Jestem z Układu


Na żurawią polanę!

LICZNIK PREZYDENCKI
Do końca kadencji “Prezydenta Swojego Brata”
zostało 548 dni (już poniżej dwu lat).

Zapraszam Państwa na polanę, gdzie żurawi stado śpiewających o świcie i o zmierzchu swoją żurawią pieśń. Mam na mojej wsi kilka takich polan wokół. Jeszcze nie słyszałem słowika, ale już kukułkę i pięknie wyśpiewujące kosy a także liczne inne głosy. Z każdym dniem koncert ptasi coraz głośniejszy i coraz bardziej zróżnicowany. Brzmi lepiej jak trele polityczne, choć nie wybrzydzam za bardzo.

Skomentowano 128 razy to “Na żurawią polanę!”

  1. jasnaanielka napisał(a):

    Skoro jako ostatnia wpisałam się pod poprzednim, to może otworzę kolejny… Jestem na polanie! Witam wszystkich!

  2. Ewa-Joanna napisał(a):

    To Jasnaanielko opowiedz jak wrocisz o wrazeniach, bardzo jestem ciekawa. Nie bardzo kojarze Monopol, pewnie malo tam bywalam :)
    Gdzie on jest?

  3. jasnaanielka napisał(a):

    Jak to gdzie?!!! Na przeciwko Opery!

  4. jasnaanielka napisał(a):

    Ewo-J
    http://bi.gazeta.pl/im/1/.....10741N.jpg
    To. co wystaje takie jasno-żółte za Monopolem, to Opera.
    Jak popatrzeć w lewo – skos, to będzie RENOMA.
    Można sobie wklepać „hotel monopol Wrocław” i jest sporo informacji :)

  5. Ewa-Joanna napisał(a):

    Rzeczywiscie wystaje ;) Nie zwrocilam uwagi na wystawanie. Ale chyba za moich czasow Monopol byl malo interesujacy, wtedy oddano do uzytku Panorame ;)

  6. jasnaanielka napisał(a):

    W Monopolu były fajne potańcówki w kawiarni na piętrze – po szerokich schodach. Kiedyś przyjechał do Wrocławia nasz kolega ze szkoły, wówczas komandor kapitan floty wojskowej wraz z kolegą służbowo, w pięknych, mundurach ze złotymi paskami na rękawach i kołnierzach. Byli kilka dni i w godzinach poza służbowych biegaliśmy na te tańce.
    I zdarzyło się, że zeszłam do toalety na półpiętrze, a kolega poszedł ze mną i czekał na podeście, przed przybytkiem, aby nie spotkała mnie nieprzyjemność ze strony pań, będących tam „służbowo”. Kiedy wyszłam, kolega był purpurowy a włosy miał jakby bardziej sterczące, niż zwykle. Powiedział; „Masz pojęcie, co mnie spotkało? Wyszła jakaś pani i dała mi dwa złote!!!” Co to znaczy, nie znać się na mundurach i dystynkcjach :D Do dziś się z tego śmiejemy :D

  7. Zdzislaw_1 napisał(a):

    Witam Panie
    które rozpoczęły blog wrazeniami o Monopolu mysle że to hotel we Wroclawiu,za mojej mlodosci slynąl na cała Polske .Juz nie pamietam z czym,ale wydaje mi się ze z dancingami.
    Tak smamo jak w Krakowie knajpa Feniks. Prawie kazde miasto w ktorym troche bylem zwiazany maiały takie swoje miejsca.Lublin Ziemiańsdka Powszwechna mniej Europa (bo droga) Łódz takze Ziemianska Casanowa to taka troche spelunka bawili sie tam geszefciarze,Grand i sale malinowa itp. tam dzialali bikiniarze no i Ymca Łódzka i Melomani (mMatuszkiewicz,Sob ocinśki wWojciechowski,zapomnialem nazwiska pianisty troche kulał). Fajne to byly czasy. Tylko juz nie pamietam ale to nie był PRL jeszcze Rzeczpospolita Polska.
    No i póżniej juz poszło jak poszło stopniowo likwidowali te namiastki zachodu zaczeli chyba od YMCA, iweszlismy w zgrzebny okres Gomułki.
    Ale teraz ad rem co sadzicie Panie o tej sprawie (rocznica wejścia do Uni) czemu bojkot tej rimprezy
    http://www.dziennik.pl/po.....ote_367619
    Nie sledzilem więc nie wiem ,przecież to impreza Ogólopolska więc chyba nie jest ważne kto organizuje a zreszta kto ma organizować jak nie rząd?
    Prosze o naswietlenie mi tej sprawy jeżeli ktoś ma większe wiadomości na ten temat.
    Pozdrawiam

  8. dark side napisał(a):

    mily Macku,
    obiecany komentarz do wpisu:
    http://kuczyn.com/2009/04.....ment-75159
    Bardzo podoba mi sie idea stojaca za Twoja propozycja- by panstwo dalo prace (niskoplatna i w dziedzinach gdzie wystepuja braki) wszystkim, ktorzy chca pracowac. To bylby ideal :) Zgadzam sie tez z wnioskami, ze rozwiazaloby to wiele problemow spolecznych. Jednak mam kilka uwag technicznych, ktore stawiaja pod zankiem zapytania realnosc takiego pomyslu.
    1. realne koszty takiego przedsiewziecia. nie wiem czy piszac o resocjalizacji wiezniow i odpracowywaniu wyrokow oparles sie na jakiejs statystyce – jaki procent spoleczenstwa stanowia te osoby i jakie sa realne koszty i dochody z zatrudnienia ich. Innymi slowy ile trzeba doplacic do roboczogodziny
    Ponadto w niektorych krajach wiezniowie zatrudniani sa w warunkach ekstremalnych. tam gdzie trudno znalezc chetnych do pracy np. przy odpadach radioaktywnych, lub skazeniach chemicznych. jest to swego rodzaju element kary. obawiam sie troche pokusy, by taka oferta nie do odrzucenia nie byla kierowana do bezrobotnych.
    2. piszesz o zatrudnieniu osob, ktore chca podjac prace. Co z tymi, ktorzy nie chca podjac pracy? jakies 4-6% kazdego spoleczenstwa. Lub tymi, ktorzy nie podejma jej z innych wzgledow (jak narkomani, nalogowi alkoholicy i prostytutki, o ktorych piszesz). czy Twoja propozycja stawia ich calkiem poza systemem, czy postulujesz powolanie dwuch urzedow – jednego dla bezrobotnych- pracujacych (:))), a drugiego dla niepracujacych.
    3. co z osobami aktywnie szukajacymi pracy? na pewno wiesz, ze szukanie pracy zajmuje mnostwo czasu i pochlania sporo energii. Samo wynajdywanie i weryfikowanie ofert w internecie oraz zbieranie informacji o firmie to prawie pelny etat, pozniej trzeba na te oferty odpowiadac madrze, tzn. modyfikowac wysylane dokumenty, tak by odpowiadaly potrzebom konkretnego stanowiska pracy. Pozniej jest rozmowa kwalifikacyjna. W moim wypadku np. to nie jest jedna rozmowa tylko conajmniej dwie- profesjonalne i trudne, do ktorych trzeba sie solidnie przygotowac. oprocz sprawdzania kwalifikacji zawodowych odpowiada sie na dziesiatki podchwytliwych pytan, z reguly w kilku jezykach, ktorych plynna znajomosc sie wczesniej deklarowalo. rozwiazuje testy psychologiczne, ktore maja pomoc specjaliscie w stworzeniu profilu, sprawdzic motywacje , zaangazowanie i odpornosc psychiczna oraz to czy ten akurat profil pasuje do wymagan stanowiska. pozniej firma ma kilka dni na przygotowanie warunkow kontraktu, po jego otrzymani potrzebny jest czas na analize tych warunkow ewentualne renegocjacje i podjecie decyzji ostatecznej. Jesli takich ofert jest kilka, caly proces moze zajac dobrych kilka tygodni, podczas ktorych potencjalny pracownik musi przebywac w poblizu miejsca pracy ( z reguly w duzym miescie). nie za bardzo moze sobie pozwolic na to, by kopac rowy w rodzinnej miejscowosci i dojezdzac co drugi dzien na spotkanie.
    .
    Tak wiec Twoja oferta jest swietnym rozwiazaniem, ale tylko dla pewnej grupy bezrobotnych, dosc scisle okreslonej:np. ludzi, ktorzy chca pracowac, szukaja pracy „na miejscu” lub w bilskiej okolicy, sa zdrowi, sprawni fizycznie i dyspozycyjni np. nieobarczeni malym dzieckiem lub osoba wymagajaca opieki.
    Tak ustawiona poprzeczka eliminuje sporo osob stawiajac je poza systemem. I to jest glowna wada, choc nie mam nic przeciwko temu, by taki program wprowadzic OBOK innych rozwiazan.
    pozdrawiam serdecznie,
    .
    dla Narciarza:
    Drogi Wojtku- baaardzo spoznione, ale rownie serdeczne STO LAT na stoku!

  9. dark side napisał(a):

    Dla Anielki i wszystkich inych wielbicieli talentu KOnstantego Ildefonsa w ramach mojej samobojczej akcji propagowania muzyki rokowej wsrod melomanow :)
    http://www.youtube.com/wa.....J56_QW3IAI
    .
    do poczytania

  10. Ewa-Joanna napisał(a):

    Ja za to mialam przygode w Ratuszowej, ktora otwierala sie o 8 rano i w sam raz pasowala mi na mocna kawe przed egzaminem z ekonomii politycznej. A ze sie spieszylam, to siadlam blisko wyjscia zeby tak szybko te kawe lyknac i uciekac.
    A bylo tam paru panow w delegacji pewnie i furt podchodzili do mnie i usilowali sie przysiasc, az wezwalam kelnerke i sie naskarzylam! Cos im powiedziala i byl spokoj. Dopiero potem kolega mi powiedzial, ze usiadlam przy „kurewskim” stoliku!

  11. jasnaanielka napisał(a):

    Muzyka rockowa na żywo jest dla mnie nie do słuchania, ale z płyty – owszem, mogę. I nawet mi się podoba.
    Ale kiedyś, z okazji Festiwalu Piosenki Aktorskiej poszłam na koncert Kazika. Był to program „Tata Kazika”. Z trudem wysiedziałam, mało mi zelówki nie odpadły, takie było nagłośnienie. Zupełnie nie dało się odróżnić, co śpiewali, bo hałas był powalający. Po paru dniach ten koncert był odtworzony w TV i okazało się, że słowa piękne i ciekawe, muzyka całkiem, całkiem. Ale już nie było tego cyklonu w uszach.

  12. Zofia napisał(a):

    Skoro żurawie, polany ect. za chwilę będzie wiosennie.
    Wczoraj w ramach odreagowania wielogodzinnego siedzenia przez dwa dni na polsko-ukraińskim Forum i słuchania dyskutujących, jak zwykle wybrałyśmy się z Diorą na dłuższy pobyt w parku by odetchnąc innym klimatem.
    Jak nastolatka przezywałam olśnienia, bo uświadomiłam sobie, że moje fascynacje barwami jesieni nieco bledną, wobec tego co wiosna wymalowała w parku.
    Zawsze wiosna kojarzyła mi się z kwiatami i forsycjami, nadchodzący maj – z konwaliami, niezapominajkami i tulipanami. Na drzewa i ich barwy mniej zwracałam uwagi.
    Okazuje się, że nie słusznie.
    Wiosna w koronach drzew jest bajecznie kolorowa, zaskakuje kształtami i kaskadami kontrastów.
    Kończę ładowanie zdjeć do albumu picasy, zrobię podpisy i zaraz udostępnię.
    Park, który mam nieopodal domu, im. Żeromskiego, to dawny, przedwojenny cmentarz ewangelicki, pełno w nim drzew niespotykanych na ogół w mieście, wspaniale rozrośniętych cisów, iglaków, są wiekowe buki, dęby, klony i inne szlachetne.
    ***’
    Ponieważ polana dzisiaj – żurawia, uzupełniłam też album z wielkanocnymi wiejskimi klimacikami, oczywiście z żurawiami na niebie, bo tam też bywają i mnie witały wspaniałym kluczem wieczorową porą nad bierzwinieckim jeziorem. Żurawie są w I-szej wersji, drugą uzupełnioną, po przygotowaniu podpisów zaraz uruchomię.
    Dam znać odrębnymi informacjami z podaniem linków.
    Park – ze specjalna dedykacja dla Bars i jasnej Anielki (o jej forsycjach ulubionych nie zapomniałam).

  13. Zofia napisał(a):

    Zapraszam na spacer do szczecińskiego parku:
    http://picasaweb.google.p.....aletaBarw#

  14. Zofia napisał(a):

    Drogi Zdzisławie, faktem jest, ze traktat akcesyjny
    w ostatniej fazie negocjował premier Leszek Miller i razem z ministrem spraw zagranicznych Włodzimierzem Cimoszieczem go podpisał, w obecności Aleksandra Kwaśniewskiego.
    Ale dorobek 5 lat Polski w UE jest dorobkiem wielu poprzednich rządów i ich pracy w okresie tzw. preakcesyjnym.
    Fumy osób zaangażowanych bezpośrednio w prowadzenie Polski do UE są i śmieszne i dziecinne.
    Przecież ich sekretariaty, czy zaplecze polityczne może spokojnie dogadać się z rządowa strona organizacyjną w sprawie tych obchodów 5-lecia i ustalenia kto ma ważniejsze krzesło a kto mniejsze, kto pierwszy gada z mównicy a kto drugi.
    Wita i rozpoczyna premier – bo jest gospodarzem. I tu nie ma kontrowersji.
    Szef komisji sparz zagranicznych PR – Saryusz-Wolski nie powinien się akurat tutaj afiszować, bo jest pionkiem w machinie, jeśli już to obecny szef polskiej dyplomacji.
    Obok premiera aktualnego winien być Leszek Miller, jako ten, ktory dokumenty akcesyjne podpisywał, obok Sikorskiego – Cimoszewicz i obok Kaczyńskiego – Kwaśniewski.
    Powinni być zaproszeni wszyscy prezydenci od gen. Jaruzelskiego począwszy, jak i premierzy od Mazowieckiego począwszy, także wszyscy szefowie polskiej dyplomacji.
    cale to towarzystwo winno wznieść się do diabla, nad urazy, animozje i osobiste anse – bo Polska jest jedna i nasz wszystkich, anie polityków i ich ugrupowań politycznych.
    Panowie z establishmentu politycznego najwyższej półki zachowują się jak głupie dzieciaki, którym należy wlać w tyłek, bo przesadzają.
    Przypominam więc tym wszystkim panom z waporami i histeriami godnymi pań w klimakterium – ze to Naród w referendum opowiedział się za wejściem do UE a oni w jego imieniu dokonali administracyjnej roboty. Żadnej laski nie zrobili, tylko wykonali swoje nałożone im przez Polaków zadanie.
    Jako ewidentna część tej części Narodu, który wypowiedziała się za wejściem Polski do Wspólnoty Europejskiej – uważam, że mają skończyć ze swoimi atakami wybujalego ego, ochlonać i być na zgodnie uroczystościach.
    To nie ich prywatne święto ale nasze wspólne, narodowe, całej Polski, a nie zgorzkniałych dupków z przerostem ambicji.
    To na tej uroczystości, premier Leszek Miller winien rozpocząć promocję swojej książki, to w czasie tej uroczystości prezydent winien wręczać medale, odznaczenia i inne formy wyróżnień, a nie na jakieś tam prywatno-prezydenckiej imprezce dla wybranych.
    Na pogrzebach jakoś się nie żrą i nie gryza, ale jak trzeba świętować wspólny, polski sukces – to awantura na 102 fajerki, bo każdy chce być najważniejszy – choć najważniejszy jest tu Naród a nie okresowi politycy we władzach.
    Koniec kropka.
    .

  15. jasnaanielka napisał(a):

    Brawo Zofia!
    Właśnie to należałoby powiedzieć głośno i wyraźnie wszystkim tym obrażonym, urażonym i niedocenionym.
    Ich fochy obrażają NAS – NARÓD, który ich wybierał, aby reprezentowali nas godnie na zewnątrz i dbali o interesy państwa.
    To nie są imieniny cioci, gdzie Kazio może nie przyjść, bo się obraził na Władzia. I ktoś to im powinien wreszcie uświadomić.
    ;
    Zaraz sobie pooglądam fotki…

  16. Andy54 napisał(a):

    Drogie Panie

    Marzenia jak ptaki lataja po niebie jak nie pada,
    a jak pada to nie lataja.

  17. Engelbert napisał(a):

    Spring’s coming, and as usual I start singin’:

    „Raindrops keep falling on my head
    but that doesn’t mean my eyes will soon be turning red.
    Crying’s not for me, cause
    I’m never gonna stop the rain by complaining
    because I’m free
    nothing’s worrying me.”

    …even Blue Brothers JLK.

  18. Lex napisał(a):

    Coś się porobiło pod poprzednim wpisem Gospodarza więc mój wrocławski post wspomnieniowy na temat Monopolu i nie tylko tu powtórzę:
    *
    W Monopolu byłem. I gorzałkę tam piłem. W Klubowej ( Klubowa mieściła się w takim wypalonym budynku, po lewej stronie Świdnickiej patrząc w kierunku Rynku. Od Monopolu nie było to daleko) też.
    A do baru Centralnego ( na parterze PDT od strony Pl. Kosciuszki ) chadzałem na piwo. W Centralnym był chyba najdłuższy w PRL bufet – miał coś ok. 30 m. długości . A w nocy przesiadywałem w Bombonierce – takiej małej kawiarance, która mieściła się na Dworcu Głównym – po lewej stronie od wejścia. Czynna była całą dobę, z krótką przerwą na sprzątanie koło godz. 2 w nocy.
    Kiedy spałem ? Nie pamiętam…

  19. Lex napisał(a):

    A do Ratuszowej w Rynku też chodziłem, ale rzadziej. A najlepsze obiady były w takiej prywatnej restauracji przy ul. Szewskiej. Nazwa jej pochodziła bodajże od nazwiska właściciela, a przynajmniej tak się potocznie o niej mówiło. Nazwiska właściciela, niestety – nie pamiętam. Pamiętam natomiast, że zawsze był tam tłok.
    PS. O dziwo, nie bywałem w Piwnicy Świdnickiej …… Tam chyba jakiś klub był ??? (Lata 1960 – 1965).
    Anielko ?

  20. Zofia napisał(a):

    Andy 54
    nie pada, ptactwo lata, marzenia także.
    A marzenia te są realne, nawet nie trudne do zrealizowania, gdyby tej odrobinie jeszcze rozsądnych w sferach rządzących chciało się chcieć.

  21. Torlin napisał(a):

    Całkowicie się z Tobą Zosiu zgadzam. To jest niemożliwe, jak my się niczego nie nauczyliśmy, powtarzamy wszystkie błędy przedrozbiorowe. A już mi się wydawało, że od Okrągłego Stołu wreszcie Polska znormalniała. To jest niewiarygodne, jak dużo złego zrobili Kaczyńscy.

  22. Zofia napisał(a):

    Torlinie,
    niestety to prawda, szkody społeczne są przeogromne….

  23. miner napisał(a):

    Wałęsa z Kwasniewskim obrażają się na Tuska.
    A zawistnicy piszą: „niewiarygodne jak wiele złego zrobili Kaczynscy” i z przejęciem kręcą wirtualnymi głowami.
    .
    Gdzie indziej znajdzie sie taki bełkot? Tylko w skansenie kuczyn.com :)

  24. jasnaanielka napisał(a):

    Lex – może o to ci chodziło?
    Przy Szewskiej, jeszcze przed jej poszerzeniem, w starej kamienicy na tyłach SDH „Feniks” była restauracja bez szyldu. Właścicielem był lwowiak Fonsio.
    Cały uniwerek od profesora, po studenta chodził do Fonsia. W sali na dole był bufet, za którym rezydował Fonsio i salka gdzie serwowano piwo pod kanapki z jakimś serem. Był koziołek i koza. Tego nie próbowałam, bo wtedy piwa nie piłam. Po kilku schodkach, za bufetem była nieduża salka jadalna z kilkoma stolikami. Wszystkie krzesła zawsze były zajęte, goście jedli i wychodzili, następni czekali stojąc na wolne krzesło. Kiedy już się usiadło, natychmiast podchodził pikolak, młody chłopiec w białej marynarce i podawał kartę. Wybór był od bigosu i kaszanki podsmażanej po zrazy, gęś a bywało i zająca!!! Dań kilka, lecz różnych i na każdą kieszeń. Zupy zwykle dwie i kompot. Skoro się odłożyło kartę zjawiał się kelner, też w białej marynarce, przyjmował zamówienie i w mgnieniu oka podawał to, co zamówione. Nie siedziało się tam przy jedzeniu, bo następni czekali, więc rotacja była szybka. Wstawszy od stołu, schodziło się do bufetu i meldowało Fonsiowi, co się było zjadło i płaciło się rachunek. Lokal funkcjonował do czasu wyburzenia starych kamienic i poszerzenia ul. Szewskiej. Nowego Fonsio nie otworzył, pewnie był już wiekowy, albo nie dostał zezwolenia na działalność.
    ;
    Była też maleńka kawiarenka na kilka stolików przy starej Świdnickiej – też przed wyburzeniem starych kamienic i poszerzeniem ulicy, naprzeciw sklepu „Telimeny”. Kawiarenka „Bagatela” miała chyba 5 stolików a za bufetem też stał lwowiak Emcio – całuję rączki. Na bufecie stała duża micha bitej śmietany do kawy, zwanej „murzynek”.
    Tam piłam z moją przyjaciółką pierwsze kawiarniane kawy, z ogromną górą tej śmietany, która nie osiadała i nie rozpływała się, tylko do końca dawała się jeść łyżeczką.
    Obok był prawdziwy fotoplastikon!!!
    ;
    Do Piwnicy Świdnickiej też nie chodziłam, ale do Ratuszowej oczywiście! I do Pałacyku. I do „Literackiej” w suterynie TPPR-u.

  25. Ewa-Joanna napisał(a):

    Lex,
    to chyba byl lwowiak ten wlasciciel knajpki na Szewskiej, jakos tak go nazywali – Fąsio, i schodzili sie tam Lwowiacy na wspominki i kolduny.

  26. Ewa-Joanna napisał(a):

    O, nie zalapalam sie na Jasnaanielke ;) Przepraszam!

  27. Ewa-Joanna napisał(a):

    Doskolanle Zofio!
    Czy moge skopiowac fragment koncowy i wpychac go wszedzie gdzie sie da? Niech i inni poczytaja. :)

    Snilo mi sie, ze bylam w Warszawie i nie moglam wyjechac, jezdzilam w kolko po jakichs robotach drogowych i straszliwie sie balam, ze pomyle strony jezdni i pojade po lewej :)

  28. Ewa-Joanna napisał(a):

    Czytaliscie Palikota?
    http://palikot.blog.onet.pl/
    Ubawilam sie.

  29. Kranadha napisał(a):

    Torlin i Zofia.
    `
    To jest super. Dwoje Kaczorow przerobilo cale spoleczenstwo na matolkow. Jednak maja talent niezaprzeczalny.
    `
    Torlin :”To jest niemożliwe, jak my się niczego nie nauczyliśmy, powtarzamy wszystkie błędy przedrozbiorowe. A już mi się wydawało, że od Okrągłego Stołu wreszcie Polska znormalniała. To jest niewiarygodne, jak dużo złego zrobili Kaczyńscy.”
    `
    Moim zdaniem Polska wlasnie tak teraz wyglada. Przed rozbiorem. SZLACHTA.

  30. Kranadha napisał(a):

    Palikot – autorytet – WC

  31. Kranadha napisał(a):

    Wedlug Polikota 0 – Kto nie byl internowany od razu to jest nic nie warty. Ja tez jestem gowno warty bo w zakladzie na mnie czekali, zabrali mnie do gabinetu dyrektora, dostalem odpowiednie instrukcje i przedstawiono mi opiekuna SB. Pozniej ich mialem kilku z osobistym aniolem strozem ktory pilnowal mnie 8 godzin. Starszy sierzant sztabowy- czyli zlew WP. Internowany zostalem pozniej bo nie rozumialem instrukcji.
    `
    Czyli gowno warty jak „Kaczory”

  32. Zofia napisał(a):

    Ewo-Joanno
    ,oczywiście, że możesz, ale popraw literówki, z góry dziękuję!!!
    Saryusz-Wolski jest przewodniczącym komisji spraw zagranicznych PE (Parlamentu Europejskiego).
    ***
    Kranadha,
    nie przerobili Kaczyńscy polskiego społeczeństwa – ale wyzwolili w nim negatywne emocje i zachowania, nobilitując je do rangi cnót i dając im przez 2 lata przyzwolenie na istnienie w działaniach publicznych.
    Obecnie – powielają to zachowanie i emocje w parlamencie i na stolcu prezydenckim.
    Przykład idzie z góry w myśl zasady – ryba psuje się od góry, czyli łba.
    Drastyczne podziały w społeczeństwie stały się faktem, etykietowanie ludzi – faktem,
    upolitycznienie wszystkiego, co się dało – faktem,
    determinowanie każdego kroku Polaków przeszłością – faktem, przekładanie osobistych korzyści politycznych nad dobrem wspólnym – faktem,
    prezydentura jednej partii – faktem.
    intryganctwo, jątrzenie i sianie nienawiści w życiu politycznym – faktem,
    obmowa, plotka i pomówienie – jako norma polityczna – faktem.
    To jest bilans, i to nie cały, społecznego dorobku rządów Kaczyńskich w Polsce.

  33. EWa-Joanna napisał(a):

    Kranadha,
    mam osobiste pytanie, mozesz mi nie odpowiadac.
    Czy wtedy, w tamtych latach, robiles to co robiles, bo uwazales to za sluszne, czy tez zabezpieczales sobie bohaterska przyszlosc?
    Bo wiesz, jezeli robilo sie to z powodu przekonan, to nie wystawia sie teraz biustu na ordery i nie wymaga podziwu.

  34. EWa-Joanna napisał(a):

    Dziekuje Zofio. :)

  35. Zofia napisał(a):

    Ewo-Joanno,
    cała ta sprawa z teczkami Jarosława Kaczyńskiego – jest problematyczna dla Kaczyńskiego.
    I wrzeszczenie, że to co ujawnia poseł Palikot jest nieprawdą – jest ze strony PiS dziecinadą.
    Jest w zapisach IPN dot. Jarosława Kaczyńskiego kilka spraw do wyjaśnienia.
    Domaganię się przez posła Palikota analiz i wyjaśnień ze strony IPN uważam za nader słuszne.
    Tu nie chodzi o statystycznego Kowalskiego, ale o b. premiera i szefa największej, jak na razie partii opozycyjnej w Polsce.
    Wg tego, co IPN ujawnia na swojej stronie internetowej:
    * W dwóch wypadkach – teczki z materiałami operacyjnymi dot. Jarosława Kaczyńskiego – zostały w jednym przypadku – zniszczone w 1989 r. IPN nie podaje w którym miesiącu, w drugim – nie podaje żadnej daty.
    Chodzi o okres 1979 – 1982 r.
    IPN podaje, że Jarosław Kaczyński był zarejestrowany 14.02.1979 a wyrejestrowany 10.09.1979 w wydz. III KW MO w Płocku.
    4 tomy materiałów operacyjnych na jego temat złożono w wydz. C KM MO w Płocku pod nr. 373/II i wg IPN zniszczono komisyjnie w 1989 r.
    Ciekawostka – dlaczego, skoro innym działaczom opozycji pozostawiono.
    W następnym roku J. Kaczyński był zarejestrowany w wyd. III KWMO tym razem w Białymstoku (od 18.02. 1980 do 24.09. 1982) pod ksywką „Prawnik”. I tym razem akta operacyjne syg. II-2562 zostały zniszczone.
    Nie wiadomo kiedy, IPN nie podaje.
    Daty rejestracji nasuwają domniemanie, iż odpowiadają czasowi „semestralnemu” zatrudnieniu J. Kaczyńskiego w tych miastach – Płocku i Białymstoku, w filiach jakieś uczelni.
    *
    Jako figurant – J. Kaczyński został zarejestrowany w aktach spraw „Klan” (czyżby chodziło o klan rodzinny?) i sprawy „Związek” pod ewidencją nr 37004, oraz w sprawie „Liga” (nr ew. 65401).
    Jako „JAR”, Jarosław Kaczyński został zarejestrowany w okresie od 20.01 do 18.08.1982.
    Dokumenty są w ewidencji IPN:
    IPN BU 0204/1599 – tom 1.
    IPN BU 0139/1423 – tom 2.
    Akta te zostały zarchiwizowane pod nr 51434/II (t. 1-2) a ich mikrofilm znajduje się pod syg. IPN BU 01222/1423 (nr arch. 8920/2).
    Wszystkie te informacje podaje IPN na swojej stronie internetowej.
    Podaje także taka informacje:
    W tomie nr 2 kwestionariusza ewidencyjnego „JAR” znajduje się, jak podaje IPN, sfałszowane oświadczenie o zaniechaniu szkodliwej działalności na rzecz PRL (tzw. „lojalka”).
    Pismem Ppl Wa 73/08/3 z dnia 14 października 2008 r. prokurator IPN „zarządził o pozostawienie tej sprawy bez dalszego biegu wobec nie stwierdzenia wątpliwości , co do zgodności oświadczenia lustracyjnego”.
    I tu należy się publiczne wyjaśnienie – dlaczego prokurator dopiero w październiku zeszłego roku podjął taką decyzje.
    A nie przy wcześniejszych oświadczeniach lustracyjnych Jarosława Kaczyńskiego.
    ***
    Mnie osobiście IPN-owska teczka osobowa z zapiskami tajniaków prezesa PiS nie interesuje. Tak samo jak teczka każdego innego Polaka.
    Ale skoro prezes PiS – posługuje się w działaniach politycznych zapiskami z takich teczek wobec ludzi, zwłaszcza swoich oponentów politycznych – to należy domagać się uczciwości historyków i prokuratorów IPN i zadać, by dokonali takiej samem wiwisekcji, jakiej dokonują na innych ludziach opozycji.
    Tylko w taki sposób możne być wiarygodnym politykiem.
    nie sądzę, by dokumenty, które trafiły do rąk posła Palikota są podróbkami, raczej są autentycznymi kserokopiami z mikrofilmów IPN.
    Ale należy to sprawdzić.

  36. Zdzislaw_1 napisał(a):

    Krandaha

    Powiedz ,czyli napisz dlaczego jako jedyne argumenty u Ciebie to przekonanie ,że Ty tak uważasz?
    Podaj kontr argumenty dla pytań i zapisów przez IPN jak to podała ZOFIA.Zresztą Ona nie mówi że to są autentyki ,podobnie jak Palikot, tylko mowią ze budzi to nie tyle podejrzenie, co wątpliwości i ja np. dyletant w tych sprawach przyznam racje tokowi rozumowania Zofii i Palikotowi niz Tobie ,bo Ty jedynie mówisz że to nieprawda.
    Kandaharze odpowiedz dlaczego mam Tobie wierzyć?
    Pozdrawiam

  37. Lex napisał(a):

    Anielko, Ewo-J. Dziękuję za odświeżenie pamieci.
    Za „moich czasów” ul. Kuźnicza i Szewska tak mniej więcej od ul Igielnej (?) w kierunku Uniwersytetu były niezabudowane – po obu stronach były puste place po dawniejszej zabudowie. Te pustki były niemal do samego końca, tj. do Uniwersyteckiej. Pod koniec Kuźniczej po lewej stronie były 2 ocalałe budynki; w jednym wypalonym od góry do I pietra mieściła się jakaś kawiarnia (nazwy nie pomnę), a w drugim , tuż obok mieściła się na parterze studencka stołówka prawników. Po przeciwnej stronie był też jeden budynek, w którym chyba na I piętrze mieścił teatr Kalambur ( wtedy jeszcze z Lubaszenką – ojcem). Między Kuźniczą i Szewską był pusty plac, a pod koniec Szewskiej po lewej stronie też był jeden ocalały budynek, w którym się mieściła bodaj Filologia i Studium WF oraz studencka stołówka filologów. U Krajewskiego (tego od wrocławskich kryminałów) wyczytałem, że w tym budynku we wczesnych latach międzywojennych mieściła się także dyrekcja wrocławskiej policji, w której urzędował Eberhard Mock (później przeniesiona na Podwale (?).
    No, ale dość tych wspominków, bo jeszcze się wzruszę …..

  38. jasnaanielka napisał(a):

    Lex – Wzruszyłbyś się, gdybyś zobaczył, jak aktualnie wygląda Ossolineum – cudo, cudeńko, bulwar nad Odrą od pl. Nankiera, aż do Elektrowni – obecnie jest odnawiany dalszy ciąg, już przerzucono nową kładkę od Podwala, w stronę ul. Włodkowica. Ma być oszklona i pięknie oświetlona. Trzeba przyznać, że zabytki wrocławskie są restaurowane z pietyzmem i ogromnymi kosztami. Po renowacji wyglądają olśniewająco. Czeka jeszcze w kolejności Hala Ludowa = Stulecia, ale wszystko wskazuje na to, że i ona się doczeka.
    Namawiam cię do odwiedzenia Wrocławia.
    Nie poznasz go i nie pożałujesz. :)
    Teraz się wybieram na rekonesans po odnowionym PeDeCie!!!

  39. jasnaanielka napisał(a):

    Zofio – co ty na to???
    http://passent.blog.polit.....ent-111700

  40. Zofia napisał(a):

    To jest właśnie zakłamywanie historii
    Jasna Anielko.
    dzisiaj, jak zwykle wygnałam Diorkę do parku i na Wały Chrobrego, co pogoda wymarzona na spacery i to dziwaczne świętowanie „wyzwalania, zdobywania, wkraczanie do…” Szczecina” oglądałam na własne oczy.
    Np. flagi narodowe. Miasto je ma na niektórych budynkach urzędów publicznych wiszą, na innych – nie.
    Generalnie na państwowych nie, na – samorządowych tak. I tak wojewoda nie wywiesił, choć wielka bitwa pod Siekierkami była świętowana, nawet ze mszą polową na cmentarzu.
    (Niebawem, jeszcze dzisiaj dołożę do albumiku z parkiem – serię zdjęć ze spaceru, to sama zobaczysz).
    Polska ma problem z Rosjanami biorącymi zwycięski udział w II wojnie światowej.
    Udaje, ze ich nie widzi, tak samo jak – wojska polskiego u boku Armii Czerwonej.
    Jednocześnie rząd sika po nogach z wrażenia, że premier Rosji zaszczyci uroczystości związane z wybuchem II wojny światowe i przyjedzie do Gdańska.
    *
    Prawda jest prosta jak drut – to Rosjanie i wojsko polskie u jego boku, wyzwalali ziemie Pomorza Zachodniego od hitlerowców – w drodze na Berlin, gdzie Polacy zatknęli polską flagę na Reistagu.
    Polska oficjalnie tej biało-czerwonej flagi nad zdobytym Berlinem nie dostrzega, nie potrafi być z niej dumna, nie dostrzega też morza rannych i zabitych w drodze na Berlin.
    To nie żołnierz od gen.Maczka czy Andersa tę flagę wieszał, ale z WP, a to już obecnym historykom nie bardzo pasuje.
    Świętuje się za to niezbyt wielkie triumfy armii Andersa, które nie miały takiego znaczenia dla losów II wojny światowej, jak zwycięstwa bitewne Amii Czerwonej i polskich wojsk u jej boku.
    A jeśli już cokolwiek pisze się o wspólnych walkach Rosjan i Polaków w II wojnie – to z przekąsem, szukając dziury w całym i wyszukując wszelkie błędy i omyłki, na ile tylko się da.
    Natomiast np. sprawę pomocy alianckiej (tj zachodnich państw alianckich) dla powstania warszawskiego, zwłaszcza przy pomocy zrzutów lotniczych – pomija się głębokim milczeniem, bo to prawda nader niewygodna i burzy obraz zachodnich aliantów.
    Lepiej już gadać, że Ruski walczącej Warszawie nie pomogli.
    Jak się przeglądnie zachodnie i amerykańskie materiały na ten temat, to można przetrzeć oczy ze zdumieniem.
    Polecam szczególne przeanalizowanie polityki USA i Wielkiej Brytanii wobec Polski w latach 1944-1949.

  41. Zofia napisał(a):

    Polska flaga nad zdobytym Berlinem:
    http://www.annefrankguide.....iej_pl.jpg

  42. Zofia napisał(a):

    I dla przypomnienia wg Wikipedii, żeby nie było niedomówień, kto zdobywał z grona aliantów stolice nazistowskich Niemiec
    Historia trzech polskich sztandarów w Berlinie
    (…)
    W dniu 2 maja 1945 r. ok. godz. 6 rano, podczas rajdu przez park Tiergarten (w Berlinie) dokonanego przez 2 batalion, część 1 batalionu 3 pułku piechoty i batalion czołgów 66 Brygady Pancernej, żołnierze 7 baterii 3 dywizjonu 1 pułku artylerii lekkiej z 1 dywizji kościuszkowskiej, zatknęli na środku trzeciej kondygnacji Siegessäule (pruskiej kolumnie zwycięstwa) w parku Tiergarten biało-czerwony sztandar.
    Drugą flagę na balustradzie drugiej kondygnacji, na polecenie por. Piotra Potapskiego, powiesili żołnierze z 8 baterii 3 dywizjonu.
    Trzecią flagę powiesiło pięciu polskich żołnierzy z 1 Dywizji Piechoty (byli to ppor. Mikołaj Troicki, plut. Kazimierz Otap, kpr. Antoni Jabłoński oraz kanonierzy Aleksander Karpowicz i Eugeniusz Mierzejewski). (…)
    ***
    Czy ktoś pamięta tych żołnierzy, maja jakąś ulice w Polsce, ktoś ich pośmiertnie wspomina w obecnych czasach?….
    (…)
    Flaga polska na Bramie Brandenburskiej
    Po kapitulacji, na Kolumnie Zwycięstwa i na Bramie Brandenburskiej zawisły biało-czerwone flagi.
    Tuż obok czerwone sztandary wieszali żołnierze radzieccy. Hitlerowskie Niemcy były pokonane.(…)
    ***
    (…)
    1 Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki walki na terenie Berlina rozpoczęła na północno-zachodniej części dzielnicy Charlottenburg. 3 pułk piechoty (3 pp) rozpoczął natarcie z Franklinstrasse i po całym dniu walk dotarł w rejon Englischestrasse, a następnie w nocy po ciężkich walkach zdobył stację kolejową Tiergarten, gdzie wziął 450 jeńców.
    Następnie przeprowadził atak przez park Tiergarten i w dniu 2 maja około godz. 6.55 dotarł w rejon Bramy Brandenburskiej gdzie zetknął się z oddziałami radzieckiej 8 Armii gwardii.
    ***
    Więc czyje to flagi wisiały w centrum Berlina, jakich aliantów?…
    Nie przypominam sobie, by w ciągu ostatnich bez mała 20 lat – ktokolwiek miał odwagę o tym przypomnieć potomnym.
    Pochylić czoło przed tymi polskimi flagami, które są przecież symbolem pokonania hitlerowskich Niemiec!!!
    I których się po prostu ….wstydzimy.
    Czyżby te biało czerwone flagi powiewające w 1945 r nad Berlinem, ówczesnym sercem niemieckiego nazizmu, są gorsze od innych, chociaż są symbolem polskiego męstwa i zwycięskich bitew?
    Nim te polskie flagi zawisły w centrum Berlina, najpierw trzeba było pokonać wał pomorski, stoczyć bitwę pod Siekierkami, wkroczyć do Szczecina. Ich droga do Berlina wiodła przez Pomorze Zachodnie, przez Szczecin.
    O tym wszystkim się zapomina, lub tendencyjnie przemilcza.
    W zamian wymyśla się ustawy o fladze narodowej.
    ***
    To święto jest pewnym polskim kuriozum.
    W dniu, w którym zawisły bialo-czerwone sztandary nad zgliszczami Berlina, stolicy pokonanych hitlerowskich Niemiec – 2 maja – obchodzi się w Polsce święto flagi narodowej i nikt, od chwili uchwalenia tego święta – nie ma cywilnej odwagi przypomnieć tego pamiętnego dnia z 1945 roku ani tamtych polskich flag.
    Dlaczego?….

  43. Zofia napisał(a):

    Skoro pan prezydent RP zrobił się ekspertem od kurników i wysyła je na eksport z Polski do Gruzji, to i tak nie pobije tego co ludzie w „mojej ” wsi wymyślają dla swoich pierzastych:
    Bierzwiniecka kurza rezydencja, nie żadna tam ferma kurza, ale domek dla kur przydomowych, i to nie od podwórka, gdzieś na zapleczu, ale przy ulicy, bo kury są towarzyskie:
    http://picasaweb.google.c.....5181366194
    Dorzuciłam do albumu ponad 20 nowych zdjęć, głownie na koniec albumu, by pokazać, ze polska wieś uległa glębokiej transformacji wraz z wejściem Polski do UE.
    Zmienia się jej wygląd, obyczaje, tradycje, inna jest już estetyka wsi.

  44. Lex napisał(a):

    Kontredanse wyprawiane przez obecne władze Szczecina aby zdobycie miasta uczcić ale nie powiedzieć kto zdobył są żałosne. Gorzej, że to jest zakłamywanie historii równe temu co „komuna” robiła z historią w latach 50 -tych (p. prof Missalowa np.) ale już nie „po październiku”. Po październiku fakty historyczne przemilczano bądź przeinaczano ale takich „trewizańskich” wygibasów z historią nie robiono. Jeszcze trochę a dowiemy się, że np. Szczecin zdobyli bohaterscy Ghurkowie albo Australijczycy czy Nowo-Zelandczycy ( też przecież „alianci” w ramach brytyjskich sił zbrojnych ).
    PS. Podobno nie można dwa razy weść do tej samej rzeki (wody).
    Okazuje się, że można jeśli tą „rzeką/wodą” jest interpretacja faktów historycznych, a przynajmniej metody ich interpretacji.

  45. Zdzislaw_1 napisał(a):

    Zofio.

    Aktualności do dni najbliższych nasz kochany Prezydent który razem z Rządem tworzy polityke zagraniczną ma jednak inne zdanie na temat prowadzonej polityki Zag. okazuje sie że ma takie same poglądy jak tez kochana przez ogół spoleczeństwa p. Fotyga
    http://wiadomosci.gazeta......otygi.html
    Jak tu oceniać naszą rzeczywistość. ręce opadają
    Czasami tęsknie za inną formą rządów,Demokracja jest najgorsza formą rządów,precz z partiami wybierajmy formę rządów bez wyborów na partie,niech rządzą fachowcy a nie amatorzy,jaki to mąż stanu np. suski lub pani Rokita lub Sobecka nie mówiąc o 90 kkilku % posłów.
    Pociesz mnie ale bez powolywanie się na te uczone wypowiedzi.
    Pozdrawiam

  46. Kranadha napisał(a):

    Torlin – przeciez teraz Tusk moze narobic wiele dobrego. Narobil juz w Irlandii, moze i w Polsce, jak Polacy tacy latwi do przerobienia.
    To samo do Pani Zofii- jezeli nie przerobili tylko wyzwolili (jak kto woli) to teraz Tusk niech wyzwala.
    `
    Ewo- Joanno – Zawsze robilem to co ja uwazalem za sluszne. Kto tu mowi o orderach.
    `
    Dostalem kiedys za swoja dzialalnosc spoleczna „Janka Krasickiego”. Wiesz gdzie poszedl? Do smieci.
    `
    Zdzislaw-wrzeszcza nieuczciwi.
    `
    Ta sama mowa – nie byles zaraz internowany tos nie opozycjonista.
    `
    Walesa- nie miales teczki to byles nikim. To sa argumenty Wasze.
    `
    Nie mialem teczki „Bolka” bylem „Malarzem”.Pozdrawiam rowniez.
    PS mnie zaden przywodca nie przerobil i nie przerobi.

  47. głos zwykły napisał(a):

    Ostatni wpis Zdzisława_1 poczytuje za ukoronowanie dyskusji na temat programu politycznego J. Palikota.

    Małe tęsknoty, ciche marzenia,
    zwiewne jak obłok kruche jak dym
    nieodgadnione w nas duszy westchnienia,
    kto by tam nie znał ich :D
    __________________
    Zdzisławie_1 nie troskaj się!
    Gdy Janusz Palikot zostanie Prezesem zrealizuje twoje marzenia.
    A wszyscy „demokraci” mu przyklasną i na dodatek wszystko będzie się nazywało po staremu czyli: „demokracja”.
    ___________________
    P.S.
    Ja ma natomiast inne marzenie, że powstanie grupa dyskusyjna polsko-indyjska w której będą omawiane historia i teraźniejszość, doświadczenia dot. budowy demokracji w obu krajach tj. Indiach i Polsce.
    A mottem tej dyskusji będzie zdanie niewiadomego pochodzenia:
    „budowaliśmy, budowaliśmy, aż zbudowaliśmy!”

  48. Zofia napisał(a):

    Drogi Zdzisławie,
    jak mam Cie pocieszyć?!
    Uff. No cóż, skoro prezydent nie dostzrega „uroków” swojej Fotygi, to szkoda fatygi.
    Na zauroczenia nie ma rady.
    Każda potwora ma swego amatora, jak mawia przysłowie!

  49. Torlin napisał(a):

    Ale jednym zdaniem użądliłem prawicę, tylko – jak zwykle – niczego nie zrozumieli. Jedna jest rzecz, którą Kaczyńscy zrobili straszną, nie do wybaczenia, które skończyło jakąkolwiek normalność w Polsce. A zaczęło się od pustej lodówki, kłamstwo zakwitło na ustach polityków, teraz już powiedzieć można wszystko, każdego oskarżyć o dowolne przestępstwo,każdego można obrazić. W tej przeklinanej przez nich III RP nie wolno było pewnych rzeczy mówić, teraz Kaczyńscy wprowadzili całkowite bezprawie. Dla Polski jedyną szansą powrotu do normalności jest odsunięcie Lecha całkowicie od jakiegokolwiek wpływu na politykę, bo Jarosław to się sam skompromituje. Znakomicie to robi.

  50. Torlin napisał(a):

    Kranadha!
    Piszesz: „mnie żaden przywódca nie przerobił i nie przerobi”.
    A kto by chciał?

  51. jasnaanielka napisał(a):

    Torlin – dopisuję się znaną fraszką znanego fraszkopisa;
    Chwalisz się miła niezdobytą cnotą.
    Ale czy kiedyś dybał kto na toto?

  52. Kranadha napisał(a):

    Torlin- Poprzednicy chcieli zebym spiewal w ich chorze. Jak widzisz po zwolnieniu tez sie nie poddalem. Po zwolnieniu z internowania zrobili wszystko zeby mnie zwolnic z pracy, i to uzyskali. Z tego powodu nic nie podpisalem nie blagalem o paszporty i ludzi nie zdradzalem.

  53. jasnaanielka napisał(a):

    Pooglądałyśmy sobie odrestaurowany i rozbudowany, stary, poczciwy PeDeT… Szok w sensie pozytywnym. Nie ma się do czego przyczepić.
    Architekt, który rozbudowę zaprojektował dokonał dzieła na światowym poziomie. Takiego domu handlowego nie wyparłaby się najmodniejsza dzielnica Nowego Jorku i innych takich.
    Najważniejsze jest to, że odstąpiono od jedynie sztucznego światła, która to maniera jest wszechobecna w nowych galeriach handlowych.
    Tu bardzo dużo naturalnego światła – oszklone dachy, wielka szklana ściana, za którą widać miejską fosę, drzewa, ulice. Piękna kolorystyka, wspaniałe oświetlenie – przepiękne kryształowe żyrandole o niezwykłych formach. Koniecznie trzeba je będzie zobaczyć po zachodzie słońca. Żadnej tandety, szlachetne materiały, indywidualny wystrój – lampy, meble w kącikach kawiarniano – wypoczynkowych. Schody ruchome w ogromnej ilości, nie trzeba ich szukać. Sklepy bardzo luksusowe, z pewnością nie na moją kieszeń, ale popatrzeć warto. Z dachu, który jest też parkingiem można podziwiać Wrocław z góry. Dziś wiatr głowę urywał, ale wjechałyśmy na ten dach i obeszłyśmy go wkoło.
    Jednym słowem obiekt na najwyższym, światowym poziomie.
    Kawy i lodów w Monopolu nie było, bo w środku jeszcze wciąż wiadra i drabiny. Jednak kawiarenek w okolicach Rynku nie brakuje, więc i ten punkt programu zapisujemy na plus.
    Zapraszam do Wrocławia!

  54. głos zwykły napisał(a):

    ……..Ja wątpię czy można użądlić „prawicę”, wyglądają oni bowiem bardziej na ultra-konserwatywnych socjaldemokratów katolickich :D
    ……..Wracając jednak do problematyki demokracji Indyjskiej, to czytałem w jednej z książek, że w Indiach z funduszy ONZ budowano obiekty użyteczności publicznej. Budowano owe obiekty siłami lokalnego biznesu.
    ……Rezultat był taki, że owe międzynarodowe projekty miały stropy nie betonowe, lecz piaskowe, bowiem beton rozkradziono.
    ……Geneza demokracji Indyjskiej w zamierzeniu jej twórców była podobna do Polskiego dzieła demokratycznego w tym sensie, że postanowiono oddać władzę ludowi, a ludem okazała się raczej lokalna elita.
    …..Czytałem także w jednym z felietonów Tomasza Jastruna, że pierwszy materiał dziennikarski jak robił w PRL-u chciał poświęcić bezskutecznie lokalnym strukturom władzy, które miały charakter partyjno-biznesowy.
    Niestety nieudało się, gdyż w PRL pod czujnym okiem Zofii Grzyb i Albina Siwaka, którzy domagali się równych praw dla wszystkich, jednak wyrósł grzyb i sitwa dość skomplikowanych powiązań natury biznesowej, któremu patronowały nie tylko elity partyjne, ale także elity społeczne, a problematyce tej nie chciała pisać ówczesna prasa.
    ….. Po 89 roku oddano owym elitom społeczno-zawodowym dużą część władzy, którą poprzednio wykonywała partia z pionem bezpieczeństwa publicznego, a elity z kolei podzieliły się w większym lub mniejszym stopniu (raczej mniejszym) ową władzą z nomenklaturą wielopartyjną.
    …..Efektem jest stan rzeczy, który potocznie ludzie z dołów społecznych i nizin intelektualnych nazywają” pierdzielnik
    …..Czy nie zakrawa na groteskę, że nadzieje „Salonu” na wyprowadzenie z owego pierdzielnika, powierza się lokalnemu biznesmanowi, który dorobił się na prywatyzacji przemysłu spirytusowego?
    ….Niewątpliwie właściciel nowego monopolu prezentują wysoki standard moralny, oraz głęboką znajomość demokracji oraz zasad funkcjonowania państwa – co jasno wynika, choćby z blogu J. Palikota i jego wypowiedzi oraz happeningów publicznych :D

  55. jasnaanielka napisał(a):

    http://bi.gazeta.pl/im/7/.....38567Z.jpg
    To żyrandole na tle szklanej ściany…

  56. Torlin napisał(a):

    A z Zosią całkowicie się zgadzam, że to, co robią z I i II Armią to jest skandal. I co najgorsze i najsmutniejsze – całkowicie bezsensownie, bez logiki, tak w stylu PiSu, chociaż to robili ludzie, których lubię i cenię.
    Tysiące ludzi zostało wysłanych do lagrów, z komunistami włącznie. Sikorski chciał podpisać układ z Majskim i Stalinem, aby uratować jak najwięcej ludzi z lagrów, po porozumieniu Majski – Sikorski nastąpił pakt Sikorski-Stalin, zawarty w grudniu 1941 roku. Dzięki temu władze sowieckie ogłosiły amnestię dla Polaków osadzonych w obozach GUŁAGu na Dalekiej Północy i deportowanych w głąb ZSRR w latach 1939-1941 oraz na utworzenie Armii Polskiej w ZSRR pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Dzięki temu – po ewakuacji wojska i znacznej ilości ludności cywilnej na Bliski Wschód – udało się uratować życie ok. 115 tys. ludzi (z Wiki).
    I ta część ludzi z lagrów, którzy wydostali się z gułagów i wstąpiło do Armii Andersa, przeszli Iran, Palestynę, Włochy – to są prawdziwi bohaterowie. A ten, co nie zdążył i wstąpił do Armii Berlinga jest zdrajcą, który na bagnetach przyniósł Polsce niewolę.
    I to już się stało w 2005 roku, kiedy to w Berlinie było spotkanie zwycięskich armii i defilada i nasz rząd powiedział, że udział w tym przedsięwzięciu go nie interesuje.
    Wstyd.

  57. jasnaanielka napisał(a):

    Przy kawie, po zwiedzaniu zastanawiałam się z przyjaciółką, czy jakieś inne pokolenie, niż nasze, miało możliwość zobaczyć na własne oczy tyle zmian i taki postęp na świecie i to w każdej, dowolnej dziedzinie, jak właśnie nasze…
    Przeżyłyśmy wojnę, z której trochę wspomnień zachowałyśmy, czasy powojenne, wędrówkę do innego świata, nowe, nieznane ziemie, miasto w ruinie, czasy stalinowskie, Październik, Odwilż, Gomułkę i czasy małej stabilizacji, potem czasy Solidarności i zawalenie się systemu, który miał trwać do końca świata, nowy ustrój, przegrupowanie państw w Europie i na świecie. Jak kolosalny postęp techniczny! My jeszcze pamiętamy balię z wyżymaczką, pralki faliste, pierwsze pralki wirnikowe… radia kryształkowe, lampowe, adaptery na korbkę, czarne płyty ebonitowe odtwarzane igłą, liczydła, kałamarze z atramentem i obsadki ze stalówką – krzyżówką. Kleksy w zeszytach z bibułą, suszki na biurkach, wiertarki dentystyczne na pedał poruszany nogą!!! :((( Pończochy patentki wciąż cerowane!!!
    Nie do wiary, jaki postęp w każdej, możliwej dziedzinie nastąpił za życia naszego pokolenia. Było trudno, ale życie nas wciąż zaskakiwało i mieliśmy co podziwiać. Innego życia sobie nie wyobrażaliśmy, odgrodzeni skutecznie od świata, więc za nim nie tęskniliśmy. Potrafiliśmy się cieszyć każdą zmianą na lepsze, każdą nowością i postępem. I to nam pozostało. Wciąż nas cieszy to, że nasze miasto pięknieje, że przed młodym pokoleniem otwierają się nowe, kiedyś niedostępne horyzonty. Jednak świat zaczyna być podobny tu i tam. Tylko, że nas na mniej stać. Jednak młodzi będą mieli zupełnie inne możliwości i wykorzystają je na swój własny sposób. Tylko czy potrafią się tak cieszyć drobiazgami, jak my to potrafiliśmy? Życzę im tego.

  58. głos zwykły napisał(a):

    ……Obawiam się, że gdyby Józef Stalin pożył trochę dłużej niż 74 lata, to wykończyłby więcej niż 50 mln ludzi i byłoby w tej większej liczbie więcej Polaków.
    …….Jak wnikliwie zauważył bowiem Adam Ważyk:

    „Mądrość Stalina rzeka szeroka,
    w ciężkich turbinach przetacza wody,
    płynąc wysiewa pszenice w tundrach,
    zalesia stepy, stawia ogrody.”

  59. jasnaanielka napisał(a):

    Torlin zgadza się z Zofią. Kolejny raz. Gdyby nie późna pora, to chyba bym się napiła :) Nareszcie!!!
    Dobranoc.

  60. Bars napisał(a):

    Kochana Jasna Anielko,
    Nigdy nie byłam we Wrocławiu. Opisujesz go tak smakowicie, że chyba będę się musiała wybrać. Mam tam ogromnie sympatyczną koleżankę, z którą dość często rozmawiam telefonicznie, a której nie widziałam już od lat. Mam też jej nieustające zaproszenie. Mieszka przy ulicy, której nazwa brzmi nie mniej smakowicie niż Twoje opisy miasta. Jest to mianowicie ulica Czekoladowa :-)
    A skoro jesteśmy na żurawiej polanie, to dla Ciebie wiersz Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej z żurawiami właśnie i chociaż nie bardzo trafia w sezon, to co z tego?… Są żurawie w temacie, są i w wierszu. Kropka.
    Mgły i żurawie – Niebieskie migdały – 1922
    Pilnujcie, pilnujcie ostatnich dni lata,
    kiedy jeszcze zielone bije zegar chwile,
    w które się już nieżywy karmin gęsto wplata…
    Kobieto, włóż maskę i skrzydła motyle
    i biegnij, i szukaj trwożliwie, ciekawie
    w chińskim pawilonie i w szpalerów cieniu -
    (a mgła się już wznosi…Żurawie!!! Żurawie)
    gdzie oczy wołające ciebie po imieniu? -
    -
    Pilnujcie, pilnujcie ostatnich dni lata,
    gdy zielone wachlarze drzew migocą złotem. -
    O kobieto przecudna, kobieto bogata,
    szukaj za jaworami, za różanym płotem -
    pytaj się pawiookich wód w okrągłym stawie,
    gdy jęk wichru przepływa przez trzcin pióropusze -
    (a mgła się już wznosi – Żurawie!! Żurawie!!)
    gdzie usta, które miały całować twą duszę?
    -
    Chyba się pochorowałam na dobre, bo cały czas śpię, a jak nie śpię, to szarpią mną okropne dreszcze i upiornie boli mnie głowa. Poza tym coś dziwnego dzieje się z moimi oczami. Rano sensacje były naprawdę poważne – na jakieś 1/2 godziny właściwie zaniewidziałam. Oby to nie była świńska grypa. W każdym razie idę do okulisty.
    Potomek twierdzi, że to z powodu mojego starego monitora i że na pewno dostanę raka, jeśli go nie wyrzucę. A ja tak go lubię…Przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka – u mnie się to porzekadło sprawdza w całej rozciągłości.
    Serdeczności
    ps. Ten wiersz M.P-J. chyba się trochę zestarzał ; Tylko Poświatowska jest wiecznie młoda … :-)

  61. Ewa-Joanna napisał(a):

    Jasnaanielko,
    zawsze uwazalam Wroclaw za najpiekniejsze miasto, mimo ruin jakie gdzieniegdzie jeszcze byly. Bylo piekne podwojnie – lubilam jego zabudowe, choc bardziej zwracalam uwage na przystojnych chlopakow niz na styl architektoniczny, i lubilam ludzi, bo jacys tacy byli zyczliwi i sympatyczni. I strasznie sie ciesze, ze robi sie coraz piekniejszy, bo mi lubienie nie przeszlo. :)
    I bardzo fajnie napisalas tu: http://kuczyn.com/2009/04.....ment-75342
    tez odnosze podobne wrazenie. I jak sobie przypomne te tance w klubach przy herbatce, to az mi zal dzisiejszych mlodych, ze musza lykac jakies paskudztwa, zeby sie ucieszyc.

    Lex,
    a w owej stolowce dla przyszlych prawnikow na Kuzniczej, pracowalam dorywczo za zarcie ;)

  62. Bars napisał(a):

    Zosiu droga,
    z takimi sensacjami i w dreszczach, to ja się chyba do komentarzy politycznych nie nadaję, ale o Twojej picasie chciałabym parę słów napisać. Bardzo mi się podobają i parkowe okolice twego domu i Twoja wiejska wilegiatura. I ta wiosna i te wielkanocne nastroje – wspaniałe to wszystko! Oba miejsca robią wrażenie przyjaznych i bardzo spokojnych. A na mojej „ulicy” w godzinach rannych i tych, w których większość ludzi kończy pracę, od pewnego czasu zrobił się ruch jak na Marszałkowskiej w godzinach szczytu. Dorosłe już dzieci właścicieli kilku domów, zafundowały sobie samochody i teraz niektóre ogrody zamieniły się w zatłoczone parkingi. Ta „ulica”, to droga o nieutwardzonej nawierzchni, więc wozy, sunące niemalże jeden za drugim podnoszą kurz, który długo nie opada, a kurtyna chroniąca przed nim dom, w postaci sumakowej dżungli, pozostaje nadal bezlistna. W ogrodzie nie można nawet wypić herbaty, bo zgrzyta w zębach.
    Miało być tak swojsko i wiejsko, a tu taki dopust boży. Kto wie czy znowu nie ruszę w drogę. Po drugiej stronie Wisły, w z lekka snobistycznej ale przepięknej miejscowości W., mam nadal cudowną, leśną działkę, na której mogłabym zbudować sobie hobbicią norkę. Było tego kiedyś ponad 15.000m2, ale nawet dziś, po „ugryzieniu” posiadłości przez komunę, w moim władaniu pozostaje prawie 5000m2 sosnowo-dębowego lasu, podszytego jałowcem i wrzosem i rodzącego w sezonie wspaniałe prawdziwki, kurki i gąski, pośledniejszych gatunków nie wymieniając. Szkopuł w tym , że ja za prawobrzeżnym Mazowszem nie przepadam, chociaż to ziemia mojego sielskiego dzieciństwa, a nie przepadam dlatego, że przeczytałam kiedyś jakąś amerykańską „produkcję” na temat przyszłości Eurazji, której autor przewidywał, i słusznie, że Chiny staną się kiedyś potęgą i rozpoczną ekspansję na zachód, przy czym w marszu zatrzyma Chińczyków dopiero Wisła. W związku z tym wykoncypowałam sobie, że gdyby przyszła mi ochota wynieść się do W., to w przyszłości z powodu chińskiego potopu mogłabym się poczuć z pyszna, toteż asekurując się na wypadek wszelki, załatwiłam sobie miejsce parkingowe na parceli Torlina – był tak miły, że wyraził zgodę na moją propozycję. :-)
    -
    Wracając do picasy – apetyczne fotografie faszerowanych jajek też zrobiły na mnie wrażenie – powlokłam się jęcząc i stękając do kuchni i ugotowałam sobie jajeczka mole, po czym zjadłam je z odrobiną majonezu i sucharkiem. Był to mój pierwszy posiłek od ponad 24 godzin, a więc napędzając mi apetyt, swoją działalnością fotoreporterską uratowałaś mnie, moja droga, od głodowej śmierci. Albo i od wrzodu na czymś tam, którego niewątpliwie nabawiłabym się, łykając na pusty brzuszek aspirynę, czyli jedyne lekarstwo jakie mam w domu.
    A tu dla Ciebie kolejne „Żurawie” Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej :
    -
    O żurawie na niebie krwawym!
    O kluczu lekki i złoty,
    który otwierasz tęsknotę
    za nieskończonym odlotem!
    -
    Miłego dnia! Pogodnego, odlotowego i z wiosną pod rękę!

  63. jasnaanielka napisał(a):

    Bars! – zlituj się nad sobą! Odstaw aspirynę i to na ten tychmiast! Możesz sobie bardzo zaszkodzić, jeśli przedawkujesz. Dla mojej kuzynki o mały włos nie skończyło się takie leczenie śmiercią z wykrwawienia, bo dostała wewnętrznego krwotoku, przeszła trzy transfuzje i ledwie wyszła!!!
    DO LEKARZA!
    I to prędko! Albo wołaj znajomego lekarza do domu. Tobie trzeba leczenia z prawdziwego zdarzenia, a nie metody pani Goździkowej.
    Okulista może zaczekać a chorobę trzeba leczyć na bieżąco.
    Pozdrawiam cię serdecznie, dziękuję za wiersz MPJ – lubię jej wiersze.

  64. Bars napisał(a):

    Ewo-Joanno,
    mam nadzieję, że nie poczułaś się dotknięta odpowiedzią napisaną w punktach? Nawiasem mówiąc mnie się takie pisanie całkiem podoba. Wydaje się, że uniemożliwiając stosowanie większości przenośni poetyckich i zamaszystych porównań, jest ono o wiele bezpieczniejsze dla piszącego.
    Od dwóch dni albo śpię, albo czytam Jesienina. Wydaje mi się, że w którymś z jego wierszy także były żurawie. Na razie znalazłam ten, w którym łabędź zmierzchu osiada na stawie. Przypomniałam sobie też przy okazji kawałek tekstu dziecinnej piosenki rosyjskiej śpiewanej mi kiedyś przez tę z moich Babć, która dzięki politycznym wybrykom ślubnego zaznała nieprzyjemności zsyłki, a potem koszmaru rewolucji. Brzmiało to miejscami jakoś mniej więcej tak :
    „Żuraw, żuraw, żurawiel’, żurawiel’,
    na papowu kanapiel’, kanapiel’….
    …..Takoj, takoj, zubastyj,
    takoj, takoj, dlinnyj”…..
    Dużo bym dała za możliwość usłyszenia tej prościutkiej, ale już kompletnej, piosneczki jeszcze raz. No i nie pamiętam co to takiego „papowa kanapiel’”. :-)
    -
    Jesienina zaczęłam czytać właściwie nie z powodu żurawi, a z powodu jednego z jego wierszy, który nie wiem czemu przez cały czas naszego dyskursu, gdy tylko rozmowa schodziła na temat wykluczonych, natrętnie brzęczał mi w uszach. To ten wiersz, stosunkowo słaby jak na możliwości tego poety :
    Szedł Pan Bóg próbować ludzi w miłości,
    Jako żebrak przechodził polaną.
    Stary dziad na pniaku, wśród zarośli,
    Mamlał w dziąsłach czerstwą bułkę maślaną.
    -
    I popatrzał dziad w stronę powsinogi,
    O żelazny wspartego kijaszek,
    I pomyślał: „Spójrz, jaki ubogi
    Toż on z głodu się chwieje, biedaczek”.
    -
    Podszedł Pan Bóg, tając żal i udrękę:
    Snadź, powiada, nie rozbudzę serc z kamienia…
    I rzekł starzec, wyciągając doń rękę:
    „Naści, pożuj… trzeba ci pokrzepienia”.
    -
    Smutny wiersz. Przypomina mi zawsze inwalidów zbierających datki w pociągach, w czasach mojego najgłębszego dzieciństwa.
    U Ciebie chyba nadal trwa dzień, więc miłego dnia Ewo-Joanno. :-)

  65. Zdzislaw_1 napisał(a):

    Jasnaanielko

    Witam bardzo podobal mi się Twoj wpis na temat czasów i pokolenia ktore pamięta i tyle przeżyło .Ja z uwagi na wiek (urodzony jeszcze przed wojną ) widziałem i pamiętam jeszcze więcej.
    Masz racje zyjemy w ciekawych czasach(przyslowie mówi chyba chinskie jako że doswiadczy sie dużo zla ale i nadzieje obyś zyl w ciekawych czasach .Chyba tak brzmi)
    I zyjemy i chyba widzimy te zblizające sie lepsze chwile.
    Ma racje Torlin ktory sie dziwi że historia nie nauczyła Polaków wiele Powtarzaja blędy Polski szlacheckiej,”Rwać to płótno o nazwie rzeczpospolita)
    Przykład Związki Zaw. od Górników i stoczniowcó po Policje. Najlepszy przykład Senator Zaremba z PO stocznie i oczywiscie winna PO.
    I tu największe pretensje do PO czemu nie prowadzą polityki informacyjnej ,dla społeczeństwa czemu nie podadzą na konferencji prasowej o winach innych ekip i rządów.
    I ze tą spuściznę zostawili obecnemu rządowi,który musi to wyprostować i naprawić a tak w społeczeństwie zostawia sie swiadomość ze to Po jest winne.
    Smutne ta brak informacji i propagandy wręcz trzeba podawać fakty a przeciez są.
    Pozdrawiam
    Teraz ja wyłaczam sie na kilka dni.

  66. Bars napisał(a):

    Jasna Anielko droga,
    oczywiście masz rację; sama pomyślałam, że nie jest dobrze i trzeba zacząć robić coś z sensem. Potomek wyjechał, więc jestem sama i wyraźnie za słaba na solowe łażenie po świecie, więc albo wezwę lekarza domowego, albo też ktoś ze znajomych zawiezie mnie gdzie trzeba. Ja nie lubię się leczyć i zawsze uważam że to jakoś tam samo przejdzie, ale bólem i tą dziwną wczorajszą sensacją z oczami przyznam, że się zmartwiłam.

  67. Ewa-Joanna napisał(a):

    Bars,
    tak na szybko – czemu mialabym sie poczuc dotknieta?
    Punktowanie to byl kiedys moj sposob na notowanie wykladow, dla mnie jedyny dla innych kompletnie niedostepny.
    Na smutny wiersz Jesienina mam dla Ciebie rownie smutna piosenke Angelique Kidjo (bardzo ja lubie!), do ktorej link juz poprzednio dawalam, a teraz znalazlam slowa.

    Ils sont toujours en arrière
    Quand le vent nous souffle
    Dans le dos
    Ils sont là quand même
    Ils ont les yeux vers la terre
    Quand les autres
    Regardent tout en haut
    Ils nous voient quand même
    Ils n’ont pas les mots faciles
    Tout autour
    On en dit un peu trop
    Ils nous parlent quand même

    Qui saura écouter l’appel
    Des enfants perdus
    Qui saura les approcher
    Qui saura colorer le ciel
    Des enfants perdus
    Qui saura aimer
    Comme ils ont aimé
    (Qui saura rêver comme ils ont rêvé)

    Ils ont toujours un peu froid
    Quand dehors
    Le soleil est si chaud
    Ils nous suivent quand même
    On leur fait tellement peur
    Tellement peur
    Quand par hasard on frôle leur cœur
    Ils nous aiment quand même

    I jak to mowi Patrycja do obowiazkow lece, bo pichce obiad.

  68. jasnaanielka napisał(a):

    Też bym tam stanęła, gdybym była w Krakowie!
    http://miasta.gazeta.pl/k.....iobry.html

  69. Bars napisał(a):

    Ewo-Joanno,
    Dziękuję, pozdrawiam i życzę smacznego !

  70. Torlin napisał(a):

    Droga Nelu!
    Ja się staram być obiektywny, a w których miejscach Zofia przesadza, to jej o tym mówię, bo w niektórych momentach jej poglądy są straszne. Ale w bardzo wielu ma rację, to wtedy to przyznaję.
    Droga Bars!
    Nieustanne :D

  71. Andrzej napisał(a):

    Z żalem stwierdzam, że UE rzeczywiście powoli zamienia się w Eurokołchoz lub jak kto woli w Eurokomunę.
    http://www.blackouteurope.pl/

  72. Ewa-Joanna napisał(a):

    Andrzej,
    a mozesz to podac z pierwszej reki, czyli ze strony Parlamentu Europejskiego?
    Bo ja nie znalazlam tam niczego na ten temat, jest propozycja zmiany nazwy juz istniejacej struktury, jest nieco regulacji telekomunikacyjnych, ale nic nie znalazlam na temat ograniczania dostepu do internetu!

  73. W.Kuczyński napisał(a):

    Andrzeju,
    no wydaje mi się jednak, że trzeba miec pewien umiar w naginaniu słów do rzeczywistości i rzeczywistości do slów. Czy Ty wiesz w ogóle jak w kołchozie wyglądał dostep do informacji?

  74. Snarski napisał(a):

    Aż nie do wiary: wszyscy są zgodni co do absurdalności w naszym nowym przedstawianiu historii. No bo jeśli Ruscy razem z armią Berlinga wyzwalali Szczecin to dlaczego o tym nie powiedzieć? Zamiast wymyślania jakichś „Aliantów”?
    .
    Niby i szczera to prawda, historyczna a jakze. Jest coś na rzeczy jednak z pomijaniem roli I Armii przez nowe ‘solidarne’ władze RP. Zacznijmy od choćby takiego linku:

    http://www.wprost.pl/ar/9.....&pg=1
    .
    Atak na przywódców armii „Kościuszkowców”, Berlinga i Rolę-Żymierskiego z 2006 roku był tylko kontynuacją niezliczonej ilości wcześniejszych napaści na „zdrajców”. Tych co to Polskę „wyzwalali” w cudzysłowie, niosąc na bagnetach jej nowe zniewolenie, już bez cudzyslowiu. Polonijne organizacje na Zachodzie, obchodząc rocznicę zwycięstwa nad hitleryzmem, przez cały powojenny okres nigdy słowem nie mogły – bo to byłoby zdradą! – wspomnieć roli I Armii w zdobywaniu Berlina. To Alianci, ale ci zachodni, Berlin zdobywali i flagi na budynku Reichstagu zatykali. A wśród nich ponoć byli i gen. Maczek i gen. Anders, z czerwonymi makami z pod Monte Cassino. Ale nie zdrajca Berling!
    .
    Pomijanie roli żołnierzy polskich, którzy do Berlina doszli ze wschodu, to nie jedyna biała plama w historii nas dotyczacej. Jeszcze większą bowiem było całkowite pominięcie Polaków w konferencjach teherańskiej i jałtańskiej, które zadecydowały o porządku powojennej Europy. Dopiero na konferencji poczdamskiej w lipcu 1945 roku ‘konsultowano się’, po raz pierwszy, z delegacją polską z Bierutem na czele, w sprawie ostatecznego wytyczania zachodnich granic Polski. Generalnie rzecz ujmując jednak, było najzwyczajniejszą normalnością pomijać Polaków przez wielkich koalicjantow przy podejmowaniu decyzji o Polsce. Polaków również nigdy nie zaproszono do parady zwycięstwa nad faszyzmem!
    .
    Nasz własne pomijanie roli jednych rodaków a podkreślanie roli drugich doskonale wpisywało się w postrzeganie nas przez innych. Jeśli ‘niezłomni’ z zachodu nadchodzący tylko od zdrajców wymyślali „kościuszkowcom”, a ci andersowcow nazywali zaplutymi karłami reakcji to z kim właściwie powinni byli rozmawiać wielcy koalicjanci? Ci co już ustanowili powojenny porządek świata i Polakom pozostało tylko się temu podporządkować? Ignorowanie nas stało się w tej sytuacji normą.
    .
    Niekoniecznie innej „normy’ moze przyjdzie nam oczekiwac i teraz, w następstwie naszych najprzedziwniejszych uników historycznych. Oby tylko nie zakończyło się to na przykład aż tak: jeśli nie wy wyzwalaliście ten Szczecin, to może on się wam wcale nie należy?
    .
    Erica Steinach, szefowa Związku Wypędzonych, już wielokrotnie przemawiała z okazji święta niemieckich ziomkostw, o “Dniu Stron Ojczystych”..

  75. Torlin napisał(a):

    Snarski!
    Całkowicie się z Tobą zgadzam, tylko taka mała poprawka – piszesz: „No bo jeśli Ruscy razem z armią Berlinga wyzwalali Szczecin” – to nie była armia Berlinga. Został on usunięty ze stanowiska za pomoc Powstańcom Warszawskim (a raczej próbie pomocy), w momencie wyzwalania Szczecina dowódcą był Popławski.

  76. petrel napisał(a):

    Potwierdzam. Na Warmii wiosna przecudowna.

  77. Andrzej napisał(a):

    Ewo-Joanno,
    proponuję poczytać komentarze na portalu Prawo Vagla. Na początek artykuł
    http://prawo.vagla.pl/node/8459

  78. Andrzej napisał(a):

    Gospodarzu,
    czasy się zmieniają i kołchozy w postaci znanej z ubiegłego wieku raczej nie wrócą. Dzieje się natomiast coś nieciekawego, próby ograniczania dostępu do internetu, czyli coś co jest na porządku dziennym w takich chociażby Chinach. Na razie brzmi to, zdawałoby się niegroźnie i podobno odbywa się w imię walki z piractwem internetowym. Zanim się jednak obejrzymy może być za późno. I obudzimy się właśnie w takim kołchozie XXI w., gdzie informację otrzymamy tylko taką jaka nam władza (szeroko pojęta, bo nie tylko polityczna) udostępni. I „wolna prasa” tez nie pomoże. Jak pisze autor w przytoczonym w uprzednim wpisie linku, istotne informacje przegrywają z takimi choćby małpkami.

  79. głos zwykły napisał(a):

    ……Z pewnością termin kołchoz jest nieadekwatny, jednak biurokracja jak najbardziej, tymczasem u nas nie toczy się żadna poważna dyskusja na temat biurokratycznego charakteru UE oraz problemów związanych zarówno z biurokracją UE jak i orzecznictwem UE.
    …..Przypomnę, że Chiny nie wykorzystały w swoim czasie swojego potencjału cywilizacyjnego do objęcia prymatu z uwagi na swoją biurokratyczną strukturę. W tym czasie feudalne państwa Europejskie potrafiły prześcignąć żółtego kolosa za co kilka wieków później zapłacił on ogromną cenę.

  80. Ewa-Joanna napisał(a):

    Andrzej,
    nie lubie komentarzy, ale jutro poczytam co sie da. Dziekuje za link.
    Dobranoc

  81. W.Kuczyński napisał(a):

    Andrzeju,
    na prawde wierzysz, że pewnego dnia obudzisz sie w UE, jak w Chinach? A co masz przeciwko małpkom? Świat zlozony głównie z waznych informacji byłby nie do zniesienia. Te małpki i inne rzeczy to przecież kolor polityki. Polacy to kochają i co wieczór miliony z nich zasiadaja przed ekranami mając w d… ważne informacje. Czekają kto kogo dzis obsobaczy i co mu wyciągnie.

  82. Zofia napisał(a):

    Andrzeju,
    nim cokolwiek napiszesz słów kilka na temat: „Internat a Unia Europejska” – najpierw przeczytaj to:ttp://www.europarl.europa.eu/search/simple/perform.do?language=pl&query=internet.
    Najlepiej pytać i czytać u źródła a nie cudze komentarze.

  83. Zofia napisał(a):

    Andrzej – poprawny link:
    http://www.europarl.europ.....y=internet

  84. Zofia napisał(a):

    Andrzej,
    byś nie szukał zbytnio, ponizej informacje z parlamentu Europejskiego wg dat, od najnowszych informacji (część po polsku):
    http://www.europarl.europ.....ortBy=date

  85. głos zwykły napisał(a):

    To jest bardzo marna opinia o milionie.
    Przedstawię więc lepszą Edwina Arligtona Robinsona o jednym.
    ***
    Walt Whitman
    Wielki śpiew się zakończył – i ten, który śpiewał,
    Jest już samym imieniem. I tak samo Bóg
    Jest imieniem, i miłość, i życie, i śmierć,
    I wszystko inne. Lecz zbyt ślepi by odczytać
    To, cośmy zapisali, albo to, co wiara
    Zapisała dla nas, nie umiemy zrozumieć:
    Dziwimy się i odwracamy wzrok.

    Jeszcze ostatniej nocy to śpiew był człowiekiem,
    Lecz teraz jest inaczej: człowiek stał się śpiewem.
    Nie potrafimy wchłonąć go do głębi:
    Zbyt czysta nam się zdaje – zbyt wszechwładnie czysta
    Jego przeszywająca i wieczna kadencja,
    Zbyt zwycięska w miłości, nazbyt wyzwolona;
    Niektórzy jednak słyszą go dobrze – i wiedzą,
    Że w przyszłości do wszystkich dobiegnie przesłanie
    I że zasłucha się w nie każdy z nas.
    .
    Wieki śpiew się zakończył? Powiedz sobie raczej,
    Że nigdy się nie kończą rozpoczęte śpiewy,
    Że nigdy nie są martwe nazwane imiona,
    I że marmur czy piasek na zawsze przechowa
    Kreślonych niegdyś ludzkich znaków czas.

  86. Snarski napisał(a):

    Torlin,
    Dziękuję za poprawkę i „I stand corrected” jak mawiają gentlemani. A stojąc poprawiony ale z wysoko podniesiona głową chce dodać, że generał Władysław Korczyc (Владислав Викентиевич Корчиц) w październiku 1944 roku figurował jako dowódca I Armii, znanej jeszcze do dzisiaj pod nazwa Armii Berlinga. Bo tylko w tym sensie należy odczytywać moje bardzo skrótowe „Ruscy razem z armią Berlinga wyzwalali Szczecin”.

    Chce jeszcze podać takiego linka

    http://www.poloniatoday.c.....ising10.hm

    Jest to seria o Powstaniu Warszawskim w 11tu odcinkach, 10ty będący tym linkiem. Niestety w języku angielskim, za co przepraszam. Nie znalazłem bowiem polskojęzycznej ‘googlowki’, która by aż z takimi detalami opisywała radziecką próbę przyjścia z pomocą Powstaniu Warszawskiemu. Linkuje to po to, by przypomnieć, że to nie było jednak zupełnie tak, że Stalin w ogóle nie pozwolił na udzielenia wsparcia powstancom. W walkach ramię w ramię z powstancami warszawskimi ginęło ponad 2 tys. żołnierzy, którzy nadeszli ze wschodu! I za to Berling polecial z dowodcy armii ‘kosciuszkowskiej’.
    .
    A my precz o nim jako o zdrajcy! Następna biała plama historii? You betcha! Stąd twoja poprawka Torlin jest wielce tutaj na miejscu.

  87. Snarski napisał(a):

    Link wyszedl nieczysty. Moze jeszcze raz:

    http://www.poloniatoday.c.....sing10.htm

  88. narciarz2 napisał(a):

    Jeszcze raz bardzo dziekuje za wszystkie zyczenia. Jestem naprawde wzruszony.
    .
    A teraz chcialbym przypomniec jedyny naprawde wazny temat, jaki sie tu przewinał: Głosie, patrz pod nogi! Nie pal łaki tylko dlatego, ze Tobie sie wydaje, ze tam niczego nie ma. Pomysl o wszytkim, co niszczysz swoja niezamierzona bezmyslnoscia. Przypomnij sobie zakonczenie wiersza:
    Dla was to jest igraszką, nam idzie o życie.(I.Krasicki).

  89. głos zwykły napisał(a):

    Narciarzu2
    http://pl.wikipedia.org/w.....lanie_traw
    Wiedziony twoją troską zapoznałem się z tematem wypalania traw.
    .
    Mam także do ciebie pytanie natury technicznej. czy można UPS podłączyć do akumulatora i używać jako przetwornicę z akumulatorem.
    Mam takiego UPS na 500W co chyba wystarczyłoby, aby podtrzymać pracę wszystkich urządzeń w kotłowni do tego mógłbym kupić akumulator o pojemności 70 ah, jak jednak połączyć UPS’a z akumulatorem? Przetwornice mają podłączenie na płycie czołowej, a UPS nie. Czytałem jednak, że wykorzystuje się UPS-y w celu zasilania awaryjnego mieszkań.

  90. Lex napisał(a):

    My tu sobie o wszystkim i niczym, a Pan Premier i Pan Minister MSZ mają nowy kłopot na własne życzenie. Kłopot „ambasadorski” tym razem.
    Boże drogi, ile to jeszcze dni zostało ? 546 ?
    Trudno będzie wytrzymać, ale jak mus to mus…..

  91. narciarz2 napisał(a):

    Pytanie natury technicznej. czy można UPS podłączyć do akumulatora i używać jako przetwornicę z akumulatorem.
    Odpowiedzi moga byc rozne…
    1. Chcesz, to podlaczaj na wlasna odpowiedzialnosc.
    2. Urzadznie UPS charakteryzuje sie ogromna gestoscia energii, podobnie jak akumulator samochodowy. To powoduje zagrozenie pozarowe. Czy wiesz, ze na skutek wadliwej instalacji elektrycznej pojazd moze sie zapalic? Nie tylko moze, ale czasem to robi. Sam widzialem pozar malucha spowodowany zwarciem w istalacji. Jesli zrobisz amatorska przerobke UPS, to Twoj dom moze podzielic los tego malucha.
    3. Nie majac uprawnien, nie moge nic poradzic. Jesli poradze, zas Twoj dom sie spali, to moge byc podany do sadu, i calkiem slusznie.
    4. Mniej Cie bedzie kosztowac porada i instalacja wykonana przez fachowca, niz budowa nowego domu po spaleniu sie starego.

  92. Zofia napisał(a):

    Postanowiłam nieco przybliżyć na podstawie zachodnich materiałów archiwalnych z MSZ Wlk. Brytanii i USA, korzystając także z polskich opracowań w tej materii, jak to z tym powstaniem warszawskim naprawdę było, kto komu pomagał i jak.
    ***
    By zrozumieć Powstanie Warszawskie na tle działań USA i Wł. Brytanii – trzeba zacząć od utworzenia PKWN, bowiem wpłynęło ono nie tylko na kształt stosunków wewnątrz polskich, ale także na politykę mocarstw względem naszego kraju.
    Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego nie był zupełną niespodzianką dla zachodnich aliantów.
    Ambasador USA w Moskwie Averell W.Harriman, za zgodą sekretarza stanu Cordella Hulla nawiązał kontakty z PKWN, gdy jego delegacja była z wizytą w Moskwie, podobne spotkanie odbył ambasador brytyjski w Moskwie Archibald Clark-Kerr.
    Dzięki tym spotkaniom, USA i Wlk. Brytania zostały uprzedzone o utworzeniu PKWN.
    Dzięki rozwojowi wydarzeń i nieco spóźnionym zabiegom Mikołajczyka, po kilkumiesięcznej przerwie, 20 lipca 1944 r. w przededniu powołania PKWN – Brytyjczycy nawiązali dialog z rządem ZSRR.
    20 lipca 1944 – Churchill w liście do Stalina sugerował zaproszenie londyńskiego polskiego premiera Mikołajczyka do Moskwy,
    23 lipca 1944 – Stalin w liście przedstawił swoje zdanie nt. nawiązania stosunków z PKWN i stwierdził, że „w przyszłości posłuży on jako trzon dla utworzenia tymczasowego rządu polskiego z sił demokratycznych”, ale zgodził się przyjąć Mikołajczyka w Moskwie.
    24 lipca 1944 – Fiodor T. Gusiew, ambasador radziecki w Londynie rozmawia z szefem MSZ Wlk. Brytanii Anthony Edenem nt podróży Mikołajczyka do Moskwy i powiązał tę podroż z podjęciem rozmów z przedstawicielami PKWN.
    Dyplomaci angielscy nakłaniali Mikołajczyka do podróży do Moskwy. Mikołajczyk po namowach – zdecydował się pojechać.
    25 lipca 1944 – Churchill powiadamia Stalina, że Mikołajczyk w towarzystwie Tadeusza Romera i Stanisława Grabskiego wyjadą do Moskwy nazajutrz. Mikolajczyk się waha i nie chce jechać, Churchill stanowczo nalega by jechał.
    Analitycy zachodni (wykaz podam na końcu) twierdzą, że w tym momencie przestał istnieć spór między rządem Mikołajczyka i rządem radzieckim, a pojawił się konflikt między różnymi polskimi ugrupowaniami politycznymi. A w ich pogodzeniu przypadła Stalinowi główna rola.
    28 lipca 1944 – Stalin ponownie zapewnia Churchilla, że przyjmie Mikołajczyka w Moskwie. Dodaje, że utworzenie PKWN jest „dobrym początkiem do zjednoczenia Polaków przyjaźnie usposobionych do Wlk.. Brytanii, ZSRR i USA i dla przezwyciężenia oporu ze strony tych polskich eleme4ntow, które niezdolne są do zjednoczenia się z siłami demokratycznymi”.
    Nie budzi to sprzeciwu Churchilla, potwierdza ten fakt depesza, jaką wysłał tego samego dnia do Roosevelta.
    · 29 lipca 1944 – Mikołajczyk w Moskwie. Jest w fatalnym i pesymistycznym nastroju.
    · 31 lipca 1944 – Mikołajczyk spotyka się z Mołotowem.
    · 3 sierpnia 1944 – Mikołajczyk spotka się ze Stalinem.
    W międzyczasie Mikołajczyk prowadzi rozmowy z ambasadorami Wlk. Brytanii i USA. Amb. Harriman (USA) usilnie nalega wciąż na spotkanie Mikołaczyka z przedstawicielami PKWN wskazując na konieczność porozumienia z rządem ZSRR, którego celem, jak twierdzi, nie jest „komuniuzacja” Polski.
    Nastrój Mikołajczyka radykalnie zmienia przyjazna, kilkugodzinna rozmowa ze Stalinem. Stalin stwierdza, że niezbędne jest uregulowanie stosunków Mikołajczyka z PKWN i sprawy granicy. Zaproponował też, by delegacje rządu Mikołajczyka i PKWN spotkały się w celu „porozumienia, które zjednoczy wszystkich Polaków”. Dopiero potem wg Stalina należy przystąpić do uregulowania spraw między Polską a ZSRR.
    Relację ze spotkania Mikołajczyka ze Stalinem ambasadorowi USA złożył polski szef dyplomacji w gabinecie Mikołajczyka – Tadeusz Romer.
    Propozycje Stalina by Szczecin i Wrocław znalazły się w granicach Polski minister Romer uznał za ….nierozważne!!!
    Polska delegacja na spotkaniu ze Stalinem wolała, by Lwów był w granicach Polski, niekoniecznie zaś Wilno. Polska delegacja wyszła z przekonaniem, jak wynika z zachodnich dokumentów, że sprawę Lwowa w Polsce – da się załatwić. To tak na marginesie.
    W ciągu najbliższych dni dochodzi do 3-ch spotkań z przedstawicielami PKWN. Dochodzi do kompromisów i wzajemnych ustępstw, delegacja PKWN gotowa jest powierzyć Mikołajczykowi funkcję premiera.
    Dokładniej opisywać to, co się działo w Moskwie, wg dokumentów zachodnich – nie będę, bo to temat na odrębne opowiadanie.
    7 sierpnia 1944 – Mikołajczyk na rozmowie z ambasadorami WLK. Brytanii i USA o 2-ch spotkaniach z Bierutem. Określa go jako człowieka dużej energii, wykształconym, skłonność Bieruta do kompromisów określa jako słabość.
    9 sierpnia 1944 – kolejna rozmowa Mikołajczyka ze Stalinem. Stalin po tej w rozmowie, wysyła depeszę do Roosevelta, w której pisze, ze „Rozmowa z Mikołajczykiem przekonała mnie, że jest on niedostatecznie poinformowany o sytuacji w Polsce. Równocześnie odniosłem wrażenie, że Mikołajczyk nie jest przeciwny znalezieniu drogi do zjednoczenia Polaków”. W rozmowie z amb. Harrimanem (USA), także Mołotow pozytywnie ocenia rozmowy z Mikolajczykiem.
    W ocenie ambasadora Harrimana, rząd ZSRR bardzo chciał porozumienia miedzy Polakami, ale był gotów realizować swoje plany bez względu na wyniki rozmów miedzy polskimi politykami.
    W kolejnych depeszach amb. Harriman (USA) wskazuje na zmianę poglądów Mikołajczyka podczas pobytu w Moskwie. Niepokoi się też, że głębokie podejrzenia i obawy Mikołajczyka wobec komunizmu mogą zaciążyć przy podejmowaniu decyzji po jego powrocie do Londynu. Uważa, że jeśli polska lewica jest zainteresowana porozumieniem, należy do tego dążyć. Amb. Harriman w swej depeszy pisze: „mam głęboką nadzieję, że rząd brytyjski wywrze możliwie największą presję na Mikołajczyka i jego towarzyszy, aby działali szybko i realistycznie, a jednocześnie zalecam, abyśmy poparli to postępowanie”.
    Mikolajczyk sytuację oceniał inaczej.
    14 sierpnia 1944 – Mikołajczyk rozmawia z ministrem Edenem (MSZ Wlk. Brytanii) i sądzi, że to rząd ZSRR nie może realizować swoich celów bez jego, Mikołajczyka, udziału. Co pozwala oczekiwać Mikołajczykowi przyjęcia jego postulatów przez stronę radziecką.
    Szef brytyjskiej dyplomacji jest tym wyraźnie nie przekonany takim widzeniem sparwy, ostrzega Mikołajczyka przed ryzykiem długiej zwłoki w doprowadzeniu do końca rokowań, przerwanych wyjazdem Mikołajczyka z Moskwy, a także przed groźbą wybuchu walk zbrojnych między zwolennikami obozu londyńskiego a siłami popierającymi PKWN.
    Z archiwów Foreign Office w Londynie, a przede wszystkim z dokumentacji zawartej w „Foreign Relations of the Unite States (FRUS), 1944, t. III oraz L. Woodwarda „British Foreign Policy in Second World War”, t. III, Londyn 1971, wynika, że MSZ Wlk. Brytanii, a także USA, przywiązywały olbrzymią rolę do szybkiego porozumienie między Polakami.
    24 sierpnia 1944 – mimo znacznego zaostrzenia się stosunków między USA a ZSRR, w związku z powstaniem warszawskim, Rooseveld pisze do Mikołajczyka: „ Sadzę, jednakże, że te nieszczęśliwe wydarzenia nie powinny odstraszyć Pana od przedstawienia racjonalnej propozycji PKWN-owi i jestem zdecydowanie przekonany, że jeżeli takie racjonalne propozycje nie zostaną przedstawione komitetowi (PKWN – przyp. red.) i dojdzie do kryzysu w rządzie polski, taki bieg wydarzeń może tylko pogorszyć sytuację”.
    Powstanie warszawskie położyło się wielkim cieniem na perspektywach rozwiązania polskich spraw.
    Poprzedzone było wielomiesięcznymi i nieskutecznymi próbami uzyskania akceptacji i poparcia mocarstw zachodnich (Wlk. Brytanii i USA) dla planów powstania zbrojnego.
    Ale o tym w odrębnym poście.

  93. Andrzej napisał(a):

    Mam także (…) pytanie natury technicznej. czy można UPS podłączyć do akumulatora i używać jako przetwornicę z akumulatorem.

    W Lidlu ostatnio były (i może jeszcze są) gotowe przetwornice do podłączania akumulatorów w cenie ok. 120 zł. Parametrów nie znam, gdyż się nie interesowałem.

  94. Andrzej napisał(a):

    Zofia
    Najlepiej pytać i czytać u źródła a nie cudze komentarze.

    Sądzę, ze Głos Zwykły dość skutecznie wyjaśnił, ze zwykły śmiertelnik nie jest w stanie odpowiednio zinterpretować teksty prawnicze.

  95. Andrzej napisał(a):

    Gospodarz
    Andrzeju,
    na prawde wierzysz, że pewnego dnia obudzisz sie w UE, jak w Chinach?


    Prawdę mówiąc obawiam się tego, więc wole dmuchać na zimne. W podobnej sprawie pragnę przypomnieć całkiem niedawną „aferę” związaną z tłumaczeniem list dialogowych do filmów. Mnóstwo szumu medialnego, aresztowania, zamknięcie serwisu internetowego Hatak, mnóstwo artykułów, w których można było przeczytać ile to lat więzienia grozi twórcom serwisu i współpracującym tłumaczom i ostatecznie prokuratura nawet zarzutów żadnych nie postawiła ze względu na brak podstaw prawnych. Ale sytuacja została wyjaśniona dopiero po kilku miesiącach od chwili zamknięcia serwisu i po licznych protestach popartych opiniami prawnymi m.in. na takich serwisach jak Prawo Vagla. Teraz rozeszło się jeszcze po kościach, a jutro?

  96. Andrzej napisał(a):

    :)))
    http://wiadomosci.gazeta......l?skad=rss

  97. Andrzej napisał(a):

    Gospodarz
    A co masz przeciwko małpkom?
    Nic. Również przeciw polskim Patriotom nic nie mam.
    http://www.polityka.pl/_g.....ty_600.jpg

  98. Zofia napisał(a):

    Jako przerywnik,
    nieco osobiste i sentymentalne otwarcie sezonu żeglarskiego w Szczecinie
    http://picasaweb.google.p.....kiOtwarty#
    Szczecin, poza wspaniałą zielenią, ma też wspaniale akweny – śródodrze, Jezioro Dąbskie z którego wypływa się w dół rzeki na Zalew Szczeciński lub nawet na Zatokę Pomorską – na morz, a czasem i przez Bałtyk nieco dalej.
    Jako żeglarka w swej młodości zaliczyłam wszystko, poza rejsami poza Bałtyk.

  99. Ewa-Joanna napisał(a):

    Andrzej,
    znaczy poslowie sie opierdzielaja i zamiast dbac o prawo, lataja po telewizjach paszcze pokazywac dla piaru!
    Rzeczywiscie nie mieli prawa zamknac ani serwisu ani tlumaczy, ale to nie znaczy ze byli to ludzie niewinne jak te lelije – po co komus tlumaczenie dialogow jak kupi film legalnie?
    Aaaa, no tak, moze kupic za granica, wtedy potrzebuje. Ale ilu kupuje za granica?
    Zabieram sie za czytanie tego wszystkiego na temat internetu, jak przebrne to sie wypowiem. Z tego co u nas sie mowi, cybercrimes w tej chwoli przynosza mafiom wieksze zyski niz handel narkotykami a sa latwiejsze do robienia. Moze dlatego te zapedy EU i innych rzadow? Ludzie sa niesamowicie naiwni, byc moze w jakis sposob chronic ich trzeba przed ta glupota, choc mnie sie tez to nie podoba!

  100. Snarski napisał(a):

    Pani Zofio najmilejsza, na Boga!

    Takiego głębokiego świdrowania researchem to chyba nikt inny by nie potrafił. Głębiej to już tylko można próbą dowiercenia się do Adama i Ewy! Bo ja rozumiem, że my w dalszym ciągu oscylujemy wokół obchodów rocznicy wyzwolenia Szczecina. Ja w Powstanie Warszawskie wpuściłem się tylko z tego powodu, że o Armię Berlinga szło. A ponieważ samego Berlinga zabrakło przy wyzwalaniu Szczecina, jak Torlin przypomniał przytomnie acz rozwadniająco temat, to i o Powstanie trzeba było zahaczyc. Ale tylko jako o temat uboczny. Pani jednakże temat ten wysterowała – po raz który już w naszych publicystykach niepotrzebnych? – na tor główny. Można oczywiście i tak, ale po co?
    .
    Niechże Gospodarzowe coraz częstsze wysyłanie nas na polanę, choćby i żurawia ale wciąż tylko będącą ‘wyrzuceniem dzieci na podwórko’, nie skazuje naszych blogowiczów na następną dyskusję prowadzącą donikąd. Sami nad sobą miejmy litość!

  101. Ewa-Joanna napisał(a):

    Hej Snarski,
    ale linka dales dobrego, tego nie czytalam!
    Dla mnie korzysc jest :)

  102. Zofia napisał(a):

    Drogi panie Snarski,
    to konsekwencja wcześniejszej mojej wypowiedzi, związanej z stosunkiem Polaków do historią w szczegółowiej – do wyzwalanie Szczecina w drodze na Berlin przez Armię Czerwoną i WP. A w tym – do relacji polsko-rosyjskich w II wojnie światowej.
    Nie zbaczam z toru, ale daję przykład jak manipuluję sie historią i jakie to wygibusy się obecnie wyprawia.
    Posługuję się dokumentacją zawartą w zachodnich dokumentach – by nie być posądzana o ulegania rosyjskiej interpretacji tamtych dni.
    Jest to reakcja na określony temat zasygnalizowany w blogu, a wyzwalanie Szczecina jest tak samo w ciągu historii II wojny światowej,z udziałem Armii czerwonej i WP u jej boku, jak pomoc tej armii dla powstańców warszawskich.
    Mam zamiar na podstawie tych dokumentów także w podobnym skrócie pokazać jak wyglądała ta aliancka, amerykańska i brytyjska pomoc i kto komu tu pomagał i jak. Kto kogo zostawił na lodzie i dlaczego.
    II wojna światowa i powstanie – nie ma tylko jednego oglądu. Inaczej są widziane przez pryzmat dokumentacji aliantów, inaczej przez uczestników powstania, inaczej przez polskich historyków i kombatantów, inaczej przez zachodnich.
    Natomiast w polskiej polityce wobec tej historii jest za dużo mitów a za mało wiedzy o faktach. Buduje się nowe legendy, inne niszczy. A o faktach mówi się b. mało.
    Każda wypowiedz którą cytuje, każdy fakt o którym wspominam, ma swoje udokumentowanie, jak będzie trzeba podam nawet nr strony tych zebranych archiwalnych dokumentów MSZ USA i Wielkiej Brytanii.
    Ja ich nie komentuję, jak Pan zapewne zauważył, ja je jedynie podaję.
    Ciekawa jestem na ile te fakty mają odbicie np. w Muzeum Powstania Warszawskiego.
    Nigdy tam nie byłam, może mi Pan powie?

  103. Snarski napisał(a):

    Ewo-Joanno,

    Korzyść na tyle, że jeszcze raz zechcesz do KANAŁU zejść, razem z Glińskim, Janczarem czy Mikulskim? Albo w dyskusję się wdać z ‘niezłomnymi’, Ruskich za wszystko obwiniającymi? Jak powiedziałem, można i tak. A nawet (to juz ‘on the second thought’) może to być niezły temat na tym beztemaciu Gospodarzonym? Czego sie nie robi z nudow..

  104. Ewa-Joanna napisał(a):

    Snarski,
    ja to robie z ciekawosci, lubie wiedziec jak ludzie podchodza do pewnych tematow, lubie sluchac co maja do powiedzenia i na podstawie tego ksztaltuje swoje poglady, porownujac, patrzac krytycznie i odzierajac z legendy.
    W domu babci w najciezszych latach stalinowskich stalo popiersie Pilsudskiego a najgorszym „wyzwiskiem” bylo – ‘ty bolszewik!’, babcia bowiem „uczestniczyla” przez przypadek w Rewolucji Pazdziernikowej.
    Opowiesci sluchalam przy roznych okazjach, to nasluchalam sie rowniez o wejsciu wojsk radzieckich do Polski. I o okupacji jednej i drugiej. I o kampanii wrzesniowej od ojca tez sie nasluchalam.
    No, ciekawska jestem. Teraz sobie czytam rozne takie i porownuje z tym co nazbieralam przez lata. I dodaje wlasne doswiadczenia i wspomnienia.

  105. Snarski napisał(a):

    Droga Pani Zofio,
    Chyba jeszcze raz zmienię zdanie. Jeśli uda się pani COŚ NOWEGO odkryć – a w to nie wątpię, widząc pani zdolności w docieraniu do źródeł – to jak najbardziej ciągnąć te kontynuację powstaniową! (Kto to błysnał na blogu tą frazą?)

    W muzeum niestety nie byłem. Sądząc po nazwiskach figurujących w jego radach, nie sądzę, że za wiele nowego się tam dowiem. Ale pójdę jak tylko do Kraju kiedyś trafię.

    Ewo,

    tak naprawdę to mnie też to wszystko interesuje i to niepomiernie. Żeby tak jeszcze mógł człowiek trochę spokojniej kłamstwa i przekręty historyczne znosić..

  106. Ewa-Joanna napisał(a):

    No tak, z tym spokojem to troche nietego przy tych klamstwach jaki sie slyszy i to co gorsza juz utrwalone i powtarzana jako prawda. Tez podskakuje i brzydkie wyrazy mowie i staram sie prostowac, ale duzo tego i jednak te 20 lat indokrynacji jedynie sluszna postawa robi swoje.
    Rezultaty mizerne :(

  107. Zofia napisał(a):

    Pomoc Wlk. Brytanii i USA dla powstania cz. 2.
    Z dokumentach MSZ USA jest wzmianka o tym, ze Mikołajczyk miał obiecane od Amerykanów 10 mln USD pomocy militarnej, ale jak się okazało pod pewnymi warunkami, mianowicie, by działania zbrojne podziemnych organizacji bojowych w Polsce były ściśle koordynowane z działaniami Armii Czerwonej. Mikołajczyk w wielu wypowiedziach podkreślał, że angielskie władze polityczne i militarne były wcześniej informowane o planowanym wybuchu, ale jak się okazuje, żadnych szczegółowych informacji – nie otrzymały.
    4 dni przed powstaniem warszawskim:
    27 lipca 1944 – spotkanie ambasadora Raczyńskiego z ministrem Edenem (szef MSZ Wlk. Brytanii).
    Ambasador napisał, potem w swoim sprawozdaniu napisał „Przekazałem na prośbę Komendanta Armii Krajowej, co do poparcia zbrojnych działań w rejonie Warszawy przez Królewskie Siły Lotnicze. Eden obiecał pilne rozważenie tych postulatów, ale równocześnie powątpiewał, czy będą one mogły być spełnione z przyczyn technicznych”.
    3 dni przed powstaniem warszawskim:
    28 lipca 1944 amb. Raczyński otrzymuje pisemną informację, że rząd brytyjski nie będzie w stanie udzielić żadnej pomocy w przypadku powstania w Warszawie.
    O tym fakcie londyńskie władze nie informują kierownictwa powstania.
    Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski jest w tym czasie we Włoszech i nie ukrywa niepokoju i obaw, że rozmowy Mikołajczyka w Moskwie, na które pojechał – mogą doprowadzić do porozumienia z PKWN.
    Generał stwierdza niedwuznacznie, ze wówczas w wojsku nastąpiłby „kryzys nieobliczalny w skutkach, co najmniej w postaci wypowiedzenia posłuszeństwa zespołowi rządowemu, który by do takiego stanu doprowadziłby Polskę”.
    Reasumując:
    3 dni przed powstaniem
    · Premier rządu polskiego na emigracji w Moskwie i przed rozmowami ze Stalinem,
    · Wódz Naczelny – gen. Sosnkowski we Włoszech pełen obaw o te rozmowy,
    · Rząd w Londynie wie, że pomocy lotniczej dla warszawskiego powstania ze strony Brytyjczyków nie będzie.
    1 września 1944 – kierownictwo powstania decydując się na jego rozpoczęcie. Postanowiło zaskoczyć wszystkich, zarówno Rosjan jak i Niemców. Ale nie tylko. Pracowników polskiej misji wojskowej w Waszyngtonie – także.
    3 sierpnia 1944 – marszałek John Slessor, szef lotnictwa brytyjskiego w rejonie Morza Śródziemnego otrzymuje polecenie szefów sztabów natychmiastowego podjęcia zrzutów dla powstania warszawskiego – o ile jest to technicznie możliwe. Jego odpowiedź jest negatywna.
    sierpnia 1944 – wysyła jednak 14 samolotów, w tym jest 7 polskich załóg i 7 brytyjskich.
    Tylko 2-wóm polskim załogom udaje się dokonać zrzutów. Ponieważ 5 załóg brytyjskich z 7- miu wysłanych – nie wróciło, marszałek Slessor dalszych zakazał lotów. W tym postanowieniu poparł go jego zwierzchnik – marszałek Charles Portal.
    5 sierpnia 1944 – dopiero tego dnia z Londynu polecono polskiemu ambasadorowi w USA Janowi Ciechanowskiemu i szefowi misji wojskowej w Waszyngtonie Leonowi Mitkiewiczowi podjąć starania o pomoc ze strony Amerykanów dla powstania warszawskiego. Zwrócili się oni do gen. George’a Marshalla, który zastępował szefa sztabu wojsk lądowych.
    7sierpnia 1944 Amerykanie informują amb. Ciechaniowskiego o rozpatrywaniu prośby z „jak największą życzliwością”, jednak prośbę winien rozstrzygać anglo-amerykański sztab wojskowy, bowiem sprawy zaopatrywania polskiego ruchu oporu należy do działań Brytyjczyków. Oraz dodano, że „bez wiedzy i zgody sowieckiego naczelnego dowództwa są one zupełnie wykluczone”.
    Tego samego dnia marszałek brytyjskiego lotnictwa Charles Portal stwierdza, że „z licznych prób podejmowanych w ostatnich kilku dniach widać, że usiłują oni (tj. Polacy – przyp. red.) przerzucić na nas odpowiedzialność za niepowodzenia działań polskiej armii podziemnej, a jest ona wynikiem podjęcia przez nią przedwcześnie otwartej walki”
    8 sierpnia 1944 rozmowa wicepremiera Jana Kwapińskiego z ministrem Edenem (MSZ Wlk. Brytanii). Minister Eden stwierdza, że władze brytyjskie nie otrzymały „żadnych szczegółowych informacji przed wybuchem powstania” i nie składa żadnych wiążących obietnic wicepremierowi. Pada pytanie ze strony Brytyjczyków czy powstanie zostało skoordynowane z władzami radzieckimi, na co wicepremier odpowiada, że „przedwczesne byłoby mówić o „braku dobrej woli” ze strony ZSRR.
    8 sierpnia 1944 – szefowie sztabów Wlk. Brytanii i USA odrzucają kolejna prośbę gen. Sosnkowskiego o przyspieszenie zrzutów oraz wysłanie na pomoc powstańcom polskiej brygady spadochronowej.
    Marszałek Portal stwierdza wówczas, że ” jedynymi ludźmi zdolnymi fizycznie zapewnić osłonę lotniczą działaniom w Warszawie są Rosjanie”. Zgodzono się tylko na podjęcie lotów od 8 sierpnia przez polskie załogi lotnicze, które zgłoszą się na ochotnika. W nocy z 8/9 sierpnia dokonano 3 zrzutów nad Warszawą i Puszczą Kampinowską.
    Na wszelkie nalegania szefa polskiej misji wojskowej w Waszyngtonie – była odpowiedź Amerykanów, że sprawa większej ekspedycji lotniczej nad Warszawę z pomocą, jest rozpatrywana w „trybie przyspieszonym”.
    12 sierpnia 1944 ze względu na poprawę pogody (zakończyła się pełnia księżyca) marszałek Slessor zezwolił 6 załogom polskim i 5 brytyjskim polecieć nad Polskę. Wróciły bez strat, dokonano 7 zrzutów, 5 z nich trafiło do powstańców.
    Przez następne noce, do nocy 13/14 sierpnia polskie załogi obyły 17 lotów nad Warszawę, brytyjskie i południowoafrykańskie – 67. Ale dokonano tylko 20 zrzutów, z czego tylko 15 trafiło do powstańców. 10 z nich zrzucono ostatniej nocy. Straty były znaczne. Stracono 3 polskie załogi i 12 obcych.
    · 18 sierpnia 1944 – sztab brytyjski zapewnia, że „czyni się wszystko, co jest możliwe”.
    · Do końca sierpnia 1944 tylko 5 brytyjskich podjęło próbę, zresztą nieudaną, dotarcia do Warszawy. Polskie załogi latały 40 razy, 4 z nich nie wróciły do baz. Wszystkie loty – bezowocne. Nie dokonano ani jednego zrzutu. Warszawa nie otrzymala żadnej pomocy
    · 1 września 1944 marszałek Slessor całkowicie wstrzymuje loty nad Warszawę. Wprawdzie uchylił ten rozkaz trzy razy (10,11 i 21 września), ale i tym razem Warszawa nic nie dostała.
    · W sumie od 4 sierpnia do 21 września 1944 r. z baz włoskich 196 razy wystartowały w kierunku Warszawy zachodnie samoloty alianckie, dokonując na nią 42 zrzuty, z czego tylko 25 trafiło do rąk powstańców. Stracono – 16 polskich załóg i 22 nie polskie, zniszczeniu uległo 39 samolotów. Bezpośrednia pomoc brytyjska dla powstańców skoczyła się 15 sierpnia 1944 r. Potem Brytyjczycy ograniczyli się tylko do nakłaniania Amerykanów i Rosjan do pomocy powstańcom.
    14 sierpnia 1944 obrady brytyjskiego gabinetu wojennego, po jego zakończeniu przesłano na ręce amb. Raczyńskiego list, w którym powtórzono zarzut, że decyzja rozpoczęcia powstania została ”podjęta bez jakichkolwiek wcześniejszych konsultacji”. Odrzucono pomysł skierowania do Polski brytyjskiej misji wojskowej, jak i wysłania polskich oddziałów spadochronowych. W kwestii praw kombatanckich – podkreślono w liście, że wymaga ona wspólnego działania z ZSRR, nalegano też na potrzebę praktycznej współpracy z oddziałami radzieckimi, chociaż wskazywano na trudności w realizowaniu tego postulatu. „Konieczne jest jednak zrozumienie, że radzieckie działania w Polsce podporządkowane są ogólnej strategii, która niewątpliwie uniemożliwia siłom radzieckim improwizowanie natychmiastowych działań w sąsiedztwie Warszawy przy współdziałaniu z polskim powstaniem, o którym ani oni, ani rząd brytyjski nie zostali poinformowani wcześniej”.
    I tu zaczyna się kolejny problem.
    Moskwa została przez Warszawę nie tylko – nie poinformowana wcześniej o wybuchu powstania – ale też skierowano wobec Rosjan ostrą kampanie propagandową, wymierzone we władze ZSRR, a pośrednio w premiera Mikołajczyka, który od 5 sierpnia 1944 r. usiłował przekonać Stalina o konieczności pomocy powstańcom.
    Takie zachowanie Warszawy wpływało na Moskwę negatywnie i utwierdzało ją w przekonaniu, co do politycznego charakteru decyzji o podjęciu walk o Warszawę. Rozważane podczas Mikołaczyka w Moskwie plany pomocy ze strony ZSRR – legły w gruzach.
    12 sierpnia 1944 – oświadczenie agencji TASS, w którym obarczono całkowitą i wyłączną odpowiedzialnością za powstanie „polskie koła emigracyjne w Londynie”.
    Najbliższe tygodnie przyniosły usztywnienie stanowisk, co miała swoje znaczenie w klimacie rozpoczynających się dyplomatycznych, nieoficjalnych na razie rozmów anglo-amerykańskich ze stroną radziecką dot. zgody na wykorzystanie lotnisk radzieckich przez samoloty USA, mającym nieść pomoc powstańcom.
    Także Churchill w tym czasie odnosił się raczej negatywnie do próśb o pomoc powstaniu ze strony Mikołajczyka.
    O działaniach wobec Moskwy po 14 sierpnia 1944 r. – w kolejnym odcinku.

  108. Torlin napisał(a):

    Zosiu!
    Ja mam taką cichą prośbę do Ciebie, daj już spokój. To nie wszystkich interesuje, a pisanie tak długich elaboratów zniechęca do czytania. Kto przeczytał obydwa odcinki?
    Przecież to wszystko można podsumować w dwóch zdaniach:
    !. Polacy wywołali sami powstanie niezawiadamiając o tym ani Zachodu ani Rosji, chcąc nie tylko wyzwolić się od Niemców, ale postawić Armię Czerwoną przed faktem dokonanym, czyli spotkaniem polskiej administracji na terenach już wyzwolonych.
    2. Zachód zaskoczony – nawet gdyby chciał – nie miał technicznych możliwości przyjścia z pomocą, a Rosjanie nie dali się postawić pod ścianą i nie pozwolili lądować zachodnim samolotom na rosyjskich lotniskach.
    Ale można złośliwie dodać – butom amerykańskim pozwolono lądować.

  109. Indoor napisał(a):

    Tak. Pamiętam jak reperowałem kanalizację miejską w Warszawie. Jest ciemno i śmierdzi jak cholera. Szczególnie koło ZOO.

  110. Bars napisał(a):

    Drogi Głosie,
    To wspaniały wiersz i doskonała charakterystyka Whitmana, a właściwie świetny, w niewielu, ale za to znaczących słowach zawarty kondensat wszystkiego co Whitmana dotyczy : tego jak rozumiał życie, widział świat, co czuł i jak o zależnej od natury i w niej zatopionej kondycji ludzkiej myślał i pisał ten poeta. Bo to co on tworzył rzeczywiście było pieśnią i to pieśnią sławiącą życie. Brak mi słów. Jestem głęboko poruszona doskonałością wiersza Robinsona, ale także dokonanym przy tej okazji odkryciem. Często pomiędzy wersami twoich postów pobrzmiewało mi coś dobrze znanego, ale na tyle ulotnego, że z niczym tego nie kojarzyłam, chociaż przynajmniej raz wyraźnie napisałam o moich wrażeniach : szklanka czystej, zimnej wody… Czy Ty często czytujesz Whitmana ? Bo czasami odnoszę wrażenie, że nim „mówisz”… Pewnie dlatego tak dobrze się rozumiemy.

  111. Indoor napisał(a):

    PAP:” Liczba osób, które zmarły w wyniku infekcji, cały czas rośnie.” Przecież maleć nie może. Musieliby przynajmniej niektóre osoby ponownie ożyć. Ale brzmi groźnie. To tak przy okazji sposobów manipulacji informacjami, gdy zdanie, które nie zawiera żądnej informacji, przedstawia się jako dowód czegoś, co należy udowodnić lub uprawdopodobnić.

  112. Ewa-Joanna napisał(a):

    Torlin,
    ja czytam :)

  113. głos zwykły napisał(a):

    Droga Bars,
    …..Nie czytuje za często Walta Whitmana (choć mam jego tomik poezji zdaje się: leaves of grass :), dlatego że drażnią mnie jego homoseksualne nuty (naprawdę nie przepadam za ciotami i ich wyobraźnią), ale wiersz Robinsona jest dobry jako taki.
    …..Zacytowałem go bo głęboko nie zgadzam się z poglądem Pana Waldemara Kuczyńskiego na temat sposobu prezentowania gawiedzi polityki.
    Czyż właśnie demokracja nie powinna wyrażać się szlachetnym, logicznym i konkretnym językiem, właśnie takim którego ślad pozostanie na marmurach. Jeśli tego języka nie ma, to ja nie mam wiary w „demokratę”.

  114. Torlin napisał(a):

    Aaaaa, E-J, to zupełnie coś innego. Jak pisze Wachmistrz w swoim blogu, jeżeli chociaż jeden internauta czyta, warto pisać. Zosiu – pisz trzecią część, ja milknę :D

  115. Paweł napisał(a):

    Odnośnie LICZNIK PREZYDENCKI:
    Pomiędzy 17 a 25 kwietnia jest 8 dni a licznik zmalał o 10.
    I tak jednak mamy już na liczniku PONIŻEJ PÓŁTORA ROKU.

  116. miner napisał(a):

    Chyba tego tu nie wklejałem:
    http://www.rp.pl/artykul/.....94787.html
    .
    Mistewicz stara się opisać współczesną medialno-polityczną rzeczywistość. To chyba pasuje do rozmowy o demokracji, gawiedzi i stwierdzenia:
    „Świat zlozony głównie z waznych informacji byłby nie do zniesienia. Te małpki i inne rzeczy to przecież kolor polityki. Polacy to kochają i co wieczór miliony z nich zasiadaja przed ekranami mając w d… ważne informacje. Czekają kto kogo dzis obsobaczy i co mu wyciągnie.”

  117. Ewa-Joanna napisał(a):

    I Miner, ow Mistewicz niestety ma racje, choc trudno sie z tym pogodzic.

  118. maciek.g napisał(a):

    dark side
    odpowiadam

    Ad 1 Nie pisałem o pracy więźniów , ale o odpracowywaniu wyroków , czyli tam gdzie sąd zgodził się by zamiast delikwent iść do więzienia odpracował tyle , a tyle godzin przy robotach publicznych , dotyczyło to też zamiany kar pieniężnych na odpracowywanie itp. Prace te zwykle organizowały gminy i delikwenci byli powiadamiani pocztą o niej. Wielu narkomanów wchodzi w kolizje z prawem, wyłudza przejazdy komunikacją, kradnie, wpada w kolizję z operatorami telefoni itd., Wiem że wielu z nich prace takie wykonywało. Były to najczęściej prace przy oczyszczaniu miasta, zieleni , jakieś oczyszczania terenu po rozbiórkach, sadzenie drzew i krzewów, usuwanie śmieci z lasów itp.
    Nie sprawdzałem statystyki , ale wiem że zatrudniano wiele tysięcy osób rocznie. Nic nie czytałem na temat kosztów i opłacalności tych prac, ale poszukam i jak coś znajdę to napiszę

    Ad2 Ludzi którzy nie chcą podjąć pracy, obecne urzędy zatrudnienia też nie wspomagają finansowo (tylko pół roku po stracie pracy przysługuje zasiłek dla bezrobotnego), natomiast ludzie ci często wyłudzają świadczenia zdrowotne, a to poważne obciążenie dla pracujących. Nie chcący pracować, gdy ma taka możliwość , sam na własne życzenie decydował by się na utratę świadczeń ubezpieczenia zdrowotnego i problemy związane z brakiem pieniędzy (bo pracuje się zwykle po to by zarabiać). Odnośnie nałogów to właśnie dolegliwości z nimi związane najczęściej zmuszają tych ludzi do szukania pomocy i leczenia się. Dlatego muszą byś inne organizacje i sposoby niesienia im pomocy, ale wtedy gdy o tę pomoc się zwrócą , bo jak wykazała praktyka leczenie przymusowe efektów nie daje.. I tak dla osób uzależnionych Państwo powinno wspomagać ośrodki rehabilitacji i koszty leczenia związane z leczeniem osób uzależnionych oraz inne działania łagodzące i zmniejszające dolegliwości społeczne które mogą wynikać z działania tych osób (np. finansowanie programów metadonowych i podobnych)
    Ad3 A jak załatwiają ważne sprawy ludzie pracujący gdy trzeba załatwić ważną sprawę w urzędzie? Sprawa prosta jadąc na spotkanie w sprawie pracy informują o tym swego kierownika i przywożą ze spotkania potwierdzenie tego faktu. Na podstawie potwierdzenia nieobecność uznaje się za usprawiedliwioną. Wysyłanie ofert i wiele innych działań związanych z szukaniem pracy można robić w czasie wolnym od pracy. Obecnie są telefony komórkowe znakomicie ułatwiające kontakty z oferentami. W pracach na rzecz społeczną można by oczywiście uzyskiwać urlopy płatne /jak i bezpłatne/ na różnego rodzaju działania związane z poszukiwaniem pracy. Można by też wykorzystywać urlop, który jak w każdej pracy by przysługiwał i można by było tu zarządzić, że można go by było brać kiedy się zechce i ile się chce / oczywiście do wykorzystania przysługującego limitu/ Jest to pewnym utrudnieniem, ale przecież człowiek pracujący który chce znaleźć sobie lepszą robotę musi jakoś to sobie zorganizować i jak chce to sobie organizuje.
    Dlatego też oferta ta była by nie tylko dla jak napisałaś „ tylko dla pewnej grupy bezrobotnych, dosc scisle okreslonej:np. ludzi, ktorzy chca pracowac”, ale dla wszystkich bezrobotnych. Wspomaganie bowiem rodzin z małymi dziećmi nie powinno być związane z PIT’em i pracą , a z faktem posiadania dzieci. Pomoc tą powinno świadczyć Państwo z odpowiednio na ten cel stworzonego funduszu. (można oczywiście zmniejszyć obciążenia Państwa na ten cel wiążąc tą pomoc liniowo (z kwota początkową) z przychodami rocznymi rodzica /rodziców/. Dawanie zaliczkowe i rozliczenie po określeniu rocznego przychodu.
    Obecny system pomocy rodzinom mającym dzieci jest fatalny i bije w mało zarabiające rodziny, bo często podatek nie pokrywa możliwej oferowanej państwowo pomocy i dostają mniej niż osoby lepiej sytuowane.
    Pozdrawiam Maciek

  119. maciek.g napisał(a):

    Torlin,
    Masz rację, że Zofia trochę „przegina”, ale podaje wiele faktów które dla wielu osób mogą być nieznane i nie dziwię się że E-J odpowiada że czyta. Ja jak widać tez przeczytałem. Jasne jest, że polityka i interesy mocarstw w tej kwestii były decydujące, a jak wiemy gdy chodzi o wielkie interesy to moralność zwykle gdzieś idzie na stronę. Wiemy że ZSRR pod rządami Stalina nie było państwem gdzie moralność miała jakieś znaczenie przy podejmowaniu decyzji, więc trudno się dziwić, że decyzje były takie jakie były. Dla zachodnich aliantów moralność miała znaczenie , ale też zwykle ustępowała przed interesem politycznym / bo nie interesem narodów/. Po faktach zazwyczaj łatwo krytykować i oceniać gdy wyniki znamy. Przed zaistnieniem faktów i mając często sprzeczną informację podjąć właściwą decyzję jest trudno. Bardzo dużą winę ponoszą więc ci politycy polscy którzy mieli dostęp i możliwość dostępu do informacji wskazującej na to, że najbardziej możliwy jest fatalny wynik Powstania w Warszawie (a więc głównie rząd londyński) , bowiem pomoc aliantów dla niego była iluzoryczna, a pozostawieni sami sobie powstańcy nie mieli szans. (zakładanie, że wszystko potoczy się możliwie korzystnie dla powstańców było przecież oczywistą głupotą, – pewnie, że Stalin mógł wykorzystać powstanie by małymi siłami wstrzymywać Niemców w tym rejonie, pewnie że Hitler mógł zrezygnować z ofensywy i zdobywania Warszawy i lepiej wykorzystać swe wojsko i materiały wojenne, pewnie, że mogło dojść do współdziałania USA i ZSRR w dziedzinie pomocy powstaniu itp)

  120. miner napisał(a):

    E-J: niestety… Świat zaczyna się dzielić na ludzi, którzy sie z tym nie godzą i na tych, którzy starają wykorzystać do samego końca.
    .
    I potem mamy Obamę (który profesjonalnie interpretuje opowieści o „livsach” i robi z tego politykę) albo Palikota (który robi to w wersji pszenno-buraczanej).
    I jedno i drugie jest smutne z mojej perspektywy…

  121. Torlin napisał(a):

    Minerze!
    Do czego Ty doprowadzasz!
    Że ja się muszę z Tobą zgodzić!

  122. Zofia napisał(a):

    Maciek,
    nie przeginam, bo ja faktów w tym przypadku – nie interpretuję.
    Ograniczam się do ich podania.
    Cytuję listy, depesze, oświadczenia, podaje temat rozmów, daty spotkań, kto z kim o czym gadał na podst. dokumentów archiwalnych MSZ-ów USA i Wlk. Brytanii. I tylko tyle.
    Wyciąganie wniosków pozostawiam czytelnikom.
    Moja matka pracowała w sztabie gen. Sikorskiego w Londynie, miała tam też swoich przyjaciół i znajomych. O tym wszystkim, ale w mniejszym rzecz jasna zakresie – zakresie wiedziałam od bardzo dawna, z domu.
    I zawsze dziwiło mnie oficjalne interpretowanie warszawskiego powstania tutaj, w Polsce.
    Opinie na temat powstania wyraziłam tu na blogu wiele razy i znacznie wcześniej. Teraz więc już nie mam potrzeby.

  123. Torlin napisał(a):

    Zośko Kochana!
    Czytaj ze zrozumieniem!
    „Maciek, nie przeginam, bo ja faktów w tym przypadku – nie interpretuję”. Bo to nie o to chodzi, tylko o wielkość komentarza.

  124. Bars napisał(a):

    Głosie drogi,
    „Czyż właśnie demokracja nie powinna wyrażać się szlachetnym, logicznym i konkretnym językiem, właśnie takim którego ślad pozostanie na marmurach.” No i właśnie o to mi chodzi. Myślę, że Whitman powiedziałby dokładnie to samo co Ty. Ja zresztą nie dostrzegam w jego wierszach tych, jak to nazywasz, homoseksualnych nut. Owszem, Whitman prowokuje, co najbardziej rzuca się w oczy w języku oryginału. Bawi się też i uprawia karkołomną żonglerkę słowami, ale to wszystko. O ile się orientuję, dotychczas nie znaleziono żadnego wiarogodnego źródła mogącego zorientować nas w tej sferze życia Whitmana i ewentualnie potwierdzić prawdziwość tezy o jego homoseksualizmie. Co więcej, niektóre z jego wierszy wręcz przeczą temu poglądowi. Onegdaj interesowałam się nim nieco szczegółowiej i pościągałam skąd się dało cała furę dotyczących go opracowań itp. Nic takiego nie znalazłam i sądzę, że raczej „przyprawiono mu gębę”, bo taka dziś panuje moda i takie trendy wzięły górę, zarówno w analizie jak krytyce literackiej. Krótko mówiąc im więcej sensacji tym lepiej. Ja natomiast odniosłam wrażenie, że jest to poeta wręcz ewangeliczny, przepełniony głębokim zrozumieniem i współczuciem dla człowieka. Zresztą niektóre z jego wierszy sprawiają na mnie wrażenie wręcz przypowieści. A co do liryzmu, to ten zawsze wydaje się nieco kobiecy, bez względu na to, czy jest to liryzm podejrzanego Whitmana, czy też zupełnie wolnego od podejrzeń Mickiewicza. :-)
    A wiersz Robinsona jest naprawdę wspaniały.
    Ps.Wpis, który był o niebo lepszy, udało mi się wysłać w niebyt, ale z grubsza o to właśnie w nim chodziło. :D.

  125. Andrzej napisał(a):

    miner Says:
    kwiecień 28th, 2009 at 9:49 przed południem

    Znakomite uzupełnienie tego o czym pisałem wcześniej:
    http://kuczyn.com/2009/04.....ment-75363

  126. Snarski napisał(a):

    Pani Zofio,

    proszę się nawet i uwagami o wielkości komentarza nie przejmować. Pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Powstanie Warszawskie to temat lepszy niż brak tematu, jak się wcześniej rzekło. Bo nam blog zemrze śmiercią samobójczą!

  127. głos zwykły napisał(a):

    Droga Bars,
    W jego czasach homoseksualizm był tematem tabu. W kulturze anglosaskiej wówczas, to było więcej niż grzech, to było samo dno.
    .
    Nie sądziłem, że będę zmuszony do oglądania dwa razy Brokeback Mountain, ale cóż się nie robi dla poezji :-)
    .
    Z „pieśni o sobie samym” by Walt Whitman
    .
    Czule obejdę się z tobą, wijąca się trawo
    Być może wydały ciebie piersi młodych mężczyzn
    Być może gdybym ich znał, pokochałbym ich
    .
    Pieśń dla poległych by Walt Whitman
    Dają muzykę trąbki i bębny,
    Moje serce o żołnierze moi,
    Moje serce daje wam miłość.
    .
    Kawaleria przechodzi rzeką przez bród by Walt Whitman (a stary poeta, także rozkłada swój proporzec na tęgim drągu).
    Wyciągnięci w długą linię, to pojawiają się, to nikną między
    ……………………………………………………….zielonymi wyspami
    Suną wężem, broń ich błyska w słońcu – słyszysz jak dzwoni.
    Patrz srebrna rzeka, w niej bryzgi spod kopyt, konie
    ……………………………………………zatrzymujące się, żeby pić.
    Patrz ogorzali ludzie, każda grupa i zady z nich jak obraz, mniej
    …………………………………………..gorliwi odpoczywają w siodłach.
    Niektórzy wynurzają się na drugim brzegu, inni dopiero wjeżdżają ………………………………………w bród – podczas gdy
    Proporczyki czerwono-niebiesko-śnieżnobiałe
    Wesoło furkoczą na wietrze.

  128. głos zwykły napisał(a):

    A wiersz głęboko falliczny, męski i ziemisty My dwoje o czym jest?
    .
    Tak długo dawaliśmy się zwodzić, my dwoje.
    Teraz przemienieni, bystro umykamy, jak umyka Przyroda.
    My jesteśmy Przyrodą, długo nieobecni, teraz powracamy,
    Stajemy się roślinami, łodygą, listowiem, korzeniem, korą,
    Tkwimy w ziemi, jesteśmy skałą i skałą,
    Jesteśmy dębem i dębem, rośniemy obok siebie,
    Pasiemy się we dwoje pośród stad gotowych do biegu,
    Jesteśmy dwie ryby pływające w morzu, razem,
    Jesteśmy, czym jest kwiat akacji, nasz zapach w alejach rano
    …………………………………………………………….i wieczorem.
    Jesteśmy też ziarnisty brud zwierząt, jarzyn, minerałów,
    Jesteśmy dwa drapieżne jastrzębie, szybujemy wysoko i patrzymy
    …………………………………………………………………………… w dół
    Jesteśmy dwa jaśniejące słońca, to my na orbitach i między
    ………………………………………………. gwiazdami jak dwie komety,
    W pogoni szczerząc kły, czworonożni w lasach, skaczemy na
    …………………………………………………………………..zwierzynę,

    Wy, zbrodniarze na rozprawach w sądzie
    .
    Prądy piekieł przepływają pod tą twarzą, która wydaje się tak
    …………………………………………………………………spokojna
    Chucie i niegodziwości są w sam raz dla mnie,
    Stowarzyszam się z przestępcami, kocham ich,
    Czuje się jednym z nich – należę do tych więźniów i prostytutek,
    I dlatego nie zaprę się ich – jakże mógłbym się zaprzeć samego
    ………………………………………………………………………….siebie

Skomentuj