Chwała bohaterom, żal ludzi.
Nie jestem w stanie dołączyć uczuciowo do rocznicowych fet Powstania Warszawskiego. Dla mnie prawda o Powstaniu to pierwsze dni Października 1944, na potrzeby fet są obrazki z pierwszych dni Sierpnia. Patrzę na te 63 dni Warszawy oczami Mirona Białoszewskiego i jego słynnego dziennika, największej prawdy nie o Powstaniu, lecz o czymś ważniejszym, o Warszawie i Warszawiakach tamtych dni. Nie dojdzie się do niej, jak długo ktoś nie nakręci filmu o warszawskich piwnicach z czasów Powstania, o podwórkach zamienionych w cmentarze, o raju dla much jakim stała się Warszawa na przeciąg dwu miesięcy, o górze trupów ludzi, którzy przeżyli 5 lat koszmaru okupacyjnego, żeby zginąć u progu wyzwolenia. Po co? O dzieciach, które się urodziły w tym koszmarze i miały prawo żyć dalej, a im je zabrano. Dlaczego? I tak dalej i tak dalej. Największa zaś wściekłość budzi się we mnie, kiedy widząc tę górę trupów, to morze przerażenia i cierpienia, słyszę o moralnym zwycięstwie. Obyśmy nigdy już nie odnieśli podobnego moralnego zwycięstwa. Chwała bohaterom, ale najpierw, a nie potem, żal i refleksja nad 200 tysiącami zabitych ludzi, nad ruinami miasta, nad największą klęską polską w II wojnie światowej i jedną z największych w naszej historii. Nie czuję by był żal, refleksji też nie ma.
Przypominam moje wpisy tego dnia z ostatnich dwu lat.
http://kuczyn.com/2007/08/01/narodowy-pic-zamiast-prawdy/#more-209

1 sierpnia 2008, o godzinie 09:23
A więc chwała powstańcom w Paryżu, którzy sami się wyzwolili i Niemców przepędzili nie bacząc na to, że oddziały aliantów nie wkraczały jeszcze do miasta, i że mogą się przyczynić do zamienienia stolicy w ruiny i cmentarzysko dla 200 tys. ludzi.
1 sierpnia 2008, o godzinie 09:38
leszku. sopot,
Paryż to nie Warszawa, Francja to nie Polska, okupacja tam to nie okupacja tu.Wreszcie Amerykanie to nie Rosjanie a powstanie paryskie to bylo tylko i wyłącznie powstanie przeciwko Niemcom, a Warszawskie głównie przeciwko Ruskim.
A pozatym wyobraź sobie te 200 tysięcy trupów, a wśród nich noworodki, niemowlęta, dreptusie i tak dalej. Oni się nie liczą w Twoim rachunku – ich odebrane życia? Po co?
1 sierpnia 2008, o godzinie 09:55
I jak zwykle winni są Polacy. Zapomniał pan minister kto to zrobił wszystko (jeszcze chwilę, a uwierzę, że to „Bór” biegał z nożem w zębach i własnoręcznie wyrżnął te 200 tysięcy). A początek „Pamiętnika” Białoszewskiego Pan czytał? Czy tylko końcówkę? A Niemców trzeba przeprosić, że biedacy musieli sie tyle namęczyć i namordować, tyle amunicji zmarnować, tyle nocy nie przespać. Pora wreszcie przeprosic Erikę. Może wybaczy. To tak gdyby Pan przypadkiem zapomniał kto to wszystko zrobił panie ministrze. Proponuję równiez przeprosic Karadżicza, Sarajewo zburzone, Srebrenica zburzona. Mogli nie wszczynac walk, siedzieć cichutko, przecież by przeżyli. I pan minister byłby szczęśliwszy.
1 sierpnia 2008, o godzinie 10:05
PS
Zaraz pewnie przybiegnie pani Z., rzygnie troche na AK, że nie poczekało z kwiatami na Wielką Armię Czerwoną, która niosła nam wolność, postęp, sprawiedliwość społeczną i Szczecin i że Polacy to niewdzięczny naród, do dziś powinien Sowietom stawiać nowe pomniki.
1 sierpnia 2008, o godzinie 10:26
Panie Waldemarze
Te wszystkie dzieci liczą się jak najbardziej i jak wyobrażam sobie tę tragedię to serce mi się łamie.
Też uważam, że książka Białoszewskiego jest najlepszą książką o powstaniu.
Porównanie jednak powstania warszawskiego i paryskiego nie jest bezzasadne. Reakcja wojsk hitlerowskich była identyczna. Rozkazy naczelnego sztabu – prawie takie same. Obie stolice miały być zamienione w zgliszcza i zasłane tysiącami trupów. Paton nie chciał zdobywac Paryża, uważał, że trzeba iść na Berlin. Wybuch powstania spowodował zmiane jego decyzji. Po prostu on był aliantem, a rosjanie nim nie byli – realizowali tylko własne interesy.
1 sierpnia 2008, o godzinie 10:42
leszek.sopot, p. Kuczyński
.
rok temu chyba, cytowałem książkę Bartoszewskiego – fragmenty z apeli sowieckiej radiostacji z końca lipca wzywającej do natychmiastowego powstania. To tak jeśli chodzi o aliantów.
1 sierpnia 2008, o godzinie 10:42
Boże, znowu się zaczęło!
.
Bernardzie, nawet najbardziej drańskie postępowanie Sowietów nie zdejmuje odpowiedzialności z inicjatorów powstania. Przywódców ocenia się na podstawie skutków ich działań, a nie na podstawie najszczytniejszych nawet intencji. Po wydarzeniach w Wilnie i w paru innych miejscach wiadomo już wtedy było, że na lojalność „sojusznika naszych sojuszników” nie można liczyć.
I jeszcze jedno: interesowałem się w swoim czasie czysto militarnym aspektem powstania. Mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że nawet przy najlepszych chęciach Sowieci nie byli w stanie wkroczyć do Warszawy wcześniej, niż w początkach września, a i to jest dość optymistyczna ocena. Natomiast największe masakry ludności cywilnej miały miejsce na Woli i Ochocie w pierwszych dniach powstania.
1 sierpnia 2008, o godzinie 11:02
Mam wrażenie, że rok temu każdy z blogowiczów w tej sprawie się wypowiedział wystarczająco. Wiadomo, jakie kto prezentuje poglądy i niczego nowego nikt tu i dziś nie napisze, bo to najzwyczajniej niemożliwe. Proponuję powstrzymanie erupcji wyrażania tych poglądów po raz kolejny, co będzie jedynie pretekstem do wzajemnego oskarżania się i obrażania. Pierwsze granaty zostały już wrzucone. Może by tak sprawić, że pozostaną niewypałami?
Ale to chyba zbyt piękne, aby się mogło sprawdzić.
1 sierpnia 2008, o godzinie 11:04
Pawle
czy w związku z tym uważasz, że w 1939 roku należało przyłączyć się do paktu antykominternowskiego, oddać Gdański i korytarz i siedzieć cicho?
Straty Polski to ok. 6 mln obywateli (w tym ok. połowy to polscy Żydzi).
.
pozdrawiam
Bernard
1 sierpnia 2008, o godzinie 11:25
Bernard:
.
„Czy w związku z tym uważasz, że w 1939 roku należało przyłączyć się do paktu antykominternowskiego, oddać Gdański i korytarz i siedzieć cicho?”
.
Nie uważam.
W 1939 roku polscy przywódcy mieli prawo liczyć na Francję i Wielką Brytanię, a także nie znali szczegółów paktu Ribbentrop-Mołotow. Decyzja o stawieniu oporu była więc racjonalna.
Z pozycji naszej dzisiejszej wiedzy trzeba uznać, że nie było wtedy dobrego wyjścia. Nie można jednak wykluczyć, że skutki postawy uległej wobec Niemiec byłyby dla Polski mniej bolesne, choć zapewne bardziej bolesne dla Europy i świata.
Natomiast nie ulega wątpliwości – również z pozycji dzisiejszej wiedzy – że nierobienie powstania warszawskiego było znacznie lepszą dla Polski alternatywą.
.
Anielko, przepraszam, już nie będę, zresztą zaraz się wyłączę na najbliższe trzy dni.
1 sierpnia 2008, o godzinie 12:16
Pawle
W 1939 roku polscy przywódcy mieli prawo liczyć na Francję i Wielką Brytanię
w 44 roku mogli liczyc na sowietów i aliantów analogicznie jak w 39 mieli liczyć na Francję i Anglię (przypominam co nadawały sowieckie radiostacje).
.
nie znali szczegółów paktu Ribbentrop-Mołotow.
W 44 nie znali szczegółów konferencji w Teheranie
.
Decyzja o stawieniu oporu była więc racjonalna.
Analogicznie jak w 44 roku.
.
Z perspektywy dzisiejszej wiedzy znacznie lepszą perspektywą, byłoby posłuchanie Piłsudskiego i zaatakowaie niemiec w roku 1933.
.
pozdrawiam
Bernard
1 sierpnia 2008, o godzinie 12:51
http://www.polskieradio.p...../?id=15341
.
A teraz o Powstaniu Warszawskim w Sygnałach Dnia porozmawiamy z historykiem, profesorem Andrzejem Krzysztofem Kunertem. Rozmawia Jacek Prusinowski.
.
*
.
Jacek Prusinowski: Po wielu latach kolejny już raz możemy oddawać cześć bohaterom, ale powinniśmy, a nawet musimy zastanowić się nad celowością Powstania Warszawskiego, czy ta wielka ofiara była potrzebna.
.
A.K.: Skoro pan zaczął od stwierdzenia „po wielu latach”, to myślę, że może warto zacząć, a perspektywa już jest chyba wystarczająca, zacząć nieco inaczej stawiać to pytanie, rzeczywiście bardzo istotne pytanie o celowość czy bardziej może właściwe: o sens Powstania, stawiać w nieco szerszej perspektywie i przede wszystkim zastanowić się i wreszcie w sposób prawdziwy i do końca właściwy zdefiniować to Powstanie, czym ono było.
.
Bo jeżeli się zdefiniuje Powstanie w sposób taki jak powinno – jako kolejną insurekcję narodową, bitwę o Polskę, a nie tylko bitwę o Warszawę, jeżeli się ustawi Powstanie Warszawskie w perspektywie przynajmniej kilku lat wcześniejszych, a tak na dobrą sprawę kilkudziesięciu lat wcześniejszych, to wtedy być może okaże się, że na to pytanie może w ogóle nie musimy odpowiadać, bo to już będzie jakby oczywiste.
.
Dowódca Armii Krajowej, generał Komorowski „Bór” tuż po zakończeniu drugiej wojny w odpowiedzi na pytanie: „Panie generale, kiedy zapadła decyzja o wybuchu Powstania Warszawskiego?” powiedział: „Jak to kiedy? 1 września 39”. I z takiej perspektywy powinno się patrzeć na Powstanie – że jednolita, niemalże powszechna decyzja władz państwowych i społeczeństwa Rzeczpospolitej 1 września 39: „Stawiamy zbrojny opór, Polska będzie pierwszym państwem, które postawi zbrojny opór”, była decyzją przecież nie tylko na wrzesień, nie tylko na kampanię wrześniową; była decyzją stawienia oporu przemocy, agresji, a za chwilę okupacji. I w takim kontekście ta odpowiedź dowódy Armii Krajowej oddaje rzeczywistość.
.
J.P.: Ale decyzja o wybuchu Powstania jednak zapadła po kilku latach, dopiero od wybuchu wojny i w pewnym sensie była także polityczna. Czy liczenie na chociażby pomoc Rosji Radzieckiej, a potem pretensje po nieuzyskaniu tej pomocy, czy to nie jest trochę irracjonalne, jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że cała akcja „Burza” i Powstanie Warszawskie było jednak politycznie wymierzone przeciwko tej Rosji?
.
A.K.: Po pierwsze każda z tych decyzji, ta decyzja z 1 września 39 też była w jakiejś mierze decyzją polityczną, decyzja po dwóch latach o nawiązaniu stosunków dyplomatycznych z drugim agresorem i najbliższym sojusznikiem Hitlera – Związkiem Sowieckim – była rzecz jasna decyzją polityczną. Decyzja o utworzeniu armii Andersa w Związku Sowieckim, do niedawna agresorem i okupantem, była decyzją polityczną. Decyzja o uruchomieniu akcji „Burza” rzecz jasna była też decyzją polityczną. I w jakiejś mierze polityczną była decyzja o wybuchu Powstania.
.
Mieliśmy prawo podejmować decyzje polityczne, bo podejmowały te decyzje suwerenne władze suwerennego państwa, tyle że pozbawionego na pewien czas terytorium. Nie można stawiać sprawy problemu w ten sposób, że szczytem naiwności było spodziewanie się pomocy ze strony Związku Sowieckiego. A niby, przepraszam, dlaczego?
.
Związek Sowiecki od czerwca 41 jest pełnoprawnym członkiem wielkiej koalicji antynazistowskiej. Czy można oskarżyć także te władze o naiwność polityczną, niektórzy używają tu znacznie cięższych określeń, że liczono na pomoc Zachodu? Ano wydaje się, że mieli prawo liczyć na taką pomoc Zachodu, patrząc zresztą na wydarzenia nieco późniejsze: za chwilkę powstanie w Paryżu, za chwilkę powstanie na Słowacji na przykład, za chwilkę powstanie w Pradze Czeskiej. Tak na dobrą sprawę każda z tych insurekcji została natychmiast wsparta zbrojnie przez aliantów. Nie zawsze się to udało, jak w wypadku powstania na Słowacji, ale jednak w tych stolicach, choćby tych wymienionych przeze mnie, taka natychmiastowa zbrojna interwencja w sensie pozytywnym, udzielenie pomocy nastąpiło. Nie widzę tutaj żadnych przesłanek do stawiania tego typu ciężkich zarzutów pod adresem naszych władz.
.
J.K.: Wspomniał pan o Słowakach, o powstaniu na Słowacji, które wybuchło we wrześniu 44 roku. Słowacy byli tą narodowością, która chyba najbardziej wsparła Polaków podczas Powstania Warszawskiego. Był nawet pluton składający się w głównej mierze ze Słowaków, później nazywany także plutonem międzynarodowym. Jak bardzo Słowacy, jak bardzo przedstawiciele innych narodowości, jak licznie wzięli udział w tym Powstaniu?
.
A.K.: Od wielu lat jestem przekonany, że powinno się o tym mówić. Nie dlatego, że jesteśmy w Unii, ale po prostu z powodu takiego czysto ludzkiego i takiej po prostu zwykłej wdzięczności mówić o tym, że czynnie do Powstania włączyli się… oczywiście, nie były to tysiące ani nie były to setki, ale były to dziesiątki, dziesiątki cudzoziemców. W tej chwili udowodniony jest udział grupy Słowaków, ale znamy także Francuzów, znamy Holendra, znamy co najmniej jednego autentycznego czarnoskórego obywatela, który uczestniczył w bardzo piękny sposób. Był już w Warszawie i był postacią dość znaną z racji egzotyki wyglądu już przed wojną, ale wydaje mi się, że był obywatelem amerykańskim i chyba przybył stamtąd. Rzecz jasna, Brytyjczyka co najmniej jednego, czyli Johna Worda, który był tym cudzoziemcem, który jakby na żywo informował z powstańczej Warszawy świat za pośrednictwem Timesa londyńskiego, który drukował jego korespondencje, które Armia Krajowa przesyłała na falach radiowych z Warszawy.
.
Ale myślę, że przede wszystkim powinniśmy właśnie mówiąc o Powstaniu, odnotowując fakt nieudzielenia efektywnej pomocy militarnej ze strony aliantów zachodnich, już nie mówiąc o sojszuniku wschodnim naszych aliantów, który stanął nad Wisłą i stał pół roku, mówiąc o tym, mając uzasadniony i uprawniony żal, wyrażając żal i gorycz z tego powodu, myślę, że powinno się stawiać nie kropkę, tylko przecinek i natychmiast przypominać te dziesiątki pilotów różnych narodowości, zwłaszcza brytyjskich, zwłaszcza południowoafrykańskich, którzy ginęli latając z tą pomocą i usiłując w ograniczonym stopniu, na tyle, na ile było to możliwe, tę pomoc lotniczą nieść.
.
J.P.: Powszechnie przyjmuje się, że Powstanie Warszawskie trwało 63 dni. Pan jednak uważa, że powinniśmy zweryfikować czas trwania Powstania, że to nie była taka liczba.
.
A.K.: Powstanie Warszawskie trwało rzecz jasne 66 dni. Rzecz jest, wydaje się, dość prosta – wiadomo już naprawdę od dłuższego czasu, że Powstanie Warszawskie nie jest wyłącznie insurekcją zbrojną. Jest aktem państwowym w rozumieniu, iż decyzje o wybuchu Powstania podejmują władze państwowe, ale ma także ten aspekt państwowy w rozumieniu takim, iż Powstanie jest także wyjściem na powierzchnię, ujawnieniem się dotychczas tajnych struktur tajnego podziemnego państwa i ich funkcjonowaniem w toku Powstania, co jest niesłychanie istotnym elementem prowadzenia walk powstańczych, rzecz jasna w stopniu, w zakresie, w wymiarze ograniczonym straszliwymi warunkami wojennymi w Warszawie.
.
Jeżeli popatrzymy na Powstanie w ten sposób, jeżeli będziemy rozumieli Powstanie w ten sposób, to rzecz jasna Powstanie się kończy 5 października, a nie 2 października, kiedy to tylko ustaje strzelanina (przepraszam, że użyję takiego słowa), ponieważ zarówno trzeciego, czwartego, jak i piątego funkcjonują wszystkie stałe elementy składające się na insurekcyjność tego, co dzieje się w Warszawie, znaczy funkcjonują uzbrojone, zwarte oddziały Armii Krajowej, działa łączność radiowa z władzami Rzeczpospolitej w Londynie i sztabem naczelnego wodza, wychodzi prasa powstańcza, działają nadal obie radiostacje foniczne nadające audycje, czyli Polskie Radio i Radio „Błyskawica”. Wszystkie te elementy kończą się w dniu… kończy się ich aktywność w dniu 5 października.
.
Mamy zatem powody, by przyjąć, że Powstanie Warszawskie zakończyło się 5 października po 66 dniach najbardziej dramatycznego i tragicznego oporu stawianego przemocy obcej.
.
J.P.: Czy nie boi się pan, że pokolenie dzieci, nastolatków, tych, którzy urodzili się już po 89 roku, którym Powstanie Warszawskie będzie kojarzyło się przede wszystkim z tymi bardzo, no, można chyba użyć takiego słowa: hucznymi obchodami tej rocznicy w całym kraju, bo to jest masa koncertów, różnych imprez artystycznych z tym związanych, czy ci młodzi ludzie nie mają jakiejś może mylnej świadomości? Czy dla nich to nie będzie prawie że zwycięstwo armii podziemnej? No bo mało się mówi o tym, że to Powstanie jednak skończyło się klęską, upadkiem.
.
A.K.: Są dwa ogromne niebezpieczeństwa. Pan dotknął pierwszego, ja sobie pozwolę z pełną świadomością narażenia się bardzo wielu osobom, ja sobie pozwolę zwrócić uwagę na drugie niebezpieczeństwo. Ja mam wątpliwości, czy takie bardzo mocne przeniesienie akcentów w stronę komiksu, muralu, happeningu i tak dalej, i tak dalej, czy jest działaniem właściwym. Nie podważam sensu samego takiego działania. Mam pewne wątpliwości co do tego, czy nie przekraczamy pewnej granicy.
.
Ja cały czas mam taką obawę, że takie tłumaczenie, że nam najbardziej zależy na tym, żeby bardzo młodzi ludzie się dowiedzieli, że jest obarczone pewnym błędem, mianowicie nie tłumaczy się, nie tłumaczy się, opowiada się, a opowiadanie bez tłumaczenia boję się, że w pewnym momencie zaczyna tracić sens, a to jest naprawdę niesłychanie ważne. Zaczynam, no, niestety dostrzegać takie przegięcie komiksowe w takim patrzeniu na czas, który jest naprawdę niesłychanie blisko. Świadkowie są obecni, ale poza tym jest bardzo blisko w tym sensie, że to jest rzeczywiście taki w zupełnie nieprawdopodobnej i gigantycznej skali przykład, w oparciu o który można tłumaczyć to, co jest najważniejsze, to znaczy tłumaczyć młodemu człowiekowi, co powinno być dla niego najważniejsze.
.
*
.
Z historykiem, profesorem Andrzejem Krzysztofem Kunertem rozmawiał Jacek Prusinowski.
.
Las nocą rośnie, otchłań otwiera
.
usta ogromne chłonie i ssie.
.
To tak jak dziecko, kiedy umiera,
.
i tak jak ojciec, który żyć musi.
.
Przeszli, przepadli, dym tylko dusi
.
i krzyk wysoki we mgle. We mgle.
.
(J.M.)
1 sierpnia 2008, o godzinie 13:46
Własnie agorowy Lizut w TOKu puścił taki mniej więcej tekst o Powstańcach:
- Zburzyli miasto
Ktoś zaprotestował, że to nie oni zburzyli miasto, tylko Niemcy, Lzut kontynował:
- No ale to przez nich.
.
.
Panie Waldemarze, może go Pan brać na rzecznika prasowego Ministerstwa do Spraw Walki z Kaczyzmem, którego zostanie Pan szefem, gdy tylko Mazowiecki zostanie prezydentem, a Buzek premierem.
1 sierpnia 2008, o godzinie 13:59
Może znany, a może nie tekst prof. Tomasza Szarota z Instytutu Historii PAN: „Sierpień ’44 w Warszawie i w Paryżu”
http://www.rzeczpospolita.....l_a_4.html
Dla mnie przejmujące są dwa przypomniane w nim listy, z których jeden został napisany tuż po upadku powstania a drugi wiele lat później:
„W momencie Panów powrotu do Waszej wyzwolonej stolicy nasza powstała przeciwko ciemiężcy, aby paść w sposób nie mający precedensu, zamieniona w stertę ruin. Idzie tu o przypadek sumienia Europy. Mamy prawo oczekiwać ze strony pisarzy i myślicieli francuskich, takich, jakimi ich zawsze znaliśmy, słowa w obronie ofiar, które byłoby równocześnie słowem broniącym honoru i chrześcijańskiego sumienia Europy; ale jak dotąd nic podobnego jeszcze się nie wydarzyło”. Nie było odpowiedzi od obydwu adresatów. Tekst jakby odpowiedzi innego francuskiego pisarza, Georgesa Bernanosa, dopiero po latach odszukała mieszkająca w Paryżu Aleksandra Viatteau, wnuczka generała Bernarda Monda. Oto wymowny jego fragment: „Mówimy o wyzwoleniu Paryża, tak jakbyśmy nigdy nie słyszeli, nie, rzeczywiście nigdy, o godnym podziwu, nieporównywalnym, wszystko przewyższającym powstaniu Warszawy – Warszawy zdradzonej, wydanej, ukrzyżowanej pomiędzy dwoma złodziejami”.
1 sierpnia 2008, o godzinie 15:01
Dzięki Panie Waldemarze,
gdybym napisała podobne słowa, zlinczowano by mnie…
Podzielam w całości Pana odczucia i uważam, że ci ludzie, którzy mimo ostrzeżeń podjęli decyzję o powstaniu doczekają się osądu historii za to pewnego rodzaju ludobójstwo cudzymi rękami.
Nie mnie osądzać czy to głupota tych ludzi, brawura i wiara, że stanie się cud…
Ale nie można aż tak bezkrytycznie, jak to się w Polsce dzieje – świętować wybuchu tego powstania. Trzeba, tak jak sugeruje nasz Gospodarz – mieć na uwadze koszty jakie ono niosło dla polskiego społeczeństwa. Koszty góry przesądzone.
Kosztem tych z góry wiadomych ofiar – robimy Warszawy – stolicę „zdradzona, wydaną| a nawet, „ukrzyżowaną pomiędzy dwoma złodziejami”.
Przecież to obrzydliwe…
1 sierpnia 2008, o godzinie 15:11
Zofio
Tak, nie dziwię się, że dla Ciebie trupy są obrzydliwe.
Jakich szaleńców, oszołomów i głupców wychowano w tej nieszczęsnej II Rzeczypospolitej bękarcie Europy…
1 sierpnia 2008, o godzinie 15:40
Zofio
ale jesteś podła. Powinnaś chyba mieszkać w Moskwie i pracować np. na Łubiance.
1 sierpnia 2008, o godzinie 16:02
Zofio,
swoją drogą przeczytałem przed chwilą wpis w salonie24 nicka podpisującego się „zapytajnik”, który w pełni przyznałby tobie rację. Jest to nick, który zajadle zwalcza michnikowszyznę, platfusów, udeków, TVN i wszelkie „polskojęzyczne media”. Stwierdził on, że to „żydowstwo” każe Polakom wciąż myśleć i pasjonować się romantyzmem i różnymi rodzajami Króla Ducha itp. bzdetami oraz podnosić na wyżyny walkę z góry skazaną na klęskę, która doprowadziła do zagłady 120 tys. ofiar cywilnych.
http://oryszczyszyn.salon.....nt_1266602
Odbieranie prawa pisarzom i poetom do poetyckich wizji przeszłości to jest dopiero bzdet. Możnaby zakazać i wykreślić z listy lektur wszelkie działe, które mogą powodować obrzydliwości.
Może zacząć od Reduty Ordona – przecież facet bez sensu wywala się w powietrze. Cały Mochnacki powinien być zakazany – to trujące księgi. Na wszystkich romantyków machnąć ręką, pewnie i na „Placówkę” Prusa, tam przecież też zły przykład daje Ślimak, który nie chce sprzedać swojej ziemi – i to komu? Światłym przybyszom z zachodniej Europy, czyli Niemcom.
Może zaczniemy tropić, jakie treści w dziełach polskich i obcych pisarzy budzą obrzydliwości u Zofii?
1 sierpnia 2008, o godzinie 16:05
Leszku,
obrzydlistwem jest mieć świadomość i wykorzystywać fakt, iż polegli w powstaniu warszawskim powstańcy i cywile nie musieli zginąć a ich krew plami tych, którzy zdecydowali o jego wybuchu. Wykorzystywać dla doraźnych celów politycznych.
Nie tak dawno dowodzono mi tu, że nie posyłanie na front 5 dywizji wileńskiej było rozsądnym działaniem chroniącym życie ludzi. I chwała za to gen. Andersenowi.
Wysłanie z pełną świadomością i mimo ostrzeżeń z Londynu dzieciaków warszawskich na pewną śmierć natomiast uchodzi za bohaterstwo. I chwała za to dowodzącym powstaniem.
Jak się nazywa taki dualizm ocen?
Nie widzisz w tym manipulacji?
***
Wyzywanie ludzi od bękartów dawni nie jest na topie, przynależność moja do Europy, legalna nb., jest uwidoczniona w moim paszporcie, świadectwie urodzenia itp.
Ciągle zapominasz, że ja w Polsce zjawiłam się po 1945 r. A nie wcześnie a królowa brytyjska nadal uważa mnie za swoją prawowitą jednak własność.
Wyślij jakiś e-mail, że się myli, może zmieni prawo brytyjskiej korony i przyjmie do wiadomości iż rządzi bękartem Europy.
II RP wychowywała moich rodziców i ich rodziny i raczej nie masz prawa ich obrażać.
1 sierpnia 2008, o godzinie 16:30
Zofio,
uderz się w pierś i przyznaj, że „ukrzyżowaną pomiędzy dwoma złodziejami” napisał francuski pisarz, który miał do tego pełne prawo, a nie polityk popisujący się demagogią.
Alegoria Polski jak ukrzyżowanego Chrystusa narodów jest tak stara jak polski romantyzm. Winić więc za przyczynę pojawiającej się u Ciebie obrzydliwości musisz Słowackiego, Mickiewicza i wielu innych. No chyba, że uderzysz się w pierś i napiszesz, że palnęłaś głupstwo.
Może Tobie chodzi o Czapskiego, a nie o francuskiego pisarza? Czapski też nie był politykiem, chyba że jego przejścia w gułagach uznać za głupotę i niepotrzebnie noszoną później skazę na charakterze.
1 sierpnia 2008, o godzinie 16:32
Zofio
Nie wierzę, że nie wiesz o co chodzi z „bękartem Europy” i mam nadzieję, że jedynie udajesz, że jest to jakieś „wyzywanie ludzi” skierowane pod Twoim adresem. Dla mnie to niepojęte.
1 sierpnia 2008, o godzinie 17:13
Jako Gosć tego Blogu wspieram opinię JasnejAnielki lepiej zakończyć tą kolejną rocznicową bitwkę ,karty zostały rozdane .
Moja jednostkowa opinia .
Zgadzam się z opiniami Gospodarza pana Kuczyńskiego i Zofi.
Osobiście miałbym zdecydownie bardziej ostre .
Bernardzi i im podobni głoszą lub ogloszą mniej lub bardziej wyrażnie , że ca .200.000ofiar to nie tragedia , to Statystyka . Wyższe cele ??!! …
1 sierpnia 2008, o godzinie 17:21
no prosze… Gdy nazywalem Zofie „nawiedzona” – podnosily sie protesty. Teraz Wasza Zosia Kochana niesiona falami nieposkromionego egocentryzmu uznala, ze okreslenie „bekart Europy” dotyczy jej osoby. Moim zdaniem to nie tylko wyczerpuje znamiona nawiedzenia ale stawia poprzeczke znacznie wyzej.
.
Z zainteresowaniem bede w milczeniu obserwowal dalszy rozwoj wypadkow :)
1 sierpnia 2008, o godzinie 17:26
Waldemar
a k**wa w którym niby miejscu tak piszę? Wkręć sobie zakłamany pysk w maszynke do miesa.
1 sierpnia 2008, o godzinie 17:42
Bernard
Zaraz pewnie przybiegnie pani Z., rzygnie troche na AK, że nie poczekało z kwiatami na Wielką Armię Czerwoną …”.
-
:)
Dalczego „pewnie”, ja jestem tego pewien, nawet się tego domagam. W ogóle nie wyobrażam sobie, żeby Z. nie rzygneła dziś na AK. W końcu być Doskonałym Produktem Sowieckim (DPS) to zobowiązujące.
1 sierpnia 2008, o godzinie 17:43
Leszku
nie palnęłam głupstwa – literatura to nie życie, zwłaszcza w odniesieniu do ludzi, którzy zginęli, w powstaniu.
Alegoria Polski jako ukrzyżowanego Chrystusa dla mnie, protestantki jest – nie do przyjęcia.
Moje wyznanie nie dopuszcza takich porównań, nawet w przenośni.
Oczywiście, że znam ją z literatury, ale odkąd pamiętam, nawet w liceum, wypowiadałam się o niej bardzo krytycznie i polonistki (profesorki z uniwersytetu lwowskiego) przyjmowały moje opinie i argumentacje ze zrozumieniem, choć z oporami.
To samo dotyczy określeń takich jak „Polska mesjaszem narodów” itp.
Nie mieszam wyznania z dramatami własnego państwa.
Nie odbieram też pisarzom i poetom prawa do swoistego widzenia świata, ale co innego literatura, a co innego czyjaś bezsensowna, realna śmierć, z góry do przewidzenia.
To co się obecnie dzieje wokół powstania, jest zwyczajną polityczną propagandą, nachalną obliczoną wyłącznie na emocje a nie na poznanie prawdy historycznej, to przy okazji budowanie fałszywych wzorców bohaterstwa, które w obecnych czasach mogłoby zaowocować tylko jeszcze większymi krzywdami i stratami dla narodu.
Jeśli już – to raczej oczekuję na wielkie uroczystości upamiętniające powstania zwycięskie, które dały realne korzyści Polsce i Polakom a nie epatowały wyłącznie kilkuset tysięcznym pokotem zabitych i zrujnowaną w 70 proc. stolicą.
Walka dla walki z morzem trupów – to koszmarny bezsens.
I najwyższy czas o tym mówić otwarcie.
Ci młodzi ludzie którzy polegli w powstaniu, kwiat warszawskiej inteligencji dałby Polsce o wiele więcej, gdyby żył – a nie spoczywał w mogiłach i wierszach romantycznych poetów.
***
PS
określenie „bękart Europy”, znam jako pogardliwe określenie Polski rozumianej jako symbol wszelkich negatywnych cech Polski szlacheckiej, warcholskiej i głupiej z mocarstwowymi mrzonkami. Tak samo jak określenie – papuga Europy.
Obawiam się, ze obecnie dzielnie grono polskich polityków pracuje, by te określenia były jak najbardziej aktualne.
1 sierpnia 2008, o godzinie 17:54
Mawar,
przeliczysz się, nie będę bluzgać na AK, ani na inne partyzantki walczące z niemieckim okupantem.
Dla mnie to historia i pozostawiam historykom oraz specom od taktyki wojennej ocenę ich działań. Mnie to najzupełniej nie interesuje.
Epokę zabaw ołowianymi żołnierzykami mam już za sobą a daninę krwi Ojczyźnie w czasie II wojny światowej , także w szeregach AK, moja rodzina złożyła.
Złóż wizytę w płockiej podstawówce, to ci każdy uczeń opowie. JA
Możesz się czymś podobnym zrewanżować?
1 sierpnia 2008, o godzinie 17:56
Ubolewam, że dzisiejszy tekst Gospodarza powstał bez konsultacji z Profesorem Władysławem Bartoszewskim, narodowym autorytetem. Anarchia krada się w szeregi ludzi rozumnych. Niedługo napiszą, że i powstanie w Getcie było niepotrzebne.
1 sierpnia 2008, o godzinie 17:57
Zofio
widzę, że jednym słowem popierasz zdanie tow. Stalina uzasadnijącego podbój wraz z Hitlerem tego bękarta Europy.
Twoje wyznanie wiary jest porażające…
Szkoda, że jednocześnie nazywasz twórczośc pisarską obrzydliwą, masz jednak do tego prawo, która to jednak spowodowała, że mogliśmy przeprowadzić także te zwycięskie powstania jak śląskie i wielkopolskie. Bez tych obrzydliwości wypisywanych przez poetów nie byłoby komu chwycić za broń gdy była ku temu okazja.
1 sierpnia 2008, o godzinie 18:00
Mawar,
przypomin Ci, że masz te 60 lat na karku i życiorys jakiś na karku. Może zechcesz mi zaprezentować jakieś chwalebne z niego karty, albo Twoich rodziców i ich rodzeństwa, które zwalą mnie z nóg.
Znakomita okazja, jesteś warszawiakiem, więc gdzie Twoja mama i tata walczyli w czasie powstania?
1 sierpnia 2008, o godzinie 18:04
Leszek,
tym zdaniem:
„widzę, że jednym słowem popierasz zdanie tow. Stalina uzasadniającego podbój wraz z Hitlerem tego bękarta Europy” – przekraczasz pewne granice.
Opamiętaj się.
1 sierpnia 2008, o godzinie 18:21
Zofio
jakie granice? „Bękart Europy” to cytat z tow. Stalina. Ty wpierw uznałaś, że to słowa skierowane pod twoim i twoich rodziców adresem. Później przyznałaś, że doskonale wiesz co oznacza to wyrażenie. Nie zdementowałaś jednocześnie wcześniejszej swojej opinii, że jak śmiem obrażać Ciebie i Twoich przodków, co uznałem za zwykły Twój zwyczaj, że nie warto przyznawać się do jakiegokolwiek błędu. Stwierdziłaś, więc, że popierasz tow. Stalina uzasadniającego wymazanie z map kontynentu „bękarta Europy”.
Może zatem przyznasz przynajmniej, że nie zdawałaś sobie sprawy, że to słowa Stalina i obsmarowanie mnie za obrazę twojej rodziny słowem „bękart” było nieporozumieniem, jak i nadawanie cytatu ze Stalina równoznacznego znaczeniu wyrażeniu „papuga Europy”, którego autorem jest ten od Polski ukrzyżowanego mesjasza – Słowacki.
1 sierpnia 2008, o godzinie 18:45
Zgadzam się z Panem Waldemarem i daję spokój z dyskusją.
1 sierpnia 2008, o godzinie 19:17
Masz rację Torlinie,
dyskusja zbędna….
***
Leszku
przeczytaj uważnie ze zrozumieniem a nie z metaforami (w umyśle), coś do mnie napisał.
Zdanie po zdaniu pod kątem logicznym:
„Zofio
Tak, nie dziwię się, że dla Ciebie trupy są obrzydliwe.
Jakich szaleńców, oszołomów i głupców wychowano w tej nieszczęsnej II Rzeczypospolitej bękarcie Europy…”
Do kogo jest adresowane?
1 sierpnia 2008, o godzinie 20:26
Leszek
jesteś bez mała Bogiem, bo czytasz to, co nawet mi przez myśl nie przeszło.
Piszesz mianowicie – …”Stwierdziłaś, więc, że popierasz tow. Stalina uzasadniającego wymazanie z map kontynentu “bękarta Europy”….przy okazji wmawiając mi, że kłamię, nie przyznaję się do pomyłek ect.
Więc jak nazwać te Twoje imaginacje?
Poza tym złotko Ty moje,
określenie Polski jako bękart Europy nie jest autorstwem tow. Stalina jak napisałeś.
Jest to przekręcony cytat z wystąpienia Mołotowa w dniu 31 października 1939 r. na posiedzeniu Rady Najwyższej ZSRR r i wielokrotnie nb błędnie cytowany i z błędnie przypisywanym autorstwem..
Otóż Mołotow określił Polskę nie jako „koszmarny bękart traktatu wersalskiego”, czy „bękarta Europy” ale jako „poroniony płód traktatu wersalskiego”, (po rosyjsku – „urodliwoje dietiszcze”).
Ale o szczegóły legendy to ja się już z Tobą nie będę handryczyć.
1 sierpnia 2008, o godzinie 21:15
Leszek Sopot napisal: Może zacząć od Reduty Ordona – przecież facet bez sensu wywala się w powietrze.
Można zacząć. Po pierwsze, facet sie nie wysadzil, tylko inny facet napisal, ze facet sie wysadzil. Po drugie, ten inny facet nie byl swiadkiem. Po trzecie, ten inny facet odpoczywal w poznanskiem, podczas, gdy zabor rosyjski walczyl.
.
Wystarczy?
1 sierpnia 2008, o godzinie 21:15
Zofio
Jak ktoś nie umie czytać ze zrozumieniem, a jest to spowodowane niewiedzą, która następnie jest maskowana mętnymi tłumaczeniami, to nie rozumie ani swojego błędu, ani tego, że II RP Stalin nazywał bękartem Europy a powtarzał to za nim Mołotow. To, że są różne tłumaczenia, a ja wybrałem najbardziej popularne, a ty powtarzasz to za frazą znalezioną w necie bez podania źródła to Twój zwyczajny zwyczaj (masło jest maślane – to do Ciebie pasuje). Dobrze, że choć o szczegóły się nie awanturujesz.
„określenie Polski „wersalski bękart Europy” (s. 13) – chodzi chyba o znane wystąpienie Mołotowa w dniu 31 X 1939 r. na posiedzeniu Rady Najwyższej ZSRS, wielokrotnie błędnie cytowane, gdzie miał on rzekomo powiedzieć o naszym kraju: „koszmarny bękart traktatu wersalskiego”, a w rzeczywistości powiedział: „poroniony płód traktatu wersalskiego”, (po rosyjsku – „urodliwoje dietiszcze”)”
http://www.wsp.krakow.pl/konspekt/14/esej.html
Głupio jednak robisz wycofując się okrakiem ze swojego twierdzenia, że „określenie “bękart Europy”, znam jako pogardliwe określenie Polski” – okazało się przecież, że nie znasz. A jeśli upierasz się, że znasz, i na dodatek oddajesz słuszność temu pogardliwemu określeniu Polski, to jakże nie możesz przyznać słuszności spółce Stalin&Mołotow?
To miło, kotku, że tak dbasz o prawa autorskie Mołotowa do cytatu o bękarcie. Stalin to przecież zbrodniarz, a Mołotow to rozważny i roztropny polityk dbający o postęp w walce o pokój.
Mołotow wygłaszając swoje przemówienie, mówił to, co pozwolił mu powiedzieć tow. Stalin. Oprócz znanej już frazy powiedział wiele innych ciekawych rzeczy m.in.:
„Teraz pozwólcie zatrzymać się na wydarzeniach mających bezpośredni związek z wkroczeniem naszych wojsk na terytorium byłego państwa polskiego. Nie ma potrzeby opisywania przebiegu tych wydarzeń. O tym wszystkim podawała nasza prasa i wy, towarzysze, jesteście zapoznani ze stroną faktyczną. Powiem tylko o najważniejszym. Nie ma potrzeby udowadniać, że w chwili całkowitego upadku państwa polskiego rząd nasz musiał podać pomocną dłoń mieszkającym na terytorium Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi braciom Ukraińcom i Białorusinom. Tak też postąpił (burzliwe, długotrwałe oklaski, delegaci wstają z miejsc i urządzają owację).
Armia Czerwona weszła do tych rejonów przy powszechnej sympatii ludności białoruskiej i ukraińskiej, która przywitała nasze wojska jako swoich wyzwolicieli spod ucisku pańskiego, spod ucisku polskich obszarników i kapitalistów.
Podczas bojowego posuwania się Armii Czerwonej w tych rejonach, nasze oddziały bojowe miały nieraz poważne starcia z oddziałami polskimi, a więc były również i ofiary. Ofiary te były następujące: na froncie białoruskim, wliczając naczelny i szeregowy skład, mieliśmy zabitych 246 i rannych 503 osoby, razem 749. Na froncie ukraińskim ze składu naczelnego i szeregowego mieliśmy zabitych 491 i rannych 1359, razem 1850. Stąd ogólna ilość ofiar, które poniosła Armia Czerwona wynosi 737 zabitych i 1862 rannych. Odnośnie zdobyczy wojennych w Polsce, to składają się na nie: ponad 900 dział, ponad 10 tys. karabinów maszynowych, ponad 300 tys. karabinów, jeden milion pocisków artyleryjskich, około 300 samolotów itd. Terytorium, które przeszło do ZSRR dorównuje pod względem swych rozmiarów terytorium wielkiego państwa europejskiego. I tak terytorium Zachodniej Białorusi wynosi 108 tys. km$^2$ z ludnością 4 miliony 800 tysięcy osób i Zachodniej Ukrainy 88 tys. km$^2$ i 8 milionów ludności. Razem 196 tys. km$^2$ i 13 milionów Polaków. Znaczenie polityczne tych wydarzeń trudno przecenić. Wszystkie wiadomości z Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy świadczą o tym, że ludność z nie dającym się opisać zachwytem spotkała swe wyzwolenie spod pańskiego ucisku i gorąco witała wielkie zwycięstwo władzy radzieckiej”.
http://pl.wikisource.org/wiki/Przem%C3%B3wienie_Wiaczes%C5%82awa_Mo%C5%82otowa_na_sesji_Rady_Najwy%C5%BCszej_ZSRR
A teraz jeszcze raz to, co ty napisałaś:
„określenie “bękart Europy”, znam jako pogardliwe określenie Polski rozumianej jako symbol wszelkich negatywnych cech Polski szlacheckiej, warcholskiej i głupiej z mocarstwowymi mrzonkami. Tak samo jak określenie – papuga Europy.”
Czyż nie brzmi to podobnie do cytowanego wyżej przemówienia? Hm, twoje „znanie” z jednej strony jest zależne od pewnej propagandy wiejącej ze Wschodu na długo przed październikiem 1939, a z drugiej z pewnym poplątaniem znaczenia słów „papuga Europy”. Może warto przypomnieć sobie wiersz a nie strzelać na oślep, co się niby z czym ma się kojarzyć
http://wiersze.annet.pl/w,,12636
1 sierpnia 2008, o godzinie 21:22
narciarzu
ale przecież to co francuski pisarz napisał było obrzydliwe, czyż obrzydliwy nie jest więc jakikolwiej faktyczny czy wymyślony czyn tzw. bohaterstwa, który jest po prostu w oczach ludzi „rozsądnych” bezsensowny, bo lepiej się upaprać w gównie i żyć niż wysadzić się jak Wołodyjowski z Ketlingiem? Ech, Sienkiewicz też powinien być zakazany:(((
Jakichże Polaków nam ta polska literatura wychowuje. Dobrze, że tak wielu światłych rodziców jest, którzy wbiją im do głowy, że naważniejszy to wolny rynek i szmal. Co tam honor, równość, braterstwo i wolność…
1 sierpnia 2008, o godzinie 21:29
A to dla pokrzepienia serc
- „wykwintne” maniery polskiej głowy państwa:
http://wyborcza.pl/51,752.....1.html?i=0
Jakby kto nie widział, to prezydent Estonii (to ten wysoki w muszce) Toomas Hendrik Ilves nagradza Andrzeja Wajdę najwyższym odznaczeniem estońskim – orderem Krzyża Ziemi Maryjnej (Terra Mariana).
My się wyzywamy o powstanie warszawskie a Lech Kaczyński podczas uroczystosci z tej okazji, we własnym pałacu prezydenckim daje skrajne popisy chamskich manier. I to wobec swego gościa – prezydenta Estonii – którego na te ochody zaprosił.
A przeciez tak ślicznie nasz pan prezydent RP zna historię Polski, cytuje Słowackiego, Leszku, o Sowietach mówi wyłacznie w głębokiej pogardzie…
Tego nawet nie da rady komentować…
1 sierpnia 2008, o godzinie 21:31
Jestem zbrzydzonai rozczarowana. Oczekiwałam odrobiny taktu i zadumy, a tu jak zwykle, zapasy w gnojówce. Czytając jednak ten blog już dość długo, zdziwiona nie jestem. Jest mi po prostu smutno.
Czy tym poległym nie należy się trochę szacunku i – jeśli ktoś wierzący – modlitwa? Jeden wielki wstyd.
1 sierpnia 2008, o godzinie 21:34
Zacytuję sobie jeszcze zacnego Mikołaja Reja z kartki z kalendarza:
„Lepsza cnota w błocie, niż niecnotaw złocie”.
I posłucham sobie „obrzydliwej” piosenki Ewy Demarczyk do obrzydliwych słów Baczyńskiego
http://pl.youtube.com/wat.....DZK_udkhsI
po wysłuchaniu tej pieśni byłbym gotów iść na czołgi z butelką benzyny w ręku. Taki wstrętny jestem:(
1 sierpnia 2008, o godzinie 21:35
jasnaanielka
najbardziej obrzydliwa osoba na tym blogu wszystko musi porównać do gnoju
1 sierpnia 2008, o godzinie 21:36
Leszku – dziękuję.
1 sierpnia 2008, o godzinie 21:42
Leszku:
chcialem tylko zwrocic uwage, ze nalezy odrozniac rzeczywiste wydarzenia od zapisow literackich oraz od tworow wyobrazni. Nawet wtedy, czy moze szczegolnie wtedy, gdy wytwory wyobrazni naleza do szczytowych osiagniec literatury. Trzeba odrozniac swiat realny od swiata wymyslonego. I dlatego napisalem, co napisalem. Jak moze wiesz, Ordon nie zginal w swojej reducie. To tylko poeta napisal, ze Ordon zginal. Jest sporym bledem stawiac za wzor wydarzenie, ktore nigdy nie mialo miejsca.
.
Jesli nie przeprowadzic wyraznej granicy pomiedzy swiatem realnym a zmyslonym, to bedziemy sie wzorowac na Mickiewiczu i Homerze podejmujac realne decyzje polityczne albo militarne. A to bylby blad.
1 sierpnia 2008, o godzinie 21:46
Rany Boskie,
Leszek, to co napisał Niesiołowski można znaleźć w każdej encyklopedii!!!
Przynajmniej w takich, jakie mam w domu.
Nie wycofuję sie okrakiem i określenie „bękart Europ” uważam za pogardliwe określenie Polski.
A nie jest?
Może to wg Ciebie laurka pod adresem naszego kraju?….
Mogę tylko rzec, że na takie i inne określenia, mniej lub bardziej pogardliwe – najczęściej sami pracujemy, czy Ci się to podoba czy nie.
Co sobie o Polsce i jej prezydencie pomyślał dzisiaj prezydent Estonii, dlaczego ma w nosie dzisiajesze uroczystości warszawskie prezydent Litwy a razem z nim Łotwy?
Odpowiedz sobie na te pytania.
1 sierpnia 2008, o godzinie 21:47
Narciarzu
zaczęło się od zacytowania listu Czapskiego i listu Georgesa Bernanosa, które nazwane zostały obrzydliwymi ze względu na metaforę „Warszawy zdradzonej, wydanej, ukrzyżowanej pomiędzy dwoma złodziejami”.
Kto zatracił w tym momencie inteligencję i nie odróżnił uczuć przekazywanych przez dzieła literackie z rzeczywistością? Co w tym momencie było obrzydliwe te dzieła czy rzeczywistość?
Zresztą czyż w tym emocjonalnym porównaniu nie można odnaleźć prawdy ani sensu?
1 sierpnia 2008, o godzinie 21:49
W ocenie Powstania sam siebie za to przeszedł Lech Kaczyński:
Prezydent podkreślił, że gdyby powstania nie było, Armia Radziecka wkroczyłaby do Warszawy i nastąpiłaby wielka pacyfikacja. – Rosjanie świetnie wiedzieli przecież, że Warszawa jest głównym centrum oporu, że tu są najbardziej rozbudowane struktury podziemia.
Decyzja o powstaniu była decyzją o walce o niepodległość w tym sensie, że łudzono się iż wyzwolenie Warszawy własnymi rękami nie pozwoli Rosjanom na opanowanie Polski. Plan ten się nie powiódł. Ale Rosjanie się zatrzymali i trzeba pamiętać, że byliby dużo dalej na Zachód gdyby nie Powstanie Warszawskie – mówił Lech Kaczyński.
http://www.gp24.pl/apps/p...../756755660
1 sierpnia 2008, o godzinie 21:56
Zofia
-
„Daninę krwi Ojczyźnie w czasie II wojny światowej, także w szeregach AK, moja rodzina złożyła”.
-
Czyli że twoja rodzina była doskonale „pragmatyczna”. Kiedy była koniunktura na walkę z nazistowskim totalitaryzmem o wolność i demokrację – to walczyła, a kiedy większe korzyści można było odnieść ze wspierania komunistycznych przeciwników tejże wolności – to ich wspierała.
…
Panu Ministrowi chodziło najwyraźniej o to , że przelewanie krwi było zbrodnią, więc chyba powinnaś go za swoją rodzinę przeprosić. Ale to sprawa między wami. Mnie wystarczy, że przeprosisz za wspieranie komunizmu. Jako osoba wierząca wiesz dobrze, że najpierw jest rachunek sumenia, potem wyznanie win, a na końcu może być przebaczenie.
1 sierpnia 2008, o godzinie 21:57
Zofio
Po 130 latach rozbiorów odzyskaliśmy niepodległość. Powstała w walce i po wygranych powstaniach wielkopolskim oraz śląskich IIRP. Nie był to bękart Europy. Burzy mnie jakiekolwiek porówanie do czegoś takiego jak „bękart”, bo za wolność ginęli i walczyli moi i Twoi przodkowie.
Walczyli tak, jak śpiewał Jacek Kaczmarski
http://pl.youtube.com/wat.....rrrXWY1BZM
.
Boże, mnie wychowanego na piosenkach Demarczyk, Kaczmarskiego, konspirze żadna argumentacja mnie nie przekona, że walka o wolność była bez sensu. Płakać się chce, jak czytam, że ci co walczyli są godni pogardy i splunięcia, że wolno się pochylić tylko nad ofiarami pomordowanymi nie przez swoich, ale wrogów. To nie wróg jest wynien, ale bohaterzy (w moim przekonaniu bohaterzy).
„I cierpią, gdy śmieje się z nich świat zwycięski,
niepomni, że mądry nie śmieje się z klęski”.
1 sierpnia 2008, o godzinie 22:02
http://passent.blog.polityka.pl/?p=468#comment-93868
http://passent.blog.polit.....ment-93871
#
Oto dwa wyjątki z dyskusji na sąsiednim blogu.
Różnica jest widoczna.
1 sierpnia 2008, o godzinie 22:05
Andrzej
-
„W ocenie Powstania sam siebie za to przeszedł Lech Kaczyński:
Prezydent podkreślił, że gdyby powstania nie było, Armia Radziecka wkroczyłaby do Warszawy i nastąpiłaby wielka pacyfikacja. – Rosjanie świetnie wiedzieli przecież, że Warszawa jest głównym centrum oporu, że tu są najbardziej rozbudowane struktury podziemia”.
-
LK powtórzyl to co mówią historycy, w tym Bartoszewski. Zachowanie się Sowietów w Polsce od lipca 1944 potwierdza, że taki mieli scenariusz (pamietaj o sowieckich pacyfikacjach Lublinie w lecie 1944). Skoro Polska miała być rządzona przez nowe komunistyczne elity to coś trzeba było zrobic ze starymi. Metody stalinowskie są powszechnie znane. Dotychczaasowe elity (czyli te, które wywalczyły Polsce niepodległośc po latach zaborów) miały być zlikwidowane.
1 sierpnia 2008, o godzinie 22:22
LK powtórzyl to co mówią historycy, w tym Bartoszewski. Zachowanie się Sowietów w Polsce od lipca 1944 potwierdza, że taki mieli scenariusz (pamietaj o sowieckich pacyfikacjach Lublinie w lecie 1944).
—
Na „szczęście” decydenci w porę przewidzieli taki scenariusz i wywołali Powstanie, dzięki czemu Rosjan wyręczyli hitlerowcy. W ten prosty sposób niecne zamiary Sowietów spaliły na panewce. Można i tak.
1 sierpnia 2008, o godzinie 22:32
leszek
-
„Jakichże Polaków nam ta polska literatura wychowuje. Dobrze, że tak wielu światłych rodziców jest, którzy wbiją im do głowy, że naważniejszy to wolny rynek i szmal”.
-
Literatów zastąpili nam Gretkowska i Stasiak (kogoś pominąłem?), a od rynku, szmalu i ogólnie liberalizmu pod każdą postacią mamy Balcerowicza i Rosatiego. Czegóż chcieć więcej? Co prawda ostatnio państwo Rosati dostają mdłości, kiedy czytają w prasie w jaki sposób na wolnym filmowym rynku porusza się ich córka, 24 letnia Weronika, kto jej w tym pomaga i za jaką cenę. Cóż, prawa rynku. Kto sieje wiatr …
1 sierpnia 2008, o godzinie 22:33
Panie Waldemarze.
1/ Niestety, zgadzam się z Pana oceną Powstania Warszawskiego, chociaż wcześniej, jako zaawansowany już „wychowanek PRL” byłem przekonany, że Powstanie było potrzebne dla utrzymania w naszym narodzie świadomości swojej wartości i wzmocnienia jego woli niepodległości.
2/ Również niestety, złamałem w przypadku tego tekstu moją zasadę nieczytania „komentarzy”. Powagę sprawy załamało we mnie obrzydliwe chamstwo dyskutantów, którzy chowając się tchórzliwie w swojej anonimowości, z udawaną erudycją obrzucają inaczej myślących plugawymi epitetami. Nie należę do żadnej arystokracji, ale ze smutkiem przyznaję, że nie należywpuszczać chamów na salony.
1 sierpnia 2008, o godzinie 22:42
Mawar
od szmalu to mieliśmy Fundację Prasową Solidarności, Telegraf i ogólnie to, co mamy w Raporcie Nowaka. W Sopocie za szmalem gania tzw. kancelaria prezydencka… Podobno w Belwederze się głowią jak obecnie wymyślić by ta kancelaria z prezydenckością się nie kojarzyło.
Brzydzi mnie, gdy pisowcy twierdzą, że im o szmal nie chodzi czy o obsadzanie państwowych foteli w radach i spółkach.
1 sierpnia 2008, o godzinie 22:48
http://www.powstanie.pl/?.....p;ktory=20
#
Znalazłam taką oto ciekawą stronę, a na niej opinię naocznego świadka.
1 sierpnia 2008, o godzinie 23:08
Andrzej
-
„Na “szczęście” decydenci w porę przewidzieli taki scenariusz i wywołali Powstanie, dzięki czemu Rosjan wyręczyli hitlerowcy. W ten prosty sposób niecne zamiary Sowietów spaliły na panewce. Można i tak”.
-
A poważnie: to jest dylemat, który mieli Żydzi w Getcie, iść na rzeź czy się bronic? Słusznie wybrali to drugie, lepiej zginąć z honorem niż na smietniku. Kuczyński popełnia fundamentalny bląd myśląc, że gdyby nie powstanie to wszystko byłoby dalej jak za okupacji, a straty byłyby minimalne. Otóż nic z tych rzeczy. Jesienią zaszły nad Wisłą zasadnicze zmiany w polityczno-wojskowym układzie sił w tej części Europy. To co zostało z polskiego państwa miało zostać dosłownie zmiażdżone. Są takie chwile w historii, kiedy wadomo, że nic już nie będzie tak jak dawniej. To był ten moment, do Wisły zbliża się armia która walczy z tym samym wrogiem. Kiedy należało podjąć ryzyko walki, do której przygotowywano się całą okupację, jak nie wtedy? Ale z drugiej strony wiemy, że są takie sytuacje kiedy każda decyzja jest zła, a brak decyzji jeszcze gorszy. Ale wiemy to dziś, mając sciągawkę z tego co stało się póżniej. Recenzując decyzje o wybuchu powstania trochę intelektualnie oszukujemy i w efekcie przestajemy je rozumieć.
1 sierpnia 2008, o godzinie 23:17
Maćku drogi,
-
„Nie należę do żadnej arystokracji …”,
-
Rozumiem, zwykłe ziemaństwo co to odeszło od plucia na dywan i smarkania w zasłonkę jakieś dwa pokolenia wstecz.
-
„… ale ze smutkiem przyznaję, że nie należywpuszczać chamów na salony”.
-
Uważaj, uważaj, wiesz co za Jakuba Szeli (podczas innego powstania) robiliśmy z takimi arogantami jak ty? Jeśłi masz mocne nerwy to odsyłam do specjalistycznej literatury.
1 sierpnia 2008, o godzinie 23:31
Mawar,
ciesze się, ze zauważyłeś ten niepoważny charakter wypowiedzi Prezydenta, bo ja nie negowałem faktu co robili Sowieci po wkroczeniu di Polski, tylko wyśmiewałem ten fragment, w którym Prezydent stwierdził, że Powstanie zapobiegło pacyfikacji ludności Warszawy przez Sowietów.
Co do reszty wypowiedzi, rzeczywiście taki był cel akcji Burza i nie można twierdzić, że pomysł tej akcji był z góry bezsensowny i należało jej zaniechać. Ale po doświadczeniach w Wilnie i Lwowie nie powinno już być żadnych złudzeń co do tego, do czego to doprowadzi i należało podjąć działania mające na celu ratowanie co się da. Tak jak to uczyniono wcześniej po 17 września 1939r. i co ostatecznie zrobiono 19 stycznia 1945r. rozwiązując AK.
1 sierpnia 2008, o godzinie 23:37
Mawar,
no to się przeliczyłeś.
Ani mi w głowie przepraszać Ciebie i kogokolwiek zresztą – za komunizm w Polsce.
Ani też za wspieranie go faktem, że mieszkałam, żyłam i pracowałam w PRL-u.
Że chodziłam do szkół i na uczelnie, że czytałam wtedy wydawane książki, oglądałam filmy, jeździłam na zakładowe kolonie z firmy mojej mamy i jadałam w subsydiowanej przez państwo stołówce. Że nie podobała mi się Solidarność ani jej działacze, których znałam, że mam o nich do tej pory – raczej mało pozytywne zdanie i odeszłam po 3 miesiącach, bo mnie mierziła tandeta zasad etycznych tamtych ludzi.
Jako protestantka a nie katoliczka – rozliczam się z własnego postępowania wyłącznie przed własnym sumieniem z pominięciem Twoich instrukcji, jak to mam zrobić.
A relacje z Bogiem są relacjami na wskroś intymnymi, a nie na pokaz.
Kajania się publicznego za jakiekolwiek czyny – u mnie nie uświadczysz.
Jak mam wewnętrzną potrzebę kogokolwiek przepraszać za mój stosunek do niego – to przepraszam.
Jak naruszyłam prawo – to do rozliczania mnie jest prawo. A moja głowa w tym, by wiedzieć w jakich granicach mogę się w nim poruszać.
Poglądy mam takie, jakie mam i deklaruję i wara komukolwiek do nich.
A tym bardziej do rozliczania z nich.
Tyle razy Ci tłumaczyłam, że jestem wolnym człowiekiem i Twoje miary moralności mnie absolutnie nie interesują.
Mam własne.
Na nic też Twoje usiłowania, bym wbrew własnej woli i przekonania – uznała jakiekolwiek Twoje racje. Nie ma takiej możliwości.
Mnie naprawdę mało interesuje co sobie o mnie myślisz, Twoja opinia o mnie – nie jest mi do szczęścia i czegokolwiek innego potrzebna.
Sorry, ale Twoje pragnienia nie doczekają się spełnienia z mojej strony.
Powinieneś o tym wiedzieć i nie nalegać na próżno….
1 sierpnia 2008, o godzinie 23:47
Zofia
-
„Lech Kaczyński podczas uroczystosci z tej okazji, we własnym pałacu prezydenckim daje skrajne popisy chamskich manier”.
-
http://wyborcza.pl/51,75248,5547121.html?i=0
-
To prawda, jako Doskonały Produkt Sowiecki nie musisz myśleć, nawet to niewskazane. Ale widzisz, bywają rzeczy ważniejsze niż teatr. Może prezydent otrzymał akurat bardzo ważną informację? Zwróć uwagę, że telefon komórkowy prezydenta przypomina wyspecjalizowane urządzenie do prowadzenia rozmów tajnych. Takie rzeczy zdarzają się i prasa niekoniecznie musi podobne zdjęcie publikować, zwłaszcza ta prasa, która wzbraniała się przed drukowaniem materiałów na temat pijanego Kwaśniewskiego przy katyńskich mogiłach. Dziś jest informacja o dealu jaki Julia Timoszenko zawarła z Gazpromem. Jego ceną ma być rezygnacja Ukrainy z przesyłu ropy rurą Odessa-Brody ze wschodu na zachód. Musisz przyznać, że to jakby dotyczy i Polski.
-
http://gazownictwo.wnp.pl.....1_0_0.html
1 sierpnia 2008, o godzinie 23:48
http://wyborcza.pl/1,7524.....rzeja.html
;
DOBRANOC……………..
2 sierpnia 2008, o godzinie 00:11
jadałam w subsydiowanej przez państwo stołówce.
Mylisz się bardzo. Jedna z podstawowych zasad ekonomii brzmi: „There Is No Such Thing As A Free Lunch” w skrócie „TINSTAAFL”. To nie państwo subsydiowało Ci posiłki. Czynili to m.in. moi rodzice, którzy jako zgniła inteligencja takich możliwości nie mieli. Tzw. państwo mogło Ci subsydiować posiłki również m.in dlatego, ze nie robiło tego w stosunku do takich osób jak ja, a na wskutek czego moim podstawowym posiłkiem na śniadanie czy kolację była pajda chleba ze smalcem i cebulą.
2 sierpnia 2008, o godzinie 00:13
Teksty pana prezydenta o powstaniu (cytowane wyżej) są więcej niż idiotyczne.
Polacy wygrywają za pomocą NMP powstanie i co?
Idą dalej na Berlin, dają łupnia hitlerowcom po drodze forsując Odrę i Nysę, kilka twierdz niemieckich a Rosjanie z zazdrością w oczach smutnych, rzecz jasna i w brudnych szynelach oczywista oczywistość – patrzą jak dzielna armia powstańcza i partyzantka konno i na rowerach z 1 pistoletem na 3 żołnierzy powala na kolanach kolejne dywizje niemieckie.
A potem jako zwycięscy, w Jałcie ustanawiają nowy porządek w Europie i na świecie, z Polską od morza do morza i Moskwą jako daninę za zesłania na Syberię, Ukrainą, Biłlorusią i Ukraina bo się nam należy. Ect.
Pertraktacje prowadza oczywista oczywistość jak pan prezydent z UE w sprawie traktatu lizboński.
***
Ciekawa jestem za ile dni Moskwa zareaguje na te kuriozalne i wysoce dyplomatyczne wystąpienia pana prezydenta.
Czy kontrakty na gaz i dostawy ropy mamy już podpisane z Gazpromem?
A jeśli nie to czy gazoport jest już gotowy?
***
Wybacz Mawar,
ale nie pleć andronów,
bo o rozmowach Timoszenko z Putinem na temat rurociągu Odessa- Brody, to wiem od dobrych kilku dni z jawnych źródeł rosyjskich, można o tym czytać nawet na stronie prezydenta Miedwiediewa, jak ktoś zna angielski lub rosyjski.
Negocjacje nie były tajne. Media rosyjskie też o tym pisały kilka dni wcześniej.
Poza tym to nie informacja na telefon komórkowy i w czasie uroczystości.
Od takich rzeczy pan prezydenta ma swoją kancelarię.
Informacje można było przekazać kilka minut później.
Poza tym w czasie takich uroczystości komórka winna być wyłączona lub powinien ją mieć asystent prezydencki.
Znajdź jakieś bardziej wiarygodne tłumaczenie dla braku ogłady u prezydenta RP.
2 sierpnia 2008, o godzinie 00:27
Leszek Sopot napisal: Boże, mnie wychowanego na piosenkach Demarczyk, Kaczmarskiego, konspirze żadna argumentacja mnie nie przekona, że walka o wolność była bez sensu.
.
Dobrze Leszku, ze swoje oceny opierasz na wiedzy zaczerpnietej od wielkich strategow i znakomitych wojskowych, a takze dowodcow, czyli Demarczyk i Kaczmarskiego. Zas wzorem wygranej bitwy jest dla Ciebie wysadzenie sie w powietrze przez Ordona. Teraz staje sie troche jasniejsze, ile sa warte Twoje opinie i oceny dotyczace II Wojny.
.
Mam dla Ciebie taka niesmiala propozycje. Moze znajdz jakis czolg i rzuc w niego butelka dla zamanifestowania Twojego bohaterstwa i duchowej lacznosci z powstancami. Na piekny gest nigdy nie jest za pozno. Jesli czolg bedzie na cokole, albo na dziedzincu Muzeum Wojska, to mozesz uzyc butelki z benzyna. Natomiast jesli czolg bedzie prawdziwy, z zolnierzami w srodku, to uzyj prosze butelki z piwem, zeby bron Boze nie uszkodzic cennego sprzetu. Rzucajac butelke mozesz glosno spiewac jakies piosenki powstancze.
2 sierpnia 2008, o godzinie 00:32
Przecież to słowa Mołotowa, te o bękarcie, nie wiecie o tym?
2 sierpnia 2008, o godzinie 00:36
Andrzejku,
matka pracowała w państwowej firmie, jadałam obiady w stołówce bankowej, bynajmniej nie elitarnej, ale pracowniczej. Mama też była zwyczajną urzędniczką w państwowej Morskiej Agencji – kasjerką. Bo było taniej niż gotowanie na 3 sosby. Mieliśmy wykupine dwa obiady i dzieliśmy się nimi.
Na śniadanie nie jadałam smalcu, bo nie zdrowo, ale wędlin nie oglądałam na co dzień.
Moi rodzice się rozwiedli po powrocie matki z więzienia. Zaczynaliśmy od zera, nawet bez mieszkania, potem ojciec pomógł dyskretnie mamie dostać 2 pokoje kwaterunkowe, ale samodzielne.
Dzisiaj nadal w nim mieszkam, wykupiłam je na własność. W grudniu minie 50 last od wprowadzenia się do niego. Moja mama wychowywała mnie i brata samotnie, pracując zawodowo do 65 roku życia, a potem dorabiając, przy niezbyt wygórowanych alimentach. Ja cześć studiów robiłam normalnym tryprem, potem już zaocznie by wspomóc finansowo dom. Jako pracownik placówek oświatowych średniego szczebla kokosów też nie zarabiałam. I nie raz i nie dwa brałam nadgodziny by starczało na życie, zwłaszcza gdy mama przeszła na emeryturę. Była schorowaną kobietą, miała 4-ry zawały serca (!) i wymagała starannej opieki.
Wiem co to znaczy przetrzymać dzień na dwóch kromkach chleba i herbacie. Opiekunkę dla mamy otrzymałam z opieki społecznej w dzień po jej śmierci.
U mnie w domu, w Polsce – nigdy się nie przelewało.
Nie byłam uprzywilejowaną klasą robotnicza, na matce ciążył ciągle wyrok polityczny, a ojciec także nie należał do osób handlujących na boku, jak ówcześni marynarze i poza dwupokojowym mieszkaniem niewiele się dorobił.
Samochodu w PRL nigdy nie miał.
Wiedliśmy raczej skromne życie.
2 sierpnia 2008, o godzinie 00:53
Polacy wygrywają za pomocą NMP powstanie i co?
—
I to jest zasadnicze pytanie, od którego należałoby zacząć. Co by było, gdyby Powstanie się powiodło. A odpowiedź jest prosta. Mielibyśmy powtórkę z Wilna i Lwowa. A wszystko wskazywało raczej, że Powstanie skończy się tak jak się skończyło. I nie trzeba było wielkich strategów, aby dojść do takich wniosków.
2 sierpnia 2008, o godzinie 01:05
Andrzeju:
Anielka polecala tekst, ktory jest przykry, bo czyta sie go z bezsilnoscia:
http://www.powstanie.pl/?.....p;ktory=20
.
Pamietaj jednakze, ze przed Powstaniem Ewa Demarczyk spiewala piosenki Kaczmarskiego, i tym sposob przekonala dowodcow jak rowniez Leszka Sopota, ze bic sie trzeba az do kleski. I dlatego Powstanie wielkie jest i trzeba je swietowac, jak rowniez przygotowywac sie na inne nadciagajace kleski. Z kleskami jest nam do twarzy. Chwilowy brak spektakularnej kleski wywoluje nasz smutek jak rowniez przygnebienie.
2 sierpnia 2008, o godzinie 01:13
Oto dluzszy wyjatek z tekstu poleconego przez Anielke. Ten wyjatek jest moim zdaniem znakomity dlatego, ze opisuje on nasza obecna klase polityczna. Czytajac ten wyjatek, przed ocami staja obaj Bracia, pani Fotyga, oraz kilka pomniejszych znakomitosci. Cytuje bez kursywy, ktora utrudnia czytanie:
.
Wydaje się, że kluczem do rozwiązania zagadki “jak mogło dojść do takiego szaleństwa” jest raport Tadeusza Chciuka, który 26 lipca 1944 wrócił do Londynu ze swojej drugiej wyprawy do Polski jako kurier MSW. Cytuje wyjątki:
“Naród polski zdaje egzamin w tej wojnie. Ale egzaminu tego nie zdają kierownicy naszego życia podziemnego, organizatorzy konspiracji, przywódcy polityczni i wojskowi. Bardzo mało mógłbym wyliczyć osób spośród kierujących naszym życiem podziemnym, które orientują się w wydarzeniach międzynarodowych, w światowym układzie sił i tym samym w naszych możliwościach. Ale i te osoby, które się orientują, odrzucają wiadomości niepomyślne, bazując swe poglądy, nadzieje i postępowanie na wiadomościach pomyślnych. Gdy mówiłem, że Rosja jest dziś potęgą, z która musimy się liczyć – odpowiadano mi, że to są jej ostatnie podrygi, że nie ma własnej broni ani amunicji, walczy sprzętem amerykańskim i zależy od anglosaskich dostaw żywności”. I dalej: “Prowincjonalizm naszego społeczeństwa można nazwać najczystszym patriotyzmem. Chodzi tu o prawdziwych z krwi i kości Polaków, t.zn. niezbyt myślących, ale bardzo dzielnych patriotów. Cóż wiec prostszego jak walczyć do ostatniej kropli krwi o każdą piędź ziemi polskiej, być bohaterem i zginąć. To, że społeczeństwo nie poszło na współprace z Niemcami, kosztowało nas już śmierć milionów ludzi. To zaś, że będziemy bohaterami, którzy niczego się nie zrzekną – może nas kosztować utratę całej Polski”.(Duraczynski, Miedzy Londynem a Warszawa)
2 sierpnia 2008, o godzinie 01:14
Starałem się nie wtrącać do rozmowy, bo ta dyskusja jest bez sensu, ale nie spodziewałem się takiej beznadziei jak w wypadku Mawara. On powinien naprawdę czytać przed wysłaniem swoje komentarze. Dno, wodorosty i pięć metrów mułu.
2 sierpnia 2008, o godzinie 01:14
Anielka polecala tekst, ktory jest przykry, bo czyta sie go z bezsilnoscia:
Anielka posrednio poleciła coś więcej niż tekst, bo cały portal pełen podobnych tekstów.
2 sierpnia 2008, o godzinie 01:15
Jeszcze raz, zeby kazdy zauwazyl: Chodzi tu o prawdziwych z krwi i kości Polaków, t.zn. niezbyt myślących, ale bardzo dzielnych patriotów.
.
Prawica, wystap, zeby kazdy mogl sobie Was dobrze obejrzec. Dzielny patriota z waszecia. Spocznij.
2 sierpnia 2008, o godzinie 01:23
Narciarz
znany fizyk pewnie przy żadnej książce się nie wzruszył, za to czuje się ekspertem od oceny patriotyzmu i poezji. Jeśli gdzieś na swojej drodze spotkasz te bzdety to kopnij w nie z całej siły. To jest na pewno trucizna, które otumania takich idiotów jak ja. Dużo rozumniejsze są roboty i płytki z jakąś nową pamięcią RAM (czy jakąkolwiek), którą sobie dowolnie każdy fizyczek-pstryczek zaprogramować może by świat był piękny i zrozumiały, a nie unosił się na skorupie żółwia.
Najlepsi stratedzy, to ci co mają siłę i zwyciężają. W pewnym czasie to fizycy właśnie tę strategię udoskonalili pod kryptonimem „Projekt Manhattan”. Można chwalić i wychwalac fizyków pod niebiosa. Oni odpowiednie książki czytają. Wiedzą co dobre i słuszne, i oczywiście co się opłaca by stratedzy byli z ich wysiłków zadowoleni.
Mam dla ciebie też małą propozycję. Postaraj się szanować tych, którzy za wolność rodaków potrafili ofiarować swoje życie i postaraj nie widzieć się w nich morderców swoich rodaków. Szkoda, że to dla ciebie za trudne. Fizyk tego nie rozumie, choć kilku moich kolegów z fizyki rozumiało. Jeden dostał 6 lat paki za nieudowodniony druk ulotek (a drukował). Esbecja znalazła u niego tylko kilka i puszkę farby. Wydał go TW. TW jest twoim bohaterem, a mój kolega Czarek tym idiotą, który drukował to, co ja pisałem. Ty kumpla w więzieniu nie miałeś. Kumpla, który ciebie nie wydał. Nie wiesz i nie rozumiesz, że gdy siedzą przyjaciele, to walka musi trwać. Nie wiesz i nie zrozumiesz też ludzi z AK, że przysięgali, że będą walczyć o Polskę wolną, że bez Powstania hitlerowcy i tak zamienili by Warszawę w twierdzę bronioną przez ludność cywilną.
I proszę Ciebie, nie kpij z głupoty tego człowieka, który twierdzi, że Powstanie było wielką wygraną:
http://www.tvn24.pl/0,811.....omosc.html
2 sierpnia 2008, o godzinie 01:28
Drogi Leszku, ja sie nie nabijam z tych, ktorzy walczyli w Powstaniu. Ja sie nabijam z Ciebie, bo to Ty robisz stratega z Kaczmarskiego, zas wzor robisz z czynu bojowego Ordona, ktory nigdy nie mial miejsca w rzeczywistosci.
.
W mojej ocenie czym innym jest patriotyzm, czym innym jest ignorancja. Pierwsze szanuje, z drugiego sie nabijam.
2 sierpnia 2008, o godzinie 01:50
narciarzu
a gdzie ja ci napisałem, że za stratega uważam Demarczyk i Kaczmarskiego. Bimbasz sobie jedynie by ci wesoło było, ot co.
O powodach powstania, które znam z relacji Stefana Korbońskiego pisałem rok temu. Powtarzać się nie muszę, bo Gospodarz dał linki do dawnych wpisów.
2 sierpnia 2008, o godzinie 02:03
Nie!
Leszku, nie masz racji, i to mówię Ci ja, człowiek, syn AKowców, Warszawiak. Z punktu widzenia moich rodziców sprawa była jasna, walczyli o wolną Polskę. Ale to sprawą najwyższego dowództwa było rozpatrywanie, czy powstanie skończy się hekatombą, czy ma szansę na zwycięstwo. I o tym mówimy, a nie o bohaterstwie poszczególnych żołnierzy. Dowództwo powstania świetnie wiedziało, że Rosjanie nie ruszą palcem w ich sprawie. I czy dla informacji przekazanej przez Bartoszewskiego, że Powstanie skończyło się sukcesem, warto było poświęcić 200.000 ludzi?
Prawicę proszę, aby nie wtrącała się do dyskusji.
2 sierpnia 2008, o godzinie 02:04
Leszku, a moze bys zastanowil nad tym, co Ciebie upowaznia do napisania pod moim adresem „TW jest twoim bohaterem”.
2 sierpnia 2008, o godzinie 02:07
W pelni podpisuje sie pod wypowiedzia Torlina. Link podany przez Anielke tez mowi z grubsza to samo. Ja sam uwazam podobnie.
.
To nie jest zreszta tylko sprawa powstania. To sie ciagle powtarza. Trzeba odrozniac zolnierzy od dowodcow, oraz dowodcow od politykow. Inaczej trzeba oceniac jednych, inaczej drugich. Od najwyzszych ranga trzeba wymagac najwiecej.
2 sierpnia 2008, o godzinie 02:58
Torlinie
już rok temu pisałem, że każda decyzja prowadziła do klęski. Polacy w Warszawie byli w podobnej sytuacji jak Żydzi w gettcie. W Wilnie i Białymstoku, a później i w Lublinie oraz innych rejonach Polski urządzono masowe aresztowania i zssyłki za krąg polarny. Polacy wiedzieli, że kilkanaście, a przypuszczali, że być może klikadzisiąt tysięcy żołnierzy zostało wymordowanych – m.in. w Katyniu. Wojska niemieckie wezwały 100 tys. mieszkańców stolicy do budowy umocnień. Za Wisłą tuż tuż był albo aliant, na którego wpłyną zachodni alianci, albo wróg, który z wywiezionymi zrobi to samo co z tymi z Katynia, albo co najmniej z tymi, których uważano za „panów” i wysyłano na białe niedźwiedzie.
Decyzja była z jednej strony liczeniem na cud efektywnej pomocy Zachodu, być może liczono nawet na to, że zachodni alianci zreflektują się by nie udzielać nadal pomocy Stalinowi w wypadku odmowy pomocy Warszawie, skoro Amerykanie pomogli powstaniu wywołanemu przez komunistów w Paryżu. Wiedziano także o nastrojach w armii Berlinga, w której żołnierze szli na stolicę nie po to, aby patrzeć jak się pali lecz ją wyzwolić. W tym przekonaniu szedł sam gen. Berling, który wcale nie planował pokazowego jedynie desantu lecz miał przygotowany plan nadejścia z pomocą i dlatego po pierwszym rzucie i zdobyciu przyczółku miały zaraz pójśc następne oddziały. W pierwszym z nich był mój wówczas 20-letni ojciec, który wprost z partyzantki został wcielony do LWP bo nie chciał wyjechać za krąg polarny. Niestety po pierwszym desancie sowieci zablokowali już gotowe do drogi następne oddziały. W niektórych z nich, jak w oddziale mojego ojca, oceniono, że doszło do tak dalekiej „demoralizacji”, że cofnięto je na tyły a później przymusowo wcielono do milicji lub KBW. Pewnie z powodu tej „demoralizacji” 5 lat później ojciec trafił z milicji, w której „utrwalał” socjalizm do stalinowskiego więzienia. Może warto sobie czasem przypomnieć, co się działo także po drugiej stronie Wisły – na Pradze, że tam byli Polacy a nie tylko sowieci, że Polacy nie mogąc iść na Warszawę strzelali sobie w łeb. Grożono im sądem wojennym, wycofywano na tyły, wcielano do karnych jednostek, milicji itp. Nie z winy Niemców czy powstanców i podziemnego rządu lecz sowietów.
2 sierpnia 2008, o godzinie 03:03
narciarzu
przepraszam za tego TW, ale Twoja kpina mnie rozsierdziała. Rok temu bez ogórek nazywano tu przywódców powstania zbrodniarzami. Ty także. Czyli ci, co walczą – to albo pomyleni, albo zdrajcy, albo zbrodniarze. Ci, co współpracują z mającymi władzę wbrew woli narodu – to realiści, być może czasem bohaterzy. TW przecież powstrzymywali głupców i szaleńców przed roznoszeniem szaleństwa wśród społeczeństwa.
2 sierpnia 2008, o godzinie 03:15
Torlinie
rok temu cytowałem jeszcze to co w rocznice powstania mówił JP2, a także Korbońskiego – do tego cytatu daję link:
http://kuczyn.com/2007/08.....ment-30899
2 sierpnia 2008, o godzinie 03:31
Na koniec może warto jeszcze przytoczyć ten cytat:
„fragmenty Rozkazu nr 19 Naczelnego Wodza gen. broni Kazimierza Sosnkowskiego, Londyn 1.09.1944:
„Żołnierze Armii Krajowej!
Pięć lat minęło od dnia, gdy Polska, wysłuchawszy zachęty rządu brytyjskiego i otrzymawszy jego gwarancje, stanęła do samotnej walki z potęgą niemiecką. Kampania wrześniowa dała Sprzymierzonym osiem miesięcy bezcennego czasu, a Wielkiej Brytanii pozwoliła wyrównać braki przygotowań do wojny w stopniu takim, że powietrzna bitwa o Londyn i wyspy brytyjskie mogła być wygrana.
Ciągłość polskiego wysiłku zbrojnego w śmiertelnych zmaganiach z imperializmem niemieckim nigdy nie została zerwana. Zaledwie zapadła noc niewoli nad zgliszczami polskich miast i wsi, a już na obczyźnie zaczęły się odradzać Polskie Siły Zbrojne. Od pięciu lat walczą one bez przerwy na oceanach i kontynentach w obronie wolności ludów, wierząc, iż jest to droga do odzyskania ojczyzny całej i prawdziwie niepodległej.
Od miesiąca bojownicy Armii Krajowej pospołu z ludem Warszawy krwawią się samotnie na barykadach ulicznych w nieubłaganych zapasach z olbrzymią przewagą przeciwnika. Samotność kampanii wrześniowej i samotność obecnej bitwy o Warszawę, są to dwie rzeczy zgoła odmienne. Lud Warszawy pozostawiony sam sobie i opuszczony na froncie wspólnego boju z Niemcami- oto tragiczna i potworna zagadka, której my Polacy odcyfrować nie umiemy na tle technicznej potęgi Sprzymierzonych u progu szóstego roku wojny.
Nie umiemy dlatego, gdyż nie straciliśmy jeszcze wiary, że światem rządzą prawa moralne. Nie umiemy, bo uwierzyć nie jesteśmy w stanie, że oportunizm ludzki w obliczu siły fizycznej mógłby posunąć się tak daleko, aby patrzeć obojętnie na agonię stolicy tego kraju, którego żołnierze tyle innych stolic własną piersią osłonili lub wyzwolili wysiłkiem własnego ramienia.
Warszawa czeka. Nie na czce słowa pochwały, ani na wyrazy uznania, nie na zapewnienia litości i współczucia. Czeka na broń i amunicję. Nie prosi ona, niby ubogi krewny, lecz żąda środków walki, znając zobowiązania i umowy sojusznicze.
(…) Od lat pięciu zarzuca się systematycznie Armii Krajowej bierność i pozorowanie walki z Niemcami. Dzisiaj oskarża się ją o to, że bije się za wiele i za dobrze. Każdy żołnierz polski powtarzać sobie musi w duchu słowa Wyspiańskiego:
„…podłość, kłam,
Znam, zanadto dobrze znam.”
Za: P. Wieczorkiewicz, Historia polityczna Polski 1935- 1945, Warszawa 2006, s. 429- 431″.
http://pitulandia.salon24.....index.html
Sosnowski tłumaczył powstańców tym, że wierzyli w prawa moralne bo nie byli cynikami… Jak ktoś wierzy w prawa moralne to wychodzi na to, że nie jest człowiekiem rozsądnym.
2 sierpnia 2008, o godzinie 04:48
http://gardensoulofsoulga.....index.html
2 sierpnia 2008, o godzinie 04:49
http://gardensoulofsoulga.....index.html
2 sierpnia 2008, o godzinie 05:23
Leszek napisal: Rok temu bez ogórek nazywano tu przywódców powstania zbrodniarzami. Ty także.
Ja takze? Zbrodniarzami? Czy mozesz wskazac link do mojej wypowiedzi?
.
Dzis jestem sklonny nazwac ich glupcami, moze idiotami, ale nie zbrodniarzami. Czyzbym az tak zmienil zdanie? Czy mozesz mnie odeslac do mojej wypowiedzi sprzed roku?
2 sierpnia 2008, o godzinie 05:43
Sosnowski tłumaczył powstańców tym, że wierzyli w prawa moralne bo nie byli cynikami… Jak ktoś wierzy w prawa moralne to wychodzi na to, że nie jest człowiekiem rozsądnym.
.
To dobrze, ze wierzysz w prawa moralne. Udowadniasz tym samym swoja calkowita niekompetencje militarna. Stojac na linii strzalu nie mozna sie zaslaniac prawem moralnym, bo ono nie zatrzymuje pociskow.
.
Ja osobiscie nie powierzylbym Tobie nawet plutonu w Afganistanie. Sobie zreszta tez nie. Dowodcy mieli sobie powierzone cale wielkie miasto. Dowodcy okazali sie idiotami. Dowodcy zawiedli jako dowodcy. Nie nalezy ich teraz fetowac. Nalezy uczyc sie na ich przykladzie, jak nie wolno postepowac.
.
Zolnierze i cywile gineli, bo nie zostawiono im wyboru. Doprowadzenie do tej sytuacji to byl akt idiotyzmu, ktory mozna okreslic jako „skrajny idiotyzm” albo nawet „zbrodniczy idiotyzm”.
2 sierpnia 2008, o godzinie 05:48
Leszek napisal: Czyli ci, co walczą – to albo pomyleni, albo zdrajcy, albo zbrodniarze.
Zalezy, kiedy i w jakich okolicznosciach. jesli walcza bez widokow na sukces, to jak najbardziej pomyleni.
.
Ktos tutaj porownal Powstanie Warszawskie z powstaniem w getcie. Ten ktos wykazal sie zla wola, nie po raz pierwszy zreszta. Istniala zasadnicza roznica. Istniala alternatywa wobec Powstania Warszawskiego. Mozna bylo nie powstawac.
2 sierpnia 2008, o godzinie 05:54
Zadaniem zolnierza jest walczyc z jakim-takim widokiem na sukces. Zadaniem meczennika jest dac sie zameczyc. Roznica zdan na temat Powstania srowadza sie do pytania: czy zolnierze AK oraz ludnosc cywilna to byli zolnierze walczacy z Niemcami, czy meczennicy? Oni sami o sobie zapewne powiedziliby to pierwsze. Natomiast decydenci zadecydowali, ze to drugie. Jesli wierzyc swiadectwom historycznym, to decydenci zrobili to swiadomie i cynicznie, ale bynajmniej nie postawili sprawy jasno. Nie dali wyboru ani zolnierzom, ani cywilom. Zadecydowali za nich.
2 sierpnia 2008, o godzinie 05:59
fragmenty Rozkazu nr 19 Naczelnego Wodza gen. broni Kazimierza Sosnkowskiego, Londyn 1.09.1944:
Lud Warszawy pozostawiony sam sobie i opuszczony na froncie wspólnego boju z Niemcami- oto tragiczna i potworna zagadka, której my Polacy odcyfrować nie umiemy na tle technicznej potęgi Sprzymierzonych u progu szóstego roku wojny.
.
To nie sa „fragmenty rozkazu”, tylko fragmenty deklaracji niekompetencji naczelnego wodza. Przykre, smutne, i karygodne, ze Polacy mieli takich dowodcow. Dowodca nie jest od tego, zeby nie umial odcyfrowac. Jesli nie umie, to powinien sie natychmiast podac do dymisji.
2 sierpnia 2008, o godzinie 06:11
Czy moglbys, Leszku, postawic kose na sztorc, i pomaszerowac w Polske? Wydaje mi sie, ze spala Cie rzadza jakiegos spektakularnego czynu w walce o prawa moralne. Chcialbym Cie pocieszyc: zawsze jest czas na walke o prawa moralne, bo one sie nigdy nie starzeja. Sa ponadczasowe. Tak wiec Twoj czas bynajmniej nie przeminal. Zamiast uzasadniac, ze idioci nie byli idiotami, zrob cos bardziej spektakularnego. Gazety o Tobie napisza, i kto wie, moze Twoj samotny czyn bojowy obudzi czyjes sumienie.
.
Napisz na kawalku kartonu „Polacy! Walczylismy, walczymy, i bedziemy walczyc na przekor czolgom” i ruszaj do dziela. Brak przygotowania militarnego nie powinien Cie powstrzymywac. Powstancy nie mieli broni, i to bylo w porzadku. Ty tez broni nie masz. Oni nie mieli szans, i Ty tez nie masz szans. Czyli Twoja walka jest godna najwyzszego szacunku i poparcia. Zgodnie z Twoja ideologia, powinienes ruszyc w boj.
2 sierpnia 2008, o godzinie 09:01
„A tu się działo i działo
To, za czym serce pękało!”
Ja chyba śnie! Chociaż już jestem po porannym prysznicu. Dyskusja w oparach totalnego absurdu i pachnie mordobiciem :(
Zastanawiam się – co ja słyszałam w piosenkach Ewy Demarczyk, mojej ulubionej pieśniarki, co ja wyczytałam w poezjach Słowackiego, Norwida, Mickiewicza (Sienkiewicza nie lubiłam i nadal nie lubię) i paru innych pisarzy, że nie myślę jak Leszek, ale podobnie, jak narciarz.
Ja z fizyki u najlepszego z profesorów – przedwojennego wykładowcy uniwersyteckiego – miałam naciąganą tróję a i to z litości. W latach młodości płakałam nad pięknymi wierszami, wzruszałam się głęboko tym, że Jaś nie doczekał i słuchałam powstańczych piosenek, śpiewanych przez mego wujka, jego kolegów i mojego tatę na każdych imieninach i uroczystościach rodzinnych. Wujek do dziś siedzi obłożony albumami powstańczymi, gdzie co i raz zaznacza, który z kolegów odszedł już z tego świata, ma większość odpowiednich odznaczeń i chyba całą literaturę przedmiotu, jaką wydano. Namiętnie też czyta Łysiaka, czego ja już zrozumieć nie mogę, ale nie robię uwag, tylko „słucham starszego”, bo go szanuję. Bo jest za co, a ten Łysiak, to pestka.
Jednak poglądy mam własne i to bynajmniej nie takie, jakie prezentuje Leszek. Poezja poezją a życie trzeba brać na serio. Podziwiam odwagę narciarza, który napisał to, co powyżej, bo Leszek mu tego nie zapomni.
2 sierpnia 2008, o godzinie 10:36
narciarzu
rozumiem, że wierzysz w to, że ten kto ma parę w pięsci ma rację. Ten kto cherlak racji nie ma. Rację miał więc Kain zabijając Abla. Możesz to udowadniać prawami fizyki. To, co ma większą masę przyciąga mniejsze. Nic temu prawu się nie oprze. Trzeba się podporządkować. Nie pyskować, stać z pokorą, jak trzeba paść na kolana. W żadnym wypadku nie wolno mieć własnego zdania wbrew tym, którzy głośniej krzyczą, że z siłą się nie dyskutuje tylko pokornie tuli uszka.
Linki do dyskusji ubiegłorocznej z oskarżeniem o zbrodniczość dowódców powstania:
http://kuczyn.com/2007/08/01/narodowy-pic-zamiast-prawdy/#comment-30301
http://kuczyn.com/2007/08/01/narodowy-pic-zamiast-prawdy/#comment-30601
http://kuczyn.com/2007/08.....ment-30613
Ten ostatni to twój. Dalej nie chciało mi się szukać.
Zbrdniarzami nie są hitlerowcy. Oni przecież mieli siłę, a więc mają rację. Zbrodniarzami nie są sowieci, ci też mieli siłę a więc rację. Zbrodniarzem nie jest nikt kto mordował ludność cywilną. Za zbrodnię odpowiada ten kto chiał bezskutecznie obronić bezbronnych.
Ha, Żydzi też nie musieli walczyć w gettcie. Po jaką cholerę? Chcieli dać jakieś świadectwo, a niby czego?, pewnie tego, że rację mają ci co mają siłę, która zwala z nóg i przyciąga swą potęgą.
Bez sensu z tej perspektywy okazuje się także kampania wrześniowa 1939 r. Gen. Sosnowski pisał przecież nie tylko o powstaniu, ale i o wrześniu. Pisał tak, jak podsumował to w „Raporcie z oblężonego miasta” Herbert. Na idiotę wychodzi nawet Broniewski z tym swoim „obrzydliwym” wierszem. Jak to możliwe by komunista był tak nierozważny i uchodził za oszołoma, no nie wiem. Jedynym rozsądnym wyjściem było od razu poddanie się, albo i wcześniej – zgoda na korytarz i przyłączenie Gdańska do Rzeszy. Taką decyzję, słuszną decyzję, wybrałby gen. Jaruzelski jako mniejsze zło. Takie wspaniałe decyzje uchroniłyby nas przed morzem krwi i nieszczęść. Dziś wszyscy potomkowie Kaina dalej chodzili by z dumnie podniesioną głową bo zawsze by mieli racje.
W Afganistanie nie powinno nas być, tak jak i w Iraku. Nie wiem kto niby dziś miał czatować na naszą wolność, że musimy kupować nowe niszczyciele, okręty podwodne, odrzutowce, czołgi, wozy opancerzone, karabiny, buty, pociski, rakiety itd. itp. Tobie się wojenka podoba to jedź sobie walczyć jako żołnierz zawodowy. Rozkazuj i myśl strategicznie, albo pomóż polskiej potędze militarnej w atakach w cyberprzestrzeni – tu mają szansę wygrać. Możesz się popisać. Zdolny jesteś niesłychanie, ale zdolności poświęcasz na rzecz kraju i armii Busha. Może choć trochę wspomożesz swą ojczyznę wyzwoloną już spod kaczyzmu, w której, jak pisałeś, twoi koledzy fizycy jakoś nie garną się do pracy i nie siedzą po godzinach tylko biegną do żonek i na grilla. W cybrprzestrzeni możesz dzielnie walczyć z piwkiem w ręku i przy grillu. Możesz czuć się odprężony i usatysfakcjonowany.
Piłsudski doprowadził do powstania bękarta Europy, ale wojnę z Armią Czerwoną wygrał – miał rację. Kampanię wrześniową przerżneliśmy – racji nie mieliśmy. Armia polska na Zachodzie posłużyła za mięso armatnie. Trzeba też potępiać tamtych dowódców, że bez sensu prowadzili żołnierzy na wszystkich zachodnich frontach. Rację miała Wanda Wasilewska i Bierut – oni mieli głowę do strategii i działań politycznych. Dziwne, że tak wielu Polaków było głąbami, co nic nie rozumieli, co z pieśnią „Jeszcze Polska…” karnie szli do bydlęcych wagonów pod Wilnem, które właśnie wyzwolili, i jak bydło godzili się na pobyt na wczasach pod gruszą z białymi niedźwiedziami. A wystarczyło złożyć przecież przysięgę na wierność armii Berlinga. Głupcy to byli, szaleńcy, godni potępienia.
2 sierpnia 2008, o godzinie 10:54
#
Scena trzecia.
Kain z Ablem, pogodzeni,
Razem Bogu składają ofiary.
Duet. Pieśń miłości, nadziei i wiary.
Melodia słodka i czysta
W niebiosa płynie…
Stop! Kto tam przeszkadza?
Pan przedsiębiorca? Pan kapitalista?
Że co?… Aha! Że pan
Nie dopuści do żadnych zmian!
Że pan woli ten scenariusz stary!
Żeby zawiść i zbrodnia zostały!
Bo inaczej–hallo!–hallo nie słyszę–
Bo inaczej co?
Aha!
Wycofa pan kapitały!…
#
Jednym słowem gdyby tak Adam i Ewa w cieniu drzewa…
To CAŁA BIBLIA NA NIC!
2 sierpnia 2008, o godzinie 11:04
Nie martw się Leszku,
w Rosji oddano hołd powstańcom bez oceniania ich dowódców
http://www.ruvr.ru/main.p.....02.08.2008
2 sierpnia 2008, o godzinie 11:19
Okazuje się, że nie tylko ja mam parszywe zdanie o uzbrojeniu amerykańskim wciskanym Polakom:
http://wiadomosci.onet.pl.....skart.html
2 sierpnia 2008, o godzinie 11:59
Mój ojciec wrócił z obchodów Powstania wstrząśnięty. Tłum był PiSowski, starsze panie pluły na Niesiołowskiego, na Bartoszewskiego krzyczeli „Hańba” i „Żyd”, brawami i okrzykami witali obydwu Kaczyńskich, Kamińskiego i Olszewskiego. A Macierewicz nadszedł w chwili ciszy, to mu zrobili taką owację, jak gwiazdorowi rocka.
Powtarzam po raz setny, to właśnie PiS puścił tę nienawiść, raptem od 2005 roku jest zgoda na tego rodzaju zachowanie. Wstyd, panowie prawica (i panie również).
Zosiu!
Też ci kompetentny link i wspaniała gazeta, jeszcze do tego w Onecie. Prawica linkuje jedynie Salon24 i Rzepę, Ty „Trybunę”. Ale ponieważ Ty jesteś impregnowana na jakiekolwiek argumenty, to nie piszę dalej.
Leszku!
Ja się urodziłem w Warszawie siedem lat po Powstaniu, wzrastałem w tej atmosferze, wiem dobrze, jakie były odczucia Warszawiaków. Powstańcy byli wstrząśnięci, nie mogli dojść do siebie po zniszczeniu miasta, nie mogli zapomnieć stosów trupów. Śmierci kolegów. Straszną nazwą dla nich był „Pruszków”. Już wtedy w rozmowach prywatnych zaczęto zastanawiać się, czy to miało sens. Podział był taki jak dziś, ludzie o orientacji prawicowej uważali, że tak trzeba było, że moralnie zwyciężyliśmy, pozostali odpowiadali: „Ale jakim kosztem!”.
2 sierpnia 2008, o godzinie 12:02
Zofio
dziękuję Tobie bardzo za ten link. Mnie ta informacja cieszy.
Nie wiem czy czytałaś rok temu tekst w „Dzienniku”, w którym jak dla mnie znalazło się kilka zaskakujących informacji:
http://www.dziennik.pl/op.....nowal.html
- jak choćby ta o pogawędce Dzierżyńskiego i o Rokossowskim.
2 sierpnia 2008, o godzinie 13:16
Mawar, 11.08,
w Twoim wpisie skierowanym do Andrzeja dostrzegam bardzo rzadko przywoływaną logikę i motywację dotyczącą motywów wywołania Powstania. Jak by się nie liczyło strat i zysków wynikających z zaniechania tego czynu zbrojnego, to trudno sobie wyobrazic żeby niechętni Polakom Rosjanie spowodowali taką apokalipsę.
Gdy myślę o Powstaniu, to przelatują mi przed oczami stosy trupów, zgnilizna i brud, krążące nad tym muchy oraz księżycowy krajobraz. Wywołuje to u mnie zwyczajne otępienie.
Kiedy jednak przechodzę na Starówce przed pomnikiem uzbrojonego Harcerza, to ściska mi się gardło i zaczyna mi cieknąć ślina z wściekłości na tych, którzy poszli na całość, ale jednak nie zapłacili najwyższej ceny. Przecierz można było w w kazdej chwili wyjść ze schrony i rzucic chociażby kamieniem w czołg ze swastyką.
Taki czyn dodał by jeszcze większego napędu piewcom tej hekatomby i przynajmniej zniósłby piętno cynizmu ciążące na przywódcach Powstania, bo głupoty nie da się już niczym zmyć.
2 sierpnia 2008, o godzinie 13:42
Leszku, Torlinie,
upały minęły a u Was mózgi się lasują.
Podesłać słowa pamięci o powstaniu ze strony współczesnych Rosjan – źle, dać link z inna niż Wasza oceną np. zakupu F-16, źle.
I wszystko skojarzone z Dzierżyńskim!
Normalne to?
Rozumiem, że wg Ciebie Dzierżyński to ruska, bolszewicka kanalia.
A ja Ci przypominam tak przy okazji, że to rdzenny Polak, szlachcic, niedoszły ksiądz, wręcz fanatyczny katolik, który ponoć tak kochał Mickiewicza, że nie zezwalał na rozstrzeliwanie każdego, kto potrafił zarecytować pierwsze strofy „Pana Tadeusza”.
Zofia Dzierżyńska, jego ślubna żona (ślub, jak trzeba – katolicki i w krakowskim kościele) tak o nim pisze:
„Feliks Dzierżyński urodził się 11 września 1877 roku w powiecie oszmiańskim na Litwie, w rodzinie drobnego szlachcica. Dzierżyński rósł i dojrzewał w czasach, kiedy na Litwie świeże jeszcze były wspomnienia o okrucieństwach caratu po zdławieniu powstania 1863 roku. Na wrażliwy umysł chłopięcy Feliksa głębokie wrażenie wywarły opowiadania matki o ucisku narodowościowym Polaków, Litwinów i Białorusinów, o prześladowaniach religijnych katolików i unitów, o bestialstwach carskiego satrapy – Murawjewa-,,Wieszatiela”.
„Pamiętam – pisał do mnie Feliks w roku 1914 z X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej – opowiadania wieczorne w dworku naszym, przy lampie… o prześladowaniach, o praktykach względem unitów, o przymuszaniu do śpiewania w kościołach suplikaeji po rosyjsku, o płaceniu kontrybucji, o szykanach najrozmaitszych i poborach.
To zdecydowało, że poszedłem późniejszą swoją drogą, że każdy gwałt, o którym słyszałem lub który widziałem (na przykład Kroże), zmuszanie do mówienia po rosyjsku, zmuszanie do chodzenia do cerkwi w dni galowe, system szpiegostwa itd. – był jakby gwałtem nade mną samym i wtedy przysiągłem z gromadką innych walczyć a. tym złem aż do ostatniego tchu. I miałem już serce i mózg otwarte na niedolę ludzką – i nienawiść zła. ..”
(…)
Dzierżyński jest organizatorem słynnej 30-tysięcznej demonstracji robotniczej w Alejach Jerozolimskich w Warszawie w dniu 1 maja 1905 roku i powszechnego strajku protestacyjnego z powodu zmasakrowania tej demonstracji przez zbirów carskich. Gdy w grudniu 1905 roku nastąpił szczytowy moment rewolucji rosyjskiej – 9-dniowe zbrojne powstanie robotnicze w Moskwie – Dzierżyński wraz z towarzyszami organizuje strajk powszechny robotników i kolejarzy polskich w celu poparcia powstańców moskiewskich. W ciężkich latach reakcji i okrutnego terroru carskiego, w latach upadku ducha i rozczarowania do rewolucji w szeregach jej chwilowych sprzymierzeńców spośród inteligencji, Dzierżyński stoi niezachwianie na swym posterunku bojowym w podziemiach nielegalności, ani na chwilę nie tracąc wiary w zwycięstwo rewolucji. W swym słynnym „Pamiętniku więźnia”, pisanym w latach reakcji w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej, Dzierżyński 31 grudnia 1908 roku pisze:
„Po raz piąty już w więzieniu spotykam Rok Nowy … W więzieniu dojrzałem, w męce samotności i tęsknocie za światem i życiem. A jednak zwątpienie o „sprawie” nigdy nie zajrzało mi jeszcze w oczy. I teraz, w czasie gdy pogrzebano na długie lata może wszystkie niedawne nadzieje w potokach krwi, gdy przygwożdżono je do słupów szubienicznych, gdy mnogie tysiące bojowników wolności zamknięto do lochów lub rzucono w zaspy śnieżne Syberii – i teraz dumny jestem. Widzę te masy ogromne, które już się poruszyły, podważyły stare gmachy, masy, w których łonie przygotowują się nowe siły do nowych walk; dumny jestem, że jestem z nimi, że je widzę, czuję, rozumiem i że sam przecierpiałem wiele z nimi razem. Tu, w więzieniu, źle jest, nieraz bywa strasznie. A jednak… gdybym na nowo miał rozpocząć życie, rozpocząłbym tak samo …”
Zbiry carskie ani na chwilę nie pozostawiały Dzierżyńskiego w spokoju. Sześć razy był aresztowany. Jedenaście lat – nieomal czwartą część swego życia – przesiedział w więzieniu. Trzy razy był na zesłaniu, w tym dwukrotnie na Syberii. Za każdym razem przy pierwszej możności uciekał i wracał do kraju (…)”
***
Podsyłam to Wam z pełną premedytacją, bo w polskiej historii nic nie jest proste, jak sobie to wyobrażacie, a wybory ludzkie są nieprzewidywalne.
Jedno jest pewne – zbytnie egzaltacje i zbyt na romantyzmie wychowanie młodych ludzi, mogą prowadzić na manowce, jak tego syna polskiej szlachty na Litwie.
Dodam, że Zofia Dzierżyńska, z zawodu nauczycielka wraz z mężem i synkiem dzieliła z nim zesłanie na Syberię, syna urodziła w więzieniu w 1911 r.
Została wraz z synem zesłana na Syberię do guberni irkuckiej.
Tak się składa, że w tym samym roku, też w Krakowie urodził się mój ojciec. Tyle, ze nie w więzieniu, ale w szpitalu św. Łazarza. W miesiąc po jego urodzeniu dziadkowie się pobrali, zawodowo, jako aktorzy scen wodewilowych występowali od Wilna po Warszawę, od Krakowa po Lwów. I tacy ludzie, jak Dzierżyńscy bywali na ich występach.
***
Cytaty z z książki „Feliks Dzierżyński we wspomnieniach i wypowiedziach” ,Książka i Wiedza, Warszawa 1951 strony: 55-75.
2 sierpnia 2008, o godzinie 13:54
Okazuje się, że nie tylko ja mam parszywe zdanie o uzbrojeniu amerykańskim wciskanym Polakom:
—
Znów czuję się wywołany do tablicy. Na początek prawda banalna. Dla mnie nie jest żadnym zaskoczeniem, ze jest więcej krytyków zakupu przez Polskę samolotów F-16, a już szczególnie nie dziwi mnie, że znajdujesz ich wśród dziennikarzy związanych z „Trybuną” i moim „ulubionym” „Dziś” Rakowskiego. Charakterystyczne są też kwalifikacje red. Januły. – polski polityk, nauczyciel i publicysta, W 1975 ukończył studia na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego. Był zawodowym wojskowym, dosłużył się stopnia pułkownika. Nie wiesz przypadkiem jakie funkcje pełnili w Wojsku Polskim oficerowie – specjaliści od nauk społecznych?
A teraz trochę faktów.
Można dyskutować czy lepszy był F-16 czy F-18. Jeden i drugi dobry. A kpiną jest określenie F-18 jako bardziej uniwersalnego, pełniącego role zarówno myśliwca, jak i samolotu szturmowego. A F-16 nie pełni takich ról? Żałosne jest też pisanie Była to oferta korzystna, tym bardziej że firma McDonnell Douglas przechodziła wówczas pewne trudności. To chyba jakaś nowa ekonomia, kupować samoloty od upadającej firmy. Tak mi się wydaje, że gdybyśmy kupili F-18 to ci sami autorzy użyliby powyższych argumentów jako uzasadnienie „skandalu” dlaczego nie kupiliśmy znakomitych F-16 zamiast badziewia w postaci F-18.
Nadużyciem jest też mamienie wersjami block-60 i block-70. Na początek wyposażenie USAF w samoloty F-16 wg danych z końca ub. roku.
1 F-16A Block 15
197 F-16C/D Block 25
350 F-16C/D Block 30
51 F-16C/D Block 32
222 F-16C/D Block 40
174 F-16C/D Block 42
198 F-16C/D Block 50
52 F-16C/D Block 52
Jak widać trzon stanowią samoloty w wersjach dużo starszych niż nasze i świetnie sobie z tym radzą. A juz w ogóle nie ma samolotów w wersji block 60 i 70. Jeśli chodzi o wersję block 60, to samoloty takie mają tylko Zjednoczone Emiraty Arabskie (Grecy wbrew informacji w artykule mają takie samoloty jak my), a wersji block 70 zdaje się, ze w ogóle nie ma. Były jakieś informacje o próbie sprzedaży takiej wersji Indiom, ale zdaje się, ze nie zostały sfinalizowane. Nie ma zresztą istotnych różnic między wersją block-52+ i block-60. Raptem inny radar pokładowy i możliwość przenoszenia innego rodzaju uzbrojenia.
A już o kompletnej nieznajomości tematu świadczy krytyka braku zasobników LANTIRN na zakupionych przez nas samolotach. Zasobniki te były wykorzystywane na starszych typach samolotów , a na samolotach takich jak te, które kupiliśmy nie przewiduje się ich montowania, bo samoloty te maja po prostu lepsze systemy.
No i na koniec kwestia samolotów F-35. Ich planowane wprowadzenie do służby:
F-35A – 2011r.
F-35B – 2012r.
F-35C – 2012r.
Autorzy artykułu chyba zapominają, ze nam nowe samoloty potrzebne są dzisiaj, z nie pod koniec przyszłego dziesięciolecia. Reasumując, na pytanie Dlaczego Sejm nie powołuje komisji śledczej do zbadania sprawy zakupu F-16? należałoby odpowiedzieć pytaniem Dlaczego autorzy artykułu nie zaczęli się jeszcze leczyć
2 sierpnia 2008, o godzinie 13:56
Zofia
jesteś zaślepiona. Czy przeczytałaś tę informację o Dzierżyńskim i Rokossowskim? Pewnie nie, bo bys nie sądziła, że to po to ją podtyknąłem pod nos, aby udowodnić, że to ruska kanalia.
Ech:(
na ślepotę lekarstwa nie ma.
2 sierpnia 2008, o godzinie 14:33
Mój ulubiony pielnia1 o Powstaniu Warszawskim:
http://passent.blog.polit.....ment-93889
2 sierpnia 2008, o godzinie 15:34
Leszku,
napisałam bardzo wyraźnie dlaczego przytoczyłam Dzierżyńskiego.
Tekst po gwiazdkach – drugi od dołu.
Przytaczam raz jeszcze:
***
Podsyłam to Wam z pełną premedytacją, bo w polskiej historii nic nie jest proste, jak sobie to wyobrażacie, a wybory ludzkie są nieprzewidywalne.
Jedno jest pewne – zbytnie egzaltacje i zbyt na romantyzmie wychowanie młodych ludzi, mogą prowadzić na manowce, jak tego syna polskiej szlachty na Litwie.
***
Gdzie tu widzisz zaślepienie?
2 sierpnia 2008, o godzinie 15:46
http://galopujacymajor.sa.....index.html
Klasyczny przykład tekstu, który powstaje z innego powodu niż „chce” za taki uchodzić, a od strony formalnej, którego ważne punkty są niewystarczające do samodzielnych tzn odosobnionych sugestologii. Warto nie zatrzymywać się na pojedyńczej motywacji i przeanalizować jak instrukcję obsługi – beznamiętnie, wtedy taka twórczość jest najciekawsza.
2 sierpnia 2008, o godzinie 15:53
O rany
W wywiadzie, do którego dałem link, prof. o Dzierżyńskim mówi co następuje:
„Podobno podczas negocjacji traktatu ryskiego w kuluarach Dzierżyński podszedł do znajomego socjalisty, zaufanego Piłsudskiego, ministra spraw zagranicznych Leona Wasilewskiego, i spytał, co o nim mówią w Warszawie. Na co Wasilewski odpowiedział: „No cóż, Felek, mówią, że jesteś krwawym zbrodniarzem”. I Dzierżyński miał się obruszyć: „Słuchaj, ale ja każę mordować tylko Rosjan!”. I rzeczywiście zdarzały się wypadki, kiedy na osobiste polecenie Dzierżyńskiego Polaków z Łubianki zwalniano”.
Jedno jest pewne, zbytnia egzaltacja i niechęć do czytania tego co w podanym linku powoduje, że ponownie Zofio piszesz do kogoś kogo masz w swojej wyobraźni. Na pewno nie do mnie.
Przekleję więc jeszcze to, co ciekawego jest jeszcze o Rokossowskim. Szkoda, że zniechęcają Ciebie do czytania te fragmenty, które mówią też o innych postaciach i czytskach.
„Zanim Stalin dokonał czystki, do 10 procent dowództwa Armii Czerwonej stanowili Polacy, choćby tacy jak Konstanty Rokossowski.
Który u nas uchodził za Rosjanina.
I był POP-em, czyli „pełniącym obowiązki Polaka”. Kiedy już po 1956 roku odwiedził go w Moskwie jego były adiutant, wtedy już generał, Tadeusz Tuczapski, i zaczął do niego mówić po rosyjsku, Rokossowski żachnął się i powiedział: „Tadeusz, nie mów do mnie w tym języku, bo cię za drzwi wyrzucę. Tu mówią na mnie , w Warszawie mówili . Ja nie mam ojczyzny”. Sporo tych POP-ów się spolszczyło i stało polskimi patriotami ostrzegającymi Polaków przed Sowietami. Taki był gen. Radziwonowicz, który faworyzował oficerów sanacyjnych i niepochlebnie wyrażał się o „ruskim bydle tu przysłanym”. Szef sztabu, gen. Korczyc, płakał, kiedy wyjeżdżał z Polski, a gen. Strażewski kazał się w Polsce pochować”.
Może teraz dotyczatasz.
2 sierpnia 2008, o godzinie 15:56
Wcięło dwa słowa z cytatu o Rokossowskim:
„Tu mówią na mnie »Polaczek«, w Warszawie mówili »kacap«”.
2 sierpnia 2008, o godzinie 15:59
No i znowu „kółko graniaste” i „dookoła Wojtek” – czyli końca nie widać.
Do widzenia, do jutra.
2 sierpnia 2008, o godzinie 17:00
Stan
-
„W twoim wpisie skierowanym do Andrzeja dostrzegam bardzo rzadko przywoływaną logikę i motywację dotyczącą motywów wywołania Powstania. Jak by się nie liczyło strat i zysków wynikających z zaniechania tego czynu zbrojnego, to trudno sobie wyobrazic żeby niechętni Polakom Rosjanie spowodowali taką apokalipsę”.
-
A niby co miałoby Stalina powstrzymać? Czy on w zbrodniach i represjach narzucał sobie jakieś ograniczenia? Z kresów Sowieci wywieźli na wschód setki tysięcy ludzi i to bynajmniej nie samą inteligencję, ale także zwykłych ludzi. Załóżmy, nie ma powstania, ale i tak dzisiątki tysięcy przeszkolonych w podziemiu ludzi zostałoby z bronią w ręku. A byli to ludzie dla których Polska była ich własnym krajem, następne pokolenie po tych, którzy odzyskali dla Polski niepodległość po latach zaborów. Oni z pewnością nie patrzyliby się spokojnie jak Polska traci niepodległość. Działania partyzanckie byłyby na nieporównanie większą skalę niż później istotnie były, sowieckie represje, pacyfikacje, wywózki na Sybir także.
2 sierpnia 2008, o godzinie 17:38
„Ktos tutaj porownal Powstanie Warszawskie z powstaniem w getcie. Ten ktos wykazal sie zla wola, nie po raz pierwszy zreszta. Istniala zasadnicza roznica.”.
-
A dlaczegóż różnica, w dodatku zasadnicza? W Getcie też istniała alternatywa: nic nie robić czekać co będzie dalej. Większość wybrała tę drogę. Przecież – rozumowano – Niemcy to naród ludzi RACJONALNYCH (coś jak blogowy narciarz) i jeśli gdzieś wyślą to do obozów pracy.
-
„Istniala alternatywa wobec Powstania Warszawskiego. Mozna bylo nie powstawac”.
-
Czyli, nic nie robić, czekać, a szczegółami zajęliby się specjaliści z NKWD i UB. Uciec na Zachód nie było wówczas praktycznie możliwe, udało to się jedynie Brygadzie Świętokrzyskiej.
2 sierpnia 2008, o godzinie 17:53
Zofia
-
„… ale nie pleć andronów,
bo o rozmowach Timoszenko z Putinem na temat rurociągu Odessa- Brody, to wiem od dobrych kilku dni z jawnych źródeł rosyjskich …
„.
-
I co z tego, przecież nie o to chodziło, nie doczytałas tekstu z linku lub go nie zrozumiałaś:
http://gazownictwo.wnp.pl......htmllinku
-
A tam było, w ostatnim akapicie:
„Dostawy kaspijskiej ropy przez Ukrainę do Europy miały być omawiane na planowanym na sobotę (to właśnie dziś – M) w Wiśle szczycie prezydenta Lecha Kaczyńskiego i prezydentów państw nadbałtyckich. W środę szczyt został odwołany, bo z przyjazdu zrezygnowali prezydenci Litwy i Łotwy”.
_
„Negocjacje nie były tajne. Media rosyjskie też o tym pisały kilka dni wcześniej”.
-
Czy ktos twierdził, że były tajne? Ale jednak bez obecności dziennikarzy. A nawiasem mówiąc, wyżsi urzednicy posługują niezależnie od tego telefonami bezpiecznymi. I czasem musza zadzwonic (prawie) niezależnie od okoliczności.
2 sierpnia 2008, o godzinie 17:55
Leszek napisal: narciarzu, rozumiem, że wierzysz w to, że ten kto ma parę w pięsci ma rację.
Zle rozumiesz. Czytajac Twoje odpowiedzi dochodze do wniosku, ze w ogole nie rozumiesz tego, co pisze. Dopisujesz mi zwroty i mysli, ktorych nigdy nie napisalem, po czym walczysz z nimi do upadlego. Tak wiec nie bede prostowal Twojej opinii na temat czegos, czego nigdy nie powiedzialem.
.
Dziekuje za link do mojej wypowiedzi sprzed roku. Napisalem wtedy „generelaowie Ak, ktorzy poslali zolnierzy z pistoletami na czolgi, to byli dyletanci, idioci, albo zbrodniarze (niepotrz. skreslic).” Podtrzymuje moje zdanie. W dalszym ciagu uwazam, ze nie przysluguje im jednoznaczny tytul, i mozna sie spierac pomiedzy trzema wymienionymi mozliwosciami. Innych mozliwosci nie widze.
2 sierpnia 2008, o godzinie 18:03
W dalszym ciagu swojego wpisu Leszek przypisuje mi zdania, ktorych nigdy nie wypowiedzialem: Zbrdniarzami nie są hitlerowcy. Oni przecież mieli siłę, a więc mają rację.
.
Leszku, jestes oburzajacy. Twoja technika dyskusji jest w prostej linii zaczerpnieta od Ziobry. Przypisujesz rozmowcy zdania, ktore sa wygodne dla Ciebie, ale ktore nie maja nic wspolnego z rzeczywistymi wypowiedziami. Reszte Twojej wypowiedzi po prostu opuszczam i nie bede ani czytal, ani dyskutowal. Jesli chcesz, dyskutuj sam ze soba. Jestem nieslychanie rozczarowany, ze musze dopisac Ciebie do panstwa na „M”, jesli idzie o rzetelnosc Twoich wypowiedzi. A podobno jestes dziennikarzem? Czy Twoja dzialalnosc zawodowa tez polegala na dopisywaniu rozmowcom nigdy nie wypowiedzianych zdan?
2 sierpnia 2008, o godzinie 18:38
Mawar,
Co Tu jeszcze wymyślisz na te pokazówki z brakiem ogłady u prezydenta RP?
Prezydentom w normalnych krajach nie dzwonią komórki w kieszeni w czasie tego typu uroczystości!
O tym, że ze spokania w Wiśle nici – wiadomo było wcześniej, że Ukraina dogaduje się z Rosją – także, żaden terrorysta nie gwizdnął się samolotem w warszawski pałac kultury, dramatycznej powodzi nie było a nawet pielgrzymi nie wpadli do rzeki.
Głupio tłumaczysz.
Poza tym – komórka nie jest telefonem ….bezpiecznym.
Jak się dobrze postarać, to stosowne i markowe urządzenia podsłuchowe można kupić na bazarze. Full service.
Poza tym, tak na marginesie,
gdyby te Wasze dupki z BBN były inteligentniejsze, to by prezydent wcześniej wiedział, że jego zabiegi „energetyczne” ze stroną „wschodnią” – nie wypalą.
Dostaje od miesięcy tyle jawnych sygnałów, że wszystkie te fronty jakie buduje z b. republikami radzieckimi przeciwko Rosji s
Nie powinien się dziwić, że potem ma afronty. A tym razem był dosyć jednoznaczny.
Gdyby był odrobinę inteligentniejszy powstrzymał by się z idiotycznym wystąpieniem podczas uroczystości 3 majowych przed grobem nieznanego żołnierza.
Jak się ma interesy z ościennym krajem to się pilnuje ozora i nie serwuje tekstów w nos Litwinowi, które go mogą obrazić.
Gazociąg „bałtycki” jest w trakcie budowy i na pewno będzie zbudowany a strategie energetyczne są dawno ustalone, tyle, że bez udziału Polski.
Tera, w czasie mowy „powstańczej” tez plótł co ślina na język przyniesie pod adresem Rosji i zapewne niebawem odczuje na ile uraził Rosjan.
Jeszcze kilka prezydenckich „inicjatyw” tego typu, i prezydent via telewizja będzie się dowiadywał o europejskiej polityce energetycznej.
Bo nikt z nim nie będzie miał ochoty rozmawiać.
***
Nie muszę być w Moskwie na konferencji prasowej by wiedzieć jak przebiegają negocjacje Rosja – Ukraina.
Premier Timoszenko była w Polsce tydzień czy nieco dalej temu w Polsce, rozmawiała z Kaczyńskim i co, nie powiedziała słowa?….
Przecież nie toczyła tych rozmów wyłącznie w ciągu ostatnich 2 tyg. ale od dłuższego czasu.
I mnóstwo było rzeczy sygnalizowało,że się dogada, stawka też nie była taka znowu zakamuflowana.
Jak dalej BBN i prezydent będą opierać swoją wiedzę na gazetkach parafialnych czy artykulikach średnio zorientowanych dziennikarzy – to czeka ich wiele jeszcze niespodzianek.
2 sierpnia 2008, o godzinie 19:31
W niewielu kwestiach zgadzam się z W.Kuczyńskim, człowiekiem reprezentującym nację przetrwania, członkiem wielu zjednoczeń. Przyznaję mu tę banalną rację, że koszt był zbyt duży, że narażanie życia takiej ilości cywili nie gotowych na najwyższą ofiarę było więcej niż nieodpowiedzialnością. Przy czym być może dzięki tej ofierze być może nasze granice są rozleglejsze, a ZSRR nie wkroczyło w 81′. I przy tym nadal podzielam pogląd, że z pkt widzenia etyki lepiej żyć by było w mniejszym kraju lecz trochę liczniejszym w ludzi dających napęd społeczeństwu i narodowi polskiemu. I też nie ma to najmniejszego związku z tym, że większości walczących należy się hołd największy.
Nigdy więcej powstania wśród cywilnego „mięsa ludzkiego” i zawsze poza tym walka gdy godność jest splugawiona ponad wytrzymałóść. Nigdy godzenia się z rozgniataniem godności, która przynosi zbyt często opóźnione upodlenie i krew wolno płynącą!
2 sierpnia 2008, o godzinie 20:31
Czytałem w Dzienniku wypowiedzi filmowców na temat nakręcenia filmu o Powstaniu.
Agnieszka Holland mowi, ze ponieważ w filmie brak będzie sexy, więc nie można oczekiwać dużego (jak na warunki polskie) finansowego wsparcia producentów zachodnich. Z koleji zwyciężcy scenariuszy twierdzą (Gajewski), że film zakończy się ponuro. Machulski natomiast jest z natury optymistyczny i twierdzi, że była to (wybuch Powstania) przemyślana dwcyzja. Dlaczego?. Bo młodzi ludzie od miesięcy obserwowali niemieckie konwoje zdążające na zachód, które to fakt podziałał na nich optymistycznie. Wygląda więc na to, że to młodzi podjeli decyzję o akcji zbrojnej. Mój Bożę, jakiż zakonserwowany genetycznie polski kretynizm. – A może to miłość twórców do diengów?. Konkurs zatem wygra reżyser Machulski, bo dobrze wczół się w oczekiwania na spełnienie politycznego zamówienia. Niebagatelną sprawą dla twórcy jest też duży strumień forsy, która połynie do jego keszeni. Brak prawdy historycznej zostanie dość łatwo wytłumaczona wizją artysty.
Tak rodzą się legendy, w cieniu której plynie strumień forsy.
To co napisałem jest oczywiście intuicją.
P.S.
Jeżeli dyskutuje się o Powstaniu Warszawskim i jego skutkach, to pozwolę sobie zwrócic uwagę na to, że ludzie honoru biorą pełną odpowiedzialnośc za skutki wywołane swoją działalnością.
Żeby nie uciekać zbyt daleko w historię, przypomnę zachwanie się kapitana promu Heweliusz, który nie skorzystał z możliwości wyboru życia po tym co stało się w sztormową noc.
2 sierpnia 2008, o godzinie 21:09
narciarzu
nigdzie ci tego zdania nie przypisałem. Rozpisałem się jedynie jak w myśl logiki gdzie prawa wytyczają prawa naturalne zaczerpnięte z fizyki, w których to ciało cięższe przyciąga, czy wręcz rozpłaszcza jak czarna dziura, ciała lżesze choćby były większe, przekłada się na ocenę zdarzeń historycznych, w których to tylko po skutkach czyli skuteczności użycia siły ocenia się kto ma rację a kto jej nie ma. Mea culpa, to moja swobodna burza mózgu.
2 sierpnia 2008, o godzinie 21:16
Czyli powstańcy zbyt podskakiwali Niemcom, którzy może chronili nas przed światowym bolszewizmem. Możliwe też, że brak powstania opóźniłby marsz Armi Czerwonej i uprzedzenie przez aliantów zachodnich ZSRR w zajęciu wielu części Europy, a potem inny punkt wyjścia do ustaleń jałtańskich.
2 sierpnia 2008, o godzinie 21:48
Bardzo łatwo krytykować i oceniac Powstanie znając skutki i mając znaczną wiedzę z różnych źródeł historycznych.
Czy na pewno dowódcy popełnili karygodny błąd wywołując powstanie? To nie jest bezsensowne pytanie , bowiem wielu specjalistów od tego okresun jest zdania, że nawet bez rozkazu powstanie by wybuchło spontanicznie, /bo byli przygotowywani od lat ludzie do walki, słychać było odgłosy frontu i widać było kolumny wycofujących sie Niemców którzy wyglądali na pobitych, a na dodatek rosjanie robili co mogli by podjudzic do wywołania powstania / . A gdyby wybuch był spontaniczny to śmiem twierdzić ofiar byłoby jeszcze więcej. Dziś wiemy, że te odgłosy frontu to nie była ofenzywa wojsk sowieckich , a jedynie fragmentaryczne walki dalekiego zwiadu. Oczywiście Rosjanie jakby chcieli mogliby uratować powstańców i miasto, ale oni nie chcieli, i na rękę im było to co robili Niemcy. Dowódcy powstania mieli na dodatek informację, że Niemcy chcą zamienic Warszawę w twierdzę i wykorzystać mieszkańców do prac przy umocnieciach i obronie – skutki tego nie były trudne do przewidzenia. Sprawy nie były tak jednoznaczne – teraz wiemy decyza o powstaniu to był wielki błąd, bowiem na pewno mniej ludzi by zginęło gdyby nie wybuchło. Z drugiej strony jest pytanie czy udało by sie dowódcom utrzymac w ryzach rwących sie do walki młodych ludzi? Ja nie wydawał bym jednoznacznych sądów.
Jedno co pewne powstanie powinno się uważać za jedną z tragedii narodu polskiego i jedną z wielu przestróg przed wojnami
2 sierpnia 2008, o godzinie 22:21
Właśnie jest lato i w wielu miastach powiatowych wieczorem, koło 9:00 puszczane są filmy w cyklu kina letniego. Mam zamiar jutro i za tydzień obejrzeć taki film. Polecam zwłaszcza ludziom z odparzeniami od siedzenia bez przewiewu.
Pozdrawiam serdecznie czytających i w ogóle. Nara.
2 sierpnia 2008, o godzinie 22:49
Maciek,
a czy ci specjaliści wyjaśniali jak miałby praktycznie wyglądać ów spontaniczny wybuch powstania? Bo ja nie bardzo mogę to sobie wyobrazić.
2 sierpnia 2008, o godzinie 23:18
Andrzeju
spontaniczny wybuch mogli wywołać ci sami co w Paryżu, czyli komuniści.
Mogli także ci, którzy zobaczyliby, że Niemcy robią łapanki na młodych ludzi by kopali okopy, a nie wiadomo by było co się z nimi dzieje.
2 sierpnia 2008, o godzinie 23:31
Leszku,
ja się nie pytałem kto tylko jak. Tak mi się bowiem wydaje, ze hitlerowcy przez 5 lat bardzo skutecznie oduczyli Warszawiaków spontaniczności.
3 sierpnia 2008, o godzinie 01:03
Andrzej
Spontaniczność… Nie wiem na jaką karność oddziałów AK można było liczyć w Warszawie, skoro byli w niej głównie ludzie młodzi. W brak sponatniczności czy też powstania paniki w pewnych sytuacjach trudno uwierzyć. Czy zresztą chodzi tylko o spontaniczność? Może też chodzić o akt desperacji, o niemiecką prowokację by – jak chciał Hitler – wyzwolicieli tak czy siak przywitały ruiny i sterty trupów. Nie wierzę bowiem w to, że podobnie brzmiący rozkazy byłyby wydane tylko po wybuchu powstania, a nie przed wycofaniem się z miasta w przypadku załamania się frontu. Nie wiem też w jaki sposób jakiś dowódca pozwolił by sobie na obecność na linii frontu wrogiego sobie miasta z wiedzą, że jest w nim kilkadziesiąt tysięcy przygotowanych do walki członków AK.
3 sierpnia 2008, o godzinie 01:05
Pani Zofio.
Niech Pani przestanie bujać w obłokach i wyzbędzie się swojej naiwności.
Zwracam uwagę że zawartość Pani linku
http://www.ruvr.ru/main.p.....02.08.2008 ,
potwierdza w pełni ostrzeżenie gospodarza blogu , iż ten kraj ciągle ma przekonanie, że powinien decydować o tym co dzieje się za jego zachodnią granicą.
To oczywiste – myślę że dla Pani również – że list Putina jest przejawem wtrącania się w nasze polskie sprawy. Dlatego zgadzam się z panem Waldemarem , że trzeba być bardzo czujnym i nieufnym i trzymać się jak najbliżej Unii Europejskiej a także Stanów Zjednoczonych.
Powinna Pani szczerze wziąć sobie do serca to ostrzeżenie i otworzyć oczy na to co się dzieje na Wschodzie.
3 sierpnia 2008, o godzinie 03:55
Leszek napisal: Nie wierzę bowiem w to.
Niewazne, w co. Skoro dyskusja jest kwestia wiary a nie informacji, to porozumienia byc nie moze. Spotkamy sie za rok okopani na dokladnie tych samych pozycjach.
3 sierpnia 2008, o godzinie 05:43
Ty się narciarzu tak nie okopuj. Leszek cię odkopie, aby ci dokopać i za rok, o tej samej porze będziesz musiał strącać z siebie starożytne pyły. Może się raczej zamaskuj?
3 sierpnia 2008, o godzinie 05:45
E tam! Zdemaskują cię w mig.
3 sierpnia 2008, o godzinie 09:46
Biseptol
wbrew Twoim mniemaniom – nie jestem naiwną panienką i raczej wiem co się wokół Polski dzieje.
Ktoś, kto posiada cala tablicę Mendelejewa u siebie, czy się to komuś podoba czy nie, w jakimś sensie decyduje o tym jak się jej zawartością z innymi podzieli i co z tego osiągnie dla siebie.
Szkocja nie ma obowiązku rozdawania za darmo swojej whisky, bo komuś ona wybitnie smakuje i żyć bez niej nie może.
Nie robią tego, w podobnych okolicznościach, też Stany Zjednoczone czy Japonia, nie robi i nie będzie robiła tego Rosja.
Naiwnością jest natomiast mniemanie – iż zmusi się Rosję, by sprzedawała gaz, ropę czy uran w sposób narzucony jej przez inne kraje.
Kraje OPEC sprzedają ropę po cenie jaka im wygodna i tyle im jest im wygodne. I też świat może sobie chodzić na rzęsach i nic nie wskóra.
Problem leży w negocjacjach i dogadywaniu się.
Polska wobec Rosji jest petentem, który na handlarza pluje, pyskuje i mu dogryza a potem biadoli, ze interesy z nią trudno robić.
Jak się będziesz tak zachowywał wobec przekupki na targu – to nic u niej nie kupisz. jak właściciel sklepu czy marketu – do dostawcy, to dostawca pokaże mu tyłek i towaru nie sprzeda, pójdzie gdzie indziej.
Rosja, jest takim samym państwem jak inne, bogatym w zasoby i od niedawna rządzona przez sprawnych i ekonomicznie wykształconych menedżerów., na dodatek dość młodych, Miedwiedwiew ma niewiele ponad 40 lat, Putin – ok. 50. Obaj z doktoratami z ekonomii.
Obaj przeszli praktykę i to zdrową z zarządzania i marketingu, będąc we władzach miejskich Sankt Petersburga i obwodu leningradzkiego. Znają mechanizmy tego zarządzania.
Miedwiedwie ponadto ma za sobą pracę w zarządzie Gaspromu a Putin pracę oficera wywiadu poza Rosją, na Zachodzie.
Jeśli czegokolwiek można się nie tyle bać, co respektować – to ich wiedzę, kompetencje i inteligencję.
***
List Putina z okazji wybuchu Powstania Warszawskiego jest gestem kurtuazji i szacunku dla powstańców – a nie wtrącaniem się w polskie sprawy.
Czy gdy przysłał depesze kondolencyjne z powodu śmierci np. Jana Pawla II to wtrącał się w wewnętrzne sprawy Watykanu?
3 sierpnia 2008, o godzinie 10:17
„Dbaj o zdrowie należycie,
Bo jak umrzesz – stracisz życie!”
http://wyborcza.pl/1,7524.....kiego.html
Nasz pan prezydent dba i chwała mu za to, a nie jakieś głupie gwizdy! Co za naród! Co za ludzie!
3 sierpnia 2008, o godzinie 10:23
A wrocławskie przedstawienie Otella w strugach deszczu i przy wtórze piorunów odbyło się bez względu na kondycję Pani Dyrektor & Conductor Ewy Michnik oraz solistów, chóru i baletu a także kosztów kunsztownych kostiumów. Ja też mokłam do finału!
Przyłączam się do apelu Palikota – raport o stanie zdrowia pana prezydenta do wglądu wyborcom!!!
3 sierpnia 2008, o godzinie 10:51
Pani Zofio.
Rosja Watykanowi nie zagraża więc Pani porównanie nie jest trafne.
Odsyłam raz jeszcze do słów pana Waldemara że Rosję należy postrzegać jako groźbę, a jeśli Pani to nie przekonuje to podam tylko dwa przykłady na poparcie jego słów, że ten kraj ciągle ma przekonanie, że powinien decydować o tym co dzieje się za jego zachodnią granicą – gazociąg północny oraz tarcza antyrakietowa.
Czy to Pani mało ?
3 sierpnia 2008, o godzinie 11:20
O gazociągu północnym – ciekawie.
http://paradowska.blog.po.....ment-51585
3 sierpnia 2008, o godzinie 11:44
Prorok cy co???
http://ludzie.gazeta.pl/tabaka1/0,0.html
3 sierpnia 2008, o godzinie 11:49
leszek.sopot
Podzielam punkt widzenia gospodarza blogu i trochę dziwię się tobie, żeś stanął po przeciwnej stronie. W końcu, to co prezentuje gospodarz, to filozofia Solidarności, to twoje ideały. Patrz. Ostatnimi czasy żadnego powstania nie zorganizowaliśmy. Warszawa nie została zburzona, a my mamy kraj niepodległy! Koszt to osiem lat rządów Jaruzela. Wracając jednak do spArawyA powstania. Leszku.sopocie nie o poezję i moralność wszak, wtedy chodziło, a o to, aby powstaniem wywrzeć presję na aliantów i ZSRR, aby uwzględniła nasze narodowe interesy (co w tym sensie miało być moralnym). W tym sensie, niezależnie od kosztów, Powstanie Warszawskie, miało znaczenie moralnej wypowiedzi na arenie międzynarodowej polityki, była to dobitna i krwawa wypowiedź walczącego o niepodległość sojusznika. Prometeusza, który sam wyrzyna sobie wątrobę i godzi w serce ostrzem tępym i rdzawym, aby sępy mniejszą robotę miały. Za tym wszystkim kryła się, o czym tutaj nie rozmawiacie, konkretna polityczna koncepcja walki o niepodległość, która myślę zrodziła się jeszcze w czasie zaborów. Koncepcja nacjonalistyczna. Zasada pierwsza, tej koncepcji była taka, aby nie prowadzić wojny z dwoma sąsiadami. Należy podkreślić, że od 1939 r. do końca wojny Polska unikała wikłania się w działania zbrojne przeciwko ZSRR. Zasada druga tej koncepcji była taka, że trzeba było walczyć o jakąś formę niezależnej reprezentacji politycznej narodu polskiego, która jako rząd miałaby międzynarodowe uznanie. W tym czasie zgodnie z postanowieniami aliantów Polska nie miała być strefą wyłączną wpływów ZSRR, lecz mieć koalicję, która uwzględniałaby wpływy ZSRR, zachodu, jak i interesy samych Polaków. My tą zupełnie inną sytuację przenosimy na współczesne nam czasy, gdy jako państwo satelickie dążyliśmy do rozluźnienia więzi z ZSRR, a o wojnie partyzanckiej z względów strategicznych i taktycznych nie mogło być w ogóle mowy! Generalnie jednak Pan Waldemar Kuczyński ma rację. Nie ma co fetować powstania, bowiem w tamtych czasach był to błąd polityczny i moralna zbrodnia wobec ludności cywilnej. Ba pod znakiem zapytania można postawić nawet celowość w takim teatrze wojny prowadzenia wojny partyzanckiej na większą skalę, gdyż to się musi wiązać z ogromnymi stratami ludzkimi i materialnymi. Śmiem wyrazić przypuszczenie, że gdyby nie było powstania i wcześniejszych wystąpień AK w Lwowie i Wilnie, to sytuacja przetargowa rządu emigracyjnego nie byłaby ani lepsza ani gorsza. Pojawia się pytanie o celowość strat. Tak więc leszku.sopocie nie krytykują twoich poglądów inni blogowicze z innego powodu, jak z tego, iż dostrzegają błędy i głupotę ówczesnych władz na kraj i rządu emigracyjnego. Zarówno władze krajowe jak i rząd emigracyjny, prowadziły politykę, która poezję i moralność miała jedynie za PR, a nie jak to sam masz w zwyczaju przedstawiała wątki poetyckie, moralne i religine za samą koncepcję. Trzeba sobie powiedzieć, że polityka ta była niemoralna nie na zewnątrz, ale wobec naszego społeczeństwa. Miała ona charakter nie tylko nieprzemyślany, aby nie powiedzieć głupi charakter, ale i opierała się na kryteriach irracjonalnych, czyli była nieprofesjonalna. Co jak widać całkiem się tobie podoba. Myślę, że prezentując takie a nie inne stanowisko w sprawie koncepcji Solidarności, która miała charakter racjonalny i nakierowany na dobro człowieka i jego godność i w sprawie Powstania, która moralnością i człowieczeństwem puszyła się jedynie wobec obcych, a wobec nas Polaków była po prostu podła, głupia i nie bójmy się powiedzieć zbrodnicza, popadasz w takie sprzeczności, że powinny one być dla ciebie wskazówką, że gdzieś tam wyprowadziłeś się na manowce, bądź też jak ów sławny Maciek Chełmicki leżysz ranny na polu kapuścianych głąbów. Co nie do końca jest może twoją winą, ale w każdym razie czas już najwyższy z pola tego zejść. Myślę, że omawiając te sprawy wcale nie dzielimy się na tych, którzy padli ofiarą sowieckiej czy też Jaruzelsko-PRL-owskiej propagandy, a ty akurat nie jesteś po stronie prawdy i sprawiedliwości oraz moralności. My samodzielnie oceniamy w niepodległej Polsce, że tamta koncepcja walki bez względu na koszt była błędna i niemoralna wobec naszych przodków.
3 sierpnia 2008, o godzinie 11:53
Dałam link, który prowadzi na manowce… więc;
#
Prezydent Kaczynski jesli nie zdazy sie obrazic jadac do Wisly to z pewnoscia
juz na miejscu obrazi sie na dobre. O byle co. Macie wiec gorale przechlapane.
I cale szczescie ze Ziobro nie jest tym kim byl bo zaraz zaczelyby sie w tej
sprawie i przeciwko dochodzenia i aresztowania o 6 rano.
#
Tekst napisał tabaka1 już dnia 24.07.08!!! Musi prorok!
3 sierpnia 2008, o godzinie 11:56
Jako, że nadaje z Kampinosu via komórka na większą aktywność polemiczną z mojej strony liczyć na razie nie można.
3 sierpnia 2008, o godzinie 12:06
głosie w Kampinosie! Mam nadzieję, że masz choć saperkę i manierkę, nie mówiąc o pałatce ;) więc deszcz ci nie straszny.
3 sierpnia 2008, o godzinie 13:04
Biseptol,
gazociąg przez Bałtyk jest pomysłem nie tylko Rosjan ale i Niemców, bo rura wypuszczoną w Bałtyk gdzieś chyba na ląd wyjdzie a tym lądem są okolice Geifswaldu nie opodal polskiej granicy.
I głównym odbiorcą gazu będą zakłady produkcyjne Meklemburgii Pomorza przedniego w tym wielka elektrownia.
Jest to inwestycja międzynarodowa, z udziałem poza Niemcami tez Francuzów,Norwegów . Włochów. Poza tym jest to inwestycja priorytetowa Wspólnoty Europejskiej, podjęta dawno i ujęta w stosownych dokumentach.
Myślenie, ze gazociąg jest pomysłem Rosji zrobionym na złość Polsce jest objawem piramidalnego skretynienia.
Rosji nie należy się bać, ale na racjonalnych warunkach z nią współpracować. Robią to Niemcy, Włosi, Francuzi. Polakom jakoś to dziwacznie nie wychodzi.
Polska, jako państwo Rosji nie jest do niczego potrzebna, nasza wymiana handlowa nie jest z Rosją znacząca. Nie jesteśmy w stanie zaoferować temu krajowi nowoczesnych technologii, bo sami ich nie mamy, nowoczesnych urządzeń czy maszyn – też nie za bardzo, bo np. Co najwyżej firmy usługowe – np. budowlane, ale i tego w naszym kraju brakuje.
Czas kupowania polskiego kremu nivea i sztucznych peruk dawno minął.
Nam natomiast surowce kopalniane z Rosji, które są nośnikami energii są potrzebne. I to bardzo.
Na Rosję należy patrzeć normalnie a przede wszystkim co nieco o tej współczesnej Rosji – wiedzieć.
Tak na serio – to gazociąg będzie wybudowany, bo taka jest wola wielu państw w UE, a tarczy antyrakietowej w Polsce nie będzie, bo USA nie ma na to pieniędzy ma za to dziurę we własnym budżecie i to dużą.
Oba rekwizyty są zabawkami w rękach myślących inaczej, takich politycznych „muminków”.
A Rosja na pewno będzie współdecydować o tym, co się będzie działo za jej zachodnia granicą.
Tak jak np. Niemcy za swoją wschodnią.
Dla dla przypomnienia, tak na marginesie – mamy z RFN największą wymianę handlową. Wystarczy przeorientowanie rynków zbytu i co wtedy – zamiast usług czy produktów z Polski, Niemcy zagustują bardziej w usługach i wyrobach z Rumunii, Czechczy Węgier i cały polski eksport leży.
3 sierpnia 2008, o godzinie 13:58
Ale zapomina Pani o tym że Rosja to kraj , który przez 300 ostatnich lat był głównym sprawcą naszych nieszczęść.
3 sierpnia 2008, o godzinie 14:12
Proszę wybaczyć Biseptol,
ale Polska była generalnie sama sobie winna, ze ma pogmatwana historie.
A Rosja była takim samym zaborcą polskich ziem jak Prusy i Austria.
Stalinizm odcisną piętno nie tylko w życiu Polaków, ale milionów Rosjan, i innych narodowości, które Rosję jego czasów zamieszkiwały.
Proponuje nie kupować niczego z Niemiec, bo to kraj w którym Hitler doszedł do władzy.
Takie myślenie jest drogą na manowce.
3 sierpnia 2008, o godzinie 14:27
Prosze wybaczyc pani Zofio ale pani jest nie z tej ziemi.
Przytoczyłem pani wszystkie argumenty gospodarza blogu na ten temat , a pani dalej swoje.
Skąd sie bierze ten upór, zupełnie tego nie rozumiem.
3 sierpnia 2008, o godzinie 14:38
Pan prezydent zwariował i gada androny, na dodatek publicznie:
http://wiadomosci.gazeta......tania.html
Polecam ten fragment:
…Ale nawet uwzględniając, że wolność przyszła do nas dopiero w roku 1989, to i tak mamy tu prawie 20 lat spóźnienia. Dlaczego?
Bo wolna Polska, podkreślam wolna, zwana III Rzeczpospolitą chciała mieszać to, co dobre i to, co złe, chciała odejść od pewnych elementarnych ocen.
Dlaczego? W imię określonych interesów, nie w imię pokoju społecznego, nie w imię sprawiedliwości, tylko w imię ochrony interesów, które z interesami naszego kraju nie miały nic wspólnego i z natury rzeczy mieć nie mogły
Pan Kaczyński raczył zapomnieć, kim jest i jaki urząd w Polsce sprawuje, że jest prezydentem…III Rzeczpospolitej, a nie innej.
Zgodnie ze swoją własną wypowiedzią, jako głowa państwa- tejże III RP – ochrania interesy które z interesami naszego kraju nie miały nic wspólnego i z natury rzeczy mieć nie mogły.
Skoro ma tego świadomość – dlaczego nadal piastuje swój urząd?
Jest jeszcze inny aspekt sprawy – to było wystąpienie publiczne, będzie znane w świecie i analizowane przez dyplomatów. Jaki sygnał pójdzie do Europy?
III RP to m.in. wstąpienie do NATO i UE, wg aktualnego prezydenta – szemrany interes nie mający nic wspólnego z dobrem Polski.
Jest też kilka kłamstw, mieszania fikcji i imaginacji z prawdą historyczną – bo ani rząd londyński nie kwapił się do Warszawy i był zdecydowanie przeciwny wybuchowi powstania, ani też Armia Czerwona nie miała w swoich planach militarnych dot. tego frontu wal – zdobywania polskiej stolicy.
Prezydentowi nie wypada snuć domniemywań wg własnych pragnień i narzucać komukolwiek swoich interpretacji historycznych, bo to nie herbatka u brata, ale publiczne wystąpienie głowy państwa.
W takich wypadkach, a w przypadku Powstania warszawskiego szczególnie ze względu na diametralnie różne opinie na jego temat wśród społeczeństwa i historyków – należy się posługiwać wyłącznie sprawdzonymi faktami a nie manipulować wybiorczo ich oceną.
takie zachowanie jest co najmniej nierozsądne, jeśli nie nazwać – idiotycznym.
Lech Kaczyński nie dorósł ani intelektualnie, ani emocjonalnie do sprawowania takiego urzędu, jaki sprawuje.
Nie do końca wie, kim jest w państwie i jakie są jego zadania wobec tego państwa i społeczeństwa, które nie ogranicza się do brata, mamy, żony i PiS.
Czasami można odnieść wrażenie – że Lech Kaczyński ma większe niż standardy przewidują – kłopoty intelektualne, o czym świadczy fragment wypowiedzi o III RP.
Na pewno – nie zawsze rozumie treść tego co mówi.
Ta niewydolność intelektualna prezydenta RP jest jednak zbyt destruktywna dla polskiej racji stanu, by na nią nie reagować.
3 sierpnia 2008, o godzinie 14:49
Biseptol,
mam po prostu własne zdanie. A nasz Gospodarz własne.
Co w tym dziwnego?
Nie muszę ich przecież podzielać.
Gospodarz się lęka Rosji z takich czy innych powodów. Ja się natomiast, Rosji, jako państwa, tu i teraz – nie boję. Też mając ku temu powody, które są dla mnie istotne.
Nie muszę podzielać obaw i lęków p. Kuczyńskiego.
Nie polemizuje z tym lekiem, nawet rozumiem jego podłoże, ale mam niezbywalne prawo do własnych emocji i własnej oceny.
Osobista wolność człowieka polega m.in. na tym Biseptol, że człowiek ma własne sądy i zdolność ich racjonalnego uzasadnienia.
Nie powtarza jak papuga cudzego zdania.
Wiele razy podkreślam tutaj – jestem wolnym człowiekiem. I to co mówię jest moją własna opinia a nie cudzą. Nie występuję w żadnym imieniu, poza własnym.
To czy uznasz moje racje, podzielisz moją opinię – zależy wyłącznie od Ciebie, ja swego zdania Ci nie narzucam.
To tak trudno zrozumieć?
3 sierpnia 2008, o godzinie 15:35
narciarzu
twoja wiara w to, że Niemcy wybili Polakom z głowy chęć do spontaniczności czy powstania paniki jest na pewno oparta na dowodach naukowych i niepodważalnych. Chciałbym je poznać, jak również te, które pozwalają Tobie negować moje prawo do wyrażania opinii. Ja, niestety nie dysponuję dowodami naukowymi i dlatego oparłem swoja opinię na ogólnej wiedzy i wierze. Będę wdzięczny za poznanie twojego naukowego dowodu na ten brak spontaniczności po 5 latach wojny, czyli urobienia z Polaków posłusznych manekinów wykonujących bezwładnie wolę okupanta.
3 sierpnia 2008, o godzinie 15:42
głosie
ja sobie tylko pozwoliłem na wyrażenie podziwu dla powstańców w Paryżu, którzy wydali rozkaz o wybuchu powstania także mając na karku niemiecką armię.
Łatwe bowiem wydawało mi się zauważenie, że powodzenie powstania w Paryżu zależało od postawy wojsk alianckich – w tym wypadku USA.
Zostałem skarcony, że Francuzi mogli wywołać powstanie bo byli Francuzami a nie Polakami, bo tam byli inni Niemcy niż u nas, no i nie było tam sowietów lecz amerykanie, a więc mimo iż powstanie wybuchło wbrew woli aliantów i podziemnych władz francuskich to można im to wybaczyć. Oni ponoć nie ryzykowali zburzeniem miasta i 200 tys. ofiar. Choć przecież hitlerowcy od razu po wybuchu powstania takie rozkazy wydali. Zgodnie z moją wiedzą Paryż ocalał tylko dzięki postawie niemieckiego generała, który nie zamierzał od początku wykonac rozkazu.
3 sierpnia 2008, o godzinie 15:56
głosie
w ciągu tej blogowej dyskusji ja już przyznałem, że w myśl strategii liczenia zysków i strat to my powinniśmy byli skapitulować już 1 września, rozbroić się i siedzieć cicho. Dbać o „zasoby ludzkie” i dobytek. Powinniśmy być może ustąpić już wcześniej – oddać korytarz i zgodzić się na niemiecki Danzig. W przypadku kolejnych roszczeń powinniśmy zawsze ustępować wobec silniejszego. Popiskiwania słabszych, zgodnie z tą strategią, mogą odnieść malutki skutek, tylko w momencie gdy zdobywca będzie już wcześniej syty i akurat miałby dobry humor.
Burzy mnie, gdy raz się tym argumentem szermuje a innym razem wogóle się nie zwraca na to uwagę. Przy pomocy tego argumentu przecież całą winę za masakrę w Grudniu ’70 można zwalić na robotników i z Wałęsy nie robić „Bolka” lecz członka zbrodniczego komitetu strajkowego stoczni w 1970 r., który to komitet odpowiada za śmierć ludzi w Gdańsku.
3 sierpnia 2008, o godzinie 16:27
Lesszku Drogi,
historia – to zdarzenia, które minęły i ich interpretacja na różne sposoby.
Im większa wiedza z biegiem lat, tym interpretacje ciekawsze.
Inaczej powstanie wygląda oglądane z pozycji jej uczestnika, inaczej z pozycji polityka, który zbija na nim dla doraźnych celów kapitał polityczny, inna jest ocena historyka, który pracuje na dokumentach a inna jeszcze specjalisty wojskowego, stratega, który ocenia pod kątem prowadzonych operacji wojskowych.
Ale wszyscy oni, poza uczestnikami powstania – winni zachować pewien dystans i oceniać bez emocji. A przede wszystkim wyraźnie zaznaczać, iż nie jest to jedyna ocena minionych wydarzeń ale widziana z takiego to a takiego punktu widzenia. Historia – to nauka i ma swoje prawa nią rządzące.
W powstaniu warszawskim jest mnóstwo niepodważalnych faktów – określone straty, treści rozkazów i decyzji, działania powstańcze, negatywne stanowisko rządu w Londynie wobec podjęcia jego wybuchu, sytuacja wojsk rosyjskich na froncie, finał powstania, decyzje hitlerowskie wobec ocalałych powstańców i miasta, itp.
Cała reszta – to już ocena decyzji o jego wywołaniu i skutków jakie przyniosło. I im mniej emocjonalna, a bardziej racjonalna – tym lepsza.
W zależności od tych ocen, mogą kreowane ewentualnie wnioski na przyszłość.
Ale to nie jest sprawa konkretnego prezydenta RP czy jakiś odgórnych organów państwa. Państwo ma inne zadania do realizacji.
Inne bowiem wnioski wysnuje wojskowy strateg, a inne historyk określonej orientacji politycznej czy kraju pochodzenia, inne jeszcze bezpośredni uczestnik powstania i jego najbliższa rodzina.
Będą to wnioski indywidualne, bardzo subiektywne i dot. określonej sprawy i nie można je narzucać nikomu.
Ktoś dojdzie do wniosku, ze nigdy więcej taki zrywów w jego życiu, jakie miał dziadek czy ojciec, ktoś inny wyciągnie wniosek, ze trzeba tylko zrywem bojowym w nierównej walce określać swój patriotyzm.
Ktoś inny dojdzie do wniosku, że była to absurdalna walka spowodowana głupotą dowódców,skazaną z góry na niepowodzenie militarne a ktoś inny wyciągnie takie wnioski, jakie dzisiaj zaprezentował prezydent RP.
Jedne wnioski będą się opierały na realnych przesłankach i wiedzy, inne na fikcjach, mitach i marzeniach.
***
Ty zaś Leszku
uprawiasz cholerną demagogię, wybacz, że tak to określam i nie zachowujesz żadnego emocjonalnego dystansu do polskiej historii. A tam gdzie emocje, tam rozum śpi.
3 sierpnia 2008, o godzinie 17:02
Zofio
wybacz mi, ale ty uprawiasz kompletny tumanizm – z jednej strony cenisz sobie możliwość wyrażania opinii, a zdrugiej strony opinie inne uznajesz za demagogię. Pewne zaś zwroty uważasz wręcz za obrzydliwe. Ha, wobec takiego tumanizmu i demagogii, wybacz, pozwolę sobie na naisanie, że bredzisz. Sama pomieszałaś porządek literacki z politycznym i strategicznym. Za tobą narciarz poleciał tekstem, że dla mnie Kaczmarski i Demarczyk to nauczyciele strategii.
Wybacz, z większą demagogią nie miałem do czynienia niż w trakcie tej dyskusji.
3 sierpnia 2008, o godzinie 17:16
Leszku,
ja nie mylę faktów z marzeniami i emocjami.
Nie neguję Twego prawa do wyrażania opinii, ale twierdzę, że ocena historii na zasadzie, co byłoby, gdyby …jest błędem i prowadzi donikąd.
3 sierpnia 2008, o godzinie 17:21
Zofio
a czyż nie dostrzegasz, że cała dyskusja zmierzająca ku udowodnieniu, że za zbrodnię ludobójstwa odpowiadają władze polski podziemnej, dowódcy AK i Powstania, zdejmuje odpowiedzialność za tę zbrodnię z hitlerowców?
Czyż każdy argument wymierzony w dowódców powstania by ich skazać na potępienie, czyż nie przeraca do góry nogami całą myśl o sprawiedliwości, zbrodni i karze?
Jak miałby wyglądać realny sąd na dowódzctwem powstania, jakie wyroki powinni dostać – kary śmieci czy dożywocia? Czy obok na ławie oskarżonych mogli by zasiąść Niemcy? Ba, po wojnie w tych samych celach zamykano akowców i hitlerowców. Przecież akowcy to byli bandyci – taką samą opinię o nich miała armia niemiecka, jak i czerwona jak i „ludowy rząd Polski”.
3 sierpnia 2008, o godzinie 17:25
Zofio
co by było gdyby – odnosi się do stanu warszawiaków w przededniu powstania oraz podawania powodów, zgodnie z którymi niektórzy, jak prof. Bartoszewski, uważają, że powstanie było nieuniknione?
Bardzo proszę więc abyś ostro skrytykowała i wytknęła profesorowi demagogię, obrzydliwości i cokolwiek Tobie przyjdzie do głowy. Nie oszczędź też Jana Nowaka Jeziorańskiego i Jana Pawła II.
3 sierpnia 2008, o godzinie 17:42
Zofio! Odpuść! Proszę!!!!!
3 sierpnia 2008, o godzinie 17:57
Leszek,
przesadzasz.
I co z tego, ze prof. Bartoszewski wyraził opinie, że wybuch powstania był przesądzony?
Nie zmienia to faktu, że jak stwierdził gen. Anders kilka godzin po wybuchu powstania, gdy zawiadomił Londyn – decyzja ta była „nieszczęściem”.
Kilkanaście dni później w depeszy do gen. Mariana Kukiela – ministra Obrony Narodowej w rządzie londyńskim gen. Anders napisał….Stolica pomimo bezprzykładnego w historii bohaterstwa skazana jest na zagładę. Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy, kto ponosi za to odpowiedzialność.
Według Jana M. Ciechanowskiego, powstańca i historyka „Powstanie Warszawskie” polski ambasador w Londynie, p. Raczyński przekazał Churchillowi postulaty gen. Bora-Komorowskiego (d-cy powstania) dot. pomocy dla powstania.
Zażądał od Anglików:
- wysłania do Warszawy polskiej Brygady Spadochronowej.
- zbombardowania przez RAF niemieckich lotnisk wokół Warszawy.
- wysłania na lotniska obsadzone przez AK dywizjonów mustangów lub spitfire’ów.
Odpowiedź była jednoznaczna: „Rząd (brytyjski) nie jest w stanie nic zrobić w tej sprawie”.
Po wojnie szef brytyjskiej dyplomacji w gabinecie Churchilla Anthony Eden oświadczył, że oprócz olbrzymich trudności technicznych Brytyjczycy nie mogli nic uczynić, bo powstanie zostało wszczęte przez „lokalnego polskiego dowódcę” bez porozumienia z rządem brytyjskim i bez uzgodnienie z radzieckimi siłami, które parły na Warszawę.
Teraz coś nt. pewnego cynizmu dowódców powstańczych. Wiedzieli, zewalczący powstańcy nie maja broni.
Gen. T. Pełczyński na dopominanie się o nią – „kiedy lud paryski ruszył na Bastylię, nie liczył pałek, z którymi wyruszył”.
27 lipca 1944r. na odprawie u komendanta Okręgu Warszawskiego AK, tuż pzred wybuchem powstania, gdy podniesiono sprawę braku broni, komendant – płk. Chruściel – obiecał rozdzielić posiadane zapasy i rozkazał rzucić do walki wszystkich a u nie posiadających broni – uzbroić w „siekiery, kilofy i łomy„.
Pan pułkownik wysłał młodych warszawiaków z armii podziemnej na pewną śmierć, wiedząc doskonale, ze siekiera przeciwko karabinowi maszynowemu to skrajna abstrakcja. Wiedział też doskonale, ze kilofem, czy łomem – tez czołgu nie da rady zatrzymać.
Jak mam nazwać takie rozkazy – jak nie obrzydlistwem?
3 sierpnia 2008, o godzinie 17:59
Jasna Anielko,
odpuszczam, jest miło idę z psem do lasu. Wczoraj upajałam się upiorem w operze (telewizja).
3 sierpnia 2008, o godzinie 18:01
Acha,
dzięki Panie Leszku, za wskazanie lektury o powstaniu warszawskim i interesujących wypowiedzi, z której skorzystałam.
3 sierpnia 2008, o godzinie 18:19
Kombatanci wygwizdali Dowalda Tuska. Trudno się dziwić, jeżeli facet wypowiadał się dość pogardliwie o polskosci i patriotyzmie.
.
pzdr
Bernard
3 sierpnia 2008, o godzinie 18:20
PS
wypowiadał się zanim został premierem, teraz oczywiście został wielkim patriotą.
3 sierpnia 2008, o godzinie 18:46
O!!! Bernard zakończył manewry i powrócił do blogu. :(
3 sierpnia 2008, o godzinie 19:14
Merytorycznie? Jest niedziela i jestem w nastroju figlarnym. Cieszę się, że cię Bernardzie animusz nie opuszcza i jesteś elegancki, jak zwykle.
Na dyskusję nie mam ochoty. Linku chyba nie muszę podawać.
3 sierpnia 2008, o godzinie 19:19
leszek.sopot
Ja powiedziałbym, że i powstanie w Paryżu było błędem. Naprzód jednak chciałem zacząć od czegoś innego. Chciałem powiedzieć, że doceniam twoją postawę, że zaangażowałeś się w ruch Solidarności. Innych nie było na to stać. Tak więc ludzie którzy angażują się i poświęcają mają mój szacunek. Co innego jednak, gdy rozważamy konkretne działania, wszystko to co nazywamy polityką. Zaznaczyłem na wstępie, że czasy powstania i czasy dzisiejsze o tyle różnią się, że prowadzący wojnę czynili to z pobudek nacjonalistycznych. Natomiast ruch Solidarności miał inny charakter był widoczny jako ruch obywatelski, ruch praw człowieka i właśnie ten ruch realizował skutecznie cele, które stawia przed sobą każdy ruch nacjonalistycznych. W obrębie tego ruchu jednak jak sam wiesz były nurty nacjonalistyczne, których byliśmy świadomi my Polacy i nasi sąsiedzi, a mniej opinia publiczna. Dzisiaj nurt ten w postaci jaki został mu nadany przez PiS odwołuje się do Powstania Warszawskiego, jako do symbolu, polskiego nacjonalizmu o czym najlepiej świadczy wypowiedź Prezydenta na terenie muzeum Powstania Warszawskiego. I stąd też dziwnym wydaje mi się, że ty, jako osoba związana głęboko z Solidarnością jako ruchem obywatelskim, ruchem praw człowieka, dajesz się uwieść nacjonalizmowi, nawet jeśli jest on prezentowany w wypowiedziach takich osób jak W. Bartoszewski czy też J. Nowak-Jeziorański. Wszak ruch obrony praw człowieka, to chwila zastanowienia się nad cywilami, którzy zostali wymordowani w Warszawie. Powstańcy w końcu dostali prawa kombatanckie, zaś cywilów po prostu masowo mordowano. Stąd też dziwię się i ja temu, że dowódcy powstania nie poczuwają się do żadnej winy i odpowiedzialności. Otóż ja uważam, że jeśli chcieli złożyć ofiarę na ołtarzu niepodległości i suwerenności, to jedyne godne ich miejsce było w samym stosie trupów. Tak rozumiem przynajmniej ideę rycerstwa polskiego w wersji romantycznej. Myślę, że w tej dyskusji oddałeś się szeregu prowokacji intelektualnych, ale i to wiem, że twoje serce jest wśród bezbronnych cywili, masowo pomordowanych, którzy jak słusznie napisał Pan Waldemar Kuczyński mieli szansę przeżyć. To głęboko humanistyczny i racjonalistyczny tekst naszego gospodarza blogu, i za to go cenię, bo mnie odpowiada łączenie humanizmu i idealizmu z racjonalizmem. Oczywiście kampanii wrześniowej w tym wątku nie należy łączyć. W całej kampanii wrześniowej zginęło 50 tys. żołnierzy i cywili. Co innego jest regularna wojna oparta o zasoby i organizację, a co innego wojna partyzancka na okupowanych terenach, bez zasobu i wsparcia. Obiektywnie ta druga sytuacja to czyste szaleństwo i w tym aspekcie można dostrzec różnicę pomiędzy sytuacją w jakiej był Paryż, a w jakiej była Warszawa. A jeśli tak, to szalenie romantycznych rycerzy, którzy przeżyli trzeba postawić nie tylko do apelu poległych, ale nadto zadać im pytanie czy aby ta ofiara była potrzebna. Historia dała odpowiedź, że nie. Solidarności dała odpowiedź, że można inaczej. Zawsze przecież można zaangażować się i poczekać na rozwój wypadków. Jeśli chodzi o czas II wojny światowej, mogło się to skończyć krwawą rozprawą z młodzieżą akowską, ale i mogło się tak nie skończyć. Na pewno jednak ofiary w ludności cywilnej i straty materialne były mniejsze, a sytuacja Polski o tyle lepsza.
3 sierpnia 2008, o godzinie 20:15
@ leszek.sopot
Paryż ocalał tylko dlatego, że w pobliżu byli Amerykanie, którzy pospieszyli powstańcom z pomocą, kosztem działań przeciw oddziałom niemieckim.
@ Bernard
Każdy dowódca wojskowy, podjąwszy decyzję, której wynikiem byłoby ok. 200 tys. ofiar śmiertelnych i zniszczenie dużego miasta, trafiłby przed sąd wojenny. Każdy, tylko nie polski. Decyzja o rozpoczęciu Powstania była przestępstwem. To, że powstańcy wygwizdali Tuska, jest zrozumiałe. Powstanie jest ich mitem założycielskim. I trudno ich nie rozumieć, gdy odrzucają pogląd, że nie bardzo jest co świętować, że bardziej odpowiednie byłoby ustanowienie 1 sierpnia dniem żałoby. Że decyzję o skazaniu miasta i jego mieszkańców na śmierć w imię bezcelowej demonstracji politycznej trudno nazwać patriotyzmem. W odróżnieniu od cierpliwego przygotowania i wywołania powstania zakończonego sukcesem bez rzezi ludności cywilnej (wiesz, że Polacy byli zdolni do czegoś takiego ?).
3 sierpnia 2008, o godzinie 21:11
Spontaniczność… Nie wiem na jaką karność oddziałów AK można było liczyć w Warszawie, skoro byli w niej głównie ludzie młodzi. W brak sponatniczności czy też powstania paniki w pewnych sytuacjach trudno uwierzyć.
Ignorancja przez Ciebie przemawia Leszku. Powstanie to była wcześniej przygotowana i zaplanowana akcja zbrojna, gdzie poszczególne oddziały miały do zrealizowania określone zadania. Tu nie było miejsca na spontaniczność. Tobie najwyraźniej Powstanie Warszawskie myli się z tym co miało miejsce w obozie socjalistycznym w ostatnich latach.
—
narciarzu
twoja wiara w to, że Niemcy wybili Polakom z głowy chęć do spontaniczności czy powstania paniki jest na pewno oparta na dowodach naukowych i niepodważalnych.
Tak gwoli przyzwoitości to ja pisałem te słowa, a Narciarz w ogóle nie zajmował stanowiska w tej sprawie.
—
w ciągu tej blogowej dyskusji ja już przyznałem, że w myśl strategii liczenia zysków i strat to my powinniśmy byli skapitulować już 1 września, rozbroić się i siedzieć cicho. Dbać o “zasoby ludzkie” i dobytek.
Trochę odpowiedział Ci już Głos, a ja dodam jeszcze, ze obrona 1 września była jak najbardziej sensowna. Jak by nie patrzeć związani byliśmy wówczas sojuszem z Anglią i Francją i jak by nie patrzeć kraje te wypowiedziały wojnę Niemcom. Co więcej, jak pisałem wcześniej, w 39r. wbrew późniejszej propagandzie mieliśmy naprawdę niezłe siły zbrojne. Wszystko to razem powodowało, ze gdyby nie agresja ZSRR, to przebieg wojny mógłby być całkiem inny. A po 17 września, gdy wszelkie nadzieje legły w gruzach, przystąpiono zgodnie z logiką do ratowania „zasobów ludzkich o dobytku”.
3 sierpnia 2008, o godzinie 22:22
Czy dowódzctwo wojsk polskich na zachodzi sprzeciwiało się powstaniu? Nie.
Czy radio BBC okłamywało swoją propagandą polskich radiosłuchaczy, co pozwalało mniemać, że alianci przyjdą z pomocą? Tak.
Czy rozgłośnie moskiewskie i prasa PPR nazywała AK tchórzami i twierdziła, że potrafią tylko stać bezczynnie z bronią u nogi? Tak.
Czy postęp wojsk na froncie zachodnim i wschodnim wskazywał, że Niemcy są w rozsypce i już przegrali wojnę? Tak.
Czy informacja z Londynu o tym, że nie będzie pomocy (zrzuty broni i amunicji) przyszła za późno? Tak.
Czy dowództwo Armii Krajowej wyraźnie poinformowało Delegaturę Rządu i stronnictwa polityczne o możliwości wybuchu powstania? Tak. Czy ktokolwiek wydał opinię negatywną? Nie.
O tym tutaj w wywiadzie A. Wajdy z Janem Nowakiem Jeziorańskim:
http://www.powstanie.pl/index.php?ktory=35&class=text
Tak jak JNJ twierdzę, że każda decyzja była zła, nie było dobrej:
http://www.zwoje-scrolls......ext04p.htm
podpisuję się pod tym słowami człowieka, którego niezmiernie ceniłem i szanowałem:
„Wskazywanie na te pozytywne i długofalowe aspekty nie znaczy, że bić się należy ilekroć nadarzy się okazja bez względu na szanse ostatecznego zwycięstwa. Chodzi raczej o to, by z historycznych doświadczeń nie wyciągać wniosków skrajnych i fałszywych. Naród, który zatraca gotowość do walki i poświęceń w obronie swoich wartości, skazuje siebie na zagładę”.
3 sierpnia 2008, o godzinie 22:34
Ta dyskusja , pomiędzy Zofią a Leszkiem.sopot, to czysty idiotyzm.
Pragmatyk kontra fanatyk………..
Jedynymi powstaniami które były sukcesem, są Wielkopolskie i II Śląskie.
Reszta to kretynizm.
Potrzebne są struktury, zapasy, kadra………..
Dowódca, który pozwala na działania prowadzące do klęski i niesubordynację podwładnych, powinien być rozstrzelany.
Mnie ciekawi tylko jedno- dlaczego Bór-Komorowski nie zginął?
Choćby tak jak kpt.Raginis. Kula w łeb.
Kretyni nie mają prawa żyć i się rozmnażać!!!!!!!!!
Inni też mają prawo do życia.A oficer- polityk stanowi zagrożenie dla społeczeństwa.
Obrońcy Wizny żałuję, były to racjonalne decyzje.
Kretyna Bora nie żałowałbym.
3 sierpnia 2008, o godzinie 22:44
YWK pisze:
„Każdy dowódca wojskowy, podjąwszy decyzję, której wynikiem byłoby ok. 200 tys. ofiar śmiertelnych i zniszczenie dużego miasta, trafiłby przed sąd wojenny”
Przecież to nie było nikomu wiadome. Niszczenie niebronionego miasta i jego mieszkańców na taka skale Niemcy zrobili tylko w Warszawie
(wcześniej nie było podobnego wypadku). Gdyby przywódcy o tym wiedzieli na pewno nie wydali rozkazu walki.
Decyzja walki bez uzgodnienia tej akcji z aliantami (a szczególnie z sowietami ), była na pewno błędna, z drugiej strony sowieci jak mogli tak przez swych agentów nakłaniali do podjęcia walki, co mogło przekonać niektórych, że sowieci pomogą powstańcom, i mogli znaleść sie przywódcy którzy znaleźli by posłuch u rwących się do walki młodych ludzi. Tego obawiali się dowódcy powstania i o tym mówił Bartoszewski. Łatwo ci w tej chwili mając wyniki wydawać sądy. W sytuacji w jakiej byli wówczas ludzie sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, a informacje były fragmentaryczne i sprzeczne.
Mama moja mówiła, ze pod koniec wojny tak nienawidziła Niemców że sama by zabiła gdyby miała czym. A więc Narciarz nie pisze wcale prawdy mówiąc, że Niemcy skutecznie wybili z głowy Polakom spontaniczność. Źle się stało, że powstanie wybuchło, ale tego już nikt i nic nie zmieni. Z historii można tylko wyciągać wnioski by w przyszłości nie popełniać podobnych błędów.
Historia pokazuje, że kompletne podporządkowywanie się zwycięzcy może mieć bardzo niedobre skutki (przykład hekatomba Żydów, którzy gorliwie , a często nadgorliwie wykonywali polecenia Niemców. Historyk Zydowski napisał Niemcy nie byli by w stanie zlikwidować tak wielu , gdyby im sami Żydzi nie pomagali) , jak również złe są przeciwnie działanie dokładnie przeciwne (a wtych Polacy się wyróżniali). Jak zwykle najlepszy okazuje się „złoty środek”.
Znałem wielu krytykujących w czambuł innych i potem z zblizonych okolicznościach popełniający nie mniej błędów niz oni. Dlatego jeszcze raz apeluje – damy sabie spokój z osądzanie winy mówmy raczej co uważamy, za błęd i dlaczego – bo to subiektywna ocena i służy do lepszego zrozumienia historii.
3 sierpnia 2008, o godzinie 23:09
I jeszcze taka mała uwaga na marginesie:
Jaki interes miał Stalin, czy Churchil w powodzeniu powstania?
Pomoc była nie decyzją wojskową , a polityczną. Nie taktyczną a strategiczną………
3 sierpnia 2008, o godzinie 23:35
Przecież to nie było nikomu wiadome. Niszczenie niebronionego miasta i jego mieszkańców na taka skale Niemcy zrobili tylko w Warszawie
Oczywiście raczysz żartować. Te 200 tys. cywilów zginęło w wyniku walk. Dowódca, który nie potrafi tego przewidzieć, nie nadaje się na dowódce
—
Mama moja mówiła, ze pod koniec wojny tak nienawidziła Niemców że sama by zabiła gdyby miała czym. A więc Narciarz nie pisze wcale prawdy mówiąc, że Niemcy skutecznie wybili z głowy Polakom spontaniczność.
Dlaczego więc nie zdobyła broni na wrogu i nie zrealizowała swoich zamiarów tak jak to mieli uczynić powstańcy?
4 sierpnia 2008, o godzinie 00:06
Andrzej
oczywiście, że to ty żartujesz. Jak chcesz się nadal pastwić nad dowódcami powstania i delegaturą rządu na kraj proszę bardzo – daję Tobie wspaniały, namacalny argument na to, jak ludność cywilna ginęła w czasie walk:
http://tygodnik.onet.pl/3.....tykul.html
4 sierpnia 2008, o godzinie 00:40
Na dobranoc proponuję tekst o tym, którego noszono na rękach po Placu Czerwonym!
http://wyborcza.pl/1,7548....._wala.html
Dobranoc!
10 + 6 to nie jest 16! :(
4 sierpnia 2008, o godzinie 04:52
Leszek napisal: narciarzu, twoja wiara w to, że Niemcy wybili Polakom z głowy chęć do spontaniczności czy powstania paniki jest na pewno oparta na dowodach naukowych i niepodważalnych.
.
To nei bylo moje zdanie. To ktos inny napisal o spontaniczności. Zdaje sie Andrzej.
.
Będę wdzięczny za poznanie twojego naukowego dowodu na ten brak spontaniczności po 5 latach wojny, czyli urobienia z Polaków posłusznych manekinów wykonujących bezwładnie wolę okupanta.
.
Dyskutujesz ze zdaniem, ktorego nie wypowiedzialem. Natomiast, jesli Twoja polemika skierowana jest do Andrzeja, to ani w zab nie pojales, o co mu chodzilo. Ja zrozumialem jego zdanie w ten sposob, ze spontaniczny wybuch powstania bez rozkazu z gory byl niemozliwy ani psychologicznie, ani logistycznie.
.
Trudno sie z Toba Leszku dyskutuje, poniewaz zmyslasz wypowiedzi dyskutanta. Taka dyskusja mija sie z celem i ja jej nie bede prowadzil.
4 sierpnia 2008, o godzinie 04:58
Moim zdaniem, wypowiedz Glosa jest znakomita i porzadkuje dyskusje z Leszkiem. Streszczajac wypowiedz Glosa, strona Gospodarza (tzn Gospodarza, ja, Andrzej, Glos, i pare innych osob) zarzuca decydentom przede wszystkim dyletantyzm, ktory doprowadzil do tragedii. Natomiast Leszek probuje znalezc usprawiedliwienia, ktore jak na moj gust pachna absurdem.
http://kuczyn.com/2008/08.....ment-55081
4 sierpnia 2008, o godzinie 05:55
Maciek.g napisal: A więc Narciarz nie pisze wcale prawdy mówiąc, że Niemcy skutecznie wybili z głowy Polakom spontaniczność.
.
Po raz kolejny wyjasniam, ze to nie ja napisalem. To napisal Andrzej. Sens jego stwierdzenia byl taki, ze spontanicznie moglo dojsc do izolowanych incydentow, natomiast spontanicznie nie moglo wybuchnac powstanie. Nie moglo dlatego mianowicie, ze wojsko, nawet podziemne, jest struktura piramidalna. Rozkazy plyna z gory do dolu, ale nie na odwrot. Jesli jakas komorka cos zrobi spontanicznie, to sasiednie komorki nic o tym nie beda wiedzialy, i cala organizacja nie podejmie dzialania.
.
Andrzej, w odroznieniu od wiekszosci blogujacych, mial cos wspolnego z wojskiem, wiec zna wojskowa pragmatyke. To tylko cywilom moze sie wydawac, ze armia, nawet podziemna, cos zrobi spontanicznie. Wojskowy wie, ze to jest brednia.
4 sierpnia 2008, o godzinie 06:07
Leszek Sopot dal odnosnik do artykulu w TP o zbrodni na Woli. Te zbrodnie popelnili Niemcy. Jest calkiem prawdopodobne, ze do rzezi by nie doszlo, gdyby nie bylo powstania. Co Ty Leszku chciales udowodnic? Ze powstanie bylo nieodpowiedzialne? Czy o to Ci chodzilo?
http://kuczyn.com/2008/08.....ment-55117
4 sierpnia 2008, o godzinie 06:16
Zostawiajac na chwile powstanie na boku, chcialem skierowac komentarz do Biseptola. Drogi Biseptolu, przy okazji dyskusji o powstaniu zostalo wspomniane, ze Roosvelt prosil, zeby jaltanskich ustalen nie ujawniac przed wyborami, bo potrzebowal 7 milionow glosow Polonii. Krotko mowiac, Roosvelt swiadomie oszukal swoich wlasnych wyborcow. Mial pelna swiadomosc, ze gdyby wyborcy znali jego postepowanie, to by na niego nie glosowali. Zwroc prosze uwage, ze tak sie zachowal jeden z lepszych prezydentow. Oszukal zarowno kraj sojuszniczy, czyli Polske, jak rowniez swoich wyborcow. Miej to prosze na uwadze, zanim zaufasz tak zwanym sojusznikom. Z tego nie wynika, zebym Cie namawial do zaufania Rosji. Nic z tych rzeczy. Ale wiara w sojusznikow jest naiwna. Jak przyjdzie co do czego, to sojusznicy Cie sprzedadza za miske soczewicy.
4 sierpnia 2008, o godzinie 07:45
YKW
zanim cos napiszesz – przeczytaj zacytowaną przeze mnie rozmowę z Kunertem
4 sierpnia 2008, o godzinie 08:48
Jak chcesz się nadal pastwić nad dowódcami powstania i delegaturą rządu na kraj proszę bardzo – daję Tobie wspaniały, namacalny argument na to, jak ludność cywilna ginęła w czasie walk:
—
Widzę Leszku, że powoli łapiesz, że z tą decyzją o Powstaniu coś było nie tak. A może Ci się daty pomieszały i uważasz, że opisane bestialstwo miało miejsce przed wybuchem Powstania i tym samym decyzja o jego wybuchu wobec takich zbrodni była całkowicie usprawiedliwiona.
4 sierpnia 2008, o godzinie 08:48
Narciarzu, doprowadzasz rzecz do absurdu. Skoro mamy z góry zakładać, że w trudnej sytuacji sojusznicy nas zdradzą, to oczywisty wniosek brzmi: nie warto zawierać sojuszy. Czyżby?
Ja bym postawił sprawę łagodniej: nie należy liczyć na to, że sojusznicy będą nam wierni wbrew własnym interesom. W polityce międzynarodowej niezbyt rozsądne jest posługiwanie się kategoriami moralnymi odpowiednimi w stosunkach między ludźmi. To prosta droga do tego, by zostać Winkelriedem narodów.
4 sierpnia 2008, o godzinie 09:29
Andrzeju
ten artykuł wyraźnie pokazuje, że większość ofiar cywilnych nie była spwodowana walkami z powstaniem lecz były to mordy na ludności cywilnej. Rozumiem, że je usprawiedliwiasz wybuchem powstanie i uważasz, że to normalne na wojnie stawiać pod murem kobiety, dzieci, kobiety ciężarne, staruszków i kaleki, i walić do nich z karabinu maszynowego. Można i tak… Ci wstrętni Polacy sami sobie są winni!
4 sierpnia 2008, o godzinie 09:55
Leszku,
całe to Powstanie trudno nazwać walkami. Była to raczej rzeź zarówno powstańców jak i ludności cywilnej. W tym sensie moją winą było, ze napisałem zbyt górnolotnie o walkach. Póki co przypominam, że mój wpis dotyczył wpisu Maćka, który pisał Przecież to nie było nikomu wiadome. Niszczenie niebronionego miasta i jego mieszkańców na taka skale Niemcy zrobili tylko w Warszawie. I ja podważam ten fragment o niszczeniu mieszkańców niebronionego miasta. Jeśli chodzi o niszczenie mieszkańców w trakcie walk (rzezi), to przykładu wcale nie trzeba było daleko szukać. Getto Warszawskie jest dobitnym przykładem obalającym tezę Maćka.
4 sierpnia 2008, o godzinie 10:29
Może ktoś z naszych „prawiczków” podpowie, polskiemu prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, że zmarł Aleksander Sołżenicyn, noblista. Jeśli nie pamięta to Sołżenicyn jest autorem „Archipelagu Gułag” czy „Oddziału chorych na raka”,
Wypadałoby zdobyć się na pewien gest kurtuazji wobec Rosji i złożyć kondolencje na ręce prezydenta Rosji, bo straciła wielkiego człowieka i syna swej ziemi, oraz żonie i synom pisarza.
To znacznie lepsze dla stosunków międzynarodowych niż wygadywane nonsensy pod adresem Rosji w czasie obchodów różnych rocznic.
http://www.kremlin.ru/eng.....tml#204927
4 sierpnia 2008, o godzinie 11:00
Andrzeju z epizodów II wojny światowej i rzezi cywilów to przypominam:
prawie milion zabitych cywili po zrzutach dwóch bomb atomowych przez USA w Japonii. Bezpośrednio ok. 150 tys., reszta zaraz potem zmarła z odniesionych poparzeń i napromieniowania.
Mnie tak, jak decyzja o powstaniu i wynikłej z tego rzezi cywilów, a potem zniszczenie miasta – deprymuje także inny epizod II wojny światowej – aliancki nalot dywanowy w lutym 1945 r. na Drezno. Tam nie było celów wojskowych (tj. fabryk broni, wojskowego wyposażenia, koszary poza miastem) a jednak Brytyjczycy (RAF) i Amerykanie (USAAF) zrównali miasto z ziemią.
Z góry było wiadome – ze zginą cywile i zostaną zdewastowane cenne zabytki sztuki.
Zginęło tam w czasie tego nalotu ok. 150-200 tys. cywilów, z czego tylko 40 tys. udało się zidentyfikować.
I kogo tam alianci dopadli?
W Dreźnie było wtedy ok. 500 tys. Niemców – osób starszych, kobiet, dzieci i inwalidów wojennych, a ponad to 30 tys. jeńców wojennych i ok. pól miliona uciekinierów z polskiego i czeskiego Śląska.
I tak na prawdę, do dzisiaj nie wiadomo co legło u podłoża wydania tego ataku …- trzy nawroty bombowców w nocy 13/14 lutego i poprawiny za dnia 15 lutego.
W sumie w całej tej wojnie zginęło 33 mln ludzi zupełnie nie zaangażowanych w działania wojenne, ludności cywilnej.
4 sierpnia 2008, o godzinie 11:20
Śmierć Sołżenicyna to duże wydarzenie w świecie kultury, ale ja przewiduję, że ze strony Polski będą kondolencje na poziomie min. kultury i prawdopodobnie premiera. Panu prezydentowi ktoś podpowie, że ten wielki Rosjanin nie miał przesadnego wyobrażenia o Polakach – jako takich. Jeśli się mylę – tym lepiej – bardzo bym chciała. Ale coś mi mówi, że pomyłki nie będzie.
;
Bernard 7;45 – może tak coś merytorycznie?
Tu się toczy dyskusja dość irytująca, ale jednak na poziomie.
4 sierpnia 2008, o godzinie 11:34
leszku sopot:
Czytałem kiedyś wspomnienia Bradleya, dowdódcy grupy armii, która wyzwoliła Paryż. I szokowała mnie różnica miedzy Francją, a Polską i obu powstaniami.
A różnica leżała nawet nie tyle w aliantach (Amerykanie nie zdołali sobie zadać pytania politycznego, Niemcy na całym froncie się wycofywali, a główną przeszkodą dla marszu pchniętej na Paryż dywisji pancernej Wolnych Francuzów były radosne powitania ze strony wyzwalanych rodaków — a to coś innego niż bitwa pancerna na prawym brzegu Wisły), ale przede wszystkim w postawie Niemców. Otóż głównym przedmiotem troski niemieckiego komendanta Paryża było to, by przypadkiem nie zniszczyć tak historycznego i pięknego miasta. On się bardziej obawiał przejścia do historii jako ‘kat Paryża’ niż gniewu Hitlera i przy pierwszej okazji poddał się aliantom.
Czy znasz przykład podobnej troski niemieckiego komendanta w okupowanej Polsce? Jakąś historię o przesyłaniu sygnałów do Armii Czerwonej, że się chętnie podda jej Warszawę? Jakieś obawy, że można by zniszczyć historyczne i piękne miasto w trakcie walk? Wybacz, ale dla mnie trudno tu mówić o podobieństwach.
4 sierpnia 2008, o godzinie 11:45
http://wyborcza.pl/1,75478,5551041,Wybuczeli_powstanca_warszawskiego_Bartoszewskiego.html
http://wyborcza.pl/1,7547.....denta.html
http://wyborcza.pl/1,7547.....denta.html
;
Kiedy Torlin napisał o tych wydarzeniach, oglądanych naocznie przez jego ojca, powstańca to się łudziłam, że to jakieś niewielkie zamieszanie. A wygląda to na zorganizowaną akcję z prawdziwymi i licznymi bojówkami. To pewnie ci sami, co stali z transparentem przed kościołem Wizytek. To nie mogli byś Powstańcy.
Dla mnie jest to największa, możliwa HAŃBA.
Już nigdy o którymkolwiek Kaczyńskim nie pomyślę pozytywnie.
Nie ma takiej możliwości. Po prostu nie ma.
4 sierpnia 2008, o godzinie 12:00
Berardzie jesteś nudny i powtarzasz się, więc i ja powtórzę – bez cytowania. Przypomnij sobie powiedzonko mojego taty i daj spokój.
Może nam opowiesz, jak z twojej strony wyglądały obchody ku czci Powstania Warszawskiego, bo myślę, że jako mieszkaniec Warszawy uczestniczyłeś. Podziel się wrażeniami.
4 sierpnia 2008, o godzinie 13:20
Dobry dzisiejszy tekst Azraela i stamtąd też;
http://www.spieprzajdziadu.com/
4 sierpnia 2008, o godzinie 14:34
wybacz anielko, nie notuje złotych mysli twojego taty i radzę odwalic sie ode mnie i mnie nie zaczepiać
.
część mojej rodziny była na spiewankach 1 sierpnia, a 2-go byliśmy na pikniku, ale nie chce mi się z toba gadać
4 sierpnia 2008, o godzinie 14:42
Nie musisz Bernardzie gadać z kimkolwiek, jeśli nie chcesz, ale w takim wypadku wystarczy po prostu nie gadać.
Myślałam, że masz jakieś refleksje z wydarzeń pod pomnikiem Gloria Victis, ale ciebie to nie obchodzi i wolisz zadawać po raz /nie wiem już który?/ pytanie red. Passentowi o to, na co on już wyraziście i nie jednokrotnie odpowiedział. Można i tak, skoro nie masz większych zmartwień. Jeśli tak jest, to gratuluję samopoczucia.
4 sierpnia 2008, o godzinie 15:48
PAK
ci, którzy ogłosili powstanie w Paryżu nie mieli pojęcia, że niemiecki generał ma takie przekonania. Generałowie w Paryżu i Warszawie mieli identyczne rozkazy.
W porównaniu chodziło o moment podjęcia decyzji i o wiedzę i niebezpieczeństwa, które wówczas można było kalkulować.
Wiedza po fakcie jest czym innym niż przed faktem.
Najstraszniejszą być może puentą jest to co się działo z generałem z Warszawy po wojnie – o czym można się dowiedzieć z tekstu w „Tygodniku Powszechnym” – nie spotkały go żadne kary lecz nagrody, a rząd RFN w żaden sposób nie godził się wydać tego mordercy polskim władzom.
4 sierpnia 2008, o godzinie 16:44
Umarł Sołżenicyn
.
W radyju mówia o Archipelagu, ale mówią też o nacjonalizmie. Po papieżu mozna było nie płakać na koszulce. A o panu G. tylko na kolanach.
4 sierpnia 2008, o godzinie 18:06
Leszek napisal do Andrzeja: Rozumiem, że je usprawiedliwiasz wybuchem powstanie i uważasz, że to normalne na wojnie stawiać pod murem kobiety, dzieci, kobiety ciężarne, staruszków i kaleki, i walić do nich z karabinu maszynowego. Można i tak… Ci wstrętni Polacy sami sobie są winni!
.
Jestem coraz bardziej oburzony wypowiedziami Leszka. Leszek nie dyskutuje z konkretnymi wypowiedziami interlokutora, tylko dopisuje takowemu nigdy nie wypowiedziane, ale za to obrzydliwe sformulowania, po czym dokonuje miazdzacej krytyki.Tak czynil pod moim adresem, i na skutek tego ja oglosilem, ze nie bede z Leszkiem dyskutowal. Teraz to samo spotyka Andrzeja. Andrzej wlasnie doczekal sie zarzutu, ze pochwala „stawianie pod murem kobiety, dzieci, kobiety ciężarne, staruszków i kaleki”. Po czym Leszek podsumowuje Andrzeja „Można i tak”.
.
Chcialbym oswiadczyc, ze jest to ohydny sposob ponizania przeciwnika. Ani ja, ani Andrzej, nigdy nie dalismy najmniejszych podstaw do oskarzen, ze usprawiedliwiamy masakry. A wlasnie to jest nam zarzucane.
.
Jak sam Leszek kiedys przyznal, stracil on prace w Gazecie Wyborczej. Chcialbym oswiadczyc, ze na podstawie wypowiedzi Leszka na tym blogu w pelni rozumiem i pochwalam wykluczenie Leszka z grona dziennikarzy GW. Jak na dziennikarza, Leszek wykazuje sie zenujaco niskim poziomem rzetelnosci w swoich wypowiedziach. Byc moze chodzilo wtedy o co innego, ale czytajac wypowiedzi Leszka widze, ze nie mam do czynienia z dziennikarzem, tylko z mitomanem. Taki dziennikarz rzeczywiscie nadaje sie do zwolnienia z pracy.
4 sierpnia 2008, o godzinie 18:32
Nareszcie ktoś podsumował Leszka tak, jak na to zasługuje od dawna.
Długo się nie wypowiadałam na jego temat, ale dziś czuję się wywołana do tablicy. Narciarzu – masz po stokroć rację.
4 sierpnia 2008, o godzinie 18:34
Paweł Luboński napisal: Narciarzu, doprowadzasz rzecz do absurdu.
Wiem.
.
Ja bym postawił sprawę łagodniej: nie należy liczyć na to, że sojusznicy będą nam wierni wbrew własnym interesom. W polityce międzynarodowej niezbyt rozsądne jest posługiwanie się kategoriami moralnymi odpowiednimi w stosunkach między ludźmi. To prosta droga do tego, by zostać Winkelriedem narodów.
Otoz to. Entuzjasci tarczy i sojuszu z USA powinni pamietac, ze zarowno USA jak tez Anglia sprzedaly sojusznicza Polske w Jalcie i Teheranie. Chcialem takze przypomniec fakt, ze politycy tych krajow oszukiwali swoich wlasnych obywateli. (Co najmniej raz sie zdarzylo.) Wiec trzeba miec odrobine realizmu i nie liczyc na cuda, a takze trzeba unikac rozpaczliwych gestow w rodzaju Powstania, ktorego wyniki wlasnie dyskutujemy.
4 sierpnia 2008, o godzinie 19:09
Entuzjasci tarczy i sojuszu z USA powinni pamietac, ze zarowno USA jak tez Anglia sprzedaly sojusznicza Polske w Jalcie i Teheranie.
—
Pamiętam. Dlatego określiłbym sie nie tyle jako entuzjasta (bo entuzjazmować sie nie ma czym), a jako zwolennik. A zwolennik, bo sojusz z USA zwiększa prawdopodobieństwo, że ktoś nas jednak nie opuści w razie potrzeby, a tarcza znakomicie zwiększa to prawdopodobieństwo. USA bowiem sprzedać Polskę może ale raczej nie pozwoli sobie, żeby ktoś zagroził bezpieczeństwu ich instalacji wojskowych umieszczonych poza granicami.
4 sierpnia 2008, o godzinie 19:24
Kątem oka oglądam dysputy telewizyjne o Sołżenicynie, jakieś bardzo nieporadne, więcej w nich politykowania, mniej analizy jego dzieł.
A przecież odszedł noblista, pisarz.
Ocenia się jego wyrażane czasem poglądy polityczne, i tylko te, które od biedy można podciągnąć jakie nieprzychylne Polsce, zapominając o tym, że był przecież Rosjaninem i myślał jak syn swojej ziemi.
I myślał kategoriami swego państwa, swojej Rosji. A nie Rosji widzianej oczyma Polaka.
Gdzieś zginęli krytycy literaccy, rusycyści.
Wszędzie politykierzy.
Nauki humanistyczne, wiedza w tym zakresie – w Polsce schodzą na psy.
***
Przeczytałam też relację z uroczystości na cmentarzu powstańców z udziałem Jarosława Kaczyńskiego i jego PiS-kompanii – zrobiło mi się niedobrze po lekturze opisów.
Potwierdzają to co mówią uczestnicy też żenującej uroczystości.
Zastanawiam się kto tych ludzi wychowywał, skoro nie nauczył szacunku do nekropolii.
Obaj i Jarosław i Lech Kaczyńscy mają wybitnie prostackie maniery. Chamstwo na każdym kroku, w każdej wypowiedzi, w każdym działaniu.
Nawet kibole zachowują pewne granice, Kaczyńscy – ich nie znają. Kimże była w końcu ich matka, ponoć szlachcianka, skoro nie nauczyła swoich synów elementarnych zasad zachowania się w takich miejscach. Bardziej ze swoimi efektami wychowawczymi pasuje do obory czy chlewika niż dworku szlacheckiego.
Prostaczka ze slamsów ma więcej ogłady niż ta rodzina, ponoć inteligencka z Żoliborza.
4 sierpnia 2008, o godzinie 20:05
Zofio:
nie chodzi o Kaczynskich. Oni w jakims sensie uosabiaja szersze zjawisko. W lagodniejszej formie widzielismy to samo zjawisko w czasie pogrzebu Profesora, na ktorym A.Michnik wyglosil tyrade polityczna. Teraz obserwujemy to samo ale w bardziej chamskiej formie.
.
Wydaje mi sie, ze odchodzi kolejne tabu. Juz wolno lzyc zmarlych (atak Giertycha na Kuronia). Juz wolno politykowac w czasie pogrzebu. Teraz padlo kolejne tabu: na cmentarzu wolno zachowywac sie jak na meczu. Nie bardzo widze powod, zeby na tym sie mialo skonczyc. Profanacja grobow tez sie moze zdarzyc. Czy to jest do pomyslenia, zeby ktos namalowal swastyke albo gwiazde Davida na grobie Geremka? A dlaczego nie? To sie moze zdarzyc.
.
Nastepuje stopniowe schamienie i tabloidyzacja polityki. Z prawa zrobiono „prawo i sprawiedliwosc”. Sejm zostal ostatnio zamieniony w cyrk. Prezydent zachowuje sie jak blazen. W kosciolach odbywaja sie seanse nienawisci. A teraz pora na cmentarze.
4 sierpnia 2008, o godzinie 20:26
To smutne, co napisałeś,
Narciarzu.
To co u nas taje się regułą, w krajach na zachód od Odry bywa ekscesem…
Publicznie potępianym.
***
Nie porównywałabym zachowania red. Michnika w czasie pogrzebu prof. Geremka, z tym co zrobił Kaczyński nad grobami powstańców.
Michnik upomniał się o dobre imię Profesora, występował za zgodą jego rodziny i w jej imieniu, gdy ciało zmarłego oddawano ziemi. I nie kłamał mówiąc swoje słowa.
Nie realizował żadnego celu politycznego, bo nie jest politykiem, szefem partii parlamentarnej, spełnił tylko swój obowiązek wobec przyjaciela, którego żegnał w ostatniej drodze.
Jarosław Kaczyński zrobił meeting polityczny, agitkę propagandową nad grobami powstańców, poległymi ponad 60 lat temu, siejąc nienawiść i wzbudzając agresję ludzi mu towarzyszących..
Jego ojciec walczył w tym powstaniu, ale nie doczekał się słowa wspomnienia z ust swego syna…
Syn powstańca Rajmunda Kaczyńskiego wolał się oddawać politycznemu cyrkowi nad grobami jego towarzyszy broni.
***
To są jednak Narciarzu – pogrzeb prof. Geremka z udziałem red. Michnika i uroczystości nad grobami powstańców – to jednak są różne gatunkowo wydarzenia.
Przynajmniej dla mnie.
4 sierpnia 2008, o godzinie 20:35
Adam Michnik na pogrzebie Bronisława Geremka był gościem rodziny zmarłego i przemawiał za zgodą i przyzwoleniem rodziny. Nie jako działacz polityczny, ani redaktor naczelny GW. Jako przyjaciel zmarłego i jego rodziny. To było wyraźnie powiedziane.
4 sierpnia 2008, o godzinie 21:06
Ja bym jednak chciał powrócić do tematu, który wywołał leszek.sopot cytując JNJ: Naród, który zatraca gotowość do walki i poświęceń w obronie swoich wartości, skazuje siebie na zagładę”. Otóż, chodzi mi o granice tych poświęceń i o samą kategorię wartości, chyba zupełnym nieporozumieniem jest wiązanie ich z wartościami narodowymi i to w rozumieniu z czasów II wojny światowej i czasów wcześniejszych. Czesi jako naród mały mówią: my Czesi nie walczymy Podobnie jako naród chwalą się, że wśród Słowian są najbardziej rozwiniętym społeczeństwem, oto ich wartości. Nam natomiast przywódcy polityczni zwykli narzucać obowiązek walki o niepodległość, bez względu na ofiary. Zawsze widziałem, to co zaprezentowała Solidarność w 1980 r., jako odwrócenie się od tak skrajnie formułowanego obowiązku. W takim kierunku racjonalnym szli z swoimi radami dla związku eksperci, tacy jak Geremek, Mazowiecki. Teraz jakby Solidarność związkowa, która popiera PiS, po zwycięstwie tej koncepcji przy okrągłym stole, odwróciła się od racjonalnego myślenie i wybrała typ myślenia oparty na mitach, zatupywaniu, wybuczaniu, potępianiu defetystów słowem na nie najlepszych wzorach Polski nacjonalistycznej. Zupełnie jestem zaskoczony, iż leszek.sopot uległ tej demagogii, gdyż jawił mi się jak człowiek niezwiązany z ruchem nacjonalistycznym, lecz obywatelskim. Jego wypowiedzi więc tłumaczę sobie, że może od zbyt dawna jest wystawiony i zanadto intensywnie na zbiorową psychozę określonych środowisk robotniczych. Ludność cywilna w Warszawie ginęła nie zanim rozpoczęło się powstanie, ale po tym jak ono się rozpoczęło. Ginęła, bo Hitler w związku z wybuchem powstania wydał konkretny rozkaz. Gdyby powstania nie było tego rozkazu by nie wydał, to chyba oczywiste. PiS i Solidarność dziś oferuje nam hasła nacjonalistyczne, zresztą nie od dziś, od początku transformacji i posługuje się demagogią. Pragnę przy tym zaznaczyć, że chodzi tutaj nie o hasła ND-ecji, ale hasła autorytarnego reżimu sanacyjnego, a potem hasła formułowane w czasie wojny. To jest chyba większego wymiaru paranoja. I większego rodzaju głupota, zwłaszcza teraz, gdy jesteśmy w UE. Tak jak kiedyś Lech Wałęsa zużył swój autorytet, tak i z nim zrobił to samo ruch związkowy. W rezultacie dawni bohaterowie zostali przypisani z swoją wielkością jedynie do przeszłości. Dziś już bohaterami nie są, jedynie przeszkodą. Wartościami, o które walczyć trzeba, zaś nie jest niepodległość, lecz sprawnie funkcjonujące państwo i społeczeństwo. Jeśli mamy w to koniecznie wplatać nacjonalizm, to niech będzie to nacjonalizm rozumiany jako obowiązek cywilizacyjnego podniesienia Polski własną wiedzą i pracą i poświecenia się dla Polski działaczy społecznych, związkowych, politycznych, jak i funkcjonariuszy publicznych, oraz samych obywateli. Poświęcenia rozumianego w ten sposób, aby zrezygnować z nieuzasadnionych dochodów z majątku społecznego, który jest także generowany nie tylko przez wyzysk i wykluczenie, ale i przez wznoszenie rozmaitych innych barier dla rozwoju innych współobywateli. Czyli tak jak rozumiał obowiązki wobec narodu JPII i Roman Dmowski, oczywiście odrzucając resztę ideologii ND.
4 sierpnia 2008, o godzinie 21:48
http://polskatimes.pl/fak.....,id,t.html
Coś dla producentów past i szczoteczek do zębów.
Prawdziwe wyzwanie!
;
I znowu ktoś nie z tej strony sfotografował naszego ulubionego bochatera. To nie jest błąd ortograficzny. Tak miało być.
4 sierpnia 2008, o godzinie 21:50
Jasna Anielko,
pan prezydent PR stanął na wysokości zadania i skierował na ręce prezydenta Miedwiediewa stosowne, taktowne i eleganckie kondolencje dla narodu rosyjskiego z powodu śmierci Sołżenicyna:
http://www.prezydent.pl/x.....d=18027920
4 sierpnia 2008, o godzinie 22:04
Eleganckie, oczywiście na miarę pana prezydenta. Zapomniał dodać, ze represje, jakie opisywał Sołżenicyn m.in. w „Archipelagu Gułag”, dotykały milionów Rosjan.
Przy okazji nie zorientował się iż to nie jakiś tam archipelag był narzędziem represji, ale obozy dla skazańców, zwane umownie archipelagiem GUŁag.
Na wszelki wypadek daję link do wikipedii:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Archipelag_GU%C5%81ag
oraz dokładniejsze wytłumaczenie:
http://pl.wikipedia.org/wiki/GU%C5%81AG
***
Może ktoś z naszych „prawiczków” uświadomi dokładniej pana prezydenta jaka istnieje miedzy literacką metaforą „archipelag Gulag” a akronimem GUŁag, powstałym z nazwy systemu obozów pracy przymusowej w ZSRR – - Главное Управление Исправительно—Трудовых Лагерей и колоний „Gławnoje Uprawlenije Isprawitielno-Trudowych Łagieriej i Kolonij” (Główny Zarząd Poprawczych Obozów Pracy).
Bo chyba do końca nie wie.
4 sierpnia 2008, o godzinie 22:22
Zofio! Daj już spokój i nie czepiaj się drobnych szczegółów! To i tak więcej, niż ja się spodziewałam. I całe szczęście. A tego wierszyka pan prezydent osobiście nie pisał, tylko któryś z pisarczyków. Spuśćmy zasłonę miłosierdzia. Dobrze, że w ogóle napisał. A specjalistów i doradców ma takich, jakich sobie dobrał. Wedle stawu grobla.
4 sierpnia 2008, o godzinie 22:29
A tak, na marginesie, jestem pełna podziwu dla kunsztu mistrza firmy portretowej, który wycyzelował oficjalne wizerunki Pana Prezydenta i Pierwszej Damy. Szapo Ba!
5 sierpnia 2008, o godzinie 01:01
głos zwykły
-
„Czesi jako naród mały mówią: my Czesi nie walczymy”
-
Jeszcze w XV w. byli kondotierami, a czescy husyci (taboryci) siali strach w Europie, więc z tym integralnym pacyfizmem to przesada. Czechom złamano kręgosłup wybijając całą ich szlachtę pod Białą Górą. Od tego czasu nie walczą, nie ma ich kto do walki prowadzić. U nas szlachta, poźniej inteligencja, byla jednak z konieczności bardziej wojownicza. Zwróć uwagę, że u nich narodowy ruch oporu przejawiał się w podtrzymywaniu protestantyzmu lub laicyzacji – w opozycji do katolickiej Austrii. Więc nie można powiedziec, że nie mieli narodowego ruchu oporu. W jego nurcie czescy urzędnicy bardzo sprawnie zmienili układ etniczny na Zaolziu w przeciągu kilkudziesięciu lat i to bez żadnych etnicznych czystek.
-
„Podobnie jako naród chwalą się, że wśród Słowian są najbardziej rozwiniętym społeczeństwem, oto ich wartości”.
-
Każdy czymś się chwali i buduje narodowe mity. PKB na głowę (u nich teoretycznie większy) niczego nie mówi, w Polsce jest większa strefa nieopodatkowana, zwłaszcza rolnicza – u nas rolnictwo jest potężne, u nich nie za bardzo. W Polsce bardziej widać bogactwo niż tam, a bieda jest tam bardziej spektakularna (osiedla cygańskie, np. w Usti n/Łabą, horror). Czesi twierdza, że Cyganie są ze Słowacji. Ale Cyganie, jak to Cyganie, są zewsząd i znikąd.
5 sierpnia 2008, o godzinie 01:16
W tekście swym ostatnim pani Szczuka Właściwa odniosła się do moich ostatnich sprzeczek rodzinnych uwzględniając rozmowy o warzywach choćby. Było też umiejętne wczucie się, które „może” i może wynikać z uważnego czytania, ale czy nienajaktualniejsze kwestie trzeba by było wspierać? Piszę to ze względu na to, iż dawałem do zrozumienia, że JEST MOŻLIWOŚĆ, że ta pani uczestniczy wraz z Policją i moją matką w, co prawda specyficznym, scweleniu. W mój tekst należy się wczuć, jeśli piszę wprost to nie jest to najgłębsze = można to tak obrócić, że tego nie ma. Nawet to niemal dowód na coś bardzo złego o mnie. Skoro się tak upokarzam. Otóż taka logika jest tego badania. A ja nie żyję w kraju normalnym, ale w takim, w którym takie działanie może trwać i być czymś nadal zwyczajnym, mimo upowszechnienia aspektu. To jest ten sam kraj, w którym funkcjonariusza na służbie nie wolno znieważać bo to coś więcej – stąd to YING/YANG. W poprzednim artykule pisała o uwodzeniu tak by stworzyć związek skojarzeniowy z gwałtem na mnie. Nigdy nie uwodziłem kobiet by namówić do seksu nie namawiając wprost. Stworzenie takiego skojarzenia, wyjaśnienia działa na podświadomość jako zależność – prawie ekwiwalent wytłumaczenia i taki skutek powoduje. W tamtym tekście ekologiczna wieloznaczność nie była skierowana tylko do mnie, ale tworzyła konteksty piramidujące. Jedne stawiające mnie wyżej od moich oprawców i w ten sposób dobroć wprowadzające, ale siłą rzeczy zasilające mechanizmy ustawiające mnie w piramidzie stosu niżej. Bo moje relatywna „mniejsza zło” przekłada się w logice sił, interesów itd na coś przeciwnego. Gdybyście wszyscy uczestnicy i „gapiowie” zrozumieli, że jest w tej długotrwałej logice JAWNOŚĆ podżegania nie moglibyście do tego przykładać zbyt dużego cudzysłowu. Nie ma ekologów, są ludzie lubiący kopać. Sprawiedliwie bo równomiernie. Nie ważne jest jak ważne to jest – ważne, że eksponują oni nieskrępowaną lekkość kopania.
Panowie, którzy skorzystali z danych biograficznych przeszli jako kolejni rubikon symbolicznego zjednoczenia i w tym akurat mnie zawiedli w 100 % – bo w tym akurat niemal „polegałem na nich”.
Interesująco wyskoczył Maciej Rybiński. W konwencji „nie zareagowałeś to poprawimy”. To ważna część Presupozycji Czynu, która gdybym nie napomknął ulotniłaby się niemal zupełnie. A oto i jego twórczość:
„Z ostatniej chwili
W tym sezonie ogórki są lekko skwaszone.”
Kilka dni temu zrobiłem małosolne i zagryzam każdy niemal posiłek – uzupełniając elektrolity.
„Ogłoszenie
Bar mleczny Wesoła Krówka – specjalność zakładu: wódka i zakąska”
Byłem ostatnio na specyficznej prowincji gdzie są jeszcze takie bary i zaglądałem sprawdzić czy da się coś zjeść.
„Pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija.”
Kilka dni temu wyrwałem ząb.
„Poza tym posiada muskularne uszy i wydatny joystick.”
Około północy włączyłem pornos erotyczny z motywem wykożystywania joysticka na penisie.
„póki nie dotrze do Laury.”
To nick dziewczyny, z którą – ukrywający się pod nickiem Narciarz, Luboński, Stan, Andrzej niegdyś jako Dr WARS – moje esemesowanie komentował bezpośrednio na czacie nie musząc jeszcze nawet skrywać się za metaforą zbytnio.
„Ambasador Ślimak, który powrócił właśnie z Placówki,”
Właśnie wracając z przytaczanej gorszej prowincji mijałem serpentyny na trasie szybkiego ruchu.
„Przepuklina i Skleroza okazały obojętność.”
Tematy związane z rozmowami tel ostatnio.
„Zapluta reduta”
Przejeżdżałem koło wielkich zespołów hipermarketów jak Reduta w Warszawie.
„Dieta cud
Dietetycy zalecają najnowszy sposób na odchudzanie – grochówka na boczku sześć razy w tygodniu. Na wieczerzę – dwa talerze. W niedzielę – fasolówka z kiełbasą. Na śniadanie śledź w śmietanie. Efekt gwarantowany. Szczegóły w gazetach.”
I tu ciekawostka. Ponieważ jestem mięsożerny, a jem w lecie mięsa bardzo niewiele chciałem skrovnąć tekst zachęcający mięsorzerców do podobnych ograniczeń w sezonie letnim. Tu mam wrażenie zbierzności z tematem „Jackowski”.
I możecie w ten sposób unieważnić jakąś dozę ostentacji, ale ja na samej podstawie jednego tekstu nigdy bym nie wysunął przypuszczeń co do zbierzności większości w ogóle. Tekst jest zabezpieczony intencją innych działań, ale w takiej sytuacji musi być. Konwencja oczywiście czujnie pilnuje by logika „poziomów stosu” nie przemijała. Macieju Rybiński, tekst jest lekki, od niechcenia i nawet w swojej logice dalekiego kompromisu z dobrą intencją moje demaskowanie go jest podejrzane. Jakże to, nie przyjmuję takiego podpuszczenia moich głównych oprawców? Otóż MR ty wiesz jak oni są inteligentni i jak podpuszczają was do podpuszczania ich. Powinienem przyjąć ten twój wist. Ale nie zrobię tego. Nie wiem czy byłeś TW, ale toszeczkę tak wygląda jakby nie było to wiadome. Trudno znaleźć alternatywę. Bo interes Axel spr reprezentują inni bardziej umiarkowanie.
5 sierpnia 2008, o godzinie 01:23
Żegnam się z tym blogiem. Zaglądanie tu i czytanie bełkotu kilku osób, które nie dość, że atakują mnie personalnie wykorzystując wiedzę na mój temat, którą z własnej woli ujawniłem, wykazują się takimi manipulacjami i brakami w rozumowaniu, że dyskusja jest bez sensu.
Ze wstetem będę wspomniał ten wątek, w którym jak rok temu kilka osób uznało za zbrodniarzy powstańsców i ich dowódców i naginają do swojej tezy dowolnie rzeczywistośc, logikę i zdrowy rozsądek.
Paplajacie sobie sami.
5 sierpnia 2008, o godzinie 01:26
Zofia DPS
-
To bardzo miło z twojej strony, że informujesz L. Kaczyńskiego co to takiego jest Archipelag GUŁAG i GUŁAG jako taki. Bez tego nie byłby w stanie prowadzić polityki historycznej. Na pewno w swoim czasie będziesz mu na tym blogu tłumaczyć co to była Solidarność. Prezydent świadomie użył metafory, bo jest to rzecz powszechnie w świecie znana i przyjęta (jak w Polsce „Nieludzka Ziemia”). Każdy jako tako wykształcony Polak wie, że chodzi nie tylko o tytuł książki Herlinga-Grudzińskiego.
Gdybyś jeszcze zamiast kopiować dane z Wikipedii
http://pl.wikipedia.org/wiki/GU%C5%81AG
po prostu Archipelag przeczytała byłaby z tego jakaś niewielka wartość dodana. Tym bardziej, że jak większość byłych reżimowych dziennikarzy uważasz się za ofiarę Stalina – to taka osobliwość, nieszkodliwa, choć zabawna.
5 sierpnia 2008, o godzinie 01:37
Leszek Sopot
Aby polemizować z lewactwem (różnych odcieni) trzeba mieć elementarną odporność psychiczną na ich mijania się z prawdą, dogmaty, nonsensy, absurdy – wznosłe i pszenno-buraczane. Dobrą bronią jest ironia, żart, nawet groteska – najlepszy jest w tym Uchachany. Nie żegnaj się nami zbyt czule, bo odbierzesz sobie możliwość powrotu. Wróć po wakacjach.
5 sierpnia 2008, o godzinie 02:21
Obraz tego jak daleko „poszliśmy” w zwyczajności, jak dużo MR np parodiując i kondensując „wkładki” J Wróbla może stać się „dobry”. Tutejsze komentujące i odzwierciedlające mnie nicki sugerują małą ostrość mojej reakcji – i pośrednio prawdziwość podstaw. W takim półjawnym sosie toczy się „badanie”, które polega na powtarzaniu komunikatu o zamiarze nieskończonego powtarzania by wymusić reakcje, a może i reakcję. W tym PC jest najbardziej ulotna, a nikt się nie pokusił by to udokumentować np budując prowokacje zawierające ten domysł. Byłoby to możliwe gdyby taki ktoś oddał się w choć jakkolwiek porównywalnym stopniu budowaniu resentymentu do siebie jak budowany jest we mnie przez te osoby całością. Nie uważam tego za uczciwe poznawczo, ale tylko to byłoby uczciwe w całym kontekście. To jest logika mediów fałszywych i karłowatych. Ten Ubekistan miałby jakiś sznyt prawdziwości gdyby tak samo realnym i nieodpartym stawiał wątpliwości wobec ludzi będących wobec mnie stroną. Tylko podobny uścisk zewsząd dawałby mu pozór normalności relatywnej. O odniesieniu się do ducha prawa to nawet nie ma sensu żartować gdyż każdy żart ma jakiś rodzaj proporcjonalności – tu nie ma żadnego ograniczenia, więc nie ma przegięcia. Ze względu na kłamliwość „badań” opartych na resentymencie nie wolno JAWNIE pozostawać we wrogiej relacji i ze względu na fałszywość badania i fałszywość własnej świadomości zgówniającego i instynktownie bojącego się rewanżu. Są to więc dwa potężne aspekty. Niestety każdy jednoczący się symbolicznie przez kożystanie z danych od scwelaczy staje się automatycznie niemal równy nim. Nikt taki nie pomoże mi gdyż na siłę nikt jeszcze nikomu (poza wybiórczo kwestiami wychowania dzieci) nie pomógł. Każdy kto zjednoczył się symbolicznie z tymi przestępcami i liczy na jakieś pozostawanie w sztamie ze mną jest upadlającym gnojem. Dlatego, ze względu na słabą pamięć nie napiszę, że brak w tej imprezie przyjaciół wobec mnie, ale tych osób jest najwyżej kilka na niezłych kilkadziesiąt. Nie dajcie przerobić się na „takich samych jak oni”, nie dajcie się wewnętrznie zmienić przez uprzednią zmianę norm zachowania – to psychologiczny patent nakłaniania do najgorszego. Omijajcie to co stworzy was ludzi bliźniaczo świadomościowo zależnymi co TW z PRL. Dziwi mnie swoją drogą jak to możliwe, że nie powstało opracowanie psychologiczno-socjologiczne obejmujące tak wdzięczną rzeczywistość badania tzw Wpływu Społecznego.
5 sierpnia 2008, o godzinie 02:51
Prowokacja wykorzystująca dane prywatne nie będąca 1.,2.,3. prowokacją wobec tej samej osoby, a przez każdego stosującego choćby po raz pierwszy, ale świadomego ile razy ją wykonano (powyżej 3.) wobec tej osoby jest zawsze czymś więcej niż prowokacja i jest zawsze oskarżeniem. Uderza w intencje działających w sposób ukazujący jawność oskarżenia jakim jest. Należy to traktować jako jawne, nawet jeśli nie są jawne wszystkie szczegóły każdej z nich. Każdy kto wie o ilości przeprowadzonych wobec mnie prowokacji de facto wie o przestępstwie i nieludzkim traktowaniu. Każdy prokurator, który choćby przypadkowo o tym wie i nic z tym nie robi jest w sposób szczególny współsprawcą i musi razem z bandytami z „Policji” ponieść odpowiedzialność prawną po ostatnim akcie prawnym zmieniającym Polskę w demokrację. Wszyscy piszący pracownicy mediów, którzy wykorzystywali obrzydliwie dane prywatne będą mieli w takim kraju zakaz pisania do mediów. To najniższa kara za udział w masowym upodleniu jaka może być wydana w państwie prawa. Nie wolno tak upadlać nikogo i tylko tak ta granica powstanie. Udział w pokazowym zakatowaniu mającym kojarzyć się prostym ludziom z mechanizmem lustracji będzie również traktowany jako udział w torpedowaniu demokratyzacji i taki typ braku predyspozycji do zaszczytu, a nie przywileju pełnienia funkcji narzędzi przejżystości życia publicznego i wiedzy o bierzących wydarzeniach świata.
5 sierpnia 2008, o godzinie 03:42
leszek.sopot napisal: czytanie bełkotu kilku osób, które nie dość, że atakują mnie personalnie wykorzystując wiedzę na mój temat, którą z własnej woli ujawniłem,
.
Jak na razie, nie ma tu nikogo, kto by ujawnil informacje na swoj temat nie z wlasnej woli. Kazdy nas ujawnia z wlasnej woli i ponosi konsekwencje. Ja ujawnilem, ze jestem fizykiem, i Ty Leszku zaliczyles mnie w poczet konstruktorow bomby atomowej. Ja sie za to nie obrazilem, tylko wzruszylem ramionami. Podobnie, Ty ujawniles, ze byles jednym z pierwszych pracownikow GW, za co nalezy Ci sie gleboki poklon. Sugerowales rowniez, ze GW nie zachowala sie ladnie wobec Ciebie. I znow, ujawniles to z wlasnej nieprzymuszonej woli, i sugestie nieladnego zachowania sie GW tez napisales z wlasnej woli. Ja teraz nawiazalem do tego watku. Czy chcesz zasugerowac, ze zachowalem sie niegodziwie? Jesli tak uwazasz, to prosze napisz to czarno na bialym.
.
A oprocz tego cisnie mi sie pod pioro taki komentarz, ze kto jak kto, ale zawodowy dziennikarz powinien rozumiec, co robi ujawniajac cokolwiek. Ja tej wiedzy nie zdobylem ukradkiem, tylko przeczytalem w Twoich wlasnych wypowiedziach. Nawiazanie do takiej wiedzy jest jak najbardziej fair. Moj komentarz moze Ci sie nie podobac, ale to nie byl „atak”, tylko bardzo krytyczna wypowiedz. Krytyczne wypowiedzi nie powinny byc zaskoczeniem dla zawodowego dziennikarza. Jesli uwazasz inaczej, to napisz i uzasadnij.
.
wykazują się takimi manipulacjami i brakami w rozumowaniu, że dyskusja jest bez sensu.
.
Moja krytyka pod Twoim adresem sprowadza sie do stwierdzenia, ze dopisujesz rozmowcom zdania, ktorych rozmowcy nie wypowiedzieli. Tak stwierdzilem i nie uwazam tego ani za manipulacje, ani za brak w rozumowaniu. Uwazam moje stwierdzenie za stwierdzenie.
.
Ze wstetem będę wspomniał ten wątek, w którym jak rok temu kilka osób uznało za zbrodniarzy powstańców
.
Tego nikt tutaj nie stwierdzil. Ani „kilka osob”, ani nawet jedna osoba. To jest wlasnie przyklad na poparcie mojej tezy: dopisujesz rozmowcom zdania, a potem zwalczasz te zdania „ze wstretem”. Problem tylko w tym, ze nikt takich zdan nie napisal.
.
i ich dowódców
.
A tutaj zgoda. Tak jak rok temu, dyskusja zaczela sie od wpisu Gospodarza, w ktorym Gospodarz bardzo krytycznie napisal o dowodcach. Kilka osob, mnie wliczajac, poparlo ten punkt widzenia.
.
i naginają do swojej tezy dowolnie rzeczywistośc, logikę i zdrowy rozsądek.
.
Nie naginaja do „swojej tezy”, poniewaz takiej tezy nikt tutaj nie postawil. Konkretnie, nikt tutaj nie „uznał za zbrodniarzy powstańców”. Tak wiec twoje swiete oburzenie jest calkowicie bezpodstawne.
.
Jeszcze raz wyrazam najwyzsze zdumienie, ze bedac zawodowym dziennikarzem uparcie przekrecasz wypowiedzi oponentow, mimo tego, ze wielokrotnie zwrocono Ci na to uwage.
5 sierpnia 2008, o godzinie 03:48
Każda następna prowokacja wobec mnie jest oskarżeniem bardziej bezwstydnym i jawnym od poprzedniego czyjegokolwiek. Każda następna jest ewidentniejszym oskarżeniem i wołaniem „roztapiaj się na gówno”. Kim bym nie był byłoby to przestępstwo bardzo poważne. Podstawy do tych oskarżeń są mizerniuteńkie, a logika, że wszystko da się tak idealnie dopasować do wersji kalibru oskarżenia jakim jest wymowa działań wobec mnie jest pseudologiką zamroczenia opartego na chciejstwie. Zamroczenie nie występuje wbrew faktom, ale poza faktami. Tymniemniej zrobiono w oddzielnym zakresie wbrew faktom zbyt dużo. Gdyby nie wchodzić w chciane superniuanse możliwych zaledwie logik to zauważono by, że operacja przeciw mnie w swojej całościowej logice jest tak przesiąknięta przemocą i tak jest całościowo zastraszeniem, że nie zauważyć tego może tylko superodporny człowiek, lub któremu jej nie wrzucono bezpośrednio do głowy. Nie ma takich słow w językach świata, które mogłyby tak wydeklinować oskarżenie niż sens działań wobec mnie. Każdy z tych tekstów to kolejne dwa razy mocniejsze „nie oszukasz nas”. Taka jest naga, jawna rzeczywistość po odrzuceniu pokrętnej superniuansologii.
Kto uważa się za obserwatora, a nie potrafi odróżnić rzeczywistości od superkodowanego odwócenia znaczenia uczynków ten jest częścią machiny zagłady. Wszyscy najwięksi podżegacze zasłaniają się aureolą, trzeba im dowodzić istnienie świata niemal by podjęli polemikę jakiej w zasadzie nawet nie ma. Polemika jest absolutnie jedynie w kwestiach wtórnych. Konieczność mojego zgnojenia jest aksjomatem. Wszystko działa jako mechanizm tak by pogłębiać cudzysłów mający tłumaczyć działania przeciw mnie moim dobrem i oczywistością konieczności takiego odbioru. Wszystko podpożądkowano takiemu wyżywaniu się na mnie bym odbierał to jako „na niby” „przecież dla dobra” i mógł mieć tylko do siebie żal, że tak źle znoszę jak ktoś się przecież dla mnie poświęca. Zrobiono z otwartości plucia mi w twarz wielką łaskę. To psychoza okrucieństwa jakichś zdefektowanych na męskości (promieniejących bździągiem bez godności) i kobiecości własnej maniaków jadących na energii interesu pewnej opcji politycznej. Jest to genialnym rozwiązaniem dla tej opcji – pozapolityczni psychopaci. To są właśnie te „Wojny mrówek”.
5 sierpnia 2008, o godzinie 05:13
Z zainteresowaniem śledziłam ostatnią dyskusję Leszka z narciarzem i prawdę powiedziawszy, spodziewałam się, że skończy się ona jakimś spektakularnym gestem Leszka. On jakoś nie potrafi się wycofać z raz wypowiedzianego stwierdzenia. Tak jak w dyskusji o mieszkaniach, kiedy wyraził opinię, że przydział można było w PRL otrzymać tylko z partyjnego lub związkowego nadania, albo za przespanie się z kim należało. Długo próbowałam mu wytłumaczyć, że można też było po prostu odczekać, wpłacić ile należało i dostać te wymarzone M-ileś tam. Leszka nie przekonałam, naraziłam się śmiertelnie i po kolejnej dyskusji to Leszek się na mnie obraził. Dyskusja z nim jest niemożliwa, bo on nie przyjmuje żadnych i niczyich argumentów. Mnie to dziwiło zawsze, bo on przecież ma ogromny zasób wiadomości, spore archiwum i duże doświadczenie. Nie potrafi jednak zrozumieć, że ktoś może mieć inne doświadczenie, inne zdanie i jednocześnie żyć i współżyć z innymi ludźmi na zasadzie porozumienia. Wielka szkoda.
5 sierpnia 2008, o godzinie 07:36
Mawar,
jak zwykle kulą w płot.
Po pierwsze:
nie tylko przeczytałam „Archipelag Gulag” czy „Oddział chorych na raka”, lale mam te pozycje w swojej bibliotece.
Po drugie:
pan prezydent pomylił rozmówki towarzyskie na tematy historyczne z oficjalnym listem prezydenta jednego kraju do prezydenta drugiego kraju z powodu śmierci wybitnego obywatela, a w takich korespondencjach obowiązuje pewien, wysoki poziom takiej korespondencji.
Tutaj nie używa się skrótów myślowych, znanych Lechowi Kaczyńskiego, a jeśli używa się metafor, to powszechnie znanych z podaniem autora a cytat piszę się z użyciem znaku – cudzysłów.
Dla większości Rosjan „Archipelag Gulag” jest tytułem książki zmarłego pisarza a nie synonimem systemów obozów pracy w ZSRR.
Pan prezydent Kaczyński nie składał sobie tych kondolencji, ale wszystkim Rosjanom i jego psim obowiązkiem jest pamiętać o szacunku tych, do których adresuje słowa kondolencji.
Jak chciał wspomnieć o gułagach, to winien to zrobić w sposób czytelny dla Rosjan, a nie dla siebie samego.
5 sierpnia 2008, o godzinie 07:46
Mawar,
ofiarą systemu stalinowskiego była moja matka a jej pobyt w więzieniu – nie jest czymś zabawnym.
Ofiara był mój ojciec, gdy po aresztowaniu mojej matki stracił pracę a szkołę morską,w której był wicedyrektorem – w Szczecinie zamknięto. Dostał też zakaz pływania a był przecież z zawodu kapitanem żeglugi wielkiej, predysponowanym do dowodzenia flotą handlową na morzu, a nie na ladzie.
Może dla Ciebie jest „zabawne”, dla mnie i mego nieżyjącego już brata nie było i nie jest.
Jesteś prymitywnym prostakiem, który chce mi ubliżyć, a daje świadectwo swego chamstwa.
Mnie nie jesteś w stanie ubliżyć.
Poza tym nie uważam siebie za ofiarę, choć represje stalinowskie dotknęły ewidentnie moich rodziców.
To oni cierpieli, ale mimo to starali mi się, jako swemu dziecku zapewnić szczęśliwe dzieciństwo.
Ubliżasz ich czci i pamięci.
Widać tylko do takich gestow jesteś zdolny.
Mały z Ciebie człowieczek, Mawar i prymitywny.
5 sierpnia 2008, o godzinie 07:50
Adam Michnik – wspomnienie o Aleksandrze Sołżenicynie…
http://wyborcza.pl/1,7596.....wieku.html
5 sierpnia 2008, o godzinie 07:56
Mawar,
to jest dla Ciebie podobno …”śmieszne”:
Jadwiga Bąbczyńska (1906 – 1982), moja matka – w więzieniach kobiecych w Fordonie i Inowrocławiu, spędziła 3,5 roku (od grudnia 1952 r. – 1.05.1956) i nigdy nie została zrehabilitowana. Zaaresztowana w grudniu 1952, została oskarżona dopiero 14 września 1955 r. przez Rejonowy Sąd Wojskowy w Szczecinie za „przystąpienie do siatki szpiegowskiej zorganizowanej przez Adama Helińskiego” i skazana na 12 lat więzienia.
Wyrok ten utrzymał w mocy Sąd Najwyższy wyrokami 11 grudnia 1955 r. i 1 lutego 1956 r. Zgromadzenie Sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego złagodziło karę do 6 lat więzienia.
Dopiero Sąd Wojewódzki IV Wydział karny (syg. akt IV.k.254/59) w sentencji wyroku z dn. 29 listopada 1960 r. stwierdził że Jadwiga Bąbczyńska, wprawdzie nie była szpiegiem, ale „w listopadzie 1952 r. została poinformowana przez Adama Helińskiego o nawiązaniu przez niego „kontaktu ośrodkiem wywiadowczym jednego z obcych państw i nie powiadomiła natychmiast o tym władzy powołanej do ścigania przestępstw, tj. o czyn z art. 18. § 2. dekretu z dnia 13 czerwca 1946 r. o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa”.
Adam Helliński vel Heller, był absolwentem Państwowej Szkoły Morskiej w Szczecinie, po jej ukończeniu, zamustrował na s/s „Kraków”, i jak napisał szczeciński Sąd Wojewódzki w sentencji wyroku Jadwigi Bąbczyńskiej „nie wyklucza (się) jego współpracy z obcym wywiadem, skoro został prawomocnie skazany i odbył karę ponad czterech lat więzienia”.
Sprawa została w 1960 r. definitywnie umorzona, bowiem „w sprawach o czyny przewidziane a art. 18. § 21 m.k.k. popełnione przed 15 kwietnia 1956 r. na podst. art.2 ust.1 ustawy z dnia 27 kwietnia 1956 – postępowania nie wszczyna się a wszczęte umarza” – stwierdził sąd w Szczecinie.
***
Prawda, że można boki ze śmiechu zrywać?…
5 sierpnia 2008, o godzinie 09:47
Mawar,
tu masz tłumaczenie listu prezydenta Miedwiediewa do rodziny i bliskich Aleksandra Sołżenicyna, porównaj sobie treść z kondolencjami Kaczyńskiego, spróbuj zauważyć różnicę:
Aleksander Izajewicz oddał całe swoje życie jego Ojczyźnie – napisał Miedwiediew do rodziny Sołżenicyna – Służył swojemu krajowi jak prawdziwy obywatel i patriota,i poświęcił całe swoje serce losowi Rosjan, sprawiedliwości i sprawiedliwemu systemowi życia w kraju.
Aleksander Izajewicz był niezmordowany w swoich wysiłkach, by zbudować moralne i duchowe ideały – istotne (ważne) fundamenty dla państwa i społeczeństwa, walczył, by zobaczyć, jak zwyciężają.
Jego nazwisko na zawsze będzie związane z ideą obrony Rosjan.
Jego badania punktów dziejowych w rosyjskiej historii, miały ogromne znaczenie dla rozwoju kultury światowej i miały wpływ na rozwój osobowości milionów ludzi.
Jego nazwisko będzie związane na zawsze z losami Rosji. Pamięć Aleksandra Izajewicza Sołżenicyna będzie trwać na zawsze w naszych sercach
Oryginał znajdziesz na stronie prezydenta FR
http://www.kremlin.ru
5 sierpnia 2008, o godzinie 10:02
Pani Zofio – ponoc zna Pani osobiscie tego Pana, proszę mu też zwrócic uwagę co to jest „Archipelag GUŁag” i czym się rózni od „GUŁagu”…
Ci nasi prezydenci to by normalnie zgineli bez Pani pomocy…
http://www.kwasniewskiale.....;mode=view
„Długa i przerażająca jest lista zbrodni nazistowskich. Zgroza bije też ze zbrodni stalinizmu. Ciągle niezabliźniona jest rana mordu na 22 tysiącach polskich oficerów, których prochy kryją cmentarze w Katyniu, Miednoje i Charkowie. To tragiczne dziedzictwo tamtych czasów pogardy i zbrodni. Całe wielkie obszary naznaczone były ponurym cieniem Archipelagu Gułag – który był miejscem męczeństwa dla wielu narodów, także samych Rosjan, Ukraińców, Białorusinów. Czystki etniczne i karne przesiedlenia były normą. Blisko dwa miliony Polaków zostało zesłanych w głąb ZSRR. Wielu na zawsze spoczęło w tej „nieludzkiej ziemi”.
5 sierpnia 2008, o godzinie 10:05
Na pierwszej stronie Onetu wzruszająca historia jak dowald tusk uratował kotka. Chyba dostanę orgazmu.
5 sierpnia 2008, o godzinie 10:08
Ukochany Przywódca uratował kotka i jeszcze dał dotację… wzruszające.
5 sierpnia 2008, o godzinie 10:22
Aby polemizować z lewactwem (różnych odcieni) trzeba mieć elementarną odporność psychiczną na ich mijania się z prawdą, dogmaty, nonsensy, absurdy – wznosłe i pszenno-buraczane. Dobrą bronią jest ironia, żart, nawet groteska
—
Jestem szalenie zdumiony takim wyznaniem. Uważałem bowiem, ze na lewactwo (różnych odcieni), zgodnie z tym co twierdzi jeden z najwybitniejszych artystów IV RP, wystarczą cztery Ziobra. W ogóle zdumiewa mnie określenie polemizować z lewactwem. Ja sądziłem, że lewactwo się bojkotuje. No i to określenie pszenno-buraczane w odniesieniu do tegoż lewactwa. Nie dotyczy ono przypadkiem sojuszników budowniczych IV RP?
5 sierpnia 2008, o godzinie 10:31
Na pierwszej stronie Onetu wzruszająca historia jak dowald tusk uratował kotka.
—
Onet daje tylko przedruki. Wiadomość powyższa jest dziełem tvp.info – części większej organizacji znanej jako TVPiS. Umieszczenie jej w czołówce informacji
http://www.tvp.info/
świadczy tylko o poziomie pisowskich mediów. A może chodzi tylko aby sprawa umiłowania kotów przez Jarosława Wielkiego zeszła w cień i aby teraz śmiano się z Tuska. Prosty zabieg socjotechniczny dla „ciemnego ludu”, który jak widać powyżej daje efekty.
5 sierpnia 2008, o godzinie 10:32
WKPB
to mowa Kwaśniewskiego sprzed 3 lat a Aleksander Kwaśniewski nie pretenduje do miana polityka parającego się polityką historyczną.
I jeszcze jedna, podstawowa sprawa, której WKPB nie raczysz zauważyć – prezydent Kwaśniewski kierował słowa do Polaków, dla których Archipelag Gułag jest jednoznacznym synonimem, a nie do wszystkich Rosjan, którzy nie zawsze wiedzą co to jest!!!
Inteligencja m,.in, polega na tym WKPB, że się wie co się mówi i do kogo się mówi.
To co oczywiste dla polskiego inteligenta, nie zawsze jest oczywiste dla Rosjanina.
Inteligentny człowiek mówi więc do rozmówcy takim językiem i takimi posługuje się skojarzeniami i określeniami – jakie druga strona rozumie.
Jeśli w Rosji Sołżenicyn jest od strony literackiej czy politycznej znany niezbyt szerokiemu gronu osób – a kieruje się słowa kondolencyjne do całego narodu, to się używa takich określeń, które są dla ogółu zrozumiałe.
Tego wymaga takt i szacunek do adresata słów, jakie się wypowiada.
Prezydent Miedwiediew wie, cześć inteligencji rosyjskiej – także, ale Rosjanie w swojej masie – nie.
A naród rosyjski, to wszyscy, a nie wyjątki.
Z powodu śmierci Sołżenicyna media rosyjskie poświęcają mu wiele miejsca i czasu, cytują zapewne depesze kondolencyjne i czytający je ludzie w Rosji winni je móc zrozumieć.
Ale, by mieć tego świadomość – trzeba odrobiny inteligentniejszego spojrzenia na rzeczywistość.
***
Ratowanie „braci mniejszych” z opresji świadczy o człowieku. Pozytywnie.
Jak kot był chory i rezydował w obejściu kancelarii premiera, to jest chyba rzeczą naturalną, że nieobojętni ludzie starali się zapewnić mu pomoc.
Dziwi Cię to?
5 sierpnia 2008, o godzinie 10:41
W rymszTOKu właśnie pastwią się nad zdrowiem prezydenta, że koniecznie chcą wiedzieć.
.
To ja chcę wiedzieć, czy Jacek Kuroń był alkoholikiem (był ministrem i podejmował decyzje), czy Michnik cierpi na impotencję (viagra może zaburzać widzenie, a widzenie wpływać na pisanie a jest naczelnym), oraz czy Tusk ma dziury w mózgu ze względu na notoryczne upijanie się i zażywanie narkotyków.
.
pzdr
Bernard
5 sierpnia 2008, o godzinie 11:00
Kuroń był ministrem ale nie jest, a snucie domysłów na temat jego ewentualnych uzależnień jest obecnie co najmniej niesmaczne. Michnik jest naczelnym prywatnej gazety i dywagacje na temat jego życia seksualnego mogą być co najwyżej tematem dla prasy brukowej i jej czytelników. Nawiasem mówiąc, naczelnymi co niektórych gazet czy nawet rozgłośni radiowych są ewidentni psychopaci i też mnie to nie interesuje, mogę co najwyżej nie czytać (nie słuchać) i pośmiać się z tego. A domaganie się raportu na temat stanu zdrowia Tuska jest jak najbardziej na miejscu – popieram.
5 sierpnia 2008, o godzinie 12:25
http://www.polityka.pl/sa.....262895,18/
5 sierpnia 2008, o godzinie 12:27
soulgarden Says:
sierpień 5th, 2008 at 1:16 am
W tekście swym ostatnim pani Szczuka Właściwa odniosła się do moich ostatnich sprzeczek rodzinnych uwzględniając rozmowy o warzywach choćby. Było też umiejętne wczucie się, które “może” i może wynikać z uważnego czytania, ale czy nienajaktualniejsze kwestie trzeba by było wspierać? Piszę to ze względu na to, iż dawałem do zrozumienia, że JEST MOŻLIWOŚĆ, że ta pani uczestniczy wraz z Policją i moją matką w, co prawda specyficznym, scweleniu. W mój tekst należy się wczuć, jeśli piszę wprost to nie jest to najgłębsze = można to tak obrócić, że tego nie ma. Nawet to niemal dowód na coś bardzo złego o mnie. Skoro się tak upokarzam. Otóż taka logika jest tego badania. A ja nie żyję w kraju normalnym, ale w takim, w którym takie działanie może trwać i być czymś nadal zwyczajnym, mimo upowszechnienia aspektu. To jest ten sam kraj, w którym funkcjonariusza na służbie nie wolno znieważać bo to coś więcej – stąd to YING/YANG. W poprzednim artykule pisała o uwodzeniu tak by stworzyć związek skojarzeniowy z gwałtem na mnie. Nigdy nie uwodziłem kobiet by namówić do seksu nie namawiając wprost. Stworzenie takiego skojarzenia, wyjaśnienia działa na podświadomość jako zależność – prawie ekwiwalent wytłumaczenia i taki skutek powoduje. W tamtym tekście ekologiczna wieloznaczność nie była skierowana tylko do mnie, ale tworzyła konteksty piramidujące. Jedne stawiające mnie wyżej od moich oprawców i w ten sposób dobroć wprowadzające, ale siłą rzeczy zasilające mechanizmy ustawiające mnie w piramidzie stosu niżej. Bo moje relatywna “mniejsza zło” przekłada się w logice sił, interesów itd na coś przeciwnego. Gdybyście wszyscy uczestnicy i “gapiowie” zrozumieli, że jest w tej długotrwałej logice JAWNOŚĆ podżegania nie moglibyście do tego przykładać zbyt dużego cudzysłowu. Nie ma ekologów, są ludzie lubiący kopać. Sprawiedliwie bo równomiernie. Nie ważne jest jak ważne to jest – ważne, że eksponują oni nieskrępowaną lekkość kopania.
Panowie, którzy skorzystali z danych biograficznych przeszli jako kolejni rubikon symbolicznego zjednoczenia i w tym akurat mnie zawiedli w 100 % – bo w tym akurat niemal “polegałem na nich”.
Interesująco wyskoczył Maciej Rybiński. W konwencji “nie zareagowałeś to poprawimy”. To ważna część Presupozycji Czynu, która gdybym nie napomknął ulotniłaby się niemal zupełnie. A oto i jego twórczość:
“Z ostatniej chwili
W tym sezonie ogórki są lekko skwaszone.”
Kilka dni temu zrobiłem małosolne i zagryzam każdy niemal posiłek – uzupełniając elektrolity.
“Ogłoszenie
Bar mleczny Wesoła Krówka – specjalność zakładu: wódka i zakąska”
Byłem ostatnio na specyficznej prowincji gdzie są jeszcze takie bary i zaglądałem sprawdzić czy da się coś zjeść.
“Pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija.”
Kilka dni temu wyrwałem ząb.
“Poza tym posiada muskularne uszy i wydatny joystick.”
Około północy włączyłem pornos erotyczny z motywem wykożystywania joysticka na penisie.
“póki nie dotrze do Laury.”
To nick dziewczyny, z którą – ukrywający się pod nickiem Narciarz, Luboński, Stan, Andrzej niegdyś jako Dr WARS – moje esemesowanie komentował bezpośrednio na czacie nie musząc jeszcze nawet skrywać się za metaforą zbytnio.
“Ambasador Ślimak, który powrócił właśnie z Placówki,”
Właśnie wracając z przytaczanej gorszej prowincji mijałem serpentyny na trasie szybkiego ruchu.
“Przepuklina i Skleroza okazały obojętność.”
Tematy związane z rozmowami tel ostatnio.
“Zapluta reduta”
Przejeżdżałem koło wielkich zespołów hipermarketów jak Reduta w Warszawie.
“Dieta cud
Dietetycy zalecają najnowszy sposób na odchudzanie – grochówka na boczku sześć razy w tygodniu. Na wieczerzę – dwa talerze. W niedzielę – fasolówka z kiełbasą. Na śniadanie śledź w śmietanie. Efekt gwarantowany. Szczegóły w gazetach.”
I tu ciekawostka. Ponieważ jestem mięsożerny, a jem w lecie mięsa bardzo niewiele chciałem skrovnąć tekst zachęcający mięsorzerców do podobnych ograniczeń w sezonie letnim. Tu mam wrażenie zbierzności z tematem “Jackowski”.
I możecie w ten sposób unieważnić jakąś dozę ostentacji, ale ja na samej podstawie jednego tekstu nigdy bym nie wysunął przypuszczeń co do zbierzności większości w ogóle. Tekst jest zabezpieczony intencją innych działań, ale w takiej sytuacji musi być. Konwencja oczywiście czujnie pilnuje by logika “poziomów stosu” nie przemijała. Macieju Rybiński, tekst jest lekki, od niechcenia i nawet w swojej logice dalekiego kompromisu z dobrą intencją moje demaskowanie go jest podejrzane. Jakże to, nie przyjmuję takiego podpuszczenia moich głównych oprawców? Otóż MR ty wiesz jak oni są inteligentni i jak podpuszczają was do podpuszczania ich. Powinienem przyjąć ten twój wist. Ale nie zrobię tego. Nie wiem czy byłeś TW, ale toszeczkę tak wygląda jakby nie było to wiadome. Trudno znaleźć alternatywę. Bo interes Axel spr reprezentują inni bardziej umiarkowanie.
soulgarden Says:
sierpień 5th, 2008 at 2:21 am
Obraz tego jak daleko “poszliśmy” w zwyczajności, jak dużo MR np parodiując i kondensując “wkładki” J Wróbla może stać się “dobry”. Tutejsze komentujące i odzwierciedlające mnie nicki sugerują małą ostrość mojej reakcji – i pośrednio prawdziwość podstaw. W takim półjawnym sosie toczy się “badanie”, które polega na powtarzaniu komunikatu o zamiarze nieskończonego powtarzania by wymusić reakcje, a może i reakcję. W tym PC jest najbardziej ulotna, a nikt się nie pokusił by to udokumentować np budując prowokacje zawierające ten domysł. Byłoby to możliwe gdyby taki ktoś oddał się w choć jakkolwiek porównywalnym stopniu budowaniu resentymentu do siebie jak budowany jest we mnie przez te osoby całością. Nie uważam tego za uczciwe poznawczo, ale tylko to byłoby uczciwe w całym kontekście. To jest logika mediów fałszywych i karłowatych. Ten Ubekistan miałby jakiś sznyt prawdziwości gdyby tak samo realnym i nieodpartym stawiał wątpliwości wobec ludzi będących wobec mnie stroną. Tylko podobny uścisk zewsząd dawałby mu pozór normalności relatywnej. O odniesieniu się do ducha prawa to nawet nie ma sensu żartować gdyż każdy żart ma jakiś rodzaj proporcjonalności – tu nie ma żadnego ograniczenia, więc nie ma przegięcia. Ze względu na kłamliwość “badań” opartych na resentymencie nie wolno JAWNIE pozostawać we wrogiej relacji i ze względu na fałszywość badania i fałszywość własnej świadomości zgówniającego i instynktownie bojącego się rewanżu. Są to więc dwa potężne aspekty. Niestety każdy jednoczący się symbolicznie przez kożystanie z danych od scwelaczy staje się automatycznie niemal równy nim. Nikt taki nie pomoże mi gdyż na siłę nikt jeszcze nikomu (poza wybiórczo kwestiami wychowania dzieci) nie pomógł. Każdy kto zjednoczył się symbolicznie z tymi przestępcami i liczy na jakieś pozostawanie w sztamie ze mną jest upadlającym gnojem. Dlatego, ze względu na słabą pamięć nie napiszę, że brak w tej imprezie przyjaciół wobec mnie, ale tych osób jest najwyżej kilka na niezłych kilkadziesiąt. Nie dajcie przerobić się na “takich samych jak oni”, nie dajcie się wewnętrznie zmienić przez uprzednią zmianę norm zachowania – to psychologiczny patent nakłaniania do najgorszego. Omijajcie to co stworzy was ludzi bliźniaczo świadomościowo zależnymi co TW z PRL. Dziwi mnie swoją drogą jak to możliwe, że nie powstało opracowanie psychologiczno-socjologiczne obejmujące tak wdzięczną rzeczywistość badania tzw Wpływu Społecznego.
soulgarden Says:
sierpień 5th, 2008 at 2:51 am
Prowokacja wykorzystująca dane prywatne nie będąca 1.,2.,3. prowokacją wobec tej samej osoby, a przez każdego stosującego choćby po raz pierwszy, ale świadomego ile razy ją wykonano (powyżej 3.) wobec tej osoby jest zawsze czymś więcej niż prowokacja i jest zawsze oskarżeniem. Uderza w intencje działających w sposób ukazujący jawność oskarżenia jakim jest. Należy to traktować jako jawne, nawet jeśli nie są jawne wszystkie szczegóły każdej z nich. Każdy kto wie o ilości przeprowadzonych wobec mnie prowokacji de facto wie o przestępstwie i nieludzkim traktowaniu. Każdy prokurator, który choćby przypadkowo o tym wie i nic z tym nie robi jest w sposób szczególny współsprawcą i musi razem z bandytami z “Policji” ponieść odpowiedzialność prawną po ostatnim akcie prawnym zmieniającym Polskę w demokrację. Wszyscy piszący pracownicy mediów, którzy wykorzystywali obrzydliwie dane prywatne będą mieli w takim kraju zakaz pisania do mediów. To najniższa kara za udział w masowym upodleniu jaka może być wydana w państwie prawa. Nie wolno tak upadlać nikogo i tylko tak ta granica powstanie. Udział w pokazowym zakatowaniu mającym kojarzyć się prostym ludziom z mechanizmem lustracji będzie również traktowany jako udział w torpedowaniu demokratyzacji i taki typ braku predyspozycji do zaszczytu, a nie przywileju pełnienia funkcji narzędzi przejżystości życia publicznego i wiedzy o bierzących wydarzeniach świata.
5 sierpnia 2008, o godzinie 13:19
Wciąż przeżywam przebieg uroczystości 1 sierpnia i te hańbiące sceny na cmentarzu. I co jest pozytywnego w tym wszystkim… Nie ma takiego tu, na blogu, kto by napisał; byłem tam, gwizdałem, buczałem i jestem z siebie dumny. Nie ma takiego. Nie ma nawet takiego, kto by w zdecydowany sposób pochwalił te ekscesy. Widać poczucie przyzwoitości nie całkiem i nie u wszystkich zanikło. Nie ma się czym chwalić i to jest krzepiące.
A że premierowi podrzucono chorego kotka i on go kazał odłowić i leczyć… jeśli to jest powód do orgazmu, to ja jednak jestem staromodna. Wolałam inne powody do takiego stanu.
Przynajmniej jest co i kogo wspomnieć…
5 sierpnia 2008, o godzinie 13:31
Widzę, że nadal w Pani wypowiedziach chodzi tylko i wyłącznie o dokopanie znienawidzonym politykom. Średnio mnie to zaskakuje. Chciałem tylko sprawdzić. Polecam jednak wpisanie w google fraz „Archipelag Gułag” i „Kwasniewski” znajdzie Pani kilka innych wypowiedzi. Nie oczekuje kontynuowania wątku bo chyba doskonale sobie zdajemy oboje sprawe, że Kwasniewski mówiący to samo co Kaczyński jest dla Pani poważnym politykiem. Kaczyński oczywiście nie.
.
—
.
A co do kotka – nie dziwi mnie, że D. Tusk go „uratował”. Dziwi i smieszy mnie to, że zrobiono z tego wydarzenie na pierwsza stronę. I dlatego uzyłem określenia „Ukochany Przywódca” bo skojarzenia z koreańską propagandą jak dla mnie są bardzo silne. Myślałem, że to jasne ale jak widzę – „nabijam” się z nie tego polityka, z którego powinienem. Wszak kot Kaczyńskiego – świadczy o nim źle, kot „uratowany” przez Tuska – świadczy o nim dobrze. To takie proste :)
5 sierpnia 2008, o godzinie 13:36
Powyżej włączyłem link z Polityki o Unii Demokratycznej. I na tym sprawa powinna się zakończyć. Jednak przy parzeniu herbaty pomyślałem sobie, że to ugrupowanie polityczne, które przeszło już do historii zasługuje na jakąś wzmiankę. Prawdę mówiąc politycy tej formacji nieco drażnili swoją nadmierną pewnością siebie. Jednak wychodziły z ich głów pomysły na jakie nie było stać żadnego innego ugrupowania. Czasem wydawało mi się, że swoją pychą, która była ich cechą rozpoznawczą, starali się rozdeptać opór słabiutkich oponentów. Być może ten styl wówczas okazywał się skuteczny, bo Unia, która nigdy nie miała zbyt dużej reprezentacji parlamentarnej wywierała decydujący wpływ na życie społeczne i gospodarcze. Jeżeli się miało dużo tolerancji, to nawet można było z przyjemnością oglądać spontanicznośc tych polityków amatorów, którzy sypali jak z rękawa rozwiązaniami tak potrzebnymi w okresie transformacjii. Porównałem unitów do amatorów politycznych tylko dlatego, że nie dbali oni o oceny ich działalności, a jedynie interesowała ich sprawa wdrożeń ich pomysłu na transformację. Może nawet nie wiedzieli jak niszczycielsko na wizerunek działa polityczna młócka, która jest immamentną częścią politycznej aktywności. Trzeba jednak dodać, że była to jedyna formacja, która zeszła ze sceny czysta moralnie.
To politycy Unii wydeptali scieżkę do NATO i Unii Europejskiej.
Wydaje mi się (ba, jestem pewien), że nieszczęściem dla tej partii było przygarnięcie pod swoje skrzydła „zdolnych” prywatyzatorów z KLD, którzy w obawie o rozliczenia skryli się pod skrzydła spolegliwej Unii. Później lider rozłamowej partii ani razu nie wyciągnął ręki, gdy spolegliwa opiekunka była w potrzebie.
5 sierpnia 2008, o godzinie 13:52
Widzisz jak to jest z tymi ‘”prawiczkami” Jasna Anielko.
To to się nazywa Bernard i dostaje orgazmu zamiast wytrysku.
Na dodatek na wieść, że ktoś uratował kotka w chorobie.
Istna stara panna w klimakterium.
Może zrobimy zrzutkę na gustowny moherowy berecik dla Bernarda, umiesz dziergać na drutach czy szydełku, bo ja nie….
5 sierpnia 2008, o godzinie 14:03
Ja w dzierganiu jestem zdolnym samoukiem. Na drutach wyrobiłam parę sweterków, bo jak mawiała moja niedawno zmarła przyjaciółka – nie można całe życie podrywać, trzeba zacząć starzeć się z godnością!
I też robiła na drutach sweterki dla męża i znajomych.
Berecik mogę uheklować.
Z pomponem!
5 sierpnia 2008, o godzinie 14:18
Przyznaje się! Umieram z ciekawości co może znaczyć „dostaje orgazmu zamiast wytrysku”. Pewnie też to będzie miało mocno polityczne zabarwienie :)
5 sierpnia 2008, o godzinie 14:33
WKPB, wiadomo o co chodzi, ale powiedzenie o co chodzi motłoby być użyte. Nie ma sytuacji dla orgazmu zamiast wytrysku. Może być podsłuchiwane powstrzymywanie się od wytrysku dla spowodowania półorgazmu i wzmocnienia tego, który przychodzi już z wytryskiem – wiele silniejszy. To metoda tantryczna.
Oczywiście Zofia mogła w skrócie napisać o „orgaźmie” duchowym zamiast duchowego „wytrysku” lub zakpić z nietypowego określenia na stan orgazmu z wytryskiem, który mężczyźni nazywają u siebie raczej wytryskiem – nie orgazmem.
Wątpię by cokolwiek tu, przez te panie, nie było choćby jednoczesną prowokacją wobec mnie, ale raczej skłaniam się do tego, że będąc uzgodnone jest dość centralnie.
5 sierpnia 2008, o godzinie 14:46
I nie mam najmniejszej wątpliwości, że Zofia pisze: „Na dodatek na wieść, że ktoś uratował kotka w chorobie.” wiedząc, że ja uratowałem kiedyś swego kotka przed śmiercią w chorobie. Wszystkie pojedyńcze wisty tych pań są tak nikłe, że byłoby paranoją nawet po 3-5 uznawanie, że to produkt współpracy.
A tu dziesiątki razy wistowano mi wspólnie co tylko się nada by przykopać zbierzności z prywatnym życiem lub choćby setki razy czułem niezwykłe dopasowanie tzw „pisanie uwzględniające”. To jest obraz przestępstwa. Nie wist, który jest w domyśle gdzieś tam puszczany by akurat zaprzeczyć jakiemuś aspektowi tego o czym piszę. Siła wypracowanego kontekstu jest , zgodzę się, niejawną częścią tego przestępstwa.
5 sierpnia 2008, o godzinie 15:09
WKPB,
owszem, nie lubię i z trudem akceptuje Lecha Kaczyńskiego w roli prezydenta RP.
Uważam, że do tej roli się po prostu nie nadaje.
Jak napisałam wcześniej – ani i od strony intelektualnej, ani emocjonalnej.
Ta rola go po prostu przerasta. Z obyciem też ma problemy.
Jego zachowanie i publiczne wystąpienia wielokrotnie wprawiały mnie w zakłopotanie i zażenowanie, zwłaszcza wobec cudzoziemców.
Uprzedzając – miałam takie odczucie także wobec niektórych zachowań Aleksandra Kwaśniewskiego w miejscach publicznych, ale u niego były to wyjątkowo sporadyczne epizody, po których się wstydził, a nie codzienna norma jak u aktualnego prezydenta.
Nigdy natomiast nie miałam okazji wstydzić się publicznych wypowiedzi Aleksandra Kwaśniewskiego.
***
Przypominam także, że rozmawialiśmy o formie składania kondolencji i pewnych standardach, jakie powinny być zachowane na poziomie głowy państwa.
Mogę tylko ubolewać, ze nie rozróżniasz sytuacji w których prezydenci Kwaśniewski i Kaczyński mówili o Archipelagu Gułag.
Ale to wymaga pewnej finezji w postrzeganiu świata.
Nie każdy ja posiada.
***
Sprawą chorego kota w siedzibie premiera zajęła się publiczna telewizja prezesa Urbańskiego i proszę tam kierować swoje zdziwienie, że zajmuje się takimi duperelami.
5 sierpnia 2008, o godzinie 15:54
Przypominam także, że rozmawialiśmy o formie składania kondolencji i pewnych standardach, jakie powinny być zachowane na poziomie głowy państwa.
Ja bym akurat tego co Pani opisała nie nazywał standardami, tylko szukaniem źdźbła w cudzym oku przez posiadacza belki. I własnie dlatego zareagowałem.
Mogę tylko ubolewać, ze nie rozróżniasz sytuacji w których prezydenci Kwaśniewski i Kaczyński mówili o Archipelagu Gułag.
Ale to wymaga pewnej finezji w postrzeganiu świata.
Nie każdy ja posiada.
Dobrze odczytuję, że Pani taką finezje posiadła? To smutne gdy człowiek zaślepiony niechecią do polityka usprawiedliwia swoje zaslepienie „finezją”.
.
Sprawa kota wspaniale ewoluuje wraz z Pani wycofywaniem sie z niej. Otóż: ja swoje zdziwienie wygłosiłem tutaj, moge je adresowac do Urbańskiego, mnie to jest obojętne. Mnie raczej zastanawia dlaczego Pani uznała moje zdziwienie za godne komentarza a teraz odsyła mnie do Urbańskiego.
Czy jeżeli kocią sprawe opisuje telewizje Urbańskiego to należy ją wyśmiewać?
Czy jeżeli kocią sprawę opisuje telewizja Waltera to należy wyśmiewać ją wyśmiewających?
.
Dla mnie robienie newsa dnia z informacji, że urzedujący premier „uratował kotka” jest komicznym wydarzeniem niezależnie od barw partyjnych premiera i telewizji, która o tym informuje. A dla Pani?
Ale podejrzewam, że nawet w sprawie tak błahej chodzi o to, jakie kto ma polityczne sympatie. Na froncie walki z Kaczyńskimi, którą Pani tutaj uprawia, nawet naigrywanie się z kociej sprawy nabiera charakteru politycznego. Niesłychana to „finezja w postrzeganiu świata” ja ją jednak bede nazywał mniej finezyjnie – zaslepieniem.
.
5 sierpnia 2008, o godzinie 16:53
WKPB – zamiast odwracać kota ogonem, może wypowiedz się na jakiś istotniejszy temat? Tak np. jakie jest twoje zdanie o wydarzeniach przed pomnikiem Gloria Victis? Mnie to bardzo interesuje, bo wydarzenie było szokujące. Przynajmniej dla mnie.
A tu wszyscy prawicowi o kotku, co był chory…
5 sierpnia 2008, o godzinie 17:11
WKPB
może Zofia stara się po prostu mile połechtać moją próżność i potwierdzić trafność nadania Jej przeze mnie miana DSP – „Doskonałego Produktu Sowieckiego”…?
.
Ale to SZCZEGÓŁA DROBNA; ja mam zapytanie do PANA MINISTRA KUCZYŃSKIEGO:
.
Kiedyż to, ach kiedyż Pan Minister włączy się do AKCJI WYIMPICZMENTOWANIA kaczego prezydenta, podjętej przez Rzeczpospolitą Polską Ludziów Rozumnych i Człowieków Honoru..?
.
Oczekuję z niecierpliwością Pańskiego „Głosu Wolnego, Wolność Ubezpieczayącego” w tej materii.
Wyartakułowanego SYNCHRONICZNIE z innymi nabolałymi Obywatelską Troską Ośrodkami Myśli Postępowej :).
.
Przyjętego ze stosownym FRENETYCZNYM APLAUZEM przez Zdrowy Rdzeń Blogowy Pańskiej Wiernej Trzódki, czyli konglomerat DPS-ów (Doskonałych Produktów Sowieckich) z DPM-ami (Doskonałymi Produktami Michnikowskimi).
.
Któregoż to FRENETYCZNEGO APLAUZU oczekuję z bodaj czy nie większym zniecierpliwieniem…:-)…
.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5556944,Tusk__PO_i_koalicja_nie_maja_krwiozerczych_zamiarow.html
.
http://forum.gazeta.pl/fo.....a=83032354
5 sierpnia 2008, o godzinie 17:14
Heglu,
teraz wiem dlaczego po północy przewracałem się z boku na bok. To wyróżnienie czwórki blogowiczów (wśród nich także mnie) w twoim wpisie tak intensywnie mnie łaskotało w okolicach pośladków.
Tylko, który z wymienionej przez ciebie czwórki jest tym WARS-em.
5 sierpnia 2008, o godzinie 17:56
To mogą być mendy na hemoroidach, użyj Raid – podobno zabija owady na śmierć.
A tak na poważnie – tak nie mogłem zasnąć i się przewalałem w malignie. Nie wątpię, że ma to szerszy cel niż samo oplucie DrWARS, którego tu w pełni po całości nie zagrasz, prawda?
5 sierpnia 2008, o godzinie 17:57
Kiedyż to, ach kiedyż Pan Minister włączy się do AKCJI WYIMPICZMENTOWANIA kaczego prezydenta, podjętej przez Rzeczpospolitą Polską Ludziów Rozumnych i Człowieków Honoru..?
—
Pytanie to należy zadać Urbańskiemu. To on jest najlepszym znawcą tej tematyki i jako jedyny zna szczegóły całej akcji. Jak się dowiesz, to koniecznie daj znać. A pewnie i Gospodarz blogu chętnie się dowie jakie ma plany w tym zakresie ;)
5 sierpnia 2008, o godzinie 18:09
Jasnaanielko,
Ty jako DPS Wyd. II zapewne do tej pory sądzisz, że Poznań ’56 czy też Grudzień ’70 nie były bynajmniej autentycznym zrywem społecznym wywołanym skutkiem „dokręcania śruby” przez Najukochańszą Waaadzem Ludowom, lecz „krecią robotą” prowokatorów i agentów anglo-amerykańskiego imperializmu.
.
Więc proponuję pozostać w tej poetyce i konsekwentniw twierdzić, że „wydarzenia przed pomnikiem Gloria Victis” były autorstwa prowokatorów i agentów kaczofaszystowskiego reżimu, a nie ekspozycją (części) opinii społecznej o Najukochańszej (bo wyrywającej Kraj ze Szponów Kaczofaszystowskiego Reżimu) Waaadzy PełO :-).
.
TYM BARDZIEJ,
że według któregoś z DPM-ów (Doskonałych Produktów Michnikowskich) tutejszych „Powstanie Warszawskie to symbol polskiego nacjonalizmu”; no jakże taki OHYDNY POLSKI NACJONALISTA-POWSTANIEC móglby być kimś innym niz AGENTEM i PROWOKATOREM?!
5 sierpnia 2008, o godzinie 18:20
Ty jako DPS Wyd. II zapewne do tej pory sądzisz, że Poznań ‘56 czy też Grudzień ‘70 nie były bynajmniej autentycznym zrywem społecznym wywołanym skutkiem “dokręcania śruby” przez Najukochańszą Waaadzem Ludowom, lecz “krecią robotą” prowokatorów i agentów anglo-amerykańskiego imperializmu.
—
Znowu nie ten adresat. To tzw. prawica uważa, Sierpień ’80 i Okrągły Stół ’89 to robota bezpieki inspirowanej przez KGB/GRU. Z czego należy domniemywać, że Poznań ‘56 i Grudzień ‘70 to próba generalna przed późniejszymi wydarzeniami.
5 sierpnia 2008, o godzinie 18:50
„Cuś” z dedykacją dla tutejszego blogowego KAU (Klubu Admiratorów Ubekistanu).
.
Bez nadziei, że on coś z tego pojmie; ale może KTOŚ z Czytelników…
.
JACEK KACZMARSKI 1986:
.
Spójrzcie na królów naszych poczet –
kapłanów durnej tolerancji.
Twarze jak katalogi zboczeń
Niesionych z Niemiec, Włoch i Francji!
W obłokach rozbujałe dusze,
Ciała lubieżne i ułomne,
Fikcyjne pakty i sojusze,
Zmarnotrawione sny koronne –
Nie czyja inna – lecz ich wina:
Sojusz Hitlera i Stalina!
.
Spójrzcie na podgolone łby,
Na oczy zalepione miodem,
Wypukłe usta żądne krwi,
Na brzuchy obnoszone przodem,
Na czuby, wąsy, brody, brwi,
Do szabel przyrośnięte pięści -
To dumnej szlachty pyszne dni
Naszemu winne są nieszczęściu!
To za ich grzechy – myśmy czyści -
Gnębią nas teraz komuniści!
.
Sejmy, sejmiki, wnioski, veto!
I – nie oddamy praw o włos!
Ten tłum idący za lawetą,
Nieświadom, co mu niesie los!
Nie to nie nasi antenaci!
Nie mamy z nimi nic wspólnego!
Nie będą nam ułani – braćmi!
My już – nie dzieci Piłsudskiego!
To ich historia temu winna,
Że nasza będzie całkiem inna:
.
Zapomnieć wojny i powstania,
Jedynie słuszny szarpać dzwon
Narodowego – byle trwania
W zgodzie na namiestniczy tron.
W zamian – w tej ziemi nam mogiła,
I przodków śpiew, jak echa kielich,
.
Że – „Jeszcze Polska wtedy żyła,
Gdy za nią ginęli!”…
.
.
1986 – a jakby dzisiaj napisane…
5 sierpnia 2008, o godzinie 19:01
Andrzeju,
żeby prowokacja mogła się udać – musi być SKUTECZNIE PODŁĄCZONA POD SPOŁECZNY AUTENTYZM…
5 sierpnia 2008, o godzinie 19:13
Brak odpowiedzi, to też jest odpowiedź. Pytanie było proste.
Co sądzisz o wydarzeniach pod pomnikiem Gloria Victis?
W odpowiedzi żonglerka kotem.
Więcej pytań nie mam.
Dajcie już stworzeniu spokój.
Kto ma oczy, uszy i rozum, ten wie, bo wyciąga wnioski.
Ja komentować nie zamierzam, ani wróżyć z fusów, co ktoś o czymś myśli i jak rozumie honor i patriotyzm.
5 sierpnia 2008, o godzinie 19:22
Rozumiem, że Kolenda jako następna podtyka mikrofon smokowi świerzo karmionemu siarką przez zupełnie inne towarzystwo?
5 sierpnia 2008, o godzinie 19:23
Jak Kaczmarski to i coś z repertuaru Gintrowskiego.
MARGRABIA WIELOPOLSKI
Przez Plac Saski czerkieskie sotnie pędzą
A przed zamkiem sto ognisk dzisiaj płonie
Jak pan robi to, Wasza Ekscelencjo
Że po każdej nienawidzą Cię stronie?
Pan, margrabio, nie myślisz na rozkaz
Więc u cara toś już podejrzany -
Nie uwierzy Petersburg ani Moskwa
Polakowi, co własne ma plany
Pan margrabia wciąż kroczy po linie
Niebezpiecznie tak wysoko chodzić
Przecież klęska go w końcu nie ominie
Bo ma pecha, kto tutaj się rodzi
Twej pogardy nikt ci nie wybaczy
Myśmy ciemni, zapalni i łzawi
A tyś dumny, tyś z nami nie raczył
W narodowym barszczu się pławić
Po co w twarze logiką nam chlustasz?
Nie czytaliśmy Hegla jaśnie panie
Dla nas Szopen – groch i kapusta
I od czasu do czasu powstanie
Pan margrabia wciąż kroczy po linie
Przepaść z lewej i przepaść po prawej
Jeśli z ręki rodaka nie zginie
To z urzędu odejdzie w niesławie
Tyle pracy, panie hrabio, i na nic.
Nadaremna ta branka w rekruty
Będzie to, co ma być – my zwyczajni
Bój bez broni, katorga i knuty
Pan narodu, margrabio, nie zmienisz
Tu rozsądku rzadko się używa
A jedno, co naprawdę umiemy
To najpiękniej na świecie przegrywać.
Pan margrabia wciąż kroczy po linie
Choć niezgrabny i posturę ma dzika
A gdy spadnie, to zyska jedynie
Miano zdrajcy zamiast pomnika.
Że spadłeś,to zwykły los Polski
Każdy w końcu z liny tej spadnie
Tylko czemuś zapomniał, Wielopolski,
Że upadać też trzeba ładnie?
5 sierpnia 2008, o godzinie 19:34
Bernard napisal: To ja chcę wiedzieć, czy Jacek Kuroń był alkoholikiem i tak dalej.
.
A ja wcale nie chce wiedziec, na jaka chorobe psychiczna cierpi Bernard. To, ze cierpi, jest az nadto widoczne, ale czy musze znac nazwe przypadlosci?
5 sierpnia 2008, o godzinie 19:44
Co łączy operatora nicka Uchachany i operatora osoby publicznej Michnik? Kompletna ignorancja faktu, że walczą w tej samej drużynie naprzeciw mnie. Brak wewnętrznego problemu z tym związanego objawiającego się jawnym, centralnym najazdem na wspólzawodnika z drużyny. Nie jest możliwe by osoby dysponujące taką potęgą były aż takimi bzdetami jak i nie jest możliwe by tak daleko w tym zewnętrznym samozadowoleniu doszli bez wewnętrznego samozadowolenia. Czuję tremę gdy widzę, że Michnik dłubie sobie w d, a drugą ręką obraca kolta na palcu podając mi stopę na zgodę. Tak więc mówi przy tym, że zrozumiał, ale mi chodziło o tak dogłębne zrozumienie, które uniemożliwia takie pozy. Najwidoczniej Michnik czuje potrzebę odpowiedzi, ale zagnał się strasznie w pewną pozę, która nie powinna się zdarzać w półfinale Pucharu Polski. Pokazywanie, że umie się żąglować kastetem i marchewką powinno skłonić ludzi by wysłali go na sąsiednie podwórko.
Nie dziwi mnie zachowanie Michnika, ale przekonanie kogokolwiek, że jego wypowiedź cokolwiek urozmaica poprzednie wypowiedzi. Oby Adam Zabijaka miał okazję się wypowiedzieć podobnie pięknie nie przy następnym pogrzebie, szoda maski. Czy jak to mówią „Pelerynki Jerzego”.
5 sierpnia 2008, o godzinie 20:22
Hegel,
nalepiej sprawdź czy po swoich nocnych wędrówkach pościelowych nie nabawiłeś się efektu brązowegp nosa.
5 sierpnia 2008, o godzinie 20:52
Dzisiejszy tekst M – Kurki polecam wszystkim naszym dzielnym prawicowym blogowiczom ku rozwadze.
5 sierpnia 2008, o godzinie 20:55
Stan, jeśli będziesz kontynuował stare klimaty to utrudnisz sobie rozmowę z kobietami na blogu. To pomysł dość niefortunny – nie ośmieszaj się aż tak.
5 sierpnia 2008, o godzinie 22:14
Zofio, zofio
jeśli nigdy nie miałaś orgazmu to ci wyjaśnię, ale na jakimś bardziej poufnym forum.
.
pzdr
Bernard
5 sierpnia 2008, o godzinie 22:32
Drogi Bernardzie:
jesli Ty mozesz sie zastanawiac nad alkoholizmem u zmarlych, to mi wolno zastanawiac sie nad psychozą u zywych.
5 sierpnia 2008, o godzinie 22:33
Pojawili sie prawicowcy i od razu zrobilo sie jak w latrynie.
5 sierpnia 2008, o godzinie 22:40
Dosłownie przed chwilą pomyślałem, że persona występująca u Kabanosa jest zniekształceniem imienia pewnej piosenkarki. Jeśli tak to było przemyślane to prawda pisze ludźmi do końca wszystko.
5 sierpnia 2008, o godzinie 22:48
Bernard zaczyna zabawę w piegi… na języku liczy się podwójnie!
To ja mówię grzecznie DOBRANOC…….
5 sierpnia 2008, o godzinie 22:55
„Prawiczki” blogowe bawią się w katalogowanie tutejszych dyskutantów , jak u Kafki i Orwella, a ja sobie chadzam po polach, kontempluję żniwa i upajam się zapachem co zoranego rżyska i zastanawiam się do jakiego poziomu absurdów dotrą.
Leszek pozararażał ich manią imputowania dyskutantom niewypowiedzianych słów a nawet myśli. I zaczynają przypominać oddział paranoików na przepustce.
Mam nadzieję, że dobrotliwe zapewnienia premiera, ze stan psychiki i zdrowia co niektórych polityków mu całkowicie wisi (co zrozumiałe, bo każdy gołym okiem, bez raportu- widzi) uspokoi nieco napiętą atmosferę.
Poza żniwami, niebawem oddam się oglądaniu olimpiady w Chinach, tak jak wczoraj wspaniałemu dokumentowi o pierwszym boskim ich cesarzu, armii kamionkowej i o innych wspaniałościach chińskiej kultury, starszej od naszej, polskiej o tysiąclecia.
Na razie kontempluje paranoję nie naszych co niektórych dyskutantów, co PKP, bo prawie dorównuje tutejszym .
Np. w Rzepinie toaleta dworcowa jest czynna do 15.30 i każdy podróżny wg kolejarzy może sobie sikać gdzie chce, chłopy pod drzewem (są duże dzięki Bogu) a baby z kieca do góry na tory bo innych miejsc nie ma. Dworcowi kolejarze nie użyczają toalet służbowych, bo i po co. A że stacja graniczna z Niemcami, ze pociągi przyjeżdżają i odjeżdżają do późnej nocy – a kogo to obchodzi. Sikanie na tory nie jest aż tak trudne a goły babski tyłek chyba każdy w życiu widział.
W Szczecinie PKP nie ma zamiaru poprawić błędnych zapisów w rozkładach jazdy wiszących na ścianach i peronach, bo po remoncie torów będą prawidłowe.
Proste, nieprawdaż?
Więc czytając, że pociąg do Krzyża odchodzi np. o 17.35 na dworcowych rozkładach jazdy – trzeba natychmiast sprawdzić w zapowiedziach na ekranie, czy aby na pewno, bo może już odszedł albo odejdzie za 20 min.
Jeszcze niedawno można było zerknąć na zegar dworcowy usytuowany tak, ze podróżny przy każdej kasie mógł go zobaczyć, ale dzisiaj nie zobaczy, bo wisi tam reklama czegoś tam.
W głównym holu mnóstwo sklepików z takim samym asortymentem, na ok. 50 m z 4-ry z prasą i słodyczami i delikatesy… z tym samym.
Właściwie nie wiadomo po co tam są na tym dworcu podróżni!.
Dworzec jest nie dla nich, ale dla drobnego biznesu i ich reklam
Nie ma informacji turystycznej, nie wiadomo, gdzie jest jakaś izba dla matki z dzieckiem, bankomat, punkt pocztowy czy medyczny jak na normalnym europejskim dworcu miasta typu, jak nasze wojewódzkie.
Na peronach nie ma oczywiście rozkładów jazdy, bo i po co, skoro i tak są nie aktualne, chociaż napisano na nich, ze aktualne.
Przynajmniej WC jest czynne cała dobę. Jak na razie.
Sama radocha taki dworzec. Ale jest czysty i odmalowany.
5 sierpnia 2008, o godzinie 23:12
Zofio, nie narzekaj na szczeciński dworzec. Nie widziałaś słupskiego. Na zewnątrz wygląda nawet imponująco. A w środku… Kiedyś trafiłem tam z rana i omal nie zwymiotowałem. W ostatniej chwili powstrzymałem odruch wymiotny. Nie wszystkim to sie udaje
http://www.gp24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080605/SLUPSK/897324186
A całkiem niedawno, notabene jadąc do Szczecina, zastałem w przejściu podziemnym taki widok
http://www.gp24.pl/apps/p...../966602459
Tylko tych drzwi jeszcze nie było i na moich oczach jedna osoba omal nie przewróciła się w tą kałuże próbując ją przejść
5 sierpnia 2008, o godzinie 23:37
WKPB,
chyba nie ma w Polsce przymusu lubienia braci Kaczynskich w roli polityków.
Nie wzbudzaj mojej sympatii, intelektualnie mi nie imponują, wiedzą – jeszcze bardziej, na mój szacunek – nie zapracowali.
Jako politycy obaj poza zażenowaniem wywolują u mnie śmiech.
Idee, jakie głoszą są mi zupełnie obce, co najwyżej wywołują zdziwienie a potem śmiech.
Nikt nie wojuje z klownami. I nikt nie robi jakichkolwiek frontu by ich zwalczać. Klownów zatrudnia się co cyrku. Mamy dwie areny cyrkowe, obie w Warszawie – jedna na ul. Wiejskiej a druga na Krakowskim Przedmieściu. Czasami bywają też przedstawienia wyjazdowe, w kraju i zagranica.
Wszędzie wywołuja takie same reakcje, jak u mnie.
***
Jak mam traktować poważnie stwierdzenie np. jednego z pretorian obu braci, jakim jesteś – że z powodu wyleczonego kota z podwórka kancelarii premiera – robię sprawę …polityczną!
Czyżbym to ja zamieściła tutaj informacje o kocie, to moja jest telewizja, która się ta sprawa zajęła?
Jak na razie, podwórkowym kotem, zajmują się tutaj tubylcze „prawiczki”.
Kot został wyleczony i hasa na wolności, o czym doniosła wszak PIS-wska telewizja.
5 sierpnia 2008, o godzinie 23:49
Masz racje Jędrek,
nie wysiadałam jeszcze w Słupsku. Ale podobne widoki znam z dworca Warszawa Wschodnia i Warszawa Centralna (ten vis a vis Mariotta). Kiedyś wracałam z objazdu budów polskich autostrad i nie dowieziono mnie na czas, musiałam noc spędzić na dworcu. Na tym centralnym.
Niezapomniane przeżycie!
Kloszardzi, schizofreniczna aktorka recytująca Asnyka, mety, pijaczki, do kibelka z dworcową policjantką, bo pisuardessy po północy nie wpuszczają, bo się boją. Wspaniale róże u kwiaciarek, wszędobylski brud i brak miejsca do siedzenia.
Pierwszym nadarzającym się pociągiem w kierunku Poznania pognałam do domu.
6 sierpnia 2008, o godzinie 06:12
Bardzo dobrze. Gospodarz wypinkował Bernarda.
6 sierpnia 2008, o godzinie 07:15
drogi narciarzu
spieprzaj dziadu
6 sierpnia 2008, o godzinie 08:52
Bernardzie! A może byś tak coś merytorycznie? Jeśli to jeszcze możliwe…
6 sierpnia 2008, o godzinie 09:50
jasnaanielko
służę: ********* ********
6 sierpnia 2008, o godzinie 14:48
leszek.sopot:
Zapewne nie mieli o tym pojęcia, tak jak ich inicjatywa nie była mądra, choć dzięki szczęści nie zakończyła się tragedią. Ale i nie tylko o to chodzi. Postawa niemieckiego generała nie wzięła się znikąd. Była skutkiem pewnego postrzegania Francji, Francuzów, a zwłaszcza Paryża, może nawet nie tyle przez Amerykanów (Bradley z czysto militarnych powodów wolałby zostawić miasto Niemcom, ‘wyzwolił’ je bo samo wpadało w ręce), ale właśnie Niemców. Francuzi w Paryżu mogli liczyć na o wiele więcej przychylności, zrozumienia dla zabytków i ludzi, niż Polacy w Warszawie. A to niestety jest ważny czynnik.
7 sierpnia 2008, o godzinie 16:34
Dziekuje za te slowa! Mam dokladnie takie same zdanie na temat powstania. cisnie mi sie na usta: ciszej nad ta trumna.
ale to prawda ze powstanie to nasza najwieksza kleska w czasie II wojny swiatowej. I zamiast mowic o ‘moralnym zwyciestwie’ lepiej uczcic je tak jak czcimy ‘swieto zmarlych’. to powinno byc swieto unicestwienia stolicy – dajace do myslenia.
To dziwne ze nie potrafimy uczcic 4 czerwca (wyborow ’89). To jest dla mnie miejsce do pokazania dumy…..
1 sierpnia 2009, o godzinie 11:08
[...] http://kuczyn.com/2008/08.....zal-ludzi/ [...]