Jestem z Układu


Wigilia 2006

Wigilia jest dla mnie i dla mojej Żony najbardziej wyróżnionym dniem w roku. Nawet rocznice naszego ślubu, poza bardzo okrągłymi, ustępują Wigilii. Nie jestem gorliwym katolikiem, moja Halina trochę bardziej, ale przeżywamy Wigilię zawsze bardzo mocno. Tak było też w moim rodzinnym domu, również dość mało gorliwym w praktykach wiary i w domu Haliny, bardzo gorliwym. Muszę tu wspomnieć jej mamę, Natalię, która dla całej wsi była czymś w rodzaju „bożej reprezentantki”, zapraszanej do domów na wszystkie uroczystości wymagające śpiewu i modlitwy. Także podczas ośmiu lat naszego pobytu na emigracji we Francji, gdzie nie czuje się Gwiazdki tak, jak w Polsce staraliśmy się to nasze polskie Boże Narodzenie w domu na Oliwnym Wzgórzu pod Paryżem, wywoływać . Więc dzisiaj jest dzień szczególny. W mieszkaniu brzmią kolędy, polskie i równie piękne zachodnie, które poznaliśmy we Francji. Halina przełożyła – świetnie – na polski te zachodnie kolędy i wydała książeczkę „Boże Narodzenie we Francji”, która nieźle się od kilku lat sprzedaje i której okładki można obejrzeć w Galerii. Oczywiście dom jest też pełen wigilijnych niepowtarzalnych zapachów.

Bardzo cieszy mnie, że przy poprzednim wpisie padło sporo życzeń, które składaliście sobie, przecież często się ostro na tej „agorze” kłócąc. Ujął mnie ten klimat i chciałbym byśmy go zachowali, tak właśnie, jak powinno być na agorze. Bo ten blog stał się rodzajem agory i proszę, by niechętni „Gazecie Wyborczej” nie kojarzyli tej nazwy z „Agorą S.A”, której ja oczywiście nie jestem niechętny, lecz z tą grecką agorą. To jest  nasze dzieło wspólne, w którym każdy z Was przybywający na agorę ma udział nie mniejszy odemnie, a może większy. Jesteśmy czytani. Dzienna liczba odwiedzin strony przekroczyła tysiąc, a wywołań oczywiście wielokrotnie więcej. Blog wizytuje codzień ponad 500 gości. I te statystyki rosną z miesiąca na miesiąc. To Wasza zasługa. Dziękuję i jak ktoś ma pomysły racjonalizatorskie, to z ciekawością je usłyszę. Myślimy z moim internetowym aniołem-stróżem Bartkiem nad różnymi udoskonaleniami i atrakcjami.

Łamię się z Wami wszystkimi opłatkiem, z tymi, którzy tę naszą agorę tworzą swoją na niej obecnością słowem i z tymi, którzy czytają tylko toczące się na niej spory, czy w ogóle oglądają Stronę. Życzę miłych świąt, w nastroju Polskiego Bożego Narodzenia, życzę Wam, by nikt z Was nie zapadł w nadchodzącym roku na zdrowiu, a ci co mają kłopoty, żeby się ich pozbyli, a przynajmniej nie doznali pogorszenia. Życzę, by Was nie obsiadły inne troski, by się Wam dobrze wiodło. Życzę Wam, raczej Nam, żeby w kraju panował spokój i lepsza niż w mijającym roku atmosfera, byśmy jej sami nie pogarszali, by rządzenie krajem się poprawiło. Życzę byście się w roku 2007 starzeli wolniej, byście zachowali dobrą kondycję fizyczną, bo w zdrowym ciele zdrowy duch. I Życzę byśmy w o wiele jeszcze liczniejszym gronie składali sobie życzenia na tej naszej wspólnej agorze w wigilię roku przyszłego.

Waldemar Kuczyński.
    

Skomentowano 254 razy to “Wigilia 2006”

  1. głos zwykły napisał(a):

    Życzę Panu Waldemarowi Kuczyńskiemu miłych i pogodnych świąt Bożego Narodzenia i długich jeszcze lat cieszenia się wnukami i wnuczkami, w pełni radości, siły i zdrowia!

  2. Stan napisał(a):

    Życzę Gospodarzowi bloga wytrwania w swojej wielkiej pasji oraz pomysłów podobnych do tych realizowanych na blogu. Radość życia i zdrowie, to warunek uzupełniający realizacji bliższych i dalszych zamierzeń, więc niechaj stanowią składową pakietu wszystkich życzeń.
    Wszystkim blogowiczom życzę pomyślności w Nowym Roku – 2007 r. oraz zwiększonego przypływu pozytywnych bioprądów, co pozwoli na zmianę myślenia na bardziej przjazne i optymistyczne. Łatwiej wtedy będzie posprzątać, we własnym gronie, pomyje rozlane z rodzinnego kubła.

  3. leszek.sopot napisał(a):

    Życzenia na koniec, a najpierw odpowiedź na prośbę o pomysły racjonalizatorskie. Może dobrze by było gdyby Bartek sprawił aby wpisy układały się w formę drzewka? – tzn. aby posty nie leciały „ciurkiem” ale aby post dotyczący odpowiedzi na konkretny wpis mógł być umieszczony pod tym wpisem a nie na końcu (takie drzewko jak jest na forum gazeta.pl). Ułatwia to dyskusję. Nie wiem jak inni, ale mi z trudem przychodzi rozeznać się w całości gdy liczba wpisów wynosi kilkaset i trudno się zorientować co do czego się odnosi. Blog zaczął żyć własnym życiem, może nie blog ale na pewno dyskusja pod wpisami Gospodarza. Dla tego „państwa w państwie” trzeba zrobić jakąś rewolucję w stronę internetowego forum.
    Panie Waldemarze, życzę wszystkiego najlepszego i aby znikły wszystkie powody do trosk wszelakich.
    Gościom Gospodarza i sobie samemu życzę by walcząc o coś, za coś, z kimś lub o kogoś nie zapominać, że łatwo można dać się wciągnąć w w skład drużyny jednego z siedmiu demonów, o których śpiewał Jacek Kaczmarski:
    „[...] A nas wiedzie siedem demonów, co nami się karmią:
    Na przedzie pycha podąża z tańczącą latarnią,
    Chciwość wczepiła się w siodło i grzebie po sakwach,
    Broi pod zbroją lubieżność, pokusa niełatwa.
    Bandzioch domaga się płynów i straw do przesytu,
    Wabi rozkoszne lenistwo do łóż z aksamitu,
    Gniew zrywa ze snu i groźbą na oślep wywija,
    A zazdrość nie wie, co sen i po cichu zabija. [...]”
    http://kunzite.webpark.pl......html#sied

    A więc niech nie towarzyszą nam żadne demony lecz anioły, a dziś w wigiliny wieczór niech i zwierzęta mówią ludzkim głosem.

  4. Paweł Luboński napisał(a):

    A ja życzę Gospodarzowi, blogowiczom i sobie samemu, abyśmy nie tylko w Boze Narodzenie, ale przez cały rok umieli zawsze dostrzegać w ludziach ludzi, a nie jedynie prawicowców, lewicowców, liberałów, agentów, demagogów czy po prostu głupców. Abyśmy umieli dyskutować choćby najostrzej, ale bez argumentów ad personam, bez poniżania przeciwnika, bez złośliwych epitetów, bez łapania za słowa. Abyśmy wierzyli wzajemnie w swoją szczerość i dobre intencje.

    Wesołych Świąt!

    Paweł

  5. Edwar D.Dana napisał(a):

    Gospodarzowi
    A propos alkoholi

    W sumie mam od Pana o wiele krotszy staz francuski , delegacje +urlopy, ale jesli Panstwo zapomnieli to przypominam Calvados z kostka cukru (tak jak herbata w Rosji) wlasnie spozywam.

  6. Edwar D.Dana napisał(a):

    KRANADHA Says: W poprzedniej sekwencji

    grudzień 24th, 2006 at 5:06 pm
    Happy Honnukkah

    Chanuka swieto niektorych moich przodkow po polsku pisze sie tak jak widzidzisz. Jesli Zydow poznales dopiero w Czikago to wybaczam w duchu B.Narodzenia.

  7. KRANADHA napisał(a):

    Edward D. Dana
    Nie jestem z Czikago oczywiscie, u nas mowi sie Szikago w Kanadzie i obie nazwy sa poprawne. Prosze nie smiac sie z Czigago bo ta nazwa jest poprawna w Stanach. U nas w Kanadzie mowi sie Honyka a nazwe wzialem specjalnie z internetu zeby byla ogolnoswiatowa.
    Faktycznie z Zydami spotkalem sie dopiero tutaj na emigracji, nigdy wczesniej. A jezeli sie spotkalem wczesniej to poprostu nie wiedzialem o tym. Zydzi tutaj sa bardzo cisi i nie sprawiaja zadnych klopotow. Natomiast Zydzi polskiego pochodzenia uwazaja ze to oni o wszystkim powinni decydowac. To tak chyba jak w Polsce. Oni sa najmadrzejsi a reszta to dno.

  8. głos zwykły napisał(a):

    No, to ja nie mogę być gorszy, też dorzucę kostkę cukru do swojej wypalanki z jabola – „Złotej renety” (rocznik 2006).

  9. KRANADHA napisał(a):

    Ja zas bede siaczyl za trzy godziny COURVOISIER bez cukru oraz dodatkow. U ns wigilia pozniej.

  10. Azrael napisał(a):

    Szczere życzenia pomyślności i radości z okazji Świąt i Nowego Roku.

    I niech pamięta, że agora była miejscem,w którym się spierano ale dochodzono do prawdy bez ingerencji siły… czego nam życzę.

    Azrael

  11. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Edwardzie! Jak Calvados to i ja – wychyl w moim kierunku, ale plizzz, bez cukru. Ja wypije w twoim!

    Kaska

  12. Edwar D.Dana napisał(a):

    Katarzyna
    Twoje!!!

  13. Edwar D.Dana napisał(a):

    Azrael
    Nie.Do prawdy nie dochodzono.Ja glosowano.
    Pozdro

  14. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Ha!
    Jakie mam kochane dziecko: na Gwiazdke sprezentowal mi Mac’a, czyli problem z komputerem rozwiazany. Troszku tu inaczej, wiec potrwa zanim sie przyzwyczaje. Poki co – leeeeece w siec!

    Kaska

  15. Zofia napisał(a):

    Bardzo bym chciała, by to symboliczne światło pokoju, które w tym roku pojawiło się w wielu rytach religijnych, było jakąś wskazówką dla nas wszystkich, byśmy jednak widzieli na przeciwko siebie przede wszystkim człowieka, a potem jego etykietkę, tak jak życzy Paweł.
    Światło, przynajmniej w Polsce tym razem – pojawiło się jako pierwsze, wraz ze świętem Chanuka na Placu Grzybowskim w Warszawie, zapalone przez polskich żydów i gości w niedzielę poprzedzającą tegoroczną wigilię.
    Potem było światełko betlejemskie przyniesione przez harcerzy i przekazane 23 grudnia w Warszawie, w obecności zwierzchników kościołów rzymsko-katolickiego, luterańskiego i prawosławnego przekazane wszystkim polskim chrześcijanom.
    W TVP zauważono wyłącznie prymasa Glempa, hierarchów innych wyznań nie zauważono i nie wymieniono, wypaczając tym samym sens całej medialnej informacji. Ale to u nas normalne, bo ekumeniczne traktowanie wyznań w Polsce jest po prostu fikcją
    O kulturze wobec nich już nie wspominam.
    Następnie u luteran.
    Jest u nas, ewangelików, piękny zwyczaj popołudniowego nabożeństwa wigilijnego.
    Protestantyzm nie wymaga uczestnictwa na każdych niedzielnych nabożeństwach, za często w kościele nie bywam, ale ilekroć spędzam święta w domu, albo tam, gdzie jest jakaś świątynia ewangelicka – staram się w takim nabożeństwie uczestniczyć.
    Tego roku, w Szczecinie, choinka jest blisko 25 metrowa, pod sufit prezbiterium, urokliwa swoją puszystą zielenią bez ozdób, tylko oświetlona lampkami. W prezbiterium – na podeście był jeszcze zgodnie z tradycjami wieniec adwentowy z 4 świecami obok świecznik, jak za czasów starożydowskich, ale nie 7-ramienna menora, lecz współczesny, z 25 -ma świeczkami.
    W chwili czytania ewangelii, tuż przed kazaniem, gaśnie światło w kościele, pozostają zapalone świece i oświetlona choinka. Na zakończenie nabożeństwa, każdy uczestnik nabożeństwa zapala swoją świeczkę, wszyscy śpiewamy tradycyjnie „Cichą noc”.
    W zeszłym roku podobnie wieczór wigilijny spędziłam w szwedzkim Ystad i tamtejszym maleńkim kościółku w centrum miasteczka.
    Jak widać jest to bez mała nabożeństwo wysoce symboliczne z misterium światła, jako symbolu tego, co najpiękniejszego niosło chrześcijaństwo – miłości i pokoju, bez względu na to, jak kto teraz to współcześnie pojmuje i jak za tymi wartościami w życiu każdy z nas – marzy.
    Zwyczaj ten podjęły inne kościoły w Polsce. Gdy wracałam, w kościółku polsko-katolickim obok mego domu, przeuroczym , który łączy w sobie najpiękniejsze style architektury sakralnej, od wczesnego gotyku w przyziomiach, po barok wieżyczki kościelnej, trwało jeszcze takie wieczorne nabożeństwo wigilijne.
    Wieczorem dowiedziałam się z telewizyjnych wiadomości, że papież także sięgnął po tradycje protestanckie i wieczorem zapalił świeczkę – symbol światła pokoju i miłości, co polskie media uznały za powielenie gestów Jana Pawła II, choć akurat nie on jest pomysłodawcą.
    Być może ludziom potrzeba takich misteriów, symboliki i tajemniczego przypomnienia, że są wartości dla wszystkich bliskie, bez względu na wyznanie, światopogląd, upodobania polityczne, płeć, wiek czy kolor skóry. I że warto o tym pamiętać. Może tylko częściej niż w wigilijny wieczór…
    ***
    Wprawdzie nie mam żadnego calvadosu w domu (lubię, to fakt, ale bez cukru…), raczę się reńskim winem wytrawnym, pod śniadaniową rybkę.
    Ale wieczorem sięgnę tradycyjnie anglosaskim obyczajem po whisky i kawę z serdeczną pamięcią.

  16. Thiery napisał(a):

    Panie Waldemarze !!

    Wszystkiego Najlepszego z okazji Swiat

    i Nowego Roku

    Thierry

  17. Edwar D.Dana napisał(a):

    Rozmiem ze cukier zaszokowal, ale to ludowa normadzka prawda.
    Pokosztujcie.

  18. głos zwykły napisał(a):

    Chciałem zauważyć, że jutro mamy 26 grudnia święto św. Szczepana Męczennika, którego dzieje rozpoczynają się od czasu wybrania go na diakona Kościoła. Apostołowie na propozycję św. Piotra wybrali 7 diakonów dla posługi ubogim, aby w ten sposób odciążyć uczniów Chrystusa oraz dać im więcej czasu do głoszenia Ewangelii. Święty Szczepan wszakże nie ograniczył się wyłącznie do posługi ubogim. Według Dziejów Apostolskich, „pełen łaski i mocy Ducha Świętego”, głosił Ewangelię z mądrością, której nikt nie mógł się przeciwstawić.
    Został oskarżony przez Sanhedryn, że występuje przeciw Prawu i Świątyni. W mowie obrończej Szczepan ukazał dzieje Izraela z perspektywy chrześcijańskiej, konkludując, że naród ten stale lekceważył wolę Boga (Dz 6, 8 – 7, 53). Publicznie wyznał Chrystusa, za co został ukamienowany (Dz 7, 54-60). „Wyrzucili go poza miasto i kamienowali, a świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca, zwanego Szawłem. Tak kamienowali Szczepana, który modlił się: «Panie Jezu, przyjmij ducha mego!» A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: «Panie, nie poczytaj im tego grzechu!» Po tych słowach skonał. (Dz 7, 58-60)

    W dniu Św. Szczepana zasadne wydaje się postawienie pytania, o rolę męczenników w religii Chrześcijańskiej i o pojęcie „drogi” w religii.
    Czy wolność i człowieczeństwo jest jedynie zrozumieniem konieczności, a wiec czy droga do wolności i człowieczeństwa jest drogą, którą można podążać ukorzywszy się przed prawem, będącym przedmiotem objawienia?
    Czy jeśli tak jak Maria chcielibyśmy przyjąć Boga do siebie, to czy można stopniować gorliwość w wyznawaniu tej wiary, której zadaniem jest kształtowanie człowieka, który w istocie rzeczy nie wie kim jest?

    Wydaje się, że religia wymaga postaw heroicznych, męczeństwa…
    Świętując więc Boże Narodzenie, osoby które wierzą, czczą non konformistę, który godzi się na krzyż, pojmowany jako istotę wolności i człowieczeństwa.

    A więc, postawy stopniowania gorliwości w wyznawaniu wiary, to jakaś niechęć jednak, do konsekwentnego przebycia drogi prowadzącej do zbawienia i osiągnięcia pełni człowieczeństwa i wolności.

  19. Mawar napisał(a):

    Katarzyna Makowska
    Gratuluje Maca. Własnie miałem ci radzić by nie brać notebooka, bo to mały ekran, klawiatura niewygodna no i za rozsądną cenę to mało wydajne urządzenie. Pracowałem na czyms takim przez pare lat i odetchnąłem jak kupiłem kilka miesięcy temu komputer stacjonarny z monitorem 19″. Miałem okazję ostatnio zetknąc się z Makiem z dużym monitorem i musze przyznać, że to bardzo przyjemne urządzenie, interfejs graficzny cud-miód, ale niestety ekskluzywne i drogie (zwłaszcza w Posce). Co do wirusów to nie obawiaj się, „bo na Tygrysy mamy wisy, a na wirusy fierwalle”. :) Aczkolwiek istnieją także makowe wirusy, robaki, trojany i spywares to jednak system operacyjny Maca ma wbudowane dobre zabezpieczenia. Poza tym makowych śmieci jest w sieci znacznie mniej, bo i samych maków jest niewiele – w porównaniu z pecetami.

  20. Mawar napisał(a):

    Przytomny tekst Roberta Gwiazdowskiego zamieszczony na jego blogu, m. in. o nowym szefie PKO BP.
    „Pod choinkę Mikołaj przyniósł nam Marcinkiewicza. Wbrew moim radom umieszczonym na tym blogu, nie zostanie on jednak szefem połączonych ministerstw skarbu i gospodarki. Premier „aktualnie aktualny” ogłosił, że premier „aktualnie były” zostanie prezesem PKO BP. Premierom się chyba PKO pomyliło z ZUS-em. Bo to w ZUS-ie prezesa mianuje osobiście premier. Dzięki czemu, jako przewodniczący Rady Nadzorczej ZUS, mam święty spokój. Nikt nic ode mnie nie chce. A w PKO trzeba się Rady Nadzorczej zapytać, która nawet jakąś znaną firmę HR wynajęła do ”profesjonalnego ” poszukiwania kandydata. Ale firma ta ma duże doświadczenie, bo już dla rządu Belki prezesów do firm państwowych szukała, więc da sobie radę i z Marcinkiewiczem.

    Ale histeryczna reakcja niektórych środowisk na zapowiedź objęcia przez Marcinkiewicza funkcji prezesa PKO jest zdumiewająca. Zaczął były wicepremier Balcerowicz, pytając czy ktoś chciałby być operowany przez byłego premiera i stwierdzając, że Komisja Nadzoru Bankowego, której on przewodził nigdy nie wydała zgody na objęcie funkcji prezesa jakiegoś banku przez osobę bez żadnego doświadczenia bankowego. Szanowny Panie Profesorze, proszę się uważnie przyjrzeć liście nazwisk, które komisja zaakceptowała! I porównać ją z listą Wildstaina. Niektórzy może mają duże „doświadczenie” w sektorze, ale za to żadnych umiejętności (może poza pisaniem raportów).

    Prezes, bez względu na to, czy banku, czy fabryki samochodów, musi być liderem, mieć odwagę w podejmowaniu decyzji i się znać na ludziach, których będzie przyjmował „do roboty”. W razie czego służę panu premierowi pomocą i mogę wskazać jeszcze parę innych nazwisk ludzi, którzy do polityki i polityków mają takie obrzydzenie, że już nic im nie przeszkadza i po prostu sprzedają swoje usługi, tym, którzy za nie płacą. A bank PKO BP, choć członkowie jego władz objęci są ustawą kominową, dyrektorom i doradcom płaci bardzo dobrze.

    By the way: jakie doświadczenie miał Wojciech Kostrzewa, jak zostawał prezesem Polskiego Banku Rozwoju??? A jakie doświadczenie w sektorze miała Hanna Gronkiewicz, jak obejmowała funkcję Prezesa NBP??? Moim skromnym zdaniem, ci bez doświadczenia sprawdzili się znacznie lepiej od wielu innych z dużym „doświadczeniem”.

    Jeden z komentatorów, używając obrazowego języka młodzieżowego, „pojechał całkowicie po bandzie”, porównując sytuację PKO BP do konkurencyjnego PeKaO, kierowanego także przez byłego premiera – Jana Krzysztofa Bieleckiego, który jest ekonomistą i ma duże doświadczenie w sektorze. Ale przecież zanim zdobył to „doświadczenie”, BEZPOŚREDNIO z funkcji premiera przeszedł na stanowisko wiceprezesa Europejskiego Banku Rozbudowy i Rozwoju.

    PKO BP dziś potrzebuje prezesa jak powietrza. I to takiego prezesa, który będzie potrafił „postawić się”, jak będzie taka potrzeba. Więc Marcinkiewicz jest na to stanowisko w chwili obecnej kandydatem idealnym. A całą robotę w banku, jak dotychczas, odwalał będzie wiceprezes Jacek Obłękowski”.

    http://www.blog.gwiazdows.....#038;id=48

  21. soulgarden napisał(a):

    Rzeczywiście wiarygodność niezależności postpremiera Marcinkiewicza po ucałowaniu rąk newpremiera jest bliska owianego legendami germańskiego Olina.Coraz więcej lejcy w rękach Jarka to „lepiej” niż Karp po masońsku.

  22. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Mawar, ja nie mam duzego ekranu, taki jest niewspolmiernie drozszy, ale i tak zakochalam sie w tym Macu. Jest przefajny, ale koncze juz te prywate i przepraszam za nia gosci.

    Kaska

  23. kombatant napisał(a):

    Panie Waldemarze!
    Wszystkiego dobrego z okazji ,wigilji,swiąt dużo pmyślności dla
    Pana i całej rodziny.Życzy J.P.
    P.S. Nie wszystkim tak dobrze się układa.

  24. Andrzej napisał(a):

    Święta powoli się kończą, pozwolę więc sobie na parę słów komentarza do „przytomnego tekstu Roberta Gwiazdowskiego”.
    Na początek. Nie zamierzam dyskredytować kwalifikacji Kazimierza Marcinkiewicza jako kandydata na prezesa PKO BP. Nie zamierzam, bo nie wiem czym tak naprawdę zajmuje się prezes dużego banku i jakie są rzeczywiste kwalifikacje Kazimierza Marcinkiewicza.
    Zupełnie natomiast nie podoba mi się tekst Roberta Gwiazdowskiego. Juz na początku stawia on prof. Balcerowicza na czele środowisk „histerycznie reagujących na zapowiedź objęcia przez Marcinkiewicza funkcji prezesa PKO”. Abstrahując od tego, że od dr. Gwiazdowskiego oczekiwałbym innego języka niż ogólnie przyjętego języka IV RP, to jego komentarz jest niezbyt rzetelny. Balcerowicz bowiem podkreśla przede wszystkim fakt, że Marcinkiewicz nie spełnia wymogów formalnych. Ewidentne złośliwości pojawiły sie w programie Lisa później i miały charakter jednak drugorzędny. Można oczywiście sie zastanawiać, czy wymogi prawa bankowego nie są na wyrost. Gwiazdowski przytacza wprawdzie przykłady na to że można być dobrym prezesem banku nie spełniając tych wymogów, sądzę jednak, że znacznie więcej jest przykładów na to, że wymogi te są jednak uzasadnione. Nade wszystko jednak wymogi takie są określone i stwierdzenie, że „Marcinkiewicz jest na to stanowisko w chwili obecnej kandydatem idealnym” dyskredytuje w moich oczach osobę dr. Gwiazdowskiego, zwłaszcza, że chwilę dalej pisze: „całą robotę w banku, jak dotychczas, odwalał będzie wiceprezes Jacek Obłękowski”.
    Co do wiarygodności niezależności byłego premiera Marcinkiewicza wypowiedział sie Soulgarden, nie bedę się więc powtarzać. Jest jednak cos co uderzyło mnie najbardziej. A mianowicie słowa:
    Szanowny Panie Profesorze, proszę się uważnie przyjrzeć liście nazwisk, które komisja zaakceptowała! I porównać ją z listą Wildstaina. Niektórzy może mają duże „doświadczenie” w sektorze, ale za to żadnych umiejętności (może poza pisaniem raportów).
    Szczególnie podła insynuacja, gdyz tak sformułowana, że potencjalni zainteresowani nie moga skierować sprawy do sądu. W ten sposób poważana do tej pory przeze mnie osoba Roberta Gwiazdowskiego osiągnęła poziom rynsztoku. Bardzo przykre to dla mnie doswiadczenie w drugim dniu świąt.

  25. Mawar napisał(a):

    Andrzej
    Widzisz, już nawet Robert Gwiazdowski …. O historii bankowości III RP, jej wzlotach i upadkach, można sobie poczytać w sieci, ale w tym celu należy zejść z mentalnych ścieżek wydeptanych przez Gazetę Wyborczą. Sporo pisze o tym R. Ziemkiewicz w „Michnikowszczyźnie” (polecam). Już tu komuś radziłem skorzystać z Googla newsgroups i wpisać hasła: PKO BP i pl. biznes.banki Zobaczysz co zwykli ludzie sądzą o tym banku-mastodoncie, w III RP cały czas zarządzanym przez prawdziwych „fachowców”, którzy papiery mieli rzecz jasna w jak najlepszym porządku. Rzeczywiście Gwiazdowski przejechał się po Balcerowiczu, ale też komentarz odchodzącego prezesa („czy ktoś chciałby być operowany przez byłego premiera” – w TVP) był tak demagogiczny, że aż głupawy. Okazuje się, że klasa Balerowicza jest jednak wyraźnie limitowana.

  26. Mawar napisał(a):

    Soulgarden
    „Rzeczywiście wiarygodność niezależności postpremiera Marcinkiewicza po ucałowaniu rąk newpremiera jest bliska owianego legendami germańskiego Olina.Coraz więcej lejcy w rękach Jarka to “lepiej” niż Karp po masońsku”.
    Rozumiem, że święta rozleniwiają i trudno w tym czasie o kartezjańską trzeźwość umysłu i jasność wypowiedzi. Spróbuj po świętach raz jeszcze napisać o tym co chciałeś nam przekazać? ok? Może to coś istotnego?

  27. soulgarden napisał(a):

    >Co do wiarygodności niezależności byłego premiera Marcinkiewicza >wypowiedział sie Soulgarden, nie bedę się więc powtarzać.

    Zabrzmiało trochę jakby miało sprawiać wrażenie,że ty to ja.Po tym uważam,że to tekst Mawara.
    Myślisz,że coś drąży twoją ciekawość Mawar? Mój tekst jest najczęściej cytowanym przez ciebie dziełem? Więc kim jest „wam” towarzyszu? Istotne jest by nie można było sterować kimś przez jego spolegliwość. Nadsterowność natomiast to samorzutna nadpodległość. Czy coś jeszcze budzi twój niepokój?

    PS Mój post musiał czekać tu na akceptację podczas gdy post osoby późniejszej weszedł tak jak mnie wcześniej,czyli bez oczekiwania.

  28. soulgarden napisał(a):

    >Co do wiarygodności niezależności byłego premiera Marcinkiewicza >wypowiedział sie Soulgarden, nie bedę się więc powtarzać.

    Zabrzmiało trochę jakby miało sprawiać wrażenie,że ty to ja.Po tym uważam,że to tekst Mawara.
    Myślisz,że coś drąży twoją ciekawość Mawar? Mój tekst jest najczęściej cytowanym przez ciebie dziełem? Więc kim jest „wam” towarzyszu? Istotne jest by nie można było sterować kimś przez jego spolegliwość. Nadsterowność natomiast to samorzutna nadpodległość. Czy coś jeszcze budzi twój niepokój?

    PS Mój post musiał czekać tu na akceptację podczas gdy post osoby późniejszej weszedł tak jak mnie wcześniej,czyli bez oczekiwania.

    ok widzę,że ja nie mogę nic wysłać.Nie dziwi mnie to.

  29. W.Kuczyński napisał(a):

    Mawar,
    Gwiazdowski i Balcerowicz, to piekne ustawienie. Wielka postać polskiej historii i na jej tle w końcu jednak „ktos tam” kto sie po niej „przejeżdża”. A Ziemkiewicz? Poświęciłem tej Michnikowszczyźnie 10 minut w księgarni i to bylo 10 minut za dużo. To sie oczywiście doskonale sprzeda, bo to jest „polityczny harlekin” dla gawiedzi, ale to książka bez wartości. Zapadnie sie w niepamiec.

    Soulgardem,

    na tym blogu nikt nie akceptuje komentarzy! Twoj czekal, bo jestes od niedawna i moj program antyspamowy jeszcze Cie dobrze nie rozpoznaje. Tak bylo tez z innymi. Tu nie ma żadnej cenzury ani oczekiwania na akceptacje. Kiedy wszedlem na siec zauwazylem, ze Twoj komentarz zostal przetrzymany przez program i natychmiast go zwolniłem. To moze jeszcze troche potrawc, ale nie trac nerwów.

  30. Stach napisał(a):

    Wraz z żoną życzymy Państwu (P. Waldemar Kuczyński z żoną) oraz Państwu (PT. Internauci, którzy tu zaglądają) samych bardzo dobrych lub chociażby dobrych rzeczy.

    Howgh.

  31. głos zwykły napisał(a):

    Andrzej
    Wyjaśnienie dlaczego Pan Robert Gwiazdowski popiera Kazimierza Marcinkiewicza znajduje się na jego blogu pod datą 26 grudnia 2006 r.
    Jakie odważne decyzje podjął jako premier?

    Odp. Powołał mnie (czyli Roberta Gwiazdowskiego) na stanowisko Przewodniczącego Rady Nadzorczej ZUS!!! J I Pawła Wojciechowskiego na Ministra Finansów.

    Także ten akapit, który uznałeś za szczególnie podły to jest komentarz do Postu Gwiazdowskiego osoby, która posługuje się Nickiem Andy.

    W moim przekonaniu Robert Gwiazdowski jest niezależnym publicystą. On nie ma nic wspólnego z PiS, a wiele wspólnego z liberalizmem i wolnomyślicielstwem.

  32. głos zwykły napisał(a):

    W Gazecie Wyborczej godny uwagi artykuł Adama Michnika pt. „Czy Piłat był liberalnym demokratą?”
    http://www.gazetawyborcza.....11036.html
    Cytat z artykułu:
    „Po upadku komunizmu to „relatywistyczny liberalizm” stał się – zdaniem tych antyrelatywistów – głównym wrogiem dobra publicznego i chrześcijańskiego systemu wartości. Toteż wypowiedzieli mu wojnę, którą nazywają walką światła z ciemnością, idealizmu z materializmem, czystości z zepsuciem. Liberał-relatywista w ich oczach to człowiek, który podąża drogą wrogości wobec Boga, który odrzucił wiarę. Jego ideałem jest duch rewolucji francuskiej. Niedawno jeszcze służył marksizmowi i bolszewizmowi, a dziś oddał się na usługi pozbawionego skrupułów mamonizmu i nieograniczonej żądzy panowania nad światem. Niszczy wszystko: małżeństwo, rodzinę, miłość ojczyzny, Kościół katolicki, porządek, moralność i uczciwość, tam zaś, gdzie jest coś do zyskania, jest zawsze obecny ze swą złośliwością, z interesownością, z niezniszczalną energią. Jego energia zatruwa i obezwładnia – dlatego narody muszą bronić się przed wpływami liberalnymi w sztuce i w prasie, w filmie i w literaturze, w nauce, gospodarce, polityce.

    Joseph Ratzinger z pewnością zna ten typ retoryki. To jest język kazań protestanckich teologów, którzy poparli nazizm w 1933 roku.”

    Muszę powiedzieć, że wrażliwość Adama Michnika, jako demokraty sceptyka, czyli świeckiego humanisty, jest bezkompromisowa i wysokiego lotu.

  33. Andrzej napisał(a):

    Głosie,
    Andy i Andrzej to jedna osoba :). A w komentarzu cytowałem właśnie pana Gwiazdowskiego. Jestem mu wdzięczny, że zrozumiał swój błąd i zmienił wcześniejszy wpis (którego oryginał zamieścił Mawar). Jestem tylko zdumiony, że ten drugi w porównaniu do pierwszego jest tak różny jakby był autorstwa innej osoby.

  34. głos zwykły napisał(a):

    Może stać go na głęboką refleksję nad sobą?

  35. Zofia napisał(a):

    Artykuł Adama Michnika przeczytałam z wielkim zainteresowaniem, bowiem akurat jestem przy lekturze książek i prac kard. Ratzingera. I bardzo cenię sobie tę lekturę.
    Z jednym się tylko u Michnika nie zgadzam. Pisząc o retoryce kazań protestanckich teologów, którzy poparli nazizm w 1933 – przypisał ową retorykę wszystkim teologom luterańskim. Takie uogólnienie nie jest właściwe. I choć znaczna część duchownych protestanckich sprzyjała nazizmowi, to jednak nie wszyscy.
    Bowiem w tym samym czasie rozpoczął działalność jeden z najwybitniejszych teologów luterańskich, ks dr Dietrich Bonhoeffer (nb. wrocławianin z urodzenia), który nie tylko sprzeciwiał się ideologii nazizmu w swoich pracach teologicznych, kazaniach i w działalności kościelnej, ale czynnie. Najpierw w podziemiu antyhitlerowskim, potem jako uczestnik spisku przeciwko Hitlerowi. Aresztowany przez Gestapo 5 kwietnia 1943 r. został powieszony w 2 lata później, 9 kwietnia 1945 roku w obozie koncentracyjnym we Flossenburbu.
    Wokół jego osoby w latach 30-tych skupiona była grupa duchownych luterańskich nie popierających nazizmu. Działali oni w tzw. Kościele Wyznającym, działającym m.in. na terenach obecnego Pomorza Zachodniego, w Szczecinie i Sławnie. Byli ścigani przez Gestapo a ich seminaria systematycznie zamykano.
    Kazanie Bonhoeffera w kwietniu 1933 r. „Kościół wobec kwestii żydowskiej” zaowocowało wezwaniem na Gestapo.
    1 lutego 1933 r. radio przerwało jego odczyt „Przemiany w pojęciu wodza”. To tylko przykłady ze wspomnianego przez red. Michnika roku 1933 w Niemczech.
    Wiele prac Bonhoeffera, zwłaszcza jego „Wybór pism”, czy dot. prace dot. chrystologii są doskonale znane kard. Ratzingerowi i wywarły na nim bardzo duże wrażenie. Bowiem kard. Ratzinger ma podobny stosunek do chrystologii, jak ks. dr Bonhoeffer.

  36. soulgarden napisał(a):

    Panie Waldemarze proszę wybaczyć jeśli uzna pan jakąś wypowiedź moją za zbyt zniecierpliwioną,ale dokonano kradzieży intelektualnej z mojego komputera i miałem pełne uzasadnienie by podejżewać-choć nie pana-każdą następną ingerencję elektroniczną jako właśnie ingerencję.

    głos zwykły Ale zakończenie artykułu banalnie spłaszcza temat do kwestii ogólnie pojętej dekomunizacji raczej.Ten kontekst polityczny na pewno ma w sobie dużą dawkę bezkompromisowości. Złośliwi powiedzą,że to wyjątkowe umiłowanie do odnoszenia każdej szlachetnej myśli do kwestii konkretnych wydażeń historycznych.
    Na pewno jednak niezły prawda? Jak patrzę na niektóre produkcje nienawiści w internecie to nie wygląda on wcale na szczególnie bezkompromisowy.

  37. Mawar napisał(a):

    Minister Kuczyński
    „Gwiazdowski i Balcerowicz, to piękne ustawienie. Wielka postać polskiej historii i na jej tle w końcu jednak “ktos tam” kto sie po niej “przejeżdża”.
    To typowe gęganie unity, rzec można – klasyka. Pod żadnym pozorem nie wolno krytykować Balcerowicza – to jeden z założycieli naszej religii. Natomiast Kali może sobie pozwolić na wszystko, każdą krytykę, pod każdą postacią i wobec każdego Zapewne ma na to papiery od Opatrzności.
    „A Ziemkiewicz? Poświęciłem tej Michnikowszczyźnie 10 minut w księgarni i to bylo 10 minut za dużo. To się oczywiście doskonale sprzeda, bo to jest “polityczny harlekin” dla gawiedzi, ale to książka bez wartości. Zapadnie się w niepamieć”.

    Panie ministrze, паживём – увидим, niejedno unijne proroctwo w proch się obróciło na naszych oczach. Michnikowi należy się dobrze napisany pamflet. Nie ma co „Michnikowszczyzny” przecieniać, ale mocną stroną książki Ziemkiewicza jest przypominenie ekscesów publicystycznych Adama Michnika i GW w ostatnim szesnastoleciu. Trochę się tego nazbierało, ileś tam kampanii przeszło przez łamy Wyborczej, normalny czlowiek już nie pamięta i nie wie w jaki sposób mógłby sięgnąć do źródeł. Teraz ma to w jednym miejscu. Autor zadał sobie trud dotarcia do większości tekstów publicystycznych A. Michnika, co było robotą katorżniczą, bo Adam do tytanów słowa pisanego jak wiadomo nie należy. Dziś można tę twórczość ocenić i podsumować. Jak jej się przyjrzeć to widać, ile w michnikowej publicystyce głupstw, pomyłek, fałszywych proroctw, manipulacji czy zwykłego szalbierstwa w służbie coraz bardziej wątpliwych idei. Przy okazji Ziemkiewicz przypomina niektóre charakterystyczne epizody z życia gospodarczego w czasach III RP. Ot, choćby prywatyzacja TPSA. Jak to się mówi – cymes. Kupowali ją Francuzi (zresztą państwowa firma :)), jednak nie mogli od razu tyle procent akcji ile by chcieli. Ustawa mówiła bowiem, że 15 procent ma nabyć podmiot krajowy. Nikogo chyba nie zdziwi, że podmiotem krajowym okazał się Jan Kulczyk. Nieco bardziej dziwne było już jednak to, że Kulczyk, biedaczek, wziął na te akcje kredyt od Francuzów, którym za parę miesięcy akcje z zyskiem odsprzedał. Kredyt spłacili już sami zainteresowani. Mógł tak zrobić lege artis, ponieważ ustawa zapewne przez „przeoczenienie” nie zabraniała odsprzadaży akcji przez „krajowy podmiot”, który je dopiero co nabył, podmiotowi zagranicznemu. Czysty bezgotówkowy obrót po którym zostają w kieszeni dzisiątki milionów dolarów. Oczywiście, Kulczyk sam tych pieniędzy nie skonsumował – ile dziennie może zjeść obiadów? :) Próżno szukać w publicystyce Michnika wyraźnego potępienia takich ekscesów, choć trochę pisały o tym gazety. Kiedy różne sitwy w ramach większego układu kłócą o pieniądze zawsze nieco informacji trafia do gazet. Kaczyńscy nie wzięli się znikąd, proszę o tym, panie ministrze, pamiętać. Zasłużyliście sobie na Kaczyńskich.

  38. leszek.sopot napisał(a):

    Mawar,
    wiesz co chłopie, masz rację, ja też zauważyłem, że w swojej publicystyce Michnik wielu spraw nie poruszył. Zauważyłem także, że i Mawar nie o wszystkim pisze – masz taki sam feler jak Michnik i tylko Ziemkiewicz jest alfą i omegą?
    Co do nie poruszania pewnych spraw przez „michnikowszczyznę” to może warto byś sobie przypomniał jeden z b. licznych tekstów, np. ten:
    http://gospodarka.gazeta......40128.html

    Np. dowiesz się z niego, że Lech Kaczyński podpisał umowę z bohaterem artykułu, a prymas Glemp był bardzo rad, że wesprze ów bohater budowę Świątyni Opatrzności. „Urocza” jest ta wymiana zdań między biznesmenem a dziennikarzem:
    „- Czy nie trzeba było poparcia polityków?
    - Żeby wygrać? Mamy Ustawę o zamówieniach publicznych. Tam są przepisy, normy, uwarunkowania. Nie ma polityki. Kto jest najlepszy, wygrywa.
    - Czy w Polsce istnieje korupcja? Konkurencja zachodzi w głowę, jak pan zdobywa kontrakty.
    - A pan, jak rozumiem, pyta w jej imieniu… O korupcji trudno mi się wypowiadać, nie znam konkretnych przypadków. Ja nie mam żadnych urzędników, którzy mi pomagają”.

  39. jotesz napisał(a):

    Wrócę do Wigilii, choć ona już przeszła…
    Życzyłem tradycyjnych, staropolskich Merikristmas a po nich równie staropolskiego Do Siego Njujera 2007.

    A tak bardziej serio – dorobił się Pan, Panie Waldemarze, chyba najliczniej odwiedzanego bloga. Dorobił się też Pan wiernych wrogów i przyjaciół. Choć z tymi wrogami to może być jak w przysłowiu -”kto się czubi, ten się lubi”. Po cholerę właziliby tak często, by Pana nawracać, przekonywać, naprostowywać lub uprawomyślniać?

    Życzę więc Panu dalszego rozrostu bloga, ale życzenia te nie są zupełnie szczere, bo i tak powyżej setki komentarzy nie czytam, prawdę mówiąc – pół setki to góra! Może najlepsze życzenia to – KRÓKICH I TREŚCIWYCH KOMENTARZY!

    Pozdrowienia i powodzenia w najbliższym ćwierćwieczu!

  40. Torlin napisał(a):

    Dzień Dobry po Świętach!
    Jak samopoczucie? Gotowi do dalszej walki?
    Trochę poczytałem komentarzy i zdziwiłem się, że nikt nie nawiązał do – chyba – dwóch najważniejszych artykułów w „Gazecie Wyborczej”, jakie się ostatnio ukazały na tych łamach.
    Pierwszy z nich
    http://www.gazetawyborcza.pl/1,76498,3811004.html
    rozbija w proch i pył jedną z ikon dzisiejszej prawicy. Mnie po głowie juz dawno chodziło, że coś mi się w tej biografii Łysiaka nie zgadza, pomijam cudowne książki. Ale pamiętam felietony w „Stolicy”, książki wydawane na okrągło, również w stanie wojennym (sam mam „Asfaltowy saloon”, wprawdzie z 1986 roku). Jak on śmie z taką biografią występować przeciwko Michnikowi!
    Drugi artykuł jest dla Pana, Panie Waldemarze! I Pan i Pani Janina Paradowska uważaliście, że ja się czepiam Platformy, że to jest partia monteskiuszowska, że jest cudowna i wspaniała. A ja twierdziłem, że to jest po pierwsze PiSBiS, a po drugie – oni nic nie robią, nawet dobrego wrażenia. Z cyklu „Poczytaj mi Mamo!”
    http://www.gazetawyborcza.....10802.html
    Trzecią sprawą, którą chciałbym poruszyć, jest wygląd blogu (nawiązanie do pierwszego wpisu Leszka z Sopotu). Jeżeli chodzi o mnie, to błagam o niezmienianie, żadnej choinki. Przy niej w ogóle nie można się zorientować o nowych wpisach, nie można ustosunkować się do kilku spraw naraz, choinka jest nieczytelna. Panie Waldemarze! Przykro jest to powiedzieć, ale rozwiązaniem jest Pana nowy tekst po maksimum 150 naszych wpisach. Jeżeli nasza produkcja sięga 500, to naprawdę nie ma sensu.
    I to by było na tyle z rana.

  41. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Zajrzalam do artykulu Michnika, ale przy uwadze, o ktorej wspomina p. Zofia tak sie wkurzylam, ze przestalam czytac. Abstrahujac od wyjasnien p. Zofii, nie tylko kler protestancki udzielil poparcia Hitlerowi, wiec takie „zwalanie na heretykow” od razu wzmoglo moja czujnosc na manipulacje.
    Cos mi sie wydaje, ze Michnik postanowil „wrocic na lono kosciola” ( katolickiego, oczywiscie) w zwiazku z postawa KK w sprawie lustracji i widzac w niej okazje do zawarcia antylustracyjnego sojuszu z przynajmniej czescia wplywowych kaplanow. Pisze „wydaje mi sie” mocno na wyrost, musze sie przemoc i przeczytac caly ten tekst, aby wyciagac jakies konkretne zwiazki. Poki co, jeszcze sie pienie w srodku a nie jest to stan odpowiedni do wgryzania sie w lektury, zwlaszcza nielubianego publicysty.

    Kaska

  42. głos zwykły napisał(a):

    soulgarden

    Twoje wypowiedzi są enigmatyczne, co najmniej. Komentowany artykuł AM w GW kończy się słowami:

    słowa św. Pawła z Listu do Filipian:
    „Na koniec, bracia, wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym – to bierzcie pod rozwagę”.

    Myślę, że to jest uniwersalne zakończenie zawierające przesłanie do człowieka, który ma sumienie. Poza tym jest to rzecz, o której każdy myślał, a nikt w Polsce nie robił w Polsce za czasów JP II, aby podjąć polemikę z poglądami Papieża.

    Mnie się podoba szczególnie ten tekst, podobnie jak tekst Michnika o wydarzeniach Kieleckich. Myślę, że znajduje w nich właściwą miarę mówienia o kościele katolickim w Polsce i na świecie.

  43. głos zwykły napisał(a):

    Zofio,
    Jeszcze w drugi dzień świąt w czasie marszobiegu po lesie zastanawiałem się nad organizacją gmin protestanckich i zhierarchizowaną strukturą kościoła katolickiego, gdzie do dziś trudno wprowadzić funkcjonujące rady parafialne, aby kontrolowały one gospodarcze poczynania proboszczów. Zastanawiałem sie także nad twoimi wypowiedziami na temat wartości moralnej protestantyzmu, gdzie gmina ze swojego grona wybiera sobie przewodnika duchowego. Z drugiej strony ta większość filmów amerykańskich pokazuje nieprzejednaną gminę protestancką, a to wykluczającą kogoś z swojego grona, a to spalenie kogoś, a to pastora nazywającego rozporek źródłem piekła.

    Antysemityzm w anglosaskich i niemieckich gminach luterańskich był powszechny. Pastor nie przeciwstawiał się poglądom NISKIM ogółu członków, lecz był ich wyrazicielem.

    Popieranie przez gminy protestanckie nazizmu to rzecz hańbiąca i gminy i pastorów, nie wiem w jakim stopniu ks. dr Bonhoeffer, był chwalebnym wyjątkiem. Na pewno jednak taka postawa leży u podstaw szybszej laicyzacji tych społeczeństw zachodnich. Ten sam proces zresztą opisuje w niektórych krajach katolickich i biskup Józef Życiński.
    Wydaje się więc, że mit Jezusa Chrystusa, jako męczennika wiary i prawdy jest trudno przystawalny do każdego instytucjonalnego kościoła, który z istoty swej jest faryzejski. W końcu mamy przykład kościołów żydowskich, które przez wieki, głosiły „prawdy” tylko rytualne.

  44. Andrzej napisał(a):

    Torlinie,
    nie uważam, aby przytoczone przez Ciebie artykuły uważać za najważniejsze. Osobiście polecałbym raczej wywiad z abp Zycińskim
    http://www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3811039.html
    bądź też z Agnieszką Holland
    http://kobieta.gazeta.pl/.....05572.html
    Sądzę, że wyciąganie tu Łysiaka i to w świetle artykułu Czuchnowskiego ma taki sam sens jak powoływanie się przez naszych oponentów na Ziemkiewicza piszącego o Michniku. Jątrzy, nie wnosząc nic nowego do dyskusji.
    W kwestii drugiego artykułu, nie wiem czemu adresujesz go do Pana Waldemara – raczej powinieneś do mnie. U Gospodarza wyczuwam raczej chłodny dystans do PO, a już na pewno nie uwielbienie. Pisał wszak niegdyś o PiS i PO jako o partiach bliźniaczych. W PO widzi raczej partię, która w chwili obecnej ma największe szanse przełamać hegemonię PiS nie stanowiąc przy tym zagrożenia dla demokracji.
    A skoro już jestem przy tym artykule o PO. Nie zamierzam wprawdzie działać w myśli hasła „PO albo śmierć” ale ….
    Z hasła „Nicea albo śmierć” PO dawno się wycofała i traktuje je raczej jak jeden z „wybryków” Rokity.
    W sprawie konstytucji europejskiej, a w szczególności referendum konstytucyjnego w Polsce, to o czym ma sie PO jako partia opozycyjna wypowiadać skoro nawet w zachodniej Europie własciwie prawie nikt nie ma nic sensownego do powiedzenia.
    W kwestii pobytu wojsk polskich za granicami, uważam że PO zachowuje sie akurat rozsądnie. Ta sprawa nie powinna być przedmiotem plebiscytu na popularność. Ten problem jest dość delikatny i trudno zając tu jednoznaczne stanowisko nie znając szczegółów, których PO na pewno nie zna. Za skrajnie nieodpowiedzialne uważam tu akurat stanowisko SLD, które najpierw podjęło decyzje o wysłaniu polskich wojsk do Iraku, a teraz głośno gardłuje, że należy się z tego wycofać bo takie są oczekiwania społeczne.
    Kwestii renegocjacji traktatu w ogóle nie powinno sie podnosić zwłaszcza w taki sposób jak to uczynił PiS. Skoro to zostało uczynione to i nie dziwię się, że PO unika komentarza. Każdy będzie bardzo zły, a PO jakby nie patrzeć najpierw musi zyskać przychylność wyborców.
    Tyle w skrócie, aby pokazać, że trudno o tak jednoznaczną ocenę jak stara się to pokazać w swoim artykule Jarosław Kurski. Niemniej przyznaję rację, że działalność PO jest łagodnie mówiąc trochę dziwna i niezrozumiała, przyznaję też że PO jest trochę takim PiS-bis (aczkolwiek na pewno już nie w takim stopniu jak półtora roku temu).
    I na koniec. W pełni popieram Twoje zdanie co do wyglądu blogu. Żadnych struktur drzewiastych – to się nie sprawdza. Przy dużej ilości komentarzy i tak wszyscy zaczynają wpisywać się pod pierwszym komentarzem, aby ich głos nie zginął gdzieś w tłumie. Dla posiadaczy wolnych łącz internetowych (wiem bo sam takim byłem do niedawna) struktura taka jest wręcz przekleństwem. Jedynym wyjściem jest rzeczywiście możliwie częste publikowanie nowych tekstów.

  45. soulgarden napisał(a):

    >Bierzmy tedy to wszystko pod rozwagę, nie pytając nieustannie i >natarczywie o przynależność do Kościoła i zgodność z ortodoksją. >Pewne pytania pozostawmy następnym pokoleniom. Lub – Panu
    Bogu…
    To jest ostatni wers i to potraktowałem jako zakończenie.Być może zakończenie powinno się tu czytać tak jak Ty.Sam widzisz,że to kwestia indywidualna.Ale grunt to to,że się ktoś odezwał.Już miałem wrażenie,że coponiektórzy rozmawiają tu jak przez „chrząkaczkę”.

    Muszę kiedyś zajżeć do tych tekstów w wygodnej chwili.Kto był inspiratorem?

  46. głos zwykły napisał(a):

    Soulgarden,
    Byłeś uprzejmy napisać: „Ale zakończenie artykułu banalnie spłaszcza temat do kwestii ogólnie pojętej dekomunizacji raczej”. Raczej nie widzę w tym zakończeniu, które zacytowałeś odniesienia do dekomunizacji raczej.

    Teraz piszesz, że „Muszę kiedyś zajżeć do tych tekstów w wygodnej chwili. Kto był inspiratorem?” (zajrzeć raczej pisze się przez „rz”, no nie?)

    Wcześniej byłeś łaskawy napisać: „Jak patrzę na niektóre produkcje nienawiści w internecie to nie wygląda on wcale na szczególnie bezkompromisowy.”

    Wynika z twoich wpisów, że raczej nie przeczytałeś komentowanego artykułu. Lub przypisujesz autorowi intencję nieczyste. A jeśli tak to po co insynuować? Przecież nikt nie obrazi się, jeśli odniesiesz się do konkretów.

    Jeżeli zaś chcesz być zwolennikiem spiskowej teorii dziejów to też konkrety nie zaszkodzą. Wszak niektóre spiski faktycznie miały miejsce. Nie bój się przedstawić nam dzisiejszych, aby nami wstrząsnąć, raczej.

  47. Mawar napisał(a):

    leszek sopot
    „Zauważyłem także, że i Mawar nie o wszystkim pisze”.
    A to dlatego, ze „wszystko” to bardzo dużo. Dobrze jest skupić się na sprawach najważniejszych. Co do Prokomu, jeśli masz dowody, że komputeryzacja NIK miała podłoże korupcyjne to nie pozostaje ci nic innego jak udać się z tą wiedzą do Prokuratury

  48. Mawar napisał(a):

    Katarzyna Makowska
    „Cos mi sie wydaje, ze Michnik postanowil “wrocic na lono kosciola” ( katolickiego, oczywiscie) w zwiazku z postawa KK w sprawie lustracji i widzac w niej okazje do zawarcia antylustracyjnego sojuszu z przynajmniej czescia wplywowych kaplanow”.

    Kościół Katolicki ma 2 tys. lat i takie sztuczki przerabiał wielokrotnie. Mało prawdopodobne, aby dał się na to złowić. Dziś Michnik rzuca się biskupom na szyję, a za chwilę będzie ich łajał za sprzeciw wobec aborcji i małżeństw homoseksualnych, czy inne „wsteczne poglądy”, podzieliwszy wpierw biskupów na „dobrych” i „niedobrych”. W minionym szesnastoleciu tak już bywało.

  49. Mawar napisał(a):

    Torlin

    „Pierwszy z nich
    http://www.gazetawyborcza.....11004.html
    rozbija w proch i pył jedną z ikon dzisiejszej prawicy. Mnie po głowie juz dawno chodziło, że coś mi się w tej biografii Łysiaka nie zgadza, pomijam cudowne książki.”

    I tylko tyle? A własciwie – nic. Że mu wydawano w PRL niepoliyczne książki, które się dobrze sprzedawały, no tak – to zarzut poważny. Bardzo nieudana dekompozycja Łysiaka. Biedny ten Czuchnowski, taki niezaradny, no ale przynajmniej się starał.

  50. Torlin napisał(a):

    Andrzeju!
    Czy Ty w ogóle czytałeś ten artykuł? Nie gniewaj się, ale muszę napisać Tobie to, co zaraz napiszę Mawarowi – czytasz to, co chcesz przeczytać. Przecież w tym artykule jest z 15 zarzutów, a Ty wybrałeś takie, z którymi trudno dyskutować. Ja mogę rozszerzyć: stosunek PO do budżetu, koncepcji Szyszki w ochronie środowiska, zaostrzania kar, tych 160 ustaw bokiem wprowadzanych do polskiego Sejmu, podanie warunków, jakie ma spełniać następca Balcerowicza itd, itd.
    Zauważ, zarzutów w artykule jest o wiele więcej. PO jest partią nijaką, bez wyrazu i dobrego przywództwa. Pani Janina Paradowska zarzuca mi, że tęsknię za Unią Demokratyczną. Może i tak. Może i to jest prawdą.
    Mawarze!
    Ty w ogóle wiesz, co czytasz? Nie mam zamiaru prowadzić dyskusji, jeżeli ktoś przeinacza mój wpis. Waldemar Łysiak był normalnie funkcjonującym człowiekiem zarówno w czasach komuny, jak i stanu wojennego. I z tego powodu nic mu nie zarzucam.
    Mam pretensję, że robi z siebie ofiarę prześladowań, wielkiego konspiratora, Bożyszcze podziemia politycznego. Wobec niego Michnik i Kuroń to cienkie Bolki. Mawarze, porównaj sytuację Michnika i Łysiaka w latach 70. i 80. Nie uważasz, że ten człowiek nie ma moralnego prawa się odzywać?
    I nie parodiuj mnie, bo – jak pisałem – uwielbiałem książki Łysiaka w tych latach i nigdy nie robiłbym mu zarzutu z tego powodu.

  51. leszek.sopot napisał(a):

    Mawarze,
    o co ci z tą prokuraturą chodzi? Ty rzuciłeś Ziemkiewiczem i Kulczykiem by pognębić „GW”, która twoim zdaniem (bo chyba pisząc „Michnik” myślisz „michnikowszczyzna”) o tym nie pisała. Więc ja przytoczyłem tobie tekst, który dowodzi coś wręcz przeciwnego. Najwyraźniej jesteś oczytanym łysakolubnym ziemkiewiczomanem i bardziej bym się spodziewał refleksji, że jednak w 400-stronicowym dziele gnębiącym III RP są dziury i wyboje, które autor kreował tak by były wygodne dla jego tezy i komercyjnego zamysłu.
    Dałem też tobie cytat z pana Krauzego, który twierdzi, że o korupcji wogóle nie słyszał. Wogóle nie zna ci ten facet urzędników – to zbyt niskie progi na pańskie nogi. On ma ludzi od tego by znali i lobbowali oraz wpływali na to by w niektórtych spółkach skarbu państwa byli na odpowiednich stołkach znajomi i przyjaciele królika. Nie na darmo zatrudnił u siebie byłego bardzo wpływowego pisowskiego polityka. Krauze, jak i inni najbardziej znani najbogatsi, działa na wyższych piętrach politycznych elit. Może coś mówi to, że Rywin przekazał prezydentowi Kwaśniewskiemu karteczkę podczas turnieju tenisowego organizowanego przez Prokom w Sopocie.
    Mawarze napisałeś: „»Zauważyłem także, że i Mawar nie o wszystkim pisze«. A to dlatego, ze »wszystko« to bardzo dużo. Dobrze jest skupić się na sprawach najważniejszych”. Czy to znaczy, że mawar sobie takie prawo przyznaje a innym odmawia i tylko mawar wie co jest najważniejsze a inni toną w mrokach średniowiecza? Jeśli tak, to to jest nieładne samolubstwo.

  52. Andrzej napisał(a):

    Torlinie,
    jeżeli to było z 15 zarzutów to ja ustosunkowałem sie do blisko połowy z nich i nie wybranych, ale tych pierwszych (zakładam, ze najważniejszych). Jak chcesz to moge dodać, że nie uważam np. aby PO musiało głośno (czy jak sie teraz mówi histerycznie) reagować na każde „pierdnięcie” Giertycha, którego nawet PiS ledwo toleruje czy toczyc ogólnonarodową dysputę na temat konieczności (czy też nie) degradacji Jaruzelskiego i Kiszczaka, bo to sa jednak sprawy może głośne ale jednak o znaczeniu drugorzędnym. Jeśli kogoś naprawde interesuje stanowisko PO w innych sprawach (choćby takich jakie sam podałeś) zawsze może posłuchac debaty sejmowej, czy też zobaczyc wyniki głosowania w Sejmie.
    A na zakończenie chciałbym przypomnieć podsumowanie mojego poprzedniego wpisu, który miał na celu nie gloryfikację PO ale wskazanie na zbyt jednostronne podejście do tematu przez autora wskazanego przez Ciebie artykułu.
    Niemniej przyznaję rację, że działalność PO jest łagodnie mówiąc trochę dziwna i niezrozumiała

  53. soulgarden napisał(a):

    >Wynika z twoich wpisów, że raczej nie przeczytałeś >komentowanego artykułu. Lub przypisujesz autorowi intencję >nieczyste. A jeśli tak to po co insynuować? Przecież nikt nie obrazi >się, jeśli odniesiesz się do konkretów.

    >Jeżeli zaś chcesz być zwolennikiem spiskowej teorii dziejów to też >konkrety nie zaszkodzą. Wszak niektóre spiski faktycznie miały >miejsce. Nie bój się przedstawić nam dzisiejszych, aby nami >wstrząsnąć, raczej.

    Ostatnie zdanie zwykle działa najmocniej,stąd mój taki odbiór tekstu Michnika. Trochę prowokacyjny dla ciebie,ale jakby dziś ciut więcej widzę w Michniku uwarunkowania pewnymi globalnymi zależnościami.Nie możesz wnioskować z tego bym przypisywał jemu nieczystą intencję.Natomiast tekst jest w swej uniwersalnej zawartości bardzo inspirujący.
    Nie rozumiem skąd takie przypisy?
    Może poruszyłeś się moimi tekstami o szarej sieci?Jednak samo użycie tego pojęcia nie oznacza spiskowości.Ja przedefiniowałem to pojęcie na grupę sprawców „200 morderstw władzy późnego PRL”.Widzenie w takiej grupie determinacji do działań zbliżonych do spiskowych jest wiele bardziej racjonalne niż niejasna globalna teoria Kaczyńskich.Poza tym nie uznałem ich za spiskowców,ale za grupę mającą wpływ np. na sposób realizowania przez rządzących swoich programów.Choćby upolitycznienie prokuratury.Myślę,że im szczególnie może zależeć na okazaniu bardziej powszechnego niebezpieczeństwa polityki PIS jednocześnie wzmacniając jej skutki.Po co?By została ona pogrzebana wraz z pierwszymi ofiarami,którymi nie będą oni.To jest najbliższe spiskowej teorii widzenie przeze mnie jakiejś zależności w kraju.

  54. soulgarden napisał(a):

    głos zwykły,
    Jeśli potrafisz racjonalnie wykazać błędność takiego rozumowania to zapraszam.

  55. Torlin napisał(a):

    Andrzeju!
    Szanując Cię niezmiernie pozostanę przy swoim zdaniu.
    Oczywiście, jak ktoś interesuje się polityką, to w gruncie rzeczy może znaleźć odpowiedzi PO na większość pytań. Ale dla mnie to jest takie bezbarwne, niewyraziste. Co robi „Gabinet cieni”?
    A może ja rzeczywiście jestem uprzedzony? I się czepiam?

  56. Stan napisał(a):

    Hm, Mawar,

    Chcę odejść na jakiś czas od polityki i jej zapachów. Michnikowszczyzny nie czytałem (razi mnie już sam tytuł, por. rdzieckie akcje propagandowe), ale Pan Adam, którego z mieszanymi uczuciami raczej bronię, razi mnie także (oprócz zarzutów wymienionych w twoim wpisie) jakimś strasznym zgęszczeniem emocji w swoich esejach. Widać niewiele dało mu terminowanie u jego Mistrza. Poza tym twoja konkluzaja bardzo trafna.

    P.S.

    Drażni mnie dalaczego p. Adam w ważnych sprawach wypowiada się teraz półgłosem.

  57. Mawar napisał(a):

    Torlin

    „Mawarze, porównaj sytuację Michnika i Łysiaka w latach 70. i 80. Nie uważasz, że ten człowiek nie ma moralnego prawa się odzywać”?

    Torlin, do tej pory Michnik rozstrzygał kto i w jakiej sprawie ma moralne prawo odzywać się publicznie. Ale czy moze on być arbitrem także w swojej sprawie? Jeszcze raz polecem ci lekture „Michnikowszczyzny”. Znając twoją wrazliwość myślę, że będzie ci się podobać.

  58. Zofia napisał(a):

    Głosie,
    trochę mylisz wszystko.
    Zbór, czyli społeczność parafialna u luteran wybiera sobie proboszcza, ale nie ze swego grona, ile z grona duchownych, którzy to tego stanowiska pretendują. Walne zgromadzenie parafian rozlicza proboszcza i rade parafialną i w hierarchii władzy jest nad radą i nad proboszczem.
    ***
    Na filmach amerykańskich na ogół nie wiadomo jaki akurat kościół protestancki jest przedstawiany, a możliwości jest dość dużo, od baptystów, adwentystów, zielonoświątkowców i innch protestanckich wspólnot religijnych z tzw. III nurtu protestantyzmu po tradycyjne konfesje ewangelickie: Kościół luteranski, metodystyczny i reformowany. Te wszystkie konfesje różnia się od siebie nie tylko w sprawach teologicznych, ale tradycji, rytów religijnych i obyczajów wspólnot wyznaniowych.
    Ja opisuje i znam ten najstarszy z Kościołów protestanckich – luterański (ewangelicko-augsburski) z którego wszystkie amerykańskie nurty protestantyzmu się wywodzą.
    Nie wiem o jakiej wspólnocie protestanckiej mówisz, więc nie potrafię się do Twojej wypowiedzi ustosunkować.
    ***
    Trudno mi dyskutować nad tym stwierdzeniem:
    „Antysemityzm w anglosaskich i niemieckich gminach luterańskich był powszechny. Pastor nie przeciwstawiał się poglądom NISKIM ogółu członków, lecz był ich wyrazicielem”.
    Nie wiem do jakiego okresu się to odnosi, poza tym luteranizm nie jest religia powszechną w Wielkiej Brytanii, tam religią dominującą jest anglikanizm, zaliczany do nurtów protestanckich.
    ***
    Ks dr Bonfoeffer rzeczywiście jest wyjątkiem, jego zaledwie 50 stron teologii napisanej we więzieniu w Tegel wywarły przeogromny wpływ na współczesną myśl religijną. nie tylko luteran.
    Po 1945 roku w Niemczech i poza nimi były znane p[rzede wszystkim inne nazwiska teologów-antyfaszystów, takie jak Niemoeller, Wurm, Dibelius, Lilje, a tylko wąskie grono znało Bonhoeffera, bojownika Kościoła, ekumenisty i autora słynnego „Nachfolge” („Naśladowanie”).
    Sytuacja ta zmieniała się z biegiem lat.
    Rozpatrując sytuację Kościoła ewangelickiego w Niemczech, trzeba pamiętać, że w 1935 roku Hitler powołał do życia ministerstwo ds Kościoła. Ministrem został Hans Kerrl, który wydał generalnemu superintendentowi Wilhelmowi Zoellnerowi polecenie, by ten „uspokoił” sytuację kościelną w myśł zasady „popieramy narodowosocjalistyczne ukierunkowanie się narodu na gruncie rasy, krwi i ziemi”.
    Dwa lata wcześniej, 20 lipca 1933 roku Hitler, jako kanclerz Rzeszy podpisuje konkordat z Watykanem.
    To spowodowało m. in., ze szeregi tzw. Kościoła Wyznającego do którego należał ks. Bonhoeffera (Bekennende Kirche) wyraźnie się zmniejszyły.
    2 grudnia 1935 roku ukazało się rozporządzenie ministra Kerrla dot. „wprowadzenia prawa zabezpieczającego Kościół Ewangelicki” w Niemczech. W świetle tego prawa, „było niedopuszczalne, by związki i grupy kościelne posiadała jakiekolwiek uprawnienia do zarządzania kościołem i sprawowania w nim władzy”. Tym sposobem seminaria prowadzone przez ks.dr Bonhoeffera stały się nielegalne, jak i cały tzw. Kościół Wyznający.
    Hitler dławił wręcz w zarodku wszelkie próby sprzeciwu w obrębie organizacji kościelnych. I tak Bonhoefferowi udawało się umykać Gestapo ze swoimi studentami. Pomagali mu w tym m.in. superintendenci okręgów kościelnych w Koszalinie i Sławnie (Block i Onnasch), co pozwoliło mu jeszcze w 1939 roku w leśniczówce pod Sławnem – w Sigurdshof prowadzić tajne zajęcia. Dopiero w marcu tego roku Gestapo opieczętowało dom w Sigurdshofie.
    Trzeba też pamiętać, że kiedy w 1936 r. Bonhoeffer wyjechał z cyklem wykładów do Danii i Szwecji i tamtejsza prasa dała szerokie o nich relacje – minister ds. kościelnych cofnął mu prawo wykładania na uniwersytetach a jego seminarium w podszczecińskich Zdrojach (Finkenwalde) w 1937 roku Gestapo zamknęło.
    ***
    Bonhoeffer informował świat o tym co dzieje się w Niemczech, ale świat mało reagował.
    Zobacz jak to wyglądało w skrócie:
    W 1936 roku był ze studentami swego seminarium, jak wspominam w Danii i Szwecji, w efekcie zakaz wykładów uniwersyteckich,
    1937 – po posiedzeniu londyńskim – Gestapo urządza mu rewizję w domu, zostaje aresztowany Niemoeller oraz kierownik seminarium duchownego H.Iwanda.
    1938 – wydalenie Bonhoeffera z Berlina, W samym tym roku w kręgu przyjaciół i rodziny rodzą się pierwsze plany zamachu na Hitlera. Natomiast mimo uniewinnienia Niemoeller idzie do obozu koncentracyjnego.
    w 1939 Bonhoeffer był ponownie w Londynie, potem w czerwcu przez miesiąc w USA Tego samego roku H. v. Dahnanyi (mąż siostry Banohoeffera, Christine) zostaje u gen. Cannarisa kierownikiem ds. specjalnych poruczeń Abwery.
    1940 – Bonhoeffer włącza się w spisek antyhitlerowski w łonie Abwery i wykonuje dla niej zadania. Gestapo natomiast wydaje mu zakaz przemówień i stały nakaz meldowania się w Sławnie na policji.
    1941 r – w marcu wyjeżdża do Szwajcarii, spotyka się m. in. z Barthem (teologiem niemieckim) i Visser’em Hooftem. W tym samym miesiącu otrzymuje zakaz druku i publikacji. We wrześniu jedzie po raz drugi do Szwajcarii by przekazać informacje na temat planowanego puczu. W pażdzierniku bierze udział w akcji ratowania Żydów (w porozumieniu z Abwerą).
    W maju tego roku aresztowano 23 niemieckich duchownych ewagelickich z Kościoła Wyznającego.
    1942 r. – na wiosnę dostaje ostrzeżenie przed kontrolą listów i rozmów trelefonicznych.W kwietniu jedzie z Helmuthem J. von Moltke do Norwegii, w maju odbywa kolejna podróż do Szwajcarii w sprawie przekazania informacji o puczu. W lipcu – wraz z Dohnanyim jedzie do Rzymu, WATYKANU i Wenecji. W październiku tego roku Gestapo aresztuje konsula Schmidhubera z monachijskiej komórki Abwery.
    1943 r – w styczniu Dpohnanyi jest w Smoleńsku w sprawie przygotowań do zamachu na Hitlera. 5 kwietnia Bonhoeffer oraz Dohnanyi i J. Mueller z żonami zostają aresztowani i osadzeni w więzieniu wojskowym w Tegel.
    1944 r. – w październiku Bonhoeffer zostaje przeniesiony do więzienia Gestapo.
    1945 r – 7 lutego – przewiezienie do obozu koncentracyjnego w Buhenwaldzie, 3 kwietnia odtransportowany do Regensburga.
    5 kwietnia – narada u Hitlera i decyzja o likwidacji grupy Cannarisa
    9 kwietnia Bonhoeffer zostaje powieszony we Flosenburgu wraz z gen. Cannarisem, Osterem i innymi. Dohnanyi ginie w Sachsenhausen. 23 kwietnia zamordowano brata Bonhoeffera -Klausa i Ruedgear Schleichera.
    30 kwietnia Hitler popełnia samobójstwo.
    ***
    Teraz już chyba możesz się zorientować „w jakim stopniu Bonhoeffer był chwalebnym wyjątkiem”. On i jego najbliższa rodzina poświecili życie, by żyć z godnie z tym, co Ty nazywasz „mitologią Chrystusa”. Zrobił wszystko, na co było go stać i jako duchownego i jako Niemca, by przeciwstawić się nazizmowi.
    Pewnie nie pamiętałeś, że jacyś Niemcy chcieli unicestwić Hitlera. Tak się składa, że w tym gronie był duchowny, teolog luterański ks. dr Dietrich Bonhoeffer.
    ***

  59. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Adam i Waldek w jednym stali domku.

    Lysiak Waldek.

    Zestawienie tych dwoch postaci, tak podobnych pod wzgledem publicystycznego temperamentu nie wytrzymuje konfrontacji kiedy porownamy ich zyciorysy. Tlumaczenia Lysiaka na temat jego postawy yi zachowania w okresie PRL sa metne, a niekiedy ocieraja sie o czysta smiesznosc . Wydaje sie, iz Lysiak jest typowym przykladu nurtu „bojownika”, ktory przystepuje do akcji, kiedy odwaga mocno staniala.

    Kiedy Michnik przystapil do rozliczen z realizmem PRL – niech bedzie,z e z pozycji „rewizjonistycznych” i walki o „socjalizm z ludzka twarza”- Lysiakowi ani to bylo w glowie. Nie musialo byc. Nikt nie musial byc aktywnym opozycjonista i absolutnie nie jest to powod, aby robic mu z tego wyrzuty. Sytuacja ulega jednak diametralnej zmianie, kiedy taki przyciszony obywatel PRL, ktorego potencjalna nienawisc do systemu wyrazala sie glownie poprzez wyzwiska pod jego adresem na imieninach cioci Toli, zabiera sie za podsumowywanie innych. Znam ten bol, bo przeciez chocby tutaj niejednokrotnie pytano mnie „A co ty wtedy robilas?”. Nie czuje sie zobowiazana do udzielania szczegolowej odpowiedzi, ale tez nie twierdze, ze mam jakies ogromne zaslugi, o ktorych „nie moge mowic”. Jasne jest, ze przy Michniku to jestem co najwyzej „przynieswyniespozamiataj” i tak zawsze okreslalam swoja role w opozycji. Moj spor z Michnikiem dotyczy okresu IIIRzeczpospolitej, naleze do rosnacego grona rozczarowanych i rozzalonych jego postawa, ale bynajmniej nie uwazam, ze wynika ona li tylko z „zydokomunowego” rodowodu jego rodzicow, czy obrzydliwej roli, jaka dla systemu spelnial jego brat.

    Inaczej do sprawy podchodzi Lysiak. Ten atakuje Michnika za caloksztalt, w dodatku przedstawiajac siebie samego jako nieomylny i zasluzony autorytet. Trudno w tym momencie nie zauwazyc blizniactwa postaw obu tych samozwanczych autorytetow, ale tez trudno nie przewazyc szali na rzecz Michnika. Kiedy rozpoczynal – i w niej konsekwentnie trwal – swoja walke z socjalizmem realnym w najsmielszych marzeniach ani on , ani w ogole nikt, nie byl w stanie przewidziec, ze jeszcze za jego przytomnosci system rozpadnie sie niczym domek z kart. Wybral zycie intelektualnego banity, wybral wiezienie, przesluchania, zatrzymania i regularne „kipisze” rewizji. Konkretnie: wybral intelektualna wolnosc.

    Oczytany, inteligentny i nieslychanie zdolny, majac bardzo latwy dostep do kariery w PRL co najmniej rownie blyskotliwej jak np. Passent, czy wlasnie Lysiak w y b r a l poniewierke. Tak mu kazaly zasady. Niekoniecznie musze sie z nimi zgadzac, aby uszanowac walke i poswiecenie, na jakie sie zdobyl broniac prawa do niezaleznosci mysli- i praktykujac ja.

    To prawda, ze bylo mu latwiej niz wielu innym z racji wewnetrznych, srodowiskowych powiazan z ludzmi wladzy. Nie wiem , czy nie ugialby sie i zamilkl, gdyby tak wyrzucono go z mieszkania w Alei Roz i znalazlby sie z rodzina na ulicy. Ale wiem, ze mial inny wybor: stypendiow na Zachodzie, dostatniego, eleganckiego zycia, kariery naukowej, publicystycznej, moze dyplomatycznej. Wybor, znowu dzieki w/w kontaktom srodowiskowym tak latwy, ze niemal naturalny. Partia by ozlocila, gdyby swoj talent oddal na jej uslugi!

    Za ten wybor zawsze bedzie mial moj bezbrzezny szacunek i podziw, zas ci, ktorzy go atakuja z pozycji takich, z jakich atakuje go Lysiak, w moich oczach beda wartymi co najwyzej pozalowania, intelektualnymi pajacami, bez wzgledu na to, ze gdzies tam, szczatkowo, maja „troche racji”. „Troche racji” utopionych w morzu inwektyw, obelg i manupulacji faktami, to duzo za malo, aby zasluzyc sobie na podziw i szacunek. Michnik IIIRzeczpospolitej stracil wiele w moich oczach wlasnie wtedy, kiedy zaczal stosowac takie praktyki.

    Kaska

  60. Katarzyna Makowska napisał(a):

    A ja sie ciagle zastanawiam, GDZIE i JAK 6letni (tyle lat mial Ratzinger w 1933r) katolik mogl wysluchiwac sie w ton protestanckich teologow.

    Po kiego grzyba Michnik wrzucil tak bezsensowna mysl?

    Kaska

  61. głos zwykły napisał(a):

    Zofio,

    Katolicy nie mają powodów to kompleksów wobec luteran.
    Wydaje się, że Kościół Katolicki nie był ani więcej ani mniej antysemicki, zacofany czy też postępowy, ani też propagujący inną obyczajowość niż kościoły protestanckie. Różnica w moim przekonaniu polegała na tym, że kościół protestancki był wiarą lepiej zorganizowanych i bogatszych społeczności. Różnice w rozwoju gospodarczym poszczególnych krajów Europy nie wiązały się z wyznaniem lecz czynnikami ekonomicznego rozwoju, jak handel morski i rozwój manufaktur, czy też oparcie się na rolnictwie i szukanie taniej siły roboczej w coraz bardziej zależnym i ciemnym chłopstwie.
    W czasie II wojny światowej lokalne kościoły katolickie zachowywały się różnie. W Polsce kościół katolicki był zarówno przeciwko nazizmowi jak i komunizmowi. Oczywiście interesująca jest postawa kościołów protestanckich w Niemczech (bowiem w filmach dokumentalnych jak dotąd widziałem tylko niemieckich księży katolickich popierających faszyzm). Zauważyć jednak należy, że nie mniej interesująca jest postawa kościołów protestanckich w Polsce w czasie II wojny światowej. Wzdłuż Wisły mamy tutaj pod Warszawą osadnictwo niemieckie i olenderskie, w kierunku Płocka zresztą biegnie granica zaboru pruskiego. Mieszczaństwo też było w dużym stopniu Niemieckie. Z moich rozmów z miejscowymi mieszkańcami wynika np. że w rejonie Pomiechówka pod Warszawą był Niemiecki obóz przejściowy i że do tego obozu trafiali też ludzie miejscowi, na których donosili niemieccy protestanccy współziomkowie. Podobnie też szeregi policji, były zasilane przez protestantów, niemieckiego pochodzenia, którzy bez ostrzeżenia bili ludność wiejską długimi prętami obciążonymi tzw. funtem. Przyznam się, że to jest nierozpoznany temat przez dziennikarzy i niewiele wiadomo na temat postawy ludowego kościoła protestanckiego w Polsce w czasie okupacji. Podkreślić chcę, że chodzi o kościoły gmin reprezentujących mniejszości narodowe. Podobnie na kresach wschodnich zbrodniczą działalność UPA wspierał kościół ukraiński, choć wiadomo o postawie Kardynała Szeptyckiego.
    Myślę, ze patrząc poprzez pryzmat postawy Kościoła katolickiego, uzasadnione było podkreślenie w omawianym artykule przez Adama Michnika, że na taką postawę nie zdobył się kościół luterański (choć z drugiej strony oczywistą rzeczą jest, że był to kościół reprezentujący niemiecką narodowość).
    Wiesz to jest tak jak ze wszystkim, po głębszej analizie okazuje się, że pewne rzeczy takie jak np. antysemityzm czy ksenofobia, czy też obskurantyzm obyczajowy, występowały w wszystkich kościołach Chrześcijańskich i jakby bezcelowe jest snucie dywagacji, który jest lepszy, a który gorszy. Wydaje mi się raczej, że abstrahując w ogóle od spraw reformacji, że to właśnie społeczności, które reprezentowały poszczególne kościoły, były lepiej zorganizowane lub gorzej zorganizowane.
    Zresztą w tym artykule A. Michnika znajduje się jeszcze jeden interesujący fragment, żeby mitygować pewne jadowite i różniące w odbiorze społecznym fragmenty nauczania kościoła (czytam sobie także bloga Agaty Passent i podzielam jej przekonanie, że czytanie Biblii z uwagi na jej meandryczność i eliptyczność, pochłania czasami zbyt wiele wysiłku w stosunku do intelektualnych korzyści z tej lektury). I dlatego zaznaczyłem się z tym wpisem o św. Szczepanie.
    Aby podkreślić, że przecież i Judaizm był i jest nietolerancyjny, (współcześni Ortodoksi żydowscy to wyjątkowo podłą nacjonalistyczną i nie demokratyczną popierają wizję Izraela).
    Chrześcijaństwo skąd bierze się zarówno wyznanie katolickie i protestanckie jest herezją żydowskiej religii, i z wielką gorliwością było przez religię żydowską zwalczane, oczywiście chodziło tutaj o konflikt w obrębie społeczeństwa żydowskiego, przecież wszyscy pierwsi męczennicy to żydzi. To wydaje mi się zabawne, że potem Europejczycy i Australijczycy i Amerykanie zaczęli gnębić na swoim terytorium żydów powołując się na to, że kamienowali w związku z sporami religijnymi swoich własnych współziomków.
    Może więc zamiast bić się koniecznie w katolickie piersi z punktu widzenia innych wyznań i religii lub też postawy ateisty, może lepiej zawsze porównywać co kto i kiedy i jak konkretnie się zachował. To może być nawet interesująca podstawa ekumenizmu.

  62. onet napisał(a):

    @ Katarzyna Makowska – Pani Katarzyno, na Pani miejscu poczekałbym jeszcze z ferowaniem wyroków na temat Lysiaka. Czyżby zapomniała Pani kto jest w Polscem mistrzem manipulacji ??? Wiem, że p. Czuchnowski to tylko marny uczeń, ale jednak…
    Zwykły rzut okiem do Wikipedii (hasło: Lysiak) przynosi pierwsze dowody na to, jak łatwo można kręcić czytelnikiem.

    Oto cytat:

    „W grudniu 2006 Wojciech Czuchnowski opublikował w Gazecie Wyborczej artykuł zatytułowany „Waldemar Łysiak, czyli baron Münchhausen IV RP”[1]. Czuchnowski zarzucił Łysiakowi że kreuje się na opozycjonistę podczas gdy w czasach PRL miał być według niego „dopieszczany” co przejawiało się tym, że książki Łysiaka były wówczas wydawane. W niektórych komentarzach[2]do artykułu kilka osób zwróciło uwagę, na to że ich zdaniem wybrane przez Czuchnowskiego cytaty zostały zmanipulowane. Na przykład Czuchnowski cytuje fragment z „Lepszego”, w którym Łysiak pisze że był „organizatorem strajku na Politechnice Warszawskiej” ale pomija dalszą część tekstu, z której wynika że ich zdaniem Łysiak mówi to ironicznie i marginalizuje swoją rolę w tych wydarzeniach („trzy moje więzienia były równie niepoważne jak moja kombatancka przeszłość”).”

  63. onet napisał(a):

    Panie Gospodarzu, ciekaw jestem, czy te wszystkie przekręty pierwszych lat transformacji, o których w swojej książce pisze p. Ziemkiewicz, nie miały miejsca ??? Czyżby on też kłamał. Jezus Maria !!! Komu w tym kraju można wierzyć ??? Ja sobie tak jednak myślę, że on (Ziemkiewicz) nie jest chyba tak nierozsądny, aby ryzykować szereg procesów ! No bo jak tak można bezkarnie wypisywać takie rzeczy o pp. Mazowieckim, Kulczyku, Kwaśniewskim, Sekule (te studolarówki), Podsiadle i innych.

  64. głos zwykły napisał(a):

    W Michnikowszczyźnie Rafał Ziemkiewicz wypisuje niepoważne bzdury i insynuacje jak np. „Jak to możliwe, jak dało się to zrobić, że powszechna opinia, tyleż bezkrytycznie, co z histeryczną wręcz zajadłością, przyjęła za pewnik, że człowiek głoszący tezy nader wątpliwe i publicysta zaprzeczający sobie w co drugim zdaniu, jest wielkością? I to tak niekwestionowaną, [...]Zapewniam Państwa, że na mój stosunek do Adama Michnika, Urbana III Rzeczpospolitej etc.”,
    Opisuje też swoje pobożne życzenia:
    „Tak, Adam Michnik poniósł klęskę. Praktycznie na wszystkich możliwych polach. Po pierwsze, jako polityczny demiurg [...]Poniósł też klęski bardziej dotkliwe. Jako autorytet moralny[...]Wreszcie – poniósł klęskę jako intelektualista. I osobiście sądzę, że to może być dla niego najbardziej bolesne.To jest przykre nawet dla kogoś, kto, tak jak ja, nigdy nie pałał do Michnika sympatią[...] Zamiast spójnej myśli, Michnik, jako autor esejów i książek, pozostawia po sobie tylko pokrętny styl – styl wyróżniający się wielką zręcznością w gmatwaniu spraw prostych, w błyskotliwym prowadzeniu Czytelnika do wniosków całkowicie nielogicznych i stwarzaniu wrażenia, że wnioski te zostały w trakcie wywodu udowodnione – wrażenia, któremu ulec może tylko ten, który na wstępie lektury odżegna się od krytycyzmu i, jak to się dzieje podczas czytania beletrystyki, „zawiesi swą niewiarę”.
    A także demonizuje Adama Michnika
    „Przecież ten człowiek zmarnował nam piętnaście lat niepodległości! Współkształtował to kulawe państwo, z którego dziś, gdy piszę te słowa, dziesiątki tysięcy młodych, pracowitych, przedsiębiorczych i nierzadko dobrze wykształconych obywateli wieją na potęgę drzwiami i oknami do Anglii, do Irlandii, gdziekolwiek, byle dalej, w poszukiwaniu normalnego życia.”

  65. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Glosie, rzeczywiscie, proba konfrontowania postaw katolickich vs protestanckich w nazistowskich Niemczech – w aspekcie hitlerowskiej polityki wobec Zydow – jest bez sensu: chrzescijanstwo tego czasu bylo antyzydowskie bez wzgledu na wyznanie i mialo dlugie teologiczne dziedzictwo w tym zakresie.

    Zwaz jednak, ze Zofia adresowala konkretna wypowiedz, sformulowana tak, jakoby tylko protestanci udzielili poparcia nazizmowi.
    Nazizm byl zjawiskiem obejmujacym o wiele szerszy obszar niz tylko stosunek do Zydow, choc wyrosl m.in. na antyzydowskich uprzedzeniach i dogmatach, gloszonych – w mniejszym lub wiekszym nasileniu – przez wszystkie koscioly chrzescijanskie.

    Co, oczywiscie, nie zmienia faktu, ze ja nadal nie wiem gdzie maly Ratzinger mogl sie nasluchac tego protestanckiego tonu, na ktory sie powoluje Michnik ( w dodatku, najwyrazniej niezbyt zorientowany w roznorodnosci wspolczesnego chrzescijanstwa).

    Kaska

  66. Zofia napisał(a):

    Głosie,
    w dyskusji mylisz straszliwie pojęcia, i chyba nie do końca zrozumiałeś artykuł Michnika.
    Po pierwsze o jakich Ty kompleksach katolików wobec luteran mówisz?
    Mylisz dokładnie doktryny poszczególnych konfesji religijnych ze społecznościami religijnymi, które te doktryny uznają za swoje.
    Obyczajowość danej społeczności religijnej to zupełnie co innego niż zasady etyczne.
    Zasady etyczne Marcin Luter wyłożył już w XVI wieku w Małym i Dużym Katechizmie.
    ***
    Teraz sprawa stosunku Lutra do Żydów i jak to zostało cynicznie wykorzystane przez nazistów. Żeby nie było nieporozumień.
    Luter w stosunku do Żydów zachowywał się tak, jak wszyscy niemieccy mieszczanie w tym czasie, czyli ich nie lubił. Antysemityzm kwitł w tym czasie a Żydzi wtedy , tj w XVI wieku, byli niepożądaną konkurencją na rynku. W niczym się w tym stosunku do Żydów nie wyróżniał od katolików.
    Mieli identyczny stosunek – negatywny.
    Najpierw Luter podkreślał, iż Jezus należał do żydowskiego „narodu wybranego” (w piśmie Dass Jesus ein Geborner Jude sei (Jezus był z urodzenia Żydem) 1523) i głosił, że odrzucanie Żydów przez chrześcijan i zamykanie ich gettach uniemożliwia ich „poprawę”, czyli nawrócenie się na „prawdziwą wiarę” chrześcijańską. Wyrażał też nadzieję, że Reformacja ułatwi ten proces nawracania.
    Żydzi nie zamierzali jednak dzielić jego nadziei, Luter stał się więc wrogiem.
    W pismach: Brief wider die Sabbather an einen guten Freund (Pismo przeciwko Sabatyjczykom do dobrego przyjaciela) (1538), Von den jüden und iren lügen (O Żydach i ich kłamstwach) (1543), Vom Schem Hamphoras und vom Geschlechte Christi (O Szemie Hamforasie i o rodzie Chrystusa) (1544) Luter wyraża się o Żydach wręcz agresywnie i wzywał do ich napiętnowania i dyskryminacji; proponował między innymi, aby palić żydowskie szkoły i synagogi oraz burzyć ich domy „dla chwały Boga”. Książęta niemieccy, do których kierował swoje apele okazali się jednak rozsądni (nie chcieli tracić poddanych i podatników) i żaden z nich nie uległ namowom Lutra.
    Te średniowieczne poglądy reformatora z Wittembergii
    cynicznie wykorzystali naziści jako uzasadnienie zbrodni przeciwko narodowi żydowskiemu. Tacy ideolodzy nazizmu, jak Alfred Rosenberg i Julius Streicher cytowali właśnie Lutra.
    Nikt o tym nie zapomina wśród współczesnych luteran.
    Tym bardziej wyraźnie widać heroizm Bonhoeffera i innych antyhitlerowskich duchownych ewangelickich z Kościoła Wyznającego w czasie nazizmu w Niemczech.
    ***
    Jeśli chodzi o czasy rodzenia się kapitalizmu, to szczerze polecam lekturę Maxa Webera i jego „Etykę protestancka a duch kapitalizmu”.
    ***
    Natomiast, jeśli chodzi o czasy nazizmu w Niemczech w odniesieniu do Polski i protestantyzmu, to polecam książkę niemieckiego historyka i teologa, Bernda Krebsa „Państwo, Naród, Kościół. Biskup Juliusz Bursche a spory o protestantyzm w Polsce w latach 1917 – 1939″, wydaną najpierw w Niemczech w 1993 r, a potem w Polsce przez polskie wydawnictwo ewangelickie Augustana w 1998 roku.
    Można w niej przeczytać, np., że większość Kościoła Ewangelickiego-Augsburskiego w II RP w czasie nazizmu była apolityczna i lojalna, ale liczba hołdujących ideom nacjonalistycznym Hitlera w nim narastała.
    Politykę prohitlerowską, najpierw skrycie, potem jawnie, prowadzili duchowni jak i świeckie władze parafii ewangelickich, przede wszystkim w łódzkim okręgu kościelnym.
    Juliusz Bursche, biskup Kościoła Ewangelicko-Augsburgskiego w II RP, próbował, przez szybkie i sprawne dokończenie prac nad nowymi regulacjami prawnymi (tzw. Zasadnicze Prawo Wewnętrzne) ograniczyć wpływ tendencji nacjonalistycznych w Kościele.
    Gdy Niemcy przygotowywali plan agresji na Polskę, bp. Bursche został wpisany na listę proskrypcyjną. Po wkroczeniu wojsk hitlerowskich we wrześniu 1939 roku, Gestapo aresztowało biskupa i jego najbliższych współpracowników (w pażdzierniku w Lublinie). Po wielotygodniowych przesłuchaniach został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen Zmarł prawdopodobnie w lutym 1942 r. jako świadek wiary i polski patriota. Gestapo nie wydało rodzinie zwłok, lecz tylko w marcu 1942 r. powiadomiło rodzinę że biskup zmarł 20 lutego w szpitalu policyjnym w Berlinie.Ostatnie listy rodzina dostała 1 i 15 lutego z obozu koncentracyjnego.
    ***
    W omawianej książce, jest także też dokładny opis sytuacji w okręgu poznańskim. Ale zbyt skomplikowanej, by móc w skrócie tu przedstawić. Polecam jednak lekturę.
    Ta monumentalna praca niczego nie ukrywa.
    Za podstawę do polskiego wydania posłużyła wcześniejsza wersja niemiecka, która została skorygowana, przeredagowana i uzupełniona wynikami najnowszych badań.
    Podstawą jej jest dysertacja doktorska Autora, która została przyjęta w 1991 r. w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie, potem wydana w Niemczech a następnie w Polsce. Przy jej napisaniu uczestniczyli także polscy naukowcy.
    ***
    Głosie,
    Twój ostatni postulat jest w tej książce spełniony, porównywać to już musisz sam.

  67. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Onet, pragne cie zapewnic, iz moje stanowisko wobec Lysiaka nie ma nic wspolnego z artykulem Czuchnowskiego. Wypracowalam je na lekturach Lysiaka, a takze obserwujac postawy jego zarliwych, a zupelnie bezkrytycznych wielbicieli. Istotna tu jest owa bezkrytycznosc, bo znam rowniez fascynatow tworczoscia Lysiaka i na krytyke otwartych, i potrafiacych przyznac jej racje (zagladalam kiedys na forum pod nazwa „Lysiakomania”.

    O zaslugi opozycyjne Lysiaka nie bede sie spierac – jest dla mnie oczywiste, ze polowa najzdolniejszych pior „michnikowszczyzny” ma o o niebo wieksze.
    Kaska

    Kaska

  68. Mawar napisał(a):

    głosie zwykły

    Wybranie paru kawałków i zacytowanie ich z mistyczną zgrozą (no niesłychane, ktoś krytykuje Michnika, jak śmie), za to bez jakiejkolwiek próby argumentacji, jest właśnie ową michnikowszczyzną, o której pisał Ziemkiewicz, że przeorała inteligenckie umysły czyniąc straszliwe spostoszenie w głowach. Ale chyba już czas się otrząsnąć. Ja to przezornie zrobiłem 16 lat temu. :) A ty, kiedy masz w planach?

    PS
    W „Michnikowszyźnie” jest kapitalne spostrzeżenie: Kto trochę wierzył Gazecie Wyborczej głosował na Unię Wolności, kto wierzył więcej – na SLD.

  69. głos zwykły napisał(a):

    Zofio,
    No, właśnie mówię, że Katolicy nie mają żadnych kompleksów wobec luteranów i kropka. Chyba widujesz katolickich proboszczy? To po twarzy widać, że goście nie mają kompleksów, nie nie?
    Na pewno informacje o Kościele Ewangelicko-Augsburskiego dla mnie i dla innych blogowiczów okażą się przydatne, wiesz 80 tysięczny kościół w Polsce nie jest na tyle duży, aby mieć okazję kogoś znaleźć, kto do niego należy i czegoś dowiedzieć się o tym wyznaniu.

  70. Mawar napisał(a):

    Ja nie przeczytałem żadnej książki W. Łysiaka, okazyjnie tylko parę felietonów w GP, i mam do niego stosunek – w moim mniemaniu – zdrowy. Nie wynoszę go na piedestał, nie potępiam, ani tez nie usiłowałbym go przemilczeć, jak do tej pory robiła to Gazeta Wyborcza. Wcale mi nie przeszkadza, że nie ma on opozycyjnej przeszłości. No przeciez to niezbyt mądre, aby od każdego wymagać martyrologii. Ważne jak się zachowywał za komuny, jeśli wydawał komercję to ok. każdy z czegoś żył. Nie popierał słowem i czynem bolszewickiej junty, nie był gorliwy, nie denuncjował, nie byl TW. A że dziś doszukuje się mikrosladów opozycyjności w swym życiorysie? Cóz, niektórzy kupują herbarze i poszukuja szlacheckich przodków. Nieszkodliwe dziwactwo, ale trochę wzruszające.

  71. głos zwykły napisał(a):

    Mawar,
    Czy ty na prawdę wierzysz, że Adam Michnik mógł mieć potencjalnie nawet taki wpływ na politykę gospodarczą, jaką mu przypisuje Rafał Ziemkiewicz? Co go łączy z Panem Kruze, Guzowatym, Kulczykiem, Karkosikiem, Niemczyckim?
    Jeśli u początku transformacji ma się jakiś dochód miesięczny rzędu 10 USD na głowę, to trudno przejść w jej wyniku od razu do 2000 USD. Logiczne, prawda? Gdzieś tam musi być najpierw 300 USD, a później 600 etc. I tak do góry.
    Wydaje mi się, że krytycy Adama Michnika, chcieliby przekroczenia niemożliwości. W Rosji zawsze funkcjonowało takie powiedzenie, że wyżej własnego ch…ja nie przeskoczysz. To dotyczy także ciebie i Ziemkiewicza, ale pogadać oczywiście zawsze można….

  72. głos zwykły napisał(a):

    Mawar,
    Ja do Waldemara Łysiaka też mam zdrowy stosunek, bo go nie czytałem. Po prostu nie przepadam za powieściami sensacyjnymi rodzimych autorów. Nawet jeśli za temat mają transformację polskiej gospodarki.

  73. soulgarden napisał(a):

    głos,
    Nie denerwój się i nie pałaj jadem do kobiet.Czy uważasz mnie już za zwolennika spiskowej teorii dziejów,czy zmieniłeś zdanie pod wpływem mojej wypowiedzi? Zupełnie nie zaineresowało cię co napisałem? Jak twój trzeźwy umysł odniesie się do tej koncepcji?Nie przyznasz mi wyważenia w poglądach?Nawet jeśli byłby to głos osoby pełnej kompleksów,tym bardziej należy się reakcja.

    Mawar,
    Można wybrać parę kawałków i zacytować z mistyczną zgrozą,bez argumentów.Ale po co się to robi?Po to by pokazać na czym polega michnikowszczyzna używa się „jej metody”?Uważasz głos za osobę która w ten sposób to zademonstrowała?Ale po co?Moim zdaniem takie zapętlenie byłoby wskazywaniem też na swoje hiperwyrafinowanie.Czy to nie świadczy o wielkim zaangażowaniu?

    Zajżę wieczorem.

  74. Torlin napisał(a):

    Głosie!
    Nie odzywałem się, bo Kaśka napisała dokładnie to samo, co ja chciałem. Ale po Twoim ostatnim wpisie nie wytrzymałem.
    Łysiak nie jest żadnym autorem powieści sensacyjnych, to jest niesłychane uproszczenie jego twórczości. Dwie najważniejsze – moim zdaniem – książki tego autora, to są: „Francuska ścieżka” i „Wyspy zaczarowane”, eseje po podróżach po Włoszech i Francji, a że na skrzydełkach książek podane są informacje, że autor jest architektem i historykiem sztuki, to książki te są pełne odniesień do kultury, zabytków, rzeźb. Te książki to są cudowne eseje, pełne odniesień do kultury i sztuki, boję się narazić na śmieszność, ale one mnie „uwznioślają”.
    Po drugie Łysiak był najlepszym w Polsce specjalistą od Napoleona, te książki są znakomite i nie są powieściami kryminalnymi: „Empirowy pasjans”, „Szuańska ballada”, ” Cesarski poker”, „Szachista”.
    A może go pomyliłeś z synem, Tomaszem Łysiakiem?

  75. Paweł Luboński napisał(a):

    Oj, czuję, że będę musiał przeczytać tę „Michnikowszczyznę”. Ale zanim to uczynię, mała refleksja oparta nie na książce Ziemkiewicza, lecz na licznych głosach atakujących lub potępiających Michnika. Panowie prawica, wyście z niego uczynili geniusza! W waszym przekonaniu geniusza zła, ale jednak geniusza. Bo trzeba uznać za geniusza człowieka, który dysponując tylko jednym dziennikiem oraz własnym piórem publicystycznym wywarł tak przemożny wpływ na całe społeczeństwo, a zwłaszcza na inteligencję, a więc warstwę najbardziej niezależnie i krytycznie myślącą. Do tego stopnia, że – jak pisze Mawar – „do tej pory Michnik rozstrzygał kto i w jakiej sprawie ma moralne prawo odzywać się publicznie”.
    Ludzie, trochę logiki, umiaru i zdrowego rozsądku! A jak odzywał się publicznie ktoś, kto nie miał moralnego prawa, to co wtedy Michnik robił? Wsadzał go do więzienia? Konfiskował nakład książki czy czasopisma? A może – o zgrozo – polemizował z nim w „Wyborczej”?
    Miałem kiedyś znajomego, o ile pamiętam – z kręgów ZChN, który mówiąc o ówczesnej Unii Demokratycznej, nie określał jej inaczej, jak z przekąsem: „ci, co wszystko wiedzą najlepiej”. Nie zdawał sobie sprawy, biedaczek, że nie tyle szydzi z przeciwnika politycznego, co daje świadectwo własnym kompleksom. Zdaje się, że z Michnikiem to ten sam syndrom.

  76. Paweł Luboński napisał(a):

    A co do Łysiaka, to zgadzam się z Torlinem. Cala ta obrona Łysiaka po artykule Wyborczej jest śmieszna. Jako autor poczytnych powieści i prac z dziedziny historii sztuki Łysiak obroni się sam. Jako publicysta polityczny jest niestety nie do obrony.

  77. Zofia napisał(a):

    Glosie,
    wystarczyło wrzucić w google „luteranie” i dostałbyś serwis informacyjny po polsku i po angielsku.
    Są też strony internetowe polskich luteran, ich wydawnictw, stowarzyszeń, diecezji, parafii, co za problem?
    ***
    Owszem, znam kilkoro rzymskokatolickich duchownych, od wiejskiego proboszcza, misjonarza, po biskupa i naukowca. Z niektórymi łączą mnie nawet więzy przyjaźni.
    Jedynie biskupa, metropolitę koszalińskiego już nie ma, pokonał go rak. To był wspaniały i inteligentny człowiek. Rozumiał istotę ekumenizmu, był też skromnym, otwartym, bezpośrednim i pełnym ciepła człowiekiem, mimo cierpienia. Nie spotkałem podobnej postaci w gronie rzymskokatolickiego kleru. Rozmowa z nim była samą przyjemnością.

  78. głos zwykły napisał(a):

    Zofio,
    Rozumiem, że nie lubisz lizusów, którzy ci schlebiają na każdym kroku, ale muszę powiedzieć, że skorzystanie z dobrego przewodnika to wygodna droga poznania tematu. Oczywiście jeszcze wczoraj wieczorem przeczytałem ogólne hasło i luteranach w Wikipedii, oraz trafiłem na stronę kościoła w Polsce.

  79. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Goraco polecam:

    http://www.batory.org.pl/.....polska.pdf

    ( jestem w trakcie czytania)

    Kaska

  80. głos zwykły napisał(a):

    Torlinie,
    Jak już napisałem nie mam pojęcia o czym pisze Łysiak, trafiłem za to na jego stronę internetową, która zawiera treści dalekie od sztuki, głównie o spisku przeciwko Polsce i morderstwie osób odkrywających ten spisek.

  81. głos zwykły napisał(a):

    Soulgarden
    Nie wiem może i zasługujesz na odpowiedź, ale ja w zasadzie nie bardzo rozumiem o czym piszesz. Może inni blogowicze okażą się bardzie inteligentnymi interlokutorami dla ciebie niż ja.

  82. Torlin napisał(a):

    Głosie!
    Jeżeli lubisz taki rodzaj twórczości jak esej i lubisz Historię, Kulturę i Sztukę (wszystko z dużej litery), to zajrzyj do którejś z tych dwóch. Moim zdaniem się nie zestarzały.

  83. Bekas napisał(a):

    Chciałem tylko nieśmiało zauważyć z kwestii Łysiaka, że artykuł w GW na jego temat W OGÓLE nie odnosi się do tego, co Łysiak pisze w swoich książkach o ostatnich parunastu latach. To jest atak na jego osobę wg sprawdzonych wzorców: oczernić, ośmieszyć, zdyskredytować. Wtedy nikt już pytać nie śmie, czy to co pisze jest prawdą czy nie. I o to chodzi.
    Dziwi mnie Pawle, że akurat Ty wystawiasz tu opinię że Łysiak jako publicysta do obrony się nie nadaje. Dziwi, bo dopiero co pisałeś:
    „Abyśmy umieli dyskutować choćby najostrzej, ale bez argumentów ad personam, bez poniżania przeciwnika, bez złośliwych epitetów, bez łapania za słowa.”,
    a artykuł w GW to przecież klasyka ataku ad personam. Powtarzam. Czuchnowski pan w ogóle do treści książek Łysiaka się nie odnosi.
    Ja to rozumiem. Jego zadaniem jest oczernienie Łysiaka, a nie dyskutowanie czy polemizowanie. Ciebie jednak, Pawle, skoroś już taki tu apel wystosował, proszę o jakieś konkrety, co to dowiodą, że Łysiak racji nie ma W TYM CO PISZE W KSIĄŻKACH omawianych.
    Do tej pory jeszcze nikt w GW żadnego z jego argumentów nie obalił. Więcej: nawet nie próbował! Więc pozwól, że ja w oczekiwaniu na te kontargumenty, pozwolę sobie mieć opinię o Łysiaku zgoła odmienną.
    Na zakończenie zwracam też Twoją (i nie tylko) uwagę na to, by tak łatwo GW nie wierzyć w cokolwiek. To jest gazeta, która do tej pory (do artykułu Czuchnowskiego) w ogóle Łysiaka nie zuważała i FAŁSZOWAŁA ZESTAWIENIA BESTSELLERÓW. Dopiero Czuchnowski napisał w GW, że książki Łysiaka zajmowały pierwsze miejsca. Wcześniej tego w GW nie wiedzieli. A to chyba nie powala uznawać GW za wszystko wiedzącą i nieomylną?

  84. Paweł Luboński napisał(a):

    Bekasie,
    Nie wiem, czy zauważyłeś, że w swoim wpisie w ogóle nie odnosiłem się do artykułu Czuchnowskiego, więc nie wiem, czemu ma służyć postulat nieulegania „Gazecie Wyborczej”. Na marginesie – Czuchnowski rzeczywiście nie atakuje twórczości Łysiaka ani jego poglądów, a jedynie szydzi z jego rzekomych prób dorabiania sobie bohaterskiego życiorysu. W jakim stopniu trafnie – nie potrafię odpowiedzieć, więc nie zabieram w tej sprawie głosu. Nie uważasz chyba jednak, że drwiąc z czyichś śmieszności trzeba się koniecznie ustosunkować do jego pełnego dorobku życiowego?
    Co zaś do publicystyki Łysiaka… Posłużę się przykładem z odmiennej dziedziny. Istnieje w USA (albo istniało do niedawna) stowarzyszenie ludzi uważających, że Ziemia jest płaska, a doniesienia o podróżach kosmicznych to mistyfikacja. Czy miałbyś za złe zawodowemu astronomowi, że stuka palcem w czoło, zamiast podjąć rzeczową polemikę?
    Otóż taki mniej więcej jest mój stosunek do Łysiaka, więc nie żądaj, proszę, abym analizował jego teksty i rzeczowo uzasadniał, dlaczego się z nimi nie zgadzam.
    Osobiście nie lubię szermowania zwrotem „chory z nienawiści”, ale jeśli do którejś z postaci życia publicznego epitet ten pasuje, to Łysiak jest jednym z pierwszych kandydatów. Moim zdaniem jest to człowiek zasługujący na pobłażliwe wzruszenie ramionami, a może nawet na współczucie, ale nie na dyskusję. Zgodnie z tym, co pisałem, dostrzegam w nim człowieka, jak mi się zdaje – nieszczęśliwego człowieka, ale nie dostrzegam poważnego publicysty.

  85. Torlin napisał(a):

    Ależ Bekasie, cała dyskusja w ogóle nie odnosi się do tego, co Ty sugerujesz. I artykuł w GW również. Znowu ustawiasz sobie przeciwników. Nic nie piszemy (i GW również) i nie odnosimy się do treści książek Łysiaka po 1989 roku, nie piszemy, czy to jest prawda, czy nie. Nikt nie miał zamiaru polemizować z nim, czy oczerniać jego pisarstwa (w tym artykule!).
    Keszcze raz Ci powtórzę, jak nie zrozumiałeś. Artykuł i mój wpis odnosi się do „kombatanckiej” przeszłości Łysiaka, jego walce z komuną w latach 70. i 80., protestowaniu w stanie wojennym, oszukiwaniu cenzury (tak jak z katyniem). I tylko o tym mówimy. On jest po prostu śmieszny. Świetnie napisała o tym Kaśka
    http://kuczyn.com/2006/12.....ment-12611
    przeczytaj sobie.
    A o treści książek dotyczące Michnika możemy mieć swoje zdanie. To nie ma nic wspólnego z tematem dyskusji.

  86. T-800 napisał(a):

    Dzisiaj w „Rz” antysemickie zdjęcie!
    http://www.rzeczpospolita....._5-4.F.jpg

    Takiej fotki nie powstydziłby się nawet „Der Sturmer”. Oto co się stało, odkąd PiS przejął „Rz”. Tylko faszyzm i antysemityzm w „opiniotwórczej” gazecie teraz!

    Wyrazy współczucia.

  87. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Bekasie, przeczytaj sobie „Filidora dzieckiem podszytego” ( „Ferdydurke” Gombrowicza). Tam, spierajacy sie profesorowie Syntezy i Analizy tez nie klamali!;)

    „Doktor i mistrz Analizy rzekl:
    - Kluski!
    Syntetolog odpowiedzial:
    -Klusek!
    Antyfilidor zaryczal:
    -Kluski, kluski, kombinacja maki, jaj i wody!
    Filidor zas odparowal momentalnie:
    - Klusek, czyli wyzsza istota Kluska, sam najwyzszy Klusek!”

    ….milej lektury, caly rozdzial jest pyszny, a, jako ilustracja tego o czym tu mowimy, wart przypomnienia.

    Kaska

  88. Bekas napisał(a):

    Torlinie.
    A chodzi właśnie o treści ksiażek Łysiaka po 1989 roku. I o to, co Michnik zrobił po tym roku.
    Może Wam popisać parę „śmiesznych” argumentów z książek Łysiaka? Ja popiszę, a Wy odeprzecie je………..oj! rozmarzyłem się!
    Przecież dla Was Łysiak, to jest: dla Ciebie, Kasi i Pawła, jest tylko śmieszny i na żadną dyskusję nie zasługuje.
    Ciekawe tylko czemu Michnik, łapany na kłamstwach, zasługuje? Choć znów nie wiem, po co pytam. Odpowiedź mam. Te kłamstwa są „małe”, mało ich, a w ogóle to nie są kłamstwa. I rzuca je śmieszny człowiek, wariat… Z takimi ludźmi się nie dyskutuje… Ziemia płaska??? Cha, cha! Okrągły stół – zmowa??? Cha, cha, cha! Puknij się pan w czoło!

  89. Bekas napisał(a):

    Kasiu
    Nic ta kluska do rzeczy tu nie ma. Najpierw zapoznaj się z książkami Łysiaka, a potem wal:
    „Bohater podziemia” napisał to, a jest naprawdę (było) to.
    Dla zobrazowania przykład z Salonu2, części I.:
    Sprawa podniesienia akcyzy na benzynę:
    „Kaczyści” zostali zaatakowani, że akcyzę chcą podnieść i przez to ludzie stracą. Jak się okazało, że jednak akcyza nie została podniesiona, to rozpoczęły się krzyki, że budżet na tym straci!
    Fajno!
    Teraz mam pytanie: było tak czy nie? Ja – bez szukania – stosownych linków – twierdzę z pamięci że tak właśnie było. Co powiesz Ty?

  90. Bekas napisał(a):

    Pawle.
    Odpowiedź masz „u Torlina”.
    Tu tylko dodam, że stosujesz taktykę salonową: to wariat! Nie ma co z nim dyskutować. Są ludzie, którzy (tu wstawiasz jakieś idioctwo). (Teraz zadajesz dramatyczne pytanie) I co? Mam z nimi dyskutować??? (Robisz przerwę dramatyczną i przechodzisz do ataku) No właśnie! Żadnych dyskusji! Nie warto nawet! I ten (tu wstawiasz wroga) jest taki sam, jak ci od (znów rzuczasz to idioctwo). I pozamiatane.
    Sposób fajowy. Tyle że ma się nijak do treści. Znów atak na osobę, nie na to co pisze.
    Co mają wyznawcy płaskości ziemi z Łysiakiem, Pawle???
    Tu masz klasyczny przykład tego, co sam zastosowałeś:
    http://pawelwronski.salon.....index.html

  91. Mawar napisał(a):

    głos
    „To dotyczy także ciebie i Ziemkiewicza, ale pogadać oczywiście zawsze można…”

    Zgódźmy się, że dotyczy to każdego, a można to wyrazić bardziej elegancko – „każdy jest na swoją miarę”.

  92. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Bekasie, Lysiak jest dla mnie przede wszystkim przewidywalny do bolu, a wiec … nudny. Opinie na temat tego co on nazywa Salonem wyrobilam sobie calkowicie sama, bez pomocy Lysiaka, a jak wiesz – do entuzjastow tego „eleganckiego towarzystwa” nie naleze.

    Poza tym, znacznie bardziej mi odpowiada gatunek polemiki z „salonem” praktykowany przez Trznadla czy Wierzbickiego niz Lysiaka. Tak juz mam i nic nie wskazuje na to, abym po 50tce miala zmieniac gusta.

    Dlaczego Michnik, ewentualnie na dyskusje „zasluguje”?
    Ano dlatego, ze od WIELU LAT ma ogromny wplyw na caloksztalt zycia spoleczno-politycznego w Polsce. Sposob, w jaki sie mozliwosci takiego wplywu dorobil budzi zrozumialy i pelen podziwu szacunek, natomiast sposob jak z go wykorzystuje – ogromne kontrowersje. Czym innym jest, jednak kontrowersja, a czym innym potepianie w czambul, siegajacym cieni przodkow. Mam nadzieje, ze to rozumiesz.

    Na tym koncze swoj udzial w dyskusji o Lysiaku.

    Kaska

  93. Torlin napisał(a):

    Bekasie!
    Ciągle wracasz do „po 1989″, bo Ci jest tak wygodniej. Załóżmy, że jest rok 1988. Co powiesz na temat działalności konspiratora Łysiaka? A co powiesz na temat konspiratora Michnika?
    I na ten temat rozmawiamy.

  94. Blizna napisał(a):

    O koalicji PiSu z Samoobrona – permanentne oburzenie, zgorszenie i protesty obludnikow…

    tak… gdy nowa ELYTA dogadywala sie z KOMUNA przy OKRĄGŁYM stole.. czyli, z tym NAJWIEKSZYM wtedy wg. nich ZŁEM… to bylo oki.. i..

    i wszyscy z PO czy LSD zaakceptowali ten uklad OKRĄGŁOSTOŁOWY… jako „mniejsze zlo”.. jako KONIECZNOSC dziejowa… jako NAJLEPSZE wyjscie dla kraju…

    zas gdy PIS… chcac realizowac swoj program… i nie majac INNEGO wyjscia… MUSI ponownie wejsc w koalicje tez z „mniejszym zlem”, czyli Lepperem…

    ale ZŁEM bez porownania duzo MNIEJSZYM… niz tamto OKRĄGŁOSTOŁOWE niewyobrazalne ZŁO komunistyczne, SBeckie ZŁO… to w podobnej sytuacji…

    to w podobnej sytuacji… beda te obludne swietoszki, ci wstretni obludnicy i hipokryci… jak zwykle… wyć, rwać włosy z łbów.. histeryzować, cudować… strojac malpie miny…

    A ja uwazam, ze nawet z DIABŁEM nalezy zawrzec pakt… byleby tylko niedopuscic ponownie tego układu polityczno-medialno-mafijnego do wladzy… i miec czas by naprawiac kraj… i…

    i by moc dodatkowo ujawnic prawde o tym ukladzie SBeckim… o tej lewackiej… zdradzieckiej, klamliwej, tej bez zasad podlej łże-elycie…

    prawde o tej karykaturalnej stugłowej hydrze ktora opanowala wszystkie wazne dla kraju dziedziny i struktury panstwa… destebilizujac na kazdym kroku kraj…

  95. Paweł Luboński napisał(a):

    Niestety, Bekasie, są na tym świecie ludzie, z którymi dyskusję uważam za bezcelową stratę czasu, gdyż ich poglądy i oceny są absurdalne i całkowicie oderwane od rzeczywistości. Każdy takich ludzi potrafi wskazać, Ty z pewnością też, chociaż oczywiście dla każdego będzie to ktoś inny. Jest wiele różnych poglądów i stanowisk zasługujących na szacunek i poważne rozważenie, ale przecież nie wszystkie są takie, z tym się chyba zgodzisz?
    A poza tym, złośliwie się zapytam: czy wyobrażasz sobie Łysiaka rzeczowo i z szacunkiem dla adwersarza polemizującego z Michnikiem albo z kimś o podobnych poglądach, choćby ze mną? Nie, prawda? To dlaczego, do jasnej Anielki (przepraszam, Jasna Anielko) żądasz tego ode mnie?
    Stowarzyszenie Płaskiej Ziemi podałem jako przykład, że nie z każdym warto poważnie dyskutować. NIe chciałem, broń Boże, sugerować, że Waldemar Łysiak odrzuca system kopernikański.

  96. Paweł Luboński napisał(a):

    O, Bekasie, tu masz świeżutki przykład Blizny, któremu sięchyba blogi pomyliły.

  97. Bekas napisał(a):

    Torlinie.
    Nie „tak mi jest wygodnie”, tylko jest to meritum sprawy. Chodzi wszak o to, co Michnik zrobił po Okrągłym Stole, po wyborach, po nastaniu „naszej młodej demokracji”, a nie przed. I dobrze o tym wiesz.
    Łysiak twierdzi, że zostaliśmy oszukani. I podaje przykłady na swoje twierdzenie. Można się z tym zgadzać, nie zgadzać, ale chyba trzebaby też coś przeciwstawić oprócz swoich prywatnych opinii na temat jego osoby.
    Ja nie byłem w opozycji, nie strajkowałem, nie drukowałem gazet podziemnych, ale czy to blokuje mi możliwość wypowiadania się na temat OBECNEJ działalnośći Michnika i Spółki?
    Mogę chyba pytać (po prostu i dla przykładu) skąd biedny opozycjonista wziął pieniądze, by stworzyć imperium prasowe? Mogę?
    Pamiętam, jak się cieszyłem że u nas wreszcie będzie inaczej, pamiętam jak cieszyli się inni, pamiętam, że Michnik, Mazowiecki, Wałęsa ps. Bolek, to były dla mnie autorytety. Pamiętam, że miała być wolność, z socjalizmem precz, odpowiedzialność, „własne losy we własnych rękach”.
    I dlatego, że wciąż pamiętam, że MIAŁY BYĆ, a nie są, wiem że zostaliśmy oszukani. Jak stracę pamięć, przestane wiedzieć. Tyle.

  98. Bekas napisał(a):

    Pawle.
    ??? Wziąłeś sobie imiennika Wrońskiego do serca???

  99. Mawar napisał(a):

    Luboński’
    „A jak odzywał się publicznie ktoś, kto nie miał moralnego prawa, to co wtedy Michnik robił? Wsadzał go do więzienia? Konfiskował nakład książki czy czasopisma? A może – o zgrozo – polemizował z nim w “Wyborczej”?”
    Istotnie przeczytaj te książke, jest w niej dość dokładnie opisane w jaki sposób środowisko Wyborczej starało się budowac i utrzymac monopol. Jeszcze nie tak dawno przeciwnicy Michnika zagnani byli do niszowych pisemek o mikroskopijnych nakładach. Polsat, TVN i Wyborcza mówiły jednym głosem, TVP to było imperium Kwiatkowskiego, PR podobnie, były też regionalne rozgłośnie radiowe Agory, TOK FM, Radio Z,RM FM to w końcu ta sama bajka, ale generalnie to byl pluralizm, prawda? Był, ale teoretyczny.

  100. Paweł Luboński napisał(a):

    No dobrze, Bekasie, poanalizujmy twój przykład z książki Łysiaka.
    “Kaczyści zostali zaatakowani, że akcyzę chcą podnieść i przez to ludzie stracą. Jak się okazało, że jednak akcyza nie została podniesiona, to rozpoczęły się krzyki, że budżet na tym straci!”
    Tak rzeczywiście było. Tylko że należałoby jeszcze wykazać, iż ci co krzyczeli „przedtem” i ci co krzyczeli „potem” to ci sami ludzie. Jakoś mi się nie wydaje. Czy Łysiak był może łaskaw podać, kto konkretnie protestował przeciwko podwyżce akcyzy i kto konkretnie troszczył się potem o budżet? Czy też według niego jedno i drugie robili jacyś złowrodzy „oni”?
    Każda decyzja rządu komuś się nie spodoba i ten ktoś będzie krzyczał. Tyle że Kaczyńscy i ich poplecznicy ze swoją manią prześladowczą postrzegają każdy głos krytyczny pod swoim adresem nie jako krytykę właśnie, tylko jako kolejny bezpardonowy, brutalny, bezwzględny, histeryczny (i jakie tam jeszcze przymiotniki są w modzie) atak na podstawy wymarzonej IV Rzeczpospolitej. Wszystkie te głosy krytyczne, choć formułowane z przeciwstawnych często pozycji, zlewają im się w jeden skoordynowany chór wrogów. A z wrogiem się nie dyskutuje.
    A przy okazji – mógłbyś mi wyjaśnić, co tu ma do rzeczy artykuł Wrońskiego o pielęgniarkach w Libii i dlaczego twoim zdaniem wziąłem go sobie do serca? Naprawdę nie rozumiem.
    PS. Katarzyno, dziękuję za link do publikacji fundacji Batorego. Kupa ciekawej lektury. I budujące, że ci sami ludzie, którzy tak często kopią się po kostkach, potrafią także rozmawiać jak ludzie.

  101. Paweł Luboński napisał(a):

    „Jeszcze nie tak dawno przeciwnicy Michnika zagnani byli do niszowych pisemek o mikroskopijnych nakładach.”
    Batem ich Michniki zaganiały, batem! Mawarze, nie ośmieszaj się, na miły Bóg!

  102. Torlin napisał(a):

    Bekasie!
    Czy Ty możesz – w ramach swojej łaskawości – ODPOWIEDZIEĆ MI NA PYTANIE!
    http://kuczyn.com/2006/12.....ment-12652

  103. Bekas napisał(a):

    Pawle.
    Teraz dopiero przeczytałem wcześniejszy Twój komentarz.
    Rozmowa Michnika z Łysiakiem? Hmmm, ja chętnie bym ją zobaczył. Ale czy Ty wyobrażasz sobie Michnika, który zgadza się na rozmowę z Łysiakiem? Ja nie!
    A co do Blizny. Ze wszystkim się nie zgadzam, ale żebym od razu miał cały komentarz odrzucić, co to to nie!
    .
    Wybaczcie śmiałość. Podam przykład rzeczywisty na Wasze stanowisko (Kasi, Twoje).
    .
    -Panie Waldemarze, Panu kiedyś zadawał pytanie p. Michalkiewicz jak to jest, że wy walczycie z biurokracją, a ona jest teraz dwa razy większa. Więc jak to jest? (odpowiedzi rzeczywistej Michalkiewiczowi, czy ona była, nie znam. Pan Waldemar nie udzielił mi był wyjaśnienia.)
    -Panie Bekas. Na pewne pytania się nie odpowiada. Pewnym osobom się nie odpowiada. A poza tym, to ja biurokracji za coś złego i kosztownego nie uważam.
    (wszystko jest tu, na tym blogowisku, niedosłownie, ale sens zachowałem)
    I sprawa pozamiatana. Pytanie w mroku nieodpowiedzi nadal, co prawda, ale my już w glorii zwycięzcy chodzimy. Fuj, te pluskwiaki na mój but ciągle włażące! – trzepiemy butem z obrzydzeniem i wychodzimy ze studia.
    .
    Rodzi się w mojej głowie kolejne pytanie:
    PO JAKĄ CHOLERĘ W TAKIM RAZIE Z TĄ BIUROKRACJĄ PAN WALCZYŁ W OGÓLE, PANIE WALDEMARZE?

  104. Bekas napisał(a):

    Torlinie.
    Ale konkretnie, to co? Jaka była PODZIEMNA działalność Łysiaka w 1988 roku? Hmmm, nie wiem. Ale co to ma do rzeczy? To rzutuje na agrumenty, których używa TERAZ? Jeśli tak, to daj przykład.

  105. Bekas napisał(a):

    Pawle.
    Już tlumaczę.
    Wroński obwinił za śmierć pielęgniarek w Libii….Kaczyńskich, bo Ci są zwolennikami kary śmierci.
    Ty porównujesz Łysiaka do wyznawców Ziemi płaskości bez ustosunkowywania się do treści. Zagrywaka tego samego rodzaju.
    Co ma piernik do wiatraka?

  106. Zofia napisał(a):

    Kochani Moi rzucający Łysiakiem i dochodzący w emocjach kto i kiedy kłamał i dlaczego. Otóż wczoraj kupiłam sobie wydanie specjalne Polityki „Ludzie roku 2007″,a tam saga rodu Kaczyńskich i 300 sylwetek innych osób, z papieżem, Putinem, Merkel rodziną Gioertychów i ze sportowcami włacznie.
    Legendy i mity walą się jedna po drugiej, zwłaszcza w sadze rodu Kaczyńskich. Polecam np. sylwetkę ojca braci Kaczyńskich, temperament ich matki, pławienie się w luksusach komuny i co z tego wynikło. Okazuje się że mama Kaczyńskich nigdy nie była sanitariuszką w Powstaniu Warszawskim, bracia żyli dzięki komunie jak pączki w maśle, za co nie byli zbytnio lubian w szkole i na podwórku. Okazuje się że to p. Jadwiga Kaczyńska, mama braci była fanką Jana Józefa Lipskiego i pracowała z nim w Instytucie Badań Literackich PAN, to ona podsuwała obu braciom ludzi, którzy dzisiaj pracują w kancelarii prezydenta RP. Ciekawe są układy związane z aplikacją córki Lecha Kaczyńskiego.
    O mało co nie spadłam z krzesła, gdy doczytałam się iż, Jarosław Kaczyński uważa, iż media są wolne dopiero przez ich …upartyjnienie. Oczywiście mało kto pamięta, ze gdy objął szefostwo „Tysola”, zespół redakcyjny odmówił z nim współpracy!
    Takich perełek jest mnóstwo.

  107. Mawar napisał(a):

    Luboński
    „O, Bekasie, tu masz świeżutki przykład Blizny, któremu się chyba blogi pomyliły”.

    No właśnie, Blizna to może taki blogowy Łysiak niszczony przez ludzi rozumnych i pragmatycznych? A może polityczny kozioł ofiarny, którego cierpitnicza rola polega na integracji agresywnego środowiska? A tymczasem Blizna napisał całkiem ciekawie o pardoksie dwóch diabełków. Zawarcie paktu z jednym z nich przy okrągłym stole, było jakoby dowodem realizmu i mądrości. Zawarcie w 2006 paktu z drugim, znacznie już słabszym i podatnym na anihilację – w celu pokonania spadkobiercy pierwszego diabełka, tego groźniejszego, utożsamianego z patologiami III RP, nie jest już politycznym realizmem, tylko wstępem do Finis Poloniae. Prawda że ładny paradoks? Przeczytalem przed chwilą zdumiewijąco krytyczne uwagi wygłoszone w Fundacji Batorego przez Jacka Żakowskiego na temat III RP (Kaśka podesłała link, thx) http://www.batory.org.pl/.....polska.pdf – i tenże Żakowski mówił prawie jak Kaczyński, albo wczesny Rokita. Szkoda że jak powraca do różnych agend ministerstwa prawdy (Wyborcza, TVN, TOK FM) natychmiast zmienia poglądy i staje się antykaczystowskim katonem. Dr. Jekyll and Mr. Hyde?

  108. Bekas napisał(a):

    Pawle.
    Nie wiem, czy mię pamięć nie myli, ale wydaje mi się, że wzrost akcyzy na paliwo powodowany był także KONIECZNOŚCIĄ przyjęcia WYŻSZYCH wspólnotowych stawek. Nie wiesz czasami, kto za akcesją strrraszliwie był? Nie GW czasami? Nie ta sama, co teraz płacze, że wyższa akcyza na benzynę ludzi kieszenie strrraszliwie obciązy?

  109. Paweł Luboński napisał(a):

    Bekasie,
    Zniekształcasz sens cudzych wypowiedzi. Wroński nie obwinił Kaczyńskich o śmierć pielęgniarek. Wroński tylko ironizował, że Kaczyńscy, jako zwolennicy kary śmierci, powinni przyklasnąć temu wyrokowi. To dalece nie to samo. Choć przyznam, że mi się ten komentarz też niezbyt podoba.
    Ja porównuję Łysiaka do wyznawców płaskiej ziemi, bo jego stanowisko jest dla mnie równie absurdalne i niezasługujące na dyskusję, jak poglądy tamtych dla astronoma. Tyle ma piernik do wiatraka.
    A komentarz Blizny odrzucam nie ze względu na meritum (jeśli jest w nim jakieś meritum), tylko ze względu na język i ton. Z kimś, kto tak przemawia, rozmawiać nie mam przyjemności.

  110. Torlin napisał(a):

    Bekasie!
    Po raz n-ty piszę to samo. Nie odnoszę się do jego tekstów po 1989 roku. Łysiak pisze w swoich książkach, jak był prześladowany przez komunę, że w stanie wojennym zaprzestał w ramach sprzeciwu działalności i jak to bawił się z cenzurą w kotka i myszkę.
    I o to mi chodzi.
    Że to wszystko jest nieprawdą. Był wydawany, lubiany przez czytelników, pamiętam go z felietonów w „Stolicy”, bardzo ciekawe, ale kompletnie … „apolityczne”. Po co dorabia sobie gombrowiczowską gębę konspiratora?
    Jak znowu napiszesz, co Łysiak „produkował” po 1989 roku, zaprzestanę z Tobą dyskusji, bo to przypomina „kluska” i „kluskę”.

  111. Paweł Luboński napisał(a):

    „Nie wiem, czy mię pamięć nie myli, ale wydaje mi się, że wzrost akcyzy na paliwo powodowany był także KONIECZNOŚCIĄ przyjęcia WYŻSZYCH wspólnotowych stawek. Nie wiesz czasami, kto za akcesją strrraszliwie był? Nie GW czasami? Nie ta sama, co teraz płacze, że wyższa akcyza na benzynę ludzi kieszenie strrraszliwie obciązy?”
    Bekasie,
    W Wyborczej, czego jakby nie dostrzegasz, trafiają się bardzo różne opinie, także w kwestiach ekonomicznych. To nie jest tak, że cała redakcja płacze rzewnymi łzami nad wyższą akcyzą. Już chyba to raz pisałem: polemizuj z konkretnymi twierdzeniami konkretnych ludzi, wtedy będę mógł odpowiedzieć, czy się z tym zgadzam, czy nie. Na płaszczyźnie „Wyborcza cacy” albo „Wyborcza be” dyskutować nie będę.

  112. W.Kuczyński napisał(a):

    T-800,
    a toś się wysilił! Widzisz róznica między Tobą a Mną jest taka, że Twojego zdjęcia, chocby bylo nie wiem jak „patriotyczne” i aryjskie, ktore nie wątpię, że jest, nikt nie zamieści. Spręż się może na cos więcej.

    Blizna,
    nie bede ci kasowal tego wpisu, ale takie wpisy będące tylko bluzgiem nie pasuja na tym blogu. Szanowni Państwo, sugeruję przemilczanie podobnych bluzgów.

    Onet,

    ja juz napisalem wszystko co mialem do napisania o ksiazce Ziemkiewicza.

    Bekas,

     nie oddales sensu tego co Ci odpowiedzialem, lecz wszystko dokładnie skłamałes. I nie mam ochoty tlumaczyc ci dlaczego. Przeczytaj to co ja napisalem i co ty napisales. I nie grzesz więcej. 

     

  113. Bekas napisał(a):

    Pawle.
    W wypadku Łysiaka też z konkretnymi twierdzeniami będziesz polemizować?

  114. Bekas napisał(a):

    Torlinie.
    Ja nie wiem, czy TO WSZYSTKO jest nieprawdą. Naprawdę. Nie jestem znawcą biografii Łysiaka.
    Jeśli w czym skłamał, to będę zaskoczony, ale z drugiej strony chyba pobłądzić mu wolno było? Wszak jest człowiekiem?

  115. Mawar napisał(a):

    Torlin

    Łysiak

    1. Był w Namibii, gdzie jakoby strzelal do kubańskich najemników. Rzecz w granicach prawdopodobiństwa, bo w tych rejonach w latach 70. byli Kubańczycyy (komunistyczne rewolty w Angolii, Mozambiku). Mógł być w RPA bez wiedzy czerwonego właściciela paszportu, wiza blankietowa itd. tak się wtedy jeździło np. do Izraela. Namibia była wtedy w praktyce protektoratem RPA. Ale generalnie rzecz nie do sprawdzenia, jak wiele samotnych wejśc na 8 tysięczniki – można wierzyć albo nie werzyć.

    2. Był zamknięty przez pare godzin na Łubiance za forografowanie – to zabawny epizod i w granicach prawdopodobieństwa, teoretycznie daje się sprawdzic, ale łatwo to nie jest. Jak rozumiem podany przez Łysiaka z przymrożeniem oka, co być może nie wszyscy dostrzegli. Celowo?

    3. Jego harce z cenzurą – to nie podlega dyskusji. Zreszta nie on jeden, cenzury nikt nie lubił.

    O czymś zapomniałem? Tylko tyle i aż tyle. Jeśli ty Torlin zrobiłeś więcej to pierwszy rzuć kamień i staraj się trafić. A że nie tylko Łysiak usiłuje dziś dodać sobie znaczenia, czy przyzwoitości, kombatancką czy quasi-kompatancką przeszłością świadczyć to może, iż jest to dobro pożądane. :)

  116. Bekas napisał(a):

    Pawle.
    Przyjmuję taki algorytm. Ja – żeby nie było, że kto inny.
    1) GW jest hurrraoptymistycznie za akcesją do WE >>>
    2) Brak jednego sprzeciwu >>>
    3) Cała redakcja jest za akcesją >>>
    4) Cała redakcja jest za wyższymi stawkami akcyzy na paliwa.

  117. Mawar napisał(a):

    Panie Ministrze
    „T-800,
    a toś się wysilił! Widzisz róznica między Tobą a Mną jest taka, że Twojego zdjęcia, chocby bylo nie wiem jak “patriotyczne” i aryjskie, ktore nie wątpię, że jest, nikt nie zamieści. Spręż się może na cos więcej.”

    Sęk w tym, że nie wiemy kto to jest T-800. To tylko nick, a Internet skutecznie anonimizuje ludzi. Za tym nikiem może kryć się właściwie każdy, od Tejkowskiego do prof. Geremka. :) I aczkolwiek prwdopodoboienstwo, że chodzi o jednego lub drugiego nie jest duże, to przecież pozostają inni, a nie jest ich mało.

  118. Paweł Luboński napisał(a):

    Bekasie, ostrzegam, że rozmawiasz z człowiekiem o matematyczno-informatycznym wykształceniu. To, co napisałeś, to nie jest algorytm, tylko cztery tezy. Teza nr 1 jest prawdziwa, jeśli odniesiemy ją do generalnego stanowiska Gazety. Weryfikacja pozostałych wymagałaby żmudnego wertowania archiwum Wyborczej. Ale właściwie co chciałeś przez to powiedzieć?
    „W wypadku Łysiaka też z konkretnymi twierdzeniami będziesz polemizować?”
    To trochę zależy od tego konkretnego twierdzenia, ale wolałbym nie, bo obawiam się, że będę zmuszony dowodzić, iż nie jestem wielbłądem.
    Przepraszam, ale chyba wyłączę się na jakiś czas. Muszę wreszcie trochę pozarabiać na życie.

  119. Blizna napisał(a):

    Cytat z bloga azraelk:

    azraelk Powiedział/a:: listopad 27th, 2006 @ 16:52 :: No tak… blizna pojechał po bandzie… ale ponieważ kazdy ma prawo do poglądów – to czytamy… ja się osobiście nie czuję na siłach teraz polemizować.

    Kazdy ma wg tego dupka prawo do swoich pogladow… hahahaha… a to wstretny obludnik lewacki…

    poczytajcie nizej co ten dupek napisal po kolejnym moim poscie na jego blogu… hahahahhahaha

    azraelk Powiedział/a:: listopad 28th, 2006 @ 0:19 :: Z panem blizna się pożegnaliśmy definitywnie…

    hahahha… wystraszyly sie lewackie dupki.. czuja ze nie maja ze mna szans merytorycznie… wiec ci obludnicy… ci obludni demokraci… wyjacy caly czas o zagrozeniu demokracji i wolnosci slowa…

    ocenzurowali mnie… hahhah… boja sie mnie widze jak ognia… ci oswieceni geniusze z za buga… dupki…

    czego sie boisz jeden z drugim?? glowe ci urwe?? stan do apelu osle jeden… i pokaz co potrafisz…

  120. Zofia napisał(a):

    Zaczęła mnie bawić polemika o Waldemarze Łysiaku, bo gdzieś w połowie lat 70. coś jego tam przeczytałam i zaliczyłam do pisarzy rzędu czytadeł i przestałam się nim przejmować.
    Żeby odświeżyć pamięć zaglądnęłam do Wikipedii i nadal nie rozumiem po co cała ta awantura, więc spoglądnęłam na wybór cytatów.
    No i wszystko jasne – guru jest w pożąsiu, git i na poziomie.
    Z rozkoszą je cytuję. Oto, o co się tak namiętnie spieracie Panowie –
    jądro intelektu Waszego guru!!!

    Złote myśli Waldemara Łysiaka (za Wikipedią), w nawiasie moje uwagi, których nie potrafiłam powstrzymać.

    Z „Konkwisty”
    * Wady wielkich ludzi są pociechą matołów.
    (To pewnie o sobie…)

    Ze „Statku”
    * To wzruszające, jak bardzo one potrzebują czworonogów i ptaszków, prawda? Muszą się koniecznie opiekować kimś słabszym, nie fizycznie słabszym, lecz mózgowo słabszym tym się dowartościowują.
    (Cały męski szowinizm w pełnej krasie)
    * Rżnąć można wszędzie, ale kochać trzeba na odległość, bo zbliżenie i czas zdzierają łuski z oczu lub wystawiają na ciosy, w każdym razie psują wielkie uczucie przez ich odidealizowanie. (Nieprawdaż, jakie to eleganckie?…)
    * Jeśli większość ma rację – jedzmy gówno… – Miliony much nie mogą się mylić.
    (Metafora godna Wielkiego Polaka!)

    Z „Wysp bezludnych”
    * Tę książkę przeznaczam ludziom, którzy na nią zasłużyli. Nie wiem ilu ich jest. Człowiek dziczeje stykając się z ludźmi i albo musi wybudować sobie erem, albo spłaszczyć się do wymiarów otoczenia.
    (Megalomania z narcyzmem do imentu)
    * Ta książka, a ściślej przemyślenia, które były z nią związane, pogłębiły moją samotność. Formalnie nic się nie zmieniło – wśród wrzeszczących jestem niemową, wśród dewotów ateistą, wśród krwiożerczych antysemitów Żydem, wśród fanatycznych lewaków oficerem białej gwardii, wśród zwariowanych ekologów, którzy mylą elektrownie jądrowe z bombą atomową, jestem radioaktywną cząsteczką wzbogaconego uranu, a wśród głodnych chciałbym być manną. Lecz wychodzę z tej przygody pisarskiej smutniejszy i głębiej pogrążony w samotności.
    (Wyrazy współczucia…)
    * W najszerszym rozumieniu SYNDROM ADAMSA oznacza zespół objawów chorobowych wywołujących w mężczyźnie chęć ucieczki z układu, w którym tkwi – gdziekolwiek, na bardziej zieloną trawę po drugiej stronie płotu. Jest to przypadek najczęstszy, rodzaj zbiorowej psychozy gatunku. Wszyscy mężczyźni cierpią w mniejszym lub większym stopniu na którąś z odmian SYNDROMU ADAMSA; stopień rozwoju intelektualnego nie ma tu nic do rzeczy. Reszta udaje mężczyzn.
    (To się po ludzku nazywa skoki na boki, lub z kwiatka na kwiatek, po co zaraz określenia ze słownika wyrazów obcych)
    * Któregoś dnia zatrzymałem się na moment w maleńkiej miejscowości, której nazwy nawet nie pamiętam, i wstąpiłem do białego kościółka przy drodze. Wewnątrz pachniało chłodem, było ciemno i tak pusto, jak być powinno z mojego punktu wiary, z którego można rozmawiać z Bogiem tylko w cztery oczy.
    (O ile się orientuję, to do rozmowy z Bogiem nie są potrzebne jakiekolwiek wnętrza, poza własnym. Dziwne wymagania ma ten Bóg Łysiaka, przedziwne…)

    Z innych tekstów Łysiaka
    * … gdybym przestał być „oszołomem”, wówczas ojciec wstałby z grobu i dałby mi po pysku.
    (Nie warto proszę szanownego Taty, w blogach w imię Łysiaka leją się po pyskach równo i równie elegancko, jak jego całe pisarstwo)
    * Jego słowo było gówno warte; nie dlatego, że gówno warte jest słowo większości ludzi (…)
    (Co za szczytowa finezja i wyrafinowany język)
    * Kocham puste nazwy – tylko w nich potrafię usłyszeć Boga.
    (I kto tu jest głuchy, Bóg czy Łysiak?…)
    * (…) polityka ma się do moralności jak (…) prostytucja do dziewictwa.
    * Są takie słowa, które potrafią otworzyć każdy pysk, słowa boleśniejsze od kopnięcia w brzuch, trzeba tylko wiedzieć jakie to słowa…
    (Nieprawdaż jakie to inteligencko odkrywcze, jakie głębokie?…)
    ***
    Tutaj chyba zbyteczny jest jakikolwiek więcej komentarz.
    Taki guru, jacy jego fani i czytelnicy.
    O żeż w mordę!…

  121. onet napisał(a):

    Pani Zofio, respect !!! Pani daje sobie radę z tekstami kard. Ratzingera i tymi z kalendarza 2007 ??? Ojjojoj, Swięta Panienko ! Rozumiem, że to jednorazowa okazja – poczytać tyle prawdy o Kaczyńskich: te pławienie się w luksusach (to oni mają jakiś pałacyk, czy hacjendę z tych czasów), to nielubienie w szkole (ich przecież nawet sąsiedzi nie lubili, bo p. Kaczyńscy nie zachodzili na herbatkę). A Jan Józef Lipski ??? Chyba o to nie pogniewałby się nawet nasz Gospodarz …

    Bekas, podziwiam Cię za Twoją pracę u podstaw. Myślę jednak, że pozostanie ona bezowocna. Chorobę, na którą zapadli Twoi oponenci opisał przecież z detalami p. Ziemkiewicz. Pamiętaj jedno: aby alkoholik mógł zerwać z własnym uzależnieniem potrzebna jest jego świadoma decyzja. Zakładanie kaftanów bezpieczeństwa to rozwiązanie chwilowe.

    Torlin: „Ciągle wracasz do “po 1989″, bo Ci jest tak wygodniej. Załóżmy, że jest rok 1988. Co powiesz na temat działalności konspiratora Łysiaka? A co powiesz na temat konspiratora Michnika?
    I na ten temat rozmawiamy.”

    W 1988 roku wydano książkę konspiratora Lysiaka „Konkwista”. Mniej więcej w tym samym czasie konspirator (sic!) Michnik
    przygotowywał już podwaliny nowego ustroju pod hasłem: „wasz Prezydent, nasz Premier, a moja gazeta”. Na początku 1989 zginął ks. Zych. Już kilka, bądź kilkanaście miesięcy później konspirator Michnik otoczył się nowymi przyjaciółmi oraz optował za abolicją wobec przestępców stanu wojennego. Wg. Ciebie Torlinie, p. Zofii, p. Lubońskiego, p. Michnika, p. Gospodarza i kilku innych szanowanych obywateli ks. Zych zabił się sam.

  122. W.Kuczyński napisał(a):

    Onet,
    zanim zaczniesz diagnozowac innych to moze sprobuj zdiagnozowac na co cierpisz Ty i Ziemkiewicz, także pod względem potrzeby zalozenia kaftanow bezpieczenstwa. A potem zabieraj sie za innych.

    Blizna,
    po raz drugi mowie Ci, że na tym blogu bluzg nie pasuje. Przestan bluzgac, albo zmykaj stąd.

  123. Torlin napisał(a):

    Onecie!
    Zlituj się! Co ma śmierć ks. Zycha do Michnika czy Łysiaka? Przecież to jest demagogia. Może wspomnisz coś o Katyniu! A z 1988 roku żeś gładko przeszedł do okresu późniejszego. Taka jest z Wami dyskusja. O co mi chodzi – poniżej.
    Zosiu!
    Widać, że nie czytałaś książek Łysiaka, skaczesz po jego twórczości, jak Ci wygodnie. Tak jak pisałem, jego twórczość dzieli się na dwa całkowicie, ale to absolutnie dwa różne okresy. Pierwsza część jest cudowna i ta najpiękniejsza kończy się właściwie na „Flecie z mandragory” w 1981 roku. Z tego okresu wśród Twoich cytatów nie ma ani jednego.
    Po 1988 roku Łysiak zrobił się potwornym antykomunistą, antymichnikowistą (?) i kombatantem gnębionym przez wstrętną komunę. I z tego okresu są te cytaty. Ale moi adwersarze przypuszczalnie nie czytali ani jednej książki z pierwszego okresu, ale za to z drugiego pewnie wszystkie. Tak pociągający jest dla nich zwierzęcy antykomunizm, ale żeby przeczytać eseje o kulturze, to już nie.

  124. onet napisał(a):

    Panie Gospodarzu, aleś Pan drażliwy. Niechże się Pan tak nie denerwuje. Wyraziłem swoje przekonanie, iż dopóki święcie oburzony alkoholik zwraca się do kogokolwiek z pytaniem: „coooo ? ja ? piję ???”, nie ma szans na jego wyleczenie. I nic tu nawet przysłowiowy kaft… (no dobrze, esperal) nie pomoże.
    Czy popełniłem tym samym jakąś gafę salonową ???

  125. onet napisał(a):

    Ach, Torlinie !!! Wybacz, taka mnie jakaś refleksja zahaczyła, kiedy zapytałeś o kombatancką działalność naszych bohaterów w 1988 roku. Po prostu przypominają mi się wtedy ci inni, mniej sprytni życiowo. Tak jakoś sobie czasem myślę. Ale pewnie masz rację. To jest tylko demagogia. Z nami tak zawsze. Pozdrowienia.

  126. Stan napisał(a):

    Pani Zofio,

    Rozbawiła mnie Pani swoim wpisem o Łysiaku. Zawsze uważałem, że to ograniczony pozer dla którego liczy się tylko miejsce na scenie.
    Co się zaś tyczy klanu Kaczyńskich, to intuicyjnie wyczuwałem, że to co nam politycznie fundują mogłoby równie dobrze wyjść z czaszki brzuchomówcy (doradcy) Leppera. Zauwżyłem u siebie, to „subtelne” wścibstwo niektórych prawicowych publicystów, i pytałem w Polityce, jak to możliwe, że ktoś tak nienawidzący PRL-u, mógł w latach sześdziesiątych załatwić obsadę filmową czołowych ról dziecęcych. Przecierz takie decyzje obsadowe zapadały w Komitecie Centralnym PZPR. Poczekajmy jeszcze trochę, a fani będą długo leczyć ciężkiego kaca.

  127. Zofia napisał(a):

    Drogi Onecie,
    od wyjaśniania śmierci ks. Zycha jest policja a nie ja. Nie mam pojęcia jak zginął i zapewniam – że jego śmierci nie mam zamiaru wyjaśniać. Nie wchodzę w czyjeś kompetencje.
    Po drugie
    owszem dużo czytam.
    Ale średnio rozgarnięty człowiek wie, że Ratzingera się raczej studiuje, a nie czyta jak tygodnik Polityka.
    Artykuł o rodzinie Kaczyńskich liczy zaledwie 6 kolumn łącznie ze zdjęciami.
    Jest rzeczą zupełnie normalną, że przeczytałam go z olbrzymim zaciekawieniem, dotyczy bowiem i prezydenta i premiera RP.
    Owszem w latach, gdy Kaczynscy chodzili do szkoły, ich rodzina na tle innych rodzin ich rówieśników żyła, jak na czasy PRL – dość luksusowo. Proszę przeczytać dokładnie tekst
    Ich ojciec w czasie tej opluwanej przez Kaczyńskich komuny – ojciec jeździł na szkolenia do Anglii i Holandii, by móc coś tam zaprojektować w budynku ambasady USA w warszawie. W 1965 r – wyjechał na bardzo intratny kontrakt do Libii, a na takie zlecenia w PRL mogli liczyć wyłącznie bardzo pewni dla ówczesnych władz ludzie.
    Zresztą sami Kaczyńscy wspominają, że ich status materialny znacznie przewyższał przeciętną krajową.
    Ich ojciec uzyskał na Politechnice Warszawskiej, przydział na dodatkową powierzchnię mieszkalną i zgodę właściciela kamienicy przy ul. Lisiej Kuli, że za wyremontowanie całej kamienicy dostanie dla siebie do wynajęcia całe piętro, ok. 80 m kw.
    Był to rok bodajże 1959 i epoka tzw. „kołchozów” mieszkalnych dla wielu warszawskich rodzin. To był ewidentny luksus w tamtych czasach.
    W 1981 r. to mieszkanie zostało wykupione przez Kaczyńskich na własność. Mieszkali tam do roku 90, potem przenieśli się z cała rodziną do bliźniaka przy ul. Mickiewicza, też na Żoliborzu. Ich ojciec zmarł dopiero w kwietniu 2005 r.
    Kaczyńscy o sobie z tamtych lat: „Bardzo o nas dbano (rodzice) – na żoliborskiej ulicy byliśmy wyśmiewani, że codziennie jesteśmy inaczej ubrani”. Po prostu ich dostatek kłuł w oczy rówieśników. Nie każdego ojciec jeżdził wtedy na Zachód.
    W 1961 r. zagrali w filmie i dla szkolnych kolegów zostali Jackiem i Plackiem, gwiazdami za którymi klasa, podwórko i ulica równolatków nie przepadała. Poza tym wszczynali bójki szkolne, chodzili na judo i tłukli się z chłopakami.
    Wspominam o tym, specjalnie, bowiem wręcz zoologiczna nienawiść do PRL-u jest dziwna u Kaczyńskich zaś wywlekanie przeszłości rodziców u oponentów politycznych, albo wytykanie, ze ktoś pochodził z „komuszego” domu, bo ktoś tam był w PZPR – jest cynizmem i polityczną bezczelnością.
    Popisywanie się matką – bohaterką powstańczą, gdy nigdy nią nie była – także.
    Nie słyszałam, by któryś z braci Kaczyńskich choć zdaniem wspomniał o ojcu, który brał udział w powstaniu warszawskim,walczył w nim do końca, został odznaczony Krzyżem Walecznych i krzyżem Virtuti Militari.
    Dwukrotnie życie ojca braci Kaczyńskich ratowała ciotka marszałka Bronisława Komorowskiego.
    Prawdopodobnie, gdyby nie przypomnienie tego faktu przez rodzinę Komorowskiego, nikt by nie wiedział ojcu-powstańcu braci Kaczyńskich.
    Rajmund Kaczyński był AK-owcem i po przejściu na emeryturę uczestniczył na rocznicowych spotkaniach poddania 27 września Mokotowa w czasie powstania warszawskiego. Nigdy nie towarzyszyła mu żona, matka Kaczyńskich, bo jak sama się zwierza – nudziły ją powstańcze wspomnienia.
    Ale to nie ojciec braci Kaczyńskich, autentyczny powstaniec – pełnił rolę bohatera podczas uroczystości powstańczych w 2004 pod patronatem – Lecha Kaczyńskiego, prezydenta stolicy – ale jego żona Jadwiga, matka bliźniaków. Która od 1941 r była poza Warszawą, w Starachowicach i nigdy nie brała udziału w powstaniu. Jako 14-latka, po przyspieszonym kursie sanitarnym została skierowana do pomocy w starachowickim szpitalu.
    Szczytem hipokryzji były informacje biura prezydenta Warszawy, że wyboru wierszy na bilboardy dokonali sami powstańcy, w tym matka Kaczyńskiego.
    Owszem czytałam to wszystko z wielkim zdumieniem powoli pojmując, że bracia Kaczyńscy od lat żyją w świecie fikcji, kłamstw, pół prawd i mistyfikacji. Być może tutaj, w dziejach ich rodziny, będzie można znaleźć klucz do korzeni ich działań politycznych.

  128. W.Kuczyński napisał(a):

    Tak Onecie,
    takich insunuacji w „salonie” nie przystoi robić. To nie jest budka z piwem, ani agencja towarzyska, ani burdel w lokalu partyjnym (patrz ostatni Newsweek), wyrastające ostatnio na właściwy IV RP substytut salonu.

    Zofio,

    bardzo trafne uwagi o przeszlości Kaczyńskich, w tym ta o usunieciu w cień ojca a wysunieciu na czoło matki nie majacej z konspiracja okupacyjna niczego wspolnego. To takze zwrocilo uwage mojej Zony.  

  129. Katarzyna Makowska napisał(a):

    „Załóżmy, że jest rok 1988. Co powiesz na temat działalności konspiratora Łysiaka? A co powiesz na temat konspiratora Michnika?”

    Oj. uwazaj, torlin, bo wchodzisz na mine.

    Nie mam pojecia o dzialalnosci Lysiaka w tym roku, natomiast przypomne co nieco o dzialanosci Michnika.

    W 1988r. kiedy w wiezieniu siedzial zlapany kilka miesiecy wczesniej przywodca Solidarnosci Walczacej Kornel Morawiecki SB udalo sie takze ujac innego jej przywodce Andrzeja Kolodzieja. Dzialacze SW natychmiast wyslali prosbe o pomoc do Amnesty International, skad przyszla odmowa! AI tlumaczyla, ze nie podejmuje sie obrony terrorystow! Taka opinie o SW wydalo srodowisko, z ktorym AI liczyla sie i ufala najbardziej. Zgadnij czyje?

    Kaska

  130. Torlin napisał(a):

    Zosiu!
    Od razu zaznaczam, że mogę nie mieć racji, ta „Polityka” jest u mojego ojca. Ale wydaje mi się, że ta ulica to raczej chyba jest od Bohatera Legionowego I Kadrowej Leopolda Lisa Kuli.

  131. głos zwykły napisał(a):

    Został zamieszczony artykuł w bieżącym nr Newsweeka o wodzu rewolucji moralnej wicepremierze Andrzeju Lepperze, jak się świetnie bawi w agencji towarzyskiej.

    Wydaje się, że Jarosław i Lech Kaczyńscy bardzo się poświęcili, żeby robić rewolucję moralną. Tak bardzo, że o moralności w rewolucji zapomnieli.

    A numer wcześniej w alfabecie mamy wierszyk o Łysiaku, który najwyraźniej awansował do elity.

    Jeden tylko gromy ciska,
    inwektywy i wyzwiska,
    wróg łże-elit niesłychany:
    Łysiak – pisarz niezrównany!
    Kazimierz Orłoś

    Muszę powiedzieć, że zawsze gdy jestem niezadowolony z jakichś elit zadaje sobie pytanie, kto reprezentuje kontestatorów. To jest podstawowe pytanie.
    Dlaczego by nie, można postulować wymianę elit, bycie członkiem elity wymaga bowiem spełnienia pewnych kryteriów przydatności społecznej, i realizacja tego kryterium powinna być pod szczególnie surową kontrolą społeczną, nawet sprawowanej przez histeryków. Ale jak podkreśliłem wyżej ważna jest reprezentacja kontestatorów, aby wymiana w wymiarze społecznym nie odbyła się w kategoriach „wpadł z deszczu pod rynnę”.

  132. onet napisał(a):

    Pani Zofio, ponieważ Pani tak pięknie podzieliła się z nami fragmentami dziejów rodziny Kaczyńskich, odwzajemnię się Pani pewnym uzupełnieniem (mam nadzieję, że Pan Gospodarz mi wybaczy):

    —————-
    „W rodzinie Lecha i Jarosława Kaczyńskich historię przodków pamięta się mniej więcej od drugiej połowy XIX wieku. Wszystko wcześniej to albo domysły, albo rodzinne legendy. Na przykład dzieje utraconego w nieznanych okolicznościach po powstaniu styczniowym majątku w okolicach Łomży należącego do prapradziadka prezydenta stolicy. Rodzina pozostała jednak wierna okolicom Łomży. Nawet pradziadek Piotr, carski oficer zasłużony w wojnie rosyjsko-tureckiej, wrócił w rodzinne strony, kupił tam majątek i ożenił się z miejscową panną – Zofią Gutowską.
    Jego syn Aleksander Kaczyński (herbu Pomian) to najstarszy przodek w linii prostej, którego pamiętają Jarosław i Lech. Jako wysoki urzędnik kolejowy przed wojną pracował w różnych miejscach. Jego żona Franciszka pochodziła z okolic Odessy. W Grajewie urodził im się syn Rajmund (ojciec prezydenta Warszawy), ale kilka lat później wybuchła wojna celna i leżąca przy granicy pruskiej stacja straciła znaczenie. Rodzina po raz kolejny zmieniła adres. Tym razem na Baranowicze. Wiodło im się tam nieźle: mieli dwa domy, ogromny ogród i 12 ha lasu. Po dwunastu latach Kaczyńscy znów zmienili miejsce zamieszkania, tym razem na Brześć. Po kilku latach kupili tam nawet kamienicę, niestety, było to dokładnie 1 września 1939 r. – Nie trzeba dodawać, że nowym domem dziadkowie długo się nie nacieszyli – mówi Lech Kaczyński.

    Rodzina Jasiewiczów herbu Rawicz, czyli przodkowie Jadwigi Kaczyńskiej, matki Lecha i Jarosława, to rodzina inteligencko-wojskowa. – Kiedyś mieliśmy drzewo genealogiczne od 1506 r., ale niestety zaginęło w czasie wojny – żałuje Jadwiga Kaczyńska, matka prezydenta Warszawy.
    - Wiadomo jedynie, że naszymi antenatami byli spolonizowani bojarzy litewscy – tłumaczy. Pradziadek pani Jadwigi Wincenty Jasiewicz za udział w powstaniu styczniowym został zesłany na Syberię, skąd już nie wrócił. Jego żona Konstancja wychowała ich dwoje dzieci: Zofię i Stanisława. Ten ostatni (pradziadek braci Kaczyńskich) był pułkownikiem carskiej armii. Losy przodków po mieczu i po kądzieli splotły się w Baranowiczach. Wincenty Jasiewicz, syn Stanisława, był tam zastępcą dowódcy brygady polskich wojsk. Jego syn przyjaźnił się z ojcem braci Kaczyńskich. Obie rodziny odnalazły się ponownie po ślubie rodziców prezydenta Warszawy.
    Zarówno Jasiewiczowie, jak i Kaczyńscy sytuowali się w tradycji niepodległościowo-PPS-owskiej. Babcia Nela Jasiewicz, stryjenka matki braci Kaczyńskich i córka nadwornego lekarza króla Rumunii, przyjaźniła się z rodziną przedwojennego szefa MSZ Józefa Becka, który zresztą zmarł na jej rękach. Jadwiga Kaczyńska pamięta nawet legendarnego ministra z przedwojennych przyjęć u stryjostwa. Szczególnie ciepło bracia Kaczyńscy wspominają babcię Stefanię Jasiewicz, która miała duży wpływ na ich wychowanie. Do rodzinnej legendy przeszedł też jej syn z pierwszego małżeństwa, Jan Fyuth, który w 1939 r. walczył w obronie Warszawy, a potem zginął z rąk sowieckich, próbując się przedostać do polskiej armii we Fancji.
    Rodzice Lecha i Jarosława Kaczyńskich poznali się w 1947 r. w warszawskim klubie Medyk. Jadwiga Kaczyńska, filolog polski, niemal całe życie przepracowała w Instytucie Badań Literackich PAN. Przed wojną mieszkała z rodzicami w kamienicy przy ul. Mickiewicza 27 (pod tym adresem mieszkał potem Jacek Kuroń). Podczas okupacji była sanitariuszką w Szarych Szeregach. Ratowała w szpitalu rannych po akcji „Burza”. Ojciec Rajmund brał udział w powstaniu warszawskim. Pierwszego dnia został ciężko ranny – stracił część dłoni. Walczył na Mokotowie: był dowódcą drużyny, a w ostatnich dniach dowódcą resztek kompanii, za co dostał krzyż Virtuti Militari. Niezwykłe były też losy wuja – Stanisława Miedza-Tomaszewskiego, szwagra Jadwigi Kaczyńskiej. Jako plastyk AK wpadł w 1941 r. w ręce gestapo. Symulując śmierć, wydostał się ze szpitala przez prosektorium. W 1984 r. na motywach jego historii powstał film „Umarłem, aby żyć”.
    ————————-

    Piękna historia, prawda ??? A swoją drogą – to fajna sprawa z tymi luksusami: wychodzi na to, że rodzina Kaczyńskich przez 30 lat gnieździła się na ok 80 m2. Na pewno mieli coś wspólnego z ascetycznym Gomułką. Nie wspomnieli o tym p. Passent lub p. Toeplitz ?

  133. Torlin napisał(a):

    Ej, Kaśka! Kaśka!
    Na wiele Twoich wpisów trzeba odpowiadać referatem. Rzucasz coś w powietrze jednym zdaniem, a odpowiadać trzeba na całą stronę.
    Trzeba sobie przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, czym była od 1982 roku „Solidarność Walcząca”. Była organizacją niepodległościową, bezkompromisową, żadnych rozmów z tamtą stroną, nie wykluczającą użycia siły (patrz ich tekst programowy „Kim jesteśmy, o co walczymy”), przeciwna prawdziwej „Solidarności” jako miękkiej i niezdecydowanej (konflikt Morawieckiego z Frasyniukiem). Różnica pomiędzy S. i SW jest taka, jak pomiędzy mną a Bekasem.
    Z Andrzejem Kołodziejem było inaczej. Solidarność, chcąc się pozbyć radykałów z Polski, bo przeszkadzali im w rozmowach z Kiszczakiem i swoim radykalizmem antagonizowali wszystko, wmówili Konradowi, że AK jest bardzo chory. Na lotnisko pojechał prof. Andrzej Stelmachowski i ksiądz Józef Orszulik i namówili Konrada M., żeby zabrał AK do szpitala na Zachodzie (krótko mówiąc SB wydaliło ich z kraju).
    I teraz napiszę tekst, za który dostanę. Niech będzie, ale Wam wszystkim trzeba napisać prawdę.
    I bardzo dobrze, że ich wydalono z kraju. Dzięki temu mamy wolny kraj (prawda, Bekasie? – chyba nie zaprzeczysz) w sposób ewolucyjny. Gdyby SB wiedziało, że się ich powywiesza na latarniach, w życiu nie byłoby Magdalenki i Okrągłego Stołu.
    Ja wiem, Kaśka, że wiesz, że gdzieś dzwownią, ale nie wiesz, w jakim kościele.

  134. leszek.sopot napisał(a):

    Dłuższy tekst, który niegdys popełniłem, z dedykacją dla Blizny, Mawara, Onetu, Minera i wszystkich im podobnych bo piszą głupstwa oslepieni Łysiakiem, sami nie znając faktów ani kontekstu roku 1989.

    Wolność to ład moralny
    Ojciec Święty, który już w 1987 r. namawiał gen. Jaruzelskiego do rozmów z opozycją przy okrągłym stole, z radością przyjął w 1989 r. informację o rozmowach Okrągłego Stołu i ich pomyślnym zakończeniu. Wiązał wielkie nadzieje z odzyskiwaniem przez Polskę wolności. Dwa lata później, podczas zakończenia pielgrzymki w 1991 roku, przypomniał, że „Egzamin z naszej wolności jest przed nami. Wolności nie można tylko posiadać. Trzeba ją stale zdobywać. Zdobywa się ją, czyniąc z niej dobry użytek – czyniąc użytek prawdzie, bo tylko prawda czyni wolnymi ludzi i ludzkie wspólnoty, społeczeństwa i narody.”
    Przez wszystkie lata stanu wojennego Jan Paweł II nieustannie modlił się o „Solidarność”. Wielokrotnie o tym mówił i przypominał, że modlić się tak długo nie przestanie, aż znowu będzie mogła legalnie działać. Ojciec Święty wiedział, że wolność, którą przyniósł Polsce rok 1989 to tylko pierwszy, niezbędny krok do odnowy ładu moralnego, który jest siłą każdego społeczeństwa. Ład moralny nie miał polegać na wykluczeniu, na pozbawianiu praw kogokolwiek, ale na wspólnym budowaniu dobra. Dlatego po ponownym zarejestrowaniu „Solidarności” modlił się o „męstwo, mądrość i rozwagę, służące wspólnemu dobru”. Już po ponownej legalizacji Związku, podczas audiencji generalnej 19 i 26 kwietnia 1989 r., nawiązał do aktualnych wydarzeń w kraju: powtórnej rejestracji „Solidarności” i obrad Okrągłego Stołu. Modlił się do Matki Jasnogórskiej:
    „[...] Polecam Twojej macierzyńskiej trosce „Solidarność”, która znowu może działać po ponownej legalizacji w dniu 17 kwietnia. Polecam idący w parze z tym wydarzeniem proces, który zmierza do ukształtowania życia narodowego w sposób zgodny z prawami suwerennego społeczeństwa. Proszę Cię, Pani Jasnogórska, aby na drodze tego procesu wszyscy wykazywali w dalszym ciągu potrzebne męstwo, mądrość i rozwagę, służąc wspólnemu dobru.
    Proszę Cię wraz z biskupami polskimi, aby wysiłek podjęty przez ludzi, którzy wznieśli się ponad dzielące ich uprzedzenia, urazy i krzywdy, otworzył nową szansę dla kraju i zaowocował w życiu społecznym, politycznym, gospodarczym i moralnym całego społeczeństwa.
    Błogosław, Matko, tym, którzy temu celowi służą w prawdzie, nie szczędząc swych sił i ofiar. Błogosław wszystkim… Raz jeszcze »weź w swą opiekę naród cały«”.

    Tydzień później modlił się o „męstwo i roztropność” oraz ponowił swój apel z 1979 r. „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię!”:
    [...] Zwracając się do was, drodzy pielgrzymi z Polski, przypominam słowa, które wypowiedziałem w czasie pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny w 1979 roku w Warszawie, na placu Zwycięstwa: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię: tę ziemię”.
    Wraz z Matką Jasnogórską i Świętymi Patronami Polski, których uroczystości Kościół w Polsce w tym czasie obchodzi, powtarzam znów to wołanie do Ducha Świętego o odnowę ziemi: o odnowę narodu, który żyje na naszej polskiej ziemi.
    Niech te pierwsze kroki, które zostały podjęte – „znajdą nas czuwającym” (jak kiedyś Pan Jezus powiedział w przypowieści). Potrzeba wszystkim odwagi i roztropności.
    Wiele okoliczności pracowało na to, aby społeczeństwo, a zwłaszcza młode pokolenie, uległy zwątpieniu. Aby przestały widzieć dla siebie przyszłość na ojczystej ziemi. Razem z wszystkimi modlę się o przezwyciężenie polskich kryzysów: moralnych i ekonomicznych. W szczególności kryzysu zaufania. Modlę się o męstwo i roztropność.
    Niech zstąpi Duch Prawdy i Mocy. Niech odnowi!”

    W trakcie trwającej już kampanii wyborczej Papież przyjął w Watykanie 20 kwietnia Wałęsę, Geremka, Mazowieckiego, prof. Trzeciakowskiego, Piotra Nowinę-Konopkę i Krzysztofa Pusza. Była to bardzo ważna wizyta – Ojciec Święty uwiarygodnił solidarnościową stronę Okrągłego Stołu, dał jej swoje błogosławieństwo. Wówczas to do towarzyszącej ekipy Studio-Video z Gdańska powiedział słowa, które stały się mottem ich przyszłych programów: „Aaa, jesteście z Gdańska? Pamiętam. Światło przychodzi z Gdańska”. Były to podziękowania dla tysięcy anonimowych ludzi, których poświęcenie złożyło się na „światło z Gdańska”. Wałęsa mówił Ojcu Świętemu o wydarzeniach w Polsce, intencjach stron Okrągłego Stołu, „Solidarności”, gen. Jaruzelskim i wytrzymałości społeczeństwa. Zapewnił Papieża, że „nie będziemy szukać na nikim rewanżu i pokażemy, że chrześcijańskie zasady nie są dla nas tylko frazesami. To będzie najtrudniejszy etap – bez usprawiedliwień, bez taryfy ulgowej, jaka przysługiwała społeczeństwu gnębionemu przez komunę. Musimy pokazać, że mamy ludzi potrafiących nie tylko walczyć i konspirować, ale także pracować” Natomiast Mazowiecki wspominał: „Papież był uradowany przełomem, który się w Polsce dokonywał. [...] Mówił rzeczy ogólne, zasadnicze. Nigdy żadnych konkretnych wskazówek nie dawał. Nie w tym widział swoją rolę. [...] Jego strategia była oparta na przypominaniu o najważniejszych sprawach i wartościach. Mówił nam wtedy o pokojowym charakterze przemian, o tym, że wolność raz uzyskana dalej sama się rozwija”.

    Stronę moralną Okrągłego Stołu podkreślał w 1989 r. także biskup Bronisław Dembowski, który był obserwatorem Kościoła przy rozmowach i o wszystkim informował Episkopat oraz Ojca Świętego. Do rozmów „oddelegował” go już we wrześniu 1988 r. prymas Glemp, który wydał mu przed pierwszymi rozmowami w Magdalence 15 września 1988 r. krótką instrukcję: „rób, co możesz, aby pierwsza rozmowa nie była ostatnią”. W artykule w „Panoramie” z 23 kwietnia 1989, nr 17, napisał: „To że obrady Okrągłego Stołu były potrzebne i możliwe, uważam za największe osiągnięcie. Wierzę, że decyzje typu politycznego, ekonomicznego i społecznego zależą od postawy moralnej człowieka, który decyduje, bez względu na to, jakiej jest orientacji politycznej. Ludzie, którzy zasiedli przy Okrągłym Stole nie mieli wcześniej żadnej szansy spotkania się ze sobą, nie mieli możliwości wymienienia swych różnych poglądów i opinii. Polska to wielość społeczeństw, środowisk, które niekiedy nie mają żadnego styku. Sądzę, że zaczął się proces porozumiewania się ludzi z bardzo różnych kręgów. Porównałbym to z czymś, co dzieje się wewnątrz chrześcijaństwa, a mianowicie z ruchem ekumenicznym. [...] Obrady Okrągłego Stołu, mówiąc bardzo syntetycznie, nie zamknęły żadnych drzwi, nie pozbawiły żadnych nadziei. Udowodniły, że mimo wszystko coś możemy zrobić. Wolę spotykać się z generałem Kiszczakiem przy Okrągłym Stole niż odwiedzać go na Rakowieckiej w sprawie internowanych, jak to robiłem w 1982 roku. Wolę widzieć pana Geremka przy Okrągłym Stole niż odwiedzać go w więzieniu w Białołęce, bo tam go poznałem. Dla mnie Okrągły Stół ma przede wszystkim znaczenie moralne, bo uważam, że bez uzdrowienia moralnego nie można uzdrowić ekonomii”.
    Do sytuacji w kraju ustosunkowali się wówczas polscy biskupi, którzy podczas posiedzenia plenarnego na Jasnej Górze w dniach 1–2 maja nawiązali do słów Ojca Świętego. Komunikat Episkopatu także uwiarygodniał „drużynę Wałęsy”. Biskupi dali wyraz zadowoleniu z pomyślnie zakończonych rozmów Okrągłego Stołu oraz wezwali do udziału w zbliżających się wyborach:
    „[...] Obiecujące zakończenie rozmów przy „okrągłym stole” biskupi uznali za ważne wydarzenie na drodze do pluralizmu społecznego, czego wyrazem było między innymi oczekiwanie zalegalizowanie „Solidarności”. [...] Modlimy się wytrwale, »aby na drodze tego procesu wszyscy wykazywali w dalszym ciągu potrzebne męstwo, mądrość i rozwagę, służąc wspólnemu dobru« [...].
    [...] Biskupi polscy wyrażają przekonanie, że nadchodzące wybory stanowić będą ważny krok na drodze do upodmiotowienia społeczeństwa i odchodzenia od monopolu „jedynego przewodnika”, którego „żadna grupa społeczna… nie ma prawa uzurpować sobie” (por. encyklika Sollicitudo rei socialis, nr 15). Szansa jaką dają wybory, winna być wykorzystana przez wiernych w poczuciu odpowiedzialności za wspólne dobro narodu, jakkolwiek pozostaje świadomość, że obecne wybory są tylko pierwszym krokiem do pełnej podmiotowości społeczeństwa. [...]

    Papież z uwagą śledził odrodzoną „Solidarność” i niepokoił się jak ludzie zareagują na przywrócenie wolności. Najbardziej niepokoiło go zanik moralności i zaufania. Dlatego 8 maja – w uroczystość św. Stanisława – odczytał fragmenty słynnego listu, który Pius XII skierował do Episkopatu Polski w 1953 r. Przytaczając słowa Piusa XII, w których zapewniał on, że ówczesne cierpienia Kościoła przyniosą „wielkie owoce”, Jan Paweł II pytał, czy właśnie dziś nie znaleźliśmy się na progu tego czasu owocowania. Niezwykle silnie podkreślał, że przyszłość ojczyzny zależy od zaprowadzanego ładu moralnego wśród społeczeństwa, które jest warunkiem jego siły:
    „Patron ładu moralnego”, zmarły Prymas Tysiąclecia zwykł mawiać: św. Wojciech – patron ładu hierarchicznego, św. Stanisław – patron ładu moralnego. [...]
    Tylko ład moralny może doprowadzić do odbudowy tego, co przez nieład moralny w wielkim wymiarze społecznym zostało zniweczone.
    [...] „Podjęte przez was ogromne trudy przyniosą wielkie owoce”. [...] sprawdziło się powiedzenie św. Ignacego Antiocheńskiego do Polikarpa: »Bądź odporny jak uderzone kowadło«. W znacznej mierze naród nasz pokazał tę nieodzowną odporność wobec tego, co było złem i zagrożeniem jego ładu moralnego. Jeżeli pod tym względem mamy sobie również i na etapie ostatnich 45 lat wiele do wyrzucenia, to też słusznie w dalszym ciągu chodzą procesje z Wawelu na Skałkę jako pokutne, jako wzywające nieustannie do nawrócenia, i to orędzie nawrócenia słusznie musi przeorywać życie, sumienia wszystkich Polaków. »Jednakże podjęte przez was trudy przyniosą owoce«. Czy nie stoimy u progu jakiegoś nowego owocowania tych trudów, które czasem zdawały się nam bezowocne. Zwłaszcza tym ostatnim czasom towarzyszy jakaś świadomość beznadziejności sytuacji, że nie może to wszystko przynieść owocu, że większe są siły przeciwko nam, aniżeli siły, które są w nas. Czy nie jest moment ku temu, ażeby na to spojrzeć inaczej, że jednak te siły, które są w nas, które są w naszym narodzie to całe dziedzictwo ładu moralnego, związane z męczeństwem św. Stanisława, że jednak wszystko to jest większe, aniżeli cały system przeciwko temu wymierzony?
    [...] Niech to spotkanie i rozważanie dzisiejsze w dniu św. Stanisława, biskupa i męczennika, pozwoli nam popatrzeć odnowionymi oczyma wiary na naszą współczesność, na dzień dzisiejszy, na okres najbliższy. Wielkim zadaniem Polski, naszego narodu, jest przetworzenie tego systemu, który okazał się systemem złym, przetworzenie go w duchu praw człowieka, w duchu praw narodu, w duchu zasad moralnego ładu w życiu osobistym, rodzinnym, a nade wszystko społecznym. [...]
    Modlimy się gorąco w czasie tej Najświętszej Ofiary, ażebyśmy nie poddali się słabościom, raz jeszcze okazali moc ducha i raz jeszcze podjęli trudy, które przyniosą owoce”.

    Po Okrągłym Stole i czerwcowych wyborach 1989 r. nastąpiła ewolucyjna zmiana systemu. Także ekonomicznego. Papież podkreślał i ostrzegał, że bez uzdrowienia moralnego uzdrowienie ekonomii jest niemożliwe. Bowiem bez uczciwości prawa wolnego rynku są jak dżungla i przed nieuczciwością nie zabezpieczy nawet najdoskonalszy system prawny. Niesprawiedliwości usiłowano szukać w symbolach, oskarżono o zmowę i tajny spisek w Magdalence. To nie wina zmowy, ale słabości ludzkich charakterów, braku moralności. Koty zawsze spadają na cztery łapy, ale nie jest im do tego potrzebna tajna umowa.
    Jan Paweł II wraz z całym polskim Kościołem w ekstremalnej sytuacji stanu wojennego i późniejszego okresu „normalizacji” odpowiadał na pytanie jakie stawiało życie. Głównym pytaniem było to o wolność ludzi i narodu. Kościół wziął na siebie odpowiedzialność i obowiązek obronę „Solidarności”, obronę społeczeństwa wobec skutków stanu wojennego, a wreszcie perspektywę osiągnięcia porozumienia społecznego. Dlatego Jan Paweł II odbył swoją IV pielgrzymkę do niepodległej Polski w 1991 r. pod hasłem: „Bogu dziękujcie! Ducha nie gaście!” Przypomniał najprostsze prawdy, ale i najważniejsze prawdy: prawdy Dekalogu. Kazał nam zastanawiać się, czy po odzyskaniu wolności potrafimy być wolni, czy potrafimy jako wolni ludzie kierować się zasadami prawdy i dobra? Tylko postępowanie zgodnie z tymi najprostszymi zasadami może świadczyć o ludzkiej godności i o moralnej sile całego społeczeństwa. To nie niewidzialna ręka wolnego rynku jest siłą każdego społeczeństwa, ale zasady, którymi to społeczeństwo się kieruje. Jego drogowskazem nie może być pieniądz, lecz będzie on nim tak długo, jak długo nie nastąpi odnowa ludzkich sumień.
    Tę myśl przypomniał Jan Paweł II, pisząc do biskupów polskich w czasie wizyty ad limina apostolorum w lutym 1998 roku: „Prawdziwa odnowa człowieka i społeczeństwa dokonuje się zawsze za sprawą odnowy sumień. Sama zmiana struktur społecznych, ekonomicznych i politycznych, choć ważna, może się jednak okazać niewykorzystaną szansą, jeśli nie stoją za nią ludzie sumienia”.
    Dlatego ciągle stoi przed nami niezdany egzamin, o którym powiedział Ojciec Święty kończąc pielgrzymkę 9 czerwca 1991 roku w Warszawie: „Egzamin z naszej wolności jest przed nami. Wolności nie można tylko posiadać. Trzeba ją stale zdobywać. Zdobywa się ją, czyniąc z niej dobry użytek – czyniąc użytek prawdzie, bo tylko prawda czyni wolnymi (por. J 8, 32) ludzi i ludzkie wspólnoty, społeczeństwa i narody (…) Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi! Nie przestaję ufać Duchowi Świętemu. Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, sam go dokona (por. Flp l, 6). Wierzę i ufam, »sam go dokona«, a wy nie przeszkadzajcie Mu, współpracujcie z Nim, bo jesteśmy wszyscy powołani, aby stawać się współpracownikami Boga”.
    „Egzamin z naszej wolności jest przed nami”. Odzyskaliśmy wolność, nastąpiło odrodzenie naszego narodu. Od 17 lat zdajemy egzamin z naszej wolności. Następne pokolenia ocenią czy wypełniliśmy nasze zadanie.

  135. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Torlin, SB doskonale wiedzialo, ze SW nie ma zadnego programu „wieszania na latarniach”, nie jest organizacja terrorystyczna, ani ma plany wywolania zbrojnego powstania:

    http://www.sw.org.pl/sb-o-sw.html

    „Gdyby SB wiedziało, że się ich powywiesza na latarniach, w życiu nie byłoby Magdalenki i Okrągłego Stołu.”

    A co by bylo? PRL do dzis, podziemne drukowanie, wiezniowie sumienia i centralna gospodarka z PZPR jako awangarda klasy robotniczej? Nie osmieszaj sie.

    Kaska

  136. Zofia napisał(a):

    Torlinie, masz racje.
    Musiałam jakąś literówkę strzelić – wg Polityki jest to ul. Lisa-Kuli. Mnie się „przerobiło” na Lisią Kulę. Nie skojarzyłam „leginowo”.
    Przepraszam.

  137. leszek.sopot napisał(a):

    Katarzyno,
    poplątało się chyba coś tobie w sprawie uwięzionych członków SW. Pierwsze słyszę o odmowie AI udzielenia pomocy. Jeśli miało to miejsce to może dlatego, że na swoje barki pomoc uwięzionym wzięła podziemna „S” i Kościół? Ja znam taką wersję wydarzeń.

    Przedstawiciele Kościoła uczestniczyli w rozmowach dotyczących uwolnienia przetrzymywanych więźniów politycznych. Przez kilka tygodni trwały partyjno-kościele negocjacje dotyczące wypuszczenia z więzień działaczy „Solidarności Walczącej” Kornela Morawieckiego, Andrzeja Kołodzieja i Jana Andrzeja Górnego. Działaczom „SW” w akcie oskarżenia postawiono zarzut, że w latach 1986–1987 „wspólnie z zamieszkałymi w Szwecji Marianem Kaletą i Józefem Lebenbaumem [...] uczestniczyli w grupie przestępczej zajmującej się przemycaniem ze Szwecji [...] powielaczy, matryc, kopiarek, wydawnictw bezdebitowych, nadajników, radioodbiorników typu scanner, pistoletów startowych z nabojami hukowymi, urządzeń elektrowstrząsowych, celowników optycznych, ręcznych miotaczy gazowych, blankietów prawa jazdy i dowodów rejestracyjnych samochodów, o łącznej wartości co najmniej 13 382 524 zł, przy czym przemycane wydawnictwa i powielacze [...] przeznaczone były do nielegalnego obrotu w kraju, mającego również charakter handlowy”. Morawieckiego oskarżono jeszcze o używanie podrobionego dowodu osobistego, a Kołodzieja o używanie cudzego dowodu osobistego. W oskarżeniu wogóle nie wspomniano o „Solidarności Walczącej” – nazwa organizacji pojawiła się dopiero w uzasadnieniu. List do Sejmu z apelem o uwolnienie podpisało w Gdańsku ok. 2000 osób, w tym Lech Wałęsa. Z zagranicy do polskich władz wpłynęło pismo podpisane przez 105 amerykańskich kongresmenów z żądaniem uwolnienia Morawieckiego i ostrzeżeniem, że dalsze jego przetrzymywanie wpłynie na pogorszenie stosunków polsko-amerykańskich.
    Po kilkutygodniowych pertraktacjach władze zdecydowały się uwolnić przetrzymywanych działaczy, ale pod warunkiem ich wyjazdu za granicę. Morawiecki swój wyjazd uzależnił od stanowiska kolegów z podziemia. 30 kwietnia Morawieckiego przewieziono wprost z więzienia na Rakowieckiej w Warszawie na lotnisko Okęcie. Tam po konsultacji ze znajomymi i rodziną odmówił odlotu do Rzymu. Trójkę działaczy „SW” przewieziono z powrotem do więzienia. Władze oświadczyły, że sprawę traktowały jako „całościową umowę dżentelmeńską” i zapowiedziały przywrócenie sankcji prokuratorskiej. Na Rakowiecką pojechali rozmawiać z Morawieckim ks. Orszulik i prof. Stelmachowski, którzy oświadczyli więźniom, że odmowa wyjazdu może „utrudnić zastosowanie humanitarnych względów w stosunku do innych osób”. Morawieckiemu pokazano opinię lekarską stwierdzającą u Kołodzieja podejrzenie guza dwunastnicy i poinformowano, że albo wyjadą obaj albo żaden. W obliczu takiego szantażu Morawiecki zgodził się wyjechać. Ks. Orszulik wynegocjował dla nich paszporty wielokrotne oraz powrotne bilety. Kiedy jednak Morawiecki postanowił wrócić z zagranicy i we wtorek 3 maja próbował dostać się z ważnymi biletami na samolot LOT-u, oświadczono mu, że nie ma miejsc. Odleciał więc do Frankfurtu, skąd Lufthansą przyleciał 4 maja do Warszawy. Na Okęciu – bez możliwości skontaktowania się z rodziną i adwokatem – wsadzono go w towarzystwie dwóch funkcjonariuszy SB do samolotu do Wiednia. Tam dopiero zwrócono mu paszport z przekreśloną adnotacją o wielokrotnym przekraczaniu granicy. Zgoda na wyjazd okazała się więc bezprecedensową karą banicji.

  138. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Torlinie, ja nie pisalam o wyslaniu Kolodzieja i Morawieckiego za granice, ale o opinii, jaka im wystawilo srodowisko Michnika dla AI – opinii nieuczciwej, klamliwej i wrednej, ktorej konsekwencja byla odmowa AI objecia wiezniow swoja opieka.

    W sprawie dzialan humanitarnych, ktore byly wynikiem f a l s z y w e j informacji SB o stanie zdrowia Kolodzieja – podjal sie ich Kosciol, a nie Michnik.

    Przypominam – rozmawiamy o postawie Michnika w 1988r., w dodatku na twoje osobiste zyczenie!

    Kaska

  139. Mawar napisał(a):

    leszek.sopot

    „… powielaczy, matryc, kopiarek, wydawnictw bezdebitowych, nadajników, radioodbiorników typu scanner, pistoletów startowych z nabojami hukowymi, urządzeń elektrowstrząsowych, celowników optycznych, ręcznych miotaczy gazowych…”
    Kanał szwedzki kontrolowała SB i podrzucała tam różne dziwne fanty mające propagandowo uzasadnić „terrorystyczny” charakter Solidarności Walczącej i innych grup radykalniejszych od ówczesnej michnikowszczyzny. „Na tym odcinku” pracował dobrze dziś znany Sławomir Petelicki, oficer peerelowskiego wywiadu. To ciekawe, że dziś nikt do niego nic nie ma, prawda? Nie wiem co ówczesna michnikowszczyzna mówiła AI, ale znając to środowisko – zapewne mówiła jak najgorzej i takoż czyniła. SW burzyła im całą strategię porozumienia z czerwonym, i to nie taktycznego, ale con amore i już na zawsze. Do dzis jest zapis w GW na uczciwe pisanie o SW, bo przeciez nie może być tak, że ktoś jeszcze ma zasługi dla iepodległości Polski prócz Tygodnika Mazowsze.

  140. głos zwykły napisał(a):

    Właśnie czytam pozycję pt. Czesław Miłosz rozmowy polskie 1979-1998. Wydawnictwa Literackiego i Znaku. Interesujący jest jego ogląd Solidarności i społeczeństwa polskiego. Rok 1980 to rok zaskoczenia i zauroczenia. Pochwały o dojrzałości, o wysokim poziomie społeczeństwa, zwłaszcza ludzi młodych, który kontrastuje z rozwojem ekonomicznym PRL, o scalającej społeczeństwo płaszczyźnie moralnej odnowy chrześcijańskich wartości , o nie endeckim rozumienia pojęcia naród. Skromne uchylenie się od komentarzy.
    Zaraz po 1989 roku Czesław Miłosz dystansuje się od kapitalizmu, pyta a może szukać trzeciej drogi, bo ja wiem, że kapitalizm nie spełni oczekiwań społecznych, ale jednocześnie ustępuje przed dyskutantami, którzy mówią, że dla kapitalizmu nie ma alternatywy. Postuluje budowę państwa w którym Polak czułby się w pierwszym rzędzie Europejczykiem, ale i w poczuciu dumy z dziedzictwa kulturalnego Polski. Jednak na społeczeństwo patrzy już inaczej, zaczyna być krytyczny. Mówi, że dostaje dziesiątki tysięcy listów w których dominuje nacjonalizm, zaściankowość i grafomaństwo. Przez te lata od 1979 r. do lat 90., przecież poziom tych samych ludzi się nie zmienił. Zmianie uległ poziom wiedzy Czesława Miłosza o Polakach. W roku 1989 zna już przekrój duchowy i moralny polskiego społeczeństwa.
    Wie, że z nielicznymi wyjątkami ma do czynienia z wybitnym ćwokiem, kołtunem i prostakiem.
    No, nie wiem może rzeczywiście rację ma Leszek.Sopot, że ten stan rzeczy mogła zmienić tylko interwencja Boska, jednak nie zmieniła.
    Obecnie mamy wicepremiera Leppera, którego znają prostytutki i taksówkarze i sutenerzy pod pseudonimem „Dziad”, który społeczeństwo, elity i prostytutki traktuje tak samo. Poparcie społeczne dla Samoobrony utrzymuje się na tym samym poziomie, mimo tylu afer. Wicepremier Andrzej Lepper otrzymał już rozgrzeszenie, PiS znajduje nadal oparcie w parafiach, nie wiem czy A. Lepper będzie nadal częstym gościem w radiu Ma Ryja i na Jasnej Górze?
    Nie zaprzeczam, że wolność implikuje ład moralny, ale moralność to nie słowa lecz zachowanie się. Wydaje się, że kilka lat po odejściu JP II Kościół Katolicki i społeczeństwo oraz jego elity byłe i obecne postrzegają nadal tylko słowa, słowa, słowa. A JP II pełni funkcję kolejnego Bożka Świętego, u którego można będzie coś żarliwie modląc się dostać: nową lodówkę, pracę, żeby teściowa złamała nogę, a Kowalskiego złodziejstwa odkrył śledczy Kamiński.
    No, ale nie ma tego złego co by nie wyszło na dobre. Nastał, bowiem dobry czas na wystawianie W. Szekspira. To nie gorszy myśliciel niż JP II tyle, że inaczej rozumiał człowieka jego emocje, żądze i iluzje.

  141. narciarz2 napisał(a):

    Gospodarz zlozyl wszystkim zyczenia, do ktorych ja sie tez dolaczam po powrocie z wakacji. Skoro Wigilia za nami, wszystkim zycze dobrego i produktywnego Nowego Roku.

    Kombatantom zycze zaleczenia urazow zadanych przez Czerwonego dwadziescia piec lat temu. Wasze niekonczace sie rozwazania nie pomoga Wam ustalic, co by sie zdarzylo, gdyby zdarzylo sie co innego, niz sie naprawde zdarzylo. Zycze Wam powrotu z krainy „wtedy i tam” do rzeczywistosci dziejacej sie „tu i teraz”. Troche niezgodnie z intencjami Gospodarza, zycze sobie i Wam rzadszych wizyt na tej agorze i skierowania naszej energii w bardziej produktywnym kierunku.

  142. Mawar napisał(a):

    Głos
    „Został zamieszczony artykuł w bieżącym nr Newsweeka o wodzu rewolucji moralnej wicepremierze Andrzeju Lepperze, jak się świetnie bawi w agencji towarzyskiej. Wydaje się, że Jarosław i Lech Kaczyńscy bardzo się poświęcili, żeby robić rewolucję moralną. Tak bardzo, że o moralności w rewolucji zapomnieli”.

    1. Tak naprawdę to Kaczyńscy mogą odpwiadać za moralność w swoich szeregach, które pod tym względem są bez zarzutu (no, może poza tzw. aferą mrówkową).
    2. Na moralność Samoobrony największy wpływ miała subkultura pegeerowska. A PGR-y to nie jest pomysl PiS. Kogo to pomysł – z pewnością wiesz lepiej ode mnie.
    3. Rewolucja moralna w panstwie polega na tym, że urzędnicy nie są skorumpowani, są to sprawni, działaja w imieniu państwa i dla dobra obywateli. Działaniem niemoralnym jest ułaskawienie przestępców przez prezydenta, działaniem moralnym sprawne ich zamykanie w więzieniach.
    4. Czasem polityk musi postąpić cynicznie, czy nawet moralnie wątpliwie, mając jednak na uwadze dobro ogółu. Polityka zna tysiące takich przypadków. Ale może tak robić czasami i tylko ten, kogo intencje są poza wszelkim podejrzeniem, kto powszechnie przyjetych reguł zwykle przestrzega.
    5. Rewolucja moralna w Polsce potrwa lata całe, mniej więcej tyle, ile trwał w Polsce komunizm, plus okres wojny. Kto chce szybciej niech zaczyna od siebie. Nawoływanie przez Newsweek o rewolucję moralną, po tym w jaki sposób dwa tygodnie wcześniej redakcja tego pisma wykorzystała kobiety uwikłane w seks-aferę Samoobrony to żart z gatunku ponurych. Nie lepiej było zacząć od rewolucji moralnej w redakcji? Widocznie uznano, że bić się w cudze piersi jest łatwiej i przyjemniej.

  143. Mawar napisał(a):

    Głos

    1)
    „Wie, że z nielicznymi wyjątkami ma do czynienia z wybitnym ćwokiem, kołtunem i prostakiem …
    2)
    … nie wiem czy A. Lepper będzie nadal częstym gościem w radiu Ma Ryja i na Jasnej Górze”?

  144. głos zwykły napisał(a):

    Mawar,
    Historia nie tylko Polska zna przypadki wielu werbalnych rewolucji moralnych przez lata i zna też jak się te rewolucje robi z ćwokiem, kołtunem i prostakiem …
    No, ale teraz będziemy mieli cd. online coverage w radio Ma Ryja i TV Trwam!

  145. Mawar napisał(a):

    Onet
    „Na początku 1989 zginął ks. Zych. Już kilka, bądź kilkanaście miesięcy później konspirator Michnik otoczył się nowymi przyjaciółmi oraz optował za abolicją wobec przestępców stanu wojennego”.

    Ks. Zych zginął w nocy 10/11 lipca 1989 r.

  146. Zofia napisał(a):

    Onet,
    przepisujesz z coś tam z Polityki, ale wycinasz to co niewygodne albo manipulujesz.Coś dodajesz od siebie. Twoja sprawa – akurat można Politykę kupić, każdy sobie przeczyta.
    A teraz kilka uwag:
    Oceniaj luksusy Kaczyńskich miarą PRL-u, czyli czasów w którym je mieli.
    Zachowuj uczciwą skalę porównawczą.
    Ludzie w 1959 roku mieli trudne warunki lokalowe w Polsce, zwłaszcza w zrujnowanej Warszawie.
    Pisząc o matce Kaczyńskich piszesz laurkę, używasz nazwy szare szeregi, które dla wielu kojarzą się WYŁĄCZNIE z powstaniem warszawskim. Umyka Twojej uwadze, ze owszem była w tajnym harcerstwie – ale w STARACHOWICACH, a nie w Warszawie.
    Jako 14-latka wynosiła nocniki szpitalne i wykonywała podobne prace w STARACHOWICKIM szpitalu. Do tego szpitala trafili ranni z akcji „Burza”, więc i przy nich musiała wykonywać swoja robotę sanitariuszki. W żadnej akcji – nie brała udziału. Wysłuchiwanie opowieści rannych ludzi – nie jest żadnym bohaterstwem, ale zwyczajnym aktem samarytańskiej pomocy, kogoś, kto pracuje w szpitalu.
    Tworzysz Onet mitologię i kłamiesz na potęgę.
    Teraz słynni przodkowie.
    To, że ktoś ma w rodzinie ziemiaństwo i szlachtę, nie jest niczym szczególnym. Moja matka jest córką ziemiańską szlachty mazowieckiej, rodzina ojca nosiła Sas przed nazwiskiem. I co z tego?
    Majątek dziadków do dzisiaj pięknie się prezentuje i wcale nie wykluczone, że spędzałeś tak swój urlop, jeśli lubisz konną jazdę. Nadal jest w rękach rodziny i służy jako zespół dworsko-rekreacyjny wielu ludziom. I co z tego?
    Pradziadkowie Kaczyńskich pochodzą przede wszystkim z Odessy i Galicji i raczej gadali po rosyjsku niż po polsku, generalnie – z kadry oficerskiej carskiej armii.
    Dziadek Jadwigi, matki Bliźniaków był rosyjskim pułkownikiem, podobno w niewyjaśnionych okolicznościach, jak twierdzi rodzina Kaczyńskich został …polskim generałem. Zginął podczas rewolucji październikowej, ale gdzie i jak?! Ponieważ rodzina K. ma zwyczaj przerabiać historię na własne kopyto i nie zawsze w zgodnie z faktami – wszystko jest możliwe.
    Również dziadek ojca Kaczyńskiego (po mieczu) był carskim oficerem. Miał majątek w okolicach Łomży i ożenił się tam z miejscowa dziewczyną. Nic więcej nie wiadomo.
    Teraz dziadkowie Kaczyńskich.
    Także to pokolenie kończyło rosyjskie szkoły.
    Rodzina babci Franciszki (ze strony ojca) miała duży majątek pod Odessą. Franciszka, po ślubie z Aleksandrem Kaczyńskich przyjechała do Polski. To prawda, on był wysokim urzędnikiem kolejowym i dość bogatym. Z tego związku pochodzi ojciec Bliźniaków – Rajmund. Franciszka zajmuje się …obrotem nieruchomościami. Tuż przed wojną przenoszą się do Warszawy, na Zolibórz.
    O tym Onecie – już nie napisałeś.
    O ojcu p. Jadwigi Kaczynskiej – Aleksandrze Jasiewiczu nie napisałeś, że był ….socjalistą z własną firmą. Córka o ojcu mówi,ze był „socjalistą …antykomunistycznym”
    Pisząc o rodzinie Jasiewiczów – zapomniałeś kilka pikantnych szczególików.
    Jest w tej rodzinie niejaki Stanisław Miedza-Tomaszewski, mąż Marii z domu Jasiewicz, starszej siostry matki Bliżniaków. I jego brat – Jerzy Tomaszewski. Jest też z tej rodziny Konrad Tomaszewski.Czyli stryjkowie Braci Kaczyńskich.
    Jerzy Tomaszewski – w czasie powstania dokumentował je, ranny leżał w okopach i robił zdjęcia, ocalały i to akurat one są prezentowane są w warszawskim muzeum powstańczym, wybudowane za czasów Lecha K. na stolcu prezydenta stolicy.
    Konrad Tomaszewski – za rządów AWS zostaje dyr. Lasów Państwowych. mimo toczących się przeciwko niemu procesów o korupcję i fałszowanie dokumentów przed wyborami prezydenckimi w 2005 przygotowuj spotkania w kampanii wyborczej L. Kaczyńskiego. Kłopoty z wymiarem sprawiedliwości nie przeszkadzają mu w otrzymaniu w 2005 r. posady w resorcie ministra Szyszki. W żywe oczy zaprzecza, ze jest związany rodzinnie z premierem i prezydentem RP.
    Stanisław Tomaszewski ma barwny życiorys, na kanwie jego wojenno-powstańczych przeżyć powstaje scenariusz Jerzego Janickiego do filmu „Umarłem, by żyć” . Film powstał w 1984 roku. Po wojnie Stanisław Tomaszewski zostaje wykładowca na ASP, W 1947 roku poznaje starszą siostrę Jadwigi zakochuje żeni się bez mała natychmiast. Zmarł w 2000 roku.
    Ojciec Kaczyńskich – nie przepadał za Stanisławem ich wzajemne stosunki były nader chłodne. Co też odczuwało się w domu rodzinnym Kaczyńskich.
    O koligacjach z Tomaszewskimi jakoś Onecie przemilczałeś.

  147. głos zwykły napisał(a):

    Tak naprawdę to Kaczyńscy mogą odpowiadać za moralność w swoich szeregach.

    Szeregi te są zasilone przez ludzi, których problemy z moralnością zostały już w prasie opisane, natomiast na grubsze afery. No, na to przyjdzie jeszcze czas.

    3. Rewolucja moralna w państwie polega na tym, że urzędnicy nie są skorumpowani, są to sprawni, działają w imieniu państwa i dla dobra obywateli. Działaniem niemoralnym jest ułaskawienie przestępców przez prezydenta, działaniem moralnym sprawne ich zamykanie w więzieniach.

    Kpisz sobie czy co?

    4. Czasem polityk musi postąpić cynicznie, czy nawet moralnie wątpliwie, mając jednak na uwadze dobro ogółu. Polityka zna tysiące takich przypadków.

    Tak jest np. budowa gułagów i obozów koncentracyjnych.

  148. Mawar napisał(a):

    leszek.sopot
    „Dłuższy tekst, który niegdys popełniłem, z dedykacją dla Blizny, Mawara, Onetu, Minera i wszystkich im podobnych bo piszą głupstwa oslepieni Łysiakiem, sami nie znając faktów ani kontekstu roku 1989″.

    Skąd wiesz, że jestem oślepiony Łysiakiem? Przeciez napisałem, że nie przeczytałem żadnej jego ksiązki, więc nie mogę być nim oślepiony. Może i chciałbym być oślepiony Łysiakiem, ale nie jestem. Podpieranie się Papieżem (jak i w twoim przypadku) przypomina mi prasę paksowską z końca lata 70. Kilka zdjęć Jana-Pawała II, fragment jego encykliki, do tego komentarz jakiegoś księdza-patrioty, a to był wędkarski haczyk, wstęp do rozbudowanej publicystki o dozgonnej przyjaźni polsko-radzieckiej oraz potrzebie sprzeciwu wobec rozmieszczenia amerykańskich rakiet Pershing w Europie Zachodniej (stojące już na wyrzutniach sowieckie SS-20 były, rzecz jasna, „całkiem wporzo”).

  149. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Przepraszam pania, Zofio, ale odnosze wrazenie, ze po przeczytaniu tego artykulu w Polotyce wpadla pani w z lekka niezdrowe podniecenie rzedu malego Kazia, ktory sie doczytal, ze ojciec Michnika byl komunista, a brat wysylal polskich patriotow na wieloletnie wyroki do wiezien, a nawet na smierc.

    Pisze pani o swojej rodzinie, konkludujac: I co z tego?
    No wlasnie, i co z tego, ze przodkowie Kaczynskich byli w carskiej armii, a do rodziny przyplatal sie jakis szemrany cwaniaczek?

    Kaska

  150. leszek.sopot napisał(a):

    Mawar,
    „michnikowszczyzna” roku 1988 to także obaj bracia Kaczyńscy, Romaszewski, Borusewicz – cała ówczesna czołówka podziemnej „S”, a także jej drugi plan z m.in. Maćkiem Łopińskim i Dornem. Ich też się możesz zapytać co wówczas mówili o Grupie Roboczej czy o SW. Pragnąłbym tobie zwrócić uwagę, że w 1988 i wcześniej oraz później ani GG ani SW nie była w stanie zorganizowac ani jednego strajku. Jedyną siłą, która była w stanie zrobić cokolwiek (i tak z marnym poparciem społecznym) były podziemne struktury „S”.
    Nie mam pojęcia co i kto komu podrzucił. Nie znam „sprawy” Petelickiego i opanowania przez niego szwedzkiego kanału. Cytat pochodzi z oficjalnego aktu oskarżenia, który jest tak samo wiarygodny jak inne dokumenty z esbeckich teczek. Dobrze by było gdyby równie wnikliwie analizowano podawane w esbeckich teczkach informacje a powstrzymano się z tak pochopnie rzucanymi oskarżeniami, że np. pomocą ze skandynawii sterowali esbecy. Na pewno mieli oko na wiele spraw, ale większość transportów dochodziła.
    Może zaciekawi ciebie jeden ze sposobów jakimi podziemna „S” porozumiewała się z Zachodem:
    http://serwisy.gazeta.pl/.....94440.html

  151. leszek.sopot napisał(a):

    Mawar,
    „podpieranie się Papieżem” – czy to znaczy, że Jan Paweł II jest na cenzurowanym i nie można traktować dziś jego słów jako odnośników i drogowskazu własnej drogi przez życie? To kogo mam słuchać, kto ma być dla mnie autorytetem -TY!
    Płaskie jest twoje odniesienie sie nie do treści ale do okresu stalinizmu, który ja niby ci przypominam. Zastanowiłbys się chłopie choć przez chwilę nad słowami Papieża, któremu musieli być wszyscy księża a nie jacyś, twoim zdaniem, „księża patrioci”. Papież wyżej nad walkę cenił rozsądek i ład moralny. Ty najwyraźniej wyżej cenisz chamstwo.

  152. Mawar napisał(a):

    głosie
    Kpisz sobie, czy mentalnie tkwisz w przedszkolu? Wyjeżdżając z Gułagiem, zaadresuj to do kogoś z komunistyczną przeszłością. Ja odróżniam makiawelizm od ludobójstwa, ty chyba masz kłopoty. Ja nie byłem w PZPR, nie wiem jak ty? Każde państwo ma instytucje działajace na granicy prawa, albo i poza prawem – z reguły innych państw, o moralności nie wspominając. Polityka to często brutalna sztuka robienia tego co w danej chwili możliwe – w interesie obywateli. Dlatego ani Lepper ani SO nigdy nie dostaną instytucji wrażliwej (wywiad, ABW itp.), bo reguły ewentualnie mogą przekraczać ludzie mający zasady, nie tylko doraźne interesy. Ale można złe cechy Samoobrony, łącznie z pazernością, wykorzystać w dobrej sprawie – w parlamencie. Platformerska opozycja, która to krytykuje zrobiłaby dokładnie to samo, gdyby tylko miała okazje i konieczne kwalifikacje polityczne do takiej zabawy. Podobne plany miała i michnikowszczyzna, sprzymierzając się w 1988 r. z czerwonym diabełkiem. Ale cóż, michnikowszyzna zawsze miała lepszych opozycjonistów, doktrynerów i moralizatorów niż polityków. Z polityków to tylko Geremek, ale i on prawdę mówiąc d… nie polityk. :)

  153. Mawar napisał(a):

    leszek.sopot
    „Może zaciekawi ciebie jeden ze sposobów jakimi podziemna “S” porozumiewała się z Zachodem”:
    http://serwisy.gazeta.pl/.....94440.html

    Znam to, nie wiem tylko jaki to miało sens skoro Milewski w Brukseli był TW?

    Michnikowszczyzna juz w roku 1988 zaszła dalej w porozumieniu z czerwonym niż reszta skłonna byłaaby zaakceptowac, nie mówiąc o społeczeństwie, które było robione w konia. Lech Kaczyński wspominając spotkania w Magdalence zaszokowany był stopniem fraternizacji grupy korowskiej z grupą Kiszczaka, te wódeczki, te serdeczności … Mówił to już w wywiadzie dla K. Czabańskiego („Kultura” Paryż, lipiec /sierpień 1989 r). J. Kaczyński rzucając na początku 1990 r. hasło przyśpieszenia (zmian) nie ukrywał, że po rozwiązaniu się PZPR „pacta non sunt serwanda” i sytuacja jest znów wyjściowa. Niestety, michnikowszczyzna wolała kolaborować z czerwonym diabełkiem. Ze skutkiem wiadomym.

  154. Mawar napisał(a):

    leszek.sopot
    „Papież wyżej nad walkę cenił rozsądek i ład moralny. Ty najwyraźniej wyżej cenisz chamstwo”.
    Nie przypuszczam aby manipulowanie słowami Papieza dało się zaliczyć do ładu moralnego, jak by go nie definiować. Z chamstwem bardziej kojarzy mi się manipulacja, aczkolwiek przyznaję, że manipulować można i w dobrej sprawie.

  155. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Gospodartzu! Gospodarzuuuu!

    Tutaj pisza, ze to pan wymyslil L. Kaczynskiego na ministra sprawiedliwosci u Buzka.

    Prawda to?

    http://www.wprost.pl/ar/?O=85738

    Kaska

  156. głos zwykły napisał(a):

    Mawar,
    Po prostu, w taki sposób jak to robisz, mógłbyś każdą partię przedstawiać, że coś robi w brutalny sposób dla społeczeństwa. Myślę, że spełniasz się tutaj w roli agitatora, a nie dyskutanta. Wiesz insynuacje, półprawdy, przemilczenia, to każdy potrafi – tylko po co? żeby pogadać o niczym jak Ziemkiewicz. Ale jemu to przynajmniej płacą od linijki.

  157. Mawar napisał(a):

    głosie
    „No, ale teraz będziemy mieli cd. online coverage w radio Ma Ryja i TV Trwam”!

    Umówmy się, pisząc „Ma Ryja”, czy rechocząc się z karykatur Mahometa, jesteś dla mnie prostakiem i lewackim kołtunem. Co ja zrobię, inaczej nie mogę.

  158. Zofia napisał(a):

    Nie popadłam, wbrew pozorom, w żadne podniecenie, ale zwracam uwagę, ze że bracia Kaczyńscy ma mitach, kłamstwach i fałszywej i legendzie budują swój image polityczny i społeczny.
    Lansowali siebie jako potomków szlachetnych rodów, o wybitnych tradycjach niepodległościowych, z domów gdzie sami bohaterowie i 100% patrioci. Inteligencja wielopokoleniowa z doskonałymi manierami niż to całe komunistyczne buractwo itp.
    Ci właśnie ludzie, obaj bracia Kaczyńscy – wywlekali oponentom politycznym dziadków, krewnych i z pogardą mawiali publicznie, – co się można po nich spodziewać, , wystarczy zobaczyć z jakich domów pochodzą.
    A tu, okazuje się, że rodzina nie taka znowu święta, z dobrodziejstw komuny w Polsce czerpała garściami i bez żadnych skrupułów a tymi tradycjami powstańczymi nie zupełnie tak, jak publicznie gadają.
    Pradziadkowie Kaczyńskich w mundurach carskich oficerów są tym samym co dziadek Tuska z Wermahtu. Przodkami. Z tym, że ten ostatni miał epizod kilku tygodniowy, pierwsi, ci z rodu Kaczyńskich – litą służbę w barwach polskiego zaborcy.
    Tak to wychodzi, jak ktoś komuś pod kołdrę zagląda a swego łóżka nie sprawdził.
    Pani Katarzyno,
    pokazuję wyłącznie – jakimi małostkowymi i w sumie prymitywnymi mitomanami są obaj bracia. I ze kłamstwo ma krótkie nogi, a cały ten blicht, te rzekome splendory rodzinne, koneksje i znajomości – to kiczowate „złotko”, taki papierek po czekoladzie.
    Nic więcej.
    Zdecydowanie wolę Tuska z jego dziadkiem, niż Kaczyńskich, którzy własnemu ojcu odbierają honor powstańca warszawskiego, na rzecz matki, która nigdy w powstaniu nie walczyła. I mają na dodatek wraz ze swoją matką z tej okazji czelność łgać prosto w oczy całemu narodowi. Proszę sobie przypomnieć całą tą pompę w Warszawie z okazji 60-lecia Powstania Warszawskiego.
    Za to korzystać z pracy ojca, jego układów z PZPR, wyjazdów za granicę i innych komuszych przywilejów – potrafili.
    Odnowę moralną Ci obaj panowie powinni zacząć od siebie i od zaraz, a nie proponować ją jako program polityczno-etyczny PiS dla Polaków.

  159. leszek.sopot napisał(a):

    Mawar,
    przedstawiłem obszerne wypowiedzi Papieża. Nie masz prawa zarzucać mi bez udowodnienia manipulacji. Po prostu paplasz językiem bo nie wiesz jak się do słów Jana Pawła II ustosunkować. Przedstaw proszę inną Jego opinię na temat zmian w Polsce w 1989 r. Zapoznaj się także z jego ostatnimi słowami skierowanymi wprost do „S” w 2003 r. i zastanów się nad tym co i dlaczego wówczas skrytykował w działalności związku po 1990 r.
    Jeszcze raz powtórzę, że chamstwem jest zarzucanie manipulacji bez jakiegokolwiek dowodu. Może to świadczyć o twojej ograniczonej chęci poznawania rzeczywistości bo masz swoje wszystkie prawdy już tak ocisane, że ich nic nie ruszy, a to, co nie pasuje traktujesz z góry jako fałsz. Zdejmij klapki z oczu.
    Co do poruzumienia z „czerwonymi”. O poruzumieniu z nimi mówiło się od 13 grudnia 1989 r. Przez wszystkie długich 7 lat politycy zachodni, działacze podziemni i Papież cały czas nawoływali do rozmów. Po to były nałożone sankcje ekonomiczne na PRL, jak i po to Jan Paweł II spotykał się z Jaruzelskim. Ci, którzy byli przeciw rozmowom w oczach duchowiństwa, dyplomatów zachodnich, jak i polskiej opozycji byli uważani za ludzi nieroztropnych. Jedyną szansą na wyjście z kryzysu był OS a nie narodowe powstanie, na które nikt nie miał ochoty. Jesienią 1988 r. nie kto inny jak Lech Kaczyński ostro krytykował Wałęsę, że ten się wahał czy po ogłoszeniu upadłości Stoczni Gdańskiej nie odstapić od rozmów przygotowujących OS. Obaj bracia wówczas ostro krytykowali i GG i SW za awanturnictwo.
    Co do „fraternizacji” – samo słowo jest dziwolągiem mającym poniżyć obdażonych nim ludzi. Moim zdaniem sytuacja w Magdalence po zakońcvzeniu trudnych negocjacji to sytuacja dla analizy dla psychologów a nie politologów, bo ludzi po bardzo wielki stresie zachowują się różnie. Michnik mógł wówczas czuć się dumny z sukcesu bo wywalczono więcej niż „S” liczyła. Emocje opadły to i uśmiechy się pojawiły. Bzdurą jest widzieć w tym zdradę, można co najwyżej czuć niesmak, ale warto też spróbować zrozumieć psychologię miejsca i czasu.

  160. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Leszku, mnie sie wydaje, ze termin „michnikowszczyzna” dotyczy okresu, rozpoczetego rozmowami przy okraglym stole – ale nie wczesniej.

    Jakie mozliwosci i wplywy mieli w 1988r. Kaczynscy czy Dorn, vs. Kuron i Michnik? Sam wiesz, wiec sie nie wyglupiaj.

    Przypomnij sobie cala afmosfere i jatki w opozycji po amnestii 1986. Jezeli Kaczynscy nie przylozyli to tego reki, to tylko jak najlepiej swiadczy o ich zdolnosci pojmowania kompromisu.
    Ale trudno mi uwierzyc, ze to oni przekazali wspomniana opinie do AI.

    Podziemna S z Zachodem kontaktowala sie b. wieloma kanalami. U mni e w domu rozne materialy przekazywano norweskiemu dyplomacie do wywiezienia. Nie wiem co to byly za materialy, „przynieswyniespozamiataj” ani byly , ani chcialy byc zaznajamiane z takimi szczegolami. W kazdym razie, po wyjezdzie utrzymalismy scisly kontakt z kilkoma srodowiskami opozycyjnymi, praktycznie wylacznie na te krecia robote poswiecajac swoj pobyt w RFN. Kontaktowalismy sie takze z AI, ale z biurem w Brukseli nie wspolpracowalismy w ogole. Owszem, dostalam na nie tzw. namiary, ale osoba, z ktora sie tam skontaktowalam tak jakos dziwnie wypowiadala sie, ze postanowilam pominac ten grajdolek. W tych czasach bardzo wiele robilo sie „na czuja”, zas niemal o wszystkim decydowalo elementarne zaufanie, ktorego gwarantem byly osobiste znajomosci.

    Kaska

  161. Mawar napisał(a):

    Katarzyna
    Gospodarzu! Gospodarzuuuu!

    „Tutaj pisza, ze to pan wymyslil L. Kaczynskiego na ministra sprawiedliwosci u Buzka.

    Prawda to”?

    http://www.wprost.pl/ar/?O=85738

    Jest tu istotnie takie zdanie: „Nazwisko Lecha Kaczyńskiego podpowiedział Buzkowi ówczesny szef doradców premiera Waldemar Kuczyński”.

    Co by to oznaczało, jeśli to prawda? Ano to chyba to, że Pan Minister Waldemar Kuczyński jest prefundatorem IV RP. Panie Ministrze, moje gratulacje, zaczynam doceniać pańskie kwalifikacje polityczne. Co za dalekowzroczność! Jeśli wszystko pójdzie dobrze z projektem IV RP to pomnik się chyba należy. :)
    A mówiąc poważnie, skoro jest tak jak pisze Wprost, to albo ten blog jest:
    a) rodzajem ekspiacji Gospodarza za TAKIE doradzanie Buzkowi, z TAKIMI konsekwencjami politycznymi,
    albo też:
    b) rodzajem mimikry – Gospodarz jest cichym zwolennikiem Kaczorów, ale prowadząc najbardziej antykaczystowski blog w całym Internecie pełni po cichu rolę konia trojańskiego w obozie michnikowszczyzny. Konrad Wallenrod po prostu.

    Szczerze mówiąc nie wiem, która koncepcja jest bliższa prawdy. Może by zrobić sondaż blogowy ? Gazeta Wyborcza robi sondaże telefoniczne dzwoniąc wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia i coś im tam wychodzi, pożniej to nawet publikuje.

    Ale w rzeczonym numerze Wprost jest i taka rzecz:
    „Waldemar Kuczyński, bliski współpracownik Mazowieckiego, po latach wspominał z żalem: „To Jarek sprawił, że premierem nie został Geremek, lecz właśnie Mazowiecki. Podobno Kaczyński chciał, żeby odciętą linię z gabinetu szefa rządu do KC przepiąć do gabinetu Jarosława. Mazowiecki się nie zgodził”.
    A to ciekawe, nie wiedziałem, ze nasz Gospodarz był wówczas raczej „geremkorowcem” niż „mazowietczykiem”.

  162. leszek.sopot napisał(a):

    Katarzyno,
    Skąd masz tę informację o AI?
    Negatywną opinię o SW, jako o ugrupowaniu, które nie chiało zażegnania kryzysu w Polsce, mieli w 1988 r. prawie wszyscy.
    Po 1986 r. bliżej Wałęsy byli Kaczyńscy niż Michnik i Kuroń – choćby dlatego, że Lech Kaczyński po aresztowaniu Borsuka pełnił funkcję szefa regionu i stale był w Gdańsku. Gdyby Kaczyńscy nie mieli tak dużego wpływu na Wałęsę, to Lech nie powierzyłby im zadania znalezienia kandydatów na premiera, który miał być do zaakceptowania dla wszystkich stron OS (wraz z SD i ZSL). Bliskość Kaczyńskich nie znaczy jednak, że mieli na Wałęsę większy wpływ od Kuronia czy Michnika. Sam Wałęsa twierdzi, że na niego nikt wpływu nie miał bo on sam z rodziną obalił komunizm…
    „Jatki” w opozycji po 1986 r. – jądro opozycji to była podziemna TKK, która szukała dróg i sensu dalszego trwania. Czy pamiętasz jak wówczas licznie pojawiały się głosy – szczególnie wśród katolików bliskich episkopatowi, że „S” to już zamknięty rozdział? Dzięki temu, że „S” nie dała się jeszcze bardziej podzielić, że wiele osób pozostało jej wiernych, możliwa była dalsza walka. Walka ta oznaczała wówczas szukanie drogi kompromisu z władzą.

  163. leszek.sopot napisał(a):

    Katarzyno,
    Ja z kolei na własne uszy słyszałem od Jacka Rybickiego (wiceprzew. AWS), że to on zaproponował Lecha Kaczyńskiego na ministra sprawiedliwości.

  164. Mawar napisał(a):

    leszek.sopot
    Słowa Papieża niech interpretują teolodzy, publicyści są tu gorsi niż schizamtycy – tym przynajmniej chodzi o religię. :) Wracając do 1989 r. – w odróznieniu od ciebie miałem okazję z bliska przyglądać się w jaki sposób układano listę Komitetu Obywatelskiego „S” przed czerwcowymi wyborami 89. Kto to robił i w jaki sposób. Jak kasowano świetnych ludzi, z charakterem więc mało wygodnych. I kto wchodził w ich miejsce? Szczypiorski – „bardzo dobry”, Marek Jurek – „bardzo niedobry”, żadnej kampanii nie chcieli mu robić, no bo „nie od nas”. Tyle że M. Jurkowi nadludzkim wysiłkiem udało się wystartować i zdjęcie z Włęsą zrobiło swoje, inni tej szansy nie mieli. Nawet Mazowiecki nie wsytartował zniesmaczony trybem wyłaniania kandydatów. Od tego czasu nie mam żadnych złudzeń co do michnikowszczyzny, żadnych.

  165. leszek.sopot napisał(a):

    Mawar,
    też trochę się wówczas przy kampanii wyborczej kręciłem i wiem, że np. w Gdańsku listę kandydatów podpowiadał Borsuk. Kampania wyborcza była podporządkowana Wałęsie bo wierzono, że tylko on może zapewnić sukces wyborczy. Mnie zniesmaczył, delikatnie mówiąc, już wcześniej tryb powołania Komitetu Obywatelskiego oraz delegacji do OS, do którego np. Lech Kaczyński bez żadnych konsultacji powołał do podstolika młodzieżowego według mnie nieodpowiednią osobę, która to jednak umiała się wokół niego odpowiednio zakręcić.
    Po prostu odradzającej się „S” zabrakło demokracji – i w tym względzie przyznaję rację Andrzejowi Gwiaździe. To wówczas TKK powierzając w zasadzie dyktatorską władzę Wałęsie kręciła sobie sama na szyi powróz. Jedna z osób, która wówczas była blisko Lechowi Kaczyńskiemu, Wałęsie i Borsukowi, tłumaczyła mi, że tak musiało być bo tylko jego nazwisko mogło zapewnić sukces. Ja uważałem i uważam, że przyniosło to krótkotrwały sukces ale do dziś widać jak to był poważny błąd. Wychodzący z podziemia działacze odzwyczaili się od krótkotrwałej demokracji roku 1980 i działali dalej tak jakby byli w podziemiu. Nie podobało mi się to bardzo. Brakowało mi wezwania do oddolnego wybierania przedstawicieli do ciał związku i komitetów obywatelskich. Wszystko było sterowanie odgórnie. Od 1989 r. więcej jest stylu „wodzowskiego” u naszych postsolidarnościowych polityków niż stylu obywatelskiego. Według mnie ten styl wodzowski ugruntowali bracia kaczyńscy podczas „wojny na górze” i tkwią w nim do dziś.
    Pozwól, że przytoczę opinię Kuśmierka, z którym się zgadzam, a który napisał w 1989 r. w liście do swojego przyjaciela o „betonowaniu”:
    „W naszej zwichrowanej społeczności samoczynnie działa taki dziwny mechanizm – najpierw zbiera się dwóch, trzech ludzi zatroskanych losem »biednej Ojczyzny« (to z Prusa). Jeśli zachowali choć trochę życiowej energii, postanawiają coś zrobić. Tworzą więc komitet, grupę inicjatywną lub coś w tym rodzaju. Względnie szybko dobierają wśród znajomych grupę ludzi podobnie myślących, podobnie zatroskanych i o zbliżonym statusie społecznym. Taka grupa nie przekracza nigdy 20-50 osób i jeśli udaje się taką partię rozszerzyć do 100 osób, to ta dwudziestka pozostaje decydującym jądrem. Dla uatrakcyjnienia swojej działalności dobierają ludzi o znanych nazwiskach, którzy zawodowo nie mają nic wspólnego z meritum ich zatroskania i działalnością tej grupy, ale są dobrą reklamą. Nie chciałbym obrazić tych kilku wielkich postaci aktorskich, naprawdę wielkich na scenie, naprawdę wiele znaczących w życiu kulturalnym, ale nie mających pojęcia o… wolnym obrocie mięsem czy mlekiem. Znam tych ludzi, cenię tych ludzi, zachwycam się nimi, ale na Boga, niech się nie biorą za doradzanie Wałęsie jak robić politykę. Poniosło mnie, przepraszam. Kiedy taka grupa się ukonstytuuje, wyda oczywiście oświadczenie, co jest zwykle początkiem lawiny kolejnych „oświadczeń”, „stanowisk” i „protestów”. Jeszcze jedno spostrzeżenie. W okresie organizacyjnym taka grupa otacza się szczelną tajemnicą. W państwie policyjnym jest to bzdura i historycy powinni wiedzieć, że o organizowaniu takiej grupy najpierw wie policja, a potem dowiaduje się społeczeństwo. Ta konspiracja nie ma na względzie wyłącznie własnego bezpieczeństwa. U kolebki takiej grupy tkwi nieuświadomiony sobie zamysł dobrania sobie wyłącznie odpowiednich ludzi… Jeśli ktoś wciśnie się do takiej grupy w trakcie jej organizacji, ma szansę pozostania w niej, jeśli nie, to później może pozostać zwolennikiem, jej kibicem, ale dostać się do środka nie może. Nie kierując się uprzedzeniami w wybieraniu pewnych zjawisk jako obiektu obserwacji, z przerażeniem muszę stwierdzić, iż podobnie rodzą się grupy w kręgach władzy, w ścisłych kręgach PZPR. Podobnie jest z kręgami Episkopatu.
    Betonowanie tych grup, uparte trwanie przy raz sprecyzowanych poglądach jest przerażające. Toczące się wokół życie, fakty i zdarzenia odbijają się o te betony bez szans zmiany poglądów ich kierowniczych grup, czy chociażby ewolucji tych poglądów. Określenie „beton” pasuje nie tylko do scharakteryzowania kręgów władzy. Efektem jest zaskoczenie, wielkie rozczarowanie… i wybuch zazdrości: jak to, my tacy mądrzy, tacy kompetentni i mielibyśmy się mylić. [...]
    (Z listu do Andrzeja Koraszewskiego z 5 czerwca 1989 r., źródło: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3977)

    Pamiętaj mawarze, że „zniesmaczonym” nie byli Lech i Jarosław Kaczyńscy, a był jeszcze m.in. Aleksander Hall.

  166. leszek.sopot napisał(a):

    Mawar,
    jeszcze co do słów Papieża. Dla agnostyków i antyklerykałów może nie miały one znaczenia i dlatego mogą oni zachęcać jedynie teologów do studiowania ich sensu. Są jednak ludzie, którzy uważają, że to co mówił i jak postępował Papież miało decydujący wpływ na postępowanie i wybory milionów Polaków tu i teraz a nie jedynie objawiało się klepaniem różańców przed ołtarzem.

  167. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Leszku, ktora informacje o AI ?

    Coz znaczy, ze „prawie wszyscy” mieli o SW fatalne zdanie? Mam wrecz przeciwne wrazenia – wspomnieniowo, znaczy.

    Kaska

  168. W.Kuczyński napisał(a):

    Pani Katarzyno,
    tak, proponowalem premierowi Buzkowi obsadzenie ministerstwa sprawiedliwosci przez Lecha Kaczynskiego. Sądze, ze nie bylem jedynym i wątpie by przewazylo moje poparcie. W otoczeniu premiera byly osoby bardziej wplywowe i moja rekomendacja mogla co najwyzej wzmocnic ich rekomendacje. Ale nie wypieram sie jej. Lech mial wtedy opinię takiego „szeryfa” chcacego gonic przestepców, sadze dziś, że bardziej medialną niż realną, bo jako minister sprawiedliwosci sprawial sie raczej średnio, z wyjątkiem „pijaru”. Rząd mial „w nosie”. Bardzo szybko uznalem, że popełnilem bląd, zapominając, że obok normalnego Lecha jest jeszcze jego brat, czarny talent polityczny, postac pokrecona, potencjalnie groźna w skojarzeniu z wladza, taki Don Kichot rodem z piekła, i ze obaj tworza tandem w ktorym prym wiedzie Jaroslaw, a Lech jest i pozostanie jego Sancho Pansą. I tak jest.

    Nawiasem mowiac moja rekomendacja dla Lecha Kaczynskiego jest najlepszym dowodem, ze atakujac ich dzisiaj nie kieruje sie zadawnionymi uprzedzeniami, lecz wylacznie ocena tego co robią, szczegolnie ten czarny Don Kichot, ktory jest sprawca wszystkich awantur politycznych mijającego roku. One wyczerpuja dzialalnośc naprawcza państwa. Państwu nie przybylo dobra i sprawności tylko awantur.

    Mawar,
    nie ponosze odpowiedzialnosci za slowa dziennikarza, ktory nie wiem dlaczego – cytujac moja wypowiedz chyba z „Przekroju” dodal od siebie, że „wspominalem z żalem”. Wspominalem bez żalu.

  169. Paweł Luboński napisał(a):

    Z przykrością obserwuję bieżącą dyskusję. Spór koncentruje się wokół drugorzędnych faktów sprzed lat, które są tu rozważane z taką wnikliwością, jakby były kluczem do przyszłości Polski. Nie będę zabierał w tych sprawach głosu, choć to i owo miałbym może do dodania. Pozwolę sobie tylko na ogólną refleksję.
    Każde środowisko, choćby najbardziej światłe i godne szacunku, ma swoje fobie i uprzedzenia, swoje śmiesznostki, w każdym trafiają się osoby wątpliwej proweniencji, w każdym zdarzają się większe czy mniejsze świństwa. Nie powinno to jednak przesłaniać ogólnego bilansu dokonań danej formacji czy człowieka. Wydaje mi się, że jest to truizm.
    Niestety, w tej dyskusji obie strony, w większym bądź mniejszym stopniu, posługują się tą wiedzą w celu dyskredytowania nielubianych przez siebie postaci. Kiedy Katarzyna pisze o tym, jak to środowisko korowskie dało Morawieckiemu „rekomendację” terrorysty (załóżmy, że to prawda, choć szczerze mówiąc, wątpię), to nie jest to dla niej drobny, choć wstydliwy fakt z przeszłości zasłużonego grona osób, tylko dowód, że Michnik już w 1988 roku był wyjątkowym draniem. Kiedy z drugiej strony Zofia rozwodzi się nad upiększaniem przez Kaczyńskich historii rodzinnej, nie traktuje tego jako śmiesznostki wybitnych polityków, tylko jako świadectwo ogólnego zakłamania i cynizmu.
    Jeśli mamy krytykować Kaczyńskich, to za to, co uczynili dla Polski czy Polsce, a nie za to, że dorabiają mamie bohaterską przeszłość. Jeśli naskakiwać na Michnika, to za jego istotne dokonania, a nie za to, co „jego środowisko” zrobiło dwadzieścia lat temu w jakiejś szczegółowej sprawie.

  170. Torlin napisał(a):

    Mawarze!
    1. Zgadzam się z Tobą, że nie powinno obrażać się ani ludzi, ani instytucji z nimi związanych poprzez przekręcanie nazwy. Ale sam to robisz pisząc Udecja itp.
    2. To jest właśnie sposób na poniżanie przeciwnika za wszelką cenę. Piszesz: „SW burzyła im całą strategię porozumienia z czerwonym, i to nie taktycznego, ale con amore i już na zawsze”, a wydaje mi się, że znasz znaczenie wyrazu con amore – z uczuciem, z pasją. Obrzydliwe.
    3. Sprawa zaproponowania LK przez WK na Ministra Sprawiedliwości – co? Boli Cię, że świat nie jest biało – czarny, tak jak chciałbyś? Niewygodne, co?

  171. leszek.sopot napisał(a):

    Katarzyno,
    no jakżeś możesz pytać o jaką mi informację w sprawie AI chodzi? Zastrzeliłaś tu przecież wszystkich informacją o tym, że to przez Michnika AI nie pomogła Morawieckiemu. Wskaż źródło. W wikipedii można przeczytać, że wśród osób bronionych przez AI był Morawiecki:
    „Amnesty International była obecna w Polsce od połowy lat 70. Jej pierwsza polska akcja dotyczyła obrony robotników represjonowanych w Ursusie i Radomiu w 1976 roku. Wśród Polaków bronionych przez AI jako więźniowie sumienia byli Seweryn Blumsztajn, Bogdan Borusewicz, Mirosław Chojecki, Wojciech Czuma, Władysław Frasyniuk, Waldemar Fydrych, Bronisław Geremek, Andrzej Gwiazda, Marian Jurczyk Jerzy Kropiwnicki, Jacek Kuroń, Jan Józef Lipski, Bogdan Lis, Jan Lityński, Antoni Macierewicz, Adam Michnik, Kazimierz Mijal, Andrzej Milczanowski, Leszek Moczulski, Karol Modzelewski, Kornel Morawiecki, Grzegorz Palka, Janusz Pałubicki, Józef Pinior, Zofia Romaszewska, Zbigniew Romaszewski, Jan Rulewski, Andrzej Słowik, Kazmierz Świtoń, Romuald Szeremietiew, Anna Walentynowicz, Henryk Wujec i kilkuset innych”.
    http://pl.wikipedia.org/w.....ernational

    Uznanie kogoś za „więźnia sumienia” nie było przypadkowe i domyślam się, że to właśnie dlatego 105 kongresmenów podpisało list w sprawie Morawieckiego. Dlatego jeszcze raz proszę o podanie źródła informacji, że AI nie chciała pomóc Kornelowi.
    W Gdańsku SW nie miała praktycznie żadnego znaczenia i społecznego poparcia. Była jedynie hałaśliwa, tak jak i kilka innych nielegalnych grup – np. Federacja Młodzieży Walczącej. Grupy te to był co najwyżej jakiś sympatyczny folklor.

  172. leszek.sopot napisał(a):

    Panie Waldemarze,
    czyż to nie jest dowód na działanie układu!:
    „Widać wyraźnie, że trafił do tych spółek z politycznego nadania, a to nigdy nie jest dobre. Powinni tam trafiać ludzie merytorycznie, a nie politycznie przygotowani. To też bardzo zła sytuacja z punktu widzenia państwa, bo ten pan ma wpływ na finanse tych spółek, a przy tylu obowiązkach nie jest możliwe, żeby miał do tego wszystkiego głowę”.
    http://miasta.gazeta.pl/t.....18705.html
    Ktoś zgadnie czy to o III czy o IV RP, czy to „michnikowszczyzna” czy też „kaczyzm”?
    To tylko drobny ułamek lokalnego układu. Co dzieje się na szczytach władzy aż strach zgadywać. Partia nagradza za lojalność i wierność. Niech się Mawar schowa ze swoimi atakami na III RP po to by „wybrańcy” mogli zasiadać w spółkach od sasa do lasa. Może biedak nie wie, że coś takiego się dzieje i dlatego tak zajadle walczy o wyidealizowaną IV RP, w której tylko ludzie kompetentni i pracowici sprawują rozważnie i odpowiedzialnie swoje funkcje.
    Niech nam też i Marcinkiewicz prezesuje, jak nie w PKO to może w Orlenie, jak nie w Orlenie to może TVP, jak nie tam to może w kilku radach równocześnie. Niech sobie ten biedaczek nabija kabzę, niech mu słodko i błogo będzie. Przecież się tyle dla IV RP wycierpiał.
    Mawar, walcz z układem!

  173. Zofia napisał(a):

    Drogi Pawle,
    wbrew pozorom, owe „śmiesznostk” , jak to nazywasz, polityków – odbijają się ewidentnie na życiu politycznym kraju. I niosą wysoce negatywne skutki.
    Czyżbyś tego nie dostrzegał?!
    Samo w sobie, robienie z ukochanej mamy nie prawdziwej bohaterki powstańczej , jest śmiesznostką rodzinna, ale robienie tego na oczach 40 mln narodu z jego pieniędzy z okazji 60-lecia powstania – już śmiesznostką nie jest ale wredną kpiną z tych którzy faktycznie walczyli i ginęli w Warszawie.
    Nie dostrzegasz tego obrzydlistwa w wykonaniu przyszłego prezydenta RP?.
    Czepianie się przodków oponentów politycznych, robienie afer na cała Polskę i jej ośmieszanie z tego powodu, gdy samemu ma się takich a nie innych antenatów – też nie jest śmiesznostką, ale ignorancją polskiej racji stanu. Vide dziadek Tuska.
    Jaką masz gwarancję, że bracia Kaczyńscy w innych segmentach polskiej polityki czy to wewnętrznej, czy zewnętrznej – nie postępują podobnie?! Nie manipulują ludźmi , faktami dla samej uciechy manipulowania?
    Zastanów się nad pewnym ciągiem zdarzeń od tych nieszczęsnych obchodów powstańczych – tendencyjne zignorowanie Putina jako przywódcy Rosji a zaproszenie Schroedera, kanclerza Niemiec, nawet nie odczytano listu Putina do warszawiaków. Potem dalsze awantury z Rosją, wreszcie weto w sprawach negocjacji UE-Rosja. bo położyli embargo na polskie mięcho i zboża do Rosji.
    I co z tego wynikło? Mamy gigantyczny kryzys energetyczny w Europie, nikt na tym nie zyska, wszyscy stracą, bo Polska zaplątała się we własne sidła. Po dziurki w nosie.
    Zastanów się na ile Białoruś działa pod wpływem tego, co wyprawia Polska i na ile ma w tym wsparcie z zewnątrz?
    To są efekty właśnie tych cech, które wyłażą z owych „śmiesznostek”, jak nazywasz, polityków.
    Polska nie jest krajem na bezludnej wyspie, ale członkiem UE. Krajem europejskim od tej Europie zależnym, jak każdy inny kraj na kontynencie. W określonej strukturze geo-politycznej. I nie może być traktowana jako piaskownica w której bawią się dwaj wyalienowani i samowystarczalni bracia bliźniacy.

  174. KRANADA napisał(a):

    Ciekawe, kiedy ja sie nie wtracam inni tez widza ze to dyskusja o niczym i o przeszlosci.

  175. Paweł Luboński napisał(a):

    Zofio,
    Zgadzam się co do tego, że cechy osobowości ludzi zajmujących najwyższe stanowiska są sprawą dalece nieobojętną dla kraju. Myślę jednak, że niepotrzebnie wiążesz takie głupstwa jak manipulowanie własną historią rodzinną w jeden ciąg przyczynowo-skutkowy z poważnymi błędami politycznymi. Wielu naprawdę zasłużonym politykom można znaleźć w biografii żenujące i ośmieszające ich epizody i nic istotnego z tego nie wynika. Modelowym przykładem jest Winston Churchill, który w swojej karierze niejednokrotnie robił z siebie durnia, a mimo to pozostał w pamięci jako jeden z najwybitniejszych mężów stanu XX wieku.
    Kaczyńskich nie postrzegam jako żądnych władzy cyników. Moim zdaniem nieszczęście polega na tym, że w ich myśleniu dominuje psychologia oblężonej twierdzy, którą narzucili w dużym stopniu swojemu otoczeniu. Każdą krytykę postrzegają jako wrogi atak, co zwalnia automatycznie z obowiązku brania jej pod uwagę. Zupełnie jak w tym bon mocie: „Wróg cię chwali, stary Beblu, musisz się mylić”. Przy ocenie ludzi liczy się bardziej kategoria nasz-nie nasz niż kompetentny-niekompetentny, czego skutki jaskrawo widać w polityce zagranicznej. Drugą cechą, wyraźnie widoczną w wypowiedziach Jarosława, jest łatwość tworzenia konstrukcji intelektualnych opisujących mechanizmy życia społecznego, a następnie głęboka wiara w ich absolutną prawdziwość. Jacek Kuroń w jednej ze swoich książek wspomnieniowych pisał, że kłopot z Jarkiem polega na tym, iż nie odróżnia on faktów od swoich wyobrażeń i domniemań. Myślę, że to bardzo trafna charakterystyka.

  176. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Pawle, informacje te zaczerpnelam ze wspomnien czlonkow SW
    http://www.sw.org.pl/

    Jest dla mnie o tyle wiarygodna, ze wiem, ile mogl Jacek Kuron w srodowiskach, ze ujme to: zagranicznych. Jeden do niego telefon rozwiazywal sprawy duzo bardziej skomplikowane niz zaswiadczenie dla AI. Bylam przy tym, widzialam, wiem. Zarzut padl juz dawno, nikt z kuroniowego srodowiska go nie ‘wyprostowal”, choc oczywiscie, wszyscy zdaja sobie sprawe z tego, ze mogla tutaj zadzialac daleko posunieta dyskrecja, ze wzgledu na warunki amnestii.

    W 1988 bylam juz w Niemczech, angazowalam sie takze w sprawe Morawieckiego, nie zostal sam, zupelnie bez poparcia, ale wszystko wskazuje na to, ze najpotezniejsze srodowisko opozycyjne, nie zrobilo praktycznie nic, aby mu w jakikolwiek sposob pomoc.

    O sprawie bym nie pisala, gdyby Torlin nie wrzucil 1988r. do konfrontacji Michnika z Lysiakiem. Tu nie chodzi o dyskredytowanie, ale o zapobieganie ocenom czarno-bialym. Nikt nie byl nieomylny i nie bylo takiego, ktory nie popelnil bledu, szerzej o tym pisze Leszek.

    Nie dziw sie, ze niektorzy z nas z takim uporem wracaja do tamtych czasow. To bylo wielkie przezycie, ktore ciagle w nas jest, ale jednoczesnie wiele jeszcze kart z tamtego okresu jest nieodkrytych i niejasnych. Dla mnie, mimo zastrzezen, ktore do tzw. michnikowcow mam od lat, wiadomosc, ze w negocjacjach z wladza skracali inne osrodki opozycyjne, byla jednak szokujaca.

    Powiesz – a co to ma wspolnego z dzisiejszoscia? Ano ma. Nie musisz brac udzialu w tych rozmowach, nie ma sprawy. Nie musisz c h c i e c. Ale nawolywanie do wygaszania ich jako nieistotnych nie wydaje mi sie najlepsza rekomendacja dla grupy ludzi, ktorzy zbieraja sie aby sobie pogadac. Drazni cie? Omijaj.

    Kaska

  177. Katarzyna Makowska napisał(a):

    „Jacek Kuroń w jednej ze swoich książek wspomnieniowych pisał, że kłopot z Jarkiem polega na tym, iż nie odróżnia on faktów od swoich wyobrażeń i domniemań. Myślę, że to bardzo trafna charakterystyka.

    A ja sadze, iz jest to takze bardzo trafna charakterystyka Jacka. Jezeli np. mialabym poza poboznymi zyczeniami w zakresie wiary w czlowieka szukac powodow, dla ktorych udzielil rekomendacji Lesiakowi, musialabym wejsc w duzo mroczniejsze obszary opiniowania, niz te, na ktorych stoje obecnie. A nie mam najmniejszej ochoty „zlysiakowiec”!:)

    Kaska

  178. onet napisał(a):

    Droga Pani Zofio, rzeczywiście jest Pani kawałkiem nieciekawej osoby. Zarzuca mi Pani jekieś tam kłamstwa i fabularyzowanie, manipulowanie i wszystko, co najgorsze, bez pytania mnie o zdanie. Zamiast podziękować grzecznie za uzupełnienie posiadanych przez Panią informacji o Kaczyńskich, stara się Pani jeszcze trochę nakręcić. I po co? Przecież Pani nie musi przekonywać niektórych tutejszych blogowiczów, że rodzina Kaczyńskich to niecnoty. Oni są pewnie o tym mniej, albo bardziej przekonani. Tak samo nie musi Pani wciskać innam (w tym również mnie) tych ciemnot, które Pani tu sprzedaje. Pozdrawiam.

    A przy okazji – link do wklejonego przeze mnie tekstu o rodzinie Kaczyńskich: http://www.wprost.pl/ar/?O=74798

    Może wtedy Pani napisze, w którym miejscu Panią moralnie sprowadziłem na manowce. I proszę też rzucić okiem na tytuł artykułu, a także jego tekst. Jest generalnie zabawny:-)

  179. Paweł Luboński napisał(a):

    Katarzyno,
    Na tę stronę Solidarności Walczącej dotarłem już wcześniej, właśnie szukając tej wiadomości, ale nie udało mi się znaleźć. Prawda, że z lenistwa nie wertowałem jej od deski do deski. Możesz podać dokładniejszą lokalizację?
    Solidarność Walcząca, jak pamiętam, była w najważniejszych ówczesnych kręgach opozycji uważana za enfant terrible, uchodziła za organizację nieodpowiedzialną i przy dobrych intencjach wyrządzającą szkodę sprawie. Uwierzę więc, że nie palono się do jej wspierania. Trudno mi natomiast uwierzyć, by ktoś z korowców, a już szczególnie Kuroń, wysłał do AI komunikat w rodzaju: „nie wyciągajcie Morawieckiego z więzienia, to terrorysta”. Dlatego zależy mi na poznaniu relacji źródłowej.
    „A ja sadze, iz jest to takze bardzo trafna charakterystyka Jacka.”
    Nie bardzo rozumiem, gdzie tu charakterystyka Jacka. Napisałem, że Kuroń trafnie scharakteryzował Kaczyńskiego, ponieważ dobrze to pasuje do sądu, który wyrobiłem sobie o obecnym premierze na podstawie innych danych, w szczególności jego własnych wypowiedzi i książek. Przykre, że nie potrafisz tego przyjąć w normalny sposób, czyli jako przywołanie opinii kogoś, kto Kaczyńskiego znał osobiście i wiele miał z nim do czynienia, lecz od razu musisz się odwinąć i przykopać w odwecie Kuroniowi, choćby w zawoalowany sposób.

  180. onet napisał(a):

    @ Paweł Luboński – przepraszam, że się skromnie wtrącę. W gruncie rzeczy wszyscy tutaj jesteśmy w jakiś sposób porąbani. To przecież do niczego nie prowadzi. Nikt z nas nie jest gotowy przyjmować argumenty innych. W najlepszym wypadku pozostaną one potraktowane z wyniosłą, rycerską tolerancją. Pozwól. że skomentuję Twój komentarz, zanim zrobi to p. Katarzyna:

    Nie rozumiem, gdzie tu próba odwinięcia i przykopania w odwecie Kuroniowi, a już najmniej w zaowalowany sposób. Pani Katarzyna napisała tylko, że trafne, Twoim zdaniem (gdyż wyrobiłeś sobie własne zdanie o premierze na podstawie przeróżnych danych i książek), scharakteryzowanie Kaczyńskiego przez Kuronia, trafnie charakteryzuje też Jacka. Przykre w gruncie rzeczy, że nie potrafisz przyjąć prywatnego poglądu Twojej interlokutorki bez szukania w nim nieuzasadnionych podtekstów.

    Czyż to nie jest prawdziwe?

  181. Paweł Luboński napisał(a):

    Onecie,
    Za dużo tu dyskutujemy o tym, jak należy dyskutować, i o sobie wzajemnie, a za mało o meritum poruszanych spraw. Ale odpowiem. Replikując po moim powołaniu się na opinię Kuronia, Katarzyna napisała:
    „Jezeli np. mialabym poza poboznymi zyczeniami w zakresie wiary w czlowieka szukac powodow, dla ktorych udzielil rekomendacji Lesiakowi, musialabym wejsc w duzo mroczniejsze obszary opiniowania, niz te, na ktorych stoje obecnie.”
    Naprawdę sądzisz, że nie ma w tym zdaniu żadnych podtekstów czy aluzji?

  182. leszek.sopot napisał(a):

    Pani Katarzyno,
    jeśli AI informuje o tym, że Kornel Morawiecki został uznany za więźnia sumienia, to znaczy, że w ten jedyny możliwy sposób udzielono mu pomocy. Pomoc ta oznaczała przecież poinformowanie całego świata o fakcie uwięzienia. Pani natomiast napisała, że AI pomocy odmówiła na skutek interwencji Michnika – może to była wówczas rozpuszczana przez esbecję plotka, która miała służyć jeszcze większemu skłóceniu opozycji? Jeśli Kornel został uznany przez AI za „więźnia sumienia” to cała pani informacja jest nieprawdziwa.

  183. Mawar napisał(a):

    Torlin

    „Ale sam to robisz pisząc Udecja itp”.
    A gdzie ja pisałem „udecja” i to jeszcze z dużej litery? Wyszukiwarka wyrzuciła mi tylko jedną wiadomość z tym słowem – twoją (29.12.06 h 10.29) .

    „Piszesz: SW burzyła im całą strategię porozumienia z czerwonym, i to nie taktycznego, ale con amore i już na zawsze”, a wydaje mi się, że znasz znaczenie wyrazu con amore – z uczuciem, z pasją. Obrzydliwe”.

    Świadczą o tym poźniejsze reakcje Michnika, „odpieprzcie się od generała”, ‘Kiszczak – człowiekiem honoru” (to jest obrzydliwe, prawda?), dużo mówiące o jego zaawansowanych emocjach politycznych, na granicy upojenia. Ale wczesniej, w czerwcu 1989, jeszcze przed wyborami, znani działacze KOR opowiadali w KO o „fantastycznych ludziach tamtej strony”. Jako przykład najczęściej wymieniany był młody Wiatr (ten od układu wiedeńskiego – występował przed komisją orlenowską). Zakochanie się michnikowszczyzny w lewicy nie jest świeżej daty.

    „Sprawa zaproponowania LK przez WK na Ministra Sprawiedliwości – co? Boli Cię, że świat nie jest biało – czarny, tak jak chciałbyś? Niewygodne, co”?

    WK właśnie tłumaczy się z tej historycznej pomyłki, pewnie śni mu się ona po nocach. Według mnie lepiej przyjąć wariant deterministyczny – tak być musiało i już. Heglowski duch czasu, po prostu. Przecież i pieniądz lepszy wypiera pieniądz gorszy, co los III RP czyni bardziej zrozumiałym. A co do świata, który jakoby nie jest czarno-biały – właśnie piję Scotch Whisky Black & White i mam nieco inne odczucia niż ty, Torlinie. :) Trudno mi też uwierzyć, że jesteś za szarą strefą. W kapitaliżmie i moralności to się raczej nie sprawdza. Twoja uwaga, że świat nie jest biało-czarny (a to przecież credo michnikowszczyzny), jeśli stosowana jest doktrynersko staje się intelektualnym nadużyciem. Warto stosować tę opozycję z umiarem.

  184. onet napisał(a):

    Pawle,
    mnie rzeczywiście idzie tylko o to, że jesteśmy tak zdeterminowani, iż nie ma mowy o zbliżeniu stanowisk.

    A wymiana poglądów między nami (lub w w.w. przypadku p. Katarzyną i Tobą), to zaklinanie ślepego i głuchego węża: zarówno Twoje twierdzenie, że podzielasz opinię Kuronia, iż „problem z Jarkiem polega na tym, iż nie odróżnia on faktów od swoich wyobrażeń i domniemań”, jak również riposta p. Katarzyny o konieczności schodzenia w „mroczniejsze obszary opiniowania”, aby rzetelnie móc ocenić Kuronia w związku z Lesiakiem, są jak najbardziej prawdziwe. I to jest dramat.

    Zabrakło tu z Twojej strony dobitnego zaprzeczenia pogłoskom mówiącym, że wyobrażenia Kaczyńskiego o ostanim 16-leciu nie różniły się w ostateczności zbytnio od faktów z tego okresu. Jego oceny okazały (może: okazują) się w każdym razie, sensowniejsze niż te formułowane w obozie Jacka (wyobraź sobie, że nie istnieje GW. Cóż wtedy pozostałoby z tego obozu dziś?

    Ale też Pani Katarzyna powinna była zechcieć „złysieć”, jeśli już o tych ciemnościach zaczęła. Bo inaczej to można się tylko domyślać. A to często za mało.

  185. Stan napisał(a):

    Gospodarzu,

    Zofia bardzo klarownie streściła „sagę” rodu Kaczyńskich. Tekst może być zrozumiały nawet dla Matkowskiej. Zarzuty Oneta są nie na miejscu, bo Onet przywołuje źródło hagiograficzne, a Zofia bardziej krytyczne. Można jej zarzucic, że nie wspomniała o tak istotnym problemie jakim były „ciemne” stosunki z ówczesnymi władzami Ojca braci K., dające zresztą wymierne korzyśći materialne. Wydaje się więc, że w czasie wzmożonej czujności rewolucyjnej sprawę powinien wyjaśnic IPN, gdyż obaj panowie K. nie są jakimiś płotkami na scenie politycznej. W świetle faktów ujawnionych przez Politykę histeryczny antykomunizm braci K. da się wyjasnic na gruncie psychologicznym jako objaw dość typowy. Nie wiem czy czytał Pan interesujący wywiad redaktorów Polityki z psychoterapeutami o psychiatrii politycznej. Z wypowiedzi psychologów wynikało, że w Polsce na brak pracy by nie narzekali. Nie jestem znawcą problemów politycznych naszych sąsiadów z okresu przed II Wojną Światową, ale pewne narzędzia polityczne stosowane wówczas znajduję się w arsenale naszych polityków (chodzi o niektóre działania o charakterze psychologicznym). Na jesieni ubr. pisałem w Przeglądzie, że głosuję (z dużą niechęcią na Tuska, gdyż wlecze się za nim sprawa Cimoszewicza), bo uważam, że jeżeli Tusk przegra wybory, to odda władzę, a J.K. niekoniecznie. Zapewne jako ekonomista nie może Pan zrozumieć dlaczego po wyborach J.K. zajął się tylko niektórymi zabawkami, a całe obszary władzy rozdawał hojnie różnym amatorom. – Ja też nie. W życiu wielokrotnie się myliłem, więc mam nadzieję, że moje ubiegłoroczne przewidywania także się nie spełnią, czego Panu i wszyskim blogowiczom serdecznie życzę.

  186. głos zwykły napisał(a):

    Credo Michnikowszczyzny to zmyślona insynuacja. Krąg inteligencji skupiony wokół GW, bowiem doskonale rozpoznaje co jest czarne, a co białe. Dowodzi tego światopoglądowa część GW. Jednak nie wyciąga się z tego rozróżnienia konkluzji, że należy koniecznie pognębić i wyeliminować „czarnego”. Podobnie postępuje Tygodnik Powszechny. Aby odnaleźć właściwe credo GW podmiot odnajdujący musi spełniać trzy warunki 1). Nie może być głupi; 2). musi być odpowiedzialny; 3). musi mieć sumienie, czyli poczucie dobra i zła.

    Rzecz w tym, że są na tym świecie lepsze i gorsze umysły, lepsze i gorsze charaktery. Kręgi intelektualne: PiS-u, Radia Ma Ryja, Dziada -Leppera, Gierytycha należą do zdecydowanie tej gorszej części. W odniesieniu do dużej części tych kręgów i ich sympatyków nie można nawet mówić o kręgach intelektualnych, bo to nie ta klasa.

  187. Mawar napisał(a):

    głos.zwykły
    Przyznaję, dobre, nawet bardzo. Ale niektorzy patraktują to jako niezamierzony pastisz, albo nawet szczególną złośliwość wobec Środowiska. Ewentualnie licz się z konsekwencjami za szczerość. :) Przyznaj się, chyba wczesniej poczytałeś sobie Ziemkiewicza do poduszki?

  188. głos zwykły napisał(a):

    Mawar,
    A jako Machiavelli spod-karpackiego, masz ciężką rzecz do przetrawienia gówno w postaci Pana Dziada – Leppera. Musisz to jakoś przełknąć jako zwolennik Kaczyńskiego.
    Pozostaje więc życzyć ci s m a c z n e g o!

  189. głos zwykły napisał(a):

    No, Mawarku
    Mniam.

  190. głos zwykły napisał(a):

    Zróbmy mały deal, jak wyczyścisz cały talerzyk, z Samoobrony, to jak przeczytam trochę Ziemkiewicza do poduszki.

  191. onet napisał(a):

    Tak Stanie, p. Zofia powołała się na żródła (Kalendarz „Polityki”). Nie odpisała tylko, kto lał wodę do źródełka: p. Passent, czy p. Toeplitz?

  192. leszek.sopot napisał(a):

    głosie,
    tylko z „Samoobrony”? Widzę, że przemawia przez ciebie minimalizm, który pewnie nazwiesz realizmem. Mnie równie jak „dziady” (albo jak nazwał premier – warchoły) są nie w smak wszelkie partyjne przydupasy, które tylko czyhają na ile „komórek do wynajęcia” można się załapać by nabić sobie kabzę. W tym miejscu warto by przypomnieć „Wystarczy być” Kosińskiego. Nie trzeba być fachowcem, wystarczy być eseldowcem, pisowcem, platformerem, elperakiem czy leppiejem by „byc” kimś.
    Dla Mawara to pewnie normalność a nie „układ”. Stąd jego dobre samopoczucie i popijawa przed komputerem. On walczy z byłym układem by jego, którzy są takimi „wystarczy być”, mogli sobie popijać black&white i mieć przyjemność z kopania pokonanych. Nie chcę w tym wypadku obrazić obrońców IV RP, że to jacyś psychopaci sadyści, ale sądząc po towarzystwie, z którym im do twarzy, to czemu własnie takimi nie mieliby być. Połączyć się z najgorszym łotrem byle tylko własną małość, miałokość i płytkość wywyższyć, by zemścić się za lata PRL bo dzieci z sąsiedzctwa wytykały ich palcami a nie były dobrymi kumplami. Stres z dzieciństwa odbija się na podstarzałach dendrytach i neurytach, zmniejsza się przepustowość impulsów nerwowych, nękają stresy, potnieją dłonie, w końcu wszystko wydaje się, że jest wrogim spiskiem.
    Tego brudu nic już nie zmiecie.

  193. głos zwykły napisał(a):

    leszek.sopot
    Tak wolę skoncentrować się na ewidentnych gnojach, którzy są jednocześnie ludźmi, którzy zaczynają każdą dyskusję od wielkiej, a przy tym bzdurnej insynuacji. A tych partyjnych przydupasów to ja znam z każdej kolejnej partii. Tak było niestety od początku. Co prawda wydaje się, za każdym razem, że już absolutnie NIC nie może być nic gorszego niż poprzednia fala, a jednak…. Jak mówił uparcie Czesław Miłosz do swoich rozmówców: „Nawet nie wiecie jak wielkie niespodzianki niesie ze sobą historia”.

  194. głos zwykły napisał(a):

    To jest jakiś kurwa paradoks, człowiek jest coraz bardziej zdegustowany, a ekonomia ma się w miarę coraz gorszej degustacji, coraz lepiej.

  195. Mawar napisał(a):

    głos.zwykły
    Puszczają ci nerwy, co oznacza, że pora zakończyć dyskusję.

    onet
    Wspomniani przez ciebie dawni oficerowie frontu ideologicznego (obecnie w rezerwie kadrowej IPN), już niczego nie muszą. Na tym polega ich wielka sztuka, że teraz mogą leżeć w hamaku rozkoszując się sączącym ze źródełka strumykiem.

  196. głos zwykły napisał(a):

    Mawar,
    Bynajmniej, właśnie oglądam film Kena Loacha „Land and Freedom” o wojnie domowej w Hiszpanii, gdzie oddziały międzynarodowej milicji robotniczej walczyły na dwu frontach, z prawicą Frankistowską i z stalinistami.
    Tak już jest, że śmieci i gówno zawsze pojawiają się w towarzystwie wielkich nadziei.
    Ale wiesz najpierw to wszystko pojawia się u ludzi w głowach. Więcej, jeśli jeszcze możesz, czy też masz taki potencjał, którego nie okazałeś jeszcze, to lepiej chłopcze uciekaj od tych twoich „inspiratorów” duchowych. To jest szczera rada.

  197. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Pawle, szukaj na stronie SW w „Relacje” art. J. Chmielowskiej „Wykleci”

    Oto fragment:

    „Gdy usłyszałam, że AI nie zamierza wystąpić w obronie Kornela Morawieckiego, Andrzeja Kołodzieja i Hanki Łukowskiej-Karniej, zamurowało mnie. Zapytałam: dlaczego? Co się stało? Czy łącznik niewiarygodny? Odpowiedź była paraliżująca. AI stwierdziła, że „Solidarność Walcząca” jest organizacją terrorystyczną, a terrorystom się nie pomaga. Dostałam też ostrzeżenie, że powinnam zdać sobie sprawę z tego, że gdy ja będę aresztowana, to też nie mam co liczyć na obronę. Zapytałam, skąd oni wytrzasnęli ten terroryzm, i dowiedziałam się, że AI zasięgała opinii u Michnika i Kuronia. Trudno było mi w to uwierzyć, myślałam, że może jakieś przekłamanie. Niestety, informacja potwierdziła się z kilku źródeł. Po tym incydencie zaczęłam interesować się przeszłością Michnika i Kuronia.”

    Onet ci trafnie udzielil wyjasnien w drugiej sprawie, wiec nie bede powtarzac.

    Kaska

  198. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Pawle, takze na stronie SW w Relacje- Marian Maciejewski

    „Pamiętam pierwszy numer „SW”. Gdy zapowiadali w nim walkę, zwątpiłem, czy nie jest to esbecka fałszywka – wspomina Szczepan Rudka, dziś archiwista i badacz podziemnej prasy, wówczas jej kolporter.
    – Była to walka na propagandę, na sabotaż polityczny. Ale prawdą jest, że Amnesty International odmówiła nam pomocy, uważając, że nie jesteśmy więźniami politycznymi – mówi nam Morawiecki”

    Kaska

  199. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Leszku, to Wikipedia, a nie AI informuje, to raz. ( wyslalam e-maila do AI z zapytaniem o Kornela, moze odpowiedza). Dwa: wiele osob zabiegalo u AI o pomoc dla Kornela. Tematem nie jest czy Kornel w koncu dostal sie pod opieke AI, ale czy „michniczane” srodowisko nie napapralo tam mu.

    Kaska

  200. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Onecie, z pewnoscia i nigdy nie „zlysieczeje”, nei mam co do tego najmniejszych watpliwosci.

    Na zacietrzewienie Michnika mam swoja wlasna teorie, ale moze o tym innym razem – jezeli w ogole…
    Kaska

  201. Torlin napisał(a):

    Mawarze!
    Wiesz, czego Ci zazdroszczę? Nie poglądów. SWB&White.
    A jeżeli chodzi o filozofów, to ja jestem stoikiem

  202. leszek.sopot napisał(a):

    Katarzyno,
    na stronie SW znalazłem tekst Andrzeja Kołodzieja z 1988 r.,
    http://www.sw.org.pl/doku.....ziej0.html
    a więc nie wspomnienia, które są dla mnie mniej wiarygodne od dokumentów powstałych wówczas. Kołodziej oczywiście wskazuje, że największym wrogiem SW była „korowska Solidarność” i Kościół, ale wymienia także np. Andrzeja Gwiazdę i Słowika z ich Grupą Roboczą. Odnosząc się do sprawy Morawieckiego, na samym końcu tekstu, napisał on, że rzeczywiście był chory, ale po zbadaniu okazało się, że nie było to aż tak groźne. Natomaist za szantaż jednoznacznie obwinia Episkopat w osobach ks. Orszulika i prof. Stelmachowskiego.
    Z jego tekstu wynika, że jedną miarą traktuje duchownych i Kiszczaka, którzy to według niego byli głównymi autorami koncepcji politycznej polegającej na stworzeniu wspólnego rządu „Solidarności” i komunistów. Ja ośmielę się się dopowiedzieć, że polski Kościół nie mógł sam bez wiedzy Papieża wystąpić z taką koncepcją polityczną, a wystąpił dlatego, że wówczas była ona jedyną właściwą.
    Z tekstu Kołodzieja wynika, że nikt SW nie lubił i wszyscy im rzucali kłody pod nogi choćby przez utrudnianie przekazywanie informacji na Zachód. Z żalem zauważa, że Moczulski ich nie lubi, bo od momentu dostania paszportu mógł swobodnie podróżować po świecie. Dopowiem, że po świecie w 1988 r. podróżował swobodnie także Andrzej Gwiazda ze swoją żoną.
    Co do pani Chmielowskiej z Australi, byłej opozycjonistki z SW, to jest ona dziś w środowisku Gwiazdy i Walentynowicz, którzy z każdej igły zrobią widły by dokopać nielubianym przez siebie osobom. Z ich wypowiedzi trudno odgadnąć co jest prawdą a co propagandą i pomówieniem.

  203. Zofia napisał(a):

    Onecie,
    być może źle odczytałam Twoje intencje, jeśli tak, to przepraszam, ale przepisałeś tekst z Wprost bez podania źródła. Czyli podałeś go jako swój własny.
    Ja zaś zaznaczyłam wyraźnie, że piszę o materiale o Kaczyńskich zaprezentowanym na łamach Polityki. Podałam jednoznacznie źródło.
    Natomiast opinie, jakie wysnułam po przeczytaniu – są autentycznie moje i nie posiłkowałam się żadnymi cudzymi. Potwierdziły moje wcześniejsze spostrzeżenia, a jak wspominają tutaj Forumowicze, podobnie oceniał Kaczyńskich także Jacek Kuroń inni, którzy znają obu Braci bliżej.
    Nie mam czasu w tej chwili dociekać które z tych pism przepisywało teksty z drugiego, ale wiele fragmentów wręcz się powtarza i jedno z nich popełniło po prostu w jakimś tam sensie – plagiat. Stąd moje uwagi pod Twoim adresem. To co napisałeś o rodzie Kaczyńskich – potraktowałam jako Twój własny tekst.
    Nie miej o to do mnie pretensji.
    Poza tym – nie wciskam nikomu ciemnot!!!
    Mam prawo do własnej opinii, staram się racjonalnie ją uzasadnić a dyskusja dotyczy wszak pierwszych osób w państwie.
    Potraktuj moja krytykę w kategoriach obaw o państwo, a jako nie personalne wycieczki pod adresem Kaczyńskich.
    Dopóki są na czele rządu i piastują urząd prezydenta RP a ich zachowanie, wynikające z ich cech osobowych będzie szkodliwe dla tego państwa – będę na nie zwracać uwagę.
    Jeśli problemem Jarosława Kaczyńskiego jak wspomina Kuroń, a co wynika także jednoznacznie z materiału Polityki – jest brak umiejętności rozróżniania rzeczywistości od fikcji, a własne wyobrażenia, wizje i marzenia traktuje jak fakty, że funkcjonuje w nierealnym świecie – to los naszego kraju leży w rękach człowieka, który może temu państwu zaszkodzić.

  204. Torlin napisał(a):

    Głosie!
    W dzisiejszym numerze GW jest bardzo ciekawy artykuł pt. „Żołnierz rewolucji moralnej” Mirosława Czecha. Przeczytaj go sobie, jak go znajdziesz. Ja, mimo poszukiwań, nie znalazłem go w portalu Gazety.

  205. głos zwykły napisał(a):

    Torlinie,
    Artykuły on-line w dziale świąteczna są publikowane z dziennym poślizgiem. Mam jednak papierowe wydanie i muszę powiedzieć, że to się wszystko łączy w jedną logiczną całość. Wybór osób o określonym poglądzie na eksponowane stanowiska z próbą radykalizacji kościoła katolickiego w Polsce. Kwestionowanie wyboru Papieża w oparciu o materiały teczkowe, jest bowiem próbą wpłynięcia na kształt tej instytucji. Oczywiście w samym kościele znajduje się ten jednostronnie rozrachunkowy prąd, który funkcjonuje w ramach tzw. kościoła ludowego. Wyłania się z tego nurt katolicko endecki, byt polityczny oczywiście archaiczny, jak na dzisiejsze czasy. Myślę, że nie jest to szczęśliwa próba dokonywania recepcji Romana Dmowskiego, który jednak był zdolny do nakreślenia takiej samej real polityki, jak kardynał Wyszyński w swoim czasie. Prawdę mówiąc wartość Romana Dmowskiego leży zupełnie poza inspirowaniem ruchów politycznych i społecznych, zwłaszcza hasłami narodowymi. To ziarno bardzo łatwo pada u nas na grunt kołtuństwa moralnego i zwykłej głupoty. Trzeba pamiętać o tym, że Roman Dmowski nie kierował partiami politycznymi, lecz był myślicielem politycznym i przynajmniej dla mnie ważna jest jego refleksja na temat realnego układu sił, gdzie mówi on że w polityce trzeba zobaczyć, kto ma jakie interesy i co w danej sytuacji jest możliwe, nie mogę także powiedzieć, że nie interesuje mnie zupełnie ten jego Darwinistyczny nurt myślenia, rozumiany w kategoriach walki cywilizacyjnej narodów z tym, że widze tą walkę w kategoriach walki globalnej, kontynentalnej poszczególnych wielkich cywilizacji. Rozumiem, że zawiodę twoje oczekiwania, ale popieranie Jaruzela odbieram w tym samych kategoriach wielkiej manipulacji sprawami przetrwania narodu. Podobnie też jeśli Bronisław Gieremek odwołuje się do ściślejszej integracji polski, i ściślejszej integracji Europy, to też ma podłoże w tym Darwinistycznym nurcie myślenia, gdzie dąży się do takiego ułożenia spraw narodu, aby miał on możliwość biologicznego przetrwania. Tak więc absolutnie nie zgodzę się z poglądem, że myśli Romana Dmowskiego to już przeszłość. Naród jest jednak nie tylko tożsamością kulturową, ale i zbiorem ludzi mających interesy, wyzyskujących i broniących się przed wyzyskiem, kopulujących w celach różnych, także przetrwania. Jest biologiczny tak jak biologiczne są zwierzęta, i tak jak zwierzęta szuka możliwości przystosowanie się i przetrwania, lepszej pozycji do konsumowania. To trzeba widzieć, dlaczego ludzie popierają takie PiS-owe i Radio Maryjne wynalazki, bo czują się oczywiście zmarginalizowani i odepchnięci. To jest też elektorat, któremu trzeba dać jakąś perspektywę polepszenia sytuacji, bo jak przemilczy się jego problemy, to znajdzie sobie konowała. No, ale w tym jest najwyraźniej problem, że poruszają te sprawy ludzie mało odpowiedzialni i niewyszukani intelektualnie, łatwo posługujący się insynuacjami.

  206. głos zwykły napisał(a):

    Torlinie,
    Innymi słowy poprawność inteligenta nie może się przejawiać w ignorowaniu problemu, dlaczego upowszechniły się takie a nie inne postawy. Dlaczego chwast wyparł zbożową roślinę. Dlaczego fiskalizm ograniczył przedsiębiorczość. Z czego w ogóle ludzie mają się utrzymywać. Dlaczego korporacjonizm jest problemem. Dlaczego przy wysokich opłatach sądowych i adwokackich, oraz świadomości plemiennej niektórych składów sądów cywilnych i administracyjnych można zostać zupełnie zgnojonym, pozbawionym praw i majątku. Dlaczego nie liczą się kompetencje tylko znajomości i przynależność. Dlaczego państwo jest bandyckie w powszechnym społecznym odczuciu. W każdym razie to nie gruba kreska Mazowieckiego za to odpowiada. Natomiast brak wierności wobec ojczyzny, patriotyzmu, odpowiedzialności przyczynił się do wytworzenia danego stanu rzeczy, ale to akurat dotyczy także społeczeństwa jako całości. Rybka w Polsce ma tendencję do psucia się kompleksowo z każdej strony, bowiem jako społeczeństwo stoimy na zbyt niskim poziomie cywilizacyjnym i to na pewno dotyczy z pewnymi wyjątkami większości elit, nie tylko politycznej.

  207. głos zwykły napisał(a):

    Żeby sięgnąć sedna polityki PiS to jest endecka idea budowania więzi społecznej nie w oparciu o współpracę, ale poprzez wynajdowanie wrogów na zewnątrz i wewnątrz. Taka polityka to jest nonsens. I ona właśnie stoi w opozycji do innego rodzaju prób budowania więzi – poprzez pokojową koegzystencję ludzi, którzy z powodów historycznych znaleźli się po przeciwnych stronach. Ale ta druga polityka to jest jedynie punkt wyjścia, bowiem taki stan rzeczy nie może oznaczać, że co cztery lata mamy nowy napad na kasę i nowe rozdanie posad. A tak w odczuciu społecznym to się przedstawia.

  208. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Leszku, tu masz informacje o p. Chmielowskiej „z Australii”:

    http://swkatowice.mojefor.....ic.php?t=9

    Zupelnie nie rozumiem, na jakiej podstawie uwazasz, iz fakt, ze sie kogos lubilo czy nie lubilo moze byc uzasadnieniem prowadzenia przeciwko niemu kreciej roboty.

    Przyprowadzono do nas kiedys ukrywajacego sie dezertera z wojska, straszliwie sponiewieranego mlodego czlowieka, ktory w 1982 roku z interny zostal wcielony do wojska, a co z nim tam robili przechodzilo ludzkie pojecie, wiec uciekl, jak tylko mial okazje. Nie byl to jednak pacyfista, wiec sprowadzony prominentny dzialacz Wolnosci i Pokoju oznajmil mu, ze jesli nie zadeklaruje pacyfizmu, ogranizacja nie obejmie go swoja opieka. Dzialacz dostal od obecnych taki lomot ( werbalny, oczywiscie!), ze szybciutko rakiem wycofal sie ze swoich warunkow. ( nazwiska dzialacza nie podaje, bo chodzi o problem, a nie atak na kogos).

    Dodam, ze twoje wrazenia na temat SW nie byly, bynajmniej tak powszechne, jak, zapewne, wierzysz. Mozliwe, ze w twoim srodowisku byly, w moim „warszafkowym” bardzo ich szanowano i podziwiano, zas cel jaki im przyswiecal – pelna niepodleglosc, dla nas byla celem oczywistym i wspolnym. Przyznam, ze w oslupienie mnie wprowadzily watpliwosci dzialaczy Komitetow Obywatelskich, czy uda sie im wygrac te przydzielone 1/3 miejsc.

    Kaska

  209. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Glosie, wybacz, ale przy tak malkontenckiej postawie, jaka prezentujesz, budowa czegokolwiek nie jest mozliwa, a juz z pewnoscia nie spoleczenstwa obywatelskiego, kierujacego sie interesem wspolnym, wyroslym z pozytywnego poczucia tej wspolnoty.

    Kaska

  210. głos zwykły napisał(a):

    Katarzyno,
    W istocie rzeczy nie mam pozytywnego poczucia, że ta wspólnota istnieje. Niedobory materialne PRL spowodowały, że po 89 r. w miejsce „Solidarności” powstał nowy ruch społeczny: coś w rodzaju „rynuliś w stołowuju”, działający w Państwie, pt. Rzeczplita Makaków.
    Nie, no trudno wykrzesać w tej sytuacji z siebie entuzjazm do budowania społeczeństwa obywatelskiego.

  211. leszek.sopot napisał(a):

    Katarzyno,
    napisałaś:
    „Zupelnie nie rozumiem, na jakiej podstawie uwazasz, iz fakt, ze sie kogos lubilo czy nie lubilo moze byc uzasadnieniem prowadzenia przeciwko niemu kreciej roboty”
    - a gdzie ja coś takiego napisałem? Może można odnieśc jakieś wrażenie z tego, co niezręcznie sformułowałem (pisząc, że z tekstu Kołodzieja wynika, iż ich nikt nie lubił), ale na pewno nie było to moją intencją bo to jest wbrew moim poglądom. Problem z SW był taki, że jej działalność była skierowana przeciwko podziemnej „S” oraz linii politycznej polskiego Kościoła, który robił wszystko by doprowadzić do rozwiązania polskiego węzła gordyjskiego. Przecież nierealne było obalenie ustroju siłą. Nikt też nie wiedział wtedy, że system mógłby sam upaść, ale jak by to „samoupadanie” wyglądało – uwałaszczenie nomenklatury do potęgi entej? Z drugiej strony podziemna „S” bojkotowała wszelkie wybory i zaproszenie do udziału w różnych oficjalnych ciałach politycznych, jak np. zaproszenie do Rady Konsultacyjnej. Przypomnę, że już na przełomie zimy i wosny 1982 r. Rada Prymasowska przy Episkopacie sformułowała w porozumieniu z Papieżem i doradcami „S” tezy do ugody społecznej. Tezy te były w praktyce trzonem programu podziemnej „S”. To, co było na lewo bądź na prawo od tych tez, trudno zaliczyć do właściwej „S”. Tezy ugody społecznej wytyczyły kierunek postępowania do momentu czerwcowych wyborów w 1989 r. SW była na lewo od wytycznych Episkopatu, zresztą podobnie jak inna wrocławska inicjatywa – założony przez Piniora PPS. Nie odbieram SW jej szlachetnych intencji i marzeń, ale zarazem nie mogę się zgodzić z ich podejściem do ludzi z podziemnej „S”, których oni chcą odsądzić od czci i wiary. Znalazłem w necie różne teksty pisane przez ludzi z SW. Najczęściej są to bardzo niesprawiedliwe a często po prostu obrzydliwe kalumnie. Ja mogę zrozumieć i widze miejsce na to, że w opozycji mogły istniec różne nurty, oni natomiastt – takie mam wrażenie – chcieliby wszystkich innych spotwarzyć i siebie jedynie uważają za najlepszych i najbardziej sprawiedliwych. Mi się taka postawa nie podoba.

  212. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Leszku, swoje opinie wyraziles w rozmowie o zasadnosci odmowienia pomocy SW, stad wywnioskowalam, ze fakt nielubienia jest dla ciebie legit.
    Znowu powolujesz sie na rzekome usilowania SW wywolania powstania. Takich usilowan NIE BYLO, zas i regularna S nader czesto poslugiwala sie bardzo ostra retoryka. Bywalo tez, ze wzywala do czynnego oporu poprzez strajki i manifestacje.

    „Przypomnę, że już na przełomie zimy i wosny 1982 r. Rada Prymasowska przy Episkopacie sformułowała w porozumieniu z Papieżem i doradcami “S” tezy do ugody społecznej. Tezy te były w praktyce trzonem programu podziemnej “S”. To, co było na lewo bądź na prawo od tych tez, trudno zaliczyć do właściwej “S”. Tezy ugody społecznej wytyczyły kierunek postępowania do momentu czerwcowych wyborów w 1989 r. ”

    Nie mam na ciebie juz sily. Jakie tezy? Ktorzy doradcy? Ktoz to byl wtedy tak madry, ze od poczatku do konca wiedzial co robic?
    „Wlasciwa” S to byla S z okresu 1980-81, z jakiej racji wylaczasz z niej krawem kaduka odsunietych?

    Kaska

  213. Torlin napisał(a):

    Leszku!
    Pisaliśmy już na tych łamach wielokrotnie o tym, że wszystkie ruchy w całym świecie dzielą się na radykalne i umiarkowane. Radykaliści chcą wszystkiego bez żadnych warunków wstępnych, ryzykując jednocześnie wszystkim, umiarkowani zaś chcą się dogadać z przeciwnikiem, ryzykując jednocześnie oskarżenie o zdradę po wszystkim. Najgorzej jest wtedy, gdy umiarkowani przeprowadzają rozmowy, najczęściej tajne, a radykalni akurat w tym momencie głośno krzyczą o zdradzie.
    Mnie się wydaje, że Kaśka robi typowy błąd historyka, za bardzo wierzy w dokumenty, deklaracje, słowa, a zapomina o jednym, o atmosferze, plotce, o czym ludzie mówią. Kaśka, nie ważne jest, czy SW miała w programie wieszanie komunistów na latarniach, czy nie, ważne jest to, że w środowiskach partyjnych się o tym mówiło.
    Nie zdajesz sobie sprawy i nie masz pojęcia, jak radykalni byli szeregowi przedstawiciele tego ruchu. Znałem jednego, to co on wygadywał, to przechodzi ludzkie pojęcie. A plotka szła w Polskę.
    Proponuję teraz rozważenie przypadku: PZPR oddaje bez walki władzę SW. Ja wiem, facecje sobie z blogu robię.
    Jeszcze raz powtarzam, rozważanie jakiejkolwiek kwestii po latach, jak np. stan wojenny, stosunek partii do SW i S do SW na podstawie dokumentów i wspomnień osób zaangażowanych nie ma najmniejszego sensu. Ważna była atmosfera i wszechwładna plotka. To ona tak naprawdę zdecydowała, że do dzisiaj tyle osób popiera stan wojenny i jest przeciw Solidarności Walczącej. I pokazywanie uchwał Rady Najwyzszej i Deklaracji Programowych nic w tym względzie nie zmieni.
    Głosie!
    dziękuję. Nie w pełni się zgadzam, ale to było ciekawe.

  214. leszek.sopot napisał(a):

    Katarzyno,
    Tezy prymasowskiej rady do jeden z najważniejszych dokumentów stanu wojennego. Jest to obszerne wielostronnicowe opracowanie, które wybacz mi ale nie wkleję bo jest za obszerne. Nie znając tego tekstu jak dziś można wogóle dyskutować o podziemnej „S”?
    Przedstawiciele władz kościelnych nieustannie spotykali się z internowanymi działaczami „Solidarności”. Wiedzieli, że są oni gotowi do rozmów, a jedyną przeszkodą była postawa władz. Dlatego też Episkopat przyjął na siebie rolę przedstawienia stronie rządowej oficjalnego dokumentu z projektem zawarcia „ugody społecznej”. Ostateczną jego wersję prymas Glemp przesłał członkom Episkopatu, których prosił o zapoznanie z nim wszystkich „szczerze zainteresowanych dobrem naszej Ojczyzny”. Kopię dokumentu prymas przekazał gen. Jaruzelskiemu. Dokument jest datowany na 4 kwietnia 1982 r.
    Odpowiedź władz na przedstawione tezy ugody społecznej była bardzo powściągliwa. 17 kwietnia podczas spotkania Kazimierza Barcikowskiego z abp. Dąbrowskim sekretarz KC przedstawił stanowisko rządu. Wpierw zgłosił pretensje, że o tezach powiedziało Radio Wolna Europa przed zapoznaniem się z nimi przez gen. Jaruzelskiego. Wskazał, że właściwym miejscem na dyskusję o tym dokumencie byłaby Komisja Wspólna. Mówił arcybiskupowi, że władze zniosą stan wojenny i ogłoszą amnestię, ale decyzja o tym kiedy i jak nie jest prosta. Krytykował stanowisko Kościoła, że przedstawiono w nich żądania, a nie napisano o obowiązkach społeczeństwa i o „pozytywach” reformy gospodarczej. Krytykował, że napisano tylko o jednym związku zawodowym i pytał czy Kościół przewidział jakieś stopniowe dojście do zarysowanej przez siebie ugody społecznej.
    Jednocześnie Barcikowski odniósł się także do listu Jana Pawła II do gen. Jaruzelskiego z 6 kwietnia (list ten był więc zharmonizowany z dostarczeniem generałowi Tez Ugody Społecznej). Pytał arcybiskupa: „Papież powołuje się na niektóre wypowiedzi Generała; czy oznacza to troskę o kraj? Czy przynaglenie Generała? Papież prosi o powrót na drogę odnowy; trudno mówić o powrocie do sytuacji sprzed 13 XII 1981. Co znaczy akcent dotyczący stosunku Zachodu do Polski?”.
    Abp Dąbrowski odpowiedział: „Niewątpliwie list jest nacechowany ogromną troską o dobro Polski i Polaków. Ojciec św. pisze jak Polak kochający swoją Ojczyznę, znajdującą się w wyjątkowo trudnych warunkach. Trzeba czytać ten list uwzględniając klimat, jaki wszystko to, co się dzieje w Polsce, tworzy na Zachodzie. Ojciec święty – Głowa Kościoła a jednocześnie Polak – szczególnie intensywnie to wszystko przeżywa. Dlatego przynagla Generała, żeby przynajmniej wykonał dane obietnice, a nie cofał się. Szczególnie mocno Papież przeżywa próbę likwidacji „Solidarności” i przekreślenia postaci symbolicznej, jaką jest Lech Wałęsa. Oczywiście Wałęsa, a tym bardziej Ojciec św. chce przywrócenia działalności związkowej i odnowy społecznej, a nie politycznej. Myślę, że Ojciec św. widzi, iż Polska sięga dna ekonomicznego i tym się niepokoi; zdaje sobie sprawę, że jeżeli Kraj nie podniesie się gospodarczo, trudno mówić o odnowie i dialogu ze społeczeństwem. Dlatego chce w jakiś sposób wpłynąć na Zachód, aby – gdy Polska wróci na drogę odnowy – mógł udzielić jej walnego wsparcia ekonomicznego”.

  215. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Leszku, chwileczke!

    O czym mowimy? O stanie powszechnej swiadomosci w 1982 – czy dzisiaj?
    Ja cie zapewniam,z e w 1982 r. o zadnych tezach nie slyszalam , zas na temat wszelkich dogadywan sie z wladza POZA PLECAMI SPOLECZENSTWA mam nader krytyczne zdanie, tym bardziej, ze jak dzis juz wiemy bez watpliwosci, do owego dialogu dobierano ludzi z watpliwymi mandatami spolecznymi. Efektem tego dogadywania sie, bylo pogrzebanie S z lat 1980-81 i wyprodukowanie jakiegos nowego, dziwnego tworu skladajacego sie z Krewnych i Znajomych Krolika.
    Tak sie zaczela demokracja polska – zupelnie niedomokratycznie. Coz wiec sie dziwic, ze do dzis kuleje?

    W 1989 nalezalo doprowadzic do reaktywacji S, zrobic w niej wybory i do rozmow z wladza wyslac ludzi z jasnym, czytelnym mandatem.

    Tak bylo w Sierpniu i udalo sie, wlasnie dlatego, ze strona spoleczna nie miala tajemnic….przed spoleczenstwem, choc przeciwnik w 1980 byl duzo mocniejszy i duzo grozniejszy.

    Kaska

  216. leszek.sopot napisał(a):

    Torlinie,
    w innym temacie. Przeczytałem w dzisiejszej GW bardzo dobry tekst Czecha o misji Żaryna w IPN. Już jest w necie:
    http://www.gazetawyborcza.....19974.html

  217. leszek.sopot napisał(a):

    Katarzyno,
    zxupełnie nie rozumiem o co tobie chodzi. Jeśli w sprawę ugody społecznej włączył się od początku, tj od 13 grudnia, sam Jan Paweł II to o czym ty piszesz?! To przecież własnie Jego działaniom i sugestią chciała czy nie chciała „S” musiała się podporządkować bo tylko Papież był w stanie wpłynąć wówczas nie birg wydarzeń. O jakim ty dogadywaniu się poza plecami społeczeństwa piszesz?! Była cenzura, konspiracja, ludzie byli w więzieniach – to źle, że Kościół interweniował w ich obronie???

  218. leszek.sopot napisał(a):

    Katarzyno,
    jeszcze jedno. Tezy były publikowane. Ja sam ją sobie przepisałem z bibuły wydanej w 1982, były one komentowane i drukowano fragmenty w „TM”, mówiło o nich Radio Wolna Europa. To nie była żadna tajemnica!

  219. Torlin napisał(a):

    Kaśka!
    Piszesz: „Tak bylo w Sierpniu i udalo się, właśnie dlatego, że strona społeczna nie miała tajemnic….przed społeczeństwem, choć przeciwnik w 1980 byl dużo mocniejszy i dużo groźniejszy”.
    Nie gniewaj się, będę brutalnie szczery, uważając okres 80 -1 za jeden z najważniejszych w moim życiu:
    CO SIĘ UDAŁO? Nic się nie udało. Solidarność przegrała wszystko. taka jest prawda. Zresztą na własne życzenie, bo dopuściła radykalne ruchy do głosu. Zostało wspomnienie. W 1988 roku już tego błędu nie zrobiła.
    Piszesz: „W 1989 należało doprowadzić do reaktywacji S, zrobić w niej wybory i do rozmów z wladzą wysłać ludzi z jasnym, czytelnym mandatem”. A nie zastanawiałaś sie nad tym, że władza nie ze wszystkimi chciała rozmawiać?

  220. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Leszku, odwracasz kota ogonem. Sugerowane przez ciebie tezy, mialy jakoby wyznaczac metody postepowania. Nie, nie pamietam ich. Jesli byl to tak dlugi tekst, ze nie mozesz go tutaj umiescic, watpie czy byl czytelny i wychodzil poza ogolniki. Oczywiscie, ze Kosciol i mial prawo i powinien wystepowac w obronie przesladowanych! Nasz problem polega na tym, czy ktokowliek mial prawo dzielic przesladowanych na „wlasciwych” i „niewlasciwych”.

    Twoim zdaniem nalezalo bezkrytycznie poddac sie negocjacjom Kosciola i ” doradcow S”. Z zalozonymi rekami czekac na ich wynik. Moim zdaniem m.in. dlatego mamy klopoty z demokratyzacja zycia w Polsce, ze od poczatku wlasnie w w/w sposob odebrano ludziom odpowiedzialnosc.
    Kiedy ludziom odpiera sie odpowiedzialnosc, wkrotce potem opuszcza ich rozum.

    Od poczatku np. Kosciol odgrywal role, ktorej odgrywac byl nie powinien ( a pozniej nastapil placz i zgrzytanie zebow o „mieszanie sie” Kosciola do polityki!), role, ktora do niego nie nalezala i w sposob naturalny go przerosla. Rola Kosciola jest przewodnictwo d u c h o w e, a nie polityczne. Obrona wartosci, a nie wplyw na obsadzanie stanowisk ( np. kogo zaaprobowac do rozmow z wladza).

    Wybacz, ale nigdy nie odnosilam wrazenia, aby JPII mial inne ambicje.

    Kaska

  221. leszek.sopot napisał(a):

    Katarzyno,
    Kto dzielił prześladowanych na „właściwych” i „niewłaściwych”. Kto pisał o założeniu rąk i nic nie robieniu? Opanuj się! Ręce mi opadają i nie wiem jak mam rozmawiać.

  222. leszek.sopot napisał(a):

    A niech mnie Gospodarz przeklnie, wkleję cały tekst prymasowskich tez. Jeśli Gospodarz mnie przeklnie to przeklnę historyków z IPN, którzy wogóle nie zamierzają opisywać prawdę o stanie wojennym i nie zająkną się nawet o najważniejszych dokumentach stanu wojennego bo im one nie pasują do dziejowej misji przebudowy społecznej świadomości.
    Tezy ugody społecznej Rady Prymasowskiej stały się podstawą, niestety dopiero po sześciu latach, rozmów Okrągłego Stołu. W dokumencie napisano:
    1) Jeśli owa ugoda społeczna, porozumienie między władzą a społeczeństwem, miałaby stanowić wyjście z obecnego impasu politycznego, musiałaby uzyskać szeroką akceptację społeczną Otóż osiągnięcie owej akceptacji będzie możliwe tylko wtedy, gdy społeczeństwo uzyska przekonanie, gwarancję, że jego nadzieje nie zostały definitywnie przekreślone. Ta umowa społeczna mogłaby być zawarta między władzą a odpowiednimi, niezależnymi reprezentacjami zorganizowanych grup społecznych. W uzgodnieniach tych powinni uczestniczyć przedstawiciele realnych sił społecznych i opiniotwórczych, a więc przedstawiciele związków zawodowych, w tym zwłaszcza najliczniejszego NSZZ „Solidarność”, związków zawodowych rolników indywidualnych i rzemiosła, przedstawiciele nauki i kultury, związków twórczych i młodzieży. W naszych szczególnych warunkach potrzebna byłaby też obecność Kościoła przy tych uzgodnieniach.
    Przedmiotem ugody narodowej lub szczegółowych uzgodnień, które na tę ugodę będą się składać, powinny być warunki, tryb i termin reaktywowania zawieszonych związków i innych organizacji; warunki, tryb i termin usuwania restrykcji stanu wojennego i przywracania praw obywatelskich, niektóre ważniejsze propozycje ustawodawcze oraz ogólny program reformy i odnowy życia społecznego i gospodarczego.
    Znaczenie polityczne i prawne oraz forma takich uzgodnień byłyby szczególne, byłyby to akty nietypowe i nadzwyczajne, a zależnie od potrzeb mogłyby mieć szerszy lub węższy zakres. Nie musiałyby regulować wszystkiego. Ale trzeba też z całą mocą podkreślić, że sytuacja w kraju jest przecież nadzwyczajna i tragiczna. Wymaga środków nadzwyczajnych. Wielki i pogłębiający się rozłam między władzą a społeczeństwem, szerzenie się objawów wrogości i wręcz nienawiści w sytuacji ciężkiego kryzysu wymagają formy społecznego porozumienia, która by przekonywała ludzi i gwarantowała proces odnowy, która by była zdolna obudzić nadzieję.
    Z drugiej strony, ugoda powinna umocnić pozycję władzy państwowej i umożliwić jej skuteczną walkę z kryzysem, zważywszy, że stan wojenny spowodowany został właśnie słabością i zagrożeniem struktur państwa i ustroju, jakkolwiek nie był on jedynym sposobem ich ratowania i przyniósł wiele zła.
    Ugoda społeczna, żeby działała skutecznie, powinna spełniać dwa warunki:
    a) powinna być zawarta przez władzę z ludźmi o społecznym autorytecie, mającymi w tym przypadku również znaczenie symbolu, oraz reprezentującymi liczące się grupy społeczne,
    b) w ślad za nią powinny być stwarzane fakty i przedstawiane gwarancje, że droga ugody i porozumienia narodowego będzie trwałym czynnikiem normalizacji życia w kraju.
    Ważnym warunkiem skuteczności ugody powinna być deklaracja dotrzymania wszystkich zawartych w 1980 roku umów społecznych, bez czego negocjowanie nowej ugody byłoby zupełnie niewiarygodne. Poszanowanie dla tych umów podkreślił w swym pierwszym przemówieniu z 13 grudnia 1981 roku przewodniczący WRON, a także Sejm PRL w swej uchwale z 25 stycznia 1982 roku.
    2) Podstawą ugody ma być uznanie przez władzę podmiotowości społeczeństwa, respektowanie faktu istnienia niezależnej opinii publicznej. Zrozumienie i uznanie przez władze, że bez dialogu i uzgodnienia ze społeczeństwem spraw istotnych z kryzysu wyjść się nie da.
    Z drugiej zaś strony, nieuniknionym warunkiem stabilizacji wewnętrznej jest rozumienie przez społeczeństwo wymogów ustrojowych i obiektywnej sytuacji państwa oraz jej zdeteminowania przez istniejące układy międzynarodowe. Komunikat 183 Sesji Episkopatu mówi o potrzebie realizmu w ocenie konsekwencji geopolitycznego położenia naszego kraju. Są to słowa wielkiej wagi. Rzeczywiste problemy narodu muszą być rozwiązywane w ramach układów historycznych. Żadna władza w Polsce nie miałaby nieskrępowanej dowolności w rozwiązywaniu problemów, nie ma jej też rząd obecny. Musi to społeczeństwu dyktować roztropność i umiar.
    3) W Komunikacie z 183 Sesji Episkopatu Polski wymienione zostały szczególnie pilne postulaty społeczne, które z pewnością stanowią istotne warunki pokoju wewnętrznego. Niezbędne jest szybko postępujące zwalnianie internowanych oraz zapewnienie swobodnego powrotu dla osób, które ukrywają się w obawie politycznych represji.
    Społeczeństwo oczekuje amnestii dla osób skazanych za czyny, które nie figurują w Kodeksie Karnym, ale potraktowane zostały jako stawianie oporu po wprowadzeniu stanu wojennego.
    Oczywiście sprzeczne z postulatem ugody społecznej i sprzeczne z wymogiem sprawiedliwości są naciski, represje osobiste i zwalnianie z pracy z tytułu przekonań lub za przynależność do „Solidarności”. Represje takie, gdziekolwiek są stosowane, winny być przerwane i zakazane, ludzie zwalniani z pracy z tego powodu powinni być do pracy przywróceni. Ze stanowczym sprzeciwem spotkać się muszą wszelkie naciski mające skłonić do opuszczenia kraju na stałe, zwłaszcza jeśli są stosowane wobec osób internowanych, co może stawać się alternatywą: emigracja albo pozbawienie wolności.
    Istotnymi krokami w kierunku normalizacji życia państwowego winno być przywrócenie swobodnej działalności związków twórczych i naukowych. Przywrócić także trzeba swobodę działania wszystkim Klubom Inteligencji Katolickiej, istniejącym w dniu 13 grudnia 1981 roku i zezwolić na wznowienie wszystkich organów prasy katolickiej w tym terminie istniejących.
    Rozwiązanie takie, jakie zastosowano wobec Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, jest sprzeczne z postulatami ugody społecznej i pogłębia rozgoryczenie.
    4) Podstawowym celem ugody społecznej winno być usuwanie barier istniejących między władzą a społeczeństwem. Jeżeli porozumienie społeczne będzie realizowane, wypłynie sprawa struktur społecznych, które by umożliwiły zwiększony udział obywateli w decydowaniu o sprawach publicznych i kontakt władzy ze społeczeństwem.
    W ramach zwiększania udziału czynnika społecznego w życiu państwowym, mogłoby być pożyteczne tworzenie organów doradczych przy Rządzie lub Sejmie, pod warunkiem, że komisje składałyby się z ludzi delegowanych przez niezależne organizacje społeczne i mieliby oni zagwarantowane prawo swobodnego prezentowania swoich poglądów w środkach społecznego przekazu.
    Potrzebne jest przeorientowanie społeczeństwa oraz zarysowanie perspektyw, ukazanie nowego typu aktywności obywatelskiej i demokratycznego kierunku przemian. Modelem takim może tylko być samorządność w szerokim i głębokim rozumieniu tego pojęcia.
    Punktem wyjścia mogłyby się stać wybory do rad narodowych niższego stopnia. Winny to być wybory w pełnym sensie samorządowe nie determinowane politycznie. Dlatego niesłusznie byłoby łączyć te wybory z wyborami do Sejmu lub rad wojewódzkich, gdzie element polityczny nie daje się wyeliminować.
    Ludności musi być dana możność swobodnego wyboru swoich władz lokalnych. Dlatego musiałaby być zapewniona swoboda wysuwania kandydatów. Natomiast zasadą ugody społecznej powinno być dążenie do eliminowania gry politycznej przy tych wyborach.
    Te samorządowe wybory musiałyby łączyć się ze zniesieniem stanu wojennego. Ale już teraz trzeba sprawę zdecydować i rozpocząć przygotowania.
    5) Zjawiskiem groźnym, zatruwającym życie narodu, jest szerzenie się nienawiści. Nie ma i nie może być usprawiedliwienia dla nienawiści, nawet tam gdzie zrodziły się zrozumiałe urazy i gniewy. Przeciwstawiać się temu powinni wszyscy chrześcijanie, a szczególnie duchowni.
    Opór społeczny wobec stanu wojennego może przybierać formę aktów przemocy, które mogą przekształcać się w błędne koło terroru i represji. Akty te należy stanowczo potępić. Przeciwdziałanie im będzie skuteczne, jeśli równolegle rozwijać się będzie proces wewnętrznego odprężenia i narodowego porozumienia. Warunkiem podstawowym skutecznej walki z nienawiścią i wzajemnymi urazami jest zasadnicza zmiana orientacji oficjalnej propagandy w środkach masowego przekazu, które zwalczając w zasadzie wszystkie przejawy i osiągnięcia szerokiego ruchu odnowy ubiegłych miesięcy obraża społeczeństwo i jątrzy je przeciwko władzy.
    6) Problemy moralne wynikające z obecnej sytuacji szczególnie dotkliwie przeżywa młodzież. Załamanie się nadziei i niedostrzeganie wyjścia z kryzysu prowadzi do buntu.
    Młodzież w ogromnej większości usposobiona jest opozycyjnie, rozgoryczona i trawiona gorączką czynu. Nie zaradzi się temu środkami represji. Dlatego Episkopat Polski tak słusznie postawił problem autonomicznych stowarzyszeń młodzieży. Niezwykle pilną sprawą jest zorganizowanie niezależnych organizacji młodzieży studenckiej, zwłaszcza samopomocowych. Brak własnych organizacji jest jedną z istotnych przyczyn fermentu wśród młodzieży.
    7) Jedną z najważniejszych dziedzin, które oczekują pozytywnych rozwiązań, są sprawy ruchu związkowego. W powszechnym odczuciu społecznym nie będzie warunków do realizacji ugody społecznej i skutecznej walki z kryzysem bez reaktywowania istniejących związków zawodowych, a przede wszystkim cieszącego się szerokim poparciem społecznym NSZZ „Solidarność”. Wydaje się, że w chwili obecnej jednak władze nie mają wobec „Solidarności” jasnej koncepcji działania, a Komitet Rady Ministrów do spraw związków zawodowych nie przedstawił w tym zakresie konstruktywnych propozycji. Opublikowany tekst Komitetu robi wrażenie uchylenia się od społecznego dialogu na temat porozumienia narodowego. Podjęcie tej sprawy jest naglącą potrzebą.
    W przekonaniu szerokich kręgów społecznych nie ma innej drogi do ugody, jak dotrzymanie zawartych w 1980 roku umów społecznych. Pierwszym kluczowym punktem umów społecznych było tworzenie niezależnych związków zawodowych działających w ramach Konstytucji PRL. Na tej podstawie, zgodnie z 87 Konwencją MOP, powstała i została zarejestrowana „Solidarność”. Już w okresie stanu wojennego przedstawiciele władz wielokrotnie zapewniali przedstawicieli Episkopatu o celowości i potrzebie działania „Solidarności” na zasadach statutowych.
    8) Reaktywowanie związków zawodowych w formie autentycznej, zgodnej z wolą związkowców może być realne w warunkach, jakie wytworzyło wprowadzenie stanu wojennego jedynie przy krytycznej ocenie sytuacji, która miała miejsce przed 13 grudnia 1981 roku.
    Nie ulega wątpliwości, że bez robotniczego protestu oraz porozumień w Gdańsku, Szczecinie i Jastrzębiu, a także bez powstania później NSZZ „Solidarność” oraz innych podobnych organizacji społecznych i zawodowych osiągnięcia ruchu odnowy nie byłyby możliwe.
    Wynikiem tego było rozpoczęcie reformy gospodarczej i rozwój samorządu pracowniczego, podjęcie szerokich prac legislacyjnych (m.in. ustawa o cenzurze) i demokratyzacja wielu organizacji społecznych. W dziedzinie obrony praw pracowniczych i polityki społecznej poczyniono wielkie postępy. Mimo wszelkich trudności w kraju zapanował nowy klimat nadziei na lepsze jutro. „Solidarność” nie była czynnikiem jedynym w tych przemianach, ale na pewno była czynnikiem najważniejszym.
    Odrzucając ogromną ilość nieprawdziwych lub przesadnych i krzywdzących zarzutów, które postawiono „Solidarności” trzeba jednak uznać, że w związku z szerokim wpływem, jaki wywierała na życie społeczne, również na niej spoczywa część odpowiedzialności za ciężki kryzys, który spotkał nasz kraj.
    „Solidarność” podejmowała wysiłki, aby samoograniczać swoje działania, unikać wielu lokalnych konfliktów, zapewnić kontrolę nad biuletynami związkowymi, podejmującymi nieraz propagandę polityczną i oddzielić wyraźnie związek od działalności grup opozycyjnych. Starała się też powstrzymać olbrzymie parcie rewindykacyjne mas związkowych, zwłaszcza w zakresie żądań bytowych (płace i zaopatrzenie) i uspokoić związkowców. Były to jednak działania wyraźnie niewystarczające. Mimo że sytuacja była bardzo trudna – nieufność wobec władzy i irytacja coraz cięższą sytuacją gospodarczą rosła – wiele konfliktów było prowokowanych. Masowy młody ruch był bardzo trudny do kierowania. „Solidarność” powinna była jednak w sposób zdecydowany i konsekwentny bronić idei porozumienia ograniczonego programu społeczno-związkowego.
    W sytuacji rozpadającej się gospodarki, kryzysu osłabionej władzy (który groził podstawom ustroju) oraz oczekiwań sojuszników coraz bardziej zaniepokojonych stanem naszego kraju – tylko wzajemne zrozumienie i współpraca między społeczeństwem a władzą dawały szanse przetrwania i zabezpieczenia osiągnięć odnowy.
    Tego zrozumienia i dobrej woli, a także wyobraźni i odwagi zabrakło po obu stronach. Żywiołowe i spontaniczne reakcje członków Związku na konflikty i jaskrawe przejawy niesprawiedliwości, wynikające często z wielu dawnych nawarstwionych od lat krzywd, utrudniały, jak powiedział kardynał Wyszyński, „wiązanie najszlachetniejszych porywów »Solidarności« z dobrem Rzeczpospolitej”. W działalności związkowej potrzebna była i jest metoda „małych kroków”, to jest stopniowego osiągania zamierzonych celów w duchu roztropności, cierpliwości i rozwagi.
    Niełatwo będzie mówić o tych sprawach bez wzajemnych zarzutów i oskarżeń. Trzeba będzie jednak zdobyć się na maksymalną powściągliwość, a równocześnie „Solidarność” musi uczynić wysiłek krytycznego przejrzenia swojej działalności i doświadczeń. Należy sądzić, że znaczna część aktywu związkowego jest gotowa tego dokonać.
    9) Związki zawodowe powinny zachować swą niezależność nie tylko od administracji i państwowego pracodawcy, jak to formułuje Komitet RM do spraw związków zawodowych, ale również od organizacji politycznych.
    Jan Paweł II tak o tym pisze:
    „Zadaniem związków zawodowych nie jest uprawianie »polityki« w znaczeniu, jakie się dzisiaj powszechnie temu słowu nadaje. Związki nie mają charakteru partii politycznych walczących o władzę i nie powinny podlegać decyzjom partii politycznych, ani mieć zbyt ścisłych związków z nimi. W takiej bowiem sytuacji łatwo tracą łączność z tym, co jest ich właściwym zadaniem, to znaczy zabezpieczenie słusznych uprawnień ludzi pracy w ramach dobra wspólnego całego społeczeństwa, stają się natomiast narzędziem do innych celów” (Laborem exercens, 20).
    Tak pojmowaną apolityczność związków zawodowych można i trzeba pogodzić z poszanowaniem Konstytucji oraz pierwszego punktu porozumień gdańskich. Wymagać to będzie wyraźnego ograniczenia działalności „Solidarności” z jednej, a zabezpieczenia autonomii Związku wobec władz politycznych z drugiej strony.
    10) Opublikowane przez Komitet RM do spraw związków zawodowych propozycje w sprawie ruchu związkowego zakładają przedyskutowanie organizacyjnej przebudowy ruchu związkowego z „wolą klasy robotniczej i ogółu ludzi pracy”. W związku z tym niezbędne jest:
    – przyjęcie zasady pluralizmu, którą wyraziło dostatecznie jasno w okresie ubiegłych kilkunastu miesięcy powołanie przez ludzi pracy w Polsce różnych organizacji związkowych – żadna inna zasada nie zostanie przyjęta przez świat pracy,
    – umożliwienie wszystkim zainteresowanym udziału w dyskusji. Stoimy na stanowisku, że wszystkie organizacje związkowe i wszyscy ludzie pracy powinni wyrażać opinie w sprawie reaktywowania swojego związku zawodowego.
    Zwracamy przy tym uwagę, że projekt ustawy o związkach zawodowych został już wszechstronnie przedyskutowany przez społeczeństwo w roku ubiegłym, zaakceptowany przez Komisję Rady Państwa, w której pracach uczestniczyli przedstawiciele związków zawodowych, oraz przedłożony Sejmowi. Tak więc można stwierdzić, że zasady przyjęte w tym projekcie zostały objęte porozumieniem, które obowiązuje.
    Wypowiadając te poglądy i dezyderaty zdajemy sobie sprawę, że nie są one łatwe do urzeczywistnienia. Przewidujemy, że mogą się spotkać ze sprzeciwem tych ośrodków w obozie rządzącym, które liczą tylko na siłę i odrzucają kompromis ze społeczeństwem, jak też mogą budzić opory w kręgach społecznych, które urażone głęboko zastosowaniem siły nie chcą akceptować żadnych porozumień w ramach stanu wojennego.
    Mimo to głos zabieramy, powodowani poczuciem odpowiedzialności za wspólny los Polaków. Nie poprawimy tego losu narzekaniem i złorzeczeniem na przemoc. Niepodobna liczyć na zmianę sytuacji, dopóki nie zrobiliśmy wszystkiego, co do nas należy.
    Z fatalizmem trzeba walczyć. Wyjście jest tylko przez mobilizację sił i zbiorowy wysiłek, pod warunkiem, że będzie on celowo i rozumnie użyty. Dlatego postulaty powinny być postawione zarówno władzom, jak również przez każdego członka społeczeństwa samemu sobie. Postulaty nie abstrakcyjne, ale możliwe do spełnienia w naszych warunkach, na naszej ziemi.
    Warszawa, dnia 5 kwietnia 1982 r.

  223. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Dziekuje, leszku.

    „W powszechnym odczuciu społecznym nie będzie warunków do realizacji ugody społecznej i skutecznej walki z kryzysem bez reaktywowania istniejących związków zawodowych, a przede wszystkim cieszącego się szerokim poparciem społecznym NSZZ „Solidarność”.”

    „– umożliwienie wszystkim zainteresowanym udziału w dyskusji. Stoimy na stanowisku, że wszystkie organizacje związkowe i wszyscy ludzie pracy powinni wyrażać opinie w sprawie reaktywowania swojego związku zawodowego.”

    I tego wlasnie NIE zrealizowano.

    Kaska

  224. Tybet napisał(a):

    leszek.sopot napisał
    Cytat:
    Problem z SW był taki, że jej działalność była skierowana przeciwko podziemnej “S” oraz linii politycznej polskiego Kościoła, który robił wszystko by doprowadzić do rozwiązania polskiego węzła gordyjskiego.

    Koniec cytatu.

    Panie Leszku.sopot. Na takie stwierdzenie konieczne są dowody lub konkretne przykłady. Na razie sieje Pan tylko kłamliwą propagandę, wymyśloną przez tych, którym w tamtych latach zależało na zreformowaniu komuny i wszystkich, którzy mówili o niepodległości dyskredytowali, przylepiając im etykietkę terrorystów. Żadnych działań przeciwko podziemnej „S” nie było.

  225. Stan napisał(a):

    leszek. sopot,

    Wydaje mi się, że znowu otrzymasz wytyk od Mawara za zbyt długi wpis. Nie sądzę żebym ten Komunikat czytał w czasie gdy był ogłaszany. Tekst jest znakomicie wyważony i napisany z bardzo dużym wyczuciem politycznym. Żartobliwie mówiąc, po niuansach politycznych w nim zawartych, można by powiedzieć, że mógł nad niektórymi fragmentami tego Komunikatu współpracować, po stronie związkowej, Gospodarz bloga. Porównując sytuację dzisiejszą z tamtą, z okresu stanu wojennego, aż się wierzyc nie chce, że z beznadziejnej sytuacji wybrneliśmy w sposób piękny, a teraz w sytuację sprzed stanu wojennego staczamy się bezradnie mimo znajomośći mechanizmów, które do tego koszmaru prowadzą. Być może przyczyną tego jest brak kogoś o takich umiejętnościach mediacyjnych jakie ma hierarchia kościelna, która obecnie także otrzymuje razy od rozszalałych polityków.

  226. Robert napisał(a):

    W dyskusji jest sporo prawd i sporo kłamstw na temat SW. Pierwsze: Środowisko SW Trójmiasto było zawsze bardzo zaprzyjaźnione z Gwiazdami. Przez lata drukowało SW „Poza Układem”. Cześć ludzi wywodziła się jeszcze z WZZ-tów. Wiec jeden tworzony mit jest obalony!

    Drugie: to że Sw była wrogo nastawiona do Koscioła. Jest to tez nieprawdą! Wielu ksieży współpracowało z SW! Kapelanem ukrywajacej sie 9,5 roku Jadwigi Chmielowskiej był o. Jan Siemiński z Gliwic. Bliskie kontakty miał też ksiądz Adolf Chojnacki, Jancarz i T. Zalewski z Krakowa. W innych regionach było podobnie.

    Trzecie: Akcje Michnika i Kuronia w AI przeciwko Kornelowi Morawieckiemu, Andrzejowi Kołodziejowi i Hance Łukowskiej- Karniej zna dobrze środowisko SwS z Londynu.

    Czwarte: Nie wszyscy źle mówili o SW jedynie -Kiszczak Michnik Wałesa rzeczywiscie źle mówili o SW. Wg informacji zgromadzonych w IPN nie było dojścia operacyjnego SB do kierownictwa tej organizacji.

    Piąte: Gdyby nie okragły stół Sytuacja w polsce byłaby inna. Nie przejełaby rzadów jej agentura! Pierestrojka szła z Moskwy!!!!

    Szóste: Skąd wzięliście informację, że Chmielowska mieszka w Australii? Nigdy tam nie była. Nie emigrowała mieszka na stałe w Sosnowcu.

  227. soulgarden napisał(a):

    głos Czy twoje „nie rozumiem” było oznaką niechęci do rozmowy,czy też rzeczywiście nie zrozumiałeś czegoś konkretnego z mojej wypowiedzi?Trochę dziwne,najpierw w jakimś temacie atak,a potem gest pogardy(bo tak należałoby rozumieć „nie za bardzo rozumiem o czym piszesz”").

    PS Pozwól,że użyję jednego z twoich sformuowań,nie ze względu na ciebie lecz pewien sposób rozumowania,który jest dziś powszechny gdyż jest od wielu lat rozpowszechniany.

    >Rozumiem, że zawiodę twoje oczekiwania, ale popieranie Jaruzela >odbieram w tym samych kategoriach wielkiej manipulacji sprawami >przetrwania narodu.

    Nie uważam by rzucanie hasłem „Jaruzelski” w jakimkolwiek kontekście było szczere jeśli nie odpowiada się komuś w dyskusji.Jaruzelski w kwestii „przetrwania narodu” to bardzo dumny sposób na jego bronienie.Jednak bronienie to może być prowokacją do zdań przeciwnych.Nawet jeśli jest prowokacją do uznania poprzez burzę zdań przeciwnych do uzyskania efektu poprzez współczucie jakiegoś kompromisu intelektualnego.Tyle że pod płaszczykiem szarpanego Jaruzelskiego przeprowadza się operację o wiele głębszą.Ponieważ jest on wprowadzany jako najważniejszy odpowiedzialny efektów SW (tu:stanu wojennego,nie Solidarności Walczącej) to efekt współczucia dla „kozła ofiarnego” jakim w dużej mierze jest Jaruzelski automatycznie rozciąga się siłą konsekwencji na pozostałych przestępców Stanu W. Dlatego uważam,że dla wszelkiej uczciwości należy unikać rozmowy historycznej PRL lat 80. przez zaklinanie jej do W.Jaruzelskiego. Wydaje się,że współczucie dla niego rozciągając parasol nad całą grupą ludzi może być dla tej grupy techniką uniwersalną.Od lat cierpi na tym Jaruzelski,do którego nienawiść „w ciemnej masie” wzbudzają rozmaici jego obrońcy (przy okazji wykazując małość wszelkich grup ludzi którzy dopuszczają jakąkolwiek możliwość rozliczenia przeszłości „gdyż spowoduje to taką żądzę kamionowania i pożogę jaka wynika z reakcji na machanie kukłą Jaruzela jako bohatera”). Ja uważam,że nie podjęcie działań które mają na celu osądzenie morderców późnego PRL skutkuje dziś recydywą metodyki PRL. Ostatnie przerażające morderstwa policji są wynikiem rozpowszechniania przez „szarą sieć” wśród policjantów przekonania o ich bezkarności.
    Mogło być to wynikiem dojścia do wniosku przez tą szarą sieć,że bezmyślne sianie agresji (później i apokaliptyzmu) jest świetnym remedium na PIS Kaczyńskich (wszak Lech Kaczyński zaczął się układać z policją w Warszawie jako jej prezydent wspierając jej niektóre racje i postulaty ponadprzeciętnie).I tu należy przyznać leszkowi.sopot rację było to czytelne jaki kierunek może dawać fory po wyborach.Trudno by przez szarą sieć nie zostało to zauważone i nie zdeterminowało jej wielokrotnie mocniej niż zwykłej policji.I tu przestępswa z ostatnich trzech lat pasują do tej koncepcji jako wynik odpowiedniego cichego systematycznego sprzyjania pewnym postawom.A jeśli zrozumiemy jaką wyrafinowaną socjotechniką ci ludzie (często świetnie umiejscowieni)mogą się uczyć posługiwać od wielu lat – nie będzie w tym nic niewiarygodnego.
    Następną przyczyną recydywy PRL jest dość rozpowszechnione w policji poczucie,że ta instytucja świetnie kryje swoich przestępców i jeśli tak ewidentne mordy jak w kopalni Wujek nie zostały osądzone to można mieć postawę roszczeniową wobec tej instytucji.Dopuki więc choćby mordercy z kopalni Wujek wraz z dowódcą nie zostaną osądzeni jako winni to nie można będzie zastosować odpowiedzialności o stopień wyższej wobec aktualnych przestępców z policji. Jaka jest na to reakcja PIS?Przy swej paranoicznej wizji nieskończenie rozległej, niezróżnicowanej praktycznie „szarej sieci” ten PIS upolitycznia prokuraturę by uniewinnić obecnych morderców.Nie stwierdzam by nie było zorganizowanego działania w ramach policji,ale PIS podał temu rękę.Nie ma dziś głębszej rozmowy o przeszłości nie uwzględniającej tych tematów.

    Ponieważ widzę,że staracie się w rozmowie o przeszłości wypracować to co istotne i wartościowe (dla teraźniejszości) to nie można abstrahować od jednego z najważniejszych wymiarów łączących przyczynowo przeszłość z teraźniejszością.

    Już widzę te wnoski typu,że „sprzyjam PIS”(żartuję oczywiście).

  228. Mawar napisał(a):

    Torlin
    „Mawarze!
    Wiesz, czego Ci zazdroszczę? Nie poglądów. SWB&White.
    A jeżeli chodzi o filozofów, to ja jestem stoikiem.”

    Też ci nie zazdroszczę poglądów, musi być ci ciężko, a rzeczona SW B&W to mała, płaska butelka za ok. 40 zł (13 USD). W latach 80. to było życie, w Peweksie to samo, a jednak lepiej smakowało, kosztowało tylko 3,20 USD. Nic dziwnego, że całe podziemie „S” pławiło się w whisky za pieniądze CIA. Szczególnie Frasyniuk. :) A jeśli chodzi o filozofów to powiedziałbym, że z pewnością nie Karol Marks.

  229. głos zwykły napisał(a):

    Soulgarden,
    Jest tutaj sporo wpisów i nie można wymagać, abym wszystko rozumiał. Moje stanowisko w sprawie Jaruzelskiego jest takie, że niezależnie od jego intencji, wynik tego wszystkiego co zrobił jest jak z przypowieści Biblijnej, gdzie diabeł, rogiem zorał ziemię i schował tam ziarno zesłane przez Boga. A ono obrodziło. Oczywiście wyrażam swoje stanowisko w kategoriach świeckich, ale sens jest właśnie ten. Podobnie można powiedzieć o policji, że tam gdzie jest władza i broń, tam Szatan ma dobrą pożywkę na swoje niecne plany. Przedwczoraj oglądałem szwedzki film Andersa Thomasa Jensena pt. Jabłka Adama, o zwariowanym kaznodzieju, który nazywa się Ivan i racjonalnym faszyście, który nazywa się Adam, film jest w gruncie rzeczy na temat księgi Hioba. Przesłanie z tego filmu odczytałem takie, że nie powinniśmy sądzić Bożych wyroków i zastępować ich własnymi domniemaniami, lecz postępować tak aby być godnymi zbawienia wiecznego. To także można wyrazić w świeckim języku, ale po co. Skoro Biblia to lepiej wyrazi.
    Zapewniam cię że nie pogardzam tobą, lecz kieruje się w życiu taką naiwnością, która nie pozwala mi wszystkich o wszystko podejrzewać i osądzać. Może i rację mają ci, którzy wiedzą wszędzie spisek, ale ja nie podejrzewając bez dowodów, będę miał czyste sumienie i czyste ręce.

  230. głos zwykły napisał(a):

    Soulgarden,
    W sprawie policji oczywiście zajmujesz słuszne stanowisko, strzelając do ludzi i ukrywając przestępców okryła się hańbą. Nie powinniśmy zapominać, że to co sie liczy to imponderabilia. Że organizacją takim jak policja jako osobom prawnym, może być przypisywana odpowiedzialność, nie tylko za łamanie prawa, ale i za czyny niegodne policjanta. Żołnierz – wojsko , policjant – policja, sędzia sądy i każdy przedstawiciel publiczny i odpowiadająca mu instytucja powinna mieć honor. Obserwujemy dalej poczynania PiS-u, bo jak na razie wygląda, że zależy im tylko na zajęciu stanowisk, otwierających drogę do pieniędzy i zabezpieczenia dla nich i rodziny i przyjaciół królika. Premier Kazimierz Marcinkiewicz jest tutaj dobrym przykładem.

  231. leszek.sopot napisał(a):

    Katarzyno,
    czego nie zrealizowano? Przy OS właśnie Lech Kaczyński wspólnie z Mazowieckim wynegocjowali warunki legalizacji „Solidarności”.

    Tybet,
    druk np. „Żołnierza Solidarności” i rozsyłanie tej bibuły na adresy zawodowych żołnierzy w nadziei, że ci nie będą wiernie służyli swoim dowódcom na pewno nie było po myśli ani Kościoła ani TKK. Ta propaganda w wojsku do czego miała doprowadzić? A np. sprzeciw wobec rozmów przy OS nie był wyrażoną przez SW negacją dla usiłowań Kościoła na pokój w Polsce – tu dowody przecież nie są potrzebne. Cała propaganda SW, czego np. dowodzi tekst Kołodzieja z 1988 r. umieszczony na stronie SW była wymierzona przeciw TKK – jak więc pan może pisać, że SW nie podejmowała działań przeciw „S”? Ja tego nie wymyśliłem, to jest przecież zamieszczony przez SW autentyczny skan a nie żadna podróbka.
    Robert,
    nie wiem co to jest środowisko SW Trójmiasto. Ja z nim kojarzę jedynie Marka Czachora. Była to osobna i wyalienowana grupka. W Trójmieście silniejszą grupą radykałów była Federacja Młodzieży Walczęcej. To, że ludzie z SW byli i są do dziś zaprzyjaźnieni z Gwiazdami to nic dziwnego ani zaskakującego. Ciekawe dla mnie jest to, czy podobnie jak Gwiazdowie też podróżowali po Europie i negocjowali z OPZZ swoje działania wobec zbliżających się rozmów OS i czy Kiszczak planując w 1989 r. drugi, konkurencyjny OS dla tych, którzy przy pierwszym nie byli kontaktował się poza KPN także z SW? Wydaje mi się, że przykład Kornela pokazuje, że te podróże miały jednak inny charakter. Dla Kiszczaka było jak najbardziej na rękę wszelkie działania odśrodkowe, które osłabiały pozycję negocjacyjną „S” przy OS – zapewne w tym celu zaprosił do stołu mec. Siłę-Nowickiego, który zaatakował stronę opozycyjną a nie komunistów. Nadmienię, bo może umyka to niektórym, że to właśnie Siła-Nowicki przywiózł do stoczni w sierpniu 1988 r. propozycję rozmów w Magdalence i przekonał Wałęsę by ten nie słuchał Mazowieckiego by jeszcze teraz takich rozmów nie podejmować.
    Nie napisałe, ze SW była wrogo nastawiona do Kościoła, ale że tak wrogo spstrzegał Kościół w swoim tekście z 1988 r. Andrzej Kołodziej. Przecież jasno z tego tekstu wynika, że dla niego większym wrogiem od komunistów był Kuroń i ks. Orszulik.
    Ja nie jestem w Londynie tak więc tych akcji podziemnej „S” przeciw SW nie znam. Znalazłem za to informację, że Morawiecki był ogłoszony więźniem sumienia przez AI, a więc historia opowiedziana przez panią Chmielewską, która przytacza słowa jakieś pani Oli, która była łączniczką z Warszawą, staje się niewiarygodna. Zmarł niestety Marek Nowicki, który mógły tę sprawę wyjaśnić.
    Nie wiem co ma wspólnego złe mówienie o SW przez Wałęsę z tym, że SB nie miała namiarów na kierownictwo SW? Swoją drogą Wałęsę chyba wszyscy znamy i wiemy, że o każdym kto nie jest z nim ma on złe zdanie.
    O australijce CVhmielowskiej napisałem z przekąsem – powinieniem był postawić cudzysłów. Nie wiem dlaczego pytasz oto stosując liczbę mnogą. Przy moim komputerze nie widzę nikogo oprócz mnie – ślepy nie jestem.

  232. soulgarden napisał(a):

    >Jest tutaj sporo wpisów i nie można wymagać, abym wszystko rozumiał.

    Przyjmijmy,że ilość wpisów rzutuje na rozumienie wszystkiego i nie kpisz.Ale pisz jak musisz – ocena dla innych.

    >Przesłanie z tego filmu odczytałem takie, że nie powinniśmy sądzić >Bożych wyroków i zastępować ich własnymi domniemaniami, lecz >postępować tak aby być godnymi zbawienia wiecznego.

    Jak to się ma do mojej wypowiedzi? Ile jeszcze morderstw i umyć rąk zanim ktoś zrozumie,że ta bezkarność je promuje?Gdzie konsekwencja Ziobry w wysokim ustawianiu prewencyjnego wymiaru kary?Brak jej wobec policji z mniejszym stwarzaniem pozorów niż za PRL.

    >Zapewniam cię że nie pogardzam tobą, lecz kieruje się w życiu >taką naiwnością, która nie pozwala mi wszystkich o wszystko >podejrzewać i osądzać

    Czyli mi pozwala?Nie piszę o podejrzeniach.Piszę albo o ewidentnej winie (mordercy z Wujka),albo o rozważaniu pewnych zależności.Oczywiście takie rozważanie może samo w sobie być godne potempienia.Jeśli zaś chodzi o osądzanie:
    Sąd miałby,przecież nie ty.Natomiast w kwestii ogólnego osądu to w jakimś minimalnym zakresie można to stwierdzić bez sądu.Tzn stwierdzić,że nie było niewinnych morderców.

    >Że organizacją takim jak policja jako osobom prawnym,może być >przypisywana odpowiedzialność,nie tylko za łamanie prawa,ale i za >czyny niegodne policjanta. Żołnierz – wojsko,policjant – >policja,sędzia sądy i każdy przedstawiciel publiczny i >odpowiadająca mu instytucja powinna mieć honor.

    A wojsku jest problem?Bo mam wrażenie jakbyś sugerował niestosowność pisania o policji,nie pisząc o wojsku.W ten sposób chcesz wykazać,że wątpliwe są prawdy głoszące coś o policji abstrahując od wojska lub ludzie to czyniący.Zatem uważąm,że prześmiewasz tak naprawdę temat i rozmówcę. Choć na pewno w bardzo zręczny sposób.
    Nie chcę rozstrzygać czy zwracasz się pogardliwie i czy kpisz z poruszonych tematów.Na pewno jednak nie pasjonuje cię analiza zjawiska zależności między przytoczonymi faktami.

  233. soulgarden napisał(a):

    Z zaciekawieniem stwierdzam,że już na drugim blogu ktoś lub coś wstawia mi literówki.Poza tym zlikwidowało spacje od cytatu.Zapewne nie jest to odpowiedź głosa i on napisze po prostu prawda? To wyraz ciekawości.

  234. głos zwykły napisał(a):

    Soulgarden,
    Napisałem wyraźnie, że to jest kwestia honoru, a od przywrócenia honoru jest rząd, który ma wszelkie kompetencje do podjęcia stosownych działań. Natomiast ty możesz jedynie wyrazić swoją opinię na tym forum. Nie rozumiem tego w ogóle w kategoriach pasjonowanie się tym tematem. Każdy powinien robić to co do niego należy, ja nie mam uprawnień ani mandatu publicznego do wypowiadania się w tych sprawach. Nawet ze względu na wiek nie mogłem uczestniczyć w sprawach dot. stanu wojennego.
    Natomiast oczywiste dla mnie jest, że Kaczyńscy nie rozumieją pojęcia honoru tak jak wymaga się tego od ludzi, którzy chcą nawiązania do pewnych patriotycznych i rycerskich romantycznych wartości II RP, reprezentowanych przez sanację. Zresztą sądzę, że faktycznie jest im bliżej do endecji w złym rozumieniu tego słowa.

  235. głos zwykły napisał(a):

    Soulgarden,
    Może chochlik, ci cos poprzestawiał, ja nie mam z tym nic wspólnego, choć wiem, że traktujesz mnie jako siłę niematerialną. Zresztą całkiem słusznie. Niestety jednak w ziemskiej postaci mam ogromny katar i muszę powiedzieć wcześniej wszystkim dobranoc.

  236. soulgarden napisał(a):

    Ja też nie mogłem uczestniczyć w sprawach dotyczących stanu wojennego (poza bieganiem 1 maja 82.po Rutkowskiego). Ale co to ma do prawa wyrażania opinii na forum i nie tylko? „Nie pasjonujesz” w sensie „wyraźnie widać,że się nie interesujesz”.Nie ma nic dziwnego i niewłaściwego w interesowaniu się historią własnego kraju i analizowaniem zależności jej przebiegu.Nie tylko każdy powinien robić co do niego należy,ale też co uważa za słuszne i godne zainteresowania wg własnego widzimisię.Należy – nie należy?
    Czy uważasz,że zomol odmawiający rozkazu złamania prawa nie przyczynia się na milimetr by następny,na którego przyjdzie rozkaz odmówił?Czy dowódca ZOMO dostał rozkaz użyć broni,czy zabić?
    Czy rozkazał podwładnym zomowcom zabić??! Czy nawet gdyby tak się zwrócił,nie mogli strzelać choćby w nogi? Mnie to ciekawi dlatego głośno myślę,a ty nie musisz odpowiadać.Jednak nie wskazuj mi czym mam się zajmować!

  237. soulgarden napisał(a):

    Ineresuje mnie (i uważam za niewyraźnych ludzi,których to nie interesuje) jak w 38 mln kraju w środku Europy minister sprawiedliwości,który stał się z wielkiego pragnienia prokuratorem generalnym (i głośno przyznał sobie prawo interwencjonizmu,co pamiętamy) nie reaguje na żądanie dwu i pół roku za brutalną egzekukcję.I to każdego myślącego musi zastanowić.Mnie to kieruje myślami na „szarą sieć” i wpływy choćby mentalne morderców politycznych z PRL.

    >W sprawie policji oczywiście zajmujesz słuszne stanowisko, >strzelając do ludzi i ukrywając przestępców okryła się hańbą.

    Ciekawe stanowisko.Czy cała policja,czy ta czarno-szara sieć?
    Ukrywając czy chroniąc?To nie miało chyba być wykpienie jakiejkolwiek nieformalnej silnej protektury?

    Nie wiem jak może was pasjonować rozważanie o gówniarskouniwersyteckiej marginalnej SW gdy jest tyle aktualnych tematów łączących się z tamtym czasem?

  238. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Leszku czy dlatego, ze powolujesz sie na Kaczynskiego sadzisz, ze zmienie zdanie na temat OS?
    Nie zmienie.

    Poza Kaczynskim w przygotowaniach z tzw. spolecznej strony bralo udzial wiele osob: Ambroziak, Bujak, Frasyniuk, Geremek, Gil, Kuron, Liwak, Mazowiecki, Merkel, Michnik, Orszulik, Pietrzyk, Radziewicz, Sienkiewicz, Stelmachowski,Trzeciakowski, Walesa (podaje za „Magdalenka, transakcja epoki”). Jakie przebicie mial Kaczynski – a jakie Walesa, Kuron, Michnik, Mazowiecki, Geremek, Bujak?

    Z zapisow wychodzi jedno: wladza robila strone spoleczna w tzw. konia, ta dokladnie zdawala sobie z tego sprawe, ale ….godzila sie na to, a potem uparla sie aby „zobowiazan” dotrzymac. Stanowisko Kaczynskich w tej sprawie znasz i ja je podzielam.

    Kaska

  239. leszek.sopot napisał(a):

    Katarzyno,
    stanowisko Lecha Kaczyńskiego znam i je podzielam. Uważa on, ku twojej amnezji to piszę, OS za sukces opozycji, która nie miała wówczas sił i środków na inne działania. Jeśli bedziesz mi chciała coś innego wmówić, to przepraszam ciebie bardzo, ale o swoim stosunku do OS Lech Kaczyński mówił mi osobiście w trakcie wywiadu, który z nim przeprowadzałem:
    „– Minęło sześć lat od zakończenia rozmów przy okrągłym stole. Strona solidarnościowa pod przewodnictwem Lecha Wałęsy zasiadła przy nim, by negocjować reaktywowanie „Solidarności” oraz warunki niezbędnej przebudowy naszego państwa. Czy rozmowy ciągnące się przez wiele dni przy podstolikach problemowych, przy których musiało dochodzić do kompromisów z komunistyczną władzą, były niezbędne? Czy nie było innego sposobu na zapoczątkowanie reform politycznych i gospodarczych w Polsce?
    Lech Kaczyński: – Sądzę, że rozmowy okrągłego stołu były warunkiem niezbędnym. Oczywiście, można sobie gdybać, co by było, gdyby było… Ale byłyby to spekulacje. Zmiany w Europie, które można nazwać końcem komunizmu, zaczęły się w Polsce – tak myślimy dziś, ale pamiętajmy, że strona solidarnościowa działała wtedy – wbrew temu, co sądzą niektórzy przeciwnicy okrągłego stołu – przy użyciu mizernych sił. Bunt roku 1988 wskazał wyraźnie na to, że nasze siły są stosunkowo małe. Wystarczyły tylko do tego, żeby zachwiać podstawami systemu, który i tak się już sypał. Okrągły stół był konieczny, nie był żadnym błędem taktycznym. Przy czym, co charakterystyczne, o tym błędzie mówili przeważnie ci, którzy sami się do tego okrągłego stołu pchali, a zostali z różnych względów pominięci”.

  240. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Oj, Leszku, jednoczesnie Kaczynski uwaza, ze tych umow nie nalezalo dotrzymywac.

    I t u t a j sie z nim zgadzam – skoro do OS w ogole doszlo.

    Sam OS uwazam za blad, juz w czasie rozmow wstepnych widac bylo wyraznie, ze strona rzadowa kombinuje jak kobyla pod gorke. No, ale stalo sie inaczej i nie mam zamiaru bic sie tym walkiem po glowie do konca zycia.

    Tyle, ze to wszystko o tyle o ile ma wspolnego ze sprawa. od ktorej zaczelimy te rozmowe: tj, nielojalnosci srodowiska Michnika wobec innego, uwiezionego opozycjonisty. Moze niedlugo uslyszymy o tej sprawie wiecej , przy okazji obchodow 25lecia SW. Moze w ogole uslyszymy o SW wiecej i nieco bardziej rzetelnego niz brednie o „terrorystach”.
    Poki co, zainteresowani niech sobie poczytaja materialy na ich stronie. Mlodziez to pewnie pojecia nie ma, ze SW w ogole istniala! Czas, aby uleglo to zmianie.

    Kaska

  241. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Uwagi do przemyslenia:

    http://www.nowe-panstwo.pl/

    Art. M. Szulrzynskiego o jezyku.

    Kaska

  242. Bernard napisał(a):

    Panie Waldemarze,
    nie wiem, czy umieści Pan jeszcze wpis sylwestrowy, więc póki co składam życzenia.
    Przede wszystkim zdrowia i zadowolenia z życia osobistego.

    Co do publicystyki – żeby „Duch Świety Pana ośswiecił” i żeby Pan zmądrzał. Pisał ciekawe teksty, które zamieszczane będa nie tylko w GW (bo GW to kazde g. opublikuje, bylke tylko dopiec rządzącym). By Pana analizy pozbawione były jadu i zaciekłości i miały jakaś wartość (a nie były publikowane na zasadzie pokazywania dziwoląga).
    Co do spraw publicznych – żeby się nigdy nie spełniły Pana chore kretyńskie rojenia o klęsce gospodarczej Polski.
    I żeby LiD się nie rozpadł (bo takie plotki puszczają). Bo jeśli ię rozpadnie to naiwni uwierzą, że dawni komuniści i „postępowi katolicy” różnią się czymkolwiek od komunistów wiernych PZPRowi do ostniego tchnienia partii.

    Wszystkiego dobrego Panie Waldemarze. Dosiego roku! I wszytkim blogowiczom również!

    pozdrawiam
    Bernard

  243. Torlin napisał(a):

    Bernardzie!
    Piszesz; ” Pana analizy pozbawione były jadu i zaciekłości”. Przeczytaj swój własny wpis. Medice, cura te ipsum.
    Ale też Ci życzę Happy New Year 2007.
    A tak a propos: czy Ty w ogóle zaglądasz do swojego blogu? Zrobił się tak nudny, żadnych nowych wpisów, żadnych reakcji Gospodarza, że odczekałem trochę i wyrzuciłem go z Rss 2.0.

  244. Paweł Luboński napisał(a):

    „…żeby się nigdy nie spełniły Pana chore kretyńskie rojenia o klęsce gospodarczej Polski.”
    Fajne życzenia, Bernardzie. Pełne ciepła i życzliwości.
    Z sylwestrowym pozdrowieniem, Paweł

  245. Paweł Luboński napisał(a):

    Katarzyno,
    Przeczytałem sobie artykuł Szulrzyńskiego, który poleciłaś do przemyślenia. Oto te przemyślenia.
    Jest w nim wiele trafnych szczegółowych uwag krytycznych pod adresem tzw. lewicy. Natomiast jako próba syntezy jest to raczej żałosne. To oczywiste, że każda formacja polityczna czy światopoglądowa wytwarza swój system pojęć i swój specyficzny język. Dotyczy to na równi lewicy, jak i prawicy. Nie widzę w tym niczego nienormalnego ani niestosownego. Artykuł jest więc dla mnie tylko dość typowym dla prawicowych publicystów lamentem, że to nie „ich” język dominuje w przestrzeni publicznej. Co akurat w Polsce od dość długiego już czasu nie jest prawdą i pora, by nasza prawica otrząsnęła się ze swoich kompleksów.
    Najlepiej zresztą byłoby znaleźć wspólny język, zamiast – do czego wzywa autor – zastępować język lewicowy – słusznym językiem prawicowym.
    Druga sprawa, że autor dokonuje (również typowego) zabiegu, polegającego na wrzuceniu wszystkich niemiłych mu osób do jednego worka z etykietą „wredna lewica”. Co mają wspólnego niemądre żarty pani Senyszyn z deklaracją byłych ministrów spraw zagranicznych, a ta z kolei z poglądami Cohn-Bendita?

  246. Piotrus napisał(a):

    Szanowna Pani Katarzyno warunkiem umowy jest jej dotrzymanie.
    Przykro mi bardzo, że Państwo nie zauważają totalnej schzofrenii w swoich wypowiedziach, a wpis Pana Lubońskiego to perełka godna Orwela. I tak czesm myślę iż totalna ignorancja młodego pokolenia w stylu
    Kto wprowadził stan wojenny?
    Jakto kto ? – Niemcy!
    Nie jest plastrem miodu na spróchniałe podziały w watpliwej jakości wnioskowanie.

  247. soulgarden napisał(a):

    Pawle Luboński Nie wiadomo co autor miał na myśli.Może schizofrenicznym nazwał język „nie wprost”,(nie mylić z prasą) który jest ewolucyjnie najstarszą formą przekazu w Polsce,a powstał na drodze ewolucji od przemycania treści w PRL z jednej str oraz,z drugiej str z nowomowy (czyli również machinacji na dosłowności). Geneza obecnego stanu nie jest zatem nowa.Jak by tego nie nazywać histerią to język ten posiada przewagę czystości nad językiem wprost i inkorporuje język wprost jakąś grawitacyjną siłą (może to szatan?).Faktem jest,że stopień posunięcia wyrafinowania języka „nie wprost” jest iście kosmiczny,nie wynikając w pełni z konieczności przetrwalnikowej,a jest często dalece ofensywny i „agresywny inaczej”.Inna sprawa,że istnieje też monstrualność łącząca najgorsze cechy obydwu form komunikacji.Na pewno istnieje niezliczona liczba stopniowalności totalności obu systemów. Obydwa te światy spotykają się też w kontekstach i nie sposób więc nawet stwierdzić,że jest dziś ktoś idealnie jednoznacznie prawicowy w komunikacji. Na pewno ten „lewicowy” język staje się totalny i w tym sensie język „prawicowy” jest pokorniejszy.Zarówno faszyzm jak i komunizm doszły do swojego totalizmu z lewicowości i prawicowości.Dlatego problemem raczej jest nie forma lecz duch języka.Inna sprawa,że ewangelie mówią o prostocie,ale sama prostota bez ducha nic nie znaczy,zatem duch najpierw się liczy. Jeszcze wydaje się ciekawostką,że język prawicowy mając mniej manipulacji jednak działa podobnie totalnie przez sam radykalizm haseł.Po obydwu stronach język jest nażędziem paranoi i żywotnie tą paranoję afirmuje,częściowo świadomie.Zatem mamy w kraju jakiś wyścig zbrojeń i potrzebne jest zaprzestanie zimnej wojny gdyż niedługo wszyscy mogą zwariować.Oby szaleństwo władania umysłami nie doprowadziło pyszałków po obydwu stronach do wygrywania wojną.Zacznijmy więc od podania Jarosławowi łyżki waleriany zamiast atakować twierdzę,z której stara się jeszcze ledwo wydawać polecenia.

  248. Tybet napisał(a):

    Wyjaśnienie:
    1. TKK = Tymczasowa Komisja Koordynacyjna. Ich zadanie było czasami koordynować, nigdy rządzić!
    2. Kościół zawsze robił, co uważał za stosowne. Zawsze bardzo pomagał „Solidarności”. Nie żądał nigdy posłuszeństwa, ani nie narzucał nam, co mamy robić.
    3. Działania społeczne, które są radykalniejsze od żądań negocjujących, pomagają w osiągnięciu celów, a nie przeszkadzają.

    Cytat leszek.sopot,

    „Rozsyłanie bibuły na adresy zawodowych żołnierzy w nadziei, że ci nie będą wiernie służyli swoim dowódcom na pewno nie było po myśli ani Kościoła ani TKK. „

    Koniec cytatu.

    Te działania były skierowane przeciw jaruzelowi i sowietom i DLA LUDZI!!! Żeby wojsko nie występowało przeciwko swojemu narodowi.

    Jeżeli Pan uważa, że nie było to po myśli TKK, to pewnie wie Pan coś więcej niż ja.
    Takie argumenty dowodzą tylko niewiedzę lub świadome przekręcanie faktów historycznych. W podziemnej solidarności prawie od samego początku rzucaliśmy ulotki dla zomowców i wojska żeby stanęli po stronie narodu i wcale nie jestem taki pewny, że to wymyślili chłopaki z walczącej.
    Uczepił się Pan jednego tekstu Kołodzieja, który ja nie mogę znaleźć i niestety ustosunkować się do niego. Ale budowanie na tym jednym tekście programu SW uważam z pana strony za chwyt z PRL wzięty. Ale inna rzecz bardzo mnie zaskoczyła w pana teksie. A mianowicie wynika z niego, że najważniejszą była TKK i kościół i wszyscy inni powinni się dostosować, co tam sobie wymyślili. Albo jest Pan bardzo młody i nie pamięta tamtych czasów, albo nie był Pan w solidarności.
    Pierwsza Solidarność (w odróżnieniu od drugiej z 1989) była organizacja oddolna i nie tylko, że byli wybierani do zarządów ludzie, których zadaniem było realizować postanowienia członków, ale ich działania były cały czas obserwowane i głośno krytykowane. Nie rzadko cwaniaczki którzy próbowali upiec własny chlebek, byli odwoływani. Za wyjątkiem paru akcji krajowych, wszystkie działania wychodziły i były realizowane oddolnie. Jeżeli były jakieś propozycje odgórne, to przez glosowanie je przyjmowaliśmy, LUB NIE.

    Tak wygląda prawdziwa demokracja.

    Jeżeli TKK coś robiła bez porozumienia z regionami, to było ostro krytykowana przez członków solidarności. Nie rozumiem, dlaczego krytyka Solidarności Walczącej jest tutaj taka znacząca.

    Nie było kultu jednostki! Wałęsa, Gwiazda, Frasyniuk itd., spełniali służebną role dla dobra związku i nie mieli prawa głosić własnych przemyśleń jako zdanie związku. Kult został stworzony później do celów propagandowych i był w rezultacie szkodliwy. Zniszczył idee i mit solidarności.

    Jeszcze jedno! Nie ma podziału miedzy NSZZ „Solidarność” i „Solidarność Walczącą”. Prawie wszyscy członkowie i działacze „Solidarności Walczącej” byli członkami „NSZZ Solidarność”, nie rzadko delegaci na zjazd krajowy. Członkowie SW, nigdy się z „Solidarności” nie wypisali. Działali w podziemnych strukturach „S”. Tak!!! tu i tu. Więcej!!! w podziemnej „S” działali Korowcy, KPN, członkowie przeróżnych stronnictw i powstających w tym czasie partii niepodległościowych. Działaczami Solidarności Walczącej byli księża, wiec, jakie działania przeciw kościołowi?
    Ja wiem to z autopsji nie z gazet, wiec niech Pan się dobrze poinformuje i nie powtarza legendy okrągłostołowych zdrajców.

  249. Paweł Luboński napisał(a):

    „…wpis Pana Lubońskiego to perełka godna Orwella”
    Piotrusiu, dziękuję za komplement, ale doprawdy bardzo mi daleko do przenikliwości i talentu pisarskiego Orwella.

  250. Bernard napisał(a):

    Torlinie,
    nie traktowałem tego bloga jako normalnego bloga, a tylko jako uzupełnienie wpisów na różnych blogach (początkowo ze względu na cenzurę na blogach „Polityki”). Nie mam tyle czasu i samozaparcia, by regularnie umieszczać wpisy. ale się zastanowię. Co do odpowiedzi na wpisy Gości – przyznaję słuszność i obiecuję poprawę :)

    pozdrawiam
    Bernard

  251. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Piotrusiu, umowa nie obejmowala uwlaszczenia nomenklatury i tworzenia mechanizmow sprzyjajacych bogaceniu sie PRlowskich sluzb specjalnych.

    Strona rzadowa zaczela lamac umowe zanim w ogole przystapiono do jej negocjowania! To zdumiewajace, ze ta oczywistosc, ten kapitalizm dla swoich i gatunku okresu polemik Marksa w o g o l e nie zostal zauwazony, ani zaadresowany przez tzw. strone spoleczna, zas ci, ktorzy probowali bic na alarm przez teze strone zostali zepchnieci do marginesu oszolomow, nieudacznikow, zazdrosnikow i chorych na nienawisc.

    Jezeli umowe mialo sie podpisywac na kolanach – to lepiej bylo jej w ogole nie zawierac.

    Pawle, najpierw piszesz, ze kazda opcja wypracowuje swoj jezyk, potem, ze najlepiej aby znalazly wspolny. To sie, jakby wyklucza – nie sadzisz? Poza tym, nie zgadzam sie, ze kazda opcja wypracowuje swoj wlasny jezyk i ze tak m u s i byc, ze jest to proces nie do unikniecia, ale dzis to ja juz lece do pracki, zreszta – w taki dni jak dzisiejszy nie mam glowy do analizowania lez tego padolu;) Wole carpe diem!:):):)

    Kaska

  252. Piotrus napisał(a):

    Panie Pawle to nie Orwell to dwójmyślenie i myślozbrodnie.

  253. Piotrus napisał(a):

    Pani Katarzyno skoro umowa nie obejmowała uwłaszczeń, to należało na pierwszym miejscy unormowac prawnie kwestie własnosci społecznej i panstwowej.

  254. jasnaanielka napisał(a):

    Drodzy blogowicze! Nie było mnie przez kilka dni, bo pojechałam do przyjaciół na Sylwestra, pogadałam z różnymi ludżmi od Łysiaka do Michnika i stwierdzam, że z tymi pierwszymi dyskutować się nie da w żadnym wypadku. Oni od razu krzyczą… Są impregnowani na wszelkie głosy nie w 100% popierające ich widzenie rzeczywistości.
    Tu zaś na blogu dyskusja przeszła wszelkie oczekiwania! Bardzo ciekawe uwagi nt sagi rodziny Kaczyńskich – od dawna próbowałam czegoś się dowiedzieć, aż wreszcie ten świąteczny numer specjalny Polityki i dyskusja na blogu – zaraz idę na inne blogi, by poczytać, co na ten akurat temat zostało powiedziane. Skoro ktoś obiecuje mnie odnawiać moralnie, to chyba naturalne, że chciałabym się dowiedzieć kto zacz?
    ;
    A tak na marginesie, to w ferworze dyskusji na blogu chyba nie zauważyliście Państwo, że od prawie doby mamy NOWY ROK!
    Warto byłoby zacząć myśleć i blogować też o przyszłości naszej i naszego pięknego kraju…
    Wszystkim życzę wielu sukcesów i obrócenia wzroku PRZED SIEBIE
    - zostawmy gdybanie o przeszłości sprzed ćwierć wieku historykom.
    W pociągu przeczytałam „Wilczy notes” M.Wilka – naprawdę warto zajrzeć i przeczytać. Przede mną druga część, już w domu, ale zaraz się za nią zabiorę.

Skomentuj