Żegnamy dobry rok…witamy niekoniecznie zły
czwartek, 29 Grudzień 2011Mój najnowszy komentarz w Wirtualnej Polsce:
http://wiadomosci.wp.pl/title,To-ogromna-drzazga-w-oku-PiS,wid,14122933,wiadomosc.html
Przepraszam za tak dlugą nieobecność.
Mój najnowszy komentarz w Wirtualnej Polsce:
http://wiadomosci.wp.pl/title,To-ogromna-drzazga-w-oku-PiS,wid,14122933,wiadomosc.html
Przepraszam za tak dlugą nieobecność.
Załączam niżej moje dwa komentarze. Jeden z Wirtualnej Polski opublikowany dzień przed Expose Premiera i drugi z Krytyki Politycznej opublikowany natychmiast po expose:
PRZED EXPOSE
Nowy rząd powstrzyma zarazę? Świat patrzy na Polskę.
Waldemar Kuczyński
wp.pl | dodane 2011-11-17 (14:06)
Mamy więc rząd, a jutro poznamy to, co chce zrobić. Na kilkanaście godzin przed expose nie ma sensu odgadywanie, co w nim będzie, szczególnie gdy chodzi o szczegóły. Od składu polskiego rządu i od tego co premier powie jutro, Europa nie wpadnie w depresję, ani w zachwyt. Tak by było gdybyśmy mieli kilka razy większy udział w jej PKB, albo ze dwa razy większy udział zadłużenia w naszym PKB, czyli gdybyśmy byli dużo więksi, lub dużo gorsi. A my ni to ni owo.
Ale nigdy od czasu rządu Tadeusza Mazowieckiego, to co zamierza nowy gabinet nie budziło takiej, jak dziś uwagi za granicą i nigdy też od reakcji zagranicznych na nowy gabinet i jego program nie zależała tak bardzo, jak teraz nasza sytuacja gospodarcza. To nie przez członkostwo w Unii Europejskiej, lecz przez kryzys, jaki ona przeżywa. Dobre reakcje, a nawet brak złych, szczególnie rynków finansowych będą sygnałem, iż uważa się, że po zmianie rządu Polska nie dołącza do strefy najbardziej zakażonej, a może się od niej oddali. I to będzie miało wymierny w wielkich pieniądzach wpływ na naszą pozycję, jako pożyczkobiorcy. Czy będziemy pożyczać drożej, czy może taniej, bo pożyczać musimy. I to będzie wpływało na pozycję premiera i polskiego rządu w wewnatrzunijnej grze o budżet i inne sprawy. Im bardziej odporna będzie Polska na kryzys, tym więcej do powiedzenia i zyskania będą mieli polscy politycy w Brukseli.
Jestem pewien, że premier, jego doradcy i minister finansów zdają sobie z tego sprawę to i mają wiedzę, a mam nadzieję i wolę, by zapewnić programowi rządowemu najpierw dobre przyjęcie w kraju i za granicą, a potem sprawnie go wykonać. Moim zdaniem najważniejszym zadaniem rządu, przynajmniej na najbliższe dwa lata, jest zatrzymanie kryzysu na granicach Polski. To jedyny priorytet ekonomiczny, który powinien być postawiony i żadnych innych w tej dziedzinie. Jest on akurat zbieżny z tym co należy robić w gospodarce, by zapewnić jej długookresowy przyzwoity wzrost ekonomiczny. Dwa wielkie zadania, znane od dawna, są wreszcie do zrobienia. Po pierwsze konsekwentne obniżenie deficytu finansów publicznych i sprowadzenie zadłużenia do poziomu bezpiecznego ze względu na progi ustawowe oraz możliwość niewyczerpującej obsługi. Drugie wielkie zadanie to poprawa konkurencyjności gospodarki, głównie przez odbiurokratyzowanie i deregulację, także rynku pracy. Każdy z tych dwu kierunków tworzenia sanitarnego kordonu antykryzysowego można rozpisać na konkrety, także doskonale znane i powierzyć je ministrom. Łącznie utrzymując ścisły związek koniunktury w Polsce z dobrą koniunkturą w Unii, powinny one osłabić wpływ złej koniunktury w Unii na sytuację u nas. Zapewne idącej z zewnątrz zarazy w pełni nie wstrzymamy, ale mamy szansę właśnie w czasie kryzysu szybciej gonić bogatą Europę, byleśmy idąc nawet wolno, szli wyraźnie szybciej niż ona. Wszystko zależy od woli politycznej; od odwagi i determinacji. W rządzeniu krajem towarem deficytowym prawie zawsze nie jest to co robić, lecz wola, by to robić.
Rząd, który ma trzy lata do wyborów, świadomość ludzi, mocno nasiąkniętą niepokojem przed kryzysem, pewnym zrozumieniem dla potrzeby trudnych decyzji i oczekiwaniem na władzę, która się kryzysu nie lęka, ma wyjątkową okazję by to co trzeba, przekształcić w to co się zrobi i, po platformersku mówiąc, kryzys wykiwać. O co proszę i czego nam wszystkim życzę.
Waldemar Kuczyński specjalnie dla Wirtualnej Polski
Tytuł pochodzi od redakcji
PO EXPOSE
19.11.2011
To było dobre expose. Niezwykłe, bo nie o wszystkim, ale trafione w pilną potrzebę czasu. Po raz pierwszy od czasu, gdy expose wygłaszał Tadeusz Mazowiecki, na to co miał powiedzieć polski premier z taką uwagą czekali politycy i komentatorzy za granicą. I po raz pierwszy od tamtego czasu tak silny mógł być wpływ tych słów na naszą sytuację, głównie ekonomiczną, ale nie tylko. Polska nie jest gigantem gospodarczym, ani źródłem zarazy ekonomicznej i na pewno od słów Tuska Europa się nie zachwieje, ani nie ozdrowieje. Ale nastroje na kontynencie są paniczne i nawet słowo z Warszawy może je uspokajać lub rozpalać. I od tej strony przemówienie premiera jest perfekcyjne. Będzie bardzo dobrze przyjęte przez rynki finansowe i to się odbije na pozycji złotego i powinno się odbić też na polskiej wiarygodności jako kredytobiorcy.
Premier zapowiedział serię reform i zmian, niezmiernie konkretnie a więc w sposób uniemożliwiający wycofanie się z tego co zapowiedział. To nie są obietnice, to są zapowiedzi. Zmiany dokładnie odpowiadające temu, co od dawna uważa się za niezbędne dla poprawy finansów publicznych i co za tym idzie dla stabilizacji gospodarki oraz perspektywy jej rozwoju.
Ale to nie jest program wedle reguły „krew, pot i łzy”, nawiasem mówiąc uważam, że te słowa Winstona Churchilla zupełnie nie pasują do naszej sytuacji. Reformy tej kadencji mają być skojarzone z wrażliwością na los grup społecznych z dolnych szczebli drabiny zamożności. To jest liberalizm z wyraźną domieszką socjalną. Uważam to za mądre. Podobają mi się zapowiedzi dotyczące polityki zasiłków rodzinnych, przyjęcie zasady, że powinny być bardziej szczodre, ale w stosunku do tych co szczodrości potrzebują. Ją też powinno się stosować do całej polityki społecznej.
Dobrze się stało, że premier zwrócił uwagę na niebezpieczeństwo narastania w Europie estremizmów, lewicowych i prawicowych. Sprzyja temu czas kryzysu, już tak bywalo. Z tym, że ja nie stawiałbym ich na równi, jak to zrobił Donald Tusk. Uważam, że ekstremizm lewicowy to dziś jak grypa, natomiast prawicowy, jak wścieklizna. Dobrze, że szef rządu zasygnalizował, że państwo będzie miało te skraje na oku i nie pozwoli, by jedni, czy drudzy wprowadzali do kraju niepokoje. Także w tym kontekście odebrałem zapowiedź podwyżek płac dla policji i dla wojska, jako sygnał, że rząd nie pozwoli nikomu atakować państwa na ulicy, rozstrzygać na ulicy sporów od których rozstrzygania jest parlament i kartka wyborcza.
http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/KuczynskivsKuczynskiDwuglosoexpose/menuid-1.html
Gdyby Duch Święty natchnął Jarosława Kaczyńskiego….
wp.pl | wp.pl
W styczniu 2009 roku opublikowałem w „Gazecie Wyborczej” artykuł „Bolszewicy Trzeciej RP”. Analizowałem w nim statut PiS pod kątem władzy Prezesa. Wiedziałem, a statut to potwierdził, że partia jest totalitarnie rządzonym dziwadłem, w demokratycznym ustroju Trzeciej Rzeczpospolitej. Ideowo innym, ale funkcjonalnie podobnym do wpływowych partii komunistycznych w zachodnich demokracjach. Partie te, nawet w totalitarnym otoczeniu swoich państw, od czasu do czasu przechodziły kryzys. Otoczenie demokratyczne, czyni je jeszcze bardziej na wstrząsy podatne.
PiS przeszedł serię kryzysów. Ten jest najcięższy, bo wywołany przez sól partii, przez pisowców najbardziej pisowskich. Najwidoczniejszym źródłem wstrząsów jest widoczna oczywistość, że partia nie ma mocy, by wrócić do władzy. Ale to powierzchnia odpowiedzi na pytanie o wstrząsy w PiS. Dlaczego nie może wrócić do władzy? Odpowiedź na to pytanie pozwoli ocenić, czy bunt ziobrystów zmieni sytuację, która tak bardzo partii i sympatykom przeszkadza. Wyraziła ją Beata Kempa mówiąc, że „trwanie dla trwania nie ma sensu”.
Moja odpowiedź na to pytanie jest następująca. PiS nie może zdobyć władzy, bo zdecydowana większość obywateli nie chce realizacji, boi się głównego politycznego projektu tej partii, jedynej racji jej istnienia, a mianowicie tzw. IV RP. Ten projekt w świadomości lękających się go ludzi wiąże się nierozerwalnie z praktyką rządu PiS w latach 2005-2007. I z nazwiskami czołowych realizatorów: braci Kaczyńskich, obecnie Jarosława oraz Zbigniewa Ziobry. To ten projekt, a nie miny i słowa obu polityków, czy nastawienie do nich mediów, jest przyczyną powstania i trwania uzasadnionej nieufności do PiS. I przekonania, że nie wolno tej partii dać władzy w ręce. Ten projekt wytworzył „odporność”, którą nazwałem dość dawno obywatelskim kordonem sanitarnym. Jego obecność, jako rodzaj obrony przed potencjalnym zagrożeniem, wywołała też takie dziwności na scenie politycznej, jak niewrażliwość wyborców na błędy rządzenia PO i skupienie uwagi na PiS, a nie na rządzie.
Czy ziobryści przełamią kordon sanitarny? W żadnym wypadku. Oni akurat nie, bardziej Jarosław Kaczyński, gdyby go Duch Święty natchnął, o co prosiłem kiedyś we wpisie blogowym. Ziobryści to ekstrema IV Rzeczpospolitej, całkiem niewiarygodna dla wyborców, którzy mogliby poszerzyć elektorat tej partii, bo to ludzie bliżsi centrum. Aby ów kordon sanitarny mógł słabnąć, Prawo i Sprawiedliwość, ktokolwiek będzie szefem, i czy będzie to jedna, czy dwie partie, musi lękający się tej partii elektorat przekonać, że porzuca projekt IV RP. Tak, gdy chodzi o jego treść, a jeszcze bardziej – o konfrontacyjne narzucanie. Nie będzie zaniku lęku przez PiS i blokowania mu dostępu do władzy przez obywateli, jeżeli z zamiarów, a nie z retoryki, nie zniknie „rozprawianie się z III RP” i z mgławicowo określanymi wrogami, stojącymi na drodze do realizacji owej Czwartej.
Nie chodzi o robienie z III RP skamieliny, ale o to, że o kształt demokratycznego już państwa nie wolno wywoływać awantur przypominających rebelie i rokosze. Nie wierzę, by PiS pod kierownictwem Jarosława Kaczyńskiego, a tym bardziej Zbigniewa Ziobry, było zdolne uwolnić obywateli od lęku przed sobą i zyskać zaufanie pozwalające wrócić do władzy. Bez względu na to, jak skończy się bunt u bolszewików Trzeciej RP, pragnienie Beaty Kempy pozostanie niezaspokojone.
Waldemar Kuczyński specjalnie dla Wirtualnej Polski
wp.pl | dodane 2011-10-27 (12:00)
Czarny czwartkowy poranek dla PiS, jego zwolenników, a szczególnie dla propisowskiej blogosfery. Chyba płaczą, rozglądając się jednak, czy w pobliżu nie ma kamery, albo mikrofonu. W Brukseli osiągnięto istotną zgodę antykryzysową.
Igor Janke napisał niedawno w „Rzeczpospolitej” (18.10.20110), że „Jarosław Kaczyński marzy o drugim Budapeszcie. Wierzy, że kryzys gospodarczy dotknie Polskę tak bardzo, że wyborcy odsuną się od Platformy Obywatelskiej i wpadną w ręce PiS”. Poseł Sellin odrabiający czasową zdradę PiS, wieszczył parę dni temu upadek Unii Europejskiej pod ciosami kryzysu. W reakcjach pisowskiej blogosfery nadal pobrzmiewa nadzieja, że przyjdzie kryzys i lemingi ogłupione przez media walterowsko-michnikowskie pojmą, gdzie jest prawda.
Kochany kryzysie przybywaj z największą mocą, jak najszybciej i napraw błąd popełniony 9 października! Nie wiem, jak lud PiS-owski, ale wielu z jego części piszącej, w sieci i poza nią padło po tej niedzieli na kolana z rękami wzniesionymi do zapowiadanej plagi, by pomogła uczynić Polskę polską. Oczywiście dodając zarazem, że bardzo kryzysu nie chcą. Chcą, chcą!
W roku 2006 na inaugurację rządu Jarosława Kaczyńskiego, napisałem na blogu, że życzę mu wszystkiego najgorszego z wyjątkiem oświecenia przez Ducha Świętego, bo sukces IV RP, to nieszczęście dla kraju. Więc jeśli kryzys może zakończyć rządy PiS to dobrze, bo on trwa krótko, a pisowski zamordyzm trwałby długo. Do dziś prócz tego, żem staruch, złodziej, agent i Żyd, kłuje się mnie jednym zdaniem z tego tekstu (całość można przeczytać tu;http://kuczyn.com/2006/08/21/poniedzialek-21806r-polsce-zycze-jak-najlepiej/#comments ). A tu, ku memu rozbawieniu litanie do „nawałnicy” – to już określenie Józefa Oleksego, bo na lewicy, też pobrzmiewają nadzieje, że pomoże jej właśnie ta nawałnica.
Nie pomoże. Trudno powiedzieć, czy decyzje podjęte w czwartek wystarczą dla utrzymania płynności finansowej gospodarek strefy euro, może trzeba będzie dodatkowych. Ważne jest, że zrobiono bardzo wiele. I, co jeszcze ważniejsze, kraje decydujące o zdolności przeciwdziałania kryzysowi, głównie Niemcy, ale i Francja, dały silny sygnał, że odwrotu od euro nie będzie. A co za tym idzie nie będzie niczego, co groziłoby rozpadem Unii Europejskiej. Za ministrem Rostowskim Angela Merkel powtórzyła; upadek Unii, to upadek gwarancji pokoju w Europie. Nie wierzyłem w roku 2009, że tamto uderzenie kryzysu to kataklizm, jak w latach 30. i pisałem o tym w „Gazecie Wyborczej” (Kryzys musi się wyszumieć – 9.3.2009) i nie wierzę w równie groźny ciąg dalszy.
Od lat 30. świat ma lek, ekonomię czasu kryzysu, keynesizm. On chroni przed zamianą zatarć w rynku, które będą się zdarzały, w destrukcję, jakiej doznał wtedy świat, a dzisiejszy, bardziej globalny jest do jej użycia lepiej dostosowany. Ważne by lekarstwa nie brać, gdy potrzeba minie. Oczywiście będą koszty, zapewne wolniejszy wzrost gospodarek. Tych szczególnie, które zlekceważą to co w trudnym czasie jest naczelne, poprawianie konkurencyjności. Jak ogromną siłę polityczną daje gospodarka na mocnych podstawach widać patrząc na Niemcy. Kiedyś spowodowały i sprowokowały zamianę Europy w gruzy, dziś są nie zastąpione w roli tego, kto może utrzymać antypożarową ścianę.
Moim zdaniem pożar zostanie pod kontrolą i z czasem wygaśnie. Poczujemy nad Wisłą jego podmuch, ale nie dotrze tutaj. Jeśli zaś nowy rząd wraz z biznesem pousuwają słabe miejsca w gospodarce – są dobrze znane – to możemy nawet skorzystać zbliżając się szybciej do wolniej rosnącego zachodu Europy. Ty zaś piszący ludu PiS-owski opuść ręce i wstań z kolan, bo ręce zemdleją, kolana zabolą, a spełnienia pragnień nie będzie.
Waldemar Kuczyński specjalnie dla Wirtualnej Polski
Link do mojego najnowszego tekstu w Rzepie:
http://blog.rp.pl/blog/2011/10/23/waldemar-kuczynski-wiezien-czwartej-rzeczypospolitej/
Mój tekst z Wirtualnej Polski:
Zwolennicy PiS są pogrążeni w smutku i szukaniu przyczyn porażki popieranej przez nich partii i jej szefa. Tak, to nie przegrana, lecz porażka. Ciekawa jest dynamika dystansu dzielącego wyniki wyborcze PO i PiS – pisze w felietonie dla Wirtualnej Polski Waldemar Kuczyński.
W wyborach 2005 roku PiS wyprzedził PO o 3 punkty procentowe (27 do 24%). Po dwóch latach rządów Prawo i Sprawiedliwość zostało przez Platformę w wyborach 2007 roku zdeklasowane. Dodajmy, po dwóch latach płynącej już unijnej manny i na fali fantastycznej koniunktury w światowej gospodarce.
PO nie tylko nadrobiła te 3 punkty procentowe, ale zostawiła o dalsze 9 punktów procentowych w tyle partię Kaczyńskich (41 do 32%). Ten dystans potwierdziły niedzielne wybory. Opozycyjne PiS nie zdołało się ani na ułamek procenta zbliżyć do rywala. I to po czterech latach rządów PO, z trwającym wokół, największym, od lat 30. kryzysem, przy licznych pretensjach, żalach, a nawet wściekłości na, jak mawiano, jej bezczynność. To zjawisko niezwykłe, bez precedensu w naszej historii po roku 1989.
Dlaczego tak się stało? Odpowiedź najprostsza, najłatwiejsza dla zwolenników PiS to medialne wsparcie dla Platformy, przechył na jej rzecz, osłona, stronniczość, różnie się to nazywa. Taka odpowiedź zwalnia od zastanowienia się, czy źródłem porażek nie jest oferowany przez PiS „produkt polityczny”, nie do przyjęcia dla większości ludzi. Oskarżenie mediów i wrogich PiS-owi elit pozwala zostać przy swoim. Naród kochałby Kaczyńskiego i jego pomysły, gdyby mu nie zamącono w głowach.
Po obecnej porażce obwinianie mediów i wrogich PiS-owi komentatorów ma postać delirium tremens, wyobrażeń, że dzisiejsza Polska pod względem represyjności i dławienia swobód jest jak PRL i znów trzeba tworzyć państwo podziemne. Jak pisze w „Gazecie Polskiej” Joanna Lichocka: „albo stworzymy drugi obieg, niezależne społeczeństwo obywatelskie z własnymi instytucjami kultury, silnymi mediami i organizacjami, albo nie będziemy mieli najmniejszego wpływu na to, co będzie się działo z Polską. Teraz to konieczność dziejowa”. Ludzie halo!! A ku ku! Obudźcie się! Pani Joanno, już pani nie śpi!
Głosiciele teorii o zabójczej roli mediów wobec PiS zapominają, że załamanie pozycji tej partii w stosunku do Platformy nastąpiło przy miażdżącej przewadze medialnej partii Kaczyńskich, którzy w jedną noc przechwycili media publiczne. Media o znacznie większej sile oddziaływania na cały kraj, niż wszystkie stacje prywatne. A do tego mieli media Rydzyka i Kościoła oraz ważny dziennik „Rzeczpospolitą”. To PiS miał wtedy „osłonę medialną”. I poległ w 2007 roku.
Dlaczego? Dlatego, że dwoma latami rządów przeraził Polaków bezpośrednio, a nie przez przekaz medialny. PiS przeraził Polaków państwem śledczym, podejrzliwym, władzą z twarzą wykrzywioną, otoczoną gorylami, nadętą. Przeraził zamętem politycznym w kraju i zamianą Polski w dziwadło. W tych dwóch latach ludzie poczuli, że zamordyzm może wrócić. To była cenna lekcja, którą ogromna część Polaków zapamiętała. Przez te dwa lata PiS szczepił ludzi przeciwko sobie. I ta drogocenna szczepionka zadziała w niedzielę. I powinna działać nadal. I będzie działać.
Waldemar Kuczyński specjalnie dla Wirtualnej Polski
Tytuł pochodzi od redakcji
Mój poniedziałkowy wpis na Facebook skierowany do wyborców „zwycięzców”:
Trzy myśli na nowy początek;
a) od teraz nie ma taryf ulgowych dla PO;
b) PiS przegrał, bo nadal działa „szczepionka”, pamięć lat 2005-2007, największa lekcja wolności dla Polaków po 1989 roku. Powinna nadal działać;
c) cieszmy się, że przegrał PiS pod Kaczyńskim, ale nie triumfujmy nad 30 % aktywnych obywateli, którzy przegrali, bo jedziemy na tym samym, polskim wózku. „Dla pokonanych wspaniałomyślność” – W. Churchill
Mój artykuł z internetowej strony „Gazety Wyborczej”
Premier nie jest władcą 312 tysięcy kilometrów kwadratowych kraju, ani władcą 38 milionów jego mieszkańców. Jest szefem jednej z władz państwa, które jest polityczną organizacją tworzoną przez wszystkie parlamenty i rządy po roku 1989, przez społeczeństwo, które te parlamenty i rządy wyłaniało. Instytucje i reguły działania państwa ujęte są w Konstytucji i tworzą to, co ustawa zasadnicza nazywa Trzecią Rzeczpospolitą.
Jarosław Kaczyński chce być premierem i może być nim tylko jako premier tej Trzeciej Rzeczpospolitej, tej Polski w wymiarze politycznym, która istnieje. To na jej Konstytucję będzie składał następującą przysięgę: „Obejmując urząd Prezesa Rady Ministrów uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji i innym prawom Rzeczypospolitej Polskiej, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem.”
Ta przysięga, jeśli ma paść w dobrej wierze, w prawdzie, a nie w fałszu i oszustwie wymaga uznania, lojalności i szacunku dla tej Rzeczpospolitej, która jest i woli działania dla jej dobra, a nie dla jej unicestwienia. Wymaga uznania szczerego, a nie na pokaz. Dlatego jest rzeczą konieczną, by wyborcy głosując na osobę, która może zostać szefem rządu, mieli pewność, że wybierają polityka, który tej Polsce będzie służył, który nie wykorzysta władzy, by ją dewastować i tworzyć coś, co ukrywał wtedy, gdy o urząd zabiegał.
W związku z tym jako obywatel i wyborca mam trzy podstawowe pytania do Jarosława Kaczyńskiego. Bez jasnej i szczerej odpowiedzi nie powinien zostać szefem rządu. Oto one. Zadałem je ponad rok temu w „Rzeczpospolitej” i nie dostałem odpowiedzi. Więc je powtarzam:
Pytanie pierwsze – o Konstytucję
Czy ciągle uważa pan, że Konstytucja Rzeczpospolitej jest „konstytucją formacji państwowej oligarchicznej. W istocie za tymi przepisami kryje się oligarchia” (słowa wypowiedziane 2 września 2007 roku w programie TVN „Kawa na ławę”). Jeśli Pan tak nadal uważa, to jak pogodzi Pan ten sąd z rzetelnością przysięgi i z własnym sumieniem? To pytanie podstawowe i odpowiedź musi paść, inaczej będzie jasne, że przyszły premier będzie przysięgał fałszywie i że nie będzie konstytucji szanował, strzegł i przestrzegał. A więc czym jest dla pana Konstytucja Rzeczypospolitej?
Pytanie drugie – o III RP
Jeżeli pan zostanie premierem będzie Pan rządził Trzecią Rzeczpospolitą. Pytam więc, czy uważa Pan, że III Rzeczpospolita to Rywinland (Pana słowa wypowiedziane 28 maja 2005 roku na wiecu wyborczym partii), że jest „postkomunistycznym monstrum” (to słowa na kongresie PiS 4 czerwca 2006 roku), że u jej podstaw tkwi Ubekistan (to z wywiadu dla „Rzeczpospolitej” 29 września 2006 roku), że jest „jakimś gigantycznym skandalem, takim, powiedzmy sobie postkolonialnym, miękkim tworem” (to słowa z rozmowy w radiowych „Sygnałach dnia”, 2 kwietnia 2007 roku). Jak premier mający taki pogląd o państwie może stać na jego czele z dobrą wiarą, wolą i sumieniem? A więc, panie prezesie, czym jest dla pana III Rzeczpospolita?
Pytanie trzecie – o Polskę
Tym razem w związku z wypowiedzią Pana już po smoleńskiej katastrofie, kiedy miał Pan ulec przemianie. W liście odczytanym 21 kwietnia 2010 roku na pogrzebie Aleksandra Szczygły napisał Pan, że: „Być może przegramy, być może owoców naszej pracy nie doczekamy, być może nie uda nam się jeszcze tym razem powrót do Polski”. Skoro, pisząc te słowa nie był Pan w Polsce, to gdzie Pan był wtedy, w jakim kraju? Czym jest dla pana ten kraj, którym chce Pan rządzić? I do jakiej to Polski chce Pan wrócić wraz ze swymi zwolennikami, a jako premier z nami wszystkimi, skoro tej, w której żyje, nie nazywa Polską?
Panie prezesie, pan może wracać dokąd Pan chce, to Pana sprawa, ale kiedy Pan zostanie premierem, to „wracanie do Polski” będzie sprawą wszystkich, bo wózek wspólny. Dlatego pytam, czym jest dla Pan ta Polska, w której żyje, choć w niej „nie jest”, i do jakiej Polski chce zawieźć Polaków jako ewentualny premier? Do jakiej Polski?
Bez jasnej odpowiedzi na oba człony tego pytania, a także na dwa poprzednie pytania, które się z tym ostatnim łączą, głos na Jarosława Kaczyńskiego będzie głosem na kandydata najwyższego ryzyka dla kraju. Będzie głosem przeciwko Polsce!
Źródło: Gazeta Wyborcza 5.10.2011
Bardzo proszę wszystkich zgadzających się z treścią tego artykułu o jego maksymalne rozpropagowanie, gdzie tylk0 możecie:
http://www.rp.pl/artykul/9157,727052-Polska-PiS-albo-Polska-UE—Waldemar-Kuczynski.html
albo na pisowskiej rafie!
„To nie są ćwiczenia”!!