Gondor i Mordor w sejmie!
piątek, Luty 5th, 2010LICZNIK PREZYDENCKI
Do końca kadencji “Prezydenta Swojego Brata”
zostało już tylko 270 dni.
Oglądałem wczoraj prawie cały dzień wysłuchanie Donalda Tuska przez Komisję Hazardową, a dzisiaj dużą część wysłuchania Jarosława Kaczyńskiego. Spotkały się tam dwa światy.
Świat Premiera bliski mi i to nie tyle nawet przez politykę, co przez filozofię życia. Widziałem człowieka w którego słowach wyczuwałem dużo szczerości i mało złych emocji. Oczywiście miał chwile irytacji, ale ona jest chwilowa i powierzchowna, one są trwałe i głębokie. Widziałem człowieka normalnego, nie ideała, ale nie porąbanego na żadnym tle, nie koturnowego, nie kryjącego wad i potknięć. Widziałem fantastyczne rozumienie jak należy rządzić. Żyję dostatecznie długo na świecie poznałem dostatecznie dużo ludzi, by mieć do swoich odczuć spore zaufanie, choć oczywiście nie twierdzę, że nie mogą mnie wpuścić w maliny. Mogą, ale zupełnie nie wyczuwam tych “malin” w odniesieniu do Tuska. Uważam, podobnie jak Wiesław Władyka (w piątkowym Poranku w Toku), że całe to wysłuchanie mogłoby służyć, jako materiał dydaktyczny dla studentów politologii z zakresu filozofii i praktyki władzy.
Nic na to nie poradzę, że moje słowa brzmią, jak hymn pochwalny, ale uważam, że skala dojrzenia Tuska do najwyższych funkcji w państwie jest niezwykła. Przebył wielką drogę w uformowaniu się, jako polityk dużego formatu. Ja go przecież znam od początku lat 90-tych, prawie 20 lat. I sądzę, że nie jestem osamotniony w tych odczuciach, bo sondaż OBOP zrobiony właśnie w czwartek, a więc w toku wysłuchania dał PO 57 % poparcia, siedem punktów więcej niż w grudniu, a PiS spadł o 6 punktów.
I widziałem drugi świat – pary śledczych PiS w oba dni, a szefa tej partii w piatek. Oni skupieni na jednym – dopaść premiera, nie ważne jak, nie ważne czy przez ujawnienie kompromitującej go prawdy, czy w jakikolwiek inny sposób, byle robił wrażenie przekonującego wobec publiczności. Zabić wroga! To był drogowskaz każdego pytania tak silny, że popsuł nawet słuch posłance Kempie. Zobaczyłem znowu kawałek IV RP. I dzisiaj jej ciąg dalszy. Prezes robił wszystko (z pomocą prawie całej Komisji, w tym posła Arłukowicza – chyba w ramach szerokiego rozumienia koalicji medialnej PiS – SLD), żeby przedstawiając się, jako usmiechnięty i dowcipkujący Pan, wbić Tuskowi stosowną do swojego znanego stylu porcję insynuacji, oskarżeń i innej dobrze znanej trucizny z dwulecia budowy IV RP. Maska jednak twarzy, ani charakteru nie zmienia i spoza niej coraz to wyzierała dobrze znana prawda, a odór lat 2005-2007 chwilami tak walił z ekranu, że prawie zmuszał do otwarcia okiem w mieszkaniu.
Wysłuchania Tuska i Kaczyńskiego to była konfrontacja szczerości, nie powiem, że jak na sądzie ostatecznym, ale jednak, z przykrywaną uśmiechami hipokryzją i fałszem. Wolę władzę i politykę szczerości niż władzę i politykę hipokryzji i fałszu. Obie są niedoskonałe, jak wszystko na ziemi. Tusk nie dorówna aniołowi, a Kaczyński diabłu, ale obaj się starają. Ludziom o odmiennej niż moja orientacji smakowej i estetycznej pragnącym nurzać się w odorze IV RP nie mogę tego zabronić, ani – z nawyku tolerancji - nie chcę, ale sam nie mam zamiaru go doznawać. Dlatego robię wszystko co w mojej skromnej mocy, żeby tego nie musieć.
Zobaczyliśmy Gondor i Mordor w sejmie.
