Jestem z Układu


Po pierwszej turze na Ukrainie.

LICZNIK  PREZYDENCKI
Do końca kadencji “Prezydenta Swojego Brata”
zostało już tylko 288 dni.

Polityka zagraniczna nie jest dziedziną, którą śledzę pilnie na codzień i komentuję, ale napiszę kilka uwag na marginesie wyniku pierwszej tury wyborów prezydenckich na Ukrainie. One pokazały, że Ukraina, jak była tak i jest podzielona politycznie na zachodnią i wschodnią. Obie muszą z sobą żyć i znaleźć wspólny mianownik, by to życie było możliwe. To jest sprawa Ukraińców. Ale podział na Ukrainę, ciążącą ku zachodowi i na tę, której bliższe są ściślejsze związki z Rosją powinien być też brany pod uwagę w naszej polityce w stosunku do tego kraju. Nie ulega wątpliwości, że w naszym interesie jest istnienie Ukrainy niepodległej. Z tego stwierdzenia moga wynikać różne wnioski co do sposobu postępowania wobec naszego bezpośredniego wschodniego sąsiada. Dotychczasowe podejście, szczególnie to z czasów rządu PiS, a także prezydenta dostrzega wyłącznie prozachodnie siły na Ukrainie, w nich jedynie widzi partnera, a za główny cel polityki stawia oddalanie Ukrainy od Rosji i przeciąganie jej na Zachód. Rozumiem intencje tej polityki, nawet gotów jestem je uznać za dobre, tyle, że w polityce dobrymi intencjami jest wybrukowane piekło. I dzisiaj w obliczu zwycięstwa Janukowycza i druzgocącej klęski Juszczenki, skutki takiego pojścia są mizerne.

Ono miałoby szansę pod dwoma jednocześnie warunkami – gdyby obóz pomarańczowych nie żarł się z sobą przez ostatnie lata i gdyby dla Unii Europejskiej oraz dla NATO przyciagnięcie Ukrainy do siebie było ważniejsze od dobrych stosunków z Rosją, a jak wiadomo jedno psuje drugie. Ale nie jest ważniejsze, bo dla Stanów Zjednoczonych i dla głównych krajów Unii nie ma dziś konfliktu Wschód – Zachód i wobec tego Rosja nie jest dłużej wrogiem, lecz partnerem. Ważnym, choć przewrażliwionym, sfrustrowanym, bo po największej klęsce narodowej od wieków. W Rosji, z rozpaczy za utraconym supermocarstwem nie przyjmuje się do wiadomości, że Zachód już na nich nie czycha. Oni nadal myślą w kategoriach supermocarstwowej równowagi sił i strachu, choć sił już nie mają, a strach próbują podtrzymywać grożnymi minami i stroszeniem piór. I paradoksalnie także część polityków z dawnych bratnich krajów, w tym i polskich, również swoje podejście do Rosji i jej dawnych prowincji kształtuje pod wpływem owego schematu. Jego żywotność w społeczeństwach byłych satelitów Moskwy jest zrozumiała. Dla nas Rosja, choć już nie totalitarna, ale i nie w pełni demokratyczna, jest ciągle zagrożeniem. Warto sobie jednak uświadomić, że nie wciśniemy całemu Zachodowi naszej antyrosyjskiej alergii, choćby nawet była uzasadniona, co dziś nie jest już tak pewne jak dawniej.Wyrazem tego, jest beznadziejna próba namawiania Ameryki i Unii, by uwierzyli, że rywalizacja z Rosją i jej powstrzymywanie jest nadal najważniejszą cechą globalnej polityki, co w szczególnym przypadku Ukrainy, czy Gruzji, wyraża się postulatami, żeby najszybciej wzięto pod natowskie i unijne skrzydła te kraje bo inaczej wpadną w łapy głównego wroga.

Nie twierdzę, że z takich perswazji trzeba zrezygnować, ale na pewno nie one i nie ciągnięcie za uszy Ukrainy na zachód, czy bronienie jej niepodległości bardziej od nich samych, powinno być głównym celem naszej polityki. Za takie próby myśmy już cenę zapłacili. Jest prawdopodobne, że jednym z argumentów za budową gazociągu przez Bałtyk była nasza nadgorliwość w obronie interesów Ukrainy przy rozmowach o tak zwanej „pieremyczce”, odcinku gazociągu omijającego Ukrainę. Broniliśmy ich tak, że w końcu zirytowało to samych Ukraińców.
Uważam, że najważniejsze powinno być dla nas aby Ukraina była nam przyjazna, a nie to, żeby była wroga Rosji. Powinniśmy mieć dobre stosunki z wszystkimi głównymi siłami w tamtym kraju, z tymi, którym bliższa jest Unia i z tymi, którym bliższa Rosja. Nie mam nic przeciwko temu, by Ukraina znalazła się w Unii, czy w NATO, choć wcale nie jestem pewien, że wiązałyby się z tym tylko dobre dla nas skutki, a w końcu w polityce zagranicznej na pierwszym planie trzeba mieć nie cudze dobro, lecz własne. Ale niech decyzja o tym zapadnie na samej Ukrainie bez stronniczej, a czasami i natrętnej asysty z zewnątrz. Będzie to też z korzyścią dla naszych stosunków z Rosją, które nie są wcale mniej ważne od stosunków z Ukrainą, a także z korzyścią dla naszej wiarygodności i skuteczności w Unii, bo nic nie odbiera jej bardziej niż robienie z siebie gęsi kapitolińskiej gdy Gallów nie widać.

574 komentarze to “Po pierwszej turze na Ukrainie.”

  1. Andrzej napisał(a):

    Mamy obecnie najlepsze wskaźniki ekonomiczne w Unii, i co z tego, skoro 20% polskich dzieci jest głodnych i biednych, a ich rodziców nie stać, by miały komplety książek czy obiad w domu
    Ano to, ze gdybyśmy mieli gorsze wskaźniki to i procent biednych dzieci byłby wyższy.
    podczas gdy prezesi i dyrektorzy firm w Polsce zarabiają takie fortuny, o których nikomu się nie śniło. Ich apanaże są o niebo wyższe niż na analogicznych stanowiskach w “normalnym” kraju UE.
    Wątpię czy te apanaże są o niebo wyższe. Raczej pensje zwykłych pracowników są o niebo niższe. Nie jest to co prawda powód do zadowolenia, ale czy dzięki temu nie mamy przypadkiem tych najwyższych wskaźników? Nie dawno przerabialiśmy eksperyment polegający na „sprawiedliwym” podziale dochodów, a efektem było bankructwo państwa.
    na krajowym rynku istnieje przewaga usług nad produkcją
    To tylko się cieszyć, bo takie proporcje są charakterystyczne dla krajów wysoko rozwiniętych.

  2. Madzia napisał(a):

    „Dlatego skarbówki zaczną niebawem wkraczać do sklepów czy zakładów usługowych i sprawdzać ceny.”
    Lepiej od razu wojskowych wysłać.
    Stare, sprawdzone metody są najlepsze.
    http://www.youtube.com/wa.....9eodNpkREA
    _
    Co to jest : „wysokość PKP w naszym kraju”?
    _
    „Gdyby polską gospodarkę przefiltrować z tego negatywnego całego bagażu, tych wszystkich lewych dochodów, wskaźniki byłyby inne.”
    Lepiej przefiltrować gospodarkę ze wszystkich durnych ustaw i obniżyć podatki a nie ciągle wierzyć w zamordyzm.

  3. Zofia napisał(a):

    Andrzeju,
    nie ze mną polemizuj, bo to nie moje pomysły ze skarbówką ect.
    A o apanażach kadry menadżerskiej – dzisiaj w GW.
    Jeśli chodzi o przewagę usług nad produkcją – to mimo, ze to cecha wysoko rozwiniętych gospodarek, to na dłuższą metę nie zawsze jest korzystne.
    *
    Madziu
    Ja w zamordyzm nie wierzę, bo nigdy nie miał pozytywnych osiągnięć.
    Nie mnie jednak, trzeba ostrzej egzekwować uczciwość w handlu i gospodarce.

    Kraj który uzależnia się zbyt mocno od importu – byle jaki kryzys kładzie na łopatki.
    Wyobraź sobie jakąś drakę z Chinami i za jakiś czas byle baba nie ma co na tyłek włożyć, bo wszystkie majtki w Polsce pochodzą z zza oceanów.
    Z Chin spływa do Polski masa bubli i koszmarków – vide Boże Narodzenie. Ja bym z przyjemnością kupiła polskie drobiazgi.
    Kiedy czytam, na metce – zrobiono w Chinach na zlecenie firmy POL-cośtam w Kobyłkach Wielkich – zastanawiam się nad sensem tego takiego importu.
    W Polsce brak glinki i fabryczek fajansów, by robić wielkanocne czy bożonarodzeniowe pierdułki?
    Brak zakładzików rzemieślniczych, by produkować te różne choinkowe cudeńka ze słomy czy drewna?
    Słomy i drewna w Polsce brakuje?
    Polskie wyroby może i byłyby droższe, ale o niebo bardziej estetyczne.
    Trzeba więc zamiast rozwijać import z Chin i podnosić chiński PKB, zastanowić się co zrobić, by polski rzemieślnik nie musiał zbyt wysoko wyceniać swoich wyrobów i znalazł na nie kupca w kraju.
    Ten kto ma surowce a sprzedaje z nich przetworzone produkty – może mówić o zdrowej gospodarce.
    A przetwarza przemysł, a nie usługi. Oczywiście – globalizacja, otwarty rynek ect. Ale zdrowa gospodarka, to moim zdaniem taka, która nie jest uzależniona od eksportu w 100%, potrafi sama też coś wyprodukować.
    Wystarczyłoby, by gospodarka niemiecka położyła się na łopatki a polski eksport miałby spore kłopoty, bo akurat RFN jest naszym głównym partnerem w phz.
    Powiem tak:
    można pijać wyłącznie whisky, ale produkcja własnych miodów pitnych i gorzałeczek – winna być utrzymana.

  4. W.Kuczyński napisał(a):

    Pani Zofio,
    Pani chyba nie wie co Pani pisze:
    „Teoretycznie co piąte polskie dziecko żyje na poziomie standardów dzieci z III świata”.
    Poniżej naszego monimum egzystencji, o wiele wyższego niz to krajów III świata żyło w roku 2003 około 12 % populacji, dzis prawdopodobnie sporo mniej. I na pewno w tej populacji nie każde dziecko niedojada. Pani chyba nie widziała dzieci z III świata, a ja widziałem trzy tygodnie temu w Egipcie, chmary wyciagające na ulicach poludnia Egiptu ręce po kawałek chleba. Polska pod względem zróznicowania socjalnego nie jest żadnym wyjątkiem. Lokujemy sie w środku UE (pod względem wskaźnika Giniego). Nie wiem skąd Pani ma te 25 % produkcji z szarej strefy. Zanim pani cos napisze niech pani się zastanowi.

  5. Indoor napisał(a):

    To ja też opowiem kawał. Przychodzi Baba do lekarza, a na głowie Jej siedzi Żaba. Co Pani jest? pyta lekarz. Nic Panie Doktorze, zdaje mi się, że coś mi się do dupy przylepiło – odpowiada Żaba.
    Oczywiście błąd tkwi w konstrukcji zapytania. Gdyby Lekarz zapytał jak nalezy: Co Pani jest, pani Babo! To by Zaba nie miała nic do powiedzenia.

  6. jasnaanielka napisał(a):

    Ewa-Joanna – 01:27

    I Jasnaanielko, wszystkie panienki sa do szczypania, nie rezygnuj za wczesnie! :)
    #
    Mam małą prośbę… mów za siebie,

  7. Stefan123 napisał(a):

    Zofia lepiej niech się nie zastanawia zanim coś napisze. Bo będzie jeszcze gorzej. Niech już lepiej pierniczy co jej ślina na język przyniesie. Tak jak ostatnio przy tłumaczeniu z angielskiego a potem rosyjskiego. Głupie to było jak 90% jej wpisów ale radości dawało dużo. Bo co może być zabawniejszego od glupiej baby z pretensjami do bycia inteligentną i oczytaną.

  8. Zofia napisał(a):

    Panie Waldemarze,
    wiem co piszę.
    A piszę w oparciu m.in. o raport OECD, gdzie wyraźnie napisano, że od polskich dzieci maja gorzej tylko dzieci w Meksyku i Turcji.
    Piniżej informacje medialne od 2004 r. – stan biedy polskich dzieci w niewielkim tylko stopniu uległ poprawie.
    <b<. Bieda i ubóstwo polskich dzieci
    *
    Co piąte polskie dziecko jest ubogie – alarmuje OECD.
    W porównaniu do innych krajów OECD Polska wypada najgorzej pod względem sytuacji materialnej i mieszkaniowej, całkiem dobrze zaś, jeśli chodzi o edukację – wynika z raportu, z którego szczegółami w środę zapoznali się posłowie.
    Na środowym (21 stycznia 2010 r.) posiedzeniu Komisji polityki społecznej i rodziny – dr Simon Chapple z Wydziału Polityki Społecznej Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) przedstawił szczegóły opublikowanego we wrześniu zeszłego roku raportu na temat sytuacji dzieci w krajach należących do OECD.
    Jak wynika z raportu, przeciętny dochód rodziny w Polsce należy do najniższych wśród krajów OECD, a ponad 21 proc. polskich dzieci żyje poniżej granicy ubóstwa (przy średniej wynoszącej ok. 12 proc.) .
    Jak podkreślił Chapple, gorzej mają tylko Meksyk i Turcja.
    Interia.pl, 21 stycznia 2010 r.
    *
    Raport Komisji Europejskiej wskazuje na dramatyczny problem biedy i ubóstwa w Europie, w tym w Polsce, gdzie ubóstwo dotyka 26% dzieci.
    Wedle Komisji Europejskiej ubóstwem zagrożonych jest 16% obywateli Polski, w tym 8% mimo stałego zatrudnienia. To najwyższy wskaźnik w całej Unii Europejskiej. Statystycznie najmniej osób ubogich jest w Holandii i w Czechach – 10%.
    Walka z biedą to zadanie nie tylko dla rządu, ale także samorządu i organizacji pozarządowych. Wbrew pozorom może okazać się, że środki są, tylko potrzeba współpracy między tymi trzema ciałami – twierdzi Grzegorz Gruca z Polskiej Akcji Humanitarnej.
    Gazeta Wyborcza, 29.lutego 2008
    *
    Wśród wszystkich krajów UE w Polsce najwięcej dzieci – 29 proc. – żyje w biedzie – wynika z opublikowanego w poniedziałek raportu Komisji Europejskiej. Wzywa ona Polskę do bardziej konkretnych działań na rzecz integracji społecznej i wzrostu zatrudnienia.
    Monay.pl, 19 luty 2007 r.
    *
    Ok. 30 procent polskich dzieci żyje w biedzie, a ponad 2 procent w wieku szkolnym nie chodzi do szkoły – alarmuje Rzecznik Praw Dziecka Paweł Jaros. Ze sprawozdania za rok 2003 wynika, że sytuacja dzieci w Polsce nie wygląda dobrze. – Po pierwsze, są problemy z dostatecznym zabezpieczeniem opieki medycznej i brak tej opieki w szkołach – powiedział KAI Jaros. Dzieci coraz częściej chorują na skoliozę (skrzywienie kręgosłupa), próchnicę, a ostatnio na gruźlicę.
    Aż 60 tys. dzieci w wieku szkolnym nie chodzi do szkoły podstawowej i gimnazjum, a drugie tyle kończy swoją edukację na poziomie gimnazjum. – Za parę lat tym dzieciom grozić będzie załamanie cywilizacyjne, staną się obywatelami drugiej kategorii, na utrzymaniu społeczeństwa – przestrzega rzecznik.
    Radio Watykan, Rozgłośnia Polska, 7 stycznia 2004 r.
    ***
    Panie Waldemarze,
    ja sobie tego nie wymyśliłam.

  9. Paweł Luboński napisał(a):

    „29 procent dzieci żyje w biedzie” – to brzmi dramatycznie. Może by jednak ktoś z piszących o tym pokusił się o zdefiniowanie, co to znaczy dziś w Polsce „żyć w biedzie”? Przecież to bardzo względne pojęcie. Dzisiejsza tzw. bieda, jak sądzę, to całkiem niezły dostatek sprzed lat kilkudziesięciu.

  10. JUR. napisał(a):

    Panie Gospodarzu,
    w nawiązaniu do ostatniego zdania pańskiego wpisu. „Hannibal ante portas” to nie ten czas, nie te klimaty co „gęsi kapitolińskie” ( IV w. p.n.e, Gallowie ). Ot, mikro pomyłka, ale młodzi czytają i idą na całość. Proszę zauważyć co się dzieje. Jednemu z blogowiczów mylą się KOMPROMITUJĄCO bitwy ( operacje wojenne) II wojny. Stalingradzka, z bitwą pod Kurskiem. Ale „pal ją sześć”, jak śpiewał o pierwszej – dla naszych ojców tej „wielkiej”, niezapomniany Okudżawa. Za moment „niejaki” Mawar domaga się by pisano nazwisko Beaty Kempy nie Kępa bo ona de domo ( nie z domu ) Płoska. Brawo Mawarze, największy problem posłanki to jedna literka w jej nazwisku. I co ja mam zrobić, biedny sierota po PRL-u, gdy ciągle kojarzę kępę z moczarami? A ta pani każdym pytaniem, każdą refleksją typu: ” a teraz uwaga, czy pan dobrze zrozumiał moje pytanie, bo to bardzo ważne pytanie, bardzo ważne ( w domyśle – ale bęcwał, choć minister )”, potwierdza, że kempie niedaleko do kępy. Wiem, za dużo nasłuchałem się w latach słusznie minionych, takiej rozgłośni gdzie zbyt często o kępie gadali. Może, psia kość, jestem uprzedzony do wybitnej „prawnicy” naszej, pożal się losie, przaśnej prawicy?
    Ale w końcu de gustibus…etc.
    P.s. Ukraina. A może czas wyciągnąć wnioski z naszych odwiecznych niepowodzeń w polityce wschodniej? I pogodzić się z faktem, że nie mamy armat? Zdać się na Unię. I uwierzyć do kroćset, że jesteśmy ZACHODEM! I przestać ględzić, narzekać. Bo to dopiero uwłacza naszej godności. Stać w rozkroku można, ale trzeba mieć j… i charakter. „Pomarańczowy” Juszczenko, ogłaszając Banderę narodowym bohaterem był tylko sobą. A polscy politycy, zakochani w przystojnym mołojcu? Kompromitacja.
    Na szczęście, sami Ukraińcy temu „pańciowi” – piewcy UPA, ulubieńcowi polskich mediów, polityków, prezydentów, powiedzieli – won! 5%!To dowód, że ten naród bez naszych światłych podpowiedzi da sobie radę.

  11. Zofia napisał(a):

    Teraz Panie Waldemarze:
    Szara strefa
    *
    Szara strefa (produkcja ukryta) to ta część działalności gospodarczej, która ma wprawdzie legalny charakter, ale w całości lub w części ukrywana jest przed urzędami podatkowymi, celnymi, ubezpieczeń społecznych i nie znajduje odzwierciedlenia w sprawozdawczości statystycznej.
    Na podstawie szacunków GUS zalicza ją jednak do wartości produktu krajowego brutto.
    Produkcja ukryta szacowana jest dla:
    * zarejestrowanych podmiotów gospodarczych z liczbą pracujących do 9 osób (niezależnie od formy własności) oraz z liczbą pracujących od 10 do 48 osób w sektorze prywatnym (bez spółdzielni),
    * osób fizycznych z tytułu wykonywania pracy nie rejestrowanej, głównie w działalności usługowej.
    Tak więc na szarą strefę składa się zaniżanie efektów ekonomicznych przez małe i średnie firmy na oficjalnie funkcjonującą oraz wykonywaną na własny rachunek, działalność nie ewidencjonowana.
    Dla dużych podmiotów gospodarczych przyjmuje się założenie, że prowadzą rzetelną rachunkowość umożliwiającą ustalenie rozmiarów ich działalności.
    Obliczenia wskazują, że prawie 70 % dochodów szarej strefy powstaje w ramach podmiotów zarejestrowanych.
    *
    Jak szacuje Międzynarodowe Biuro Pracy w Genewie (dane na 2002 r.) – w Afryce w szarej strefie pracuje (poza rolnictwem) 80 proc. ogółu czynnych zawodowo, w Południowej Ameryce – 50 proc., a w Azji 45 – 85 proc.
    Wg GUS – W 2004 r. udział tej strefy w PKB wynosił 14,4 %
    Profesor Schneider (dane z 2007 r.) dzieli kraje Unii Europejskiej na cztery grupy. Pierwsza grupa to Austria, Holandia, Wielka Brytania, Francja, Irlandia i Niemcy, gdzie udział szarej strefy w PKB nie przekracza 15 proc.
    Druga obejmuje Finlandię, Danię, Szwecję, Belgię (od 15 do nieco ponad 19 proc.),
    trzecia: Czechy, Portugalię, Słowację, Hiszpanię, Włochy, Węgry, Grecję, Polskę, Słowenię (20 – 30 proc.), czwarta: Rumunię, Bułgarię, kraje bałtyckie (ponad 30 proc.).
    *
    Polska oficjalnie badań nowszych niż z 2004 r nie ma, potocznie sądzi się, że w szarej strefie jest zatrudnionych ok. 10% Polaków, tak szacuje GUS, ale bez głębszych analiz.
    Natomiast te analizy nie obejmuję wszystkich płaszczyzn, gdzie występuje tzw. szara strefa.
    Najbardziej rozpoznawalna jest ta strefa w budownictwie i usługach budowlano-instalacyjnych, ogrodniczych. czy handlu.
    Natomiast znacznie trudniej oszacować usługi sąsiedzkie, korepetycje, usługi krawieckie (całe wsie i małe miasteczka tak prosperują), usługi transportowe czy turystyczne, gastronomiczne to też nielimitowane sługi przyjacielsko-sąsiedzkie i szeroko praktykowane.
    Wesele, chrzciny, pogrzeb w miasteczku czy na wsi – to cały wachlarz odpłatnych usług serwowanych, z należnościami z ręki do ręki.
    Dlatego przyjęłam za prof. Schnajderem owe 25%.

    ***
    Jak Pan widzi panie Waldemarze, nie czerpię danych z kapelusza.

  12. Piotruś napisał(a):

    „Żyć w biedzie” to znaczy „nie żyć w bogactwie” przy czym „bieda” jest czyms innym niz „poczucie biedy”. Ogólny wzrost zamożnosci społeczenstwa generuje wzrost „poczucia średnigo poziomu zamozności” i poszerzenie obszaru „poczucia biedy”. Skoro 29% zyje w biedzie, a 5% plwi w bogactwie to znaczy, że większości żyje się średnio.

  13. Paweł Luboński napisał(a):

    O Ukrainie. Nadanie tytułu Bohatera Ukrainy Banderze przez Juszczenkę akurat w chwili, gdy jego nadzieje na reelekcję się rozsypały, było tak politycznie niemądre, że aż nasuwa mi się myśl, iż uczynił to ze szczerego przekonania. Pamiętajmy, że Bandera, jeśli nie dla większości, to dla bardzo znacznej części Ukraińców JEST bohaterem walki o niepodległość. A ich stosunek do UPA jest taki, jak nasz do AK. Dziwne?
    Mnie to nie dziwi. Ciekawe, jak zareagowałby przeciętny Polak, gdyby wyszły na jaw podobnego rozmiaru zbrodnie popełnione przez „naszych”. Przedsmak mieliśmy przy sprawie Jedwabnego. A przecież tam chodziło o jedno tylko miasteczko i o kilkuset, nie kilkadziesiąt tysięcy zabitych.

  14. Zofia napisał(a):

    Stefan,
    bardzo lubię być głupią babą z pretensjami.
    Kreowanie tej roli sprawia mi masę frajdy! i to nie w 90% ale w 100%!
    Musisz się jakoś z tym faktem pogodzić.
    Nawet jeśli z Ciebie chłop bez pretensji bycia inteligentnym i oczytanym, za to dosadnie chamskim.
    Współczuję, że musisz mnie czytać.
    Gdybym nie była babą z pretensjami, ale chłopem bez pretensji – to bym nie czytała!

  15. Paweł Luboński napisał(a):

    Piotrusiu, dla mnie stwierdzenie, że 29% Polaków żyje w biedzie, oznacza jedno: że posłużono się jakimś zupełnie księżycowym kryterium, prawdopodobnie „uniwersalnym”, oderwanym od polskich realiów.

  16. Piotruś napisał(a):

    Zamaist „plwi” miało być pławi.
    Moim zdaniem poważnym problemem jest łatwość z jaką można w naszym kraju w biedę wpaść. To znaczy niewielki obiektywny skutek (niedudana transakcja, kłopoty z pracą) nie powodują obniżenia poziomu konsumpcji, ale mikrokatastrofę ekonomiczną i błyskawiczne stoczenie się w sferę ubóstwa.
    Zofio (18:35) twoja analiza sugeruje, że poziom zamożności jest określony wielkościa szarej strefy. Im ktoś bogaszy tym bardziej zamiast szemranych interesów szuka swietego spokoju. (Wolność i bezpieczeństwo)

  17. Torlin napisał(a):

    Jurze!
    Zgadzając się z Twoim Peesem pragnę tylko zauważyć, że należy rozróżnić dawne wtrącanie się Polski od dzisiejszego niewtrącania. Uznanie przez Polskę jako pierwszą niepodległości Ukrainy i poparcie Pomarańczowej Rewolucji zostało bardzo dobrze przyjęte ówcześnie. Teraz, jak zmienił się i Juszczenko i Janukowycz, nasze zaangażowanie po jednej ze stron jest zbędne. Trzeba działać w zależności od czasu i sytuacji.
    Pawle!
    Z Tobą też generalnie się zgadzając chcę tylko po cichu nadmienić, że jednak Polska ani przed wojną, ani podczas, nie przeprowadzała rzezi całych wsi ukraińskich.

  18. Piotruś napisał(a):

    Pawle dlaczego księżycowy. Ja na co dzień widzę te 29% żyjących w poczuciu biedy. Szlag mnie trafia, gdy sąsiad kupuje samochod na który mnie nie stać – wiec czasami też czuję się biedny.
    Ale powaznie. najpierw należałoby określić poziom finansowy który określa biedę. A wtedy możemy dyskutować o procentach.
    Często słyszę o ludziach spłacajacych kredyt na drogi samochódy z oszczędności nie dogrzewających zimą mieszkania – bieda, bogacto głupota? – w przekazie medialnym wzbudzają litość.

  19. Paweł Luboński napisał(a):

    Torlinie, toteż wcale nie twierdzę, że Polacy mają na sumieniu coś porównywalnego z Wołyniem. Chodziło mi o to, że warto czasem zapomnieć o własnych krzywdach i zastanowić się, jak może postrzegać i czuć te sprawy Ukrainiec.
    Święte oburzenie, iż sąsiedzi uważają za bohatera kogoś, kto dla nas jest zbrodniarzem, świadczy o niewiedzy lub naiwności.

  20. Paweł Luboński napisał(a):

    Piotruś: „Ja na co dzień widzę te 29% żyjących w poczuciu biedy.”
    .
    A, jeśli idzie o subiektywne poczucie biedy, to pełna zgoda. Ale to jest temat dla socjologa lub psychologa społecznego, a nie dla polityka czy ekonomisty.

  21. Piotruś napisał(a):

    Moim zdaniem reklama biedy to dla polityka temat doskonały – szczególnie opozyjcyjnego. Kto nie zazdrości kariery Lepperowi ?
    Z fryzjera na premiera – lepiej niz w amerykańskim śnie.

  22. Zofia napisał(a):

    Pawle,
    te 29% dot. nie tle wszystkich Polaków – ale polskie dzieci.
    Biedy na pierwszy rzut oka nie widać, ale gdy popytasz nauczycieli w szkołach, obraz jawi się bardzo przygnębiający.
    Moja wychowanka jest polonistką w szczecińskim gimnazjum, choć w śródmieściu, to w dzielnicy ludzi ubogich i bardzo ubogich.
    Malo kto analizuje poziom wykształcenia.
    Ale np. w moim, zachodniopomorskim województwie, na 1,440 tys. ludzi, w 2002 r. w populacji od 15 lat w górę – ponad 65% ludzi miało wykształcenie podstawowe (39,1%) i zasadnicze zawodowe (22%) ew. niepełne podstawowe 4,1%.
    Ze średnim było ok. 30% (28,7), wyższe miało 10%, policealne -3%.
    Tak wykształcona populacja w regionie nie będzie należała do bogatych.
    W połowie 2008 r. ludność nam wzrosła do 1,612 mln, ale w tym mieliśmy dzieciaków do 17-go roku życia 326,6 tys i ludzi w wieku emerytalnym 441,7 tys. czyli niepracujących lub na rentach. A przecież część tych po 17-tym roku życia dalej jest niepracująca bo się uczy lub studiuje.
    Teraz masz 1/4 ludzi na siebie nie zarabia bo to dzieciaki, 1/4 jest na rentach i emeryturach, czyli ma b. niskie dochody. Z tych co zostali 65% nie ma nawet średniego wykształcenia.
    Gdzie chcesz widzieć bogatych lub średnio zamożnych w takim regionie?!

  23. Mawar napisał(a):

    Paweł Luboński
    „Mnie to nie dziwi. Ciekawe, jak zareagowałby przeciętny Polak, gdyby wyszły na jaw podobnego rozmiaru zbrodnie popełnione przez “naszych”. Przedsmak mieliśmy przy sprawie Jedwabnego”.
    .
    Porównanie zawarte w pytaniu jest kulawe. Po pierwsze, na Wołyniu w 1943-1944 r. Niemcy nie organizowali i nie zachęcali Ukraińców do pogromu Polaków, a nawet się temu sprzeciwiali. Wiele polskich rodzin uratowało się tylko dlatego, że schroniło się pod jurysdykcją niemiecką. A więc było zupełnie inaczej niż w Jedwabnem, bo tam niemieckie siły okupacyjne były czynnikiem przyzwalającym i organizującym pogrom, gdzie odżyły resentymenty antyżydowskie, wzmocnione skandalicznym zachowaniem się niektórych Żydów po wkroczeniu sowietów na polskie tereny wschodnie. Żydzi po 17 września 1939 w bardzo licznych przypadkach nie zachowali się wobec swych polskich współobywateli lepiej niż później, podczas okupacji niemieckiej w Polsce, zachowywali się wobec nich szmalcownicy. Po drugie, pogrom na Wołyniu zorganizowany był przez ukraińskie organizacje wojskowe i polityczne – różne odłamy OUN i UPA, natomiast mord w Jedwabnem obciąża indywidualne sumienia jego wykonawców, ale nie była za to odpowiedzialna żadna polska podziemna organizacja.

  24. Paweł Luboński napisał(a):

    Mawar: „Porównanie zawarte w pytaniu jest kulawe.”
    .
    Nie jest kulawe, bo nie było żadnego porównania. Przywołałem Jedwabne jako przykład paranoidalnej reakcji polskiej opinii publicznej na wiadomość o zbrodni popełnionej przez Polaków. Bardzo niechętnie przyjmujemy do wiadomości, że „nasi” zrobili coś haniebnego. Twoja niniejsza reakcja też o tym świadczy. Ukraińcy nie są inni i powinniśmy brać to pod uwagę.

  25. jasnaanielka napisał(a):

    Kiedy czyta się taki tekst, wraca wiara w człowieka i człowieczeństwo. Imponujące.
    http://wyborcza.pl/1,7684.....i_Oli.html
    W tak trudnej chwili umieć się tak zachować, to bohaterstwo.
    Po prostu bohaterstwo.

  26. Mawar napisał(a):

    JUR
    „Ale “pal ją sześć”, jak śpiewał o pierwszej – dla naszych ojców tej “wielkiej”, niezapomniany Okudżawa”.
    .
    Kiedy dziś sierota po PRL-u odkrywa Okudżawę czy Sołżenicyna to jest to już zajęcie bezpieczne, ale odrobinę komiczne jako baaaardzo spóźnione. :)
    .

    „Za moment “niejaki” Mawar domaga się by pisano nazwisko Beaty Kempy nie Kępa bo ona de domo (nie z domu ) Płoska”.
    .
    De domo znaczy „z domu”, zapewniam. Po drugie, nie „Płoska”, jak piszesz (Płoska to de domo Zofia Romaszewska), tylko PŁONKA. Beata Kempa, de domo Płonka.
    http://kuczyn.com/2010/01.....ment-89338
    .
    „Brawo Mawarze, największy problem posłanki to jedna literka w jej nazwisku. I co ja mam zrobić, biedny sierota po PRL-u, gdy ciągle kojarzę kępę z moczarami”?
    .
    Co masz zrobić? Nie wiem. Ja bym się na twoim miejscu choć na chwilę zapadł pod ziemię.

  27. Mawar napisał(a):

    Paweł Luboński
    „Bardzo niechętnie przyjmujemy do wiadomości, że “nasi” zrobili coś haniebnego. Twoja niniejsza reakcja też o tym świadczy”.
    .
    A z jakiego dokładnie fragmentu wynika, że ja rzekomo niechętnie przyjmuje do wiadomości, że nasi zrobili coś haniebnego?

  28. Mawar napisał(a):

    jasnaanielka
    „Ewa-Joanna – 01:27

    „I Jasnaanielko, wszystkie panienki sa do szczypania, nie rezygnuj za wczesnie”! :)
    #
    „Mam małą prośbę… mów za siebie”.
    .
    Ależ Jasnaanielko, E-J ma rację, wszystkie panienki są do szczypania, z wyjątkiem Zofii.
    :)

  29. Mawar napisał(a):

    Maciek
    „Mawar, rozumiesz różnicę między słowem afera i (…) “afera polityczna”. To zupełnie co innego to zbliżone do Twardowskiego Prawda i “gówno prawda”.
    .
    Zacznijmy od tego, że ks. Jan Twardowski to niekoniecznie to samo co ks. Józef Tischner. O resztę możemy się spierać. :)

  30. Mawar napisał(a):

    Zofia
    .
    „Z Chin spływa do Polski masa bubli i koszmarków – vide Boże Narodzenie. Ja bym z przyjemnością kupiła polskie drobiazgi”.
    .
    Zawsze możesz kupić ogrodowego krasnala – np. w wersji na balkon, to polski hit eksportowy – i pochwalić się tym na blogu, używając chińskiego laptopa do połączenia z internetem, lub dzwoniąc do znajomych z telefonu komórkowego wyprodukowanego w Chinach. Polska niestety nie produkuje telefonów komórkowych. :)

  31. Mawar napisał(a):

    JUR
    „Proszę zauważyć co się dzieje. Jednemu z blogowiczów mylą się KOMPROMITUJĄCO bitwy ( operacje wojenne) II wojny. Stalingradzka, z bitwa pod Kurskiem”.
    .
    To istotnie SKANDAL, a innym jedna z tych bitew myli się z Bitwą na Łuku Kurskim. Ale i tak wiadomo, że ważniejsze były dwie inne bitwy, a jedna z nich – pod El Alamein. :)

  32. Piotruś napisał(a):

    Zofio (19:36) biedę – widać i słychać, bo ona milcząco krzyczy.
    Kiedyś byłem w Kalkucie u Matki Teresy – do dzisiejszego dnia ją slyszę. Spotkałem trędowatych – oni też milcząco godzili się z losem.
    W Polsce jest bardzo dużo biednych ludzi, ale większość których zauważam jest biedna w inny sposób. Znaczny procent ludności świata żyje w biedzie jakiej sobie w Polsce nawet nie uświadamiamy. Mimo, że jesteśmy bogaci widzę szerokie pole działań dla lewicy socjalnej.

  33. jasnaanielka napisał(a):

    Mawar – 20:30
    Ryzykant z ciebie!
    Ja tam myślę, że na mój widok spytałbyś cichutko… no co…? już pożartować nie można…..?

  34. Paweł Luboński napisał(a):

    Mawar: „A z jakiego dokładnie fragmentu wynika, że ja rzekomo niechętnie przyjmuje do wiadomości, że nasi zrobili coś haniebnego?”
    .
    Wiesz, trzeba być mocno uczulonym na tym punkcie, żeby w mojej wcześniejszej wypowiedzi dojrzeć przyrównanie Jedwabnego do Wołynia.
    Choć mam i inną hipotezę. Że po prostu lubisz się przyczepić, wszystko jedno do czego. A jeszcze bardziej lubisz demonstrować, że wiesz więcej i lepiej od rozmówcy. Vide mętna uwaga o Łuku Kurskim powyżej.

  35. Andrzej napisał(a):

    Zofio
    Panie Waldemarze,
    wiem co piszę.
    A piszę w oparciu m.in. o raport OECD, gdzie wyraźnie napisano, że od polskich dzieci maja gorzej tylko dzieci w Meksyku i Turcji.

    Zofio,
    Tobie się tylko wydaje, że wiesz co piszesz. Chyba zapomniałaś, że OECD zrzesza kraje wysoko rozwinięte i jej raport znaczy raptem, ze Polska jest jednym z najbiedniejszych krajów wśród krajów najbogatszych. A Ty od razu walisz trzecim światem.

  36. Andrzej napisał(a):

    Zofia
    Malo kto analizuje poziom wykształcenia.
    Ale np. w moim, zachodniopomorskim województwie, na 1,440 tys. ludzi, w 2002 r. w populacji od 15 lat w górę – ponad 65% ludzi miało wykształcenie podstawowe (39,1%) i zasadnicze zawodowe (22%) ew. niepełne podstawowe 4,1%.

    Ciekawe jak na podstawie tych danych wywnioskowałaś, że PRL miał wybitne zasługi w edukacji społeczeństwa?

  37. Zofia napisał(a):

    Andrzej,
    a gdzie ja to napisałam
    …. PRL miał wybitne zasługi w edukacji społeczeństwa….
    Ja jedynie twierdzę,że poziom nauki był znacznie wyższy w czasach PRL niż teraz..twierdzę też,że po II wojnie światowej , PRL nauczył rzesze Polaków niepiśmiennych czytać i pisać.
    ***
    OECD nie jest klubem najbogatszych państw, ale organizacją stworzoną po to, by postawić na nogi zrujnowane gospodarki państw po II wojnie światowej. Są tu też, m.in. Czechy, Słowacja, Węgry. Meksyk i Chile.
    W maju 2007 podjęto decyzję o rozszerzeniu OECD. i podjęciu rozmów przygotowawczych z pięcioma krajami – Chile, Izraelem, Rosją, Estonią i Słowenią. Podjęto również decyzje o wzmożeniu współpracy z takimi państwami, jak: Brazylia, Chiny, Indie, Indonezja i Republika Południowej Afryki.
    Poziomy tych wszystkich gospodarek są różne, poziomy życia ludzi bardzo skrajne.
    ***
    Piotrusiu,
    wbrew pozorom mam świadomość nędzy np. w kraju dosyć bogatym, jakim jest Brazylia.
    Bliski kuzyn mojej wychowanki jest pallotynem, misjonarzem w Brazylii, rodzina bywa tam, on – w Polsce, często korespondujemy.
    Zastanów się lepiej, jakby wyglądała nasza Polska, gdyby miała brazylijski czy indyjski klimat i mieszkać można by było w chacie skleconej z kartonów, desek i innych pozostałości.
    Polski z Brazylią czy Indiami nie porównasz, nie tylko z powodu wielkości tych państw, ale przede wszystkim warunków geograficznych. A gospodarka od tego też zależy.
    Tam bieda wygląda inaczej a u nas – inaczej.

  38. Indoor napisał(a):

    Fragment komentarzy na temat pracujących biednych
    „Jestem magistrem fizjoterapii, ukończyłam Akademię Medyczną. Zarabiam 1600 zł. Za wynajem kawalerki w stolicy płacę 1500 zł. Gdyby była sama to nawet na bilet nie byłoby mnie stać. Ten artykuł poruszył bardzo mocny wątek, który nie dotyczy tylko sprzątaczek. ale osób z wyższym wykształceniem, które w realiach życia stają się pracującymi biednymi”( cały artykuł : http://gospodarka.gazeta......iedni.html popatrzcie na komentarze)
    Pytanie może niedyskretne: czy duzo można wyciągnąc zalewając blogi bredniami? Bowiem jest oczywiste, że w Polsce są całe podkłady biedy, nie będę wyliczał gdzie się one znajdują. Na pewno Wy rozglądając się po salonie ewentualnie zaglądając pod kanapę nie widzicie, więc spokojnym sumieniem można wywracać oczetami pt. Bieda? Jaka bieda! Nie widze. Autorka komentarza zresztą wedle moich kryteriów nalezy do bogatych.
    Istotne jest co innego: w całej Unii Europejskiej w Polsce jest największe rozwarstwienie zarobków liczone w ten sposób, że porównuje się zarobki (dochody) 10% najlepiej i 10% najgorzej zarabiających. w Polsce stosunek ten wynosi 13,5, w Wilekiej Brytanii 10, w Niemczech 7. Mamy po prostu wyjatkowo rozrośnietą, wyjatkowo bezproduktywną ale za to wyjatkowo pazerną klasę średnią.

  39. Mawar napisał(a):

    Pawel Luboński
    „Vide mętna uwaga o Łuku Kurskim powyżej”.
    .
    Wolisz „mętne uwagi” czy KOMPROMITUJĄCE pomyłki? Moja „mętna uwaga” była reakcją na te „kompromitujace pomyłki” Jura.

  40. Mawar napisał(a):

    Paweł Luboński
    .
    „Wiesz, trzeba być mocno uczulonym na tym punkcie, żeby w mojej wcześniejszej wypowiedzi dojrzeć przyrównanie Jedwabnego do Wołynia”.
    .
    A oto twoje wcześniejsze wypowiedzi:

    1/ P.Luboński “Pamiętajmy, że Bandera, jeśli nie dla większości, to dla bardzo znacznej części Ukraińców JEST bohaterem walki o niepodległość. A ich stosunek do UPA jest taki, jak nasz do AK. Dziwne”?
    2/ P.Luboński: Mnie to nie dziwi. Ciekawe, jak zareagowałby przeciętny Polak, gdyby wyszły na jaw podobnego rozmiaru zbrodnie popełnione przez “naszych”. Przedsmak mieliśmy przy sprawie Jedwabnego”.
    .
    Jeśli twierdzisz w tym tym twoim zdaniu nie ma sugestii porównawczej to znaczy, że chyba inaczej rozumiemy zdania pisane po polsku. Twoją tezę może i dałoby się obronić, gdyby nie ostatnie zdanie w drugim punkcie. Bo niby dlaczego piszesz o „Przedsmaku Jedwabnego”, co jakby automatycznie kieruje rozmowę na prześladowania Żydów, pogromy, zjawisko szmalcownictwa lub wręcz holokaust. To są dwa sąsiadujące zdanie powiązanie logiką wypowiedzi.
    .
    PS Nie jest też prawdą, że stosunek Ukraińców do UPA jest taki sam jak stosunek Polaków do AK. Na Ukrainie jest to o wiele bardziej skomplikowane i zróżnicowane. Różnice zdań na temat Bandery i UPA między zachodnią, środkową i wschodnią częścią Ukrainy są bardzo duże.

  41. W.Kuczyński napisał(a):

    Szanowni Państwo,
    byloby dobrze gdybyście podając liczby podawali precyzyjnie źródło: link, lub wydawnictwo ze stroną. Wtedy będzie łatwiej dyskutować.

  42. Andrzej napisał(a):

    Zofia.
    OECD nie jest klubem najbogatszych państw,
    Pewnie, że nie jest. Cytując siebie:
    OECD zrzesza kraje wysoko rozwinięte
    Więc aby być zgodnie z Twoją wolą drobiazgowym, poprawiam dalszą część wpisu na:
    Polska jest jednym z najbiedniejszych krajów wśród krajów wysoko rozwiniętych
    I pewnie masz rację, bo takie kraje jak:
    Australia
    Austria
    Belgia
    Chile
    Czechy
    Dania
    Finlandia
    Francja
    Grecja
    Hiszpania
    Holandia
    Irlandia
    Islandia
    Japonia
    Kanada
    Korea Południowa
    Luksemburg
    Meksyk
    Niemcy
    Norwegia
    Nowa Zelandia
    Polska
    Portugalia
    Słowacja
    Stany Zjednoczone
    Szwajcaria
    Szwecja
    Turcja
    Węgry
    Wielka Brytania
    Włochy
    pomimo, ze są wysoko rozwinięte, to bieda u nich aż piszczy i wręcz trącą Trzecim Światem. :D

  43. Andrzej napisał(a):

    Zofia
    Ja jedynie twierdzę,że poziom nauki był znacznie wyższy w czasach PRL niż teraz.
    Dość ogólnikowe i bardzo nieprecyzyjne to stwierdzenie. Znaczy, że PRL wypuszczała wybitnych absolwentów podstawówek i szkół zawodowych? Tak wybitnych, ze absolwenci Ci na tych szkołach kończyli edukację, gdyż dalsza nauka nic nowego by nie wniosła?
    PRL nauczył rzesze Polaków niepiśmiennych czytać i pisać.
    Zaiste wybitne to osiągnięcie, nie mające precedensu w całej Europie. :D

  44. Andrzej napisał(a):

    Zofia,
    Jeśli chodzi o przewagę usług nad produkcją – to mimo, ze to cecha wysoko rozwiniętych gospodarek, to na dłuższą metę nie zawsze jest korzystne.
    Rzeczywiście, jest sporo racji w tym stwierdzeniu. W rozwiniętych gospodarkach kapitalistycznych występuje przewaga usług nad produkcją i gospodarki te gniją. W PRL-u władze postawiły na produkcję i byliśmy dziesiątą potęgą gospodarczą świata, osiągnięcie jakiego pewnie już nam nie uda się powtórzyć. :D

  45. Ewa-Joanna napisał(a):

    Jasnaanielko,
    jezeli koniecznie chcesz wystepowac na blogu jako stara gropa bez poczucia humoru, to na pewno nie bede ci juz przeszkadzac, bo szanuje twoj wybor. :)
    Choc nie rozumiem celu, szczegolnie na blogu gdzie wiekszosc towarzystwa kreci sie wiekowo kolo 60 tki.

  46. Andrzej napisał(a):

    Indoor
    w całej Unii Europejskiej w Polsce jest największe rozwarstwienie zarobków liczone w ten sposób, że porównuje się zarobki (dochody) 10% najlepiej i 10% najgorzej zarabiających. w Polsce stosunek ten wynosi 13,5, w Wilekiej Brytanii 10, w Niemczech 7.
    I Jego komentarz
    Mamy po prostu wyjatkowo rozrośnietą, wyjatkowo bezproduktywną ale za to wyjatkowo pazerną klasę średnią.
    Natomiast zdaniem ekspertów
    dane dotyczące Polski świadczą przede wszystkim o największej wśród wszystkich krajów środkowoeuropejskich dynamice polskiej gospodarki. Efektem pojawiania się licznych inwestycji jest bogacenie się części społeczeństwa, która i tak osiąga najwyższe zarobki. Ponadto, wzrost gospodarczy przyczynił się do podwyżek płac w wybranych, branżach. Jednocześnie, pewna część społeczeństwa nie odnotowała żadnego wzrostu.
    http://www.wynagrodzenia......hp/wpis.51

  47. Ewa-Joanna napisał(a):

    Andrzej,
    widze, ze prowadzisz z Zofia dyskusje na zasadzie „strzyzono, golono”, temat bowiem wydaje sie mniej istotny niz chec dogryzienia.
    Pojecie „kraje wysoko rozwiniete” nie jest synonimem pojecia „najbogatsze panstwa”. Obszary biedy istnieja w kazdym z wymienionych przez ciebie krajow, w niektorych wieksze w innych mniejsze, ale istnieja. Istotne jest chyba co i jak sie robi, zeby zapobiec/pomoc/wyrownac start/zlikwidowac itp.
    Mozesz mi wyjasnic jakie na przyklad formy pomocy od panstwa lub jego agend ma polski 15 latek chcacy sie uczyc w wybranej przez siebie szkole poza miejscem zamieszkania? Powiedzmy, ze szklola jest zwykla szkola sredna, a poza miejscem zamieszkania dlatego, ze usiluje sie on wyrwac ze srodowoska patologicznego.
    Nie pytam zlosliwie, po prostu mnie to interesuje.

  48. Ewa-Joanna napisał(a):

    Andrzej,
    przeczytalam i mysle sobie, ze eksperci swoje, a zycie swoje. Natomiast faktu istnienia wielkiej dysproporcji nie zanegujesz ( wynik osiągnięty przez Polskę (13,5:1) świadczy o największych dysproporcjach społecznych w całej UE.) i to wlasnie chyba nie podoba sie Indoorowi.
    Ja ci powiem, ze czasem mnie zaskakuje to co sie dzieje w Polsce. Na przyklad pomysl pracowania za pol darmo, bo jest/byl kryzys. Pomysl, ktory nie przeszedl by w zadnym z krajow „rozwinietych”. I niby teraz kryzysu w Polsce nie ma – czy zarobki powrocily do swoich poprzednich wartosci?

  49. jasnaanielka napisał(a):

    Ewa-Joanna – 01:09

    Dla ciebie to ja mogę być starą gropą bez poczucia humoru, bo każdy ma prawo myśleć sobie o innym kimś, co mu się tylko zamarzy. Skoro tak mnie widzisz – to widocznie taka dla ciebie jestem i nie będę czyniła starań, aby to na siłę zmieniać. To nie mój wybór, ale twoje wyobrażenie o mnie. Niezbyt korzystne co prawda, ale szczerze wyrażone, choć szczerość nie zawsze równa się prawdzie. Dla innych mogę być kimś zupełnie innym.
    No to szczerość za szczerość…
    W młodości byłam dość ładna i bywali tacy, co chcieli szczypać, ale ja wolałam nieco inne wyrażanie uznania. Nigdy mi tego typu zachowania wobec nie imponowały, czemu dawałam wyraz w formie dość obcesowej. Może od zawsze byłam starą gropą, ale „takie są moje obyczaje”, jak mawiał pewien bohater szkolnych lektur.
    Z biegiem lat szczypaczom się odechciało, a ja mam przyjaciół i znajomych z lat jeszcze szkolnych i studenckich, którym nigdy taka moja cecha nie przeszkadzała.
    Nigdy nie chichotałam radośnie, kiedy jakiś typ próbował mnie w tyłek szczypać. Drugi raz nie próbował. :D
    ;
    P.S. Czy ja ci kiedykolwiek jakieś epitety/etykiety serwowałam?
    Bo sobie nie przypominam…

  50. Ewa-Joanna napisał(a):

    Jasnaanielko,
    podalas doskonaly przyklad na to, ze czytamy to co chcemy przeczytac.
    Nie napisalam, ze JESTES stara gropa etc., ale ze CHCESZ WYSTEPOWAC na blogu jako owa stara gropa etc. a to jest spora roznica znaczeniowa.
    I odnioslam sie nie do twojego zycia osobistego, bo to twoje zycie i nic mi do tego, ale do czestego podkreslania twojego podeszlego wieku, jakie tu nam serwujesz.

Skomentuj