Jestem z Układu


GWIAZDKA 2009 – NOWY ROK 2010

LICZNIK  PREZYDENCKI
Do końca kadencji “Prezydenta Swojego Brata”
zostało już tylko 314 dni.

Znikłem z blogu, bo mam pilne zamówienie na spory tekst, które muszę wykonać do 31 grudnia. Nie mam więc pomysłu i głowy na nowy wpis.

Życzę wszystkim bywalcom blogu, a także tym, którzy go tylko czytają, czy na niego zaglądają miłych, spokojnych i dostatnich Świąt. A w Nowym Roku dużo zdrowia, zadowolenia, braku nieszczęść w rodzinie i jak najszybszego globalnego ocieplenia. Niech Opatrzność albo, jak kto woli wszystkie Dobre Moce Wszechświata będą z Wami.

Waldemar K.  

Skomentowano 297 razy to “GWIAZDKA 2009 – NOWY ROK 2010”

  1. Torlin napisał(a):

    Pierwszy!
    Wszystkiego Najlepszego da Pana, Panie Waldemarze. I dla Wszystkich (bez wyjątków) Blogowiczów.

  2. Torlin napisał(a):

    To będzie dobry rok, Pan Prezydent przestanie być Panem Prezydentem, a zostanie Byłym Panem Prezydentem.
    Z prezydenckim pozdrowieniem
    Torlin

  3. Mawar napisał(a):

    Paweł Luboński
    „A jakie jest kryterium prawdziwości Żydów? W zaborze rosyjskim, owszem, byli ci Żydzi, którzy służyli za inspirację do szmoncesowych dowcipów, czyli Litwacy. Ale czy oni prawdziwsi niż galicyjski chasyd”?
    .
    No tak, chasydzi to przecież sekta, jak luteranie względem koscioła katolickiego. Z tym że, w przeciwieństwie do luteran, chasydzi to nurt mistyczny. U luteranów mistyka nie znajdziesz (Zofia wyjątkiem), chyba nawet trudno byłoby tam spotkać kogoś wierzącego (znow Zofia wyjątkiem). :)

  4. Mawar napisał(a):

    Nie wiem dlaczego Gospodarz podpisuje się „Waldemar K.”? Czyżby jakieś postępowanie prokuratorskie się toczyło, a my o tym nie wiemy?

  5. Orteq napisał(a):

    Znowu złapali człowieka z ręką w nocniku. Niby nie ma nowego wpisu ale nowe komentarze już są! No to wesołych! Indorowi coś tam odpowiedziałem na poprzedniej stronie.
    :
    Dzisiaj dla odmiany Szczesiul chyba do grzańca Zofii się dorwał. Obrzezanie świętem państwowym! Przecież mamy chyba ten rozdział kościoła od państwa, nie? O, nie pomyslałem. Czy bóżnica jest kościołem czy nie jest?
    :
    Co do tego Dziobaka, z natury pozbawionego napletka. Oczywiście ze to świadczy o czymś! Ja na przykład, poznawszy po raz pierwszy pana Dziobaka, nie musiałem idiotycznie pytać: czy pana ojciec nie nazywał się czasem Ozjasz Szechter?
    :
    Pan Dziobak, jako jedyny występujący współcześnie ssak z rodzaju człowiek, nigdy bowiem nie był zmuszony zmieniać nazwiska. Inni, zmuszeni, próbowali czasem zmieniać na inne. Oczywiście nic to im nie dawało bo test rozporkowy przychodził i po ptakach. Pan Dziobak z natury i z nazwiska już miał przechlapane. Więc jest to jedyne nazwisko w Polsce, któremu ani Michalkiewicz ani Leszek Bubel nie próbują dorabiać nazwiska pierwszego.
    :
    Tak sobie za Indoorem myślę, że dziobaki australijskie bezpieczniejsze są więc daleko.

  6. Mawar napisał(a):

    Torlin
    „To będzie dobry rok, Pan Prezydent przestanie być Panem Prezydentem, a zostanie Byłym Panem Prezydentem”.
    .
    Nostradamus? A może z cygańskiej rodziny pochodzisz? Jeśli publicznie prowadzisz działalność wróżbiarską to chyba powinieneś to zgłosić do opodatkowania. Tym bardziej jeśli to jest PR. :)
    Torlin, wraz z całym blogiem z niecierpliwości czekam na twoje bożonarodzeniowe życzenia świąteczne. No właśnie, jak to robią ateiści? Jeśli chodzi o poetykę składania życzeń Gospodarz wykazał się ministerialnym sprytem. Trochę masonerii (Opatrzność), trochę New Age (Dobre Moce Wszechświata) i po sprawie. Czekamy na ciebie, Torlin.

  7. Zofia napisał(a):

    Drogi Nasz Gospodarzu
    Miłe Panie, Panowie,
    Szanowni Adwersarze
    *
    Życzenia radosnych, spokojnych i pełnych ciepła świąt Bożego Narodzenia wraz z serdecznościami
    składa łącząc wyrazy sympatii i muzyczny złącznik
    http://www.youtube.com/wa.....re=related
    Zofia
    PS.
    Tym z Państwa, których posiadam adres e-mailowy – życzenia przesłałam indywidualnie

  8. Zofia napisał(a):

    Mawar,
    do mistycyzmu mi daleko, a luteranom nie zarzucaj braku wiary.
    Przypominam Ci tragiczną postać ks dra Dietricha Bonhoeffera, którego naziści za spisek przeciwko Hitlerowi powiesili na haku w bawarskim Flossenburgu tuż przed końcem wojny.
    Bonhoeffer dał świadectwo wiary swoim życiem i śmiercią.
    http://www.magazyn.ekumen.....274273.htm
    Gdyby był katolikiem, dawno wyniesiono by go na ołtarze.

  9. Zofia napisał(a):

    A to dla porównania:
    http://www.youtube.com/wa.....re=related

  10. Orteq napisał(a):

    Mawar, Grudzień 23rd, 2009 at 21:41
    :
    „Nie wiem dlaczego Gospodarz podpisuje się “Waldemar K.”? Czyżby jakieś postępowanie prokuratorskie się toczyło, a my o tym nie wiemy?”
    :
    Coś tam trochę wiemy choć nie na dokładnie ten sam temat. Otóż wiadomo nam jest, że postępowanie prokuratorskie się toczyło przeciwko Mirosławowi G. Oraz przeciwko Barbarze B., zmarłej tragicznie podczas procedury jej aresztowania przez ekipę kominiarską. Ekipa była zaś z Agencji dowodzonej przez Mariusza K. Było to za czasów rządów prokuratora nad prokuratorami Zbigniewa Z. Wszyscy wymienieni stali sie, wczesniej czy pózniej, podejrzanymi. Takie czasy.
    :
    Istnieje także podejrzenie, że gdyby rządy ekipy w składzie której był prokurator nad prokuratorami, potrwały dłużej niż potrwały, pan Waldemar Kuczyński stałby się, wcześniej czy później, Waldemarem K. Gdyż on do dzisiaj jeszcze się chwali, że jest Z Układu. A takim układowym wesołkom przygotowywano, jak powszechnie wiadomo, raczej PiSdzianą przyszłość.
    :
    Jakbyś nigdy o tym nie słyszał: to właśnie dlatego odliczanka dni się toczy na samej górze tej strony „autorskiej”. Masz teraz szanse żeby i o to jeszcze błyskotliwie zapytać pana W.K. Może ci nawet odpowiedzieć gdy skończy swoje spore zamówienie na tekst. Bo on, podobnie jak inni dyskutanci na blogu, wysoko sobie ceni twoje od jakiegoś już czasu solowe występy.
    :
    Coraz większej chcicy dostaję na przewekslowanie na stronę naszego samotnego bojownika o prawo i sprawiedliwość. To pewnie duch ekumeniczny około bożonarodzeniowy takie cuda czyni.

  11. balsamlomzynski napisał(a):

    Jarosław K. montuje choinkę. Ktoś przychodzi mu pomóc.

    http://balsamlomzynski.bl.....lijna.html

  12. Torlin napisał(a):

    Drogi Mawarze!
    Toż ja Wam życzyłem wszystkiego najlepszego w pierwszym komentarzu tej notki. A jeżeli chodzi dokładnie o mnie, to zapraszam do siebie.

  13. Szczesiul napisał(a):

    Mawar,
    *
    „w przeciwieństwie do luteran, chasydzi to nurt mistyczny. U luteranów mistyka nie znajdziesz (Zofia wyjątkiem), chyba nawet trudno byłoby tam spotkać kogoś wierzącego (znow Zofia wyjątkiem). :)”
    *
    Mistyka swistyka. Tu dzień wigilijny, niedługo bydełko kolędy zaryczy. A ty precz o chasydach i luteranach. I o wyjątkowości Zofii. Tak jakbyśmy sami nie wiedzieli. A przecież ci już odpisałem w czyimś imieniu, nie pamiętam w czyim, że nie wolno zapominać o Aszkenazyjczykach. Ani o obrzędzie obrzezania. No bo przecież ktoś w końcu nie wytrzyma. I zapyta, po którymś kuflu grzańca Zofii: dlaczego nie ma w Polsce ani kościelnego ani państwowego święta upamiętniającego obrzezanie*) Jezuska? Wszystkie inne okazje są świętami państwowymi to dlaczego nie ta?
    ………
    *) “OBRZEZANIE jest niezbędne u żydowskich noworodków płci męskiej i u muzułmańskich chłopców jako rytuał religijny i powinno być wykonane z zasadami płynącymi z religijnych zwyczajów i tradycji. Zabieg najczęściej oznacza potwierdzenie przynależności do określonej grupy religijnej i społecznej.”

  14. Orteq napisał(a):

    Nie wiem jak wam ale mnie ten balsamlomzynski nawet sie podobuje.

    http://balsamlomzynski.blox.pl/html
    Szczegolnie taki akapit
    :
    „Żołnierz frontowy, który dowiaduje się, że całe życie strzelał w stodoły ojców, smuci się jeszcze bardziej. Ponieważ tak się składa, sądzę, że nieprzypadkowo, że pana czas też się już kończy, niech mi więc pan wreszcie odpuści i w przyszłym roku nie przysyła pod dom oszołomów.”
    :
    Czy na tym blogu nie padały jakieś słowa na temat demonstracji pod domem Generała każdego 13-go Grudnia? Można było odnieść wrażenie, ze sympatie były przeważnie za Tym Który Wybrał Mniejsze Zlo. A teraz wszyscy milczą gdy grają surmy bojowe w Łomży? Nic z tego nie idzie zrozumiec.
    :
    Dlatego to uprasza się wszystkich tych, którzy kliknęli na link balsamalomzynskiego, o wykonanie jeszcze jednego kroku. I o zagłosowanie na łomżyński blog w plebiscycie na blog roku 2009 . Bo czy stać nas na to by znowu Michalkiewiczowi pozwolić wygrać ten konkurs?
    :
    Rozumiem, że blog Pana Ministra Kuczyńskiego nie startuje w tym konkursie ze względów proceduralnych. Podobno rozchodzi się o definicję blogu, ale to są nie potwierdzone informacje. Głosujmy wiec jak nam demokratyczne serce nakazuje.

  15. Paweł Luboński napisał(a):

    Mawar: „No tak, chasydzi to przecież sekta, jak luteranie względem koscioła katolickiego.”
    .
    Sekta? Etymologicznie to określenie odłamu, ale dziś to słowo ma zdecydowanie pejoratywne konotacje, kojarzy się z szarlatanami i oszustami religijnymi. Trochę dziwne jest nazywanie sektą odłamu religii mojżeszowej, który w galicyjskich sztetlach stanowił zdecydowaną większość. Podobnie jak np. nazywanie sektą świadków Jehowy, którzy są w tej chwili, o ile się nie mylę, trzecim co do liczebności wyznaniem w Polsce, po katolikach i prawosławnych. Czy żydów reformowanych też byś nazwał sektą?

  16. Zofia napisał(a):

    Pawle,
    przez Mawara przemawia rasowy Polak-katolik.
    Dla Benedykta XVI luteranie nie są sekta, dla Jana Pawła II także nie byli, ale dla Mawara są i już. Tak samo chasydzi.
    Sektą też musiałby nazwać prawosławie (schizma wschodnia) czy cały protestantyzm (schizma zachodnia), który wywodzi się z luteranizmu.
    Ciekawa jestem jak określi aramejczyków, do których należał Jezus i kształcił się w ich gronie na rabiego.
    Niby oczytany, niby inteligenty a czasem serwuje opinie, jakby jedynym jego mentorem i nauczycielem był o. Rydzyk.
    *
    Szczesiul
    to dla Ciebie, z wigilijnym uśmiechem:
    http://www.youtube.com/wa.....re=related
    Tylko, na Boga!, nie pomyl „Panis Angelicus” z penisem anielskim, bo jak wiadomo anieli (aniołowie) są bez tego „ustrojstwa” i nie musieli być poddawani obrzezaniu.
    Pogodnych i radosnych Świąt!

  17. Indoor napisał(a):

    Chciałem Wam Wszystkim życzyć spokojnych świąt. A przy okazji chciałem przyznać rację Torlinowi w temacie wpływu udeptania na intensywność topienia. Rzeczywiście wdzłuż ścieżek jeszcze śnieg jest, a na trawniku śniegu nie ma. Oczywiscie nie wiem co z tego wynika jak też nie znam też mechanizmu zjawiska, chociaż intuicyjnie wyczuwam, że jest to wynik udeptania.
    Ale może zupełnie inaczej to działa. Może też jest to tak zrobione, że ta sama Siła, która powoduje, że śnieg wolniej się topi sprawi, że ludzie wzdłuż tej Siły chetniej chodzą. Nawet może być tak, że samo udeptanie sprzyja topnieniu, ale owa Siła mocniej ziębi.

  18. Mawar napisał(a):

    Paweł Luboński
    „Sekta? Etymologicznie to określenie odłamu, ale dziś to słowo ma zdecydowanie pejoratywne konotacje, kojarzy się z szarlatanami i oszustami religijnymi”.
    .
    Słowo sekta używam opisowo, nie wartościująco. W I wieku chrześcijanie byli sektą.

  19. Kasia napisał(a):

    Życzę wszystkim zdrowych, rodzinnych, pogodnych, pełnych nadziei Świąt Bożego Narodzenia.

  20. Mawar napisał(a):

    Torlin
    „Drogi Mawarze! Toż ja Wam życzyłem wszystkiego najlepszego w pierwszym komentarzu tej notki. A jeżeli chodzi dokładnie o mnie, to zapraszam do siebie”.
    pierwszy komentarz Torlina: „Wszystkiego Najlepszego dla Pana, Panie Waldemarze. I dla Wszystkich (bez wyjątków) Blogowiczów.
    .
    Torlin, ale właściwie z jakiej okazji nam życzysz, czyżbyśmy zbiorowo obchodzili urodziny, imieniny lub dzień kobiet?
    .

  21. Mawar napisał(a):

    Wszystkim blogowiczom i Gospodarzowi Wesołych Świat Bożego Narodzenia i Do Siego Roku Pańskiego 2010. A zamiast kartki świątecznej „Mistyczne Boże Narodzenie” (1500) Sandro Botticellego z National Gallery.
    http://freechristimages.o.....icelli.jpg

  22. Jolka napisał(a):

    Miłych i spokojnych Świąt .. :)

  23. Paweł Luboński napisał(a):

    Mawar: „W I wieku chrześcijanie byli sektą.”
    .
    Byli sektą nawet w dzisiejszym potocznym rozumieniu. Przecież Chrystus wzywał ludzi, by porzucali swoich bliskich i szli za nim. Gdyby spróbował tego dzisiaj, stałby się przedmiotem nieżyczliwego zainteresowania tego dominikańskiego ośrodka zwalczającego sekty (nie pamiętam nazwy) i innych podobnych organizacji, nie mówiąc już o mediach.
    .
    Wesołych Świąt wszystkim!

  24. Indoor napisał(a):

    „dominikańskiego ośrodka zwalczającego sekty (nie pamiętam nazwy)”
    1. Inkubacja
    2. Inkwizycja
    3. Akwizycja
    Numer poprawnej odpowiedzi wyslij SMSem pod dowolny numer

  25. Szczesiul napisał(a):

    Zofio,

    Po Wigilii już? Myślałem o tobie, ciepło zresztą. Mam nadzieję, że nie było ci z tego powodu zimniej. Grzaniec się udal?. Rozumiem, że na Pasterkę się nie wybierasz. To bardzo dobrze. Ja niestety muszę. To i tyle miałem z grzańca. O to chrapanie się rozchodzi. A kościółek, mały, maleńki. Jak stajenka prawie. Wszystko usłyszysz. I chrapanie. I te senne dziecięta piskające co raz to mamusiom: I wanna go home. I przebudzonego tatusia szeptem obiecujacego już po naszemu: Zaraz dostaniesz po dupie.
    .
    Jeśli chodzi o te bezpenisowe aniołki białe to wiersz Waligórskiego mi się jakoś skojarzył. Nie wiem dlaczego ale się skojarzył.

    Wesołych Świąt!
    *
    Andrzej Waligórski

    ROZMOWA Z KSIĘDZEM
    ==================

    … a jeśli istnieje niebo
    (bo może? Choc raczej wątpię),
    I jeśli w dniu mojego pogrzebu
    Do tego nieba wstąpię
    (w co także wątpię raczej),
    I przyjdzie mi tam posiedzieć,
    To kogóż ja tam zobaczę?
    Bo wolałbym z góry wiedzieć,
    Czy spotkam na gwiezdnej połaci,
    Wyłącznie aniołki białe,
    Czy któraś ze znanych postaci,
    Co ja za życia kochałem?
    Czy mi recepcja niebiańska
    Pokój przydzieli musem?
    Bo ja bym chciał, proszę państwa,
    Na przykład z panem Prusem,
    Lub z panem Gary Cooperem,
    Czy z Izaakiem Bablem,
    A tutaj mnie na kwaterę
    Z Kraszewskim wpakują nagle,
    Albo mój jeden przyjaciel
    Do mego pokoju wlezie
    I znowu powie: – Wiesz, bracie,
    Poznałem, o… taką cizie!
    A ja bym chciał porą wieczorną
    Mieć taka cudowną szanse
    Pogadać z Marilyn Monroe
    I z Anatolem Francem,
    I może ze swoim tatą,
    Bo znałem go bardzo mało …
    Hej, dużo dałbym za to,
    Żeby tak właśnie się stało,
    Ale się tam nie wybiorę,
    Bo jakby mnie kto ulokował
    Z Rabindranathem Tagore,
    To bym natychmiast zwariował,
    Lub z Marią Konopnicką …
    Ta myśl sen z powiek mi spędza …
    Nie, wolę iść drogą laicką
    Bardzo przepraszam księdza!

    *****
    Czego on chce od Marii Konopnickiej? Aaa, rozumiem. Niczego.

  26. Orteq napisał(a):

    Indoor,

    Mój numer poprawnej odpowiedzi 3. SMS-a wysłałem pod numer 2. Jeśli się pomyliłem to pójdę na stos? Bo te podobno były i w Polsce

  27. W.Kuczyński napisał(a):

    Botticelli bardzo piękny, też polecam.

  28. narciarz2 napisał(a):

    Serdeczne zyczenia po Wigilii.
    .
    Ja w czasie Wigilii stalem sie przestepca. Dostalem bowiem w prezencie ksiazke napisana przez komunistycznego zbrodniarza, ktory zaslaniajac sie wiekiem wyglosil „ostatnie slowo” w celu zamkniecia dyskusji. Nie tylko wyglosil, ale opublikowal. Ja te ksiazke sobie zazyczylem w prezencie, zas rodzina dostarczyla droga kupna. W ten sposob wszyscy wspoluczestniczymy w przestepstwie: sam zbrodniarz publicznie broniac swego postepowania, TVN ktora jego mowe nadala, wydawca ktory opublikowal, Empik na rogu Nowego Swiatu i Alej, ktory zbrodnie propaguje, oraz moja rodzina, ktora kupila zbrodniczy przedmiot. No i ja, ktory czytam. Choinka tez wspoluczestniczy w zbrodni, bo pod nią lezal zbrodniczy tekst. Stol pod choinka tez zbrukany, bo na nim lezaly prezenty.
    .
    Zbrodnia komunistyczna nie ulega przedawnieniu, wiec stol nalezaloby spalic. Jak rowniez wydawce, a juz na pewno autora. Przypomniec nalezy, ze tak postepowano w sredniowieczu. Kto propagowal szatanskie wersety, sam stawal sie wspolnikiem szatana. Takich palono. Nalezaloby do tego zwyczaju powrocic, skoro Polska powraca do korzeni polskiej kontrreformacji.
    .
    Czytajac zbrodniczy tekst, trudno nie zauwazyc, ze wprowadzajac stan wojenny zbrodniarz zapewne czul na karku goracy oddech prawa i sprawiedliwosci. Asekurowal sie zawczasu. Uzyskal wszelkie niezbedne parafy, podpisy, ustawy, i uchwaly, i teraz bezwstydnie wymachuje nimi przed wysokim sądem. Jedyne, czego nie dopatrzyl, to krotki poslizg pomiedzy wprowadzeniem z zycie dekretow a ich opublikowaniem w Dzienniku Ustaw. To akurat trudno nazwac zbrodnią komunistyczną, bo roczny poslizg w podpisaniu miedzynarodowego traktatu zdarzyl sie nawet obecnemu prezydentowi. W tej sytuacji trzeba przyklasnac sposobowi myslenia IPNu, ktory zbedne legalizmy po prostu ignoruje i oglasza akt oskarzenia za cos, co kilka sejmow zdazylo juz dawno zamknac i rozliczyc. IPN slusznie przyjmuje, ze kto rozgrzesza zbrodnię, sam staje sie zbrodniarzem. Rozgrzeszenie nalezy zignorowac, zas winnych rozgrzeszenia rozliczy sie troche pozniej. Poczekajmy jeszcze troche, a doczekamy sie aktow oskarzenia nie tylko pod adresem sejmow niegdysiejszego PRLu, ale takze pod adresem Komisji Odpowiedzialnosci Konstytucyjnej Sejmu RP. No, chyba ze z powodow budzetowych Swieta Inkwizycja zostanie wczesniej zlikwidowana. To tez jest mozliwe w krainie nieustajacego balaganu nad Wislą.

  29. Stan napisał(a):

    Piękne , ciepłe i skrome Orędzie wygłoszone przez Nowego Prymasa w internecie.
    Szkoda, że zabrakło miejsca na to wydarzenie w TV.
    .
    Gdyby abp pozostał Prymasem, to, według mnie, istniała by realna szansa na zmianę obecnej tendencji panującej w KK i możliwość moralnej odnowy w społeczeństwie.
    .
    Jeszcze raz pozdrawiam wszystkich piszących na blogu i, proszę, nie przejadajcie sie.

  30. narciarz2 napisał(a):

    Z rozmow przy wigilijnym stole. Częsc mojej rodziny mieszka przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie, na tylach hotelu wyposazonego w czterdzieste pietro oraz w winde, ktora sama filmuje, kogo trzeba. Przedwojenne kamienice przy ulicy Nowogrodzkiej są wpisane do rejestru zabytkow albo w calosci, albo w częsci. I zupelnie slusznie, skoro sa zagrzybione, rozpadajace sie, i dawno nie remontowane. Nie sa remontowane z tego powodu, ze od dawna ciązą nad nimi tzw. roszczenia. Roszczenia uniemozliwiają przeprowadzenie skutecznych remontow, bo lokatorzy nie wiedza, co bedzie jutro z ich mieszkaniami.
    .
    Nie wiedzą, ale jednak wiedzą. Jeden budynek zostal juz odzyskany przez prawowitych wlascicieli. Glębia tego zdania jest zrozumiala jedynie dla mieszkanca kraju nadwislanskiego, ktory slyszal slowa „zadoscuczynienie” albo „rekompensata”. Rekompensata, zreszta jakze sluszna, bedzie polegala na tym, ze lokatorzy zostaną wykwaterowani przez prawowitych wlascicieli w drodze podniesienia im czynszu tak, zeby sie wreszcie wyniesli. Po czym kamienice sie zburzy pomimo ich zabytkowego statusu, zaś w miejscu zabytkowych kamienic powstanie supermarket albo cos rownie cenogo dla stolicy. Prawowici wlasciciele odejdą z naleznym im zyskiem. Odejdą takze lokatorzy, ktorym ani zysk ani mieszkania sie nie nalezą, choc mieszkali tam od kilkudziesieciu lat. Nie ze swojej winy zresztą.
    .
    Tutaj przypomina sie kilka tzw. niewygodnych faktow oraz nasuwa sie kilka tzw. retorycznych pytan. Jeden niewygodny fakt jest taki, ze po odzyskaniu niepodleglosci w roku 1918 wyrzuceni przez carat prawowici wlasciciele zrezygnowali ze swoich roszczen, zeby tym aktem wielkodusznosci pomoc ojczyznie i wspolobywatelom. To sie jakos nie powtorzylo po tzw. odzyskaniu niepodleglosci po 1989 roku. Drugi niewygodny fakt jest taki, ze po II wojnie stolica byla najpierw zburzona, a potem odbudowana, ale nie przez prawowitych wlascicieli. Tak wiec nie jest jasne, dlaczego prawowici wlasciciele maja teraz odzyskac kamienice odbudowane przez jakze niesluszne panstwo, zreszta tylko po to, zeby te kamienice zburzyc zas plac sprzedac z zyskiem.
    .
    Natomiast niewygodne pytania są takie, kto za tym aktem grabiezy lobbowal, kto sie nim wzbogacil juz, kto sie wzbogaci w niedalekiej przyszlosci, a takze kim sa prawowici wlasciciele, skoro prawdziwi wlasciciele juz dawno nie zyją.
    .
    Zas moja wlasna mysl jest taka, ze skoro PRL jakze slusznie nazywamy zbrodniczym rezimem, to obecną Polskę nalezy nazwac krajem cynicznych zlodziei. Nieslychanie patriotycznych, ma sie rozumiec bez najmniejszej wątpliwosci.

  31. Zofia napisał(a):

    Szczesiul,
    dziękuję za uroczy wierszyk.
    Wigilia była w porze obiado-kolacji, po wigilijnym, urokliwym nabożeństwie, czyli nieco po 17-tej.
    Wysłuchałam wieczorem w TV Info uroczej rozmowy z katolickim proboszczem z kościółka z zaciszu leśnym na warszawskich Bielanach (Ks. Wojciecha), który przeflancował ewangelicki zwyczaj wigilijnego nabożeństwo przy świecach do swojej pasterki. Ponoć bywają u niego tłumy, chociaż to zadupie, ale kościółek zabytkowy, barokowy a szopka przed kościołem jest dziełem jakiegoś artysty, który swego czasu wystawiał się w Zachęcie.
    Osiołek Franciszek też jest (lubi marchewki) a po szopce buszują wypasione, przykościelne koty. Ponoć jest ich 13. Pewnie, co niektóry wyleguje się w złóbku z drewnianym Jezusikiem.
    Wigilia u mnie była uroczysta, jak nakazuje tradycja, elegancko podana, chociaż jednoosobowa plus pies.
    Wieczór spędziłam zupełnie przyjemnie przy akompaniamencie programu muzycznego z Malickim (pr.II TVP) i przy lekturze, bo dostałam co nieco pod choinkę. Z przyjemnością też obejrzałam powtórkę zeszłorocznych kolęd z Zakopanego.
    Potem wieczorny spacer z psem i teraz jakiś film w tv.
    Lubię pasterki i często na nie chodzę.
    Przede wszystkim, gdy świętuję na wsi. Tutaj pasterki mają swój urok i są integralną częścią tamtejszej kultury.
    Do katedry na pasterkę się nie wybiorę, bo przymarza i jest ślisko. Za to przy porannym spacerze z futrzakiem zerknęłam na ostatnie przygotowania do zoo-szopki przed katedrą. Jest dzik, lis, bażanty i jakieś inne zwierzaki, ze schroniska dla dzikich zwierząt.
    U nas jest rywalizacja kościelna na zoo-szopki. Jakieś 500 m od katedry, przy kościele p.w. Serca Jezusowego też taka jest, ale w tym roku z ptactwem domowym tylko, bo jakiś idiota w zeszłym roku osiłkowi gasił na pysku papierosy i właściciel zwierzaka nie dał się namówić na jego wypożyczenie. Ja mu się nie dziwię.
    Polowałam od wczoraj na świąteczną Politykę, ale szczecinianie wykupili, przeglądnęłam przy okazji lokalne pisma i nieco się rozbawiłam, bowiem szczecinianom i zachodnim Pomorzanom, poprzez papierowe media (Kurier Szczeciński) życzenia bożonarodzeniowe złożył szef partii, która walczy na co dzień z klerykalizacją naszego życia publicznego – czyli Grzegorz Napieralski (szczecinianin), natomiast prokatolickie partie jak PiS czy PO – o czymś takim nie pomyślały.
    Za chwilę zmieniam garsonkę, chowam precjoza, wskakuję w piżamkę i oddaję się błogiemu oglądaniu filmów.
    Mam nieco perwersyjny stosunek do świąt i w sypialni powlekłam dzisiaj rano specjalną pościel z motywami bożonarodzeniowymi w angielskim, nieco romantycznym stylu. Z tekstami starych kolęd z inicjałami w gotyckim stylu, życzeniami, z graficznymi wersjami kwiecia i gałęzi krzewów bożonarodzeniowych, gruszkami. Wszystko w ciepłym beżowym kolorze z dodatkami brązów i czerwieni. Duńska produkcja.
    Milej pasterki!

  32. balsamlomzynski napisał(a):

    @Orteq. Przyznaję, że, uczciwie mówiąc, lubię generała, choć mnie zapuszkował na 15 miesięcy, w 1981 roku. Mam wrażenie, że każdy z nas zrobił swoje — on zapobiegł czystemu szaleństwu, jakim stały się pomysły ludzi nagle bardzo odważnych, a ja zrobiłem wszystko, co w mojej, studenckiej wówczas mocy, by zaprotestować przeciwko generalskim pomysłom. Tak miało być i bogu dzięki, że generał nie pozwolił wówczas ludzi w kryminałach katować.

    Dzięki za sugestię by na mój blog w konkursie na blog roku 2009 głosować. Lubię bloga pana Kuczyńskiego i będę zaszczycony jeśli mnie poprzecie.

    Słowo honoru, na prochy mojej szalonej babki Franciszki, że Ortega kompletnie nie znam.

    Nigdy nie zachęcałem do protestów pod willą generała! Mój ojciec był pułkownikiem i kiedyś musiał pojawić się w ZK Hrubieszów w mundurze polowym. Dziwnie było. Potem go zwolniono z wojska za mnie, a z czasem Onyszkiewicz go ładnie rehabilitował. Najbardziej może z tego wszystkiego lubię Onyszkiewicza.

    Wesołych świąt.

  33. narciarz2 napisał(a):

    Jakis czas temu, tu na tym blogu, kilku specjalistow przekonywalo, ze pojazd bojowy Rosomak to kawal kitu wyposazony w pancerz z durszlaka. Jedyny ekspert, czyli Andrzej, staral sie cos wytlumaczyc popaprańcom, ale nadaremnie. Oni i tak wiedzieli lepiej.
    .
    Tutaj jest cytat z artykulu o Rosomakach w Afganistanie: „gdyby nie rosomaki, polskie rodziny opłakiwałyby nie szesnastu, ale może nawet sześćdziesięciu Polaków.”
    http://www.polityka.pl/kr.....iably.read

  34. Indoor napisał(a):

    Orteq! Co do stosu (co ponoć również w Polsce były). Pewnie że były. Ale w naszym kraju miodem płynącycm (pod prąd zwykle) byłyu zapewne to stosy inaczej. Bo to kwestia koordynacji, konsekwencji i dyscypliny. Jak luterańskie landy niemeckie to inaczek. Jak tam spalono to wszystkich i do końca. A u nas – albo drewno ukradli, albo zapałek nie było w geesie, albo nadaremne szukano Palacza i Palonego, bo leżeli w trok pijani 200 km od stosu w jakiejś gospodzie ale sami nie wiedzieli jak tam się dostali. A ostatni stos zapłonał wtedy, gdy przez nieuwagę spalono Tego Jedynego co wiedział jak się to robi i po co. I dobrze jest tak. Wczoraj widziałem mało udany powrót syna marnotrawnego właściciela sklepu rybnego. Ojciec (właściciel) wymachywał jak maczugą starym symbolem chrześcijaństwa, półmetrowym mrozonym filetem rybnym (chyba była to ryba panda) i okrutnie wrzeszczał na niego że go za.bie. Ludzie patrzyli jak w kinie.

  35. Szczesiul napisał(a):

    Zofio,

    Dziękuję za Andrea Bocelli: Pani Angelicus. Nie pomyliłem z żadnym ustrojstwem anielskim, którego to aniołom akurat brakuje jak twierdzisz. Obawiam się trochę tylko, czy komuś się nie zdarzyło pomylić Andrea Bocelli z Sandro Botticelli, promowanym najpierw przez Mawara a potem przez Gospodarza. I zamiast słuchania wspaniałej muzyki, niespodziewanie piękne malarstwo z początków XVI w. przyszło oglądac.
    http://images.google.ca/i.....38;ndsp=20

    Zaiste, co za niespodzianka wigilijna. Niczym zawitanie wędrowca akurat gdy gwiazdka zabłysła. Żeby zająć to specjalnie dla niego przygotowane miejsce przy stole.
    .
    Napisałaś po wigilii:
    *
    „jakiś idiota w zeszłym roku osiłkowi gasił na pysku papierosy i właściciel zwierzaka nie dał się namówić na jego wypożyczenie. Ja mu się nie dziwię.”
    *
    Ja się trochę dziwię. Bo ja bym się chyba po prostu bał gasić papierosy na pysku osiłka. Przepraszam, tu już wyraźnie Indoorem poleciałem. I on sam tez znowu poleciał. Tym razem pandą, przed kwadransem. Choć to znane nieloty, i indoory i pandy.
    But I mustn’t digress.
    .
    Pasterka była rzeczywiście miła. Głównie dlatego, że z kościółka (który był kaplicą urządzona w dawnym garażu) w końcu zrezygnowano i Polonusi mogli już sobie swobodnie pochrapywać w przestronnym kościele portugalskim. Oddanym nam na Pasterkę drugiego rzutu pół godziny po połnocy. Portugalczycy swoje pasterkowe podsypianie po winie ichniejszym odbyli o godzinie 23-ciej.

  36. Indoor napisał(a):

    Ale plama. Oczywiście nie jest to ryba „panda”, tylko „panga” (Sutchi catfish – Pangasianodon hypophthalmus).

  37. Torlin napisał(a):

    Ja Narciarzu bardzo się cieszę wielokrotnie z takiego milczenia jeszcze niedawno nadaktywnych osób. A szczególnie w przypadku gospodarki. Ilu było i na naszym blogu mówiących o znakomicie prowadzonej gospodarce łotewskiej i estońskiej (jak to my nic nie potrafimy), jak to należy wpompować w gospodarkę miliony (i Tusk nic nie robiąc zrobił mnóstwo), jak to Rosja zagraża naszym interesom gazowym (to, że Polska na gazie stoi wiadomo od ładnych kilku lat), że nasza policja nikogo nie potrafi złapać (że jest inaczej vide „Arbeit macht frei”) itd. Ci, co tak mówili, milkną, a pojawiają się następni, „wieszczący”. Ale ich najwięcej było przed wejściem do Unii, produkty rolnictwa unijnego zaleją Polskę, Niemcy wykupią nasze ziemie, stracimy niepodległość. A teraz z Traktatem to samo.
    Mawarze!
    Ja powiem Ci szczerze, ja Cię nie poznaję, frustracja Twoja zaczyna osiągać olbrzymie rozmiary. Wiadomo, że życzenia są z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Dla mnie to jest sprawa kulturowa i przywiązuję wielką wagę do wszelkich spraw tradycyjnych. Dla Ciebie dzielenie się opłatkiem jest sprawą religijną, mistyczną, chrześcijańską, dla mnie kulturową, ta czynność dla mnie nie niesie żadnych konotacji religijnych. Ale do końca mojego życia nie będzie mięsa na Wigilii.

  38. Zofia napisał(a):

    Szczesiul,
    oczywiście, że osiołka, a nie osiłka.
    ;)

  39. Orteq napisał(a):

    Indoor,
    To nie żadna plama dana. To twoje ciało dane. Właśnie będzie spożywane w czasie tzw. Christmas Dinner. To jest ten stos, Indoorze. Tyle że zamiast palenia ciała będzie jego spożywanie. Bo chodzi o GO.
    .
    Zobacz, że nikt nie wierzył, iż Obama to ludożerca. Myślano, że on tylko indoorożerca. Na Thanksgiving i takie tam. A tu się okazuje, że nieważne jak zwał. Proteina jest proteina. Czyli „zycie” wedle definicji.
    .
    Panga to tylko mydlenie oczu, Indoor. Sushi musi mieć w sobie surowe białko. Bo proteina jest proteina, czy to z Indoora czy z pangi. Odpuśćmy sobie tę plamę.

  40. narciarz2 napisał(a):

    balsamlomzynski przyznał, że, uczciwie mówiąc, lubi generała, choć go zapuszkował na 15 miesięcy, w 1981 roku. Balsam ma wrażenie, że każdy z nich zrobił swoje — Generał zapobiegł czystemu szaleństwu, jakim stały się pomysły ludzi nagle bardzo odważnych…”
    .
    Moj tata własnie opowiedzial mi o ostatnim zebraniu „S” na Akademii Medycznej w Warszawie, tuz przed 13-tym grudnia. Zebranie zaszczycil sam Janusz Onyszkiewicz, skadinad jeden z najrozsadniejszych uczestnikow „S”, czlowiek wszechstronnie poinformowany, oraz doktor matematyki. Czyli wyposazony w zdolnosc wyciągania wnioskow, ktora nie kazdemu jest dana. Pan Onyszkiewicz wieszczyl, ze wladza juz lezy na ulicy, zas gdyby probowala sie bronic, to „S” ma zapasy zywnosci w fabrykach i moze strajkowac tak dlugo, az wladza upadnie. Po wygloszeniu tej kwestii pan Onyszkiewicz pospieszyl do Gdanska, gdzie jak wiadomo dał sie aresztowac.
    .
    Ta opowiesc dowodzi, ze General jest zdrajcą oraz zbrodniarzem. Gdyby nie byl, to by zgromadzil zapasy zywnosci w Sztabie Generalnym, oglosilby strajk okupacyjny, i strajkowalby tak dlugo, az mu sie skonczy zywnosc. Naprzeciw strajkujacej Solidarnosci bylby strajkujacy Rzad. Wygralby ten, kto mialby wiecej konserw.

  41. Indoor napisał(a):

    Może i władza leżała na ulicy, ale (jak sam zauważyłes na przykładzie odchodów 20 lecie) w Polsce nikt ulic nie sprząta. I tak jest od 1981. Zresztą komu się chce schylać po coś, co na ulicy lezy?

  42. narciarz2 napisał(a):

    Sluszna uwaga. Lepiej sie nie schylac. Dzis wybralem sie na bieg rehabilitacyjny od Walu Miedzeszynskiego przez Walecznych az do Trasy Lazienkowskiej, i z powrotem. Rehabilitacja byla po nadmiernym spozyciu kalorii i weglowodanow. Biegnac poczynilem obserwacje. Po pierwsze, bez wzgledu na wiek Polacy nie ida, ale kroczą. Mysle, ze Rzad powinien kazdemu Polakowi fundowac bezplatna laskę po osiagnieciu przez Polaka wieku lat 35-ciu. Laska wydaje sie niezbedna, zwazywszy tempo kroczenia. Po drugie, na trawnikach i chodnikach zauwazylem obfitosc dwu obiektow. Po pierwsze, wokol walaly sie liczne butelki po substancji „Żołądkowa gorzka”. Nie wiem, czym szczegolnym wyroznia sie ta substancja, ale wyglada na to, ze Polacy ją lubią. Po druge, liczne kupy, zapewne wyprodukowane przez psy. Niektore kupy nosily slady zelowek.
    .
    Tak wiec lepiej sie nie schylac, w kazdym razie w Warszawie. Nie wiem, jak jest na prowincji.

  43. Indoor napisał(a):

    Gorzka Żolądkowa to podstawa imperum Janusza Palikota więc i PO. Im więcej się wala takich pustych butelek po trawnikach, tym mniej władzy leży w pobliżu. Z kupami psów to oczywiście inna sprawa. Z władzą nie ma nic wspólnego.

  44. Mawar napisał(a):

    Torlin
    „Wiadomo, że życzenia są z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Dla mnie to jest sprawa kulturowa i przywiązuję wielką wagę do wszelkich spraw tradycyjnych … ta czynność dla mnie nie niesie żadnych konotacji religijnych. Ale do końca mojego życia nie będzie mięsa na Wigilii.
    .
    Twój ateizm jest letni, połowiczny i niezdecydowany, częściowo religijny, choć w sposób nie do końca uświadomiony, ale cóż nad Wisłą wszystko jest takie.

  45. Orteq napisał(a):

    Wszystko ma coś wspólnego z władzą. A bez władzy nie ma niczego. Ale po kolei.
    :
    Ustaliliśmy już dość dawno temu, że POlska ma twarz Palikota a jej stolica leży na ulicy w Biłgoraju. Bo na tamtej prowincji władza oraz wszystko inne jak najbardziej leżą na ulicy. I PO tamtejszą władzę pan POseł nie musiał się nawet schylać. Bo komu by się chciało schylać po psie gówno ze śladami zelówek na wierzchu?
    :
    Bezdomni się schylają. Ale tylko PO butelki PO Gorzkiej Żołądkowej. W przeciwieństwie do nieschylającego się pana Janusza, taki bezdomny same korzyści społeczeństwu przynosi. Bo to i trawniki uprząta ze szkła. I potem Indoorowi objaśnia jeszcze, prawie za darmo, tajemnice GO czy innych sekretów naukowych.
    :
    Jak tak dobrze pomyśleć to i Palikotowi nie wolno odmawiać pozytywnej, wbrew POzorom, roli w społeczenstwie. No bo skąd by bezdomni wzięli te butelki PO Gorzkiej Żołądkowej gdyby nie on?
    W ten sposób dotarliśmy do tajemnicy następnego cudu na Wisłą. Czyli cyklu gospodarczego tygrysa Europy. Dla niePOznaki nazywanego Drugą Irlandią. Jak to mowią Mawar i Aga, cóż nad Wisłą wszystko jest takie.
    :::
    Czy wszyscy juz głosowali na Balsamałomzynskiego w konkursie na najlepszy blog roku 2009? Bo na ten tutaj blog podobno nie mozemy głosować. Czy to aby napewno prawda?
    :::
    :::
    :::
    Wesolego Christmasu, everybody!!!

  46. Zofia napisał(a):

    Mawar,
    dziwny z Ciebie człowiek!
    Nie siedzisz w duszy Torlina, więc nie wiesz jaki jest jego ateizm. Nie wchodź w boskie buty i nie uzurpuj sobie prawa przenikania cudzych myśli i odczuć.
    Wystarczy, że standardowy Polak-katolik z kręgów PiS, o. Rydzyka bardziej cześć oddaje poprzedniemu papieżowi niż bogu.
    Mawar na ołtarzach, to chyba już za wiele.
    Przypominam, że Dekalog przestrzega – nie będziesz miał cudzych bogów przede mną (I-sze przykazanie).
    To jedno.
    Drugim nonsensem, jaki prawisz, to negacja kulturowego znaczenia polskiej wigilii, która ma swoje korzenie w dawnym słowiańskim pogaństwie i ich wierzeniach.
    Uznanie wigilii jako dobra kulturowego Polski i jej kultywowanie z różnych powodów (choćby szacunku do rodzinnej tradycji) nie musi mieć podłoża religijnego.
    Dla mnie Boże Narodzenie w swoich polskich obrzędach i zwyczajach (poza nabożeństwem, czy mszą), takich jak właśnie wigilia, rozumiane jako wieczorny posiłek w gronie najbliższych, ozdobna choinka, łamanie się opłatkiem, jest akurat dobrem kultury polskiej które z pietyzmem kultywuję a nie wyrazem mojego wyznania.
    Moje wyznanie wolę realizować w swoim życiu codziennym, stosunkiem do drugiego człowieka, w swojej pracy. Czasem w uczestnictwie w rytach religijnych, jak nabożeństwa w kościołach (u nas nieobowiązkowe co niedziela).
    Manifestacje jakiekolwiek, w tym też religijne, zawsze są pewną grą i dla otoczenia, a nie dla mnie.
    Wielu ludzi, którzy mają świadomość tego jak żyją i co w życiu osobiście ronią – ma podobny stosunek.
    Wiara człowieka jest wewnątrz niego i tylko po jego postępowaniu i jego stosunku do otoczenia można ocenić, jak głęboko jest w człowieku zakotwiczona.
    Cala reszto – to rytuały i symbolika.
    Bardzo często wykorzystywane do niecnych celów.

  47. Indoor napisał(a):

    Orteq! PO prostu. Tak jak wszystkie partie mają swój żelazny elektorat, tak też miewają swoich Zagorzałych Zwolenników. KIedyś już wspomniałem, że pewien Jegomość na Wegrzech, do pewnego czasu wierny zwolennik Jägermeister’a pod wpływem poznania Gorzkiej Żolądkowej nawrócił sie.
    Mnie matwi co innego. Co dano w żłobie Osiłkowi. Myśle, że w jednym chlanko, w drugim spanko, ale mi nie rymuję.

  48. Indoor napisał(a):

    Za to rymuje zagadka, którą wymyśliłem na spacerze z psami.
    „W barszczu się kurczy, lecz się nie marszczy.Co to jest?” Ale nie mogę wymysleć rozwiązania.

  49. jasnaanielka napisał(a):

    Gorzką żołądkową polecam do skrapiania kaczki w trakcie pieczenia.
    Sposób wypróbowany. Kaczka to lubi i odwdzięcza się na półmisku.

  50. narciarz2 napisał(a):

    Dziekuje Anielce za rozwiazanie zagadki, skad sie biora butelki. Po prostu, gospodyni wylewa zawartosc na kaczke, po czym butelke wynosi i wyrzuca na trawnik, zeby wspomoc bezdomnego. Proste jak drut. Nareszcie wszystko rozumiem.
    .
    Ale mi sie wydawalo, ze Palikot swoj majatek zrobil na Cin-Cin.

  51. jasnaanielka napisał(a):

    Ale mi sie wydawalo, ze Palikot swoj majatek zrobil na Cin-Cin.
    Nie wydawało ci się. Tak było. Żołądkową gorzką już dawno sobie odpuścił i deklaruje, że pozbył się udziałów. Jednak utarło się nazywanie tego wyrobu „Palikotówką” :)
    Jest to zupełnie niezła wódka, tylko reklamę jej zrobiono gigantyczną, a pakowanie w małe opakowania też swoje zrobiło. Atrakcyjnością nie dorównuje jednak taniemu piwu w puszkach. Widuję smakoszy tego trunku wczesnym rankiem, na przystankach autobusowych, popijających ten trunek pod papieroska, bez względu na warunki atmosferyczne.
    Mnie się wydaje, że napiwszy się takiego czegoś, w takich warunkach, natychmiast bym umarła i to nieodwołalnie.
    A oni wciąż mogą!!!

  52. Indoor napisał(a):

    Nie. Palikot nie na Cin-Cin robił swój majatek. W pewnym momencie ówczesna firma Palikota przejeła producenta Cin-Cin. Gorzkę Zolądkową wylansował bardzo skutecznie Polmos Lublin w czasach Palikota, stąd jakoś się z nim kojarzy.

  53. Zofia napisał(a):

    Mie wiem, kto wylansował gorzką żołądkową, ale wiem na pewno, że będący w potężnych tarapatach finansowych Polmos Szczeci, specjalista od starki, produkuje Pomorską Gorzką, (Polish Bitter Vodka – Napój spirytusowy). Butelkowaną , jak zapisano na etykiecie – 11.07. 2007.
    Efekt tegorocznej wizyty polsko-niemieckiej grupy dziennikarzy w tej wytwórni wódek. Z degustacji pamiętam, że wódeczka smaczek miała przyjemny.
    Wprawdzie kaczki nie upiekłam, ani też tradycyjnego indyka, ale pieczyste pieczone jest, kurczak nadziewany jabłkami i pomarańczami z dodatkiem mięty.
    Jak będę jutro go podgrzewać do obiadu, pokropię go stosownie wódecznością!

  54. Zofia napisał(a):

    …Mam w barku ostatnią już „małpkę”. 100 ml. Butelkowaną….

  55. jasnaanielka napisał(a):

    Mam nadzieję, że nie zrobisz tego w mikrofalówce :(((

  56. Mawar napisał(a):

    Jasnanielko
    .
    „Ale mi sie wydawalo, ze Palikot swoj majatek zrobil na Cin-Cin”.
    .
    Raczej na bogatej z domu żonie, obecnie byłej żonie. Jak twierdzi Maria Nowińska, Palikot uszczuplił jej majątek (czyli ja okradł) finansując z tych pieniędzy Platformę Obywatelską. Napisała w tej sprawie list do Tuska.
    .
    http://www.dziennik.pl/po.....zony_.html
    .
    Pozostałość ukrył w rajach podatkowych, skąd teraz otrzymuje „pożyczki”. I z tych ważnych powodów dbała o wysokie standardy Platforma Obywatelska nie wszczyna żadnego rabanu.

  57. jasnaanielka napisał(a):

    Ja prywatnie odstąpiłam od nadziewania kaczki jabłkami. Te ze środka są ciapowate i nieapetyczne. Albo piekę je obok ptaszyska w skórce, wydrylowane, z żurawiną w środku, albo – ostatnia wersja – obrane, w kawałkach, przesypane suszoną żurawiną z dodatkiem imbiru, który kroję na cieniutkie kawałki i wyciskam przez praskę do czosnku. Duszę toto na maleńkim płomyku, albo wstawiam do piekarnika na kilkanaście minut przed wyjęciem kaczki z pieca. Jeśli się zmieści obok brytfanny. Szara reneta najlepsza. Pycha! Można takie coś zrobić też na spóźnioną kolację, kiedy właściwie nie wypada już jeść, a bardzo się chce ;)

  58. jasnaanielka napisał(a):

    Mawar!
    Co ma do tego platforma? Jeśli się nie mylę, to panią Palikotową Pierwszą reprezentuje nie kto inny, jak sam Roman Giertych. Jeśli ON sobie ze sprawą nie radzi, to już nie wiem, kto sobie poradzi.
    Może Pani Pierwsza ma jedynie silne przekonanie, które nie jest wiążące dla niezależnego sądu? A może pan mecenas chce trochę pożyć z prowadzenia tej sprawy :)
    Ciekawostka przyrodnicza…

  59. Mawar napisał(a):

    Zofia
    „Drugim nonsensem, jaki prawisz, to negacja kulturowego znaczenia polskiej wigilii, która ma swoje korzenie w dawnym słowiańskim pogaństwie i ich wierzeniach.
    .
    „Na pewno? Jeśli się nie wie to lepiej nie fantazjować ani blefować. W ciągu 30 sekund można znaleźć w sieci taki oto fragment (cyt. za Wikipedią):
    „Wigilia Bożego Narodzenia (wieczerza wigilijna, wieczór wigilijny, niekiedy także gwiazdka) (z łac. vigilia – czuwanie, straż) – w tradycji chrześcijańskiej dzień poprzedzający święto Bożego Narodzenia, kończący okres adwentu.
    Korzenie tego święta sięgają prawdopodobnie obchodów Saturnaliów w starożytnym Rzymie, gdzie chrześcijaństwo się rozwijało, lub nawet świętowania przesilenia zimowego w epoce kamiennej. Pewne analogie występują także z żydowskim świętem Chanuka oraz perskim świętem Szab-e Jalda”.
    .
    Sorry Winnetou, gdzie masz tu Słowian? :)
    .
    http://upload.wikimedia.o.....yberii.jpg
    .
    Powyższy link odsyła do obrazu Jacka Malczewskiego „Wigilia na Syberii”. Obraz jest ładny i sugestywny, ale chciałbym cię prosić, abyś za rok oszczędziła nam pouczeń, że zwyczaje wigilijne wywodzą się z ałtajskiego szamanizmu. :)
    .
    „Dla mnie Boże Narodzenie w swoich polskich obrzędach (…) ozdobna choinka, łamanie się opłatkiem, jest akurat dobrem kultury polskiej.
    .
    Choinka nie jest starym polskim zwyczajem tylko dość nowym, XIX-wiecznym, a wywodzi się z ojczyzny Martina Luthra.

  60. Mawar napisał(a):

    jasnanielka
    „Ciekawostka przyrodnicza…”
    .
    Pewnie kiedyś będzie wyjaśniona, ale raczej nie za tego rządu.

  61. Mawar napisał(a):

    jasnaanielka
    Pomyśl przez chwilę, a gdybyś ty była żoną Palikota i gdyby ciebie okradł? To co byś powiedziała?

  62. Mawar napisał(a):

    narciarz2
    „Pan Onyszkiewicz wieszczył, ze władza już leży na ulicy, zaś gdyby próbowała się bronic, to “S” ma zapasy żywności w fabrykach i może strajkować tak długo, aż władza upadnie. Po wygłoszeniu tej kwestii pan Onyszkiewicz pospieszył do Gdańska, gdzie jak wiadomo dał się aresztować”.
    .
    Ależ Onyszkiewicz miał racje. Po pierwsze, wódz przed bitwą, nawet trudną czy beznadziejną, podnosi na duchu, a nie osłabia morale. Po drugie, i w tym miał rację, że komunizm w Polsce tak naprawdę skończył się w latach 1980-81, po tym już nic nie było w Polsce tak jak przedtem. Stan wojenny był tylko antraktem w odzyskiwaniu niepodległości. Raptem pięć-siedem lat, a to przecież znacznie mniej niż między rewolucją lutowa 1905 roku a rokiem 1918.

  63. Orteq napisał(a):

    Zofio,
    W barku małpka. A w biurku w Petersburku Single Malt Bradiaga Wania Russian Scotch Whiskey? Size 1,5 L. Druga, po kałaszach, duma eksportu Kraju Przez Miedzę. Obie niosące prawdziwe wyzwolenie z cierpień ziemskich wszystkim ciemiężonym narodom mira.
    :
    Z tymi kaczkami to oczywiście wszystko pod jednojajowych, prawda? Aż dziw ze Mawar nie zareagował jeszcze partyjną czujnością ideologiczną. O, zapomnialem. On w Dzień Bożego Narodzenia nie musi do roboty biegać. To tylko narciarz musi biegać w pierwszy dzień Swiąt. Podczas gdy Polacy tylko kroczą świątecznie oraz o laskach. PO Wałach Miedzeszyńskich i innych.
    :
    Jak zwykle, pomyłka z tym Mawarem. Zareagował ideologicznie w miedzyczasie i to czujnie. Ktoś tej Palikotowej Pierwszej bronić skutecznie musi skoro mecenas Giertych sobie z tym nie radzi. Narazie Długi Romek, ta ciekawostka przyrodnicza, przegrywa na punkty z jasnaanielką. Rewanż naszego blogowego beniaminka prawa i sprawiedliwości społecznej jest dosc udany ale nie powalajacy. Gdyz on co prawda wyglada czujnie przez rozporek Giertycha, w swiatecznym zastepstwie Szefa wystepujac. Ale to nic nie wnosi do sprawy jasnaanielka versus ptaszyska w skórce. :
    :
    Jasnaanielka nigdy nie była żoną Palikota. I on jej nigdy nie okradł!

  64. jasnaanielka napisał(a):

    # Mawar Says – 23:12

    jasnaanielka
    Pomyśl przez chwilę, a gdybyś ty była żoną Palikota i gdyby ciebie okradł? To co byś powiedziała?
    #
    Gdyby po tej kradzieży i odejściu ex męża pozostało mi tyle, ile Palikotowej Pierwszej, to chyba dałabym na mszę dziękczynną w intencji podziękowania za to, że taki typ już nie będzie mi chodził po domu i psuł powietrza :)))
    Dziękowałabym za odzyskaną WOLNOŚĆ!!!
    Już ja bym wiedziała, co z tą wolnością zrobić i nie traciłabym ani grosza na takiego drogiego papugę :D

  65. Szczesiul napisał(a):

    Mawar,
    *
    „Stan wojenny był tylko antraktem w odzyskiwaniu niepodległości. Raptem pięć-siedem lat, a to przecież znacznie mniej niż między rewolucją lutowa 1905 roku a rokiem 1918.”
    *
    To porownywania polskiego Annus Mirabilis do „Największej Rewolucji Świata” jest zawsze kusząca, prawda? Zupełnie jak z tym Prawem Godwina. Wcześniej czy później człowiek weksluje w stronę tej smakowitej analogii, jednej czy drugiej, i zapomina o rozumie.
    .
    Rozumu ci nie mogę przypomnieć ani włożyc. Ta czynność jest nie do wykonania przez innych. Co mogę ci przypomnieć to tylko to, że zapomniałeś o dwoch różnicach te analogie roztrzaskujących o pewien kant. Pomiędzy Rewolucja 1905 roku i Największą Rewolucja Świata 1917 roku (nie 1918! ) zaistniał Czynnik WW1. Pomiędzy zaś rokiem 1981 i Rokiem Cudów 1989 cały czas istniał Czynnik JPII. Bądź łaskaw to w rachuby swoje właczyc. No chyba ze zaptrzeczas iż Polski Papież miał coś wspólnego z twoją bohaterską walką tamtych lat.
    .
    Gdybyś chciał z ROSYJSKIEJ rewolucji 1905 roku wyprowadzać nasz 11 Listopada 1918 roku to ja się z góry poddaje. Takiej Wyższej Szkoły Konnej Jazdy na Capach ja nie mam zaliczonej.

  66. jasnaanielka napisał(a):

    http://upload.wikimedia.o.....yberii.jpg
    Spojrzawszy na ten obraz zamyśliłam się… prawie jak Stirlitz ;)
    Skąd na miły Bóg Malczewski znał Lenina? Tego, po lewej…

  67. Zofia napisał(a):

    Orteg,
    z rosyjskich wódek – to ja tylko ….Smirnoffa. Zwłaszcza Smirnoffa Black (40%).
    Ale nie mam nic rosyjskiego z napitków. Blok wschodni – słabo reprezentowany jest w moich zasobach. Tylko czeska Beherovka

  68. Andrzej napisał(a):

    Mawar
    Pozostałość ukrył w rajach podatkowych, skąd teraz otrzymuje “pożyczki”. I z tych ważnych powodów dbała o wysokie standardy Platforma Obywatelska nie wszczyna żadnego rabanu.
    http://www.tvn24.pl/12690.....omosc.html

  69. Zofia napisał(a):

    Jasna Anielko,
    po to kupiłam nową kuchenkę gazową 2 lata temu, by mieć piekarnik z bajerami, tj wskaźnikiem temperatury i czasu pieczenia!
    Piekę (i odgrzewam) w piekarniku! I nareszcie nie przypalam.
    Nie jestem mistrzem kuchni, uroki pichcenia odkryłam dosyć późno, a właściwie b. późno, dopiero po śmierci męża, czyli 4,5 roku temu.
    Poducza mnie moja przyjaciółka, do której ganiam na wieś
    Teoria z licznych książek, praktyka w Bierzwniku, w efekcie z roku na rok lepiej i smaczniej. Żurek stal się daniem popisowym, zakasuję nawet moją mentorkę kuchenną.
    Kurczak w owocach – to smakołyk mojej mamy i tu akurat inna szkoła, ale samo pieczenie udoskonalone. Teraz sprawdzę owe dyskretne uroki dodania do niego kilku kropel wódeczności wedle Twojej – Jasno Anielkowej sugestii.

  70. Zofia napisał(a):

    Mawar,
    a zerknij Ty sobie do etnografii i poczytaj, bo nie mam siły tłumaczyć Ci rzeczy oczywistych.
    Poczytaj o wiejskich obrzędach wigilijnych z różnych stron Polski, to się przekonasz.
    Boże Narodzenie jako święto chrześcijan to jedno, jako polskich katolików – a obrzędowość wigilijna w Polsce to już zupełnie inna opowieść.
    Poza tym wieczerza wigilijna nie jest obrzędowością u rzymskich katolików powszechną, ale dotyczy właściwie tylko dwóch krajów słowiańskich – Litwy i Polski.
    Wigilii nie jada się z reguły u europejskich katolików, nie ma jej też u innych chrześcijan.
    To co powypisywano w Wikipedii mija się z prawdą – bowiem ani u katolików niemieckich, brytyjskich czy duńskich – wigilii jako takiej nie ma, a opisane zwyczaje dotI-go dnia świat (25 grudnia).
    Bywam w święta i w Niemczech i w Danii, w domach tamtejszych Polaków (katolików) i tubylców (protestantów z reguły), pytałam wiele razy o zwyczaje bożonarodzeniowe i nikt mi nie potwierdził zwyczaju urządzania wigilii w tamtych krajach. Ani u katolików ani u protestantów.
    Poza jednym wyjątkiem – Polaków tam mieszkających są.
    Jeśli chodzi o wpływy słowiańskie do odsyłam do pojęcia – gody.
    W Wikipedii coś tam jest, ale nie mam czasu sprawdzić na ile to ma się z wiedzą naukową na ten temat.
    Ale poczytaj:
    http://pl.wikipedia.org/w.....9to_Godowe

  71. Zofia napisał(a):

    Oczywiście, że choinka przywędrowała do Polski niedawno, z Niemiec i dzięki luteranom, ale jest obecnie częścią polskiej kultury związanej z Bożym Narodzeniem.
    Przypominam Ci, że zwyczaj ustawiania choinki i budowy szopki na Placu świętego Piotra, wprowadził w 1982 roku Jan Paweł II. Przedtem papieże nie mieli takiej potrzeby.
    Trudno nie dostrzegać, ze Jan Paweł II zwyczaj ten przyniósł z kraju ojczystego a nie z tradycji watykańskich.
    ***
    Mawar,
    może Ty jednak, nim zaczniesz ze mną polemizować, najpierw nieco pomyślisz?…
    Łatwiej nam będzie się dyskutowało.
    Chcesz mnie się czepiać, a ja potem jusze Ci wytykać brak wiedzy, to trochę głupio, gdy taki innowierca, jak ja poucza takiego zagorzałego katolika, jak Ty.

  72. jasnaanielka napisał(a):

    Zofio!
    Moja kuchenka jest bez bajerów, ma na imię Ewa, pochodzi z czasów stanu wojennego, ale piecze doskonale w piekarniku gazowym, a palniki można regulować do prawie niewyobrażalnego minimum. Nie da się tego osiągnąć w tych nowoczesnych, gdzie trzeba trzymać to cholerne pokrętło, aż się zdecyduje utrzymać płomień. Kiedy akurat ręka mokra, albo co gorsza czymś tam, aktualnie obrabianym oklejona. to można się zewściec!
    Alkohol polewaj na rozgrzaną skórkę!!!

  73. Indoor napisał(a):

    Zofio! Mi też jest głupio (jako również innowiercowi) gdy czytam Twoich pełnych pomyłek pouczeń przepełnionych nadgorliwością neofity. To się bowiem aż wylewa.
    Zobaczmy bowiem jak piszą o obchodach Bożego Narodzenia piszą sami Duńczycy w ichniej Wikipedii Duńskiej (w tłumaczeniu Googla. Duńczycy oiczywiście piszą po duńsku)

    Christmas Miesiąc
    Grudnia jest także nazywany miesięcy Boże Narodzenie, selovm jest w zasadzie więcej niż nadejściem lipca Istnieje wiele tradycji związanych z miesiąc Boże Narodzenie, na przykład.:
    Open kalendarze świąteczne i kalenderlys kolei.
    Zobacz telewizory kalendarze świąteczne
    Idź do strony Boże Narodzenie, z tej pracy, rodziny i zrzeszenia
    Przygotowanie do Bożego Narodzenia, na przykład.:
    Pieczenia ciasteczek, Boże Narodzenie i zrobić Candy Christmas
    Scalanie sercach Boże Narodzenie, stożków i innych świątecznych dekoracji
    Udekoruj pokój z gnomy indeksowania, ozdoby świąteczne, itp.
    Choinka skonfigurować, możesz samodzielnie zostały wycięte w lesie

    W wigilię Bożego Narodzenia (grudzień 23) jest noc przed Wigilią. Ale niektórzy duńskich rodzin mają tradycje Wigilia na przykład.:
    Test Ozdoby choinkowe
    I upiec na wigilię
    Gotowanie i jedzenie pudding ryżowy, gdy inne mogą być wykorzystane do risalamande Christmas
    Śpiewajcie drzwi Odtwórz
    Wigilia (grudzień 24) nie jest oficjalnym świętem, ale w większości są jeszcze wolne.
    Dzień jest zbyt wiele, aby przygotować się do Świąt Bożego Narodzenia. Niektórzy spędzają cały dzień:
    Zobacz Disney Christmas Show (jeden z nas wszystkich do was wszystkich)
    Zobacz koniec TV Christmas kalendarze
    Udekoruj choinkę lub pakiet upominków
    Przejdź w kościele
    Wigilia (grudzień 24) jest wieczór przed Boże Narodzenie.
    Dzień jest również nazywany Little Christmas Day lub Wigilię.
    Wiele duńskich rodzin tradycji na wigilię.Najczęstszymi są:

    Jedzenie smażonych i indyków, gęsi lub wieprzowe, być może. w połączeniu z kiełbasą i / lub grønlangkål.
    Jedzenie z ciepłym sosem wiśniowym na deser w ten sposób przekazać migdałów prezent na szczęście znaleźć migdałów.
    Taniec wokół urządzone drzewo Bożego Narodzenia, śpiewając hymny świąteczne i kolędy.
    Części prezenty obecnie, która znalazła się pod choinką.

    Jak widac , nie dość, że DUńczycy obchodzą Wigilię, to jeszcze obchodą Wigilię Wigilii, najbardziej dla mnie zgadkowymi zwyczajami są
    1. indeksowanie Gnomów
    2. Testowania ozdóbek choinkowych
    3. Konfiguracja choinki samodzielnie wycietych w lesie.
    4. Oglądanie w telewizorze końca kalendarza

  74. Zofia napisał(a):

    Indoor,
    przygotowywanie świąt to nie siadanie do wigilijnej uroczystej wieczerzy jak w Polsce!
    Człowieku, ja tam bywam b. często, moi duńscy przyjaciele niebawem, w przyszłym tygodniu zwalają mi się do domu!
    Duńczycy w to generalnie protestanci (77,5% luteranie!), katolików tam mniej niż 1%, (ok. 0,65%)
    Nie wierzących ponad 10% i stale ich liczba rośnie.
    Społeczeństwo w praktyce obojętne religijne.
    *
    Kalendarz – to kalendarz adwentowy – odlicza się na nim czas do Bożego Narodzenia. Generalnie – dla dzieci.
    To co przytaczasz, to stare obrzędy samego Bożego Narodzenia z opisów etnograficznych i ew. specjalnie odtwarzane dla celów historycznych.
    Nie praktykowane w domach współczesnych Dunów. Poza choinką i prezentami. O wieczerzy wigilijnej – nikt nawet nie myśli.
    Indyka podaje się na ogół na obiad w I dzień świat.
    Więc nie pisz mi, że Duńczycy obchodzą wigilię, bo nie obchodzą.
    I nie przepisuj bezmyślnie tekstów z wikipedii.

  75. Indoor napisał(a):

    Po prostu żle dobierasz przyjaciół. Podejrzewam, że wedle klucza.

  76. Zofia napisał(a):

    Indoor,
    wg klucza? A jakiego?
    I niby dlaczego źle dobieram?
    Mam wybierać tylko takich, którzy są etnografami i święta robią wg podręcznika tradycji duńskich sprzed wieków?

  77. Zofia napisał(a):

    Pokićkały się zupełnie te święta!
    Zima była przed nimi, w wigilię – licho wie co, u mnie lał deszcz i zamarzał boi było -2 C – a teraz sztormy jesienne, 5+ C, śniegu ani śladu i grozi spadająca dachówka lub jakiś spróchniały korzeń drzewa w parku spadające na głowę, tak wieje!
    A mi się na dodatek jakiś przedłużacz elektryczny rozwalił w kuchni i biedzę się by uruchomić lodówkę. Kabelki sprawdzam i wszystkie wtyczki, by poszukać „awarii” kabelkowej. Gniazdka są w porządku, już je sprawdziłam.

  78. Torlin napisał(a):

    Ja akurat nic nie pisałem o Słowiańszczyźnie, bo nic nie wiem na ten temat i wątpię, aby były jakiekolwiek źródła. Pisałem u siebie wielokrotnie na ten temat. Zupełnie czymś innym są sprawy kulturowe.
    Im człowiek jest starszy, tym większą wagę przywiązuje do tradycji. Zosia ma rację, Wigilia w tym kształcie jest ewenementem charakterystycznym dla Polski i niewystępującym właściwie w innych krajach. Ale od dzieciństwa był to najważniejszy dla mnie dzień roku i – powtarzam – bez żadnych konotacji religijnych. Dla mnie bardzo ważne jest wspólny posiłek z najbliższymi, wszyscy elegancko ubrani; dzielenie się opłatkiem, choinka, potrawy wigilijne, indywidualne składanie życzeń, śpiewanie kolęd (tylko tekstów nie pamiętam), prezenty ładnie popakowane przynoszone przez długobrodego Mikołaja. Mam taki dziwny osobisty zwyczaj, że ja – wielbiciel absolutny karpia w galarecie – jadam go tylko na Wigilię i w czasie Świąt. W ciągu roku ani razu, nie chcę, aby mi spowszechniał.
    Teściowa mojej córki jest osobą bardzo religijną, ale będąc osobą miłą i wyrozumiałą spytała się już podczas pierwszej Wigilii kilka lat temu, czy nie będzie mi przeszkadzać, że wszyscy odmówią wspólną modlitwę. Oczywiście powiedziałem, że „nie będzie mi przeszkadzać”, tak że Wigilia co rok rozpoczyna się wspólną modlitwą, ja jedynie stoję.
    Wbrew temu, co niektórzy usiłują tutaj „stworzyć” jestem nieagresywnym ateistą, niechciałbym jedynie, aby religia zaczynała dominować nad moim życiem.

  79. Indoor napisał(a):

    Zofio! Prawdę powiedziawszy Twoje poglądy na tematy religijne to dla mnie jakby jakieś pomieszanie informacji zaczerpnietej z nieuważnie przeczytanej Wikipedii uzupełnionej (wobec braku odpowiednich dyrektyw UE) z materiałami informacyjnymi z XVII Zjazdu WKP(b), gdzie zrehabiltowano choinkę (pewnie jako wstep do układu Ribbentrop-Mołotow) a jednoczesnie zainicjowano wielką czystkę. Jesli Twoi znajomi w Danii mają podobne poglądy na tradycję chrzescijańskie, to zapewne informację czerpią z podobnych do Ciebie żródeł, co by mnie nie zaskoczyło. Tyle o „kluczu”.
    Zapewniam Ciebie i Torlina, że zwyczaje wigilijne polskie nie są żadnym ewenementem, tak sama wigilia jak róznie sposztrzegany i przestrzegany post wigilijny, kolacja o specyficznym dla kraju/regionu/rodziny menu i zwyczajach, pasterka i instytucja szopki są praktykowane w Europie, rózne elementy tych zwyczajów są obecne w róznych religiach reformowanych ( u Kalwinistów na przykład nie ma postu, ale niektórzy w dniu Wigilii mięsa nie jedzą, jest kolacja w gronie bliskiej rodziny o zmiennym menu i wręczanie prezentów).
    Jedyny znany mi zwyczaj, który chyba tylko w Polsce wystepuje to bardzo sympatyczne łamanie się opłatkiem.

  80. narciarz2 napisał(a):

    Ja napisalem:
    “Pan Onyszkiewicz wieszczył, ze władza już leży na ulicy, zaś gdyby próbowała się bronic, to “S” ma zapasy żywności w fabrykach i może strajkować tak długo, aż władza upadnie. Po wygłoszeniu tej kwestii pan Onyszkiewicz pospieszył do Gdańska, gdzie jak wiadomo dał się aresztować”.
    .
    Mawar napisal: „Ależ Onyszkiewicz miał racje.”
    .
    Nie wiem, czy „mial racje” dotyczy mojego pierwszego zdania, czy drugiego. Jesli drugiego, to bylby to zwrot w pogladach Mawara. Jesli pierwszego, to racja ta zostala udowodniona czynem, ale pewnie w ktorejs grze komputerowej.
    .
    Inne przyklady racjii Mawara: Rosomak ma pancerz jak durszlak, zas Palikot ukryl pieniadze w rajach podatkowych.

  81. Zofia napisał(a):

    Indoor,
    Ty totalnie mylisz wigilię jako dzień przed Bożym Narodzeniem i od wigilii – specjalnej uroczystej kolacji w gronie rodzinnym w przeddzień Bożego Narodzenia.
    Tak jak mylisz pewne obyczaje katolików, przypisując je społeczności protestanckiej.
    Zwyczaje polskiej wigilii (wieczerzy) są elementem polskiej i litewskiej kultury i mają charakter narodowy.
    I przy tym się będę upierać.
    Polscy protestanci, kalwini (którzy o sobie z reguły mówią – ewangelicy albo czasem – ewangelicy reformowani), metodyści, czy luteranie, zwłaszcza w małżeństwach mieszanych zasiadają do stołu wigilijnego, ale nie w ramach zwyczajów religijnych, lecz tradycji polskiego domu.
    Mogą też dzielić się opłatkiem, jak mają taką ochotę, nikt nie zabrania.
    U protestantów za zachodnią czy południową granicą – tego już nie ma.
    U luteran – nie ma żadnej pasterki czy postów. Jest natomiast praktykowane nabożeństwo wieczorne. I to dlatego, że są nabożeństwa tego typu w polskich kościołach rzymsko-katolickich.
    U metodystów na świecie, czy jak wolisz w Europie – nie ma. Tam świętuje się Boże Narodzenie 25 grudnia.
    Polscy kalwini – natomiast mają nabożeństwo wigilijne, ale na ogół w innych państwach takiego nabożeństwa się nie praktykuje.
    Polecam strony Wspólnoty Kościołów Protestanckich w Europie (CPCE) i wszystko, co dotyczy liturgii, a zwłaszcza wszelkich reform, jakim są obecnie poddawane.
    http://www.leuenberg.net/.....038;p3=231
    Do CPCE należy i Kościół Ewangelicko – Reformowany RP (kalwini) i Kościół Ewangelicko-Augsburski RP (Luteranie).

  82. Indoor napisał(a):

    „I przy tym się będę upierać.” To się upieraj. Według mnie Twoi duńscy przyjaciele na hasło „Zofia idzie” chowają indyka pod łózko, wylewają budyń ryzowy do kibla, przestaną się migdalić i wywracają oczyma: „Wigilia? Jaka Wigilia!”. Ja też bym wolał niż Ciebie przekonywać.

  83. Zofia napisał(a):

    Wigilia w Anglii nie jest dniem tak świątecznym, jak w krajach katolickich – zaczyna się świętować na samo Boże Narodzenie.
    Jeśli wigilia jest świętem, ale nie najważniejszym Bożego Narodzenia i a czasem nawet zwyczajem bardziej uroczystego wigilijnego posiłku, znanych m.in. także w Niemczech i na Węgrzech, to dlatego, że w krajach tych protestanci współmieszkają z katolikami i zawsze przy takiej mieszance wzajemnie są przyjmowane obyczaje jednych przez drugich.
    Niezależnie więc od wyznania, tworzy się wspólna tradycja narodowa.
    Zapomniałam dodać, że taką uroczystą kolację wigilijną, traktowaną jako największe wydarzenie świąt Bożego Narodzenia, poza Polakami i Litwinami kultywują też nasi południowi sąsiedzi Słowacy.

  84. Indoor napisał(a):

    W krajach anglosaskich generalnie nie ma wigilii. Z tego co wiem w Anglii w pewnym okresie nawet Boże Narodzenie było zabronione.

  85. Indoor napisał(a):

    Zapewniam się Ciebie Zofio, że w okolicach gdzie moi przodkowie mieszkali, dziadek był kantorem, cioteczny dziadek pastorem i w okolicach do Wiednia Katolika nikt na oczy nie widział od setek lat więc nie mogli się wmieszać, nie jedli mięsa w wigilie, była uroczysta kolacja w gronie rodzinnym, rozdawanie prezentów (przynosił je mały Jezus, dzwoniąc przy tym a nie jakiś ekumeniczny Świety Mikołaj). Ale może nie czytali Wikipedii lub komunikatów CPCE.

  86. jasnaanielka napisał(a):

    Ależ się dyskutanci zacietrzewili, żeby nie powiedzieć rozindyczyli i tokują świata nie widząc o wyższości Świąt Bożego Narodzenia…
    Ludzie, co za cholera na was padła w ten świąteczny czas!
    A za sto lat sprawa i tak będzie zupełnie bez znaczenia…
    Kto nie wierzy – niech sprawdzi :D

  87. Zofia napisał(a):

    Indoor,
    nie wiem czy kalwini nie widzieli katolików na oczy, obecnie na Węgrzech jest mniej niż 20% kalwinów i luteran, do katolicyzmu przyznaje się ok. 50%, 25% nie przyznaję się do żadnego wyznania.
    Przy takich proporcjach gdzieś się zetknęli niechybnie.
    Co do katolików w Wiedniu i w okolicach, to zapewniam, jest sporo, Austria to katolicki kraj, ok 70% ludności uważa się za katolików, chociaż praktykuje mniej niż 10%. Protestantów obecnie jest tam mniej niż 5%.
    Cesarstwo Austriackie uważane było za jeden z fundamentów europejskiego katolicyzmu.
    To co piszesz nijak ma się do historii Austrii.
    Zgodnie z tym co widziałam w katedrze św. Szczepana w Wiedniu w ub. roku – była i jest – katolicka.
    To jak jest tym brakiem katolików w Wiedniu i okolicach?
    *
    Poza tym dlaczego mnie wyzywasz?
    I to w czasie świąt, które są syntezą chrześcijańskiej miłości ponoć?

  88. Orteq napisał(a):

    Naprawdę Indoor. Żeby tak nic nie wiedzieć o historycznej katolickości Austrii. Przecież sam Adolf był katolikiem. Albo Żydem, jedno z dwoch. I dlatego przeprowadził się do Berlina żeby sie wziąć za jednych i drugich.
    :
    A w ogóle to napisz coś serio do Zofii. Wtedy dopiero ona to za żart wezmie. I sama nam tryśnie tak zwanym sofijskim humorem. Zamiast suchą bo koszerną jak maca wikipedią.
    :
    Wyzywania Zofii nie załapałem. Musi co kac swiąteczny meczy człowieka. Bo tylko kac jest niekwestionowaną syntezą chrześcijańskiej miłości. Ponoć.

  89. Orteq napisał(a):

    Zapopmniałem o stosownym linku.

    http://www.trinitarians.i.....ikiem_.htm

    Żydem natomiast był sw. Piotr. I to stoi w linkowanym linku jak byk. Czy Adolf się wywodził z rodu piotrowego w linii prostej tego nie doczytałem. Muszę kaca leczyc. Wciąż jeszcze nie dopity Drugi Dzień Świat trwa i trwa. Żeby jakoś dożyć do poniedziałku. Bo niedziela to też Święta!

  90. Orteq napisał(a):

    Przed chwileczką zadzwonił znajomy, który zna Ortega (czyli mnie) po pierwszym nazwisku. On blog Pana Ministra tylko czyta. Pisać nie umie. I rzucił mi w twarz, no niech już będzie w słuchawkę: sam się złapałeś w Prawo Godwina! I dłożył słuchawkę.
    :
    Jak tak pomyśleć to może i jest w tym coś na rzeczy. Bo to ja, nikt inny, przywołałem w dyskusji tę najgorsza, po komunizmie oczywiście, zarazę XX-go wieku. Muszę zatem ogłosić niniejszym, że przegrałem polemikę z kretesem. Zupełnie jak Paweł Luboński przegrał niedawno temu.
    :
    Zapomniałem tylko o co i z kim ja się spierałem. Te święta wyraźnie mi nie służą latoś.

  91. Mawar napisał(a):

    Szczesiul
    .
    „Gdybyś chciał z ROSYJSKIEJ rewolucji 1905 roku wyprowadzać nasz 11 Listopada 1918 roku to ja się z góry poddaje. Takiej Wyższej Szkoły Konnej Jazdy na Capach ja nie mam zaliczonej”.
    .
    Przypuszczalnie te capy to dla ciebie ciut za wysokie progi. :)
    Nastroje w Polsce były takie, że kiedy w listopadzie 1918 roku J. Moraczewski został premierem na Zamku Warszawskim zawisła czerwona flaga. Ale nawet chodząc do marnej szkoły musiałeś słyszeć o fundamentalnym podziale w polskim ruchu socjalistycznym po rewolucji 1905 r., która przecież miała także swą dramatyczną polską historię. Nie jest więc prawdą, że rewolucja 1905 roku była jedynie rewolucja rosyjską. Poza tym takie rozróżnienie nie miało wówczas większego sensu, ruch socjalistyczny był międzynarodowy. Właśnie po rewolucji 1905 r. pojawiła się (1906) PPS-Frakcja Rewolucyjna J. Piłsudskiego, której udział w odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku jest zupełnie oczywisty. Poćwicz na tych capach Szczesiul. :)

  92. Mawar napisał(a):

    Andrzej
    W związku z „Mawar: Pozostałość ukrył w rajach podatkowych, skąd teraz otrzymuje “pożyczki”. I z tych ważnych powodów dbała o wysokie standardy Platforma Obywatelska nie wszczyna żadnego rabanu”

    …. i twoim linkiem do info z TVN24 o nagrodzie „hieny roku” dla Cieśli i wycofaniu pozwów przez Palikota.
    .
    http://kataryna.blox.pl/2.....ringu.html

  93. Mawar napisał(a):

    N2
    .
    „Inne przyklady racjii Mawara: Rosomak ma pancerz jak durszlak, zas Palikot ukryl pieniadze w rajach podatkowych”.
    .
    Coś ci święta nie służą – i pamięć zawodzi. Nie pisałem o Rosomaku, a co do Palikota i rajów podatkowych, to nawet on się tego właściwie nie wypiera. Cham z Biłgoraja utrzymuje tylko, że tam je zainwestował. Prokuratura niby prowadzi śledztwo, ale przeciwko swoim to raczej nie będzie się przemęczać. Poza tym – raje podatkowe, temat baaardzo trudny.
    Tu jest coś na ten temat
    http://kataryna.blox.pl/2.....ringu.html

  94. Andrzej napisał(a):

    Tu jest coś na ten temat
    http://kataryna.blox.pl/2.....ringu.html


    No cóż „młodzi, wykształceni, z wielkich miast” tego nie kupują – jak pisze kataryna. Ja jestem tylko starszawy wykształciuch ze wsi.

  95. Mawar napisał(a):

    jasnanielka
    .
    „Skąd na miły Bóg Malczewski znał Lenina? Tego, po lewej…”.
    Bóg zna wszystkich, sztuka to jest jak krótkie zerknięcie przez dziurkę od klucza na prawdziwe (idealne) dzieło Stwórcy. Artysta jedynie odtwarza to co zobaczył.
    Poza tym Lenin też był na zsyłce, martyrologia w polityce zawsze popłaca. Istnieje teoria, że wystarczy 5-6 ogniw by połączyć dwie dowolne osoby żyjące teraz na świecie. Przy założeniu, że wystarczy podanie dłoni. Czy trudno byłoby połączyć np. administratora tego bloga z królową brytyjską. Spróbujmy: admin Bartek-W.Kuczyński-T.Mazowiecki-H.Kohl-Elżbieta II.

  96. Szczesiul napisał(a):

    Mawar,

    Te ogniwa, kilka ich tylko, to cały klucz do zrozumienia historii. Ty zdajśe się ich już subtelnie użyłeś w łączeniu rewolucji 1905 roku z Annus Mirabilis-Frakcja Rewolucyjna L. Balcerowicza. Spróbuję to graficznie czyli mniej subtelnie takim schematem twojego myślenia ogniwowego ująć: Myśl Mawara-Rewolucja Rosyjska 1905 – Największą Rewolucja Ludzkości 1917 – Czerwona RP 11 Listopada 1918 – Czerwony Annus Mirabilis 1989 (Frakcja Rewolucyjna L. Balcerowicza).
    .
    Dlaczego nikt tego schematu dotąd myślą nie ogarnął lotną? Ty jedyny, nad poziomy. Wzniosłeś sie. I ogarnąłeś. A ja precz na capach cwicze. Nie przyrownując, jak Andrzej. Starszawy wykształciuch ze wsi.

  97. jasnaanielka napisał(a):

    Mawar – 21:44
    Rozumiem!!! Lenin będąc na zsyłce dorabiał pozowaniem Malczewskiemu, jako polski zesłaniec! Genialne!!!
    Że też na to od razu nie wpadłam… Dziękuję.
    Dobranoc :)

  98. Mawar napisał(a):

    Szczesiul
    Dowcipnym się nie jest, a tylko czasem ewentualnie bywa. Próbuj dalej.

  99. Szczesiul napisał(a):

    Mawar,

    Jest albo doustnie albo dowcipnie. Ewentualnie, bywa i tak i tak. Nie powinieneś był zaprzestawać prób!

  100. Orteq napisał(a):

    Hejże! Na wyżyny jak widac nie tylko Mawar wszedł. Albo doustnie, albo dowcipnie… hehehe. Czy to nie jest tak jak w tym wierszyku?
    :
    W aptece nieśmiałe dziewczę
    zwraca się do aptekarki:
    poproszę o antykoncepcję
    dowcipną, lecz nie znam miarki.
    .
    Dowcipne? O co tu chodzi?
    A tak, dowcipne koniecznie,
    koleżanka mówiła z Łodzi,
    że będą bardzo bezpieczne.

    ::::::
    (Napisany 2008.11.26, Autor: mar_cepan)

  101. Szczesiul napisał(a):

    jasnaanielka,

    *
    „Rozumiem!!! Lenin będąc na zsyłce dorabiał pozowaniem Malczewskiemu, jako polski zesłaniec”
    *
    To było oczywiste od samego początku. Przecież Mawar otwartym tekstem napisał, że te wszystkie rewolucje od początku do końca były naszej, polskiej roboty. Malczewski to nie był zaden malarz. To był czysty rewolucjonista, mason i napewno Zyd. Zresztą współczesny Leninowi. Zapytajcie Bubla i on wam prawdziwe nazwisko Malczewskiego poda bez wahania.
    .
    Ja natomiast jeszcze coś widzę na tym obrazie Malczewskiego. Ty zauważyłaś, i Mawar to autorytatywnie potwierdził, że osoba trzecia z lewej na tym obrazie to Lenin. A dlaczego nie zauważyłaś nic specjalnego w osobie pierwszej z lewej? Przecież takie to oczywiste! Ten pierwszy z lewej to wykapany Szymon Kobyliński-Ostroróg. http://www.filmpolski.pl/.....p/167180_6

    Jak Kobylińskiego Malczewski przez dziurkę od klucza wypatrzył na zesłaniu prawie sto lat przed czasem? Mawar ci pewnie znowu powie, że Bóg zna wszystkich. No i pewnie będzie miał rację.

  102. Indoor napisał(a):

    Orteq! Co do katolickiego Wiednia to jest oczywista oczywistość i w zyciu bym inaczej nie twierdził, nie napisałem też nic innego (jakoś został ten komentarz posiatkowany, ale i tak pzostało w nim „do Wiednia”). Przecież stamtąd szła ta cała zaraza zwana kotrreformacją. Ale do rzeczy.
    Wbrew temu co niektórzy sugerują („Duńczycy to generalnie protestanci (75% luteranie!”)) to nie jest tak, że każdy Duńczyk w 75% jest Luteranem, tylko że ze 100 Statystycznych Duńczyków 75 Statystycznych Duńczyków jest statystycznym Luteranem. Podobnie to iż 25% Wegrów są Kalwinistami nie oznacza, że są Kalwinistami od kolan w dół (na przykład) tylko że ze 100 statystycznych Węgrów 25 statystycznych Wegrów to statystyczni Kalwiniści.
    Tyle, że rozkład statystyczny Kalwinistów na Wegrzech nie jest równomierny!
    Jest kilka silnych ośrodków na terenie Węgier (Debreczyn, Papa, Sarospatak – zwykle związanych ze szkolnictwem religijnym, z kolegiami) , ale zwarte obszary geograficznie zamieszkałe przez Kalwinistów to północne i wschodnie obrzeża zamieszkania ludności wegierskojęzycznej, obszary na terenie dziesiejszej Słowacji, Ukrainy i Rumunii, gdzie przynależność religijna częśto jest tożsama z narodowościa. Wiadomo na przykład – Wegier to Kalwinista, Katolik to Słowak. Dla Słowaków tak samo katolicyzm na tych terenach jest wyróżnikiem narodowości.
    Jednym z takich obszarów zamieszkałych w zasadzie wyłacznie przez Kalwinistów jest taka wielka wyspa na Dunaju (dokładniej południowa część wyspy), sięgająca od Bratysławy do Komarna, więc na spluniecie od Wiednia. Żeby docenić to zjawisko trzeba pamietać o metodach stosowanych przez kontrreformację, która polegała (między innymi) na systematycznym eliminowaniu duchowieństwa i pozostałych elit (np. nauczycieli). Zgarniano ich przez sto lat do Bratysłway, nastepnie na pieszo do Triestu (kawał drogi) i sprzedawano np. Turkom do niewoli. Cieplej niż na Syberii, ale o takich rodzinnych kolacjach wigilijnych jak u Małczewskiego, to mogli sobie tylko pomarzyc. Zwykle stali się galernikami. Społeczności te wówczas nauczyły się pozostać wiernymi i praktykujacymi Chrzescijanami – bez żądnego duchownego. A nawet pisać czytać nie zapomnieli. Czasami współnota przez kilkadziesiat lat zachowała wiarę bez duchownego na etacie. Myślę, że z tych powodów właśnie praktyka władz Czechosłowackich po IIWS polegająca na przesiedleniu całej inteligencji na Wegry (w tym mojego dziadka – nauczyciela i jego szwagra – pastora – to ten olimpijczyk w rzucie oszczepem) nie dało spodziewanych efektów i w dalszym ciagu mieszkaja tam Węgrzy Kalwiniści i Słowacy Katolicy.

  103. Orteq napisał(a):

    „Zwykle stali się galernikami. ”
    :
    Teraz dopiero zaczynam cos rozumieć z „Kandyda” Voltaire’a. Taki bulwersujacy mnie fragment z tej powiastki filozoficznej w trzydziestu rozdziałach
    :

    „Już w Turcji, Kandyd wykupuje Kakambę, po czym wsiada do szalupy, aby pospieszyć na ratunek Kunegundzie. W szalupie ku swojemu zdumieniu spotyka Panglossa i brata Kunegundy z Paragwaju, którzy wiosłują na niej jako galernicy.”
    http://www.medscape.pl/sh.....czna%29-p5
    Następne twoje wytłumaczenie nadało wreszcie jakis sens „Kandydowi”
    :
    „Społeczności te wówczas nauczyły się pozostać wiernymi i praktykujacymi Chrzescijanami – bez żądnego duchownego. ”
    :
    Bo Voltaire ufetował był czytelników taką rewelacją
    :
    „W drodze z Kadyksu przez Ocean Atlantycki do Buenos Aires staruszka, w odpowiedzi na narzekania Kunegundy, opowiada historię swojego życia, w którym, jak twierdzi, doznała o wiele więcej cierpień niż Kandyd i Kunegunda. Staruszka jest córką papieża Urbana X”
    :
    Ta żądza duchownych sięgała Piotrowego tronu i cały ten celibat nie był wart papieru na ktorym go nigdy nie pomieszczono w żadnej encyklice. Do dzisiaj nikt tego nie chciał po imieniu nazwać. Dzięki ci Indoorze za tę żądzę duchownych.

  104. Indoor napisał(a):

    Opowieść staruszki znam. Historia Kandyda w czasie mija się nieco z przeze mnie wspomnianymi wydarzeniami. Trzęsienie ziemi w Lizbonie było w roku 1755, a admirał Michiel de Ruyter zmarł w roku 1676. Żadza duchownych było zapewne na podobnym poziomie.

  105. Szczesiul napisał(a):

    Taka wrzuta, ni gruszki ni z choinki. To na marginesie Gospodarzonego niezłomnego przekonania, że dowództwo Polski Podziemnej miało pełną swobodę wyboru w lipcu 1944 roku. I mogło nie rzucić warszawskich dzieci na pewną śmierć, dając rozkaz do Postania. http://www.wiadomosci24.p.....35826.html
    *
    „Nie do końca zgadzam się z tezą, która w takim stopniu zrzuca winę za niepowodzenie na premiera Mikołajczyka. Prawda jest też taka, że nikt z dowództwa (ani tym bardziej z rządu w Londynie) nie zdawał sobie w pełni sprawy z sytuacji na froncie wschodnim i o tym, kiedy wybrać najdogodniejszy termin wybuchu powstania. Na przełomie lipca i sierpnia 1944 środkowa linia frontu wschodniego opierała się o Wisłę, północna o granicę z państwami bałtyckimi, a południowa o granicę z Rumunią. To był półksiężyc, zatem dalsze parcie na zachód w środkowej części frontu narażało Sowietów na prawdopodobne kontrnatarcie z północnego zachodu. Sowieci musieli zatem zatrzymać się na linii Wisły, żeby podciągnąć oba skrzydła frontu. Dlatego Wisłę przeszli dopiero w styczniu 1945. To był błąd rozpoznania sytuacji, bo przecież Polacy chcieli zaskoczyć powstaniem wkraczających do stolicy Sowietów (Polacy nie mogli jednak wiedzieć, że w razie wybuchu powstania Sowieci mogą wstrzymać działania wojskowe w rejonie naszej stolicy!). Powstanie być może wybuchło zbyt wcześnie, żeby zaskoczyć w ten sposób Sowietów, a decyzja o wyznaczeniu godziny „W” na 1 sierpnia o 17:00 podyktowana była nieprecyzyjnymi doniesieniami o ruchach sowieckich czołgów w rejonie na północny wschód od Warszawy, które to zresztą czołgi przegrały potyczkę (w rejonie Wyszkowa) z niemieckimi siłami pancernymi, bo w tym samym jednak czasie Niemcy ściągnęli na przedpola Warszawy dywizję pancerną SS „Hermann Goering”. Decydującym czynnikiem mogło być złe rozpoznanie, a tego Mikołajczyk wiedzieć nie mógł, poza tym, gdyby powstanie nie wybuchło, to w społeczeństwie panowałoby poczucie ogromnego rozgoryczenia, a może nawet przekonanie, że rząd londyński zawiódł zaufanie i nie wzniecił w odpowiednim momencie powstania. Nastroje społeczne były takie, że mieszkańcy stolicy rwali się do walki, premier Mikołajczyk i dowództwo w stolicy musiało się też liczyć z nastrojami wśród Polaków.
    .
    Przepraszam za ten przydługi komentarz, bo to się nadaje na tekst, ale kiedyś interesowałem się tematyką powstania i znam temat od strony militarnej.”
    *
    Artykuł Marka Ciesielczyka, pod ktorym powyzszy komentarz sie ukazał, tez wart jest przeczytania. Autor komentarza usunął swoj profil (29.07.2007 12:14)

  106. Orteq napisał(a):

    „Żadza duchownych było zapewne na podobnym poziomie.”
    :
    Indoor! Toś ty wiedział i nic nie powiedział? Bo ja nic nie wiedziałem i bzdury pisałem. Zaiste, „na podobnym poziomie” te bzdury. Bo zobacz na co ja się dałem złapać:
    „Staruszka jest córką papieża Urbana X”.
    Tak napisał Voltaire i ja, za niezliczonymi rzeszami innych, chętnie na te antyklerykalną dryndę się wdrapałem. I antycelibatowym wyswiechtuchem zamachałem. Ze niby jest celibat a tu staruszka, córka papieża Urbana X-go, i takie tam. Dopiero obcojęzyczna Wiki rozświetliła moją pomroczność grzeszną
    :
    „Pope Urban X is a fictional pope created by Voltaire in his book Candide. Voltaire did this in order to avoid any consequences that would be incurred upon him, for in Candide Pope Urban X has a bastard child. Voltaire makes it obvious that this pope is fictional by writing a footnote on the page where the fact of this illegitimate child is made.”
    *Notice how exceedingly discreet our author is. There has so far been no Pope called Urban X. He hesitates to ascribe a bastard to an actual Pope. What Discretion! What a tender conscience he shows!”"
    http://en.wikipedia.org/w.....pe_Urban_X
    :
    Voltaire więc całkowicie zmyślił papieża Urbana X-go, chcąc uniknąć konsekwencji za rzucanie bluźnierstwa, wręcz kalumnii, że papież mógłby mieć dziecko nazywane bękartem lub bastardem. Ten ostatni jest nieślubnym potomkiem królewskim. Często z bękartem mylony jest mamzer. Ten tylko w judaizmie występuje więc Volataire mamzera pozostawił w spokoju. Zapewne zgodnie z zasadą poprawności politycznej. Już wtedy zbierającą swoje ogłupiające żniwo.

  107. Mawar napisał(a):

    Szczesiul
    „Myśl Mawara-Rewolucja Rosyjska 1905″.
    .
    To tylko zbłąkana myśli udręczonego Szczesiula. Ignorancja kazała mu po raz kolejny powtórzyć, że rewolucja 1905 r. była tylko w Rosji. Prawdopodobnie nic go już nie przekona, jak pijaka w delirium, który wszędzie widzi białe myszki. Ale spróbójmy. Po wybuchu wojny japońskio-rosyjskiej (którą Moskwa zaczęła przegrywać) nastroje buntownicze pojawiły się i w Rosji i w Kólestwie Kongresowym. W Polsce najlepiej zorganizowani byli socjaliści, mając duże wpływy w fabrykach, więc byli najaktywniejsi. Endecja była przeciw lub kolaborowała z władzami. Kościół także był ostrożny, licząc raczej na reformy niż gwałtowne zmiany, czyli całkiem podobnie jak w okresie „Solidarności”. Krwawa niedziela była w Petersburgu, ale krwawa środa w Warszawie, kiedy zginęło ponad sto osób. Kilkadzisiąt osób zostało zastrzelonych i stratowanych przez Kozaków 1 maja 1905 roku. Przez cały ten rok wybuchały strajki, łacznie ze strajkiem generalnym w grudniu 1905 r. Możesz to Szczesiul zapamietać mnemotechniczne, to łatwiej, poprzez skojarzenie z białymi myszkami. :)

  108. Mawar napisał(a):

    Szczesiul
    .
    „To było oczywiste od samego początku. Przecież Mawar otwartym tekstem napisał, że te wszystkie rewolucje od początku do końca były naszej, polskiej roboty”.
    .
    Jeśli podasz link do miejsca, gdzie jakoby napisałem „że te wszystkie rewolucje od początku do końca były naszej, polskiej roboty” (nie powinno to być trudne bo jakby miałem pisać „otwartym tekstem”), to odwołam stwierdzenie, że jest zwykłym oszustem i kłamcą.

  109. Mawar napisał(a):

    jasnaanielka
    Rozumiem!!! Lenin będąc na zsyłce dorabiał pozowaniem Malczewskiemu, jako polski zesłaniec! Genialne!!! Że też na to od razu nie wpadłam… Dziękuję”.
    .
    Sorry, że się zawiodłaś, to moja wina, powinien tam być taki znaczek :). Ale z drugiej strony, gdybyś na obrazie Malczewskiego zobaczyła twarze Kuby Wojewódzkiego i Szymona Majewskiego to byłoby ci weselej, czy smutniej? No to powiedz, kto po latach rozróżni te dwie proste fizjonomie? Ci dwaj dżentelmeni są tak typowi, że za lat 50 mogą posłużyć innemu malarzowi za wspólny archetyp antykaczystowskiego rewolucjonisty medialnego. Całkiem jak Lenin, z fizjonomią typową dla swoich czasów. W przypadku K. Wojewódzkiego mamy dodatkowy smaczek – gość pochodzi z czerwonej dynastii, więc dla potomności będzie jasne, że stał po właściwej stronie – oczywiście w sensie idei, nie zaś szmalu. :)

  110. Indoor napisał(a):

    Lenin u Małczewskiego to motyw powracający.
    http://artyzm.com/obraz.php?id=7153

  111. Indoor napisał(a):

    Albo tu
    http://upload.wikimedia.o.....muza_1.jpg

  112. Orteq napisał(a):

    Indoor,

    Lenin powracający zwycięską bo zdwojoną falą. Przecież ta druga osoba to Nadieżda.

  113. Szczesiul napisał(a):

    Mawar,
    Ten kto podobno wedlug ciebie „jest zwykłym oszustem i kłamcą” rzeczywiscie ma o to do ciebie do dzisiaj pretensje. Ale mnie nic do tego! Wiec ja do tematu “Myśl Mawara-Rewolucja Rosyjska 1905″ od razu weksluje.
    .
    Widze, że korzystałes ze zrodła z ktorego i ja korzystam. Inne tylko podtytuły wziałes do uzytku pod hasłem „Rewolucja rosyjska 1905 roku”. Bo pod takim hasłem ta rewolucja istnieje w historii. Jako że kazdy cap, a już napewno każdy kacap wie, że to była rewolucja ROSYJSKA. Polski z reszta wtedy nie było na mapie świata więc o czym tu mowa. Zapis w Wiki o tej rewolucji tak się zaczyna
    *
    „Rewolucja rosyjska 1905 roku – ogólnokrajowy spontaniczny zryw skierowany zarówno przeciw rządowi, jak i przeciw przemocy państwa wobec obywateli. Wydarzenie to uważa się za początek zmian ustrojowych w Rosji, prowadzący do rewolucji 1917 roku.”
    http://pl.wikipedia.orf/W....._1905_roku
    *
    Ty jeszcze się wysiliłes na taka upierdliwość
    *
    „nastroje buntownicze pojawiły się i w Rosji i w Królestwie Kongresowym. W Polsce najlepiej zorganizowani byli socjaliści”
    *
    Tutaj to już jest twoje typowe przeciskanie gówna przez szpare. Takie zwyczajne podstawianie nogi przez żabę wtedy gdy konia kuja. No bo jacy wstrętni sa ci polscy socjalisci. Najlepiej zorganizowani! To oni zadecydowali o zaistnieniu komunizmu i w 1917, i w 1918 (czerwona flaga Moraczewskiego!). A nawet i w PKWN 1944. Nieubłagana konsekwencją tego wszystkiego jest do dzisiaj trwający „układ”. Ten zaś musi być rozbity przez Macierewicza dokładnie o ten wyszczerbiony kant (dziękuję jasnaanielko) okrągłego stołu.
    .
    Dlaczego zapomniałeś Gospodarzowi przy tej okazji dowalić? Byłby ci ani chybi wdzięczny!

  114. maciek.g napisał(a):

    Szczesiul,
    Ja kiedy modny był temat powstania na tym blogu pisałem na ten temat. Nie będę teraz tego powtarzał, ale ogólnie to bardzo łatwo krytykować po fakcie, gdy znamy wiele faktów i wyniki działań z dokumentów historycznych. Tej wiedzy wówczas nie było. Pisałem że były by duże problemy z powstrzymaniem wybuchu powstania / bowiem nastroje były takie, że mogło dojść do spontanicznych działań do których przygotowani ludzie by się dołączyli, tym bardziej, że Rosjanie i związane z nimi ugrupowania partyzanckie robiły wszystko by ten wybuch sprowokować/. Teraz wiemy, że rację mieli przeciwnicy powstania, ale gdybyśmy żyli w tym czasie to takiej pewności byśmy nie mieli. Pisałem, ze wszyscy kupili Radziecką informację, że trzeba było podciągnąć prawe i lewe skrzydło i że na to potrzeba było dwa miesiące czasu!!!. Ta konieczność podciągnięcia to taka półprawda, owszem było to konieczne, ale na to nie potrzeba było tyle czasu i,le to trwało i w czasie tego trwania nie trzeba było zmieniać kierunku ofensywy. Jest absolutnie jasne, że fanatyczne tłumienie powstania przez Niemców było dla ZSRR korzystne i oni korzystali tylko na tym fakcie. /Pewnie tylko szlag ich trafiał, że to tak długo trawa/

  115. maciek.g napisał(a):

    A teraz o aktualnych sprawach. Przeczytałem sondaż na temat poparcia dla PO i okazało się że w drugim roku ich rządów drastycznie spadło poparcie. Widać znów jasno, że decydujący wpływ mają media i artykuły w nich pisane , a nie analiza działań i skutków. Jestem pewny, że na ten spadek decydujący wpływ ma tzw „afera hazardowa” /która tak na prawdę żadną aferą nie jest/ i przedstawianie nieprawdziwe jej w mediach / robienie z igły widły/.
    Wyrzucając natychmiast /głównie dla celów minimalizowania strat politycznych , bo o to chodziło/ wysoko ustawionych ludzi z PO wg mnie nie przyniosło oczekiwanych skutków /choć chwilowo zamknęło możliwości jechania na PO PiSowi / bowiem wielu ludzi utwierdziło że ci ludzie faktycznie są zamieszani w potężną aferę lobującą na rzecz hazardu i teraz nic ich nie przekona że tak nie było. Lepsze by było udzielenie im nagany za niefortunne wypowiedzi przechwycone przez podsłuch i utrzymywanie na stanowiskach do czasu wyjaśnienia sprawy przez prokuraturę, dając wyraźnie do zrozumienia opinii publicznej że w przypadku potwierdzenia zarzutów zostaną natychmiast wyrzucenia z partii / i oczywiście pozbawieni stanowisk/. Tusk zresztą już nie pierwszy raz pospieszył z działaniami by pokazać standardy PO / błąd zastąpienia Ćwiąkalskiego Czumą /
    Tymczasem dopiero w tym roku można było stwierdzić że Rostowski miał rację w swej polityce finansowej

  116. Bekas napisał(a):

    „Polityka finansowa”:
    http://finanse.wnp.pl/w-p.....1_0_0.html
    Wiem, że to co teraz napiszę, to wyraz mojej pychy, zarozumialstwa, ale taką „politykę”, to i ja prowadzić umiem!

  117. Torlin napisał(a):

    I co wynika z takiego bezsensownego komentarza Bekasie? Cały artykuł jest zbiorem cyfr i liczb bez żadnego komentarza, bez żadnego uzasadnienia i wyjaśnienia. Że „nie powinniśmy się zadłużać” jest takim samym lotnym hasłem, jak „wszyscy powinniśmy być szczęśliwi” i „wszyscy powinniśmy być zdrowi”. Wystarczy spojrzeć, jak Zachód z USA na czele zadłuża się w obliczu kryzysu na poczet przyszłych pokoleń. Ale żeby skomentować aktualną politykę finansową ministra Rostkowskiego trzeba być obiektywnym.

  118. Paweł Luboński napisał(a):

    Maćku, ja też o tym pisałem, ale też się powtórzę.
    .
    „Byłyby duże problemy z powstrzymaniem wybuchu powstania, bowiem nastroje były takie, że mogło dojść do spontanicznych działań do których przygotowani ludzie by się dołączyli”
    .
    Nonsens. Gdyby miało dojść do spontanicznych wystąpień, to doszłoby do nich nieco wcześniej, kiedy przez Warszawę przetaczały się w odwrocie rozbite jednostki Wehrmachtu, Niemcy byli w panice i wyglądali na całkowicie pokonanych. A nie 1 sierpnia, kiedy zdążyli się już wziąć w garść, przywrócili dyscyplinę, a przez miasto przechodziły ich pancerne dywizje szykujące się do przeciwnatarcia.
    AK to było wojsko i bez rozkazu mogła ruszyć co najwyżej jakaś garstka awanturników.
    .
    „Wszyscy kupili radziecką informację, że trzeba było podciągnąć prawe i lewe skrzydło i że na to potrzeba było dwa miesiące czasu!!!”
    .
    Niekoniecznie dwa miesiące, ale to prawda. W pierwszych dniach sierpnia w rejonie Radzymina Niemcy niemal w całości zniszczyli sowiecki korpus pancerny, który zapędził się pod Warszawę. Na przyczółku pod Magnuszewem do połowy sierpnia trwały ciężkie walki i były momenty, gdy Niemcy byli bliscy jego likwidacji. Zaopatrzenie szwankowało, bo wydłużyły się linie dowozowe, a sowieckie lotnictwo nie było w stanie udzielić wojskom lądowym wsparcia, bo lotniska zostały za daleko z tyłu.
    Owszem, z czysto wojskowego punktu widzenia Sowieci przy dużej mobilizacji byli w stanie podjąć poważną ofensywę na Warszawę gdzieś w pierwszej dekadzie września. I nie zrobili tego.
    Tylko zwracam uwagę, że do tego czasu najgorsze i tak już się stało. Już było po masowych mordach na Woli i Ochocie, Stare Miasto leżało w gruzach, zginęło dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy ludzi.

  119. Bekas napisał(a):

    Torlinie.
    Po co to mam komentować?
    Liczby, to liczby.
    Mówią same za siebie.
    I jaką politykę???
    Zadłużać INNYCH POTRAFI KAŻDY.
    To nie jest żadna sztuka!
    A że to doprowadzi do Kryzysu???
    Łej, przecież ja kosztów tego kryzysu nie poniosę!
    Podatniki-niewolniki niech się martwią!
    Ja jestem Ekonomista Rządowy Ekspert!
    Sobie krzywdy nie zrobię!
    I uwaga.
    Piszesz: „nie powinniśmy się zadłużać”, a ja zwracam uwagę, że nie ja się zadłużam, a JESTEM ZADŁUŻANY. Bez mojej zgody. Taka malutka różnica.
    I rada.
    Załóż własną firmę (jeśli jeszcze nie masz).
    Zatrudnij na dyrektora finansowego któregokolwiek z ministrów finansów.
    I prowadźcie Twoją firmę DOKŁADNIE tak samo, jak prowadzona jest Polska.
    Życzę powodzenia!
    Tyle.
    Przy okazji.
    Jest taka książeczka dla młodzieży:
    „Przygody Jonatana” by Ken Schoolland.
    Przeczytaj, polecam!
    Bardzo pouczająca lektura.
    Tutaj masz fragmenty:
    http://www.prokapitalizm......atana1.pdf

  120. Szczesiul napisał(a):

    Maciek,
    *
    „Pisałem że były by duże problemy z powstrzymaniem wybuchu powstania…Teraz wiemy, że rację mieli przeciwnicy powstania…etc”
    *
    Jakże potrzebne wejscie. Ujawniające nieznanego autora przytoczonego komentarza z 2007 roku. I zarazem tłumaczącego powody, dla których profil autora został usuniety. Gdyż on zaraz po napisaniu o dużych problemach z powstrzymaniem wybuchu ‘dowiedział się’, że rację mieli przeciwnicy powstania. Więc usunął profil. Ale komentarz pozostawil! No bo może coś w nim jednak jest na rzeczy?
    .
    Niedważalną prawdą jest twoje inne stwierdzenie: „bardzo łatwo krytykować po fakcie”. Dotyczy ono nas wszystkich. Ciebie, mnie. Nawet Pawła. No i oczywiście Pana Ministra. On do dzisiaj bowiem od czci i wiary odsądza dowódców podziemnej Polski za podjęcie decyzji wzniecenia powstania. A przecież jako byly minister napewno wie, że niektóre decyzje podjęte być muszą. Chociażby ze względu na tzw. impoderabilia.

  121. Orteq napisał(a):

    Maciek.g

    Czy już jest wystarczająco wiadomo, że Rostowski miał rację w swej polityce finansowej? Czy też stwierdzamy to tylko dlatego, że bardzo łatwo jest krytykować po fakcie? Więc w ogóle nie krytykujmy?
    :
    Torlin

    „żeby skomentować aktualną politykę finansową ministra Rostkowskiego trzeba być obiektywnym.”
    :
    Ja bym tam Bekasa za brak obiektywizmu do IPN nie meldował jeszcze. Na tym blogu brak obiektywizmu to wręcz zaleta. Ot choćby tacy, nie przyrównując, krytycy Gospodarza. Od czci i wiary odsądzający „układ” za fakt wprowadzenia Planu Balcerowicza. Im też należy się miejsce pod Słoncem. Bo kto wie, może jak czasu jeszcze trochę więcej upłynie to każdemu będzie łatwo krytykować po fakcie? I ten Plan roztrzaskany zostanie o wiadomy kant wiadomego Stołu wspólnym POPiSowym wysiłkiem POprawiaczy historii. I układowy rząd Kiereńskiego zostanie nareszcie obalony, po strzale z Aurory. I zapanuje ustrój Wiecznej Szczęśliwości Ludu Pracującego Miast i Wsi.
    :
    Hej, a dlaczego nie pójść na całego? I nie spróbować utrzymania umiłowanego numeru RP III? Bo ten numer RP IV to taki, wicie rozumiecie, trochu na wyrost jakby był.

  122. Indoor napisał(a):

    Orteq! Powracając na chwilę na Włodzimierza Iljicza Małczewskiego chciałem zwracać uwagę, że prawdziwego Lenina wyróznia (jak się okazuje) nie wysokie czoło i bródka lub ogólnie fizjonomia, tylko CZAPKA. Czapka leninówka. Oczywiscie czapka bez przesady. Na załaczonych obrazach CZAPKI brak. Oto dowód. Co do przesady w sprawie czapki doszło do tego na Wegrzech, gdzie w miescie MIskolc oddano Wodza odlanego w brąz co miał dwie czapki (leninówki) jedną na głowie, zaś drugą dzierzył w dłoni, nieco mietą. Jakoś uszło uwadze wszelkim komisjom weryfikacyjnym, pewnie niektórzy zauwazyli, ale albo nie mieli odwagę wyrażać się krytycznie, albo se pomysleli „dobrze mu tak” i na taki wybryk zwróciła uwagę dopiero pewna niewinna istota (jak w bajce Andersena) mianowicie kandydat – pionier jeszcze bez czerwonej chustki, bowiem PASOWANIE na pioniera miał nastapić przy okazji oddania wodza z brązu do użytku. Ów kandydat stał w pierwszym szeregu (czekając na pasowanie) i nagle krzyknał : „Na czaja mu ta druga hupka” albo jakoś tak, oczywiście po wegięrsku. I nastapił ogólny rechot. Więc owszem czapka. ale bez przesady.

  123. Orteq napisał(a):

    Indoor,

    My tu o poważnych sprawach, RP, PR i PO, a ty z jakimś na czaja mu ta druga hupka wchodzisz. Czy nie mógłbyś się do Bekasowego “Przygody Jonatana” by Ken Schoolland odnieść? Bo ja nie mam czasu. A to taka ładna książka dla dzieci miast i wsi. Sam JKM sie w niej zaczytuje przy kazdej wolniejszej chwili.

  124. Torlin napisał(a):

    Ortequ!
    Mnie przy obiektywizmie w krytyce w tym momencie szło o rzecz skrótową: obciążanie Rostkowskiego o zadłużanie gospodarki, kiedy to cała lewica bije w niego jak w bęben, że wzorem przywódców zachodnich nie zadłużył Polski jeszcze bardziej – pachnie schizofrenią.

  125. Paweł Luboński napisał(a):

    Torlinie, ale przecież Bekas to nie żadna lewica. On ma inną receptę na bolączki naszej rzeczywistości. Mniej więcej taką:
    Hop, siup, od 1 stycznia państwo nie łoży na szkoły, pomoc społeczną, renty, emerytury, publiczną służbę zdrowia i tym podobne socjalistyczne bzdury. Budżet państwa ulega wielokrotnej redukcji, więc nie ma mowy o zadłużeniu, wprowadzamy podatek liniowy 5%, a może 3% – na wojsko, policję i sądy wystarczy. Wszyscy mają mnóstwo pieniędzy, wydają je według własnego uznania i żyją długo i szczęśliwie.

  126. Paweł Luboński napisał(a):

    Aha, zapomniałem dodać – na wypadek, gdyby się komuś to nie podobało, siły prewencyjne otrzymują ostrą amunicję.

  127. Indoor napisał(a):

    Orteq! Nie będę w kółko się powtarzał. Na razie widzę realizacji moich czarnych przepowiedzi: płatne reklamy rządowe (tego nawet AWS nie wymyslił) o absurdalnej treści: „Ludzie! Śpicie? No to zgaście światlo!” jako wyraż wdzięczności mediom. Jest za co.

  128. Orteq napisał(a):

    Torlinie!

    To ze Rostkowski nie zadłużył Polski jeszcze bardziej, mnie nie schizofrenią pachnie tylko dziczyzna. Bo bekasy to dzikie ptactwo, prawda?.
    :
    A w tym bekasowym: „JESTEM ZADŁUŻANY. Bez mojej zgody” jest coś na rzeczy. Ostatnio, w czasie Świat zresztą, miałem, telefon z banku. Admistrator mojej Master Card wyłapał bowiem, że w dniu tzw. Boxing Day Sale moja karta kredytowa była używana bez opamiętania w mieście bardzo daleko położonym od mojego miasta. Ktoś się włamal w moje konto kredytowe i pozwalał sobie jak na burej suce. Byłem tam ZADŁUŻANY bez mojej zgody!
    :
    Tak ze i Bekas coś na rzeczy ma. On bardzo nie lubi, jak mu się jacyś Rostkowscy, czy inne wesołki, włamują w jego konto kredytowe. I używają na nim jak na burej psinie. Jak się ostatnio nie bez bólu okazało, ja też tego nie lubię.

  129. Bekas napisał(a):

    To-to!
    Jak się nie ma argumentów, to trzeba w cyrkowe tony uderzać.
    „Wszyscy mają mnóstwo pieniędzy”
    Teraz mają, że aż hej, prawda Pawle???
    „siły prewencyjne otrzymują ostrą amunicję.”
    A teraz Polityka Miłości, prawda Pawle???
    Służby podsłuchują każdego, Policja Skarbowa tylko czeka na rozkaz…
    Ech, jak to fajnie jest w tym socjaliźmie!

  130. Bekas napisał(a):

    -Gnoju, nie drzyj się!
    -Oddaj mi stówę, co mi ukradłeś, Finansiak!
    -Ludek, nie rzucaj się, bo się zdenerwuję bardziej! Zresztą o co ci chodzi, bęcwale???? Gdybym słuchał moich kompanów z bandy, to zabrałbym ci całą kasę jaką masz!
    Ruszył w stronę monopolowego. Gdy wchodził, odwrócił się jeszcze do ryczącego szczeniaka i rzucił z szelmowskim uśmiechem:
    -Więc widzisz, że mogłem cię całkiem ogołocić, a nie zrobiłem tego. Taki jestem dobry, brachu! Się mie nagroda a nie kara należy! Apropos! Następną razą noś więcej forsy ze sobą, koszta mię rosną!

  131. Indoor napisał(a):

    Orteq! A jak udowodnis, że to nie Ty?

  132. Zofia napisał(a):

    Ja nie o finansach, ale polityce zagranicznej Polski.
    Właśnie padł kolejny mit naszego MSZ, że w nowym szefie dyplomacji niemieckiej mamy sprzymierzeńca, zwłaszcza w amorach Polski z USA w NATO.
    Tak się składa, że liberalny minister został dokładnie spacyfikowany przez chadecką Merkel i nawet na centymetr nie odstąpi od inii, jaką Niemcy wyznaczyły swojej dyplomacji wobec NATO i USA, jeszcze w poprzedniej koalicji z SPD:
    http://wiadomosci.gazeta......zczyt.html
    Mogę tylko po raz enty wyrazić ubolewanie, że nasze służby dyplomatyczne są obecnie tak infantylne, iż powinny być w przedszkolu a nie na arenie światowej czy europejskiej polityki.
    Od dawna zwracam uwagę (vide – mój blog), że Niemcy mają mnóstwo zastrzeżeń wobec poczynań USA w NATO i nie mają zamiaru ulegać choć na krok Amerykanom. Sygnalizowała to nader dobitnie Angela Merkel w bardzo emocjonalnym wystąpieniu na światowej Konferencji Bezpieczeństwa w lutym tego roku.
    Na stanowisko Niemiec nie wpłynęła zmiana koalicjanta, na co liczył szef polskiej dyplomacji, nadzwyczaj proamerykański Radek Sikorski.
    Jestem niemal przekonana, że rozdźwięk w stosunku do USA i pozycji Stanów Zjednoczonych w NATO – między Polską a trzonem starych państw Unii Europejskiej – będzie się pogłębiał i przysporzy Polsce wiele niepotrzebnych perturbacji.
    Podobnie reakcje Polski na zacieśnianie współpracy gospodarczej czy militarnej z Rosjanami – będzie powodem podobnych animozji.

  133. Orteq napisał(a):

    Indoor,

    To proste jak mózg ciecia od pilnowania kart kredytowych. Ja bym na SWOJEJ karcie kredytowej nie używal jak Rostkowski używa na burym Bekasie. Nawet jakbym się znalazł w drugi dzień Świat w mieście daleko położonym od mojego miasta. I to tylko po to, by korzystać z dobrodziejstw Największej Wyprzedaży Roku. To i tak bym tej burej sobace pofolgował. No a gdybym nie pofolgował to wtedy całą filozofię Bekasa, JKM-a oraz Adama Smitha można by było już zacząć roztrzaskiwać o sam wiesz co. Co niewątpliwie niektórzy nasi sPOlegliwi blogowicze chętnie już czynią. W imię Jedynie Słusznej Drogi.

  134. maciek.g napisał(a):

    Pawle ,
    Pamiętaj, że decyzja i jej realizacja trochę różnią się w czasie , a na wojnie sytuacja zmienia się z dnia na dzień. Decyzje o wybuchu podejmowano właśnie wtedy gdy przez miasto jechali cofający się Niemcy wyglądający na pobitych. Dlatego wysłano Montera by sprawdził jak wygląda sytuacja na prawym brzegu Warszawy. On zobaczył tam Radzieckie czołgi i nie upewniwszy się, że to nie rekonesans, podał informację, że Rosjanie już na prawym brzegu Wisły. Sztab dostawszy informację Montera musiał błyskawicznie decydować – powstanie czy odpuszczamy. Dosłownie trochę później już sytuacja naocznie wyglądała inaczej, ale rozkazy poszły / czytałem, że zastanawiano się nawet czy nie próbować jakoś to zatrzymać/. Na prawdę wszystko nie było takie proste. Natomiast sprawdź sobie ile czasu potrzeba na wojnie by podciągnąć brakujące zaopatrzenie , paliwo amunicje itd. Wystarczy to posprawdzać by mieć pewność, że brak działań na Lini Warszawa nie wynikał z problemów wojskowo-technicznych , a głównie z powodów politycznych. To, że były powody polityczne jasno wskazuje nieustępliwe stanowisko Moskwy na temat międzylądowań samolotów niosących pomoc Warszawie./ Mimo, że było wiadomo, że to nikła szansa na uratowanie powstania/

  135. maciek.g napisał(a):

    Orteq,
    Dla mnie jest to jasne, że działanie Rostowskiego dla Polski były słuszne, i dziwię się, że tego nie zauważasz. Gdyby poszedł za radami z prawa i z lewa to obecnie deficyt byłby dwucyfrowy i ryzyko katastrofy finansowe było by realne. / Pożyczone pieniądze trzeba by oddawać z procentami i pułapka mogła by się zamknąć /

  136. Bekas napisał(a):

    „Pożyczone pieniądze trzeba by oddawać z procentami…”
    Halo, halo, pobudka, tu Rzeczywistość! Się oddaje!
    „Koszty obsługi długu Koszty obsługi długu, szacowane są na ok. 27,9 mld zł (2,7 proc. PKB) i 33,7 mld zł (2,7 proc. PKB) w 2009 r.”
    http://www.finanse.egospo.....,48,1.html
    „…i pułapka mogła by się zamknąć”
    Halo, halo, pobudka, tu Rzeczywistość! Się zamyka!
    „Prezes BCC Marek Goliszewski uważa, że poziom zadłużenia Polski i Polaków zaczyna być niebezpieczny dla przyszłości kraju. Wpadamy w pułapkę zadłużeniową, tak jak za Gierka. Według danych BCC, w 2002 roku dług dewizowy Polski wyniósł 29 mld USD. W 2006 roku sięgnął 42 mld USD. Według BCC w 2007 roku potrzeby pożyczkowe państwa szacowane są na 45 mld 266 mln zł netto. Zdaniem wielu ekonomistów, spiętrzenie płatności w przyszłych latach może być groźne dla przyszłych budżetów.”
    O apelu ekonomistów zamieszczonym w GW nie wspominam. Bo wspomniał o nim sam Torlin. (link na blogu) I nawet pytanie postawił Gospodarzowi. Gospodarz nie odpowiedział…
    Swoją drogą.
    Drodzy Relatywiści!
    Jak się zabiera komu coś bez pytania, to jak się to nazywa???
    PS
    Pomijam fakt, że jakby ktokolwiek posłuchał rad z prawa, to deficytu od dawna by nie było.
    A z tym dwucyfrowym, to coś jest na rzeczy. Niektórzy twierdzą, że podany deficyt jest taki tylko dzięki sztuczkom księgowym, a tak naprawdę sięga 90 milijardów.

  137. Paweł Luboński napisał(a):

    Maćku, przykro mi, ale co do szczegółowych okoliczności podjęcia decyzji o powstaniu, to się mylisz. Niedawno odświeżałem sobie tę wiedzę, więc jestem na bieżąco. Rozkaz do powstania został wydany w przeddzień, kiedy nie było już żadnych oznak dezorganizacji po stronie niemieckiej, a Monter nie widział osobiście żadnych sowieckich czołgów nad Wisłą. Dostał tylko meldunek o pojawieniu się ich patrolu, i to nie na prawym brzegu Wisły, lecz na dalekich przedpolach Pragi. Akurat w tym czasie trwało już na wschód od Warszawy skuteczne niemieckie kontruderzenie.
    Nie ma żadnych wątpliwości, że decyzja o powstaniu została podjęta z motywów politycznych, pochopnie i pomimo braku poważnych przesłanek natury wojskowej. Również wtedy byli ludzie, którzy to rozumieli.
    Jasne, że Sowieci nie mieli zamiaru ratować powstania i wcale tej winy z nich nie chcę zdejmować. Twierdzę tylko, że nawet przy najlepszych chęciach mogli je uratować dopiero w momencie, gdy chyliło się ku upadkowi, a nieodwracalne straty już były poniesione.
    W Polsce funkcjonuje mit wszechmogącej Armii Czerwonej, która ma zawsze pod dostatkiem ludzi, sprzętu i amunicji. Nie dziwi cię, że potem, gdy powstanie i tak już upadło, Sowieci stali nad Wisłą jeszcze ponad trzy miesiące, mimo że tak im się spieszyło do Berlina?

  138. Paweł Luboński napisał(a):

    Bekasie, tak z ciekawości, co to były za rady z prawej strony, których nie posłuchano? I kto ich udzielał?

  139. Orteq napisał(a):

    Bekas,

    Prawo nie jedno ma imię. Dołóż do niego sprawiedliwość i masz deficyt jak w Kredyt Bank. Całe szczęście że jeszcze istnieje prawdziwie prawe prawo. Nazywa się się to Prawo Dżunglii. Tam dzikie ptactwo ma się doskonale. Nie ma dwucyfrowego deficytu!
    :
    Tak na marginesie. To ilocyfrowy jest dług dewizowy Polski 29 mld czy 42 mld, albo i 45 USD? Tylko wtedy jest dwucyfrowy gdy naprawdę sięga 90 milijardów? Też jakies sztuczki księgowe?

  140. Indoor napisał(a):

    Zaraz milijardów czy megałokci?

  141. maciek.g napisał(a):

    Pawle,
    Z tą informacją że Monter wziął ją z drugiej ręki jest trochę różnie zależnie od źródeł z jakich się korzysta. Czytałem, że Monter osobiście pojechał na rowerze by sprawdzić informację.
    To, że czekano jeszcze trzy miesiące wynika po prostu z faktu, że z powodu wybuchu powstania zmieniono plany działań i pierwszeństwo uzyskały działania na innym kierunku. Dowództwo radzieckie uzyskało zapewnienie od sojuszu Angielsko Amerykańskiego, że Berlin będzie zdobywany przez armię Czerwoną nie było więc powodów do pośpiechu.
    Mimo upływu tylu lat w dalszym ciągu nie mamy z powodów politycznych pełnej jasności odnośnie wybuchu powstania.
    Oczywiście czynnik polityczny był w tym względzie bardzo istotny bowiem rząd Londyński zdawał sobie sprawę, że gdy Rosjanie wkroczą to ich na pewno do rządzenia nie zaproszą. Jednak jak czytałem nie wydał decyzji arbitralnie a pozostawił ja dowódcom powstania.

  142. Indoor napisał(a):

    Proponuję przejśc w liczeniu długu publicznego na megamendel, jest to 1/4 megakopy. Gdybyśmy w ten sposób podawali zadłużenie głowę dam, że nikt by się nie połapał. Można by jeszcze jednego milijarda odstapić KE i ogłoszono by Polskę Mistrzem Świata gospodarności a minister Rostowski dostałby Oscara od Rynków.

  143. Mawar napisał(a):

    Szczesiul
    „Tutaj to już jest twoje typowe przeciskanie gówna przez szpare. Takie zwyczajne podstawianie nogi przez żabę wtedy gdy konia kuja. No bo jacy wstrętni sa ci polscy socjalisci. Najlepiej zorganizowani! To oni zadecydowali o zaistnieniu komunizmu i w 1917, i w 1918 (czerwona flaga Moraczewskiego!). A nawet i w PKWN 1944″.
    .
    Z internetem to jak z biblioteką, trzeba trochę wiedzieć, aby coś znaleźć. Twój problem polega na tym, że niewiele na ten temat wiesz, więc nie rozróżniasz niuansów, a jeśli nawet coś przeczytasz to nie do końca rozumiesz. Jeśli sugerujesz, że socjaliści zrobili rewolucję w Rosji w 1917 r. to jest półprawda deformująca rzeczywistość. Bolszewicy to była tylko jedna z frakcji ruchu socjalistycznego i rewolucyjnego. Po rewolucji w 1905 roku eserowcy podzielili się na umiarkowany odłam i frakcję lewicową, właśnie tę, która później doprowadziła do przewrotu bolszewickiego w Rosji. W Polsce (Królestwie Kongresowym) po rewolucji lutowej miało miejsce nieco podobne zjawisko, PPS podzieliła się na radykalną PPS-Lewicę i PPS-Frakcję Rewolucyjną (Piłsudskiego). Piłsudczykowski PPS powrócił po paru latach do nazwy PPS, a PPS-Lewica połączyła się z SDKPiL z czego w 1918 roku powstała KPP. Różnica między bolszewikami a KPP była taka, że nasi komuniści nie zdołali doprowadzić w Polsce do przewrotu komunistycznego, choć bardzo się starali. Po 1918 nastroje w Polsce były bardzo lewicowe (świadczy o tym choćby konstytucja marcowa), ale na rząd dusz komuniści na szczęście szans nie mieli.
    .
    „Nieubłagana konsekwencją tego wszystkiego jest do dzisiaj trwający “układ”. Ten zaś musi być rozbity przez Macierewicza dokładnie o ten wyszczerbiony kant … okrągłego stołu”.
    .
    Kolejny twój problem, starasz się być dowcipny na siłę i ponad swoją miarę.
    .
    „Dlaczego zapomniałeś Gospodarzowi przy tej okazji dowalić? Byłby ci ani chybi wdzięczny”!
    .
    Jeśli ja mam swoje polemiczne porachunki z Gospdarzem to akurat tobie nic do tego.

  144. Mawar napisał(a):

    Maciek
    „Jestem pewny, że na ten spadek decydujący wpływ ma tzw “afera hazardowa” /która tak na prawdę żadną aferą nie jest/ i przedstawianie nieprawdziwe jej w mediach / robienie z igły widły/”.
    .
    Po świętach jesteś w nadal odlocie, bo nawet oskarżony, czyli Platforma O. sama uznaje, że była afera, skoro zgodziła się na powołanie komisji sejmowej do jej wyjaśnienia (inna sprawa co z nią wyczynia). A odwołanie kilku ministrów przez Tuska to też oczywiście efekt braku afery. :) Ponieważ odlot twój jest zupełny to podrzucam ci termin ułatwiający dyskusję i polemikę na wszystkich forach internetowych w kraju i za granicą: Nieafera Niehazardowa Nieplatformy Nieobywatelskiej (w skrócie 4xN, nie pomyl z 3xTak). :)

  145. Orteq napisał(a):

    Indoor,

    Te megamendle. Przywołały one taką twórczość czyjąs blogową na mą pamięć nieszczęsną, normalnie szwankującą dosyć zdrowo. A dziś zadziałała niczym słoniowi. I to grubo przed Wielkanocą!
    :

    JAK TO Z TUZINEM BYŁO
    Opowieść Wielkanocna
    .
    Na początku był Tuzin i wszyscy rośli w siłę a niektórzy nawet żyli dostatniej. Wtedy wyłamał się Piekarz, wprowadzając Tuzin Piekarski. Co prawda tylko w odniesieniu do miniobwarzankow i pączków w okolicach Zapustów ale zawsze było to coś do zamieszania w ustalonym porządku rzeczy.
    .
    Piekarz nie przewidział reakcji Ziemianina. Nie mylić z Zamiatinem, który był z innej, późniejszej, bajki. Otóż Ziemianin nie mógł znieść, że niższy od niego kastowo Piekarz stał się słynnym wynalazcą nie byle czego bo Tuzina Piekarskiego. Nakazał w odwecie Zarządcy, by w następny dzień targowy, przypadający na Wielka Środę, sprzedawano jajka wielkanocne nie po dwanaście sztuk, czy tam po jakichś durnych jak Piekarz, trzynaście, tylko po Tuzinie Aryjskim. Bo Ziemianin miał na imię Arian. Sztuk czternaście miał mieć nowy Tuzin, ku radości przekupek. Bo to już były jaja w handlu i z handlu. Sprzedały się wszystkie zanim konkurencja się połapała.
    .
    Wszystko to bacznie obserwował stary Mendel, pierwotny twórca marketingu. Nie zajęło mu zbyt długo, by jego lukrowane baranki i kogutki wielkanocne ukazały się w sprzedaży pod nową jednostką handlową: Mendel. Już sam fakt odejścia od jednostki Tuzin sprawił, że Mendel stał się najbardziej handlową jednostką miary rynkowej. Szczególnie w okolicach Świat Wielkanocnych, choć nie tylko. Bo i Pascha czasowo podpasowała jeszcze.
    .
    Późniejsze próby wprowadzenia jeszcze bardziej wymyślnych jednostek handlowych zakończyły się sromotną porażką przy pierwszej próbie. Bo oto na następną Wielkanoc ów wspomniany już wcześniej Zamiatin próbował sprzedawać gotowe pisanki i czerwonoruskie pysanki w Kopach. Nic z tego nie wyszło, bo zabrakło miary wzorcowej na te duzą przeciez, trudną do przeliczania, jednostkę. W kwietniu bowiem nie ma jeszcze snopków do ustawiania ich w kopach. A tylko takowe kopy znano i wtedy i pózniej.

  146. Indoor napisał(a):

    Wzorzec kopy zawsze mozna zakopać pod Pałacem Kultury (im. Józefa Wisarionowicza). Jest to bardzo słuszna miara. Ja popieram. Można dzielić równo na 3 na przykład, co nie można uczynić innymi tradycyjnymi miarami np. 1/2 litra. No chyba, że ktoś wie, że pół litra to dokładnie 21 bulbuli.

  147. Torlin napisał(a):

    Nigdy Pawle nie mówiłem, że Bekas jest lewicowcem, tylko że cała lewica zarzuca mu, że za mało rzuca pieniędzy Rostkowski na rynek.
    Mawarze!
    „Jeśli ja mam swoje polemiczne porachunki z Gospodarzem to akurat tobie nic do tego.” – jeśli robisz to w blogu, to każdy ma prawo się wypowiadać i napisać, że wstyd jest czytać coś takiego, co Ty reprezentujesz. I mnie coś do tego. Jeżeli chcesz załatwiać swoje sprawy z Panem Waldemarem, to e-mailami, a nie wpisami w blogu.
    Po drugie żadnej afery nie było, bo nie było żadnej ustawy.
    Ja już z Bekasem nie dyskutuję, to nie ma sensu. Rozważania o zadłużaniu kraju można było toczyć przed kryzysem, teraz to nie najmniejszego sensu. Ale Bekas tego nie zrozumie, szkoda klawiatury.
    Następna osoba monotematyczna i identycznie impregnowana to jest Zofia. Nie wiem zupełnie, dlaczego od ministra Niemiec doszła do relacji polsko – rosyjskich.

  148. Zofia napisał(a):

    Torlinie,
    przez analogię.
    Polska przez reprezentację prezydencko-rządową programowo kocha USA, zwłaszcza USA w NATO – Niemcy mają za to mnóstwo zastrzeżeń do USA w NATO. I USA we NATO – nie kochają, właściwie mają ich i w NATO i u siebie kraju serdecznie dosyć.
    Polska przez tą swoja polityczną reprezentację Kaczyńsko-Tuską (Sikorską) do Rosji mają stosunek ambiwalentny z przewaga fobii i animozji, czasem nienawiści, jak np. wobec gazociągu Nord Stream, czy rosyjskiego stosunku do tragedii w Katyniu.
    Niemcy kochają gazociąg, kooperują z Rosją i wchodzą w nią w kooperacje polityczne. A o przeszłości tragicznej i bolesnej wolą zapomnieć i oddać ją we władanie historykom, skupiając się na przyszłości.
    Obie postawy naszego zachodniego sąsiada są diametralnie różne od polskich.
    Niemcy nie narzucają nam na chama swego widzenia Europy, ale są na tyle silne, ze mogą go lansować w UE.
    Polska narzuca natomiast dosyć agresywnie swoje widzenie Europy wszystkim dookoła, ale jest na tyle słaba,że nie ma dla nich poparcia i jest osamotniona generalnie w swoich postawach. Poza częścią Ukrainy, tę sprzyjającą Juszczence i Gruzją Saakaszwilego.
    Tak mniej więcej wygląda ta droga, której, jak sygnalizujesz – chyba nie rozumiesz.
    PS.
    Torlinie, a na co jestem impregnowana?

  149. Mawar napisał(a):

    Zofia.
    .
    „Polska przez tą swoja polityczną reprezentację Kaczyńsko-Tuską (Sikorską) do Rosji mają stosunek ambiwalentny z przewaga fobii i animozji …”>
    .
    No to kto miałby rządzić Polską, żeby Rosji było dobrze? Chyba tylko rosyjski ambasador, pałac przy Belwederskiej już ma, jak na gubernatora starczy. Czy wszyscy tutejsi luteranie to tacy patrioci jak w XVII wieku, kiedy za Szwedem poszli?

  150. Indoor napisał(a):

    Mawar! W latach 70ych czytałem, pamietam do dziś, zderzyły się ze sobą na Pomorzu dwa pociagi przewożące żwir. Czołowo.
    Dla autora artykułu najwazniejszą informacją było to, że jeden maszynista był pijany, zaś drugi uciekł i nie mozna było go znależć. Pewnie też był pijany. Był to okres walki z pijaństwem.
    Dla mnie najwazniejszym było to, że jeden pociąg wiózł żwir z zachodu na wschód, drugi ze wschodu na zachód (oczywiście PKB wzrósł, ale o tym włówczas nikt jeszcze nie wiedział). Uważam, że w takim bezsensownym systemie stan maszynistów był stanem naturalnym.
    Podobną logikę przewozów surowców naturalnych usiłujemy narzucić światu w ramach „dywersyfikacji” dostaw ropy (!!!!!) do Polski i cały czas mamy pretensję, że świat nas nie rozumie. Nie ma to wyznaniem wiele wspólnego. W każdym raziem żadnym wyznaniem chrześcijańskim.

  151. Bekas napisał(a):

    Pawle.
    Ano sam JKM, jak się mu przypadkiem udało do Sejmu dostać, czyli gdzieś w 1990-1991 roku, wnosił o uchwalenie ustawy zakazującej ustanawiania deficytu budżetowego.
    …………………………………………..
    Weszła do domu. Od razu w uszach zadźwięczała jej cisza. Grobowa. „Co jest? Czyżby mojego Misia nie było jeszcze w domu??” – zapytała w myślach samej siebie. Zamknęła drzwi, torebkę niedbale rzuciła na podłogę i zawołała:
    - Jacek! Jesteś?!
    Cisza.
    Ruszyła w stronę salonu. Jeśli Jacek jest, to na pewno właśnie tam. Od kiedy pamięta, to było jego ulubione pomieszczenie. Tam pierwszy raz pozwoliła mu rozpiąć guziki jej bluzeczki. Tam pierwszy raz zrobiła mu awanturę.
    -A, jesteś! – zauważyła go od razu.
    Siedział w lewym rogu salonu, przy malutkim stoliku. Nie ruszał się, nie reagował. W jego dłoni zastygła szklanica z bursztynowym eliksirem.
    -Jacek, co jest?!?! Czemu nic nie mówisz?!?! – dopadła do niego nie na żarty już poddenerwowana. Coś musiało być nie tak. Coś musiało się stać! Jej Misio był przecież wulkanem energii. Już w przedszkolu wybrali go Turbodymomenem Roku. Bez przyczyny by tak nie skamieniał.
    Szarpnęła za jego ramię i krzyknęła:
    -Jacuś!!!!
    Niespiesznie odwrócił twarz w jej kierunku. Smutek, nie, nie smutek, a rozpacz wyzierała z jego oczu.
    -Jacek, do cholery!, co się stało?!?!?
    -Jesteśmy zrujnowani, Torlinko moja – beznamiętnie odpowiedział i odstawił drinka.
    -Zrujnowani?!?!?
    -Tak, Myszko, nabrałem tyle kredytów, że teraz same odsetki nas zjedzą. Nie damy rady…
    -Ale, ale….wczoraj jeszcze mówiłeś co innego. Że stać nas, że…że….
    -Tak, przy gościach, Rybeczko. Taka wersja oficjalna. A prawda jest taka, że niedługo nas zlicytują.
    Poderwał szklankę ze stolika i to, co w niej zostało, wypił jednym haustem.
    -Jacuś, to niemożliwe! – wyrwało się z jej kształtnej piersi.
    -Przecież ja mam jeszcze tyle uzasadnionych rzeczy do zrobienia! Lifting lewego pośladka, wyjazd na kurs odsalania wody na Cyprze, zestaw nowych, włoskich mebli na wysoki połysk, nowa limuzyna, bo ta dwuletnia już mi się znudziła, nowe komputery z naszą stroną internetową, suknia, buty, szkolenie jak być oszczędnym….
    -Żabko, przestań! – przerwał jej wyliczankę
    -Zapomnij o tym, to koniec.
    Torlinka zamilkła. Zewnętrznie. W myślach dalej do niego mówiła:
    „Koniec??!?!? A wybielanie zębów, a bal u tej nadętej baby Ptaszyńskiej?!?! A raut u tej exbankierki Tangowskiej?!? …Tangowskiej….Tangowskiej….”
    Zamilkła i w myślach.
    Energicznie szarpnęła męża.
    -Mam, mam, mam!!! – wykrzyknęła, a jej twarz rozświetlił uśmiech.
    -Co masz?!?
    -Pamiętasz Tangowską? – zapytała.
    -Pamiętam, i co??
    -No, była bankierką. A ostatnio mówili o kredytach konsolidacyjnych czy coś.
    Zrozumiał od razu. I zaoponował.
    -Koteczku, nie mam zamiaru brać kolejnego kredytu! Czy nie rozumiesz, że do ruiny doprowadziły nas właśnie kredyty?!? Życie ponad stan??!?!?! – krzyknął w jej stronę.
    Ale rybeczka nie słuchała. Pływała już w oceanie swoich myśli. „Kredyt, kredyt konsolidacyjny! On pomoże nam wyjść z zadłużenia!”.
    -Jacek! Wstawaj! Jedziemy do SKO! – zarządziła głosem nieznoszącym sprzeciwu.
    -Torlina! Ja nigdzie nie jadę! Nie rozumiesz, że spłacanie jednego kredytu drugim, to pułapka??! Nie rozumiesz, że to gaszenie ognia benzyną??!? Że odsetki do nowego kredytu mniejsze nie będą i że trzeba je będzie też spłacić?!?!? Nie rozumiesz!??!? Nieprzemakalna na fakty jesteś??!?!
    -Jacusiu. Będą, nie będą. I co?! Zanim przyjdzie nam płacić te raty, to my zdążymy i na raut, i na Cypr, i na bal!
    Tak, ta myśl rozperliła jej duszę. Zarzuciła futro na siebie i skierowała się do wyjścia. W drzwiach odwróciła się i rezolutnie rzuciła do stojącego nieruchomo Tygryska:
    -No nie stój tak, mamy przecież jeszcze tyle rzeczy do zrobienia! Jedziemy! A spłatę rozłożysz tak, że będą się nią martwić nasze dzieci! – rozbiła jego ostatnie wątpliwości i zalotnie uśmiechnęła się.
    Założył marynarkę i wyszedł za nią. Gdy przekręcał klucz w zamku, w jego głowie zakołatała myśl:
    „Dzieci?? Czyje dzieci?!?! Przecież my ich nie mamy!”

  152. Torlin napisał(a):

    Jesteś Kochana Zosiu impregnowana na jakąkolwiek nawet próbę krytyki Rosji i rzucasz się z zębami na każdego, kto tego spróbuje. Usiłujesz wytłumaczyć każdą sprawę na korzyść Rosji. Nie zauważasz np., że obywateli Rosji jest rok w rok mniej o 500 – 800 tysięcy z powodu alkoholizmu, AIDS i narkomanii (przyznaję, w III kwartale po raz pierwszy od 15 lat urodziło się 1.000 dzieci więcej niż obywateli umarło). Nie zauważasz, że Rosja wystrzeliwując rakietę w kierunku Kamczatki trafiła w Norwegię, straty rosyjskie podczas interwencji w Gruzji dlatego były tak wysokie, że rozbijały ją własne samoloty i własna artyleria. Wyszkolenie armii jest tragiczne.
    Nie zauważasz, że Rosja nie ma ani jednego produktu światowego codziennego użytku, nie ma w sprzedaży rosyjskich komputerów, samochodów – nie wiem – tłoczni win, czekoladek, desek narciarskich, kijów (wolałbym kiji) bejsbolowych. Dobrze chociaż, że literatura się trzyma i jest rzeczywiście interesująca. Tak samo film. To muszę przyznać.
    Staram się być obiektywny, sama widziałaś, że dawałem Ci linki prorosyjskie. Ale tak nigdy słowa krytyki? Obojętne z jakiego powodu? Dlatego piszę, że jesteś impregnowana na argumenty.
    Jeżeli chodzi o polski rząd i jego stosunki międzynarodowe. Wydaje mi się, że żyjesz poprzednimi czasami. Teraz nie ma ani takiej miłości pomiędzy Polską i USA, ani nie ma większych konfliktów na linii Warszawa – Berlin.
    A jeżeli chodzi o Nordstream, to po pierwsze powinniśmy się podłączyć, a po drugie Polska na gazie stoi i nam gazociąg do niczego nie jest potrzebny.

  153. Torlin napisał(a):

    Może to Bekasie było i dowcipne. Nie wiem, niech inni rozsądzą.
    Załatwianie sprawy, że kredyt jest złem i należy go unikać, jest niesłychanym kuriozum. Od stuleci, jeżeli nie tysiącleci, handel stoi na niskooprocentowanym kredycie obrotowym, wielu Polaków ma możność kupienia sobie samochodu, pralki, telewizora, pojechać na wymarzone wczasy. Tak jak papierosy i alkohol – wszystko jest dla ludzi, trzeba tylko wiedzieć, kiedy można i w jakich ilościach. Naprawdę, nie trzeba być wielkim ekonomistą, żeby wiedzieć, że nie można zmniejszać zadłużenia w momencie kryzysu. To powinien zrobić rząd Kaczyńskiego i tego nie zrobił.

  154. Paweł Luboński napisał(a):

    Mawarze, jak już pouczasz, to rób to bezbłędnie.
    .
    „Po rewolucji w 1905 roku eserowcy podzielili się na umiarkowany odłam i frakcję lewicową, właśnie tę, która później doprowadziła do przewrotu bolszewickiego w Rosji.”
    .
    Eserowcy, czyli socjalrewolucjoniści, to była inna partia, skądinąd do 1917 roku najbardziej radykalna i najchętniej sięgająca po terror. Po rewolucji 1905 roku rozłam na bolszewików i mieńszewików dokonał się natomiast wśród esdeków, czyli socjaldemokratów.

  155. Paweł Luboński napisał(a):

    Bekas: „JKM (…) wnosił o uchwalenie ustawy zakazującej ustanawiania deficytu budżetowego.”
    .
    Typowe dla JKM i jego zwolenników. Proste, logiczne rozwiązanie, które jakoby ma rozwiązać wszelkie problemy. Jest tylko pewna trudność: ekonomika i życie społeczne nie są zagadnieniami ani prostymi, ani logicznymi.

  156. Bekas napisał(a):

    Torlinie.
    Postaw sobie pytanie:
    Co zrobisz jeśli będziesz mógł brać kredyty praktycznie bez ograniczeń, nie na swoje konto, i nie Ty poniesiesz ich koszty???
    I ja nie pisałem, że kredyty złe. Jak ktoś prywatnie chce wziąć, niech bierze.
    I zauważ wreszcie łaskawie, że kryzysy powodowane są właśnie braniem nieprzytomnym kredytów przez rządy. Kryzys to skutek takiej polityki, nie przyczyna.
    Spójrzmy na wiekopomną reformę OFE.
    OFE zbierają od nas pod przymusem nasze pieniądze, pobierają sobie sowitą prowizję i….lokują większość tej forsy w obligacjach. Powiem Ci: ja też to potrafię. Taniej w dodatku, bo prowizji nikt mi odliczy. Dalej. Część forsy OFE lokują w inne instrumenta. Co jest, jak źle ulokują i poniosą straty? Ano wtedy wchodzi do gry fundusz gwarancyjny państwowy, czyli….my! Sami sobie te straty wyrównujemy!
    Po co to piszę?
    Ano po to, by Ci pokazać, że OFE NIE PONOSZĄ ŻADNEGO RYZYKA, ŻADNYCH KOSZTÓW SWOJEJ POLITYKI, za to POBIERAJĄ PROWIZJĘ. I TO SAMO się dzieje w wypadku państwowej „polityki kredytowej”. ZERO ODPOWIEDZIALNOŚCI, ZERO KOSZTÓW, CZYSTA BEZKARNOŚĆ, PIĘKNE PROWIZJE!
    A do czego prowadzą nieodpowiedzialność i bezkarność, w dodatku suto wynagradzane, to już i chyba nawet Ty sam wiesz, prawda?
    Odpowiedz też sobie na pytanie, co by to było, gdybyś otworzył sobie konto w jakimś banku i spostrzegł, że saldo na Twoim rachunku jest potężnie ujemne?? I to mimo, że TY nic jeszcze nie zdążyłeś ani wpłacić, ani wypłacić! Co byś zrobił????
    I jak się nazywa, jak się komuś zabiera jego własność bez pytania?
    Podpowiem Ci:
    Nazywa się to: KRADZIEŻ.
    ………
    Jeszcze uwaga techniczna do Orteqa.
    Faktycznie jest tutaj błąd z tą dwucyfrówką. Zauważyłem to-to po napisaniu komentarza. Błąd jednak nieistotny dla treści. Więc go nie poprawiałem. Maćkowi.G chodziło zapewne o dwucyfrowo-procentowy deficyt budżetowy (w stosunku do PKB).

  157. maciek.g napisał(a):

    Torlin,
    Masz rację że inaczej należy działać w okresie kryzysu, inaczej prosperity i inaczej gdy jest okres pośredni. Jednak kryzys kryzysowi nie równy i dlatego nie ma jednej recepty a działania muszą wynikać z realnej oceny sytuacji i zagrożeń. Obecnie PO jakoś sobie radzi choć można mieć sporo uwag do tych działań. Ostatnio czytałem Balcerowicza i jego uwagi na ten temat – uważam że są w 100% trafione.

  158. Indoor napisał(a):

    1. Zawsze trzeba działać inaczej.
    2. Wszyscy mają rację (swoje racje).
    Mrożek uciekł z Krakowa już ponad rok temu. Czy ktoś wie dlaczego? Według mnie rzeczywistość go przerósł.

  159. Bekas napisał(a):

    Pawle.
    Wiem.
    Jak coś proste i, nie daj Bóg, logiczne, to do kitu.
    Jak zagmatwane i nielogiczne, trzeba stosować bez zastanowienia!
    Niech i tak będzie.
    Ja tylko nie wiem czemu to stosujący te rozwiązania nie stosują ich na sobie???
    Przecież one takie ponoć dobre???
    Jak to jest, Pawle?
    Czemu nie stosują na sobie?
    ……………….
    Niemotek (nazywali go tak, bo pomylony był) zszedł do piwnicy po kiszone ogórki. Na głównym korytarzu zauważył sporą grupkę ludzi zawzięcie o czymś dyskutujących. Podszedł.
    W środku stał Paweł, blokowy administrator. Stał i gorączkowo o czymś prawił otaczającym go słuchaczom. W lewej ręce trzymał ołówek i kartkę, a prawą kreślił w powietrzu różne zygzaki.
    -……powołać Komisję, która określi miejsce umiejscowienia, wielkość i kształt kołka, wreszcie koszta tej operacji. Proponuję, by na stanowisko przewodniczącego Komisji powołać mnie, a na skarbnika wziąć sąsiada Kołodkę… – mówił.
    -Ale przepraszam – przerwał mu kobiecy głos. To była jedyna kobieta w tym gronie: Hania nasza kochana. Blokowa maskotka
    -Uważam, że Kołodko się nie nadaje – rzuciła nieprzyjemnym, wyniosłym głosem. Wg mnie na skarbnika trzeba wziąć mnie! Poza tym w ogóle tutaj nie poruszyliście sprawy, kiedy tę operację się ma wykonać i ile ona potr…
    Nie dokończyła, bo z boku doskoczył do niej Borowiak.
    -Co ty pleciesz, babo! – krzyknął
    -Ty na skarbnika!?!?! Czekajcie, bo zaraz ze śmiechu padnę!
    Hania nasza kochana nie czekała na jego następne słowa. Palnęła Borowiaka na odlew.
    -Ty bucu nieciosany, ty chamie! – krzyknęła i rzuciła się na niego, jak pijawka na sączącą się ranę. Zatoczyli się i upadli na posadzkę.
    Zalegający na niej kurz wzbił się do góry i podrażnił nozdrza zebranych. Zaczęli kichać. I nie zwracali uwagi na to, że Hania okłada razami Borowiaka.
    Zwrócił uwagę Niemotek stojący dotąd nieruchomo w cieniu rzucanym przez ścianę.
    -Przepraszam, przepraszam, przepraszam! – bezceremonialnie wlazł w sam środek grupy i stanął tuż przed znieruchomiałymi w szczerym zdziwieniu i Hanią, i Borowiakiem, i całą resztą.
    -Chciałem przejść do swojej piwnicy, mamusia wysłała mnie po kiszeniaki, co się tak gapita?!? – palnął Niemotek.
    -Kosmite żeśta zobaczyli?!?!? A w ogóle, to po cośta się tu zebrali????
    -Nie twoja sprawa, cymbale! – warknął z kąta Niesiołowski
    -Spadaj!
    Niemotkowi mina zrzedła. Był głupi, fakt, ale i wrażliwy. Wydął usta,a oczy mu zwilgotniały. Już miał ruszyć, gdy administrator Paweł, widząc jego reakcję, się odezwał:
    -Niemotek, nie rycz! Zebraliśmy się tutaj w Bardzo Ważnej i Skomplikowanej Sprawie! Radzimy nad tym, jak, gdzie i kiedy, i czym przybić na ścianie klatki Blokową Listę Lokatorów!
    Niemotek wybałuszył oczy. „Taaa, co tłumaczyć idiocie” – pomyśleli wszyscy.
    -Czyli że radzit… – nie dokończył, bo zauważył, że na stole stojącym w rogu korytarza leżą młotek z gwoździem, a obok lista w złotej ramie.
    Nim się ktoś zorientował, Niemotek podbiegł do stolika, porwał narzędzia z obrazkiem i skoczył ku klatce.
    Ktoś, Stefan Ktoś, dotychczas nieodzywający się, zorientował się pierwszy.
    -Łapmy Niemotka, bo zaraz coś spartoli! – skoczył za głupkiem.
    Pozostali skoczyli za nim.
    Zasapani, zdyszani, wypadli na klatkę i zatrzymali się u nóg Niemotka. Ten stał rozparty i głupkowato się uśmiechał.
    -Mata, zrobione! – rzucił do współmieszkańców i uniósł wzrok do góry.
    U góry, równiutko, centralnie przybita zwisała sobie Blokowa Lista Lokatorów, a jej złota rama rezolutnie połyskiwała w świetle blokowej Ekologicznej Żarówki.
    Administrator Paweł z niedowierzaniem podszedł do Listy. Ruszył ją, poprzyglądał się. Nic nie znalazł. Wszystko było w porządku.
    Niezadowolony i odrobinę speszony odwrócił się do Niemotka.
    -Phi, tak prosto to każdy może zrobić. Nawet i głupek.
    Wydął wargi i poszedł do swojego mieszkania.
    -To niemożliwe! Tak bez planów, bez budżetowania, wydatkowania, bez komisji, bez narad on to zrobił???! – nie mogła uwierzyć jego małżonka, gdy tylko Paweł zrelacjonował jej ostatnie wydarzenia.
    -Ot, głupi! – znalazła przyczynę.

  160. Paweł Luboński napisał(a):

    Piękna przypowieść. Dobry zaczątek Ewangelii według św. Bekasa.

  161. Zofia napisał(a):

    Torlinie,
    my się zupełnie nie rozumiemy w sprawie Rosji.
    Zajmuję się, jak wiesz transportem, energetyką i gospodarka morską.
    I te tematy także odnoszą się do Rosji. Nie pisze o sprawach społecznych – jak alkoholizm, wzrost nastrojów nacjonalistycznych itp.
    Co nie oznacza, ze o nich nie wiem.
    Na taką krytykę, jaką Ty uprawiasz wobec Rosji, choćby wyżej – rzeczywiście jestem impregnowana.
    Piszesz, ze Rosja nie wypuściła na rynek wyprodukowanego przez siebie od zera komputera, ale nie piszesz już, że polskie uczelnie mogą Rosji tylko pozazdrościć tego, co z komputerów mają u siebie.
    Piszesz, ze Rosja nie ma ani jednego światowego produktu np. samochodu.
    A ja bym Ci poleciła np. instalację do wytrącania metali i zanieczyszczeń węgla, jaka stoi w bałtyckim porcie Wyborg, dzięki któremu Rosja eksportuje najczystszy węgiel na świecie, pożądany przez zachodnich kupców ze względu na wysokie walory handlowe (nie cena, ale kaloryczność). Jak do tej pory jest to urządzenie unikalne. Wymyślone i wyprodukowane w Rosji.
    Rosja ze swoimi problemami nie chowa się za kurtyną milczenia i jawnie mówi o alkoholizmie, słabym wyszkoleniu armii, konieczności zmian w milicji i w całym resorcie spraw wewnętrznych, wzroście nacjonalizmów i terroryzmu w Rosji, o konieczności poprawienia technologii, konieczności innowacyjności i konkurencyjności rosyjskich wyrobów.
    Poza tym że mówi o tym ustami prezydenta czy premiera oraz opinii publicznej – to stara się temu przeciwdziałać, ale Ty już tego nie widzisz.
    Rosja ma takie same problemy, jak wiele krajów postsocjalistycznych, a nawet większe, bo ten kraj nie znał takiego ustroju jak kapitalizm nawet w śladowych formach.
    Ty dostrzegasz tylko rosyjskie błędy i mankamenty i oczekujesz ode mnie, że będę się na nich wyłącznie skupiała.
    Niestety, nie będę i nie spełnię Twoich oczekiwań.
    Mnie interesują przede wszystkim rosyjskie drogi, koleje, porty, flota, energetyka, przemysł stoczniowy i inne przemysły rosyjskiej gospodarki morskiej.
    I sposób w jaki Rosja stara się odbudować własną gospodarkę.
    Interesuje mnie jak sobie premier Rosji radzi z upadającymi zakładami i brakiem pieniędzy na wypłaty dla pracowników w tych zakładach.
    Jak koordynuje i administruje Federacją Rosyjską poprzez gubernatorów regionalnych krajów czy republik rosyjskich, większych niekiedy od Polski.
    Staram się zrozumieć nieco ten przeogromny kraj o licznych narodach, wierzeniach, o zróżnicowanej mentalności od plemiennej po opozycyjną do jakiejkolwiek władzy i problemy z jakimi się boryka.
    Po raz pierwszy od dziesięcioleci Rosja ma na szczycie swoich władz dwóch facetów, którzy konsekwentnie i w ścisłej kooperacji starają się postawić Rosję na nogi i i odbudować jej potencjał.
    Rosja jest wielkim placem budowy, nie tylko nowych rurociągów, ale portów, osiedli mieszkaniowych, szpitali, szkół, nowych fabryk, dróg, obwodnic i linii kolejowych.
    Rosyjskie stocznie, czy to nadbałtyckie, czarnomorskie czy na Dalekim Wschodzie wchodzą w ścisłe kooperacje ze stoczniami Korei i innych państw Dalekiego Wschodu, by budować nie tylko pływające wieże wiertnicze, ale bardzo nowoczesne chemikaliowce czy gazowce.
    Mam zamiar nadal pokazywać Rosję od tej dobrej strony, a nie alla Polacca – afer, skandali i awantur politycznych.
    Ty chcesz widzieć Rosję jako skarlałe, upadające państwo, ja Rosji takiej – nie widzę.
    I chyba w tym tkwi nasz rozjazd w widzeniu Rosji.

  162. Zofia napisał(a):

    Mawar,
    obawiam się, ze Rosja nie oczekuje by jej Polska w tyłek właziła, jak czyni do wobec USA.

  163. Zofia napisał(a):

    Torlinie,
    może to nie światowa marka, ale zupełnie przyzwoity samochód prod. rosyjskiej, o znanej w Polsce marce – Łada:
    http://www.lada-auto.ru/
    Oczywiście, że zakłady nadwołżańskie Awrowas produkują też samochody na licencji chevroleta czy renaulta, ale łada to rosyjska marka.
    Tak więc nie jest aż tak fatalnie z tymi samochodami w Rosji.
    Jest też jeszcze m.in. Kamaz, specjalizujący się w ciężkich samochodach ciężarowych, współpracujący z firmami niemieckimi i te pojazdy na pewno mają klasę europejską. To doskonałe wozy, przydatne na wielkich budowach, zwłaszcza przemysłowych.
    No tak, ale w Polsce nikt nie buduje tam, odkrywkowych kopalni, nie przekopuje tuneli w górach itp.
    Więc i znajomość tego sprzętu praktycznie żadna.

  164. Bekas napisał(a):

    Gdy z wolna się odwracał, drewniana posadzka Świątyni zaskrzypiała nieśmiało.
    Wprawne ucho Nadwornego Skarbnika Gawła siedzącego nieopodal przy potężnym stole natychmiast to wychwyciło. Odwrócił się i tuż przy torbie, którą był zawiesił nieroztropnie jedną ławkę dalej, zauważył obleczonego w czerń jegomościa dzierżącego w dłoni, wypchany po brzegi złotymi socjalami, jego Portfel.
    -Złodziej! – wrzasnął i rzucił się w stronę rzezimieszka.
    Ten nie zważając już na nic energicznie odwinął się na pięcie i zaczął uciekać w stronę drzwi. Dzieliło go od nich raptem dziesięć metrów, nie wziął jednak pod uwagę tego, że nim tu ktokolwiek wszedł, woźny Torliński starannie dębową podłogę wypastował.
    I już przy drugim kroku poczuł, że brak tarcia może mieć zgubne skutki. Podeszwa buta śliznęła się po posadzce, jak Skarbnik po Ekonomii, i złodziej padł jak długi (nomen omen!).
    Skarbnik dopadł do niego i wymierzył mu siarczystego kujawiaka!
    -Bach! – odezwał się Skarbnikowy but lądując na brzuchu złodzieja.
    -Aj! – zajęczały w odpowiedzi złodziejowe usta.
    Skarbnik lubił takie rozmowy. Trochę się więc poprzysłuchiwał…
    Gdy rozmowa ucichła, podniósł z podłogi Portfel, który wypadł z niewładnej już dłoni złodzieja, odwrócił się w stronę Ołtarza i skierował do stołu.
    Zmęczony opadł na fotel, obtarł spocone czoło. Wyschnięte z wysiłku gardło zrosił rzęsiście rubinowym Szato de…Coś Tam (pisarz nie dostrzegł napisu na etykiecie). Odstawił kielich i przeliczył socjale. Nie brakowało ni jednego.
    -Uffff! – sapnął z ulgą i pochylił się nad zagryzmolonął kartką.
    -Co to ja robiłem – starał się wrócić do wątku sprzed kradzieży.
    -Aaaaa! Już wiem! – uniósł głowę do góry – Mam wzór, nie mam jego uzasadnienia dla maluczkich.
    Pochylił znów głowę nad kartką. Spojrzał na Wzór:
    K + K + K = O
    (gdzie K – Kredyt, a O – Oszczędność)
    -Hmmmm, eeeeeeee, yyyyyyy…. – z całych sił szukał w głowie rozwiązania, ale gdzieś się ono sprytnie ukryło. Tak jak i oszczędności ze Skarbca po paru latach jego rządów.
    Jego czoło znów pot zrosił…
    -Kaczka wodna! – zaklął szpetnie!
    -Co robić, co robić!?!?! Jak nic nie wykombinuję, lut mnie rozniesie!!! Co robić, co robić!?!?! Solidna kropla potu spadła i rozmazała jego Wzór.
    -Kaczka mać!!! – zaklął jeszcze szpetniej
    -Teraz to już nic, tylko modlitwa!
    Nadworny Mag…znaczy…Skarbnik uniósł swe niebieskie, zatrwożone oczęta ku wielkiemu Posągu stojącemu przed nim w Mrokach Ołtarza i zaczął szeptać:
    -O, Święty Długu…

  165. Torlin napisał(a):

    Zosiu, jeszcze raz powtarzam, ja Rosji nie potępiam w czambuł absolutnie we wszystkim. Ja tylko nie mogę odżałować, że wielki, olbrzymi kraj słowiański, białych ludzi (no dopiero teraz dostanę za rasizm), o olbrzymich możliwościach, również intelektualnych, mający w swojej historii i genialnych wynalazców, odkrywców, badaczy, muzyków, pisarzy, filmowców, tak się rozmienia na drobne. Zamiast być pierwszym w szerzeniu demokracji, dobrobytu, nieagresywnego patrzenia na świat, na inne państwa. Rosja powinna być jak Kanada czy Australia, gdzie żyje się spokojnie, (powiedziałbym) przewidywalnie.
    Putin jest dla mnie jak Kaczyński, sam rozdmuchuje problem, a później sam go rozwiązuje. Wprowadzenie nacjonalistów do „Naszej Rosji”, alkoholizm, ciągłe szantaże gazowe, a przede wszystkim korupcja. A mógł być to kraj promujący zachowania demokratyczne w skali całego globu. Ma wszelkie ku temu możliwości. A jest tylko – piszę to naprawdę z bólem serca – mocarstwem wojskowo – surowcowym. I nawet, Droga Zosiu, w tym największy nawet Kamaz nie pomoże.

  166. Bekas napisał(a):

    Stali we trzech przy dogasającym ognisku. Smużki dymu uciekały prosto ku niebu.
    -Ta cholera Zosija Putinowskaja sama naszą Matuszkę Rosiję rozkrada! – skonstatował najwyższy i najmądrzejszy z nich, Wasilij Torliński.
    - A mogłaby po demokratycznemu podzielić się z nami – zauważył Macieja Gie.
    - I wsjo byłoby charaszo!!! – dorzucił Pawałowskij.
    Ogień smętnie zaskwierczał, a oni podnieśli do ust flaszki i łapczywie zaczęli łykać Socjalistycieską…
    Wot kapitaliczeskaja żyźń!

  167. Orteq napisał(a):

    Zofio,

    Ja osobiście miałem zamiar pokazywać od tej dobrej strony Burkina Faso. Ponieważ jednak w dostępnych mi źródłach kraj ten jest ukazywany tylko od strony alla Polacca, nic nie znajduje do pokazania. I tak umyka nam ta dobra strona kraju Burkina Faso. Bo
    napewno takowa też istnieje! Od razu dodaje, że Burkina Faso też nie oczekuje by jej Polska w tyłek właziła. Tak jak oczekuje tego USA. W tej sprawie jestem nieprzemakalny i na to największy nawet Kamaz nie pomoże.
    :
    Nawiasem mówiąc mam pytanie techniczne. Czy impregnowany i nieprzemakalny to są synonimy, procentowo biorąc, trzy czy tylko dwucyfrowe? Bekas coś w tej sprawie tłumaczył ale go nie zrozumialem. Ciebie, wydaje mi się, zrozumieć jest latwiej.
    :
    Tutaj cos dla Indoora. Niech mu się wydaje, że udało mu się nas w bulwy wpuścić z tymi bulbulami i połowką. Bo niewątpliwie tym starym dowcipem poleciał
    :
    Przychodzi do lekarza pół baby.
    - Co się pani stało?
    - A sąsiad mnie przerżnął.
    - A gdzie druga połówka?
    - A wypiliśmy.

    http://www.vidoemo.com/yv.....uRpUXprcVk
    :
    Bekas wyraznie idzie na całość. Erzac wujaszka Wani czy sam wujaszek?

  168. Bekas napisał(a):

    Idzie ku lepszemu:
    http://wiadomosci.onet.pl.....,item.html

  169. Indoor napisał(a):

    Orteq! Inspirację na temat połowka=21 bulbuli zaczerpnąłem z pewnej anegdotki na temat palacza na Politechnice Łodzkiej, który jako jedyny na uczelni potrafił rozlać pół litra do trzech musztardówek tak, że żaden, nawet najbardziej wykształcony i zdolny pracownik naukowy metrologii nigdy nie czuł się pokrzywdzony, a na dodatek dokonywał to z zamknietymi oczyma i trzymając w jednym reku musztardówki a w drugiej połówkę ZA PLECAMI. On to zdradził w pewnym momencie pod naciskiem wybitnej delegacji naukowej składającej się z trzech prof. zwycz. swój sekret: połówka ma dokładnie 21 bulbuli.

  170. Margit napisał(a):

    Indoor, jesteś wspaniały.

  171. Torlin napisał(a):

    Plotka czy prawda?
    http://wiadomosci.onet.pl.....,item.html

  172. Margit napisał(a):

    Zofio, Torlinie, właśnie was, ale nie tylko, czytam z wielką przyjemnością.
    Torlinie, przecież normalną reakcją (przynajmniej u mnie) jest „reakcja pozytywna” na negatywne opisanie czegoś lub kogoś. Przecież (Zofia a również ty Torlinie) wyraźnie to napisaliście. Przecież obydwoje macie raję. Nie widzę powodu jakichkolwiek insynuacji.

  173. Indoor napisał(a):

    Margit! Nie w tym (w tamtym znaczy się) rzecz. Ja uważam, że zyję w takgęstych i coraz bardziej gęstych oparach absurdu, że jedyne co pozostało mi to błaznowac. zadna inna forma niż burleska nie jest adekwatna do tego co ogladam na co dzień. Dobrze, że lubię smiać się.
    Upowazniam też Bekasa, że jak w swoich opowiastkach będzie potrzebował postać Błazna, może go nazywać Indoorem. Nie obrażę się, pod warunkiem, że będzie sympatyczny, może być nieco przemądrzały.

  174. Indoor napisał(a):

    Bekas! Wspomniany w artykule UAZ Patriot. http://www.uazpatriot.pl/galeria.htm
    Jak porządnego diesla zaadaptują, to może być to ciekawy samochód. Na syberyjskie drogi głównie. Byle nie ten silnik z Kamaza.

  175. maciek.g napisał(a):

    Mój brat stryjeczny ma UAZ’a i jeździ nim na polowania. Znam też innych którzy te terenowe mają i są z nich zadowoleni. Toporne , dość prymitywne ale się sprawdzają w terenie. Natomiast ten „patriot” z linku Indoora wygląda całkiem , całkiem i jak będzie miał silnik odpowiedni do wyglądu to znajdzie wielu nabywców.

  176. maciek.g napisał(a):

    Indoor,
    satyra zawsze była dobrą bronią na trudne czasy, ale nie można przesadzać. Nasi panowie i panie posłowie powinni jednak w tym temacie wziąć na wstrzymanie , bo co za dużo to niezdrowo.

  177. Zofia napisał(a):

    Torlinie,
    nie sądzę by Rosja rozmieniała się na drobne.
    Akurat przygotowuję publikację na temat, co dzieje się na Dalekim Wschodzie, w Nachodce, Władywostoku i okolicach. W Kraju Nadmorskim, w którym dzisiaj jest minus 40 stp. C i ciśnienie 1040 hp.
    Wczoraj był tam Putin na spotkaniu stoczniowym, przy okazji miał przyjemność wcisnąć guzik i rozpocząć załadunek ropy na pierwszy cumujący tankowiec w nowiutkim terminalu naftowym. GW o tym pisze.
    Ale pomija już, że w innym porcie, tego regionalnego kraju Rosji, tego samego dnia, 28 grudnia, podpisano 6 nowych kontraktów stoczniowych (oczywiście przy udziale Putina) i umowy kooperacyjne, a w jednej ze stoczni zaczęto montaż nowej platformy wydobywczej dla gazociągu Wschodnia Syberia-Pacyfik. Też z udziałem Putina.
    Przy okazji uruchomiono następnego dnia z Włochami nową fabrykę samochodów osobowych (w Nachodce).
    Region otrzymał od rządu federalnego tego samego dnia w przeliczeniu rubli na złotówki ok. 850 mln na inwestycje, w tym 500 mln na budowę hoteli a 350 na zasiedlanie w nowych osiedlach mieszkaniowych. W miejscowościach Czata i Madagan przekazano duże środki na budowę dwóch przychodni onkologicznych i na drogi. W Republice Buriackiej – na budowę nowych sanatorów.
    Narodowe Centrum Dziecięce „Ocean” Kraju Nadmorskiego otrzymało pieniądze na budowę nowych budynków.
    Za tym idzie praca dla ludzi, bo trzeba to budować, wyposażać, obsługiwać.
    Dla stoczni w Kraju Nadmorkim – przeznaczono 700 mln dolarów amerykańskich. 75% tej sumy pokrywają rosyjskie instytucje finansowe.
    To pieniądze na nowe inwestycje stoczniowe – budowę nowej w porcie Chażma (przy kooperacji ze stocznią singapurską) oraz wyposażenie w drugi suchy dok oraz uzupełnienie wyposażenia stoczniowego w urządzenia, instrumenty, maszyny, konieczne do budowy nowoczesnych statków gazowców i chemikaliowców. Budowa tych jednostek morskich będzie prowadzona w kooperacji ze stocznią z Korei Południowej.
    My w Polsce nie wiemy tak na prawdę co się w Rosji dzieje.
    Ja ci podałam tylko decyzje i fakty z jednego dnia – 28 grudnia.
    Nim to nastąpiło, w maju tego roku, na spotkaniu stoczniowym (rząd federalny i kraju regionalnego)w Kraju Nadmorskim zdiagnozowano tamtejszy przemysł okrętowy, oszacowano potrzeby i okreśłono pryncypia w działaniu. Wczoraj można było oglądać efekty tych poczynań.
    Przy okazji wizyty szefa rządu , równie spektakularnie oddano wspólnocie prawosławnej klasztor (ławrę) pw. Narodzenia Chrystusa z Bogarodzicy, pochodzący z 1906 r.
    Rząd Rosji włącza rosyjską cerkiew w proces podnoszenia standardów etycznych Rosjan (o czym chyba też zapominasz), jak też wprowadza, na razie eksperymentalnie naukę etyki i wiedzy o religiach (stosownie do większości wyznaniowej w danym regionie) do szkół.
    Nie sądzę by te wszystkie działania były „rozmienianiem się Rosji na drobne”.

  178. maciek.g napisał(a):

    Zmienić Diametralnie ZSRR w inny zupełnie kraj jest zadaniem arcytrudnym i w krótkim okresie raczej niewykonalnym. Załamanie się systemu spowodowało rozsypanie się mnóstwa problemów z którymi muszą sobie dawać radę przywódcy Rosji. Jak na razie Putin radzi sobie raczej dobrze o czym świadczy poparcie Rosjan dla niego. On jawi sie jako silny przywódca , a takiego Rosjanom potrzeba , bo oni zawsze liczyli się z siłą i sile sie podporządkowywali. Na razie nie widać by postępowała destrukcja tego wielkiego kraju, a wręcz odwrotnie wygląda, że się umacnia po zapaści. Na razie za wcześnie by prorokować, że ten kraj nie wyleci klubu tych najważniejszych krajów na świecie, jak na razie trzyma się całkiem nieźle,

  179. Zofia napisał(a):

    A propos wspomnianych tutaj już samochodów – Patriotów.
    Putin nadal jest w Kraju Nadmorskim i akurat dzisiaj miał okazję we Władywostoku obejrzeć nowy model samochodu osobowego UAZ Patrioty SUVs wyprodukowaanego w fabryce SOLLERS – Far East (Sollers-Daleki Wschód) koncernu SOLLERS.
    Premier Rosji uczestniczył w otwarciu (uruchomieniu) tej fabryki. Inwestycja ta pochłonęła 5 mld rubli (170 mln USD). W pierwszym okresie zakład wypuści na rynek (2010 r.) 15 tys. samochodów, w latach następnych produkcja ma wzrosnąć do 40 tys. aut rocznie. Zakład we Władywostoku jest pierwszą fabryką samochodów na Dalekim Wschodzie. Poza autami pasażerskimi, produkuje m.in. autobusy szkolne i karetki pogotowia (ambulansy medyczne).
    SOLLERS – to rosyjski koncern motoryzacyjny (produkcja, handel, serwisowanie), jak sami piszą:
    Мы владеем производственными площадками, на которых выпускаются российские внедорожники УАЗ, корейские – SsangYong, легковые и коммерческие автомобили FIAT, японские грузовики ISUZU, а также бензиновые и дизельные двигатели ЗМЗ.

  180. Zofia napisał(a):

    W odniesieniu do notki
    Zofia Says:
    Grudzień 29th, 2009 at 15:00
    To oczywiście chodzi o nową fanryke samochodów we Władywostoku a nie w Nachodce. Vide – post wyżej.
    Pewnie o niej myślałam o tym porcie i nowym terminalu naftowym (to jakieś 130 km obok) i wpisałam nie to co trzeba miasto.

  181. Stan napisał(a):

    Mawar,

    Ostatnie zdanie Twojego wpisu z 25 grudnia, z godziny 19.04 doskonale charakteryzuje nie tylko Torlina, ale także całą nadwiślańską społeczność.
    Pozdrawiam i życzę jeszcze ostrzejszego pióra w roku wyborów prezydenckich.

    .
    P.S.

    Zosiu, żeby potwierdzić przeczytanie Twojego komunikatu o otwarciu blogu, kliknąłem w to w co powinienem kliknąć, a wyszło to co nie powinno wyjśc.
    I pomyśleć, że czwarty rok szlifuję swoje umiejętnośći na warsztatach komputerowych (nie licząc uprzednich kursów).
    Rację miał Mawar pisząc, że z takiej Alma Mater nic dobrego nie wyjdzie.
    .
    Znakomitemu felietoniście, Narciarzowi życzę zdrowia i podjęcia korzystnej dla siebie decyzji (co dalej?).
    Jednocześnie informuję, że w Sopocie trwają prace przy budowie mariny.
    .
    Co się dzieje z prężnym intelektualnie Młodym Małżeństwem?, któremu życzę drogi życiowej usłanej kwiatami.

  182. Zofia napisał(a):

    Na i na zakończenie dzisiejszych opowieści o Rosji,
    specjalnie dla Torlina, nie martwił się, ze zdolni naukowcy rosyjscy się marnują.
    (Podaję za radiem Głos Rosji):
    Na Uniwersytecie Państwowym w Petersburgu otwarto 18 grudnia tego roku, międzybranżowy ośrodek nanotechnologii.
    Do zadań ośrodka należą poszukiwania nowych rozwiązań oraz systematyzacja prac naukowych w tej dziedzinie, szkolenie kadry o wysokich kwalifikacjach dla krajowego nanoprzemysłu.
    To centrum Petersburskiego Uniwersytetu Państwowego zostało założone w ramach realizacji krajowego programu „Rozbudowa infrastruktury nanoprzemysłu”.
    Wyposażono go w najbardziej nowoczesny sprzęt, w tym także zainstalowano unikalny mikroskop ionowy, zbudowany w Niemczech specjalnie dla tej uczelni. Pozwoli to na optymizację badań w dziedzinie nanotechnologii, a także na znaczne podnoszenie efektywności prac naukowych na najróżniejszych kierunkach.
    Uczeni z Unwiersytetu Petersburskiego mają w swoim dorobku ciekawe osiągnięcia w wielu dziedzinach wiedzy, przygotowali oni program badań naukowych, na który składa się 80 ważnych projektów.
    Na przykład, nanostruktury w świecie minerałów badają pracownicy katedry krystalografii wydziału geologicznego.
    Jako pierwsi na świecie odkryli oni nanostruktury uranu w postaci nanorurek.
    Badania związków uranu prowadzone są za pomocą różnych metod, natomiast unikalny kompleks mikroskopów elektronicznych i ionowych Centrum Nanotechnologii, nb. jedyny taki w Europie, poza wszelką wątpliwością, zapewni nowe możliwości dla rozszerzania skali ich pracy naukowej.
    W założeniu międzybranżowego Centrum Nanotechnologii (a przecież montowanie urządzeń trwało tam blisko rok) uczestniczyło siedem wydziałów Uniwersytetu Petersburskiego. Wielobranżowy charakter Uniwersytetu Petersburskiego, polegający na zatrudnianiu specjalistów najwyższej klasy i wykładowców w różnych galęziach wiedzy, zapewnia niezbędne podłoże dla prowadzenia kompleksowych badań nanosystemów na styku różnych nauk

  183. Zofia napisał(a):

    Stan
    nie klikaj w etykietkę a w stosowny link – a jest on w tej samej kolumnie ale nżzej i pod hasłem – KONKURS – BLOG 2009

  184. Indoor napisał(a):

    Cholecoś, to my z milijardami zostalismy w tyle. Oni tam już mikrojardach liczą. Albo w nanojardach.

  185. Mawar napisał(a):

    Zofia
    „Na i na zakończenie dzisiejszych opowieści o Rosji,
    specjalnie dla Torlina, nie martwił się, ze zdolni naukowcy rosyjscy się marnują”.
    .
    Nie marnują się, najwieksze skupisko wybitnych rosyjskich naukowców jest na uniwersytecie w Rochester, który też zajmuje się nanotechnologią.
    :)
    Oczywiscie tego w twojej agitce nie znajdziemy.

  186. Szczesiul napisał(a):

    Zamiast odpowiadać na rewolucyjne myśli Mawara, prezentuję następną wrzutę z Andrzeja Waligórskiego. Bekasowi ją dedykuję. To w nagrodę za jego twórczość ostatnią.
    *
    Andrzej Waligórski
    JANUSZ KORWIN-MIKKE
    ========================
    Gdy kraj w delirium, a ustrój – denat,
    Dobrze jest wtedy powołać Senat.
    Na każdą klęskę, mankament, zator,
    Bezwzględnie znajdzie radę senator.
    .
    Oto już zgłasza się do wyborów
    Tłum kandydatów na senatorów
    I każdy skromnie o sobie pieprzy,
    Że najmądrzejszy jest i najlepszy.
    .

    Jeden zapewni nam żywność tanią,
    Drugi zabroni skrobać się paniom,
    Trzeci na odwrót: uczenie mendzi,
    Żeby się skrobać – zwłaszcza, gdy swędzi.
    .

    Czwarty da wszystkim bezpłatnie buty,
    A piąty będzie wysadzać huty.
    Ich argumentom trudno się oprzeć:
    Całą noc myślę: kogo tu poprzeć?

    .
    Wreszcie nad ranem mam już taktykę:
    Poprę Janusza Korwina-Mikke!
    Po pierwsze – szlachcic! (Wiem z heraldyki)
    Ma w herbie Kruka… i Myszkę Miki.
    .

    Po drugie: Kisiel poparł Korwina -
    Czyli, że Korwin – to oryginał.
    Po trzecie Korwin publicznie głosi,
    Iż jest repliką Pani Małgosi .
    .

    Pani Małgosia zaś od lat wielu
    Wyciąga starą Anglię z burdelu;
    Więc jeśli Mikke jej system ściągnie,
    To może w końcu i nas wyciągnie?
    .

    (Z tym, że tu sprawa będzie trudniejsza,
    Bo burdelmama jakby silniejsza…)
    Reasumując: rozum i dusza
    Każą mi oddać głos na Janusza!
    .

    Niech weźmie nawet etat Cesarza!!
    … Jajarz powinien wspierać jajarza…

  187. Zofia napisał(a):

    Mawar,
    czy pisząc pozytywnie o Rosji, to wg Ciebie agitka, a pisząc o pijanym Rosjaninie to dziennikarstwo?
    Nie wiem ilu rosyjskich uczonych pracuje naukowo w Rochester nad nanotechnologią (wskaż mi źródło do tych danych, to chętnie napiszę, zwłaszcza o ich osiągnięciach), ale jest ich niewatpliwie znacznie mniej niż w petersburskim centrum.

  188. Zofia napisał(a):

    Mawart:
    Tu ich nie ma:
    http://www.urmc.rochester......cfm?res=6

  189. Zofia napisał(a):

    Mawear,
    może ten, zajmuje się nanotechnologią na wydziale chemicznym w R.:
    http://www.che.rochester......mowitz.htm
    Jedyny o nazwisku zbliżonym do rosyjskiego.

  190. Orteq napisał(a):

    Indoor, Grudzień 29th, 2009 at 13:06

    „On zdradził… swój sekret: połówka ma dokładnie 21 bulbuli.”
    :
    Czyli ten stary dowcip tak napewno brzmiał
    :
    Przychodzi do lekarza pół baby.
    - Co się pani stało?
    - A sąsiad mnie przerżnął.
    - A gdzie druga połówka?
    - A wypiliśmy w trójkę.
    - A wyszło po równo?
    - A gdzie tam, sąsiadowi wyszło stosunkowo więcej.

  191. Mawar napisał(a):

    Paweł Luboński

    „Mawarze, jak już pouczasz, to rób to bezbłędnie. Eserowcy, czyli socjalrewolucjoniści, to była inna partia, skądinąd do 1917 roku najbardziej radykalna i najchętniej sięgająca po terror. Po rewolucji 1905 roku rozłam na bolszewików i mieńszewików dokonał się natomiast wśród esdeków, czyli socjaldemokratów”.
    .
    Masz rację, trochę to poplątałem. Lewicowe odpryski eserowców jedynie wsparły bolszewików, którzy byli największą frakcją Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji. Po rewolucji 1917 r. eserowcy w Rosji i za granicą byli przez bolszewików fizycznie likwidowani. Z mienszewikami obchodzili się nieco łagodniej, przynajmniej na początku.

  192. Indoor napisał(a):

    Tak. Stosunkowo sąsiadowi zawsze wychodzi więcej. Wiem to od sąsiadki.

  193. Orteq napisał(a):

    Jeszcze jedno Indoor,

    Nie chciałem być upierdliwym w sprawie tych bulbuli. Ale muszę w końcu cos sprostować . Onomatopeją na odgłos płynu wylewanego z półlitrówki tylko w niektórych kręgach kulturowych czy etnicznych jest bulbul. W innych tą onomatopeją będzie np. gulgul. Albo jeszcze inaczej. Rozumiem jednak twoją rozterkę. Chodziło ci napewno o to, żeby żadnym nielotom w dziobach nic nie poprzestawiać .
    :
    Tu masz kilka przykładoww wyrażeń dźwiękonaśladowczych:

    * odgłosy zwierząt:
    o krowa – muuu;
    o baran – beee;
    o koza – meee;
    o świnka – iiii; chrum, chrum; kwi-kwi;
    o osa – bzzz;
    o kukułka – ku-ku;
    o mruczenie misia – mmm…;
    o miauczenie kota – miau;
    o pies – hau-hau;
    o kogut – kukuryku;
    o indyk – gul-gul;
    I link
    http://www.gabinet-logope.....opeje.html
    :
    Założę się, że i ciebie, choć żeś Bratanek tylko, zaskoczyło, iż bzykanie od osy pochodzi. Ciekawe dlaczego. Może i tego byś się mógł dowiedzieć od sąsiadki?

  194. Indoor napisał(a):

    Orteq! Ja języka polskiego zaczałem się uczyć od studiowania książki pt. „Ja kurczątko, Ty kurczątko” nie pamietam czyjego autorstwa. (Google jest BEZKONKURENCYJNY. Autorstwa Usacza Hrihorija i Czepowieckiego Jefima. Wydano w 1971 więc gdy kupiłem była nowością na rynku). Książka to poza tym, że pozwalał zapoznać się z nazwami popularnych zwierząt domowych (jak np. krówka, świnka, kogucik, kózka, baranek i podobne) to również wprowadzał mnie jakby na samym początku nauki języka w tajniki wyrażeń dźwiękonaśladowczych lub raczej odgłosów (głównie odpaszczowych) wydawanych przez zwierzątek występujących w książce.
    Było to w ogóle wielce pozyteczne, bowiem mogłem na stołówce poprosić o właściwe danie (menu było bogate: krówka, świnka lub kurczaczek do wyboru) a nie pokazywać niegrzecznie rękoma jak pozostali studenci (była to stołówka Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców w Łodzi). A kucharki też mieli ubaw. Po pewnym czasie nawet zaczęły mnie się pytać tak od siebie, „Kurczaczek czy krówka?”

  195. Indoor napisał(a):

    Tak mysle, że płyn wylewany z półlitrówki ( i powietrze zastepujący płyn) wydają dzwięk gulgul w tych kręgach kulturowych, gdzie proces wylewania płynu następuje bezpośrednio do gardła. Kwestia innej akustyki. Albo hulhul.

  196. Orteq napisał(a):

    Jeśli płyn był wylewany do musztardówek z półlitrówki z czerwoną kartką to wydawany mógł być dźwięk nieco inny niż gulgul czy hulhul. Podejrzewam, że to mogła być onomatopeja glugluglug. Szczególnie jest to możliwe w ściśle określonych kręgach kulturowych. Jak poniżej
    :
    „“Glug……… Glug…….. Glug, glug, glug, glug”— a particularly fine tasting jug of distilled spirits as it makes its rounds and stops at one who appreciates its qualities.”
    http://www.tidewaternews......matopoeia/
    W innych kręgach, gdzie proces wylewania płynu następuje pośrednio z musztardówki do gardła, w przeciwieństwie do bezpośredniego przelewu z butelki do gardła, wyrażeniem dźwiękonaśladowczym wydaje się być siup. Ale zdania mogą być podzielone w tym wzgledzie. W ekstremalnych przypadkach bowiem może tu być użyta onomatopeja sru. Za zagrychę wtedy służy z reguły szczypiorek zerwany po ciemku razem z mleczem.

  197. Indoor napisał(a):

    Ta. Albo od razu we trójkę: z mleczem i z babką. A jeszcze tradycyjnie po ciemku po trzeciej butelce, niezależnie od pory dnia .

  198. Torlin napisał(a):

    Wydaje mi się Zosiu, że my się nie rozumiemy. Ja wiem, jak ciężko Ci przechodzi przez gardło jakiekolwiek ustępstwo w hagiografii Rosji, ale zobacz – wszystkie Twoje przykłady pokazują rozwój przemysłu surowcowego: nowe bazy przeładunkowe, środki transportu, trasy komunikacyjne. Możemy krytykować Stany Zjednoczone, ale wszystkie Intele, Microsofty, wszelakie wynalazki niesurowcowe i niewojskowe, dające nam radość – pochodzą właśnie stamtąd.

  199. Orteq napisał(a):

    Torlin,

    Tak było od zawsze. Jedni są od dostarczania surowców, drudzy od ich przetwarzania. Jeśli coś w tej prawidłowości zostanie zakłócone, momentalnie dochodzi do NOWEJ rewolucji przemyslowej. A o rewolucjach to chyba mamy raczej wyrobione pojecie.
    :
    Przestań ty może, Torlin, dbać o wprowadzanie Rosji na PRAWDZIWE salony imperialistów swiatowych. Przecież oni sami mówią: myśmy jeszcze nie dojrzeli nawet do dzikiego kapitalizmu! Mafia, najwyższy stopień rozwoju ustroju kapitalistycznego, to tylko niczym nie wytłumaczalna aberracja.

  200. Orteq napisał(a):

    Jakby ktoś jeszcze tego nie czytal. Jak ktoś przeczyta to moze i ja przesylabizuje jakoś.
    :
    „Był sobie kościół i był sobie bar po drugiej stronie ulicy. Proboszcz od dawna zabiegał o to, by bar zamknąć, lecz właścicielowi wciąż udawało się jakoś swój interes bez szkody dla zysku prowadzić. Ksiądz groził karą boską, wyklinał, przeklinał i wzywał wiernych do modlitwy, aby niewygodnego przedsiębiorcę z pomocą bożą usunąć. Bez efektu. Aż kiedyś przydarzyła się burza, pioruny waliły gdzie popadnie, a jeden rzeczywiście trafił w knajpkę, która niewiele myśląc wzięła się i spaliła do imentu. Właściciel także się nie zastanawiał, tylko wziął i z miejsca podał proboszcza do sądu, za to, iż to z jego przyczyny szkodę on sam jako człowiek interesu poniósł. Proboszcz oczywiście zaprzeczył: „To jakiś absurd!”, a po jego stronie opowiedziała się większość wiernych z parafii. Rzecz jasna wkrótce spotkali się wszyscy w sądzie. Na rozprawie sędzia rozłożył przed sobą akta, przewertował, potoczył wzrokiem po sali i powiedział:
    - Nie wiem, co się tu dzieje, ale z tego, co widzę w tych papierach, to mamy tu jednego szynkarza, który wierzy w potęgę sił boskich i
    setkę parafian wraz z księdzem, którzy temu stanowczo zaprzeczają…

  201. Zofia napisał(a):

    Torlin,
    masz rację i ja tych faktów nie neguję.
    Ale skoro ma się surowce, to coś z nimi się robi, a jeśli można na nich zarabiać – zarabia.
    Tak jest przecież w krajach arabskich, które mają gaz i ropę. To wobec tych krajow i ich gospodarki powstało pojęcie – petrodolary.
    Polska zbudowała Gdynię dla polskiego węgla ze Śląska, a węgiel dla Polski był swego czasu tym, czym ropa czy gaz dla Rosji.
    To jedno.
    Drugie – to fakt, że USA, państwo niewiele ponad 200-letnie swoje elity naukowe ma często z Europy, zwłaszcza z okresu II wojny światowej, gdy zdolni europejscy naukowcy, w większości Żydzi, uciekali przed nazistami.
    Z Polski też elity naukowe, pochodzenia żydowskiego, zostały zmuszone do opuszczenia kraju w 1968 r., wielu naukowców zasiliło amerykańskie uniwersytety. Wreszcie czasy realsocjalizmu czy komunizmu w Europie Wschodniej czy lustracyjne PiS w PiS – to kolejne emigracje zdolnych ludzi, często do USA.
    Elity naukowe USA – to elity Europy przede wszystkim, które pognały za ocean do kraju, gdzie nie ma wojny, bo USA wojny, jeśli prowadzi, to poza swoimi granicami, a nie u siebie.
    Dopiero atak na WCT sprowadził realną wojnę na ziemię amerykańską.
    Jak się przyglądniesz bliżej – wiele innowacji, wynalazków ect. powstało dla potrzeb amerykańskiej armii, systemów obronnych itp. A potem były przystosowywane dla celów cywilnych.
    Mimo tego wszystkiego, pierwszego człowieka w Kosmos – wysłali Rosjanie. Rosyjski system GLONASS nie jest wcale gorszy od amerykańskiego GPS, a oba te systemy powstały na użytek armii i przeniesione „do cywila”.
    My, Polacy znamy przede wszystkim nazwiska rosyjskich noblistów z dziedziny literatury (Bunin, Sołżenicyn, Pasternak, Brodzki) ale już nie kojarzymy, ze taki Saul Bellow, to syn rosyjskich emigrantów do USA.
    Spójrzmy na noblistów z ekonomii i nauk ścisłych reprezentujących USA – Simon Koznes (Nobel 1971), ekonomista rosyjskiego pochodzenia, Wasilij Leontiew (1973), ekonomista rosyjskiego pochodzenia, Leonard Kontorowicz (1975), matematyk i ekonomista rosyjskiego pochodzenia.
    Ernest Boris Chain, biochemik, rosyjskiego pochodzenia, wystepował w barwach Wielkiej Brytanii.
    W 2003 r Nobla z fizyki dostają mieszkający w Moskwie Witalij Ginzburg i Rosjanin z amerykańskim paszportem – Aleksiej Abriskosow.
    Na ponad 500 noblistów na świecie, 120 jest Żydami, z czego wg różnych szacunków – ma polskie korzenie! Inna znaczna grupa w tym gronie – rosyjskie.
    http://209.85.129.132/sea.....#038;gl=pl
    Polecam to Twojej uwadze.

  202. Zofia napisał(a):

    Ostatni akapit dot. noblistów Żydów z polskimi korzeniami – szacuje się, że ma takie połowa z nich.

  203. Paweł Luboński napisał(a):

    Zofio, no i co właściwie z tego, co piszesz? Wolno sądzić, że rozrzut talentów jest zbliżony we wszystkich społecznościach, niezależnie od rasy i narodowości. Nie jest więc istotne, jaka krew płynie w żyłach uczonego, tylko jaki kraj stworzył mu warunki do rozwoju tych talentów. Wszyscy ci wymieniani przez ciebie nobliści działali w Ameryce, więc byli amerykańskimi uczonymi. Nie jest żadną zasługą Rosji, że tacy ludzie z niej się wywodzili. Przeciwnie, jest wstydem dla Rosji, że musieli się realizować za oceanem.

  204. Zofia napisał(a):

    Pawle,
    masz rację, ale po części.
    Wstydzić musi się więc i Polska za tych blisko kilkudziesięciu noblistów-Żydów z polskimi korzeniami, którzy działali w USA.
    Nie zawsze pojechali za granicę z powodu II wojny światowej.
    Poza tym nie wszyscy działali z wymienionych Noblistów w USA.
    W Rosji – też.
    Jest także polska noblistka Maria Skłodowska-Curie, bardziej de facto francuska, niż nasza, o wszak to Paryż był jej naukowym matecznikiem a nie Warszawa.
    Poza tym rozrzut noblistów nie jest równomierny, w ich gronie, 1/4 to Żydzi europejscy. Patrzac kontynentalnie – gros pochodzi z Europy.
    Ważne jest jaka krew płynie w noblistach, patrząc po narodowości.
    Zwracam uwagę, że w XX wieku – Europa to wykrwawiony wojnami kontynent – ze zniszczonymi uczelniami, miastami, nieustannie w odbudowie, bez pieniędzy na naukę, bo trzeba było podnosić państwa z gruzów. Z elitami, które zginęły na wojnach, o ile nie wyemigrowały. Pozostały niedobitki.
    USA – to jednak nie skalane żadnymi wojnami państwo, bez zniszczeń ,z ciągłością pracy naukowej w ośrodkach naukowo-badawczych. Bez strat w elitach naukowych.
    Nie ma tu żadnego porównania.
    Pawle, spojrzyj obiektywniej na świat.

  205. Paweł Luboński napisał(a):

    Zofia: „Ważne jest jaka krew płynie w noblistach, patrząc po narodowości.”
    .
    Nie jest ważne. Powtarzam, nikt dotychczas nie udowodnił, że jedne narody są „bardziej utalentowane” niż inne. I teza taka wydaje się absurdalna, ponieważ nie ma narodów jednorodnych genetycznie.
    Owszem, wśród ludzi wybitnych (w dowolnej dziedzinie) występuje nadreprezentacja Żydów, ale ma to źródła kulturowe, a nie etniczne.
    Gdyby Żydzi przez te dwa tysiące lat żyli sobie nadal zwartą grupą w Palestynie, mieli tam swoje państwo ze wszystkimi warstwami społecznymi od rolników po kapłanów, to raczej nie byłoby dziś tylu noblistów żydowskiego pochodzenia.
    .
    „Wstydzić musi się więc i Polska za tych blisko kilkudziesięciu noblistów-Żydów z polskimi korzeniami, którzy działali w USA.”
    .
    Wstydzić – to może za mocne słowo. Ale chluby to Polsce nie przynosi i na pewno nie jest powodem do dumy. Śmieszy mnie, że Polacy są dumni z Marii Curie-Skłodowskiej, która była Polką, ale uczoną francuską. Powód do dumy narodowej byłby raczej, gdyby to Piotr Curie dokonywał swych odkryć w Instytucie Radowym w Warszawie.
    Powtarzam – moim zdaniem sukcesy wybitnych jednostek nie są zasługą narodu czy państwa. Może nią być natomiast stworzenie tym jednostkom warunków do rozwoju.
    W przypadku Rosji natomiast nie ma najmniejszej wątpliwości, że fakt, iż tylu wybitnych Rosjan działało w Ameryce i Europie Zachodniej, jest pochodną stosunków polityczno-społecznych panujących w tym kraju w XX wieku. Nie ma tu co zwalać na czynniki obiektywne.

  206. Mawar napisał(a):

    Zofia
    .
    „Wstydzić musi się więc i Polska za tych blisko kilkudziesięciu noblistów-Żydów z polskimi korzeniami, którzy działali w USA”.
    .
    A ty się nie wstydzisz? A powinnaś w pierwszym rzędzie. Przecież to twoja PZPR wyrzuciła Żydów z Polski po nagonce antysemickiej w 1968 roku. Tym sposobem rozwalono np. matematykę, fizykę i informatykę na Uniwersytecie we Wrocławiu. Za Gomułki i Gierka (1968-72) zmuszono do emigracji ok. 12 tys. Żydów, na ogół była to inteligencja, naukowcy i przedstawiciele wolnych zawodów. Zatem nie wycieraj sobie gęby Polską skoro część twojej rodziny była we władzach PZPR, a sama pracowałaś w pionie partyjnej propagandy.

  207. Paweł Luboński napisał(a):

    Mawarze, walisz celnie, ale poniżej pasa.

  208. Mawar napisał(a):

    Zofia
    „Wczoraj był tam Putin na spotkaniu stoczniowym, przy okazji miał przyjemność wcisnąć guzik i rozpocząć załadunek ropy na pierwszy cumujący tankowiec w nowiutkim terminalu naftowym”.
    .
    Widzę, że mentalnie nadal jesteś na froncie propagandy sukcesu, a to było dawno, za Gierka. Do tego terminalu pod Nachodką na razie ropa dowożona będzie cysternami – czyli koleją, 3,5 mln. ton rocznie. Dla porównania: Polska zużywa ok. 22 mln. ton ropy rocznie. :)
    Dopiero później powstanie ropociąg łączący złoża syberyjskie z Nachodką, na razie gotowa jest odnoga do Chin. Rosjanie skeszowali wieloletni kontrakt z Chińczykami biorąc z góry 25 mld USD za 15 mln ton ropy rocznie, dzięki czemu Moskwa ma pieniądze na dokończenie ropociągu do Nachodki. Chiny tym sposobem nieco dywersyfikują się, bo na razie głównie konsumują ropę arabską, zabezpieczając się przy okazji przed wahaniem cen za ten surowiec w przyszłości. Poza tym cierpią na nadmiar gotówki w dolarach amerykańskich, które tracą na wartości. Kontrakt z góry zapłacony, ale po cenach obecnych. Kto na tym bardziej zyska okaże się w przyszłości. Raczej Chiny.

  209. Mawar napisał(a):

    Paweł Luboński
    Poniżej pasa to ja rozumiem, że nie fair. Ale przecież fakty się zgadzają. Czy w Polsce na temat komunizmu ma zapanować amnezja taka jak w Niemczech na temat nazizmu do lat 60?

  210. Paweł Luboński napisał(a):

    Mawar: „Ale przecież fakty się zgadzają.”
    .
    Poniżej pasa, bo ad personam. Przeszłość rozmówcy, czy tym bardziej jego przodków, nawet autentyczna, nie jest żadnym argumentem.

  211. Zofia napisał(a):

    Mawar,
    fakty się nie zgadzają.
    W PZPR nigdy nie byłam.
    To jedno.
    Po drugie mijasz się z prawdą.
    1.
    Terminal naftowy w Koźminie (Nachodka) – JSC „Spetsmornefteport Kozmino – został oddany do eksploatacji dopiero 6 października tego roku, pierwszy tankowiec – m/v „Moskowskij Uniwiersitet” „przyjął 28 grudnia. Statek zabrał 100 tys. ton ropy.
    Więc skąd u Ciebie te 3,5 mln ton rocznego obrotu terminala?
    W I-szymi etapie eksploatacji terminal ma przeładować 15 mln ton ropy, docelowo będzie przeładowywał 30 mln ton.
    2.
    Nigdzie nie napisałam, że rurociąg naftowy Wschodnia Syberia-Pacyfik jest w całości oddany do eksploatacji!
    Pierwszy etap budowy rurociągu – Tajszet – Skoworodino rozpoczęto w kwietniu 2006 – liczy 2.694 km. I ten odcinek jest już gotowy.
    Od Skoworodino do Koźmina ropa dociera do portu koleją (2,1 tys. km).
    Cała trasa rurociągu „Wschodnia Syberia – Pacyfiku” biegnie przez region Irkuck, republikę Sacha (Jakucja), region Amur. Będzie gotowa za 2 lata.
    3.
    Poza ropociągiem, który ma istotne znaczenie nie tylko dla eksportu, ale dla rynku wewnętrznego na Dalekim Wschodzie Rosji, w Kraju Nadmorskim weszły w kooperację z tamtejszymi stoczniami, do tej pory wojennymi – stocznie z Korei Południowej, singapursko-chińskie, rozmowy z Japończykami są na ukończeniu. Słladywostoku..
    Widowiskowo oczywiście i z pełną świadomością tej widowiskowości ze strony Putina, sam zresztą o tym mówił dziennikarzom, własnym i zagranicznym..
    ***
    Sama dla Polski chciałabym takiej kooperacji stoczniowej.
    No i tych 700 mln dolarów, jakie władowane zostaną w dwie stocznie. Jedna z nich Zwiezda, w Bolszoj Kamienie, dostała te forsę na nowy, drugi suchy dok i wszelką aparaturę, instrumenty i inne maszynowe ustrojstwa, konieczne do produkcji ….gazowców do przewozu LNG. W rosyjsko-koreańskiej kooperacji rzecz jasna. Dla Gazpromu, ale nie tylko.
    Bardzo bym chciała taką „agitkę”, jak wyżej, zaserwować o polskim przemyśle okrętowym, ale nie mam jak.
    Tak to już jest, że Korei Południowej czy Japonii opłaca się kooperować z Rosją w przemyśle okrętowym a z Polska jakoś im nie po drodze.

  212. Bekas napisał(a):

    Dzyń, dzyń!
    Dzwonek u drzwi oderwał ją od wałkowania ciasta. Zbliżał się Nowy Rok, a jej mąż uwielbiał słodkości.
    Odłożyła wałek i szybkim krokiem ruszyła w stronę drzwi. Podejrzewała, kto dzwoni. Przedwczoraj w najlepszej gazecie świata, Gazecie Ludowej, dała ogłoszenie, że poszukuje niańki do dziecka.
    I nie pomyliła się. Gdy tylko drzwi otwarła, przywitał ją szczebiot:
    - Dzień dobry! Jowita Brzozowska! Ja z ogłoszenia. Chciałam nianią zostać.
    Spojrzała na stojącą przed nią młodą kobietę. Mimo, że na dworze panował zdrowy mróz, a z nieba śnieg sypał się obficie, Jowita ubrana była w króciutką spódniczkę i coś, co na siłę można było nazwać kurteczką. Z głowy spływała na ramiona dziewczyny burza blond włosów, a usta pokrywała gruba warstwa krwistoczerwonej szminki.
    Zaniemówiła, takiego widoku się nie spodziewała.
    -Przepraszam, mogę wejść??? – z zadumy wyrwały ją słowa dziewczyny.
    -Aaaa, tak! Przepraszam! Proszę do środka.
    Usiadły przy stoliku w salonie.
    -Ma może pani jakieś referencje?
    -Ależ oczywiście! Właśnie wczoraj wyszłam z więzienia o zaostrzonym rygorze i od razu wpadła mi do ręki gazeta. Ktoś ją rzucił na chodnik. I jak tylko ją otworzyłam, znalazłam pani ogłoszenie. No i jestem. Kasa mi się teraz bardzo przyda.
    Matka wybałuszyła oczy, nie wierzyła w to, co słyszy. Przez chwilę nie mogła wydobyć z siebie słowa.
    -Przepraszam, czy ja dobrze słyszę? Pani wyszła z więzienia?
    -A tak! Co w tym dziwnego?! Pięć lat temu, gdy niańczyłam takiego szczeniaki u grubej baby, nie wytrzymałam jego humorów i trochę mu przylałam.
    -Yyyy, trochę?!?!
    -No, może nie trochę. Gnój wylądował w szpitalu na dwa tygodnie.
    Nie chciała tego dłużej słuchać. Prawdę powiedziawszy zaczęła się tej dziewczyny bać. Wstała od stołu i już, już miała jej podziękować, gdy u drzwi znowu rozległ się dzwonek.
    -Happy New Year! – zaśpiewał żonie, gdy ta otworzyła drzwi.
    Na głowie miał fikuśną czapę z pomponem, a w ręku szampana z bukietem cudownych róż. Był przekonany, że żona na ten widok rzuci się szczęśliwa wprost w jego ramiona. Przeliczył się. Ani drgnęła.
    -Co jest, Malwino?!?
    -Eeee, przepraszam Pawle, właśnie miałam odprawić panią, która przyszła w sprawie opieki nad naszym synem.
    Paweł wszedł do domu. Butelkę z bukietem zostawił w przedpokoju i zaciekawiony poszedł do salonu.
    Zastał ją siedzącą w jego ulubionym fotelu. Nic sobie nie robiła z tego, że nie jest u siebie. Swoje dłuuugie, zgrabne jak licho, nogi wyciągnęła przed siebie i z zaciekawieniem oglądała kolejny odcinek „Blasków i cieni” w zawieszonej pod sufitem plaźmie.
    Oczy mu się zaświeciły. Te nogi, te włosy…. Poczuł, jak serce zaczyna pompować znaczne ilości krwi, jak….zresztą nieważne.
    Energicznie do niej podszedł i przedstawił się:
    -Paweł Serdeczny, dzień dobry!
    Jowita oderwała wzrok od telewizora i rzuciła mu zalotne spojrzenie.
    -Dzień dobry! – zaszczebiotała.
    -Żona powiedziała mi, że chce pani zostać u nas nianią.
    -A tak, właśnie z nią o tym rozmawiałam. Tylko pański dzwonek przerwał. Nie ustaliłam jeszcze z pana żoną…
    -Nie ma takiej potrzeby, proszę pani! – przerwał jej.
    -Przyjmuję panią!
    -Taaaak – nie mogła uwierzyć w swe szczęście.
    -Paweł! – z amoku wyrwało go wołanie żony.
    -Tak, przepraszam panią. Zaraz wrócimy do rozmowy. Tylko z żoną załatwię….
    -Jasne – rezolutnie odrzekła Jowita i zalotnie wydęła usta.
    -Co ty robisz?!?! – zaatakował go Malwina, gdy tylko wszedł do kuchni.
    -Ale o co ci chodzi, kochanie?!?!
    -Ta dziewucha właśnie wyszła z więzienia za znęcanie się nad dzieckiem, a ty ja za nianię bierzesz!! – prawie krzykiem poinformowała go o przeszłości Jowity.
    Paweł wybałuszył oczy i odrzekł:
    -No i co?!? Kochanie! Przeszłość Jowity nie jest tutaj żadnym argumentem!!
    Malwina osłupiała. Gdy jakiś czas potem dwóch sanitariuszy wynosiło ja z domu, Paweł właśnie zaczynał test nowej niani…

  213. Mawar napisał(a):

    Zofia
    ‘Więc skąd u Ciebie te 3,5 mln ton rocznego obrotu terminala”?
    .

    Sorry, pomyłka 3,1 mln ton to kwartalnie, rocznie ponad 12 mln ton. Tyle po prostu można przetransportować cysternami, to 4 tys. km.
    http://www.rp.pl/artykul/.....ansk_.html

  214. Mawar napisał(a):

    Pawel Luboński
    „Poniżej pasa, bo ad personam. Przeszłość rozmówcy, czy tym bardziej jego przodków, nawet autentyczna, nie jest żadnym argumentem”.
    .
    Zdumiewający argument, komunizm może był zły, ale nie wiadomo kto za niego odpowiada? Otóż wiadomo – ludzie. Każdy zaangażowany w ten system, i czerpiący z tego tytułu korzyści, robił rzeczy straszne lub tylko podłe, proporcjonalnie do swej władzy – od lokalnego sekretarza na prowincji po pierwszego sekretarza PZPR w Warszawie. Zofia sama przyznała, że część jej najbliższej rodziny to byli lokalni aparatczycy PZPR szczebla wojewódzkiego, a ona sama pracowała w prasie komunistycznej. Rozumiem, że można mieć akurat takiego trupa w szafie, ale przecież sama tę szafę otworzyła, oskarżając bliżej niesprecyzowaną Polskę o zmuszanie do emigracji Żydów. Raz jeszcze przypomnę, największą w powojennej Europie nagonkę antyżydowską zorganizowała PZPR, która rządziła w Polsce z mandatu Moskwy, a nie suwerennego wyboru Polaków.

  215. Zofia napisał(a):

    Mawar,
    Ty mi nie cytuj Rzeczpospolitej, ale sięgaj do źródeł.
    Koleżanka redaktorka, myląc komentarz z faktami nie bardzo wie do końca o czym pisze.
    ***
    Mawar
    Tobie kiełbaszą się wszelkie informacje z jakimi mitami i wyobrażeniami.
    Powiedz, łaskawco – w jakim to komunistycznym tytule raczyłam pracować zawodowo jako dziennikarz?
    I jeszcze jedno – nie wyrzekam się Ojca, który był we władzach KW PZPR (nie aparatczykiem), ale wybacz – nie traktuje go jako „trupa w szafie”.
    Wręcz przeciwnie – ten człowiek pozostawił po sobie b. wiele – m.in. szkole morską w Szczecinie, która dzisiaj szczyci się byciem Akademią Morską i szkolnictwo morskie, uznawane w Europie z najlepszych.
    Piszę Ci o tym setki razy, dorobek uczelni na przestrzeni jej dziejów jest udokumentowany. A Ty swoje.
    Powstała ta szkoła decyzją Ojca i dzięki jego uporowi.
    Lepiej mi napisz, co Twoi bliscy żyjąc i pracując w czasach „komuny” pozostawili pożytecznego i trwałego dla Polski po sobie.
    Za trzy tygodnie minie 40 lat od śmierci mego Ojca, zmarł 17 stycznia 1970 r. a uczelnia morska w Szczecinie nadal wypuszcza najlepszych fachowców morskich na świecie.
    Jak walczył o tę szkołę masz tutaj:
    http://picasaweb.google.p.....6121029202
    Zerknij dalej, poczytaj jego wystąpienia, a jakże, na forum partyjnym, i zastanów się nieco nad tym co wypisujesz pod adresem mego Ojca.

  216. Paweł Luboński napisał(a):

    Mawar: „Zdumiewający argument, komunizm może był zły, ale nie wiadomo kto za niego odpowiada? Otóż wiadomo – ludzie. Każdy zaangażowany w ten system, i czerpiący z tego tytułu korzyści, robił rzeczy straszne lub tylko podłe, proporcjonalnie do swej władzy – od lokalnego sekretarza na prowincji po pierwszego sekretarza PZPR w Warszawie.”
    .
    Po pierwsze – co ma piernik do wiatraka? Dyskusja, o ile się nie mylę, była głównie o intelektualnym potencjale Rosji i innych krajów czy narodów. Sięganie w tej dyskusji do postawy politycznej ojca Zofii wydaje mi się zupełnie out of topic i cokolwiek niestosowne.
    Po drugie zaś, jeśli już odpowiedzialnością za komunizm obciążasz wszystkich sekretarzy partii aż po szczebel lokalny (sekretarzy POP też?), to nie zapominajmy i o innych, nawet bezpartyjnych, ale robiących w tamtym ustroju z powodzeniem kariery naukowe, artystyczne czy inne, ludziach rzetelną pracą legitymizujących i obiektywnie patrząc, wspierających reżim, albo po prostu konformistach spokojnie się dorabiających na miarę swoich możliwości. W zasadzie zupełnie czyści byli tylko emigranci, a w kraju ludzie czynnie występujący przeciwko systemowi (pod warunkiem, że nie załamali się w śledztwie). Niewielu tych sprawiedliwych.
    I ja się w zasadzie z taką optyką zgadzam. Jak Niemcy w nazizm, tak i Polacy niemal wszyscy byli jakoś uwikłani w komunizm. Nie było winnych i niewinnych, tylko całe continuum postaw, od niewątpliwych zbrodniarzy do bohaterów. Dlatego byłbym bardzo ostrożny z ostrymi podziałami.

  217. Indoor napisał(a):

    Mam nadzieję, że wszyscy zwolennicy domowych petard dziś wieczorem wysadzą się w powietrze i jutro będzie spokój.
    Uważam tez, że posypiwanie głowy popiołem przez Zofię, jak też posypiwanie głowę Zofii przez Mawara są częścią tej samej prawdy drugiej i trzeciej kategorii (wedle klasyfikacji księdza Tischnera) która to prawda skutecznie uniemożliwia zrozumienia najnowszej historii i wyciagnięcia jakichkolwiek wniosków na przyszłość (lub teraźniejszość).

  218. Mawar napisał(a):

    Indoor
    Czy to samo mógłbyś powiedzieć o najnowszej historii (komunizm, nazizm) Niemiec?

  219. Mawar napisał(a):

    Paweł Luboński
    „Dyskusja, o ile się nie mylę, była głównie o intelektualnym potencjale Rosji i innych krajów czy narodów. Sięganie w tej dyskusji do postawy politycznej ojca Zofii wydaje mi się zupełnie out of topic i cokolwiek niestosowne”.
    .
    Przypominam, że dyskusja zawiązała się po uwadze Zofii, że wielu polskich Żydów musiało robić kariery naukowe na Zachodzie, i że Polska powinna się tego wstydzić. Ja napisałem, że pierwszym rzędzie powinna się wstydzić nie pozbawiona suwerenności Polska tylko rodzina Zofii i ona sama z powodu partyjnej nagonki antysemickiej po marcu 1968 roku. Nie wiem co tu jest niestosowne? Mnie się wydaje, że niestosowny był i jest antysemityzm.
    .

    „W zasadzie zupełnie czyści byli tylko emigranci, a w kraju ludzie czynnie występujący przeciwko systemowi (pod warunkiem, że nie załamali się w śledztwie). Niewielu tych sprawiedliwych”.
    .
    Nie każdy był emigrantem lub opozycjonistą, ale każdy miał obowiązek zachowywać się przyzwoicie. Większość Polaków nie należała do PZPR ani nie pracowała w SB i nie donosiła, czyli zachowywała się poprawnie.
    .
    „Jak Niemcy w nazizm, tak i Polacy niemal wszyscy byli jakoś uwikłani w komunizm”.
    .
    Musiałbyś zdefiniować jak rozumiesz „uwikłanie w komunizm”. Według mnie do uwikłanych w komunizm należy zaliczyć nomenklaturę PZPR, policję polityczną i ludzi z różnych środowisk, formalnie niepartyjnych, którzy wspierali komunistyczne władze. Agenci to ludzie uwikłani w system i jednocześnie jego ofiary.

  220. Mawar napisał(a):

    Zofia
    „Ty mi nie cytuj Rzeczpospolitej, ale sięgaj do źródeł”.
    .
    Byłaś w Nachodce osobiście, kiedy Putin otwierał terminal,czy korzystałaś ze źródeł? Twój apel „sięgaj do źródeł” oznacza: źródeł jedynie słusznych, rosyjskich. :)

  221. Orteq napisał(a):

    Co nie jest sięganiem do źródeł to niereagowanie na błyskawiczne wejścia Bekasa. Jest to po prostu poniżej pasa. Minęła tylko jedna krótką godzina, od 13:51 do 14:51, i już Bekas miał gotowa ripostę na Pawłowem „poniżej pasa” uwertury. I co panie i panowie dyskutanci na to? A no jak gdyby nigdy nic oni ze sobą tylko dalej szczebiocą choć nie są żadnym dzikim ptactwem. To się nazywa, zdaje się, łuk kurski, jeśli dobrze zrozumiano jasnaanielke. Nawet jednak gdyby tak się nie nazywało to i tak jest poniżej pasa. Oraz poniżej wszelkich poziomów zanudzania.
    :
    Dlatego na Sylwestra wyjeżdżam do buszu. Tam tylko sam siebie będę mógł zanudzac. Bo tak o wiele zdrowiej. Szczególnie dla ewentualnych czytelnikow, ktorzy nie znaja łuku kurskiego.
    :
    Indoor! Nie zapomnij o onomatopejach jutro o północy. No i Dosiego Roku!

  222. Paweł Luboński napisał(a):

    Mawar: „Przypominam, że dyskusja zawiązała się po uwadze Zofii, że wielu polskich Żydów musiało robić kariery naukowe na Zachodzie, i że Polska powinna się tego wstydzić.”
    .
    Przeczytaj sobie jeszcze raz tę wymianę zdań. Krzywdzisz Zofię. To ja napisałem (o Rosji, nie o Polsce), że jest raczej wstydem, a nie powodem dumy dla narodu, kiedy jego najzdolniejsi synowie muszą robić karierę za granicą. Na co Zofia zapytała ironicznie, czy w takim razie Polska też powinna się wstydzić.
    Sprawdza się na twoim przypadku powiedzenie: jak ktoś chce psa uderzyć, kij zawsze znajdzie.
    .
    „Większość Polaków nie należała do PZPR ani nie pracowała w SB i nie donosiła, czyli zachowywała się poprawnie.”
    .
    Proste masz kryteria poprawności zachowania. Ja jednak pozostanę przy mniemaniu, że można było należeć do PZPR, nawet być tam jakimś funkcyjnym, i pozostać przyzwoitym człowiekiem. Tudzież można było być szują i skutecznie wspierać reżim bez formalnej przynależności i bez donoszenia do SB.
    .
    Musiałbyś zdefiniować jak rozumiesz “uwikłanie w komunizm”.
    .
    Toż właśnie zdefiniowałem w poprzednim wpisie. Żyliśmy w tym kraju, podporządkowywaliśmy się obowiązującym prawom i ulegaliśmy bezprawiu, robiliśmy kariery, pozwalaliśmy, by efekty naszej pracy wspierały reżim i tylko nieliczni z nas zdobyli się na jakikolwiek akt sprzeciwu.
    Nazywam to uwikłaniem w komunizm dla podkreślenia, co już pisałem, że nie było żadnej ostrej granicy pomiędzy ludźmi zachowującymi się poprawnie i niepoprawnie. Kryterium przynależności do partii lub bycia tajnym współpracownikiem, jak wszystkie sztywne, formalne kryteria, mogłoby być przydatne przy decyzjach administracyjnych, ale nie nadaje się do moralnego osądu ludzkich postaw.

  223. narciarz2 napisał(a):

    Nazywam to uwikłaniem w komunizm
    Znowu sie zaczyna dyskusja na temat PRLu?
    .
    Proponuje posluzyc sie wzorcem nalezacym do kanonu Radia Erewan. Mianowicie, co pewien czas prenumeratorm radzieckiej encyklopedii posylano nowe strony, tubke kleju, i zyletke. Zyletka sluzyla do wyciecia starych stron, ktore sie przezyly, zas tubka kleju do wklejenia nowych. Podobnie mozna postapic z historia PRLu. Wyciac, wymazac, i zastapic zawartoscia stron internetowych IPN.
    .
    Dzieki postepowi nauki niedlugo zostanie opracowany odpowiedni lek wywolujacy selektywna amnezje. Bedzie mozna zapomniec o swoim wlasnym zyciu w owczesnym z lekka zwariowanym kraju. Dzieki lekarstwu bedzie zastapic swoje wspomnienia scenami z filmu „Trzech kolegow”. Tym sposobem wreszcie zapanuje zgoda na temat historii co prawda najnowszej, ale rowniez gleboko nieslusznej wedlug strony tzw. „solidarnosciowej”.

  224. narciarz2 napisał(a):

    W 1989 roku nigdy mi przez mysl nie przeszlo, ze paranoiczne myslenie czlonkow PZPR zostanie zastapione paranoicznym mysleniem kombatantow „Solidarnosci”. Szczerze mowiąc, wart Pac Pałaca.

  225. Indoor napisał(a):

    Orteq! Jutro o północy oczekuję potworne szczekanie i skowit u siebie, w odpowiedzi na porażający huk i wybuchy za oknem. Odmłodzona wataha w przeciwieństwie do starej nie grozi zbiorowym zejściem ze strachu i nie ucieka do ubikacji lub nie wczołguje się pod wannę, tylko stoi w oknie, dołącza się do zabawy i wtóruje odgłosom petard i pozostałych wybuchów narodowej radości.

  226. Torlin napisał(a):

    Myślenie Mawara jest typowe dla tego typu osób Kaczyńskomyślących. U nich wszystko musi być biało – czarne. Sekretarz zły, bo partyjny, reżyser robiący filmy za komunizmu – dobry, bo bezpartyjny, Wszyscy robiliśmy dyplomy, chodziliśmy do szkół (ale tylko niektórzy do przedszkoli, bo widać wyraźnie, że brak im Kinderstube), wszyscy jesteśmy w jakiś sposób umoczeni. Jak jesteś naprawdę Warszawiakiem, to musiałeś być na Stadionie Dziesięciolecia i popierać Gierka. Otóż tak się nie da podzielić. Ja wiem, że wszystkie odczucia demokratyczne (ale tej prawdziwej demokracji, a nie Kaczyńskiego i Putina) są Ci Mawarze po prostu obce, ale w prawdziwych demokracjach nie ma odpowiedzialności zbiorowej. Syn nie odpowiada za ojca, brat za siostrę, a członek organizacji za innych członków organizacji.
    Ja wiem, że jest to Ci obce i wstrętne, że najlepiej ich powywieszać na latarniach – bo już są skazani, metodą pewnego europosła PiSu i dr G. W demokratycznym kraju, obojętne, czy skazanie sądowe, czy wypchnięcie w infamię, musi być za jakieś konkretne czyny, a nie za samą przynależność.
    Ale i tak nic z tego nie zrozumiałeś, prawda?

  227. Mawar napisał(a):

    Paweł Luboński
    .
    „Żyliśmy w tym kraju, podporządkowywaliśmy się obowiązującym prawom i ulegaliśmy bezprawiu …”.
    Co i rusz wpadasz na mielizny, jak choćby tu: piszesz o „podporządkowaniu się obowiązującemu prawu” po czym, że i „ulegaliśmy bezprawiu”. Z trybu przyjęcia komunistycznego „prawa” wynika, że było to w istocie bezprawie, w dodatku egzekwowane arbitralnie przez jego nadzorców. To zwykły system opresyjny, co to ma wspólnego z prawem? Opresyjne przepisy nazwane zostały prawem i tyle.

    „…. robiliśmy kariery, pozwalaliśmy, by efekty naszej pracy wspierały reżim i tylko nieliczni z nas zdobyli się na jakikolwiek akt sprzeciwu”.
    .
    Co to znaczy „robiliśmy”? Wolałbym abyś pisał za siebie. Do robienia karier dopuszczono najgorszy element, ze szczególnymi predyspozycjami do zaprzaństwa, lizusostwa, konformizmu, mimikry, wyjątki nie zmieniają tu ogólnego obrazu. To znany mechanizm, do każdego więzienia można znaleźć nadzorców i funkcyjnych. Dziś, po latach, ci nadzorcy i funkcyjni racjonalizują swe zachowanie, aby mieć komfort patrzenia w lustro: „Tak, ulegaliśmy bezprawiu” albo „heglowskiemu ukąszeniu”, poszliśmy na współpracę z reżimem, ale mieliśmy dobre intencje, a jeśli byliśmy katami to łagodnymi. Cóż, takie jest życie, nie białe, nie czarne tylko zniuansowane i szare jak szara strefa. W Wiśle nadal płynie letnia woda, a ta szarość, miałkość, nijakość i bylejakość to także żywa skamienielina PRL-u. Jednak to nie nadzorców i funkcyjnych było w Polsce najwięcej. Jak w każdym więzieniu przeważali zwykli ludzi, którzy postanowili, że mimo wszystko będą zachowywać się przyzwoicie. Zawsze myślę o nich z podziwem.

  228. Mawar napisał(a):

    Torlin
    .
    „Wszyscy robiliśmy dyplomy, chodziliśmy do szkół (ale tylko niektórzy do przedszkoli, bo widać wyraźnie, że brak im Kinderstube), wszyscy jesteśmy w jakiś sposób umoczeni”.
    .
    Jeśli jesteś osobiście „w jakiś sposób umoczony” to może przyznaj się i ewentualnie zrób ekspiację, a nie insynuuj , że „wszyscy”, bo np. robili dyplomy. Kuriozalny nonsens. Jeśli robili dyplomy to za swoje pieniądze. Nie sądzisz chyba, że PZPR finansowała wyższe uczelnie ze składek partyjnych albo radzieckich darów?
    PS. „Kinderstube” to po polsku kindersztuba, słowo dawno spolszczone, można je wymawiać i pisać z polską fleksją, w tym przypadku będzie: „brak im kindersztuby”.

  229. Mawar napisał(a):

    N2
    „Dzieki lekarstwu bedzie zastapic swoje wspomnienia scenami z filmu “Trzech kolegow”.
    .
    Niby drobiazg, tytuł tego filmu to „Trzech kumpli”. Jak byś oglądał wiedzialbys dlaczego.
    .

    „Tym sposobem wreszcie zapanuje zgoda na temat historii co prawda najnowszej, ale rowniez gleboko nieslusznej wedlug strony tzw. “solidarnosciowej”.
    .
    Cieszy mnie, że wracasz do korzeni, nie tylko fizycznie, ale i mentalnie, mniej udajesz, mniej kuglujesz, przyznajesz się do tradycji komunistycznych, gen. Jaruzelski bohater, pułkownik Kukliński zdrajca, te klimaty. Wszystko na swoim miejscu. :)

  230. Zofia napisał(a):

    Drodzy Blogowicze i Czytelnicy,
    Nasz Drogi Gospodarzu!
    RECEPTA NA CAŁY ROK
    Bierzemy 12 miesięcy, oczyszczamy je z goryczy, chciwości, małostkowości i lęku, każdy miesiąc dzielimy na 30 lub 31 części tak, aby zapasu wystarczyło na cały rok.
    Każdy dzień przyrządzamy osobno z jednego kawałka pracy i dwóch kawałków pogody ducha i humoru.
    Do tego dodajemy trzy duże łyżki nagromadzonego optymizmu, łyżeczkę tolerancji, ziarenko ironii i odrobinę taktu (no, może trochę więcej alba bardzo więcej….).
    Następnie całą masę polewamy dokładnie dużą ilością (mądrej i bezinteresownej) miłości.
    Gotową potrawę dekorujemy bukietem uprzejmości i uśmiechami, po czym podajemy codziennie z radością i filiżanką wybornej kawy lub herbaty.
    *
    Jest to lekko „udoskonalona” wersja RECEPTY autorstwa Kathariny Goethe ( matki poety).
    *
    Życzę pełni satysfakcji w każdym aspekcie Państwa i Waszego życia w 2010 Roku.
    Żyjmy w zgodzie z powyższą receptą, a wierzę, że wszystko co dla Nas najlepsze – się spełni.
    Zofia

  231. Zofia napisał(a):

    Mawar, czy Ty myślisz jak piszesz?
    A piszesz:
    ….Do robienia karier dopuszczono najgorszy element, ze szczególnymi predyspozycjami do zaprzaństwa, lizusostwa, konformizmu, mimikry, wyjątki nie zmieniają tu ogólnego obrazu.
    I co?
    Mam familię Kaczyńskich traktować jako ów nieliczny wyjątek?
    A miliony innych Polaków za „najgorszy element”?
    Tylko dlatego, że odbudowali ten kraj z wojennej pożogi, rozbudowali porty, budowali nowe dzielnice w miastach, postawili 1000 szkół na tysiąclecie, odbudowali zabytki z zamkiem królewskim w Warszawie na czele nauczyli czytać wiejskich parobków i innych analfabetów czytać i pisać i zrobili wiele innych wspaniałych rzeczy, które powodują, że nasz kraj stoi w miarę na nogach a nie na głowie?
    Polska szkoła matematyki, okulistyki, edukacja morska na światowym poziomie (tak, tak w tamtych czasach – także!) – to efekt pracy „najgorszego elementu”?
    ***
    Widzisz Mawar,
    obrażasz wielu ludzi, często już nie żyjących, którzy nie są w stanie bronić swego imienia i czci przed Tobą i takimi jak TY.
    Zachowujesz się jak przegrany w życiu człowiek, nie spełniony, zgorzkniały, niekochany, szukający winy u innych dla swoich niepowodzeń.
    Można Ci tylko współczuć, nic więcej, bo sam odpowiadasz za swój los. Jest on efektem Twoich wyborów i brakiem umiejętności przewidywania konsekwencji.
    Życzę Ci, Mawarze,
    byś w Nowym Roku zaznał wreszcie miłości, kochał i był kochany, byś poczuł się wreszcie człowiekiem prawdziwie wolnym i spełnionym.

  232. Torlin napisał(a):

    Całej Twojej wypowiedzi się spodziewałem, nie wiedziałem – tak jak napisała Zofia – że tych dziesiątki, setki znakomitych lekarzy, prawników, filozofów, plastyków, kompozytorów, projektantów to „najgorszy element, ze szczególnymi predyspozycjami do zaprzaństwa, lizusostwa, konformizmu, mimikry”. Ale już wiem.
    Ale dla mnie całkowitym zaskoczeniem było zdanie skierowane do mnie: „Jeśli robili dyplomy to za swoje pieniądze”. Mam drobne pytanie, płaciłeś za swoją naukę, czy tak tylko wypisujesz, co Ci klawiatura przyniesie? A może jesteś przeżarty myślą socjalistyczną, że to wspólne pieniądze, więc idzie nauka również z Twoich.

  233. maciek.g napisał(a):

    Mawar,
    długo myślałeś nad tym by wysmażyć tę rewelację o tych karierach w PRL’u? Bo takie curiosum wymyślić to albo trzeba zupełnie bez zastanowienia coś klepnąć , albo tak długo nad tym dumać, że całkiem straci się poczucie rzeczywistości. Jeśli popatrzyć to twoi idole też robili kariery w PRL’u /kończyli studia , robili doktoraty, dostawali niezłe posadki itd/

  234. Paweł Luboński napisał(a):

    Mawar: „Co to znaczy robiliśmy? Wolałbym abyś pisał za siebie.”
    .
    Za siebie nie bardzo mogę pisać, bo w 1981 roku byłem dopiero w połowie studiów, więc nie bardzo miałem okazję robić karierę. Znam wszakże pod dostatkiem przykładów z własnej rodziny i kręgu znajomych. Ludzi, którzy robili mniejsze czy większe kariery w różnych dziedzinach, a których, znając ich, nie ośmieliłbym się nazwać najgorszym elementem ze skłonnościami do zaprzaństwa i lizusostwa. Zresztą na to ci już trafnie odpowiedziała Zofia.
    .
    „Jak w każdym więzieniu przeważali zwykli ludzi, którzy postanowili, że mimo wszystko będą zachowywać się przyzwoicie. Zawsze myślę o nich z podziwem.”
    .
    Nie łudź się. „Jak w każdym więzieniu” przeważali zwykli ludzie, którzy niczego nie postanawiali, tylko prowadzili normalne, powszednie życie w takich warunkach, jakie zastali. Jeśli czegoś pragnęli, to świętego spokoju i pomyślności dla siebie i swoich bliskich. Nie ma ich za co podziwiać, bo w większości nie zostali poddani żadnej próbie. Na podziw zasługują ci, którzy byli wystawieni na pokusy i nie ulegli im. Oraz ci, którzy weszli na złą drogę i umieli z niej zawrócić.
    .
    Zebrało mi się na wynurzenia, oto więc dla ciebie, Mawarze, garść przykładów najgorszego elementu ze skłonnością do zaprzaństwa.
    .
    1. Moja matka. Dziewczyna z warszawskiej rodziny robotniczej, w latach pięćdziesiątych, podczas studiów, ze szczerego przekonania wstąpiła do partii. Nie wiem nawet, czy pełniła w niej jakieś funkcje, jeśli tak, to najwyżej na szczeblu POP. Jeszcze za Gomułki wierzyła w socjalizm. Później już nie, ale nie występowała z partii do 1981 roku, bo w tamtych czasach rzucenie legitymacji pociągnęłoby za sobą najprawdopodobniej utratę pracy, do której była bardzo przywiązana. Oszałamiającą, konformistyczną karierę zakończyła na stanowisku głównego specjalisty w centrum obliczeniowym NBP.
    U schyłku życia udostępniała swoje mieszkanie jednemu z wydawnictw podziemnych.
    .
    2. Mój wuj. Oficer resortu MSW (dosłużył się podpułkownika), mieszkał z sześcioosobową rodziną w służbowym mieszkaniu na Mokotowie, w bloku uchodzącym za esbecki. Trzy niewielkie pokoje. Należał do PZPR. Wyjątkowy przypadek zaprzańca. Kim był? Inżynierem architektem zatrudnionym w budowlanym wydziale Wojsk Ochrony Pogranicza. O ile pamiętam, poza pracą zawodową interesował się niemal wyłącznie wędkarstwem.
    .
    2. Mój starszy kolega ze studiów. Przez rok pracowaliśmy później w tym samym zakładzie (ośrodek obliczeniowy PKP). Pewnego dnia dowiedziałem się, że wstąpił do partii, zaprzaniec. Dlaczego? Bo zaproponowano mu pod tym warunkiem stanowisko kierownicze. Z uwagi na kwalifikacje w pełni na nie zasługiwał. Co w partii robił? Płacił składki i chodził na zebrania POP. Raz z ciekawości też na takie zebranie poszedłem, bo ogłoszono, że jest otwarte. Wychodziłem pełen współczucia dla szeregowych członków partii, którzy muszą regularnie znosić tak potworne nudziarstwo. Nie wiem, co się z nim dalej działo, bo odszedłem z tej pracy i kontakty się urwały. Nie wykluczam, że zaszedł wysoko, wart był tego.

  235. maciek.g napisał(a):

    Pawle,
    popierając twą wypowiedź o przyzwoitych partyjnych dodam przykład z życia. W Ursusie dyrektorem Zakładu Doświadczalnego był Bajdecki oczywiście Partyjny bo w tamtych czasach było zasadą by każdy na tak wysokim stanowisku należał do partii. Otóż ten człowiek pomógł wielu młodym ludziom w układaniu sobie życia w tym też mojej żonie, zgadzając się żeby studiowała zaocznie geografię i korzystała ku temu z pomocy zakładu, a przecież był to zakład dla którego geograf był przecież niepotrzebny /żona chciała dla studiowania zwolnić się z zakładu/, oraz wytłumaczył jej żeby skoro jest możliwość uzyskania mieszkania zakładowego to niech w pierwszym rządzie sie o nie stara bo to podstawa życia. Wiem że wielu obecnie już starszych ludzi ma bardzo dobre zdanie o tym człowieku. Mawar w swym zaślepieniu stracił zdolność racjonalnego myślenia i widzenia prawdy. Nie chce dostrzec, że ludzie zawsze próbują się dostosować do warunków w jakich przyszło im żyć, a większe bunty powstają tylko wtedy gdy wpadają w panikę, że nie będą w stanie związać końca z końcem. Przykładowym buntem jest powstanie solidarności do czego walnie przyczynił się Jaroszewicz ogłaszając z dnia na dzień drastyczną podwyżkę wszystkich artykułów pierwszej potrzeby co spowodowało szok, że nie da się przeżyć jak to zrobią. Strajki poszły spontanicznie i były skierowane przeciw tej decyzji. Ten żywiołowy ruch wykorzystali przeciwnicy ustroju i rozpoczęło się to co obecnie nazywamy ruchem Solidarnościowym.

  236. Paweł Luboński napisał(a):

    Nie mogę się powstrzymać, żeby się nie podzielić pewnym cymesem. W Salonie24 nasz dawny znajomy Bernard komentuje nowe wydanie wspomnień Leszka Balcerowicza. Zaczyna tak:
    .
    „Książka jest zapisem zwierzeń Leszka Balcerowicza sporządzonym przez Jerzego Baczyńskiego, obecnego naczelnego Polityki, a prywatnie męża Aldony zatrudnianej w schyłkowym PRLu w redakcji „Sztandaru Młodych” przez Aleksandra Kwaśniewskiego.”
    .
    Czyż nie uroczo obnażona mentalność pewnej formacji światopoglądowej?

  237. maciek.g napisał(a):

    Żeby nie wiem co takie Bernady pisali by zohydzić Balcerowicza , to nie tylko ja uważam go za jednego z najlepszych ekonomistów i człowieka który uratował Polskę od katastrofy gospodarczej. Obecnie jego wypowiedzi uważam za niezwykle trafione i powinny być /i chyba są / brane pod uwagę przez ludzi zajmujących się gospodarką

  238. Paweł Luboński napisał(a):

    Maćku, takich ludzi jak ten Bajdecki, było bardzo wielu. Niejeden terenowy sekretarz partii, choć oczywiście płacił należny trybut polityce, usilnie pracował dla dobra swojej gminy czy powiatu. Czasem nawet z uszczerbkiem dla interesów ogólnokrajowych. Nie darmo dawny dowcip mówił, że ustrój polityczny Polski to „luźna federacja komitetów wojewódzkich”.
    Ja ze swojej strony chciałem pokazać nie tyle „dobrych” partyjnych, co „zwykłych” partyjnych, których jak sądzę, była większość. Takich samych ludzi jak wszyscy inni, których do partii zaprowadziła naiwność, inercja, konieczność służbowa lub chęć awansu. Którzy nikomu nie szkodzili i nikomu nie świadczyli szczególnych dobrodziejstw, a od innych różnili się tylko legitymacją w portfelu.

  239. Paweł Luboński napisał(a):

    „Żeby nie wiem co takie Bernady pisali by zohydzić Balcerowicza…”
    .
    Maćku, mnie zachwyciło coś innego. Czy to zdrowe, żeby omawiając wywiad z Balcerowiczem, zaznaczać, gdzie kiedyś pracowała żona dziennikarza przeprowadzającego wywiad?

  240. Indoor napisał(a):

    Pawel! Twoje przykłady są typowe, nawet można by powiedzieć banalne. Oczywiscie cocilizm był po prostu formą i to jedyną państwa polskiego i w tym beznadziejnym ustroju musieli ludzie realizować swoje ambicje, czasami przypadek a czasami charakter decydował czy musieli dokonać jakieś kompromisy.
    Podam inny, nieco bardziej skomplikowany przykład. Miałem kolegę na studiach, przyjechalismy razem z Wegier, na studiach bylismy w tej samej grupie, przez pewien czas razem mieszkaliśmy w akademiku, pożniej juz nie, nasze zainteresowania nieco się róxniy, ja się zajmowałem grą w róznych kapelach mniej lub bardziej rockowych i się żeniłem, jego z kolei pociagały dziewczyny i tak od pozycji do opozycji, w pewnym momencie za sprawą jednej narzeczonej znalazł się w niewłasciwym czasie w niewłaściwym miejscu i z całą resztą zebrania u znanego łódzkiego opozycjonisty zgarneło go SB. Z tego co mi wiadomo nikomu nic nie zrobili poza tym, że spisali ich. W przypadku mojego kolegi powiadomili dodatkowo ambasadę, na wskutek czego chłopak pierwszym pociagiem (tego nie jestem pewien. Ja się dowiedziałem o całej sprawie nieco poźniej) musiał pojechać do domu, wcielili go na dwa lata dio wojska (jednostka dla elementów niepewnych. Na jego szczęście władza ludowa akurat była na etapie pozyskania tychże elementów a nie fizycznej eliminacji) studiów kończyć nie mógł ani na Wegrzech, ani w Polsce. Teraz nie wiem co się nim dzieje, ale kilka lat temu cienko z nim było.
    Mało zresztą wazne. Zwracam uwagę na tło całej sprawy.Znany Opozycjonista organizuje zebrania, którego uczestnicy systematycznie są zgarniani przez SB i spisywani (na wszelki wypadek. W razie czego mają listę) co nie przeszkadza ZO zorganizować kolejnego zebrania. ZO nie współpracuje z SB, ale tez nie uprzedza potencjalnych uczestników, niektórzy uczestnicy pewnie wiedzą (szczególnie ten, który informuje SB, dla innych jest to zabawa czy też inwestycja na przyszłośc) niektórzy nie wiedzą. Dla tych trochę przez przypadek jednorazowe spisywanie przez SB może nic nie znaczyć, może też okazać się klęską na całe życie.
    Znanemu Opozycjoniście nic nie grozi, chociazby dlatego, że jest Znanym Opozycjonistą. Jest też człowiekiem według Twojej Pawel klasyfikacji „kryształowo czystym”, „nie załamał się w sledztwie”, „nikogo nie wydał” itd. Nie chcę oceniać nikogo. Zwracam tylko uwagę, że to wszystko STATYSTYCZNIE może jest proste, ale każdego człowieka nalezałoby osądzić na dobrą sprawę nawet nie na podstawie tego co robił, ale co z tego wynikało.

  241. maciek.g napisał(a):

    Ja pracowałem już od przed 1970 rokiem w PRL’u i jestem akurat przykładem takiego opornika z zasadami który upierał się by mimo namów i propozycji stanowisk nie zapisać się do partii /ani nawet do PRL’owskich związków zawodowych/. Z tego powodu najwyższym stanowiskiem jakie uzyskałem był kierownik sekcji, ale z wyjątkiem krótkiego i raczej komicznego epizodu nie odczuwałem prześladowania z tytułu mojego „zaprzaństwa”. Ten epizod chyba już tu opisywałem na blogu, a dotyczył w skrócie faktu, że chciano mnie koniecznie awansować na stanowisko kierownicze, ale było zalecenie że jak kierownik to musi być partyjny i bali się tego naruszyć. Przychodził więc do mnie sekretarz zakładowy i namawiał bym wstąpił do partii. Polemizowałem z nim i w końcu widząc, że nie uda się mnie przekonać powiedział, że bym choć wstąpił do związków zawodowych. Wyśmiałem go i powiedziałem ze jak się gdzieś zapisuję to z przekonania i by działać, a do tych związków przekonania nie mam. Zaczął coś mówić że jak z bronią u nogi gdy inni walczą -zareplikowałem jak głupi niech walczą – obraził się i następnego dnia okazało się, że zabrano mi deskę kreślarską biurko i krzesło. Wałęsałem się bez celu po zakładzie tu przysiadłem się do kolegów to tam i wreszcie się wkurzyłem poszedłem do kadr zrzeszenia i spytałem czy inżynier z wieloletnim stażem jest gdzieś tu potrzebny. Okazało się, że problemu nie ma i miejsc gdzie mnie chcą jest wiele. Wybrałem jedno z nich i walnąłem pismo do swego dyrektora o natychmiastową zgodę na odejście z zakładu i opisałem przyczynę informując że z działań widzę, że jestem tu kompletnie zbyteczny /złożyłem to na dziennik/. Reakcja była natychmiastowa, wezwanie do dyrektora który oświadczył mnie że nic o tym nie wiedział , a ja jestem mu bardzo potrzebny. Wyśmiałem go jak mógł nie wiedzieć, ale on powiedział, że chce bym zorganizował komórkę komputerową w zakładzie i dostanę co będę potrzebował. Postawiłem ultimatum za dwa tygodnie ma być komputer IBM z drukarką i parę Timexów z pamięcią na dyskietkach. Wydawało mnie się wtedy że to propozycja zaporowa i jej nie zrealizują. /IBM kosztował więcej niż trabant/. Ale już za tydzień miałem pełnomocnictwo do zakupu sprzętu i środki do dyspozycji. Komórkę oczywiście zbudowałem i już nikt mnie tam nie prześladował.
    Oczywiście, że gdybym się nie upierał zarobiłbym więcej pieniędzy, ale na pewno gorzej bym się czuł psychicznie. Wielu moich kolegów wybierało drogę kariery i wstępowali do partii. Mnie przekonywali, że tylko w ten sposób można coś dobrego robić , bo inaczej to mogą na stanowiska wejść szkodliwi ludzie. Nie do końca mnie przekonali , ale nie potępiałem ich za te decyzje /nie byłem tak do końca pewny czy nie mają racji/
    Wiem ze swych kontaktów z decydentami partyjnymi, że większość z nich była przekonana, że sterowanie centralne jest niewydolne i nie da się w ten sposób dobrze działać ekonomicznie, ale nie ma szans na zmianę dopóki ZSRR uważa że tak ma być.
    Niech Mawar nie „chrzani” głodnych kawałków o tym jak było w PRL, bo wielu z nas uczyło się i pracowało w tym czasie i widziało jasno złe i pozytywne rzeczy.

  242. maciek.g napisał(a):

    Pawle ,
    dobrze że zwróciłeś uwagę na tę żonę dziennikarza, bo to kuriozum uszło mej uwadze. Człowiek się nie spodziewa że ktoś może takie idiotyzmy pisać i z tego powodu umykają.

  243. Paweł Luboński napisał(a):

    Mawar należy, jak sądzę, do bardzo licznego grona ludzi, którzy źle znoszą ambiwalencję. Uwiera go moralnie sytuacja, gdy ktoś ma na koncie zarówno złe, jak i dobre czyny. Łaknie ocen jednoznacznych. Nie wierzy nawróconym łotrom, nie stopniuje win i zasług. A na to wszystko nakłada się jeszcze współczesne zacietrzewienie polityczne.

  244. Paweł Luboński napisał(a):

    Maćku, pytam z zawodowej ciekawości: kiedy miała miejsce ta twoja historia z komputerem i co to był za IBM? Jakiś wczesny PC?

  245. Zofia napisał(a):

    Torlinie, Mawar,
    zgodnie z zapowiedzią dałam w swoim blogu (wystarczy nieco wyżej kliknąć w moje imię) I część materiału o tym, co Rosjanie robią na Dalekim Wschodzie.
    I zapewniam, że nie tylko rurociąg naftowy.
    W II części materiału – przybliżę ten rurociąg nieco, bo to co się u nas wypisuje, to jest pomyleniem z poplątaniem.
    Na razie przybliżam powody, dla których intensyfikuje Rosja działania gospodarcze na rubieżach swego kraju.
    Przybliżam również poglądy rządu (Putina) na temat polityki eksportowej naturalnych, kopalnianyc
    Zdjęcia też są.
    Ponieważ o Rosji pisze się i ocenia via opinie z USA, przytoczę dla odmiany opinie samych Rosjan.
    Zwłaszcza o przemyśle okrętowym i rosyjskiej flocie, ale to już w II-giej części.
    Będzie też w nich konstruktywna krytyka i realna ocena tego, co rząd rosyjski w tej materii robi. (stocznie i flota).
    Nie spotykam się, obserwując wybrane gałęzie rosyjskiej gospodarki z tłumieniem ocen krytycznych (na ten temat), wręcz przeciwnie, odnajduje ich pozytywne echa w wypowiedziach rosyjskich polityków sfer rządzących, a co ważniejsze – w ich decyzjach i działaniach.
    Druga część – około poniedziałku.
    Milej lektury.
    Obali ona nieco pogląd, że tylko ropa i gaz, choć to główne bogactwo naturalne Rosji. Można zauważyć, ze Rosja stara się też serwować z obszarów gospodarczych dalekiego Wschodu produkt wysoko przetworzony – a na pewno będą to statki specjalistyczne, samoloty, samochody.

  246. Zofia napisał(a):

    Zeżarło. ma być:
    …Przybliżam również poglądy rządu (Putina) na temat polityki eksportowej naturalnych, kopalnianych nośników energii .
    *
    Pa! Odmeldowuję się aż do 2010 r.;
    Szmapańskiej zabawy!!!

  247. jasnaanielka napisał(a):

    Dyskusja nareszcie zrobiła się interesująca :)
    Wklejam fragment interesującej wypowiedzi Mawara:
    Nie każdy był emigrantem lub opozycjonistą, ale każdy miał obowiązek zachowywać się przyzwoicie. Większość Polaków nie należała do PZPR ani nie pracowała w SB i nie donosiła, czyli zachowywała się poprawnie.
    #
    Nie dawno czytałam o interesującym eksperymencie… Dwie grupy ludzi postawiono w hipotetycznej sytuacji – jedna grupa prezentowała więźniów, druga dozorców. I w krótkim czasie okazało się, że zupełnie przypadkowo dobrani, uczciwi ludzie wczuli się w narzucone role zdumiewająco dobrze! Dozorcom odpowiadał ich status, więźniowie się przystosowywali również dość dobrze. Eksperyment nie trwał tak długo, jak realny socjalizm w PRL.
    Naród – czyli ludzie – przystosował się do istniejących warunków, choć poszczególne jednostki wybierały różne formy tego przystosowania. W każdej z tych hipotetycznych grup były zarówno jednostki twórcze, myślące, jak i zwykły plankton…
    Znałam i takich i takich. Moje życie zawodowe zaczęło się i skończyło w PRL, mam swoje wspomnienia i prawo do oceny.
    Widzę też, ile tracę przy każdej wypłacie emerytury na tym, że do partii nie wstąpiłam, kiedy inni wstępowali. Żyją i nieźle się mają moi znajomi z tamtych lat, którzy się nie przejmowali i zapisywali, gdzie należy. ;) Mogę sobie porównać i porównuję.
    Na szczęście w nagrodę mam dość dobre zdrowie i mogę sobie te różnice jakoś wyrównać…
    A Mawar dyskutuje, jak w tym starym dowcipie…
    Co pan sądzi o najnowszych wydarzeniach w … ?
    Całkowicie podzielam stanowisko naszej partii!
    A jak pan sądzi o … ?
    Wypowiedź prezesa w tym względzie jest całkowicie zgodna z moją oceną sytuacji!
    A własne zdanie w tej sprawie pan ma???
    Mam, oczywiście! Ale zwalczam…
    #
    SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU wszystkim blogowiczom!
    Gospodarzowi oddzielnie POWODZENIA W NOWYM ROKU!!!

  248. jasnaanielka napisał(a):

    P.S. … no, bo za cholerę nie uwierzę, że gość tak inteligentny, jak Mawar, pisze te wszystkie banialuki z przekonania.

  249. Torlin napisał(a):

    Pawełi Maciek właściwie wszystko powiedzieli. Znałem mnóstwo przyzwoitych partyjnych i gnoi bezpartyjnych. Szczególnie tuż po II WŚ ludzie masowo zapisywali się do Partii pamiętając czasy przedwojenne: brak domów, pracy, elektryczności, opieki lekarskiej, edukacji, bezprawie prawne. Budowle socjalizmu, energetyka, obowiązek szkolny, bezpłatna opieka lekarska, praca, możność otrzymania mieszkania, przyciągały ludzi ze wsi i z małych miasteczek. To była niesłychana szansa dla tych ludzi, wystarczy obejrzeć „Człowieka z marmuru”, „Dom” czy posłuchać opowieści dyrektora Wincentego Wardowskiego z serialu „40-latek”.
    Wielu ludzi się łamało, mój znajomy z szeroko rozumianej rodziny dostał propozycję wyjazdu na kontrakt do Iraku na 4 lata, jeżeli zapisze się do Partii. Była to nieprawdopodobna fucha, ale już nawet będąc w Iraku głęboko zastanawiał się, czy dobrze zrobił, przygnębiało go to. Czy mam pisać, że ten człowiek nigdy w życiu nie zrobił niczego złego?
    Ja sam nigdy w życiu nie należałem do Partii (ani żadnej organizacji młodzieżowej), byłem przez wiele lata nawet ważnym kierownikiem, ale firmy te podlegały politycznie Stronnictwu Demokratycznemu, a to nie było to samo.

  250. Torlin napisał(a):

    Aha, członkiem SD tyż nie byłem.

  251. Paweł Luboński napisał(a):

    JasnaAnielka: „Za cholerę nie uwierzę, że gość tak inteligentny, jak Mawar, pisze te wszystkie banialuki z przekonania.”
    .
    No to kiepskim jesteś psychologiem. Stykałem się z ludźmi inteligentnymi, wykształconymi i o wielkiej erudycji, wygadującymi znacznie gorsze banialuki i wierzącymi w zupełne nonsensy.
    Mam znajomego, który niezmiernie góruje nade mną wiedzą ogólną i oczytaniem, a też i umiejętnościami analitycznymi. Problem polega na tym, że gdy raz wyrobi sobie opinię w jakiejś sprawie, zaczyna ją traktować jako pogląd jedynie rozumny i uzasadniony.
    To zaś z kolei rzutuje na jego ocenę innych ludzi: kto jest innego zdania, ten jest głupcem lub ignorantem. Albo wypowiada się w złej wierze, bo ma w tym jakiś cel.
    Myślę, że właśnie ludzie o wysokiej inteligencji są szczególnie podatni na tego rodzaju zaślepienie.

  252. maciek.g napisał(a):

    Coś się pokiszkowało z blogiem i dopiero teraz mogę ci Pawle odpowiedzieć
    To były pierwsze sprowadzane do Polski Maszyny IBM przez prywatnych importerów
    Był to IBM 5160 XT, 4,77 MHz lub IBM PC XT, 512 Kb RAM
    dwa napędy dyskietek DS (double-sided) , dysk twardy 20 MB. • monitor to IBM 5151 – monochromatyczny, z kartą Herkules. • MS- DOS 2.0;
    Do tego drukarka Star taśma barwiąca na szpulach.
    Jako uzupełnienie kupiłem wtedy 3 Unipolbrity

    Unipolbrit 2086 wzorowany na Timex 2068, produkowany w Unimorze z elementów sprowadzanych z Portugalii. Sprzedawany był z kartridżem emulatora ZX Spectrum i z nim przeważnie był używany.
    Dane:

    * Mikroprocesor Z80A 3,58 MHz
    * ROM 24 KB
    * RAM 48 KB
    * Rok produkcji 1983
    * Klawiatura 40
    * Grafika 256 x 192, 256×192 (extended colour mode), 512×192 monochrom
    * Tekst 32 x 24
    * Dźwięk AY-3-8912 Sound Chip
    * Wbudowana pamięć masowa: brak
    * Złącza: magnetofon, szyna systemowa, RF, monitor, 2 x joystick, kartridż
    * System: Basic, CP/M 2.2 ze stacja dyskietek FDD3000
    Jak pewnie wiesz były to komputery przeznaczone do użytku domowego i przeznaczone raczej do gier, ale wówczas były i tak wspaniałe,
    Rok był 1984r.
    Ja do zakładu doświadczalnego przeszedłem z Ośrodka metod inżynierskich w którym mieliśmy PDP 11/40 z pamięcią dyskową wymienna 40Mb i jednostką taśmową i kilkoma terminalami /tam robiłem programy inżynierskie dla zrzeszenia/. Stan wojenny spowodował, że odszedłem z ośrodka i jakiś czas wróciłem do inżynierskiej roboty w dziale remontowym skąd właśnie poproszono mnie do zakładu doświadczalnego bym tam robił przyczynek komputeryzacji, ale po przejściu zamiast tego utknąłem u kolegi jako konstruktor i stąd ta deska.

  253. Torlin napisał(a):

    To ja się mogę pochwalić, że byłem w latach 70. programistą w Cobolu w pewnym Centrum Informatyki i mieliśmy tam 2 komputery: Odra 1305 i Riad R-32.

  254. Paweł Luboński napisał(a):

    Co tu, u czorta, sami programiści?
    Ja studiowałem informatykę na UW, ale aż do trzeciego roku komputer miał dla mnie postać półki, na której kładło się plik kart perforowanych, a następnego dnia odbierało wydruk. Jedna literówka przy perforowaniu i dzień stracony. Na wydziale była wtedy tylko końcówka dużego systemu CDC stojącego w Świerku.
    Na trzecim roku miałem laboratorium na ośmiobitowym komputerku (Intel 8080) zmajstrowanym przez wydziałowych techników. W zasadzie nie było na nim systemu operacyjnego: programy pisało się w asemblerze i wprowadzało w kodzie szesnastkowym.
    Dopiero pod koniec studiów dorwałem się do Mery400. Miałem nawet do dyspozycji własny wymienny dysk sztywny o pojemności, jeśli pamiętam, 1,5 MB. Startowało się tę Merę, podtykając jej taśmę papierową z bootstrapem i ustawiając odpowiedni kod na przełącznikach panelu głównego.
    Pracę magisterską uruchamiałem już na uczciwym IBM 370.
    Natomiast w moim pierwszym miejscu pracy znowu miałem ośmiobitowy komputerek z procesorem Z80, systemem CP/M oraz stacją dyskietek ośmiocalowych. To też był 1984 rok.

  255. Torlin napisał(a):

    Drogi Pawle, to było tak dawno, ale pamiętam, że jeżeli się pomyliłeś na karcie perforowanej, to ją wyrzucałeś i zaczynałeś po 20 sekundach znowu na nowej. Tobie chodziło zapewne o tasiemkę perforowaną, tutaj cały ciąg musiał być bez błędu.
    U nas sala z komputerem miała ze 100 metrów, siedziała operatorka (jakie to były śliczne dziewczyny) i najbardziej lubiliśmy, jak marszcząc noski mówiły: „program ci się zapętlił, a ja akurat byłam na kawie. Przepraszam”. I dostawałeś 2 tony papieru.

  256. jasnaanielka napisał(a):

    Paweł – rzeczywiście z tą psychologią u mnie cieniutko :)
    To był mój noworoczny ukłon w stronę Mawara, ale czy on się z tego ucieszy? Przyznaję, że wciąż wprawia mnie w zdumienie taki właśnie mentalny szpagat u wykształconych, mądrych i oczytanych ludzi, jak ich opisałeś. Bo to jest właśnie ta zagadka… albo hydrozagadka ;)
    Czy ktoś ten filmik pamięta? :D
    Ukłon w stronę Mawara nie był moim jedynym w kończącym się roku ukłonem… Drugi – ważniejszy – był w stronę sąsiadki zza ściany :)
    Z końcem jesieni zrobiłam rewolucję pod moim oknem i balkonem; wykopałam i wykarczowałam nieprzebytą dżunglę wszelkiej, możliwej roślinności, którą ona gęsto, bez ładu i opamiętania sadziła nie słysząc moich próśb i argumentów. Zrobiłam to jednorazowo, kiedy już przekwitło to, co kwitło. Sąsiadka była bardzo zbulwersowana i obrażona, nie znalazła jednak zrozumienia u innych sąsiadów i chodziła z zadrą w sercu. Wprawdzie na powitania odpowiadała, a nawet wzięła moje klucze, aby wpuścić spisywaczy stanu wodomierzy, pod moją nieobecność, ale…
    No więc zaprosiłam ją do siebie, poczęstowałam smaczną nalewką i piernikiem pod herbatę, przeprosiłam za doznaną przykrość i w Nowy Rok wchodzimy w zgodzie i przyjaźni… no, to może za wiele powiedziane, ale w każdym razie ona, taka przeproszona będzie się czuła lepiej, a ja pod balkonem będę miała coś, co sama posadzę i będzie zgoda :D

  257. maciek.g napisał(a):

    Torlinie,
    Z wykształcenia jestem inżynierem, jak skończyłem studia to w tej profesji rozpocząłem pracę jako konstruktor, kalkulatory były szczytem techniki /potem pojawiły się programowalne/ Tak wyszło, że komputery i ich możliwości mnie fascynowały i zacząłem robić programy z mojej profesji najpierw jako konstruktor. Swą przygodę z programowanie rozpocząłem od pisania programów w Fortranie i były one realizowane na Odrze 1305. Potem miałem szczęście pracować na minikomputerze PDP z bezpośrednim dostępem do maszyny. Był tam juz prymitywny edytor liniowy. Potem jak pisałem IBM’y i Polbrity w /Basicu na Polbrity/. Potem okazało się, że znikło zapotrzebowanie na programy inżynierskie więc nauczyłem sie DBASE i Clippera i zmieniłem profesję na przetwarzanie danych i programy usługowe typu mała księgowość sprzedaż-magazyn. Nauczyłem sie też Pascala i w nim popełniłem jeszcze parę programów w tym jeden dla PW. Z działalności inżynierskiej całkiem przestawiłem się na kierunek informatyczny i tu oprócz pisania oprogramowania składałem komputery , a potem utknąłem na usługach typu help desk i opiekowanie sie siecią komputerową pod Novellem. Obecnie już na emeryturze ale pracuję sobie na część etatu.

  258. Kasia napisał(a):

    Sroka na dachu,
    szabla przy boku,
    życzę Państwu szczęśliwego Nowego Roku.

  259. maciek.g napisał(a):

    Torlin ,
    a nigdy ci sie karty nie rozsypały?. Jak były ponumerowane to pal sześć , ale był okres że nie były. Te tasiemki papierowe na Odrę to był koszmar i też pamiętam szło sie na noc i okazywało się, że jest błąd poprawka następnego dnia błyskawiczna i znów sesja na następny dzień

  260. Torlin napisał(a):

    Maćku!
    Przykro jest mi powiedzieć, ale ta wspaniała ekipa się rozpadła. Nasz dyrektor stworzył fantastyczny zespół mniej więcej 40 – 60 młodych (poniżej trzydziestki) adeptów informatycznych, tylko że ministerstwo, do którego należeliśmy, płaciło grosze. Mnie się w 1979 roku urodziła córka i rodzina przeprowadziła ze mną tak zwaną „poważną rozmowę”.
    W rozwój komputerów nikt wtedy wśród przeciętnych ludzi nie wierzył.

  261. Torlin napisał(a):

    Maćku!
    Oczywiście, że się rozsypywały. Zależy, z kim się zbierało! :D
    W tamtych czasach mieliśmy sorter, ale zabij mnie, nie pamiętam, jak on działał.

  262. Indoor napisał(a):

    To ciekawe z tymi komputerami, ale to już przerabialismy. Ale jesli już się ponownie się odliczamy to:
    pierwszy program na komputer (lampowy Urał 2) napisałem w 1968, grubo przesadzając mógłbym napisac, że wówczas również brałem udział w konstrukcji komputera (na przekaznikach telegraficznych, prawdziwego – zegarem , arytmometrem i pamięcią) ale prawda jest taka, że ja kolegom trzymałem lutownicę.
    pierwszy „mój” komputer powstał w 1981, miał 16 bajtów pamięci, przełaczniki i lampki. Taki malutki odra 1325. KOlejne modele powstawały co 2-3 miesiące, cpraz wiekszą pamięcią, ale czały czas 8 bitpwe. Nie przekroczyłem nigdy granicy 8 bitówek i CP/M. Nawet gdy pojawiły się już procesory 16 bitowe na rynku (na Zjazdowej w Łodzi) to UNIX był poza zasięgiem.
    Duzym impulsem było zainstalowanie w RFN rakiet typu MGM-31B Pershing II. Miesiąc po instalacji mozna było kupić na Zjazdowej i procesory (8085) i pamięci EPROM (z zawartością). Ciekawostka.
    Najbardziej dumny jestem z komputera zbudowanego pod wpływem informacji jakoby nowy polski szkolny MK ma byc kompatibilny z ZX Spectrum i ma mieć CP/M. Taki komputer zbudowałem mając worek uszkodzonych elementów i duzo wolnego czasu (podczas wyjazdów długimi zimowymi wieczorkami) Poza pamięcią (dynamiczne 512 kb) wszystkie elementy wraz z ULA i procesorem były uszkodzone i pochodziły z odzysku. Komputer miał i dyski elastyczne i dyski wirtualne w pamięci i spełniał założenia (CP/M i tryb ZX Spectrum przełaczane dynamicznie/programowo) . Jako klawiatura słuzyły przyciski rosyjskich kalkulatorów przymocowanych do drewnianego rusztowanka w obudowie plastykowej magnetofonu szpulowego. Kilka lat komputer słuzył, głównie synowi i do zabawy i do programowania. (pod CP/M były dostepne i kompilator C i Pascal).

  263. Torlin napisał(a):

    Rzeczywiście, sami informatycy i programiści.

  264. Indoor napisał(a):

    Ja nie jestem informatykiem ani programista. Ja jestem bezrobotnym muzykiem, którego wadza ludowa skierowała na front informatyki. Dokładniej to w 197? roku syna nie chcieli przyjąć do przedszkola, bo „tatuś nigdzie nie pracuje” więc poszedłem do posredniaka i powiedziałem im (nieco kłamiąc przy tym), że nie mam żadnegoi wykształcenia, nie znam się na niczym, nic mnie też nie interesuje i potrzebuję się zatrudnić blisko swego miejsca zainteresowania. No to powiedzieli, że świetnie, na programistę się nadaję. I tak jakoś zostało.

  265. maciek.g napisał(a):

    Stara prawda , dobrą ekipę rozwalić łatwo, ale ją zmontować to już nie zawsze się udaje.
    Wadą PRL’u miedzy innymi było nie wykorzystywanie takich talentów jak Indoor, który tu troszeczkę blaguje.

  266. maciek.g napisał(a):

    Ponieważ szybko zbliża się koniec roku więc pora na życzenie dla Gospodarza i wszystkich Blogowiczów by nowy rok 2010 zastał ich wszystkich w zdrowiu i w zdrowiu zachował tak aż do swego końca. Każdemu życzę by się mu szczęściło i aby mu ten rok nerwów nie strzępił
    Maciek

  267. Torlin napisał(a):

    Przyłączam się do Maćka i żegnam się do Nowego Roku. A tak się zarzekałem, że jestem zmęczony…

  268. maciek.g napisał(a):

    Torlin
    tam były dziurki powycinane w kartach które sterowały sorterem i pozwalały na automatyczne ułożenie kart po kolei . Ale to późniejszy wynalazek

  269. Indoor napisał(a):

    Dziurki w kartach dziurkowanych to pożniejszy wynalazek? To czym zastąpiono dziurki w kartach dziurkowanych chwilowo, do czasu wynalezienia dziurek?

  270. Stan napisał(a):

    Jak czytam te zwierzenia blogowych bogów informatyki, to utrwala się we mnie przekonanie, że też jestem zdolny, wytrwały i pracowity.
    Jednak na efekty trwającej edukacji trzeba będzie poczekać przynajmniej jedną dekadę.
    Gdy przypominam sobie, jak wyglądała hala komuterowa w przedsiębiorstwie, które prowadziło rozliczenia gospodarki materiałowej, a właściwie księgowośc przedsiębiorstw w zjednoczeniu, gdzie akurat się zaczepilem, to byłem przekonany, że z tej zabawy nic nie wyjdzie.
    Świadczy to jakim kiepskim wizjonerem byłem w zakresie rozwoju technologicznego. Jednak koniec tradycyjnej książki przewidziałem już wiele lat temu i nie zaskoczyła mnie wypowiedź jednego z jankesów, który powiedział coś w rodzaju; 500 lat i dosyć!.

    Pozdrawiam całą grupę blogową, siejącą postęp technologiczny i spoleczny.
    Dosiego Roku.

  271. Indoor napisał(a):

    Macie racje. Mam małzonkę bardzo tolerancyjną na moje wyczyny. Zyczę Wam udanego (jeszcze bardziej udanego) Nowego Roku i wypijcie za zdrowie Dam.

  272. Indoor napisał(a):

    Co do wizjonerstwa to zwracam uwagę, że nikt nie był w stanie wyobrażać, że można będzie kiedyś na jednym IBM S370 emulować 25 Oder1305 jednocześnie. Ja widziałem takie cudo. Ale też widziałem, jak nowe kierownictwo dużej firmy samorządowej rozpędziło na cztery wiatry zespół informatyków tuż przed zakończeniem prac nad samodzielnym wrażaniem pełnego SAPu na wspomnianej mainframie (nie jest to byle co) i zatrudniło kilka studentów na ich miejsce. Nie chcę zgadywać jakie miało kierownictwo intencje. Już za „demokracje”.

  273. W.Kuczyński napisał(a):

    Panie i Panowie,
    życzę udanego Sylwestra, w dobrym towarzystwie, przy godziwych trunkach, wykwintnie zastawionym stole, i tańcach które lubicie.
    Ja spędzam dzień dzisiejszy tylko z żoną.
    Nie dałem nowego wpisu, bo mam pusta głowę.
    Przez całe święta i parę dni po pisałem zamówiony tekst i napisałem 26 stron pod tytułem „Wspomnienie o skoku w rynek”. Jestem gotów tym tekstem stanąć do konkursu o najlepsze publicystyczne opracowanie początku polskiej transformacji ekonomicznej.
    Ukaze się w miesięczniku „Bank”, jak tylko będzie link do niego to podam go. To mój najdłuższy tekst napisany jednym „szwungiem” od 1991 roku kiedy pisałem „Zwierzenia Zausznika”. Myslałem, że juz nie potrafie z siebie takiego szwungu wykrzesać. Więc może jak sie teraz dobrze ugrzeje pójdę za ciosem.
    Jeszcze raz miłego Sylwestra

  274. Zdzisław_1 napisał(a):

    Spóźnione ( przyczyny nie zależne)
    Dla Gospodarza dla wszystkich blogowiczów bez wyjątku najlepsze życzenia z okazji Bożego Narodzenia i Nowego Roku.
    Pomyślności.
    Przesyłam też moją ulubiona Orkiestrę z doskonałym (dla mnie) utworem.
    Niech w tak tej melodii będzie ten nadchodzący Rok
    http://www.youtube.com/wa.....re=related

    Pozdrowienia

  275. Paweł Luboński napisał(a):

    „Drogi Pawle, to było tak dawno, ale pamiętam, że jeżeli się pomyliłeś na karcie perforowanej, to ją wyrzucałeś i zaczynałeś po 20 sekundach znowu na nowej.”
    .
    Torlinie, tak by było, gdybyś miał do wyłącznej dyspozycji perforator do kart, tudzież terminal z czytnikiem i drukarką. U nas studentów pierwszych lat do terminala nie dopuszczano (był jeden na cały wydział). Przychodził operator, zabierał karty z półki i szedł je wczytywać. A wydruk (na przykład z informacją, że kompilator wykrył błąd syntaktyczny w programie) dostawało się nazajutrz, bo prace studenckie były wpuszczane na komputer zazwyczaj w nocy,kiedy było mniejsze obciążenie.
    Perforatory były, owszem, do dyspozycji studentów, ale zawsze były do nich kolejki i ciągle się psuły.

  276. Paweł Luboński napisał(a):

    Gwoli ścisłości, informatykiem to ja byłem ostatnio prawie dwadzieścia lat temu. Dziś jestem tylko użytkownikiem komputera. Jak mam problemy, to wołam fachowca. Na szczęście mam takiego, z którym jestem zaprzyjaźniony na pozakomputerowym gruncie, więc wiele za usługi nie bierze.
    Z noworocznym pozdrowieniem dla wszystkich,

    Paweł

  277. jasnaanielka napisał(a):

    W trakcie swej zawodowej kariery przeżyłam dwie próby wprowadzenia komputeryzacji do firmy. W jednym przypadku mój zakład dysponował jednym komputerem „Odra” ileśtam, wielkości biurka i wszystkie działy miały obowiązek, korzystając z tego usprawnienia prowadzić bieżące prace. Byłam wtedy kierowniczką działu handlowego i próbowałam wdrożyć komputerowe fakturowanie, co było ważne, bo te, pisane na maszynie często zawierały błędy. Albo myliła się ta, co liczyła, albo przepisująca, albo obie na raz. Szczytem perfekcji wykazała się pracownica, która dla uniknięcia błędu w wystawianej fakturze, brała kalkulator i przed wpisaniem sumy wszystkich pozycji maszynopisu, podliczała je starannie, aby się zgadzało!!! Księgowość, która sprawdzała również ręcznie się nie czepiała i dopiero klient wybrzydzał ;) A ja byłam wredna, bo ją na tym przyłapałam i opierniczyłam. Zresztą sama za to zebrałam od dyrekcji :D
    Nie muszę chyba dodawać, że komputeryzacja się nie powiodła, choć dyrektor był przyszedł wprost z „Elwro” i był entuzjastą, ale fachowej wiedzy i chęci do własnej pracy nie przejawiał. Programy dla wszystkich zainteresowanych miały opracować DWIE :D programistki z „Elwro”, w ramach pracy zleconej, czyli fuchy :D
    Drugie przeżycie z wprowadzaniem komputeryzacji miałam w kolejnej firmie, gdzie też robiłam za kierowniczkę działu.
    Zadanie polegało na wprowadzeniu własnych, symboli dla przeróżnych elementów, znajdujących się na stanie magazynów i narzędziwni i tych, codzień dostarczanych do kilkunastu magazynów w kraju i za granicą. Dziesiątki tysięcy pozycji. Cała ta operacja miała chyba uzasadnić istnienie mojej firmy – czapki nad kilkoma oddziałami terenowymi, które na tę czapkę pracowały w kraju i za granicą. To była istna paranoja, bo zwykły pierścień Simmera o takich samych symbolach fabrycznych i parametrach mógł mieć w naszym zbiorze kilkanaście symboli wewnętrznych!!! Zależy w którym magazynie się znajdował i kiedy został zakupiony i za jaką cenę.
    Wszystkie te dane wypisywano u mnie w dziale na klawiaturach komuterowych, podłączonych gdzieś centralnie, a następnie wysyłane do „ZETO”, gdzie szły już na te dziurkarki i drukarki. Wracało to do nas w formie kilkunastu kilogramów arkuszy do ręcznego sprawdzenia!!! Bywało, że się coś tam „sfajtało” i zabawa była nieustanna. Podejrzewam, że gdyby nie przełom systemowy w PRL, do dziś ten taniec trwałby w najlepsze, ale przyszły wiadome zmiany, firma się rozleciała, bo nie miała racji bytu, ja wylądowałam na 10 miesięcy na bezrobociu, potem przeszłam na wcześniejszą emeryturę i tak zostało.
    Nie muszę dodawać, że dyrekcja źle na tym nie wyszła, bo zamiast jednego etatu, załapali się na kilka… tu jako dyrektor, tam i tam jako główny specjalista albo członek rady nadzorczej.
    Długo nie wierzyłam, że komputeryzacja kiedykolwiek się da wdrożyć :D
    A dziś sobie siedzę wygodnie we własnym domu i piszę na własnym komputerze…
    Ech! życie!!!
    ;
    SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU WSZYSTKIM jeszcze raz!

  278. Indoor napisał(a):

    Co do absorbcji innowacji w ustroju realnego socjalizmu przypomniałem sobie, że gdy mając nieco ponad 6 lat na poczekaniu wymysliłem na lekcji dodawania suwak logarytmiczny, to Pani miała tylko taką uwagę, że to już wymyślono tym samym skutecznie zniechęciła mnie do wymyślania czegokolwiek przez najbliższe kilkadziesiąt lat(nawet Jej powiedziałem, że „nastepnym razem sama sobie wymyśl głupia babo”, ale na szczeście nie usłyszała. Chyba). Jeszcze mi uwagę wpisała do dziennika, że „wierci się i przeszkadza na lekcji”. Nawet to Jej nie tłumaczy, że była to szkoła muzyczna. Podobnie zresztą nie cenili moich kompozycji w liceum. Matematycznym dla odmiany.

  279. Mawar napisał(a):

    Torlin
    „Ale dla mnie całkowitym zaskoczeniem było zdanie skierowane do mnie: “Jeśli robili dyplomy to za swoje pieniądze”. Mam drobne pytanie, płaciłeś za swoją naukę, czy tak tylko wypisujesz, co Ci klawiatura przyniesie”?
    .
    Przecież napisałem, że szkolnictwa z pewnością nie finansowała PZPR z partyjnych składek. Nawet Wyższa Szkoła Nauk Społecznych KC PZPR była finansowana z budżetu oświaty. Na budżet państwa komunistycznego składali się ci co pracowali. Zostawiano ludziom trochę na przeżycie (robotnikom mniej, ubekom znacznie więcej), resztę arbitralnie zabierało państwo. W systemie nakazowym trudno to nawet nazwać podatkiem. Nie mniej każdy pracujący był takim quasi-podatnikiem. W tym sensie, jak napisałem, studiowało się za swoje pieniądze.

  280. Mawar napisał(a):

    Paweł Luboński
    “Książka jest zapisem zwierzeń Leszka Balcerowicza sporządzonym przez Jerzego Baczyńskiego, obecnego naczelnego Polityki, a prywatnie męża Aldony zatrudnianej w schyłkowym PRLu w redakcji „Sztandaru Młodych” przez Aleksandra Kwaśniewskiego.”
    .
    Czyż nie uroczo obnażona mentalność pewnej formacji światopoglądowej?
    .
    Oczywiście, że jest to bardzo interesujące, powie ci to każdy historyk i socjolog. Nie ma to nic wspólnego ze światopoglądem, tym bardziej „obnażaniem mentalności”. :) Światopogląd=pogląd na świat, ale w aspekcie filozoficznym i religijnym.

  281. Mawar napisał(a):

    Ciekawy tekst Bernarda, wspomniany już tu przez Pawła Lubońskiego, ale bez zlinku.
    http://bernardo.salon24.p.....ym-wydaniu

  282. Mawar napisał(a):

    Ciekawy tekst Bernarda, wspomniany już tu przez Pawła Lubońskiego, ale bez zlinku.
    http://bernardo.salon24.p.....ym-wydaniu

  283. Indoor napisał(a):

    http://wiadomosci.onet.pl.....,item.html
    Siłą ją wciagnięto do autobusu, by Jej zaproponować, że ją wypuszcza, ale się nie zgodziła. Opozycja organizowała manifestację w obronie konstytucyjnego prawa do zgromadzeń. Póżny PRL. Mozna było dużo i nikt Cię nie przesladował. Jednej rzeczy na pewno nie wolno było: twierdzić publicznie, że WLADZA kogoś prześladuje. Natychmisat Cię prześladowano. Nowego!

  284. Indoor napisał(a):

    Demokracja to jest wtedy, gdy obrońcy prawa do gromadzeń mogą swobodnie się gromadzić i protestować w obronie swoich praw. Jasne. Jesli nie mogą się swobodnie gromadzić i protestować w obronie swoich praw do gromadzeń to jest dyktatura. Dyktatura upada, gdy obrońcy prawa do gromadzeń nie mają innych zmartwień niż gromadzić się w obronie swoich praw. To wszystko jakaś paranoia. Paranioą największą zaś jest to, że od rana jest to wiadomość dnia w serwisach internetowych największych mediów polskich. Mam nadzieje, że moja wirtualna interwencja poskutkuje i serwisy zajmą się powaznymi sprawami np. ile petardowiczów się wysadziło w powietrze wczoraj nocy. Coś chyba w zeszłym roku dali sobie mocno popalic, bo jakoś w tym roku było w miarę spokojnie i kulturalnie.

  285. jasnaanielka napisał(a):

    Czy z nowym rokiem tylko mnie skasowało dane osobiste do nowego wpisu? Musiałam wszystko od początku wpisać w kolejne ramki. :(

  286. jasnaanielka napisał(a):

    Petardowicze w mojej dzielnicy chyba obrabowali jakiś większy magazyn! Strzelali już od zmroku, tak ostro od 23-ej, zakończyli grubo po pierwszej w nocy. Zastanawiałam się, czy moje cipirytki zza okna przeżyją ten huk, ale od rana już się posilają tym wszystkim, co wystawiam, więc nie jest źle.
    Ale to strzelanie pośród domów powinno być zakazane.
    Niechby towarzystwo wyszło z domów na pobliską łąkę i tam paliło z czego popadnie. To jest totalne matołectwo.
    Wiem to od pieska mojego brata.

  287. Indoor napisał(a):

    Jasnanielko! U mnie w miarę spokojnie, trochę strzałów, trochę pogotowia. Mi się wydaje, że w zeszłym roku towarzystwo wystrzelało amunicję albo siebie. Kilka lat temu było tragicznie, ludzie jak brakło municji wyrzucali z balkonów jakieś palące się zimne ognie lub papierki. Czekałem na moment gdy któryś z sąsiadów podpali teściową i wyrzuci. Bloki antagonistyczne strzelali sobie po oknach petardami i podobne jaja. Miałem dwie starsze suki (starsza umarła w tym roku) strasznie się bały tej kanonady. Bardzo nie lubiły się, jak jedna wchodziła do pokoju to druga wychodziła, ale na Sylwestra razem wchodziły do łazienki i tam dygotały ze strachu. Ale plecami do siebie. Na starość jednak nabrały odwagi. Albo ogłuchły.

  288. maciek.g napisał(a):

    U mnie było też stosunkowo spokojnie, a myślałem że będzie ostro, bo już o18 strzelali jak szedłem strzelali prawie jak na Sylwestra o 12.
    Indoor wyobraź sobie, że na samym początku nie było na kartach dziurkowanych informacji dotyczącej kolejności. Szybko jednak wprowadzono zarówno informację drukowaną a potem odpowiadającą im dziurkowaną. Tę dziurkowaną wykorzystywały sortery kart, ale raczej nie mieliśmy do nich dostępu i jak się rozsypały to trzeba było ręcznie układać , ale było to możliwe dzięki tym drukowanym cyferkom. Ty oczywiście o tym wiesz, tylko piszesz tak jak zwykle

  289. maciek.g napisał(a):

    Jasnanielko,
    Wdrażanie komputeryzacji przy pomocy ODR , Mińsków i Riadów szło rzeczywiście kiepsko, a to z powodu ułomności tego sprzętu, małej wiedzy na temat tych zadań i trudności tworzenia oprogramowania o których już tu pisano.
    Sprawy ruszyły ostro właśnie za sprawą komputerów osobistych i łączenia je w sieci. Ilość osób tworzących oprogramowanie niepomiernie wzrosła , były liczne wpadki , ale i sukcesy. Już parę lat po tym jak zacząłem pisać pierwszy program dla klienta , większość sklepów przestała sobie wyobrażać możliwość pracy bez pceta.
    Jednak w miarę rozwoju komputeryzacji wymogi wobec oprogramowania gwałtownie zaczęły rosnąć i wielu domorosłych twórców się wykruszało, pojawili się celowo kształceni informatycy i oni zaczęli wypierać amatorów, ale wielu tych amatorów dzięki praktyce stało się profesjonalistami i w branży zostali.

  290. Stan napisał(a):

    Przeczytałem wpis Bernarda którego uważam za potencjalnego publicystę (jeżeli uwolni się od tak charakterystycznej zapiekłośći i nienawiści obecnych czasów) nawej fali.
    Moim zdaniem, jako byłego nikowca i prawnika, nie można nic Waldemarowi Kuczyńskiemu zarzucić, sam Bernard wykorzystuje jedynie casus Kuczyńskiego po to żeby napisać kilka smaczków z niedawnej historii.
    Trzeba oczywiście pamiętać, że żyjemy w Polsce i standardów szwedzkiej socjaldemakracji, ktorej lider, Erlander, do kończ życia mieszkał w wynajmowanym czynszowym mieszkaniu nie da się utrzymać.
    W Polsce bywało i tak, co odczuł na wlasnej skórze autor tych słów, że po podpadnięciu jakimś kacykom można było cofnąć tzw. staż spółdzielczy (w moim przypadku sześcioletni) i okres oczekiwania zaczynać od początku.
    Dobrze się jednak stało, że nikomu nie nakładłem po mordzie (a miałem ochotę), bo byłbym więźniem politycznym.

  291. Paweł Luboński napisał(a):

    Mawar: „Nie ma to nic wspólnego ze światopoglądem, tym bardziej obnażaniem mentalności. :) Światopogląd=pogląd na świat, ale w aspekcie filozoficznym i religijnym.”
    .
    Powinieneś jeszcze dodać: „Siadaj, dwa!”. Naprawdę nie byłeś nigdy belfrem z zawodu? Bo tryska z ciebie potrzeba protekcjonalnego pouczania innych.
    Ja jednak sądzę, że mówi to wiele o Bernardzie i jego sposobie oglądu rzeczywistości, jeśli omawiając wywiad z Balcerowiczem, uważa za stosowne zaznaczyć, gdzie dziesięć lat wcześniej pracowała żona dziennikarza wywiad ten przeprowadzającego.
    Tekstu Bernarda nie linkowałem, bo sam w sobie wydał mi się mało ciekawy – ot, takie usilne szukanie drobnych grzeszków w przeszłości ludzi, których nie lubi.

  292. Indoor napisał(a):

    maciek.g! co do kart! wiem, nie wiem. Trochę wiem, w zasadzie w mojej praktyce karty częściej nosiły charakter nośnika danych a nie programu. W tym ujęciu ich kolejność zwykle miał charakter drugorzędny.
    Sprawa kart troche ilustruje dla mnie pewien ograniczony sposób myslenia, które powstaje wówczas, gdy na rzeczy patrzymy z punktu widzenia użytkownika wtórnego, który nie zdaje sobie sprawy z uniwersalności stosowanych przez siebie przedmiotów. („Tatusiu wyobraż sobie, że kiedyś samochody nie miały dyszli żeby zaprząc kunia” – cytat z listu z przyszłości, gdy zabraknie ropy).
    Gdy pan Hollerith (który pozniej zmianił nazwisko na IBM) wymyslił te karty o i pozniej długo długo ich sortowanie na podstawie zawartych w dziurkach informacji było jednym z podstawowych zadań. Karty panów w prawo , pań w lewo i już mamy przetworzony spis ludności pod wzgledem płci. Dodatkowych dziurek określających kolejność w pudełku nie wiem kto wymyslił. Raczej Nobla za to nie dostał.

  293. Indoor napisał(a):

    Zawsze też głosiłem wyższośc tasiemek dziurkowanych nad kartami jako nośnika porogramu. Poprawka pojedynczych rekordów wymagał pewien wysiłek (ja znam editora tasiemki dziurkowanej produkcji czechosłowackiej z super smieszną instrukcją obsługi, tłumaczenie swobodne z czeskiego. Boki zrywać) ale za to się nie pomieszały. Już na ZAM-41 istniały (głównie słuzyły jako nosnik systemu operacyjnego, bo programy były na tasmach magnetycznych a wgrywało się je najczęściej z kart perforowanych). Ich zaletą były niewielki rozmiar i stosunkowo prosty interfejs. Ja zresztą też je używałem w swoich pierwszych komputerach.
    Mogły też słuzyć jako interfejs w sieciach komputerowych. Długa rozbiegówka i już to co maszyna na pietrze dziurkowała mogła druga maszyna na parterze wczytywac. Na tej idei zresztą oparłem pewien swój wynalazek (jestem z niego bardzo dumny) co eliminując samą tasiemkę ale zachowując ideę, pozwolił połaczyć w sieć MERA 400 z OS CROOK na piętrze połaczyć z ODRA 1305 z OS Executor na parterze. Programiści w miarę komfortowych warunkach pisali programy na MERA, wykonane były zaś na Odrze bez konieczności perforowania na tasmie lub kartach. Wcale dobrze i szybko działała i to bez żadnej zmiany w systemie operacyjnym którejkolwiek z maszyn.

  294. W.Kuczyński napisał(a):

    Stan,
    nie wiem skąd wziąłes, że jestem nikowcem i prawnikiem. Ani to ani to.
    A człowiek podpisujący sie nickiem Bernard to osobnik dotknięty choroba zawiści do świata w skutek niespełnienia. Od dwana wylewa na mnie między innymi jad ze swoich ślinianek, bo inaczej by sie nim udusił. On powtarza to co ja sam przed wielu laty napisałem. W latach 50-tych tacy ambitni goście ze śledczym entyzjazmem stawali sie wzorowymi ubowcami. Ja mu zresztą mówiłem, że ma osobowość jak ulał do tamtej roli. Chyba uznał w duchu ze mam rację, bo mnie od tego czasu co raz to usiłuje ugryźć, ale za słabe ząbki.

  295. Stan napisał(a):

    Panie Waldemarze,

    Wiem, że ma Pan stopień naukowy doktora ekonomii i przez pewien czas pracował naukowo na Uniwersytecie Warszawskim.

    To ja swoje doświadczenia zawodowe pogłębiałem pracując w Najwyższej Izbie Kontroli, a gdy zrobiłem ogląd gospodarki tamtego okresu, postanowiłem poszerzyć ograniczjący mnie zakres swobody i, po odbyciu aplikacji zostałem licencjonowanym prawnikiem z własną kancelarią.

    Pozdrawiam

    I tak mi zostało do ostatnich dni.

  296. W.Kuczyński napisał(a):

    Stan,
    pomyłka nie mam stopnia doktora. Kiedys chciałem go mieć, ale wtedfy nie mogłem, a potem przestalo mi sie chcieć i juz mi sie nie zachce.

  297. Zofia napisał(a):

    Ku pamięci:
    http://wyborcza.pl/duzy_k.....kiego.html
    Ojciec Kaczyński Częstochowski – jest chyba najlepszym zdjęciem w tym zestawie. Tak to wygląda, gdy następuje sojusz tronu z ołtarzem.
    Na II miejsce typuję – Podwójny Majestat – czyli używanie dwóch odrębnych krzeseł na dwa prezydenckie półdupki (pośladki).

Skomentuj