Po pierwszej turze na Ukrainie.
LICZNIK PREZYDENCKI
Do końca kadencji “Prezydenta Swojego Brata”
zostało już tylko 288 dni.
Polityka zagraniczna nie jest dziedziną, którą śledzę pilnie na codzień i komentuję, ale napiszę kilka uwag na marginesie wyniku pierwszej tury wyborów prezydenckich na Ukrainie. One pokazały, że Ukraina, jak była tak i jest podzielona politycznie na zachodnią i wschodnią. Obie muszą z sobą żyć i znaleźć wspólny mianownik, by to życie było możliwe. To jest sprawa Ukraińców. Ale podział na Ukrainę, ciążącą ku zachodowi i na tę, której bliższe są ściślejsze związki z Rosją powinien być też brany pod uwagę w naszej polityce w stosunku do tego kraju. Nie ulega wątpliwości, że w naszym interesie jest istnienie Ukrainy niepodległej. Z tego stwierdzenia moga wynikać różne wnioski co do sposobu postępowania wobec naszego bezpośredniego wschodniego sąsiada. Dotychczasowe podejście, szczególnie to z czasów rządu PiS, a także prezydenta dostrzega wyłącznie prozachodnie siły na Ukrainie, w nich jedynie widzi partnera, a za główny cel polityki stawia oddalanie Ukrainy od Rosji i przeciąganie jej na Zachód. Rozumiem intencje tej polityki, nawet gotów jestem je uznać za dobre, tyle, że w polityce dobrymi intencjami jest wybrukowane piekło. I dzisiaj w obliczu zwycięstwa Janukowycza i druzgocącej klęski Juszczenki, skutki takiego pojścia są mizerne.
Ono miałoby szansę pod dwoma jednocześnie warunkami – gdyby obóz pomarańczowych nie żarł się z sobą przez ostatnie lata i gdyby dla Unii Europejskiej oraz dla NATO przyciagnięcie Ukrainy do siebie było ważniejsze od dobrych stosunków z Rosją, a jak wiadomo jedno psuje drugie. Ale nie jest ważniejsze, bo dla Stanów Zjednoczonych i dla głównych krajów Unii nie ma dziś konfliktu Wschód – Zachód i wobec tego Rosja nie jest dłużej wrogiem, lecz partnerem. Ważnym, choć przewrażliwionym, sfrustrowanym, bo po największej klęsce narodowej od wieków. W Rosji, z rozpaczy za utraconym supermocarstwem nie przyjmuje się do wiadomości, że Zachód już na nich nie czycha. Oni nadal myślą w kategoriach supermocarstwowej równowagi sił i strachu, choć sił już nie mają, a strach próbują podtrzymywać grożnymi minami i stroszeniem piór. I paradoksalnie także część polityków z dawnych bratnich krajów, w tym i polskich, również swoje podejście do Rosji i jej dawnych prowincji kształtuje pod wpływem owego schematu. Jego żywotność w społeczeństwach byłych satelitów Moskwy jest zrozumiała. Dla nas Rosja, choć już nie totalitarna, ale i nie w pełni demokratyczna, jest ciągle zagrożeniem. Warto sobie jednak uświadomić, że nie wciśniemy całemu Zachodowi naszej antyrosyjskiej alergii, choćby nawet była uzasadniona, co dziś nie jest już tak pewne jak dawniej.Wyrazem tego, jest beznadziejna próba namawiania Ameryki i Unii, by uwierzyli, że rywalizacja z Rosją i jej powstrzymywanie jest nadal najważniejszą cechą globalnej polityki, co w szczególnym przypadku Ukrainy, czy Gruzji, wyraża się postulatami, żeby najszybciej wzięto pod natowskie i unijne skrzydła te kraje bo inaczej wpadną w łapy głównego wroga.
Nie twierdzę, że z takich perswazji trzeba zrezygnować, ale na pewno nie one i nie ciągnięcie za uszy Ukrainy na zachód, czy bronienie jej niepodległości bardziej od nich samych, powinno być głównym celem naszej polityki. Za takie próby myśmy już cenę zapłacili. Jest prawdopodobne, że jednym z argumentów za budową gazociągu przez Bałtyk była nasza nadgorliwość w obronie interesów Ukrainy przy rozmowach o tak zwanej „pieremyczce”, odcinku gazociągu omijającego Ukrainę. Broniliśmy ich tak, że w końcu zirytowało to samych Ukraińców.
Uważam, że najważniejsze powinno być dla nas aby Ukraina była nam przyjazna, a nie to, żeby była wroga Rosji. Powinniśmy mieć dobre stosunki z wszystkimi głównymi siłami w tamtym kraju, z tymi, którym bliższa jest Unia i z tymi, którym bliższa Rosja. Nie mam nic przeciwko temu, by Ukraina znalazła się w Unii, czy w NATO, choć wcale nie jestem pewien, że wiązałyby się z tym tylko dobre dla nas skutki, a w końcu w polityce zagranicznej na pierwszym planie trzeba mieć nie cudze dobro, lecz własne. Ale niech decyzja o tym zapadnie na samej Ukrainie bez stronniczej, a czasami i natrętnej asysty z zewnątrz. Będzie to też z korzyścią dla naszych stosunków z Rosją, które nie są wcale mniej ważne od stosunków z Ukrainą, a także z korzyścią dla naszej wiarygodności i skuteczności w Unii, bo nic nie odbiera jej bardziej niż robienie z siebie gęsi kapitolińskiej gdy Gallów nie widać.

26 stycznia 2010, o godzinie 11:05
Pani Zofio,
ja nie pisałem o głodnych polskich dzieciach, bo głodne dzieci sa w znacznie bogatszych krajach niz Polska i nikt ich sytuacji nie lekceważy. Ja pisałem o patologii czarnego patrzenia na kraj przezywający bez wątpienia najlepsze dziesięciolecia od kilku wieków a robiony w najwieksze dno na kontynecie. Kto robi z Polski 8 cud świata? Natomiast robiących pierwsze piekło świata są tłumy. I Pani gdzies blisko nich, za to Rosja, której PKB jest dzis taki, jak w 1989, i gdzie gromady bezdomnych dzieci przewalają sie po ulicach prawie każdego wielkiego miasta to dla Pani cud, no może nie 8-my, ale dziesiąty.
26 stycznia 2010, o godzinie 11:07
Tak, tak, Kangurzyco słodka!
Tyle, że jeszcze niedawno KAŻDY mógł piec rogale marcińskie.
26 stycznia 2010, o godzinie 11:38
Casus Białorusi
Tam gdzie trzech Polaków, to 5 partii politycznych i wszyscy skłóceni ze sobą. Prawda znana od lat i odciskająca wielkie negatywne piętno, zwłaszcza w diasporach polskich zagranicą. Skłócone ze sobą są Polonie i w USA i w Wielkiej Brytanii, tak jest też na Białorusi.
Polska dyplomacja zamiast, nie zaogniać polonijnych konfliktów, z uporem maniaka staje się stroną w tych wewnątrz polonijnych niesnaskach.
Polonia w każdym kraju – to jednak obywatele państwa, w którym mieszkają. I w ich interesie leży, by polonijne organizacje miały znakomite relacje z tamtejszymi władzami. Traktowanie Polonii jako politycznej enklawy poza lokalna jurysdykcją jest polityką szaleńczą, skazaną z góry na niepowodzenie.
Polacy na Białorusi nie są Polonią z wyboru, ale z konieczności, na skutek ustaleń alianckich po II wojnie światowej. Ale od zakończenia wojny minęło już 65 lat, żyje i mieszka na Białorusi już 3-cie i 4- te pokolenie obywateli tego kraju z polskimi korzeniami. Żyją między młotem a kowadłem. Z jednej strony tradycja, kultywowanie polskiego języka i kultury i pamięć o przodkach i wbijanie przez organizacje polonijne im do głowy, że ich ojczyzną jest Polska a nie Białoruś. Z drugiej normalne życie w kraju, który dawno przestał być dla nich obcy, wymaga, aby ich asymilacja była pełna, by nie czuli się obywatelami II-giej kategorii, obcymi we własnym kraju. Ci ludzie często pożenili się z „tubylcami” i ułożyli normalne życie.
Polska swoimi awanturami o Angelikę Borys i jej polonijne stowarzyszenie a negująca inne, akceptowane przez władze Białorusi, wprowadza w życie tamtejszych Polaków i ludzi z polskimi korzeniami – niepotrzebny chaos i podnieca niepotrzebnie konflikt tamtejszych ugrupowań polonijnych z władzami.
To nie polski rząd, nie polska dyplomacja będą ustalały, kogo władze białoruskie będą akceptować, a kogo nie. Władze białoruskie chcą mieć spokój z mniejszościami narodowymi i akceptują takie władze ich organizacji społecznych, jakie umieją z nimi współpracować.
Polskie władze powinny przede wszystkim kierować się interesem wszystkich Białorusinów z polskimi korzeniami, białoruskiej Polonii, a nie wyłącznie – Angeliką Borys, która jest w jawnej opozycji wobec władz białoruskich. Nb. zachęcana ze strony polskich polityków właśnie do takiej, antagonistycznej postawy.
To, co robią polskie władze to skrajne upolitycznienie białoruskiej Polonii i wykorzystanie jej do politycznych celów, nie zawsze zgodnie z ich wolą.
Przenoszenie tego upolitycznionego do granic absurdu konfliktu białoruskiej Polonii na płaszczyzny organizacji unijnych, straszenie Białorusi naciskami na światowe i europejskie organizacje finansowe – jest zagraniem wręcz odrażającym.
Nie taka jest rola macierzystego kraju wobec diaspory narodowej na obczyznach.
Efektem nieroztropnego postępowania władz Polski będą represje wobec Bogu ducha winnych tamtejszych Polonusów. Skończą się np. msze po polsku w katolickich kościołach, bo polscy księża nie dostana wiz i opieka duchowna nad katolikami z polskimi korzeniami przypadnie białoruskiemu duchowieństwu. Wiara na tym nie ucierpi, język polski – zapewne tak. Uprzykrzyć życie organizacjom polonijnym można w różny sposób i im więcej będzie awantur ze strony Polski, tym więcej znajdzie się przepisów w prawie białoruskim, które te organizacje naruszają.
I kto na tym będzie tracił? Przede wszystkim ci ludzie z polskimi korzeniami, którzy z owymi organizacjami polonijnymi są związani, korzystają z ich oferty kulturalnej czy edukacyjnej. Reszta, dla świętego spokoju do swoich polskich korzeni nie będzie się przyznawać.
Czy naprawdę taki jest cel polskiej polityki wschodniej i współpracy z Polonią w Białorusi?
Poza Białorusią, Polska w sprawach polonijnych ma kłopoty także na Litwie. Więc chyba nastał czas, by w resorcie Radka Sikorskiego zrewidowano polską politykę wobec Polonii w krajach wschodniej Europy. MSZ ma też kłopoty z Polonią w Niemczech. Mówiąc oględnie z Poloniami w krajach przygranicznych. A to już o czymś świadczy. Na pewno nie najlepiej o polskim MSZ.
26 stycznia 2010, o godzinie 13:07
Bekas,
i nadal kazdy moze je piec! Tylko sprzedawac nie moze pod ta nazwa. I bardzo slusznie, bo tak wlasnie dziala miedzy innymi wolny rynek :)
26 stycznia 2010, o godzinie 13:22
Kangurzyco.
„I bardzo slusznie, bo tak wlasnie dziala miedzy innymi wolny rynek :)”
Widać po tym, że nie masz pojęcia, co to jest Wolny Rynek.
Dla zakończenie sprawy rogali.
Chciałbym najsampszód przeprosić za niejasne wyjaśnienia. Powinienem był wszystko pojechać od początku.
Poprawiam się.
Otóż moi Dyskutanci mi tu zarzucają, że cukiernik wypiekający marcińkie rogale ukradł „cudzą markę”.
Zatem prawa do przepisu i marki „rogale marcińkie” powinna mieć Kapituła Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego, by móc zakazywać wypieku nie posiadającym certyfikatu.
Wystarczy jednak poszukac w necie, by przeczytać, że zwyczaj wypieku tych rogali pochodzi z 1891 roku.
pl.wikipedia.org/wiki/Rogal_%C5%9Bwi%C4%99tomarci%C5%84ski
http://www.poznan.pl/mim/.....s=swmarcin
I że Kapituła Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego PRAWA do przepisu i marki nie ma, bo na jakiej podstawie???
Tyle.
26 stycznia 2010, o godzinie 16:45
Pani Zofio.
Niedawno na tym blogu wyłożyła Pani w sposób łopatologiczny, jak wygląda sprawa dotycząca zamknięcia toru wodnego dla niektórych jednostek do Świnoujścia przez gazociąg północny. Tymczasem w dniu dzisiejszym PIS, oraz niektórzy dziennikarze, a właściwie najpierw dziennikarze, których cichym marzeniem jest kreowanie rzeczywistości, a potem partia braci K. podniosła wielki krzyk o brak działań ze strony rządu w tej kwestii. Rozumieć można to trojako: brak wiedzy, głupota lub cynizm.
JAN
26 stycznia 2010, o godzinie 17:32
maciek.g – 10:09
Dziękuję! :)
Kiedy się komentuje różne wydarzenia sprzed lat w oparciu o własne doświadczenie, to trudno się do wieku nie przyznać, zresztą nikt nie pozostaje wciąż młody i piękny, nie każdemu jest dane dożyć w niezłej kondycji złotego /podobno/ wieku. Ja mam ten przywilej od losu, że mi się udało i mogę się cieszyć niezłym zdrowiem, a także ciekawością świata i otwarciem na różne nowinki – jak choćby inwestycja we własny komputer. Nie domagam się ani w blogu, ani w autobusie, aby mi ustępowano miejsca, nie prawię morałów i nikogo nie obrażam. Bywam złośliwa, ale na wesoło i nie jest moim zamiarem nikomu sprawiać przykrości. Raczej chcę wiedzieć, jak inni oceniają wydarzenia i zjawiska, które mnie interesują. Po to na blog wchodzę. Sporym zaskoczeniem była dla mnie emocjonalna w negatywnym sensie tego słowa, reakcja na moje wpisy. Jednak rozumiem, że nie każdy nas spostrzega takim, jakim chcielibyśmy. Z tym się można pogodzić.
Gdybym nie miała tyle lat, ile mam, to nie zwróciłabym uwagi na pewne zdanie w reportażu, którego słuchałam dziś w radiowej jedynce… Otóż pani opowiadała, jak to ratowała siostrę z opresji, gdy radziecki żołnierz prowadził ją „na kwaterę”… Otóż pani mówiła, że biegła za nimi po śniegu w samych rajstopach, bez butów :)
W 1945 roku w rajstopach?
Jeśli reszta faktów była równie prawdziwa, to pani jest całkowicie niewiarygodna. A w radiu to puścili bez mrugnięcia okiem.
Ale tylko stara gropa może wiedzieć, jak wyglądało w tamtych i długo, długo jeszcze tych czasach to, co kobiety nosiły na nogach :D
Od stóp aż tam, skąd nogi wyrastają :D
26 stycznia 2010, o godzinie 18:04
He,he
http://biznes.onet.pl/gaz.....news-detal
26 stycznia 2010, o godzinie 18:20
Panie Janie,
doprawdy nie wiem.
Dziennikarz GW, który pisze o Nord Stream’ie notorycznie pisze bzdury, chociaż doskonale wie, że gazociąg ten nie przecina żadnego toru wodnego na polskich wodach terytorialnych czy polskiej wyłącznej strefie ekonomicznej.
Wyjaśniał to też na łamach lokalnej edycji GW dyrektor Urzędu Morskiego w Szczecinie.
Polska ma wielki problem z torem wodnym, podejściowym do Świnoujścia, biegnącym po polskich wodach, który jest tak zamulony, ze statki o zanurzeniu powyżej 9 metrów przez niego nie przepłyną. Tam gdzie tor ten winien mieć głębokości poniżej 14,3- 14,5 m ma zaledwie …11 m.
Ale to tor własny, polski, na polskich akwenach i jego nie przecina żaden gazociąg!
To jedna sprawa.
Druga – otwarty port z terminalem gazowym w Świnoujściu będzie mógł przyjąć jednostki z zanurzeniem do 12,5m, nie większe.
Takie są jego techniczne parametry wg projektów.
Przy prawidłowych głębokościach toru wodnego na polskich wodach terytorialnych – żaden tankowiec nie bezie miał problemu by wpłynąć do gazoportu. Przy obecnych – nie wejdzie.
PiS awanturę może robić o tor wodny, ale na polskich wodach, a nie na niemieckich i wobec polskiej administracji morskiej, ale nie niemieckiej. Jak wywojuje jego pogłębienie – to chwała jemu za to.
Na razie awanturuje się nie bardzo wiadomo o co i pomylił adresata.
Czy to głupota czy cynizm – myślę, ze jedno i drugie.
Ale to tak bywa, gdy zamiast wiedzy ma się sieczkę medialną w głowie.
Po trzecie – domaganie się szczegółów budowy Nord Streamu na niemieckich wodach terytorialnych i niemieckiej wyłącznej strefie ekonomicznej graniczy z absurdem.
To tak, jakby np. Rosjanie zażyczyli sobie dokładnych danych wszelkich kabli podwodnych położnych na polskich akwenach, bo wg nich, przeszkadzają one w rejsach ich łodzi podwodnych.
No i czwarta uwaga – Zatoka Pomorska jest po prostu płytka i nigdy port w Świnoujściu czy Szczecinie nie przyjmie jednostki o zanurzeniu np. 15 m o czym na głos marzą ludzie z PiS. Widać nie znają uwarunkowań dna morskiego na Bałtyku.
Podejście torem wodnym do Świnoujścia, zgodnie przepisami ma mieć 14,3-14,5 m technicznej głębokości i jest to głębokość optymalna dla Zatoki Pomorskiej.
Polska dbając o rozwój portów na zachodnim wybrzeżu winna tych głębokości pilnować i tor podejściowy oraz północny tor podejściowy utrzymywać w należytym stanie. Czego od lat nie robi.
Większe statki wchodzą do Świnoujścia od strony Niemiec, po niemieckich wodach terytorialnych, tylko dlatego, że Polacy nie chcą wydawać pieniędzy na pogłębianie swego własnego toru wodnego.
Niemcy na swoim torze, który jest im akurat specjalnie do niczego nie potrzebny mogą kłaść, co chcą i gdzie chcą. Polsce nic do tego. To ich wody, ich państwo, ich administracja morska.
Gdyby Polska swój tor wodny, na polskich wodach terytorialnych utrzymywała w należytym porządku, rozmowy z Niemcami miałyby zupełnie inny charakter.
Ale nie utrzymuje i Niemcy mają doskonały dowód, że Polsce wkopywanie gazociągu w dno morskie jest zupełnie niepotrzebne, skoro swój tor wodny, podejściowy do Świnoujścia, na polskich akwenach utrzymują dla statków o maksymalnym zanurzeniu do 9 m!
Dla takich jednostek rura kładziona na dnie, przy średniej głębokości Zatoki Pomorskiej – 15 m – zupełnie nie przeszkadza.
Z tego co wiem, gazociąg będzie kładziony na większych głębokościach a w Zatoce Greifswaldzkiej jest wkopany w dni, ale jakie to ma znaczenie dla polskiego pieniactwa!
Żadne!
Ja się tylko dziwię, że z trybun publicznych poważni ludzie, zupełnie na poważnie dobrowolnie się ośmieszają zgłaszając swoje pretensje pod adresem Urzędu Morskiego w Stralsundzie.
Czyżby urząd ten administrował polskimi wodami terytorialnymi?
Obawiam się, że owi krzykacze z PiS z europosłem Gróbarczykiem na czele, tak jak dziennikarz z GW, w ogóle nie wiedzą gdzie i jak przebiegają podejściowe tory wodne do Świnoujścia, a przede wszystkim nie mają pojęcia – co to jest tor wodny.
26 stycznia 2010, o godzinie 19:02
Już miałem iść na odwykówkę. Postanowiłem jednak coś jeszcze napisać. Akurat teraz, w tej chwili. Przeczytałem bowiem gdzieś, zapomniałem już gdzie, że u WK wieje (a może zieje, też nie pamiętam) nuda. Bo Szczesiul ustabilizował się na Szczesiulu. Stało się to podobno zaraz po tym jak uległ działaniom wychowawczym i niespodziewanie dorósł, ukończywszy w końcu skutecznie 18 lat. A ludzie jak to ludzie, lubią historie i obrazy o dużym żarciu, wielkim piciu i tęgiej orgii. Jako że to norma. Padło też pytanie: czy na długo?
:
Odpowiedzi na to akurat pytanie nie znam. Wiem natomiast coś niecoś o starych gropach. Właściwie może niekoniecznie o bardzo starych gropach, gdyż tylko o tych co wciąż jeszcze wiedzą skąd i po co im wyrastają nogi. Również wiem co nieco o orgiach. Żeby już dłużej nie kontynuować tego przedłużania, wklejam swoja nuda ziejącą historyjkę. O zaginionej zonie.
:::
Mężowi zaginęła żona. Kamień w wodę! On szaleje: wydzwania na policję, pogotowie, szuka po szpitalach, dręczy rodzinę i znajomych – NIC! Po dwóch dniach usilnych poszukiwań wpada do domu i… słyszy jakiś hałas w kuchni. Zagląda i widzi, że żona krząta się przygotowując mnóstwo kanapek…
– Kochanie, ja od zmysłów odchodzę, co się stało, gdzie byłaś, pół miasta Cię szuka!
– Ach, skarbie, nie uwierzysz, co mi się przytrafiło: porwało mnie paru facetów, zawiozło „na chatę”, a tam przymusili do seksu: orgie, seks w pojedynkę, dwójkami, trójkami, grupowy, pozycje takie, siakie, z przodu, z tyłu, afrodyzjaki, gadżety, no mówię ci – koszmar! I tak przez cały tydzień!
– Zaraz, zaraz, skarbie, jaki tydzień? Przecież nie było cię dwa dni?
– No tak, ale ja tylko wpadłam na chwilę po kanapki!
:::
Tu stosowne video. Z dedykacją dla wszystkich starych grop (gropów?), ktore byłyby lepszymi facetami gdyby były starymi obłapiaczami. *)
http://www.youtube.com/wa.....oOVwxhvxTk
*) Gropa wywodzi się od angielskiego słowa GROPE=macać, obmacywać, obłapywać. Zatem gropa=obłapiana. Ewentualnie obłapiaczka. Przymiotnik „stara” jest tylko po to, żeby odróżnić gropę od Szczesiula.
26 stycznia 2010, o godzinie 19:09
Ja nie wiem, ale zaczyna być tak dużo cudaków w tym blogu, że nie sposób tego czytać. Bekas ze swoimi fanatycznymi poglądami, sam się zapętlił w sprawie rogali i w sprawie szkolnictwa, teraz będzie kombinował jak koń pod górę, jak z tego wybrnąć, Mawar, który dawniej taki nie był, nie odpowiada na żadne kwestie, antykomunizm przysłania mu jakiekolwiek racjonalne myślenie. Dla niego człowiek będący przeciwnikiem komuny, ale widzącym również dobre strony tego ustroju, sam jest komunistą. Zofia, dla której jakiekolwiek działanie przeciwko Rosji czy Białorusi jest zawsze złe, rząd zawsze postępuje nieodpowiednio, Polska o wszystkim zapomina, zawsze niedojrzy, zawsze się spóźni, a wszelkie decyzje – Hospody Pomyłuj. Wiadomość od Amerykanów, że Polska stoi na gazie, była chyba najgorszą wiadomością dla Zofii, jaką sobie można wyobrazić.
A w sprawie tej dziewczyny – w czasach obozu koncentracyjnego w Polsce (to, żeby uspokoić Mawara) mogła ona starać się albo o stypendium, albo mogła wziąć pożyczkę w banku na poczet przyszłych zarobków.
A nie jest w Polsce tak, że niedożywione dzieci leżą na ulicy, może jest pomoc udzielana przez MOPS za mała, ale po prostu musimy w Polsce jakoś wypośrodkować poglądy ekstremalne, pogodzić jednych uważających, że każdy odpowiada za siebie i niby dlaczego to ma iść z jego podatku – z tymi, którzy widzą tylko nędzę, biedę, bezrobocie, i wszystko ma dać państwo, na dom, na wyżywienie, na opłaty, na wczasy, godną pracę z dobrymi zarobkami, bezpłatne leczenie i szkolnictwo. Jakoś trzeba znaleźć złoty środek.
26 stycznia 2010, o godzinie 19:20
Słodki Torlinie.
Wytłumacz cudakowi, gdzie się zapętlił.
Tak ostatni raz.
26 stycznia 2010, o godzinie 19:27
jasnaanielka
.
„Gdybym nie miała tyle lat, ile mam, to nie zwróciłabym uwagi na pewne zdanie w reportażu, którego słuchałam dziś w radiowej jedynce… Otóż pani opowiadała, jak to ratowała siostrę z opresji, gdy radziecki żołnierz prowadził ją “na kwaterę”… Otóż pani mówiła, że biegła za nimi po śniegu w samych rajstopach, bez butów :) W 1945 roku w rajstopach”?
.
Nylonowe pończochy wynaleziono jeszcze przed wojną, bawełniane rajtuzy (damskie i męskie) znane były już w XVII w., ale rajstopy takie jak dziś znamy od lat 50. Prawdopodobnie chodzi o damską bieliznę, może właśnie pończochy. Moje podejrzenie wzbudziłaby raczej fotograficzna pamięć i szczegółowa precyzja narracji po 65 latach. Ale rozumiem dla ciebie jest to wstęp do kwestionowania powszechnie znanego faktu, że Armia Czerwona dopuszczała się masowych gwałtów na kobietach wszędzie tam, gdzie się pojawiła – i w Polsce i w Niemczech. To rzecz dobrze udokumentowana, w Niemczech do niedawna był to temat tabu, ale ostatnio więcej się o tym mówi i psze, powstało kilka filmów na ten temat, nie ma sensu zaprzeczać.
26 stycznia 2010, o godzinie 19:40
Chryste Panie, Mawarze, nawet od rajstop jesteś ekspertem?!
Ale ze smutkiem konstatuję, że twoje zaczepki są coraz bardziej niemądre.
26 stycznia 2010, o godzinie 19:49
Maciek
„… nie mogę pojąc co masz na myśli na przykład -ideologia braci Kaczyńskich jest konsekwentną realizacją tej samej legitymacji polityczno-historycznej, którą się posługują wszystkie rządy utożsamiane z bliżej nieznanych mi powodów z ruchem społecznym początku lat 80ych znanym “Solidarnością”.
.
Po raz kolejny mylisz ideologię z programem politycznym mieszczącym się w politycznym spectrum zachodniej demokracji. Może pociechą ci będzie, że nie ty pierwszy i nie ostatni. Ideologia polega na tym, że zmusza się ludzi do przyjęcia poglądów siłą i to bynajmniej nie siłą perswazji. Poza socjalizmem (komunizmem) i narodowym socjalizmem elementy ideologii tkwią w wielu współczesnych programach lewicowych, a im bardziej skrajna lewica tym zwykle jest ich więcej. Jeśli lewicujący klimatolog zamyka usta adwersarzom, mówiąc, że koniec dyskusji na temat ocieplenia klimatu i teraz trzeba zacząć działać to właśnie mamy do czynienia z ideologią. W krajach teokratycznych można mówić o ideologii inspirowanej religią.
26 stycznia 2010, o godzinie 19:51
Mawar! Rany boskie!
Sama nigdy bym nie wpadła na taki pomysł, jak ty w ostatnim tekście.
Skąd w tobie tyle złej woli i taka gwałtowna potrzeba przypisywania mi podłych intencji? Znowu wiesz lepiej ode mnie, co ja powiedziałam przez to, co napisałam?
Nawet lepiej wiesz co panie w latach powojennych nosiły pod spodem?
Ręce opadają.
26 stycznia 2010, o godzinie 20:04
Ja wiem!
Przeważnie nosiły dziurawe gacie!
26 stycznia 2010, o godzinie 20:06
Nie, no – dzieci są ważne. Garcia Lorka pisał : „o serca dzieci małych! O szorstkie dusze kamieni! Dziś w moim sercu Gwiazd drżenie, mgłą zasnute, a wszystkie róże są białe, tak białe jak mój smutek.”
Jego pieśń jesienna jest wierszem antycypującym przyszłość, poety w wieku moich dziadków, stojących przed wielkimi przemianami społecznymi.
„A jeśli miłość nas oszuka? Kto życiu ma otuchy dodać, kiedy ciemności nas pochłoną, by nad pogrążyć w wiedzy Dobra, co może nie istnieje wcale i Zła, co skrada się po schodach?”.
To jest bardzo trafne porównanie: o serca dzieci małych! O szorstkie dusze kamieni! Ono w sposób drastyczny się sprawdziło w państwach totalitarnych, ale i ma swoją wymowę, gdzie indziej…
26 stycznia 2010, o godzinie 20:07
errata:
by nas pogrążyć w wiedzy Dobra, co może nie istnieje wcale i Zła, co skrada się po schodach?
26 stycznia 2010, o godzinie 20:23
A tutaj jest coś związanego z kolei z wiekiem większości dyskutujących na tym blogu. Wiersz nosi wprawdzie tytuł Pieśń wiosenna, ale zwracam uwagę na księżycowe czaszki zakwitające gwiazdami ze złota!
GARCIA LORCA
Pieśń wiosenna
I
Idą z radością dzieci,
wychodzą ze szkoły,
ciepłe powietrze kwietnia
poją śpiewem wesołym.
W głębokiej ciszy zaułka
radości nie brak!
Cisza sypie okruchy
śmiechu z młodziutkiego srebra.
II
Między kwiatami ogrodów
idę wieczorną drogą,
wody mojego smutku
pozostawiając za sobą.
Na wzgórzu odosobnionym
sterczy wiejski cmentarzyk
jak poletko zasiane
ziarnem białych czaszek.
I wyrosły cyprysy
niby głowy olbrzyma
o pustych oczodołach
o zielonych czuprynach,
zapatrzone w horyzont,
smutne i bolejące.
Boski kwietniu, co niesiesz
swe esencje i słońce
zapełnij gwiazdami ze złota
te czaszki zakwitające!
26 stycznia 2010, o godzinie 20:30
Paweł Luboński:
Mawar: “A ty Pawle ciągle w kleszczach własnych stereotypów? Jak ty to robisz?”
.
„Moim zdaniem to nie kleszcze stereotypów, tylko skutki wielomiesięcznej obserwacji, choć pewnie czasem wyciągam wnioski za daleko idące. Fakty są takie.
Kiedykolwiek ktoś napisze cokolwiek dobrego o Rosji, a już nie daj Boże o Związku Sowieckim – stajesz okoniem”.
.
No faktycznie, jestem nieprzystosowany, nie potrafię wykrzesać z siebie entuzjazmu ani nawet tolerancji do nazizmu, faszyzmu i komunizmu.
.
„Kiedykolwiek ktoś napisze cokolwiek dobrego o PRL-u lub jego elitach – stajesz okoniem”.
.
No faktycznie, PRL znam z autopsji, nie podejmuję się jego obrony nawet jako adwokat z urzędu. Ale ty możesz próbować. Nie myl tylko własnej młodości z pożyczkową bieda-konsumpcją epoki Gierka, pomyśl raczej o zapaści cywilizacyjnej Polski.
.
„Na hasło “Kruczkowski” – przede wszystkim, że aparatczyk, a dopiero potem, że powieść marna. A gdyby była wybitna”?
.
Ale przecież nie była. Nie bez powodu marni pisarze chwytali się za poły partii. Może Iwaszkiewicz wyjątkiem, ale on też miał pewien interes w symbiozie z partią.
.
„Ciekaw jestem, kim dla ciebie jest przede wszystkim Kapuściński, o którym tu właśnie ktoś napomknął”.
.
Narciarz napomknął. Dla mnie jest lewicowym świątkiem, zdolnym reporterem, ale jak się teraz okazuje (z książki A. Domosławskiego) po części mitomanem. Pamiętam taką scenę, początek stanu wojennego – zima 1982, kościół akademicki św. Anny w Warszawie. Kapuściński grymaśnie wybiera sobie szetlendzki sweter z zachodnich „zrzutów”. Mój kolega, dziennikarz z zawodu, pod nosem komentuje: „Może by się najpierw z partii wypisał”.
.
“Kruczkowski to po wojnie komunistyczny aparatczyk, działacz FJN, zdaje się, że podobnie potraktowała go i III RP (której ty chyba nie kontestujesz).”
.
„Czy myśl, że skoro “nie kontestuję” III RP, to automatycznie muszę akceptować wszelkie decyzje podjęte za jej czasów, to nie są przypadkiem kleszcze stereotypu”?
.
Może to i stereotyp, ale jakoś mało tej twojej domniemanej kontestacji III RP na tym blogu. Ja w każdym razie jej nie widzę. A przecież możesz sobie poużywać choćby na Mazowieckim i Michniku. Kaczory to zbyt łatwy cel jak na porządną kontestację. Gospodarz zdaje się już przyzwyczajony do inaczej myślących, zbyt wiele nie ryzykujesz . :)
26 stycznia 2010, o godzinie 20:35
jasnaanielka
„Ja zadałam proste pytanie i jak zwykle odpowiedzi nie ma, bo Mawar na pytania nie odpowiada”.
.
Odpowiedziałem, że udajesz nie rozumiejąc o co chodzi. Once more:
1/ Po 1945 w PRL wprowadzono program walki z analfabetyzmem.
2/ Równolegle wprowadzono także ostrą cenzurę prewencyjną (dla porównania: cenzura w zaborze carskim nie była prewencyjna).
3/ Cenzura uderzała zarówno w twórców jak i odbiorców, co oczywiste. Ludzie nie mogli czytać tego co chcą, tylko to na co im partia zezwalała.
4/ Z tego wniosek, że walka z analfabetyzmem miała na celu dotarcie do ludzi z przekazem propagandowym, zwykle kłamliwym.
26 stycznia 2010, o godzinie 20:48
„walka z analfabetyzmem miała na celu dotarcie do ludzi z przekazem propagandowym, zwykle kłamliwym”.
Bezpłatne lecznictwo miało na celu dotarcie do ludzi z przekazem propagandowym, zwykle kłamliwym.
Reforma rolna miała na celu dotarcie do ludzi z przekazem propagandowym, zwykle kłamliwym.
Elektryfikacja wsi miała na celu dotarcie do ludzi z przekazem propagandowym, zwykle kłamliwym.
Proszę każdego o przepisanie 100 razy powyższych mądrości. Inaczej będziecie zwolennikami komuny.
26 stycznia 2010, o godzinie 21:01
Szczesiul
.
Szczesiul: „Zamierzałem odpuścić “logikę” Mawara: Jednak nie idzie odpuścić. Ten prawicowy wesołek jest tak rozkoszny, ze szkoda przepościć taką okazję. I nie chodzi juz o tę tzw. ‘okupację sowiecką od września 1939 do czerwca 1941, a później od wiosny 1944 na jednej trzeciej terenów II RP.’ Bo tylko wtedy liczni obywatele polscy, i Żydzi i goje, opuszczali padół ziemski przy pomocy nie NKWD tylko głownie przy pomocy Gestapo, SS, SA oraz komór gazowych. Odbywało się to zaś na terenach okupowanych nie przez Armię Czerwona tylko przez te druga armie”.
.
Wiem, że wczoraj było późno i sprawiałeś wrażenie lekko zużytego. Ale teraz skoncentruj się: chodzilo o obecność Armii Czerwonej na ziemiach polskich liczoną w latach. Kiedy liczyłem obecność ACz. na ziemiach polskich (łącznie z ziemiami wschodnimi – tam też mieszkali Polacy), to oczywiście pominąłem okres okupacji niemieckiej na tych terenach (1941-44), a i tak wyszło 51 lat. 1939-1941=2 lata; 1944-1993=49 lat. Razem 51 lat z Armią Czerwoną. :)
.
„Tu rozchodzi się o (dalej niezrozumiale… ) ….
„FR jest spadkobiercą ZSRR w sensie prawnym” – takiej bzdury nawet wtedy nikt nie wywlekał na światło dzienne”.
.
Ty Szczesiul najwyraźniej to masz pecha: jak donoszą WCZORAJSZE media: „Rosja spłaciła Klubowi Londyńskiemu wszystkie długi ZSRR”. :)
http://wyborcza.biz/bizne.....dlugi.html
.
Pytanie, po co do cholery Rosja spłacała te długi, kasy ma za dużo, czy jak? Jakieś pomysły Szczesiul? :)
26 stycznia 2010, o godzinie 21:02
Bekasie!
Naprawdę przestań. Albo sobie poczytaj najpierw, gdy masz zamiar coś napisać, albo – jak Andrzej – ktoś zwróci Ci uwagę, delikatnie, że piszesz bzdury, to zwieś głowę i chociaż się nie odzywaj. Jednymi z najważniejszych decyzji związanych z jedzeniem w Unii Europejskiej jest ochrona starych marek. Do tego służą trzy oznaczenia produktów rolnych: Chroniona Nazwa Pochodzenia, Gwarantowana Tradycyjna Specjalność i Chronione Oznaczenie Geograficzne. Po to to jest robione, aby bronić się przed oszustami. Rogale Świętomarcińskie są chronione prawnie przed podróbkami, decyzją Unii w 2008 r. Rogal Świętomarciński został wpisany do rejestru chronionych nazw pochodzenia i chronionych oznaczeń geograficznych w Unii Europejskiej.
Same rogale nie są chronione, może piekarz sobie je nazwać np. Rogalami Świętego Onufrego.
26 stycznia 2010, o godzinie 21:31
Torlin
.
„Bezpłatne lecznictwo miało na celu dotarcie do ludzi z przekazem propagandowym, zwykle kłamliwym.
Reforma rolna miała na celu dotarcie do ludzi z przekazem propagandowym, zwykle kłamliwym.
Elektryfikacja wsi miała na celu dotarcie do ludzi z przekazem propagandowym, zwykle kłamliwym”.
.
1. Nie ma, nie było i nie będzie „bezpłatnego” lecznictwa, zawsze ktoś za nie płaci. Pomijam poziom „bezpłatnego lecznictwa”. To friedmanowska klasyka: nie istnieje coś takiego jak „darmowa zupka”.
2. Reforma rolna oznaczała kradzież majątków ziemskich i na ogół ich przekształcenie w zwykle deficytowe PGR-y. Osiedla popegeerowskie jeszcze w III RP straszą biedą albo i nędzą.
3. Jeśli sądzisz, że elektryczność wynaleźli komuniści to trochę przesadzasz. :) Nie jest prawdą, że bez komunizmu nie byłoby elektryfikacji – byłaby i to znacznie szybciej. Przemysł ciężki i ekstensywna industrializacja miały wymiar militarny, gołymi rekami komuna nie zamierzała zdobywać Zachodu. Dlatego łatwiej było o płynną surówkę niż o szczoteczki do zebów, latwiej o papę niż o papu. W 1938 roku Czechosłowacja była nieco bogatsza niż Holandia, porównaj oba kraje w 1989 roku?
.
PS. Torlin, Jak tam twoje lodowce w Himalajach? Trzymają się się jeszcze? ONZ ostatnio na ten temat dał głos, przyjrzyj się temu, bo ciekawe. :)
Może te lodowce były nie tylko twoje, ale i Narciarza?
26 stycznia 2010, o godzinie 22:32
Ja mam dosyć. To na pożegnanie.
1. Dla ludzi niemających dotąd dostępu do taniej służby zdrowia była ona bezpłatna. Z ich punktu widzenia bezpłatna. Podstawowe lecznictwo bezpłatne jest – moim zdaniem – obowiązkiem Państwa. A jak jeszcze to porównamy z okresem przedwojennym.
2. Jak zwykle trafiłeś jak kulą w płot. Jeżeli możnaby im coś zarzucić, to coś absolutnie przeciwnego, rozparcelowywanie ziemi na za małe cząstki, celem zdobycia zaufania chłopów. Już do końca 1944 roku rozparcelowano ponad 212 tys. ha ziemi między 110 tys. rodzin, a tymczasem PGRy powstały dopiero w 1949 roku i to przede wszystkim na Ziemiach Odzyskanych. Było to upodmiotowienie chłopów.
3. Bez komunizmu nie byłoby elektryfikacji. Jeżeli byłaby ta sama władza co przed wojną, to nie byłoby. Taka jest prawda (znam bardzo dobrze całą historię COPu, bardzo proszę, nie dawaj mi tego przykładu). Polska B była zelektryfikowana w 7 %, a kończono elektryfikację jeszcze w latach 60. Na jakiej podstawie sądzisz, że byłoby inaczej niż przed wojną?
4. Znowu jak zwykle. Ja walczę z globalnym zanieczyszczeniem, a to posunięcia przeciwko ocieplaniu są miłe mojemu sercu. Co mają do tego lodowce?
26 stycznia 2010, o godzinie 22:40
Torlinie,
dlaczego sądzisz, że informacja o polskim gazie z łupków który otrzymamy ponoć przy pomocy USA jest dla mnie złą informacją?
Ma razie niewiele wiem na ten temat – np. co to za łupki, gdzie te łupki są i ile, jak wygląda technologia wydobycia z nich gazu, jaki jest koszt wydobycia łupków i wytworzenia z nich gazu ect.
Poza hasłem miotającym się po mediach, niewiele wiem.
Na razie interesuję się energią jaką można otrzymywać z morskich elektrowni wiatrowych, jakie są tego koszt, technologie wytwarzania, jakie są w Polsce bariery by powstawały.
Każde niezależne źródło energii jest dla naszego kraju korzystne. Zwłaszcza gdy mamy do czynienia z energia odnawialną, ekologiczną.
Nie rozumiem Twoich uwag po prostu.
Domyślam się, że sugerujesz, zakładając, ze przy łupkach i gazu z nich, Gazprom będzie miał mniej zamówień na gaz ziemny z Polski i Europy – „łupki” są moim zmartwieniem.
Otóż nie są, tak samo jak handlowe kontrakty Gazpromu.
Nie reprezentuję interesów Gazpromu, choć o nich często piszę.
Na sprawę dostaw gazu do Polki i UE patrzę z pozycji odbiorcy, konsumenta, który na gazie gotuje sobie obiad, albo prowadzi produkcję zakładów chemicznych.
Znane kopalniane źródła gazu są na wyczerpaniu, szukanie nowych jest koniecznością, tak jak i innych technologii związanych z uzyskiwaniem energii.
Więc mnie gaz z łupków zupełnie nie martwi. Zacznę się temu przyglądać, jak zacznie być z nich produkowany gaz. na razie z trudem w Polsce dajemy sobie radę z energią ze źródeł odnawialnych. I ciągle bazujemy na węglu lub gazie ziemnym.
26 stycznia 2010, o godzinie 22:49
Torlinie,
nie wrzucaj Gazpromu w Rosji z organizacją polonijną w Białorusi do jednego wora, bo dajesz do zrumienia, ze nie bardzo się w tym wszystkim orientujesz.
A przede wszystkim nie zrozumiałeś o czym napisałam pisząc o Białorusi.
Ty się koncentrujesz na dokopywaniu Łukaszence, bo bez mała ruski, a ja pisze o interesach białoruskiej Polonii, która ponosi przykre konsekwencje wygłupów polskiego rządu i polskiego MSZ.
Wszystkich z tej Polonii, a nie tylko związanych z Angeliką Borys.
Szkoda, że tego nie rozumiesz.
Zresztą, nie Ty jeden…
26 stycznia 2010, o godzinie 23:27
Zofia
Ty się koncentrujesz na dokopywaniu Łukaszence, bo bez mała ruski
Bo Torlin tak już ma. Przecież wszyscy wiedzą, że Łukaszenko to fajny gość jest. Wie doskonale czego Białorusinom czy też białoruskiej Polonii potrzeba i wystarczy mu tylko nie przeszkadzać, a Białoruś będzie krainą mlekiem i miodem płynąca. A Polonia w tym kraju będzie miała lepiej niż mieszkańcy Nadwiślańskiego Kraju, żyjący na poziomie Trzeciego Świata pod krwawym jarzmem solidaruchów. A poza tym jaki przystojny, z takim zabójczym wąsikiem. Może się babom podobać prawie tak samo jak Putin, który pod tym (i nie tylko) względem jest niedościgłym wzorem. Dlatego mówimy nasze stanowcze NIE wszelkim reakcjonistom spod znaku Kaczyńskiego i Sikorskiego tudzież ich imperialistycznym mocodawcom zza oceanu.
27 stycznia 2010, o godzinie 02:08
Anielka o Mawarze: Skąd w tobie tyle złej woli i taka gwałtowna potrzeba przypisywania mi podłych intencji?
.
Przeciez juz wyjasnilem, ze to zomowiec. W czasach PRL lał, walił, i puszczał gazy. Teraz probuje odkupic swoje winy lejac i walac, tylko ze w druga strone.
.
Dobranoc.
27 stycznia 2010, o godzinie 04:23
Mawar,
Ale ile radochy bylo jak sie te cenzure wpuscilo w maliny!:)
Kiedys tam pracowalam w ksiegarni. Czasem przychodzil prikaz na wycofanie jakiejs pozycji, wiec sie to starannie przegladalo i … sprzedawalo spod lady. No chyba, ze byly to jakies wypociny partyjne, bo te wycofywano najczesciej. Ale do dzis dna mam w swoim ksiegozbiorze pozycje pisarza radzieckiego pt. „Zywy”. Sam mniód, mowie ci!
Czy dzisiejsza cenzura „prewencyjna” ci nie przeszkadza? To chyba niedawno bylo to wycinanie nozyczkami jakiegos artykulu…
A przy okazji elektryfikacji – Moja mama bedac na robotac w Niemczech pracowala z Rosjanka o imieniu Elektryfikacja! :)
27 stycznia 2010, o godzinie 04:26
Topienie sie lodowcow nadal jest faktem, natomiast przyblizone daty calkowitego stopienia byly obliczone niewlasciwie.
27 stycznia 2010, o godzinie 04:41
Skoro zaczynaja sie wspominki o cenzurze, to warto zwrocic uwage, ze stare nie do konca odeszlo wraz z komunizmem. Zywot zomowcow takich jak Mawar, Mariusz Kaminski, albo obaj Kaczynscy, jest wyjatkowo twardy. Tutaj jest tekst na ten temat:
http://www.polityka.pl/kr.....nstwa.read
.
A mowiac powaznie, czym skorupka za mlodu nasiakla, to wydziela na starosc. Skoro opozycja wychowywala sie w PRLu, to po dojsciu do wladzy dlaczego mialaby zmieniac stare sprawdzone metody na nowe niesprawdzone? Skoro opozycja walczyla z podsluchami, to dlaczego mialaby ich sama nie zakladac? Gdyby metody policyjne byly nieskuteczne, to nie trzeba by bylo z nimi walczyc. A skoro byly skuteczne, to dlaczego z nich rezygnowac, kiedy samemu sie jest na podsluchujacym koncu drutu, a nie na podsluchiwanym jak kiedys?
.
Podobnie z opluwaniem i opluskwianiem przeciwnika. Kiedys strasznie nas denerwowal Urban, czyz nie tak? Denerwowal skutecznoscia. Bloto wyrzucane ustami Urbana mialo wielka przylepnosc. Urban odszedl, ale lekcja pozostala. Teraz jest duzo neo-Urbanow, ktorzy robia to samo. Tutaj na blogu Mawar oraz Bekas, ale dzialaja takze Urbanowie w prasie oraz w parlamencie. Jak napisal Zakowski, zlotousci idioci, ktorzy nic nie potrafia poza opluwaniem.
.
Nauki nie poszly w las. Komunizm zyje i ma sie doskonale w osobach Mawara, Bekasa, albo obydwu Kaczynskich.
27 stycznia 2010, o godzinie 07:59
Torlinie.
Co zrobić. Cudak może tylko bzdury pisać.
Inna rzecz, że zawsze możesz grzecznie cudakowi pokazać, gdzie błądzi.
Tak, jak teraz.
Za co dziękuję.
I odpowiadam.
Certyfikaty świetomarcińskie wydaje, jak już wcześniej napisałem, kapituła, która NIE MA ŻADNEGO prawa ani do nazwy ani do przepisu. Tyle. Te rogale, to nie żadna „cudza marka”. I będzie z nimi, jak z oscypkami, które dzięki kretyńskiemu wpisaniu na jakąś tam listę „zniknęły” z targów. Górale zaczęli je nazywać serami górskimi. I już.
Twoje przeświadczenie, że to biurokracja „ratuje” jakieś produkty jest śmieszne. Oscypki, rogale i cała reszta produktów regionalnych istniały przed i będą istnieć po UE. Tu nie chodzi o żadne ratowanie tylko o kasę. Jak zawsze, jak zwykle. I o wykluczenie konkurencji.
Co zaś do tego bezpłatnego lecznictwa podstawowego.
Czemu w takim razie lekarz z podanego przeze mnie przykładu nie przyjął ciężko chorego człowieka? To nie jest podstawowe lecznictwo?
Na odpowiedź nie liczę. Wiadomo, że to kapitalizm tego człowieka zabił.
27 stycznia 2010, o godzinie 08:32
Bekas: „Co zaś do tego bezpłatnego lecznictwa podstawowego.
Czemu w takim razie lekarz z podanego przeze mnie przykładu nie przyjął ciężko chorego człowieka? To nie jest podstawowe lecznictwo?”
.
Zwracam ci uwagę, że ów lekarz zapewne będzie miał z tego tytułu proces sądowy. W tej strasznej, socjalistycznej Polsce. Odmowa pomocy w sytuacji zagrożenia życia ludzkiego jest u nas przestępstwem i nie ma to nic wspólnego z płatną czy bezpłatną służbą zdrowia.
Zwracam ci również uwagę, że dokładnie to samo mogłoby się zdarzyć w wymarzonym przez ciebie idealnym kapitalizmie. Tam również człowiek mógłby umrzeć, bo nie miał ani ubezpieczenia, ani gotówki, żeby zapłacić lekarzowi.
27 stycznia 2010, o godzinie 08:38
Narciarz: „Przeciez juz wyjasnilem, ze to zomowiec.”
.
Posuwasz się cokolwiek za daleko. Delikatnie mówiąc.
Dla mnie Mawar to przede wszystkim gość odczuwający nieodpartą potrzebę pouczania innych. Robi to anonimowo w internecie, bo w realu pewnie się wstydzi albo nie ma okazji. Zachowuje się jak osiemnastolatek, który naczytał się mądrych książek i popisuje się przed kolegami. Trochę go rozumiem, bo sam taki byłem trzydzieści parę lat temu. I moje popisy nader często spotykały się z ironiczną repliką: „Aleś ty mądry!”.
27 stycznia 2010, o godzinie 08:46
Wszedł do księgarni. Odruchowo. W witrynie zauważył bowiem książkę, która mu się spodobała. Kupił ją i wyszedł. Siadł na pobliskiej ławeczce. Spojrzał na okładkę. Była obita szarym, wysokogatunkowym płótnem, a na środku dużymi, czerwonymi literami wydawca wybił tytuł: „Meandry lewicowego myślenia”. Otworzył książkę i zagłębił się w lekturze:
Wyciągnął z kieszeni swoją ulubioną i jedyną zresztą zapalniczkę „Zippo”. Spojrzał na przetłoczenia na jej boku. Sierp i młot. Uśmiechnął się. Przed nikim się nie przyznawał, że jest lewicowcem, ba!, nawet oburzał, gdy ktoś go tak nazwał. Ale serce nie sługa. Biło na czerwono. Odpalił papierosa. Ruszył przed siebie.
-Te, Torliński! – usłyszał jak ktoś woła go z boku.
-O, to Ty Heniu. Co tam?
-Popalamy na świeżym powietrzu póki jeszcze można?
-Oj, Heniu, przecież znasz moje zdanie na ten temat.
-No właśnie…. Jakoś nie mogę złożyć tego Twego zdania do kupy.
-A to czemu?
-No bo przecież dopiero co mówiłeś, że jesteś przeciwko zanieczyszczaniu powietrza, a teraz sam je zanieczyszczasz. W tym papierosowym dymie jest przecież kupa trucizn, nie wiesz o tym?
-Heniu, ja mogę.
-Aaaaaaa. No to pal póki możesz. Niedługo zakażą palenia i na wolnym powietrzu, i w lokalach wszelakich. Gdzie Ty się wtedy podziejesz, biedaku??? Chyba do podziemia zejdziesz?
-Się o mnie nie martw.
-Przy okazji zapytam. Torliński, co Ty myślisz o tym zakazie palenia w prywatnych lokalach?
-Jak to co??? Człowiek powinien mieć wolny wybór! Chce, to zakazuje palenia, nie chce, to nie zakazuje. Przecież to oczywiste! – stanowczo odparował.
-Hmmm…
-Co, „hmmm”???
-Jak Ci to, Torliński, wytłumaczyć, że się mylisz, że to nie oczywiste?
-Ja się nie mylę!
-Torliński, daj skończyć!
Otóż brak zakazu palenia w lokalach miałby sens, gdyby 100 % ludzi przychodzących do lokalu dobrowolnie by nie paliło. A to nie jest możliwe. Część pali i rzecz dotyka osób trzecich, które nie palą. I są biernymi palaczami, nie słyszałeś???? Rząd po prostu chroni tych ludzi!(1)
Torliński wybałuszył oczy, nic nie mówił. Heniu na niego spojrzał i zauważywszy niezrozumienie w oczach kolegi pociągnął dalej.
-Torliński, gdyby społeczeństwo podchodziło do tego racjonalnie, zakaz nie byłby konieczny. Ale nie podchodzi. Robi, co chce! Trzeba to uporządkować! Poza tym, gdyby rząd zakazu nie wprowadził, to w przyszłości już widzę nagłówki gazet: “Rząd pozwala, aby ludzie umierali z powodu biernego palenia”(1)…
Przywalił mu w ramię tak mocno, że książka wypadła mu z rąk.
-Cholera! Co jest! Jak ci zaraz…. – nie dokończył, bo głos z tyłu go zaatakował.
-Cześć, Cudak! Kopę lat!
Odwrócił się i zamarł. Stała przed min koleżanka, w której kochał się przed laty…
……………
(1) http://kuczyn.com/2010/01.....ment-89494
27 stycznia 2010, o godzinie 08:55
Mawar: „Dla mnie jest lewicowym świątkiem, zdolnym reporterem, ale jak się teraz okazuje (z książki A. Domosławskiego) po części mitomanem. Pamiętam taką scenę, początek stanu wojennego – zima 1982, kościół akademicki św. Anny w Warszawie. Kapuściński grymaśnie wybiera sobie szetlendzki sweter z zachodnich “zrzutów”.”
.
Ooo, czytałeś książkę Domosławskiego w maszynopisie? Bo ona ma się ukazać dopiero w marcu.
Myślę, że klucz do twojego myślenia zawiera się w słowach „lewicowy świątek”. Zdolny reporter, ale lewicowy, więc nie nasz. No to trzeba mu wyciągnąć każdy drobny grzeszek. Nawiasem mówiąc, zapomniałeś dodać, że agent.
Dosyć to niskie.
27 stycznia 2010, o godzinie 09:09
Pawle.
„…i nie ma to nic wspólnego z płatną czy bezpłatną służbą zdrowia.”
Jesteś w błędzie. Lekarz postąpił ZGODNIE Z OBOWIĄZUJĄCYMI PRZEPISAMI. Pacjent nie miał ubezpieczenia.
„Zwracam ci również uwagę, że dokładnie to samo mogłoby się zdarzyć w wymarzonym przez ciebie idealnym kapitalizmie. Tam również człowiek mógłby umrzeć, bo nie miał ani ubezpieczenia, ani gotówki, żeby zapłacić lekarzowi.”
Ależ oczywiście, że mogłoby się trafić. Tyle, że w normalnych warunkach istnieje zależność, która w socjaliźmie została zlikwidowana. Na Wolnym Rynku to pacjent ma pieniądze, a nie jakiś urząd. I lekarz musi z pacjentem rozmawiać, nie z urzędem. I w takiej sytuacji w interesie lekarza jest przyjąć od czasu do czasu kogoś za darmo, by pogłoska rozniosła się po okolicy. I by ludzie wiedzieli, że on nie tylko dobry, ale i gołębiego serca lekarz. W swoim interesie, oczywiście.
Na Wolnym Rynku takie przypadki, że lekarz odgonił pacjenta, są sporadyczne, dla tej samej przyczyny. U nasz, w socjaliźmie, są zaś bardzo częste. Codziennie wielu pacjentów nie dostaje się do lekarza, bo nie ma ubezpieczenia. Tyle, że Ty tego nie widzisz, bo nie umierają i prasa lub tiwi tego nie podają. A czego tiwi lub prasa nie podadzą, to widać dla Ciebie nie istnieje.
Wczoraj widziałem materiał apropos. Jak emeryci stoją na mrozie po pięć godzin w kolejce, by dostać się do specjalisty w….przyszłym miesiącu. „Służba zdrowia”.
Tak, tak, zaraz usłyszę, że to tak jak ja chcę. Zwracam więc delikatnie uwagę, że ci emeryci całe swoje życie płacili na tę „służbę”, więc słusznie uważają, że ona się im „za darmo” należy. Dwa. Emeryci są biedni i nie stać ich by drugi raz płacić za wizytę. Czemu są biedni? Zgadnij koteczku?
Jakaś cześć z tych emerytów nie dotrwa do wizyty i spokojnie umrze, ale Ty znów tego nie widzisz, bo nigdzie nie podali.
W dodatku uważasz, że na Wolnym Rynku lekarze nic tylko będą pacjentów bez pieniędzy wyrzucać taśmowo i tarzać w smole. Skąd to wiesz? Ano tak Ci się wydaje. Jasne!
A prawda jest taka, że to w socjaliźmie lekarze MUSZĄ odprawiać pacjentów bez ubezpieczenia, bo gdyby ich przyjmowali, to zaraz by się okazało, że wszyscy łażą do lekarza bez tego ubezpieczenia. I system by padł. To system każe być lekarzowi bezdusznym, Pawle. Tyle.
27 stycznia 2010, o godzinie 09:18
Andrzeju,
kpisz sobie, ale spróbuj być mniejszością narodową, skłóconą w swoim gronie, podzieloną z której jedna grupa ma poparcie władz kraju w którym mieszka a druga kraju, z którego pochodzą Twoi przodkowie. w jakim kraju, może wtedy zrozumiesz w czym problem leży.
Upolitycznienie przez polskie władze związków Polaków na obczyznach niesie im wyłącznie kłopoty. A ci ludzie przecież chcą żyć normalnie, bez kłopotów z władzami kraju, w którym mieszkają i którego są obywatelami.
Powtórzę to samo, co Torlinowi, szkoda, że tego nie rozumiesz – polskie władze nie powinny prowadzić działań, które Polonii szkodzą.
Może się nam rząd Łukaszenki nie podobać, możemy mieć zastrzeżenia natury politycznej, ale z tego powodu nie wolno polskim władzom dzielić Polaków na Białorusi i działać na ich szkodę, bo skutki takiej polskiej polityki poniosą wszyscy, którzy mają polskie korzenie, a nie tylko zwolennicy Angeliki Borys.
27 stycznia 2010, o godzinie 09:31
Narciarzu! Co do Cenzury niegdziesiejszej, to zwracam, Ci uwagę, że został on zastapiony o wiele skuteczniejszą propagandą, działającą na zasadzie poprawności politycznej największych mediów co stanowi rodzaj autocenzury.
W warunkach polskich dochodzi do tego sterowana centralnie (via depesze PAP) dystrybucja wiadomości do toretycznie niezależnych mediów. Przewrotność tego pomysłu polega na tym, że w kluczowych kwestiach mogę przełaczać kanały od A do Z i słyszę dokładnie te same informacje i dowolne komentarze które będą rózne, pod warunkiem że NIE ZAPRZECZAJĄ informacjom podanym przez PAP. Więc mam „z wielu żródeł ” dokładnie te same inforacje. Dodajmy do tego tabuny wynajętych grafomanów którzy radośnie powielają te informacje na przeróżnych forach i blogach i kilka wybitnych „niezaleznych” publicystów, którzy dokładnie wiadomo co napiszą (i czego nie napiszą). W tym układzie jakakolwiek KSIĄŻKA o dowolnej treści nie ma żadnego znaczenia. To jest dla konesera. Nie wiedziałeś?
Mawar! Chyba Ci się słowo „ideologia” pomyliło się z jej krzewieniem na siłe. Sama „ideologia” to jest dla mnie zbiór poglądów powiązanych zwykle jakimś celem działania.
27 stycznia 2010, o godzinie 10:40
-Lodowce stopią się za 30 lat!
-Nie? No to za 300 lat!
-Nie? No to może za 3000 lat!
-Zresztą nieważne! Po co ja się tłumaczę?!
-Trzeba z tym walczyć i już!
-Dawaj kasę!
-Panie Klimatologu, ja pomijam już całą resztę, ale są lodowce które rosną.
-I co????? Kangurska! Weźmiecie Brygadę Szybkiego Reagowania, weźmiecie miotacze ognia i pojedziecie topić te lodowce, co to rosną. Nie będzie nam tu Natura podskakiwać! W końcu my Klimatologi! Wszystko o niej wiemy! I to lepiej!
27 stycznia 2010, o godzinie 10:59
Zofia
szkoda, że tego nie rozumiesz
Gdybym opierał się na faktach (czytaj – materiałach dostępnych na portalu Głos Rosji), to być może kiedyś bym zrozumiał.
27 stycznia 2010, o godzinie 11:53
Andrzej,
nie rozumiem, a co ma Głos Rosji nt ….mniejszości polskiej na Białorusi?
Zaczynasz rozmawiać jak Mawar.
Jakaś matryca „antyruska” Ci przysłania horyzont.
Nie potrafisz inaczej, inteligentniej wyrażać swoich opinii?
Odnosisz się właściwie do moich opinii a nie do problemu białoruskich Polaków.
A jakie jest to Twoje zdanie?
Uważasz, że podział tamtejszej mniejszości olskiej jest słuszny?
Kto, Twoim zdaniem, ma lepszy pomysł na funkcjonowanie tej grupy narodowościowej na Białorusi – Siemaszko czy Borys?
Czy władze polskie powinny uznawać czy nie uznawać szefów ugrupowań Polaków na Białorusi?
Czy wykorzystywanie części mniejszości polskiej do walki z rządem Łukaszenko – jest wg Ciebie słuszną polityka polskiego rządu?
Na te pytania – nie starasz się odpowiedzieć.
Ale z góry nie zgadzasz się z moim zdaniem.
Więc uzasadnij to w końcu.
Potrafisz?
27 stycznia 2010, o godzinie 15:01
Zofio,
Więc uzasadnij to w końcu.
A po co? I tak przecież wiesz, ze w swoich osądach kieruję się emocjami poprzez pryzmat mojej antyrosyjskiej fobii. Zaś Twoje opinie są bezstronne i wyważone, bo oparte na faktach.
W dyskusjach z Tobą obowiązują dwie zasady będące parafrazą nieformalnych zasad obowiązujących w wojsku. Oto one:
1. Zofia ma zawsze rację
2. W sprawach spornych patrz pkt 1.
Albo trzeba te zasady akceptować, albo pozostaje z Twoich jedynie słusznych opinii się śmiać. Wybieram to drugie.
27 stycznia 2010, o godzinie 16:51
Ja ze smutkiem zauważam, że moja pisanina nie ma najmniejszego wpływu na moich oponentów. Ja mogę dziesięć razy pisać to samo, a oni powtórzą swoją kwestię. Zadajmy sobie to pytanie – czy warto?
1. Do Mawara wiele razy pisałem, że mnie mniej obchodzi globalne ocieplenie, a przeciwnikiem jestem zanieczyszczenia planety. I podwyższone normy ochrony środowiska dają efekty, jak chociażby na warszawskim rogu Al. Jerozolimskich i Kruczej, gdzie można było zdechnąć ze smogu, teraz można spokojnie oddychać. Lepsza benzyna, katalizatory, postęp techniczny – to wszystko daje efekty. To jest praca organiczna, od podstaw, wolna, długotrwała, ale o tym trzeba myśleć. A Mawar – a co z twoimi lodowcami?
2. Do Bekasa wiele razy pisałem, że nie jest rozwiązaniem dzielenie lokali na część dla palących, a część dla niepalących, tylko żeby mogły istnieć lokale tylko dla palących, z wyraźnym ostrzeżeniem przed wejściem. I co? I nic. „-Przy okazji zapytam. Torliński, co Ty myślisz o tym zakazie palenia w prywatnych lokalach?
-Jak to co??? Człowiek powinien mieć wolny wybór! Chce, to zakazuje palenia, nie chce, to nie zakazuje”. Tyle Bekas zrozumiał z tego, co ja napisałem. A wydawało mi się, że piszę po polsku.
3. Do Zofii wielokrotnie pisałem, że problem Rosji i Białorusi polega na braku demokracji, mniejszości narodowe są jakąś jej częścią. Państwo nie powinno w ogóle ingerować w sprawy mniejszości, w prawdziwej – powtarzam – prawdziwej demokracji mniejszość ma prawo organizować sobie życie tak jak chce, mieć taką ilość organizacji, jaka im się podoba, mają prawo mieć lokale, organizować zjazdy, wydawać gazety, mieć wydawnictwa i telewizję. Państwo nie powinno się tym interesować, to nie do Putina i Łukaszenki należy wybór, która organizacja jest prawomyślna, a która nie. Cały problem polega na tym, że tego rodzaju sprawy są ważne dla rządzących w parademokracjach, które tak naprawdę demokracjami nie są.
4. Pisałem Bekasowi, żeby – zanim co napisze – najpierw sobie poczytał, myślałem, że temat rogali jest zamknięty. A gdzie tam, wyszedł z oscypkami. I widać od razu, że w ogóle się nie zna, nie orientuje, pisze na zasadzie „tak mi się wydaje”. A wystarczy chociażby zajrzeć do Wiki, żeby poczytać, że to, co teraz jest sprzedawane jako oscypki – to są podróbki. Chronione nazwy są właśnie po to, aby człowiek kupując dany produkt wiedział, że to jest właśnie to. Dlatego też ostatnio ze sklepowych półek znika ser typu feta produkowany przez wysokomazowiecką Mlekovitę. Zastępuje go produkt o nazwie ser kanapkowo-sałatkowy, gdyż nikt poza certyfikowanymi producentami z Grecji nie może posługiwać się nazwą „feta”. Dla przykładu we Włoszech w rejonie Jeziora Garda jest produkowana w bardzo małych ilościach olio extra vergine d’oliva – najlepszej jakości oliwa z oliwek uprawianych pośród winnic. Jednym z bardzo rzadkich wyrobów, których produkcję można podejrzeć w Modemie jest aceto balsamico tradizionale di Modena, wspaniała przyprawa nieprzypominająca octu, wyrabiana ze świeżego soku z winogron Trebbiano. I tak dalej. Po to są certyfikaty, żeby oscypek nie był robiony pod Łomżą z mleka krowiego w grudniu, feta w Wysokiem Mazowieckiem, a ocet balsamiczny w Innsbrucku.
27 stycznia 2010, o godzinie 18:59
Andrzeju,
unikasz dyskusji zasłaniając się śmiechem.
Między nami – na ogół swoich racji nie przedstawiasz, wolisz dokopać temu, kto je prezentuje.
Nie twierdzę, że mam rację, przedstawiam swoją opinię wobec jakiś faktów. A do tego mam niezbywalne prawo.
Możesz się z moją opinią nie zgadzać, nie oczekuję, że będziesz we wszystkim podzielał moje zdanie.
Ale skoro się z moja opinią nie zgadzasz – uczciwość wymaga, napisać dlaczego.
27 stycznia 2010, o godzinie 19:16
Mawar,
*
„Jakieś pomysły Szczesiul?”
*
Nie. Tylko jeden. 1) No chyba że wiecej. Bo myślę hurtem i o twoich sowieckich wojskach okupujących nasze umęczone ziemię w 1993 roku i o rajstopach jasnejanielki w roku 1945. Z tego myślenia usilnego wyłoniła mi się taka naga prawda, tyle że bez izwiestii: oboje żeście polecieli symboliką. Oczywiście, żadne z was nie miało o tej symboliczności najmniejszego pojecia. Tego braku pojęcia dowodzą wasze nieukrywane pretensje, wręcz oskarżycielskość jakas. JA oskarża kobietę mówiącą dzisiaj o rajstopach na śniegu w 1945 o łgarstwo zwyczajne, a może nawet o brak wiarygodnosci. Ty zaś walisz obuchem w Putina za to, że on okupował wtedy już III RP swoimi sowieckimi wojskami w 1993 roku. A jak w końcu te wojska wyszły to czyniły to bardzo niechetnie. W domyśle: gdyby nie twoja bohaterską postawa w czasie internatu tuzin lat wcześniej to ten Putin nigdy by z Polski nie wyjechal. I nic tylko by dalej ciągnął kontynuację okupacji naszych ziem, na niby tylko wyzwolonych. Bo WSI istniało aż do czasu bohaterskiej interwencji Antka Macierowicza. Podobno dobrze się znacie stad ten Antek.
.
A symbolika tego wszystkiego jest tak oczywista, że nawet ja ją dostrzeglem. Otóż owe rajstopy to tylko symbol czegoś co przemineło. A przeminęły, i to bezpowrotnie, PONCZOCHY. Razem z żabkami zreszta. I z cała ceremonia ich zdejmowania choć to nie jest absolutnie konieczne. Tak jak jest to konieczne w przypadku rajstop. Gdyz te zdejmować jest mus i nie żadna ceremonia.
.
Takim samym symbolem przeminiętych czasów są tzw. WOJSKA OKUPACYJNE. Bo takowymi bywały w historii woska różnych najeźdźców na różne kraje. Na przykład OKUPANT hitlerowski miał na podbitych terenach swoje siły OKUPACYJNE i to było widać, słychać i czuc. Natomiast już na ten przykład amerykańskie wojska stacjonujące do dzisiaj w Niemczech tylko przez upierdliwych daltonistów (symbolicznych) będą takimi przezywane.
.
Jeśli ciebie te wojska sowieckie bardzo okupowały w 1993 to wolno ci w tym nie dostrzegać tylko symboliczności przewiniętych czasow.
Ja dostrzegam. Ale to tylko chyba dlatego, że nie jestem stara gropa. Tak ktos napisał i ja nie mam czasu tego poprawiac.
***
1) Za Andrzejem pozwoliłem sobie na parafrazę nieformalnych zasad obowiązujących w dowcipach o wojsku. A oryginalny dowcip, może nie dowcipny ale douszny, był taki:
– Zieziula, dzieci macie?
– Niea. Tylko jedno.
Parafraza polega na podmianie nazwisk, z Zieziuli na Szczesiula. Oraz na usunięciu objawu ludyczności ze słowa „Niea”. Chodzi o poprawność zdaje się polityczną, obowiązującą od zamierzchłych czasów. Nicejskich jeszcze.
27 stycznia 2010, o godzinie 19:19
Torlinie,
masz rację pisząc, że na Białorusi czy w Rosji demokracja jest jeszcze czasem kulawa, choć akurat tych dwóch państw nie należy porównywać.
Każde inaczej buduje swój system polityczny.
Ale i w Rosji i na Białorusi działa legalnie opozycja, legalnie wydaje swoje pisma, choć to brzmi w Twoich uszach pewnie jak herezja. Ale tak jest.
Nie słyszałam by mniejszość polska miała jakieś kłopoty w Rosji. Być może są, jak zawsze w gronie Polaków, ale nie są nigdzie nagłaśniane, tak jak na Białorusi.
Czytam wydawnictwa serwowane przez Polaków z Sankt Petersburga, łącznie tamtejszą z polonijną prasą.
Ona nie zajmuje się konfliktami z lokalna władzą, jak wydawnictwa przygotowywane przez organizację białoruską kierowaną przez Angelikę Borys. Głównym temat internetowego portalu jej organizacji są awantury i konflikty.
W prawdziwych demokracjach, jak to nazywasz, rządy ingerują w sprawy mniejszości i czasem nawet mocniej niż Ci się wydaje.
Dam na przykład Francję i restrykcje wobec zwyczajów ludności tureckiej czy arabskiej wyznaniowo – islamskiej.
Ingeruje Szwecja wobec ludzi z krajów arabskich, Niemcy wobec mniejszości tureckiej a nawet polskiej.
Nie jest tak, jak piszesz.
Polska także ingeruje, np. nie uznając organizacji polonijnej skupionej wokół Siemaszko.
*
Kiedy byłam ze 2 lata temu na zaproszenie Senatu Berlina, władze miasta dosyć szeroko pokazywały problemy z mniejszościami, jakie zamieszkują Berlin i okolice, mówiły o b. poważnych sprawach związanych z edukacją dzieci tureckich czy arabskich.
Tam nic nie jest puszczone na żywioł. Wręcz przeciwnie – wszystkie organizacje mniejszości narodowych w Niemczech są starannie kontrolowane przez państwo. Ich edukacja jest specjalnie programowana, ich obyczaje narodowe i zwyczaje religijne starannie obserwowane i tonowane w skrajnych przypadkach.
A trudno pisać, że w Niemczech panuje …parademokracja!