Rynek nie rozwiąże. A co przykładu wyrównania szans podanego przez Arka, to byłbym usatysfakcjonowany gdyby ten młody człowiek z Koziej Wólki będąc nawet geniuszem matematycznym miał przynajmniej takie same szanse jak mający bogatych rodziców średniak z dużego miasta. A tego mu Wolny Rynek nie zapewni.
22 grudnia 2006, o godzinie 03:41
Ktos na tym blogu napisal ze bije on rekord wpisow ( 500 ). Czyzby nie podac tego do ksiazki Guinesa jako rekord glupoty. Poprostu tutaj mozna robic po sto wpisow bez sensu. Ale czasem trafi sie cud i mozna sie z tego blogu dowiedziec ze wszystkie sukcesy obecnie w gospodarce to zasluga na pewno nie tego rzadu. Czyzby to jeszcze zasluga ” UKLADU ”
Po nowym roku proponuje Kuczynskiemu temat. Co Polsce lub Polakom przyniosl jego blog. Jakie z tego plyna korzysci dla kraju i dla gospodarki. Czy to material dla nowego rzadu czy tylko paplanina.
22 grudnia 2006, o godzinie 03:44
KALENDARZ POŚCIGU ZA UKŁADEM
Minęło 450 dni od rozpoczęcia pościgu za układem!
A “UKŁADU” ANI ŚLADU!
Sam zaczynam sie wstydzic za ten wpis na poczatku.
Wiem ze w tym wieku dzieja sie rozne rzeczy z ludzmi.
Jak male dziecko w piaskownicy.
22 grudnia 2006, o godzinie 07:31
Ku refleksji:
http://www.naszdziennik.p.....d=dd11.txt
22 grudnia 2006, o godzinie 07:40
„Przedruk” (też ku refleksji):
.
Plan Balcerowicza obejmował m.in. ustawę o uporządkowaniu stosunków kredytowych, której celem było ściągnięcie z rynku tzw. „nawisu inflacyjnego”. Tą nazwą określano pieniądze, którymi generał Jaruzelski ze swoimi komuchami płacił ludności tubylczej za pracę i produkty rolnicze. Tych pieniędzy produkowano coraz więcej, więc zgodnie z prawem podaży i popytu, ich wartość w swosunku do pozostałych towarów gwałtownie spadała.
Ustawa o uporządkowaniu stosunków kredytowych wprowadzała tzw. zmienna stopę oprocentowania. Jeśli np. bank zawarł z klientem umowę kredytową, przewidującą 4% rocznie, to zmienna stopa oprocentowania wprowadzała 40% miesięcznie. Wskutek tego kredytobiorcy, wśród których przeważali zamożniejsi chłopi oraz rzemieślnicy i drobni przedsiębiorcy, w jednej chwili znaleźli się na skraju bankructwa.
Podobnie jak ongiś tow. Wiesław przy podwyżkach cen żywności wyrównywał bilans obniżaniem cen lokomotyw, w planie Balcerowicza to podwyższeniu oprocentowania kredytów towarzyszyło podwyższenie oprocentowania lokat bankowych do niemal 100% rocznie. Jednocześnie, dzięki pożyczce stabilizacyjnej, zadekretowany został sztywny kurs dolara na poziomie 9.500 zł. W tej sytuacji inwestorzy, vulgo lichwiarze, głównie ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych, zamieniali dolary na złótówki, lokowali je na terminowych, rocznych lokatach w banku i po upływie roku, wycofywali kwoty o 100% wyższe, zamieniali je na dolary po kursie identycznym jak przed rokiem i odlatywali z forsą w siną dal.
Tak oto, dzięki planowi Balcerowicza, wobec którego „nie było alternatywy”, został uruchomiony osobliwy przepływ pieniędzy – od kredytobiorców, którymi byli zamożniejsi chłopi, rzemieślnicy i drobni przedsiębiorcy, a więc od zalążka polskiej klasy średniej, pieniądze odpływały do banków, które następnie wypłacały je depozytariuszom terminowych lokat, no a ci, jak już wspominałem, po zainkasowaniu stuprocentowej nadzwyżki, odlatywali z nimi w siną dal.
Po tej drenażowej operacji, w której z biednej Polski wyssano być może nawet 17 mld dolarów, klasa średnia już się u nas nie odrodziła. Taki widać los wypadł nam w międzynarodowym podziale pracy. Toteż struktura naszego społeczeństwa bardziej przypomina republikę bananową. Chociaż suma oszczędnosci jest mniej więcej taka sama, jak wysokość długu publicznego i wynosi ok. 500 mld zł, to jednak ok. 60% gospodarstw domowych nie ma żadnych oszczędności.
22 grudnia 2006, o godzinie 07:55
Andrzeju.
Wybacz. Pytanie stawiałem Arkowi, ale ponieważ włączyłeś się do dyskusji, to ja pozwoliłem sobie na „połączenie” Was obu w jedność. Wybaczysz?
W każdeym razie ja nie pisałem, że jakieś prawa są gwałcone na Wolnym Rynku, tylko pytałem JAKIE PRAWA WOLNY RYNEK GWAŁCI. I na to chciałem odpowiedzi. (i znów jej nie mam).
Wolny Rynek wszystkich problemów nie rozwiąże, zgadzam się, bo on wcale od tego nie jest. On jest od tego, by wszystkim dawać równy start. Że równych szans w biegu zwanym górnolotnie życiem wszyscy nie mają, to wiem o tym ja, wiesz o tym Ty. I żadne „programu pomocowe” – jak i WR – tego nie zmienią.
Nie rozumiem tylko jednego. Z jednej strony piszesz, że wyrównanie szans jest niemożliwe, a zaraz chcesz jakiegoś wyrównywania. ??? Powtarzam więc. MÓWIMY O OGRANICZENIACH, których WR nie powoduje. Powoduje je Bóg (Natura). I jest to rzecz naturalna. Nie wiedzę powodów, by pod pozorem zwiększania (iluzorycznego) szans jednym innym je ograniczać. „PROGRAMY POLITYCZNE NALEŻY OCENIAĆ NIE PO ICH ZAMIARACH, A EFEKTACH”.
A co do „przykładu wyrównywania szans” podanego przez Arka – piszę to w cudzysłwowie, bo to nie jest przykład JAK TO ZROBIĆ tylko opis PRZYPADKU pod wyrównywanie się wg Was kwalifikującego – to właśnie mi napisz: JAK TO ZROBIĆ???
22 grudnia 2006, o godzinie 08:08
ku refleksji
http://www.nie.com.pl/art8325.htm
22 grudnia 2006, o godzinie 08:16
Arku.
Andrzejowi już to napisałem, ale ponieważ to Ty jesteś autorem, raz jeszcze piszę:
Żadnego przykładu na to JAK SZANSE RÓWNAĆ nie dałeś. Podałeś jeden przykład sytuacji, w której to „równanie” miałoby się odbywać. Powiedz jednak: JAK TO ZROBIĆ?
Piszesz:
„A tu przecież chodzi, żeby wyrównać szanse matematycznego średniaka w wielkim mieście, z bogatymi rodzicami zapewniającymi mu korepetycje, dającymi mu przydatne koneksje, zastrzyk kapitałowy na starcie i matematycznego średniaka z Koziej Wólki, skąd nie dojeżdżają gimbusy do szkoły, którego rodzice nie są w stanie zapewnić dalszej edukacji, bo sami są bezrobotni.”
Ładnie. Ale JAK TO ZROBIĆ?
.
Co do socjalizmu. Mnie jest przykro, ale Ty myślisz po socjalistycznemu i nawet o tym nie wiesz. Więcej. Ty chcesz totalizmów, faszyzmów (decydowania państwa za ludzi, co i jak mają robić). Więc ja Cię tu wcale w niczym nie ustawiam. Sam się tak ustawiasz. Masz rzeczywistość, w której dobrze nie jest, ale do głowy jakoś Ci się przecisnąć nie chce, że problemy naszej rzeczywistości powodowane są przez socjalizm. Trudno. To jest Twój problem.
.
Ja jestem „fundamentalistą”, bo trzymam się twardo swojego zdania, a Ty robiący to samo, nie???
.
Co do Kazia. (p. Marcinkiewicza przepraszam)
Znów do głowy Ci nie przyjdzie( a może i przyjdzie), by postulować oderwanie państwa od gospodarki. Dla Ciebie nie jest zły system to umożliwiający, tylko akurat to, że teraz PiS to-to stosuje. Prawda jest jednak taka, że dopóki o gospodarce będą decydować urzędnicy, dopóty takie sytuacje będą mieć miejsce. I darcie szat nad jednym czy drugim przypadkiem nic nie zmieni.
Arku!
Nie rodzieraj więc szat nad Kaziem! Bo to nic nie da. Bo to jest bowiem sposób zakotwiczony w tym systemie i stosowany tu od lat. Przez wszystkie partie.
Jeśli chcesz, by się to zmieniło, krzycz by państwo oddessało się od gospodarki. To jedyny sposób.
.
Co do „politycznych”. Znów Ziemkiewicz.
http://fakty.interia.pl/f.....bie,783875
22 grudnia 2006, o godzinie 08:21
Arku!
A`propos linku.
To juz trzeci (który to w mediach „wyśpiewał) pan (Urban; po Kuczyńskim i Wałęsie) życzący Kaczyńskim śmierci.
Ach ta lewicowa wrażliwość i tolerancja. I ten język nienawistny.
Dobry przykład!
22 grudnia 2006, o godzinie 08:23
Andrzeju.
Ku refleksji (a`propos wcześniejszym felietonów Michalkiewicza):
http://fakty.interia.pl/f.....zem,850540
22 grudnia 2006, o godzinie 08:28
A`propos toczącej się tu dyskusji o gen. Pinochecie:
1)
http://www.nczas.com/?a=show_article&id=3492
2)
http://www.nczas.com/?a=show_article&id=3493
3)
http://www.nczas.com/?a=s.....38;id=3494
22 grudnia 2006, o godzinie 08:31
Widac chamstwo i elementarny brak kultury IV RP wpływa na jej miłośników tak, że nie potrafią czytac ze zrozumieniem co bardziej wyrafinowanych tekstów.
W swym tekście Urban bynajmniej nie zyczy smierci Kaczyńskim, tylko BAARDZO długiego zycia Rakowskiemu.
Ale to trzeba niec nieco wyczucia – jak się ktoś „raczy” pseudofelietonistyką różnej masci Michalkiewicvzów czy Rybińskich, to potem umiejętnoś czytania zanika.
To samo było z Kuczyńskim a nawet, ludycznym jak cała IV RP Wałęsą.
IV RP – dla chamstwa norma, dla reszty – chamstwo.
22 grudnia 2006, o godzinie 08:34
Hmmm. W Hiszpanii….normalność.
„Hiszpański Sąd Najwyższy uniewinnił kierowcę, który prowadził samochód, mając we krwi 2,34 ‰ alkoholu. Sędzia przypomniał, że policjanci, którzy zatrzymali mężczyznę, przed kontrolą nie spostrzegli żadnego naruszenia przepisów. Sam poziom alkoholu nie jest przestępstwem – jedynie spowodowane nim postępowanie. Dopuszczalny poziom alkoholu we krwi wynosi w Hiszpanii 0,5‰.”
22 grudnia 2006, o godzinie 08:40
Panie Żbiku.
Jasne. Rozszyfrowałeś mnie Pan – jestem Cham.
Dladego też pozwlam sobie zauważyć, że p.Urban pisze o „stosownym” momencie:
„Czegóż zaś życzyć Rakowskiemu na przyszłość? W stosownym czasie radosnego, niespiesznego spaceru. W kondukcie pogrzebowym za trumnami braci Kaczyńskich.”
A taki moment, jak wiadomo (?), może tam różnie każdemy wypadać.
To raz, a dwa, co już w ogóle – ą, ę – kulturalne jest, Urban życzy „radosnego spaceru w kondukcie”. No, to rzeczywiście bardzo kulturalne iść w kondukcie za rodziną i szczerzyć zęby z powodu śmierci Bliźniaków.
Tak, to Kultura, Koteczku!
Miłych Świąt! I wyczucia.
22 grudnia 2006, o godzinie 08:54
Bekasie:
1) wyrównywanie szans to m.in.:
- bezpłatna edukacja podstawowa i średnia (to już jest), dowóz dzieci do odległych szkół też jest elementem wyrównywania szans (Ty byś to wszystko zlikwidował);
- pielęgniarka i lekarz w każdej szkole (ewentualne obowiązkowe badania zdrowia dzieci poza szkołą);
- zajęcia pozalekcyjne i weekendowe w szołach (kółka zainteresowań, korpetycje, kultura fizyczna itd);
- studia płatne, ale z rozbudowanym systemem stypendialnym;
- system łatwo dostępnych kredytów na założenie własnego biznesu (obecnie banki dają pieniądze tym, którzy już mają kasę);
- rozbudowa systemu żłobków, przedszkoli;
- rozbudowa systemu szkolnictwa ustawicznego, Uniwerystety Trzeciego Wieku;
- likwidacja becikowego, senioralnego, emerytur pomostowych itd. bo wywalanie kasy wszystkim po równo nie spełnia żadnej roli – bogatym nie jest potrzebne, biednych nie zaktywizuje do zmian w życiu;
- i inne pomysły, które łączy jedna cecha – wsparcie ma być związane z poszukaniem pracy i dokształcaniem a nie konsumpcją;
2) nie popieram decydowania państwa o WSZYSTKIM, to Twój wymysł, nawet szkoda komentować, już Ci pisałem, że miedzy socjalizmem a idealnym wolnym rynkiem (który nigdzie nie istnieje) jest pełno różnych systemów ekonomicznych, mnie jest najbliżej do soc-liberalizmu;
3) jestem za dokończeniem prywatyzacji i odcięciem państwa od gospodarki (zawsze byłem), więc właściwie nie wiem, czemu do mnie pijesz, że jest inaczej – tak, nie odpowiada mi ten chory system, w którym:
- Kaziu, Staszek i inni (z jakiejkolwiek partii) idą w biznes bez doświadczenia i wiedzy;
- państwo wyrzuca miliony na ratowanie stoczni, kopalń, dotuje nierentowne molochy, które nie starają się konkurować na rynku i trzymać wydatki pod kontrolą.
Ale jak dla Ciebie jestem socjalistą, komunistą, faszystą – to nie ma sprawy, jakoś to przeżyję;-)
22 grudnia 2006, o godzinie 08:59
„LUDYCZNY” Wałęsa ps. „Bolek”:
„Piotr Semka zadaje pytanie: „co miał Pan na myśli mówiąc, że jak będziemy mieć szczęście to los nas uwolni od Kaczyńskich”. Odpowiedź Wałęsy: „zawał serca na przykład”…”
Panie Kotku!
Superżart to jest! Boki zrywam, łzy mi z radości tryskają! Zawał serca…ha, ha, ha!
22 grudnia 2006, o godzinie 09:22
Arku.
Krótko. Rwiesz granicę pod nazwą: NIEDOTOWANIE NICZEGO. A skoro tak, to na jakiej podstawie krytykujesz, że ktos chce dopłacać do stoczni i innych nierentownych kopalń?? Wszak Ty chcesz dotować szkoły, pielęgniarki (przymus dla dzieci – faszyzm; wszystkie dzieci są nasze – socjalizm)! W tej sytuacji jeden stanie i powie: Przestańmy dotować szkolnictwo, bo to złe, zacznijmy hutnictwo szklane, bo to dobre! I co? Nie może? Może! I będziecie sobie tak do końca świata deliberować, co dotować, czego nie. Raz wygrasz Ty, bo do władzy się dorwiesz, raz wygra zwolennik dotowania hut. Wy będzieci sobie dobrze żyć dopłacając komu tam wam pasuje NIE ZE SWOICH PIENIĘDZY, ale „obdarowywanym pomocą” to nie pomoże, bo TO Z ICH PIENIĘDZY TA POMOC. Ich sytuacja jak zła była, tak będzie. Od zabierania pieniędzy jeszcze nikomu ich sytuacja materialna się nie poprawiła.
Co do szkół. Jakie są nasze szkoły, to chyba wiesz?
22 grudnia 2006, o godzinie 09:30
“Czegóż zaś życzyć Rakowskiemu na przyszłość? W stosownym czasie radosnego, niespiesznego spaceru. W kondukcie pogrzebowym za trumnami braci Kaczyńskich.”
„Ach ta lewicowa wrażliwość i tolerancja. I ten język nienawistny.”
Oj, Bekasie,
W swej prawicowej zajadłości tracisz zdolność racjonalnej oceny. To zdanie (jak i cały felieton Urbana) nie jest przecież ani wrażliwe, ani niewrażliwe, ani tolerancyjne, ani nietolerancyjne. Jest tylko złośliwe. A co do języka nienawiści – to pisz tak dalej, a w końcu nie strzymam, poświęcę trochę czasu na grzebanie w starych numerach organu p. Janusza Korwina Mikkego i znajdę ci takie przykłady prawicowego języka miłości i szacunku dla bliźniego, że włosy dęba staną.
22 grudnia 2006, o godzinie 09:36
Arek
„Pan Kaziu od fizyki jednak sprawdzi się w biznesie. Jako szef największego polskiego banku. To apropos kapitalizmu politycznego. I dlatego z naszymi elitami jeszcze długo nie będzie dobrze. Bo każdy powinien zajmować się tym, do czego się przyuczył i w czym jest dobry”.
Święte słowa, panie Arku, tym świętsze, że zaraz mamy Boże Narodzenie.
Czy Stefanowi Kisielewskiemu nie powinno się kiedyś zabronić pisywania felietonów, ponieważ jest muzykiem? – To wydaje się oczywiste, ale cenzura w PRL na to nie wpadła, pan Arek tam nie pracował. :)
A czy Mazowieckiemu wolno było zostać premierem? – W żadnym przypadku, studiował prawo, ale go nie skończył.
Czy Kuroń powinien zostać ministrem od socjału? – też nie bo to z wykształcenia historyk oraz pedagog, powinien dostać co najwyżej Archiwum Akt Nowych albo Starych, lub departament od trudnej młodzieży w MEN.
Czy Waldemar Kuczyński powinien dostać resort prywatyzacji w rządzie Mazowieckiego? – To żart, zważywszy na wykształcenie pana Waldemara – ekonomia polityczna socjalizmu w latach 60.
Czy Adam Michnik nie powinien być zdjęty z funkcji szefa GW? – Jak najszybciej, nie ma kwalifikacji – historyk z wykształcenia, nie dziennikarz.
Czy Jan Krzysztof Bielecki powinien zostac prezesem PKO SA? – Zanim usłyszę zarzuty, że był jednym z dyrektorów EBOR, już na nie odpowiadam. W momencie delegowania JKB do Europejskiego Banku miał tyle wspólnego z bankami co ja z baletem – był zwykłym byłym premierem i absolwentem Uniwersytetu w Gdańsku, a następnie asystentem Wydziału Ekonomiki Transportu Wodnego tej uczelni, poźniej pracownikiem Resortowego Ośrodka Szkolenia Kadr Ministerstwa Hutnictwa i Przemysłu Maszynowego.
22 grudnia 2006, o godzinie 09:42
Bekasie.
Jeszcze krócej. No co ja poradzę, że Twój projekt pod nazwą „Dżungla wolnorynkowa”, który nigdy nigdzie nie istniał, nie ma również żadnej szansy na wprowadzenie w przyszłości. Możesz rzucać na prawo i lewo „faszyzm!” i „socjalizm!” ale rzeczywistości nie zmienisz.
Gdybyś próbował wyjść ze swojej twierdzy, być może byś zmieniał rzeczywistość w pożądanym kierunku, we współpracy z mniej radykalnymi środowiskami liberalnymi, a tak pozostaje Ci margines i mierzenie, ile liberalizmu jest w danej opcji liberalnej.
22 grudnia 2006, o godzinie 09:49
Pawle.
Nie strzymaj! Poszukaj i daj, bo wszak DAWNO już to obiecałeś. To po pierwsze. A po drugie. Istota sprawy. Lewica oskarża wrogów o język nienawiści (?) sama, jak widać na przykładzie felietonu, go stosując. Więc zamiast oskrżać prawicę, zacznij może tych z lewa?
Pozdrawiam!
22 grudnia 2006, o godzinie 09:50
Arku.
Skoro „nigdy nigdzie nie istniał” (skąd wiesz?), to SKĄD WIESZ, że ZŁY?
22 grudnia 2006, o godzinie 09:53
Żbik
„Widac chamstwo i elementarny brak kultury IV RP wpływa na jej miłośników tak, że nie potrafią czytac ze zrozumieniem co bardziej wyrafinowanych tekstów.
W swym tekście Urban bynajmniej nie zyczy smierci Kaczyńskim, tylko BAARDZO długiego zycia Rakowskiemu”.
Teoria mówiącego ludzkim głosem Żbika (bo zaraz mamy śięta) o wyrafinowaniu Urbana, przypomina mi taki rysunek: dwoje turystów kupuje wodę mineralną, a stojący pod sklepem menel z alpagą w ręku mówi do kumpla z odrazą – popatrz, piją czystą wodę – jak zwierzęta.
22 grudnia 2006, o godzinie 10:12
Mawarze.
1) Umiesz czytać zapewne i zauważyłeś, ża napisałem „…i w czym jest dobry”. Marcinkiewicz ładnie się uśmiecha i dobrze zna angielski. To chyba mało, żeby pchać się tam, gdzie przydałby się jakiś dobry bankowiec.
2) W bankowości jak w każdym poważnym biznesie wymagane są fachowość, wiedza i doświadczenie (bo chodzi o pieniądze akcjonariuszy, rozwój firmy, miejsca pracy itd.), dodatkowo w przypadku firm państwowych (czyli także naszych) są szczególne wymagania wobec najwyższej kadry menedżerskiej, zapisane w stosownych ustawach. W pierwszych latach IIIRP ich jeszcze nie było, teraz już są, PiS je obchodzi dając różne p.o. dyrektora.
3) Nie pisałem o prywatnym biznesie, w którym każdy może robić co chce (jego kasa, jego wybór, jego ewentualne straty) i nic mi do tego. Każdy może robić co mu się żywnie podoba.
4) Nie pisałem też o stanowiskach politycznych – o prezydentach, premierach, ministrach, posłach – wolałbym żeby znali się na swojej robocie i na takich staram się głosować, ale nie mogę zabronić nikomu głosować inaczej, może oni mają lepszego nosa.
22 grudnia 2006, o godzinie 10:18
Bekas,
wobec powyższego bądź łaskaw zamiast górnolotnego pojęcia „Wolny Rynek” używać bardziej przyziemnego „Prawo Buszu”, które bardziej przemawia do wyobraźni. Jest to niewątpliwie najbardziej efektywny mechanizm, skutecznie i w sposób ostateczny eliminujący jednostki mniej przystosowane, a tym samym zapewniający dynamiczny rozwój. Mnie jednak jakoś nie bardzo przypada do gustu. Ale w końcu nie musi, a na moje szczęście jestem w przygniatającej większości.
22 grudnia 2006, o godzinie 10:56
Andrzeju.
Jakie „prawo buszu”. Na WuRze ktoś kogoś maczugą po łbie walić ma i odbierać ma mu upolowaną właśnie łydkę mamuta?
Jeśli tak to rozumiesz, to dodaję kolejny składnik WueRu:
Zasięg Twojej pięści ograniczony jest bliskością mojego nosa.
.
Ważny temat!
Eliminowanie jednostek mniej przystosowanych? Czekaj, Andrzeju, jak to idzie?…. Badania prenatalne, „prawo do brzucha”, mord….ops! aborcja. Chyba tak? Ale chyba się mylę, bo teraz nie mamy „buszu”.
22 grudnia 2006, o godzinie 11:29
Bekasie, dlaczego Wolny Rynek jest zły?
Najpierw powiem, że Wolny Rynek jest bardzo dobry, bo wynagradza każdego według jego zasług, wymusza aktywną postawę i jest bardzo efektywny. A teraz odpowiem na pytanie, dlaczego STUPROCENTOWY Wolny Rynek jest zły, według mojej opinii wynikającej z obserwacji przejawów nieskrępowanego dziekiego Rynku w różnych częściach świata:
- bo drastycznie dzieli ludzi na lepszych i gorszych, którym przy niewielkiej pomocy państwa lub organizacji pozarządowych można pomóc,
- bo biedne grupy spoleczne są podatne na populizm, fundamentalizm religijny i agresywną retorykę, co może zagrażać calej wspólnocie,
- bo powoduje stopniową kumulację kapitału, powstawanie monopoli, wycinanie małych firm nie mogących korzystać z efektu skali,
- bo poziom przystosowania do gry wolnorynkowej nie powinien całkowicie determinować życia człowieka,
- bo pewne wartościowe segmenty, zarówno gospodarki jak i ogólnie przestrzeni publicznej, nie zapewniające zysku, zaginęłyby bez wsparcia finansowego,
- bo powoduje spłaszczenie kulturowe, magdonaldyzację życia,
- bo pewne nie jest w stanie przeprowadzić pewnych inwestycji, które nie zwracają się ekonomicznie w krótkim okresie czasu albo wcale nie zwracają się ekonomicznie, a są wartościowe z punktu widzenia jakości życia.
Trochę chaotycznie, ale czas goni. Idą święta, idą święta…
22 grudnia 2006, o godzinie 11:32
Szanowni Państwo,
moim zdaniem ta dyskusja o wolnym czy nie wolnym rynku juz dawno stracila sens bo ona kreci sie w kółko, a za sprawa Bekasa, który ma na tym tle idee fix wraca na kazdym wpisie. Dajcie sobie siana z tym, do niczego nie doszliscie i do niczego juz nie dojdziecie. Nie przekonacie sie wzajemnie. To tylko zamula ten blog i oczywiscie nie ma nic wspolnego z wpisem, tym i poprzednimi. To jest nudne, jak flaki z olejem. Prosze to potraktowac, jak glos jeden z wielu, a nie jako ingerencję dospodarza.
22 grudnia 2006, o godzinie 11:33
„Nie strzymaj! Poszukaj i daj, bo wszak DAWNO już to obiecałeś. To po pierwsze. A po drugie. Istota sprawy. Lewica oskarża wrogów o język nienawiści (?) sama, jak widać na przykładzie felietonu, go stosując.”
Coś Ci się pomieszało, Bekasie, niczego podobnego wcześniej nie obiecywałem. Ale skoro Ci na tym zależy, to poszukam. Proszę o chwilę cierpliwości.
Przy okazji:
1. Lewica nie może nikogo o nic oskarżać, bo lewica jest pojęciem abstrakcyjnym. „Lewica oskarża wrogów” to sformułowanie z mowy agitatora, a nie z poważnej dyskusji. Oskarżać może p. Kowalski (być może lewicowiec). Ewentualnie konkretna partia w swoim oficjalnym stanowisku.
2. Nie uważam się za lewicowca.
3. JA żadnych wrogów o język nienawiści nie oskarżałem, zresztą nie uważam prawicy za wroga. Polemizuj, proszę, ze mną, a nie ze swoimi stereotypami.
PS. W dalszym ciągu nie pojmuję, gdzie Ty się w jednej, marginesowej frazie Urbana dopatrzyłeś nienawiści.
22 grudnia 2006, o godzinie 11:50
Bekasie,
Przed świętami raczej prośby Twojej nie spełnię. Ale właściwie po co mam się trudzić. Jako przykład prawicowego języka miłości i szacunku wystarczy wziąć dowolny felieton Michalkiewicza. Urban wiele by się mógł od niego nauczyć. Tudzież co drugi artykuł Miszalskiego.
Widzisz, w swoim czasie dość często sięgałem po „Najwyższy Czas” i znajdowałem w nim nieraz ciekawe punkty widzenia i godne uwagi oceny i zabawne ciekawostki. Jednej rzeczy wszakże nie mogłem strawić w tym piśmie: stosunku do przeciwnika politycznego. Dla publicystów NCz socjalista (bardzo przez nich szeroko rozumiany) to zawsze albo zupełny idiota, albo co gorsza cyniczny drań, manipulujący pospóstwem dla własnych korzyści. No, wypisz wymaluj bolszewicy (ci prawdziwi, z lat dwudziestych, zanim ich Stalin wytłukł). Oni też wierzyli, że są jedynymi sprawiedliwymi w morzu burżuazyjnej podłości i głupoty.
22 grudnia 2006, o godzinie 11:53
Panie Waldemarze,
Każdego nudzi co innego. Dla mnie drażnienie sięz Bekasem jest znacznie zabawniejsze niż dominujące tu jeszcze niedawno, a jałowe moim zdaniem spory o gen. Jaruzelskiego i o to, czy by weszli.
22 grudnia 2006, o godzinie 11:53
Nie wiem czy to efekt mojego wpisu bo nareszcie Kuczynski doszedl do takiego samego wniosku co ja. Taka dyskusja nie ma zadnego sensu. Jestescie w zamknietym kokonie przeszlosci. Dyskutujcie o tym co nalezy robic zeby bylo dobrze. To o czym sie tutaj dyskutuje nie ma zadnego sensu.
22 grudnia 2006, o godzinie 12:15
Ups… znudziliśmy gospodarza.
Pozostaje życzyć Gospodarzowi i wszystkim blogowiczom Wesołych Świąt, dobrego zdrowia i dużo optymizmu!
22 grudnia 2006, o godzinie 12:21
Wczoraj w Dzienniku, przepraszan w Wiadomasciach TVP, pokazali Pania Kapitan w Iraku. Kapitan, jak kapitan. Pani jest w tym Iraku naczelnikiem wiezienia wojskowego. Redaktorzy Wiadomosci sa do psa Pawlowa przywiazani smycza asocjacji, wiec z wypowiedz Kapitana polaczyli z wizerunkiem Pani Szeregowca Amerykanskiego przywiazana smycza do wieznia.
Dodano do tego belkotliwy komentarz ilustrowany belkoczacym Kaczynskim, z ktorego wbrew intencjom nie wynikalo ze My to robimy odwrotnie.
Porazila mnie malpia zrecznosc Wiadomosci polaczona ze sloniowata sila, skojarzonych w nich, obrazkow.
Nie, to nie jest wina PIS. To jest wina glupoty.
22 grudnia 2006, o godzinie 12:32
Szanowni Luboński i Arku,
wypowiadam swoja opinię. Macie tu pełną wolność. Ja też. Broń Boze nie chciałem żadnego z Was urazić, a cos takiego wyczułem. W takim razie przepraszam.
Przeczytałem komentarz Urbana. Celny i dowcipny. On nie życzył rychłej śmierci Kaczorom, tylko bardzo długiego zycia Rakowskiemu. Sądzę, że do tego czasu grzebanie Kaczorów straci na znaczeniu i emocjach.
22 grudnia 2006, o godzinie 12:41
A propos Centrolewu
Olechowski i Kwasniewski konferuja. Co mamy o tym sadzic Panie i Panowie?
22 grudnia 2006, o godzinie 12:58
Jesli wyzej wymienieni panowie zasygnalizuja ze zamierzaja robic cos na serio, nalezy spodziewac:
ze Olechowski byl przed bazylika w czasie zamachu na Wojtyle,
u Kwasniewskiego znajda bron z ktorej zabito Papale.
Jak oni sie wybronia? Co bedzie z Centrolewem?
22 grudnia 2006, o godzinie 13:30
Gospodarzowi – Panu Waldemarowi i wszystkim Współblogowiczom składam Najserdeczniejsze Życzenia Zdrowych i Wesołych Świąt Bożego Narodzenia.
Edwarze!
Jakże ja bym się cieszył, gdyby te rozmowy dały jakiś rezultat. Czy widziałeś może przypadkiem wczoraj Balcerowicza u Lisa? Juz dawno nie widziałem B. w tak świetnej formie, był rozluźniony, uśmiechnięty, dowcipny, śmiał się z żartów – może jakiś dobry PRowiec nad nim pracuje i to z dobrym skutkiem. Na pytanie, czym chciałby się najbardziej zająć po odejściu z Banku Centralnego B. powiedział, że jego idée fixe jest propagowanie wiedzy o demokracji i ekonomii w społeczeństwie.
Jak jeszcze takie osoby jak (kolejność alfabetyczna): Balcerowicz, Kwaśniewski i Olechowski są aktywni – to Jeszcze Polska Nie Zginęła.
22 grudnia 2006, o godzinie 13:30
Do Pana Waldemara Kuczyńskiego.
Przeprosiny.
Panie Waldemarze, chialbym Pana przeprosic za moj post w ktorym zwymyslalem Pana.
Ten moj post, byl skierowany do Piotra Kuczynskiego, a nie do Pana, wiec jeszcze raz przepraszam za pomylke. W pospiechu nie zwrocielm wiekszej uwagi na imie i stad ta pomylka.
Blizna
P.S. Jesli moglbym, to prosze rowniez Pana… by nie popardal Pan, podobnie jak Piotr K. w irracjonalna histerie… majaca malo wspolnego z rzeczywistoscia.
22 grudnia 2006, o godzinie 13:37
Torlin
Tak trzymac i Najlepszych.
Wnioskuje ze bierzesz wolne na S.
22 grudnia 2006, o godzinie 13:54
„Olechowski i Kwasniewski konferuja. Co mamy o tym sadzic Panie i Panowie?”
Ja jestem sceptyczny. Obawiam się, że z bagna, w jakie polska polityka wewnętrzna wpadła w ciągu ostatnich paru lat wspólnym wysiłkiem przedstawicieli różnych opcji, jeszcze długo nie wyleziemy nawet przy największych wysiłkach ludzi rozumnych. Kaczory się pewnie szybko skończą, ale kaczoryzm ich przeżyje.
22 grudnia 2006, o godzinie 14:02
Edwarze!
Bardzo dziękuję za miłe słowa i Ciebie też serdecznie pozdrawiam. U mnie z wolnym jest trochę dziwnie, bo siedzę w domu przy własnym laptopie (a stacjonarny też jest włączony) przez cały dzień i piszę to, co powinienem akurat napisać. A powiem Ci, że takiego szefa, jakim ja jestem sam dla siebie, to nie życzyłbym nikomu. Nawet do łazienki nie wolno pójść, bo krzyczy: „Masz robotę, a na głupoty będziesz czas tracił”, taki jest paskudny. Ze względu na tego Szefa córka postanowiła mi zagospodarować święta, żebym nie siedział przy komputerze. Znając moją kochaną córeczkę nie będę miał szans przesłania życzeń, dlatego zrobiłem to trochę wcześniej.
Trzymaj się. Może powstanie taka partia. Pomarzyć piękna rzecz.
22 grudnia 2006, o godzinie 14:15
Paweł Luboński
Najlepsze. Jesli w S. bedziesz na blogu to sobie moze jakias wymiane zrobiny.
Teraz obowiazki wolaja.
pozdro
22 grudnia 2006, o godzinie 14:25
Szanowni Uczestnicy Forum,
zamierzam jeszcze cos napisac przed Wigilia, lub w Wigile, ale tym z Was, ktorzy opuszczacie tę „Agorę” jadąc na urlop swiateczny, zyczę dobrego odpoczynku, atmosfery polskiego Bożego Narodzenia, ktore jest czyms zupełnie wyjątkowym i oby nie ginącym, godziwego stolu wraz z nadobnymi trunkami wedle upodobania, także co do ilości, oraz bezpiecznego powrotu. To ostatnie dla jeżdżących po naszych drogach. A przed Nowym Rokiem pewno sie spotkamy, gdyby jednak nie to dolączam tez życzenie szczęścia w Nowym Roku. Słyszałem taka mądrość, że szczęście jest ważniejsze od zdrowie, bo Ci z „Kurska” mieli zdrowie, ale nie mieli szczęścia. Więc dużo szczęścia w którym zawiera sie tez zdrowie. I do „zobaczenia” na blogu.
Waldemar Kuczyński
Panie Blizna przyjmuje przeprosiny, ale apel o niehisteryzowanie powinien Pan, po przejrzeniu swoich innych wpisów, nie do mnie kierować.
22 grudnia 2006, o godzinie 14:33
Edwar
„A propos Centrolewu
„Olechowski i Kwasniewski konferuja. Co mamy o tym sadzic Panie i Panowie”?
Widze, że znowu prowokujesz do żartów. Układ jest ostatnio płodny w tworzeniu nowych partii. Może z przerażenia.
1. Wałęsa z Wachowskim zakładaja Partię Rozumu
2. Manuela Gretkowska zakłada Partię Kobiet
3. Z pewnościa ktos wpadnie na pomysł założenia Partii Mężczyzn (typuję Biedronia)
4. Olechowski z Kwaśniewskim zakładają nową formację – nazwijmy ją roboczo – Polską Zjednoczoną Partią Liberalną (PZPL)
Czy w tej sytuacji będzie jeszcze miejsce dla Centrolewu?
22 grudnia 2006, o godzinie 15:01
I nawzajem, Edwarze. Nie wyjeżdżam nigdzie. Mam nadzieję, że mi rodzina pozwoli w święta włączyć komputer…
22 grudnia 2006, o godzinie 17:39
Od dłuzszego czasu na blogu taka zamułka, że tylko wzrokiem przelatuję i oddalam się na bezoieczną odległość. Teraz jednak czas na poważne sprawy – Święta tuz tuż, więc na śledzenie blogu czasu brak…
; A zatem SERDECZNOŚCI DLA WSZYSTKICH BLOGOWICZÓW z okazji nadchodzących Świąt i Nowego Roku – na kilka dni wyjeżdżam!!!
Życzę wzystkiego najlepszego wszystkim – bez wyjątku – z Mawarem, Bernardem i tymi wszystkimi, z którymi mi nie po drodze, ale bez nich byłoby nudno.
Kasce życzę, aby pogubiła pchły i nic nie zakłóciło jej radosnej atmosfery świątecznej,
głosowi zwykłemu, który toczy się jako ten kamień, by nie obrosnąć mchem – aby w rezultacie tej obróbki poprzez toczenie wyszedł z niego gładki i miły w bezpośrednim kontakcie otoczak, nie zaś kostropaty tłuczeń.
Do zobaczenia w NOWYM ROKU 2007!!!
Osobne życzenia, wraz z podziękowaniem za umożliwienia poprzez ten blog kontaktu z ciekawymi ludżmi – ANCA – NELA
22 grudnia 2006, o godzinie 18:40
Wyjezdzajacym i opuszczajacym nas ( mam nadzieje, na chwile) zycze udanych Swiat i aby podczas nich przynajmniej przez moment porozmawiali z rodzinami ( dziecmi!) o Ich istocie.
Ja sie nigdzie nie wybieram, a w dodatku mam tydzien wolnego. Rodzina nie jest w stanie mnie sterroryzowac, zatyrana przedswiateczna goraczka tez nie jestem, jako ze nie na tym polegaja Swieta, a poza tym swiadomie wylaczam sie z czystego konsumpcjonizmu.
Gospodarzowi, przy okazji chce pogratulowac bloga. Oczywiscie, nadal jestem jego „ideowym” przeciwnikiem, ale trzeba przyznac, z e, z drobnymi wyjatkami, udalo mu sie skupic tu ludzi sklonnych do nieco bardziej rozbudowanej refleksji niz jednozdaniowe okrzyki, ktorych tresc zawiera wylacznie bluzgi, badz rownie jednozdaniowe wiernopoddancze „odkrycia” w stylu „Nic dodac, nic ujac”.
Wszystkich, ktorych urazilam jakimis uwagami prosze o wybaczenie i przyjecie wyjasnienia: jestem wolna od intencji zwyklego osobistego dokuczania, choc niekiedy daje sie poniesc wrodzonej zlosliwosci. Mea culpa, ale skoro mnie Bog nia obdarzyl, to moze chce, aby sie nie zmarnowala;););)
Z mroznego, ale cudownie slonecznego Winnipegu,
Kaska
22 grudnia 2006, o godzinie 18:47
Dziękuje serdecznie Jasnejanielce za życzenia świąteczne i życzenia gładkiego emploi.
Przy okazji polecam także b. interesujący tekst życzeń Aleksandra Smolara pt. „Melduję się z życzeniami, Panie Prezydencie”
http://tygodnik.onet.pl/1379920,artykul.html
oraz wywiad z prof. Karolem Modzelewskim
http://www.przeglad-tygod.....8;name=134
22 grudnia 2006, o godzinie 20:26
Pawle.
Wrócimy do bojów po Świętach. (te cytaty obiecałeś)
Wszystkiego dobrego. Łask Bożych, pomyślności i Wiary Tobie, Arkowi i wszystkim moim oponentom, nieoponentom, blogowiczom.
Wesołych Świąt!
22 grudnia 2006, o godzinie 21:44
Glos
Zycze ci zebys o klasach, grupach, kategoriach , elitach, itd cytowal obficie socjologow i innych, a nie tylko jednego ideologa o zlym guscie.
Dosiego.
22 grudnia 2006, o godzinie 21:51
Zofia i Katarzyna lub na wspak z jasnaanielka
zycze sobie bym juz nigdy, tak jak dotychczas, nie potrawil Was
rozdzielic:jak Jaroslawa od Lecha,jak Pata od Pataszona, wodki od zakaski,
pozwolcie miec nam razem zabawnie.
22 grudnia 2006, o godzinie 23:39
Karp po żydowsku – u mnie w domu zawsze podczas kolacji wigilijnej według tego przepisu.
Weź karpia niedużego (do 1 kg), spraw go i pokroj na dzwonka. Dzwonka pokrop octem, posyp solą, pieprzem, tłuczonymi goździkami (3 goździki na jedno dzwonko) i pozostaw pod przykryciem w salaterce ok. 2-3 godzin. W rondlu, lub na głębokiej patelni, rostop masło i zeszklij na nim (ale nie przypalaj!) 3 średnie cebule. Kiedy już to zrobiłeś pogratuluj sobie i odetchnij, dalej będzie łatwe. Dolej do rondla z zezkloną cebulą pół butelki jasnego piwa, najlepiej typu pilsner. Kiedy to co w rondlu już się podgrzeje włóż dzwonka. A teraz ważne – musisz je dusić na bardzo wolnym ogniu pod przykryciem przez ok. 25 min. Następnie wyjmij dzwonka na podgrzany półmisek. Do tego co zostało w rondlu dodaj drobno startą skórkę z dwóch cytryn oraz 200 dkg jasnych (koniecznie) rodzynek i podgrzewaj aż do zgestnienia sosu, którym należy polać dzwonka ułożone na połmisku. Karp jest delikatny,a jednocześnie wyrazisty, orientalny bardzo wysublimowany w smaku. Polecam. (składniki: karp o wadze do 1 kg, 3/4 kostki masła, 3 średnie cebule, pół butelki jasnego piwa, 200 dkg jasnych rodzynek, 2 cytryny, goździki, sól, pieprz, ocet).
Wszystkiego najlepszego z okazji Świat Bożego Narodzenia – wierzącym, niewierzącym, wierzącym inaczej, partyjnym, bezpartyjnym, partyjnym inaczej, kaczystom, antykaczystom życzy
Mawar
PS. W Polsce podczas Wigilii na raczej się nie pija, ale gdyby ktoś miał inny zwyczaj, albo robił karpia po żydowsku z innej okazji, to polecam Riesling (trocken lub halbtrocken), mozelski albo reński. Ewentualnie coś z drugiego brzegu Renu – z Alzacji: jeśli bardziej odważnie to Gewurztraminer, dla kobiet najlepszy będzie Muscat d’Alsace, duma Alzatczyków.
23 grudnia 2006, o godzinie 00:06
Arek
” Umiesz czytać zapewne i zauważyłeś, ża napisałem “…i w czym jest dobry”. Marcinkiewicz ładnie się uśmiecha i dobrze zna angielski. To chyba mało, żeby pchać się tam, gdzie przydałby się jakiś dobry bankowiec”.
Czy szef dużego koncernu produkującego opony musi byc specem od kauczuku? Wolne żarty. Raczej menadżerem. Czy w PKO BP przez ostatnie 15 lat rządzili spece od bankowości? Pewnie tak, ale z jakim skutkiem? Czy to tak naprawdę byli spece, czy tylko mieli takie papiery? Poczytaj sobie o PKO BP na grupie dyskusyjnej pl. biznes.banki. Tyle bluzgów i szyderstw pod adresem PKO BP nigdzie nie spotkasz. Tak ten bank działał i działa nadal. Wchodzisz, okienka, kolejka, stoisz i stoisz. Jak za komuny. Do innego banku wchodzisz i pusto, siadasz na krzesełku, załatwiasz i wychodzisz. W PKO BP może i byli bankowcy, ale pewnie nie było menadżera z prawdziwego zdarzenia. Myslę, że Marcinkiewicz popędzi ich do robory. Może oni się tego boją? Chyba powinni.
23 grudnia 2006, o godzinie 00:21
Wprawdzie już w poprzednim wątku składałam życzenia,
pozwalam sobie jednak raz jeszcze złożyć je
na ręce naszego Gospodarza.
Najserdeczniejsze – wszystkim Blogowiczom
z blaskiem miłości, która chroni serca od zlodowacenia.
***
Drogi Edwarze,
przeciwności mają to do siebie, że działają jak magnez – przyciągają. Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie jak z Katarzyną prawimy dusery, paplamy jak papużki nierozłączki i jesteśmy we wszystkim zgodne jak nasze Bliźniaki?!
Z natury rzeczy jest to niemożliwe a uroda świata polega na jego różnorodności.
Pozwól nam pozostać sobą, na pewno gdzieś po środku znajdziemy consensus. szarpania po lokach – nie przewiduję.
Miłych i udanych świąt!
23 grudnia 2006, o godzinie 00:28
A ja, w związku z Świętami i Nowym Rokiem mam bardzo dobre życzenia dla tych wszystkich, którzy czują potrzebę wypowiedzenia się na forum publicznym, otóż wszystkim takim osobom życzę , żeby jak mawiał Mark Twain, pomimo tego, że czasami lepiej jest nie odzywać się wcale i wydać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości – aby tych wątpliwości, jak najmniej, swoimi wypowiedziami, rozwiewali.
23 grudnia 2006, o godzinie 08:07
Dla Gospodarza
Prof.Blarczyk zaleca by pozdrawiac konwencjonalnie:
Najserdeczniejsze zyczenia tego co dobre i przez Pana pozadane
sle.
E.D.D
23 grudnia 2006, o godzinie 09:59
Edwardzie,
Prof. Bralczyk ma z pewnością rację, życzenia składane osobiście konkretnej osobie lub osobom, powinny być proste i bezpretensjonalne, ale nie można nie zauważyć, że ten i poprzedni rok upłynął pod znakiem wielkich społecznych obietnic i jednocześnie dzielenia społeczeństwa, wg. wszystkich możliwych linii podziału, i to myślę powoduje powoduje, że z prostych życzeń, wiele osób, ma w zasadzie jedno : „mniej bałwanów – więcej mikołajów!”
23 grudnia 2006, o godzinie 12:42
Składam wszystkim życzenia zdrowych i wesołych Świąt, jak również Nowego Roku 2007. Szczególne serdeczności ślę swoim oponentom, aby wizerunek mojej osoby nie jawił się w Waszych oczach w zbyt czarnych barwach.
Katarzyno,
wielu z nas pewnie zazdrości Ci mroźnej i słonecznej pogody. Ja jednak życzę Ci dodatkowo, abyś mogła jak najczęściej zaznać dni co prawda szarych i dżdżystych, ale za to tu w Polsce.
24 grudnia 2006, o godzinie 01:02
Dziekuje Andrzeju, ja zycze ci, aby – czy ja akurat Polske odwiedzam czy nie – bylo tam jak najczesciej slonecznie- doslownie i w przenosni:):):)
Kaska
P.S. Moj staruszek komputer upomina sie juz o przejscie na emeryture, w zwiazku z czym zaplanowalam w tzw. Boxing Day ( 26go) kupic sobie nowy. Teoretycznie w Boxing Day mozna kupic cos bardzo okazyjnie, moze i mi sie uda, ale niespecjalnie sie na to nastawiam: na te okazje ludzie staja w kolejkach o 2 w nocy – jeszcze nie upadlam na te resztki rozumu co mi laskawy Pan Bog zostawil, aby tak sie wyglupiac! Ale komputer kupowac bede. Miotam sie pomiedzy laptopem i MacIntoshem ( lapa Mac’A nie kupie – za drogi). Moze mi ktos cos doradzi? Jestem najzwyklejszy tzw. juzer – czyli zadne tam fiki miki, ale poczta, grzebanie po necie i- oczywiscie blogi. Mac mi pasuje, bo mialabym z glowy wirusy, laptop – bo „odwiazalby” mnie od biurka…Normalnie, osiolkowi w zlobie dano……
Kaska
24 grudnia 2006, o godzinie 03:45
Panie Bernardzie!
Pańskie prowokacje wywołują reakcje z takiego prostego względu,że używa pan ubeckiej bezczelności.Ukytym założeniem pana pytań jest to,że pan Kuczyński ma mieć coś wspólnego z jakimiś nieuczciwymi machinacjami.Bo przecież pytania neutralne są nie bez powodu,łączone z wypowiedziami na temat afer.Ponieważ zna pan trik o zaprzestaniu robienia czegoś.Gdyby pan napisał:”mam pewną delikatną wątpliwość do pańskiej uczciwości panie Kuczyński”-to byłoby fair,gdyż przyznawał by pan co jest już zawarte w sensowności pytania.Oczekuje pan tłumaczenia jakichś faktów celowo niedoprecyzowując pytania.Pański sposób jest zatem klasyczną fekalną insynuacją publiczną wykorzystującą świadomie wszelkie okoliczności,w których się ją przeprowadza. Pana celem zaś jest prowokacja kosztem własnej opinii,i to może świadczyć o jakiejś desperacji.Może jest pan w sytuacji życiowej,w której każde podlizanie się władzy jest bezcenne?Bo nie sądzę żeby był pan księciem szarej sieci?
Zdaje sobie pan sprawę,że cały internet wie,że nie jest pan w stanie śledzić afery Orlenu,gdyż zajmuje się pan robieniem na wycieraczkę zbyt często osobom wobec których wywieranie nacisków nie jest chyba pańskim zawodem.Dowodem jest pan Passent Daniel i jego blog. „Pozdrawiam remanentowo” brzmi jak odzywka kontrolera rewizyjnego.
Proszę zatem przemyśleć czy nie zagalopował się pan w pewności siebie jakby pan był niezbędny PIS.
Czy pan naprawdę jest zapisany do jakiegoś nieformalnego układu typu mafijnego?Sądzę,że odpowiedź z pańskiej strony,o ile nadejdzie,będzie nieszybka i wymijająca,co mnie osobiście nie dziwi.I tak się kończy kariera obsmarowywacza zawodowego.
24 grudnia 2006, o godzinie 04:03
Oto refleksja co do współczesnego nazewnictwa: SS-man PIS-u to członek szarej sieci. KSS-man to Książę Szarej Sieci. Jeśli więc ktoś jest centralną postacią,postaci równoległych również będziemy mogli go tak nazwać. Konkurs nazewniczy rozwija się zgodnie z modą.
24 grudnia 2006, o godzinie 05:06
soulgarden
Prowadzenie dyskusji i zadawanie pytan przez Pana Bernarda to majstersztyk. A zeby wiedziec dlaczego to trzeba posiadac mozg i potrafic go uzywac. I prosze Pana Bernarda nie obrazac – juz bylo tutaj tak ladnie ze sie dlugi czas nie wtracalem. Jak Pan Bernard nic nie wpisze to dyskusja jest o niczym. 500 wpisow.
24 grudnia 2006, o godzinie 08:06
Tak Panie Kranadha!
Ma pan całkowitą słuszność. I sto procent racji. Co ja mówię! 200 %. Jak rozmawiamy o kapitaliźmie, gospodarce, stosunkach społecznych, to jest dyskusja o niczym. Jak ktoś d… Gospodarzowi, to dopiero jest dyskusja o czymś. Pan jest chory z nienawiści, Panie Kranadho. A co na to mówi lekarz? I takie teksty pisze Pan w Wigilię. Gratuluję wyczucia. Cymesik kultury i taktu.
Ps. Ja mam prawo to pisać, bo wszyscy wiedzą, że bronię Bernarda.
24 grudnia 2006, o godzinie 10:08
Czytam oto w „Rzeczypospolitej” wyniki sondazu CBOS.
48% Polakow uwaza ze wszystko uklada sie dobrze,40% jest dumnych z osobistych osiagniec.Wiecej badanych (+4%) mniema ze wladza lekcewazy nas mniej niz przed rokiem.
Prof.Kolarska-Bobińska wyjasna to poczuciem stabilizacji jakie uzyskalismy po wstapieniu do UE.Chyba sie tym razem myli. Bo….zadowolenie pozostaje w zwiazku z pogladami politycznymi.Bardziej zadowoleni sa prawicowcy, tendencje do frustracji wykazuje lewica.
Poprawa nastrojow nastepuje mimo systematycznego opluwana ostatnich lat rozwoju przez koalicje i media. Czyzby PISowi udalo sie „wstrzelic” w nasza polska tendencje do masochizmu, czyzbysmy byli radosna procesja flagellantow.
Tak czy inaczej, obawiam sie ze grozi nam dlugi marsz wedle wzoru opisanego przez Konrada Lorentza, marsz za kuprem.
24 grudnia 2006, o godzinie 11:04
Edwardzie,
Kolarska ma rację. Główny czynnik tworzący nastroje społeczne, przesądzający, decydujący nie ma wiele wspólnego z tym co sie dzieje w polityce i w debacie publicznej. Decyduje to jak ludzie odbieraja zmiany w swojej osobistej kondycji, czyli głównie decyzuje praca i dochody. Reszta albo wspiera troche ten główny czynnik, albo go łagodzi. Dzieki wejściu do Unii i dzieki trwającej cztery lata stagnacji, podczas której firmy bardzo poprawily sprawność ratujac się z trudnej sytuacji, gospodarka ruszyla do przodu. Rząd na razie nie ma tu nic do rzeczy. Procesy gospodarcze maja spore odroczenia między przyczyną i skutkiem. Rola rządu w gospodarce ujawni sie za jakis rok, dwa. Gospodarka ruszyła, rynek pracy otwarł się, wyż demograficzny na rynku pracy mija, wszystko w sprawach „noza i widelca” idzie lepiej. To jest przyczyna poprawy. Jak tu jest lepiej wszystko inne ludzie maja w nosie.
24 grudnia 2006, o godzinie 11:15
Dziekuje za Swiateczne pocieszenie. Tez tak chce sadzic.
24 grudnia 2006, o godzinie 11:39
Ale……….. o ile zgadzam sie ze do przyspieszenia gospodarczego „rzad nie ma nic” to jednak kampania rozliczen i znany sredniemu i starszemu pokoleniu jezyk jakim koalicja opisuje sprawy swiata i kraju ma tez chyba swoje znaczenie.
24 grudnia 2006, o godzinie 14:04
Panowie sytuacja wygląda jak wygląda dzięki synergii. Sukces PIS 11.8% w skali bezwzględnej był wynikiem-pokłosiem afery Rywina (wzmocnionej przez odpowiedni spektakl telewizyjny),świetnie przedsięwziętej akcji rozwojowej Radia Maryja (które wstrzeliło się w zapotrzebowanie),jak również odwrócenia się od bezideowej SLD,dużej części elektoratu umiarkowanych beneficjentów PRL ,(przyczyną tego nie była jedynie ww afera świetnie zagospodarowana też przez energie tych którzy zazdrościli żłobu.Była nią zderzenie się afery ze złotymi czasami rozkwitu propagandowego SLD.To optycznie rozdęło efekt zarzynania w komisji)i odejście od SLD właśnie sporej części tego bezideowego elektoratu,była wreszcie kampania wyborcza która propagandowo musiała dać zwycięstwo albo PO,albo partiom rządzącym-ich propaganda też uległa synergii.PIS przystępował do kampanii jak do „meczu sezonu” i nie można w dalszym ciągu ignorować dzikiej determinacji połączonej z naukowym podejściem.Zwycięstwo umocniło PIS w przekonaniu o opłacalności żelaznej dyscypliny unaukowionego Machiavellizmu.Świetnie prowadzony pijar potrafił wyzyskać efekt wzrostu gospodarczego zamieniając skutek z przyczyną.Nie zapomniano jednak o metodach z pierwotnego etapu marszu po władzę,zresztą pierwszych spektakularnych zwycięstw się nie zapomina.Polityka oskarżeń kontrolowanych jest odpowiednio dozowana.Jest to zabieg cyniczny,popularny również na szczeblu nowej armii PIS,które przyciągnęło dużą część elektoratu oportunistyczno-pseudoideowego.Pamiętajmy jednak,że mimo tych wszelkich spiętrzeń społeczeństwo w wyborach nie zwariowało.I to jest przesłanką by uwierzyć,że nie żyjemy zupełnie w oparach magii dziejów gdzie to nie jesteśmy w stanie zapanować nad rozwojem wypadków.Jest jedynie potrzebny pokorny wysiłek by przeprowadzić odsuwanie PIS od władzy.To,że na fali sprzyjających okoliczności socjotechniki PIS zdobyły wielką skuteczność nie powinno dawać oponentom poczucia tkwienia sukcesu PIS jedynie bądź głównie w wielkim talencie Machavellicznym Jarosława K. czy też Zbigniewa Z. wspartym nauką,co mogłoby frustrować i demobilizować.Napoleon Jarosław wywołał zbyt wiele wojen,zbyt siłowo chciał wprowadzić swoją wolę,zbyt mocno to zaakcentować.Teraz próbuje stosować technikę coraz bardziej mieszaną,choć w pełni instrumentalną-gdy odzyska siły może znów powrócić do twardszej pięści.Po splunięciu na zbyt wielu ludzi,którym należał się odrobinę większy szacunek współpraca z byłymi ubekami okarze jego słabość,również słabość szermowania etosem solidarnościowym,który przez całe lata 90-te był najgłośniej wykrzykiwany z bezprzykładną zawziętością i wytrwałością.To ukarze człowieka z manią wielkości,który stworzył armię wyznającą wiele bardziej niż to okazuje kult siły.I w świetle tego kultu siły właśnie przez kontrast oplucia szanowanego człowieka z układaniem się z „szarą siecią post-zomowską” tchórzostwo i cynizm jarosława zaprowadzą go do stania się pierwszym dekonstruktorem budowanego przez siebie monstrum.Niech się stanie!
24 grudnia 2006, o godzinie 17:01
Soulgarden, ze tez ci sie chcialo w Wigilie takim jadem sypnac… Nie wiem, co ci dokucza, moze Swieta to nienajlepszy kawalek roku dla ciebie, wiec zycze ci:
- Happy kwanzaa!
Kaska
24 grudnia 2006, o godzinie 17:06
Happy Honnukkah
24 grudnia 2006, o godzinie 17:27
Torlin
dyskusja o gospodarce dnia dzisiejszego owszem. Ala kazda dyskusja kreci sie tutaj w czasach carskich lub stalinowskich. A to cos nie tak. Nie potrzeba dyskusji co kto zrobil zle, potrzeba dyskusji co zrobic i jak zeby bylo dobrze.
Moze w takim razie ty odpowiesz na moje pytanie ktore tutaj zadalem. Co ta caloroczna dyskusja na tym blogu przyniesie naszej gospodarce i krajowi. A przede wszystkim ludziom.
Torlin a co do gospodarza to dlaczego on wiecznie d… Kaczynskim. Czy on nie musi isc do lekarza. Nie zauwazyles. Wredne zyczenia dla rzadu i Kaczynskich to nie choroba.
O mnie sie nie martw mnie troszke dolegaja stawy, ale przy tych dolegliwosciach mozna myslec.
24 grudnia 2006, o godzinie 18:47
Katarzyno Makowska,
Jadem się sypie gdy się kamufluje emocje,treści w sposób pseudomiły.Nie dobrałaś najlepszego określenia.Proszę nie atakować personalnie tylko poglądy,które nie przypasowały. Niestety kurs suahili mam dopiero przed sobą. Zyczę udanej wigilii!
24 grudnia 2006, o godzinie 21:43
Co do mojego zdrowia Torlinie to od pietnastu lat doktor nie ma o czym mowic ze mna poniewaz kazal mi rzucic palenie i teraz nie wie z jakiego powodu moze mnie sciagnac do siebie.
W przeciwienstwie do mnie Kuczynski kurzy i umysl ma zacmiony.
Dlaczego jak pilka leci na lewo to podnosi sie wrzask a jak na prawo to OK.