Jestem z Układu


Nadciąga wielki pożar

Nadciąga wielki pożar nad kraj. Trójka podpalaczy; skrajnie konserwatywna część kleru przerażona Europą, znerwicowany, nadęty pychą związek zawodowy „Solidarność” i wrogi obecnej demokracji, ziejący pragnieniem zemsty utalentowany podpalacz polityczny na czele dużej partii. Cel – zespolić w taran do rozwalenia obecnego ustroju całe niezadowolenie i frustrację. „Wrócić do Polski”, czyli odbić kraj dla „prawdziwych Polaków-katolików”, porachować się z resztą i odciąć go od ateistycznej Europy. Larum grają nad Wisłą!

Skomentowano 170 razy to “Nadciąga wielki pożar”

  1. Kasia napisał(a):

    narciarz2 napisał(a):
    1 września 2010, o godzinie 03:57

    Narciarzu2, czy wykazałeś odrobinę chęci i przeczytałeś ten artykuł? Czy widziałeś zdjęcia? A może to tylko reakcja ad hoc?

    Żółci nie wylewam. Jedyne co starałam się tym artykułem pokazać, że przykład idzie z góry, a i pokazuje, że da się zamieść takie rzeczy pod dywan. Nawet tutaj czytałam komentarze, że w sumie dobrze się stało z tym lasem Pana Sobiesiaka w obszarze Natura 2000 bo mamy braki w infrastrukturze (sic!). I później to pokutuje, bo przecież walić w FUJARę nie wolno bo Pis u bram.

    @ Torlin:
    1 września 2010, o godzinie 08:26
    „Kasiu!
    Odpowiedz, co Twoim zdaniem miał zrobić rząd?
    Zabrakło Ci słów w języku polskim, czy cywilnej odwagi?”

    Może zadam pytanie inaczej, bo szczerze powiedziawszy to nie znam się na sprzedaży stoczni przez google’a.
    Czy uważasz, że rząd postępował w pełni profesjonalnie w sprawie sprzedaży stoczni?
    Czy uczciwym jest wmawianie pracownikom stoczni i społeczeństwu przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, że sprawa jest przesądzona, stocznie sprzedane katarskiemu inwestorowi, a miesiąc czy dwa później okazało się, że to wszystko blaga?
    Czy rząd, który chwyta się takich sztuczek można uznać jeszcze za demokratyczny?
    Czy nie prowadzi to do sytuacji, w której znieczulone społeczeństwo manipulowane w ten sposób przez rząd się zbuntuje i doprowadzi to do rozruchów społecznych?
    A co gorsza, czy nie trafi nam się jakiś nawiedzony dyktator czy jedynie słuszna partia, którzy tymi białorusińskimi metodami będą nami rządzili, bo będą mieli poparcie zaprzyjaźnionych publicystów czy mediów finansowanych przez niego, bądź też popierających go z innych pobudek?

    Pozdrawiam

    PS. Myśle, że nie odbiegłam za bardzo od tytułu obecnego wpisu Pana Gospodarza.

  2. Torlin napisał(a):

    Znowu słuszna diagnoza Gospodarza.
    Ja tego Kasiu nie twierdzę, ale przedtem pisałaś obraźliwie o Tusku. Ale wracając do sprawy – co miał Twoim zdaniem zrobić rząd? Nie uciekniesz przed tym pytaniem. Bo rozpalić kraj mówiąc, że rząd jest bezradny w tej sprawie jest oczywiście łatwo. Podpalacze z benzyną (jak Ty np.) stoją z butelkami w ręku i czekają na dogodny moment. Ta chwila bezradności jest dla nich objawieniem.

  3. januszwk-pl napisał(a):

    A oto parę pomysłów na osłabienie tego taranu:

    Zmniejszenie dotacji na partie polityczne oraz dodanie wymogów wydawania tych dotacji na tworzenie programów i badań, na wypadek dojścia do władzy. Dobrym przykładem są w Niemczech fundacje kojarzone z konkretną partią.

    Reforma ustawy o związkach zawodowych.
    Ograniczenie liczby związków w jednym zakładzie pracy. Działalność związku i pensje działaczy powinna być współfinansowana przez jej członków. Siedziba związku poza terenem zakładu pracy.

    Stosunek partii politycznych do KK jest funkcją strachu przed utratą poparcia w wyborach. Myślę, że PO jeżeli nie zdobędzie się na odwagę nieco stanowczej linii wobec hierarchii kościelnej, to będzie przegrywać.

    Radio Maryja powinno zostać poddane takiej samej kontroli finansowej jak każda inna firma prowadząca działalność gospodarczą. Obecna licencja wyklucza reklamy. Brak reakcji na łamanie prawa powoduje dalsze rozzuchwalenie.

    I najważniejsze. Dalsza konsekwentna prywatyzacja.

  4. Zofia napisał(a):

    Podpalacze są coraz bardziej zdeterminowani, co jest oczywistą oczywistością, bowiem pola manewrów się coraz bardziej kurczą.
    I coraz więcej niepowodzeń.
    Uroczystości gdańskie z powodu podpisania porozumień sierpniowych 1980 r. okazały się niewypałem i zamiast zaplanowanej i starannie wyreżyserowanej chamskiej pokazówki propagandowego poparcia dla PiS i jego wizji politycznej tego, co się ongiś zdarzyło – mieliśmy udaną konfrontacje damsko-męską, czyli nie przewidziana przez PiS i związkowców Śniadka – puentę w postaci wystąpienia p. Henryki Krzywonos.
    W efekcie gwiazdą tych uroczystości oraz polityki, mediów i Internetów – została dawna tramwajarka i legenda Solidarności a liderowi PiS zaglądnięto pod klołderkę i ujawniono co naprawdę robił w tamte, pamiętne i historyczne dni.
    Gloryfikowanie i namaszczenie zmarłego prezydenta na największego bohatera dawnej Solidarności też nie wyszło, bowiem natychmiast ujawniono, ze żadnym doradcą i ekspertem MKS nie był, nikomu z sygnatariuszy nie doradzał, porozumień sierpniowych negocjował, ani nie podpisywał, czyli jego udział w tym wydarzeniu jest zerowy.
    I tak robiona na siłę legenda o Lechu Kaczyńskim sięgnęła bruku.
    Kolejna klęska prezesa PiS.
    I jak tu nie być wkurzonym do imentu!
    Taki medialny wiec i spieprzony koncertowo!
    I to wszystko przez jedną temperamentną niewiastę wagi ciężkiej.
    No, ale trzeba prezesa PiS nieco usprawiedliwić – w stoczni praktycznie nie był, w MKS nie działał, w negocjacjach nie uczestniczył, to i nie wie, kim byli ci, którzy wtedy tworzyli polską historię.
    Gdyby wiedział, to by pani Henryce na odcisk nie nadepnął i nie kłamał by jej prosto w oczy.
    Za brak poszanowania dla faktów – został publicznie znokautowany i to przez kobietę!!!
    Oglądanie Jarosława Kaczyńskiego na dechach po babskim ciosie i liczonego publicznie – to największa frajda z obchodzonego 30-lecia porozumień sierpniowych.
    Takiego meczu między ocenami historii dawno w Polsce nie było!

  5. Stan napisał(a):

    Też tak te zamiary odbieram. Sądzę jednak (mówiąc chamskim językiem), że podpalacz jest ciężko trafiony i zgniły mu jaja (może nawet niebawem paść). Kler też gnije. Jeżeli sytacja gospodarcza w Europie będzie stabilna, to proces gilny będzie postępował.
    Najsłabszym ogniwem jest Polska, bo (mam takie wrażenie), że rządzi kupa dyletantów (oprócz Belki).

    Jak zwykle najgłośniej krzyczą ci, którzy najwięcej nabroili (niestety, moja krajanka Gilowska w swoich decyzjach finansowych zaprezentowała woluntaryzm rodem ze Wschodniej Ściany).
    I jeszcze jedno.
    Jestem w pełnej zgodzie z moją ulubioną komentatorką, Kasią :D).
    „Zaoranie” przemysłu stoczniowego było zbrodnią (to nie tylko błąd ekipy Tuska). Odbije się to czkawką obecnemu rządowi.
    Należało tą branżę tak zrestrukturyzować, żeby jęki rozlegały się po całym b. KDL-u.
    Nie śmiejcie się kochani, ale można też było za symboliczną złotowkę oddać ten bajzel Chińczykom i Turkom (naszym potencjalnym sojusznikom strategicznym. W ten sposób (chodząc po linie) wzmocnilibyśmy (obecny, podobny do przedwojennego )system gwarancji bezpieczeństwa.
    Coż jednak mam zrobić, skoro odpowiedzialni ludzie nie czytają mnie tak zachłannie jak Zosię:D).

  6. andiboz napisał(a):

    Biadolenie o upadku polskich stoczni jest wynikiem komletnego niezrozumienia sytuacji po upadku ZSRR, który był odbiorcą większości produkcji. Brak zamówień i szkodliwa działalność związków zawodowych uniemożliwiająca modernizację i prywatyzację tych stoczni doprowadziła do ich upadku. Wykorzystywanie tego w celach politycznych świadczy o kompletnej indolencji lub zamiarze cynicznego podgrzewania nastrojów przeciwko rządowi.
    Znałem polskie stocznie i mogłem je porównać ze stoczniami w Japonii, Korei Płd i Europie zachodniej. Małe mieliśmy szanse aby im dorównać.
    Teraz nawet tych małych szans nie mamy.

  7. Beata napisał(a):

    Triumwirat zła…Siły potrojone i to budzi absolutny moj strach. A tu zadnego Zorro, przepraszam, Zapatero na horyzoncie..Liczylam bardzo na Tuska, ze zacznie dwa lata temu od reform niezbednych ale niepopularnych, do dzisiaj weszlyby juz w zycie i przyzwyczajenie. Normalnoscia mogloby byc odsuniecie Kosciola od polityki, szkół, łóżek i macic Polek i Polakow. Normalnoscia moglyby byc sprywatyzowane szpitale, reformy szkolnictwa wyzszego, prawa budowlanego, ktore czyniloby Polske ladniejsza i uporzadkowana. Wiem, wiem, Lech sie kladl jak Rejtan przed jakakolwiek reforma , ktora mogla przechylic szale na korzysc PO. Cholernie sie boje KK, sa wszedzie, coraz wieksze spustoszeie robia, cholernie sie boje PISu z jego ciemna strona mocy i zlymi ludzmi. Boje sie tych wszystkich ludzi „prokrzyzowcow”, oszolomstwa i nienawisci, ktora zaczynaam czuc i widziec. Mam w szufladzie paszport francuski. szuflada juz lekko uchylona. Uciec od pozaru?

  8. stary wilk napisał(a):

    @Stan
    Ciągle słyszę o „zaoraniu” przemysłu stoczniowego jako o zbrodni rządu Tuska. Dlaczego rządu Tuska, a nie najlepszego po ’89, bo pisowskiego rządu Kaczyńskiego (początkowo firmowanego przez Marcinkiewicza). Amnezja ogólna? A może niedoinformowanie, bo pisowcy nie chwalili się swymi niepowodzeniami na wideokonferencjach, na których potem tak drobiazgowo rozliczali rząd swoich następców.

    Gdy Tusk przejmował urząd premiera wszystkie terminy restrukturyzacji i prywatyzacji były zawalone, kolejne monity i ostrzeżenia KE zignorowane przez rząd pisowski, spóźniony plan „strategii dla przemysłu stoczniowego” odrzucony przez Komisję Europejską, ARP S.A. chciała kupić w 2006 Stocznię Gdynia i Gdańską, ale ofertę zignorowano, taki sam los spotkał ofertę FORTIS Intertrust (Netherlands) B.V. w połowie 2007, który chciał kupić wszystkie stocznie. Za to podjęto negocjacje z ukraińskim Donbasem, który w listopadzie 2007 przejął stocznię gdańską, a jej prezes Andrzej Jaworski (manager-ignorant z partyjnego nadania) wziął sporą odprawę. Potem były prezes stoczni razem z Guzikiewiczem z zakładowej Solidarności założyli Fundację non profit niby w celu promocji stoczni i dali znów zarobić pisowskiemu cwaniakowi Jaworskiemu pracującemu „społecznie”. No a potem już stoczniowcy przyjechali awanturować się do Warszawy. Gdzie wcześniej byli, gdy Kaczyński ich wykolegowywał?

    Jasne, za to platformerski rząd obowiązkowo trzeba rozstrzelać. Przejęli sprawę stoczni, gdy wszystko już się posypało i usiłowali upchnąć je katarskiemu inwestorowi. Jakoś nikt nie pamięta sławetnego listu związkowców do przyszłych inwestorów z donosem o finansowych przekrętach stoczni i ciszy, która potem zapadła. Donald Tusk zaorał stocznie? A może jednak Jarosław Kaczyński i NZZ Solidarność.

  9. Orteq napisał(a):

    Stan,

    Ja ciebie czytam prawie tak samo zachłannie jak Zosię, więc nie narzekaj. Sam dorównać nie mogę ani tobie ani jej. To dlatego wklejam jeszcze raz to co zapodałem pod poprzednim wpisem Pana Ministra, przed laty eksperta MKS. Pisującego listy do Halinki, wedle wzoru Lecha. Tamten pisywał namiętnie do Marysieńki, z pod Wiednia, w 1683-m. Zaraźliwe to się okazało i to na całe wieki.

    Niech więc ktoś zachłannie przeczyta i tutaj te pracę kompilacyjną. Bo pod poprzednim wpisem to już z tej pracy zeszłoroczny śnieg narciarzowy wyszedł. Niczym Solidarność Śniadkowo-Prezesowa. Tutaj zresztą też zeszłoroczny z tego śnieg. Ale ociupinkę świeższy.

    Orteq napisał(a):
    1 września 2010, o godzinie 06:22

    A propos obchodów Wielkiej Rocznicy Wolnych związków Zawodowych i Wielkich Porozumień. Dwa lata temu, przy podobnej okazji, niejaki Stauffenberg postanowił objawić wszystkim zgromadzonym prawdę o Jarosławie Kaczyńskim (a i o Lechu Kaczyńskim poniekąd). Napisał co umiał, resztę dopisali inni. Oraz zycie.

    PRAWDZIWA PRAWDA O JAROSŁAWIE KACZYŃSKIM
    Praca kompilacyjna w układzie chronologicznym

    1.r.Nowej Ery – Jarosław Kaczyński przychodzi na świat
    33 r. – Jarosław Kaczyński zostaje ukrzyżowany, a następnie zmartwychwstaje. Dla dobra ludzkości, nie korzysta ani z karty bankowej, czy kredytowej, ani z opcji wniebowstąpienia
    945r. – Jarek przekonuję Wandę, żeby nie chciała Niemca
    966r. – Dzięki Lechowi Kaczyńskiemu Polska przyjmuje chrzest
    972r. – Lech Kaczyński wygrywa bitwę pod Cedynią
    1410r. – Król Polski Lech Kaczyński oraz Wielki Hetman Jarosław rozbijają w pył hordy niemieckiego najeźdźcy pod Grunwaldem
    1655r. – Jarosław Kaczyński dowodzi obroną Częstochowy
    1655 r. – Lech w tym czasie siecze Szweda i dla ojczyzny ratowania rzuca się przez morze. Odtąd zwą go “Małym Rycerzem”
    1683 r. – Lech i Jarek biją Niewiernego pod Wiedniem; Lech pisze słynne listy miłosne do Marysieńki
    1794r. – Lech Kaczyński wznieca powstanie przeciwko Rosji i Prusom
    1830r. – Jarosław Kaczyński prowadzi Powstanie Listopadowe do strategicznie zaplanowanej, spektakularnej klęski
    1832-34r. – Lech Kaczyński pisze “Pana Tadeusza”
    1863-64r. – Lech i Jarosław Kaczyńscy przewodzą Powstaniu Styczniowemu, ponownie odnosząc spektakularną, strategiczną klęskę
    1918 r. – Lech tryumfalnie wjeżdża do Warszawy. Na Kasztance, oczywiście
    1920r. – Wojska polskie pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego wygrywają Bitwę Warszawską
    1926r. – Jarosław Kaczyński pozwala Piłsudskiemu na Przewrót Majowy. Decyduje oczywiście długoterminowe myślenie strategiczne
    1928r. – Jarosław Kaczyński odkrywa penicylinę
    1932r. – Lech i Jarosław Kaczyńscy zostali zwycięzcami na międzynarodowych zawodach lotniczych w Berlinie. Na samolocie „Żwirko i Wigura” zdobyli pierwsze miejsce. Dwa tygodnie później, 11 września 1932 roku, zginęli w katastrofie lotniczej pod Cierlickiem, ale natychmiast zmartwychwstali. Stąd się zaczęło pasmo cudownych wydarzeń lotniczych o wielce symbolicznej dzisiaj nazwie „911″. „Nine Eleven” po angielsku
    1939r. – Lech Kaczyński broni Westerplatte
    1939r. – pomyłka – Lech nie broni Westerplatte – tam podobno wszyscy tylko chlali wódkę i palili niemieckie papierosy Juno
    1940r. – Lech i Jarek, nasze asy lotnictwa, ratują Wielką Brytanię
    1941r. – Jarosław Kaczyński nakłania Hitlera do zaatakowania Związku Sowieckiego. Jest to kluczowy punkt jego strategii wygrania wojny światowej przez Polskę.
    1941 r. – Lech i Jarek nakłaniają Japonię do zaatakowania Amerykanów w Pearl Harbour na Hawajach. Następnie występują w Parlamencie USA i przekonują do pomocy Europejskim sojusznikom
    1942 r. – Lech i Jarek spotykają Franka Dolasa
    1943 r. – Lech i Jarek bronią Tobruku – odtąd są zwani przez sojuszników ” Szczurami pustyni”
    1944r. – Jarosław Kaczyński przewodzi Powstaniu Warszawskiemu
    1945r. – Lech Kaczyński zdobywa Berlin i własnemi rencami zatyka polską flagę na Reichstagu. Nie śpiewa żadnego obcego hymnu bo nie zna żadnego obcego języka. No i dobrze. Bo tam zgromadzili się sami zdrajcy Polski.
    1945r. – Jarosław Kaczyński pilotuje samolot zrzucający bombę atomową na Hiroszimę
    1953r. – Lech Kaczyński zabija Stalina, pozorując jego zakrztuszenie się własnym moczem
    1956r. – Jarosław Kaczyński zakłada, a nastepnie rozwiązuje, pismo „Po Prostu”. Pismo wymknęło się z ram jego planów strategicznych. Stało się tak głównie z powodu roli jaką tam odgrywał Jerzy Urban.
    1969r. – Jarosław Kaczyński – pierwszy człowiek na księżycu
    Lech Kaczyński – drugi. Trzeci człowiek na księżycu, Neil Armstrong, dostaje pomieszania zmyslow, przegrawszy z Kaczynskimi. I tylko mamrocze bezrozumnie: „good luck Mr. Kaczyński”
    1974 r. – złota kadra Kazimierza Górskiego – karnego miał strzelać Jarek – ale strzelał Deyna – nie strzelił
    1976r. – Jarosław Kaczyński zakłada KOR
    1978r. – Jarosław Kaczyński strategicznie manipuluje watykańskim conclawe i doprowadza do wyboru pierwszego Polskiego Papieża.
    1980 r. – Olimpiada w Moskwie – Jarek zdobywa złoty medal w skoku o tyczce i pokazuje swój słynny gest gospodarzom olimpiady
    1980r. – równocześnie z udziałem w olimpiadzie w Moskwie, i na złość bolszewii, Jarosław Kaczyński zakłada Solidarność
    1983r. – Lech Kaczyński otrzymuje Pokojową Nagrodę Nobla
    1989r. – Jarosław Kaczyński trzynastotonowym buldożerem burzy mur berliński
    1999r. – Jarosław Kaczyński podpisuje akt wstąpienia Polski do NATO
    2002r. – niestety jedna jedyna wpadka – Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej – Lech śpiewa hymn… Później Jarosław śpiewa hymn… Blizniaczo podobnie. Niestety
    2004r. – Lech i Jarosław wprowadzają Polskę do Unii Europejskiej
    2005r. – Lech i Jarosław Kaczyńscy zdobywają upragniony monopol władzy w kraju i z marszu przeobrażają zastaną Polskę drewnianą, nie na murowaną, tylko na numerowaną. A numer jej jest RP i Cztery.
    2007r. – Jarosław Kaczyński zmienia strategię i dobrowolnie oddaje połowę władzy, ogłaszając przedwczesne wybory parlamentarne. Nie tylko wyborcom ale i jemu samemu znudziła się ta sama gęba na stanowiskach i prezydenta i premiera kraju.
    ???? – ciąg dalszy – niestety – nastąpił
    2010r. – po upływie niemal dwóch tysięcy lat, tym razem Lech Kaczyński nie korzysta z opcji wniebowstąpienia. Bo nie może. Jego cielesna powłoka zostaje złożona przez brata na Wawelu. Sam duch bez ciała musi iść, jak każdy inny śmiertelnik, przez Bramę Perłową. A na Bramie Kaczynscy nie mają szans, z powodu pochodzenia. Jest skazany na wieczny pobyt w przedsionku u Dziadka. Opcję wniebowstąpienia Jarosław zatrzymuje dla siebie. Na świetlaną przyszłość.
    ???? – dalszy ciąg dalszy – niestety – nastąpi

  10. głos zwykły napisał(a):

    Odlot całkowity.
    Kler ma w Polsce, to samo co inni, którzy mają, a posługują się niewybrednymi, acz skutecznymi metodami działania. PiS próbował to zdobyć, zaś „Solidarność” odzyskać.
    Nasi jednak trzymają się mocno!
    Tak więc odczytuję, obecny postulat gaszenia pożaru, jako znane z PRL powiedzenie: „Jasiu chamstwo, należy zwalczać chamstwem!”.
    Oczywiście życzę powodzenia!, ale jak zawsze okazuje brak zainteresowania myśleniem tego rodzaju.

  11. głos zwykły napisał(a):

    A wszystkich blogowiczów zachęcam do uczestniczenia na zasadzie „alleluja i do przodu!” w programie ekonomicznym: +50, +60 i być może +70, czy też wyrównywania szans zawodowych dla niepełnoprawnych.
    Czyli praktycznej próbie uczestnictwa w procesie aktywizacji zawodowych nieużytków społecznych AD 2010 :D)))
    Co z pewnością, biorąc pod uwagę, obecny rynek pracy, oznacza nic innego dla aktywizowanych zawodowo, jak znalezienie dogodnego miejsca pracy na dzikim wysypisku śmieci na bardzo liberalnych warunkach, jeśli chodzi o warunki pracy, płacy i w ogóle samą treść prawną stosunków pracy.
    Tak więc drogie nieużytki, do roboty! Gaście pożary i do roboty! A w celu aktywizacji zostanie naprzód zdjęty z was cały parasol ochronny świadczeń socjalnych, solidarnego państwa!
    Druzja wpierioooooodddd!

  12. głos zwykły napisał(a):

    errata
    czy też wyrównywania szans zawodowych dla niepełnosprawnych.

  13. Mawar napisał(a):

    Zofia
    .
    „… a za co siedział w kiciu Jarosław Kaczyński, tj za co go milicja czy tajniaki przymknęli, gdzie i na ile – 2 godziny, 24 h czy aż 48 h”?
    .
    Henryka Krzywonos pyta się równie ironicznie, gdzie podczas podpisania porozumień w sierpniu 1980 był J. Kaczyński: „może na rybach?” (to cytat z wypowiedzi telewizyjnej). Michnik Adam, Lityński Jan, Kaczyński Jarosław, Kuroń Jacek zostali przez SB zapuszkowani na 48 godzin i wypuszczeni dopiero po podpisaniu Porozumień Sierpniowych. Tramwajarka Henryka Krzywonos miała więcej szczęścia, kiedy strajkujący wyłączyli zasilanie trakcji elektrycznej opuściła swój tramwaj i udała się do stoczni. W ten sposób zatrzymała komunikację w Trójmieście. Za 30 lata zostanie przyjaciółką Jolandy Kwaśniewskiej, wyda książkę w lewicowej „Krytyce Politycznej”, stanie się gwiazdą „Partii Kobiet” i mediów, a może nawet celebrytką – co naturalnie wiąże się z koniecznością rytualnego potępienia aktualnych wrogów słusznej linii. Nic za darmo.

  14. Mawar napisał(a):

    E-J
    .
    „Mawar, troche mi w tych twoich wywodzach na temat Kaczynskich zgrzyta. Mieszkanie. W spalonej Warszawie ludzie mieszkali co pokoj to rodzina ze wspolna kuchnia i lazienka ( jak byla). Samodzielne mieszkanie, nawet byle jakie to byl ewenement. Sama pamietam te kolchozy mieszkaniowe, bo tez nas to spotkalo”.
    .
    Z relacji moich rodziców: Warszawa, Śródmieście, nowy budynek, najlepsze mieszkanie dostają, pracownik MBP i trzej młodzi inżynierowie z dyplomami (oraz rodzinami). W innych mieszkaniach przez kilka najbliższych lat dokwaterowywano dodatkowe osoby.

  15. Mawar napisał(a):

    Beata
    „Normalnoscia mogloby byc odsuniecie Kosciola od polityki, szkół, łóżek i macic Polek i Polakow. Normalnoscia moglyby byc sprywatyzowane szpitale …”.
    .
    Jeśli chodzi o normalność, to legendarna łzawa Beata miała już takie plany:

    Z podsłuchanej przez CBA rozmowy:
    „Sawicka: Nic, trzeba gościa spuścić. Do burmistrza zadzwonię,
    wyprostuję sprawę, nie ma tematu… do jutra nie ma tematu.

    Agent: Dobra, OK. A powiedz mi teraz tak, no bo mówisz, że
    potrzebujesz sto tysięcy na tą swoją kampanię, to tylko… ja
    się zdaję na ciebie, ty mi powiedz jak, żeby to było bezpieczne
    dla ciebie.

    Sawicka: Kurwa mać, tyle mam układów teraz wypracowanych i to
    wszystko w łeb weźmie, bo nie problem byłby, gdybyśmy my wzięli
    władzę”

    :)

  16. matti napisał(a):

    E-J,

    Czy Ty naprawde myslisz ze przekonasz Mawara?

    On jak zwykle wszystko wie najlepiej.Moj staruszek walczyl

    w szarych szeregach po powstaniu musial dac noge bo poszukiwalo

    go UB a byl tylko kapralem podchorazym z dwoma krzyrzmi

    walecznych.Uciekal zreszta wiele razy od Jeleniej Gory po

    Szczecin /tu sie urodzilem/ Jak siegne pamiecia do lat 70-tych

    wypominano mu te AK!

    pozdrawiam matti

  17. Zofia napisał(a):

    Mawar,
    zadałam Ci proste pytanie:
    „„… a za co siedział w kiciu Jarosław Kaczyński, tj za co go milicja czy tajniaki przymknęli, gdzie i na ile – 2 godziny, 24 h czy aż 48 h”?
    A Ty czkasz jakimiś bzdetami.
    Umiesz odpowiedzieć na to pytanie?
    Jak piszesz, ze siedział w więzieniu, to chciałabym wiedzieć dokładnie – kiedy, gdzie, ile i za co.
    Budować legendy jest dosyć łatwo, bajki opowiadać także, ale jak widać z faktami już znacznie trudniej sobie radzisz, tak samo jak prezes PiS.
    A potem lamenty że nokaut i to od kobiety!

  18. głos zwykły napisał(a):

    Teoretycznie to co uznaje Beata za normalność jest normalnością. W każdym razie ja bym sobie takiej normalności z pewnością życzył. W tym celu jednak, aby taka była normalność, należy inaczej traktować polityków każdej zwycięskiej partii, niż do się dzieje w Polsce. Trzeba ich blisko trzymać realiów, a nie symboli, zadając pytania o konkretne rozwiązania problemów społecznych, gospodarczych i domagając się w tym względzie posługiwania się profesjonalnymi programami. Bardzo trafnie mówił dzisiaj o tym Marek Goliszewski w TVP Info m. in. na przykładzie problamatyki polskiego przemysłu zbrojeniowego.
    Piszę o tym, bowiem mam świadomość, iż w praktyce sytuacja wygląda nieco inaczej. Weźmy np. za przykład sytuację Tomka, który się zatruł muchomorem sromotnikowym. Jego szanse przeżycia są nikłe, także z uwagi na niski status materialny i społeczny jego rodziców. Tak więc paradoksalnie, tylko patriarchalna struktura stosunków społecznych jest jego nadzieją.
    Czytałem ostatnio kilka wypowiedzi dziennikarzy, którzy śmieją się z tego, że w przypadku nieszczęścia Polacy wymyślają jakieś maratony piesze, rowerowe czy coś takiego, aby zwrócić uwagę społeczną na problem np. osób z stwardnieniem rozsianym, czy też osób biednych (np. dysponujących kwotą 1200 złotych na 4 osobową rodzinę), które opiekują się obłożnie chorymi, nie posiadającymi żadnych praw do świadczeń społecznych.
    A ja widzę w tym właśnie odwołanie się do patriarchalnych układów społecznych, głównie jałmużny w sytuacjach życiowo ciężkich. Dysponentem zaś banku jałmużnianego jest kościół katolicki i jego organizacje, a nie np. Orkiestra Świątecznej Pomocy, która adresuje swoją pomoc niejako do nowoczesnej struktury państwowej, oczekując przy tym jej zaangażowania.
    Tak więc w istocie rzeczy gnoza w polityce, czym ostatnio zajmuje się gospodarz blogu, postulując walkę z pożarami, nie buduje żadnych przesłanek do normalności, bowiem nie walka, a jedynie pozytywne programy i obywatelskie zachowania m. in. nakierowane na społeczne kontrolowanie władzy mogą przekształcić biedne, patriarchalne stosunki społeczne w środowisko w którym taki Tomek, co zatruł się muchomorem, mógłby przeżyć więcej niż kilka dni, po powrocie z szpitala, bez pomocy kościoła i jego wiernych w małej podgórskiej miejscowości Tarnawce k. Przemyśla.

  19. jasnaanielka napisał(a):

    Na tym pięknym blogu to się można shabilitować z psychiatrii klinicznej.

  20. Mawar napisał(a):

    Zofia
    „Jak piszesz, ze siedział w więzieniu, to chciałabym wiedzieć dokładnie – kiedy, gdzie, ile i za co”.

    Za co? Za biezdurno, przecież były już strajki w całym kraju. Jednak nie jest przypadkiem, że nie przyszli po ciebie. :) Czy istotnie robi ci różnicę w jakiej komendzie dzielnicowej byli trzymani na dołku, choć pewnie i to da się ustalić? J. Kaczyński zatrzymany został w mieszkaniu Jacka Kuronia przy ul. Mickiewicza, więc najbliższą dzielnicową komendą MO była ta przy ul. Żeromskiego. Jednak równie dobrze mógł to być Pałac Mostowskich, komenda stołeczna MO. Na 48 godzin można było zamknąć każdego w trybie tymczasowego zatrzymania i dopiero na dłuższą odsiadkę SB musiała mieć sankcję prokuratorską. Ale nawet zatrzymania na 4-8 były za Gierka nadużywane. Do wypuszczonego człowieka po odsiadce 48 godzin podjeżdżał samochód i zawozili do innej komendy na następne 48 godzin. Tak mogło być kilka razy z rzędu, w lecie 1980 r. doświadczył tego np. A. Macierewicz.

  21. Mawar napisał(a):

    Zofia
    Więc może łopatologicznie: w całym kraju trwają strajki i władza wie, że musi rozmawiać, bo nie może strzelać. Z dwojga złego woli z „przewidywalnymi” doradcami typu Mazowiecki, Geremek niż z prawdziwymi elementami antysocjalistycznymi. Elementy takie jak Kaczyński, Kuroń, Lityński, Michnik lądują na dołku i ich wypuszczenie jest przedmiotem rokowań ze strajkującymi. Proste jak budowa cepa.

  22. Lucjan napisał(a):

    Orteq, Tobie to łatwo się śmiać, bo „Ty śpisz tam słodko w dalekiej Montanie.Tulisz piersi do jedwabnego prześcieradła”. A my tu gore. Wielu, sympatyków nawet, zarzuca rządowi uleganie narzuconym pseudoproblemom zamiast konkretnej roboty. Pewnie to po trosze racja, ale widzę po sobie, że trudno się od tego powszechnego jazgotu wyzwolić. W takiej atmosferze nie da się pracować. Nawet Głos Zwykły uderza w niezwykłe, wręcz mistyczne tony. Mój były wojskowy dowódca stwierdziłby adekwatnie, że, uczciwszy uszy, „wszyscy latają jak ochujałe mandaryny”. Dzięki za Armstronga. Dawno się tak nie uśmiałem.

  23. Mawar napisał(a):

    Minister Kuczyński pisze: „Cel – zespolić w taran do rozwalenia obecnego ustroju całe niezadowolenie i frustrację. „Wrócić do Polski”, czyli odbić kraj dla „prawdziwych Polaków-katolików”, porachować się z resztą i odciąć go od ateistycznej Europy”.
    .
    Z tej komiksowej publicystyki Gospodarza wynika, że oszołomstwo stojące na straży najdoskonalszego w świecie ustroju III RP (oraz trwałości jego sojuszy) chce Polaków uważających się za katolików wygnać za Wisłę, a z resztą przyspawać się do ateistycznej Europy – za miskę pożywnej soczewicy. To już komuna miała więcej wyobraźni i godności.

  24. Orteq napisał(a):

    Lucjan,

    Nie bój żaby. Ani kaczki. No i panikarzom posłuchu nie dawaj. Zimno się porobiło. Więc lepiej ogrzej się przy tym Gospodarzonym pożarze. I śmiej się z Armstronga w jedwabnej Montanie .

    Mawar,

    „chce Polaków uważających się za katolików wygnać za Wisłę,”

    A po której stronie Wisły stoimy my a po której ZOMO stoi?

  25. Stan napisał(a):

    Stary Wilku,

    też uważam, że w sprawie przemysłu stoczniowego wina się rozkłada (nawet na lewicę), ale deser należy do (uwaga, uwaga) partii konserwatywno – klerykalnej, czyli P).

    Orteq,

    nawet boję się komentować Twoje bluźnierstwa, bo rozjuszeni fani IV RP (w sutannach i nie tylko) zdemolują mi Republikę Sopocką.

  26. Stan napisał(a):

    Ostania część zdania wpisu kierowanego do Starego Wilka winna brzmieć
    …czyli PO,

  27. Orteq napisał(a):

    Jasnaanielka

    „można shabilitować z psychiatrii klinicznej”

    Lucjan użył innego słowa na h/ch. O mandaryny szło.

    W psychiatrii klinicznej natomiast celują specjaliści prawa z Leoncinowa. Tam co drugi prawnik ma specjalizację: psychiatryk. Skrótowo, tryk. A potocznie – pryk. Tyle że nie shabilitowany a tylko schachany. (Nie mylić z uchachanym. Bo może wrócić!)

    Stan,

    „boję się komentować”

    Widzę że zapomniałeś wiekopomne nauki, głoszone przez Największego Polaka Wszechczasów (nie mylić z LAK) i to na cały świat:

    DON’T BE AFRAID!

    Bez zastosowania się do tych nauk wojnę o Republikę Sopocką masz przechlapaną przed jej wybuchem.

    Buch! Przechlapane.

  28. Orteq napisał(a):

    Stan,

    Z tym przechlapaniem to przesadziłem nieco. Bo zapomniałem, że mam na Wybrzeżu poważne, czyli seriozne, znajomości.

    Nie bój się tych w sukienkach czarnych w Trójmieście, Stan. Jeśli będziesz miał napięta z nimi sytuację, w walce o Republikę Sopocka, daj mi znać, na blogu. Zainterweniuję momentalnie gdzie trzeba i będziesz miał zalatwione. Jak u Zbycha, Rycha czy u samego Mira.

    Żeby uwiarygodnić to co napisałem, tyle mogę wyjawić: znam, i to dobrze, tego arcy co to siedział na sali gdy Henryka Krzywonos karierę robiła na YouTube. Nie pytaj więcej bo się wszystko wyda i z mojego nicka pozostanie samo nic. A mój dobry znajomy nigdy już ze mną więcej żadnej flaszki nie tknie.

    Jak to Nixon powiedział w 1973, przed samym impeachmentem:
    trust me, I am not a crook.

    http://www.youtube.com/wa.....h163n1lJ4M

  29. narciarz2 napisał(a):

    narciarz2 napisał(a):
    Narciarzu2, czy wykazałeś odrobinę chęci i przeczytałeś ten artykuł? Czy widziałeś zdjęcia? A może to tylko reakcja ad hoc?
    .
    Najuprzejmiej odpowiadam, ze nie przeczytalem i omalze przeoczylem Twoj komentarz, poniewaz tu przestalem zagladac i niestety ten stan rzeczy bedzie trwal. Przestalem zagladac z powodow, ktore wyjasnilem. Zapewne nie bede zagladal pomimo poprawy sytuacji blogowej, bo buduje jednoczesnie trzy urzadzenia elektroniczne, ktore musze nie tylko zlutowac, ale takze oprogramowac. Business is business i niestety on ma pierwszenstwo.
    .
    A drugim powodem nieprzeczytania jest, ze juz nie mam nerwow sie denerwowac. Najpierw przestalem ogladac filmy Hitchcocka, potem Polanskiego, a ostatnio przestalem czytac artykuly w polskiej prasie, w ktorych wskazuje sie winnego. Nie mam sily. Ale skoro Ty, Kasiu, jeszcze masz, to naprawde Cie prosze: nadaj bieg sprawie. Moze zmienisz swiat na lepsze.
    .
    Ale na pocieszenie chcialbym Cie zaprosic do mojego albumu narciarskiego, a w nim do zdjec z Aspen z roku 2008 (z zielonym narciarzem jako zdjeciem prowadzacym). Obejrzyj prosze wszystkie zdjecia, a zwlaszcza te na koncu. Tam sa zdjecia satelitarne z gory. Popatrz, jak wyglada duzy osrodek narciarski z satelity. To naprawde warto obejrzec i przemyslec. Z tego nie wynika, ze popieram wycinki, lamanie prawa, itp. Ale, mimo to, popatrz na zdjecia. Sa naprawde bardzo interesujace i chyba na temat.

  30. narciarz2 napisał(a):

    Glos Zwykly napisal:
    Czytałem ostatnio kilka wypowiedzi dziennikarzy, którzy śmieją się z tego, że w przypadku nieszczęścia Polacy wymyślają jakieś maratony piesze, rowerowe czy coś takiego, aby zwrócić uwagę społeczną na problem np. osób z stwardnieniem rozsianym..
    .
    Jest to bardzo rozpowszechnione tu w USA. Nasz student i wspolpracownik pare razy w roku startuje w takim maratonie w sprawie cukrzycy. Taki sobie wybral temat, i chwala mu za to. Oprocz tego odbywaja sie tzw. „spacery” (walk), czyli cos posredniego pomiedzy demonstracja a piknikiem. Uczestnicy placa na dany cel (np. leczenie stwardnienia rozsianego), a potem ida z transparentami i zwracaja uwage na problem. Dosc czesto sie to odbywa. Cele sa rozmaite: cukrzyca, AIDS, itp.
    .
    Tak wiec nie Polacy wymyslaja, tylko Polacy przejeli forme wypraktykowana w swiecie. Jest to jakies konstruktywne dzialanie, wiec warte pochwalenia a nie krytyki.
    .
    Po przeczytaniu tej wypowiedzi Glosa widze, ze pospieszylem sie ze stwierdzeniem, ze sytuacja blogowa sie poprawila. A poza tym widze takze Mawara. Czyli slusznie czynie, trzymajac sie z daleka.
    .
    Dobranoc wszystkim.

  31. Zofia napisał(a):

    Mawar,
    nadal czegoś nie rozumiem.
    Zatrzymanie na kilka godzin, kogoś, kto był w mieszkaniu Jacka Kuronia – to nie siedzenie w wiezieniu!
    Nie twórz mitów i nie dorabiaj kombatanctwa prezesowi PiS!!!

  32. W.Kuczyński napisał(a):

    Jarosław Kaczyński żadnych strajkujących w lipcu i sierpniu nie wspierał w sensie doradzania im. Ale u mamy pod spódnicą z kotem też nie siedział. Wtedy w lipcu i sierpniu była w całych mediach legalnych pełna blokada informacji, prawie do końca. Bylo wiele poglosem kto gdzie strajkuje i KOR , Kuroń wysyłał ludzi na zwiady do sprawdzenia poglosek. Ja sam to robiłem. To prawie na pewno w tej roli Kaczyński był gdzies poza Warszawą. I zwineli go u Kuronia gdy zdawał sprawę na 4/8. To zadna odsiadka, to była wtedy normalność. Tyle.

  33. W.Kuczyński napisał(a):

    A robienie z Jarosława Kaczyńskiego ekstremy antysocjalistycznej, choc nie zasłuzył sobie nawet na marny internat to juz super! I przeciwstawianie go Mazowieckiemu i Geremkowi. Warte dużej premii z kasy PiS i blogosławieństwa od ojca Rydzyka, z jakims odpustem.

  34. głos zwykły napisał(a):

    Nawet jeśli inicjatywa przyszła z USA, państwa w większym stopniu niż Polska religijnego, gdzie religia ma większy wpływ na politykę, niż to ma miejsce w Polsce, to nic, to nie zmienia.

    Najważniejsze zaś są realia, a te są takie, że dla Narciarza2 nie ma w Polsce pracy, a w związku i z tym zabezpieczenia socjalnego, oraz zdrowotnego, albo jest praca, ale poniżej jego kwalifikacji, i o tym też pisałem.

    Gdyby więc w Polsce Narciarz2 zjadł muchomora sromotnikowego, a chciał dalej żyć z przeszczepem, ktoś z jego rodziny musiał by biegać po jałmużnę. Tak więc z innego powodu niż w USA.
    Czyli słusznie Narciarz czyni trzymając się z daleka, bowiem walka z pożarem, jak byśmy sobie go nie wyobrażali, nie zmieni realiów, a te są takie, że wykluczenie społeczne wykluczonych jest w Polsce bez w większości przypadków bez szans na zmianę, a poza wykluczonymi mamy spora szarą masę żyjących na krawędzi, oraz niewolników płacowych. Tak więc ślinianki mają odpowiednie podrażnienia. I będą miały.
    Kapitał polityczny zbijany jest na tym i jeśli chce się walczyć z instytucjami wykorzystującymi społeczną frustrację, to jedynym skutecznym sposobem jest nie gadania o radości, która powinna przesycać społeczeństwo, które odzyskało wolność, a i któremu się lepiej żyje niż w PRL, lecz działanie, bo to często tylko gadającym o radości się o wiele lepiej żyje, niż w PRL, podczas gdy inni jednak borykają się z dużymi problemami, których nikt nie chce dostrzec, a nawet jak dostrzeże – profesjonalnie rozwiązać.
    Tutaj myślę o osobach żyjących na terenach zalewowych i dotychczasowym wykorzystaniu, wcale niemałych środków na zapobieganiu powodziom i ochronę poszkodowanych.

  35. Ewa-Joanna napisał(a):

    Mawar,
    a w ktorym roku? Bo slub byl w 48, a pan Rajmund juz mial to mieszkanie jak sie zenil. A tak sobie mysle, ze sie na budowe domow od razu nie rzucili, MDM byl chyba dopiero w 50 roku, a tyle bylo krzyku, ze raczej byla to pierwsza budowa mieszkaniowa.
    Czyli raczej nowe odpada.

  36. głos zwykły napisał(a):

    I jeszcze jedno. Nie zgadzam się z Markiem Edelmanem w sprawie syjonizmu. Ruch ten, to nie była i nie jest beznadziejna sprawa, niezależnie od moralnej oceny Izraelskiej polityki kolonializmu w Palestynie.

    A my Polscy możemy z tego wyciągnąć właściwe wnioski, pamiętając przy tym, że II wojna Światowa była w gruncie rzeczy wojną gospodarek, a nie potencjału demograficznego. Tak więc jak najbardziej kilkumilionowy Izrael może oprzeć się wrogiemu mu Islamowi, jeśli będzie dysponował nowocześniejszym państwem i gospodarką, niż sąsiedzi, co znajdzie właściwe odzwierciedlenie w poziomie armii Izraelskiej.

    Armia Izraelska dziś nie może doprowadzić ekspansji terytorialnej Izraela, ale może go skutecznie bronić przez wiele dziesięcioleci.

    Podobnie prezentuje się sytuacja Polski. Polska może posiadać siłę defensywną pozwalającą na oparcie się, bez pomocy państw trzecich na podstawie art. 5 natarciu sił zbrojnych np. takich krajów jak Rosja, czy tym bardziej Białoruś.

    Jednak do tego potrzeba nieco innej gospodarki, państwa i jakości samej władzy, niż to ma miejsce w dzisiejszej Polsce. Tak więc cisząc się z odzyskanej niepodległości, nie zapominajmy lekcji z przeszłości, że można ją stracić na długie wieki, a być może na zawsze…

  37. jasnaanielka napisał(a):

    Gospodarzu szanowny!
    Z tą należną premią dla prezesa, to odrobinkę pan chyba przesadził?
    Prezes bierze tyle, ile mu trzeba i pewnie nikogo o zgodę nie pyta.
    Tak mi się wydaje, choć może się mylę, bo piszę „na nos”.
    I któż by mógł decydować o tym, czy PREZESOWI jakaś nagroda się należy?!?!
    To po prostu niemożliwe – z całym szacunkiem :)

  38. Zofia napisał(a):

    Głos,
    – wytłumacz mi co to jest ta „ocena moralna”!
    Ocena według jakiego, a właściwie czyjego kodeksu etycznego prowadzona?
    Często używa się w Polsce ostatnio określenia – moralna ocena, moralna odpowiedzialność, zapominając o jednym – moralność to jest relacja zachowania się konkretnej osoby do konkretnego kodeksu etycznego – kodeksu, jaki uznaje ta osoba.
    Osoba moralna – to ta, którą cechuje zgodność w zachowaniu z tym co ona sama uznaje za etyczne.
    Natomiast nie ma takiego zjawiska – jak moralna ocena polityki , np. kolonializmu izraelskiego w Palestynie.
    Taka ocena może być wyłącznie w kontekście prawnym a nie pod kątem respektowania enigmatycznego kodeksu etycznego. Rozpatrujesz to z punku widzenia rzymskiego katolika i jego 10 przykazań Dekalogu.

  39. Lex napisał(a):

    Ktoś, kiedyś ( nie tak znowu dawno temu) na tym blogu napisał:
    Człowiek jest zwierzęciem religijnym i mitycznym, a więc podatnym na mit, czyli opowieść, fabułę; dziś powiemy – narrację.
    Czy to również odnosi się do tych, którzy mit o wielkości Lecha Kaczyńskiego bezkrytycznie współtworzą kupując go bezkrytycznie i głosząc ? Czy nie za wcześnie ? Żyją jescze świadkowie tamtych dni i wydarzeń.

  40. W.Kuczyński napisał(a):

    jasnaanielka, ja nie o prezesie pisałem tylko o mawarze (22.27)

  41. Ewa-Joanna napisał(a):

    Matti,
    ja z mawarem rozmawiam, nie przekonuje go do niczego :)

    Lex,
    zyja jeszcze pamietajacy PRL a jakos owa dziwna prawda o occie i komunizmie ciagle zyje i ma sie dobrze.

  42. jasnaanielka napisał(a):

    Gospodarzu!
    Jeśli nagroda ma być dla Mawara, to ja nie protestuję. Należy mu się jak mało komu.
    Cieszy mnie jednak, że moich sugestii, co do dostępności kasy dla Wielkiego Stratega Pan nie podważa. Znaczy – dobrze myślałam :)

  43. głos zwykły napisał(a):

    Zofio,
    Pisząc o kolonializmie miałem na uwagę ocenę tego zjawiska. Nie ulega wątpliwości, że generalnie nie jest to ocena pozytywna z prawno międzynarodowego punktu widzenia. Bierze ona pod uwagę okoliczność naruszania przez państwa kolonialne zarówno norm prawa międzynarodowego (nieuzasadniona agresja), jak i norm etycznych (eksterminacja lub/ i eksplotacja podbitych narodowości).

  44. Orteq napisał(a):

    E-J,
    Co jest dziwnego w prawdzie o occie (i musztardzie) w ostatniej fazie komunizmu polskiego? Dla mnie tylko to, że do niej naprawdę doprowadzono. Ta akurat prawda i cała jej reszta, związana z koncówką komunizmu w Polsce, to prawdziwa historia nie do podważenia. Tylko troche różna od tej, że JK nie zasłużył na internat.

    Osierocenie popeerelowskie jest wielką krzywdą wyrządzoną emigracji transformacyjnej.

    Jasnaanielko,

    ty zawsze dobrze myślisz. Tylko czemu tak rzadko?

  45. głos zwykły napisał(a):

    Moralność wg. definicji słownikowej to zespół ocen, norm i zasad określających zakres poglądów i zachowań uważanych za właściwe, dominujących w danej epoce lub w jakimś środowisku.

    Nie ulega wątpliwości, że żyjemy w jakieś określonej epoce, w której akurat kolonizowanie innych narodów nie jest uważane za zachowanie właściwe. To samo odnosi się do poglądów na ten temat.

    Stąd też można wywieść przypuszczenie, że ocena moralna odnosi się do poglądów i zachowań uznanych za właściwe w danej epoce przez jakąś cywilizację (do której mniej lub bardziej przypadkowo, jako Polacy, należymy :D))

  46. Ewa-Joanna napisał(a):

    Orteq,
    nawiales z kraju na poczatku lat 70-tych. Co ty masz do powiedzenia na temat octu? To trzeba bylo przezyc osobiscie, a nie za posrednictwem Wolnej Europy czy Glosu Ameryki.
    A krewni to oszukiwali – czesto tlumaczylam prosbowe listy do rodzin od poczatku do konca falszywe.

  47. głos zwykły napisał(a):

    Jeśli zaś chodzi o posądzenie Mazowieckiego, czy też Geremka, że w roku 80 starli się rzekomo o wypracowanie konsensusu z ZSRR, który jak dziś wiemy z uwagi na politykę ZSRR i sam anty-komunizm Solidarności był niemożliwy, to ja nie rozumiem, co to za straszny zarzut. Pamiętam, że w tym czasie popularny był polityczny postulat finlandyzcji Polski, a jego autorem był zdaje się J. Kuroń. Gdyby ZSRR miało Gorbaczowa u władzy w roku 80. po rozpadzie ZSRR i przystąpieniu Polski do EU sytuacja Rosji byłaby dużo lepsza niż dziś, bowiem państwa neutralne, także w UE są neutralne.
    Stąd też niemożliwe jest stworzenie tak federacji Europejskiej, jak i wspólnej polityki zagranicznej oraz armii.
    Ergo z uwagi na skład UE i jej wielkość oraz różnorodność, pewne polityki, których np. zwolennikiem wielkim był Edward herbu internetowego net-ględy, są w zakresie państwa federacyjnego niemożliwe do zrealizowania, stąd też ciekawe jest pytanie jak wyobraża sobie B. Komorowski i Donald Tusk, politykę integracji europejskiej, bowiem ona w sposób widoczny jest dziś kulawa.
    To jest jednocześnie pytanie skierowane do innych europejskich polityków wspierających tą ideę.

  48. Orteq napisał(a):

    E-J,

    To ja w takim razie nie rozumiem dlaczego Urban mówił wtedy, że rząd się sam wyżywi. Aaa, już wiem. Kłamał! I wszystko było od początku do końca fałszywe. Ze ja na to sam nie wpadłem.

    A za to nawianie z Polski, przed samą walką na śmierć i zycie, to ja chyba sam siebie kiedyś pad stienku postawię. No, chyba że uslużni współemigranci sie ulitujo. I me zlinczujo

  49. Torlin napisał(a):

    http://wiadomosci.gazeta......marl_.html

  50. jasnaanielka napisał(a):

    Możemy być z siebie dumni!
    My, cośmy na diecie, składającej się z octu zaprawioneggo liściem bobkowym przetrwali, żyjemy i mamy się nieźle.
    Jedni bardziej, inni mniej ;)
    A kto nie spróbował, ten nie zna życia i jego smaku. O!
    Ale dalszej dyskusji nie podejmę.
    Dyskutować przestałam.

  51. głos zwykły napisał(a):

    No, tak tutaj chodziło być może o inną sugestię tego przywódcy „kurde motłochu” prawdziwkowego.
    Być może właśnie mówił on o tym wariancie drugim (tajnym na wypadek rozstrzelania), przedstawiając go jako wariant zasadniczy doradców.
    Osobiście nie wiem o co chodzi w tych wariantach, które są ponoć powszechnie znane.

  52. Orteq napisał(a):

    Głos zwykły

    na wyżyna
    się znów wspina.

    Oto niektóre z jego najgłębszych przemyśleń z podświetlanego sedesu
    :
    1. „Nawet jeśli inicjatywa przyszła z USA, państwa w większym stopniu niż Polska religijnego, gdzie religia ma większy wpływ na politykę, niż to ma miejsce w Polsce, to nic, to nie zmienia.”

    Religia w USA ma większy wpływ na politykę niż w Polsce. Hmm. Ciekawe, która religia. Jeśli muzułmańska, i to ta głównie spoza USA, to zgoda. Jeśli inna, to I dunno. Bo jakoś nie przypominam sobie zbyt wielu księży, czy innych pastorów lub rabinów i imamów, różnorakich religii – a jest ich prawdziwe multum – instruujących swoje owieczki jak mają głosować. Podczas gdy w Polsce było tego skolko ugodno. W samych kościołach, na antenach i przy każdej okazji wszystkich wyborów. Nie tylko w Toruniu.

    2. „dla Narciarza2 nie ma w Polsce pracy, a w związku i z tym zabezpieczenia socjalnego, oraz zdrowotnego, albo jest praca, ale poniżej jego kwalifikacji, i o tym też pisałem.”

    Nie pamiętam co było wcześniej o tym pisane. Nie wiem też co narciarz na to powie. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że wybrałem życie na emigracji nie dlatego, że nie było dla mnie miejsca w Polsce, tylko dlatego, że tak się złożyło i udalo. Jak wielu innym emigrantom z krajów biedniejszych. Dorabianie do tego jakiejś teorii opartej na skrócie myślowym „RP III = dziura w dupie” jest, według mnie, niezupełnie uczciwe.

    3. „II wojna Światowa była w gruncie rzeczy wojną gospodarek, a nie potencjału demograficznego.”

    I wygrywa gospodarka silniejsza, oczywiście. Ciekawe czy generał Żukow o tym wiedział. Odbierając paradę zwycięzców w Berlinie.

    A zimna wojnę też wygrała silniejsza gospodarka. Tym razem była to tak oczywista oczywistość, że tylko nielicznym przyszło do głowy, żeby się z tego naśmiewać. Inni się Rokiem Cudów zachwycili i to święto bez końca święcili. Głosowi jednak wolno tego nie święcić. Bo i o te wolność zadbano, obalając Mur.

  53. Bucholc napisał(a):

    Ewa-Joanna, Orteq

    W sprawie octu i musztardy. O, jeszcze i jasnanielka coś nadmieniła na ten temat.
    Wydaje się, że wszyscy mają tu rację. Bo jeśli ktoś przypomina, że w sklepach były tylko ocet i musztarda, to z prawdą się za bardzo nie rozmija. Tak przecież było! Nie oznaczało to jednak głodu, nikt nawet za bardzo nie schudł w tamtych latach. Owe puste połki oznaczały po prostu całkowity rozkład panstwowego systemu handlu wewnetrznego. Ale zamiast handlu istniał system dystrybucji. Były kartki i było „załatwianie”. Kto i jak do tego doprowadził, to już temat na inną dyskusję. Szkoda, że jasnaanielka odmawia w niej udziału.

  54. głos zwykły napisał(a):

    Antropologa dowodzi, że ludzie to gatunek naczelnych, który rozwinął wyjątkowo biegłe systemy komunikowania się w celu wyrażania siebie, wymiany idei i organizacji. Rozmawiając z podgatunkiem naczelnych Polacy, zarówno z kraju, jak i za granicy, mam jednak wątpliwości, czy nie jest to ten przypadek dwunożnych, który zna od siebie wyjątki, bo równie biegle, jak z rodakiem, a może nawet lepiej było by mi się chyba skomunikować z Papuasem.

  55. Orteq napisał(a):

    Ciąg dalszy najgłębszych przemyśleń głosa zwykłego

    4. „Polska może posiadać siłę defensywną pozwalającą na oparcie się, bez pomocy państw trzecich na podstawie art. 5 natarciu sił zbrojnych np. takich krajów jak Rosja, czy tym bardziej Białoruś. ”

    Dzięki głosowi zwykłemu w końcu zrozumiałem co znaczy „Nie oddamy ani jednego guzika od munduru.” Ani Rosji ani Białorusi, po równo nie oddamy. I następną Bitwę Warszawską wygramy. Pod dowództwem, to oczywista oczywistość, Generała Jaroslawa. Nie będziemy oddawali tych guzików przez calutką kampanię. Wrześniową, bo akurat taki miesiąc mamy.

    5. „Nie ulega wątpliwości, że żyjemy w jakieś określonej epoce, w której akurat kolonizowanie innych narodów nie jest uważane za zachowanie właściwe.”

    Też i na to nigdy bym sam nie wpadł. A dzięki głosowi od razu zrozumiałem, że to tylko dlatego nie siodłamy jeszcze Kasztanki iż byłoby to niewłaściwe, w tej określonej epoce. I nie kolonizujemy tej dziczy na wschód od nas. Tej, która doprowadziła do katastrofy.

    6. „niemożliwe jest stworzenie tak federacji Europejskiej, jak i wspólnej polityki zagranicznej oraz armii.”

    No i popatrzcie. My, zamiast niemożliwej dzisiaj Drang nach Osten, wciąż zajmujemy się tworzeniem tego co jest niemożliwe. Eh, ten romantyzm nadwiślański
    Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga;
    Łam, czego rozum nie złamie:
    Tusku! orla twych lotów potęga,
    Jako piorun twoje ramię.
    :
    :
    :
    Czy Papuasi są jaroszami?

  56. głos zwykły napisał(a):

    Najwięcej ludzi (61% populacji) żyje w Azji. Pozostali ludzie żyją w obu Amerykach (14%), Afryce(14%), Europie (11%), and Oceanii (0.5%). Jednak to nie Azja przewodzi światu, światu przewodzą dziś społeczeństwa, które wykształciły bardziej niż inne umiejętność komunikowania się, co ma największy dzisiaj wpływ na rozwój gospodarczy najbardziej rozwiniętych państw i narodów.
    Amos Oz wśród swoich fascynacji wymieniał temat odradzania się języka hebrajskiego, jego wujek Josef był sekretarzem W Komitecie Języka Hebrajskiego. Bez rozwoju tego języka jako skutecznego narzędzia komunikacji, nie powstałoby nowoczesne gospodarczo państwo Izrael.
    Państwo Izrael jest jak wiadomo państwem w dużej mierze religijnym w jeszcze większym sensie niż USA, bo nie tylko ugrupowania religijne stanowią liczącą się część aktywnego elektoratu, ale na dodatek jest to społęczeństwo tradycyjne i patriarchalne.
    Nie przeszkadza i nie przeszkadzało, to jednak w budowaniu potęgi gospodarczej i militarnej tego państwa. Podobnie rzecz miała i ma się z USA.
    A więc sekularyzacja państwa nie ma kluczowego znaczenia dla jego znaczenia i pozycji. Polska bynajmniej pod władzą PiS i KK, oraz „prawdziwkowa” Solidarność nie jest z definicji skazana na porażkę, pod warunkiem oczywiście, że stworzą one stały Komitet Języka Polskiego, jako podwalinę przyszłej potęgi państwa polskiego :D)

  57. Orteq napisał(a):

    Na koniec, jeszcze i tak zadzwięczał głos nadzwyczajny
    :
    „Być może właśnie mówił on o tym wariancie drugim (tajnym na wypadek rozstrzelania), przedstawiając go jako wariant zasadniczy doradców.”

    Mocne słowa. Nawet chyba zupełnie serio napisane. Pan Minister też kiedyś napisał, że przez pierwsze dni internowania nie wiedział co go czeka. Dlatego tych akurat słów nie wyśmiewam. Przytaczam je na dowód dogłębnej znajomości tematu przez mojego ulubieńca. Trzydzieści lat temu nic o etosie nie wiedział, dzisiaj wie wszystko. No i jak tu nie cenić człowieka?

    Głosa zwykłego, rozpatrującego wszystko z punktu widzenia rzymskiego katolika i jego 10 przykazań Dekalogu, tylko Zofia dogłębnie rozumie. Reszta towarzystwa po prostu się pałęta na obrzeżach jego promieniowania intelektualnego. Niczym on sam na obrzeżach znajomości tematu przez Pana Ministra. Jak Papuas jaki.

  58. Lucjan napisał(a):

    A propos mięsiwka za PRL – jestem autentycznie ciekaw, czy spożywalismy go istotnie mniej niż teraz, a nie chce mi się grzebać w statystykach. Zresztą kto zagwarantuje, że te komusze były prawdziwe. Prawda, że nikt z głodu raczej nie umarł, ale te noce w kolejkach! Dlaczego nie zostaliśmy jaroszami w takich chociażby odsetku jak dzisiaj? Jakiś przymus był chyba – człowiek postał w kolejce, zgłodniał, zeżarł i znowu stawał w kolejce. I pożytek z tego był, bo dwunożni Polacy komunikowali się ze sobą łatwiej niż z Papuasami, nierzadko odpluwając zęby po co bardziej zaciętej dyskusji.

  59. głos zwykły napisał(a):

    A czym jest obecna demokracja, czy też obecny ustrój Polski, jak nie mocno zamazanym cieniem swojej idei?
    Polska i tak jest odcięta nie tyle od ateistycznej Europy, co od nowoczesnego świata.
    Z zacofaną strukturą polityczną i takąż nauką, która nie ma w swoim zasobie wielu słów, które mogłyby ją komunikować z nauką na świecie.
    Historia sukcesu Izraela jest zbudowana przez prawicę i ortodoksów, przez nacjonalizm i mesjaństwo, ale nie byłaby możliwa bez należytego wyzyskania umiejętności komunikowania się, którą społeczeństwo żydowskie, poprzez swoich najznakomitszych obywateli, ale i swoje społeczności – zdobyło w różnych państwach europy i ameryki, głównie w czasie ostatniego stulecia.

  60. głos zwykły napisał(a):

    Tymczasem w Polsce dwunożni Polacy boją się czworonożnych katolików, prawdziwków i związkowców solidarności, że ci im piękny Ubu kraj rychło zburzą.
    O pytanie jest takie, czy aby dla każdego piękny i radosny i czy zasadnie.

  61. Orteq napisał(a):

    Nad którą z kolei flaszką pracujesz, głosie? Pofolguj, godzina jeszcze dość młoda. A tu już bulgot, bełkot i gulgot słyszymy. Nawet przy nieobecności Indoora.

  62. Lucjan napisał(a):

    Głos:”A więc sekularyzacja państwa nie ma kluczowego znaczenia dla jego znaczenia i pozycji.” Pewnie że nie. Zakon krzyżacki chociażby stworzył całkiem sprawne państwo w dodatku całkowicie nie świeckie. Zauważ Głosie, że dla Zydów ich religia jest jednocześnie ich historią. My też tak byśmy chcieli – mamy już królową Marię i chcemy koronować Jezusa. Ponadto wydaje mi się, że dla kościoła rydzykowego i akolitów Watykan jawi się jako nie przymierzając UE dla sporej części polskiej prawicy. Dla nich właściwszy byłby kościół stricte narodowy. Znam przynajmniej jednego narodowca, dla którego Watykan nawet za JPII był złem. Nie wiem niestety, na ile ten pogląd jest powszechny. Przydałby się sondaż.Może Gospodarz by załatwił w Rzeczpospolitej po znajomości. Kilku spod krzyża byłoby za. Tak więc kościół polskochrześcijański, Solidarność jako wiodąca siła klasowa, kadry PiS na czele z Genialnym Strategiem jako elita intelektualna i aparat państwa i Twoja wizja staje sie ciałem, konweniując z obawami naszego Gospodarza i wielu na tym forum ze mną włącznie. I później dumnym trwaniem odpieramy Rosję i Białoruś. A papieżem polskochreścijańskim zostaje kolega Orteq’ a od flaszki, którym niebacznie sie pochwalił. A język – ezopowy. Genialny Strateg biegle nim włada.

  63. Lucjan napisał(a):

    I jeszce gotowe mapy sztabowe dla przyszłej armii: http://igrek.amzp.pl/mapi.....cat=WIG100

  64. dark side napisał(a):

    Po kilku tygodniach absorbującej pracy wracam ci ja do świata zewnętrznego. Tu alarmowana stąd i zowąd sygnałami o rosnącej dezorientacji elektoratu podszytej strachem o lepsze jutro zwracam wzrok sokoli na sprawy krajowe . i co widzę?
    .
    „Trójka podpalaczy; skrajnie konserwatywna część kleru przerażona Europą, znerwicowany, nadęty pychą związek zawodowy „Solidarność” i wrogi obecnej demokracji, ziejący pragnieniem zemsty utalentowany podpalacz polityczny na czele dużej partii”
    .
    trafna diagnoza Gospodarza. Rzeczywiście całe krajowe oszołomstwo na jednej patelni.
    Kogoś męczy iluzja wielkości jak nie przymierzając sraczka. Ktoś usiłuje na nowo napisać historię zastępując ziarno- plewami. Niebezpieczna zabawa, rzeczywistość nie jest aż tak relatywna, a człowiek jest słabym stworzeniem :) Łatwo stracić kontrolę nad taką kreacją niczym nad Golemem i stać się niewolnikiem własnego mitu. Mit przejmuje kontrolę i nie, nie można już tak łatwo oswobodzić wygódki. Człowiek utyka puszczając bąki na oczach świata i zachowuje się przy tym jakby siedział na tego świata Tronie.
    Na przykład nie bacząc na śmieszność kłamie w oczy ludziom, którzy nie mają problemów z pamięcią.
    Głosie czy ty przypadkiem nie sprzedałeś pomysłu na latającą deskę klozetową sztabowi Prezesa?
    Czytając newsy takie jak ten:
    http://fakty.interia.pl/p.....pn,1526931
    czuję węchem, że coś przeleciało w pobliżu i czas się zbierać…

    .

  65. Orteq napisał(a):

    „A papieżem polskochreścijańskim zostaje kolega Orteq’ a od flaszki,”

    O to, to, Lucjanie. Ja o to dla Niego walczę w etosie od lat około pięciu.

    Od razu muszę ciebie ucieszyć. Ten kościół już jest! Nazywa się Polski Narodowy Katolicki Kościół w RP i jest o, tu
    http://pl.wikipedia.org/w.....P#Historia

    Widzisz jak to jest? Ty rzucasz idea na pajeczyne a Wiki cap! i już jest.

  66. Lucjan napisał(a):

    Coś podobnego- gotowe struktury czekają. Internet to potega. Ja z kolei znalazłem mapy sztabowe dla armii Głosa, nawet je wysłałem ale chyba wywiad jakiś przechwycił. Spróbuję jeszcze raz: http://igrek.amzp.pl/mapi.....cat=WIG100

  67. głos zwykły napisał(a):

    dark side,
    W związku z tym, że powonienie jest twoim rozwiniętym zmysłem polecam twojej uwadze postać pisarki Joanny Bator, która uważa, że ma nos myśliwskiego psa.
    http://tygodnik.onet.pl/3.....tykul.html
    Uważam jej poglądy na różne sprawy za zbyt radykalne, ale tobie mogą się spodobać.

  68. głos zwykły napisał(a):

    Jeśli chodzi zaś o deskę klozetową, to jej sama podświetlana idea wywodzi się z Japonii, a ja jedynie przypiąłem jej skrzydła i umieściłem nad Leoncinem, aby z wyżej perspektywy oglądać lokalną oczywistość z niekomunikatywnymi idiotami, jako jej głównymi aktorami, dbającymi głównie o własną dupę.

  69. Ewa-Joanna napisał(a):

    A coz klamliwego w stwierdzeniu, ze rzad sie wyzywi? To bardzo prawdziwe stwierdzenie, Urban zawsze mial celne riposty.
    Tak to jest jak sie obraz rzeczywistosci dopasowuje do kilku slow i szeptanej propagandy.
    Moje dochodzace psy nigdy tak dobrze nie zarly jak w tamtych czasach – tak dobrze byly „zaopatrzone” smietniki! Watpie, czy dzisiaj tak jest, choc podopbno towarow wszelkich w brod.
    Mysle, ze koniecznosc „wykupienia” kartek rowniez decydowala o owych pustych polkach.
    Uleganie schematom, przyjmowanie skrotow myslowych za prawdy, to czesty blad domoroslych „historykow”.

  70. kartofel napisał(a):

    Elito Narodu Polskiego!

    Dziękuję za tekst, który niczym nie różni się od tekstów zamieszczanych w „Trybunie Ludu”. Miło jest przypomnieć sobie peerelowską propagandę.

  71. Orteq napisał(a):

    Dark side,

    „zastępując ziarno- plewami. ”

    Bo to juz tak jest ze jak raz sie cos spieprzy to potem taki samograj sie z tego robi ze nie zatrzymasz chocby nie wiem co.

    Zaczelo sie dobrze w Kanie Galilejskiej. Ale te nasze partacze czarne musialy same sie do tej przemiany zabrac. No i zabraly, tyle ze na odwyrtke. Zamiast z wody wino, oni wode z mozgu. I plewy z ziarna, zamiast odwrotnie. Teraz czego sie nie dotkna to ciagle dupa z przodu. E-J nie wie nawet co pisze w tym temacie.

    Mowie ci, dark, spodnie na deske opadaja. A deska fiuuuu, szybuje coraz wyzej i wyzej nad Leoncinowem. Dobrze chociaz ze glos przysnal byl, umeczony. Inaczej to by zaczal poprawki na mape Lucjanowa nanosic z gory. I by niechybnie spadl jak krowi placek z gory. O, widze ze sie przebudzil. Pewnikiem znowu zaklysnie blaskiem.

    A diagnoza Gospodarza rzeczywiscie trafna jest. On za kazdym razem wystawia te trafna diagnoze i nigdy sie nie pomyli!
    :
    :
    :
    O, jest kartofel. Czy kartofle byly na kartki i tez ladowaly na smietniku, E-J? Nawet psy ich nie ruszaly, nie?

  72. kartofel napisał(a):

    „Nawet psy ich nie ruszały, nie?”

    Ale ty ruszasz… Czyżby było coś gorszego od psa? Czyżby była to świnia…

  73. Orteq napisał(a):

    Pyrus/kartofelek,

    „Czyżby była to świnia…”

    Jo. I Maryja

  74. kartofel napisał(a):

    Ma, ma! Wiesz, co mówisz, w końcu czasem patrzysz w lustro.

  75. Ewa-Joanna napisał(a):

    Nie Orteq,
    kartofle nie byly na kartki. Moze dlatego bylo ich na smietniku niewiele?

  76. Orteq napisał(a):

    Ale to smieszne. Ha ha ha. Maryja patrzy w lustro, ha ha ha. A ryj – krzywy. Maryja na krzywy ryj, ha ha ha.

    Katabasy zawsze i wszystko dostaja na krzywy ryj. A Maryja to dostaje na bardzo, ale to bardzo wykrzywiony. Dlatego tak duzo dostaje. Bo PiSda! ha ha ha

  77. narciarz2 napisał(a):

    Orteq napisal:
    2. „dla Narciarza2 nie ma w Polsce pracy, a w związku i z tym zabezpieczenia socjalnego, oraz zdrowotnego, albo jest praca, ale poniżej jego kwalifikacji, i o tym też pisałem.” (ta wypowiedz, to bodajze Glos)
    .
    Nie pamiętam co było wcześniej o tym pisane. Nie wiem też co narciarz na to powie. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że wybrałem życie na emigracji nie dlatego, że nie było dla mnie miejsca w Polsce, tylko dlatego, że tak się złożyło i udalo. (ten paragraf, to Orteq)
    .
    Orteq, powiem tyle, co i Ty. Dwadziescia lat temu wyjechalismy z zona do USA na trzy miesiace. Ale tak się złożyło i udalo, ze zostalismy na dluzej. A konkretnie, ktos na poczatku pobytu powiedzial mi, ze jesli przemieszkasz trzy lata, to nie bedziesz chcial wrocic do PL. Bardzo mnie to oburzylo. Po trzech i pol latach (tyle trwa wiza) wracalem do PL z placzem. Wrocilem do USA jak rakieta. Takie sa prawa psychologii. Po prostu, przyzwyczajenie. Zero polityki. Kazdy ma prawo sie przyzwyczaic i czuc sie dobrze w jakims miejscu.
    .
    Przez cztery lata czekala na mnie w PL praca, biurko, zyczliwi koledzy, i tabliczka na drzwiach. W pelni zgodna z kwalifikacjami. Sam zrezygnowalem.
    .
    Slyszalem tez takie zdanie: „Jesli raz przekroczysz Atlantyk, to juz zawsze bedziesz po niewlasciwej stronie”. Chyba rzeczywiscie tak jest. Ale dzieki internetowi mozna byc po obu stronach naraz.

  78. narciarz2 napisał(a):

    Gospodarzu:
    do zrobienia pozaru oprocz zapalek i benzyny potrzebne jest paliwo. W Polsce chyba nie ma paliwa. To znaczy, jakies duzej grupy albo warstwy, ktora moglaby wyjsc na ulice i probowac obalac rzad.
    .
    Wyglada na to, ze Jaroslaw przegapil okazje. Byc moze wtedy, gdy ludzie juz byli na ulicy w kolejce do zlozenia holdu, to moglby spowodowac zamieszanie i narobic zadymy. Ale teraz emocje opadly. Mi sie wydaje, ze bedzie duzo smrodu i obrzydliwosci, ale nie ma niebezpieczenstwa, bo nie ma cisnienia.
    .
    Jaroslaw nie kreuje, on sie podlacza. A teraz nie ma sie do czego podlaczyc.
    .
    Dobranoc.

  79. Bucholc napisał(a):

    Z calym szacunkiem, Ewo-Joanno. Napisalas ze uleganie schematom myslowym, przyjmowanie skrotow myslowych za prawdy, to czesty blad domoroslych „historykow” i ja sie z tym generalnie zgadzam. Z czym sie nie zgadzam to z sugerowaniem jakiejkolwiek normalnosci gospodarczej w PRL za pierwszej Solidarnosci. Daruj, ale tam nie tylko wyrzucanie zywnosci kartkowej na smieci nie bylo normalne. Tam nic nie mialo sensu! Poczynajac od placenia pensji solidarnosciowym bonzom przez zaklady pracy a konczac na wszystkich niemalze 21 punktach owego slynnego Porozumienia. Byly te punkty tak bzdurne, ze sam Pan Minister mial cos na temat pozniej do powiedzenia. Ale wtedy juz byl ministrem i byl za cos odpowiedzialny. W latach 80-81 nie byl za nic odpowiedzialny. Wiec i zadania pod adresem rzadu wysuwano zgodnie i nieodpowiedzialnie. Chodzilo o uwalenie rzadu i kazda taktyka byla dobra. Tyle, ze komuchy trzymaly sie mocno i tym razem nie daly jeszcze uwalic. To przyszlo osiem lat pozniej i pierwsza Solidarnosc nie miala juz z tym za wiele wspolnego. W 1989 roku decydowaly, tak naprawde, czynniki zewnetrzne choc OS byl faktem czysto polskim.

    Dla ciekawosci dodam jeszcze dzisiejsza nienormalnosc. Otoz pan Sniadek podobno otrzymuje te swoje 16 tysiecy zlotych na miesiac z funduszy zakladu pracy a nie z pieniedzy plynacych ze skladek czlonkow dzisiejszej Solidarnosci. Czy o takich herezjach ktos kiedy slyszal na Antypodach?

  80. jasnaanielka napisał(a):

    System kartkowy była bardzo pierwszorzędny!
    Nie używam cukru do kawy i herbaty, nie piekę ciast. 1 kg cukru zużywam w pół roku. Nie palę papierosów, nie piję wódki w dużych ilościach, tylko okazjonalnie i bez przesady.
    Cukier, papierosy i wódka, to była waluta, za któą można było nabyć inne dobra a także dozgonną wdzięczność. Zapaczkę papierosów pan hydraulik wymienił baterię, za flaszkę był gotów do większych prac.
    A ocet i liście bobkowe dekorowały półki w sklepach państwowych.
    W hali targowej na pl. Nankiera było wszystko… No… prawie!

  81. jasnaanielka napisał(a):

    Acha!!! Jeszcze tamte reżimowe związki załatwiały dostawę kartofli, cebuli i paru innych artykułów do zakładowego bufetu :D
    Dało się przeżyć, bo nie zanotowano jakoś zgonów z głodu, albo octu przedawkowania. Listek bobkowy był przysmakiem kierowców na bani.

  82. Paweł Luboński napisał(a):

    E-J: „A coz klamliwego w stwierdzeniu, ze rzad sie wyzywi? To bardzo prawdziwe stwierdzenie, Urban zawsze mial celne riposty.”
    .
    Warto jeszcze coś dodać. Tę frazę o wyżywieniu rządu powtarza się do znudzenia, jako przykład skrajnej arogancji Urbana. Nikt nie pamięta już o kontekście, w jakim została wypowiedziana.
    A był to komentarz dotyczący amerykańskich sankcji w stanie wojennym. O ile pamiętam, tu konkretnie chodziło o odmowę dostaw paszy dla żywego inwentarza. Kursował nawet taki wierszyk, że niby Reagan gbur nie chce karmić naszych kur.
    Urban stwierdził wtedy rzecz oczywistą: że od tego typu sankcji ucierpi przede wszystkim społeczeństwo, bo rząd zawsze się jakoś wyżywi.

  83. głos zwykły napisał(a):

    I jeszcze jedno słówko o obecnej demokracji i ustroju Polski w kontekście rozważanych obecnie przyczyn zbliżenia polsko-rosyjskiego i europejsko-rosyjskiego.
    Aleksander Smolar uważa, iż to co łączy PIS i PO to: puste szuflady programowe oraz ich osobowy ekwiwalent tj. przeciętni politycy, niekompetentni administratorzy, ale za to świetne przygotowanie do walki i władzę zaplecze publicystyczne i polityczne, oczywiście na miarę elektoratu, który nie używa za bardzo rozumu, ale a to węchem świetnie łapie, kto puścił bąka w towarzystwie.
    Wszyscy wąchacze wiedzą, że owym smrodom na zasadzie wyłączności poświęcone są „polityczne” blogi, a także wiele kolumn gazetowych.
    Z drugie strony Aleksander Smolar uważa, iż to co łączy Polskę i Rosję, to wspólna praktyka i forma rządzenia państwem po II Wojnie Światowej, czyli podobny ustrój, a także brak demokratycznych
    tradycji. Rosja widzi sukces Polski, która poprzez ograniczony do pozorów jedynie import wzorców ustrojowych, kulawą liberalizację i demokratyzację, ale za to otwarcie gospodarki na technologię, know-how i inwestycję i utrzymywanie stabilności makro-ekonomicznej, wyprzedziła wyraźnie Rosję w stosunku do stanu przed 89 r.
    Skoro więc Polska powieliła po 89 r. politykę praktykę sanacyjnych rządów, obsadzając niedouczonych i mało kompetnentych tłuków, jako elitę przywódczą narodu, to dlaczego Rosja nie mogłaby wykonać ponownie modernizacyjnego manewru Piotra I?
    http://tygodnik.onet.pl/3.....tykul.html

  84. głos zwykły napisał(a):

    Jeśli chodzi o wywód Narciarza2, to mnie więcej to samo powiedziała w swoim czasie posłanka Sierakowska, kiedy zapytano ją dlaczego woli III RP od PRL, co oznaczała jednie to, że lepiej w III RP jej się żyje.

  85. Ewa-Joanna napisał(a):

    Bucholc,
    oczywiscie masz racje. Ja nie twierdze, ze to byla gospodarka normalna, ale nie zgadzam sie na ow ocet i tyle.

    Pawle,
    jakos tak w ogole taktownie zapominamy o roli obecnych „odwiecznych przyjaciol” w tamtych czasach.

  86. W.Kuczyński napisał(a):

    Bucholc,
    nie chodzilo o uwalenie rządu. Chodzilo o wolnośc i niepodleglość, tak samo jak w roku 1956 i tak samo jak w roku 1968 1970 1976. Udalo się w 1989, zgoda z istotną rozstrzygająca rolą czynników zewnetrznych. Tylko co z tego?

  87. W.Kuczyński napisał(a):

    narciarz, też uważam, że nie ma paliwa, ale samo latanie z zapałkami i szukanie go powinno wzbudzać czujnośc i sprzeciw. Pozatym nie wiadomo czy jednak jakichs gałezi nie da sie podpalić.

  88. Ewa-Joanna napisał(a):

    Panie Gospodarzu,
    w 89 moze i o te wolnosc i niepodleglosc chodzilo, ale na pewno nie w 80. Wtedy to bardzo nieliczni snuli takie plany, wiekszosc chciala MIEC nie bardzo sie starajac.

  89. W.Kuczyński napisał(a):

    Pani Ewo moim zdaniem to jest uproszczenie. Ja nie mam idelaistycznego wyobrażenia o „S”, ale rok 1980 to był zryw narodowy w którym każdemu chodzilo o trochę dla siebie, ale wszystkim o wolność. Ale możemy sie róznić.

  90. Ewa-Joanna napisał(a):

    Ja pamietam co mowili ludzie i jak reagowali. Ma pan racje, ze to byl wielki zryw narodowy, ale „o ludzka twarz socjalizmu” a nie o niepodleglosc. A wolnosc? Dla wiekszosci slowo wolnosc to byl pusty dzwiek, oni nie uwazali ze sa niewolni. Owszem, chcieli dokopac czerwonym, zabrac partyjnym, wojskowym. Mamy takie same zoladki – mowilo sie. Ale to bylo bardziej ludzkie, takie samo jak dzisiejsze „nomenklatura sie uwlaszczyla”, ale czy polityczne? Powatpiewam. Zadymiarskie bardziej. Gdyby byla jakakolwiek swiadomosc polityczna w 80 roku, to stan wojenny nie dal by sie tak latwo wprowadzic. Choc to wlasnie paradoksalnie stan wojenny rozbudzil w ludziach polityczna swiadomosc.

  91. Zdzislaw_1 napisał(a):

    Dyskusja ogromnie chaotyczna.
    Każdy mówi niby to samo,POLSKA,ale inaczej,ja widzi i co najgorsze ten jego wizerunek ma być juz natychmiast,jeżeli nie jest to ta Polska schodzi na psy.
    A przecież demokracje parlamentarną w Anglii budowano setki lat. dobrobyt też ,podobnie we Francji która przechodził od absolutyzmu przez krwawą rewolucje też setki lat. Francuska rewolucja tak wiele dobrego nie przyniosła przeważnie swemu narodowi terror wojny zmiany ustroju az wreszcie tą niby demokracje. A Równości jak nie bylo tak nie ma.
    I to w każdym państwie świata .
    Tylko My Polacy żyjemy (przynajmniej spora część) utopią zbudujemy państwo Sprawiedliwe solidarne (chyba że w biedzie) i bogate silne, wszyscy będą sie z nami liczyć.
    Nie wiedzą że zgoda buduje ( wiedzą tylko nie chca to robić)
    od Mawara poprzez Krandaha do mnie chcemy by wreszcie Polska była Państwem ,narodem które wszyscy szanują i lubią ( bardzo ludzkie uczucie).
    Tylko że nic w tym kierunku nie robimy.
    Ważnieszy jest interes jednostki jak społeczeństw i narodu vide Lech najlepszy czy solidarność ktora mówi to nie mój Prezydent nie mój premier ( ale premierze daj)
    Wygrali wybory? tak szanujmy tą wole narodu ktory był w tym wypadku większością.
    Poczekajcie do wyborów tak jak my przeciwnicy PIS-u I poprzedniego Prezydenta czekaliśmy.
    A obecny jeszcze w niczym sie nie naraził, więc nie ma się Go za coś potępiać.
    Pozdrawiam

  92. Zofia napisał(a):

    Panie Waldemarze,
    rok 1980 – to zryw ku wolności.
    To fakt. Ale te 10 mln aktywistów walczących o wolność to – mit.
    Prawda jest, że tak niewielu zrobiło tak wiele dla niezaangażowanej reszty.
    Polska to nie tylko wielkoprzemysłowe miasta i strajki, komitety strajkowe i opozycja.
    Polska wiejsko-małomiasteczkowa też istniała, a ta żyła swoim życiem, na ogół w strachu – co będzie dalej. Nie do końca rozumiejąc co się w Polsce dzieje.
    A to połowa kraju, jak nie więcej w tamtych czasach.
    W dużych miastach ze strajkującymi zakładami pracy – odsetek niezaangażowanych i bojących się był równie wielki, jak tych zaangażowanych w opozycji. Jeśli nie większy w swojej ogólnej masie.
    Większość Polaków w 1980 r w ogóle nie myślała o jakieś „wolności”, bo nie miała pojęcia, co owa „wolność” oznacza.
    Dla przeciętnego chłopa czy mieszkańca małego miasteczka – takie pojęcia, jak np.: wolne związki zawodowe, wolna prasa – to pojęcia abstrakcyjne, nawet dzisiaj.
    Ci ludzie, w małych skupiskach – mają inne kryteria oceny ludzi i sytuacji.
    Faktem jest natomiast, że i w tych środowiskach pojawiały się ośrodki ruchów opozycyjnych, co pozwala używać określenia – że ta nasza aksamitna rewolucja zakończona Okrągłym Stołem miała charakter zrywu narodowego, ogólnospołecznego.
    W mojej ocenie mniej niż połowa, ok. 30% albo nieco mniej, aktywnych zawodowo Polek i Polaków można przypisać do ówczesnego ruchu Solidarność, z czego aktywna w opozycji była tylko część.
    Niemniej jednak wcale to nie uwłacza dokonaniom tej grupy, jest triumfem całego narodu.
    Ja poza Okrągłym Stołem, kompromisem na który zgodzła się ówczesna Solidarność, chylę czoło przed jądrem intelektualnym, które wspomogło strajki, bo de facto nie praprzyczyna strajków – awantura o cenę kiełbasy w bufecie zakładowym – ale owi ludzie – doradcy, tacy jak Mazowiecki, Geremek i inni – ów bunt i niezadowolenie robotnicze z powodu drożyzny w stołówce i bufecie – przekuli w walkę o pryncypia ustroju demokratycznego w Polsce.
    Umieli siłę protestu wielkoprzemysłowej klasy robotniczej skanalizować tak, by wywalczyć zmiany ustrojowe w Polsce a tym samym dać imperatyw innym krajom z dawnego bloku wschodniego.
    Chylę też czoło przed ówczesna władzą w Polsce, która umiała wyciągąc racjonalne wnioski, udaremnić rozlew krwi w walkach polsko-polskich i przygotowała Okrągły Stół.
    Establishment polityczny, elity intelektualne i klasa robotnicza, przy wsparciu Kościoła rzymskokatolickiego – umiały się w tych trudnych dniach dogadać i konstruktywnie myśląc o przyszłości całej Polski umiały też zawrzeć racjonalne kompromisy.
    I to jest tym złotem w koronie współczesnej Polski.

  93. Zofia napisał(a):

    Byłabym nieuczciwa zapominając o samozachowawczym instynkcie klasy robotniczej, która wsparła się elitami intelektualnymi. Doświadczenia z 1970 r nie poszły na marne. Robotnicy wyciągnęli słuszne wnioski.
    Bez tej symbiozy robotniczo-inteligenckiej, bez zaproszenie do współpracy doradców – był by to kolejny związkowy protest spacyfikowany przez ówczesna władzę.
    Stało się inaczej.

  94. Zdzislaw_1 napisał(a):

    Jasnaanielka’
    Przypomniała jakie to były zdrowe czasy,a miłościwie nam panującego zbiorowo PZPR system kartkowy bez cukru nie zapadnie sie na cukrzyce bez papierosów (rak).A jacy bogacze byli Ci co to nie ulegali nałogom. A w nocnych kolejkach czekając na dostawę życie towarzyskie kwitło:)
    I jak to sie szybko zapomina .To jest lekcja historii i widocznie tym panio co to oddadza zycie za krzyż przed Pałacem powinno się obowiązkowo wysyłać na prelekcje o tych czasach dobrze gdyby były poparte filmem .
    Może by nie grzeszyły.
    A tak z bierzących spraw PIS rozwiązałl na pomorzu u Kurskiego struktury partii (martwe dusze),
    W Malborku u p. Cymańskiego podobno struktury miejskie liczyły 6 członków To jest potężna partia
    Mawar ilu członków liczy PIS?

  95. jasnaanielka napisał(a):

    PiS nie ma członków. PiS ma wyznawców :D

  96. Torlin napisał(a):

    Nelu!
    Cała Polska zaśmiewała się z systemu kartkowego. Ja już kiedyś pisałem w jednym z blogów, że po zlikwidowaniu kartek na cukier zebrałem rodzinę i przykazałem surowo, że nie wolno kupić ani kilograma cukru, dopóki nie zjemy tych 47 kilogramów leżących w narożniku. Wystarczyło pójść na dowolne imieniny, stoły się uginały.

  97. jasnaanielka napisał(a):

    Ani jeden raz nie stałam w nocnej kolejce po mięso. Moja metoda była taka, że przychodziłam w ostatniej chwili, starałam się robić zakupy pod koniec miesiąca, kiedy już wszyscy swoje wystali. Kupowałam całkiem przyzwoite mięso i wędliny, nie zdarzyło się, abym przydziału nie wykupiła. Jeśli miało się jakie takie pojęcie o gotowaniu, to można było całkiem smacznie jeść. No i kupowało się kawę świeżo paloną, którą na poczekaniu w sklepie przepuszczano przez młynek żarnowy.
    Jak w tych sklepach pachniało!!!
    Dobranoc!

  98. jasnaanielka napisał(a):

    Dla zabezpieczenia jasności…
    Wcale bym nie chciała, aby tamte czasy wróciły.

  99. Margit napisał(a):

    Kilka słów do czasu kartkowego i przed kartkowego.
    Nie wszyscy sobie jednak tak świetnie radzili, a i nie u wszystkich stoły się uginały.
    Na pewno też było dużo marnotrawstwa w związku z tym, że nie kupowało się tego, co było potrzebne, ale to, co było dostępne.
    A te kolejki uprzywilejowanych. Np. mięso i wędliny- był dobry towar, byli uprzywilejowani, skończył się „jadalny” towar, nie było już „przywilejnych”. Ja nie bardzo mile wspominam ten czas, np nie miałam co włożyć do „tytki” pierwszoklasisty, mimo całej masy kartek i urlopów na kolejki.
    Pozdrawiam, Margit

  100. narciarz2 napisał(a):

    „Na pewno też było dużo marnotrawstwa w związku z tym, że nie kupowało się tego, co było potrzebne, ale to, co było dostępne.”
    .
    W Anglii podobno okolo 30% zywnosci laduje na wysypiskach. Podejrzewam, ze tak jest rowniez w USA. Procent jest szokujaco wysoki.

  101. narciarz2 napisał(a):

    Skrocona wersja mojego wpisu u pana Szostkiewicza:
    .
    Niestety nie bylem na wiadomej akademii. Wiec ma pare pytan do lepiej zorientowanych. Mi sie mianowicie wydaje, ze tam świetowano rocznice. Rocznice czego? Jesli mnie pamiec nie myli, to rocznice podpisania porozumien. Jesli dobrze pamietam jezyk ojczysty, to “porozumienie” wymaga dwu stron, podobnie jak ślub. Czy mozna sobie wyobrazic rocznice ślubu świetowana przez jedna strone, o ile druga strona jeszcze zyje? Gdyby taka rocznica ślubu miala miejsce, to cos byloby nie tak. Swietowac trzeba albo razem, albo w ogole.
    .
    Dlatego pytam lepiej zorientowanych: czy tam na akademii byla druga strona? A jeśli nie bylo drugiej strony, to o czym to świadczy? Czy ktoś moglby mi wyjaśnic, jak mozna świetowac rocznice porozumienia sie z kimś, ale tego kogoś nie zaprosic?
    .
    Jesli tego kogoś nie zaproszono, to co dziś oznacza slowo “porozumienie”? Czy ono ciagle znaczy to, co kiedyś znaczylo, czy tez raczej znaczy “zwyciestwo nad przeciwnikiem”? Jeśli tak, to nie byloby dziwne, ze nie zaproszono zwyciezonego. Biada zwyciezonym. Ale dlaczego w takim razie uzywane jest slowo “porozumienie”?
    .
    Dobranoc.

  102. Torlin napisał(a):

    Widzisz Narciarzu, po prostu już nie ma drugiej strony. Jagielski nie żyje, Rakowski również, teraz druga strona (z punktu widzenia Sierpnia) jest po stronie solidarnościowej w sensie idei.
    Należy koniecznie zmienić ustawę o związkach zawodowych na taką, jaka funkcjonuje w demokracjach zachodnich.
    Co za niesamowite wyniki w wyścigu o Euro – 1012. Portugalia – blamaż. Historyczne zwycięstwo Czarnogóry. Ale najbardziej się cieszę ze zwycięstwa Białorusi, bufoni dostali pstryczka w nos.

  103. narciarz2 napisał(a):

    po prostu już nie ma drugiej strony.
    Nie zgadzam sie. Po pierwsze, jesli mozna bylo zgromadzic tysiace bylych uczestnikow strajku, to mozna bylo odnalezc uczestnikow wydarzen z drugiej strony.
    .
    Po drugie, to nie pierwszy raz. Przypominam sobie „sesje naukowa” na temat stanu wojennego na UW. Obecna byla jedynie sluszna strona. Padalo mnostwo slusznych zdan. Drugiej strony nie bylo: Jaruzelskiego, Kiszczaka, i innych nie zaproszono. A oni zyja.
    .
    Powiesz, Torlinie, ze nie nalezalo ich zapraszac? Ale w takim razie co ma oznaczac slowo „naukowa”? Nauka ma byc obiektywna. Nie ma obiektywnosci bez wysluchania drugiej strony. W tym przypadku slowo „naukowa” bylo naduzyciem. To byl taniec wojenny zwyciezcow, a nie zadna „sesja naukowa”.
    .
    W Polsce odbywa sie systematyczny proces zaklamywania jezyka przez grupe zwyciezcow. W tej sprawie POPIS dziala solidarnie. Jest to jedyna solidarnosc, jaka jeszcze zostala. Solidarnosc klamstwa. Zaklamywane jest slowo „porozumienie”, slowo „nauka”, oraz slowo „solidarnosc”. W tm akurat klamstwie solidarnie uczestnicza Kaczynski z Mazowieckim i Bartoszewskim.
    .
    Trzeba zrozumiec, ze jesli raz zacznie sie klamac, to nie mozna postawic grubej kreski oddzielajacej klamstwa sluszne od nieslusznych. Kolejne klamstwa wynikaja z ogolnej atmosfery przyzwolenia na klamstwo. Oburzenie Mazowieckiego obudzilo klamstwo Kaczynskiego na temat Geremka, ale gdzie jest jego oburzenie z powodu zaklamywania slowa „porozumienie”? Gdzie jest oburzenie Bartoszewskiego z powodu przerobienia sesji „naukowej” na hucpe zwyciezcow? Oni tylko potrafia sie oburzac, kiedy klamstwo dotyka ich osobiscie.
    .
    Stawiam teze, ze III Rz zostala oparta nie na micie zalozycielskim, ale na klamstwie zalozycielskim. A nawet na wielu klamstwach, poczynajac od klamstwa o czystej i niewinnej Pannie „S” zgwalconej przez brutalnego zoldaka. Niewielu ma dzis odwage napisac tak jak nasz Gospodarz, ze ani Panna nie byla czysta i niewinna, ani zoldak nie byl bezmyslny i brutalny.
    .
    Zapraszam do przeczytania moich dwu wpisow u Redaktora Szostkiewicza, w ktorych rozwijam teze, ze takich klamstw nalezy unikac nie z powodow etycznych, ale najzupelniej pragmatycznych.

    http://szostkiewicz.blog......ent-138864
    .
    Milego weekendu.

  104. głos zwykły napisał(a):

    Niezłe, tyle że po pierwsze porozumienie było rodzajem kompromisu na skutek klinczu dwóch rzeczywistych wrogów politycznych.
    Po drugie porozumienie z 89 r. zostało wymuszone przez Solidarność na skutek postawienia postulatów demolujących władzę, czy ściślej możliwość rządzenia przez każdą władzę. Odpowiedzią „komunistów” była propozycja powołania rządu, aby zajął się tym bałaganem, zaś resorty siłowe trzymali włodarze PRL. Prezydent jak wiadomo miał możliwość kopnąć stolik.
    W międzyczasie jednak cały układ komunistyczny kopnął w kalendarz i skończyło się czerwonej babci sranie :D).
    Następnie kompromis uległ ewolucji w kierunku nie eliminowania już post-komunistów z życia politycznego, społecznego i gospodarczego. I na tym tle właśnie doszło do podziału w Solidarności na grupę radykałów i grupę polityków, intelektualistów, prawników i publicystów skutecznie sprzeciwiających się eliminacji postkomunistów.
    Zgadzam się, iż osoby prezentujące tzw. lewicowy punkt widzenia znajdują się obecnie w głębokiej defensywie, a PO-PIS jest organizatorem wielkiej ilości różnych uroczystości, których nie znał nawet PRL, ale przyznać trzeba że świętuje się wszystko co się da, od świąt religijnych po historyczne dotyczące i nie dotyczące solidarności.
    Ja tam jestem zdania, że Solidarnościowy nurt zawiera w sobie wielu tłuków, którzy może mają ładną kartę w życiorysie, ale nie nadają się do rządzenia, stąd też zajmują się wyjazdami na różne święta. Słowem większość z nich po prostu tak sobie wyobrażają władzę, jako nie tyle administrowanie sprawami kraju, do czego nigdy nie mieli wystarczającej kompetencji, ale właśnie uczestniczenie w różnego rodzaju pogadankach i uroczystościach.
    W moim przekonaniu, gdyby oni byli rzeczywiście mądrymi ludźmi, to by po prostu stworzyli możliwość wychowania nowej klasy politycznej i w konsekwencji nowej elity społecznej wg. wzorców zachodnioeuropejskich. Niestety na to ich nie było stać i dotyczy to wszystkich nomenklaturowych polityków.
    Takie są właśnie ograniczenia ich patriotyzmu i w ogóle ograniczenia horyzontu intelektualnego, co w największym stopniu przedstawia się samej formie walki politycznej w III RP i IV RP, osnutej wokół konflitków personalnych głównych jej aktorów, co mamy w gruncie rzeczy okazję oglądać od 89 r. do dzisiaj.
    Przy czym w miarę jak postępuje jednocześnie erozja tego środowiska i jego alienacja społeczna, jak i jego umacnianie się jako jedynych aktorów życia politycznego, coraz bardziej konflikt i negatywna kampania nakierowana na złe emocje staje się dominantą życia publicznego.

  105. maciek.g napisał(a):

    Ludzie zadziwiająco szybko zapominają , przecież nie tak odległe zdarzenia. Ja pamiętam ze za sklepów zadziwiająco szybko zniknęła żywność , a zwłaszcza mięso wyroby z niego robione. Ludzie mówili że to celowe działanie rządu by przestraszyć ludzi i wymusić zmianę działań.
    Kartki zwykle rządzący wprowadzają gdy sa totalne braki na rynku , by zabezpieczyć najsłabszych i najbiedniejszych. Zaraz po wojnie też były kartki. Kartki wiadomo stają się drugim pieniądzem i to lepszym. Nic dziwnego że staja się przedmiotem handlu. Poza tym tworzą nacisk psychiczny by wszystko wykupić by się kartka nie zmarnowała. Stąd te nadmierne zapasy cukru, alkoholu, papierosów , oleju. Towary łatwo psujące się oczywiście często wyrzucano na śmietnik (oczywiście z powodu ich popsucia). Kartki tez sprzedawało się – szczególnie łatwo te na papierosy , alkohol i słodycze. Byli też ludzie zawodowo trudniący się skupowaniem ich i stąd na bazarach było wszystko , ale odpowiednio drożej tak, że nie wszystkich było stać na takie zakupy. Było więc tak że jedni mieli za dużo , a inni za mało.
    Jednak marnotrawstwo żywności jak obserwuję było znacznie mniejsze niż obecnie gdy jej jest bardzo dużo. W krajach gdzie żywność jest bardzo tania – np w USA marnuje się jest bardzo dużo – sadzę że więcej niz we wspomnianej tu Anglii. Mąż mojej córki opowiedział jak amerykanka kupiła cały chleb po odkrojeniu na śniadanie paru kromek resztę wyrzuciła do kosza. Obecnie bowiem chleba w sklepie już się nie kroi , a po co na następny dzień jeść czerstwy kiedy można kupić świeży. W wielu domach w Polsce jest reszce obyczaj szanowania chleba , ale w wielu innych krajach on nie istnieje. Wniosek im kraj biedniejszy i zywność droższa tym mniej się jej marnuje.

  106. Torlin napisał(a):

    Narciarzu!
    Nie ma wątpliwości, należało ich zaprosić

  107. Ewa-Joanna napisał(a):

    Maciek,
    ale rozmowa tyczyla „tamtych lat z octem” nie wspolczesnych.
    Ja nie stalam w kolejkach nocami, bo stwierdzilam ze na glowe nie upadlam i upodlic sie nie dam wojujac o kawalek scierwa. Nawet niespacjalnie w kolejkach stalam. Tak jak Jasnaanielka, szlam pod koniec miesiaca albo tuz przed zamknieciem sklepu i kupowalam czesto lepsze mieso niz ci co stali cala noc, bo kupowalam te zostawione dla znajomych :) I mialam w dupie cale to wojowanie komitetow kolejkowych, pieluchy bachory pralam w reku i czesc! I kupilam pralke automatyczna bez kolejki i wojowan, ku uciesze calego personelu sklepu – zwyczajnie po awanturze kolejkowej, przepychankach i wrzaskach, bo dowiezli te pralki, weszlam do sklepu zapytac co tu dawali. A tam sobie stala pralka jak wol na srodku sklepu jakims cudem przegapiona przez awanturujaca sie kolejke. To sobie kupilam. I nasmielismy sie co niemiara.

  108. Zdzislaw_1 napisał(a):

    Widocznie nie mieliście dzieci lub wnuków w tym czasie.
    Powiedz dziecku że nie ma czekolady.

  109. Ewa-Joanna napisał(a):

    Ja mowilam Zdzislawie. I dodawalam, szczegolnie jak blisko byl jakis mundurowy: ” I nie zapomnij komu to zawdzieczasz”.

  110. Zdzislaw_1 napisał(a):

    Ewo-J
    Nie zwróciłem na te „pranie ręczne.”
    Ja pralkę miałem chyba dopiero gdy był wnuk,to faktycznie lata w opołowie 80 tych

  111. Zdzislaw_1 napisał(a):

    A propos
    „Okrągłgo stołu”
    W trakcie trwania obrad byłem we Francji. wracając,w samolocie zapytała co z tymi obradami. Usłyszałem odpowiedz od stiuardesy ze to kuj nudne te obrady nikt tego juz nie sledzi co tam sie dzieje.
    Wniosek ze nie wszyscy doceniali te obrady i dążność do kompromisu.
    Madrzy są zwykle wszyscy po fakcie,

  112. Ewa-Joanna napisał(a):

    A ja zacytuje Panne Kote z Blogu Bobika ( Jasnaanielko powinnas tam pojsc, to cos dla ciebie!) :

    „Wróciłam więc do domu i zaczęłam czytać dokumentację z sierpnia 80. Jest to unikatowe wydanie “Punktu” z października 1980 roku, opracowane przez gdańskie środowisko twórcze. Zawiera ono rekonstrukcję i dokumentację strajku, treść ulotek strajkowych i rządowych, oświadczenia i listy poparcia, nazwiska MKS i Komisji Ekspertów, relacje naocznych świadków i uczestników (np. Anny Walentynowicz), treści przemówień.
    Pisemna rekonstrukcja strajku powstała na podstawie taśm magnetofonowych, dyskusje i wydarzenia nagrali strajkujący, a z taśm spisali je Kordalska, Huelle, Karolewski, Kotliński, Książek i Rosiek.
    Nigdzie, ale to naprawdę nigdzie, na żadnej z 300 stron, nie pada nazwisko Kaczyńskiego.
    W Komisji Ekspertów, która doradzała MKS byli Mazowiecki (jako przewodniczący), Geremek, Staniszkis (sic!), Kowalik, Kuczyński, Wielowieyski, Cywiński.
    Zapis z protokołu pod datą 22 sierpnia piątek (faktycznie już sobota) :
    “0,50:
    Na sali po raz pierwszy pojawiają się przybyli z Warszawy specjaliści poproszeni do pomocy MKS-owi: red. Tadeusz Mazowiecki i dr. Bronisław Geremek. Konsultują się z Wałęsą na temat jutrzejszych rozmów.”
    A tutaj wyjaśnienie dla młodszych, którzy nie muszą znać tej historii tak dokładnie, a o czym powiedział JK do Mazowieckiego. Jest to kompletne przekręcenie faktów. Piszę to na podstawie protokołów:
    Strajk w stoczni zaczął się 14 sierpnia wiecem o godzinie 8 rano. Ządano przywrócenia do pracy Walentynowicz i Wałęsy, wzniesienia pomnika ofiar Grudnia, gwarancji nierepresjonowania za strajk, podwyżki płac o 2000zł, zrównania zasiłków rodzinnych z MO i SB. W większości tych żądań osiągnięto porozumienie, o zasiłkach miano jeszcze później dyskutować. W tej sytuacji postanowiono zakończyć strajk, była to sobota 16 sierpnia, godzina 15.
    Wtedy to w stoczni pojawia się grupa z innych zakładów gdańskich, które w tym samym czasie również zaczęły strajki, nawołując do ich kontynuowania. Po dyskusji z Wałęsą i MKS-em stoczni i dalej po pytaniu skierowanym do robotników stoczni, strajk w imię solidarności był kontynuowany. I dopiero w nocy 22 sierpnia w stoczni pojawi się Mazowiecki z Geremkiem jako doradcy, wtedy w ogóle nie było już mowy o przerywaniu strajku. Wydarzenia te są udokumentowane minuta po minucie, dlatego nie mogę pojąć bezczelności JK. Henryka Krzywonos była właśnie jedną z tych osób, które zjawiły się wtedy w stoczni w momencie, kiedy zapadła decyzja o zakończeniu strajku, weszła też potem do MKS.
    I tak, jak już powiedziałam na początku, nigdzie nie ma nawet śladu po Kaczyńskich, nie podpisali też żadnych listów wspierających strajk, chociaż takich listów było dużo.”

    W zwiazku z tym pytanie do Gospodarza. Pan tam byl, czy spotkal sie pan z LK na terenie stoczni?

  113. jasnaanielka napisał(a):

    Bobikowy tekst jest zlinkowany we wszystkich blogach Polityki.
    Mnie on nie zaskakuje, bo na bieżąco wtedy śledziłam wszystkie wypadki i dobrze znałam nazwiska wszystkich, co się wtedy wybijali.
    Także te z drugiego szeregu. Wtedy trzeba było odwagi i determinacji, aby działać, poświęcając własną karierę, bo nie były to czasy, kiedy ktoś mógł sobie planować, że za rok-dwa zostanie prezydentem, ministrem, czy też senatorem i będzie rozdawał posady i zaszczyty.
    No ale wtedy na pierwszych miejscach byli tacy ludzie, jak Michnik i Kuroń – same ich nazwiska wywoływały paroksyzmy wściekłości u partyjnych na stanowiskach z nomenklatury. Miałam takiego szefa… Potrafił o tych dwóch krzyczeć z pianą na ustach.
    Dziś jest tak, jakby ich wogóle nie było, albo byli przypadkowo :D
    Historię należy jednak pisać po stu latach od wydarzeń, bo jak długo żyją uczestnicy wydarzeń, to ona jest pisana pod aktualnie najsilniejszego, albo najbardziej wyzutego z przyzwoitości.
    Bo można wydać album fotograficzny o wydarzeniach w stoczni, w którym nie znajdziemy fotografii Wałęsy.
    Ja myślę, że trzeba zachować spokój i dbać o archiwa, które mają pozostać dla przyszłych historyków.
    A Cenckiewicze zarobili swoje centy i niech sobie swój sukces konsumują. On jest chwilowy.

  114. Mawar napisał(a):

    głos zwykły
    „Takie są właśnie ograniczenia ich patriotyzmu i w ogóle ograniczenia horyzontu intelektualnego, co w największym stopniu przedstawia się samej formie walki politycznej w III RP i IV RP, osnutej wokół konfliktów personalnych głównych jej aktorów, co mamy w gruncie rzeczy okazję oglądać od 89 r. do dzisiaj”.
    .
    Po części wynika to z tego, że III RP tkwi w matriksie, kto opanował medialny mainstream dyktuje warunki. Zamiast debaty masz dyskusję na poziomie magla (panie pośle X, senator Y powiedział o panu, że jest pan szubrawcem, co pan na to?) lub agitację w miejsce publicystyki. Waldemar Kuczyński dobrym przykładem. Prawdziwa debata byłaby groźna dla twórców III RP, więc to nie dziwne że jej praktycznie nie ma. Trzy koncerny medialne to w warunkach polskich o wiele więcej niż duża partia polityczna. Przy ich pomocy można wmówić ludziom, że nie mają prawa pytać o przeszłość establishmentu III RP i pochodzenie ich majątków oraz dokąd jako społeczeństwo idziemy i co chcemy osiągnąć.

  115. Mawar napisał(a):

    E-J
    .
    „Henryka Krzywonos była właśnie jedną z tych osób, które zjawiły się wtedy w stoczni w momencie, kiedy zapadła decyzja o zakończeniu strajku, weszła też potem do MKS”.
    .
    Już to wielokrotnie wyjaśniano, że popularna pogłoska mówiła, że H. Krzywonos zatrzymała komunikację miejską w Gdańsku. To ładny mit, ale prawda jest bardziej prozaiczna. Tego rana HK miała wyjechać swoim tramwajem jako trzecia z zajezdni, dwaj pierwsi tramwajarze nie wyjechali, no ale ona pojechała. W tym czasie do strajku przystąpiły inne zajezdnie i wyłączono prąd w całej trakcji elektrycznej, kiedy tramwaj HK był na mieście. W tej sytuacji jej tramwaj się zatrzymał. Opowiadanie, że jej tramwaj zablokował komunikację miejską w to w tej sytuacji duża przesada. A to że potem poszła do stoczni to oczywiście prawda, nikt tego nie neguje.
    .
    „I tak, jak już powiedziałam na początku, nigdzie nie ma nawet śladu po Kaczyńskich”.
    .
    J. Kaczyński w tym czasie zamknięty przez SB na 48 godzin (podobnie jak Kuroń, Michnik, Lityński).
    L. Kaczyński: „Od 1977 współpracownik Biura Interwencyjnego KOR, następnie KSS KOR, 1978-1980 autor w niezależnym piśmie „Robotnik Wybrzeża”, kolporter „Robotnika” i „Biuletynu Informacyjnego” KSS KOR; działacz WZZ Wybrzeża, prowadził szkolenia i wykłady z prawa pracy i historii dla robotników. W VIII 1980 uczestnik strajku w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, doradca MKS, współautor tekstu Porozumienia Gdańskiego…”.
    Encyklopedia Solidarności:
    http://encyklopedia-solid.....y%C5%84ski

  116. Mawar napisał(a):

    Jasananielka
    „A Cenckiewicze zarobili swoje centy i niech sobie swój sukces konsumują. On jest chwilowy”.
    .
    Cenckiewicz jest historykiem, jeśli kwestionujesz jego warsztat naukowy to powinnaś pokazać coś na podobnym poziomie. Samo bibrzenie to za mało. Książka Gontarczyka i Cenckiewicza wydana została przed dwoma laty i do dziś żadni historycy nie podważyli ani źródeł ani interpretacji ani wniosków.

  117. jasnaanielka napisał(a):

    Wcale nie kwestionuje warsztatu Cenckiewicza. Każdy sobie może ustawić taki warsztat, jaki odpowiada jego kwalifikacjom i aktualnym potrzebom. Oprzyrządowanie dobiera sam i jasne jest, że musi być ono dostosowane do wykonania zamierzonego dzieła.
    Czy to dzieło przetrwa, to już inna sprawa.
    Doraźna i wymioerna korzyść jest i o to w gruncie rzeczy chodzi.
    Co obchodzi dziisiejszego beneficjenta opinia przyszłych pokoleń?
    To będzie zaledwie paru historyków, którzy za kilkadziesiąt lat napiszą nowy podręcznik dla szkół.
    Kto się dziś powołuje na dzieła powojennych autorów podręczników historii? Kto o tych autorach chce pamiętać.
    A Wałęsa, Mazowiecki, Kuroń, Michnik, Kaczyńscy i paru innych znajdą swoje miejsce na kartach przyszłych podręczników.
    Spokojna głowa.

  118. Ewa-Joanna napisał(a):

    mawar,
    czy mnie sie snilo, ze TVP i radio to mialy posowskich szefow? I dopiero teraz zmieniono, a przez te kilka lat sobie tkwili nie niepokojeni? A polowa obywateli jak mysle nadal oglada tylko panstwowe stacje.

    Te stenogramy sa z calosci strajku ( 300 stron jak mogles w tekscie zauwazyc), to trwalo troche dluzej niz 48.
    O pani Krzywonos JK powiedzial cos dziwnego, szkalujacego. Dla mnie nie jest istotne czy ona zatrzymala ten tramwaj czy nie zatrzymala i w jakim miejscu go zatrzymala. Wazne jest, ze w tym momencie historii zrobila to co uwazala za sluszne – dolaczyla do strajku. Byla tam, istnieje w wykazie skladu MKS i to jest dzis wazne.
    Osobiscie o Kaczynskich uslyszalam dopiero w kontekscie Komitetow Obywatelskich („ze tam sie mocno udzielaja te blizniaki co to graly w filmie”)a to byl rok 89.
    Zaskakujace jest, ze stworzyli caly instytut IPN do udowodnienia swojego udzialu w obalaniu komuny. Pytalam wszystkich osiagalnych znajomych z tamtych czasow i kurde nikt o nich nie slyszal. Macierewicz nam wyszedl, Dorn, Kuron oczywiscie, Olszewski nawet, a Kaczynscy nie. Bardzo byli zakonspirowani.

  119. Mawar napisał(a):

    Zofia: „…. nadal czegoś nie rozumiem. Zatrzymanie na kilka godzin, kogoś, kto był w mieszkaniu Jacka Kuronia – to nie siedzenie w wiezieniu! Nie twórz mitów i nie dorabiaj kombatanctwa prezesowi PiS”!
    .
    Pytałaś co robił w sierpniu 1980 przed podpisaniem Porozumień Sierpniowych, więc napisałem, że został zamknięty na 48 godzin. Teraz masz pretensję, że nie siedział w wiezieniu. Jakie jeszcze masz pretensje wobec J.Kaczyńskiego?

  120. Mawar napisał(a):

    W. Kuczyński pisze: „A robienie z Jarosława Kaczyńskiego ekstremy antysocjalistycznej, choć nie zasłużył sobie nawet na marny internat to już super!
    .
    Pan Minister też jakby marnie się zasłużył siedząc w internacie tylko do lutego 1982 r. Większość pańskich kolegów z „Tygodnika Solidarność” w ogóle nie została zamknięta po wprowadzeniu stan wojennego. Oni też marnie się zasłużyli? Pan Minister już w lecie 1982 dostał paszport i wyjechał sobie na czas stanu wojennego do Paryża, by w cieniu wieży Eiffla działać na poczet przyszłych zasług. Wcale tego nie lekceważę, ale należy zważyć proporcje.
    .
    „Warte dużej premii z kasy PiS i błogosławieństwa od ojca Rydzyka, z jakimś odpustem”.
    .
    Panie Ministrze, odpusty dzielą się na duchowe i świeckie. Pan był beneficjentem świeckich. :)

  121. wiesiek59 napisał(a):

    Śledzę z lekkim rozbawieniem tę dyskusję….
    Dlaczego słowa pana Kaczyńskiego miałyby mieć jakąś wagę?
    Ministerstwo Prawdy wymyślił Orwell, IPN stosuje twórczą i wybiórczą interpretację faktów.
    Czy ktoś w latach 80 słyszał o Buzku, Krzaklewskim, Kaczyńskich?
    Byli bardzo głęboko zakonspirowani……

  122. Zdzislaw_1 napisał(a):

    Mawar
    ja mam pretensje do J.K.że sie plącze między nogami i przeszkadza.

  123. wiesiek59 napisał(a):

    Normą jest, że zwycięzcy piszą historię od nowa. Niestety, w moim przekonaniu większość wypowiedzi panów związanych z PiS jest destrukcyjna. Niszczy Państwo, pozbawia autorytetu jego organy.
    Sekta, wierząca w prawdy objawione swego mesjasza…..

  124. Mawar napisał(a):

    E-J
    .
    „Pytalam wszystkich osiagalnych znajomych z tamtych czasow i kurde nikt o nich nie slyszal. Macierewicz nam wyszedl, Dorn, Kuron oczywiscie, Olszewski nawet, a Kaczynscy nie. Bardzo byli zakonspirowani”.
    .
    Widzisz sama, nawet Waldemar Kuczyński wam nie wyszedł. :)
    Z tego co zarejestrowała wasza pamięć wynika, że komunę obaliło kilka znanych osób plus oczywiście Wałęsa. Próbowałaś zorientować się, ile osób zawiera encyklopedia solidarności (link podawałem) w zakładce ludzie? A to daleko nie wszyscy.

  125. Mawar napisał(a):

    Wiesiek59
    .
    „Czy ktoś w latach 80 słyszał o Buzku, Krzaklewskim, Kaczyńskich? Byli bardzo głęboko zakonspirowani”.
    .
    Uwaga umysłowo dość ekstrawagancka. Czy ktoś w okupowanej przez Niemcy Warszawie słyszał o niejakim Władku Bartoszewskim? :)

  126. wiesiek59 napisał(a):

    Manwar
    To trzeciorzędni działacze chcą napisać od nowa historię. Pierwszorzędni już miejsce w niej mają……

  127. wiesiek59 napisał(a):

    Przypomina mi się od razu słynna fotografia trybuny na Placu Czerwonym. Znasz ją?
    W momencie zrobienia jej była pełna. Reprodukcja z lat 30- pozostał na niej Lenin i Stalin…….
    To samo usiłuje się dokonać obecnie. Wykastrować i zmanipulować przeszłość. Pewne wzorce nie są godne naśladowania……

  128. jasnaanielka napisał(a):

    … I zawsze się po latach znajdzie jakiś dłubek i wydłubie te wcześniejsze fotografie a może nawet sam negatyw? ;)
    Przyszłym pokoleniom też się należy trochę zdrowego śmiechu.
    A triumfy bywają doraźne i historyczne. Te ostatnie przychodzą – bywa – zbyt późno, aby się bohaterowie mogli cieszyć uznaniem i pozycją.
    Ale młyny historii mielą niestrudzenie.
    Nie jeden też dumny i artystycznie nienaganny pomnik bywał przez potomnych obalany i poniewierany.
    Nie bądźmy przesadnie zaangażowani ;)

  129. grzegorz napisał(a):

    Waldemar Kuczyński: nas nie było, bo tego dnia wyruszyła samodzielnie samochodem do Gdańska. Geremek bezpieczeństwa i zarezerwowane bilety na poranny samolot w niedzielę. współpracowników.U Hajnicza zastałem poza nim: Tadeusza Kowalika, Bohdana Cywińskiego, Andrzeja Wielowieyskiego, Szymona Jakubowicza, Ryszarda Bugaja, Adama Kerstena. Wszyscy byli pod wrażeniem wiadomości, którą tego dnia przekazał telefonicznie Kowalikowi Bronisław Geremek ze stoczni gdańskiej, choć nie wiem, czy reagowali podobnie jak ja,czy inaczej. Geremek powiedział, że konieczny jest przyjazd do stoczni kilku osób, które dopomogłyby MKS-owi w rokowaniach z Komisją Rządową, jako eksperci. Wzywani byli oprócz Kowalika: Cywiński, Wielowieyski, Jadwiga Staniszkis i ja. Jadwigi wśród powiedział też, że potrzebny jest prawnik i dał w tej sprawie wolną rękę Kowalikowi. Jego wybór padł na docenta L. K. i okazał się niefortunny. Po przyjeździe do stoczni L. K. zorientował się, że mamy być doradcami strony robotniczej, a nie mediatorami. Dotarło do niego – jak i do nas – że postulat pierwszy, stworzenia Wolnych Związków Zawodowych jest najważniejszy. Nie zamierza się od niego odstąpić, nie stanowi on elementu przetargowego do odpuszczenia. W tej sytuacji L. K. zrezygnował. Zastąpił go z powodzeniem przybyły wkrótce prof. Jerzy Stembrowicz, a także prof. Andrzej Stelmachowski i mecenas Jan Olszewski. Bronek dodał, że mamy gwarancję (…) Mazowiecki i Geremek dotarli do stoczni bez większych kłopotów w sobotę 23 sierpnia rano.(…) Skład Komisji Ekspertów ustalili Mazowiecki i Geremek. Sądzę, że brali pod uwagę kryterium przydatności merytorycznej i politycznej bliskości. Chcieli, by Komisja była zwarta, potrafiła współpracować ze sobą i by w toku negocjacji nie doszło w niej do konfliktów. Będąc ludźmi opozycji, lecz i kompromisu, takich właśnie dobrali (…) Nie pamiętam dokładnie dyskusji u Hajnicza. Próbowaliśmy rozmawiać o tym, co jest możliwe do uzyskania i o naszej roli. Postulaty MKS znaliśmy słabo, najlepiej te najważniejsze, polityczne. Rozmowa ograniczyła się do nich.(…) W tym miejscu i momencie wydawało się, że uzyskać można niewiele, natomiast wiele stracić. Tak sądziłem ja i Bugaj. Wątpię, by opinia pozostałych znacznie się różniła od naszej. Punkt pierwszy postulatów gdańskich wyglądał na nieosiągalny. Jeszcze nie zobaczyliśmy tego drugiego realizmu, realiów strajku, determinacji ludzi dążących do stworzenia gigantycznej organizacji samoobrony przed samowolą wyobcowanego państwa, związku zawodowego pracowników komunizmu. Jeszcze tkwiliśmy wyłącznie w realiach geopolityki i systemu jako jej odbicia. A w Polsce były już wtedy dwa realizmy. Tylko na razie oddzielone: jeden w pasie Wybrzeża, drugi w głębi kraju. Wydawało się, że to, co w tym punkcie można uzyskać, wybiega niewiele ponad wolne wybory do rad zakładowych i wejście do nich przywódców strajkowych. (…)Wśród osób, z którymi rozmawiałem w tych dniach, Jacek Kuroń czuł chyba najlepiej, cóż to za wiatr wieje z Wybrzeża i wygraną widział ogromną. A – przecież i on w ostatniej chwili zwątpił. „Mówiłem Adamowi – wspominał potem – by jechał do stoczni przekonać ich, że ten punkt pierwszy jest nie do uzyskania. Na szczęście obu nas zamknęli”. Michnik zgodził się, lecz zamiast do stoczni powędrował do paki.Gdyby pojechał, nic by nie wskórał, a najpewniej zrezygnowałby po powąchaniu gdańskiego powietrza. Determinacja strajkujących w sprawie związkowej nie dawała nikomu szans opozycji. Można było polubić to, co „nierealne” – zresztą dawało się lubić od pierwszego wejrzenia – lub wracać do domu. najważniejsi – Mazowiecki i Geremek – byli już na miejscu. Skoro zaś formowała się przy „Solidarność”, Ewa Milewicz wykonywała różne prace administracyjne, Bogdan (…) Gwarancja pułkownika z Warszawy działała. Śladu obstawy. Mogą jeszcze zwinąć po drodze, ale wygląda na to, że nas puścili do Lecha. Dlaczego? Samo przerwanie lotu nie przeszkodziłoby oczywiście w dotarciu do stoczni. Przyjechało tam wielu ludzi z Warszawy. Trzeba by więc nas aresztować, co też załatwiało sprawę połowicznie, bo MKS i tak instytucja „osób wspomagających strajk” (np. Konrad Bieliński wydawał Borusewicz był faktycznym doradcą Prezydium, podobnie prawnik gdański Leszek Kaczyński itp.), to mógł być też wyłoniony z nich zespół ekspertów.

  130. wiesiek59 napisał(a):

    Ktoś kiedyś powiedział:
    „burząc pomniki zostawcie cokoły, mogą się przydać”…….
    Partykularyzmy i prywatne wojny o ważność burzą piękny mit solidarności społecznej z tamtych czasów.
    Zamiast IPN komisja prawdy i pojednania z RPA?
    Małostkowość niszczy wielkość.

  131. anton napisał(a):

    (…)Wśród osób, z którymi rozmawiałem w tych dniach, Jacek Kuroń czuł chyba najlepiej, cóż to za wiatr wieje z Wybrzeża i wygraną widział ogromną. A – przecież i on w ostatniej chwili zwątpił. „Mówiłem Adamowi – wspominał potem – by jechał do stoczni przekonać ich, że ten punkt pierwszy jest nie do uzyskania. Na szczęście obu nas zamknęli”. Michnik zgodził się, lecz zamiast do stoczni powędrował do paki. Gdyby pojechał, nic by nie wskórał, a najpewniej zrezygnowałby po powąchaniu gdańskiego powietrza. Determinacja strajkujących w sprawie związkowej nie dawała nikomu szans opozycji. Można było polubić to, co „nierealne” – zresztą dawało się lubić od pierwszego wejrzenia – lub wracać do domu. najważniejsi – Mazowiecki i Geremek – byli już na miejscu. Skoro zaś formowała się przy „Solidarność”, Ewa Milewicz wykonywała różne prace administracyjne, Bogdan (…) Gwarancja pułkownika z Warszawy działała. Śladu obstawy. Mogą jeszcze zwinąć po drodze, ale wygląda na to, że nas puścili do Lecha. Dlaczego? Samo przerwanie lotu nie przeszkodziłoby oczywiście w dotarciu do stoczni. Przyjechało tam wielu ludzi z Warszawy. Trzeba by więc nas aresztować, co też załatwiało sprawę połowicznie, bo MKS i tak instytucja „osób wspomagających strajk” (np. Konrad Bieliński wydawał Borusewicz był faktycznym doradcą Prezydium, podobnie prawnik gdański Leszek Kaczyński itp.), to mógł być też wyłoniony z nich zespół ekspertów.

    To fragment wspomnień Waldemara Kuczyńskiego, spisanych niemal na gorąco, bo w 1983 roku. Czy nie to samo kilka dni temu powiedział Kaczyński wywołując u Henryki Krzywonos zalanie krwią jaśnistą, a u politycznych i dziennikarskich elit histerię nawet jak na nie wyjątkową?

  132. W.Kuczyński napisał(a):

    Grzegorz, o co Ci chodzi? Przecież to sa dość pokracznie powyjmowane fragmenty mojego tekstu sprzed 27 lat, ktory jest na tej stronie?

  133. grzegorz napisał(a):

    To jest tekst, który Kataryna powiesiła na swoim blogu wraz z komentarzem , będzie Pan sławny.

  134. Zdzislaw_1 napisał(a):

    Grzegorz.
    Pan Kuczyński już jest sławny,a Kataryna” Może będzie sławna”stara sie jak diabli:)
    i to jest ta różnica

  135. W.Kuczyński napisał(a):

    grzegorz,
    mam nadzieję, że powiesiła go w calości (jest od 4 lat na tej stronie) i, że nie zapomniała powiesić także ciągu dalszego „W oku cyklonu” zamieszczonego w mojej ksiażce „Burza nad Wisłą” wydanej 8 lat temu. Oba teksty zostały napisane 27 lat temu. Moja Mama mawiała, że jak ktoś chce psa uderzyć to kij zawsze znajdzie. Oważ kataryna jest bardzo utalentowaną poszukiwaczką kijów do bicia nielubianych przez nia psów, ale także do poszukiwania smakowitych kosteczek dla pocieszania lubianych przez nią psów. I zawsze je znajduje!
    W tym drugim tekście, który mam nadzieję jest też na stronie kataryny znajduje sie taki oto fragment, który na pewno nie omieszkała umieścić:
    „mazowiecki powiedział, że tworzymy Komisje Ekspertów MKS, jesteśmy pomocnikami strony, a nie mediatorami. Było oczywiste, że mówi jako przewodniczący. NASZĄ ROLĄ NIE BĘDZIE WIĘC DYSKUTOWANIE Z PREZYDIUM ZASADNOŚCI, REALNOŚCI POSTULATÓW, LECZ DOPOMOŻENIE STRAJKUJĄCYM, BY NIE ZOSTALI WYKOLOWANI, BY JAK NAJWIĘCEJ OSIĄGNIĘTO. DOTYCZY TO SZCZEGÓLNIE PUNKTU PIERWSZEGO, KTÓRY JEST TU DLA WSZYSTKICH NAJWAŻNIEJSZY, WYSTARCZY POROZMAWIAĆ Z ROBOTNIKAMI. Mamy te postulaty przełozyć na język negocjacji. Podstawowa zasada naszej pracy to odpowiadanie na pytania Prezydium, które jest władzą. Ono negocjuje i decyduje” (str.29)

    Mam nadzieję, że ten cytat też tam jest, a nawet jestem pewien, że go nie ma, choć kataryna na pewno i ten cytat potrafiłaby wytlumaczyć, że tu chodzilo ekspertom o kapitulacje przed władzą. Grzegorz sprawź, jak sie sprawy mają?

    I na koniec Kaczyński kłamał w sprawie ekspertów w stoczni, nie namawialismy strajkujących na reforme CRZZ, i w sprawie swojego brata. Na ten drugi temat będzie lada dzień mój tekst, byc może w Rzeczpospolitej.

  136. wiesiek59 napisał(a):

    Dlaczego tak trudno przyznać, że były te negocjacje sukcesem
    ZBIOROWYM? zdrowego rozsądku, umiaru, po obu stronach barykady?

    Zastanawiam się, co by było gdyby wygrała opcja radykałów, maksymalistów?
    Krwiożerczości nie przejawiają poza Macierewiczem żadne z pierwszoplanowych wówczas postaci „Solidarności”…….

  137. grzegorz napisał(a):

    Pana tekst, który publikuje dziś Kataryna potwierdza tylko to co i tak cała Polska wie, że wtedy panicznie baliście się tego związkowego postulatu, nie winię was za to bo przecież nawet Prymas Wyszyński nie rozpoznał właściwie sytuacji, ale nie dziwcie się Polakom, że chcą znać prawdę o tamtych czasach, nie doprowadzajcie się do sytuacji Wałesy, który jako pierwszy prezydent wolnej Polski zniszczył dokumenty swojej agentury a wszystkich ,którzy o tym pisali chciał zniszczyć finansowo, jest jeszcze czas na refleksję, Wałęsa już go nie ma.

  138. Ewa-Joanna napisał(a):

    Mawar,
    obecnosc pana Kuczynskiego nie podlegala dyskusji tak samo jak prof. Geremka czy premiera Mazowieckiego.
    Dyskutujemy o braku obecnosci panow Kaczynskich.

  139. Paweł Luboński napisał(a):

    Grzegorz, tekst u Kataryny (bardzo niechlujnie wykrojony) niczego nie potwierdza, bo mówi tylko o nastrojach wśród przyszłych doradców Komitetu Strajkowego PRZED ich wylotem do Gdańska, co zauważy każdy, kto umie czytać ze zrozumieniem. Nie zauważyłem tam żadnego „panicznego lęku”, lecz co najwyżej niewiarę w realność tego postulatu, czemu rzeczywiście trudno się dziwić. A zupełnie nijak się ten tekst ma do świeżych twierdzeń Kaczyńskiego.

  140. grzegorz napisał(a):

    Co do Pana tekstu w Rzeczpospolitej to niech Pan go dokładnie zredaguje bo mam nieodparte wrażenie , że Kaczyński zagania was na to samo bagno, na którym poległ Wałęsa, Kataryna dziś pokazała , że nie jest ciężko znaleźć materiały na temat tamtych czasów.

  141. wiesiek59 napisał(a):

    30 czy 20 lat temu dogadywali się Polacy z polakami w sprawach istotnych dla wszystkich, konstruktywnie.
    Obecnie toczy się dyskusja wokół prywatnych sporów ambicjonalnych,
    kompletnie destrukcyjna dla państwa.

    Energię społeczną pochłania dyskurs kto był ważniejszy, bardziej wpływowy, bardziej radykalny, nieprzejednany…….
    Po co to wszystko? Dla ego kilku ludzi?
    Bez sensu…….

  142. Paweł Luboński napisał(a):

    „Energię społeczną pochłania dyskurs kto był ważniejszy, bardziej wpływowy, bardziej radykalny, nieprzejednany…”
    .
    Moim zdaniem nie ma się co tym przejmować. Te spory są żenujące, ale to tylko piana, która spłynie. O energię społeczną bym się nie martwił. Media łącznie z internetem to jeszcze nie cały świat. Mnóstwo ludzi po prostu robi swoje, nie czyniąc wokół tego szumu.

  143. wiesiek59 napisał(a):

    „nieważne kto wygrał, czy przegrał, ważne kto pisał historię”???

  144. wiesiek59 napisał(a):

    Manipulacja historią udowodniona została już w czasach faraonów.
    Pracowicie wymazywano imię Echnatona……
    Pierwszym piarowcem był Homer? dorabiając do grabieżczej i bratobójczej wyprawy na Troję po złoto, piękny mit o wojnie o kobietę.

    Czego jeszcze dowiemy się w trakcie bratobójczej walki działaczy Solidarności o upamiętnienie w historii ich postaci?

  145. Piotruś napisał(a):

    Mimo, że imie faraona pracowicie wymazywano to jednak nie udało sie wymazać. (widac już wtedy podejmowano szereg kroków zmierzających)
    Zwykłe indywidualne kłamstwo jest trudne do ukrycia, cóz dopiero interpretacja wydarzeń dziejących się przy dużej liczbie świadków. Bezczelność potrafi wyprowadzic z równowagi siłę spokoju.
    Ciekawe jakiim społecznym poparciem cieszyłby się ówczesny strajk gdyby w świetle kamer pojawił JK z kompanami ? Lub gdy przy Okrągłym Stole spotkał sie Pan Śniadek z Albinem Siwakiem :D.

  146. Zdzislaw_1 napisał(a):

    Panowie SPOKOJNIE.

    CESARZ nie abdykuje
    oto link
    http://wyborcza.pl/1,7547.....zyjmy.html

  147. Janusz Kochański napisał(a):

    Myślę ,że Kaczyński wie już tyle o katastrofie smoleńskiej ,że pozwala mu to na bezczelne ataki wobec Tuska i Platformy bo wie już, że Tusk to już polityczne , chodzące zombie z odroczonym terminem pochówku, to daje Kaczyńskiemu pewność i gwarancję ,że Platforma już mu nie podskoczy a wobec tego nie ma z kim walczyć, trzeba tylko poczekać na ostatni dech destruktorów Polski.

  148. Krzysztof Biskupski napisał(a):

    Dzień dobry,

    Do wystąpienia J. Kaczyńskiego na niedawnym mitingu „S” p. Śniadka odnieśli się Henryka Krzywonos i Tadeusz Mazowiecki. Osoby różne, doświadczenia odmienne, ale przesłanie – przecież jednobrzmiące. Ten spontaniczny dwugłos w obronie prawdy wydał mi się świętem dawnej „Solidarności”.

    Pozdrawiam – Krzysztof Biskupski

  149. maciek.g napisał(a):

    To że J. Kaczyński z kłamstwa uczynił swój najsilniejszy oręż powinien już wiedzieć każdy samodzielnie myślący człowiek interesujący się polityką. Po katastrofie Smoleńskiej emocje zawładnęły nim całkowicie i przestał panować nad logika i przewidywać skutki swych wypowiedzi. Ludzi pamiętających te czasy jest przecież jeszcze dużo i na dodatek jest sporo materiału historycznego z tamtego okresu – rożnych nagrań , filmów, i artykułów pisanych. Nic dziwnego, że zaczyna się sięgać po nie by skonfrontować rewelacje J.K. Obecnie już nawet jego niedawni wierni wyborcy zaczynają mieć wątpliwości i unikają rozmów na jego temat. Tka jak napisał ktoś w internecie Krzywonos wyciągnęła zawleczkę granatu i teraz juz nie da się zatrzymać wybuchu. Wysiłki panów Wildstein, Semka itp na nic już się nie przydadzą bo wystarczy poczytać fora pod ich artykułami. Kaczyńskim udało się jedno, a mianowicie kompletne zniszczenie mitu Solidarności i znaczną poprawę ocen rządzących PRL,em

  150. W.Kuczyński napisał(a):

    Tak, balismy się w stoczni i robilismy swoja robotę. I walnie przyczyniliśmy się do zwycięstwa. Tylko nieświadomy tego co sie dzieje smarkacz, albo narwaniec z osłabionym instynktem, samozachowawczym mógł sie tam nie bać.
    Balismy się, także o to, żeby nie stalo się to do czego doprowadzilo czterech umundurowanych gierojów w sierpniu 1944 roku posyłając na rzeź nieuzbrojona mlodzież i przykładając ręce do śmierci jakichś 150-200 tysięcy cywili, którzy mieli prawo zyć. A potem trzech z tych gierojów – jeden miał mniej szczęścia – zamiast strzelić sobie w łeb umarlo kilkadziesiąt lat później w łóżkach. Do tego nie chcielismy dopuścić. Myśmy wygrali, oni przegrali. Więc niech mi taka czy inna swołocz nie zarzuca tchórzostwa. Niech znajdzie sie najpierw sama w podobnej sytuacji.

  151. wiesiek59 napisał(a):

    Brawo Gospodarzu!!
    Przywódcy powinni być odpowiedzialni, czego nie są w stanie zrozumieć
    niektóre typy, stojące czasem wysoko w rankingach politycznych.
    Przewidywanie skutków podjętych decyzji jest sztuką trudną.
    Wam udało się coś niebywałego- prawie bezkrwawe przejęcie władzy i odpowiedzialności…….

  152. Lucjan napisał(a):

    W owym sierpniu i później nikt nie mógł być pewien przyszłości i tego co się stanie. Uprawnione były wszystkie przypuszczenia, z wyjątkiem tych huraoptymistycznych o oddaniu władzy przez czerwonych, chociaż i takich na dole nie brakowało. W wystąpieniach Kaczyńskiego szczególnie wkurzające jest to, że kreuje swojego brata na Tego Który Wiedział co będzie i nieomylnie wskazał właściwą drogę. Może on w to wierzy – kto wie jak poplątana jest psychika bliźniaków. Nawiasem mówiąc, swymi listami i ględzeniem przypomina mi stetryczałego schyłkowego Gomułkę – zamienić jedynie „a taki pan Jasienica…” na a taki pan Borusewicz. Kompletny brak klasy i zwykłej przyzwoitości. To już nie da się bronić racjonalnie.

  153. Margit napisał(a):

    W sprawie listu Prezesa PIS-

    Zdaniem Błaszczaka, w liście (Prezesa Kaczyńskiego)do członków PIS najważniejsza była ocena, jaką Jarosław Kaczyński wystawił swojej kampanii prezydenckiej.
    Prezes PiS ocenił, że choć nie ma jeszcze podstaw do ostatecznych konkluzji, to wiele wskazuje, że SKUTECZNOŚĆ ZABIEGÓW MAJĄCYCH ZMIENIĆ JEGO WIZERUNEK, czy znaczące ograniczenie tematyki kampanii, „nie przyniosło znaczących skutków”. – Oczywiście zgadzam się z tą oceną – powiedział Błaszczak.

    Uważam, że dużą bezczelnością
    jest stwierdzenie, że zmiana z wilka w owcę, czy w inną postać (i z powrotem)
    w zależności od sytuacji jest ok. (i tym samym uznanie tego za postępowanie godne także katolika/chrześcijanina, bo tym przecież się chwali także w tym liście Pan Prezes).
    Pozdrawiam , Margit

  154. Margit napisał(a):

    Przepraszam, że ja jak Filip z konopi, ale nie czytałam ostatnich wpisów- dobrze że tylu blogowiczów objaśnia tamte wydarzenia, dziękuję.

  155. W.Kuczyński napisał(a):

    Ten list Kaczyńskiego to paranoja w pigułce!

  156. Zofia napisał(a):

    Kiedy tutaj prawie wszyscy grzebią w historii sprzed 30 lat pławiąc się w złości, irytacji, nienawiści, zawiści, kłamstwie i obmowach, jak kto woli i co mówi – ja widziałam dzisiaj szczęśliwych ludzi.
    Z przyjaciółka wybrałyśmy się na gminne dożynki, bo nigdy takich nie widziała a rzeczywistość ja zdrowo przygniotła i chciała jakiegoś relaksy dla zbolałej psychiki.
    Po drodze chciałyśmy zobaczyć jedno z najpiękniejszych pól golfowych, jakie mamy w Polsce.
    Przeoczyłyśmy znaki informacyjne i spory szmat drogi do wsi dożynkowej pokonałyśmy polnymi wiejskimi drogami. Nasz japoński samochodzik sprawdzał się jako terenówka nie najgorzej, nieco popytałyśmy się po wiejskich gospodarstwach jak jechać i problemu nie było.
    Jechałyśmy taką polną drogą , stwierdziłyśmy że politycy wszelkiej maści powinni czasem odbyć taką podróż, by zobaczyć Polskę z dala od szosy.
    Po drodze, pod lasem spotkałyśmy człowieka na wózku inwalidzkim. Nie takim nowoczesnym, jakim jeździ się teraz, ale takim z PRL-owskiego demobilu.
    Uśmiechnięty, czyściutki i schludny, opalony i bezzębny staruszek, bez większości palców u rąk.
    Zatrzymałyśmy się spytać, czy dobrze jedziemy do celu. Starszy pan potrzebował zapałek, bo mu popsuła się zapalniczka, my informacji.
    Po wymianie tego co nam było potrzebne porozmawialiśmy też o grzybach. Spotkał kilka samochodów grzybiarzy, ale bez grzybów, czemu się nieco dziwił, bo sam nazbierał sporo kurek, a nawet sprzedał korzystnie „kobiałkę jednej pani ze Szczecina”.
    Mimo potwornego kalectwa ten człowiek miał uśmiechnięte jasne oczy, wspaniały uśmiech szczęśliwego człowieka, pogawędka z nim była bardzo przyjemna.
    Kiedy dowiedział się, że jedziemy do niedalekiej wsi na dożynki ze śmiechem powiedział, że on swoja „drezyną” to raczej już tam nie dojedzie, ale życzy nam miłych wrażeń i zabawy.
    Kiedy odjechałyśmy już spory kawałek drogi, poparzyłam się na przyjaciółkę , ona na mnie i prawie jednocześnie stwierdziłyśmy, że wspaniale spotykać takich ludzi, jak on.
    Że te jego śmiejące się oczy, na szczupłej, ogorzałej twarzy warte są naszego błądzenia po bezdrożach.
    Mijałyśmy po drodze w obie strony schludne wioski, zadbane domostwa, piękne wiejskie „orliki” jak np. we wsi Krzęcin, dużo nowych dróg gminnych, z nowymi nawierzchniami, chodnikami po wsiach, przejechałyśmy kilkanaście km nowiutkiej obwodnicy Stargardu Szczecińskiego na drodze krajowej nr 10.
    Wspaniale smakował nam chleb z tegorocznych zbiorów i inne frykasy przygotowane przez wiejskie gospodynie.
    Czy to na dożynkach, czy w gospodarstwach przy polnych, ziemistych drogach, do których wchodziłyśmy pytać się czy dobrze jedziemy – spotykaliśmy uśmiechniętych ludzi.
    Ta Polska, jaką dzisiaj oglądałam nie była ani mniej polska niż zawsze z powodu rządów gabinetu Tuska, ani zadręczona jakimś „systemem opartym na kłamstwie”, nikt nie wietrzył zbrodni, a katastrofą pod Smoleńskiem, braćmi Kaczyńskimi czy 30-leciem Solidarności – nikt głowy sobie nie zawracał.
    Ważne było, że mimo złej pogody – zbiory udane.
    Martwiono się czy przygotowane przez gospodynie ze wsi pierogi będą smakowały i czy drużyna z sąsiedniej wsi dokopie tej naszej w dożynkowym meczu piki nożnej.
    Ważne było z jakiego sołectwa wieniec będzie najładniejszy i pojedzie w przyszłą niedzielę gminę na dożynki wojewódzkie.
    Pogoda dopisała, „dmuchana” zjeżdżalnia dla dzieci do parku na dożynki przyjechała, „browarek” także a kiermasz był udany. Władza gminy zbierała gratulacje i podziękowania. Ludzie , od dzieciaka po leciwe staruszki w uśmiechach, odświętni i wspaniale się bawiący.
    Zupełnie inna Polska niż ta telewizyjno-polityczna.

  157. Zofia napisał(a):

    PS
    W drodze powrotnej, 2 km przed Choszcznem znalazłyśmy drogę na pole golfowe.
    Rzeczywiście wspaniałe!
    Pawilony w budowie, ale tak już urządzone, że można organizować turnieje. Trafiłyśmy na jakieś eliminacje wielkopolskie.
    Po drodze też odwiedziłyśmy koleżankę w szpitalu „uzdrowiskowym” czyli oddziale rehabilitacji narządów ruchu w Choszcznie.
    To dziwaczny szpital, choć państwowy – chorzy muszą mieć własne …leki, ale jedzenie mają szpitalne.
    Nasza koleżanka wolała by mieć leki w szpitalu a dopłacać ew. do jedzenia, bo, jak nam mówiła – i tak musiałaby wydać pieniądze na jedzenie, gdyby była w domu.
    Ponieważ na oddziele stwierdzono salmonellę, woda w kranach jest chlorowana, robić z niej herbaty nie da rady. Ganiałyśmy w niedzielę po miasteczku szukać „zgrzewek” z mineralną.
    Nasza służba zdrowia jednak stoi na głowie.

  158. Zofia napisał(a):

    I uwaga na koniec
    - nasza koleżanka, chodząca o kulach, mimo parszywej wody i konieczności kupowania leków, bo jest w szpitalu – była uśmiechnięta panią i na rzeczywistość specjalnie nie narzekała, choć pod adresem jej kreatorów kierowała swoje zdziwienia.

  159. Grzegorz napisał(a):

    A czy Szanowny Pan Gospodarz mógłby nam wszystkim zdradzić kim był ten tajemniczy docent LK z tego Pańskiego materiału , który publikuje dziś Kataryna?

  160. narciarz2 napisał(a):

    Ten list Kaczyńskiego to paranoja w pigułce!
    .
    Chyba nie. To jest wziecie towarzystwa za pysk. Pan Migalski został przykładnie wypedzony, co mu sie zreszta nalezało. Teraz Prezes przypomina, kto jest prezesem i kto rozdaje kopniaki. I tyle. Na samym koncu pozwolił sobie na dowcip pisząc, ze dyskusje sa mile widziane. To taki dowcip dyktatora, ktory do toczącej sie głowy mowi „a teraz sobie podyskutujemy”.
    .
    Mnie zdumiewa nie tyle Prezes, ale raczej to całe towarzystwo sługusow, ktore on sobie zebrał i teraz nim dyryguje.To jest ciekawe, choc odrazające widowisko. Szczegolnie ciekawe w kontekscie bohaterskiej walki z czołgami Jaruzela, ktorą ta formacja ma w genach. Bohatersko walczyli z czołgami i jednym plunieciem strąciliby wszystkie putinowskie rakiety, ale nie stac ich na stawienie czola jednemu Prezesowi. Czy ta wataha pokornych bohaterow nie jest niesłychanie przezabawna?
    .
    Kiedy Prezes wreszcie odejdzie na zasłuzony odpoczynek w Tworkach, to dopiero wtedy sie dowiemy, jaki zaciekły opor stawiali mu członkowie PiSu. Wtedy otworzą sie szuflady z memoriałami, o ktorych teraz nic nie wiemy.

  161. Mawar napisał(a):

    Paweł Luboński
    „… tekst u Kataryny … niczego nie potwierdza, bo mówi tylko o nastrojach wśród przyszłych doradców Komitetu Strajkowego PRZED ich wylotem do Gdańska, co zauważy każdy, kto umie czytać ze zrozumieniem”.
    .
    Czyżby? :)

    „PO PRZYJEŹDZIE do stoczni L. K. zorientował się, że mamy być doradcami strony robotniczej, a nie mediatorami. Dotarło do niego – jak i do nas …” itd.
    .
    … i dalej pisze Kuczyński: „W tym miejscu i momencie wydawało się, że uzyskać można niewiele, natomiast wiele stracić. Tak sądziłem ja i Bugaj. Wątpię, by opinia pozostałych znacznie się różniła od naszej. Punkt pierwszy postulatów gdańskich wyglądał na nieosiągalny”.
    .
    Lekarzu, lecz się sam (najlepiej czytając ze zrozumieniem, poczynając od co łatwiejszych tekstów).
    :)

    PS Chyba W. Kuczyński dostanie teraz od ludzi z towarzystwa zakaz pisania wspomnień. :)

  162. Mawar napisał(a):

    narciarz2
    „Kiedy Prezes wreszcie odejdzie na zasłuzony odpoczynek w Tworkach …”.
    .
    W ramach twojej własnej psychoterapii polecam powieść Michaiła Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata”, zwłaszcza fragment na początku powieści, kiedy Michaił Aleksandrowicz Berlioz dosłownie stracił głowę wpadając pod tramwaj prowadzony przez kobietę. (To było przeznaczenie, nie wiadomo jak jest w twoim przypadku). Albo inny, kiedy Behemot pozbawia Korowiowa-Fagota głowy na chwilę i choć szybko umieszcza ją z powrotem, Korowiow-Fagot jest na tyle zaszokowany, że zostaje umieszczony w szpitalu psychiatrycznym.

  163. narciarz2 napisał(a):

    Ciekawe, co mianowicie chce udowodnic PiSowska jaczejka? Ze Lech Kaczynski byl w Stoczni, to wszyscy wiedza. Ze byl mlody i dosc niewazny, tez wszyscy wiedza. Byli inni wazniejsi od niego. Nie ma w tym zadnego wstydu. On sam osobiscie zlozyl hold Geremkowi w czasie pogrzebu. Tez bylo w gazetach. A teraz trwa udowadnianie wlasciwie czego?
    .
    A jesli idzie o Prezesa, to nie mozna wejsc dwa razy do tej samej wody. Raz sie udalo, ale raczej nic nie zapowiada, ze Polska bedzie miala po raz drugi premiera Kaczynskiego. On sie stara, ale jak na razie wychodzi z tego dosc skuteczna autodestrukcja.
    .
    Sa takie grzyby, zreszta dosc smaczne. Nazywaja sie „czernidlaki”. Rosna na jesieni. Najpierw taki grzyb rosnie, a potem sie sam rozpuszcza i zamienia na czarna mase. Tak jest zaprogramowany. Ma w sobie takie autodestrukcyjne enzymy. Wyglada na to, ze Prezes jest zaprogramowany dosc podobnie i wlasnie wszedl w stadium samorozpuszczania. Ciekawe jest tylko, co zrobi i jak sie zachowa jego najblizsze otoczenie wobec postepujacego rozkladu Prezesa. Ci rozmaici bohaterowie moga nam jeszcze dostarczyc calkiem ciekawego przedstawienia. Bo sam Prezes raczej juz nie. Kiedys w Gazecie Wyborczej byl taki rysunek na temat zupelnie innego bylego premiera „zjazd do zajezdni”. I tak sie stalo, po czym ten byly premier zyl dlugo i szczesliwie i napisal kilka ksiazek. Dobrze wladal jezykiem polskim i zrobil z niego uzytek. Raczej nie podejrzewam Prezesa o podobne umiejetnosci, ale kto wie? Moze jeszcze nas zadziwi na dawno mu naleznej emeryturze? Do ktorej chyba sie zbliza z kazda swoja wypowiedzia.
    .
    Dobranoc.

  164. Ewa-Joanna napisał(a):

    Grzegorz,
    ja mysle, ze pan Waldemar mogl pomylic sie w imieniu i chodzilo mu o doc. Tadeusza Kowalika. Docentem w zadnym wypadku nie mogl byc Lech Kaczynski, ktory w 80 roku dopiero obronil doktorat.

  165. Ewa-Joanna napisał(a):

    Polecam poczytanie kroniki milicyjnej z 80 roku. O LK tam tez ani slowa.
    http://wyborcza.pl/1,109015,2848115.html

  166. Paweł Luboński napisał(a):

    Mawar: Więc jednak nie czytasz ze zrozumieniem albo z rozmysłem próbujesz sfałszować sens tekstu p. Kuczyńskiego. Rzeczywiście stwierdzenie, że pierwszy postulat wydawał się kandydatom na ekspertów nieosiągalny, pojawia się w tekście PO uwadze o L.K., który zrezygnował po przyjeździe do Gdańska. Ale tylko w tekście. Bo z kontekstu wyraźnie wynika, że te wątpliwości wyrażano podczas rozmowy u Hajnicza, która miała miejsce w Warszawie PRZED wylotem do Gdańska. Jako znawca literatury orientujesz się zapewne, że narracja nie musi być liniowa w czasie.
    Więc, przemądrzały lekarzu…

  167. W.Kuczyński napisał(a):

    Nie zamierzam wyjaśniać kim był L.K. Ukryłem go za literami, żeby ówcześni narwańcy mogli sie na niego rzucić, jak obecni na mnie. Radzę też uważać z podawaniem rzekomych nazwisk, bo jak wywołani sie dowiedzą to można się znaleźć w sądzie. Zapewniam też, że nie pomyliłem liter. I na koniec nie zamierzam ani potwierdzać ani zaprzeczać, że L. K. to Lech Kaczyński. Niech się całe to narwane towarzystwo zamartwia, czy to aby nie brat ich idola i wodza.

  168. Torlin napisał(a):

    Zosiu!
    A w golfa grałaś?

  169. W.Kuczyński napisał(a):

    Paweł, mawar nie jest od rozumienia tylko od przywalenia. Jakby zaczął rozumieć to może go spotkać los Migalskiego.

  170. Zofia napisał(a):

    Torlinie,
    niestety nie, bo odbywał się turniej.
    Kiedyś próbowałam, na bliższym polu, w Binowie koło Szczecina, i nie tyle grać, co wybijać piłeczkę oraz strzelać do dołka. W strzelaniu, jako totalnie niedoświadczona i trzymająca kij po raz pierwszy w ręku strzelałam nadzwyczaj celnie, co wywołało nawet konsternację.
    Taki przywilej parweniusza. Ale to była tylko jednorazowa przygoda.
    Pole kolo Choszczna jest widokowo – szalenie malownicze. Wykorzystuje naturalne ukształtowanie terenu, ma obok jezioro, zagajniki, wzgórki, jary ect.
    No i jest obszarowo bardzo duze duże. Wspaniale zorganizowane, jak mówili gracze. Musiało się podobać, skoro przyjechali tu gracze z Poznania i okolic. Terminy są pozajmowane na mnóstwo czasu, gustują w tym polu szczególnie Niemcy i Skandynawowie.
    Jak zdejmę zdjęcia z komórki, to pokażę jak wygląda.

Skomentuj