Rozmyślania na dzień upadku granic.
Jest 13 grudzień 2007 rok. Siedzę przed komputerem i internetem, z włączonym TVN 24. Mam 68 lat. Tyle samo lat ma słynne zdjęcie, gdy grupa żołnierzy niemieckich wyłamuje graniczny szlaban z tablicą na której jest nasz orzeł i za chwilę niemiecka kolumna wedrze się do Polski. Chwilę wcześniej zaczęła się II wojna światowa. Zginie w niej z niemieckich rąk mój ojciec, dziadek, trzech wujów, ciotka i dwie siostrzenice, ale ja od Niemców, których, jako dziecko napotkałem nie doznam zła, raczej dobro. I moją pierwszą koleżanką dzieciństwa będzie niemiecka dziewczynka. Ulryka lub Ludwika Kopecky, córka przesiedleńców z Besarabii do Kalisza w Warthegau. Pamiętam też noc z 12 na 13 grudnia 1981 roku, kiedy wychodzącego z domu pochwyciło mnie pod pachy dwu milicjantów w towarzystwie cywila wyposażonego w łom. Napisałem trochę później; „Gdy milicjanci chwycili mnie pod ręce, poczułem z dotkliwą wyrazistością, że czas przełamuje się na dwoje, że ..zatrzasnęła się krata zamykająca powrót, a otwierająca rzeczywistość nacechowaną murami, drutami, kajdankami..”. Ale pamiętam też ulgę, kiedy w tłumie internowanych czekających w więzieniu na rozprowadzenie do cel, rozeszła się wiadomość, że to stan wojenny wprowdzony przez Jaruzelskiego. A więc nie przez najgorszy PZPR-owski beton. Wtedy przestałem się bać, że nas rozwalą, lub od razu wywiozą do Rosji. Mam przed oczami tekst artykułu, jaki napisałem do „Le Monde” w przeddzień wyborów do Parlamentu Europejskiego, 17 czerwca 1984 roku. Pisałem; „Jestem Europejczykiem, lecz 17 czerwca nie będę głosował. Pochodzę bowiem z Europy zabranej Europie… Pochodzę ze świata zamkniętego granicami, które przypominają do złudzenia ogrodzenie więzienne. ..Czterysta milionów Europejczyków wolnych i ponad sto (a gdy doliczyć Rosjan, to prawie trzysta) milionów Europejczyków uwięzionych – taki jest najważniejszy rys naszego kontynentu”. Widziałem tą koszmarną, morderczą granicę oddzielającą imperium zła od wolnej Europy, kiedy przejeżdżałem ją między jednym i drugim Berlinem w roku 1982. Taki był jeszcze 20 lat temu najważniejszy rys naszego kontynentu.
I nic nie wskazywało, że za moment, za kilkanaście miesięcy rozbłyśnie słońce roku 1989 i co tu gadać będzie nam świecić, aż do dziś i co jeszcze wspanialsze, bez czegoś na horyzoncie co wskazywałoby, że się on znów zaciągnie, jak tyle razy nad naszą Ojczyzną. Są w Polsce problemy, jest niemało biedy, ludzkiego nieszczęścia, niesprawiedliwości, kłótni, korupcji i innych złych rzeczy. Ale jest pokój, jest wolność. Jest rozwój ekonomiczny i cywilizacyjny, jak rzadko kiedy w naszej historii. Nikt nie dybie na Polską niepodległość, nikt nie chce nas najeżdżać i rozbierać. Jesteśmy po raz pierwszy nie na obrzeżach, lecz wewnątrz wielkiej, wspaniałej konstrukcji jaką jest Unia Europejska. Najbardziej humanistyczne dzieło naszego kontynentu, zastępujące czasy gdy każde pokolenie europejskiej młodzieży stawało naprzeciw siebie by się zabijać, czasem kiedy może się ona spotykać w rywalizacji, współpracy i miłości. Warto nie tracić z pamięci tych wielkich bezcennych darów naszego czasu, kiedy narzekamy, czy wściekamy się na różne, nawet dotkliwe, przypadłości dnia codziennego. Wielu pokoleniom nie były te dary dane. I nie są gwarantowane raz na zawsze!
Przychodzi mi to wszystko do głowy, kiedy siedzę przed kompem, jak mówi moja najmłodsza córka i oglądam w telewizji podpisywanie Traktatu Lizbońskiego. Widzę podchodzącą do stołu polską delegację. I widzę, jak po podpisaniu premier Tusk podchodzi do prezydenta, by uścisnąć mu dłoń. W tym dziwnym nastroju dnia, ja twardy przeciwnik tej prezydentury, myślę sobie, że właściwie to mógł premier zgodzić się, by traktat podpisał też Kaczyński. Po zamknięciu mu drogi do Brukseli można było się zgodzić na taki, kurtuazyjny gest. Ale nieszczęścia nie ma. A za kilka dni będziemy mieli kolejne epokowe wydarzenie. 21 grudnia usunięte będą szlabany graniczne między Polską i Niemcami, a także innymi sąsiadami z Unii Europejskiej. Usunięte będą wspólnym uroczystym gestem szefów państwa i zabawą z fajerwerkami, a nie aktem brutalnej siły, jak na tym zdjęciu sprzed 68 lat. A po drugiej stronie będą Niemcy, przygraniczne miasta i miasteczka w których coraz częściej brzmi polska mowa. Cóż za wspaniały świat – warto powtórzyć za piękną piosenką Louisa Amstronga – „What a wonderful world”. Trwajcie chwile!

13 grudnia 2007, o godzinie 18:33
Pękają szlabany, granice. Nie będę musiał wyrabiać paszportów dla dzieci, by zwiedzić Wilno, chętnie zwiedziłbym tez Lwów… Wraca wolność podróżowania, jak w XVIII wieku.
Kilkaset kilometrów, na wschód od Warszawy 150 milionów ludzi wciaż tkwi w okowach KGB.
Kilka tysięcy kilometrów od Warszawy na rubieżach Kaukazu jeden mały naród został niemal wytępiony doszczętnie.
Ale za to kupią nasze mięso, a Schroder zarobi troche grosza i Merkel zagazuje Niemcy. Roosevelt z Churchilem byliby dumni…
pozdrawiam
Bernard
13 grudnia 2007, o godzinie 18:39
Jakże szybko wszystko sie zmienia. Jeszcze dwa miesiące temu wydawało mi się, że tak już pozostanie do końca, ze taki już nasz los.
A dziś – euforia wręcz. a w każdym razie czuję się rozanielony. Sprawne, racjonalne, efektywne działanie rządu (kto by się tego spodziewał po rozmemłanej jeszcze niedawno Platformie?), rozsądne początki „odkręcania” z Niemcami i Rosjanami, zrozumienie w Europie, akceptacja społeczna (ostatnie wyniki badań tzw. opinii publicznej!), racjonalne baczenie Schetyny na wszystko (przy nim nic nieodwracalnie głupiego stać się nie może). Rzeczywiście . . . nadzieja. Cieszę się bardzo. Aż żałuję, że nie mam 24 lat, świeżo po studiach, żeby w to wejść tak naprawdę. No nic…
13 grudnia 2007, o godzinie 18:52
Bernardzie:
mam dla Ciebie jeszcze gorsza wiadomosc. Kazdego dnia, o kazdej godzinie, geny i enzymy, ktore odziedziczyles po rodzicach i dziadkach, kawalek po kawalku obcinaja telomery w Twoich chromosomach, na skutek czego przybywa Ci zmarszczek oraz siwych wlosow. Tak sie dzieje codziennie, czy spisz, czy tez czuwasz, czy chwalisz PiS, czy tez Platforme. Zycie jest smiertelna choroba przenoszona w kontaktach plciowych. Niedlugo i Ty staniesz sie kolejna ofiara. Niedlugo zostaniesz wytepiony doszczetnie.
-
Mam nadzieje, ze skutecznie zatrulem Ci radosc z kolejnego dnia wolnosci w Polsce i Europie. Roosevelt z Churchilem i Stalinem byliby dumni… Niepotrzebne jest KGB i GRU, zeby sie w koncu Ciebie pozbyc.
13 grudnia 2007, o godzinie 19:36
Tylko wielcy i wspaniali ludzie zdolni są do tworzenia lepszego świata. Piosenka Luisa Amstronga „What a wondreful world” uszlachetnia i powiększa ludzi.
W Polsce końcówka najbrzydszego miesiąca roku staje się radosnym uniesieniem, tym większym, bo przeżywanym z bliższymi i dalszymi sąsiadami tego niepowtarzalnego fragmentu naszej egzystencji.
13 grudnia 2007, o godzinie 20:00
mw
ci, ktorzy maja dzis 24 lata, nie widza nic niezwyklego w dzisiejszym dniu. Koncza studia,maja plany, zakochuja sie i umawiaja na randki. Normalnosc jest dla nich stanem normalnym, nie ewenementem ,czy okresem wyjatkowym w dziejach. Nie znaja niczego innego.
Zeby doswiadczyc pelnej radosci i euforii z obalania granic trzeba bylo doswiadczyc zamkniecia w tych granicach.
Ja sama nie pamietam stanu wojennego, nie przezylam nigdy opresji rezimu i strachu, nie widzialam hitlerowcow obalajacych nasze slupy graniczne i nie wyobrazam sobie tego. Dla mnie Niemcy to przyjaciele, ktorzy przyjezdzaja na wakacje do naszego domu na wsi, ktorych my odwiedzamy w pieknym Hausen, z ktorymi wymieniamy zyczenia swiateczne. Rosja to kraj dziecinstwa, szyroka strana,goscinnosc i kultura mojej babki, jezyk, ktorego tak latwo sie uczyc, bo jego struktura wpisana jest w najglebsze poklady pamieci.
Dalekie echa waszych emocji znajduje w naglym wzruszeniu, ktore ogarnia mnie po przeczytaniu wpisu gospodarza.
Narciarzu nie gniewaj sie na Bernarda. On jest maksymalista jesli chodzi o walke z bylym ustrojem. Usatysfakcjonuje go tylko wykreslenie rosjii z mapy swiata, choc i to nie jest pewne. Drobne zwyciestwa jak to dzisiejsze nie robia na nim wrazenia. jestem jednak pewna, ze nawet on cieszy sie dzis na swoj sposob.
pozdrawiam serdecznie
13 grudnia 2007, o godzinie 20:05
„głos zwykły Says:
grudzień 13th, 2007 at 6:30 pm
Droga Bars,
Właśnie do ręki wziąłem książkę pt. “o jedenastej powiada aktor sztuka jest skończona “Stanisława Mackiewicza-Cata” – i naszła mnie refleksja – z jaką swadą pisał autor o polityce dwudziestolecia międzywojennego i czasach wojny. Na każdej stronie jest COŚ i dla zwierzęcia politycznego i wielbiciela prozy jak np. “Stresemann umarł…I oto przyszedł ten kto inny. Nazywał się Adolf Hitler”. Myślę, że p. Waldemar Kuczyński mógłby prowadzić fascynującą dyskusję na blogu Stanisława Mackiewiczem-Cata, gdyby jakimś cudem mógł tenże autor – pisać blog o czasach dzisiejszych. Ale nie może, bowiem wybiła godzina. Godzina bije na ludzi i na narody. Mam wrażenie, że pomimo niekiedy znakomitego towarzystwa, nie potrafiliśmy nawiązać właściwego dialogu z gospodarzem. Dla mnie dyskusja która kręci się wokół insynuacji jest wielce deprymująca. Pomyślałem wiec, że pora znikać, skoro przedstawiłem swój pogląd na wyższość demokracji złej i brudnej nad kaczyzmem. Myślę, że była to decyzja słuszna, bowiem jak na razie nie mam potrzeby, pisać cokolwiek na tematy społeczne, bądź polityczne, a nawet z spraw historii politycznej. Czas odpocząć. W samy środku zamętu Kaczyzmem, czytałem jak jeden po drugim z redaktorów Tygodnika Powszechnego z niechęcią deklarowali konieczność omawiania wypowiedzi naszych polityków w polskim sejmie i rządzie. W istocie rzeczy prezentują oni gremialnie żenujący poziom. Pod tym względem żadna z partii za bardzo się od siebie nie różni, a wszystkie razem nie odbiegają od przeoranej sloganami i komunałami umysłowości PRL działaczy PZPR, może dlatego dyskusja o elektrowniach wiatrowych wydaje ci się tak pociągająca… Dzisiaj jest 13 grudnia, a gospodarz nie dokonał okolicznościowego wpisu np. o www IPN stan wojenny! Dla mnie po 13 grudnia świat się nie zawalił, przeciwnie – kiedy jeszcze większość dysydentów siedziała w pierdlu, codziennie sobie chodziłem do teatru i opery oraz filharmonii, a resztą czasu spędzałem w bibliotece. Po kilku latach takiego oderwania trafiłem na jakiś koncert-kabareton w Sali Kongresowej największych gwiazd polskiej rozrywki i setnie się zanudziłem. Należy współczuć młodym pokoleniom stołecznym, że wysoka kultura stała się dla taka droga, że ich na to nie stać. TV i Majewski Show jest większym koszmarem niż “tu mówi jedynka” z czasów rozkwitu PRL. A jak wspomniałem wcześniej współczesne sylwetki polityków i z konieczności ich nawet najwspanialsze omówienia, to jednak marna rozrywka. Czas więc wracać do tego co dobre, bez względu na czas i reżim polityczny. Podzielam twoją opinię o Barańczaku – przepadam za jego przekładami Szekspira. Niestety nie wszystko da się przetłumaczyć, stąd też najlepiej znać kilka języków dostatecznie dobrze, aby czytać poezję i prozę. Prozy rosyjskiej przecież nie da się przetłumaczyć na polski w sposób zadowalający, bez utraty niezwykłego kolorytu tych dzieł, wynikającego z samego piękna języka rosyjskiego. Gdzie nam do takiej mowy! O, w tym to oni są od wieków wielkim i niepokonanym jak dotąd mocarstwem. Co do zaś wiersza Roberta Frosta “STOPPING BY THE WOODS ON A SNOWY EVENING”, to bardzo ci dziękuje za przekład, ale będziesz musiała chyba próbować jeszcze wiele godzin wydobyć ten koloryt. Nakreślić właściwe Wędrowca, który zatrzymał się z dala od zabudowań w śnieżną i ciemną noc. On patrzy i czuje tak bardzo tą noc i ten krajobraz, że odległość pomiędzy najbliższymi zabudowaniami a pustką w której się zatrzymał – oddala się niemal w nieskończoność i staje się nie do pokonania. Tak to odczuwam, że ten wiersz jest o głębi odczuwania, a więc, że aktor jest w centrum – a nie krajobraz. I wcale bym się nie zdziwił, gdyby obietnice które ma dotrzymać dotyczyły jego samego, stąd też, tak sobie to tłumaczę, czeka go wiele mil przed snem, a właściwe przed zaśnięciem na dobre. Myślę wiec, że popularność tego wiersza zasadza się na tym, iż jest to wiersz “drogi”, konceptu nader spłaszczonego przez anglosaską pop-kulturę, który chyba wykoleił i twojego dwumetrowego Potomka, a właściwe Odnogi. ”
Czy to nie jest charakterystyczna poszlaka na autorstwo tego blokowania? Stop przemocy, której przemocowości nie trzeba udowadniać. Stop bźdżągwie trzęsącej tyłkiem przed swoją zbrodniczą ścierzką rozgotowywania mózgu (jak np Maciej Rybiński wylewnie „zakamuflowany”). Ten człowieczek już powinien zostać odsunięty i powinno się rozpocząć rozpoznanie tego potwornie poważnego przestępstwa. To przestępstwo o wadze równie poważnej jak krzywda, którą próbuje się za wszelką cenę urealnić i wiele bardziej niż suma dosłownego kilkuletniego publicznego upodlenia.
13 grudnia 2007, o godzinie 20:09
„Kilkaset kilometrów, na wschód od Warszawy 150 milionów ludzi wciaż tkwi w okowach KGB.
Kilka tysięcy kilometrów od Warszawy na rubieżach Kaukazu jeden mały naród został niemal wytępiony doszczętnie.”
.
Bernardzie, czy sugerujesz, że Unia Europejska powinna wypowiedzieć Rosji wojnę, choćby zimną lub gospodarczą, w celu uwolnienia 150 milionów ludzi „tkwiących w okowach KGB”? A jeśli nie, to o co ci właściwie chodzi?
Sądząc z wyników wyborów, a także z wypowiedzi rosyjskich opozycjonistów, którzy nie mają powodu łgać na korzyść Putina, większa część tych 150 milionów nieźle się w okowach czuje.
A może potrafisz powiedzieć, ilu jeszcze zostało „niemal doszczętnie wytępionych” Czeczenów? 10% stanu z czasów radzieckich? 20%?
13 grudnia 2007, o godzinie 20:26
mw
„Jakże szybko wszystko sie zmienia. Jeszcze dwa miesiące temu wydawało mi się, że tak już pozostanie do końca, ze taki już nasz los”.
-
mw – nie fantazjuj, już rok temu na 100 proc. było wiadomo, że wchodzimy do Schengen pod koniec 2007 r.
13 grudnia 2007, o godzinie 20:31
Lex (z poprzedniego wpisu Gospodarza)
„A już nazywanie Z. Baranowskiego, byłego Prezesa Rudzkiej Spółki Węglowej “prostym gościem” to chyba jakiś “dżołk” jak pisze Bernard. A kłamać umie każdy.
Mam palcem wskazać” ?
-
O bezbrzeżna naiwności (Lex, ile ty masz lat?); tobie wydaje się, że jak ktoś jest redaktorem naczelnym, posłem, wicepremierem, generałem, admirałem, czy prezesem czegoś tam to automatycznie jest postacią. Często jest komiczną postacią, a w dodatku nie zawsze zbadane są drogi jego kariery. Wiadomo że jest, ale nie wiadomo dlaczego.
dark.side (z poprzedniego wpisu)
„Panstwo jest najwiekszym wrogiem przedsiebiorcy w zarabianiu pieniedzy- wprowadza ograniczenia: podatki, koncesje, ochrona srodowiska, kontrole, zusy itd. Panstwo to pijawka, ktora utrzymuje sie z pieniedzy wytworzonych przez przedsiebiorce, nie moze jednak sobie pozwolic na to, by przedsiebiorce wyssac do konca, bo zostanie bez zywiciela”.
-
Opisałaś wynaturzone państwo, a ja nie takie miałem na myśli.
-
Zofia (z poprzedniego wpisu)
‘”nie kojarzysz generałowej Anders – nie pamiętasz tych fet u prezydenta Kaczyńskiego, tego zapraszania na defilady itp. W samej armii Andersa wśród kadry oficerskiej – także.
W Londynie miała zakaz wstępu na tzw. “salony” ze względu na obyczaje.
Wyszła za gen. Andersa, jak pisałam dobre kilka lat po wojnie, teraz uchodzi z szacowną wdowę po wojennym”.
-
Zofia, myśę, że to o właśnie ty powinnaś wyjść za Andersa. Pamętasz stary dowcip: Czy Salcia może wyjśc za Rothschilda? – Pewnie że może, tylko jeszcze Rothschild powinien się zgodzić. :)
Bernard
„Czyli zainteresowano sie Donaldem dopierow roku 1983. To chyba przykrość – nie zaproponowano mu więc nawet lojalki do podpisania…”.
-
Czy to nie najwierniejsi zwolennicy Tuska pytali co J. Kaczyński robił 13 grudnia? Niebożęta, nie znają nawet życiorysu swego pryncypała. A przeciez 13/12 Tusk był już dość dużym chłopcem, miał 24 lata. Piękny wiek jak na rewolucjonistę. Inna sprawa, że PiS mógł to wówczas wykorzystać. Jako wybitny tuskolog powinieneś mieć Bernard wysoki etat w sztabie PiS-u.
13 grudnia 2007, o godzinie 20:43
Jeden z psalmów mówi wyraźnie, że miarą życia jest lat 70, a gdy jesteśmy mocni to 80.
_____________________________
***
Pani Ludmiła ma 68 lat i jest emerytką. Wychodząc na spacer zawsze ma ze sobą aparat i fotografuje …
***
Obecnie mam 68 lat od trzech lat męczy mnie napadowe migotanie przedsionków w szpitalu…
***
Marek, mam 68 lat, 168 cm wzrostu, szczupły, emerytowany oficer wojska polskiego, mieszkam na wsi pod lasem, sam w dużym domu, jestem tolerancyjny, otwarty, …
***
Józef i Barbara S.: – Ja mam 68 lat, a moja żona 65. Od 3 lat ledwie poruszam się, tylko po mieszkaniu i o kulach…
***
Mam 68 lat i z tej perspektywy wydaje mi się, że głównym motorem tego, co ludzie robią, jest chciwość, zachłanność. Całe życie zachowujemy się groteskowo i …
***
Mam 68 lat od 2 lat mam komputer i uczęszczam do UTW na zajęcia komputerowe . Komputer w naszym wieku to otwarte okno na świat, wiedzę i …
***
Słowo honoru jestem z tego powodu w stanie przedzawałowym a mam 68 lat. – To samo przeżywa ten kto mnie o Panu powiadomił. Ale niech mi Pan wierzy – warto …
***
Oboje nie jesteśmy już młodzi, ja mam 68 lat a mój mąż 79. Osiągnęliśmy sukces. Czujemy się dobrze, nie mamy żadnych bólów , jesteśmy żywotni i radośni….
***
Mam 68 lat. Nie boję się niczego. I nikomu nie muszę niczego udowadniać. – Robił Pan w życiu rzeczy szalone? Kiedyś w szkole skoczyłem z balkonu…
***
Artysta winien czuć kiedy zaczyna się moment wypalenia, kiedy zejść ze sceny, czuć winien moment w którym przestaje tworzyć a zaczyna produkować Mam 68 lat …
***
Mam pytanie jak pokonac czkawke? Proszeeeee nie dawajcie mi bana :ban: … Czkawka, początkowo występująca 40 razy na minutę, trwała przez 68 lat…
13 grudnia 2007, o godzinie 22:23
Paweł, maciek g, dark side, BarsTemat alternatywnych źródeł energii, jak widzę jest interesujący nie tylko dla mnie. Chciałabym usłyszeć, że odbywa się na ten temat jakaś, naprawdę rzeczowa dyskusja, na argumenty, nie wyzwiska i przykuwanie się do drzew.Wiem, że w świecie zupełnie równoprawnie funkcjonują różne źródła zasilania i jakoś koegzystują. A u nas czasami można poczytać, ile kłopotów sprawił sobie ktoś, kto np. uruchomił jakąś elektrownię wodną. W momencie naszego wejścia do europejskiej wspólnoty chyba warto zamiast pokrzykiwać na siebie z dwóch stron barykady, wprowadzić to, co się w świecie przyjęło i działa, zamiast rysować wiatraki, napędzane przez wiatraczki.
Bars moja odpowiedź dla ciebie pod poprzednim wpisem.
;
Dla mnie rocznica stanu wojennego jest wspomnieniem wędrówki przez cały, ośnieżony Wrocław, gdy wczesnym świtem odprowadzałam do pociągu przyjaciółkę, która akurat mnie odwiedziła i w panice starała się wrócić do Warszawy, obdarowana wszystkimi moimi termosami z herbatą i kawą, całą wędliną i chlebem, jaki był w domu, bo nie miałyśmy pojęcia, jak ona się wydostanie z Wrocławia i kiedy do Warszawy dojedzie. Na ulicach stały czołgi, dozorcy zrywali warstwy plakatów i zmywali ze ścian patriotyczne hasła. Koleżanka dostała się do wagonu oknem i dojechała bez przeszkód, o czym powiadomiła mnie kartką, bo telefony nie działały. Ale nasz strach był prawdziwy. Bałyśmy się przede wszystkim „bratniej pomocy”. Ten właśnie strach dominował.
Po latach nie mam wątpliwości, że działanie gen. Jaruzelskiego było w pełni uprawnione.
Nie doszło do tragedii, doszło do kilku tragicznych epizodów.
Warto i należy czcić pamięć wszystkich ofiar stanu wojennego, bo każda ofiara jest tą właśnie najtragiczniejszą dla rodzin, dla bliskich. Powinniśmy o nich pamiętać i oddać im cześć, pamiętać ofiarę.
Jednak happeningi pod domem schorowanego, starego człowieka są sztuczne, wyreżyserowane na zimno przez ludzi bez sumienia. Co powoduje młodymi ludźmi, którzy jako wolontariusze przebierają się a mundury ZOMO przypinają pałki, wkładają hełmy i grzeją rączki przy koksowniku, wznosząc jakieś głupawe okrzyki np. precz z komuną? Jest to zwykła głupawka i żałosna hucpa.
13 grudnia 2007, o godzinie 22:44
mawar 8:26 pm
Dobre, uśmiałem się. „Dry wit”. Nieraz taki sentymentalizm mi gdzieś wyskakuje. To Pan Waldemar w te swoje 68. urodziny tak namotał.
dark side 8:00 pm
Masz rację. Ale chciałoby się mieć 24 lata i tę wiedzę, co dziś . . .
13 grudnia 2007, o godzinie 22:48
Dorn idzie pełną parą na prezesa PiS-u. Konkurentów nie ma. Pół roku.
13 grudnia 2007, o godzinie 22:57
mw: ale zes mnie zaskoczyl. Nie pomyslalem o tym. Myslalem, ze Dorn sie zwiczajnie zwija i plaszczy. A Ty uwazasz, ze on wie, co robi? No, no… Ale sie nam prawicowa czesc blogowiska ucieszy.
13 grudnia 2007, o godzinie 23:09
Mawar,
nawet gdyby Anders był z mego pokolenia to nie miałby szans, nie lubię rozkazów w domu.
***
Jeśli chodzi o generałowa Anders, to ta kobieta jest i była po prostu głupim babskiem.
Nikt nie miał do pretensji, że generał sypia z grubo młodszą aktoreczka, bez mała dzierlatką, ale za to, że owa przyjaciółeczka robi z tego publiczne przedstawienie i kreuje się na na małżonkę, gdy obok ślubna legalna generała z dziećmi.
Trudno wymagać od mężczyzny ponad 40-letniego, by nie głupiał na widok napalonej blondynki niewiele ponad 20-letniej. Bez mała to prawo natury i każda doświadczona żona to zna.
Przedwojenni oficerowie na takie zachowanie kobiet byli uczuleni i traktowali takie kobitki jak przyszła Andersowa – jak….
Prawdziwie kochająca kobieta nie stara się kompromitować obiektu swoich uczuć w ten sposób.
13 grudnia 2007, o godzinie 23:22
A czy zauważył Pan, że żołnierze niemieccy stoją ZA szlabanem z orłem, co oznacza, że łamią ten szlaban od polskiej strony ?
13 grudnia 2007, o godzinie 23:25
Lehoo,
nie tego nie zauwazyłem, ale może chodzilo o to, zeby tego orła bylo widać. Tak czy owak sens zdjęcia jest jasny, ale obserwacja bystra.
13 grudnia 2007, o godzinie 23:25
Anielko:
w zeszlym roku wyglosil u nas seminarium emerytowany profesor z Cornell David Pimental. Od wielu lat on twierdzi, ze porzadnie przeprowadzony rachunek energetyczny pokazuje, ze do produkcji „biomasy” i przerobki jej na paliwo potrzeba wiecej energii, niz to paliwo przynosi. Do rachunku trzeba bowiem dolaczyc energie potrzebna do produkcji nawozow, oraz paliwo zuzyte przez maszyny rolnicze. Podaje odnosniki do prac Pimentala, ktore znalazlem w guglu pod haslem „cornell and ethanol”. Jesli wierzyc liczbom z drugiego linku ponizej, to wydajnosc biopaliwa waha sie pomiedzy 40% a 70%, zaleznie od tego, o ktore biopaliwo chodzi. To znaczy, ze dla wyprodukowania biopaliwa o wartosci 100 kWh, trzeba wlozyc pomiedzy 130 a 200 kWh w produkcje.
http://healthandenergy.com/ethanol.htm
http://www.news.cornell.e.....y.ssl.html
13 grudnia 2007, o godzinie 23:40
Narciarz 2 i mw,
przepraszam ,że się wtrącam w wasz refleksyjny dialog. Chciałem tylko wtrącic nieskromnie, że już kilkanaście dni temu „wylicytowałem” Mawara na ministra spraw zagranicznych w rządzie Ludwika Dorna.
Nie mogę sobie tylko wyobrazic jak Ty w roli Prezydenta z programem Nowego Otwarcia będziesz go karcił za przejawy niesubordynacji urzędniczej.
13 grudnia 2007, o godzinie 23:52
Narciarzu – więc jednak elektrownie jądrowe? a reszta, to broszka?
Z drugiej strony są i takie głosy, że te pola wiatraków, stanowią problem dla wędrownych ptaków, które tam podobno masowo giną.
Jak go nie kijem, to go pałkiem, jak mawiał pewien mój znajomy.
14 grudnia 2007, o godzinie 00:01
Dziś w Rzeczpospolitej mial ukazać się jakiś ważny tekst Waldemara Kuczńskiego – Gospodarz sam o tym pisał, zachęcając do czytania. Przewertowałem dzis z rana cały numer, łącznie z rubryką sportową, i ni widu ni słychu. Chyba Lisicki już nie lubi Kuczyńskiego. Panie Ministrze, może w „Dzienniku”?
14 grudnia 2007, o godzinie 00:05
Tak, 13 grudnia tego roku jest pięknym dniem, ważnym dla nas, Europejczyków.
Oglądałam, rzecz jasna podpisanie traktatu lizbońskiego i ten aplauz na sali gdy podpisy złożyli premier Tusk i minister Sikorski, i ten śmiech na twarzach zebranych i ten miły gest szacunku Tuska wobec prezydenta Kaczyńskiego.
Być może w uszach niektórych zabrzmi to jak bluźnierstwo, ale poczułam ulgę, taką samą jak po wprowadzeniu stanu wojennego innego 13 grudnia.
Wtedy – bo miałam widzenie rzeczywistości z balkonu mego domu położonego przy narożniku z dwoma wielkimi gmachami milicji i pamięci tego, co się działo w innym Grudniu pod moimi oknami.
Dzisiaj – bo ciągle mam w świadomości dziwne targi kto ma Polskę reprezentować i lęk przed kolejną niepotrzebna kompromitacją naszego kraju w świetle jupiterów całej Europy i świata.
Wtedy – bałam się o najbliższych, o mamę, która upierała się stać na balkonie i obserwować jak ” historia się dzieje” gdzie mogła dostać jakąś zabłąkana kulką, jak ongiś w pamiętnym Grudniu ktoś obok.
Dzisiaj – mój lęk obejmował mój kraj, Polskę, równie mi bliską jak moja mama.
Polska w Europie bez granic – to marzenie mojej mamy. Ja nie weszłam 2004 do Europy, ja do niej wróciłam. Tak jak wracałam dzieckiem z Londynu do Polski.
Ostatnie dni wspólnej, ale z granicami Europy spędzę zagranicą, w tej „starej” Europie, w Niemczech i Belgii, z dala od polskich granic, ale na łamanie szlabanów – wracam, dokładnie w nocy z 20 na 21 grudnia, by świętować i powiedzieć nareszcie! nareszcie jestem w tej wymarzonej Wspólnocie Europejskiej, nareszcie.
Tej nocy będę przekraczała polską granice już bez szlabanu granicznego, tak jak przekraczam granice Niemiec i Belgii.
Ma Pan rację panie Waldemarze, nasz miły Gospodarzu, tego nie doświadczy ktoś, kto nie przeżył pewnych zdarzeń, nie ma bagażu pewnych doświadczeń.
Ale dla mnie najważniejszym przeżyciem związanym ze Wspólnotą Europejską było jednak podpisanie akcesji do Unii Europejskiej 1 maja 2004 roku. Wtedy poczułam, że nareszcie wrócilam, skąd przyjechałam – do Europy.
14 grudnia 2007, o godzinie 00:07
Mawar zejdź na ziemię. Dzisiaj mamy czwartek, nie piątek.
14 grudnia 2007, o godzinie 00:24
Narciarzu – więc jednak elektrownie jądrowe?
Choc z wyksztalcenia jestem fizykiem jadrowym, to jednak na elektrowniach sie nie znam. Aby wydac wiazaca i merytoryczna opinie, to musialbym sporo popracowac, a na to nie mam ani czasu, ani nikt mnie o to nie prosi. Wiec z wysokosci swojej czesciowej wiedzy moge jedynie stwierdzic, ze choc slowo „jądrowe” sie zle kojarzy, to nie nalezy sie kierowac strachem. Kazda masowa technologia jest albo zla, albo bardzo zla w obecnym wykonaniu. Komputer, na ktorym pisze ten tekst, za pare lat zatruje Chinczykow w ich wiosce, gdy beda go palic na wolnym powietrzu na ognisku (jak niedawno czytalem w GW). Swietlowka, ktora mam nad glowa, niedlugo znajdzie sie na wysypisku i wypusci rtec do srodowiska. Wspolnym mianownikiem wspolczesnej technologii i ekonomii jest to, ze rachunek ekonomiczny jest tylko czesciowy: tzw „dobra” rodza sie w sklepie, powoduja tzw. „rozwoj”, po czym znikaja bez sladu w smietniku, nie powodujac zadnych problemow. Jednak gdyby przeprowadzic uczciwy rachunek, a zwlaszcza nie zakladac, ze rtec po prostu gdzies znika, tylko ja prawidlowo zutylizowac, to mogloby sie okazac, ze energooszczedna swietlowka zuzywa wiecej energii, niz marnotrawna zarowka. Trzeba tylko doliczyc do rachunku energie potrzebna do wyprodukowania obu „dobr”, oraz do ich unieszkodliwienia. Tego typu rachunek ekonomiczny warto by przeprowadzac w kazdym konkretnym przypadku.
-
Warto tez zauwazyc, ze spalajac paliwa naturalne dostarczamy tylko polowe chemikaliow, zas druga polowe traktujemy jako niewyczerpalna. jednak ja nie jestem poinformowany, skad sie bierze tlen w powietrzu, i czy wycinajac lasy i zastepujac je plantacjami kukurydzy my przypadkiem nie ograniczamy dostawy tego surowca. Tlen to tez paliwo, choc o nim na ogol tak nie myslimy. Trzeba pamietac, ze zyjemy w ukladzie zamknietym, a nie otwartym, jak sie ciagle jeszcze powszechnie uwaza. Porzadny rachunek powinien uwzgledniac pelen obieg materii w przyrodzie, a nie tylko jego arbitralna polowe, ktora jest wygodna dla przemyslu wydobywczego i przetworczego.
-
a reszta, to broszka?
Jaka reszta? Wiatraki i rowery? Ja mysle, ze dobrze by sie bylo przesiasc z samochodow na rowery oraz porzadnie uszczelnic mieszkania. Jednak produkcja rowerow tez kosztuje, jak rowniez ich utylizacja. Jesli idzie o wiatraki, to byl tu juz cytowany artykul, w ktorym zdarto z nich zaslone.
14 grudnia 2007, o godzinie 00:25
A propos, powyzszy tekst dotyczy otwarcia granic. Zanieczyszczenia nie znaja granic, ze nie wspomne o tlenie. Planeta jest jedna, czy to sie politykom podoba, czy tez nie. Na ogol sie nie podoba.
14 grudnia 2007, o godzinie 02:18
Andrzej
grudzień 14th, 2007 at 12:07 am
„Mawar zejdź na ziemię. Dzisiaj mamy czwartek, nie piątek”.
-
Naprawdę czwartek mamy?
W związku z wygraniem przez Tuska etapem Wyścigu Pokoju do Berlina nasz kolarz stracil zółtą koszulkę.
A przeciez tak powinno sie jeżdzić:
„Rosjanie jeździli bardzo niebezpiecznie – opowiada Nowicki. – Najgroźniejszy był Jewgienij Lichaczew. Rozpychał się, powodował kraksy. Dzięki temu potrafił wygrać podczas jednego wyścigu nawet siedem etapów. Na jednym z nich w 1975 roku przez niego upadł nasz lider Ryszard Szurkowski. Następnego dnia otrzymałem zadanie pilnowania Lichaczewa. Jechaliśmy przez tereny budowlane ogrodzone siatką, która była tuż przy szosie. Zaczęliśmy się pchać. Lichaczew wpadł na siatkę, a my byliśmy najlepsi na etapie”.
http://www.cyfronet.pl/rowery/pokoj2.html
-
W zwiazku z tym polecam ciekwy wywiad na temat stosunków polsko-niemieckich.
http://www.polskieradio.p.....12239.html
14 grudnia 2007, o godzinie 02:20
Muszę jeszcze raz powtórzyć to co wykasowano. Zablokowano mi wczoraj tą stronę trwale by za wszelką cenę przyciągnąć mnie do niej gdyz potrzeba tej spółki jaknajszybszego odwrócenia uwagi od ostatnich moich wpisów jest duża. Subtelne aluzje typu „ty sobie rób meble a my poczekamy” są zarazem reakcją na brak wpływu na moją tu głównie nieobecność w najbliższym czasie (może i trochę perwersyjną próbą wpajania mi dobrowolności „puszczenia” mnie), ale też oznaką „bezsilności” na ten fakt i może jeszcze subtelniejszą aluzją czegoś? Należy wiedzieć, że w sytuacjach dużej konieczności ukrycia najważniejszych motywów działań znajduje się rozwiązania zbiorcze dla grupy motywów by rozmyć ich konkretność. Świadczy to o powadze tego co uważa się za konieczne za odwrócenie uwagi. Również odwrócenie uwagi od zomowsko – ubeckich korzeni koncepcji strategii tych działań. Również przez odgrywanie roli zomowca z Wujka. Ten superostentacyjny przestępca jest przypadkowym połączeniem dwóch osobowości i realności ludzkich: „tak jeśt” i „pstrąg samozabijucha”. Przepisałem chyba dokładnie to co napisałem wczoraj. Usunięcie zawsze jest bezpośrednio istotnie instynktowne – poza zasłoną innego usunięcia.
14 grudnia 2007, o godzinie 09:00
http://gardensoulofsoulga.....index.html
14 grudnia 2007, o godzinie 11:13
Mawar:
grudzień 14th, 2007 at 2:18 am
Naprawdę czwartek mamy?
—
Jak pisałeś powyższe słowa to już był piątek. A skoro piątek to masz i artykuł Gospodarza, o którym wcześniej wspominał:
http://www.rp.pl/artykul/9157,76589.html
—
I krótkie wyjaśnienie, bo zdaje się, że nie do końca załapałeś.
http://kuczyn.com/2007/12.....ment-41716
14 grudnia 2007, o godzinie 11:16
Mawar,
juz tyle razy przejechałeś się na swoim pospiesznym zyczniowym wnioskowaniu, że powinienes wyciągnąć z tego jakies konsekwencje. Miara inteligencji jest umiejętność uczenia się.
Masz link: http://www.rp.pl/artykul/76589.html Najlepiej kup sobie „Rzepę”, podniesiesz jej nakład i zobaczysz, jak ładnie tekst rozplanowali, jako pierwszy na stronie opinii i z zajawka na drugiej stronie.
Z „Rzepą” mam czasami mniej problemów niż z „Wyborczą”, ale z oboma raczej mam maleńkie problemy.
14 grudnia 2007, o godzinie 11:20
O widzę, że Andrzej mnie uprzedził. Dziekuję. Chce też powiedzieć, że bardzo mnie ucieszyła Bars mówiąc, że mój tekst wywołał u niej wzruszenie związane z wydarzeniami, których nie może pamiętać. To miłe dla autora.
Soulgarden,
ogranicz zdecydowanie dywagacje na temat wszelkich blokad, bo bede ich nadmiar usuwał.
Przy okazji,
wzialem sie wreszcie za opanowanie wprowadzania tekstów na strone i modyfikowania jej. Dzieki temu uzupełniłem w czesci Radio Wolna Europa audycje o te z roku 1989 łącznie z ostatnia audycja jaką nagrałem w dniu wyjazdu do Polski. Uzupełniłem też życiorys, bo waznym wydarzeniem w zyciu dziadka jest urodzenie sie kolejnego wnuczęcia. Tym razem Kornelii – „Kornika”.
14 grudnia 2007, o godzinie 11:33
Panie Waldemarze! Miło poczytać przemyślenia człowieka, który ma do naszej codzienności odpowiedni dystans. Też, mimo problemów, uważam, że po 1989 roku przeżywam najszczęśliwszy okres w swoim życiu. Czasem żałuję, że nie urodziłem się 20 lat później, bo czerpałbym z możliwości współczesnego świata pełnymi garściami. Ale z drugiej strony – tak jak Pan – miałem okazję świadomie przeżyć przełom historycznych epok. O ile w latach osiemdziesiątych kląłem państwo, że nie daje, czego oczekuję, jako głowa rodziny, o tyle w latach dziewięćdziesiątych każdy sukces i każdą porażkę zawdzięczałem sobie. I muszę powiedzieć, że ten drugi okres lepiej wspominam. Pozdrawiam.
14 grudnia 2007, o godzinie 12:08
Mawar,
znasz c.v. Z. Baranowskiego , aby określać go jako „prostego gościa” tylko dlatego, że takie właśnie określenie pasuje do sformułowanej przez Ciebie tezy ?
Żałosny jesteś, Mawarze, – jak tu Cię poważnie traktować.
PS. Już kiedyś pisałem, – mam 67 lat, wykształcenie wyższe prawnicze Sądzę,że doświadczeniem życiowym i poziomem wiedzy Ci nie ustępuję.
Daruj więc sobie aluzje dot. mojej ewentualnej naiwności.
Ale u Ciebie tak już jest, – jak braknie argumentów to sięgasz po wymyślone przez siebie domniemania, zmyślasz fakty i na takich podstawach kreujesz swoją własną, chorą – bo urojoną, rzeczywistość.
14 grudnia 2007, o godzinie 12:26
Robi się coraz piękniej. Do prawdziwego wejścia Polski do Europy pozostał już tylko jeden krok: podpisanie przez Polskę Karty Praw Podstawowych. Ale na to będę musiał poczekać jeszcze kilka lat, mam nadzieję, że nie więcej. Wtedy wypiję szampana.
14 grudnia 2007, o godzinie 13:03
Narciarzu,
piszesz, ze biopaliwa sa nieoplacalne, bo suma energii zuzywanej przecietnie do ich produkcji przekracza energie uzyskiwana realnie.
Ciekawi mnie czy ktos przeprowadzil podobna kalkulacje dla ropy naftowej. Gdyby podliczyc koszty energetyczne badan, budowy instalacji wydobywczych oraz instalacji transportujacych ,w tym budowy tankowcow i paliwa dla nich moze i to zrodla energii okazaloby sie nieoplacalne. Gdyby do tego dolozyc zanieczyszczenie srodowiska produktami spalania, ekologiczne koszty awarii i koszty wojen o tereny roponosne jestem pewna, ze bilans wyszedlby na minus.
Dlatego nie do konca przekonuja mnie twoje argumenty.
Obawiam sie upowszechnienia energii jadrowej ze wzgledu na odpady i ich skaldowanie. Biorac pod uwage awaryjnosc innych systemow wydaje sie to byc hazardowe rozwiazanie. To jest przeciez najwieksze swinstwo jakie jestesmy w stanie wyprodukowac jak na razie, nieporownywalne z innym rodzajem smieci. Plastikowe butelki rozkladaja sie przez tysiace lat, ale nie niszcza przy tym zycia w promieniu wielu mil.
Zgadzam sie z Twoja opinia, ze rachunek ekonomiczny uwzglednia tylko czesc kosztow produkcji i utylizacji dobr. Zyjemy na koszt przyszlych pokolen.
Jednak to stwierdzenie :”Trzeba pamietac, ze zyjemy w ukladzie zamknietym, a nie otwartym, jak sie ciagle jeszcze powszechnie uwaza” budzi moje watpliwosci.
Z dobrym przyblizeniem mozemy przyjac,ze zyjemy w ukladzie energetycznym otwartym. Energia slonca- jedyne dla nas zrodlo plynie tylko w jedna strone, ozywia nas i ogrzewa i rozprasza sie w pustce. Dlaczego nie czerpac z tej gigantycznej elektrowni jadrowej bezposrednio ,bez posrednictwa paliw kopanych, czy roslin ,ktore trzeba spalac? ekologicznie i prawie za darmo :))
14 grudnia 2007, o godzinie 13:32
Doskonale pamiętam czasy PRL. Najgorszy okres stalinizmu przypadł na moje lata szkolne. Młodzież w tych czasach można było podzielić na kilka grup. Zrobię to na podstawie mojej klasy w technikum z internatem (wiek: 16-19 lat). Klasa liczyła około 35 osób z różnych regionów Polski. 2-3 uczniów było szczerymi entuzjastami nowego porządku politycznego. Wierzyli we wszystko w co należało wierzyć.
Wierzyć należało, że budujemy wspaniałą przyszłość, że wszystko zawdzięczamy Stalinowi i ZSRR. Największymi wrogami byli Niemcy (odwetowcy) i Amerykanie (imperialiści). Około 4 uczniów to byli karierowicze. Zabierali głos na zebraniach i szybko awansowali. Zarząd ZMP był potęgą. W naszej szkole potrafili wyrzucić dyrektora.
Cała reszta to byli oportuniści, którzy chcąc ukończyć szkołę musieli iść z prądem to znaczy należeć do ZMP, TPPR, uczestniczyć w pochodach, biegach wiosennych i marszach jesiennych. Jakikolwiek sprzeciw był niewyobrażalny. Jednego wyrzucono ze szkoły, bo wygadał się, że słuchał RWE, drugiego bo powiedział że Amerykanie nie boją sie Ruskich, trzeci za złe zachowanie i kilku za słabe wyniki w nauce . Ja początkowo wierzyłem, że Niemcy są naszym największym wrogiem ( w czasie wojny mieszkaliśmy w Warszawie), że Armia Czerwona tych Niemców przegoniła, ale zakłamanie było tak widoczne, że wątpliwości nasuwały się same.
Pierwszy powiew wolności i nadzieji, to był październik 1956. Uczestniczyłem w wiecach na Politechnice Gdańskiej, w akademiku „Wolna Europa” była transmitowana przez radiowęzeł. Euforia, solidarność z Węgrami. Jednak to się skończyło. Tow. „Wiesław” szybko „przykręcił śrubę”.
Pozostałe wydarzenia mnie ominęły. Rok 1968 w Singapurze, 1970 w Chile, 1980 w RPA. Jednak na stan wojenny „załapałem się” w Polsce.
Nie należałem do partii i nie należałem do „Solidarności”, dlatego wydaje mi się, że mogę bardziej bezstronnie oceniać te wydarzenia.
Najbardziej zadziwia mnie wysyp bohaterów bezwzględnie walczących z komuną, post-komuną, żydo-komuną i innymi wirtualnymi, niegroźnymi wrogami. Wcześniej tych bohaterów było mniej.
Jednak najbardziej podłe jest to, że najbardziej zasłużeni i odważni ludzie, którzy spędzili lata w więzieniach, byli poniżani i płacili własnym zdrowiem, za to że możemy terazżyć w wolnym kraju, są teraz przez tych „bohaterów” opluwani. Nie muszę podawać nazwisk, wiadomo o kogo chodzi. Dyskusja na temat stanu wojennego i winy lub zasług generała Jaruzelskiego nie ma większego sensu. Nie wiemy „co by było, gdyby było”. Przypomina to wykłady „o wyższości świąt bożego narodzenia nad świętami wielkiejnocy”.
Panie Waldemarze, serdecznie pozdrawiam, z przyjemnością czytam Pana komentarze.
14 grudnia 2007, o godzinie 13:36
Dzięki andiboz,
blog stoi otworem. Zapraszam.
14 grudnia 2007, o godzinie 14:08
Z dedykacją dla „wiedzących lepiej”
http://www.gp24.pl/apps/p.....8/0/SLUPSK
14 grudnia 2007, o godzinie 14:18
Co za przykrość, nie wolno juz mówić: „małpa z brzytwą”, „wariat” „chory debil”.
.
Ale wciąż mozna mówić „dureń”, „sk*syn”.
.
Panie Waldemarze – zorganizuje pan zrzutę na Wałęsę, żeby mógł sobie jeszcze ludzi powyzywać?
.
http://wiadomosci.onet.pl.....,item.html
pozdrawiam
Bernard
14 grudnia 2007, o godzinie 14:50
Może Boni się dorzuci dla Lecha? dostał robotę (i to Pana robotę panie Waldemarze – superdoradcy). Moim zdaniem Boni to za mało. Maleszka byłby świetny w pisaniu przemówień Tuskowi, krótko i treściwie.
Tusku! Weź Maleszkę, niech pracuje dla kraju, a nie tylko dla Michnika!
.
A Czajkowski może spowiadać, na kapelana by się nadał.
.
pozdrawiam
Bernard
14 grudnia 2007, o godzinie 14:57
Bernardzie,
Jak Kaczyński przegrywa procesy o zniesławienie, to też się tak cieszysz? Czy tylko jak Kali wygrać?
14 grudnia 2007, o godzinie 15:09
Pawle
Czyżby Kaczyński nazywał kogoś publicznie sk*synem? Podaj linkę.
.
Czy Wachowski jest przestępcą (bo o to ci chyba chodzi)? Tu mnie masz. Co prawda amerykańskie służby wskazywały na pana W. w kwestii przemytu narkotyków, co prawda pan W. miał ponoć kwity których mieć nie miał prawa w domu, co prawda napisali o nim ciekawą książkę i o różnych sprawach i sprawkach (a autorów nie podał zdaje się do sądu). Ale żeby był przestępcą (czyli osoba popełniającą przestępstwa) to nie, co to to nie.
.
pozdrawiam
Bernard
14 grudnia 2007, o godzinie 15:27
andiboz – dokładnie TAK! W mojej szkole – matura 1956 – było też tak, że ZMP mogła wszystko. I obawiali się jej też profesorowie. To byli wspaniali, przedwojenni fachowcy (no, nie wszyscy…) i dla nich to była szkoła przetrwania. Uczyli nas tak, jak najlepiej potrafili i uczyli na naprawdę dobrze. Wszyscy moi koledzy z rocznika maturalnego są w życiu kimś. Żaden nie robił kariery politycznej, mieszkają w całym wielkim świecie. Bohaterowie ostatniej szansy plujący na tych, co im wywalczyli możliwości kariery brzydzą mnie i nic tego faktu nie zmieni.
Kiedy słuchaliśmy i czytali o Kuroniu, Modzelewskim, Michniku, Wałęsie, Frasyniuku….. gdzie byli ci, co tak głośno teraz opiewają swoje zasługi? No gdzie oni byli?
To bardzo łatwe naubliżać bokserowi przez telefon, zelżyć kogoś w internecie, oskarżyć o agenturalność i korupcję. A kartę ma się czystą, bo pies z kulawą nogo nie interesował się takimi gigantami opozycji jak… szkoda gadać.
14 grudnia 2007, o godzinie 15:37
Bernardzie,
Nie, Kaczyński nie nazywał nikogo …synem. Inteligent żoliborski potrafi obrażać ludzi w taki sposób, że żaden sąd nie znajdzie zaczepienia, nie to co prostak Wałęsa.
Ale moja uwaga nie odnosiła się do postaw polityków, tylko do twojej. Zostawmy w spokoju Kaczyńskiego, spróbujmy od innej strony. Jakoś nie zauważyłem, byś okazywał satysfakcję, kiedy Michnik wygrywa procesy z oszczercami. Dlaczego więc uważasz za stosowne dzielić się z nami swoją radością, gdy przegrał Wałęsa?
Nasuwa mi to myśl, że cieszy cię nie triumf sprawiedliwości i nie to, że niekulturalne zachowanie zostało ukarane, tylko to, że dostał w tyłek akurat ten, kogo nie lubisz. Proponuję ci eksperyment myślowy: podstaw sobie na miejsce Wałęsy kogoś ze swoich idolów i odpowiedz uczciwie na pytanie – czy napisałbyś wówczas taki post.
14 grudnia 2007, o godzinie 15:47
Pawle
napisałeś: „Jak Kaczyński przegrywa procesy o zniesławienie,” więc na to Ci odpowiedziałem. Teraz piszesz o czym innym.
.
Cieszy mnie przede wszystkim to że wygrał Wyszkowski, ponieważ był obrażany i poniżany za głoszenie swoich opinii, z którymi można się zgadzac, lub nie zgadzać. To, że przegrał facet, który publicznie wyzywał ludzi od „sk*synów” i „durniów” ku uciesze dziennikarskiej gawiedzi ma drugorzędne znaczenie, ale też oczywiście jest godne uwagi.
.
pozdrawiam
Bernard
14 grudnia 2007, o godzinie 16:01
Bernardzie, wybacz, ale pozwolę sobie nie uwierzyć w to, co piszesz o swoich uczuciach. Dla sprawdzenia nalegam, byś się zastanowił, czy cieszy cię w równym stopniu to, że Kurski musiał przeprosić Michnika za nazwanie go aparatczykiem PZPR. A eśłi tak, to dlaczego nie pospieszyłeś, by nas tu na blogu o tym poinformować?
.
A na marginesie sprawy Wyszkowskiego, który tylko wygłasza opinie: kim wolałbyś być publicznie nazwany: zdrajcą i kapusiem czy durniem?
14 grudnia 2007, o godzinie 16:32
Pawle
mieszasz i odwracasz kota ogonem – najpierw pytasz o procesy Kaczyńskiego, potem pytasz moje odczucia, a teraz o Kurskiego i Michnika.
.
Ale odpowiem Ci. Michnik w PZPRze nigdy nie był i o tym Kurski powinien pamietać. Michnik w PZPRze nie był, ale osoby odpowiedzialne za mordy mianował ludźmi honoru, co zwalnia mnie ze współczucia Michnikowi w jakiejkolwiek sprawie o zachowanie dobrego imienia. Sorry Batory.
.
A może Ty chciałbys być nazwany „sk*synem” przez Wałęsę? Czułbyś sie dumny?
.
Co do „zdrajcy” i „kapusia” to nie przypominam sobie, żeby Kaczyński tak mówił o Wałęsie, a jakich słów Wyszkowski uzywał – też nie pamiętam, ale to akurat jest sprawdzalne i mierzalne. Bo albo Wałęsa był „Bolkiem”, albo nie był. Myślę, że jeżeli Tuskowi nie uda się rozwalić IPNu (tzn. „zrobić porządku”), problem agenta „Bolka” zostanie wyjaśniony, choć agentura w latach 70-tych nie jest tak ciekawa, jak w latach późniejszych.
.
pozdrawiam
Bernard
14 grudnia 2007, o godzinie 16:46
W.Kuczyński, rozumiem panie Waldemarze. :) Jednak tym samym zacieśni pan współpracę z tymi, z którymi warto mieć wspólny mianownik. Blog pana jest jedynym miejscem gdzie mogę opisać pewne fakty nie propagując jednak ich przesadnie. Np w Salon 24. Poza tym, co ważniejsze, to pański przyjaciel wyreżyserował sytuację w mediach – psychol KATON ADAMUS MICHNIQUA. Od faktyczności tego nie ucieknie pan panie Waldemarze – jesteśmy związani gdyż pan jest nieprzypadkowo głosicielem tej samej propagandy ogólnopolitycznei. Miłego przygotowywania świąt Waldemarze Kuczyński. Dobrego z okazji 68 lat – mam rodziców w bardzo zbliżonym wieku.
,
„soulgarden Says:
grudzień 14th, 2007 at 2:41 am
Napisałem jeszcze jedną ważną rzecz – ruch sieciowy z/do mojego komputera jest kontrolowany przez możliwości porównywalne z współdziałaniem kilkudziesięciu hakerów z “czołówki” w danym kraju. Zatem wszelkie blokady są w gestii tej szajki. Podobnie jak wszelkie dane jakie wyciekły z mojego komputera. Wszystka banalna dosłowna przemoc jakiej się dopuszcza w sferze internetowo – technicznej na pewno jest zatuszowywana na bierząco i wytwarzana jest jakaś “nieznana sprawczość”. Przemoc “wirtualna” jest przemocą i jest sama w sobie poważna. Mimo, że totalnie blednie przy innym rodzaju przestępstwa dokonywanego za pomocą tego medium przez prawdziwych panów prawa i prawdziwe osobowe “wykładnie legalności” w Ubekistanie.”
PS Fascynują pana panie Kuczynow tasiemcowce blogerów poziomu człowiek? ZAPRASZAM TEŻ KAŻDEGO TOWARZYSZY DO PRZECZYTANIA MOJ BLOG.
14 grudnia 2007, o godzinie 16:53
Bernardzie,
Ja niczego nie mieszam, tylko ty nie próbujesz nawet zrozumieć o co mi chodzi. Wekslujesz dyskusję na szczegóły: jakich słów kto użył, kto był agentem, kto był bardziej winien, kto mniej. Co to ma do rzeczy? Mnie cały czas chodzi tylko o jedno: o twoją własną postawę.
Powtórzę: kiedy Kurski przegrał proces z Michnikiem, nie pojawił się na tym blogu twój triumfalny wpis. Pojawił się natomiast, kiedy Wałęsa przegrał z Wyszkowskim. A przecież w obu przypadkach zdarzyło się to samo: sąd polecił oszczercy odszczekać oszczerstwa.
Czyż nie prosty stąd płynie wniosek, że twoja ocena tego typu spraw jest w pełni uwarunkowana twoimi politycznymi sympatiami? I tu się Kali kłania.
.
„Michnik w PZPRze nie był, ale osoby odpowiedzialne za mordy mianował ludźmi honoru, co zwalnia mnie ze współczucia Michnikowi w jakiejkolwiek sprawie o zachowanie dobrego imienia.”
.
No cóż, niewiele ci trzeba, żeby zdyskwalifikować człowieka raz na zawsze. To iście po chrześcijańsku. Pozostaje ci tylko pomodlić się: „Dzięki ci, Panie, że nie jestem jako ten Michnik”.
14 grudnia 2007, o godzinie 17:03
Narciarz 2 o 11:25 pm (wczoraj)
.
Narciarzu, z tymi danymi prof. Pimentala trzeba chyba ostroznie. Rzuć okiem na dane prof. Duxbury’ego z tego samego Uniwersytetu Cornella, podaje link
http://www.climateandfarm.....iomass.pdf
.
On pisze (to fragment opublikowanej pracy, a nie dziennikarska interpretacja), że tylko etanol (spośród biopaliw) jest równie kiepski jak benzyna i diesel z ropy naftowej (od 83% do 106%), natomiast biodiesel byłby 2,5 do ponad 3 razy efektywniejszy niż benzyna (o ile dobrze zrozumiałem artykuł).
.
Problemem jest, paradoksalnie, nie efektywność biopaliw, ale ich toksyczność. Bo jeśli nawet (porównując produkcję i spalanie paliw kopalnych i biopaliw) zyskuje się bardzo na zmniejszeniu produkcji
CO2, to traci się bardzo na znacznym zwiększeniu wydzielania do atmosfery szkodliwych (dla „dziury” i temperatury nad powierzchnią ziemi): N2O i CH4.
Przeczytaj i skoryguj mnie, jeśli źle to wszystko zrozumiałem.
14 grudnia 2007, o godzinie 17:05
Panie Waldemarze:
Onet:
„Liczba mieszkań oddanych do użytku wzrosła w listopadzie 2007 roku o 24,4 proc. wobec analogicznego okresu 2006 roku i wyniosła 14.352 – podał Główny Urząd Statystyczny. ”
.
W ramach cudu za rok wzrost powinien więc byc trzycyfrowy :)
.
Pawle,
słabym ja człek. Michnika odkreślę, gdy wycofa się z beatyfikacji ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie.
.
pozdrawiam
Bernard
14 grudnia 2007, o godzinie 17:27
:słabym ja człek. Michnika odkreślę, gdy wycofa się z beatyfikacji ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie.”
.
Bernardzie,
Na beatyfikację za życia nie pozwala prawo kanoniczne, więc coś ci się pomyliło. Kiszczak jeszcze żyje.
A serio, to już dawno się wycofał, tylko ciebie widocznie zapomniał o tym zawiadomić. Domyślam się, że liczyłeś na widok Michnika we włosienicy, leżącego krzyżem i wielkim głosem wyznającego swą straszną winę. Pewnie być zresztą wtedy powiedział, że skrucha jest nieszczera i koniunkturalna.
A on tylko w jakimś tam wywiadzie czy artykule przyznał, że się wtedy zagalopował.
14 grudnia 2007, o godzinie 17:44
Pawle,
a masz może jakąś linkę, kojarzysz gdzie i kiedy to było? Bo Adaś faktycznie nic mi nie mówił.
.
pozdrawiam
Bernard
14 grudnia 2007, o godzinie 17:57
Bernard – może zwróć się osobiście do Adasia, skoro tak kordialnie zwiesz go po imieniu. Jako dobry kolega pewnie ci wyjaśni i szczegółowo , bez jakiejś linki i nie będziesz męczył Bogu ducha winnych blogowiczów na wszystkich możliwych forach.
14 grudnia 2007, o godzinie 17:59
Otwieram dziś kaczystowską „Rzeczpospolitą”, a tam na kolumnie „Opinie” antysemickie z wielkim talentem dobrane zdjęcie, którego nawet nie powstydziłby się „Der Sturmer”!
I co Pan na to?
14 grudnia 2007, o godzinie 17:59
Bernardo
podawaj pelne informacje, a nie wyrwane z kontekstu fragmenty pasujace do Twojej teorii o zaslugach rzadu pis dla gospodarki:)
calosc brzmi:
„Liczba mieszkań oddanych do użytku wzrosła w listopadzie 2007 roku o 24,4 proc. wobec analogicznego okresu 2006 roku i wyniosła 14.352 – podał Główny Urząd Statystyczny.
Wobec października 2007 roku liczba oddanych mieszkań spadła o 2,6 proc. W ciągu 11 miesięcy 2007 roku do użytku oddano 115.532 mieszkań, o 16,3 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2006 roku. Zdaniem analityków rynku inwestorzy spieszą się aby uciec przed korektą na rynku mieszkań.”
To chyba nieco zmienia kontekst .
14 grudnia 2007, o godzinie 18:11
Dla Bernarda
http://www.gazetawyborcza.....62557.html
str. 2 akapit VI
14 grudnia 2007, o godzinie 18:14
jasnaanielko
ostatnio napisałem do Adasia, gdy obwieszczał, że jest zwolennikiem otwarcia archiwów IPNu, żeby na dobry poczatek ujawnił swoją teczkę, ale jakoś go przytkało i nie odpowiedział. Obraził sie czy co?
.
.
„A kartę ma się czystą, bo pies z kulawą nogo nie interesował się takimi gigantami opozycji jak… szkoda gadać. ”
.
Kogo miałaś na mysli? Tuska, który nie był internowany, ani aresztowany i którym (wg IPNu) SB zainteresowała sie dopiero w 1983 roku, a 13 grudnia zolił wódę z kumplami?
.
pozdrawiam
Bernard
14 grudnia 2007, o godzinie 18:23
Andrzeju, dzięki!
„Sprawował kontrolę nad aparatem bezpieczeństwa i mógł zdecydować o fiasku Okrągłego Stołu, inspirując dowolne prowokacyjne działania agentury w dowolnym czasie. Nie dopuścił do tego, ocalił kompromis Okrągłego Stołu. Myślę, że o tym nie wolno zapominać. Dlatego w rozmowie z gen. Kiszczakiem, przeprowadzonej przez dwie znakomite dziennikarki, na pytanie, czy gen. Kiszczak jest człowiekiem honoru, odpowiedziałem: tak!
.
Ta odpowiedź była bez sensu. Nie do mnie należy wyrokowanie, kto jest, a kto nie człowiekiem honoru, powinienem odpowiedzieć: rola gen. Kiszczaka w epoce stanu wojennego była negatywna, ale równie pozytywna była jego rola w epoce Okrągłego Stołu. Przecież łatwiej jest być szefem aparatu represji w komunistycznym państwie, niż przekroczyć horyzont własnej biografii i współpracować przy demontażu dyktatury.
.
Powinienem również dorzucić, że ludzie rządzący Polską w grudniu 1981 r. mieli prawo podejmować swoje decyzje, lękając się groźby sowieckiej interwencji. Mieli oni wręcz obowiązek pamiętać o płonącym Budapeszcie w 1956 r., o okupowanej Pradze w 1968 r., a na końcu – o Afganistanie.
.
Gdybym tak odpowiedział, to może uniknąłbym wielu krytyk, za które wysoką cenę zapłacili moi przyjaciele i współpracownicy z „Gazety Wyborczej”. Dzisiaj ich za to przepraszam. ”
.
.
Wycofanie Michnika jest umiarkowane, nie wynika z wypowiedzi, że uznaje że Kiszczak nie jest człowiekiem honoru, a tylko, że nie powienien tak mówić.
.
Radzę zwrócić uwagę na fragment: „Powinienem również dorzucić, że ludzie rządzący Polską w grudniu 1981 r. mieli prawo podejmować swoje decyzje, lękając się groźby sowieckiej interwencji. Mieli oni wręcz obowiązek pamiętać o płonącym Budapeszcie w 1956 r., o okupowanej Pradze w 1968 r., a na końcu – o Afganistanie. ”
.
Po pierwsze to nieprawda w świetle badań IPNu i materiałów ujawnionych w Rosji, Czechach itd.
A po drugie wynika z tego fragmentu, że Kiszczak z Jaruzelskim nie tylko mieli prawo, ale wręcz powinni ogłosić stan wojenny! Twierdzenie, że odpowiedzialni za mordy ludzie są człowiekami honoru to doprawdy betka, jeżeli usprawiedliwia się ich dzieła…
.
pozdrawiam
Beernard
14 grudnia 2007, o godzinie 18:38
Nie ma ani jednego dokumentu, ani jednego faktu, któryby historykowi solidnamu a nie IPN-owskiemu pozwolił napisać to co napisał Bernard na temat możliwej inwazji rosyjskiej w roku 1981:
„Po pierwsze to nieprawda w świetle badań IPNu i materiałów ujawnionych w Rosji, Czechach itd.”.
Nie ma dowodu wykluczającego inwazję, jest morze faktów wskazujących, że mogla być. Jeden z najbardziej rzetelnych historyków, nie tkniętych IPN-owskim inwalidztwem, związanym od zawsze z opozycja antykomunistyczną Andrzej Friszke w ostatnim wywiadzie w „Trybunie” powiedział wyraźnie, że gdyby zagrozila mozliwośc upadku ustroju kierowniczej roli PZPR a groziła to by weszli. I to jest oczywista oczywistość. Oni weszli i zmiażdżyli Czeczenię, w okresie najwiekszej smuty, a co dopiero za Breżniewa.
14 grudnia 2007, o godzinie 18:49
Bernard ma obsesje na temat wydarzen sprzed 25 lat. Ciekawe, ile Bernard ma lat i co mu Kiszczak zrobil 25 lat temu, ze ciagle walkuje ten temat i tematy pokrewne.
-
Od jakiegos czasu zaczalem po prostu opuszczac wpisy Bernarda. Dzis przeczytalem kilka i widze, ze nic sie nie zmienilo. Ciagle te same tematy, i ta sama namolnosc w ich powtarzaniu: czy Kiszczak byl czlowiekiem honoru, Maleszka, Czajkowski… Dla mnie jest to po prostu nudne, zeby ciagle rozwazac odcienie znaczeniowe wypowiedzi Michnika. Fortunna czy niefortunna, o czym tu jeszcze mowic po raz nie wiadomo ktory?
14 grudnia 2007, o godzinie 19:30
Po pierwsze to nieprawda w świetle badań IPNu i materiałów ujawnionych w Rosji, Czechach itd.
—
A jak to wygląda w świetle materiałów nieujawnionych? Do tej pory nie ujawniono jeszcze wszystkich dokumentów dot. II wojny światowej, a Rosjanie niby tak ochoczo ujawnili swoje tajemnice dotyczące lat 1980 – 1981. A zresztą co tu gadać – Kochani bracia by przecież nie weszli jak znakomicie napisał galopujący major
http://galopujacymajor.sa.....index.html
14 grudnia 2007, o godzinie 19:56
Nie dziękujesz W.Kuczynow za życzenia nawet przy świętach nadczłowieku?
14 grudnia 2007, o godzinie 20:01
Gospodarzu o niektórych oczywistościach nie warto podejmować dyskusji. Przykładem niech będzie przywoływana w poprzedniej dyskusji obecność Rosjan na Bałkanach. Nikt (anglosasi) sobie nie życzył Stalina na morzu Śródziemnym więc Go tam nie było – mimo braterstwa z Tito i komunistów w Grecji. W Europie srodkowej dali wolna reke na 50 lat wiec rosjanie byli
14 grudnia 2007, o godzinie 20:01
„Przepraszam, poniosło mnie panie Kuczyński. Proszę nie dziękować byle komu. ”
Zastanowię się jeszcze czy zasługuje pan na powyższy tekst.
14 grudnia 2007, o godzinie 20:25
Dark:
„Narciarzu, piszesz, ze biopaliwa sa nieoplacalne.”
Tego nie napisalem. Biopaliwa sa oplacalne. Dla politykow i producentow. Wiem oczywiscie, ze chodzi Ci o co innego: „bo suma energii zuzywanej przecietnie do ich produkcji przekracza energie uzyskiwana realnie”. Tak wynika z wyliczen Pimentala.
-
„Gdyby podliczyc koszty energetyczne badan, budowy instalacji wydobywczych oraz instalacji transportujacych ,w tym budowy tankowcow i paliwa dla nich moze i to zrodla energii okazaloby sie nieoplacalne.” Znowu uzywasz slowa „nieoplacalnosc”, ktorego lepiej unikac. Wszystko, co przynosi zysk, jest oplacalne ekonomicznie i dlatego jest robione, nawet jesli nie ma zadnego innego sensu poza przynoszeniem zysku.
-
„jestem pewna, ze bilans [energetyczny paliw kopalnych] wyszedlby na minus.” I tutaj widac, ze nie masz wyksztalcenia scislego. Patrzac scislym okiem, latwo widac, ze w przypadku paliw kopalnych bilans energetyczny wychodzi na plus. Dowod jest prosty: a jednak sie kreci. (Mam nadzieje, ze rozumiesz, skad ten cytat i dlaczego uzylem go tutaj jako argumentu.) Mozna sie takiego bilansu spodziewac, poniewaz paliwa kopalne reprezentuja akumulacje energii z przeszlosci. Paliwa kopalne sa to literalnie biopaliwa w postaci skondensowanej. Proces kondensacji zostal przeprowadzony dawno temu (miliony lat) i nie musimy go przeprowadzac po raz drugi. Wystarczy dodac tlen i uzyskujemy energie. Dlatego tez proces wydobywania paliw kopalnych ma wysoki wspolczynnik oplacalnosci energetycznej.
-
Natomiast w przypadku biopaliw tak nie jest. Biopaliwa powstaja z biomasy. Biomasa owszem magazynuje energie, ale w postaci rozproszonej. Po pierwsze, biomasa zawiera duzo wody. Proces odwadniania pochlania energie. (W przypadku paliw kopalnych zawartosc wody jest znikoma.) Po drugie, na wstepie do cyklu produkcyjnego sama biomasa nawet nie istnieje. Trzeba sporo energii zainwestowac w jej wytworzenie. Szacujac bardzo z grubsza, ten etap produkcji biopaliwa moze pochlaniac mniej wecej tyle samo energii, co proces pozyskiwania paliw kopalnych. (W obu przypadkach trzeba przesuwac ziemie, choc w inny sposob. Umowmy sie, ze proces przesuwania gleby w obu przypadkach pochlania z grubsza tyle samo energii.)
-
Porownujac dwa rodzaje paliw, bio oraz kopalne, dochodzimy do wniosku, ze kluczowa roznica jest koncentracja energii: wysoka dla paliw kopalnych, i niska dla biomasy z powodu natury tej ostatniej. I tu jest zrodlo zasadniczej roznicy, ktora entuzjasci biopaliw pomijaja w argumentach. Roznica jest proces zageszcznia koncentracji energii, ktory jest niezbedny w przypadku „bio”, zas nieobecny w przypadku paliw kopalnych.
-
Tyle mowi fizyk, odwolujac sie do zasad pierwszych. Zasady pierwsze mowia, ze w przypadku „bio” walczymy pod gorke, zas w przypadku paliw kopalnych walczymy z gorki. Reszta to szczegoly techniczne, oczywiscie szalenie istotne w praktyce.
14 grudnia 2007, o godzinie 20:25
No i na zasadzie zepsutej płyty Bernard pisze;
„ostatnio napisałem do Adasia, gdy obwieszczał, że jest zwolennikiem otwarcia archiwów IPNu, żeby na dobry poczatek ujawnił swoją teczkę, ale jakoś go przytkało i nie odpowiedział. Obraził sie czy co?”
.
Kogo miałaś na mysli? Tuska, który nie był internowany, ani aresztowany i którym (wg IPNu) SB zainteresowała sie dopiero w 1983 roku, a 13 grudnia zolił wódę z kumplami?”
;
Bernardzie
Jeśli wiesz, kiedy i w jakich okolicznościach Tusk znieważał Wałęsę, Michnika, Modzelewskiego, Kuronia – daj linkę! Chętnie poczytam.
Nie oczekuję twojej, sensownej odpowiedzi, bo to po prostu nie leży w twoim charakterze. Nie oczekuję żadnej odpowiedzi, w odróżnieniu od niejakiego JS, który to samo pytanie ci zadaje już dłuższy czas.
Czy kiedyś mu odpowiesz? – lepiej mi nie odpowiadaj.
14 grudnia 2007, o godzinie 20:42
Dark:
„Obawiam sie upowszechnienia energii jadrowej ze wzgledu na odpady i ich skaldowanie.”
Kazdy sie obawia, ja tez. Jednak obawiac sie mozna wszystkiego. Gdybym wybieral sie na wycieczke do kopalni wegla, to obawialbym sie obwalu. (Przeczytaj niedawne gazety. Znow byl wypadek.) Rzecz w tym, ze technologia jadrowa, podobnie jak inne technologie, jest niezawodna do pewnego stopnia. We wszystkich przypadkach trzeba dokonac bilansu, ktory jest trudny i nieprzyjemny. Duzo latwiej i przyjemniej jest oszukiwac samego siebie i opinie publiczna.
-
„Biorac pod uwage awaryjnosc innych systemow wydaje sie to byc hazardowe rozwiazanie.”
Wydaje sie byc, ale nie jest. Technologia jadrowa jest jedna z najbezpieczniejszych technologii, jakimi dysponuje ludzkosc. Duzo bezpieczniejsza, niz technologie wydobywcze. Prawda jest, ze wypadki sa naglasniane. Nie jest prawda, ze tych wypadkow jest duzo.
-
„To jest przeciez najwieksze swinstwo jakie jestesmy w stanie wyprodukowac jak na razie, nieporownywalne z innym rodzajem smieci.”
Bynajmniej. Odpady chemiczne sa gorsze, jesli sie rozprosza. Natomiast odpady jadrowe sie nie rozpraszaja, bo sa zatapiane w szkle (doslownie) i moga sobie lezec tysiacami lat. Technologia skladowania bez rozpraszania jest znakomicie opanowana. Poza tym, rtec dzis i rtec za tysiac lat jest tak samo toksyczna. Natomiast odpady jadrowe w miare uplywu czasu robia sie coraz bardziej nieszkodliwe.
-
„Plastikowe butelki rozkladaja sie przez tysiace lat, ale nie niszcza przy tym zycia w promieniu wielu mil.”
Porownanie jest tendencyjne. Po pierwsze, jeden plastik zatruwa, a inny nie. Zalezy, jaki jest sklad chemiczny. Zas rtec zatruwa zawsze. Po drugie, prawidlowo zeszklone odpady radioaktywne nie zatruwaja. Przykro mi to powiedziec Dark, ale Twoje stwierdzenie zdradza calkowita ignorancje i tendencyjnosc.
-
„Z dobrym przyblizeniem mozemy przyjac,ze zyjemy w ukladzie energetycznym otwartym. Energia slonca…”
Mi chodzilo o uklad zamkniety w sensie obiegu materii. Odpadki nie znikaja magicznie w momencie wrzucenia ich do smietnika. O to mi chodzilo. Natomiast o energii slonca nie bede dyskutowal, bo to jest oczywiste i nie o to mi chodzilo.
14 grudnia 2007, o godzinie 20:48
Narciarz 2
.
Narciarzu, rzuć okiem na mój wpis z 5:03 i na link, który podaje (dot. biopaliw).
14 grudnia 2007, o godzinie 20:54
Soulgarden,
dziekuję za życzenia.
14 grudnia 2007, o godzinie 20:59
Andrzeju,
dla INP-owskich „historyków” dokumenty bezpieki, a jeszcze bardziej dokumenty sowieckiej nomenklatury to pismo święte o wiarygodności wiekszej niż Ewangelia. To nie są historycy, to są prokuratorzy „pod przykryciem” naukowym którzy zanim zajrzeli do tych papierów juz wiedzą, że „radzieccy” mówią prawdę. Cokolwiek by powiedział Jaruzelski będzie dla nich kłamstwem, ale każde slowo Andropowa i podobnych typów to dla nich jak slowa apostolów. Taka to brać.
14 grudnia 2007, o godzinie 22:51
Azrael rozstaje się z salonem 24. Towarzystwo przestało mu odpowiadać i zawiesza blog. Ciekawe, gdzie się pojawi, ogłosi to w poniedziałek. Mnie ten salon od dawna się nie podobał – poza małymi wyjątkami, ale tych, jak przysłowiowych krup w rosole.
A jeszcze nie dawno tak hucznie obchodzono jakiś jubileusz.
Taki piękny serwis foto!!!
Widać nie wszystko złoto, co się świeci.
Ale zawsze jeszcze na pociechę pozostanie niezależny Sakiewicz
- wolny dziennikarz.
14 grudnia 2007, o godzinie 23:45
Panie Waldemarze,
w ostatnim wpisie w sposób niezamierzony wyraźił się Pan źle o prokuratorach. W tej korporacji zdarzają się wpadki, ale funkcjonujący w strukturze państwa prawnego organy prokuratury w zdecydowanej większośći chronią go przed anarchią. Ludzi (prawników) funkcjonyjących w strukturach IPN-u trudno nazwać prokuratorami. Bardziej pasowałaby do nich nazwa „inkwizytorzy”, bowiem prawo trakują w sposób ideologiczny, a ich wiedza prawnicza była porównywalna do wiedzy, co bardziej zacietrzewionych blogowiczów.
To samo dotyczy tzw. „historyków”, ktorzy ostatnio wydobyli rewelacyjne dokumenty wprost z siennika Breżniewa.
A swoją drogą podoba mi się, gdy oglądam w telewizji elegancki salon w Moskiwie z którego siedzący w skórzanym fotelu W. Bukowski nadaje do Polski jak to wyszperał z kolejnego siennika radzieckego geriatryka porażające dokumenty.
Wydaje mi się, Panie Waldemarze, że po ’89 dochowaliśmy się w sporej częśći wysiewu w głupiego pokolenia. Ja je porównuję do równie paskódnego pokolenia ZMP-owców. Tamci jednak mieli mniej informacji i byli gorzej wykształceni.
W przypadku IPN-u, jak i CBA mamy do czynienia w pierwszym przypadku z instytucją ideologiczną o charakterze inkwizycyjnym, a w drugim z policją polityczną.
Instytucje te pochłaniają duże środki finansowe na swoje funkcjonowanie. Dublują konstytucyjne struktury państwowe i starają się zaszczepic strach w społeczeństwie.
Widzę tu chęć wzorowania się na zakończonym sukcesem kościelnym szalństwie inkwizycyjnym, bo stalinizm stworzył własny system represji.
15 grudnia 2007, o godzinie 00:10
Wybieram sie na urlop i najprawdopodobniej odezwe sie dopiero po Nowym Roku. Zycze wszystkim blogowiczom udanych wakacji swieckich badz religijnych, wiele prezentow pod choinka, wielu cieplych wspomnien z pamietnej Wigilii 1981 (tym, ktorzy ciagle wspominaja), i udanego Sylwestra.
15 grudnia 2007, o godzinie 00:14
Na Nowy Rok dedykuje wszystkim blogowiczom slowa Walesy o generale Jaruzelskim: „mój ongiś przeciwnik”. Jest w tych slowach jakas madrosc, ktorej wszystkim zycze. Obysmy wszyscy umieli tak powiedziec.
http://wiadomosci.gazeta......66385.html
15 grudnia 2007, o godzinie 00:22
Panie Waldku, oto i pomyślany na kilka den goos waadzyy o pańskim „frendzie”
http://kulturkampf.salon24.pl/51767,index.html
„Bajka o tym jak Zły Zbój Adaś dobrych ludzi HIV-em zarażał.
[przeniesione z likwidowanego bloga, niedziela, 28 styczeń 2007]
Na początku pewne zastrzeżenie. Tekst ten nie ma być jakąkolwiek próbą obrony Ojca Redaktora, Adama Michnika przed czymkolwiek, od sprawiedliwości dziejowej po ulewne deszcze. O Zbóju Adasiu mam opinię skrajnie negatywną, uważam go – krótko – za świnię, jedną z gorszych. Tekst ten ma być natomiast pewnym apelem o opamiętanie. Zbój Adaś stał się bowiem zbyt wygodnym chłopcem do bicia.
Ciężko podawać w wątpliwość twierdzenie, że dekomunizacja została w Niemczech przeprowadzona wzorowo. W samej rzeczy o wiele lepiej i sprawniej niż denazyfikacja. Instytut Gaucka wykazał się cierpliwością, bezstronnością, wysokim profesjonalizmem. Odtworzył ogromną ilość zniszczonych dokumentów, dał Niemcom dostęp do prawdy. Ciężko też polemizować ze stwierdzeniem, że Niemcy to jedyny kraj, któremu udało się to przeprowadzić. Bardzo istotnym czynnikiem jest tu fakt, że było to właściwie jedno państwo rozprawiające się z przeszłością drugiego – Republika Federalna Niemiec sypiąca ziemię na trumnę NRD. Nie tyle było to grzebanie w ranach własnych, co cudzych. Grzebanie we własnych boli.
Premier Mazowiecki nie wypowiedział wprawdzie słów o grubej kresce, ale jemu właśnie te słowa zostały przypisane i nigdy przeciw nim nie protestował – stał się więc uosobieniem tej idei. Sam ją wówczas popierałem. Trochę mi za to dzisiaj wstyd, ale przy potępianiu wszystkich, którzy chcieli zostawić tę przeszłość za sobą należy brać pod uwagę kontekst historyczny. Łatwo dziś rzucać kamieniami w Mazowieckiego, ówczesną Solidarność, uczestników obrad przy Okrągłym Stole. No bo zdrajcy, pozwolili ubekom wymknąć się sprawiedliwości, nie osądzili ich. Widzicie… nie mogli ich osądzić. Bo byli opozycją. A za rządem stała milicja, armia i tak naprawdę nie istniała żadna przeszkoda dla powtórki roku ’81. Za wschodnią granicą był Wielki Czerwony Brat, w Polsce masa jego baz wojskowych prężnych i gotowych do walki z kontrrewolucją, zaś apologeci i wielbiciele Gorbaczowa zapominają, że to ten sam facet który siłą próbował zdusić dążenia niepodległościowe Ukrainy i Litwy, że nigdy żadnego upadku soc-bloku nie chciał, że doszło do tego wyłącznie z powodu straszliwej nieudolności Gorbiego. Z Okrągłego Stołu mogło wyniknąć porozumienie, mógł też wyniknąć rząd suk wiozących opozycję prosto do więzień. Mało kto też pamięta dzisiaj ten niemal magiczny klimat wpatrywania się w obrady, kiedy pierwszy raz do ludzi, do narodu dotarło, że oto coś może się autentycznie zmienić. Zmienić nie na skalę większej ilości kartek, albo odrobinę mniejszego ciśnięcia przez cenzurę kabaretów i pism, ale na skalę całkowitej zmiany ustroju, wydostania się spod sowieckiej okupacji. I opozycja, i naród mogły na wiele się zgodzić, żeby Wielkiego Czerwonego Brata pożegnać. Do tego nikt, ale to absolutnie nikt nie chciał modelu rumuńskiego, z ubekami otwierającymi ogień z pistoletów maszynowych do ludzi w kolejkach, z walkami na ulicach, z niezdecydowanym wojskiem jeżdżącym czołgami to tu, to tam. Względnie z interwencją bratniego państwa socjalistycznego – bo kto wiedział, czy Ruscy nie urządziliby nam drugiej Pragi? Trzeba, koniecznie trzeba pamiętać o tym kontekście kiedy myśli się i mówi o Okrągłym Stole. Nawet jeśli opozycja poszła wtedy na zbyt daleko idące ustępstwa, należy pamiętać, że porozumienie w wyniku którego będący u władzy Kwaśniewscy i Millerowie poszliby do slumsów a ubecy prosto do więzienia nie było możliwe.
Jest taki szczególny rodzaj miłośników historii, który ma niemal wszystkich dowódców i polityków za idiotów. No bo jak można podejmować takie lub inne decyzje, skoro skutki były tak opłakane? I to jest ogromne nieporozumienie. W wyniku właściwej decyzji może dojść do katastrofy. To nie czyni decyzji niewłaściwą. W wyniku decyzji całkowicie nieprawidłowej może dojść do bardzo pozytywnych skutków. To nie czyni owej decyzji prawidłową. Człowiek podejmujący decyzję teraz, w tej chwili, nie wie jakie będą jej skutki. Rząd Mazowieckiego miał do wyboru wziąć się za gospodarkę (inflacja bliska 1000% w skali roku, przy której życie gospodarcze kraju jako takie po prostu nie istnieje) i postarać się korzystając z unikalnej historycznie pozycji jak najszybciej ustabilizować kraj i uczynić przemiany nieodwracalnymi, albo wejść na kurs rozliczeń, sądów, całkowicie nastawić się na przeszłość, nie na teraźniejszość. Na dwie olbrzymie prace – rozliczenie z historią i jednocześnie odbudowę kraju nie było stać ani narodu, ani rządu. Osobiście uważam, że skupienie się wówczas na historii zaprowadziłoby nas tam, gdzie zaszła Rumunia czy Bułgaria. Niemniej z braku owego rozliczenia wynikło ogromne zło. Uwłaszczenie się ubeków i czerwonych na majątku państwowym, ich całkowity na pewien czas monopol w mediach, skrajna bezczelność z którą komuniści mogli sobie za pieniądze KGB stworzyć partię która w przyszłości miała dojść do władzy. Widzicie… po rządzie Mazowieckiego sytuacja była już w miarę stabilna, można było wziąć się do przynajmniej częściowego rozrachunku z historią. Dlaczego do tego nie doszło? Dzisiejsza prawica ma na to jedną odpowiedź – „Michnik”.
To jest bełkot. Kłamstwo. W wyborach parlamentarnych w 1991 roku partie antykomunistyczne zdobyły ponad 40% głosów i całkowitą przewagę w parlamencie. Jedyne co mogło wówczas powstrzymać opozycję antykomunistyczną przed stworzeniem czegoś podobnego do Instytutu Gaucka była wzajemna nienawiść. Unia Demokratyczna nie była przeciwko dekomunizacji jako idei, jedynie przeciw dzikiej lustracji, nieujętej w karby prawa i służącej jako narzędzie walki politycznej (czyli dokładnie przeciw temu, co zrobił później Macierewicz). Prezydentem był człowiek, który doszedł do władzy na hasłach dekomunizacyjnych. Szefem jego gabinetu był Kaczyński, sojusznik Wałęsy z czasów jego walki z resztą opozycji. Michnik był redaktorem naczelnym gazety, która w żaden sposób nie była jedyną w Polsce. Nie miał możliwości przeszkodzenia rządowi solidarnościowemu w dekomunizacji. Dlaczego do niej nie doszło? Z powodu największego wroga polskiej „prawicy”. A mianowicie… polskiej „prawicy”. Terry Pratchett napisał kiedyś ładnie o Szkotach (cytat z pamięci) – „w malowniczych górach Szkocji dzielni szkoccy górale walczą ze swoimi śmiertelnymi wrogami – Szkotami”. Podmienić nazwy i mamy polski ruch antykomunistyczny. Nienawidzili się tam wszyscy. Każda partia kłóciła się z inną. Nieudolność była najwyższą cnotą, dziwem nad dziwy było kiedy udało się zrobić cokolwiek. Masa ludzi z dawnej Solidarności, kiedy tylko poczuła waaaadzę, zapomniała w ogóle o jakiejkolwiek idei, o Polsce, o reszcie tego całego bagażu ideologicznego i wzięła się za nabijanie sobie kieszeni i polowanie na stołki. No – kto jeszcze pamięta to uczucie obrzydzenia z jakim patrzyło się na pierwszy prawdziwie demokratyczny parlament?
Michnik nie odpowiada za wybuch Wezuwiusza. Michnik nie odpowiada za II Wojnę Światową. Nie odpowiada też za Auschwitz, za Ptasią Grypę i za nieudolność pierwszego demokratycznego sejmu, za nieudolność Kaczyńskich, Olszewskich, Wałęsów, za głupotę Macierewiczów. Tym bardziej nie jest odpowiedzialny za to, że rząd Olszewskiego wypowiedział wojnę wszystkiemu i wszystkim (PiS odziedziczył tego ducha) i za pierwszy i główny cel postawił zrażenie do siebie partii liberalnych poprzez uparte wpychanie Polsce socjalizmu, a zraziwszy już do siebie wszystko i wszystkich i zrobiwszy z siebie pośmiewisko przy swojej skrajnie nieudolnej próbie wzięcia się za dekomunizację – upadł. SLD i PSL nie doszły do władzy z powodu spisku Michnika i Żydów, ale dlatego, że naród rzygał już postsolidarnościowcami i miał o nich opinię niewiele wyższą, niż o zawartości przeciętnej studzienki ściekowej. Zły Zbój Adaś nie jest wszechpotężnym demiurgiem. Jest świnią – oczywiście. Człowiek z zadatkami na prawdziwą wielkość, który autentycznie zasłużył się dla Polski (zabawne jest słuchanie podważającego te zasługi Giertycha, którego wystawiany w wyborach prezydenckich przez LPR tatuś był w 81 pomagierem Jaruzelskiego), który następnie ześwinił się i stoczył tak, że człowiek mógł tylko przecierać oczy ze zdumienia i zastanawiać się jak coś takiego, jak taki potworny upadek moralny aż do poziomu taplania się w basenie z Urbanem jest w ogóle możliwy. Ale Michnik był rednaczem gazety o zasięgu około 2 milionów, znacznie mniejszym niż od dawna popierające dekomunizację Radio Maryja. Nie mógł uchwalać ustaw, nie mógł skłócić ze sobą partii opozycyjnych. Nie musiał zresztą.
Dziś Zły Zbój Adaś jest bardzo wygodnym chłopcem do bicia. Człowiek, Polak zwłaszcza, ma tę tendencję do zrzucania swoich win i głupot na innych. To nigdy nie ja, to zawsze ci źli Oni. I rząd Olszewskiego staje się czysty jak łza, wojny prowadzone przez Wałęsę i Kaczyńskiego z resztą świata znikają w pomroce niepamięci, kłótnie, afery, dziecinne fochy i obrażanie się, bezmiar podłości, nieuczciwości i w końcu rażącej, potwornej niekompetencji którymi wykazały się formacje postsolidarnościowe znika gdzieś w różowej mgle wspomnień spod znaku „tego nie było” zaś wszystkie swoje winy i wszystkie rezultaty swojej głupoty i nieudolności składa prawica u stóp Michnika. Gdyby Michnik mógł sam jeden zastopować jakąkolwiek lustrację w Polsce, bez wątpienia by to zrobił. I wówczas byłby winny. Ale nie mógł. Nie zrobił tego. Cała, absolutnie cała wina leży po stronie naszej „prawicy”. Zrzucanie swoich win na człowieka, który zapewne chętnie przyjąłby je jako zasługi jest zapewne odruchem bardzo naturalnym, ale też niezwykle tchórzliwym.
Czy przesadzam z teorią chłopca do bicia? Symptomatyczny tekst, proponuję przeczytać uważnie:
http://lukaszwarzecha.sal.....index.html
Czy teraz to widać? Autor ma informacje o tym że jedna (jedna!) Monika O. poszła z facetem do łóżka, bo nie chciała wyjść na rasistkę (nie wnikam, skąd te informacje pochodzą, założę, że autor ich sobie nie wymyślił). I stąd bierze się to: „Byłaby to wszystko czysta farsa i memento dla wyznawców politycznej poprawności, gdyby nie kilka, a może i kilkanaście (a kto wie, czy nie kilkadziesiąt) dziewczyn, tak otumanionych politycznie poprawnymi bredniami, że dziś nie wiedzą, ile życia im zostało”. Na podstawie tej jednej Moniki O, autor czyni ofiarami politycznej poprawności wszystkie, wszystkie ofiary roznosiciela HIV. Każdą jedną. Widzicie – to nie te dziewczyny złapały HIV jak kretynki idąc do łóżka bez żadnego zabezpieczenia (przy okazji – te same lewackie siły, na które pomstuje autor propagują używanie zawsze zabezpieczeń). To nie ten czarny jest winny, zarażając je mimo pełnej wiedzy o swojej chorobie. Winny jest Michnik. „Pięknie opisała tę sprawę „Gazeta Wyborcza”, mająca akurat największe zasługi w propagowaniu wszystkich tych postaw, na których roznosiciel HIV żerował”. Michnik zaraził je HIV. Wszystkie. Nie ma możliwości, że te durne baby należały po prostu do warszawskiego tłumu, który ma joba na punkcie czarnych (naturalny biologiczny mechanizm włączania odmiennych genów do lokalnej puli). Poczytajcie trochę blogów takich dziewczyn, nietrudno się po nich zorientować, że jedna z drugą słowa „polityka” nawet napisać nie potrafi i chodzi im wyłącznie o czarny kawał mięcha. Ale to jest niemożliwe. Takich osób nie ma. Są tylko nieszczęsne ofiary dokonanego przez Michnika prania mózgu, które nie miały żadnego wyboru, żadnej wolnej woli, z których autor zdejmuje wszelką odpowiedzialność za konsekwencje swoich poczynań. I z nich, i ze sprawcy. Winny jest Michnik. Wszystkiemu. Po tym tekście ciężko nawet wymyślić tak absurdalne, pozbawione nawet kobiecej logiki oskarżenie, którego nasi, roznamiętnieni chorobą swojego Arcyzłoczyńcy publicyści, nie zdołali na niego rzucić. Trochę to obrzydliwe, trochę to żałosne. Na pewno niezwykle tchórzliwe.
Minęło półtora roku od chwili dojścia Kaczyńskich do władzy. Niczego na kształt Instytutu Gaucka w Polsce nie ma. Lustracja jest rozgrzebana, wiecznie w pracach, wiecznie w uchwałach, wiecznie w negocjacjach. Teczki znowu używane są jako broń. Dostęp do nich mają rządzący i nikt nie widzi nic dziwnego w premierze siedzącym na swojej teczce przez pół roku i grzebiącym w niej do woli, robiąc z nią co zechce bez niczyjej kontroli i dozoru. Teczki trafiają do dziwnych rąk, na podstawie dziwnych procedur lub ich braku. Jeśli za ważny historycznie i etycznie cel uznać przeprowadzenie sprawnej lustracji na zasadzie dostępu do informacji przez wszystkich obywateli III RP, z dobrze finansowanym i sprawnym IPN, to tego celu nikt nawet nie spróbował osiągnąć. Schorowany Michnik jako siła polityczna już nie istnieje, Gazeta Wyborcza jest ciężko ranna. Na kogo teraz zwali się winę? Przecież na pewno winnych nie należy szukać w lustrze, to nigdy my, to zawsze jacyś Oni.
W sumie głupie pytanie. I Radio Maryja i LPR świetnie wiedzą kto jest winny. Wszystkiemu. Zawsze. Na pewno nie Polacy, prawda?”
15 grudnia 2007, o godzinie 01:01
Narciarzu2 – pomyślnych zjazdów i slalomów. Nie masz pojęcia, jak bardzo tęsknię za wiatrem na policzkach, skrzypieniem śniegu pod nartami. Niestety, te radości już poza mną. Wiem jednak doskonale, że wypoczynek na śniegu, przy niewielkim mrozie jest wypoczynkiem najpełniejszym. Życzę słońca i firnu. Wesołych Świąt!!!
15 grudnia 2007, o godzinie 01:44
Wspólna Europa dopiero się rodzi. Oby się rodziła ponad, czy raczej poza głowami polityków. Europa to ludzie. Im więcej będą podróżować, poznawać się nawzajem tym większa będzie jej spójność od tego czy jakiemuś politykowi coś się podoba lub nie. W dobie powszechnej dostępności do informacji, a przede wszystkim internetu, telefoni komórkowej i telewizji satelitarnej proces nabierania do siebie ufności może być szybki. To, co może grozić spójności europejskiej czai się w głowach polityków – różnej maści. Ja się cieszę, że zarówno na „normalnej” prawicy, jak i lewicy wola do stworzenia wspólnej wielonarodowej Europy jest taka sama. Jednak na „nienormalnej” prawicy i lewicy może się czaić chęć rozbudzania różnych narodowych fobii – tych prób w najbliższych kilkudziesięciu latach może być sporo. I to nie dlatego, że będą odzwierciedlać rzeczywiste problemy lecz dlatego, że może być to sposób na znalezienie wyborczego poparcia. Skoro elektorat proeuropejski został zagospodarowany przez jasno określone partie to partyjniacy będą mieli interes w tym, aby szukac i ośmielać do głosowania tych, którzy ufności do innych nacji nie mają, z ledwością je tolerują – głównie dlatego, że innych nacji po prostu nie rozumieją. Stąd marwi mnie na równo sprawa niemieckich neonazistów, z którymi demokratyczne państwo nie potrafi sobie poradzić, jak i nasza toruńska, antyeropejska sekcja, która, o zgrozo, pod hasłami katolicyzmu wciąż rozbudza narodowie fobie i wrogość do innych nacji.
Niech ludzie jeżdżą z jednego krańca Europy w drugi, na południe, wschód, północ i zachód. Niech się krzyżują drogi. Dla większości to podróże w nieznane, odkrywanie nowych światów – choćby tych w Koziej Wólce. Niech poczują się Magellanami i Kolumbami, niech nie jeżdżą tylko za pracą.
Niech się Europejczycy przede wszystkim uczą. Uczą o świecie, ekonomii, sztuce, kulturach i ludziach. Z dobrą oświatąi szkolnictwem oszołomstwo nie będzie miało szans.
………………………………..
A oczywiście, że w grudniu 1981 r. nie groziła nam żadna interwencja. To, co pisałem wówczas, dziś trąbią inni a powołują się na te same dokumenty – oni dostali kasę, ja nie:(
Frajer ze mnie.
Do dyskusji sprzed roku nie chce mi się cofać. Powtórzę jednak, że oczywistą oczywistością jest, że jeśli ktoś twierdzi inaczej to błądzi.
…………………………..
Ktoś zauważył powyżej, przepraszam że nie pamiętam, że niemieccy żołnierze zrzucając szlaban na zdjęciu stali za orłem, co wskazuje, że stali od polskiej strony. Nie jest to prawdą. Od strony Niemieckiej, gdy wjeżdżamy do Polski nie wita nas goły szlaban, ale szlaban z orłem. Tak samo nas orzeł żegna – są dwie drogi. Jak jest, gdy jest jedna – nie wiem. Pewnie są dwa szlabany, a pomiędzy nimi jest straż graniczna sprawdzająca dokumenty.
15 grudnia 2007, o godzinie 01:45
Jasnaanielko,
Azrael zawiesza swój blog w Salonie24 po raz któryś już tam. I ja się tylko dziwię, że tam wraca, gdyż miejsce to już dawno zeszło na psy. Tak jak kiedyś bywałem tam dość często, tak teraz robię to sporadycznie i tylko niesmak po takiej wizycie zostaje. A Azrael od dawna publikuje na:
http://azraelk.wordpress.com/
a teraz dodatkowo na:
http://azraelkubacki.blog.onet.pl/
15 grudnia 2007, o godzinie 02:02
A oczywiście, że w grudniu 1981 r. nie groziła nam żadna interwencja.
—
No to wypracowuje się na tym blogu jakiś consensus. :) Bo i ja tak uważam. Tyle, ze ta oczywistość nie jest do samego końca dla mnie, aż tak oczywista. Uważam bowiem, że taką interwencję mogło akurat sprowokować wprowadzanie stanu wojennego, tyle że wprowadzenie tak nieudolne, ze spowodowałoby w rezultacie upadek władzy przez PZPR.
Natomiast zgadzam się z Leszkiem. Prawdopodobieństwo wkroczenia wojsk radzieckich do Polski w grudniu 1981 w przypadku nie wprowadzenia stanu wojennego było znikome.
15 grudnia 2007, o godzinie 02:39
Zostalem dluzej w pracy, zajrzalem do blogu, i co widze? „A oczywiście, że w grudniu 1981 r. nie groziła nam żadna interwencja.” Sa pomiedzy nami osoby wierzace. Wystarczy napisac slowa „oczywiście” oraz „żadna”, i z wysoce dyskusyjnej tezy robi sie prawda objawiona niepodlegajaca dyskusji. Alleluja.
-
Natomiast Andrzej, skadinad ekspert od wkraczania, napisal tak: „Prawdopodobieństwo .. było znikome.” I to jest ciekawe uzycie slowa „prawdopodobieństwo”. Trzeba albowiem przypomniec, ze wedlug definicji Kolmogorowa, aby mowic „prawdopodobieństwo”, trzeba wpierw przeprowadzic proby statystyczne. A konkretnie, probowac zrobic Sierpien iles tam razy (powiedzmy, 100 razy) i liczyc przypadki „wkroczyli” oraz „nie wkroczyli”. Po podzieleniu „ile razy wkroczyli” przez „ile bylo prob” daje w wyniku prawdopodobieństwo. Takich rzeczy kiedys uczyli w szkolach na przykladzie rzucania kostka, ale najwidoczniej uczyc przestali. I dlatego ekspert moze teraz uzywac slowa „prawdopodobieństwo” zamiast „gleboko wierze, ale nie potrafie udowodnic”. Zawsze to lepiej wypowiadac sie naukowo.
-
Chcialbym takze odnotowac autorytatywne stwierdzenie czlowieka z japonii, ze Michnik to swinia. Dowodow nie podano. Uzyto takze stwierdzenia „czarny kawał mięcha”, ktore kaze zapytac o kulture osobista Japonczyka. Na pewno byloby mu glupio, gdyby sam zostal nazwany „zoltym kawałem mięcha” w swoim japonskim jezyku. Poza tymi drobnostkami, wpis bardzo interesujacy oraz napisany poprawna polszczyzna. Ciekawe, gdzie w Japonii sprzedaja klawiatury z polskimi literami?
-
Anielko, nie jade na narty. Wrecz przeciwnie, na zyczenie zony jade tam, gdzie jest co najmniej 15 stopni C, ale nie wiecej niz 20. Prawdopodobnie Smoky Mountains na poludnie od nas. Na prawdziwe narty planuje pojechac do Aspen (Kolorado) dopiero w lutym.
-
A teraz dobranoc.
15 grudnia 2007, o godzinie 03:01
Narciarzu, masz dużo racji, ale nie do końca. Nie trzeba wykonywać żadnych prób statystycznych, aby określić np. prawdopodobieństwo uzyskania szóstki w rzucie symetryczna kością. Poza tym życie jest życiem i jakoś wysławiać sie trzeba. A mnie – marnemu humaniście – nic lepszego od słówka „prawdopodobieństwo” do głowy nie przyszło.
Co do wkraczania wojsk radzieckich to chciałbym zwrócić uwagę, że zarówno ja, jak i Leszek wypowiadaliśmy sie tylko odnośnie grudnia 1981r. ;). A chyba niewiele osób sądzi, aby w tym konkretnym miesiącu istniało realne zagrożenie radziecką interwencją.
15 grudnia 2007, o godzinie 03:03
narciarz
ci, którzy twierdzą, że groziła interwencja podają za przyczynę mające być prawdopodobne odsunięcie PZPR od władzy. Napisz mi jak w grudniu 1981 r. mogłoby się to stąć.
Ja nie znam żadnego świstka dokumentu potwierdzający słuszność tezy o grożącym komunistom w PRL zamachu stanu.
15 grudnia 2007, o godzinie 03:25
Andrzeju i Leszku:
nie watpie, ze po raz kolejny wywiaze sie zacieta dyskusja oparta na niepelnej informacji, selektywnym dostepie do rosyjskich archiwow, i niektorych dokumentach udostepnionych dla podbudowania politycznie motywowanych celow (bo chyba nie watpicie, ze taki byl klucz udostepniania dokumentow przez strone byla radziecka). Po raz kolejny nie dojdziemy do prawdy. Po raz kolejny wlaczy sie Bernard i Mawar. Dlatego postuluje, aby odpowiedzial wam Gospodarz, choc i jemu tez na pewno nie uwierzycie. Jesli mu sie chce po raz kolejny powtarzac to, co juz wiele razy napisal.
-
A teraz naprawde juz musze sobie isc od kompa.
15 grudnia 2007, o godzinie 03:38
Mając te strzępy manipulowanych dokumentów narciarz jest pewny, że w grudniu 1981 r. „S” była gotowa odsunąć PZPR od władzy, wyrzucić sowieckie garnizony z Polski i wyjść z RWPG oraz układu warszawskiego. A za tem Jaruzelski musi być oczywiście obściskiwany, że uratował Polaków od katastrofy. Z jakich powodów może tak twierdzić jeśli nie politycznych?
15 grudnia 2007, o godzinie 04:26
Zaczalem wiazac buty, ale przyszla mi mysl do glowy, wiec ja zapisze i zachowam sie brzydko, bo juz nie przeczytam odpowiedzi. Mysl jest taka. Czy pamietasz, Leszku, okreslenie „zbrodnia obrazy majestatu”? Byla ona karana najwymyslniejszymi metodami egzekucji. Wlasciwie dlaczego? Otoz dlatego, ze „obraza majestatu” oznaczala wylamanie sie z porzadku prawnego, moralnego, i zanegowanie zasady organizacji spoleczenstwa opartego na podleglosci monarsze. To, czy monarcha czul sie obrazony, pewnie nie mialo wielkiego znaczenia. Zapewne nikt go o to nie pytal. Wazne bylo wylamanie sie z porzadku spolecznego przez winowajce. I za to wlasnie nalezala sie kara.
-
Moze jeszcze raz, ale nieco inaczej. Wyobrazasz sobie, ze ktos moglby podejsc do krola i publicznie poklepac go po ramieniu? Co by sie wtedy stalo? Ano, taki ktos bylby sadzony jako przestepca. Czy mialoby znaczenie, czy poklepal bardzo mocno, czy tylko troche? Zapewne by nie mialo. Liczyl sie sam fakt poklepania, czyli zrownania siebie samego z krolem. Na tym wlasnie polegala zbrodnia.
-
Stosujac ten sam krag pojeciowy do sytuacji z 1980/81 roku, niezalezny ruch spoleczny byl zanegowaniem zasady feudalizmu socjalistycznego, bo tak nalezy nazwac system wasalnej podleglosci Kremlowi. Kreml, jak wiadomo, tolerowal wtedy male i slabe grupy dysydenckie, jesli nie przekroczyly one niewielkich rozmiarow. (Stalinizm, jak wiadomo, nie tolerowal, wiec nastapil wtedy juz pewien postep). Natomiast duzy ruch spoleczny lub polityczny nie byl tolerowany. Solidarnosc, jak wiadomo, byla ruchem nie tylko duzym, ale wrecz ogromnym. Na skali feudalizmu socjalistycznego Solidarnosc byla jak kopniak publicznie wymierzony krolowi. Krol nie mogl nie zareagowac, jesli tylko chcial pozostac krolem.
-
Z tego punktu widzenia nie jest wazne, co Solidarnosc wtedy robila albo od czego sie powstrzymywala. Sam fakt jej istnienia w takich rozmiarach byl nie do pogodzenia z ustrojem wasalnym. Pozostawala tylko kwestia metod, jakimi Solidarnosc (a szerzej, Polacy) mieli zostac sprowadzeni z powrotem do stanu podleglosci. Mysle, ze Kreml mial wtedy w zanadrzu wiecej niz jedna metode. Calkiem slusznie i zgodnie ze swoim interesem w polityce swiatowej, wybral najpierw metode stosunkowo najlagodniejsza. Bylo nia pozwolenie Polakom, aby sami u siebie zaprowadzili porzadek. Nie mam watpliwosci, ze gdyby ta metoda zawiodla, Rosjanie interweniowaliby sami.
-
Tak sie ironicznie zlozylo, ze „zaprowadzenie porzadku” w Polsce przez Polakow bylo stosunkowo najlagodniejszym rozwiazaniem takze dla samych Polakow. Jedno trzeba powiedziec bardzo wyraznie: kohabitacja Solidarnosci z systemem wasalnym w Polsce byla wtedy wykluczona, bo oznaczalaby ona przyzwolenie systemu wasalnego na autodestrukcje. (Dowod na slusznosc tej tezy nastapil w w 1989 roku.) W roku 1981 nie bylo gotowosci na taki scenariusz.
-
Tak wiec ja osobiscie uznaje szczegolowe dyskusje nad taktyka Solidarnosci za zbedne. Sam fakt istnienia niezaleznego ruchu spolecznego o duzych rozmiarach byl wowczas nie do zaakceptowania dla Kremla, niezaleznie od tego, co ten ruch robil albo nie robil.
-
Dlatego odpowiedz na pytanie „czy by weszli” jest jednoznaczna: poniewaz nie byli oni wtedy jeszcze gotowi na autodestrukcje, to niewatpliwie tak, gdyby „opcja polska” zawiodla. Na szczescie dla nas wszystkich, „opcja polska” nie zawiodla, choc niewatpliwie byla ona niezwykle nieprzyjemna i traumatyczna dla wielu.
15 grudnia 2007, o godzinie 04:27
A jesli ktos ma watpliwosci, do czego jest zdolna dyktatura, ktora nie jest gotowa na kohabitacje, to prosze sobie przypomniec slowo Tienanmen. Kiedy my swiecilismy pokojowe rozwiazanie w roku 1989, w Chinach gineli ludzie. Slowo Tienanmen nie jest w Polsce popularne, bo uzmyslawia ono, ze dyktatura jednak ma alternatywe silowa, jesli ma taka ochote. My Polacy wolimy po fakcie pogardzac niegdysiejszym przeciwnikiem, ktory wybral opcje pokojowa. Wolimy odmawiac wielkodusznosci Kiszczakowi i Jaruzelskiemu i sobie przypisywac cale zwyciestwo. Czyniac tak, pokazujemy, jacy sami jestesmy maloduszni. Bo ci ludzie mogli wybrac opcje Tienanmen, a jednak tego nie zrobili. Dlatego ja osobiscie mam dla nich szacunek, choc przyznam, ze niechetny. W kazdym razie jednak wiekszy, niz dla bohaterow ostatniej godziny, ktorych sie potem namnozylo nad podziw.
15 grudnia 2007, o godzinie 04:29
Leszek, jestes nienauczalny, a do tego sugerujesz mi niskie intencje. Koncze te dyskusje z niesmakiem na Twoj temat.
15 grudnia 2007, o godzinie 04:46
W supercwany sposób?
15 grudnia 2007, o godzinie 05:07
W.Kuczyński, nie pasuje do pana taka wylewność. Podziękowanie przyjmuję serdecznością. Szczerze przyznam, że nigdy nie uważałem pana za taką ostateczną kanalię, która by sprytnie nie podziękowała napominana. Po prostu tak się panu ułożyło, że jest pan jak wielu złym „człowiekiem”. Niech pan lepiej popatrzy na innych, Mawara itp zamiast się tak niemożebnie biczować. Tacy jak pan co to lubią trochę zła – to norma. Bosch to nieźle namalował. Ja wolę Beksińskiego z tym wąwozem z ciał uziemionych. Malował to pod wpływem II Wojny Św.
,
Przed chwilą w TV przypomniano słowa powiedzenia „wstąp do ZOMO zanim ZOMO wstąpi do ciebie”. Czy rzeczywiście tak agitowano?
15 grudnia 2007, o godzinie 05:19
I jeszcze coś, tym razem do gospodarza, pana Kuczyńskiego – proszę uważać na Mawara – najpierw będzie pisał o polityce w blogu, a potem obgada pana do kuzynów via internet.
PS Gospodażu, zżyłem się trochę z tym jakże częstym gościem na pańskim blogu W.Kuczyńskim, ale proszę mi wierzyć dopuszczanie takich nicków tworzy tylko haos. Nawywija pod cudzym nazwiskiem, a potem pan musi w jego imeniu usuwać wpisy i atakować NIEKTÓRYCH ludzi blogu.
15 grudnia 2007, o godzinie 09:45
Agitowano jeszcze piękniej; Wstąp do ZOMO – wyjdziesz na ludzi!
;
Dyskusja Narciarza2 z Leszkiem… Bardzo ciekawa i mądra wypowiedź Narciarza z pesymistycznym zakończeniem.
Ta dyskusja nie ma żadnych szans na jakiekolwiek sensowne zakończenie. Dobrze, że Narciarz pojechał na urlop.
15 grudnia 2007, o godzinie 10:18
„Mityczna głupota prawicowców jest bezdenna i niewątpliwa” – pisze u Passenta jeden ze stałych blogowiczów. Przyznaję, że dopiero dziś przeczytałam jego wpis, bo wydał mi się za długi i ominęłam go wczoraj. Za to dziś przeczytałam refleksje emigranta stanu wojennego z rosnącym zaciekawieniem. Nie zawsze się z nim zgadzam i tym razem też niekoniecznie ze wszystkim, ale wypowiedź bardzo ciekawa.
http://passent.blog.polit.....ment-72007
15 grudnia 2007, o godzinie 10:20
Mój pogląd na rok 1981 jest taki jaki był. Po pierwsze sam fakt istnienia „S” likwidował system komunistyczny i to bylo tylko kwestia czasu. Socjologicznie, politologicznie te dwa układy nie mogły z soba współistnieć na trwałe. Nie mozna powiedzieć, że „S” nie chciala obalic systemu, bo były w niej nurty, ktore rosły w siłe i tego chciały. I to bylo widać jak na dłoni patrzac na ewolucje ruchu od związkowego przez samorządowy do politycznego (powstawanie zalazków partii, usuwanie PZPR z gospodarki, postulaty wolnych wyborów). Sprawa była jak na dloni nieuchronnie porowadząca do upadku systemu. Nie ma w historii ludzkości ani jednego przypadku, by rewolucja zawarła kompromis ze starym rezimem.
Po drugie Sowieci interweniowali w Berlinie (1953), Węgrzech(1956) i o malo co w Polsce (tylko obietnica Gomułki, że spacyfikuje ruch powstrzymala inwazje, ona juz była w toku), Czechosłowacji (1968). Ba, nawet w okresie najwiekszej smuty zmiażdżyli Czeczenię. Dlaczego by mieli wstrzymać sie w Polsce najważniejszym dla nich kraju w Europie wiedzac, ze jak dopuszcza upadek komunizmu to bedzie efekt domina.
Argument o Afganistanie jest smieszny. W 1981 roku oni nie mieli poczucia, ze tam ugrzęźli. A w szczycie interwencji mieli tam 5% swego potencjału.
Teraz ten stenogram. Po pierwsze sa dziesiatki faktów, ktore wskazuja na gotowośc inwazji. W szczególności obecność wokół polski inwazyjnej struktury aż poza rok 1982. Czy te fakty są bez wartości, czy jedyne co o nich mozna powiedziec, to to, że byly bluffem? Po drugie; pytanie czy stenogram jest pełny, czy jest odekwatny do tego co mówiono, czy jest dobrze przetlumaczony, czy sa wiarygodne potwierdzenia od innych uczestników, że odpowiada prawdzie. Dopiero po takim zbadaniu stenogramu mozna ocenic jego wagę. I jest niewyobrażalnym naduzyciem i profesjonalna kompromitacją wyciaganie wniosku, że nie byloby inwazji z jednego zdania Andropowa? Przeciez kanonem badania historycznego jest ocena źródła.
Kolejne pytanie – na ogół panuje zgoda, że ruscy gotowi byli wejśc w grudniu 1980 roku. Co takiego stalo sie przez 16 miesięcy, że w grudniu 1981 gotowi byli dopuścic do upadku komunizmu w Polsce? Nic! Nie byli gotowi tak samo jak w grudniu 1980 roku.
Stenogram jest z posiedzenia na 3 dni przed 13 grudnia. Wtedy oni wiedza, że Jaruzel ma cała operacje przygotowaną, gotową do odpalenia tylko sie waha! Tak jest waha się, wie że musi, bo jak nie zrobi to pierwszy straci glowę i boi sie. Dlaczego wierzy sie sowieckim skurwysynom, jakby byli apostołami prawdy a nie wierzy sie człowiekowi, który stał przed straszliwa decyzja i mówi, że do godziny 14.00, 12 grudnia wahał się z podjęciem decyzji! I Ruscy naciskaja na niego. „Nie pomozemy ci, musisz to zrobic sam! A w domysle jest „bo jak nie zrobisz to….” Tak nalezy czytac ten stenogram. Tylko pseudohistoryk może odrzucić takie właśnie zinterpretowanie i przyjąć na 100 % inne. To jest znamienne – cokolwiek powie Jaruzelski to kłamstwo, cokolwiek powie sowiecki generał, byle mówił, że byli najwiekszymi orędoenikami niepodleglości Polski i w żądnym razie nie chcieli mieszać się w nasze sprawy (jak zawsze przeciez w historii) to Ewangelia!
O zamiarach ruskich swiadczy właśnie grudzień 1980 roku. Wtedy błyskawicznie przygotowano strukture inwazyjna, bo byli spanikowani, że system zawali sie bardzo szybko. Ale walil sie powoli, dzięki ludziom zdajacym sobie sprawe o co sie gra i po stronie władzy i po stronie „S”. To pozwoliło Jaruzelskiemu przygotować „polskie” rozwiązanie i w grudniu 1981 ono bylo gotowe. I oni je znali, bo byli informowani, właśnie po to, żeby trzymac ich z daleka. Gdyby nie było tego rozwiązania, albo gdyby Jaruzelowi sie powinela noga wtedy by weszli bezwzględnie. Nie bylo żadnej mozliwości odzyskania niepodleglosci w roku 1981, była szansa na kolejne powstanie z wiadomum skutkiem.
W istocie rzeczy Jaruzelski, choćby kierował się najgorszymi motywami był wtedy zbawca Polski od nieszczęścia i uratował zycia wielu ludzi może i z nas. W odróznieniu od 4 generalów którzy w lipcu 1944 kierujac sie wzniosłymi motywami przylozyli ręke do hekatomby narodowej, jaka bylo powstanie. Dziś oni sa bohaterami, a Jaruzelski wyrzutkiem, ale tylko części narodu.
15 grudnia 2007, o godzinie 10:33
Zastanawialem sie, czy napisac cos na tegoroczna rocznice 13 grudnia, ale doszedłem do wniosku, ze nie mam nic nowego do napisania czego bym nie napisał wcześniej. W dziale publicystyka są dwa teksty na ten temat. Oto linki jesli ktos chce rzucic na nie okiem:
http://kuczyn.com/papers/publicystyka/schwytany_noca_20051220.pdf
http://kuczyn.com/papers/.....050908.pdf
15 grudnia 2007, o godzinie 11:03
Ja grudzień 1981 postrzegam niczym sytuację z antycznej tragedii: bieg wydarzeń zmierza ku tragicznemu zakończeniu i wszyscy rozsądni ludzie po obu stronach zdają sobie z tego sprawę, ale nie ma żadnej siły, która mogłaby to powstrzymać.
Tym, którzy koncentrują się na nierozstrzygalnym dylemacie „weszliby, czy nie weszliby”, zadałbym pytanie: jak sobie wyobrażacie dalszy rozwój sytuacji przy założeniu, że w grudniu Jaruzelski nie wprowadziłby stanu wojennego a Sowieci nie interweniowaliby zbrojnie? Co by się działo w Polsce, powiedzmy, w lipcu 1982? Jak miałby wyglądać ten kompromis, na który nie tylko zgodziłyby się obie strony w kraju, a na dodatek jeszcze Wielki Brat? Mnie jakoś nie starcza wyobraźni na optymistyczną wizję.
15 grudnia 2007, o godzinie 11:26
Wyjaśnię tak na wszelki wypadek, bo temat drażliwy i gotowy ktoś pomyśleć, że przez rok zmieniłem diametralnie poglądy. Otóż ja nie mam wątpliwości, że gdyby nie zdecydowana postawa polskich władz to Rosjanie wcześniej czy później (w zależności od rozwoju sytuacji) by wkroczyli. To co pisałem powyżej to stwierdzenie, ze mało prawdopodobne było, aby to nastąpiło akurat w grudniu 1981r. Starałem się zwrócić na to uwagę, ale że temat drażliwy, to i nikt – jak sądzę – nie zwrócił na to uwagi. Stąd wyjaśnienie.
15 grudnia 2007, o godzinie 11:29
Ile można o tym stanie wojennym!
Nuda!
15 grudnia 2007, o godzinie 11:29
Andrzej:
.
Dla oderwania się od niezmiernie poważnych kwestii politycznych podzielę włos na czworo. W temacie prawdopodobieństwa.
Otóż matematyczna teoria prawdopodobieństwa zajmuje się wyłącznie wydarzeniami powtarzalnymi. Takim jest rzucanie kostką, gdyż w pewnym przybliżeniu możemy przyjąć, że kolejne rzuty mają identyczny przebieg i na wynik wpływają te same czynniki. Teoria nic nie może powiedzieć na temat prawdopodobieństwa zdarzeń jednorazowych, które nigdy się już nie powtórzą i nie mogą powtórzyć w identycznym kontekście. To właśnie miał na myśli Narciarz.
Natomiast w potocznym użyciu słowo „prawdopodobne” nawiązuje nie do aksjomatów Kołmogorowa, lecz do swego źródłosłowu: „podobne do prawdy”. Czyli mówi o subiektywnym odczuciu mówiącego, nie zaś o wyniku jakichś obliczeń.
Byle tylko nie mieszać ze sobą tych dwóch znaczeń.
15 grudnia 2007, o godzinie 11:30
Torlinie, a o czym chcesz porozmawiać?
15 grudnia 2007, o godzinie 11:37
A tym, którzy nie czytali polecam:
http://www.gazetawyborcza.....58293.html
Oczywiście tak zwana prawa strona już wydała wyrok – historia wyssana z palca, a postaci wymyślone. Nie można wykluczyć i takiego wyjaśnienia. Tylko nie bardzo wiem, po co miałby ktoś to robić.
15 grudnia 2007, o godzinie 11:39
Paweł,
znakomite wyjaśnienie.
15 grudnia 2007, o godzinie 11:43
Panie Waldemarze,
bardzo świeżo i przekonywująco Pan to napisał. Wydaje mi się, że po przeczytaniu tego tekstu dyskusja może się tylko urwać.
15 grudnia 2007, o godzinie 11:52
Stan,
nie miej złudzeń. Pragnienie dintojry nad „zdrajcą” jest w części narodu niegasnące. A pierwszymi świadkami „zdrady” sowiecka nomenklatura kochajaca wolna Polskę, tak jak w innych sprawach SB-cy nigdy się nie okłamujący.
.
15 grudnia 2007, o godzinie 12:39
Waldemar Kuczyński
„Argument o Afganistanie jest smieszny. W 1981 roku oni nie mieli poczucia, ze tam ugrzęźli. A w szczycie interwencji mieli tam 5% swego potencjału”.
-
Wątpliwe, aby było to 5 proc. Poważne źródła podaja, że ZSRR utrzymywał w Afganistanie ok. 200 tys. żółnierzy. W momencie rozpadu związku radzieckiego Armia Radziecka liczyła między 2,5 a 2,8 miliona ludzi, w tym 3.853 generałów.
W warunkach wojny partyzanckiej, i to prowadzonej w górach, czy ma sie zaangażowanych 5 czy 85 proc. sił nie ma to istotnego znaczenia, prócz kosztów. Zwłaszcza że Armia Czerwona była przygotowywana na konfrontacje w ramach zimnej wojny, na innych obszarach i z innymi przeciwnikami. Panie Waldemarze, bardziej przekonywująco pisze pan o gospdarce komunistycznej.
15 grudnia 2007, o godzinie 12:50
Ponieważ jak zwykle w okolicach 13 grudnia pojawia sie na tym blogu sporo uproszczeń, pogłosek, historycznych plotek i zwykłych noonsensów wklejam artyku docenta (a może już profesora) Pawła Machcewicza z Rzeczpospolitej sprzed tygodnia. Wszystkim amatorskim i domorosłym „historykom” pod rozwagę (Waldemara Kuczyńskiego nie wyłączając).
.
16 października na plenum KC PZPR doszło do zmiany na stanowisku I sekretarza. Wciąż wahającego się Stanisława Kanię zastąpił Wojciech Jaruzelski. Krok ten – jak kilka dni później wyjaśniał członek radzieckiego Biura Politycznego Konstantin Rusakow Erichowi Honeckerowi – był wyreżyserowany przez Moskwę.
Po skoncentrowaniu w rękach Jaruzelskiego pełni władzy wprowadzenie stanu wojennego było przesądzone. Kwestiami wymagającymi ostatecznych uzgodnień i przygotowań były już tylko wybór najbardziej dogodnego momentu, propagandowa osłona operacji oraz uzyskanie odpowiednich gwarancji radzieckiej pomocy. Władze starały się przekonać społeczeństwo, że zaostrzająca się konfrontacja grozi paraliżem państwa i gospodarki, któremu nie będą się bezczynnie przyglądać sojusznicy. Służyły temu m.in. apokaliptyczne wizje głodu i braku opału podczas zbliżającej się zimy.Wymownym przykładem świadomego eskalowania napięcia przez polskie władze było stanowisko gen. Floriana Siwickiego na naradzie Układu Warszawskiego w Moskwie w pierwszych dniach grudnia 1981 r. Siwicki postulował uzupełnienie przygotowywanego komunikatu końcowego o sformułowanie: „rozwój sytuacji w Polsce (…) wywołuje konieczność podjęcia stosownych kroków w celu zapewnienia bezpieczeństwa wspólnoty socjalistycznej”. Była to bardzo przejrzysta próba aktywowania „straszaka” interwencji militarnej, do którego polskie kierownictwo odwoływało się już kilkakrotnie od wybuchu strajków w lipcu 1980 r. Przyjęciu proponowanego fragmentu przeciwstawił się rumuński minister obrony, który nieoczekiwanie został poparty przez Węgra.
.
Towarzysze polscy mają nadzieję na pomoc
.
W dniach poprzedzających 13 grudnia najważniejsze były – poza ostatnimi przygotowaniami logistycznymi – ustalenia między Warszawą a Moskwą.
Jaruzelski we wszystkich swoich wystąpieniach po 1989 r. konsekwentnie twierdził, że jednym z głównych motywów wprowadzenia stanu wojennego było uchronienie Polski przed wkroczeniem wojsk radzieckich. Według generała Kreml był do tego gotowy i gdyby stan wojenny nie został wprowadzony, wkrótce doszłoby do inwazji.
Ujawnione po upadku ZSRR dokumenty rzucają inne światło na twierdzenia Jaruzelskiego. Podczas posiedzenia sowieckiego Biura Politycznego 10 grudnia 1981 r. dominowały głosy, że Związek Radziecki w żadnym razie nie powinien wprowadzać swoich wojsk do Polski, a rozbicie „Solidarności” powinno być dokonane przez polską armię i aparat bezpieczeństwa.
Rusakow przytaczał słowa Jaruzelskiego, który miał twierdzić, że „jeśli siły polskie nie poradzą sobie z oporem „Solidarności”, to towarzysze polscy mają nadzieję na pomoc innych krajów, aż do wprowadzenia sił zbrojnych na terytorium Polski”. Powoływał się też na zapewnienia marszałka Wiktora Kulikowa, naczelnego dowódcy wojsk Układu Warszawskiego, że „ZSRR i państwa sojusznicze udzielą Polsce pomocy w siłach wojskowych”. Członkowie sowieckiego kierownictwa stanowczo podkreślali, że marszałek Kulikow nie mógł takich gwarancji udzielić, a Jaruzelski mówił raczej o swoich oczekiwaniach, a nie konkretnych zobowiązaniach strony radzieckiej.
„Nie możemy ryzykować – mówił szef KGB Jurij Andropow. – Nie zamierzamy wprowadzać wojska do Polski (…). Nie wiem, jak będzie z Polską, ale nawet jeśli Polska będzie pod władzą „Solidarności”, to jest tylko jedna sprawa. A jeśli na Związek Radziecki rzucą się kraje kapitalistyczne, a oni już mają odpowiednie uzgodnienia różnego rodzaju sankcji ekonomicznych i politycznych, to dla nas będzie bardzo ciężkie”.
Wtórował mu szef sowieckiej dyplomacji Andriej Gromyko: „…będziemy musieli postarać się jakoś stłumić oczekiwania Jaruzelskiego i innych przywódców Polski odnośnie do wprowadzenia wojsk”.
W 1997 r. w trakcie konferencji oral history w Jahrance marszałek Kulikow przedstawił swoją wersję rozmów z Jaruzelskim poprzedzających wprowadzenie stanu wojennego. Według marszałka Jaruzelski miał wówczas prosić Kulikowa o gwarancje radzieckiej pomocy gospodarczej i wojskowej. Jako potwierdzenie tej relacji został przedstawiony „dziennik roboczy” Kulikowa prowadzony przez jego adiutanta gen. Wiktora Anoszkina. Pod datą 10 grudnia było w nim zapisane, że Jaruzelski dzwonił i zadał pytanie: „Czy możemy liczyć na pomoc po linii wojskowej ze strony ZSRR?”. Generał Jaruzelski na tej samej konferencji, jak i w późniejszych wystąpieniach zaprzeczał, że kierował pod adresem Kulikowa takie pytania, a „zeszyt roboczy” Anoszkina uznał za falsyfikat.
Potwierdzeniem wersji radzieckich wojskowych może być odnaleziony w polskich archiwach dokument opracowany jeszcze w marcu 1981 r. po naradzie kierownictwa MSW i MON. Kreślono w nim trzy możliwe scenariusze rozwoju wydarzeń po wprowadzeniu stanu wojennego. Trzeci z nich zakładał masowy opór społeczny (ogólnokrajowy strajk okupacyjny, demonstracje uliczne, ataki na gmachy publiczne), którego złamanie mogło przekraczać możliwości polskiego wojska i aparatu bezpieczeństwa. Kończył się konkluzją: „Nie wyklucza się pomocy wojsk Układu Warszawskiego”.
Jak wiemy, scenariusz trzeci nie spełnił się. Opór społeczny był znacznie słabszy (i izolowany), niż zakładano w najbardziej pesymistycznych prognozach autorów stanu wojennego. Pomoc wojskowa ZSRR i innych krajów Układu Warszawskiego okazała się więc niepotrzebna, ale zachowane dokumenty sugerują, że była ona elementem planowania stanu wojennego – jako ostatni atut, po który sięgnięto by w przypadku załamania się wojskowo-policyjnej operacji przeprowadzanej polskimi rękami. Niezależnie od zaprzeczeń generała Jaruzelskiego trudno nie dostrzec w tym nieuchronnej logiki. Zaskakujące byłoby raczej, gdyby pomoc radziecka nie była brana w ogóle pod uwagę.
.
Bierność Waszyngtonu
.
Szczegółową wiedzą o przygotowaniach do stanu wojennego dysponowała CIA.7 listopada 1981 r. ewakuowano z Polski zagrożonego dekonspiracją i aresztowaniem płk. Ryszarda Kuklińskiego należącego do wąskiego grona oficerów, w których rękach było planowanie stanu wojennego. W kilka dni później znalazł się w Waszyngtonie, gdzie całą swoją wiedzę przekazał Centralnej Agencji Wywiadowczej. Wiemy dzisiaj – m.in. z książki Douglasa MacEachina, w 1981 r. należącego do kręgu kierowniczego CIA – że amerykańscy politycy najwyższego szczebla informacje o planach wprowadzenia stanu wojennego otrzymali od Agencji mniej więcej tydzień przed 13 grudnia. Kukliński nie mógł znać daty wprowadzenia stanu wojennego, ale przekazane przez niego informacje były na tyle jednoznaczne, że na ich podstawie można się było spodziewać stanowczych działań administracji Reagana. Porównywalnych z krokami podjętymi w grudniu 1980 r. i na przełomie marca i kwietnia 1981 r., w momentach największego napięcia, kiedy to Biały Dom przestrzegał Kreml przed wprowadzeniem do Polski wojsk i mobilizował światową opinię publiczną.
Nic takiego jednak nie nastąpiło. Jaruzelski i jego najbliżsi współpracownicy wiedzieli o ucieczce Kuklińskiego, a bierność Waszyngtonu interpretowali – jak twierdzi dzisiaj były przewodniczący WRON – jako swego rodzaju przyzwolenie, „zielone światło” dla wprowadzenia stanu wojennego, który dla administracji Reagana miał być lepszym rozwiązaniem niż sowiecka interwencja.
Wydaje się, że przyczyny bierności Waszyngtonu były zupełnie inne. Decydujące było przekonanie, że głównym zagrożeniem dla „Solidarności” pozostaje inwazja wojsk radzieckich, a więc dopóki nie ma informacji wywiadowczych o mobilizacji i koncentracji wojsk Układu Warszawskiego u polskich granic, tak długo sytuacja nie jest dramatyczna i nie wymaga stanowczej reakcji.
Jeszcze we wrześniu 1980 r. przyjęto założenie, że do przeprowadzenia interwencji zbrojnej w Polsce Sowieci będą potrzebowali przynajmniej 30 dywizji. Mobilizacji takich sił nie da się ukryć przed amerykańskim zwiadem satelitarnym, co powinno dać Waszyngtonowi od dwóch do trzech tygodni na kontrakcję. Znaczenie miała też pamięć o stłumieniu przez wojska Układu Warszawskiego w 1968 r. praskiej wiosny. Taki właśnie sposób zdławienia ruchu wolnościowego w innym satelickim kraju wydawał się amerykańskim politykom i analitykom oczywistością.
Uparte trzymanie się tego scenariusza spowodowało, że mimo informacji o zaawansowanych przygotowaniach do stanu wojennego CIA i Biały Dom nie zakładały, że polskie władze zdecydują się na jego wprowadzenie. O zlekceważeniu tej ewentualności świadczy fakt, że Kuklińskiego w pierwszych tygodniach po jego przybyciu do Stanów Zjednoczonych analitycy CIA wypytywali głównie o kwestie dotyczące Układu Warszawskiego (m. in. broń jądrową), niezwiązane z sytuacją w Polsce.
Agencja nie alarmowała Białego Domu o zbliżającym się kryzysie, tak jak to robiła w grudniu 1980 r. i wiosną 1981 r., kiedy to wręcz wyolbrzymiono – jak wskazują wszystkie dostępne dziś informacje – groźbę sowieckiej inwazji. Podwyższenie gotowości bojowej niektórych radzieckich oddziałów uruchamiało wówczas wszystkie dzwonki alarmowe w Waszyngtonie. W grudniu 1981 r. nie zadziałały one z prostego powodu, że Sowieci nie przygotowywali się wtedy do wprowadzenia wojsk.
Była to niewątpliwie wielka porażka amerykańskiego wywiadu wynikająca – jak twierdzi MacEachin – przede wszystkim z tego, że nie zestawiono w spójną całość bardzo obfitego materiału napływającego do CIA (częściowo pochodzącego nawet ze źródeł „białego wywiadu”, czyli analizy ogólnodostępnych informacji o sytuacji w Polsce). Nie wyciągnięto z niego logicznej konkluzji o zbliżającym się nieuchronnie stanie wojennym. W rezultacie na swoim posiedzeniu 10 grudnia 1981 r. – ostatnim przed wprowadzeniem stanu wojennego – Rada Bezpieczeństwa Narodowego przy prezydencie Stanów Zjednoczonych nie zajmowała się w ogóle sytuacją w Polsce, a sama operacja przeprowadzona przez polskich generałów zaskoczyła administrację Reagana.
.
Jak sytuacja będzie się komplikować, to wejdziemy
.
Pozostaje pytanie, czy ostrzeżenia Waszyngtonu pod adresem Warszawy i Moskwy miały szansę zmienić bieg wydarzeń. Z ujawnionych dokumentów polskich i radzieckich wiemy o bardzo silnej presji Kremla na jak najszybsze wprowadzenie stanu wojennego. Znając nastawienie gen. Jaruzelskiego, można spekulować, że kampania ostrych amerykańskich nacisków mogła być może odwlec (o kilkanaście dni, kilka tygodni?) stan wojenny, ale jest mało prawdopodobne, by spowodowała całkowite wycofanie się z niego. Prowadziłoby to do kolizji z radzieckim kierownictwem, które mogłoby podjąć decyzję o zastąpieniu Jaruzelskiego grupą „twardogłowych” w PZPR (w rosyjskich dokumentach wymieniano najczęściej w tej roli Stefana Olszowskiego i Tadeusza Grabskiego) gotowych wprowadzać stan wojenny bez względu na koszty społeczne i reperkusje międzynarodowe.Nie można też całkowicie wykluczyć groźby radzieckiej interwencji wojskowej. Przeczą jej co prawda ujawnione protokoły posiedzeń radzieckiego kierownictwa. Po pierwsze, nie wiemy jednak, co mówiono w trakcie posiedzeń, których zapisu Rosjanie do tej pory nie udostępnili.Po drugie, w przypadku zaostrzania się polskiego kryzysu, pogłębiania się chaosu, groźby wybuchu wojny domowej lub przejęcia władzy przez „Solidarność” radzieckie kierownictwo mogło zdecydować się na wprowadzenie wojsk do Polski niezależnie od wszystkich niekorzystnych konsekwencji politycznych i gospodarczych. Tak jak to uczyniono w sierpniu 1968 r. w odniesieniu do Czechosłowacji.
Teoretycznie możliwy był jeszcze inny scenariusz: osiągnięcie trwałego porozumienia między PZPR a „Solidarnością” i zaszachowanie w ten sposób Moskwy, która rozważając wprowadzenie swoich wojsk do Polski, zakładała współdziałanie z PZPR i polską armią. Jak powiedział Kani Leonid Breżniew w Moskwie w grudniu 1980 r.: „Nie wejdziemy, ale jak sytuacja będzie się komplikować, to wejdziemy. Bez ciebie jednak – nie wejdziemy”.
Porozumienie między władzami a „Solidarnością” było jednak w 1981 r., jak wszystko wskazuje, zupełnie nierealne. Od sierpnia 1980 r. kierownictwo PZPR traktowało swoje ustępstwa jako tymczasowe, a stałym celem było rozbicie bądź znaczące osłabienie „Solidarności”, tak by partia mogła odzyskać pełną kontrolę nad sytuacją w kraju. Nakręcało to spiralę nieustannego konfliktu i powodowało radykalizację drugiej strony.
Jesienią 1981 r. w obrębie ruchu „Solidarności” panowała niewiara co do możliwości trwałego kompromisu z władzami. Jeszcze bardziej go utrudniały niektóre podejmowane działania i wysuwane żądania, takie jak zakładanie zalążków partii politycznych, postulaty utworzenia rządu koalicyjnego i przejęcia przez „Solidarność” kontroli nad gospodarką, przeprowadzenia wolnych wyborów do rad narodowych. Sytuacja w 1981 r. była więc zupełnie inna niż w październiku 1956 r., kiedy to Władysław Gomułka, korzystając z ogromnego społecznego poparcia, skutecznie przeciwstawił się groźbie radzieckiej interwencji wojskowej.
Niewiele mogło też zmienić przekazanie przez Waszyngton polskiej opozycji ostrzeżeń o zbliżającym się stanie wojennym. Przywódcy „Solidarności” otrzymywali w ostatnich tygodniach przed 13 grudnia takie sygnały z różnych źródeł, ale – podobnie jak administracja Reagana – zlekceważyli je. Być może, choć mało to prawdopodobne, wiarygodne informacje pochodzące ze Stanów Zjednoczonych skłoniłyby „Solidarność” do lepszego przygotowania swojej odpowiedzi na ogłoszenie stanu wojennego. Trudno jednak zakładać, że miałoby to znaczący wpływ na to, co się miało wydarzyć. Nawet nieco większy opór po 13 grudnia byłby stłumiony (zapewne przy większym rozlewie krwi) przez dobrze przygotowaną machinę MSW i MON. Wydaje się, że ani Zachód, ani „Solidarność” pod koniec 1981 r. nie mogły zmienić biegu wydarzeń. Kierownictwo PZPR i Moskwa zrealizowały swój strategiczny cel, jakim było zdławienie „Solidarności” polskimi siłami. Było to jednak pyrrusowe zwycięstwo. Zaledwie wygrana bitwa, jak mówił gen. Jaruzelski na posiedzeniu Biura Politycznego wkrótce po wprowadzeniu stanu wojennego. Na wygranie wojny potrzeba było według jego oceny „10 lat, aby odwojować spustoszenia w świadomości”. Znacznie wcześniej stało się jednak jasne, że władze ją z kretesem przegrały.
15 grudnia 2007, o godzinie 13:54
Widzisz Mawarze, jesteś pod tym względem nieuleczalny. Wbijasz tasiemcowe teksty, usiłujesz pokryć podstawowy problem słowotokiem. Możesz wrzucić jeszcze 5 razy dłuższy tekst, a i tak to nie zmienia faktu, ze ciągle (swoim zwyczajem) trafiasz obok, a nie w sam problem.
Źródło strachu wśród obywateli było tutaj, w Polsce. Wszyscy pamiętają teksty wypowiadane w Gdańsku i w Radomiu. “Władza leży na ulicy, wystarczy się po nią schylić”. Obok niewątpliwych działań komunistów to właśnie radykalizacja „Solidarności” z powodu uaktywnienia się prawicy spowodowała stan wojenny.
Dla prawicowców rozpatrujących problemy tego świata jedynie w tonacji czarno – białej wątpliwości nie ma. Są zupełnie zagubieni, jak się ich pytam, jak to jest: jednocześnie tak olbrzymia ilość Polaków należała do “Solidarności”, głosowała na nią w 1989 roku, i jednocześnie ponad połowa Polaków jest zgodna, że postępowanie Jaruzela uratowało Polskę przed większą tragedią. Jak to jest?
15 grudnia 2007, o godzinie 13:55
Pawle!
Nie wiem.
15 grudnia 2007, o godzinie 14:09
Nie mam najmniejszego zaufania do tego historyka, ale jak na „IPN”-owca to i tak wyjątkowo malo naciągane. Tylko dlaczego Ow dziennik roboczy „Anoszkina” jest uważany za prawdziwy a twierdzenie Jaruzelskiego, ze jest falsyfikatem jest z gory odrzucone? I dlaczego stwierdzenie, że „nie wyklucza sie pomocy paktu warszawskiego” w najgorszym scenariuszu jest interpretowane, jako zapowiedź wezwania pomocy, a nie stwierdzenie, ze w takim wypadku może nastapić? Takich pytań ten historyk sobie nie zadaje. Moge punkt po punkcie zbic jego argumentacje przedstawiajac inna bardziej prawdopodobna interpretację faktów. Za to powaznie traktuje on zdanie Andropowa, ze jak wejdą to Zachód rzuci sie na ZSRR i zabije go …sankcjami ekonomicznymi!!! Jakimi na Boga? Kiedy to na Rosji wymuszono cos sankcjami ekonomicznymi? I tak dalej i taki dalej. Machcewicz pewno przeczytał wiecej IPN-owskich papierków, niz ja (nie lekcewaze ich) ale ja sie od niego lepiej znam na polityce, a to czy mogła byc inwazja czy nie to nie była kwestia historyków tylko polityków. Wiec nie jestem taki bez szans w dyskusji z owym historykiem. Ale jego tekst w istocie potierdza moja teze, ze w roku 1981 nie bylo żadnej szansy na niepodleglość, bo nawet ten IPN-owiec pisze, że bierności ZSRR nie można sobie wyobrazic.
15 grudnia 2007, o godzinie 14:14
Torlin!
No to masz problem. Poważny. Moja rada – marszobieg po jakimś lesie.
15 grudnia 2007, o godzinie 14:23
Nelu!
Ale to dopiero w niedzielę. Bo teraz mam robotę.
Stwierdzam to jedynie teoretycznie, bo tak naprawdę to jeżdżę po zaprzyjaźnionych blogach i się wpisuję. Zamiast pracować.
15 grudnia 2007, o godzinie 14:35
„Stwierdzam to jedynie teoretycznie, bo tak naprawdę to jeżdżę po zaprzyjaźnionych blogach i się wpisuję. Zamiast pracować.”
.
O, to, to! Skąd ja to znam?
15 grudnia 2007, o godzinie 15:08
Ja też w przerwach pomiędzy porządkowaniem parapetu, myciem okien i praniem firanek dopadam blogu, czytam i dalej, na drabinkę. Świeża firanka w pokoju już wisi, kwiatki za oknem zlikwidowane, ptaszki się odwdzięczają na umyty parapet, poprzednia firanka kręci się w pralce.
W poniedziałek dwa mniejsze okna i pasztet. Marszobieg okrężną drogą – przez park po zakupy i oczywiście jednym okiem na blog…
15 grudnia 2007, o godzinie 17:03
„Marszobieg okrężną drogą – przez park po zakupy”
Ty należysz do tego bractwa jedności niechcianej i rozdwojonej?
15 grudnia 2007, o godzinie 18:12
Nelu!
„ptaszki się odwdzięczają na umyty parapet” – czyli go trzeba jeszcze raz czyścić?
Soulgardenie, muszę przyznać, że w 90 % nie rozumiem, o czym piszesz. Ale momentami masz tak wspaniałe teksty, tak anarchistyczne, i w składni, i w tekście, że czytam zachwycony.
15 grudnia 2007, o godzinie 18:43
Ten oto osobnik żeński napisał najprawdopodobniej dokładnie to co poleciło mu cyberzomo – postzomowcy z rodzin postubeckich i postmilicyjnych na usługach starych ubeków i zomoli. Dokładnie jest to mój częsty “rytuał”. To paskudny zakompleksiony zomol pookrągłostołowy. Mentalność totalnie skarzona przystawaniem. Chodzi o zwiększenie presji kopniaków w brzych “dla wzmocnienia”. Każdy ubek miał podobnie głęboko humanistyczne tarcze “podobieństwa” posunięte do poziomu wymiocin. To jest prawda o tutejszym towarzystwie “razem możemy wszystko”. Razem mają realną część władzy i przewagę w massmediach.
Waldemarze Kuczyński, masz prawo nie firmować usuwania postów jako swoją inicjatywą. Tak daleka współpraca źle świadczy o niezłomności tamtych lat. A to z tego względu, że wywalczyć coś dla Polski nie narażając się i nawet nie dostając w dupę było wykluczone. Dobrze pan musi zdawać sobie sprawę. Osobiście uważam, że taki stopień pańskiej uległości i zgoda na odmalowanie pana najbardziej zgarbionym konfidentem dla siania poróżnienia powinna pana brzydzić w szczególności jeśli rzeczywiście coś pan działał. No chyba, że był pan obrotowcem. Jeśli nie – to pozbywa się pan starej godności.
15 grudnia 2007, o godzinie 18:58
Torlin!
Taka zajadła, to ja nie jestem, aby każdorazowo po ptaszkach>>> co to, to nie! Jedzonko dla ptaszków wisi na kracie, przed tą kratą stoją ceramiczne skrzynki na kwiaty, teraz puste i maskują ptasie to i owo.
Poza skrzynkami nie widać a tam jest jeszcze jakieś 25 cm parapetu z kafelków. Tam generalny porządek robię po sezonie. I przyznaję – jest to wyzwanie. Jednak bardzo lubię to ptasie chuligaństwo – to nieprawdopodobne, jak one się biją!
Tak więc do kraty moje królestwo, poza kratą ptaszki….
15 grudnia 2007, o godzinie 19:22
Soulgarden – „jedność niechciana i rozdwojona” – bo ja wiem?
To prawda, że ja nie potrafię robić jednej rzeczy na raz, bo zawsze coś mnie nosi, coś sobie układam, jakieś plany, co i kiedy robić… jestem tu, a myślami zupełnie gdzie indziej, bo piszę jakieś listy, coś komuś obiecałam, gdzieś się spieszę, słucham jakiejś muzyki – dziś przy pracach domowych kolędy w wersji Golców, bardzo energetyczne i mój ulubiony Mike Oldfield – Dzwony rurowe, oraz Kitaro Ancient….
No a jutro spoko… niebieski sweterek na drutach, spacer po parku, coś do posłuchania – może konc. fortepianowy Czajkowskiego? Rety!, jak ja go lubię. Na święta kupiłam i jeszcze nie otwieram komplet 3 dyski z nagraniami Rafała Blechacza z XV Konkursu Szopenowskiego.
Być może jestem więc jednością rozdwojoną, albo i bardziej, ale czy niechcianą? A bo ja wiem?
15 grudnia 2007, o godzinie 19:40
>ale czy niechcianą? A bo ja wiem?
A co by cię przekonało michnikoubeku? Bo mnie właśnie ten cytat upewnia kim jesteś.
>Dzwony rurowe,
Rury miedziane też kupiłem – zgadza się.
15 grudnia 2007, o godzinie 19:46
http://przekroj.pl/index......;Itemid=60
To w nawiązaniu do dawnej dyskusji o kawie, warto chociaż poczytać przed świętami. Takiej, jak opisana w moim granatniku nie zaparzę, ale warto pomarzyć.
Soulgarden!
Jestem bezradna w konfrontacji z twoją wyobraźnią.
15 grudnia 2007, o godzinie 20:04
blokada była – coś podrażniło.
„Marszobieg okrężną drogą – przez park po zakupy”; „ale czy niechcianą? A bo ja wiem?”; „Jestem bezradna w konfrontacji z twoją wyobraźnią.”
Człowiek chcący się oczyścić z mojego domniemania odpowiedziałby w sposób zdecydowany „Nigdy nie posunęłabym się do gnojenia cię srając na twoją prywatność. A szczególnie w porozumieniu z cyberzomo. Jednak dalsze pisanie ma dyskretnie, delikatnie i cynicznie podkreślać coś innego.
15 grudnia 2007, o godzinie 20:50
Soulgarden!
Tym razem zdecydowanie. Nie jestem Michnikiem. Nie jestem ZOMO.
W żaden możliwy ani niemożliwy sposób nie wkraczałam i nie wkraczam w twoją prywatność. Nic nie wiem o twoich zakupach. Nie wiem kim jesteś, jak wyglądasz i wystarczy mi twój nick. O sobie trochę pisałam i była to prawda, bo nie mam powodu kłamać. Najwyżej nic nie powiem.
Nie blokuję twego komputera – nawet bym nie potrafiła. Jestem sobą, nie podszywam się pod niczyje nicki. Nie mam do ciebie ani pretensji, ani żadnych niecnych zamiarów. Czytuję twoje posty, zwykle ich nie rozumiem, ale są ciekawe. Chyba już nigdy nie zdobędę się na jakąkolwiek uwagę pod twoim adresem, bo to się zawsze kończy w sposób zupełnie dla mnie nieoczekiwany i niezrozumiały.
Wybacz, jeśli czymś cię uraziłam, na pewno tego nie chciałam.
15 grudnia 2007, o godzinie 21:19
Usłyszałem tekst, który zadziwił mnie całkowicie. Jestem przyzwyczajony do meandrów myślenia Mawara, ekwilibrystyki Bernarda, kombinacji Minera. Ale Jacek Karnowski w Pulsie dzisiaj o 19 pobił wszystkich. To jest – słuchajcie – rekord świata w spiskowej teorii dziejów.
Otóż w podsumowaniu programu publicystycznego „Temat nr 1″ Jacek Karnowski stwierdził: „Jeżeli Rosjanie cofną embargo na polskie mięso, to znaczy, że załatwili to nam Niemcy i to jest dowód na to, że polityka Tuska poniosła klęskę, gdyż znowu Niemcy i Rosja rozmawiają nad naszymi głowami”. Koniec cytatu.
15 grudnia 2007, o godzinie 21:38
>Nie blokuję twego komputera – nawet bym nie potrafiła. Jestem sobą, >nie podszywam się pod niczyje nicki. Nie mam do ciebie ani pretensji, >ani żadnych niecnych zamiarów. Czytuję twoje posty, zwykle ich nie >rozumiem, ale są ciekawe.
>
Zasłanianie się takim szyderstwem gdy ktoś rozmawia naturalnie słabo produkuje wiarygodność. To był n-ty raz z twojej str i mam już pełną jasność kim jesteś.
,
Uwielbiam kabaret „Ani mru, mru”, ale ten dowcip z Andrzejem S i Wołominem był wyjątkowo nietrafiony.
16 grudnia 2007, o godzinie 00:20
Profesjonalnie zrobione pedicure i manicure, to circa 3,5 godziny u kosmetyczki, mimo, że i tu technologia zachodnia już i wszelkie „szlifierki” do skóry na piętach- elektryczne, poza tym okłady z parafiny, masaże i takie tam różności pielęgnacyjne.
Z reguły przeznaczam ten czas na lektury i babskie ploteczki, jak wybieram się nie sama. Dzisiaj nie zabrałam ze sobą ani przyjaciółki, ani też żadnej książki, kupiłam, więc, po drodze standardowa ”‘papierówkę” – Dziennik i Polskę.
W Dzienniku dodatek – ”Europa” i kilka ciekawych materiałów. Bronisława Łagowskiego i jego „Upadek hegemonii szyderców” muszę zdecydowanie przeczytać jeszcze raz i w większym skupieniu. Coś mnie drażni w tym tekście, ale nie wiem – co.
Główna konkluzja Łagowskiego w rozmowie z Cezarym Michalskim skupia się na stwierdzeniu, iż lewicowa inteligencja umilkła. Co moim zdaniem jest nieprawdą. Znam kilka ”platform”, na których inteligencja lewicowa się wypowiada. Muszę się jeszcze raz wgryźć się w ten tekst.
Jest jeszcze kilka wypowiedzi usiłujących odpowiedzieć na pytanie czy lewicowa inteligencja przetrwa. Wypowiadają się David Ost, Jadwiga Staniszkis i Marcin Król.
Ponad to – Kinga Dunin, Władimir Bukowski, Tony Judt i Robert Desnos.
W sumie – ciekawy dodatek do Dziennika i teksy, do których warto wrócić.
W sam raz lektura na weekend..
Dziennik dorzucił jeszcze duży wywiad z Olejniczakiem i kilka tekstów o Rosji, ze straszeniem Czarną Sotną włącznie.
Polska – The Times, jako dziennik bardziej mi się podoba, z prostego względu, nie powiela informacji, szuka nowych tematów. Jest szalenie interesująca rozmowa nt. polskiej oświaty z prof. Januszem Czapińskim i kilka mniejszych materiałów na ten sam temat.
Oczywiście jest też Putin i straszenie – tym razem zamachem na niego i chaosem w Rosji.
Przyznam się, że oba dzienniki miło mnie zaskoczyły i tematyką i próba stawiania poprzeczki dla czytelnika na wyższym poziomie.
Z usług kosmetyczki – też jestem zadowolona, z kosztów raczej mniej.
16 grudnia 2007, o godzinie 01:43
A ja dopiero co oglądnąłem film „sztuczki” Andrzeja Jakimowskiego i widzę, że jednak inteligencja lewicowa mocno się trzyma, przynajmniej w Polskim filmie. Wszystkie najlepsze filmy są lewicowe, z Placem Zbawiciela Krzysztofa Kruzego. Podobnie reżyserzy jak Małgorzata Szumowska. W filmie Polskim po 89 r. główny bohater to zazwyczaj zupełny outsider żyjący w kraju ruinie (moralnej, intelektualnej i strukturalnej). Nie powiem – bardzo mi się ta krytyka podoba. Podobnie jak zachęta niemieckiego miasteczka Eggesin leżącego 30 km od Szczecina. Polacy zapraszamy: „nienawidzących przyszłości w kraju zdominowanym przez biurokrację, łapówkarstwo, toczonym przez nienawiść do wszystkiego co inne, i gdzie rządzi kościół katolicki”.
Do kosmetyczki natomiast nie chodzę, jako zwolennik poglądu, że częste zabiegi kosmetyczne zubażają znacząco florę bakteryjną – bardzo potrzebną dla zachowania zdrowia. Dziś zapoznałem się z ciekawą opinią uchodźcy Czeczeńskiego, że prawdziwe kobiety są naturalne tzn. nawodnione, udzietnione i zapachowo pierwotne. A my nie muzułmanie mamy tutaj same suche dupy i nie ma w czym wybierać (z punktu widzenie więc muzułmanina walka z Jaruzelem nie dała porządnych rezultatów). Co do zaś Dziennika, Polski, to cieszy mnie fakt zapełniania rynku prasowego ciekawymi tytułami prasy codziennej prezentującymi różne poglądy. Na szczęcie teraz już nikt nie będzie mógł mówić, że za wszystko jest odpowiedzialna GW i jej redaktor naczelny – ulubieniec wszystkich ułomnych umysłowo (to specjalnie ma zabrzmieć dwuznacznie).
16 grudnia 2007, o godzinie 02:41
Narciarzu
http://kuczyn.com/2007/12/13/rozmyslania-na-dzien-upadku-granic/#comment-41847
wybacz, ale to ja czułem niesmak czytając twój post, w którym imputowałeś, że z powodów politycznych jestem ślepy na wyznawaną przez ciebie prawdę.
Zamiast dyskutować wolisz obrażać. Każdy robi to co lubi.
Jeśli chcesz szerzej wiedzieć na czym ja opieram swoje przekonania prosze zajrzyj na ten link:
http://generationjp2.com/.....itemid=168
(obecna wersja tego tekstu już jest trochę inna, ale i tamta nie straciła aktualności)
Jednocześnie zauważę, że zdajesz się mimowolnie potwierdzać tezę, iż nie z powodu groźby interwencji wprowadzono stan wojenny, lecz niereformalności PZPR, którego beton uważał, że rękę podniesioną na władze ludową należy obciąć.
16 grudnia 2007, o godzinie 02:43
O, zauważyłem jeszcze jak zwykle bystrą i uprzejmą wypowiedź jasnejanielki. Ta pani to murem będzie stawać w obronie zomowskich pał i Jaruzelskiego. Dobrze, że jedynie chwali narciarza a nie zamierza dyskutować, bo i o czym.
16 grudnia 2007, o godzinie 03:00
Panie Waldemarze
napisał pan:
„Tylko pseudohistoryk może odrzucić takie właśnie zinterpretowanie i przyjąć na 100 % inne”.
Czyż pan się właśnie nie zachowuje jak pseudohistoryk obstając na 100 proc., że stan wojenny był jedynym i najlepszym wyjściem?
No to polecam panu przeczytać materiały z konferencji w Jahrace, a także tekst rosyjskiego prof. Rudolfa Pichoja o „bratnim blefie”:
http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34378,596305.html
Polecam także tekst prof. Paczkowskiego:
http://www.ipn.gov.pl/a_1.....paczk.html
16 grudnia 2007, o godzinie 03:58
Kapitalna definicja PRAWDZIWKA: „Typowy „prawdziwek” to człowiek o mentalności urzędniczej, przyciężki, mało lotny, niesprawny, przekonany, że władza należy się takim jak on. W zasadzie cała polska klasa polityczna, tworząca system polityczny po 89 roku, a wywodząca się z PRL-u popada pod tą definicję, i tak z lewa i tak z prawa, liberalna jak i etatystyczna. Myślę, że ten stan rzeczy wynikał z zawężonych horyzontów ludzi, którzy kształtując się w zupełnej pustce, sądzili, że przeciwnie – ich horyzonty są niezwykle szerokie. W roku 81 władza nie zawarła kompromisu i nasi sojusznicy się na to nie zgodzili, bo byli także pra-prawdziwkami. Co za szczęście ACniepojęte, że władza ówczesna, jak i nasi bracia kacapy, byli ciemni jak tabaka w rogu, bo będąc bardziej elastycznymi mogliby zacząć budować już wówczas drugie chiny w Polsce, a leszek.sopot pracowałby dzisiaj przy taśmie produkcyjnej wyrabiając gumowe misie w fabryce należącej do Józefa Oleksego lub Leszka Millera.
16 grudnia 2007, o godzinie 04:15
głosie
Definicja Gwiazdy jest nad wyraz celna. To, aby u nas było jak w Chinach uporczywie trudził się pan Rakowski. Nie chciał mu jednak rusek przyjść z pomocą, a sam nie czuł się już na siłach wprowadzać po raz drugi stan wojenny no i komuniści podzieli się władzą. Po 7 latach zrozumieli, że zagonili się sami do ciemnego kąta, że wychowali sobie całą armię posłusznych prawdziwków, którzy są niezdolni do niczego. Przez cały czas wmawiali nam jednak, że sowieci zrobią z nas swoją republikę. To ich jedyne alibi.
16 grudnia 2007, o godzinie 06:50
http://gardensoulofsoulga.....index.html
Widać nie śpi ktoś – godzina inna niż nadanie.
16 grudnia 2007, o godzinie 08:45
O! Widzę, że Leszek był uprzejmy zauważyć mój wpis i natychmiast wpina mi szpilę. A ja właśnie jestem za tym, aby iść do przodu patrząc przed siebie, aby nie rozbić łepetyny o latarnię, albo znak drogowy.
Nie jestem za dozgonnym rozpamiętywaniem rozbitego w młodości kolana. A jeśli już tak bardzo cierpieć za dawne ofiary (i naszą NAJWIĘKSZĄ), to można by też rozpaczać nad ofiarami kolejnych powstań, zamachu majowego (Bereza to nie Arłamów!) i nie przyjmować do wiadomości, że świat pędzi do przodu i ma w podogoniu pretensje i żal. Mnie drażni i śmieszy młokos przebrany za ZOMOwca, pukający jakimś rekwizytem w tarczę przy koksowniku pod domem starego człowieka, który miał kiedyś odwagę nie dopuścić do tego, by jego tatuś poległ, jako bohater kolejnego aktu głupoty kolejnego generała.
Każdy może sobie wierzyć w co dowolnie chce, ale niech nie wymaga, aby wszyscy inni jego wiarę podzielali. Ja tam dopuszczam myśl, że się Leszku nie mylisz, ale co to ma za znaczenie po tylu latach? Prezentujesz mentalność tego dziadzia, co rozpryskuje łyżką owsiankę, na wspomnienie, że babcia nie była dziewicą.
Nie ma o czym dyskutować. Masz rację.
16 grudnia 2007, o godzinie 10:14
Leszku,
ja wiem, ze bylaby interwencja, ale ja tego nie potrafie udowodnić, tak samo jak ci co wiedzą, żeby jej nie bylo (patrz mój artykuł sprzed dwu lat „Schwytany noca 13 grudnia). Tylko, że w takim wypadku nie można osądzić Jaruzelskiego inaczej jak go uniewinniając, bo wątpliwości przemawiaja za nim. On może być łotrem i może byc zbawcą. A kim jest nikt nie potrafi dowieść. I bardzo mnie irytuje ta niezwykła wiara we wszystko co powie Ruski. Jaby oni byli najwiekszymi orędownikami polskiej wolności. Zdumiewa mnie to namiętne wybielanie Ruskich, żeby tylko Jaruzel okazał sie zbrodniarzem. Jest Paczkowski i jest Friszke. Dla mnie Andrzej Friszke jest najbardziej obiektywnym badaczem naszych czasów najnowszych. Najmniej, prawie wcale nie dotknięty z góry powziętymi presupozycjami, tak, jak niemal wszyscy historycy wywodzący się z dawnej opozycji czy, najbardziej z IPN. Parę dni temu w Trybunie, powiedział dokładnie to co ja. Gdyby został zagrozony komunizm w Polsce to by interweniowali. Był zagrozony, można powiedzieć, że w pewnym sensie juz nie żył i dopiero sila go ozywiła. To ostatnia moja wypowiedz na ten temat w tej rundzie.
16 grudnia 2007, o godzinie 10:26
Stan Wojenny
.
Pana Kuczyńskiego nie przekonam, mentalnie pozostał on czonkiem PZPRu i naprawdę uważam za duży błąd, że SB pana Kuczyńskiego prześladowała. Po co? Skoro pan Waldemar zapewne podpisuje się obiema rękami pod stanem wojennym. Powinni pana mianować członkiem KC i reformować ustrój – czyż nie?
.
Była o tym mowa chyba rok temu i na ten temat pisałem. Teraz tylko mały fragment. Teraz tylko mały fragmencik z „Archiwum Mitrochina” (przypominam że archiwum to tajne archiwum KGB). Niejaki Andropow na politbiurze bratniej partii PZPRu, czyli KPZRu:
;
„Nie mamy zamiaru wkraczać do Polski. Jest to właściwe stanowisko i powinniśmy się tego trzymać do końca. Nie wiem, jak rozwinie się sytuacja w Polsce, ale nawet jeśli Polska znajdzie się pod kontrolą „Solidarności”, to trudno, tak musi zostać.”\
.
A był to głos na skamlanie Jaruzelskiego, żeby Sowieci pomogli jakby co.
.
pozdrawiam
Bernard
16 grudnia 2007, o godzinie 10:31
jasnaanielko!
o wielka znawczyni ludzkich charakterów! O wielka! O nieskazitelnym charakterze (i doskonałej ortografii)!
.
Czyżbys jednak nie miała na mysli Tuska chlejącego wódę 13 grudnia? Bo o Modzelewskim w pytaniu nic nie pisałaś.
.
A jak tam Twoje prace badawcze na temat Żydów? Czy masz już pierwszy rozdział księgi „jak poznać Żyda ze zdjęcia” (czyli mnie :))?
albo pierwszy rozdział drugiego dzieła – czyli „Dlaczego Żydzi nie mogą mieć niebieskich oczu?”
.
anielko – go on! No śmiało, nie krępuj się! Poczytam, o ty niewiasto o doskonałym charakterze.
.
B.
16 grudnia 2007, o godzinie 10:35
I na marginesie:
.
Tusk chce wycofać wojsko z Iraku (misja stabilizacyjna), ale za to Radzio chce wysłać żołnierzy do Afganizstanu (misja bojowa).
.
Gdzie tu sens i logika?
.
No chyba że chodzi wyłąznie o PR.
.
pozdrawiam
Bernard
16 grudnia 2007, o godzinie 11:00
Bernard!
Nie poczytasz. A tak na marginesie… ależ jesteś nudny!:-c
16 grudnia 2007, o godzinie 11:06
jasnaanielko
i tak Cię lubię :)
.
pozdrawiam
Bernard
16 grudnia 2007, o godzinie 11:06
Bernard,
może ja jestem mentalny PZPR-owiec, ale Ty na pewno mentalny NKWDzista. Wsio, szto skazał tawariszcz Andropow, samaja istina! Da zdrastwuj niezawisimaja Polsza, katoruju my wsiegda zaszcziszczali. W XVIII i XIX wiekie, a asobienno posle 1945 goda.
16 grudnia 2007, o godzinie 11:11
Tusk chce tropić winnych za grudziń 70.
Generał pójdzie siedzieć? Może jakiś tekst w obronie generała? Że nie wiedział? albo, że strzelanie w 70 roku było mniejszym złem, bo Ruscy chcieli spuścić na Polskę 700 bomb atomowych i czołgi pod stocznia uratowały Polskę? Może generałowi przyznać Virtuti Militari za grudzień 70? Ostatecznie Breżniew dostał do kolekcji.
.
pozdrawiam
Bernard
16 grudnia 2007, o godzinie 11:15
Panie Waldemarze,
Andropow był szefem KGB, Mitrochin wykradł archiwum KGB, dlaczego ktokolwiek miałby kłamać przy takim gremium – np. Andropow? Nie znam motywów, jakoś trudno mi sobie wyobrazić, by sowieci wewnętrznie się okłamywali w takich sprawach, lub tworzyli fałszywą dokumentację.
Ale to zapewne nie pasuje do koncepcji „mniejszego zła”.
.
pozdrawiam
Bernard
16 grudnia 2007, o godzinie 11:45
Leszek.Sopot, Bernard:
.
Z przykrością konstantuję, że żaden z was – namiętnych głosicieli tezy, że „by nie weszli”, nie zareagował na moje wczorajsze pytanie: jak sobie wyobrażacie dalszy rozwój sytuacji w Polsce zimą i wiosną 1982 roku przy założeniu, że 13 grudnia był zupełnie normalną, przedświąteczną niedzielą?
16 grudnia 2007, o godzinie 11:58
„Tylko, że w takim wypadku nie można osądzić Jaruzelskiego inaczej jak go uniewinniając, bo wątpliwości przemawiaja za nim. On może być łotrem i może byc zbawcą. A kim jest nikt nie potrafi dowieść.”
.
Ja bym nawet poszedł dalej. Spora liczba ludzi, w tym paru naszych znajomych, źle znosi niejednoznaczności. Aktorów historii dzielą na bohaterów i łajdaków. Nie potrafią pogodzić się z sytuacją, gdy ktoś jest jednocześnie jednym i drugim lub najpierw jednym, potem drugim. Albo ani jednym, ani drugim, tylko zwykłym człowiekiem, uczciwym, ale omylnym, błądzącym i uwikłanym w geopolityczne, albo i psychologiczne uwarunkowania. Dla nich skoro zdarzyło się coś obiektywnie złego, to ktoś musi być za to osobiście odpowiedzialny, a skoro jest odpowiedzialny, to bez wględu na intencje i motywacje jest zbrodniarzem, a skoro jest zbrodniarzem, to zasługuje tylko na wieczną hańbę. To właśńie przypadek Jaruzelskiego.
Gdybyż to nasza rzeczywistość była taka prosta i jednoznaczna…
16 grudnia 2007, o godzinie 12:12
Waldemar Kuzyński
-
„Jest Paczkowski i jest Friszke. Dla mnie Andrzej Friszke jest najbardziej obiektywnym badaczem naszych czasów najnowszych”.
-
Ależ obaj otarli się o tę jaskinię historycznego rewizonizmu – IPN. Czy nie umniejsza to ich w pańskich oczach, panie Waldemarze? Ne podważa ich wiarygodności? A Machcewicz to przecież ich uczeń. No przezież w głebi swej czeronej duszy jest pan za tym, podobie jak całe SLD z przystawkami, aby rozpędzic ten IPN na cztery wiatry. Wystarczą „komunikaty hostoryczne” w Gazecie Wuborczej. Będzie i taniej i słuszniej. Po co panu, panie Waldemarze, Friszke z Paczkowskim?
16 grudnia 2007, o godzinie 12:13
A propos dyskusji nt stanu wojennego i tego czy weszliby czy nie. Oczywiście Rosjanie.
Nie weszliby – bo byli w Polsce, w garnizonach. U nas w Szczecinie jak najbardziej a na granicy dywizja grenaderów pancernych NRD z pobliskiego Neuenburga
Rosjanie mieli rozkaz nie wychodzenia z koszar, ale byli w stanie alarmu bojowego. tak samo jak wojska postawione w stan gotowości bojowej z drugiej strony Odry.
Wielokrotnie mówił o tym, podczas moich z mężem wizyty w Rostocku i Schwerinie szef tamtejsze landowego pisma meklemburgii-Pomorza Przedniego – Nord Deutsche Zeitung.
Dla nie wtajemniczonych – mój mąż był wówczas redaktorem naczelnym Kuriera Szczecińskiego, dziennika który utrzymywał (do dzisiaj zresztą) kontakty sąsiedzkie z NRD-owskim pismem. Te informacje słyszałam na własne z ust i redaktora naczelnego NDZ i dyrektora wydawnictwa i grona osób, ktore wówczas nas tam podejmowały.
Bywałam z mężem regularnie na takich spotkaniach w latach 1985 – 1989. W moim archiwum zachowały się zdjęcia, zaproszenia, plany pobytu a nawet nazwiska tych ludzi.
16 grudnia 2007, o godzinie 12:18
Pawle
w roku 81 uczęszczałem do szkoły podstawowej, własnych obserwacji więc nie mam. Ale…
Proponuję, by na to pytanie odpowiedział nasz Gospodarz. Jeżeli stan wojenny był konieczny, to spodziewam się, że Pan Waldemar ujawni plany przejęcia władzy, plany podpalania komitetów PZPR, składy broni, instrukcje konstruowania koktajli Mołotowa.
Pan Waldemar był zaangażowany w działalność Solidarności w roku 81 więc na pewno posiada wiedzę o zbrodniczych planach tej organizacji – może chociaż jakieś oddziały bojowe? Przejmowanie radiowozów? No też jestem ciekawy.
.
A najgorszy był wszak Kuroń (w propagandzie komunistycznej) – jeżeli stan wojenny był konieczny, może Pan Waldemar ujawni plany kuronia mordowania milicjantów, wieszania komunistów i ataków na sowieckie bazy.
.
Nie było takich planów? A to szkoda…
.
pozdrawiam
Bernard
16 grudnia 2007, o godzinie 12:28
Arek
Ciesz sie konkretami (Schengen np.), a nie ideologicznym ble-ble. Ostatnio czytałem w S24 ciekawe porównanie konstytucji ZSRR i Karty. Sporo zbiezności. W konstyucji PRL też takich ideologicznych westchnień było duzo. Gdyby je wóczas wypreparować powstałaby całkiem intersująca Karta Praw Podstawowych obywatela PRL i EWG. :)
16 grudnia 2007, o godzinie 12:30
Bernardzie, niepotrzebnie ironizujesz. Nikt nie twierdzi, że od razu wieszano by partyjnych na latarniach. Ale była chyba jednak sprzeczność między silną jeszcze i nieskłonną do rezygnacji władzą komunistyczną, a przebudzonym, spragnionym wolności i również czującym swoją siłę społeczeństwem.
Skoro tak kategorycznie twierdzisz, że mogło się obejść zarówno bez stanu wojennego czy podobnych rozwiązań siłowych, jak i bez interwencji Sowietów, to spróbuj jednak zastanowić się, co mogło się stać zamiast tego. Nie chodzi mi o twoje wspomnienia z tamtych lat, tylko o twoje przewidywania tu i teraz, z tą wiedzą, jaką obecnie dysponujesz. O odrobinę fantazji.
16 grudnia 2007, o godzinie 12:32
Kolejny przykład potwierdzający notoryjny fakt, że prezydencki minister M. Kamiński kompromituje osobę prezydenta i jego urząd.
Chodzi o wycofanie polskich wojsk z Iraku w 2008 r.
Prezydencki Kamiński stwierdził, że Pan Prezydent nie podpisze wniosku w sprawie wycofania wojsk w 2008 r.
Rzecz w tym, że prawomocny mandat na pobyt polskich wojsk w Iraku wygasa 31.12.2007 r.
Wycofanie więc wojska wiosną 2008 r jest prosta konsekwencją faktu wygaśnięcia mandatu. Tusk może wojska wycofać nie pytając o zgodę Pana Prezydenta. Więcej, Tusk złamałby prawo gdyby po wygaśnięciu mandatu wojska nie wycofał. ( Przedłużać mandatu nie zamierza).
O tempora, o mores. Jak długo jeszcze Michał Kamiński będzie narażał na szwank godność osoby i urzędu Prezydenta RP ?
PS. Czy Pan Prezydent zdaje sobie, że jego minister Go ośmiesza, – nie pierwszy raz zresztą ?
16 grudnia 2007, o godzinie 12:33
Właśnie donald powiedział, że jest ofiarą stanu wojennego. Pewnie miał kłopot z kupowaniem wódki…
16 grudnia 2007, o godzinie 12:35
„Co blogowicz to komediant! Czy tak ma wyglądać dyskusja, gdy nie odpowiada się za własne słowa, a liczy się tylko fekt Bang-bang? Pewnie dlatego, żeby drugą stronę oszołomić i wstrząsnąć, a ta z kolei odpowiada w tym samym stylu.”
;
Takie ładne zdanie wyjęłam z wpisu nicka Telegraphic Obserwer z blogu Passenta. Jak ulał pasuje do bieżącej dysputy.
16 grudnia 2007, o godzinie 12:40
Zofia
„Dla nie wtajemniczonych – mój mąż był wówczas redaktorem naczelnym Kuriera Szczecińskiego, dziennika który utrzymywał (do dzisiaj zresztą) kontakty sąsiedzkie z NRD-owskim pismem”….
‘Bywałam z mężem regularnie na takich spotkaniach w latach 1985 – 1989″.
-
I to komunistyczne dolce wita nagle się urwało. A to pech. Zanim wskoczyłaś w szatki liberalizmu (teraz to trendy, prawda?) powinnaś chociaż przeprosić ludność województwa szczecińskiego za lata komunistycznej indoktrynacji. Nie zapominaj, że komunizm to nie bułka z masłem (może dla ciebie), to był system totalitarny, ludzie tego systemu mieli krew na rekach. Proponowałem ci kiedys wycieczkę ekpiacyjną do Norymbergi. Od siebie nie masz daleko.
16 grudnia 2007, o godzinie 12:45
Oczywiście – słyszałam na własne uszy.
16 grudnia 2007, o godzinie 12:45
Pawle,
to kwestia gdybologii i historii alternatywnej. Niewątpliwie komuniści musieliby sie nieco posunąć i przeprowadzić reformy gospodarcze wspólnie z Solidarnością – jakiś model węgierski, albo jugosłowiański w sferze gospodarczej. Prymas był bardzo ugodowy, agentura w Solidarności rozwinięta. Potrzebna byłaby więc wola komunistów do współpracy. Gdyby taka wola była stanu wojennego by nie było i interwencji również.
.
A co do kwestii politycznych – jeżeli Solidarność miała na pokładzie takie tuzy jak Geremek, Mazowiecki, Wałęsa, Kuczyński, Kuroń – to przecież rozsądnie zakreśliliby granice kompromisu. Bo przecież nie chcieli wieszać komunistów na latarniach – często znajomych z PZPRu. Tzw. „ekstrema Solidarności” nie odgrywała dużej roli i SB agenturalnie, a Wałęsa wewnetrznie mogli ograniczyć ich rolę niemal do zera – gdyby chcieli. Zresztą popatrz na rok 88.
.
pozdrawiam
Bernard
16 grudnia 2007, o godzinie 12:54
Bernard
„Właśnie donald powiedział, że jest ofiarą stanu wojennego. Pewnie miał kłopot z kupowaniem wódki”.
-
Nic dziwnego, przecież była na kartki. Gdyby Donald zszedł do podziemia, nie tylko pod względem kombatanctwa miałby znacznie korzystniejszą sytuację – pijałby whisky. Tak było, to nie czerwona propaganda, wielcy ukrywający musieli się jakoś zrelaksować. Mimo stanu wojennego zaopatrzenie Peweksów w koniaki i whisky było regularne. 5 dolarów i 60 centów za poł litra Ballentines. Gdzie są dziś te ceny? Ja chcę stanu wojennego!
16 grudnia 2007, o godzinie 13:07
Mawar,
o jakie dolce wita Ci chodzi? Nic mi sie nie urwało, bo w Niemczech bywam regularnie, jutra z rana tam jadę.
Czy Ty czasem myślisz nad tym, co Ty piszesz?!Jjaka indokrynacja?!
Czy Ty w ogóle wiesz, co wypisujesz?
Dopóki mój mąż piastował stanowisko naczelnego pisma, a był nim …17 lat, do 1990 roku (potem przeszedł na emerytur), ja nie uprawiałam dziennikarstwa, by żaden typek taki jak Ty, nie twierdził iż jestem na lamach dzięki wpływom męża.
Na pewno w latach mojego małżeństwa, do 1990 roku – nie opublikowałam żadnego artykułu. W tym czasie byłam po prostu żoną red. naczelnego, pracowałam jako zwykła urzędniczka (czyli mówiąc wprost zarabiałam na siebie, by się utrzymać) i towarzyszyłam mu w wyjazdach zagranicznych, jak każda inna żona.
I wcale nie wspominam tych lat jak dolce wita.
***
Pisanie do mnie takich słów:
Nie zapominaj, że komunizm to nie bułka z masłem (może dla ciebie), to był system totalitarny, ludzie tego systemu mieli krew na rekach. Proponowałem ci kiedys wycieczkę ekpiacyjną do Norymbergi. Od siebie nie masz daleko.
- jest objawem wybitnie cynicznego chamstwa z Twojej strony. Doskonale wiesz, że moja matka w latach 1953 -1956 była w stalinowskim więzieniu, oskarżona w procesie politycznym o szpiegostwo i żądaniem prokuratorskim kary śmierci.
Nie masz żadnego moralnego prawa pouczać mnie czym był reżim komunistyczny, bo ja doskonale wiem i to lepiej od Ciebie, bo z autopsji.
Wycieczki „ekpiacyjne” zafunduj sobie, bo Twój mózg jest chory.
Obrażasz ludzi, by leczyć swoje nienormalne ego, ale to droga donikąd.
Raczej poszukaj sobie jakiegoś dobrego psychiatry.
Mawar,
jesteś dla mnie – chorym człowiekiem.
I to bardzo. Współczuje Ci, ale Twojego chamstwa nie zdzierżam.
16 grudnia 2007, o godzinie 13:15
Paweł Luboński, 11.45,
przepraszam, że się wtrącam w Twoją polemikę z Bernardem i leszkiem. Wydaje mi się, że dobrą odpowiedzią na bezczynne oczekiwania czego można by oczekiwać w Polsce zimą i wiosną ’82 dają niezapomniane opisy samosądów opisanych przez Hemingweya w Komu bije dzwon. Po wysłuchaniu opowieści bohaterki tej książki, Pilar, o tym jak pijany lud urządzał w Tolego cepową ścieżkę zdrowia przez którą przechodzili skazani kończący swoją drogę życia w skalnej rzece, przestaje się wierzyć w cokolwiek.
W Polsce na jesieni ’81 już były przymiarki polegające na wywożeniu na taczkach w kopalniach węglowych przeciwników związkowych.
16 grudnia 2007, o godzinie 13:16
Jak milo, ze PSL stawia młodych i wykształconych ludzi.
Niespełna 29-letni Andrzej Dycha został nowym wiceministrem rolnictwa a do niedawna był mieszkańcem powiatu choszczeńskieg w naszym zachodniopomorskim województwie.
W Puszczyniu, gm. Pełczyce mieszkają jego rodzice.
Jest absolwentem Uniwersytetu Szczecińskiego (politologia, integracja europejska, zastosowanie fizyki w informatyce) i Uniwersite Montesquieu w Bordeaux (prawo, nauki polityczne).
Od 2004 roku mieszkał w Brukseli i Strasburgu, pracował tam jako asystent europosła Zdzisława Podkańskiego z PSL-u.
Koordynował prace legislacyjne w Komisji Rolnictwa, Komisji Kultury, Komisji Budżetowej i Komisji Ochrony Środowiska.
Zajmował się też sprawami stosunków Unii Europejskiej z Republiką Mołdowy oraz z Federacją Rosyjską
Nie należy do żadnej partii.
Jego ojciec jest przewodniczącym powiatu choszczeńskiego i przedstawicielem PSL-u.
16 grudnia 2007, o godzinie 13:24
Panie Waldemarze,
Stan sugeruje, że szykowaliście się do samosądów (mordów) – czy może Pan potwierdzić (lub zaprzeczyć), że tak było, ile osób Solidarność chciała wymordować, a może Pan osobiście miał paru komuchów na oku do powieszenia?
.
Proszę rozwiać wątpliwości Stana, a jesli powie Pan, że chciał mordować palić i gwałcić, to ja powiem, że stan wojenny był konieczny.
.
pozdrawiam
Bernard
16 grudnia 2007, o godzinie 13:27
Zofio,
super, że PSL stawia na młodych. Plus. Czy może wiesz jak tam chlebodawca Pawlaka (Komorowki) sobie radzi? Przypominam, że KO w BAKOMA to Komorowski, a MA to inny znajomy Pawlaka, czyli Edward Mazur. Tak tylko mi sie przypomniało.
.
pozdrawiam
Bernard
16 grudnia 2007, o godzinie 13:33
Wszystkim obrońcom przegranej sprawy, i nie tylko, proponuję do przedświątecznej refleksji.
http://przekroj.pl/index......;Itemid=59
Przypominam, że w swoim dziele (Studium Tyranii) Bullok także pisał o Hitlerze, że jego niektóre decyzje graniczyły z geniuszem.
Mimo, że wszystko wskazuje na to, że w Polsce najbliższa przeszłość polityczna se nevrati, to jednak proszę wierzących wszystkich wyznań żeby się modlili aby do skutecznego rewanżu nie doszło.
16 grudnia 2007, o godzinie 13:59
Mawar (12:40) – czy mógłbym cię prosić o dokonanie rzetelnej analizy – w czym (twoim zdaniem) różni się śmierć księdza Popiełuszki od śmierci pani Blidy?
Pawle (12:30) kto w Rumunii sprzątnął N. Ceausescu? Na pewno nie byli to protestujący związkowcy. Myślę, że strach przed wieszaniem nie był tak zupełnie bezpodastwny. Gdyby przyszło przyzwolenie Moskwy zamiast wymordowania górników zawisło by paru komunistów.
16 grudnia 2007, o godzinie 14:01
Panie waldemarze,
czy mógłby Pan odpowiedzieć Piotrusiowi ilu komunistów chciał Pan zamordować, a ilu Geremek? Czy Mazowiecki chciał zamordować więcej niz dziesięciu czy mniej?
.
Bernard
16 grudnia 2007, o godzinie 14:15
Stan
Kreśląc swój obraz przyszłości 1981 r. – zamachu stanu „S”, gwałtów na komunistach, a więc i wieszania ich na drzewach dotykasz istoty rzeczy. Istotą rzeczy jest bowiem to jak na „S” reagował aktyw partyjny, czy opowiadał się za dialogiem z bandydatmi z „S” czy za ich eksterminacją w obronie swojego życia. Można oczywiście usprawiedliwić postawę aktywu tym, że w obronie życia mogli nie wahać się odebrać życie bandytom z „S”, którym to bandytom inni bandyci z drugiej strony Bałtyku przyznali pokojowego Nobla. Przecież tylko bandyta w bandycie mógł dostrzec i uznać, że zamiar wieszania bandytów to plany pokojowe i mieszczące się w filozofii non violence.
Tak jak na Kubie, tak i w Polsce główna przyczyna obrony systemu tkwi w samej partii – w tym jaki aktyw o jakim nastawieniu robi w niej karierę i ma wpływ na podejmowane opinie. Wraz z odsunięciem Gierka od władzy w PZPR brała przewagę opcja betonu. To oni widzieli składy broni i bojowe bojówki „S”, to oni najgłośniej krzyczeli o groźbie interwencji, terroryzowali centrową większość partii i tylko partyjni liberałowie usiłowali bez powodzenia wytrwać na swoich pozycjach.
Nie ze względu na groźbę interwencji lecz ze względu na procesy zachodzące w samej partii doszło do stanu wojennego. To partyjny beton bronił swoich pozycji, które posiadał jedynie dzięki przewodniczej roli partii. Czyż wszystkim partyjniakom nie chodzi o to samo – wszelkimi sposobami jak najdłużej utrzymać się u władzy. Demokracja jest wrogiem każdego partyjniaka posiadającego władzę. Stąd partyjniak wszędzie będzie widział wroga i miał wizje, że wrogowie urządzają mu ścieżki zdrowia w podziece za jego rządy.
Ciekawym kogo widziałbyś na czele pijanego ludu w stolicy idącego wyrzynać watahę komuchów. Wówczas byłby to pewnie Michnik z Kuroniem, a może Glemp z Janem Pawłem II?
16 grudnia 2007, o godzinie 14:15
Do widzenia rozum!!! Idę na spacer do parku.
16 grudnia 2007, o godzinie 14:16
Bernard, 1.24,
lud Hiszpanii, gdy chwytał za broń, robił to w szczytnych celach.
Później już nie było mowy o „posunięciu się”.
Gdyby lud był mądry, to nie potrzebowałby władzy.
Potrzebowałem wielu lat małżeństwa i wczorajszego jubileuszowego pijaństwa, żeby w paru prostych słowach napisać to co przez lata kołatało mi się po głowie.
16 grudnia 2007, o godzinie 14:21
Uprzejmie informuję wszystkich zainteresowanych a Bernarda szczególnie, iż komunistów wieszać na latarni zapowiedział publicznie na jakimś meetingu lider stoczniowych związkowców ze Szczecina – Marian Jurczyk.
Nie ma problemu w ustaleniu dokładnie – kiedy i gdzie – bo media ten meeting relacjonowały. Wystarczy pofatygować się do Książnicy Pomorskiej (biblioteka wojewódzka) i poszperać w lokalnych archiwalnych dziennikach.
To nie jedna tego typu deklaracja przez niego wygłoszona publicznie.
dziwi mnie taka wybiórcza pamięć co niektórych.
Zachowania ekstremalne w tym czasie się zdarzały. Władza zaś nie była znowu taka niedouczona socjologicznie czy z psychologii społecznej i wiedzę o reakcjach tłumu także znała.
Uczą tego na kierunkach z socjologii i psychologii na pierwszych latach studiów humanistycznych.
16 grudnia 2007, o godzinie 14:21
Bernard,
nie udawaj idioty, Bo zadając takie pytania można by sądzić, że nim jesteś. Nie wiemy co by było gdyby solidarności udało się osiągnąc władzę, a ZSSR by nie interweniował. To pole do spekulacji i nie można twierdzić, że na pewno nie byłoby linczów politycznych , tak jak i twierdzić odwrotnie. Znająć postawę wielu ówczesnych przywódców S i ich skrajnych poglądów można by sie obawiać czarnego scenariusza gdyby ich opcja przeważył. Ciągle powtarzano że „na drzewch zamiast liści będą wisieć komuniści”.
Teraz nikt nawet gdyby wtedy miał ochotę wieszać do tego się nie przyzna – to po co zadawać pytanie?
16 grudnia 2007, o godzinie 14:27
Zofio
Jurczyk był kapusiem SB. Pisał raporty, brał kasę, zachowały sie pokwitowania. Czy sugerujesz że SB nawoływała do wieszania komunistów, żeby podgrzać atmosferę? Bardzo prawdopodobne, po to by usprawiedliwiać dzisiaj s.w. mniejszym złem, a Pan wlademar by mógł trwać przy swoim zdaniu. Dzieki za kolejny argument przeciw stanowi wojennemu.
.
pozdrawiam
Bernard
16 grudnia 2007, o godzinie 14:28
Gwoli zgodności z faktami: prostuję datę proponowanego przez rząd wycofania wojsk z Iraku. Wpis z godz. 12,32 pm).
Chodzi o jesień ( październik ) 2008 r, a nie wiosnę – jak napisałem
Nie zmienia to jednak istoty problemu, a ta polega na tym, że jeżeli Prezydent nie podpisze wniosku rządowego o przedłużeniu mandatu do października 2008 r, to już od 1 stycznia 2008 r pobyt naszych wojsk w Iraku będzie pozbawiony podstawy prawnej, ergo NIELEGALNY.
16 grudnia 2007, o godzinie 14:31
maciek g
ciągle tu słyszę, że solidarność zmierzała do przewrotu siłowego. Dlatego proszę Pana Waldemara, żeby powiedział gdzie były te magazyny broni, bojówki, koktajle Mołotowa, te popalone komitety i przechwycone radiowozy i ilu komunistów chciał Pan Waldemar zamordować. A może ty podasz te przykłady?
.
pozdrawiam
Bernard
16 grudnia 2007, o godzinie 14:32
leszek,
cenię Cię bardzo, ale nawet nie doczytałem Twojego wpisu do końca.
Niepotrzebnie do swojego tekstu wprowadzasz dodatkowy próg niechęci, używając słowa „bandyta” na określenie działaczy „S”.
Zapewniam Cię, że o tych „bandytach”, w tamtych „gorących” jesiennych dniach myślałem cieplej niż o ich przeciwnikach. Idzie mi o pewien mechanizm psychologiczny, który uwolniony spod samokontroli potrafi wyzwolic w ludziach niezwykłe okrucieństwo (vide Komu bije dzwon). W tej bratobójczej wojnie Solidarność na pewno by przegrała. Gdyby jednak żadna ze stron szybko nie odniosła zwycięstwa, to horror wojny bratobójczej byłby nie do wyleczenia przez dziesiątki lat. Według mnie byłoby to gorsze niż inwazja, która, przy całej swojej okropności, przynajmniej jednoczy naród.
16 grudnia 2007, o godzinie 14:48
Bernard:
.
„Niewątpliwie komuniści musieliby sie nieco posunąć i przeprowadzić reformy gospodarcze wspólnie z Solidarnością – jakiś model węgierski, albo jugosłowiański w sferze gospodarczej. Prymas był bardzo ugodowy, agentura w Solidarności rozwinięta. Potrzebna byłaby więc wola komunistów do współpracy.”
.
Otóż to właśnie. Potrzebna była wola „komunistów”, a więc przynajmniej znacznej części układu rządzącego. Ty zaś cały czas jedziesz na Jaruzelskiego, tak jakby on to mógł załatwić jednym pociągnięciem ręki. Osobiście sądzę, że gdyby spróbował iść na poważniejsze ustępstwa wobec „Solidarności”, to po prostu mielibyśmy kolejnego pierwszego sekretarza, któremu by takie głupstwa do głowy nie przychodziły.
Poza tym nie wierzę, by zachłyśnięta wolnością „Solidarność” zadowoliłaby się na dłuższą metę ograniczonymi reformami gospodarczymi. W niej też działacze próbujący się samoograniczać mogliby zostać zepchnięci na boczny tor. Pamiętamy chyba nastroje z późnej jesieni 1981? „Bój to ich będzie ostatni” i te rzeczy?
16 grudnia 2007, o godzinie 14:54
Stanie
Ja nie chciałem sugerować, że ty myślałeś o członkach „S” jak o bandytach, tylko że tak myślał beton partyjny. Beton partyjny chciał po prostu utrzymać się u władzy i inteligentnie domyślał się, że odpuszczenie na jakimkolwiek odcinku grozi na początek powstaniem pęknięć, które nieuchronnie doprowadzą do runięcia całej ich betonowej budowli.
Bez względu na system rządów, epokę dziejową, w każdej partii jest jakiś beton. Od tego, czy ten beton należący do rodzaju „prawdziwków” (zgodnie z definicją Gwiazdy) ma głos wiodący w partii zależy jej sposób rządzenia. W każdej partii o typie wodzowskim beton ma przewagę nad postawami obywatelskimi.
Każdą ideę – lewacką, lewicową, centrową, prawicową, endecką – grzebie samo w sobie funkcjonowanie tych ideii w obrębie partii, których główną rolą nie jest urzeczywistnianie idei lecz zdobycie i utrzymanie się u władzy. Jest tylko jedna różnica między totalitaryzmem a demokracją, że w demokracji wymyślono i honoruje się zasadę pokojowego przekazywania władzy między partyjniakami.
To dla partyjnego betonu Jaruzelski zdecydował się na stan wojenny. Generał nie bał się interwencji lecz bał się odsunięcia od władzy przez inną ekipę, która ten stan wojenny gotowa byłaby wprowadzić. Potwierdzają to wspomnienia Kani, Urbana i Rakowskiego.
16 grudnia 2007, o godzinie 15:13
Ad vocem:
czy o wieszaniu komunistów w tamtym roku nie wypowiadał się publicznie i głośno pan Borowczak, ongiś (chyba) prominentny działacz „S” i członek jej Komisji Krajowej ?
A może pamięć mnie myli ?
16 grudnia 2007, o godzinie 15:25
Lex’ie
nie wiem, nie słyszałem, ale zapewne to usprawiedliwia dywizje na ulicach i ofiary, takiej wypowiedzi Borowczaka tez bym nie lekceważył i na stocznie rzuciłbym ze dwie bomby atomowe.
PS
Ilu komunistów powieszono przed 13 grudnia? A jakieś składy broni? te rzeczy?
.
pozdrawiam
Bernard
16 grudnia 2007, o godzinie 15:27
Wizja „S” jako ruchu bez przemocy jest mitem. To nie był wcielony Anioł. „S” była rózna, były w niej nurty i działacze gotowi na gwałt. Byli i zwolennicy non violence. Oczywiście „S” nie przygotowywała zamachu stanu, ani powstania, bo to był wielomilionowy zywioł, ruch rewolucyjny w marszu, który dzis jest pokojowy, a jutro gwałtowny, o ktorym nie można wnioskować na podstawie tego czym jest w danej chwili. „S” by obaliła system powtarzając, że tego nie chce. Kto nie rozumie tego mechanizmu rewolucji, to nic nie rozumie. 4 sierpnia 1789 kiedy zniesiono powinności feudalne lud bratał się we Francji z arystokracja i nie minęły dwa lata kiedy ja wieszał, albo tłumnie bil brawo kiedy spadaly glowy. Nie twierdzę, że tak by bylo w Polsce, ale gdyby do tego doszlo to najpierw powieszonoby Michnika, Geremka, Kuronia, Mazowieckiego, Wałęsę, przy okazji i mnie. Komunistów w drugiej kolejce. W ogole panowie oponenci nie umiecie dyskutować, wy tylko dajecie odpor. Nie pije tu do Bernarda, bo oprócz tego, że nie umie dyskutować, nie wie niczego o „S”, jest totalnym ignorantem. Ale Mawar i Leszek wiedzą. Pokazalem wyzej fazy ewolucji ruchu, widoczne jak byk – od związku zawodowego do wolnych wyborów. I co? To o niczym nie mówi? A przecież widać było, jak na dloni, że w miare upływu czasu słabna w „S” nurty umiaru a rosna w sile radykalowie przekonani, że władza komuny leży na ulicy. Przeciez ostatnie posiedzenie Rady Krajowej to był szaleńczy radykalny odlot, utrata samokontroli, ślepota. Przekonanie o tym, że wystarczy popchnąc czerwonego z lekka a on padnie. A w tym czasie byli juz osaczeni.
Stan
dzieki za link do wywiadu z Pania Sołtys. To ważny tekst i osoba, patrząc na jej CV wiarygodna. Przy okazji znajduję, że jestem niezłym psychologiem bo wiele razy zwaracałem uwage na tę stronę naszych władców ad 2005-2007.
16 grudnia 2007, o godzinie 15:59
Ufff
co za ulga. Komuniści ze sdzczególnym uwzgklędnieniem generała uratowali życie Michnikowi, Geremkowi, Kuroniowi, Mazowieckiemu, Wałęsie, no i Panu Waldemarowi, którzy polegliby z rąk solidarności, lub ludowego motłochu (proszę o doprecyzowanie).
.
Co w zasadzie kończy dyskusję.
.
PS
Panie Waldemarze, dobrze sie Pan czuje? Może zimne okłady? Albo setka wódki? Czy nocami nie straszą Pana ufo-ludki?
.
pozdrawiam
Bernard
16 grudnia 2007, o godzinie 16:18
Panie Waldemarze,
Ja nie mam zaufania do psychologa, który tak jednoznacznie klasyfikuje ludzi na odległość, wyłącznie na podstawie wiedzy gazetowej. Po prawdzie sam również zachowania Kaczyńskich przypisuję w mniejszym stopniu ich poglądom politycznym, a w większym – cechom osobowości, ale prywatne domysły laika to jedno, a gloszona ex cathedra opinia fachowca to jednak co innego.
16 grudnia 2007, o godzinie 18:13
Trzy cytaty z zamieszczonych tu komentarzy niech posłużą na uroczyste otwarcie „Wielkiej Księgi Prawd Blogowych”. Na początek sam boss a potem reszta potakiwaczy…
„W istocie rzeczy Jaruzelski, choćby kierował się najgorszymi motywami był wtedy zbawca Polski od nieszczęścia i uratował życia wielu ludzi może i z nas. W odróżnieniu od 4 generałów którzy w lipcu 1944 kierując sie wzniosłymi motywami przyłożyli rękę do hekatomby narodowej, jaka było powstanie. Dziś oni są bohaterami, a Jaruzelski wyrzutkiem, ale tylko części narodu.”
„Być może w uszach niektórych zabrzmi to jak bluźnierstwo, ale poczułam ulgę, taką samą jak po wprowadzeniu stanu wojennego innego 13 grudnia.
Wtedy – bo miałam widzenie rzeczywistości z balkonu mego domu położonego przy narożniku z dwoma wielkimi gmachami milicji i pamięci tego, co się działo w innym Grudniu pod moimi oknami.”
„Obok niewątpliwych działań komunistów to właśnie radykalizacja “Solidarności” z powodu uaktywnienia się prawicy spowodowała stan wojenny.”
16 grudnia 2007, o godzinie 18:48
Pan Panie Waldemarze widział to bardziej od „kuchni” ja z wierzchu, niemniej również dostrzegałem radykalizację solidarności i przewagę tych którzy z braku oporu sądzili że „czerwoni”już są pokonani i nie mają żadnej siły. Gdy wówczas mówiłem, że się mylą byłem uznawany za głupiego. Bałem się, bo słuchałem wszystkiego co sie dało i zdawałem sobie sprawę z rosnącego zagrożenia. Solidarnośc nie była w ogóle przygotowana do walki zbrojnej, oni sądzili, że po prostu wojsko i część milicji stanie po ich stronie i będzie po czerwonych. To była wielka naiwność. W sumie chyba dobrze, że skończyło się tak jak się skończyło. Parę lat później było już zupełnie inaczej mimo nieporównywalnego zagrożenia działacze byli dużo ostrożniejsi i przeważał nurt ugodowy i całe szczęście
16 grudnia 2007, o godzinie 19:27
Bernardzie (3,25 pm)
po co ten sarkazm ? Ale odpowiem Ci w Twoim stylu choć waga zdarzenia zasługuje na poważniejszy komentarz.
Domniemanych wypowiedzi M. Jurczyka czy Borowczaka i ewentualnie innych, o których mówi Gospodarz – świadek i uczestnik tamtych wydarzeń, bynajmniej nie zlekceważono, wręcz przeciwnie. Potraktowano je z całą powagą – może nawet z nadmierną i znanymi konsekwencjami, choć bez użycia bomb atomowych.
Ale dywizje użyto – i jak wiemy, na pewien czas – skutecznie.
Czy użycie tych dywizji było uzasadnione ? Nie wiem, więc na ten temat nie dyskutuję. Ty też nie wiesz, ale dyskutujesz zażarcie i zawzięcie, choć – jak sam napisałeś – małoletnim pacholęciem byłeś wówczas.
16 grudnia 2007, o godzinie 20:02
Ciekawy tekst W.Kuczyńskiego z blogu Waldemara Kuczyńskiego, polecam:
„Wizja “S” jako ruchu bez przemocy jest mitem. To nie był wcielony Anioł. “S” była rózna, były w niej nurty i działacze gotowi na gwałt. Byli i zwolennicy non violence. Oczywiście “S” nie przygotowywała zamachu stanu, ani powstania, bo to był wielomilionowy zywioł, ruch rewolucyjny w marszu, który dzis jest pokojowy, a jutro gwałtowny, o ktorym nie można wnioskować na podstawie tego czym jest w danej chwili. “S” by obaliła system powtarzając, że tego nie chce. Kto nie rozumie tego mechanizmu rewolucji, to nic nie rozumie. 4 sierpnia 1789 kiedy zniesiono powinności feudalne lud bratał się we Francji z arystokracja i nie minęły dwa lata kiedy ja wieszał, albo tłumnie bil brawo kiedy spadaly glowy. Nie twierdzę, że tak by bylo w Polsce, ale gdyby do tego doszlo to najpierw powieszonoby Michnika, Geremka, Kuronia, Mazowieckiego, Wałęsę, przy okazji i mnie. Komunistów w drugiej kolejce. W ogole panowie oponenci nie umiecie dyskutować, wy tylko dajecie odpor. Nie pije tu do Bernarda, bo oprócz tego, że nie umie dyskutować, nie wie niczego o “S”, jest totalnym ignorantem. Ale Mawar i Leszek wiedzą. Pokazalem wyzej fazy ewolucji ruchu, widoczne jak byk – od związku zawodowego do wolnych wyborów. I co? To o niczym nie mówi? A przecież widać było, jak na dloni, że w miare upływu czasu słabna w “S” nurty umiaru a rosna w sile radykalowie przekonani, że władza komuny leży na ulicy. Przeciez ostatnie posiedzenie Rady Krajowej to był szaleńczy radykalny odlot, utrata samokontroli, ślepota. Przekonanie o tym, że wystarczy popchnąc czerwonego z lekka a on padnie. A w tym czasie byli juz osaczeni.
Stan
dzieki za link do wywiadu z Pania Sołtys. To ważny tekst i osoba, patrząc na jej CV wiarygodna. Przy okazji znajduję, że jestem niezłym psychologiem bo wiele razy zwaracałem uwage na tę stronę naszych władców ad 2005-2007. „
16 grudnia 2007, o godzinie 21:59
Mit?
Byłem, widziałem i pamiętam. Obóz „prawdziwków” wzrastał a „gwiazdozbioru” niestety słabł. Za radykałów uznawano gwiazdozbiór, a ten w żaden sposób nie porzygotowywał się do rozruchów. Bardziej nieobliczalne były prawdziwki, które z coraz większym zachwytem patrzyły na coraz radyklaniejsze wystąpienia lokalnych liderów i samego Wasłęsy. Radykałowie, czyli „gwiazdozbiór” od swgo zarania głosili walkę o zmiany bez użycia przemocy. Nie popierali i nie głosili nigdy żadnych haseł czynnej rewolucji z bronią czy butelkami z benzyną w ręku.
Mitem wydaje mi się kreślenie jakiejś rzeczywistości oszołomionego ludu idącego palić komitety partii i wieszającego komunistów na przydrożnych drzewach. Mówiąc wprost, uważam, że trzeba mieć nie po kolei w głowie, aby mieć takie wizje. Kto miałby ich prowadzić i do tego zachęcać? Jurczyk, Rulewski?! Byli mocni w gębie.
Jesienią 1981 r. bardzo wzrastało napięcie, ale czyż nie było ono powodowane specjalnie agresywnymi decyzjami władzy, która szykowała grunt do stanu wojennego i za wszelką cenę usiłowała nie dopuścić do sytuacji z marca, gdy masowe protesty pokazały jak silny może być opór społeczny. Zadaniem generała było zminimalizować ten opór przed terminem wprowadzenia stanu wojennego – stąd koncepcja odcinkowych, nękających konfrontacji wspomagana jakże agresywnymi wystąpieniami propagandowymi. Władza celowo podgrzewała napięcie w celu wprowadzenia stanu wojennego. Decyzja o jego wprowadzeniu ostatecznie zapadła przecież na początku października. Zapadła nie z powodu grożącej interwencji czy grożącego zamachu stanu lecz z chęci powrotu do stanu sprzed sierpnia 1980 r. Partia uwolniła się od liberałów i niepewnych ludzi tzw. środka. Beton partyjny chciał wojny i robił wszystko, aby do niej doszło.
Mit non violence… To nie był mit. Nie wierzę, by ktoś kto wówczas był aktywnym uczestnikiem wydarzeń nie stosował się właśnie do tej filozofii, że nie krytykował wszelkie przejawy nawoływania do innego postępowania. Filozofia „bez przemocy” była powszechna i obowiązująca. Umacniał ją Jan Paweł II i gdy jeszcze żył prymas Wyszyński. Nikt ich autorytetów nie ważył się podważać. Jeśli by to zrobił zostałby skreślony, wyrzucony poza nawias.
To partyjni propagandziści rodem z „Żołnierza Wolności” stosujący środki propagandowe przewidziane na czas wojny w walce z okupantem, tak rysowali polską rzeczywistość, aby wydawało się, że grasująbandu nieodpowiedzialnej gawiedzi, której w każdej chwili może przyjść do głowy nie wiadomo co. Była to wygodna formuła propagandowa pozwalająca w oklepane formułki o „wrogach ludu”, „elementach antysocjalistycznych” itp. wciskać każdą wygodną treść.
Dziś wizja ówczesnej „S” jest przykrywana obecną rzeczywistością, w której bohaterzy z dawnych lat okazują się mało wartymi swojej legendy cymbałami. Nie można jednak ich obecnego cymbalstwa projektować na czasy sprzed prawie 30 lat.
16 grudnia 2007, o godzinie 22:46
Leszek.zopot, i to wszyscy jak leci? Ktoś im pomaga czy tak sami płyną kupą z uszu i nosa?
W.Kuczyński, jak może pan tak nisko cenić polskie społeczeństwo? Uważa pan, że ludzie byli na tyle potencjalnie źli, że osiem lat wcześniej rozliczyliby Michnika przed oczywistą kradzieżą? Strasznie pan hipotetyzuje, a trzeba patrzeć po swojemu, a nie oczami wystraszonego betonu, który przyjmuje rezygnację Stanisława Kani. On nie potrafił zrobić pożądku i znaleziono Jaruzela. A jednak nawet jeśli z rozwiązań niewykluczonych robi się bardzo prawdopodobne to operowanie logiczne nimi jako koniecznymi i działanie w takiej wierze było minimalnym nadużyciem.
16 grudnia 2007, o godzinie 22:49
Niestety cymbał to cymbał. Nie można być cymbałem dzisiaj, a nie być cymbałem 30 lat temu. Wcale nie przeszkadza to temu, że należy się szacunek cymbałom z Solidarności, gdyż ten ruch podważył cały system. Ale prawda jest jeszcze i taka, że Solidarność była anachroniczna w mniejszym stopniu niż PZPR, ale była, i z tego anachronizmu mogły wyrodzić się duże kłopoty polityczne i gospodarcze. Poza tym wydaje mi się, że rację ma Pan Waldemar Kuczyński (oprócz wątku jakobińskiego). bowiem walka o władzę ma swoją dynamikę. PZPR i Solidarność to ognień i woda. Nie da się tego połączyć w harmonijną całość. W zasadzie jest alternatywa albo ci albo oni. Paradoksalnie po 89 r. większym przyjacielem demokracji okazali się postkomuniści (niestety stali oni i za umocnieniem Polski jako burdelu, gdyż moralnie mają w sobie coś z rajfurów), ale wcale tak nie musiało być, gdyby Solidarnościowa strona nie była taka silna. Zwrot PZPR był więc na miarę zwrotu stalinowskiego jądra ciemności, który później objawił się jako liberalni socjaliści.
16 grudnia 2007, o godzinie 22:59
Lexie, leszku, Panie Waldemarze
pacholęciem byłem w prowincjonalnym miasteczku w dodatku, jednakowoż czytać mnie nauczono, a i na półkach mam ze 400 książek z dziejów najnowszych i doprawdy na ich podstawie (choć nie wszystkie przeczytałem, ale przejrzałm i owszem) wysnuć wniosków o zbliżającej się krwawej rewolucji jako żywo nie mogę. Wypada więc zgodzić się z leszkiem.
.
A ze wspomniem, pamiętam rozmowę znajomych mojej mamy. Był juz stan wojenny w pełnym toku. Pamiętam opinie (a byli tam tez członkowie partii) o listach proskrypcyjnych, wieszaniu komunistów i księżach-kapelanach. Sęk w tym, że takie opinie słyszałem właśnie od partyjnych. Potwierdzał je później w Sejmie pan Przymanowski, autor kultowego kłamstwa PRLu, czyli „Czterech pancernych i psa”. Tylko jakoś nikt nigdy tych list proskrypcyjnych nie odnalazł, i tych kapelanów, którzy mieli rozgrzeszać idących na śmierć komunistów, albo ich katów.
A może jednak gdzieś takie listy i plany były? Może ktoś poda jakieś źródło. nie ma? Co za przykrośąć, ale zawsze Pan Waldemar może powiedzieć, że przewrót miał być i koniec. Może więc chociaż gospodarz poda na to jakies dowody (o te składy broni nie mogę sie doprosić) – nie ma? A to szkoda.
.
pozdrawiam
Bernard
16 grudnia 2007, o godzinie 23:06
PS
byla to partyjna osoba na bardzo niskim szczeblu (zwykły członek, góra szefowa POP w zakładzie pracy, już nie pamiętam), ale takie plotki były rozpowszechniane, a partyjni może nawet w nie wierzyli. Ciekawe komu na tym zależało i kto je rozpowszechniał. Przymanowski :) ?
.
pozdrawiam
Bernard
16 grudnia 2007, o godzinie 23:07
nie rozstrasz się tylko zbytnio killer :)
16 grudnia 2007, o godzinie 23:12
Leszku (9:59) 12 grudnia barykad było sporo, a od 14 ich liczba rosła. Punktem przełomowym wcale nie był 13 XII, ale wydarzenia z kopalni Wujek. To była prowokacja mająca dwa cele:
- Rubikon komuny.
- uświadomienie bezbronności związkowców.
Barykady do Bożego Narodzenia zostały rozebrane.
Poza tym jaką widziałbyś z dzisiejszego punktu doświadczenia alernatywną wizję rozładowania konfliktu?
16 grudnia 2007, o godzinie 23:37
Bernard (na dobranoc, gra wierszami),
ty (10.59):
„…Pan Waldemar może zawsze powiedzieć, że przewrót miał być i koniec”.
Nieco wcześniej Waldemar Kuczyński (3.27):
„Oczywiście „S” nie przygotowywała zamachu stanu, ani powstania..”
Dobranoc
17 grudnia 2007, o godzinie 00:17
Piotruś
Przedstawił ją sam pochopnie gen. Jaruzelski. Niespodziewanie pewnie dla niego ideę tę podchwycił prymas Glemp. „S” przychyliła się do próśb Glempa i zgodziła się na negocjacje nad powołaniem Rady Porozumienia Narodwego. „S” wystąpiła z postulatami niemożliwymi dla władzy do przyjęcia, ale były to przecież wstępne warunki, które w drodze negocjacji można było stępić. Żle na pewno się stało, że odbyła się tylko jedna, wstępna rozmowa. To władza odwróciła się od rozmów i zaczęła jeszcze bardziej podgrzewać atmosferę.
Nie pamiętam, aby 12 grudnia stała gdziekolwiek jakakolwiek barykada. Grudzień to zresztą był już zupełnie inny czas. Władza nie prowadziłą już żadnych rozmów z „S”. Jedynie straszyła i prowokowała. W samej „S” nastroje raptownie skoczyły – wynik inżynierii propagandowej. W grudniu nie z powodu grożącej inwazji, ale z powodu kursu przyjętego przez PZPR po wyborze Jaruzelskiego na I sekretarza do porozumienia nie mogło dojść bo władza go nie chciała.
17 grudnia 2007, o godzinie 08:51
Stan 11;37 – Czy ty się przypadkiem nie czepiasz Bernarda?
On przecież uczciwie napisał, że pan Waldemar może powiedzieć. A że nie powiedział?
A kto mu bronił?
Każdy ma swoją prawdę. Bernard też ma i jest to tisznerowska trzecia prawda.
17 grudnia 2007, o godzinie 09:01
jasnaanielko,
ależ się przyczepiasz, będę musiał znowu buty czyścić. Jak tam rozpoznawanie niebieskookich Żydów ci idzie?
17 grudnia 2007, o godzinie 09:09
Leszek broni swojej na wpół religijnej wizji nieskazitelnej Solidarności. Nawet bojowe nastroje jesienią 1981 to też tylko wina inżynierii propagandowej władz. Nasi to zawsze niewinne owieczki. Solidarność stawiała postulaty nie do przyjęcia dla komuny, ale to przecież była tylko strategia negocjacyjna. Czyżby? Moim zdaniem gdyby zgodziła się wtedy na postulaty do przyjęcia dla przeciwnika, to przestałaby być tym, czym była, a stałaby się kolejnym Frontem Jedności Narodu. Czerwoni marzyli o tym. I może nawet to byłoby najlepsze, ale czy było realne?
Bernard zaś zafiksował się całkowicie na rzekomo przygotowywanym powstaniu zbrojnym i mordowaniu partyjnych – i walczy do upadłego z tą tezą, której nikt nie stawiał.
A cała dyskusja razem zaczyna mi przypominać analizy „wielkich i sławnych bitew stoczonych przez c.k. wojska austro-węgierskie” w wykonaniu kadeta Bieglera. Łatwo być Napoleonem po fakcie, kiedy otwierają się archiwa, a starzy ludzie zaczynają mówić.
17 grudnia 2007, o godzinie 09:45
Piotruś
Najwyraźniej nie znasz dokumentów Biura Politycznego, SB i wojska, i dlatego piszesz to co piszesz. O tym w myśl jakich instrukcji i co wyprawiała władza już sporo napisano.
17 grudnia 2007, o godzinie 09:53
To było do Pawła a nie Piotrusia. Przepraszam.
Można przeczytać np. Holzera:
http://mzawawa.webpark.pl/kryzys.htm
O propagandzie:
http://ipn-5.ipn.gov.pl/biuletyn/11/biuletyn11_7.html
Wywiad Michnika z Kanią:
http://serwisy.gazeta.pl/.....96306.html
17 grudnia 2007, o godzinie 09:55
W całej tej dyskusji nt ogłoszenia stanu wojennego brakuje mi jednego – przyjęcia pod uwagę pewnych psychologicznych aspektów terminu ogłoszenia stanu wojennego – a był on ogłoszony, przypominam – 11 dni przed wigilią.
Decyzją władzy Polacy zostali niejako na święta uwięzieni w domach, przywiązani do miejsca zamieszkania i pozbawieni możliwości peregrynacji po kraju w czasie świątecznych urlopów.
Wystraszeni zajęli sie robieniem świąt i nawet nie liczyli się z tym, ze na pasterkę zostanie zniesiona godzina policyjna.
W ten sposób ograniczono możliwość eskalacji pewnych idei i pomysłów oraz kontaktów.
Mało kto zauważa, że stan wojenny praktycznie zaczęto od wigilii systematycznie ograniczać.
Większość polityków dawnej opozycji patrzy się na stan wojenny przez pryzmat własnego internowania a nie przez pryzmat zwyklego obywatela kraju.
To takie widzenia stanu wojennego z perspektywy własnego pępka.
Mało kto zastanawia się jak ten stan wojenny wyglądał na wsi czy w małym miasteczku, co ludzie wtedy czuli, robili i jak go odebrali. a przecież tam mieszkóow, ani manifestacji ani nawet milicji na ulicach. Była telewizja a obok zwyczajne, normalne życie. Były normalne święta gdzie większość ludzi mało rozumiała z tego co w tej telewizji gadają.
17 grudnia 2007, o godzinie 09:58
Leszek broni swojej na wpół religijnej wizji nieskazitelnej Solidarności.
—
I dlatego dyskusja jest bez sensu. Wierzenia religijne albo się przyjmuje, albo odrzuca.
17 grudnia 2007, o godzinie 10:00
Leszku!
Staram się już nie uczestniczyć w rozmowach o stanie wojennym, bo już zostało wszystko powiedziane. Ja Ci tylko powiem, że moja mama rozpłakała się po wprowadzeniu stanu wojennego. Przeżyła Powstanie i do końca życia bała się wojny domowej.
Tak jak całkowicie słusznie pisze Paweł Luboński.
Jeszcze raz powtarzam, to wszystko było w głowach ludzi, nikt nie miał dostępu do akt radzieckich, nie wiedział, że nie wejdą, nikt nie widział barykad. Ale ludzie się bali. Bali się wojska, strzelaniny, trupów na ulicach, pełnych więzień, bardziej zagrożeń wewnętrznych niż zewnętrznych, chociaż plotki o gotowych armiach czechosłowackich i niemieckich krążyły po Polsce. Może to i była propaganda czerwonych, może „Solidarność” nie mówiła o „Władzy leżącej na ulicy” i o „wieszaniu komunistów na latarniach”, nie było tekstów z Gdańska i Radomia. Ale ludzie się bali, że komuniści w razie dalszej ekstremizacji pójdą na rozwiązania siłowe.
17 grudnia 2007, o godzinie 10:01
Kompek nie nażarty, niestety.
Miało było być:
…a przecież tam mieszkańców nie aresztowano, bo nie robili żadnych manifestacji, nie nie było czołgów, ani wojska ani nawet milicji na ulicach. Była telewizja a obok zwyczajne, normalne życie. Były normalne święta gdzie większość ludzi mało rozumiała z tego co w tej telewizji gadają.
17 grudnia 2007, o godzinie 10:03
Większość polityków dawnej opozycji patrzy się na stan wojenny przez pryzmat własnego internowania
—-
Eee, chyba niekoniecznie. Największe problemy w ocenie tamtych wydarzeń zdają się mieć ci niedowartościowani na wskutek braku internowania.
17 grudnia 2007, o godzinie 10:06
Wiara?
Tak, tak… „S” było złem wcielonym, słusznie z nią postępiono. Nie było innego wyjścia. Uchroniono miliony mieszkańców wiosek i miasteczek przed horrorem, który urządziliby im solidaruchy. Och, jakże miło i spokojnie jest spędzać święta, gdy nie widzi się własnego pępka a w kraju pilnuje porządku wspaniała armia pod wodzą cudownego generała.
17 grudnia 2007, o godzinie 10:18
No to pa,pa, Kochani.
Wybywam pooddychać normalnym adwentem na zachodni sposób – kolorowymi jarmarkami, cudeńkami na kiermaszach, „karuzelem” pod niebo i pysznymi kolędami sączącymi się z głośników.
Jadę pobuszować po sklepach, ale też popracować i spotkać się z ludźmi, którzy w ten radosny okres nie zaprzątają sobie głowy minioną historią.
Ja – owszem sięgnę po nią – ale w muzeach, przed berlińską Brama Brandenburską i na brukselskim Grand Place.
Przed wigilą wrócę i o życzeniach – nie zapomnę.
17 grudnia 2007, o godzinie 10:59
pysznymi kolędami sączącymi się z głośników.
—
Wszystko jest względne.
http://www.dziennik.pl/wy.....edami.html
17 grudnia 2007, o godzinie 11:08
Leszku!
Po co ten cynizm?
17 grudnia 2007, o godzinie 11:10
LeszekSopot:
.
„Najwyraźniej nie znasz dokumentów Biura Politycznego, SB i wojska, i dlatego piszesz to co piszesz.”
.
A co ja takiego piszę? W przeciwieństwie do ciebie nie stawiam przecież żadnych kategorycznych tez. Ja nie wiem na pewno, co by było, gdyby było. Twierdzę tylko, że interwencja Sowietów w razie dalszego demontażu tzw. socjalizmu w Polsce była prawdopodobna, a w każdym razie, że wówczas były podstawy, by się z nią liczyć. Tylko tyle. To ty twierdzisz, że na pewno by jej nie było, w związku z czym cała wina spada na Jaruzelskiego.
Przywołujesz wywiad z Kanią, który kiedyś tam czytałem,a teraz sobie odświeżyłem. Tobie też radzę, bo jego końcówka przemawia raczej na moją korzyść.
.
„Wiara? Tak, tak… “S” było złem wcielonym, słusznie z nią postępiono. Nie było innego wyjścia. Uchroniono miliony mieszkańców wiosek i miasteczek przed horrorem, który urządziliby im solidaruchy.”
.
O, i tak właśnie reagujesz na sugestię, że strona solidarnościowa ponosi jakąś cząstkę odpowiedzialności za rozwój wydarzeń i nie wszystkie racje były po jednej stronie. Sarkazmem i sprowadzeniem myśli rozmówcy do absurdu. To jest reakcja człowieka wierzącego, a nie wątpiącego.
17 grudnia 2007, o godzinie 11:11
Torlin
bo zostałem zaliczony do tych, co to ino swój pępek mają na uwadze i obce są im szerokie horyzonty. Szczególnie pewnie te, które zapewniało ścisłe podporządkowanie się rządzącym, a co zapewniało spędzanie miłych i bezpiecznych świąt w gronie rodziny.
17 grudnia 2007, o godzinie 11:13
Pawle
stwierdziłeś, że partia nie prowadziła z „S” gier i nie sterowała propagandą. To „S” w twoich oczach zasługuje na miano czarnego luda.
17 grudnia 2007, o godzinie 11:29
„Stwierdziłeś, że partia nie prowadziła z “S” gier i nie sterowała propagandą. To “S” w twoich oczach zasługuje na miano czarnego luda.”
.
Leszku, czy możesz zacytować moje słowa?
Bo ja twierdzę, że wkładasz mi w usta coś, czego nie mówiłem.
17 grudnia 2007, o godzinie 11:42
Pawle
Napisałeś: „Nawet bojowe nastroje jesienią 1981 to też tylko wina inżynierii propagandowej władz. Nasi to zawsze niewinne owieczki”.
17 grudnia 2007, o godzinie 11:49
Leszek:
Zgadza się, to napisałem. Wyjaśnij proszę, w jaki sposób z tych słów wynika, że moim zdaniem „partia nie prowadziła z S gier i nie sterowała propagandą” i że „S w moich oczach zasługuje na miano czarnego luda”.
17 grudnia 2007, o godzinie 11:58
Leszku, a propos gier i propagandy przypomniał mi się taki epizod z czasów pierwszej Solidarności (chyba z wczesnej jesieni 1981). Byłem wtedy studentem. Pewnego dnia przewodniczący NZS na moim wydziale rozłozył na korytarzu ulotki zawierające m.in. bojową pieśń pt. „Hymn Niezależnych”, w której była mowa o podpalaniu komitetów, odzyskiwaniu Lwowa itp. Ewidentna prowokacyjna fałszywka. Nie wiem, skąd ten kolega to wziął, ale jestem przekonany, że nie był agentem, tylko człowiekiem naiwnym i antykomunistycznie zacietrzewionym. Wkurzyłem się i zaniosłem ulotkę do uczelnianych władz NZS, ale nie wzbudziła tam większego zainteresowania.
Tak to się dziwnie czasem splatało.
17 grudnia 2007, o godzinie 12:16
Leszku!
Według mnie Ty robisz jeden błąd, traktujesz Pawła, mnie i innych podobnie myślących jak swoich wrogów i przeciwników „Solidarności”. Ja w każdym razie powtórzę, że byłem człowiekiem „Solidarności”, założycielem i pierwszym wiceprzewodniczącym „S” w swoim zakładzie pracy i w życiu nie należałem do żadnej partii politycznej. Na żadnej liście (w tym Wildsteina) mnie nie ma.
Ale ja mam swój rozum, potrafię odczytać nastroje społeczne, wtedy bardzo dużo jeździłem służbowo po Polsce. Robisz dwie rzeczy, których nie lubię: po pierwsze spłycasz i wulgaryzujesz problem „jakże miło i spokojnie jest spędzać święta, gdy (…) w kraju pilnuje porządku wspaniała armia pod wodzą cudownego generała”. Przecież to jest tak obraźliwe dla tych wszystkich ludzi będących z „S” całym sercem, a bojącym się reakcji władz i – mówiłem Ci – wojny, pożogi, trupów. A po drugie – idealizacji walki jako jedynego czynnika odzyskania niepodległości i nie brania pod uwagę odczuć społecznych. Wszyscy chcieli wolności, i widać to było i w 1980 roku, jak i w 1989, ale mieli też swoje obawy.
17 grudnia 2007, o godzinie 12:35
Piotruś
„Mawar (12:40) – czy mógłbym cię prosić o dokonanie rzetelnej analizy – w czym (twoim zdaniem) różni się śmierć księdza Popiełuszki od śmierci pani Blidy”?
-
Zapytaj Waldemara Kuczyńskiego.
17 grudnia 2007, o godzinie 12:51
Zofia
„Doskonale wiesz, że moja matka w latach 1953 -1956 była w stalinowskim więzieniu, oskarżona w procesie politycznym o szpiegostwo i żądaniem prokuratorskim kary śmierci”.
-
Co to ma do rzeczy? Przed 1956 r. reżim rozdawał ciosy na śłepo, swoim i nie swoim. Przypomnij tu może kto z twojej rodziny robił kariery w lokalnych strukturach partyjnych – komitetach wojewódzkich PZPR, kto dowoził broń komunistycznym rebeliantom w Indonezji. Dziś okazuje sie, że wszyscy byli w porządku, prawie że w opozycji. Ty chyba nie masz wstydu. Lepiej byś milczała.
17 grudnia 2007, o godzinie 12:55
Pawle
Wmawianie mi, że moim zdaniem „S” to same niewinne owieczki jest równoznaczne z założeniem, że ty uważasz iż był to czarny lud. Tak samo zakładam czytając twoje kpiące stwierdzenie, że bojowe nastawienie społeczeństwa było winą inżynierii propagandowej władz. Zakładam z tych słów, że twoim zdaniem władza nie stosowała sztuczek a wszystkiemu są winne władze „S”.
Pawle, z tym „Hymnem niezależnych” nie wiem co to jest, sporo różnych głupot kjrążyło po uczelniach i nie wzbudzały żadnego zainterosowania oprócz tego, że wyrzucało się je do śmieci. Sam zresztą napisałeś, że nikt z liderów NZS się tym nie przejął bo pewnie traktował to jak bzdurę czy też lokalny koloryt.
17 grudnia 2007, o godzinie 12:57
Torlin
a kto niby nie bał się wojny i ofiar??? Kto chciał iść z pięściami na czołgi i palić komitety???
Przecież nikt nie chiał, choć padały czasem ostre słowa. Minister Sikorski też ostatnio mówił o wyrżnęciu watahy, i co z tego. Jakiś platformes poderżnął pisiakowi gardło?
17 grudnia 2007, o godzinie 13:11
Moim zdaniem nie tylko w ‘S” jesienią 1981 narastała frustracja. Robotnicy w „S” byli sfrustrowani powolnością zmian i trudnościami zaopatrzeniowymi. Partyjni żyli w strachu przed utratą władzy, podsycanym przez celowo rozpowszechniane przez SB i tzw. zdrowe siły w partii pogłoski o listach proskrybcyjnych, o przygotowywanych przez „S” aktach przemocy (najgroźniejsza miała być Komisja Interwencji reg. Mazowsze Z. Romaszewskiego – pewnie ze względu na nazwę). W samym związku sfrustrowani byli inteligenccy doradcy (też podzieleni), bo ich coraz mniej słuchano – tracili rząd dusz. Tzw. prawdziwi Polacy, częściowo wygrywani przez SB do siania zamętu, czuli się pokrzywdzeni niewielkimi wpływami na bieg wydarzeń. Do „S” lepili się najprzeróżniejsi ludzie, w tym sporo wariatów, różni samozwańczy pomagierzy doradcy, pseudokorespondenci prasowi z Zachodu, często podejrzanej konduity. Kościół też nie był zadowolony z nadreprezentacji grupy korowskiej w kierownictwie „S” uważając ttę sytuację za zaczyn przyszłych konfliktów. Mimo to „S” twała do 13 grudnia. I to co groziło to nie wieszanie na latarniach komunistów tylko coraz bardziej masowe i chaotyczne strajki.
17 grudnia 2007, o godzinie 13:21
Mawar
Słusznie zauważyłeś, że jedną z sił, które prowadziły wrogą wobec „S” działalność był Kościół. Ta rozbijacka robota mająca na celu odseparowanie „doradców” i gwiazdozbioru od „zdrowego jądra” „S” jakżesz przecież współgrała z działaniami SB np. pod kryptonimem „Klan”.
Trzeba mieć nie po kolei pod sufitem, aby wśród doradców, wśród których byli obaj bracia Kaczyńscy, Lech Bądkowski, Mazowiecki, Dorn, Kuczyński, Kuroń i wielu innych widzieć przyczynę zła i frustracji.
17 grudnia 2007, o godzinie 13:30
„Wmawianie mi, że moim zdaniem “S” to same niewinne owieczki jest równoznaczne z założeniem, że ty uważasz iż był to czarny lud.”
.
Leszku, miałeś prawo tak to odebrać, choć nie taka była moja intencja. Jednakże między naszymi postawami zachodzi pewna różnica. Bo ja nie przesądzam o winie. Co więcej, uważam, że gdy idzie o wydarzenia tak złożone i wielostronne, nie sposób w ogóle mówić o czyimś sprawstwie, choć rzecz jasna niektóre postacie miały na nie większy wpływ, inne mniejsze.
Natomiast ty ostro reagujesz na każdą sugestię, że za decyzją Jaruzelskiego mogły stać jakieś racje inne niż interes rządzących i że strona solidarnościowa (czy pewna jej część) też się negatywnie przyczyniła do rozwoju wydarzeń.
Nie ciągnę dłużej tej dyskusji. Powtórzę tylko, jaki jest mój generalny pogląd na lata 1980-81. Otóż uważam, że był to ciąg wydarzeń, który ze względu na wewnętrzne i zewnętrzne uwarunkowania nieuchronnie wiódł do fatalnego zakończenia i nikt ze znaczących aktorów dramatu nie był w stanie tego procesu zatrzymać. Dysponujące odpowiednią władzą jednostki miały co najwyżej wpływ na to, jak bardzo tragiczny będzie ten koniec. Myślę, że na decyzji Jaruzelskiego mimo wszystko nie wyszliśmy najgorzej.
Nie zmienia to faktu, że wszelkie racje moralne były po stronie „Solidarności”.
17 grudnia 2007, o godzinie 13:40
Pawle
Kto wyszedł nie najgorzej ten wyszedł. Ja uważam, że Jaruzelski sprawił Polsce i Polakom 8 straconych lat, złamał ludziom kręgosłupy moralne, nauczył cwaniactwa, relatywizmu, upowszechnił znieczulicę na kłastrwa i zło. Powszechny stał się materializm i pragmatyzm. SB i cała propaganda partyjna bez ustanku trudziła się, aby zatruć międzyludzkie stosunki, skłócić i otumanić ludzi. Dla mnie to moralne zło jest o wiele większe niż zło materialne, którym obdarował mnie komunizm. Zmarnował wielką szansę jaką dawało pchnięcie w rozwoju cywilizacyjnym Polski z powodu entuzjazmu i poczucia solidarności wielu milionów obywateli. Było to zjawisko niepowtarzalne.
Pewnie, że ludzie nie byli aniołami, że tumanów i cwaniaków tez pełno było po stronie „S”. Jednak przeważała idea pokojowej ewolucji i samorządnej Rzeczypospolitej. To się już w 1989 r. nie wróciło.
17 grudnia 2007, o godzinie 13:42
Leszku,
tylko z szczelnym filtrem na oczach okreslonym przez wielkie pragnienie, zeby Jaruzeslki okazal lotrem można odczytać rozmowe z Kanią, jako dowód, że nie bylo zagrozenia interwencja sowiecką. Ona jest tam w kazdym zdaniu. Dzieki Opatrzoności, że skonczylo sie po „jaruzelsku” a nie po „okulickiemu”.
17 grudnia 2007, o godzinie 14:24
Panie Waldemarze
Kania wyraźnie mówi, że w grudniu była szansa na porozumienie i nie widział on potrzeby wprowadzenia stanu wojennego ze względu na groźbę interwencji.
Interwencja groziła wówczas, jak zresztą twierdzi prof. Friszke, gdyby został przekroczony dość jasno określony rubikon zerwania zależności od ZSRR. Kania nie twierdzi, że ten rubikon był jesienią 1981 r, przekroczony.
17 grudnia 2007, o godzinie 14:42
Leszku,
każde zwrocenie sie wladz o negocjacje w grudniu 1981 roku byloby odczytane przez działaczy „S”, jako dowód, że czerwony jest już martwy i trzeba go dobic. Porozumienie z Komisja Krajowa z grudnia 81? O czym ty mówisz? Przecież to bylo oszalałe towarzystwo, ktore beznadziejnie probowali otrzezwiac Chrzanowski, Olszewski, Mazowiecki i juz sie nie liczyli. No i oczywiscie kolejny Ewangelista Kania oprocz generalow sowieckich, byle tylko Jaruzel okazał sie łobuzem. Przeciet Kania caly czas mowi o grozie inwazji ale ty wyszukujesz w tym tekscie tylko paru słow które mozesz przypiac do swojego marzenia o Jaruzelu zdrajcy.
17 grudnia 2007, o godzinie 15:00
Panie Waldemarze
Ja marzę o zdrajcy? Coś się pan rozpędza…
Przepraszam za pomyłkę. Napisałem w grudniu, a powinno być jesienią. W grudniu władza już nie chciała rozmawiać i nie było szans na jakiekolwiek porozumienie. Nie rozmawiała nie dlatego, że groziła interwencja, ale dlatego, że sama dla siebie chciała bronić socjalizmu jak niepodległości. Drukowano takie teksty, jak ten w „Żołnierzu Wolności”:
„Naród nasz wiele przeżył w historii, wiele wycierpiał i wiele przelał niepotrzebnej krwi. Obecnie zawisła nad Polską groźba wojny domowej, do której chcą doprowadzić szaleńcy stawiający swoje chorobliwe ambicje i interesy nad los społeczeństwa. Miejmy jednak nadzieję, że nie dopuści do tego klasa robotnicza i zagrodzi drogę kontrrewolucjonistom, że przebudzi się chłopstwo i młode pokolenie, poskramiając i izolując od społeczeństwa awanturników i złoczyńców, że nie udzieli im poparcia patriotycznie i realnie myśląca inteligencja. Polska jest i będzie państwem socjalistycznym w rodzinie bratnich krajów i w ramach Układu Warszawskiego. W obronie zagrożonych interesów narodowych stanie nasza partia, organy władzy ludowej, siły zbrojne, które będą bronić socjalizmu »tak jak broni się niepodległości«. Jest »za pięć dwunasta« i czas najwyższy, aby każdy obywatel PRL zdał sobie sprawę, do jakiej tragedii chcą doprowadzić nasz kraj przywódcy »Solidarności«”.
Natomiast Stanisław Kania w wywiadzie stwierdził przecież stanowczo, że nie należało wprowadzać stanu wojennego i że ani jeden dzień nie dawał pretekstu na jego uwiarygodnienie:
„W czasie gdy byłem I sekretarzem partii, to jest do 18 października 1981 r., uważałem i do dziś uważam, że mimo wielu napięć nie było ani jednego dnia, w którym stan wojenny byłby racjonalnie uzasadniony. Oceniałem, że przybywa przesłanek rodzących nadzieję na skuteczny sprzeciw społeczny wobec anarchizowania życia. Dlatego też byłem przeciwny wprowadzeniu stanu wojennego, choć nie wykluczałem, że może przyjść taka konieczność.
Nie było to proste, bo jesienią 1981 r. na najwyższych szczytach władzy zarysowały się zasadnicze rozbieżności w sprawie celowości stanu wojennego. Była propozycja jego wprowadzenia we wrześniu, między pierwszą a drugą turą zjazdu »Solidarności«.
Jednocześnie nacisk na stan wojenny ze strony ZSRR stawał się coraz bardziej totalny, potworny. Pojawił się szantaż ekonomiczny. Jesienią 1981 r. rozważano w Moskwie i Berlinie na posiedzeniach Biur Politycznych – jak wiemy dziś z dokumentów – sprawę zwołania narady szefów partii krajów Układu Warszawskiego dla wymuszenia mojej rezygnacji z funkcji I sekretarza. W Moskwie rozważano też wcześniej sprawę utworzenia podziemnego Biura Politycznego PZPR. Tych faktów wówczas oczywiście nie znałem, ale aż nadto odczuwalny był klimat wokół naszych spraw.
Zimna kalkulacja przemawiała jednak za tym, by trwać przy swoim i nie wprowadzać stanu wojennego”.
17 grudnia 2007, o godzinie 15:46
leszku.
ty wciąż sie upierasz że 13 grudnia nie było zadnego zagrożenia interwencją , a ja czytam w Wikipedi co następuje
„W końcu sierpnia 1981 w Moskwie, w związku z planami wprowadzenia stanu wojennego, wydrukowano odpowiednie obwieszczenie Rady Państwa, bez zamieszczonego nazwiska jej przewodniczącego i daty.[12] Od tej pory do uruchomienia całego procesu potrzebna była jedynie decyzja polityczna. Na początku września 1981 roku nad granicami Polski odbyły się największe powojenne ćwiczenia Armii Radzieckiej o kryptonimie „Zapad-81″, które według wspomnień ich uczestników wyglądały na próbę generalną przed radziecką inwazją na Polskę.[15] Także we wrześniu 1981 na kolejnym posiedzeniu KOK, jego uczestnicy uznali iż MSW i wojsko ukończyły niezbędne przygotowania. Postanowiono odczekać na odpowiedni moment, w którym pogłębi się zmęczenie społeczeństwa i narastanie niepokoju o przyszłość oraz pojawi się niezbędny pretekst, który pozwoli obarczyć odpowiedzialnością za wprowadzenie stanu wojennego NSZZ Solidarność.[12] O pracach tych nie informowano członków rządu, Sejmu i Rady Państwa. Nie informowano o tym nawet członków Biura Politycznego i Sekretariatu KC PZPR.”
To co napisano przeczy twym twierdzeniom. Mnie przekonuje informacja, że nie informowano w ogóle Polskich władz o zamiarach sowieckich i sądzę, że cały czas naciskano na Polskich przywódców by załatwili to ostatecznie we własnym zakresie i że oni pomoga gdy będzie taka potrzeba. Przecież już w 1980 Ameryka bardzo ostro interweniował sugerując możliwość działań wojskowych ze strony USA (czytaj co pisał Brzeziński), gdyby sowieci zdecydowali się na interwencję , a węc dla mnie nie było by dziwnym gdyby rządowi Sowieckiemu najlepiej opłacała się interwencja wojskowa, ale samych polaków (a więc stan wojenny) i na pewno robili naciski jakie mogli by do tego doprowadzić. Wg mnie poinformowanie Jaruzelskiego że ZSRR nie wkroczy (nawet gdyby doszli do takich wniosków) było by głupotą polityczną z ich strony.
17 grudnia 2007, o godzinie 16:28
A oprócz tego Leszku zadałeś sobie kiedykolwiek pytanie, dlaczego Amerykanie nie podali „S” terminu wprowadzenia SW, mimo że go znali?
17 grudnia 2007, o godzinie 16:33
Leszek
Napisałem w grudniu, a powinno być jesienią. W grudniu władza już nie chciała rozmawiać i nie było szans na jakiekolwiek porozumienie.
—
A nie jest to zastanawiające dlaczego władza nie chciała rozmawiać w grudniu 1981 po ponad roku wyrażanej gotowości do takich rozmów?
17 grudnia 2007, o godzinie 16:54
Torlin,
najprawdopodobniej dlatego nie podali, bo uważali, że jak podadza to przebieg stanu wojennego będzie bardziej krwawy, bo a nuz „S” uwierzy w to co sie jej powie. Ale ja nie wykluczam, że by nie uwierzyła, bo u schyłku roku 1981 ogromna częśc działaczy była ogarnięta radykalnym amokiem i pewnościa, że komuna lezy na lopatkach, do nichego nie jest zdolna i na nic sie nie odwazy.
Nawet kiedy wokół Heweliusza gromadziły sie siły ZOMO, czesc działaczy wierzyła, że to jest akcja „Porządek” przeciwko drobnym zlodziejom. Bo komuna sie nie odwazy.
17 grudnia 2007, o godzinie 17:04
Sprawa kolejna. Ciągle jest tu przywoływany Kania. Bo Kania powiedział, bo Kania uważał itp. To ja pytam. Dlaczego w takim razie Kania nie zrealizował swojej wizji demokratycznego państwa? W końcu przez ponad rok był I sekretarzem KC PZPR – najważniejszą osobą w państwie. I to w najlepszym dla ewentualnych reform okresie, kiedy w społeczeństwie panował entuzjazm i było gotowe do wielu wyrzeczeń.
17 grudnia 2007, o godzinie 18:18
Koniec świata! Święta za pasem, pan prezydent nie chce podpisać tego, co ponoć musi, gaz i prąd nam drożeją, a tu jak gdyby nigdy nic śniegi sprzed 20 lat! I jaki żar w wypowiedziach!!!
No dobrze, ale po co?
17 grudnia 2007, o godzinie 19:11
Panie Waldemarze,
na 233 wpisy około dwusty pochodzi od leszka. Gospodarzu, nie chcę być nieelegancki, ale chyba pownien Pan ten wyczyn jakoś podkreślić.
17 grudnia 2007, o godzinie 19:29
>bardziej krwawy
W.Kuczyński, uważa pan, że jakakolwiek krwawość była wkalkulowana i mimo wszystko popiera pan Jaruzelskiego jako lepszego od innych? Takie poglądy powinny być traktowane ze statusem „kłamstwa oświęcimskiego”, ale niestety dotyczą Polaków. Ma pan coś na swoją obronę?
17 grudnia 2007, o godzinie 22:09
leszek, aneks nr1 do materiałów dotyczących wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.
http://www.przeglad-tygod.....8;name=118
17 grudnia 2007, o godzinie 22:12
leszek, aneks nr2 do materiałów historycznych dotyczących przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego nw Polsce.
http://www.przeglad-tygod.....8;name=117
17 grudnia 2007, o godzinie 22:19
Stan!
Jeżeli sądzisz, że zdołasz Leszka przekonać do jakiegokolwiek ustępstwa z tego, co przyjął za pewnik i uważa za jedyną prawdę, to się mylisz. Leszek wierzy i wie. I żadna siła nie przekona go, że białe jest… e tam! Brak słów. Zresztą sam zobaczysz.
17 grudnia 2007, o godzinie 22:33
Stan
Jak ty to policzyłeś?
…….
Zgadza się, że w grudniu wypadki jakby toczyły się jak kula śnieżna i wzrastało napięcie. Ja to czułem już w październiku i namawiałem, aby schowac powielecze, farby, matryce i papier. Bez skutku. Było tak, że niektórzy nie wierzyli w stan wyjątkowy (tak to wówczas nazywano) bo byli pewni, że komuna ustąpi i zgodzi się np. na gotowy już projekt ustawy o szkolnictwie wyższym – przecież to o to wówczas strajkującym studentom chodziło, a nie o to, aby zczął rządzić Wałęsa, który w naszym środowisku nie cieszył się zbytnią popularnością ze względu na swoje wodzowskie zapędy. Inni z kolei nie mogli zrozumieć, że komuna może odrzucić coś co ewidentnie było lepszym i uzgodnionym z władzą, w drodze licznych konsultacji, projektem ustawy. Popierali ją partyjniacy i solidarnościowcy. W zasadzie wszyscy byli zgodni, że model szkolnictwa wyższego musi ulec zmianie. Po pacyfikacji Wyższej Szkoły Pożarnictwa napięcie było duże, ale nie było rewolucyjnych nastrojów – raczej przygnębienie. Jednak gdy prymas Glemp wystąpił z wyraźnym apelem o przerwanie strajków – wszystkie w całej Polsce od razu zostały zakończone! Mieliśmy poczucie przegranej i godziliśmy się z tym. Nie wzywaliśmy do marszu na Komitet Wojewódzki Partii.
To samo dotyczyło wielu innych problemów, jak reformy gospodarczej, która w opinii obu stron była niezbędna. Wystarczyło zacząć rozmawiać. Kością niezgody pozostawała sprawa cenzury i wyborów do rad narodowych. Być może byłyby strajki, protesty, ale wątpię, aby przerodziły się w coś bardziej agresywnego jeśli tylko władza zgodziła by się na rozmowy we wcześniej wymienionych problemach. Kluby Niepodległości i Komitety Obrony Więzionych za przekonania były głośne ale nie miały realnego poparcia.
Nie wiem więc skąd ta pewność, że po eskalacji konfliktu na uczelniach, które były wówczas najbardziej gorącym problemem, emocje by nie opadły. Każdy z nas liczył się przecież z głosem niekwestionowanego autorytetu – Jana Pawła II, bo głos prymasa, na którego psioczyliśmy znaczył to samo co głos papieża. Jaki dać lepszy dowód na możliwość uniknięcia jakichkolwiek ekscesów od zakończenia strajków na uczelniach organizowanych przez NZS? Jeśli jednak władza specjalnie prowokuje napięcia i awantury po to, aby usprawiedliwić wprowadzenie stanu wojennego, steruje tak propagandą swoich gazet, aby przedstawić rzeczywistość tak, jakbyśmy na prawdę stali nad przepaścią bo grozi nam wojna domowa, to nikt nie może dać gwarancji jak zareaguje społeczeństwo i jakie instrukcje da swoim tajnym współpracownikom SB.
…………
Dziś trzeba się cieszyć, że to za już nami, że po 8 latach stanu wojennego (tak zwykłem nazywac ten cały okres) doszliśmy do wolności słowa, orła w koronie i wolności politycznych. Nie trzeba szukać na siłę zdrajców czy robić procesów pokazowych, ale nie można zabronić choćby i historykom z IPN badać i opisywać dokumenty tak jak oni to sobie sami wydedukują. O to walczyłem. Nie przychodzi mi do głowy postulat, aby komuś zabronić pisać. Gotowy byłbym przyłączyć się do każdego strajku i protestu w obronie wolności. Jaruzelski ma prawo być oskarżany przez wszystkich ludzi „S”, np. z Borsukiem, Frasyniukiem i Gwiazdą na czele, za wprowadzenie stanu wojennego. Ma prawo być broniony przez każdego. Nie jest to sprawa prosta. Można dlatego różnie to wszystko oceniać.
Ja się dziś cieszę, że za 4 dni znikną granice. W 1980 r. gdy paszportu nie można było mieć w domu, gdy pozwolenie na wyjkazd było przywilejem, jedynie mogłem marzyć, że dożyję takich czasów.
17 grudnia 2007, o godzinie 22:40
Torlin
„A oprócz tego Leszku zadałeś sobie kiedykolwiek pytanie, dlaczego Amerykanie nie podali “S” terminu wprowadzenia SW, mimo że go znali”?
-
Torlin, to akurat proste, gdyby podali to komuna natychmiast by go zmieniła i Amerykanie wyszliby na kłamczuchów i intrygantów.
17 grudnia 2007, o godzinie 22:52
Czy nieobecność Głos zwykły jest dla kreowania podejżeń jego udziału w masakrze w Wujku? Czy leszek.sopot stara się szlachetnie przedstawić stronę solidarnościową i rządową bezinteresownie. Wg mnie to zamieszanie odwraca uwagę od ubeckiego szefostwa i motywu. Widocznie jest to takie ważne. Nikt kto z mających minimalny wpływ szczekał za SW albo kto łamał wtedy prawa człowieka nie będzie dziś za praworządnością.
17 grudnia 2007, o godzinie 23:07
leszek.Sopot
„Słusznie zauważyłeś, że jedną z sił, które prowadziły wrogą wobec “S” działalność był Kościół”.
-
To jest wyjątkowo niemądre zdanie, podważające także to co robil na przykład T. Mazowiecki i Kluby Inteligencji Katolickiej. Powinienes za to zdanie odpokutować – wybierz sobie jakiś krąg piekieł, wedle uznania (może obok Micewskiego?). :) Bez Kościoła historia Solidarności potoczyłaby się znacznie gorzej, to oczywiste.
„Trzeba mieć nie po kolei pod sufitem, aby wśród doradców, wśród których byli obaj bracia Kaczyńscy, Lech Bądkowski, Mazowiecki, Dorn, Kuczyński, Kuroń i wielu innych widzieć przyczynę zła i frustracji”.
-
Wymieniłeś ludzi z różnych bajek, poza Kuroniem i Mazowieckim ich ówczesny ciężar polityczny nie był duży. „Przypadkiem” zapomniałes o Modzelewskim, Onyszkiewiczu, Michniku, Geremku. To jest ta nadreprezentacja korowska. Z ludzi utożsamianych poźniej z prawicą można mówić jedynie o pewnej roli Chrzanowskiego i Olszewskiego. A i tak Chrzanowski był sekowany (np. przez tzw. młody KOR) jako niemal „faszysta”. Widziałem i słyszałem na własne oczy.
17 grudnia 2007, o godzinie 23:17
Jasnaanielka, leszek,
widzę, ze leszek ma żyłkę historyczną, więc wkleiłem materiały, które przed chwilą przeczytałem w Przeglądzie. Wynika z nich, że inkwizytor (Dudek) z IPN manipuluje materiałami. Mie mam za grosz zaufania do tych panów z IPN-u, a te problemy o które leszek walczył lepiej by było żeby objaśniali niezależni historycy unwersyteccy.
Leszkowi zwracam uwagę na krótki wpisw Mawara, który nie rostrzyga o tym kto co i kiedy, ale zwraca uwagę na zasupłanie polityczne i społeczne w tamtym czasie. Widać, że Mawar dostrzega całą złożoność sytuacji jaka panowała w okresie poprzedzającym wprowadzenie stanu wojennego.
17 grudnia 2007, o godzinie 23:38
P.S. 11.17,
nazwa aneks nr 1 i 2 ma charakter żartobliwy. Są to po prostu artykuły z Przeglądu oznaczone w kolejności czytania. Mają one być uzupełnieniem do bogatej literatury przytoczonej przez leszka w czasie dyskusji na blogu.
leszek te teksty powinien czytać bez nadmiernego pośpiechu.
17 grudnia 2007, o godzinie 23:39
Ogrodzie dzisiaj skorzystałem z promocji w Auchan. Kupiłem monitor i komputer całkiem dobrej klasy z upustem na monitor 30%, a na komputer 40% i jeszcze na dodatek zapłaciłem bonami, które dostałem na święta. Tak więc na samych promocjach oszczędziłem prawie 900 złotych a jak się jeszcze doda bony za darmo w wysokości 500 złotych. To wyjdzie taka cena za komputer i monitor, jak w sklepie z żółtymi firankami, otoczonym zwartymi oddziałami ZOMO, aby nie dopuścić do niego górników dołowych i robotników stoczniowych razem wziętych. Ale co do jednego jesteśmy zgodni – nie jest prawy ten rajfur, co w stanie wojennym był kulawy i wpół ślepy, a jeszcze stręczył wojskowe dziwki honorowo!
17 grudnia 2007, o godzinie 23:54
Mawar (1:11) wreszcie coś rzeczowego.
Leszku obrażasz moją barykadę. To, że była żałośnie komiczna nie zmienia faktu, że była. Nigdy nie byłem radykałem, ale widziałem wtedy takich którzy chwalili się zapasem koktaili mołotowa przygotowanych na czołgi. (Juz po tygodniu nikt się do niczego nie przyznawał.) To nie miało żadnego zwiazku ze związkiem lub jakimikolwiek ideałami – ot tak motłoch dla frajdy chętnie by kogoś powiesił i co nieco popalił. (nie przeczę, że mogły to byc ubeckie prowokacje – wtedy mało kto się tym przejmował)Kraść nie było czego, bo sklepy świeciły pustkami.
18 grudnia 2007, o godzinie 00:03
Głos zwykły, zostawmy zatem rajfura w spokoju (może czułościom Adamowym?)
A ja ostatnio wydałem w Auchan 90 zł. Są tam teraz kasy samoobsługowe. Jeśli już reagujesz (bo nie rozmawiasz) na temat doniesieniem, że mam żółte firanki – muszę tu zdradzić rzeczywistość by pokazać jak jestem zaszczuwany – to zachowujesz się jak człowiek w zgodzie z prawem czy ubicki wyrobnik esbeckiego szefa czy to przypadkiem twoja fantazja bandyto w mundurze??
18 grudnia 2007, o godzinie 00:14
Stan
stosunek Honeckera do Polski jest znany. Jeszcze w 1988 r. optował za interwencją i był najgorętszym przeciwnikiem pierestrojki.
Proszę też zauważ, że ja nigdzie nie twierdzę, że nie było przygotowań do inwazji, że nie był przygotowywany stan wojenny. Twierdzę tylko, że to Biuro Polityczne KPZR a nie sztab generalny Armii Czerwonej, nie miało woli politycznej do takiej interwencji. Co innego gotowość do niej a co innego wydanie stosownych rozkazów. Inwazja mogła nastąpić w razie próby obalenia komunizmu w Polsce – to twierdzę nie tylko ja, ale i prof. Friszke. Do dyskusji jest coś z zakresu gdybydologii – czy należy wierzyć „Żołnierzowi Wolności”, że „S” groziła zamachem stanu 16 grudnia czy nie.
Niektórzy do śmierci będą wierzyć, że białe jest czarne. To ich sprawa.
W drugim z twoich aneksów jest poruszona sprawa narady z 10 grudnia oraz krytyka nie brania pod uwagę kontekstu wypowiadanych tam słów oraz wybiórczości. Dysponuję pełnym tłumczeniem tej narady. Jest obszerna, nie będę więc jej wklejał. Dyskusja dotyczy tego, co się stanie jeśliby sami rozpoczęli interwencję.
Orginalne skany można znaleźć na stronie:
http://psi.ece.jhu.edu/~k.....81-11b.pdf
18 grudnia 2007, o godzinie 00:19
Piotrusiu
Nikt tobie nie zabrania myśleć o „S” jak o motłochu. Polecam archiwalne numery „Trybuny Ludu” i „Żołnierza Wolności”. Grupa Grunwald niech się schowa.
18 grudnia 2007, o godzinie 00:26
Mawar
Mógłbym dużo więcej nazwisk wymienić. Tylko po co. To „zdrowe jądro” „S”, o którym pisałem to były „prawdziwki” opisywane przez Gwiazdę. To ty sam napisałeś jaką rolę w obrzydzaniu korowców i gwiazdozbioru miał twoim zdaniem odgrywać Kościół. Jeśli znasz choć trochę dokumenty bezpieki to pewnie wiesz, że to właśnie komuna oraz ich agenci wokół episkopatu robili wszystko co tylko można aby obrzydzić doradców i korowców. Może zbyt wysoko ceniąc twoją inteligencję zapomniałem słowo słusznie wziąć w cudzysłów.
18 grudnia 2007, o godzinie 05:57
Rafał Ziemkiewicz, w tekście „Komu wolno krytykować Tuska” zaskoczyła mnie zbierzność słów „jak pijany do płotu” z tym o czym myślałem dzień wcześniej – zastanawiałem się na podstawie zetknięcia z dziwem jak można podłączać prąd do płotu w kraju, w którym jest tylu pijaków. Myślę sę – ki czort, że tu nagle flashback z reala?
Potem widzę tytuł „Witaj, histerio” i sę myślę – czyżbym był adresatem metodą T Liszki? Czemu? Nie tylko za przyczyną („Tomczykiewicze”), że napisałem jakiś czas temu gdzieś w necie, że miałem wrażenie na podstawie obserwacji antropomorficznej jakoby Tomasz Piątek, Rafał Ziemkiewicz i Witold Bereś to byli bracia tak bym pomyślał. Może zatem „Komu wolno krytykować Tuska” było aluzją do przełamania monopolu GW na zamieszczanie czegoś od ubików? Albo monopolu na inwigilację internetową? W każdym razie jako zamaskowane komunikaty – co bezsensowne – jak mógłbym się spodziewać gówniarskiej labilności – albo potrzeby odbicia sobie jakichś napadowych ugryzień, które to zdarzyły się nie udać, albo nagła zmiana z frenda na badacza. No cóż, powiedziałbym „piaskowniczka siti” Rafałko jeżeli oczywiście nie jest to połączone z inwigilacją lub przyjęciem czegoś od ubika – to raczej nazwałbym paskudnym gówniarstwem. Ale ze względu na totalną niedojrzałość RZ nie mogę również wykluczyć powierzchowności linii „przyjaźni” nakręcanej tylko by potem sę wypróbować mnie. Byłoby to żałosne odkrycie. W każdym razie jednoczesność różnych motywów to poziom gnojówki wyborczej, której krytyka staje się tym samym obrazem zaimponowania. Motywy paskudnego gówniarstwa jednak uznałbym za kompletną kompromitację – totalnej powierzchowności i niepoważnego stosunku do siebie samego. Tak więc jeśli występuje paskudne gówniarstwo to odłożyć nażędzie i dopiero przeprosić albo „dawaj, dawaj dziadu”.
18 grudnia 2007, o godzinie 10:55
Ogrodzie,
A twoim zdaniem to mam jeden mundur na cały rok, czy też jeden mundur na 356 dni w roku? No, i jestem jeszcze ciekawy jaki on jest. Czy jest przewidziana, w twojej ocenie, opcja – krótka sukienka na lato?
18 grudnia 2007, o godzinie 11:55
Przeczytałem rosyjski tekst z posiedzenia Biura Politycznego KPZR (rosyjski znam dobrze) i musze powiedzieć, że jest dupą a nie historykiem ktoś kto uważa, że ten dokument jest dowodem, że Ruscy byli gotowi pogodzić sie z upadkiem komunizmu w Polsce i nic by nie zrobili. Nie mam ochoty na robienie egzegezy, ale przeciez z całego tego dokumentu wynika, że Jaruzelski jest traktowany niemal jako zdrajca, który ich kiwa, który jest z nimi nieszczery i nie chce interwencji. Kilka razy powtarzane jest zdanie, ze Polacy sa przeciw wprowadzaniu wojsk Paktu. I dowód na „kiwanie” bardzo mocny – Siwicki najbardziej zaufany i lojalny czlowiek Jaruzela na kilka dni przez 13 grudnia mówi ruskim, ze nic nie wie co zamierza general?! I twarde stanowisko Rosjan, że Jaruzel nie moze rozwiązac PZPR! Odpuszczamy Polske i nie pozwalamy rozwiazac Partii? Mozna mnozyc interpretacje idace wbrew prymitywnemu pieprzeniu, że ten stenogram to przesądzający dowód. To oczywiscie wazny dokument, ale wiecej jest w nim materiału do udowodnienia przeciwnej tezy niż ta ktora się z niego wyciąga w IPN i okolicach.
18 grudnia 2007, o godzinie 13:15
Ale z tego, że ruscy uważali Jaruzela za zdrajcę nie wynika wprost, że był zbawcą naszym. W tego rodzaju służbie nie było miejsca na honor, a tylko na pełzanie i Jaruzel był w tym dobry – sojusznik go cenił! Poza tym po wprowadzeniu stanu wojennego na spotkaniach partyjnych pieprzył wyjątkowo głodne kawałki, nawet jak na styl mowy obowiązujący wówczas w PZPR. Generał był po prostu zwolennikiem pewnej opcji politycznego serwilizmu, a z drugie stał na szczycie wyalienowanego społecznie aparatu, do którego wchodziło się, aby żyć lepiej niż reszta społeczeństwa i kierować, zarządzać niezależnie od tego czy to jest w społecznym interesie, czy przeciwko. Stąd też i w SLD byli później tacy cynicy, bo tak ich partia wychowała, (byłe kierownictwo PZPR desygnowało ich do władzy jako bardzo młodych ludzi w polityce, gdzie więc mieli nabyć złych nawyków?). Oni w okresach gdy sprawowali władzę kłamali na temat historii stanu wojennego, aby ukryć jak bardzo są umoczeni w rzeczach nieprzyzwoitych, a jednocześnie pokazali, że rozumieją niezwykle prymitywnie kapitalizm, jak książkowy wyzysk. Z tym, że pragnęli być na szczycie hierarchii właścicieli i władzy, i z pełną gębą frytek rzucać robotnikom słówka – chcieliśta kurwa to mata! PZPR, SLD i cała postkomuna jest nie warta tego aby jej bronić, bo są oni cały czas zdemoralizowani, bez sumienia i prymitywni. Jedyna rada na to jest wprowadzić zasady konkurencyjności o otwartości, wszędzie gdzie tylko można i tak szybko jak tylko można, bowiem z społecznego punktu widzenia nie ma różnicy czy u władzy ekonomicznej i politycznej jest osioł z Solidarności czy osioł postkomunista, który nie utrzymałby się w warunkach konkurencyjności.
18 grudnia 2007, o godzinie 13:41
Ot i stała się przkróść. Waldemar Kuczyński rzetelnie przeanalizował otoczony legendą protokół z posiedzenie Biura Politycznego KPZR odbytego krótko przed wprowadzeniem stanu wojennego w Polsce i zrobiło się nagle śmiesznie, bo dyskusja na blogu, nie mówiąc o zarzutach IPN-u, zasadzała się na tym najważniejszym źródle prawdy.
A swoją drogą, nie mogę zrozumieć skąd się bierze u młodych byczków nieźle odpasionych wilków, którzy niewiele widzieli, taka ciągota do wymierzania innym sprawiedliwośći.
W czasach mojej młodości na rozładowanie frustracji służyła futbolówka i westerny.
18 grudnia 2007, o godzinie 14:02
Jaki dupowaty historyk napisał, że wyczytał iż 10 grudnia 1981 r. Rosjanie pogodzili się z upadkiem komunizmu w Polsce?
W stenogramie jest kilka ważnych zdań:
ANDROPOW
1) „Tymczasem Jaruzelski oświadcza, że zdecyduje się na operację „X” wówczas, gdy „Solidarność” ich do tego zmusi. To bardzo niepokojący objaw, tym bardziej, że ostatnie posiedzenie Biura Politycznego KC PZPR i powzięta na nim uchwała o wprowadzeniu stanu wojennego świadczy o tym, że Biuro jest bardziej zdecydowane. Wszyscy członkowie Biura opowiedzieli się za energicznym działaniem. Ta uchwała przyparła Jaruzelskiego do muru i teraz jest on zmuszony jakoś się z tego wykaraskać”.
– potwierdza to tezę, że stan wojenny został wprowadzony ze względu na beton partyjny, a nie ze względu na zagrożenie interwencją sowietów.
2) „Chciałbym teraz zaznaczyć, że Jaruzelski dość uporczywie wysuwa wobec nas żądania ekonomiczne i uzależnia przeprowadzenie operacji „X” od pomocy gospodarczej
z naszej strony, a nawet, powiem więcej, chce pomocy wojskowej, choć nie mówi tego wprost. [...] stoimy na stanowisku pomocy internacjonalnej, jesteśmy zatroskani powstałą w Polsce sytuacją, ale jeśli chodzi o realizację operacji „X”, to sprawa ta powinna być całkowicie i do końca zdecydowana przez polskich towarzyszy; jak oni postanowią, tak będzie. Nie będziemy ich do tego nakłaniać ani do tego zniechęcać”.
- kto kogo straszył interwencją i kto o pomoc wojskową prosił?
3) „[...] Jeżeli tow. Kulikow rzeczywiście mówił o wprowadzeniu wojsk, to ja uważam, że postąpił niesłusznie. Nie możemy ryzykować. Nie mamy zamiaru wprowadzać wojsk do Polski. Jest to stanowisko słuszne i musimy trzymać się go do końca. Nie wiem, jak rozstrzygnie się sprawa, ale nawet jeżeli Polska dostanie się pod władzę „Solidarności”, to będzie to tylko tyle. Jeśli zaś przeciw ZSRR zwrócą się kraje kapitalistyczne, które już zawarły między sobą w tej sprawie porozumienie, z rozmaitymi sankcjami ekonomicznymi i politycznymi, będzie to dla nas bardzo trudne. Musimy się troszczyć o nasz kraj, o wzmocnienie Związku Sowieckiego. To nasza główna linia. [...]”
- to zdanie brzmi na pewno najbardziej nieprawdopodobnie i jest raczej na pewno osobistą opinią Andropowa, ale który reprezentował pewną opcję polityczną, która w przyszłości zaowocowała pierestrojką Gorbaczowa. Żadna inna znana dotychczas wypowiedź członka sowieckiego politbiura nie potwierdza, że opinia wyrażona przez Andropowa byłaby poparta przez wszystkich.
GROMYKO
1) „Możemy Polakom powiedzieć, że odnosimy się do wydarzeń w Polsce ze zrozumieniem. To jest jasne sformułowanie i nie ma żadnych powodów do odstępowania od niego. Równocześnie jednak będziemy zmuszeni postarać się jakoś rozwiać złudzenia Jaruzelskiego i innych polskich polityków w sprawie wysłania tam wojsk. Wprowadzać wojsk do Polski nie można w żadnym razie. Myślę, że możemy polecić naszemu ambasadorowi, aby złożył Jaruzelskiemu wizytę i zakomunikował mu to”.
- powtarza za Andropowem, że wprowadzenie do Polski wojsk jest niemożliwe, ale w tym wypadku mówi to rzeczywiście w kontekście, że ma to być powiedziane Jaruzelskiemu, a nie, że nie wejdą gdyby cokolwiek w Polsce się działo.
2) „Jeżeli w walce z kontrrewolucją będą nadal okazywać chwiejność, to nic z socjalistycznej Polski nie zostanie. Wprowadzenie stanu wojennego oczywiście uświadomiłoby kontrrewolucjonistom polskim, że polskie władze mają twarde zamiary. I jeżeli te środki, które władze mają zamiar zastosować, zostaną zrealizowane, to myślę, że można oczekiwać pozytywnych rezultatów”.
- ten fragemnt wypowiedzi jest znamienny z tego powodu, że po wprowadzeniu stanu wojennego sowieci oczekiwali „pozytywnych rezultatów”. Musieli się po pewnym czasie zorientować, że ich wogóle nie ma, że gospodarka pogrąża się jeszcze bardziej a opozycja wciąż istnieje. Także raporty o stanie degrengolady członków PZPR, które otrzymywała Moskwa od swoich agentów, musiały wpłynąć w przyszłości na poparcie wcześniej wyrażonej opinii Andropowa i poparcie Gorbaczowa.
USTINOW
„Odbyłem rozmowę z Siwickim. Powiedział mi wręcz, że nawet oni nie wiedzą, co myśli generał. A więc człowiek pełniący dziś faktycznie obowiązki ministra obrony PRL nie wie, co nastąpi, jakie działania rozpocznie premier i minister”.
- Cytuje Siwickiego, że ten nie wie co myśli a nie, że nie wie co zrobi Jaruzelski. Zresztą to potwierdza to, że wahano się przy wyborze konkretnej daty, np. Kiszczak chciał wprowadzić stan wojenny 12 grudnia. Jak to się wahało dobrze opisał prof. Paczkowski.
SUSŁOW
1) „Wkładamy wiele wysiłku w sprawę pokoju i nie możemy obecnie zmieniać swojego stanowiska. Światowa opinia publiczna nie zrozumiałaby nas. Przeprowadziliśmy w ONZ jakże doniosłe akcje dla umocnienia pokoju. Wielce skuteczna była wizyta Leonida Breżniewa w NRF i wiele innych działań pokojowych, które zostały przez nas zrealizowane. To pozwoliło wszystkim krajom miłującym pokój zrozumieć, że Związek Sowiecki stanowczo i konsekwentnie walczy o pokój. Dlatego właśnie nie możemy wobec Polski zmieniać stanowiska, które zajęliśmy od samego początku wydarzeń w tym kraju. Niech towarzysze polscy sami rozstrzygną, jakie trzeba podjąć kroki. Nie powinniśmy ich popychać do energiczniejszego działania”.
- potwierdza słowa Andropowa i uzasadnia je poza argumentami ekonomicznymi także racjami polityki zagranicznej.
2) „Jaruzelski, jak sądzę, postępuje dość sprytnie. Chce się zabezpieczyć prośbami skierowanymi pod adresem ZSRR. My, rzecz jasna, fizycznie nie jesteśmy w stanie ich spełnić, a Jaruzelski powie potem, że przecież zwracał się do Związku Sowieckiego, prosił
o pomoc, ale jej nie uzyskał. Równocześnie Polacy otwarcie mówią, że są przeciwni wprowadzeniu wojsk. Jeżeli wojska wkroczą, nastąpi katastrofa. Sądzę, że wszyscy podzielamy pogląd, że o żadnym wysłaniu wojsk nie może być mowy”.
- z kolei ta wypowiedź zaprzecza innym dokumentom, że gen. miał prosić o pomoc wojskową sowietów. Z tym, że można zwrócić na formę liczby mnogiej, a więc może to sugerować, że niekoniecznie to musiała być opinia Jaruzelskiego, ale innych polskich polityków. Można wyczytać też, że Polacy sugerowali Rosjanom, że po ich wkroczeniu do Polski będzie „katastrofa” – we wspomnieniach Kanii jest mowa o spotkaniach z towarzyszami zza Buga, w których miał on własnie im to mówić i przekonywać, że interwencja zbrojna byłaby katastrofą, błędem i przyniosłaby jedynie złe rezultaty. Mogę zgadywać, że takie opinie wypowiadał nie tylko Kania i to one zabezpieczyły dorze Polskę przed interwencją. Do pewnego stopnia „zneutralizowały” to zagrożenie.
Jaruzelski tych rozważań sowietów nie znał. Nie znał żaden z Polaków. Sowieci podczas rozmów z Polakami w różny sposób naciskali, grozili, mogli wyręczać się Honeckerem i innymi „zaprzyjaźnionymi” liderami satelickich krajów. Dziś z tego dokumentu możemy się jednak dowiedziedzieć jak przebieglą grę prowadzili i jak kalkulowali.
Chamskim jest mówienie o dupowatości kogoś, kto uważa, że jest to ważny dokument pozwalający zrozumieć przebiegłą grę podczas której strach i szantaż odgrywał wielką rolę oraz to, że do wykonania rozkazów płynących z Moskwy najlepiej nadawali się żołnierze tacy jak Kiszczak i Jaruzelski – byli po prostu od wykonywania rozkazów. Mniej przydatni byli ludzie typu Gomułka, Gierek czy Kania. Temu pierwszemu udało się w 1956 r. odwinąć sowietom, ten zgodził się na podpisanie porozumień sierpniowych i pewnie byłby gotów na większą demokratyzację kraju niż jego następca. Następca okazał się i tak zbyt „centrowym” komunistą i został pod wpływem nacisków odsunięty na boczny tor. Poza skrajnym, betonowym skrzydłem partii i generalicją nikt więcej się za stanem wojennym nie opowiadał. Przyznawanie dziś racji skrajnemu partyjnemu betonowi i powtarzanie tez o „S” za „Żołnierzem Wolności” to obłęd.
18 grudnia 2007, o godzinie 16:41
Przeczytałem kopię dokumentu Biura centralnego i popieram gospodarza. Z tego dokumentu wynika tylko to, o czym pisałem wcześniej ,a mianowicie by Polacy załatwili sprawę we własnym zakresie, ale zgodnie z sugestią, że partia ma pozostać u władzy -czyli praktycznie pozostało jedynie rozwiązanie siłowe. Leszku na prawdę nie masz racji
18 grudnia 2007, o godzinie 16:49
Głos zwykły, w praworządnym kraju dawno byłby to pasiak LUB sukienka. Jesteś bardzo poważnym przestępcą, któremu wydaje się, że dociągnie zbrodnię medialnego linczu, którą wyreżyserował wespół z Michnikiem do końca. Wrabianie innych wraz z Michnikiem w przestępstwo nie uratuje ciebie.Co ty na to fredzio – psychopato – morderco? Może odpowiedz „sukienka”?
18 grudnia 2007, o godzinie 17:12
Pisałem wczoraj, że w poście Głos zwykły zawarta jest aluzja 100 % kłamstwa. I, że stosuje się przecieki kontrolowane do prasy zawierające półprawdy albo kłamstwa dla wzmożenia odbywającego się linczu. To powinno zostać w inteligentny sposób sprawdzone i natychmiast wyciągnięta odpowiedzialność wobec tego psychopaty. A wraz z opluwaniem danymi z inwigilacji w połączeniu z opisanymi przeze mnie przestępczymi technikami stosowanymi od 5 lat powinno być wystarczające dla zaaresztowania tego psychopaty.
,
Przepisałem z pamięci ważny post który usunięto stąd (i prawdopodobnie kopię z mojego komputera – większość ostatnio kopiowałem) jako skrajnie niewygodny.
,
Jeszcze raz powtarzam – suma przestępczych działań osobnika Głos zwykły kwalifikuje się do natychmiastowego aresztowania.
1. Techniki zmieniania świadomości, szczególnie powtarzaniem – od 5 lat.
2. Reżyserowanie medialnego linczu przez starannie przemyślane dozowanie półprawdziwych i 100 % kłamliwych przecieków.
3. Bezpośrednio publiczne show pogardy, stosowanie NLP do promocji pogardy z domieszką homoseksualnych motywów. Sianie nienawiści przez przykład i powtarzalnością dążenie do psychologicznej degradacji człowieka.
TO BARDZO POWAŻNE PRZESTĘPSTWO. I MOŻLIWE, ŻE NIEUSTAJĄCA PRÓBA DOPROWADZENIA DO ZBRODNI.
18 grudnia 2007, o godzinie 17:23
Duperel pomocniczy:
Usuwanie bezpośrednio dotyczących tej osoby postów w celu wywołania emocji powodujących chaotyczność w celu osłabiania sensu przekazu. Zwyczajnie blokowanie i dążenie do osłabienia powagi wymowy tekstu.
18 grudnia 2007, o godzinie 20:51
Waldi,
jestem zaskoczony Twoim stanowiskiem, ze prezydent tez powinien podpisac …
bylem na poczatku przeciwny ale Twoje wnioski zmienily nagle moje stanowisko
czy premier Tusk nie ma dobrych doradcow i czy musi ciagle Kaczynskim robic na zlosc?
a jego najglupsza na razie rzecz to wycofywanie 1000 zolnerzy z Iraku, co on na tym zyska, komu on sie chce przypodobac Talibom?
18 grudnia 2007, o godzinie 21:13
Sama już straciłam siły i wyobraźnię do komentowania tej dyskusji, więc tylko podsyłam tekst z sąsiedniego blogu, aby pokazać, że nie tylko ja jestem zdania, że warto patrzeć w przyszłość, a przeszłość pozostawić historykom. Niech piszą książki, a kto ciekawy, niech czyta. Młodzi zaś, niech się uczą, nie zaś przeżywają za starszych ich niewątpliwie tragiczne losy.
;
„Piszę to w odniesieniu do żarliwych dyskusji, a to odniesionych do grudnia ‘81, a to do grudnia ‘70, a to do Powstania Warsz. ‘44, a to do Przewrotu Majowego’26 itd. Myślę, że pozostając w optyce subiektywności wszystkich sądów – uważam, że mówienie a priori o czymś co “narodowcy-katolicy” i nadwiślańscy “romantycy post-XX-wieczni” jak: pamięć zbiorowa jest nadużyciem i zaprzeczeniem suwerenności jednostki jako takiej – trzeba dozwolić na tą “inność”. I szacunek – którego zwłaszcza w wielu wypowiedziach odnoszonych do gen. W.Jaruzelskiego brakuje (jako
OSOBY !!!!). T.Kotarbiński zalecał spolegliwość w interpersonalnych kontaktach. My w Polsce jak widać tej lekcji nie przerobiliśmy pilnie. Mimo, że wielu z nas “odwróconych jest jedynie za siebie”. A kto trwa stale na tych samych pozycjach, może okazać sie takim np. żółwiem, który od milinów lat zastygł w naturalnej ewolucji gatunków i ma teraz takie znaczenia dla świata ziemskiego jakie ma……..Zagrożony jest w wielu miejscach na świecie wymarciem.
Pozdrawiam serdecznie i dziś na tyle tych refleksyjnych wynurzeń.
WODNIK53″
18 grudnia 2007, o godzinie 21:21
Leszku!
Proszę Cię, wyjdź poza swoją skorupę. Zobacz, co sam wyczytałeś w tych dokumentach. Zastanów się nad nimi, zacznij się nad tym wszystkim zastanawiać. Ja wiem, że reagujesz emocjonalnie, to jest Twoje życie, Twoje przeżycia – ale wierz mi – i moje. Ja też tego chciałem.
Ale Leszku, przecież z tych dokumentów jasno wynika, że Jaruzelski był pod ścianą. Bo powiedz obiektywnie – czytając te dokumenty – co on miał zrobić? Okrągły stół? Zrezygnować z władzy na rzecz „S”? Powiedzieć „Tak, macie rację, przejmujcie władzę”?
Woody!
Nie wiem, czy czytałeś moje poprzednie komentarze, zarówno u Pana Waldemara, jak i w „Polityce”, szczególnie u Redaktora Szostkiewicza. Byłem zawsze za pobytem polskich żołnierzy. Uważałem, że jest to konieczne ze względu na sojusz z USA, na wspaniałe przeszkolenie, za poprawienie sprzętu, umiejętność poprowadzenia wielonarodowej dywizji. Tego wszystkiego Wałcz nam nie da. Broniłem tej decyzji przed wszystkimi.
I teraz na głos mówię, że w przyszłym roku powinniśmy wycofać nasze wojska z Iraku. Jeżeli Brytyjczycy mogą wycofywać się z Basry, to my możemy z tych dwóch prowincji, musimy tylko to zrobić po porozumieniu się z Amerykanami i Irakijczykami
18 grudnia 2007, o godzinie 22:19
Boza jaka ta Bruksela sliczna. Hotel mamburoczy, bombonierka, stylowa kamienica, stylowe mebelki, apartament z widokiem na luk triumfalny. Za to hotelowy interenet drogi, klawiatura sterana, mysza zabrudzona, a laptop w pokoju bez komunikacji.
W sklepach – elegancja, Polska na tym tle jawi sie jak prowincjonalny kicz i jarmarkowe gusta.
Ryby tu podaj wysmienite.
Okazy polskiego poselstwa w europarlamencie zamiast pracowac w pocie czola, swietuja imieniny w domu w Warszawie i lecza katza. Ciekawe za co placa polscy podatnicy.
18 grudnia 2007, o godzinie 22:22
Leszku (12:19) chyba opacznie zrozumiałeś moje wpisy.
Wielu ludzi chodzi na mecze piłkarskie, co niektórzy pod klubowymi flagami demolują ulice.
18 grudnia 2007, o godzinie 22:39
Zofio! Żółknę z zazdrości! Szczególnie ten hotel mamburoczy mnie urzekł. Ale wszystko jasne – laptop bylejaki i mysza sponiewierana.
Pozdrawiam, zanim ktoś cię zrówna z trawą, bo bezinteresowna zazdrość to nasza, polska specjalność.
19 grudnia 2007, o godzinie 00:48
Jasnaanielko, ty jesteś superubek michniczy, super uczysz się i powielasz cudze intencje. Zapomina się złe rzeczy lub z których coś złego może wyniknąć. Jakiego kontekstu ma to tu nabierać? :) Inny kontekst jest pojednawczy. Przemocą pojednanie można wycisnąć z półtrupa jak Jaruzelski. Ale ty odnosisz się do historii czy „wydarzeń” na blogu? Może wypowiadasz się za kogoś kto zostanie odczytany dowolnie po dobrej interpretacji – zgodnie z przyzwyczajeniem wymuszonym – perpetuum mobile. Jak nie wytrzymujesz to puść robaczku. Ale w swoim imieniu. Oto jest kolejny wpis pozwalający dopisać się tak by zmienić temat. Jaką rolę pełni to w łańcuchu umniejszeń? Zgówniający superżołnierzu.
19 grudnia 2007, o godzinie 10:48
Soulgarden,
erupcja językowej tworczości; superubek michniczy (to trzeba podsunąć Ziemkiewiczowi), przyzwyczajenie wymuszone, łańcuch umniejszeń, zgówniający superżołnierz.
Gratulacje!
19 grudnia 2007, o godzinie 11:50
Panie Waldemarze!
Ja z komuny uwielbiałem „przymusowy ochotnik”. A może im chodziło o myśliwego?
19 grudnia 2007, o godzinie 12:17
I to słowotwórstwo blog zawdzięcza mojej skromnej osobie… Sama się nie mogę nadziwić, bo się nie starałam, ani nie spodziewałam. Ale ten Michnik wracający, jak bumerang – coś w tym jest. We Wrocławiu pani Ewa Michnik sprawuje rządy w Operze. Jest dyrektorem i pierwszym dyrygentem. Właśnie szykuje się do premiery Rigoletta w gwiazdorskiej, międzynarodowej obsadzie! No i prawda. Gdzie się nie obrócić, tam jakiś Michnik siedzi i działa wcale nie podskórnie, a jawnie.
A jednak mimo wszystko, to nie ja jestem Michnikiem. A żal…
19 grudnia 2007, o godzinie 12:23
A sejm przyjął uchwałę o powołaniu komisji do wyjaśnienia tragicznej śmierci Barbary Blidy. Gotowało się i kipiało, sam Jarosław wyszedł z siebie, a poseł Kutz przeszedł samego siebie. Planowany opłatek odbędzie się, jak mniemam w miłej i przyjaznej atmosferze. Brrr.
19 grudnia 2007, o godzinie 12:59
Widzę, że chwilowo jestem sama… To jeszcze podam link do ciekawej wypowiedzi na temat tu dyskutowany;
http://passent.blog.polit.....ment-72526
19 grudnia 2007, o godzinie 13:42
Aluzyjnie tym razem:
wielce pouczające było widzieć i słyszeć wczoraj jak w programie Sekielskiego i Morozowskiego żony, aresztowanych w związku z afgańskimi wydarzeniami, żołnierzy „rozjechały” dokładnie i dokumentnie pana ex-ministra Szczygło. Kobiety wiedziały co i o czym mówią. Tego o panu ex-ministrze powiedzieć się nie da.
A tak na marginesie: czy w związku z informacjami na temat udziału naszych żołnierzy w misji afgańskiej, które coraz częściej przebijają się do publicznej wiadomości oraz w świetle tego o czym mówiły te panie w programie nie przydałaby się, już któraś z kolei sejmowa komisja śledcza ? Okoliczności jakie zaczynają wychodzić na jaw „zalatują” mocno skandalem, również politycznym ale nie tylko.
19 grudnia 2007, o godzinie 14:18
Nie bylo mnie przez jakis czas, wiec stracilam watek dyskusji. Dzis wypada mi tylko zlozyc Najlepsze Zyczenia Swiateczne Gospodarzowi i calemu Przemilemu Towarzystwu. Wieczorem wylatuje i nie mam pojecia kiedy i gdzie trafi sie nastepny komputer. Od kilku dni powtarzam sobie jak mantre wiersz Kiplinga, malego, rudego Anglika urodzonego w Bombaju, gdzie lece.
Caly wiersz jest tutaj:http://en.wikisource.org/wiki/Mandalay
.
„…Ship me somewheres east of Suez, where the best is like the worst,
Where there aren’t no Ten Commandments an’ a man can raise a thirst;
For the temple-bells are callin’, an’ it’s there that I would be —
By the old Moulmein Pagoda, looking lazy at the sea;
On the road to Mandalay,
Where the old Flotilla lay,
With our sick beneath the awnings when we went to Mandalay!
On the road to Mandalay,
Where the flyin’-fishes play,
An’ the dawn comes up like thunder outer China ‘crost the Bay!”
.
Nie pamietam czyje to tlumaczenie, podaje z pamieci:
„…Plynac chce na wschod, za Suez, gdzie jest dobrem kazde zlo
Gdzie przykazan brak dziesieciu i pic mozna az po dno
Bo swiatynny dzwon przyzywa i tam tylko byc juz chce
Pod pagoda stara w Moulmein tam gdzie morza senny brzeg”
.
Koncowka nie jest najlepsza. „looking lazy at the sea” znacznie bardziej przystaje do tego, co zamierzam robic :)
Pozdrawiam serdecznie,
dark
19 grudnia 2007, o godzinie 14:56
dark side! Wszystkiego najlepszego w dalekiej drodze! Mam nadzieję, że odezwiesz się, kiedy będziesz mogła. Jesteś bardzo ważną osobą na tym blogu i będzie mi ciebie brakowało.
;
Lex! ja także obserwowałam rozmowę obu pań – żon aresztowanych oficerów – z byłym min. Szczygło. Zrobiła na mnie przygnębiające wrażenie. Jeżeli panie mówiły prawdę, a wszystko wskazuje na to, że tak właśnie jest, bo inna byłaby reakcja p. Szczygły, to mamy do czynienia z kolejnym skandalem i to na skalę już nie wewnętrzną, a międzynarodową. Za mało wiemy, aby wydawać sądy, ale to, co widzimy i słyszymy wystarczy, aby mieć poważne wątpliwości. Z pewnością cała ta afera zasługuje na oficjalne śledztwo i to jawne.
19 grudnia 2007, o godzinie 15:09
Tłumaczenie to chyba Słomczyński (z kryminału „Gdzie przykazań brak dziesięciu”, ale umieszczone też w książce „Poeci języka angielskiego” i cytowane w tłumaczeniu „Wysp” Daviesa).
Pozdrawiam.
19 grudnia 2007, o godzinie 15:32
Za Onet’em
post mortem rządów PiSu:
9,73 mln osób otrzyma w marcu podwyżkę świadczeń
11,8 mln zatrudnionych pracowników otrzyma w styczniu wyższe pensje netto
845 zł netto otrzyma pracownik zarabiający ustawowe minimum
1,07 mld zł będzie kosztować refundacja składek na ubezpieczenia społeczne w 2008 roku
160 tys. lekarzy pracuje w zakładach opieki zdrowotnej
B.
19 grudnia 2007, o godzinie 16:24
Anielko,
Serdeczne dzieki. Ciepla i serdecznosci z pewnoscia Ci nie brakuje, dlatego z calym spokojem zycze malowniczych bialych zasp za onem i lekkich przymrozkow przyjemnie szczypiacych w policzki.
Doz,
moja znajomosc brytyjskiej literatury jest dosc chaotyczna i wyrywkowa. Brakuje mi studiow w tym zakresie. Ciesze sie, ze ktos na blogu rekompensuje te braki.
Mgliscie pamietam to tlumaczenie z jakiejs ksiazki czytanej w bardzo wczesnej mlodosci- wiersz zrobil na mnie znacznie wieksze wrazenie niz ksiazka, byl ucielesnieniem marzen o podrozy na wschod. Dlatego pewnie do dzis pamietam fragmenty. Dotarlam szybko do oryginalu , ktory zreszta w tym czasie byl dla mnie prawie niezrozumialy :)Jednak wywolal zainteresowanie dziejami kampanii wschodnioindyjskiej i dal impuls do intensyfikacji wysilkow jezykowych.
Niestety Birma nie jest moim celem – nie jest latwo ani bezpiecznie dostac sie do tego kraju. Bede po drugiej stronie Zatoki Bengalskiej- z Madrasu (Chennai) na poludnie. Ale tam pewnie tez:
„… swit wybucha jak burza sponad Chin i niebo tnie”
„… the dawn comes up like thunder outer China ‘crost the Bay!”
Oryginal brzmi znacznie lepiej :) , co jednak nie umniejsza mojego podziwu dla pana Slomczynskiego, ktory przetlumaczyl to zachowujac oryginalny rytm i koloryt.
19 grudnia 2007, o godzinie 16:46
Dark side.
Też nie jestem znawcą literatury angielskiej (wykształcenie techniczne), ale jeszcze jako dziecko (ponad 40 lat temu) czytywałem kryminały Joe Alexa, a Daviesa lubię po prostu, tak że moja wiedza na temat tego tłumaczenia to prosty przypadek.
Pozdrawiam
19 grudnia 2007, o godzinie 17:28
W.Kuczyński,”przyzwyczajenie wymuszone” dotyczy dokładnie nieświadomego odkształcenia w natawieniu na rozumienie czyichś tekstów. Wybieramy to co ma najwięcej znaczenia. Po krutkim czasie czyta pan nie litery, słowa, zdania ale to co zostało wprowadzone między słowami, tekstami własnymi, cudzymi lub do czego odnoszą się teksty rozumianego. Często nie są to „ledwie napomykające” aluzje, ale ledwie napomykające do samego faktu cudzej aluzji czy ich sumy. Mózg ludzki jest jak monitor odświeżający, „rekonstuujący” obraz sensów jakie ktoś buduje. Jednak użytek jest na tyle w 95 % użyć przez Ubików delikatny by nie dać się złapać na pojedyńczych gestach jako na dużej sumie wykonanych tak tekstów. Są też takie które komunikują stany i nastawienia emocjonalne z dodatkiem aluzji i też takie, które komunikują same stany emocjonalne – pogardę, satysfakcję, nienawiść, zawziętość, determinację, niecierpliwość itd. Na te różne sposoby jest nażucana interpretacja też po to by stworzyć pozór projekcyjności odbioru. I teraz coś bardzo ważnego. Człowiek podświadomie unika widzenia potwora w bliźnim ze względów ewolucji, która to ukształtowała. Na tym bezuje ktoś kogo przemoc trzeba znosić. Wymuszanie pozytywnych uczuć jest faktem psychologicznym. Ten rodzaj przemocy stosuje również Michnik i każdy w sposób długotrwały dokonujący działań agresorskich, na które nie można wpłynąć. Na tym polega perfidia katów. Nie mam pewności czy pańskie ciepłe uczucia do WRON są bardziej wynikiem długotrwałego braku wpływu na długie poniżanie czy dobrych warunków podczas internowania konkretnie pańskiej osoby – czyli egoizmu racjonalizowanego do granic przyzwoitości. Zaraz dopiszę dalej.
19 grudnia 2007, o godzinie 18:24
Lech Wałęsa: „durnia mamy za prezydenta”
.
Zmieńmy czas teraźniejszy na przeszły. Czy Wałęsa mówił o sobie?
.
Dziennik: „Wałęsa: PiS może przygotowywać zamach stanu”
.
Panie Waldemarze! Pora szykowac partyzantkę. Lechu wzywa :):):)
.
pozdrawiam
Bernard
19 grudnia 2007, o godzinie 18:33
Powinno być „superpostubek michniczy”. Myślę jednak, że określenie pałkarz pióra czy pałkarz jest ważniejsze. Dużej wrażliwości trzeba było prucz intelektu by nazwać zjawisko tak trudno definiowalne zawiłymi analizami psychologicznymi. Określenie pałkarz jest absolutnie poszerzające zasób pojęć komunikacyjnych. Dla polskiej rzeczywistości to pojęcie źródłowe. Ziemkiewicz popełnia ten błąd, że nie maskuje zaciekłości w przeciwieństwie do GW. Ale znaleźć sposób by „odpłacając” GW za metodę jako taką nie stać się zupełnie podobnym metodzie GW jest trudne i powinno znależć może rzeczywiście jakieś inne formy na wyrażanie kategoryczności jednocześnie unikając waszych podskórnych jadów. Jeśli udałoby się wam wciągnąć go w swoje brudne, skryte metody – byłoby to arcydzieło neutralizacji.
Łańcuch umniejszeń = zgówniający superżołnierz może nie jest precyzyjne, ale nawiązuje do tego o czym już pisałem tak, że można zostawić powtarzanie. W każdym razie określenie na efekt sumującego się umniejszania lub zaprzeczania człowieczeństwu i jego przejawom wprost lub w sposób bardzo ukryty stosowane przemysłowo jak maszyną do skrawania jest działaniem upadlającym i nawołującym do upadlania w sposób świadomy. Natężenie propagandy takich zachowań jakie stosujecie od roku jest w połączeniu z 5 letnim działaniem cyberzomowca – ubika na tyle konkretną rzeczywistością, że trudno byłoby już sprowadzić to do absurdu. Ale te próby w miarę wprost – cenię panie Waldemarze. Dziękuję za przesadne gratulacje. Proszę odnosić się do istoty zjawisk ukrytych za pojęciami – ta prezentowana tu reaktywność jest zbędna.
19 grudnia 2007, o godzinie 19:16
Bernard chyba coś zażył.
19 grudnia 2007, o godzinie 23:49
Lex
„… wielce pouczające było widzieć i słyszeć wczoraj jak w programie Sekielskiego i Morozowskiego żony, aresztowanych w związku z afgańskimi wydarzeniami, żołnierzy “rozjechały” dokładnie i dokumentnie pana ex-ministra Szczygło. Kobiety wiedziały co i o czym mówią. Tego o panu ex-ministrze powiedzieć się nie da”.
-
Przyjmujesz telewizyjny punkt widzenia, że dyskusja w studiu to jest wzajemne „rozjeżdżanie”. Ale niech ci bedzie, widocznie inaczej nie możesz. Z kolei Szczygło nie mógł je w odwecie „rozjeżdżać” z dwóch powodów: to są żony żołnierzy uczestniczących w realnej wojnie, a on sam posiada informacje, które są realnie tajne.
-
„Okoliczności jakie zaczynają wychodzić na jaw “zalatują” mocno skandalem, również politycznym ale nie tylko”.
-
Jeśli chodzi o odowiedzialność polityczną to proponuje zacząć od Kwaśniewskiego i Geremka, bo to oni 12 marca 1999 r. podpisywali wejście Polski do NATO. Polska bierze udział w interwencji NATO w Afganistanie, choć oficjalnie to się nazywa mniej groźnie – International Security Assistance Force (ISAF), ale nadal jest to wojna.
20 grudnia 2007, o godzinie 00:00
leszek.sopot
„Jeśli znasz choć trochę dokumenty bezpieki to pewnie wiesz, że to właśnie komuna oraz ich agenci wokół episkopatu robili wszystko co tylko można aby obrzydzić doradców i korowców”.
-
Autorem ostrożnej linii Episkopatu wobec opozycji korowskiej był Kardynał Wyszyński, który bardzo źle przyjął „Kościół, lewica dialog”. Po jego śmierci Kosciół kontynuowal tę linię, nie pozbawiając się nigdy punktów stycznych, tę rolę pełnili tzw. liberalni księża i biskupi.
20 grudnia 2007, o godzinie 00:50
Zadaniem pewnej grupy w internecie jest produkowanie nieustannie prowokacji, nieustającego stresu itp. Jeśli nie wychodzą lub są w przesycie metody intelektualne – zaraz pojawiają się siłowe. Nie daję się sprowokować na blogach to – np teraz – blokuje się mi wejście na wybrane strony. Dziś Rzepa. Filozofia, że każdego dnia trzeba dać mi odczuć kto żądzi albo „przykopać w kostkę” dla zwykłej ulgi MUSI być realizowana codziennie. To filozofia mordercza. Wtłaczana również jako kod o nienawiści. Po długim czasie człowiek tworzy coraz gęstsze wyobrażenie nienawiści, które musi tworzyć odczucia będące „reprezentacjami”. Tą akcją steruje psychopata.
20 grudnia 2007, o godzinie 00:58
jasnaanielko,
aleś się przyspawała do mnie,
jak idzie ci z Żydami? Mam album o Izraelu – pożyczyć? Jeśli byś chciała porozpoznawać trochę ze zdjęć.
B.
20 grudnia 2007, o godzinie 02:07
Czyżby ubecki Onet robił z ustawionej sprzeczki notkę różową? Jeśli rozpowszechnią to dziennikarz może stać się wariatem lub ścierwem do podgryzania przez media. Aktywność Paliwody i Leskiego jest podobnie intensywna. Czemu zagryza się Paliwodę? Nie wiedząc, że to pic? Czy chce się rozognić konflikt między dziennikarzami?
http://wiadomosci.onet.pl.....,item.html
Filozof do dziennikarza: jest Pan nikim
Pan jest dziennikarskim zerem. Nigdy nie napisał Pan ważnego tekstu publicystycznego. W środowisku jest Pan nikim. Trzyma się Pan w TVP dzięki swojej wazeliniarskiej postawie i sprytowi – jeszcze z czasów „G.W”. Już raz dostał Pan łomot ode mnie na moim blogu. Po co Pan się wp…a w nie swoje sprawy – i to jeszcze w stylu półgłówka? – napisał do jednego z dziennikarzy TVP Paweł Paliwoda, doradca ministra edukacji narodowej w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.
Paweł Paliwoda jest doktorem filozofii. Pisał teksty publicystyczne m.in. do „Życia” i „Rzeczpospolitej”. Prowadził również program „Ring” w TVP. Obecnie współpracuje z „Gazetą Polską”.
Paliwoda zagościł na platformie blogowej Salon24.pl kilka miesięcy temu. W swoich komentarzach podkreśla, że zależy mu na wprowadzeniu rozróżnienia pomiędzy „wykształciuchem” a „inteligentem”. Zaznacza w nich również, że prowadzi swego rodzaju misję przeciwko agresji i chamstwu w sieci.
REKLAMA Czytaj dalej
- Oczywiście nie uważam się za ideał, ale ten fragment świadczy przede wszystkim o panu Pawle Paliwodzie, a nie o mnie – powiedział Onet.pl Krzysztof Leski. – Wolę pisać teksty prawdziwe niż ważne – dodał, odnosząc się do wypowiedzi Paliwody, że nie napisał „ważnego tekstu publicystycznego”.
Sprawę ilości tekstów publicystycznych były doradca ministra Ryszarda Legutki poruszał już wcześniej, stwierdzając: „nie mogę pogodzić się z faktem, że (właściciel Salonu24 – PU) tak fanatycznie lansuje faceta, który w życiu nie napisał żadnego ważnego tekstu prasowego. Co do mnie, to można sprawdzić w samej »Rzepie« (w której nigdy nie byłem zatrudniony, a która jest najpoważniejszym dziennikiem w Polsce), że było tam w ostatnich latach całkiem sporo moich toppejdżowych tekstów w »Opiniach«”.
Dyskusję wywołał wpis Paliwody, który w całości autor poświęcił analizie twórczości i życia jednego z najpopularniejszych polskich blogerów. Na post ten odpowiedział sam zainteresowany oraz Krzysztof Leski, dziennikarz TVP Info, były pracownik „Gazety Wyborczej” i BBC.
20 grudnia 2007, o godzinie 02:23
Oczywiście pod linkiem jest cytat. Konstrukcja perswazyjna – wyborna – printed in Onet.
20 grudnia 2007, o godzinie 02:27
Dopisek u Krzysztofa Leskiego:
„PS3 – godz. 1.00: Nie, nie bijam niepełnosprawnych i do łba by mi nie przyszło, by „dzwonić do Onetu”. ) O 23.22 dostałem maila, którego treść i dla uwiarygodnienia fragmenty headera – oczywiście bez personaliów i adresu nadawcy – pozwolę sobie przytoczyć.
Delivery-date: Wed, 19 Dec 2007 23:20:04 +0100
Received: from lescynet by s71.superhost.pl with local-bsmtp (Exim 4.68) id 1J57Ge-00087q-2Z
for leski@leski.pl; Wed, 19 Dec 2007 23:20:03 +0100
Received: from [213.180.128.86] (helo=mx.portal.onet.pl)
by s71.superhost.pl with esmtps (TLSv1:AES256-SHA:256) (Exim 4.68) id 1J57Gd-00086x-8t
for s24@leski.pl; Wed, 19 Dec 2007 23:19:55 +0100
Received: from [192.168.193.158] (port=10674 helo=mxfeon01.grupa.onet)
by mx.portal.onet.pl with esmtp (Exim 4.50) id 1J57Gb-0002a5-Tt
for s24@leski.pl; Wed, 19 Dec 2007 23:19:53 +0100
Received: from MXMBON01.grupa.onet ([10.167.64.72]) by mxfeon01.grupa.onet with Microsoft SMTPSVC(6.0.3790.3959);
Wed, 19 Dec 2007 23:19:53 +0100
X-MimeOLE: Produced By Microsoft Exchange V6.5
MIME-Version: 1.0
Subject: =?iso-8859-2?Q?prosz=EA_o_kontakt?=
Date: Wed, 19 Dec 2007 23:19:52 +0100
X-OriginalArrivalTime: 19 Dec 2007 22:19:53.0864 (UTC) FILETIME=[47922080:01C8428D]
X-Virus-Scanned: mx.portal.onet.pl
X-Antivirus-Scanner: Clean mail though you should still use an Antivirus
Szanowny Panie Krzysztofie
Czy mogę prosić o numer tel? Chciałbym prosić Pana o krótki komentarz odnośnie wypowiedzi p. Paliwody. (…)
„
20 grudnia 2007, o godzinie 04:29
DZIWNA PRÓBA KATYNIA NAD PALIWODĄ
Oto ultimatum Igora Janke (Wygląda to na jakiś teatr, człowiek został zgodnie otoczony choć miał wiele, setki wpisów dokumentujących atak na nim od pierwszej swej wypowiedzi. Zatem może to tylko montaż?):
„@ Paweł Paliwoda
Przykro mi bardzo, że złamał Pan reguły i naszą umowę. Krzysztof Leski odpowiedział na Pańską krytyke Galopującego Majora. Ale Pan poszedł dalej i przekroczył dopuszczalne granice w Salonie24 obrażając swojego polemistę. Wywołał Pan awanturę narażającą na szwank dobre imię nie tylko Krzysztofa Leskiego ale i prestiż Salon24.pl.
Pozostaja dwa wyjścia. Albo przeprosi Pan publicznie Krzysztofa Leskiego, albo będę zmuszony podziękowac za Pańską dotychczasową działność w Salonie24. Proszę mojego wpisu nie traktować jako pretekstu do polemiki. Oczekuję, że jutro, a własciwie dziś, w czwartek do wieczora przeprosi Pan Leskiego. W przeciwnym razie zakończymy naszą współpracę.
2007-12-20 01:54Igor Janke172646Janke Postwww.jankepost.salon24.pl”
20 grudnia 2007, o godzinie 06:17
blokada
20 grudnia 2007, o godzinie 07:13
Bernard! Jesteś nudny i niedoinformowany. Z Żydami idzie mi lepiej niż tobie. Właśnie odebrałam parę kartek z życzeniami świątecznymi. Za album dzięki, mam sporo własnych zdjęć – od przyjaciół. Aby cię uspokoić, dodam ci na koniec cytat z jasnookiego Tuwima:
„Sam lepiej idź do łaźni
I już się więcej nie błaźnij”.
A tak ogólnie – zmień płytę. Ta się zgrała.
20 grudnia 2007, o godzinie 07:23
Nareszcie! Oburzona incydentem na Górze Św. Anny, we wszystkich blogach, w których się wpisuję, domagałam się zajęcia zdecydowanego stanowiska, przez właściwe organy władzy.
http://www.gazetawyborcza.....79087.html
Oby nie zakończyło się tym razem umorzeniem, ze względu na znikomą szkodliwość społeczną.
20 grudnia 2007, o godzinie 09:21
Niech Janke nie będzie taki święty. Większość fajnych blogowiczów z Salonu już uciekła, przede wszystkim do Tekstowiska.
20 grudnia 2007, o godzinie 10:46
Oczywistą oczywistością jest, że odpowiedzialność za wysłanie polskich żołnierzy do Afganistanu bez odpowiednich butów, bielizny, środków higieny, kamizelek ochronnych, odpowiedniej amunicji ale za to wyposażonych w zdezelowany sprzęt (samochody i broń ) powinni ponieść wszyscy decydenci bez względu na przynależność do partii politycznych czy wyznawane poglądy.
PS. Pan ex-minister na konkretne zarzuty żon oficerów miał jedyną odpowiedź – tajemnica służbowa lub wojskowa. Nawet na tak proste pytanie: Kto wydał rozkaz ostrzelania wioski ( chodziło o to czy rozkaz wydali Polacy czy Amerykanie). To też tajemnica ?
Tak na marginesie. Okazuje się, że okoliczności wyjazdu naszych wojsk do Afganistanu i ich tam pobytu coraz bardziej zaczynają być „tajemnicze”. A to już zaczyna być dziwne.
20 grudnia 2007, o godzinie 10:50
jasnaanielko,
przylepiłaś się i odkleić się nie chcesz, ech te kobiety…
.
A wszystko dlatego, że postanowiłaś grać rolę ofiary, zamiast wycofać się ze swoich nieprawdziwych twierdzeń. Ale to zapewne boli za bardzo. Więc teraz zamaist się odpierwiastkować to wrzucasz jakieś personaln przytyki. Biedna jesteś, sama zażyj coś, najlepiej na wątrobę.
.
Więc jeszcze raz jasnaanielko, jeśli chcesz o czymś podyskutować – proszę bardzo, jeśli cgcesz się tylko przysyrać – idź lepiej do psychologa, albo zażyj prozac, na polepszenie samooceny.
.
Bernard
20 grudnia 2007, o godzinie 11:26
Bernardzie, prawidłowo po polsku mówi się nie „przysyrać”, tylko „przysierać”. Por. analogiczne „brać – bierać”.
„Ich cesarze tabaki nigdy nie bierali” (Mickiewicz).
20 grudnia 2007, o godzinie 13:08
http://wiadomosci.gazeta......78900.html
Koniec sprawy afery węglowej, koniec mafii węglowej. Z wielkiej afery urodziła sie raptem sprawa trzech łapówek dla 2 ex-wiceprezesów spółek węglowych, jednego b. ministra AWS silnie powiązanego z gangsterami i jednego pośrednika w łapówkowym procederze.
A miało być tak pięknie.
O co więc chodzi PiS i p. Kempie, która namiętnie wojuje o zwekslowanie wyjaśnienia ewentualnych nadużyć władzy w związku ze śmiercią B. Blidy na jakąś wydumaną aferę węglową, której istnienia – najwyraźniej to widać – nie stwierdzono. Czy komisja śledcza ma zajmować się urojeniami polityków PiS i p. Kempy?
Czyżby intensywne i rozpaczliwe wysiłki p. Kempy dyktowane były chęcią obrony i własnej sempiterny, bo jako wiceminister sprawiedliwości mogła mieć istotny i ważny udział w tym wszystkim co się działo ?
20 grudnia 2007, o godzinie 13:36
http://paradowska.blog.po.....ment-41221
To nie ja, ale mogę się podpisać….
20 grudnia 2007, o godzinie 14:15
Aktualia;
Superstacja podała, że Aleksandra Jakubowska została uniewinniona w znanej sprawie manipulacji przy ustalaniu treści tzw. ustawy medialnej.
Wyrok nie jest prawomocny.
Czyżby tyle warte były rewelacje Z. Ziobry i nie tylko jego (J.M. Rokita się kłania) na temat „zbrodniczej” działalności A. Jakubowskiej i całej „grupy trzymającej władzę”, której, jako żywo – mimo usilnych wieloletnich starań, ani istnienia ani składu nie dało się ustalić ?
Grupa trzymająca władzę miała być – ale jej nie ma,
Mafia węglowa miała być – ale jej nie ma.
A co jest ? Urojenia chorych „na układy” ludzi.
20 grudnia 2007, o godzinie 14:39
anielko,
a jak tam z Żydami, może podzieisz się jakimis nowymi przemysleniami? bo, że nie moga mieć niebieskich oczu, to już wyjasniłaś, a piwne?
20 grudnia 2007, o godzinie 14:57
Lex,
nie ma mafii węglowej, ale za to , jest minister Ćwiakalski :)
20 grudnia 2007, o godzinie 15:04
Kto przeprosi Aleksandrę Jakubowską?
Jakubowska jest niewinna, a Janina S skazana (nieprawomocnie). Może więc Janina S. przeprosi Jakubowską? A swoją drogą – żeby urzędnicy sami z siebie zmieniali zapisy ustaw…
Może Jan Rokita przeprosi Jakubowską?
Może prokurator generalny?
Może Tusk (był wówczas szefem Rokity)?
A czy wiadomo jak rozwija się sprawa korupcji (elektrociepłownie w Opolu)? Czy też zmierza do uniewinnienia/umorzenia/przeproszenia?
pozdrawiam
Bernard
20 grudnia 2007, o godzinie 15:05
Lexie!
To chodziło po prostu o zamówienie polityczne. PiS musiał zrealizować swoje obietnice wyborcze (pamiętasz stolik o czterech nogach?), wysłał szeryfa, który gonił za podejrzanymi z pistoletem. Wymieniłeś te dwie afery, a jaką kompromitacją była sprawa w resorcie rolnictwa. I to jest przykład, jak niesamowicie zdolni są PiSowcy w kompromitowaniu samych siebie. Andrzej Lepper nigdy nie podpisał ani jednego odrolnienia, a zajmował się tym wiceminister z… PiSu.
To samo z Jakubowską w sprawie ubezpieczenia. Ja już kiedyś tłumaczyłem (chyba Bekasowi), że jeżeli to jest prawda, co jej zarzucają, to jest to tylko zwykłe cwaniactwo, a nie wielka afera gospodarcza.
Teraz z Kaczmarkiem, Kornatowskim, Netzlem, sprawa doktora. Wszędzie gdzieś są w tle ludzie z PiSu, którzy wiedzieli, kontaktowali się, wcześniej rozmawiali, interweniowali. Jak na swoim folwarku. I tego najbardziej się boją. Np w przypadku Blidy boją się Kalisza, bo to jest mądry i wygadany facet, a tam jest mnóstwo niejasności proceduralnych. A o to właśnie chodzi dawnym władcom, żeby nie zajmować się przypadkiem np. skąd Kaczyński wiedział o interwencji u Blidy, tylko żeby zająć się czymś na tyle ogólnym, żeby ugotować szczegóły.
20 grudnia 2007, o godzinie 15:07
Właśnie przeczytałem Bernarda. Widać, że ani w ząb nie rozumie, co zrobiła Jakubowska z elektrownią. Ale ma mnóstwo do powiedzenia. Tak to już z nim jest.
20 grudnia 2007, o godzinie 15:31
Lex:
Grupy trzymającej władzę nie wykryto i może nie istniała, ale rozmowa Rywina z Michnikiem jest faktem nie tylko medialnym. Czyli jedno z dwojga: albo Rywin to megaloman i mitoman, który wszystko to sobie sam wymyślił pod wpływem alkoholu, albo jednak w czyimś imieniu sondował sprawę.
20 grudnia 2007, o godzinie 15:58
Pawle,
masz rację, – trzymajmy się zatem faktów. A fakty są następujące:
1. korupcyjna propozycja złożona Michnikowi przez Rywina,
2. skreślenie z projektu ustawy medialnej słów: „…lub czasopisma”.
Cała reszta to domysły, przypuszczenia i insynuacje, które mimo śledztw – nie udało się potwierdzić dowodami.
Fakt pierwszy „skwitowany” został wyrokiem skazującym Rywina.
Za fakt drugi poniesie odpowiedzialność ( jeśli wyrok się ostanie) pani J. S.
*
Bernardzie,
masz całkowita rację. Był minister Ziobro – „była grupa trzymająca władzę”, była mafia węglowa i niezbite, twarde, porażające dowody w obu sprawach.
Nie ma ministra Ziobry; – nie ma ani grupy, ani mafii węglowej, ani – co najbardziej znamienne – jakichkolwiek dowodów na istnienie jednego i drugiego.
A jeśli dowodów nie ma, to może od początku ich nie było ?
No chyba, że niszczarka była używana… A jeśli tak to przez kogo ? Prokuraturę, bo to w jej dyspozycji te twarde i niezbite dowody się znajdowały ?
20 grudnia 2007, o godzinie 16:14
Lex:
Fakty są takie, jak piszesz. Zgodzisz się chyba jednak z tezą, że za Rywinem ktoś stał?
Tyle że nie wiemy kto i nie dowiemy się, jeśli sam Rywin nie puści pary. Może kiedyś, na łożu śmierci albo w pośmiertnie opublikowanym pamiętniku? Nie mamy podstaw, by twierdzić, że byli to ci, których oskarżył o to Ziobro. Nie wiemy, czy rzeczywiście ten ktoś trzymał władzę i naprawdę mógł zrobić z Michnikiem taki geszeft, czy też była to prowokacja. Nie wiemy, do jakiego celu zmierzał. Ale ja nie mam wątpliwości, że ktoś taki istniał.
20 grudnia 2007, o godzinie 16:17
O wyjaśnienie aż się prosi, na jakiej podstawie opierał się wybór posłanki Sawickiej do przeprowadzenia prowokacji. Czy ona już wcześniej przyjmowała jakieś łapówki? Czy ten żigolo, co wybrał się z nią na kurs miał zebrać miażdżące dowody, czy też ją sprowokować i doprowadzić do pożądanego postępowania? Czy Lepper wcześniej był podejrzewany o łapówkarstwo, czy też prowokator miał jedynie wnieść do jego pokoju walizeczkę i dać się przy tym sfilmować? Spektakularne aresztowanie kardiochirurga, którego teraz szpital, z którego został zwolniony próbuje z powrotem przyjąć do pracy, bo oddział, którym kierował przestał istnieć. I sprawa Barbary Blidy… to już jest do rozpatrzenia i mam wrażenie, że PiS na tych wyjaśnieniach dobrze nie wyjdzie. Jeszcze pozostaje sprawa żołnierzy, którzy siedzą w areszcie a ich bezpośrednia wina, jakby się gubiła w mgle różnych domysłów. I jeszcze wiele, wiele innych spraw do wyjaśnienia. Spraw, które narosły w dwa zaledwie lata rządów PiSu. Jest co robić, jest co wyjaśniać, jest sporo pracy dla komisji specjalnych i dla zwykłych sądów. A przecież najważniejsze gospodarka!!! sama się nie zrobi. Dziś sejm głosuje nad poprawkami do budżetu… Poprawki w ogromnej ilości złożył głównie klub PiS – którego rząd tenże budżet opracował. Czy teraz podkładają miny, czy maskują te, ukryte?
To tylko niektóre pytania, które cisną się pod palce.
20 grudnia 2007, o godzinie 17:18
Anielko, na temat Sawickiej był jakiś czas temu reportaż w „Polityce”. Wynikało z nigo, że jest to ambitna osoba z prowincji, która zachłysnęła się wielkim światem politycznym. Ponoć uwielbiała chwalić się przed starymi znajomymi, kogo to ona nie zna i czego to nie może załatwić. Jeśłi to prawdziwy obraz, to nie dziwię się, że okazała się podatna na prowokację.
20 grudnia 2007, o godzinie 17:22
Pawle,
skłonny byłbym się zgodzić z tezą, że za Rywinem ktoś stał, pewności jednak – kto- nie mam, podobnie jak Ty. Nie mam więc pewności czy cwany ( to jest chyba poza dyskusją) Rywin nie wymyślił sobie całej historii aby „trochę” zarobić (moim zdaniem stać go na to ), względnie, czy za Rywinem nie stała podobna mu grupa cwaniaków, – niekoniecznie politycznych. Mogli być „biznesowi”. A posłużenie się określeniem „grupa trzymająca władzę” miało całe przedsięwzięcie uprawdopodobnić i nadać mu odpowiedniej powagi, bo przecież na „grupę stróżów nocnych i portierów” nie mógł się powołać.
Pozostańmy zatem przy faktach: istnienia grupy trzymającej władzę i jej składu nie potwierdzono.
20 grudnia 2007, o godzinie 17:23
Sawicką zakochanie broni w małym stopniu. Bardziej obroniłby ją dowody, że chciał ją uwieść w tym celu. Prawo nie może opierać się na działaniach, w których prowokator nielegalny ma mniej do stracenia niż nielegalnie prowokowany. Inaczej może być to prawo, które warto łamać… Jeśli panom wrabiającym Leppera było wygodniej iść do aresztu jako złapanym korupcjonistom to szczególnie trzeba to zbadać. Tam bowiem nie mamy przestępstwa w ogóle albo superpoważne.
Jakubowska znaczy się nie dopisała czy skreśliła „lub czasopisma” ani nikt inny. To jest właśnie siła Układu – prawnicy, sieci przyjaznych ludzi, niekoniecznie nawet sędzia. Sąd zatem orzekł, że nie musi tego dochodzić. Należy pamiętać, że czego komisja nie ustali tego sąd nie będzie musiał i nie mieć złudzeń, że coś samo „pujdzie”. Czyz nie jest tak właśnie?
20 grudnia 2007, o godzinie 18:32
Przed chwilą musiałem restartować – pełna blokada. Teraz powtarzające odświerzanie wyświetla tylko część wpisów pod czyimś blogiem. Bogowie to są Bogowie jednak.
20 grudnia 2007, o godzinie 18:35
Lex! Brak dowodów świadczy o tym, że zostały zniszczone i jest to dowód najoczywistszy, że przestępstwo było szczególnie groźne i wyrafinowane. Należy tylko wyaresztować odpowiednio wytypowanych zbrodniarzy. To oczywiste i nie wymaga komentarzy.
20 grudnia 2007, o godzinie 19:15
Z formalnoprawnego punktu widzenia winni są ci, którzy zostali skazani. A jednak… W tej sprawie chodziło, aby to co działo się w innych państwach, gdzie rządził establishment monopartyjny lub byli monopatyjni, nie działo się w Polsce (tak już na chama), a mianowicie, że bez uległości wobec rządzącej partii politycznej nie ma mowy o biznesie! Należy także podkreślić, że w krajach gdzie nomenklatura partyjna jest jedyną upoważnioną siłą gospodarczą do robienia biznesu także są afery, także są domysły, lecz udowodnić niczego, nikomu nie można. A kiedy przychodzi nowa władza – upadają stare fortuny, a rodzą się nowe. I tak w kółko, natomiast ciemny lud pozbawiony jest praw podstawowych, poza prawem wyboru, niekiedy bardzo ograniczonym, tego kto zrobi w następnej kadencji kasę. Rzecz jednak nie opiera się na lepszym i gorszym sorcie ludzi, wśród postkomunistów są bowiem zdarzają się nierzadko daleko lepsze pod względem fachowym, intelektualnym i moralnym jednostki niż w obozie Solidarnościowym, lecz na ustroju polityczno-gospodarczym, na sposobie funkcjonowania instytucji publicznych i ograniczonej liczbie i wpływie instytucji prywatnych zajmujących się sprawami publicznymi. Weźmy pierwszy lepszy przykład z brzegu. Publiczna służba zdrowia. W czasie wypadku gość traci obie nogi. Na szczęście są do przyszycia. Dochodzi do przyszycia nóg. Niestety przemęczony zespół przyszywa nogę lewą w miejsce prawej, a prawą w miejsce lewej. Poszkodowany następnie zwraca się z roszczeniem odszkodowawczym i przeciw lekarzom. Jak dotychczas nie miał praw strony w postępowaniach przed Izbami lekarskimi, a izby nie były obowiązane o niczym go informować, ani niczego argumentować, nie miał w ogóle żadnego prawa sprzeciwu wobec arbitralnych decyzji władz samorządowych. W rządzie jest jeszcze gorzej, bowiem Ministrowie mogą społeczeństwu amputowane członki przyszywać dowolnie, a społeczeństwo ma jedną opcję w następnych wyborach wybrać następny zespół matołów, którzy za swoje decyzję nie ponoszą żadnej odpowiedzialności.
20 grudnia 2007, o godzinie 19:57
Panie Waldemarze,
i tak, po bardzo wysokiej fali, blogowe rozkołysanie opada. Spadek napięcia w końcówce żywota tytułowego wpisu skłania mnie do wspomnień z drugiej połówki lat osiemdziesiątych ubw. Jechaliśmy w piękną pogodę przez NRD na wycieczkę do Hiszpanii. Po noclegu w Erfurcie czekała nas, po krótkim przejeździe, odprawa na granicy z prawdziwym Zachodem. Nastroj mieliśmy dobry, bo spędziliśmy kilkanaście godzin w ładnym mieście przy dobrym piwie. Samej odprawy nie mogę zapomnieć do dzisiaj. Szczególnie chamskich pokrzykiwań wyrośniętych żołdaków NRD. Zachowywali się w taki sposób, że człowiek czuł się nich upokorzony i wzgardzony. Styl ten był poniekąd dla nich naturalny i chyba wynikał z tresury jakiej byli poddani w czasie szkolenia. Przyjaciel polot prosił mnie żebym (jako ten silniejszy i sprawniejszy) wyciągał wszystkie bagaże, a potem je załadował. Taki był wymóg służby granicznej. Widać było, że tak naprawdę niczego nie szukali, bo by przynajmniej niektóre bagaże sprawdzili dokładnie. To był taki styl straży granicznej. Nigdy później ani wcześniej (także przy przekraczaniu granicy ZSRR) nie czułem się tak upokorzony.
Niech im ziemia lekką będzie i lustracja ominie.
20 grudnia 2007, o godzinie 20:07
Aktualia II.
W dzisiejszym skanerze politycznym (TVN24) wybitny znawca teorii prawa Bronisław Wildstein stwierdził – omawiając uniewinnienie A. Jakubowskiej, – że prawo jest niepotrzebne, bo sądy oceniając ludzi i ich zachowania zgodnie z litera prawa kreują jakąś „nadrzeczywistość”. Zdaniem wybitnego teoretyka prawa i nie tylko – B. Wildsteina – do regulacji stosunków międzyludzkich w zupełności wystarczą normy obyczajowe i moralne.
Co ma z tym wspólnego uniewinnienie Jakubowskiej ? Ano to, że wg. prawa Jakubowską należało uniewinnić, a wg. norm moralnych i obyczajowych już dawno została prawomocnie i na wieki skazana, – przynajmniej w ocenie wybitnego znawcy teorii prawa, moralności i obyczaju – red. Bronisława Wildsteina.
To jest tak głupie, że nawet komentować tego się nie chce.
I nie należy.
20 grudnia 2007, o godzinie 20:24
Oczywiście, że prawo w Polsce jest zupełnie niepotrzebne. Weźmy dzisiejszy przykład. Wyjechałem sobie na przejażdżkę do Auchan samochodem. I już za domem na pierwszym skrzyżowaniu zajechał mi drogę samochód z osiłkiem w środku i przyhamował (niby aby mnie wychować). Więc i ja podjechałem i najpierw zamarkowałem uderzenie w jego lewą burtę od strony kierowcy, a potem wjechałem przed niego i ostro zahamowałem. No to on dalej hyc, na pas obok i krzyczy do mnie „czy chcę w łeb”. A ja do niego krzyczę, że bardzo chętnie: „ty łysa j…b..na k…..wo.” Bardzo lubię takich osiłków i cieszy mnie ich duża ilość na Polskich drogach. Można się dzięki nim dobrze tutaj zabawić. I nie ma mowy o upokarzaniu kogokolwiek i nie ma potrzeby, aby policja pilnowała nam dróg, które są nasze – prywatne!!! Niestety reszta jest nie nasza. Nie należycie transformowana. Wpół komunistyczna jeszcze.
20 grudnia 2007, o godzinie 21:16
A teraz o Schengen;
tak się złożyło, że w całym 67 letnim życiu nie byłem za granicą i chyba już nie będę (już nie to zdrowie ).
Ale dopiero dzisiaj czuję, że jesteśmy (staniemy się) jako państwo i obywatele członkami Europy, a przynajmniej jej istotnej części.
20 grudnia 2007, o godzinie 21:39
To jest w mojej ocenie płonna nadzieja. Bogate państwa europy zachodniej nie opierają swojego bytu na anarchii i sobiepaństwie. Ciekawy jestem jak z tego syndromu wyjdziemy? Może być jednak, dopuszczam taką ewentualność, że tego nie doczekam. Ani ja ani moje wnuki.
21 grudnia 2007, o godzinie 02:45
Otórz ustaliłem właśnie że w 95 % z 100 % prawdopodobieństwem zarówno moi wrogowie-przyjaciele jak i przyjaciele-przyjaciele to nieprzyjaciele lub wrogowie (realnie praktycznie jedni i drudzy – wrogowie różnego stopnia). Otórz uznaję za takich wszystkich, którzy podjęli jakąkolwiek współpracę z Ubicją mając możliwość ocenić i poczuć obserwując co robi się w prasie i dokładnie tu i w internecie. Dla mnie jest to podstawowy rozróżnik między osobami w jakikolwiek sposób biorącymi nawet niewielki udział w tej homodzamprezie. To ważne. W ostatni weekend za późno się obudziłem w Niedzielę, ale przed dwoma tygodniami pamiętam, że oprucz odcinku o panu Marchwi był też pastisz u pani Jaworowicz, może nawet jeszcze lepszy.
21 grudnia 2007, o godzinie 06:29
Judaica, tak przy świętach?
Może sprzysiężenie lewackich integrystów i katolskich relatywistów, a może nawet wyższy stopień syntezy dobra i zła jak Dilch – Dolch.
Ludzie doskonałością wyprzedzający epokę. I jeden tylko pośród nich ułomny doskonałością Zbigniew Złodobro.
21 grudnia 2007, o godzinie 08:02
Mieliśmy najgorszy rząd od czasów Mieszka I, a może nawet Piasta Kołodzieja – ale do Schengen nas wprowadzili :)
pozdrawiam
Bernard
21 grudnia 2007, o godzinie 09:12
Bernard, rozumując po twojemu:
do Schengenen wpuscili nas dopiero, gdy ODSZEDL ten najlepszy od Mieszka i Piasta rząd kierowany przez geniusza, nie tyle Karpat, co geniusz Jury Krakowsko-Czestochowskiej.
Nie mówiąc o eksporcie mięsie do Rosji.
Viteq
21 grudnia 2007, o godzinie 15:49
Viteq! Mylisz się. On nie odszedł, tylko został zmieciony i wciąż się z tym nie pogodził. Dowodem na to – choćby wypowiedź Jarosława w sejmie, kiedy nieomal odwołał marszałka sejmu i to w trybie doraźnym. Oni we własnym mniemaniu wciąż żądzą, bo władzy pożądają i ze stratą się nie pogodzą. Nigdy! Tak zresztą, jak i Bernard.
21 grudnia 2007, o godzinie 15:56
O matko!!! Oczywiście rządzą i pożądają!
Ale plama!
21 grudnia 2007, o godzinie 16:19
jasnaanielko,
rzucam na ciebie klątwę – ile razy będziesz się przysyrać – za każdym razem będziesz popełniać babola ortograficznego!
21 grudnia 2007, o godzinie 16:27
Bernardzie! Przebacz mi – choć za Chiny nie wiem o co chodzi. Jak ty się będziesz czuł w święta, gdy wszyscy wszystkim wszystko wybaczają? I znowu przeze mnie… Ja chyba powinnam umrzeć z rozpaczy. Powiedz mi chociaż, o co ci tak, naprawdę chodzi?
Co ja takiego napisałam, że nie możesz znaleźć spokoju? Pewnie straciłam pamięć i nie mam pojęcia, o co ta cała twoja desperacka akcja. Proszę – podaj link do tego mojego strasznego tekstu, za którego przyczyną pastwisz się nade mną od kilku miesięcy. Mnie to początkowo irytowało, potem rozśmieszało, teraz wyłącznie nudzi. Myślę, że pozostałych blogowiczów też. Powiedz raz wyraźnie i uczciwie – o co ci chodzi?
21 grudnia 2007, o godzinie 16:34
Rany Boskie, , ale zmieniła mi się optyka przez te 3 dni nieobecności!
Kiedy testowałam na własny użytek brukselskie metro (taniej i szybciej) w pewnym momencie zastanowiłam się kiedy takie spotkania beędą możliwe. Obok mnie stał sympatyczny młody człowiek ze skrzypcami pod pacha, pewnie jechał na uczelnie, o klasycznej semickiej urodzie z jarmułka na głowie, obok siedział dwie muzulłanki w charakterystycznych chustach,, na przeciwko czekoladowy chłopak wyciągnął noci na długość wagonu i ze słuchawkami na uszach wyalienowął sie zupełnie tylko jego niezliczone malutkie „kołtuniki” poskręcane na całej głowie podskakirzły w rytm słuchanej muzyki.
To co widziałam w stołówce „pracowniczej” Parlamentu Europejskiego przechodzi nasze, polskie pojęcie -setki młodych ludzi, asystenci, tłumacze i inni, gdzieniegdzie jakiś oszczędny poseł i istna wieża Babel oraz paleta barw kolorów skóry. Jedzonko niezłe, tanie i kuchnie z rożnych stron świata.
Biurokracja europarlamentarna – urocza i specyficzna, ale można z nią żyć. Wszelkie usługi – przeważnie „kolorowi”. Poza PE – też. W taksówce woził mnie Murzyn i Palestyńczyk, pocztówki sprzedawał jakiś Arab, wszyscy z płynna francuszczyzna oraz przeważnie znający angieleski. W hotelowej recepcji – urocza Chinka, Arabka i latynoska.
Tylko gdy zapuściłam się w sklepiki koło Grand Place, trafiałam na nobliwe Flamandki sprzedające cudowności z koronek lub technik taakckich, przewaźnie golebliiów, powłoczek do poduch a nawet toreb i odzieży w pycznej gobelinowej technice robionych.
Oczywiście wróciłam z flamandzkim obrusem, płóciennym z koronkami i haftem, przyjaciółkom kupiłam w specjalnym koronkowym butiku – eleganckie chusteczki z cieniutkiego bielutkiego batystu i koronkami, każda z monogramem. Prześliczne opakowane.Nie byłabym też sobą, bym nie wypatrzyła kaszmirowego szala w jakimś eleganckim butiku, do kostiumu jak znalazł.
Sam wyjazd od strony zawodowej – szalenie udany, wiele uwag i wniosków i mnóstwo tematów do pisania, kilka spotkań szalenie interesujących i istotnych, uroczy wieczór z przyjacielem na smakowaniu owoców morza przy dobrym ciemnym piwie, ot, jak mówił – tradycyjna, prosta kuchnia flamandzka. Pyszności. Przedtem nieco zrobiliśmy wieczorny spacer po Grand Place przy muzyce klasyków i grze świateł na wspaniałych budynkach wokół placu. Tłumy ludzi i niesamowite wrażenie.
Zupełną niespodzianką błla wizyta …kotka, typowego pręgowanego tygryska-dachowca z białymi „skarpetkami”. Futrzak wgramolił się na kolana, potem zakotwiczył między nami na kanapce i oddał się ceremonii ablucji pozwalać się głaskać i pieśic Przyjaciel bawił się jego uszami, ja głaskałam a kotek nie przerywał mycia łapek, czasem myjąc nam palce przy okazji. I tak do końca, aż wyszliśmy. Oczywiście futrzak został na kanapce w restauracji..
21 grudnia 2007, o godzinie 18:30
Jasnaanielko,
Sama dobrze wiesz – poczytaj swoje własne posty, żyć beze mnie nie możesz i przysyrasz się jak psia kupa do podeszwy buta, zaczepiasz i obrażasz niezaczepiana. Chcesz dyskutować – proszę bardzo, ale przysyrania akurat z twojej strony akceptować nie będę.
.
A wszystko to dlatego, że masz do mnie złość i to ze swego własnego powodu – zarzucałaś mi kłamstwo, a gdy okazało się, że się mylisz – zamiast wycofać się ze swoich nieprawdziwych oskarżeń brnęłaś dalej. W dodatku puściłaś bąka na temat rozpoznawania Żydów ze zdjęcia i twego przeświadczenia o tym, że Żydzi mieć niebieskich oczu nie mogą – mam nadzieje, że było to niechcący.
.
Przestaniesz sie przysyrać – przestane przypominać twoje bąki i – co tu kryć – chamskie zachowanie – zarzucanie kłamstwa i niewycofanie się.
.
Jeśli chcesz linka – podaję http://kuczyn.com/2007/11.....ment-38701
.
Bernard
21 grudnia 2007, o godzinie 20:09
Jasnaanielko, wasza sprzeczka jest tak wiarygodna, że już nie musisz odpowiadać. Jesteś bardzo zręczna politycznie, bardziej niż Zofionen choć macie podobny poziom mobilizacji. Ty kojarzysz mi się bardziej z Siedlecką niż z Kolendą-Zaleską ze względu na ten pęd bycia akuratnym politycznie. Oczywiście trudno nie zauważyć swoistej ostentacji odcinania się od „głównego nurtu”, ale przecież nawet jeśli dasz jakiś znak, że potrafisz powiedzieć, że nie jesteś z żebra Adama to nie ta zdolność o tym decyduje, ale globalna strategia i taktyka. Za czym tak pędzisz „robaczku świętojański”? :)
21 grudnia 2007, o godzinie 20:23
Bernardzie! Niestety, nie podałeś linku do mojego wpisu, tylko do tego, co sobie na mój temat – zupełnie bez materialnego powodu – zmyśliłeś
i podajesz do uwierzenia. To twój scenariusz a nie moje słowa. Wynika z tego, że sam wymyśliłeś historię i powtarzasz ją tak długo, że sam w nią uwierzyłeś. Na to ja nie mam ani rady, ani odpowiedzi.
To ostatni mój tekst, skierowany bezpośrednio do ciebie.
Nie znaczy to jednak, że nie skomentuję twojego wpisu, jeśli będę na to miała ochotę.
Życzę ci dobrego nastroju w okresie zbliżających się świąt.
Twoje komentarze na mój świąteczny nastrój nie wpłyną.
21 grudnia 2007, o godzinie 20:38
jasnaanielko
podałem linka do cytatu z ciebie i opisu sytuacji. Twoje wpisy sa w komentarzach do tego samego wpisu Gospodarza, poszukaj sobie sama.
.
nie zmartwię się twoim milczeniem – jesli będziesz sie przysyrać do mnie w jakiejkolwiek formie, bede cię prosił, żebyś sie odpierwiastkowała i dopytywał jak tam twoje badania nad kolorem zydowskich oczu.
.
wesołych swiat i przemów w wigile ludzkim głosem.
.
b.
21 grudnia 2007, o godzinie 20:40
I świąteczny dżołk.
.
Czy kupilibyscie samochód od faceta na zdjęciu?
http://paradowska.blog.po......pl/?p=139
.
pozdrawiam
Bernard
21 grudnia 2007, o godzinie 21:43
Przyjemnych zrelaksowanych Siąt, miłującej się Rodzinie, życzy
S t a n
Minister Pełnomocny Rosy
i
Dyrektor Gabinetu Politycznego Fidela
21 grudnia 2007, o godzinie 22:09
Zofia
„Rany Boskie, , ale zmieniła mi się optyka przez te 3 dni nieobecności!
Kiedy testowałam na własny użytek brukselskie metro (taniej i szybciej) …”
-
Od czego taniej i od czego szybciej, nie kończysz myśli, chyba nadmiernie rozbieganych? Brukselskie metro jest brudne, ciemne i wąskie (z lat 60, niemodernizowane). Do warszawskiego, które jest czyste, szerokie i oświetlone, a w dodatku bezpieczne, ani się umywa. Czy pierwszy raz podróżowałaś metrem i sąd ten zachwyt? To w PRL pisywało się zagraniczne reportaże zza biurka, a ten twój wpis częściowo tak wygląda.
-
To co widziałam w stołówce “pracowniczej” Parlamentu Europejskiego przechodzi nasze, polskie pojęcie (….) Jedzonko niezłe, tanie i kuchnie z rożnych stron świata”.
-
Według mnie tam się jada jak się musi (zbyt wiele potraw jest poprawnych dietetycznie – o smaku trawy). Gosc w Brukseli powinien udać się na mule podlane białym winem, ewentualnie piwem o wdzięcznej nazwie Kwak – moje ulubione. Eltarnty belgijski klasyk.
-
„W taksówce woził mnie Murzyn i Palestyńczyk, pocztówki sprzedawał jakiś Arab, wszyscy z płynną francuszczyzna oraz przeważnie znający angieleski. W hotelowej recepcji – urocza Chinka, Arabka i latynoska”.
-
Przyjaciel nie był zazdrosny o te chińskie małpeczki? :) Należało – schodząc z centrum – minąć Grand Place i iśc dalej w kierunku Place Saint Catherine, minać go i pospacerować, najlepiej wieczorem, w dzielnicy arabskiej. Może nie byłoby tak uroczo, ale o ileż więcej adrenaliny. A i przyjaciel mógłby wykazać się męstwem w obronie czci niewieściej zagrożonej przez potomków Saracenów. Na plus zapisuje ci, że nie nabrałas się na „słynne brukselskie czekoldaki” (przynajmniej nic o tym nie piszesz), bo to okropieństwo jedyne w swoim rodzaju. Z kolei dałaś się nabrać na miejscowe koronki. Prawdziwe koronki to były wówczas kiedy w Brukseli były jeszcze prawdziwe Beginki. Teraz to Cepelia i obciach. Ale skoro przyjaciel płacił? :)
-
Trzeba było w drodze powrotnej jednak zawadzić o Norymbergę, może i przyjacielowi by się to przydało? W końcu to nie tylko miasto Wita Stwosza.
21 grudnia 2007, o godzinie 22:14
Zyczenia szalonych i spokojnych świat dla Gospodarzai i Wszystkich Blogowiczów.
Zofio gratulacje i morza tematów do sporów w nowym roku.
Najlepsze koronki brabanckie pochodzą z Wietnamu.
Głosie czy to Ty prowadzisz starego „Wartburga” w kapelutku?
Bernardzie i Nelu ubierajcie stroje i dalej w kolędowanie.
Edwardzie zlituj się – może byś podał jakie jasełka.
Bars czekamy na ciepłe zimowe klimaty.
Lex nie żartuj, że nigdy nie byłes w Sosnowcu?
Pawle – czy koś stał za Rywinem? – polecam „Wahadło Foucoult”
Gospodarzu dużo zdrowia i zapału do prowadzenia bloga życzy Piotruś
21 grudnia 2007, o godzinie 22:15
Bernard
„Czy kupilibyscie samochód od faceta na zdjęciu?
http://paradowska.blog.po......pl/?p=139
-
Jeśłi bronił złodziei samochodów to może mieć niezłe bryki po przystępnej cenie. :)
21 grudnia 2007, o godzinie 22:17
i ciekawe, że Fidel to kot takiej dziewczyny
21 grudnia 2007, o godzinie 22:23
Stan
„Przyjemnych zrelaksowanych Siąt, miłującej się Rodzinie, życzy
S t a n”
-
„Siąt” – czy to jakaś ryba z kubańskich rzek, podobna do naszej sieji wędrownej, ryby smaczej ale chronionej? Nie wąpie, że znasz się na rzeczy. A propos, po ile sę watpie, bo karpie w Warszawie drogie, po 23 zł.
21 grudnia 2007, o godzinie 23:32
Dowcip przedświąteczny: „Byłem w ZOMO, byłem w ORMO teraz jestem za Platformą”.
21 grudnia 2007, o godzinie 23:53
5 lat temu ok 20 Grudnia pierwszy raz zaczepił mnie WARS (potem DrWARS, Major WARS, Black Wars) na tg pisujący tu pod wieloma nickami. Potem, przed świętami Wielkiej Nocy zaatakował mnie Saurid (Kabongo, BOŚNIAK, SANCHO, SĄNCZQ, Akrecja, joe, Henoch, Ares, LaSida i wiele innych nicków). Do tej pory napisali do mnie, koło mnie itd setki tysięcy liter a może więcej. Jest też tu ave, który miał mniej nicków i niemal nie zaczepiał (Bez Nazwy, Baltazar, Nadir itd). Nie wiem czy pisuje tu dubler DrWARSA DUCZE. Jako Bernard objawił się ze zdjęcia ktoś jeszcze inny. Zasadnicza wojna toczyła się tylko ze str DrWARS i BOŚNIAK. Stosowano przez ten cały czas metody NLP. Od kilku miesięcy wiem, że to dokładnie co najmniej to. I wiem, że była to próba (poza szeregiem drobniejszych) ze str tego drugiego najpoważniejszych przestępstw. DrWARS używał tego głównie do prowokacji homo i przywiązania do konfliktu, w zasadniczym celu śladowo. Ten drugi śladowo choć dłużej prowokacji homo i do zasadniczych zmian świadomości maksymalnie. Poczucie bezkarności z perspektywy czasu i wagi przestępczej metod typowe chyba dla wyjątkowych zomowców lub ubeków. Państwo prywatne, nijaki Rutkowski pewnością siebie i wulgarnością epatowania poczuciem wszechmocy wysiada w przedbiegach.
21 grudnia 2007, o godzinie 23:53
Mawar
Dowcip przedświąteczny: “Byłem w ZOMO, byłem w ORMO teraz jestem za Platformą”.
—
Ależ dzisiaj wysyp dowcipów. :) Najpierw Sakiewicz:
http://tomaszsakiewicz.sa.....index.html
wzniósł sie na szczyty, aż nawet internauci przyznali, że jest w tym równie świetny jak późny Pietrzak i ani chybi musiał być autorem przezabawnego tekstu o czterech Ziobrach w wykonaniu Rosiewicza. A teraz Mawar. Tak mnie to ubawiło, że nie wiem czy zasnę z wrażenia. Ale żeby nie było za pięknie. I tak daleko im do dowcipu tysiąclecia prezesa Kaczyńskiego – tego o tym, jak Oni stoją w miejscu, gdzie wczoraj stało ZOMO. Tylko boki zrywać ze śmiechu.